Kategorie: Wszystkie | "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę" | ...bez końca | 0 | 100O i jeden Rabinów | A Puszkina też zapuszkują? | A moze to tylko pomieszanie zmyslow | A nie lepiej być purystą? | Aaaaaaaaaaaaaa...aalfabeta | Ach, gdzież jest litość lub wspolczucia pozór? | Ach, gdzież jest litość lub współczucia pozór? | Adam Mic - Kiewicz | Adaś i Ewka | Aforystyka | Amerykański sen | Autopsychoterapia | Bez sensu to to! | Bez szaleństwa... | Bezmyślne okrucieństwo | Bezradność | Biedna Szymborska | Biedny Kapturek! | Bliźni miłości | Bliźniego miłość... | Blondyn | Blue Bossa | Bojaźń i drżenie | Bratnie dusze | Bruner, ty świnio! | Buddyzm w życiu codziennym | Bóg mi poskapił tej anielskiej miary... | Bóg mi poskąpił tej anielskiej miary... | Bójstwo samo | Caritas | Chiziofrenia | Choroba na śmierć | Chwila ułudy | Chwila wytchnienia | Chłodne upojenie | Cierpienia i radości | Cierpienie i radość | Cleen feed | Cnota niedoli | Co slina na język przyniosła | Co tam panie w polityce? | Co w niebie piszczy | Co ślina na język przyniosła? | Corrida | Coś dla duszy... | Coś tak wulgarnego | Cudotwórstwo | Czarna Perła Tao | Czarny tulipan skrzyżowany z czarna różą | Czarny tulipan skrzyżowany z czarną różą | Czary Mary | Czego nie przysięgał Hipokrates? | Człowiek nie jest rzeczą | Człowiek to brzmi dumnie, ale nie u mnie | Często chowa | Częstochowskie rymy | Deficyt aniołów | Delightful! | Demokratyczne wybory w Oczodołach | Diabłoterapia | Dla wszystkich i dla nikogo | Dnieje | Do samego siebie | Dodatek | Dowcipas dnia | Duma narodowa | Dusze drzew | Dyskretna mgiełka autoironii | Dzielność | Dziki kapitalizm | Dzisiejsza młodzież | Dzisiejsza młodzież nosi ładną odzież | Egzystencjalizm jest chumanizmem | Ekonomia zbawienia | Elegancja Francja | Elegijnie | English gentelman | English gentleman | Epicurus | Ewa tylko ziewa | Falochron | Female | Filozofia bez uczoności | Forever Loving Jah | Gadu, gadu | Gadu, gadu, trochę więcej jadu | Gal Anonim | Gaz dla pedałów | Gaz dla pedałów, młot dla sierpów | Gdy rozum śpi... | Gendarme | Genek, gienialny gieniusz | Geno Typ | Gorący uczynek | Grabarz | Grabarz nonsensu | Gry i zabawy literackie | Głupota przysłowiem narodów | Głębie i tajnie Podświadomego | HIstoria nauczycielką bicia | Herbatka zen | Homo economicus | Homo sapiens czy Homo politicus | Humor absurdalny | Humor nieco absurdalny | Humor, satyra, panie... | I rekiny w oceani mają zębów cały rząd | I rekiny w oceanie mają zębów cały rząd | Indie Wschodnie i Zachodnie | Industrial | Istnieje również wrodzony brak poczucia humoru | Ja tam bynajmniej nie wiem | Jak długo będę jeszcze żył? | Jak uprawiać agresywne dziennikarstwo? Poradnik dla początkujących | Jakże cżęsto powtarza się ta historia | Jakże trudno czasami coś sklecić! | Jan i Małgorzata | Jan z Czarnolasu | Jesienna muzyka | Jeszcze smutniej! | Jeździec Apokalipsy | Językologia | Kaczuszki mandarynki | Karawana idzie dalej | Katedra Adamowego Żebra | Kawa z Kafką | Każdemu według naszych chęci | Każdemu według potrzeb | Każdemu, o czym tylko zamarzy | Kiciuś Miciuś! | Kicuś Micuś! | Kiedy człowiek staje się bestią | Kiedy owce nie milczą | Kij w mrowisku | Kniaź Wiktor | Kochani ludożercy | Kolacja Pani Sowy | Kometa tylko głownia nie ta | Konkwista | Koryfeusz nauki, milośnik sztuki | Koty i inne zwierzęta | Koty, głupoty, palikoty | Kości rzucone są | Kość słoniowa | Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatni | Kto pisze teraz historię? | Kuchnia szamańska | Kwiatki Św. Franciszka | Kwiatostan śmierci | Kwitnienie kultury | Kwitnąca wiśnia | La colombina i ciche ukojenie | Lekarzu - lecz się sam! | Lenin wiecznie żywy | Leśmianiada | Lichwiarstwo polskie | Liryki i prztyki | Logika dziejów | Londyńska mgła niepamięci | Londyńskie przygody | Los ofiary | Los puka do moich drzwi | Lotosowy wpis | Ludzie ludziom... | Lunatyzm | Lęk społeczny | Made in Japan | Maligna | Marność nad marnościami | Marność nad marnościami. Rekoleksje Wielkopiątkowe | Marzenia senne | Marzeniologia stosowana | Maszkary i senne dziwadła | Maszkary i senne widziadła odbite w lustrze | Mała czarna z Kafką | Medycyna naturalna | Meine Liebe Augustin! | Melancholia | Melancholia stosowana | Memorabilia | Meszreiw | Meteo | Mgiełka autoironii | Mglisty dzień. Mgła | Mikołak | Mistrz i Małgorzatka | Mistycyzm lunarny | Mistyka i miłość | Mitologia osobista | Mitologia świata | Miłość | Miłość bliźniego | Miłość nie zawsze szczęśliwa | Miś Uszatek | Moc rytuałów | Monada nie ma okien | Mowa potoczna | Mowa ptaków | Mowa serca | Moze ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może ktoś się ucieszy? | Może ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może to trochę zbyt uszczypliwe | Musicology | Muza lekkich obyczjów | Muzyka przywraca ład serca | Myszoterapia dr Nezumi | Myśli prostego człowieka | Mądrość Natury | Mądrość jak z gazety | Mądrość narodów | Młot na faryzeuszy i hipokrytów | Męstwo bycia | Mówił sen do snu | NIe ma na świecie dwóch takich samych liści, ni kropel deszczu | Na jawie (lecz to, co niejawne pozstaje) | Na stos rzuciliśmy szcześcia los | Na stos rzuciliśmy szczęścia los | Na szczytach hipokryzji | Na zdrowie! | Nad piekną rzeką | Najokrutniejsze zwierzę | Najsłodsza tajemnica | Narastająca senność | Nic dzisiaj ciekawego nie napisałem | Nicość | Nie am dwóch takich samych liści, ni kropel wody | Nie bój się - najwyżej cię rozstrzelają! | Nie czas żałować burz, gdy płoną oczy | Nie czas żąłować burz, gdy płoną oczy | Nie każde szczere złoto jest szczerozłote | Nie ma na świecie dwóch takich samych liści ani kropel wody | Nie ma na świecie dwóćh atkich samych liści lub kropel deszczu | Nie ma takiego smutnego, co by na wesołe nie wyszło | Nie ma zazdrości bez miłości | Nie oddamy nawet guzika | Nie tylko dzielenie włosa na czworo | Nie wiem, ja w ogóle nie myślę | Nie zabijaj! | Nie zabijajcie drzew! | Nie zawsze urocza dzecinada | Niebiańskie szczyty głupoty | Niech pani będzie dzielna! | Niech zapłaczą na moim pogrzebie | Nieco drapieżny wpis | Niekoniecznie ptasi móżdżek | Nienawiść bliźniego | Nieosobiście | Nieprzesłane przesłanie | Niestworzone rzeczy | Nieszkodliwe głupotki | Niewczesna melancholia melomana | Niewczesne rozważania | Niewielka profanacja | Niewielkie przekłamanie | Niskolotnie | No No! Teatr No | No comments! | No no! | Nowa poezja lingwistyczna | Nędzne kabareciarstwo | O Leonardo, po cóż się tak trudzisz? | O dzieleniu włosa na czworo, czyli metodzie scholastycznej | O dzieleniu włosa na czworo, czyli o metodzie scholastycznej | Obciachy | Obscenia i parafrenalia | Obsesja dobrego biustu | Ojej! | Oko w oko z zębem mądrości | Okropieństwa | Okruchy odgrzebane z lawy | Okruchy życia wygrzebane zlawy | Okruchy życia wygrzebane z lawy | Okrutna losu ironia | Orientuj się na orient | Owczarek | Owczarki afgańskie | Owocożerni | PL jak piekło | PO PiS | POeci wszystkich krajów dzielcie się | Pan Tadeusz | Panie pośle, po chrześcijańsku panu wybaczam | Pańska satyra polityczna jest niegramatyczna | Pendant do pewnego przypisu | Perlikowski | Pewna elastyczność zasad | Pewne jak w banku | Piorunujący piorun! | Po owocach poznacie ich! | Po upadku | Pobożne życzenia | Podpatrywanie Natury | Podroby i inne podróbki | Pokolenie Kainowe | Pokorne ciele | Pokorne cielę | Pokusa | Polak potrafi | Polak potrafi! | Politolog i Politowska | Politycznie niepoprawne! | Polonica | Polonika rycerskie | Polucje i ablucje | Pomarańcze i mandarynki | Pomarznąć dobra rzecz | Pomarznąć dobra rzecz! | Pomoc psychologiczna | Poranna kawka z Kafką | Porąbane marzenia | Potężne i głębokie warstwy pierwotnego mitu | Powieść brukowa | Powszechna życzliwość | Powtórka z cynizmu | Poznaj samego siebie | Prawda | Prawda jest jedna i piękna, ale złożona | Prawda popłaca | Prawdziwa metropolia | Prawi i sprawiedliwi | Prawiezmartwychpowstanie | Prawiezmarwtychpowstanie | Prognoza pogody | Pruski smutek | Przecież cię zjem! | Przedagonalny polski agon | Przegląd sportowy | Przeinaczenia | Przez pychę do pokory | Przeżyjesz to, a pote już tylko grób | Przeżyjesz to, a potem już tylko grób! | Przminęło z wiatrem | Prztyczek | Psiapowiednia Majów | Psubrat | Pustka | Pytanie dość retoryczne | Raczej to nie będzie hit | Radosne gonitwy śnieżnych tygrysów | Radość wędrowania | Rejterada Rejtana | Religie nauczą cie pokory | Res Sacra Pecunia | Romans z pop kulturą | Roots, Rock, Reggae | Rozkosze reinkarnacji | Rozmowa nie na telefon | Rozpacz | Rozpacz na wieki wieków | Rozpacz, która podpełza pod gardło | Ruch i świeże powietrze... | Rybołówstwo cudzołożnika | Rycerz pokalany | Samokrytyka | Samotność egzystencjalna | Sekrety pewnego domu handlowego | Seraphic Flames and Heavenly Love | Siedź na dupie i potakuj! | Somatyka | Somatyka logiczna | Spełniona przepowiednia | Spleśniały ser | Sponsorem tej opowieści jest wydawnictwo Błękitny Wieloryb | Sport to zdrowie | Spowiedź morskiego wilka | Stary Sącz i Nowy Sącz | Stary mafioso | Stołeczne stołki | Stratyfikacja społeczna | Suma sumarum | Sumienie rachunku | Sweet Music and Poetry | Sygnały podprogowe | Szalchetne zdrowie | Szczęśliwa pomyłka | Szekspir do żadnej nie należy epoki | Szkarady | Szlachetna gravitas | Szlachetne zdrowie | Słodycze grafomanii | Słówka | Słówko do słówka, a uzbiera się sówka | Tadeusz Bój Jeleński | Taia chińska podróbka | Takie będą rzeczpospolite jakie tego blogu chowanie | Takie tam, pierdoły | Talking Heads | Tania chińska podróbka | Tatiana | Teorie świata nauki | Terapeutyczie | Terapeutycznie | Thames | The Doors. Uchylone drzwi | The Lion cub | The fruit of beauty and despair | To na pewno nie Lec | To nie żadna filozofia | Tragiczne pożegnania | Transformacja duchowa | Trudna sztuka dialogu | Trudno czasmi coś sklecić | Trzylogia | Trója z polskiego | Twarda rzeczywistość | Ty mi tutaj nie filozuj | Tygrysologia stosowana | Tysiac i jeden ptaków | Tysiąc i jeden kotów | Tysiąc i jeden ptaków | Tysiąc różowych kroliczków | Tęsknica | Tęsknota duchowa | Ubekistan | Ucone księgi | Uczeni ludożercy | Uderzenia losu | Uduchowienie | Umrzeć z miłości | Upadek Pierwszego Człowieka | Uroczy wegetarianin | Uszczelnienie systemu podatkowego | Utrata uzębienia | W czym mogę panu pomóc? | Wciąz powtarza się ta sama historia | Wciąż powtarza się ta sama historia | Wdzieczna muzyka przywraca ład serca | Wesola grafomania z morałem | Wiecej broi dla szaleńców w Teksasie | Wieczne powroty | Wiedza radosna | Wielka wygrana | Wielomówstwo, czyli plaga opowiadania | Wierzba płacząca | Wiosny i jesienie | Witch | Więcej broni dla szaleńców w Teksasie | Wojna totalna | Wpis o kształcie piramidy | Wprowadzenie do kruczków prawnych | Wrzucam wszystko do kosza | Wrzątek | Wspomneinei pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Współczesny filister | Wszystkie rybki | Wszystko na A | Wszystko na sprzedarz | Wszystko na sprzedaż | Wygrana | Węzłowato | Wólka Węglowa | Xin Lu, typowa brunetka o granatowych oczach | Z Nietzschego nic nie powstaje | Z księgi wulgaryzmów | Z rupieciarni myśli | Zaczarowany świat zen | Zanim mnie wrzucą do dołu | Zapowiedź Apokalipsy | Zaraz wracam! | Zasada domniemanej winy | Zaskroniec | Zastał Polskę drewnianą... | Zatrzaśnięte drzwi | Zbaw mie Buddo Amido | Zbaw mnie, Buddo Amido | Zdrowy egoizm | Zegar dziejów | Zestrzelenie księżyca | Zginął z rąk słabej kobiety | Zima się nas nie ima | Zjawiskowe | Znak jaskółki | Zrozumieć wartość tego, co nieużyteczne | Zuch zawsze ochoczy! | Zwierzęta pod postacią ludzi | Zwyciestwo konsumpcjonizmu | Ząb mądrości | ie zabijajcie drzew! | ieosobiście | kosmos | Łagodne prawo, ale prawo | Łagodność tygrysa | Śmiechotki, chichotki | Śmiertelna powaga | Śmierć | Światełko w mroku | Świętość, wziętość, nadętość | Życie jest tragiczne | Życie samo | Życzliwe spojrzenia na całość ogródka | Żyć, nie umierać
RSS

Pruski smutek

piątek, 06 września 2013

           Zachęcony piękną muzyką lutniową Adama Falckenhagena, napisałem ten utwór.  Muzyka lutniowa rozwijała się w Niemczech w pierwszej połowie XVIII wieku i jest kilku wybitnych jej przedstawicieli, chociaż żaden z nich nie jest tak znany jak Weiss i Bach (który skomponował na lutnię ledwie kilka utworów).  Instrument ten przeżywał swój złoty wiek w epoce renesansu (kto nie słuchał na przykład utworów lutniowych Dowlanda), jednak XVII wiek to przede wszystkim okres rozwoju francuskiej szkoły lutniowej, a w późnym baroku dwory niemieckie stały się głównymi ośrodkami tej szlachetnej sztuki.

                                                                     LUTNISTA Z WEIMARU

           Kolejna żona księcia była a musa, to znaczy nie lubiła muzyki i Kaspar Leopold Hoffman utracił swą posadę dworskiego kompozytora i lutnisty.  A kiedy jego własna żona Charlotta Eberchardyna opuściła go, popadł w melancholię, której zawsze był bliski, komponował bowiem w większości smutne utwory.  Kaspar Leopold kochał Charlottę całym swym sercem, ta jednak pod wpływem obłędu opuściła nagle dom, męża i dzieci, i nie można jej było nigdzie odnaleźć.  Nie było więc komu zająć się czworgiem dzieci i muzyk musiał oddać je do przytułku, co kosztowało go niemało grosza.  Gdyby Charlotta umarła, mógłby się ożenić i znaleźć opiekę dla swych pociech, chociaż po utracie pracy przestał być już dla kobiet atrakcyjną partią.  Teraz jednak pozostał sam.  Na szczęście wuj Kaspara obiecał wesprzeć go finansowo i zapewnić protekcję konieczną do znalezienia pracy u Margrabiego z Halle...Co z tego, kiedy Kaspar nie mógł już myśleć o swej muzycznej karierze, a melancholia pognała go jak wiatr w całkiem przeciwnym kierunku - ku dzikim skałom, sosnom i piaskom Pomorza.  W okolicy miasteczka Kolberg miał niewielki zameczek pewien książę, który również był melancholikiem.  Zaprosił on Kaspara do siebie. 

           Kiedy w końcu lutnista dotarł do zamku księcia, była piękna jesień, ale książę nie żył już od kilku dni i spoczywał na marach. A ponieważ nie miał krewnych, jego zamek, park i majątek przejął jego dotychczasowy zarządca.  Umierając, książę zapisał muzykowi dożywotnią pensję. W tej sytuacji Kaspar nie miał tam nic do roboty i większość czasu spędzał na przechadzkach po parku albo topił swój czas myszkując w bibliotece.  A kiedy czuł przypływ tęsknoty za Charlottą, który ogarniał go zwykle podczas deszczu, biegł nad morze i nie zdejmując ubrania wchodził w nie.  Wracał stamtąd często późną nocą, blady jak widmo, a jego ubranie miało zapach soli.

          Tymczasem w zamku działy się dość dziwne rzeczy.  Zarządca zwolnił prawie całą służbę, pozostawiając jedynie trzy kreatury: jednookiego Ferdynanda, który nocami lunatykował po korytarzach z sześcioramiennym świecznikiem w dłoni,  nierozwiniętą umysłowo Doroteę, która była niemową i głuchego chłopca od psów.  Oczywiście wieśniacy zajmowali się czym trzeba w gospodarskim obejściu, ale nie miał już nawet kto gotować i na co dzień wszyscy w domu gryźli skórki od chleba lub jedli pieczone kartofle.  W największej sypialni zamieszkała zaś piękna Amalia, która miała być rzekomo jakąś daleką kuzynką córki zmarłej dawno temu małżonki księcia.  Jak i dlaczego się tu zjawiła, Kaspar nie wiedział.  Zapałał jednak do niej nagłym i płomiennym uczuciem.  I na szczęście nie znalazł w zarządcy konkurenta.  Ten miał bowiem osobliwe zwyczaje.  Dopadał Doroteę w chlewiku i tam brał ją od tyłu wydając z siebie przy tym dość nieludzkie odgłosy. 

          - Ale sobie użyłem...jak knur!  Powiadam ci drogi Kasparciu, nie ma większych rozkoszy nad rozkosze gromkiego pierdnięcia i lizania świńskiego łajna.  A Dorotkę też nieźle utytłałem, a przy okazji rozum przepędziłem jej z tyłka do głowy - zwykł mawiać.

          - Pewnie wybił ją pan rózgą.  Dziewczyna ledwie chodzi - zauważył z troską Kaspar. 

          - Ale za to tyłeczek ma krwisty jak tatar - przechwalał się stary lubieżnik - A my tylko wciąż wzdychamy, tak?  A zbałamucić się boimy?

          Kaspar miał czasami ochotę udusić tego człowieka, ale jego delikatne dłonie zupełnie się do tego nie nadawały. Brał więc do rąk lutnię i czarował.  A wtedy prawie zawsze zarządca kazał sobie podawać krwawą kiszkę, którą jadł z głośnym mlaskaniem.  A do tego piwsko.  I kiedy już zaczynało mu się odbijać pytał:

          - No i jak, skrwawiłeś już tę cipkę?

          Kiedy spytał o to już po raz dziesiąty, muzyk roztrzaskał swą ukochaną lutnię o kamienną posadzkę i pobiegł w kierunku wydm.  Tam wśród wieczornych mgieł czekała na niego Amalia.  Niestety, Kaspar zbyt późno zorientował się, że Amalia jest tylko duchem i zdążył ją pokochać jak kobietę, a delikatny dotyk jej dłoni doprowadzał go niemal do szaleństwa.

          - Tęsknię za Tobą, Amalia - powiedział - całymi dniami się nie spotykamy. Nie chcę, żeby ten prostak czegoś się domyślił. 

          - Przecież on wszystko wie - rzekła Amalia - A ja wiem, co przed chwilą zrobiłeś. 

          - Pękły wszystkie struny i serce instrumentu - powiedział ze smutkiem lutnista. 

          - Nie martw się.  Mamy przecież nasz ulubiony klawikord.  Pamiętasz, jak graliśmy na nim stojąc na cztery ręce?  Już się bałam, że zaraz wejdzie i zapyta: A co to za myszy tutaj harcują?...Boję się, że całkiem zajeździ tę biedną dziewczynę.  Szkoda, że jest taka ładna.

          - Zamierzam go zabić - rzekł muzyk.

          - Nie zrobisz tego, choćbyś chciał.  Masz duszę artysty, jak wy wszyscy, chociaż wydajecie się być w tych liberiach tylko rzemieślnikami.  Zagrasz mi coś w tonacji f-moll? - spytała Amalia.

          - Przecież nie mam już na czym...A czy nie lepiej jednak jak schronimy się przed tym wiatrem?  Jeszcze nas ktoś tutaj zabije. W okolicy włóczy się podobno wielu zbrodni.  A taki zbrodzień to nie patrzy, czy to pan, czy sługa...

          Amalia wyrwała się już jednak ku morzu.  Krzykliwe ptaki wirowały w powietrzu, miast zwyczajem innych ptaków usnąć na jakimś drzewie, a nad morzem rozlała się słoneczna łuna. 

         - Jak pięknie!  Jak pięknie! - krzyczała Amalia.  A Kaspar marzył tylko, żeby schwycić ją za rączkę, zdjąć z niej białą rękawiczkę i utulić ją w swej dłoni.      

         - Istnieje tylko ta chwila szczęścia - wołał.

         Ale Amalia gdzieś znikła...Szukał jej po całej plaży do kresu swych sił i dopiero nad ranem dowlókł się jakoś do zamku.  Na dworze powitał go nieźle już rozeźlony zarządca.  Ubrany był w płaszcz i długie czarne buciory, a w ręku trzymał bat.

         - Wyobrażasz sobie, Kaspar, że ta dziewucha odwaliła kitę.  Chyba zarypałem ją na śmierć! - rozpaczał.  

         - We wsi jest wiele takich - powiedział Kaspar i zapłakał.  

         - Jasne, ale ona była wyjątkowa.  Rodzonej matki tak nie kochałem.  To nie o to chodzi, że miała dużą dupę.  Ona nigdy nic nie mówiła. I to mnie, rozumiesz, najbardziej w niej ekscytowało.  Bywało, że jej nieźle dokuczyłem, a ta nic i pokornie tylko spuszcza oczka.  I nawet nie wie, jak się zeświniła.  Oj, było na czym pohulać!...No i jak - skrwawiłeś już tę cipkę? 

         - To może jesteś teraz zadowolony - obruszył się Kaspar. 

         - Zadowolony!  A co ja teraz zrobię z dwoma trupami?  Toż książę jeszcze nie pochowany, a jego zewłok wala się w drewutni gorsząc tę hołotę.  Mnie się to naprawdę nie karkuluje.  Chyba ją oddam dla inwentarza.   Będzie trochę kwiku, bo to doskonała karma i jeszcze całkiem nie prześmierdła.  Nawet kanarki takiej nie mają.   Może jakaś locha z rozpaczy zaszlocha, jak myślisz dzieciaczku? 

         Biedny Kaspar rzucił się w kierunku zarządcy, ale bicz przeciął mu brew i krew zalała oczy...

         - He, he!  - śmiał się ten demon - Chyba w końcu ostudziłem twój miłosny zapał.  A co, miałem jej kieckę kupić i powiedzieć - Dorotko, do twarzy ci z moimi worami...Zobacz jaka jest twarzowa.  Jest beżowa prawda, Dorotko?  Powiedz Dorotko - "Beżowa"...Nawet damy w Berlinie takiej nie mają.  

         - Ty kanalio!  - wykrzyknął Kaspar, ale ból przeszył mu skronie...

         - Słyszę, słyszę, ten twój skowyt!  - naigrawał się z niego zarządca - I co, nie dała ci?   A może utonęła?  Może twoja Amalia utonęła?  Ty Szarpidrucie!   Jeżeli nie, to już ja będę wiedział, co z nią zrobić.

         Kompozytor nie miał już sił dłużej walczyć.  Usiadł na trawie i objął dłońmi swą głowę.  Demon zaś chichotał i natrząsał się z niego i z jego ukochanej Amalii.  Nagle wstał i pobiegł w kierunku zamku.  Otworzył sekretarzyk i wypalił sobie z pistoletu prosto w czaszkę.  Niestety, zamek u broni zaciął się nieco i kula ugrzęzła w lufie.  Mimo to Kaspar wyzionął ducha.  Prawdopodobnie umarł z rozpaczy.  A wtedy ten demon zarządca zjawił się i zacierając ręce wyrecytował swą kwestię: 

         - Psia jucha wypłynęła ci przez nozdrza, mój drogi Kasparku!  Nie wiem, czy się przypadkiem nie zlałeś ze strachu.  No cóż, popsułeś tylko pistolet.  Nie każdy potrafi walczyć o honor kobiety i pięknie umrzeć.  Ty skończyłeś jak pies!  

         Mówiąc to potrącił chyba jakąś delikatną strunę w duszy Kaspara, bo ten nagle jęknął, chociaż od paru chwil już nie żył.  Tymczasem blada Amalia błądziła w białej sukni po plaży i niejeden jeszcze człowiek, a nawet niejeden duch jej się przestraszył.