Kategorie: Wszystkie | "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę" | ...bez końca | 0 | 100O i jeden Rabinów | A Puszkina też zapuszkują? | A moze to tylko pomieszanie zmyslow | A nie lepiej być purystą? | Aaaaaaaaaaaaaa...aalfabeta | Ach, gdzież jest litość lub wspolczucia pozór? | Ach, gdzież jest litość lub współczucia pozór? | Adam Mic - Kiewicz | Adaś i Ewka | Aforystyka | Amerykański sen | Autopsychoterapia | Bez sensu to to! | Bez szaleństwa... | Bezmyślne okrucieństwo | Bezradność | Biedna Szymborska | Biedny Kapturek! | Bliźni miłości | Bliźniego miłość... | Blondyn | Blue Bossa | Bojaźń i drżenie | Bratnie dusze | Bruner, ty świnio! | Buddyzm w życiu codziennym | Bóg mi poskapił tej anielskiej miary... | Bóg mi poskąpił tej anielskiej miary... | Bójstwo samo | Caritas | Chiziofrenia | Choroba na śmierć | Chwila ułudy | Chwila wytchnienia | Chłodne upojenie | Cierpienia i radości | Cierpienie i radość | Cleen feed | Cnota niedoli | Co slina na język przyniosła | Co tam panie w polityce? | Co w niebie piszczy | Co ślina na język przyniosła? | Corrida | Coś dla duszy... | Coś tak wulgarnego | Cudotwórstwo | Czarna Perła Tao | Czarny tulipan skrzyżowany z czarna różą | Czarny tulipan skrzyżowany z czarną różą | Czary Mary | Czego nie przysięgał Hipokrates? | Człowiek nie jest rzeczą | Człowiek to brzmi dumnie, ale nie u mnie | Często chowa | Częstochowskie rymy | Deficyt aniołów | Delightful! | Demokratyczne wybory w Oczodołach | Diabłoterapia | Dla wszystkich i dla nikogo | Dnieje | Do samego siebie | Dodatek | Dowcipas dnia | Duma narodowa | Dusze drzew | Dyskretna mgiełka autoironii | Dzielność | Dziki kapitalizm | Dzisiejsza młodzież | Dzisiejsza młodzież nosi ładną odzież | Egzystencjalizm jest chumanizmem | Ekonomia zbawienia | Elegancja Francja | Elegijnie | English gentelman | English gentleman | Epicurus | Ewa tylko ziewa | Falochron | Female | Filozofia bez uczoności | Forever Loving Jah | Gadu, gadu | Gadu, gadu, trochę więcej jadu | Gal Anonim | Gaz dla pedałów | Gaz dla pedałów, młot dla sierpów | Gdy rozum śpi... | Gendarme | Genek, gienialny gieniusz | Geno Typ | Gorący uczynek | Grabarz | Grabarz nonsensu | Gry i zabawy literackie | Głupota przysłowiem narodów | Głębie i tajnie Podświadomego | HIstoria nauczycielką bicia | Herbatka zen | Homo economicus | Homo sapiens czy Homo politicus | Humor absurdalny | Humor nieco absurdalny | Humor, satyra, panie... | I rekiny w oceani mają zębów cały rząd | I rekiny w oceanie mają zębów cały rząd | Indie Wschodnie i Zachodnie | Industrial | Istnieje również wrodzony brak poczucia humoru | Ja tam bynajmniej nie wiem | Jak długo będę jeszcze żył? | Jak uprawiać agresywne dziennikarstwo? Poradnik dla początkujących | Jakże cżęsto powtarza się ta historia | Jakże trudno czasami coś sklecić! | Jan i Małgorzata | Jan z Czarnolasu | Jesienna muzyka | Jeszcze smutniej! | Jeździec Apokalipsy | Językologia | Kaczuszki mandarynki | Karawana idzie dalej | Katedra Adamowego Żebra | Kawa z Kafką | Każdemu według naszych chęci | Każdemu według potrzeb | Każdemu, o czym tylko zamarzy | Kiciuś Miciuś! | Kicuś Micuś! | Kiedy człowiek staje się bestią | Kiedy owce nie milczą | Kij w mrowisku | Kniaź Wiktor | Kochani ludożercy | Kolacja Pani Sowy | Kometa tylko głownia nie ta | Konkwista | Koryfeusz nauki, milośnik sztuki | Koty i inne zwierzęta | Koty, głupoty, palikoty | Kości rzucone są | Kość słoniowa | Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatni | Kto pisze teraz historię? | Kuchnia szamańska | Kwiatki Św. Franciszka | Kwiatostan śmierci | Kwitnienie kultury | Kwitnąca wiśnia | La colombina i ciche ukojenie | Lekarzu - lecz się sam! | Lenin wiecznie żywy | Leśmianiada | Lichwiarstwo polskie | Liryki i prztyki | Logika dziejów | Londyńska mgła niepamięci | Londyńskie przygody | Los ofiary | Los puka do moich drzwi | Lotosowy wpis | Ludzie ludziom... | Lunatyzm | Lęk społeczny | Made in Japan | Maligna | Marność nad marnościami | Marność nad marnościami. Rekoleksje Wielkopiątkowe | Marzenia senne | Marzeniologia stosowana | Maszkary i senne dziwadła | Maszkary i senne widziadła odbite w lustrze | Mała czarna z Kafką | Medycyna naturalna | Meine Liebe Augustin! | Melancholia | Melancholia stosowana | Memorabilia | Meszreiw | Meteo | Mgiełka autoironii | Mglisty dzień. Mgła | Mikołak | Mistrz i Małgorzatka | Mistycyzm lunarny | Mistyka i miłość | Mitologia osobista | Mitologia świata | Miłość | Miłość bliźniego | Miłość nie zawsze szczęśliwa | Miś Uszatek | Moc rytuałów | Monada nie ma okien | Mowa potoczna | Mowa ptaków | Mowa serca | Moze ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może ktoś się ucieszy? | Może ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może to trochę zbyt uszczypliwe | Musicology | Muza lekkich obyczjów | Muzyka przywraca ład serca | Myszoterapia dr Nezumi | Myśli prostego człowieka | Mądrość Natury | Mądrość jak z gazety | Mądrość narodów | Młot na faryzeuszy i hipokrytów | Męstwo bycia | Mówił sen do snu | NIe ma na świecie dwóch takich samych liści, ni kropel deszczu | Na jawie (lecz to, co niejawne pozstaje) | Na stos rzuciliśmy szcześcia los | Na stos rzuciliśmy szczęścia los | Na szczytach hipokryzji | Na zdrowie! | Nad piekną rzeką | Najokrutniejsze zwierzę | Najsłodsza tajemnica | Narastająca senność | Nic dzisiaj ciekawego nie napisałem | Nicość | Nie am dwóch takich samych liści, ni kropel wody | Nie bój się - najwyżej cię rozstrzelają! | Nie czas żałować burz, gdy płoną oczy | Nie czas żąłować burz, gdy płoną oczy | Nie każde szczere złoto jest szczerozłote | Nie ma na świecie dwóch takich samych liści ani kropel wody | Nie ma na świecie dwóćh atkich samych liści lub kropel deszczu | Nie ma takiego smutnego, co by na wesołe nie wyszło | Nie ma zazdrości bez miłości | Nie oddamy nawet guzika | Nie tylko dzielenie włosa na czworo | Nie wiem, ja w ogóle nie myślę | Nie zabijaj! | Nie zabijajcie drzew! | Nie zawsze urocza dzecinada | Niebiańskie szczyty głupoty | Niech pani będzie dzielna! | Niech zapłaczą na moim pogrzebie | Nieco drapieżny wpis | Niekoniecznie ptasi móżdżek | Nienawiść bliźniego | Nieosobiście | Nieprzesłane przesłanie | Niestworzone rzeczy | Nieszkodliwe głupotki | Niewczesna melancholia melomana | Niewczesne rozważania | Niewielka profanacja | Niewielkie przekłamanie | Niskolotnie | No No! Teatr No | No comments! | No no! | Nowa poezja lingwistyczna | Nędzne kabareciarstwo | O Leonardo, po cóż się tak trudzisz? | O dzieleniu włosa na czworo, czyli metodzie scholastycznej | O dzieleniu włosa na czworo, czyli o metodzie scholastycznej | Obciachy | Obscenia i parafrenalia | Obsesja dobrego biustu | Ojej! | Oko w oko z zębem mądrości | Okropieństwa | Okruchy odgrzebane z lawy | Okruchy życia wygrzebane zlawy | Okruchy życia wygrzebane z lawy | Okrutna losu ironia | Orientuj się na orient | Owczarek | Owczarki afgańskie | Owocożerni | PL jak piekło | PO PiS | POeci wszystkich krajów dzielcie się | Pan Tadeusz | Panie pośle, po chrześcijańsku panu wybaczam | Pańska satyra polityczna jest niegramatyczna | Pendant do pewnego przypisu | Perlikowski | Pewna elastyczność zasad | Pewne jak w banku | Piorunujący piorun! | Po owocach poznacie ich! | Po upadku | Pobożne życzenia | Podpatrywanie Natury | Podroby i inne podróbki | Pokolenie Kainowe | Pokorne ciele | Pokorne cielę | Pokusa | Polak potrafi | Polak potrafi! | Politolog i Politowska | Politycznie niepoprawne! | Polonica | Polonika rycerskie | Polucje i ablucje | Pomarańcze i mandarynki | Pomarznąć dobra rzecz | Pomarznąć dobra rzecz! | Pomoc psychologiczna | Poranna kawka z Kafką | Porąbane marzenia | Potężne i głębokie warstwy pierwotnego mitu | Powieść brukowa | Powszechna życzliwość | Powtórka z cynizmu | Poznaj samego siebie | Prawda | Prawda jest jedna i piękna, ale złożona | Prawda popłaca | Prawdziwa metropolia | Prawi i sprawiedliwi | Prawiezmartwychpowstanie | Prawiezmarwtychpowstanie | Prognoza pogody | Pruski smutek | Przecież cię zjem! | Przedagonalny polski agon | Przegląd sportowy | Przeinaczenia | Przez pychę do pokory | Przeżyjesz to, a pote już tylko grób | Przeżyjesz to, a potem już tylko grób! | Przminęło z wiatrem | Prztyczek | Psiapowiednia Majów | Psubrat | Pustka | Pytanie dość retoryczne | Raczej to nie będzie hit | Radosne gonitwy śnieżnych tygrysów | Radość wędrowania | Rejterada Rejtana | Religie nauczą cie pokory | Res Sacra Pecunia | Romans z pop kulturą | Roots, Rock, Reggae | Rozkosze reinkarnacji | Rozmowa nie na telefon | Rozpacz | Rozpacz na wieki wieków | Rozpacz, która podpełza pod gardło | Ruch i świeże powietrze... | Rybołówstwo cudzołożnika | Rycerz pokalany | Samokrytyka | Samotność egzystencjalna | Sekrety pewnego domu handlowego | Seraphic Flames and Heavenly Love | Siedź na dupie i potakuj! | Somatyka | Somatyka logiczna | Spełniona przepowiednia | Spleśniały ser | Sponsorem tej opowieści jest wydawnictwo Błękitny Wieloryb | Sport to zdrowie | Spowiedź morskiego wilka | Stary Sącz i Nowy Sącz | Stary mafioso | Stołeczne stołki | Stratyfikacja społeczna | Suma sumarum | Sumienie rachunku | Sweet Music and Poetry | Sygnały podprogowe | Szalchetne zdrowie | Szczęśliwa pomyłka | Szekspir do żadnej nie należy epoki | Szkarady | Szlachetna gravitas | Szlachetne zdrowie | Słodycze grafomanii | Słówka | Słówko do słówka, a uzbiera się sówka | Tadeusz Bój Jeleński | Taia chińska podróbka | Takie będą rzeczpospolite jakie tego blogu chowanie | Takie tam, pierdoły | Talking Heads | Tania chińska podróbka | Tatiana | Teorie świata nauki | Terapeutyczie | Terapeutycznie | Thames | The Doors. Uchylone drzwi | The Lion cub | The fruit of beauty and despair | To na pewno nie Lec | To nie żadna filozofia | Tragiczne pożegnania | Transformacja duchowa | Trudna sztuka dialogu | Trudno czasmi coś sklecić | Trzylogia | Trója z polskiego | Twarda rzeczywistość | Ty mi tutaj nie filozuj | Tygrysologia stosowana | Tysiac i jeden ptaków | Tysiąc i jeden kotów | Tysiąc i jeden ptaków | Tysiąc różowych kroliczków | Tęsknica | Tęsknota duchowa | Ubekistan | Ucone księgi | Uczeni ludożercy | Uderzenia losu | Uduchowienie | Umrzeć z miłości | Upadek Pierwszego Człowieka | Uroczy wegetarianin | Uszczelnienie systemu podatkowego | Utrata uzębienia | W czym mogę panu pomóc? | Wciąz powtarza się ta sama historia | Wciąż powtarza się ta sama historia | Wdzieczna muzyka przywraca ład serca | Wesola grafomania z morałem | Wiecej broi dla szaleńców w Teksasie | Wieczne powroty | Wiedza radosna | Wielka wygrana | Wielomówstwo, czyli plaga opowiadania | Wierzba płacząca | Wiosny i jesienie | Witch | Więcej broni dla szaleńców w Teksasie | Wojna totalna | Wpis o kształcie piramidy | Wprowadzenie do kruczków prawnych | Wrzucam wszystko do kosza | Wrzątek | Wspomneinei pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Współczesny filister | Wszystkie rybki | Wszystko na A | Wszystko na sprzedarz | Wszystko na sprzedaż | Wygrana | Węzłowato | Wólka Węglowa | Xin Lu, typowa brunetka o granatowych oczach | Z Nietzschego nic nie powstaje | Z księgi wulgaryzmów | Z rupieciarni myśli | Zaczarowany świat zen | Zanim mnie wrzucą do dołu | Zapowiedź Apokalipsy | Zaraz wracam! | Zasada domniemanej winy | Zaskroniec | Zastał Polskę drewnianą... | Zatrzaśnięte drzwi | Zbaw mie Buddo Amido | Zbaw mnie, Buddo Amido | Zdrowy egoizm | Zegar dziejów | Zestrzelenie księżyca | Zginął z rąk słabej kobiety | Zima się nas nie ima | Zjawiskowe | Znak jaskółki | Zrozumieć wartość tego, co nieużyteczne | Zuch zawsze ochoczy! | Zwierzęta pod postacią ludzi | Zwyciestwo konsumpcjonizmu | Ząb mądrości | ie zabijajcie drzew! | ieosobiście | kosmos | Łagodne prawo, ale prawo | Łagodność tygrysa | Śmiechotki, chichotki | Śmiertelna powaga | Śmierć | Światełko w mroku | Świętość, wziętość, nadętość | Życie jest tragiczne | Życie samo | Życzliwe spojrzenia na całość ogródka | Żyć, nie umierać
RSS

Mitologia osobista

piątek, 26 lipca 2013

            "Kradzione nie tuczy" - mawiał gruby rzeźnik Szlomo.  Kiedy Szlomo ważył salceson, albo kaszankę, to zwykle waga przechylała się trochę w lewą stronę.  Wprawdzie Szlomo kładł po prawej stronie stary kartofel i odważnik, ale zawsze sobie w ten sposób uszczknął kilka dekagramów. Czynność tę nazywa się pospolicie oszukiwaniem na wadze.  Jedno tylko niepokoiło Salomona.  "A co będzie jak przyjdzie rewident? To mi się nie karkuluje. Trzeba mu będzie nieźle dać w łapę!  Nie warto chyba nadstawiać karku".  A Pana Boga, który widzi wszystko, w ogóle się nie bał.        

             Pewnego razu przed południem do sklepu wszedł jakiś starszy szpakowaty pan z długą brodą. Wyglądał na zmęczonego i przestraszonego.  Ale pozbierał się trochę i zapytał:

             - Poznajesz mnie Sol?  To ja, Twój Bóg! - 

             - Jak przez mgłę - powiedział Salomon - Pan życzy?

             - Zapomniałem karty kredytowej, a jest teraz taki mróz.  Czy nie mógłbyś mi zważyć trochę salcesonu? Słabo się dzisiaj czuję.

             - Jeszcze czego!   Za darmo to nie dają nawet w burdelu. Nienormalny jakiś!  - wrzasnął rzeźnik i pogroził Panu Bogu nożem.

             - Dawno tu nie byłem - powiedział Pan Bóg - Wiele się zmieniło od moich czasów.           

             A wtedy Szlomo chciał rzucić się na niego i usunąć go ze sklepu.

             - NO TO JA CIĘ TERAZ DOPIERO PRZESTRASZĘ! - powiedział Pan Bóg i wystarczyło, że dmuchnął, a zatrzęsła się ziemia i Salomon Mortadela siedział na kupie śmieci i biadał:

             - O Boże!  Jestem zrujnowany!...Jestem zrujnowany!

             - Cieszę się, że przypomniałeś sobie o mnie - rzekł Pan Bóg - Postanowiłem więc dać Ci drugą szansę - i ledwie pstryknął palcami, a Szlomo siedział na złotym tronie za srebrną ladą.  A na tej ladzie stała złota waga z diamentowymi odważnikami. I Szlomo mógł się widzieć w złoconym lustrze na przeciwko.  A jak wspaniale prezentowały się w tym lustrze szynki i balerony!  

             - Tylko musisz pamiętać o jednym - rzekł Pan Bóg - Teraz już nie masz wymówki.  Wiesz chyba o czym mówię?

             - To zalatuje jakimś marksizmem - zniecierpliwił się rzeźnik - Czy aby na pewno jesteś moim Bogiem?

             - Nie masz nosa. Gdybyś więcej czasu poświęcał na kontemplację moich słów i dzieł, to wiedziałbyś, że nie znoszę lichwy i liberałów - odpowiedział Pan Bóg.

                                         ***

             - I co się potem stało dziadku?

             - Chyba zapomniałem...

             - Szlomo przetopił wagę i sprzedał odważniki?  I dalej oszukiwał na wadze.  Tak, dziadku?

             - Tego nie powiedziałem.

piątek, 12 lipca 2013

            Czasami mówi się o zakamarkach duszy.  Ach, jest ich bardzo wiele!  Gdyby porównać naszą duszę do miasta, to istnieją rejony nieodwiedzane. Poruszamy się zwykle głównymi ulicami lub po trasie, która prowadzi w miejsca, w których musimy lub lubimy być.  Rzadko więc odwiedzam szkołę podstawową, w której rozpocząłem swoją edukację i skąd po trzech latach zabrali mnie rodzice prosząc różnych kuratorów, aby zamiast o rejonizacji pomyśleli o losie biednego chłopca.  Ale niedawno przypadkowo tam trafiłem... 

            W przeddzień roku szkolnego, a może nawet trochę wcześniej - nie pamiętam - mama kupiła mi niebieski tornister, książki i zeszyty, kapcie i worek na te kapcie, a 1 września odprowadziła do szkoły.  Osiedle, na którym rodzice mieszkali, z powodów politycznych zaludniali na ogół ludzie prości, tzw. lumpenproletariat (jak się wtedy mówiło).  W wielu mieszkaniach urządzano pijackie meliny, a ludzie spali na słomie tak, jak na wsi.  I tak, jak na wsi przesiadywali dniami i nocami przed domem. Podchmieleni chłopcy grali na gitarach jedyną pieśń, jaką, potrafili grać czyli "Dom wschodzącego słońca", grano w piłkę, bito się do krwi, a baby zajęte były przez cały boży dzień gadaniem.  O moim ojcu, który był pracownikiem naukowym mówiono, że to pewnie jakiś minister...

            Nic dziwnego, że część moich kolegów miała problem z ukończeniem pierwszej klasy i musiała ją powtarzać, a Kajtek Cygan (i on i wszyscy jego bracia już nie żyją, zmarli w bardzo młodym wieku) darł na podwórku świadectwo.  W klasie królowała potężna, przerośnięta dziewczyna, świńska blondynka, o odruchach zdecydowanie sadystycznych, która nielitościwie tłukła wszystkich chłopaków.  Byłem młodszy od swoich kolegów o rok, bo ojciec w wieku sześciu lat posłał mnie do szkoły.  Miałem jajowatą głowę i nosiłem okulary, a koledzy mówili na mnie: "Cztery oczy piąty nos", albo "Ślepota" - mówili też na mnie "Miły", bo przez cały czas mylili mnie z podobnym do mnie trochę chłopcem, który nazywał się Miłosz i też był spokojny i grzeczny.   Dwa wydarzenia były w owym czasie szczególnie pamiętne:

            - Podczas ceremonii zakończenia roku szkolnego na boisku zawalił się maszt i przygniótł wicedyrektora; stałem blisko tego miejsca i mamusia cieszyła się, że nic mi się nie stało;

            - W starszej klasie dzieci wyrzuciły z pierwszego piętra młodą nauczycielkę, która trochę się połamała;   

            Moja wychowawczyni chodziła po domach rodziców swoich uczniów, aby zapoznać się z ich sytuacją domową i podczas jednej z takich wizyt o mało nie została zgwałcona.  Lubiłem moją Panią, a Pani mnie, bo uważała, że podobnie jak Miłosz jestem raczej delikatny i wymagam specjalnej troski. Nie miała jednak łatwego życia.  Starsi uczniowie potrafili obmacywać ją na korytarzu i przyciskać w przejściach...

            Losy moich kolegów z podwórka były często dramatyczne - kilku trafiło do więzienia za zbiorowy gwałt w pobliskim parku, jednego zastrzelili w wojsku, jeszcze inny pił denaturat i załatwiał potrzeby fizjologiczne na klatce schodowej, ale kilku z nich to obecnie poważni ludzie - tzw.  biznesmeni, choć nie zawsze wiadomo, o jaki biznes chodzi.  Pamiętam, jak do jednego z moich sąsiadów po drugiej stronie ulicy, człowieka młodego i wysportowanego przyjechała policja, a on wyskoczył z okna drugiego piętra i po prostu nawiał.  Przez całe moje dzieciństwo przyjeżdżano też uspokajać pijaka, który maltretował małżonkę.  Początkowo był cierpliwy i kiedy żona ujadała, mówił tylko swym donośnym basem:

            - Zamknij mordę!  

            Ale ona nie potrafiła zamknąć mordy.  Po dziesięciu takich lojalnych ostrzeżeniach kobieta zaczynała przeraźliwie wyć, chociaż mężczyzna okładał ją tylko pasem od spodni i targał za włosy.  A kiedy przyjeżdżali wreszcie stróżowie porządku, małżonkowie zgodnie zaczynali ich lżyć i okładać pięściami. A z pocztówki dźwiękowej leciała "Rum Helka (tyś gruba, jak ta belka)" lub nieśmiertelny "Felek Zdankiewicz".

           W szkole nastąpił proces powolnego oduczania się przeze mnie wszystkiego, czego się nauczyłem w domu.  W wieku niecałych pięciu lat płynnie czytałem mojej babci i mamie bajki Andersena...W wieku siedmiu lat "dukałem" już tylko.  A po trzech latach szkolny psycholog orzekł, że jestem "niedorozwinięty".  Rzeczywiście byłem już wtedy w stanie pewnej apatii...

           Ale najbardziej pamiętam jednak mój niebieski tornister.  Wydawał mi się taki piękny...1 września był też piękny, upojny dzień. Nie wiem dlaczego, ale kiedy o tym piszę, mam łzy w oczach...Tak zaczęła się moja szkoła życia.     

                        

 

wtorek, 16 kwietnia 2013

          "Rozpaczliwe próby ratowania sensu mojego życia kończą się niepowodzeniem.  Utraciłem posadę bibliotekarza, a wszelkie moje próby odnalezienia mistycznej jedności ze wszechświatem zakończyły się niepowodzeniem.   Chciałem już się nawet zabić, ale przyjaciel powiedział mi, że byłoby to z mojej strony ogromną złośliwością, a ponieważ i tak mam zły charakter, więc nie ma sensu pogarszać sprawy.  Przez całe życie płynąłem pod prąd, ale jestem już tym zmęczony"  - powiedział dr Laozi.

          "I co teraz zrobisz? - spytała Gwiazda Wieczorna. 

          "Jak to, co?  Dosiadam swego bawołu i jadę na Zachód, jak głosi moja legenda" - powiedział smutno doktor. 

          "A nie lepiej, żebyś dosiadł obłoku?  Przecież nawet bawoła się nie dorobiłeś" - powiedziała smętnie dziewczyna.

          "Masz rację kochana Gwiazdo Poranna.  Rzeczywiście, popłynę chyba razem z chmurami" - mówiąc to Laozi jeszcze bardziej posmutniał.

          "Tylko uważaj, bo na granicy jest strażnik, który nie pozwoli ci przejechać, dopóki nie napiszesz dla niego osiemdziesięciu wierszyków" - rzekła Gwiazda Wieczorna. 

          "Osiemdziesięciu jeden!  Ale, nigdy tego nie zrobię, Moja Prześliczna.  Tao, które można wyrazić słowami, nie jest bowiem prawdziwym tao.  Wolałbym już popełnić samobójstwo, jak ów sławny poeta, niż pleść o nim trzy po trzy" - oznajmił Laozi, ale po chwili uśmiechnął się i dodał  "Lecąc wysoko na chmurze ominę jego pułapkę!" 

          "Przykro mi, że tak odjeżdżasz. Czy wiesz, że kiedyś zrobią z ciebie Boga i powiedzą, "to Pan Lao stworzył świat?" - powiedziała Gwiazda Wieczorna.

          "Na szczęście ja już tego nie dożyję" - odrzekł doktor.