Kategorie: Wszystkie | "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę" | ...bez końca | 0 | 100O i jeden Rabinów | A Puszkina też zapuszkują? | A moze to tylko pomieszanie zmyslow | A nie lepiej być purystą? | Aaaaaaaaaaaaaa...aalfabeta | Ach, gdzież jest litość lub wspolczucia pozór? | Ach, gdzież jest litość lub współczucia pozór? | Adam Mic - Kiewicz | Adaś i Ewka | Aforystyka | Amerykański sen | Autopsychoterapia | Bez sensu to to! | Bez szaleństwa... | Bezmyślne okrucieństwo | Bezradność | Biedna Szymborska | Biedny Kapturek! | Bliźni miłości | Bliźniego miłość... | Blondyn | Blue Bossa | Bojaźń i drżenie | Bratnie dusze | Bruner, ty świnio! | Buddyzm w życiu codziennym | Bóg mi poskapił tej anielskiej miary... | Bóg mi poskąpił tej anielskiej miary... | Bójstwo samo | Caritas | Chiziofrenia | Choroba na śmierć | Chwila ułudy | Chwila wytchnienia | Chłodne upojenie | Cierpienia i radości | Cierpienie i radość | Cleen feed | Cnota niedoli | Co slina na język przyniosła | Co tam panie w polityce? | Co w niebie piszczy | Co ślina na język przyniosła? | Corrida | Coś dla duszy... | Coś tak wulgarnego | Cudotwórstwo | Czarna Perła Tao | Czarny tulipan skrzyżowany z czarna różą | Czarny tulipan skrzyżowany z czarną różą | Czary Mary | Czego nie przysięgał Hipokrates? | Człowiek nie jest rzeczą | Człowiek to brzmi dumnie, ale nie u mnie | Często chowa | Częstochowskie rymy | Deficyt aniołów | Delightful! | Demokratyczne wybory w Oczodołach | Diabłoterapia | Dla wszystkich i dla nikogo | Dnieje | Do samego siebie | Dodatek | Dowcipas dnia | Duma narodowa | Dusze drzew | Dyskretna mgiełka autoironii | Dzielność | Dziki kapitalizm | Dzisiejsza młodzież | Dzisiejsza młodzież nosi ładną odzież | Egzystencjalizm jest chumanizmem | Ekonomia zbawienia | Elegancja Francja | Elegijnie | English gentelman | English gentleman | Epicurus | Ewa tylko ziewa | Falochron | Female | Filozofia bez uczoności | Forever Loving Jah | Gadu, gadu | Gadu, gadu, trochę więcej jadu | Gal Anonim | Gaz dla pedałów | Gaz dla pedałów, młot dla sierpów | Gdy rozum śpi... | Gendarme | Genek, gienialny gieniusz | Geno Typ | Gorący uczynek | Grabarz | Grabarz nonsensu | Gry i zabawy literackie | Głupota przysłowiem narodów | Głębie i tajnie Podświadomego | HIstoria nauczycielką bicia | Herbatka zen | Homo economicus | Homo sapiens czy Homo politicus | Humor absurdalny | Humor nieco absurdalny | Humor, satyra, panie... | I rekiny w oceani mają zębów cały rząd | I rekiny w oceanie mają zębów cały rząd | Indie Wschodnie i Zachodnie | Industrial | Istnieje również wrodzony brak poczucia humoru | Ja tam bynajmniej nie wiem | Jak długo będę jeszcze żył? | Jak uprawiać agresywne dziennikarstwo? Poradnik dla początkujących | Jakże cżęsto powtarza się ta historia | Jakże trudno czasami coś sklecić! | Jan i Małgorzata | Jan z Czarnolasu | Jesienna muzyka | Jeszcze smutniej! | Jeździec Apokalipsy | Językologia | Kaczuszki mandarynki | Karawana idzie dalej | Katedra Adamowego Żebra | Kawa z Kafką | Każdemu według naszych chęci | Każdemu według potrzeb | Każdemu, o czym tylko zamarzy | Kiciuś Miciuś! | Kicuś Micuś! | Kiedy człowiek staje się bestią | Kiedy owce nie milczą | Kij w mrowisku | Kniaź Wiktor | Kochani ludożercy | Kolacja Pani Sowy | Kometa tylko głownia nie ta | Konkwista | Koryfeusz nauki, milośnik sztuki | Koty i inne zwierzęta | Koty, głupoty, palikoty | Kości rzucone są | Kość słoniowa | Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatni | Kto pisze teraz historię? | Kuchnia szamańska | Kwiatki Św. Franciszka | Kwiatostan śmierci | Kwitnienie kultury | Kwitnąca wiśnia | La colombina i ciche ukojenie | Lekarzu - lecz się sam! | Lenin wiecznie żywy | Leśmianiada | Lichwiarstwo polskie | Liryki i prztyki | Logika dziejów | Londyńska mgła niepamięci | Londyńskie przygody | Los ofiary | Los puka do moich drzwi | Lotosowy wpis | Ludzie ludziom... | Lunatyzm | Lęk społeczny | Made in Japan | Maligna | Marność nad marnościami | Marność nad marnościami. Rekoleksje Wielkopiątkowe | Marzenia senne | Marzeniologia stosowana | Maszkary i senne dziwadła | Maszkary i senne widziadła odbite w lustrze | Mała czarna z Kafką | Medycyna naturalna | Meine Liebe Augustin! | Melancholia | Melancholia stosowana | Memorabilia | Meszreiw | Meteo | Mgiełka autoironii | Mglisty dzień. Mgła | Mikołak | Mistrz i Małgorzatka | Mistycyzm lunarny | Mistyka i miłość | Mitologia osobista | Mitologia świata | Miłość | Miłość bliźniego | Miłość nie zawsze szczęśliwa | Miś Uszatek | Moc rytuałów | Monada nie ma okien | Mowa potoczna | Mowa ptaków | Mowa serca | Moze ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może ktoś się ucieszy? | Może ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może to trochę zbyt uszczypliwe | Musicology | Muza lekkich obyczjów | Muzyka przywraca ład serca | Myszoterapia dr Nezumi | Myśli prostego człowieka | Mądrość Natury | Mądrość jak z gazety | Mądrość narodów | Młot na faryzeuszy i hipokrytów | Męstwo bycia | Mówił sen do snu | NIe ma na świecie dwóch takich samych liści, ni kropel deszczu | Na jawie (lecz to, co niejawne pozstaje) | Na stos rzuciliśmy szcześcia los | Na stos rzuciliśmy szczęścia los | Na szczytach hipokryzji | Na zdrowie! | Nad piekną rzeką | Najokrutniejsze zwierzę | Najsłodsza tajemnica | Narastająca senność | Nic dzisiaj ciekawego nie napisałem | Nicość | Nie am dwóch takich samych liści, ni kropel wody | Nie bój się - najwyżej cię rozstrzelają! | Nie czas żałować burz, gdy płoną oczy | Nie czas żąłować burz, gdy płoną oczy | Nie każde szczere złoto jest szczerozłote | Nie ma na świecie dwóch takich samych liści ani kropel wody | Nie ma na świecie dwóćh atkich samych liści lub kropel deszczu | Nie ma takiego smutnego, co by na wesołe nie wyszło | Nie ma zazdrości bez miłości | Nie oddamy nawet guzika | Nie tylko dzielenie włosa na czworo | Nie wiem, ja w ogóle nie myślę | Nie zabijaj! | Nie zabijajcie drzew! | Nie zawsze urocza dzecinada | Niebiańskie szczyty głupoty | Niech pani będzie dzielna! | Niech zapłaczą na moim pogrzebie | Nieco drapieżny wpis | Niekoniecznie ptasi móżdżek | Nienawiść bliźniego | Nieosobiście | Nieprzesłane przesłanie | Niestworzone rzeczy | Nieszkodliwe głupotki | Niewczesna melancholia melomana | Niewczesne rozważania | Niewielka profanacja | Niewielkie przekłamanie | Niskolotnie | No No! Teatr No | No comments! | No no! | Nowa poezja lingwistyczna | Nędzne kabareciarstwo | O Leonardo, po cóż się tak trudzisz? | O dzieleniu włosa na czworo, czyli metodzie scholastycznej | O dzieleniu włosa na czworo, czyli o metodzie scholastycznej | Obciachy | Obscenia i parafrenalia | Obsesja dobrego biustu | Ojej! | Oko w oko z zębem mądrości | Okropieństwa | Okruchy odgrzebane z lawy | Okruchy życia wygrzebane zlawy | Okruchy życia wygrzebane z lawy | Okrutna losu ironia | Orientuj się na orient | Owczarek | Owczarki afgańskie | Owocożerni | PL jak piekło | PO PiS | POeci wszystkich krajów dzielcie się | Pan Tadeusz | Panie pośle, po chrześcijańsku panu wybaczam | Pańska satyra polityczna jest niegramatyczna | Pendant do pewnego przypisu | Perlikowski | Pewna elastyczność zasad | Pewne jak w banku | Piorunujący piorun! | Po owocach poznacie ich! | Po upadku | Pobożne życzenia | Podpatrywanie Natury | Podroby i inne podróbki | Pokolenie Kainowe | Pokorne ciele | Pokorne cielę | Pokusa | Polak potrafi | Polak potrafi! | Politolog i Politowska | Politycznie niepoprawne! | Polonica | Polonika rycerskie | Polucje i ablucje | Pomarańcze i mandarynki | Pomarznąć dobra rzecz | Pomarznąć dobra rzecz! | Pomoc psychologiczna | Poranna kawka z Kafką | Porąbane marzenia | Potężne i głębokie warstwy pierwotnego mitu | Powieść brukowa | Powszechna życzliwość | Powtórka z cynizmu | Poznaj samego siebie | Prawda | Prawda jest jedna i piękna, ale złożona | Prawda popłaca | Prawdziwa metropolia | Prawi i sprawiedliwi | Prawiezmartwychpowstanie | Prawiezmarwtychpowstanie | Prognoza pogody | Pruski smutek | Przecież cię zjem! | Przedagonalny polski agon | Przegląd sportowy | Przeinaczenia | Przez pychę do pokory | Przeżyjesz to, a pote już tylko grób | Przeżyjesz to, a potem już tylko grób! | Przminęło z wiatrem | Prztyczek | Psiapowiednia Majów | Psubrat | Pustka | Pytanie dość retoryczne | Raczej to nie będzie hit | Radosne gonitwy śnieżnych tygrysów | Radość wędrowania | Rejterada Rejtana | Religie nauczą cie pokory | Res Sacra Pecunia | Romans z pop kulturą | Roots, Rock, Reggae | Rozkosze reinkarnacji | Rozmowa nie na telefon | Rozpacz | Rozpacz na wieki wieków | Rozpacz, która podpełza pod gardło | Ruch i świeże powietrze... | Rybołówstwo cudzołożnika | Rycerz pokalany | Samokrytyka | Samotność egzystencjalna | Sekrety pewnego domu handlowego | Seraphic Flames and Heavenly Love | Siedź na dupie i potakuj! | Somatyka | Somatyka logiczna | Spełniona przepowiednia | Spleśniały ser | Sponsorem tej opowieści jest wydawnictwo Błękitny Wieloryb | Sport to zdrowie | Spowiedź morskiego wilka | Stary Sącz i Nowy Sącz | Stary mafioso | Stołeczne stołki | Stratyfikacja społeczna | Suma sumarum | Sumienie rachunku | Sweet Music and Poetry | Sygnały podprogowe | Szalchetne zdrowie | Szczęśliwa pomyłka | Szekspir do żadnej nie należy epoki | Szkarady | Szlachetna gravitas | Szlachetne zdrowie | Słodycze grafomanii | Słówka | Słówko do słówka, a uzbiera się sówka | Tadeusz Bój Jeleński | Taia chińska podróbka | Takie będą rzeczpospolite jakie tego blogu chowanie | Takie tam, pierdoły | Talking Heads | Tania chińska podróbka | Tatiana | Teorie świata nauki | Terapeutyczie | Terapeutycznie | Thames | The Doors. Uchylone drzwi | The Lion cub | The fruit of beauty and despair | To na pewno nie Lec | To nie żadna filozofia | Tragiczne pożegnania | Transformacja duchowa | Trudna sztuka dialogu | Trudno czasmi coś sklecić | Trzylogia | Trója z polskiego | Twarda rzeczywistość | Ty mi tutaj nie filozuj | Tygrysologia stosowana | Tysiac i jeden ptaków | Tysiąc i jeden kotów | Tysiąc i jeden ptaków | Tysiąc różowych kroliczków | Tęsknica | Tęsknota duchowa | Ubekistan | Ucone księgi | Uczeni ludożercy | Uderzenia losu | Uduchowienie | Umrzeć z miłości | Upadek Pierwszego Człowieka | Uroczy wegetarianin | Uszczelnienie systemu podatkowego | Utrata uzębienia | W czym mogę panu pomóc? | Wciąz powtarza się ta sama historia | Wciąż powtarza się ta sama historia | Wdzieczna muzyka przywraca ład serca | Wesola grafomania z morałem | Wiecej broi dla szaleńców w Teksasie | Wieczne powroty | Wiedza radosna | Wielka wygrana | Wielomówstwo, czyli plaga opowiadania | Wierzba płacząca | Wiosny i jesienie | Witch | Więcej broni dla szaleńców w Teksasie | Wojna totalna | Wpis o kształcie piramidy | Wprowadzenie do kruczków prawnych | Wrzucam wszystko do kosza | Wrzątek | Wspomneinei pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Współczesny filister | Wszystkie rybki | Wszystko na A | Wszystko na sprzedarz | Wszystko na sprzedaż | Wygrana | Węzłowato | Wólka Węglowa | Xin Lu, typowa brunetka o granatowych oczach | Z Nietzschego nic nie powstaje | Z księgi wulgaryzmów | Z rupieciarni myśli | Zaczarowany świat zen | Zanim mnie wrzucą do dołu | Zapowiedź Apokalipsy | Zaraz wracam! | Zasada domniemanej winy | Zaskroniec | Zastał Polskę drewnianą... | Zatrzaśnięte drzwi | Zbaw mie Buddo Amido | Zbaw mnie, Buddo Amido | Zdrowy egoizm | Zegar dziejów | Zestrzelenie księżyca | Zginął z rąk słabej kobiety | Zima się nas nie ima | Zjawiskowe | Znak jaskółki | Zrozumieć wartość tego, co nieużyteczne | Zuch zawsze ochoczy! | Zwierzęta pod postacią ludzi | Zwyciestwo konsumpcjonizmu | Ząb mądrości | ie zabijajcie drzew! | ieosobiście | kosmos | Łagodne prawo, ale prawo | Łagodność tygrysa | Śmiechotki, chichotki | Śmiertelna powaga | Śmierć | Światełko w mroku | Świętość, wziętość, nadętość | Życie jest tragiczne | Życie samo | Życzliwe spojrzenia na całość ogródka | Żyć, nie umierać
RSS

Bez sensu to to!

niedziela, 06 października 2013

                                                            - Gruchaczy? 

                                                            To nic nie znaczy!

                                                            Świat tego tylko pomny,

                                                            Czy jesteś Starozakonny.

                                                            Jakeś nie Żyd,

                                                            To żaden wstyd!

wtorek, 01 października 2013

                                                 Wyrzucam peta jak petardę,

                                                 Muszkę rozgniatam, jak musztardę!

                                                 A gdy już jestem pod Wołominem

                                                 To w Ząbkach mielę wołowinę.

                                                 Kiedyś zamachnę się na stan,

                                                 Na razie żyję ponad stan!

                                                 Wołu nie wsadzisz do puszki,

                                                 Bo rogi ma jak dwa różki. 

                                                 Mam swoich orędowników,

                                                 Spodziewam się świetnych wyników!

                                                 To, co, że jestem mafioso

                                                 Jak każdy Ojciec!  Mam żyć z kozą?    

                                                 Każdemu potrzeba wspólnoty,

                                                 Szczekają psy, miauczą koty!

niedziela, 29 września 2013

                  Autorka wkroczyła tym samym w inną fazę swej twórczości.

sobota, 28 września 2013

                                                         "A jednak - wyznać muszę - odczuwam jeszcze pewną przyjemność przebywając wśród ludzi,

                                                          o ile moja twarz jest im nieznana"

                                                          (J. J. Rousseau, "Przechadzki samotnego marzyciela")

 

           "Okrucieństwo to przyjemność, którą sprawia przyglądanie się cierpieniu innych, a nawet pragnienie zadawania cierpień. Współczucie jest jego przeciwieństwem: "Obyś był wolny od wszelkich cierpień i źródeł cierpienia"...Im bardziej pielęgnujesz w sobie empatyczną radość tym bardziej przeciwstawiasz się, w naturalny sposób, jej przeciwieństwu, którym jest zawiść: "Nie mogę znieść, że jesteś szczęśliwy. Nie mogę znieść, że jesteś sławny lub bogaty". W stanie empatycznej radości cieszysz się z tego, że innym los sprzyja, a więc podważasz podstawy zawiści, zanim zdążą się pojawić"  (Daniel Goleman "Emocje destrukcyjne. Jak możemy je przezwyciężyć. Dialog naukowy z udziałem Dalajlamy"). 

           Pierwszy raz o buddyjskiej koncepcji życzliwości pisałem osiemnaście lat temu, ale przez cały ten czas pojawia się jakiś powód, dla którego do niej powracam, choć w swobodniejszej, zwykle eseistycznej, formie.  Wspomniałem o tym też w sposób ogólny wczoraj.  Dlaczego?   Bo współodczuwanie czyjegoś cierpienia (buddyjska karuna) i radości (mudita), to droga do tego, aby być istotą w pełni ludzką i samemu mniej cierpieć, a okrucieństwo i zawiść powiększają istniejące w świecie cierpienie.  Sam staram się te pozytywne emocje w sobie kształtować, bo tylko do pewnego stopnia są one czymś naturalnym - i wymagają nieustannego rozszerzania.  Zgodnie z buddyjską koncepcją życzliwości, najpierw trzeba się nauczyć współczuć samemu sobie, później osobie nam bliskiej i komuś, czyje cierpienie nas porusza, aby dalej objąć nim osoby obojętne i takie, których cierpienia nie zauważamy, a w końcu nieprzyjaciół i istoty budzące w nas odrazę.  A w podobny sposób rozwijamy niezmierzoną radość ze szczęścia innych czujących istot.  Buddyzm uznaje współczucie i empatyczną radość za postawy właściwe nie tylko wobec ludzi, ale wobec wszelkich czujących istot.  

         Trudno często zauważyć czyjeś cierpienie i cieszyć się z czyjegoś szczęścia.  Zdolność ta nie przychodzi sama, lecz jest wynikiem nastawienia umysłu na odpowiednie fale (jak można by to określić w sposób metaforyczny).   Niezauważanie czyjegoś cierpienia lub zobojętnienie, to jeszcze nie okrucieństwo i zawiść, ale na pewno przeszkoda dla w pełni ludzkiej wrażliwości. 

         Istnieje jeszcze jedna, obok zawiści i okrucieństwa, potężna przeszkoda w rozwijaniu życzliwości.  Jest nią uczucie resentymentu. Aby zilustrować, czym bywa resentyment, przytoczę tu fragment z książeczki pewnego bliskiego mi autora, samotnika jak ja, w której opisuje on w sposób dość sugestywny swoją sytuację w pewnym środowisku.

         "Zastanawiałem się często nad tym, dlaczego w pewnych dramatycznych sytuacjach mojego życia nie okazywano mi nawet minimum współczucia, jakie okazywano w podobnej sytuacji innym, a moje radości przyjmowano z obojętnością i dlaczego stwarzano czasami w okół mnie jakaś zatęchłą lub zatrutą skrywaną wrogością atmosferę.  Byłem inny, może nawet - obcy!  Moje więzi ze środowiskiem, w jakim pozostawałem były osłabione z dwóch powodów - z powodu różnicy w tym, co ja uważałem za istotną wartość życia i związanej z nią potrzeby zachowywania wewnętrznej, psychicznej autonomii, ale także z powodu mojej nieśmiałości, szczerości i nieprzystosowania...Zauważyłem jednak dość znamienną właściwość w zachowaniach niektórych wpływowych osób, z jakimi się wówczas kontaktowałem.  Usiłowały one lekceważeniem pokryć swój lęk przede mną jako osobą nieokreśloną i bardziej niż inni - wolną.  Dawano mi odczuć, że jestem nikim. Decydowano często w sposób drastycznie dla mnie niekorzystny i bez jakichkolwiek moralnych skrupułów pozbawiano mnie czegoś, a takie zachowanie z pewnością uznano by za nazbyt krzywdzące wobec innych, a jednocześnie wyczuwałem ów niepokój, jaki budziłem czasami samym swoim pojawieniem się.  Przykładem może być pewna moja książka.  Człowiek z pewnością w dziedzinie wiedzy, jaką reprezentowałem, najwybitniejszy (a poza tym zacny i mądry) podziękował mi za "piękną książkę", ofiarowując własną. Kilka innych osób wsparło ją swoim autorytetem.  Ale książka została odrzucona i niemal ukryta przez mojego wydawcę (choć może z innych powodów).  Znam dobrze jej słabości, a nawet czasami mnie po prostu drażni, a jednak nie zauważyłem, aby ktoś napisał podobną (i na podobny temat).  Cieszyłbym się z tego niezmiernie.  A już sugestia, że jestem szewcem, który nie potrafi zmajstrować butów lub krawcem, który nie potrafi uszyć ubrania, byłaby dla mnie obraźliwa, gdyby nie to, że nie jestem zdolny do żywienia podobnych uczuć...Gdyby moje życiowe sukcesy były dla wszystkich oczywiste, mógłbym pewne zachowania tłumaczyć niezdrowymi odruchami serca, obojętnością lub zawiścią, ale czego można zazdrościć osobie, która nic nie ma i której powodzi się gorzej niż innym napotkanym osobom?  Tą rzeczą może być tylko coś, czego ludzie ci, chociaż posiadają więcej, mieć nie mogą.  Zrozumiałem, że tą rzeczą jest jakiś rodzaj wolności.  Wiele osób się nią cieszy, ale w przeszłości, o której mówię, istnieli też ludzie, którzy byli jej pozbawieni - nadmiernie skoncentrowani na własnych interesach lub po prostu zbyt aroganccy, aby mogli zauważyć, że poza nimi samymi ktoś jeszcze lub nawet życie samo, istnieje".               

         Lubię tego autora niemal tak samo, jak Rousseau, do którego jest trochę podobny, więc może Czytelnik wybaczy mi nieudolność mojego przekładu...a także pewne pominięcia spowodowane jedynie troską o jego czas. Fenomenolog Max Scheler uważał resentyment za zawiść o dobra niemożliwe do nabycia.  Pewne fizyczne, psychiczne lub duchowe właściwości innego człowieka są czasami takie, że my sami nie możemy ich mieć, bo albo się z nimi urodził (jak z pewnym rodzajem wrażliwości, przyrodzonymi zdolnościami, urodą lub kolorem skóry), albo zadecydował o nich pewien niemożliwy do odtworzenia splot okoliczności.  Mozartowi na przykład wszystko przychodziło łatwo (oczywiście to żart, bo Mozart bardzo ciężko pracował), ale już Salieri nie mógł o sobie tego powiedzieć. Nie wierzę w to, że Salieri zamordował Mozarta.  Raczej próbował zatruć go swoim resentymentem!  To duchowa trucizna, która nie ma sobie równych.  

wtorek, 24 września 2013

          Pewien Wąż myślał, że Miłość jest mdła.  "Dodam trochę jadu. To miłości nie zaszkodzi, a będzie bardziej pikantna". I ugryzłby się w swój ogon jak skorpion, gdyby nie to, że miał już całą czeredę wyznawców, którzy jego Święty Ogon otoczyli należną czcią i opieką. 

          - Prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne niż ten wąż - powiedział Św. Piotr i klucze wypadły mu z wrażenia.

          Ale Wąż się tym nie przejął i po prostu olał hierarchę. 

          - Ach!  Nie jesteś Nezumi Panem Bogiem, żeby wygrażać płazowi palcem - powiedziała Bożenka - Skąd wiesz, kto znajdzie się w Niebie? Nie bądź jako ci faryzeusze...

          - Boże!  Bożenka, jak ci do twarzy z tą myślą - powiedział Nezumi i zawstydził się nad sobą - 

 

niedziela, 08 września 2013

          "Psychologia emocji" stoi na parapecie mojego okna, zwrócona w głąb pokoju.  Jest biała, a opromienia ją jeszcze jasne słońce.  Stoi tak samotna obok doniczki z pelargonią, która wspiera się na bębnie (bo inaczej by się złamała).  Obok, obsypane kwiatem, leżą kolorowe owoce jesieni - pęknięte marakasy.  Jest tu jeszcze kilka szczegółów, które chciałbym opisać, ale może lepiej zrobić zdjęcie...A jak opisać opary kociego moczu, który unosi się nad tym miejscem jak w sennym marzeniu za sprawą mojej niegrzecznej (czasami)koteczki Mitsuko? 

          Zaglądam jednak na chwilę do tej otchłani wiedzy:

          "W teorii postuluje się, że wszystkie trzy ukryte zmienne - addytywne oddziaływania genetyczne, wspólne czynniki środowiskowe i unikatowe czynniki środowiskowe - mogą być źródłem indywidualnych różnic w ekspresji cechy". 

          Dlaczego różnimy się od siebie?  Dlaczego nie jesteśmy wszyscy tacy sami?  Dlaczego ciągle ktoś chce, żebyśmy wszyscy byli tacy sami? 

          I dlaczego pragnąc odnaleźć własną tożsamość szukamy zwykle tak zwanych "wyróżników marginalnych"?  Ten słucha heavy metalu, tamten kolekcjonuje korkociągi, ktoś inny uwielbia czeskie filmy.  Jeśli jesteśmy sobą, to dlaczego tak trudno nam być sobą i potrzebujemy czegoś, co by nas wyróżniało?  

          Liberał pewnie zgorszy się tym ostatnim pytaniem.  Istnieje przecież koncepcja polityczna, która sprawdziła się na Wschodzie - umundurować wszystkich.  Każdy dostanie od państwa identyczną koszulę, spodnie, parę butów, czerwoną książeczkę do czytania...Ale podobno i tam, w Północnej Korei na przykład, działa rozwinięty system protekcji, tak aby małżonka dygnitarza mogła się ubrać trochę lepiej niż inne kobiety, bardziej po europejsku czy "holiłódzku".  Podobno nawet konkubina Hitlera ubierała się w sposób rażąco odbiegający od propagowanych przez narodowy socjalizm standardów.  Musiała mieć jakąś przyjemność z tego, że jest wierną towarzyszką życia wodza.  Podobno były to dwie rzeczy - mogła się lepiej ubrać i do woli plotkować.  Kochała Adolfa i dobrowolnie zgodziła się z nim umrzeć, chociaż chciał ją wsadzić w samolot. "Po co ta nie rozumiejąca niczego dziewczynka ma umierać ze mną, z człowiekiem, który bez reszty oddał się Narodowi i Historii" - myślał podobno Hitler.  Ale Ewa została z nim do końca.                  

         Jak cudownie jest teraz! - powie liberał.  Możesz odwiedzać swoją fabrykę mięsa w kapeluszu kowbojskim na głowie i z butelką whisky w ręku, a wieczorem pójść do wiejskiego pubu lub urządzić sobie z pannami bukake.  Pieniądze leżą na ulicy, wystarczy je tylko podnieść!  Jak masz "kasę", to możesz wybudować sobie pałac w dowolnym stylu i jeszcze poustawiać wszędzie krasnale.  Jeśli szanujesz kulturę, to możesz sobie kupić pięknie oprawione książki, ale w środku puste, żeby nie przyszło ci do głowy do nich zajrzeć. 

         I tak stałeś się tylko dodatkiem do swojego laptopa i telefonu komórkowego. I to całkiem dobrowolnie - po prostu marzysz tylko u usługach T-Mobile albo Play'a.  I koniecznie chcesz dziś obejrzeć mecz Polska-Czarnogóra, ze względu na jego wysoki poziom, oczywiście.  Albo musisz wysłuchać tej piosenki, bo twoi znajomi jej słuchają.  A jak się trochę nudzisz, to możesz pojeździć sobie przez miasto (zamkną dla ciebie ruch) na czym chcesz - na wrotkach, na deskorolkach, na bicyklu, na lotni lub pograć sobie na jakimś korcie w penisa.  Za komuny to by nie przeszło!  Jednym słowem wolność!...To nic, że za rogiem już czai się ktoś, kto chciałby nas umundurować i że służby gromadzą na ciebie haki...Kiedy jest piękna pogoda, nie myślimy o wietrze...

         Stałeś się publicystą, Nezumi?  Mimo woli...Przecież mi za to nie płacą.                                      

poniedziałek, 27 maja 2013

                 -  Nie ma nic bardziej fascynującego niż planowanie zbrodni - powiedział Pan Brossard zdejmując płaszcz.

                 -  Nie jestem taka pewna.  Ja bym się jednak bała tak puszczać wodze wyobraźni - rzekła Simone - Ale, może napije się pan kawy, skoro mnie pan na nią zaprosił?  Mają tu niezłą late - ja stawiam!        

                 - Ach, to ja powinienem... - oponował Brossard - ale, nie chcę Pani pozbawiać tej przyjemności. Zrewanżuję się kieliszeczkiem koniaczku u mnie w domu -

                 - Dziękuję, ale nie wiem, czy mi na to pozwoli czas.  Wciąż pan zapomina, że mam ośmioro dzieci - uśmiechnęła się z drugiej strony stolika dziewczyna.   

                 - Chyba nie ma Pani jeszcze stu lat? - zaśmiał się Brossard.

                 - Dokładnie dwadzieścia sześć, proszę pana.  Pije pan kawę z cukrem?

                 - Tylko z brązowym.  Ale chyba domyśla się pani mojego wieku? -

                 - Coś między 45 a 55 rokiem życia, ale nie wygląda pan na swój wiek, zresztą w przypadku mężczyzn wiek nie ma znaczenia - liczy się inteligencja i miły wygląd.

                 - Naprawdę wyglądam miło? 

                 - To za mało powiedziane - ma pan szlachetny wygląd i od razu widać, że jest pan kimś niezwykłym - słowa te Simon wypowiedziała z pewnym ożywieniem.

                 - Poproszę dwie late z brązowym cukrem - rzekła do kelnerki.

                 - Tylko dwie late? - spytała kelnerka.

                 Simone i Pan Brossard wybuchnęli śmiechem, a kelnerka o wyglądzie nieśmiałej studentki, uciekła.

                 - Ją też by pan zamordował? - spytała Simone.

                 - Zaraz zamordował... - zaśmiał się jak zwykle z wyjątkowym wdziękiem Brossard - Ale do rzeczy!  Miałem pani opowiedzieć o mojej najnowszej zbrodni.   

                 - Którą już pan popełnił?  -

                 - Nie bądźmy tacy ciekawscy!  Bo pomyślę, że pracuje pani w policji.

                 - Już nie!  Pracowałam tam przez trzy miesiące zanim urodziłam Jana Jakuba -   

                 - To było jeszcze przedtem zanim urodziłaś, pozwoli pani, że będę jej mówił na ty, Jeana Paula?

                 - Nie...Najpierw urodziłam Jeana Paula.  Może ciasteczko do kawy?    

                 Pan Brossard zrobił poważną minę i przez chwilę zapanowało kłopotliwe milczenie.              

                 - Szybko można rozpiąć twoją sukienkę Simon? - zapytał nagle. 

                 - Ty na pewno zrobisz to szybko - odpowiedziała niezmieszana Simone - Ale jakoś nie przechodzimy do głównego tematu.  To ma być morderstwo inne niż te, które popełniałeś dotychczas?  Więc właściwie, dlaczego nie ta studentka?  Wygląda na trochę submisywną.  

                 - Chociaż nie rozumiem tego słowa, sądzę, że wiem, co masz na myśli. Jest zbyt nieśmiała, aby stawiać skuteczny opór.  Z tego powodu nie umówi się też tak od razu na spotkanie.  Lepiej więc zaskoczyć ją w domu - rzekł Brossard - Zagadnij ją tutaj, a ja spróbuję dowiedzieć się czegoś o niej u jej szefa. 

                 Brossard nie miał najmniejszych kłopotów z dowiadywaniem się takich rzeczy, jak personalia i adres zamieszkania. Powiedział szefowi, że Simon była jego studentką i że chce jej zrobić niespodziankę i podrzucić swoją książkę.

                 - A co studiowała, jeśli wolno wiedzieć? - spytał szef.

                 - Wszystko, dokładnie wszystko, włącznie z moim rozporkiem.  A teraz dawaj już ten adres! - Brossard zniecierpliwił się i okazał właścicielowi kawiarni swoją służbową legitymację.  

                 - Wiem już, gdzie mieszka i o której wychodzi z pracy.  Możemy już chyba iść - Simon. 

                 - A nie zamordujesz mnie podczas stosunku, ani po?

                 - Nie, Simone.  Będziesz mi jeszcze potrzebna.  Komuś muszę przecież opowiedzieć moją historię.

                 - Ale masz tylu niepotrzebnych świadków - zauważyła dziewczyna.

                 - Nie jesteś bardzo bystra Simone.  To ty zamordujesz Sonię Raskolnikow, a ja twój guru - pozostanę w cieniu.  

                 - Ale ja się jeszcze wcale nie zdecydowałam - przez chwilę Simone jakby trochę zawahała się.

                 - Ale sama wybrałaś ofiarę, a właściwie twoja podświadomość ją wybrała. Nie mogę się już doczekać recenzji z tego zabójstwa.  Simone taka a taka, matka ośmiorga dzieci z premedytacją pozbawiła życia nieszczęsną Nataszę Raskolnikow, ofiarę sowieckiego systemu...Musisz się jakoś do niej zbliżyć.  Może poudawaj trochę lesbijkę i rusofilkę. 

                 - A przelecisz mnie? - spytała Simone.

                 - Niechętnie, ale...czemu nie?  - powiedział poważnie Brossard - Ale, czy naprawdę nie masz tego z kim robić, ty, taka atrakcyjna blondynka?

                 - Może pociąga mnie twój instynkt śmierci? - dziewczyna też powiedziała to całkiem poważnie. 

                 Wybuchnęli jeszcze raz śmiechem.  Los Soni Raskolnikow był już, niestety, przesądzony.  Simone nawiązała z nią kontakt przez fundację "Pomoc dla ofiar sowietów".  Miała wysłuchać jej opowieści o ojcu, który zginął w łagrze gdzieś na zachodnich krańcach Syberii, gdzie trwa wieczna zima i renifery ciągną po śniegu sanie z pannami na wydaniu, podczas gdy niewolnicy przymusowej pracy wydobywają złoto w kopalni.  Nie muszę chyba dodawać, że Simone i Sonia poczuły do siebie wielką sympatię i wkrótce zostały przyjaciółkami.  Simone bardzo wzruszył los rodziny Raskolnikowów oraz fakt, że Sonia przez jakiś czas trudniła się prostytucją, chcąc spełniać zachcianki ojca pijaka...W tej sytuacji zabójstwo nie przyszło Simone łatwo i bardzo je przeżyła.  I oto spotkali się jeszcze raz w tej samej kawiarni - ona i jej mistrz Brossard. 

                 - Nie dotrzymałeś słowa Brossard!  Nie przeleciałeś mnie. Teraz to ty, skurwielu, stawiasz mi late - wybuchnęła Simone. 

                 - Tylko spokój może nas uratować - rzekł chłodno Brossard - I nie krzycz tak!  Spójrz na sąsiedni stolik.  Ktoś nas obserwuje. 

                Brossard mówił tak zawsze, chociaż nigdy nie było to prawdą.  Praca w policji uczy, jak blefować, zwłaszcza kiedy podchodzi się do niej filozoficznie, a on miał już pewne przemyślenia.  Człowiek w jego wieku niemal instynktownie zaczyna analizować i dociekać, i lepiej, niż ktokolwiek inny pojmuje sens kartezjańskiego "Wątpią, więc myślę, więc jestem". Brossard zresztą poznał osobiście samego Sartre' a.  Zdawał u niego egzamin i mówił potem wszystkim, że wypadł celująco.  "To nie jest całkiem bez sensu, co pan powiedział" - miał powiedział autor "Mdłości".            

                 - Przynajmniej opowiedz mi, jak ty to robisz.  Zabijając Sonię musiałam zabić też swą miłość do niej - powiedziała jeszcze głośniej Simone - No opowiedz mi wreszcie, jak mordujesz?

                - Czy państwo życzą jak zwykle late? - spytała kelnereczka.

                - Chyba  n i e k o n i e c z n i e - wycedził Brossard - dla tej pani, o w s z e m, late.  Ja tym razem  n i c z e g o nie zmawiam.

                - Więc powiesz mi, sukinsynu? - wściekała się Simone. 

                - Ależ, dziecko, musiałbym to dopiero wymyślić.  Przysięgam, że jeszcze nigdy nikogo nie zabiłem.  Ale, poprawię się! 

                - To kim ty właściwie jesteś?

                - Pewnie policjantem, ale zapomnijmy o tym.  Chciałem ci się wydać kimś interesującym i zaprosić cię do domu.  Glina, to jednak nie brzmi zbyt ciekawie.  A nie przeleciałem cię, bo mój maluch trochę zaspał.  Ostatnio cierpię na zaburzenia erekcji prącia.  Nie powinienem chyba pić. Niepotrzebnie też włączyłem Czajkowskiego.  Przy Czajkowskim mi nie staje. 

                - Nie rozumiem, o czym mielibyśmy ze sobą rozmawiać.  Właściwie nie znam pana - obruszyła się Simone - I jest pan taki wulgarny.

                - Powiesz mi tylko, gdzie ukryłaś zwłoki ofiary - rzekł spokojnie policjant.

                - Tam, gdzie Czajkowski znalazłby niewątpliwą przyjemność - odpowiedziała Simone i usiłowała wyjść z kawiarni.

                - I ty nie jesteś wulgarna? -

                - Dobrze.  Są tam  - Simone wybuchnęła płaczem - i wskazała palcem na bagażnik swego nowiutkiego i lśniącego forda mustanga.  A teraz możesz mnie już zaaresztować. 

                - Ależ, dlaczego u licha miałbym to robić?  Pojedźmy gdzieś w rozsądne miejsce i po prostu wyrzućmy ją.  Im bardziej chcesz coś ukryć, tym bardziej prawdopodobne, że powinie ci się noga.  Najciemniej jest pod latarnią - wie o tym każda panienka. 

                - Zabiłam niewinną dziewczynę, a ty skurwielu, nie wiesz nawet jak się morduje?  I jeszcze śmiesz sobie ze mnie żartować!

                Rozmowę ich przerwał Jan Jakub, który opuścił swe tylne siedzenie w samochodzie i zawołał  

                - Chodźmy już mamo! 

                Simone zawiozła synka do ojca i pojechali z Brossardem na przedmieście.  Zatrzymali się przy kępie drzew.  Maj szalał z rozkoszy. Pachniały bzy i Brossard zastanawiał się, czy odór ciała biednej Raskolnikow nie popsuje mu romantycznego wieczoru.  Zapowiadała się na prawdę upojna noc.  Taka, na którą z utęsknieniem czeka się przez całą jesień i zimę.  Prawie w ciemności Mamusia otworzyła bagażnik, jednak okazało się...że zwłok tam nie ma. 

               - Sonia!  Sonia!  - rozpaczała Simone - Gdzie jesteś, Soniu!  Przecież sama cię tutaj położyłam -

               - Nie martw się, na pewno się znajdą, a może policja już je znalazła - powiedział wesoło Brossard. 

               Jednak słowa te nie uspokoiły Simone.  Stała przy bagażniku z pochyloną, wykrzywioną z przerażenia twarzą i zanosiła się łzami. 

               - No już nie bój się tak.  Przyniosę ci ulgę -

               Brossard starannie odwinął ze ścierki młotek i uderzył nim dziewczynę w tył głowy.  Głuche jęknięcie zakończyło życie Simone, która osierociła ośmioro dzieci - dobry temat dla gazet!  

               - Chciała wiedzieć, jak zabijam.  Tak właśnie zabijam.  Dokładnie tak!  Exactly! - jak mawiają Anglicy - I dokładnie w takiej sytuacji.  Wtedy najbardziej szczytuję - mamrotał do siebie Brossard.    

               Spadł ciepły majowy deszcz i stary policjant poczuł lekkie podniecenie.  Zamknął martwą Simone w bagażniku i zawołał taksówkę.

               - Dokąd jedziemy - spytała taksówkarz - przed siebie?

               - Przed siebie - powiedział zamyślony pan Brossard - Albo wie pan, może do tej kawiarni, już mnie pan tam parę razy woził, pamięta pan?

               - Przy ulicy Żyrondystów?  Knajpa "Pod Srebrnym Pająkiem"?

               - Zgadza się -  

               - I jak było?

               - Jak zwykle.  Wciąż ten sam schemat.  Kobiety są jednak głupie. 

               - A to pan nie wiedział - zarechotał taksówkarz - Wypije taka, a później są kłopoty.  Kobieta pijana jest sprzedana. 

               - Czasami nawet i na trzeźwo - zauważył Brossard - No, ale chyba jednak pojadę do domu. Małżonka czeka z kolacją.

               - Jak do domu, to do domu.  Proszę pozdrowić małżonkę. To taka laska! - cmoknął przewoźnik i pobrał opłatę za podwiezienie klienta swoim luksusowym pojazdem.  Brossard dawał mu zawsze 90% napiwku.  To dla niektórych dostatecznie wiele, aby milczeć.  

               - Jednak jedziemy do pająka - wystrzelił nagle klient.

               - Do pajączka, do pajączusia, zastawić pajęczynkę na dziewczynkę - przypochlebiał się matoł.

               Brossard pomyślał, że warto byłoby jednak zmienić dotychczasowy schemat działania.  Nienawidził rutyny, która w jego zawodzie stanowi spory problem.  Pewna dwuznaczność wesołości taksówkarza obudziła czujność starego policyjnego lisa.  Taryfiarz wiedział stanowczo zbyt wiele.  

               - Na cmentarzyk, do grobiku, do trumienki - odpowiedział chłodno.

               - Ależ ma pan humor!  Pozazdrościć - śmiał się taksówkarz.

               - Ten się śmieje...

               - Kto się śmieje ostatni!  - zawył taksówkarz, ale w nagłym przebłysku świadomości stropił się, a nawet trochę przestraszył.       

               Pan Brossard wyjął z torby młotek i chusteczką do nosa starannie wycierał go z krwi.  Czynność tę powtarzał kilka razy wymieniając się spojrzeniami z tym idiotą i w ten sposób uwikłał go i omotał...Dojechali.  Piękna jak zwykle i jak zwykle nieśmiała Sonia Raskolnikow czekała już na niego w kawiarence.  

               - Po bólu - powiedział Brossard - Możesz przekazać KGB, że zlikwidowaliśmy kolejnego szpiega. 

               - Towarzysz Raskolnikow ucieszy się - rzekła Sonia i zakładając nogę na nogę popatrzyła na swego dobroczyńcę -  On wciąż nie może zrozumieć, dlaczego tak bezinteresownie nam pomagacie.  Z przesłanek ideowych - nie!  Pieniądze także nie wchodzą w grę.  Tak, czy owak policjant psychopata jest zwykle poza jakimkolwiek podejrzeniem.         

               - To taki mój kaprys, towarzyszko Soniu.  Ja po prostu lubię tę robotę. I serdecznie wam współczuję -

               - A czegóż to, mój ty grubasku?  Że kapitalizm nie obalony, a Rosja, matka nasza, we łzach tonie? 

               - Dobrze wiesz czego, Soniu.   Ciężko być podwójnym agentem.  Pracujesz dla Białego Domu.  Wiem, jak musisz się czuć, mając dwóch szefów i podwójne zobowiązania.  A ostatnio jeszcze przytrafił ci się ten Mosad.   To już, że tak powiem, koncert potrójny, jak u Beethovena.  Zawsze, kiedy dochodzi między nami do zbliżenia, myślę o tym i dlatego mam kłopoty z erekcją. 

               - Jakoś nie zauważyłam - powiedziała Sonia. 

               - Czy podać państwu late?  - spytała kelnerka.