Kategorie: Wszystkie | "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę" | ...bez końca | 0 | 100O i jeden Rabinów | A Puszkina też zapuszkują? | A moze to tylko pomieszanie zmyslow | A nie lepiej być purystą? | Aaaaaaaaaaaaaa...aalfabeta | Ach, gdzież jest litość lub wspolczucia pozór? | Ach, gdzież jest litość lub współczucia pozór? | Adam Mic - Kiewicz | Adaś i Ewka | Aforystyka | Amerykański sen | Autopsychoterapia | Bez sensu to to! | Bez szaleństwa... | Bezmyślne okrucieństwo | Bezradność | Biedna Szymborska | Biedny Kapturek! | Bliźni miłości | Bliźniego miłość... | Blondyn | Blue Bossa | Bojaźń i drżenie | Bratnie dusze | Bruner, ty świnio! | Buddyzm w życiu codziennym | Bóg mi poskapił tej anielskiej miary... | Bóg mi poskąpił tej anielskiej miary... | Bójstwo samo | Caritas | Chiziofrenia | Choroba na śmierć | Chwila ułudy | Chwila wytchnienia | Chłodne upojenie | Cierpienia i radości | Cierpienie i radość | Cleen feed | Cnota niedoli | Co slina na język przyniosła | Co tam panie w polityce? | Co w niebie piszczy | Co ślina na język przyniosła? | Corrida | Coś dla duszy... | Coś tak wulgarnego | Cudotwórstwo | Czarna Perła Tao | Czarny tulipan skrzyżowany z czarna różą | Czarny tulipan skrzyżowany z czarną różą | Czary Mary | Czego nie przysięgał Hipokrates? | Człowiek nie jest rzeczą | Człowiek to brzmi dumnie, ale nie u mnie | Często chowa | Częstochowskie rymy | Deficyt aniołów | Delightful! | Demokratyczne wybory w Oczodołach | Diabłoterapia | Dla wszystkich i dla nikogo | Dnieje | Do samego siebie | Dodatek | Dowcipas dnia | Duma narodowa | Dusze drzew | Dyskretna mgiełka autoironii | Dzielność | Dziki kapitalizm | Dzisiejsza młodzież | Dzisiejsza młodzież nosi ładną odzież | Egzystencjalizm jest chumanizmem | Ekonomia zbawienia | Elegancja Francja | Elegijnie | English gentelman | English gentleman | Epicurus | Ewa tylko ziewa | Falochron | Female | Filozofia bez uczoności | Forever Loving Jah | Gadu, gadu | Gadu, gadu, trochę więcej jadu | Gal Anonim | Gaz dla pedałów | Gaz dla pedałów, młot dla sierpów | Gdy rozum śpi... | Gendarme | Genek, gienialny gieniusz | Geno Typ | Gorący uczynek | Grabarz | Grabarz nonsensu | Gry i zabawy literackie | Głupota przysłowiem narodów | Głębie i tajnie Podświadomego | HIstoria nauczycielką bicia | Herbatka zen | Homo economicus | Homo sapiens czy Homo politicus | Humor absurdalny | Humor nieco absurdalny | Humor, satyra, panie... | I rekiny w oceani mają zębów cały rząd | I rekiny w oceanie mają zębów cały rząd | Indie Wschodnie i Zachodnie | Industrial | Istnieje również wrodzony brak poczucia humoru | Ja tam bynajmniej nie wiem | Jak długo będę jeszcze żył? | Jak uprawiać agresywne dziennikarstwo? Poradnik dla początkujących | Jakże cżęsto powtarza się ta historia | Jakże trudno czasami coś sklecić! | Jan i Małgorzata | Jan z Czarnolasu | Jesienna muzyka | Jeszcze smutniej! | Jeździec Apokalipsy | Językologia | Kaczuszki mandarynki | Karawana idzie dalej | Katedra Adamowego Żebra | Kawa z Kafką | Każdemu według naszych chęci | Każdemu według potrzeb | Każdemu, o czym tylko zamarzy | Kiciuś Miciuś! | Kicuś Micuś! | Kiedy człowiek staje się bestią | Kiedy owce nie milczą | Kij w mrowisku | Kniaź Wiktor | Kochani ludożercy | Kolacja Pani Sowy | Kometa tylko głownia nie ta | Konkwista | Koryfeusz nauki, milośnik sztuki | Koty i inne zwierzęta | Koty, głupoty, palikoty | Kości rzucone są | Kość słoniowa | Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatni | Kto pisze teraz historię? | Kuchnia szamańska | Kwiatki Św. Franciszka | Kwiatostan śmierci | Kwitnienie kultury | Kwitnąca wiśnia | La colombina i ciche ukojenie | Lekarzu - lecz się sam! | Lenin wiecznie żywy | Leśmianiada | Lichwiarstwo polskie | Liryki i prztyki | Logika dziejów | Londyńska mgła niepamięci | Londyńskie przygody | Los ofiary | Los puka do moich drzwi | Lotosowy wpis | Ludzie ludziom... | Lunatyzm | Lęk społeczny | Made in Japan | Maligna | Marność nad marnościami | Marność nad marnościami. Rekoleksje Wielkopiątkowe | Marzenia senne | Marzeniologia stosowana | Maszkary i senne dziwadła | Maszkary i senne widziadła odbite w lustrze | Mała czarna z Kafką | Medycyna naturalna | Meine Liebe Augustin! | Melancholia | Melancholia stosowana | Memorabilia | Meszreiw | Meteo | Mgiełka autoironii | Mglisty dzień. Mgła | Mikołak | Mistrz i Małgorzatka | Mistycyzm lunarny | Mistyka i miłość | Mitologia osobista | Mitologia świata | Miłość | Miłość bliźniego | Miłość nie zawsze szczęśliwa | Miś Uszatek | Moc rytuałów | Monada nie ma okien | Mowa potoczna | Mowa ptaków | Mowa serca | Moze ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może ktoś się ucieszy? | Może ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może to trochę zbyt uszczypliwe | Musicology | Muza lekkich obyczjów | Muzyka przywraca ład serca | Myszoterapia dr Nezumi | Myśli prostego człowieka | Mądrość Natury | Mądrość jak z gazety | Mądrość narodów | Młot na faryzeuszy i hipokrytów | Męstwo bycia | Mówił sen do snu | NIe ma na świecie dwóch takich samych liści, ni kropel deszczu | Na jawie (lecz to, co niejawne pozstaje) | Na stos rzuciliśmy szcześcia los | Na stos rzuciliśmy szczęścia los | Na szczytach hipokryzji | Na zdrowie! | Nad piekną rzeką | Najokrutniejsze zwierzę | Najsłodsza tajemnica | Narastająca senność | Nic dzisiaj ciekawego nie napisałem | Nicość | Nie am dwóch takich samych liści, ni kropel wody | Nie bój się - najwyżej cię rozstrzelają! | Nie czas żałować burz, gdy płoną oczy | Nie czas żąłować burz, gdy płoną oczy | Nie każde szczere złoto jest szczerozłote | Nie ma na świecie dwóch takich samych liści ani kropel wody | Nie ma na świecie dwóćh atkich samych liści lub kropel deszczu | Nie ma takiego smutnego, co by na wesołe nie wyszło | Nie ma zazdrości bez miłości | Nie oddamy nawet guzika | Nie tylko dzielenie włosa na czworo | Nie wiem, ja w ogóle nie myślę | Nie zabijaj! | Nie zabijajcie drzew! | Nie zawsze urocza dzecinada | Niebiańskie szczyty głupoty | Niech pani będzie dzielna! | Niech zapłaczą na moim pogrzebie | Nieco drapieżny wpis | Niekoniecznie ptasi móżdżek | Nienawiść bliźniego | Nieosobiście | Nieprzesłane przesłanie | Niestworzone rzeczy | Nieszkodliwe głupotki | Niewczesna melancholia melomana | Niewczesne rozważania | Niewielka profanacja | Niewielkie przekłamanie | Niskolotnie | No No! Teatr No | No comments! | No no! | Nowa poezja lingwistyczna | Nędzne kabareciarstwo | O Leonardo, po cóż się tak trudzisz? | O dzieleniu włosa na czworo, czyli metodzie scholastycznej | O dzieleniu włosa na czworo, czyli o metodzie scholastycznej | Obciachy | Obscenia i parafrenalia | Obsesja dobrego biustu | Ojej! | Oko w oko z zębem mądrości | Okropieństwa | Okruchy odgrzebane z lawy | Okruchy życia wygrzebane zlawy | Okruchy życia wygrzebane z lawy | Okrutna losu ironia | Orientuj się na orient | Owczarek | Owczarki afgańskie | Owocożerni | PL jak piekło | PO PiS | POeci wszystkich krajów dzielcie się | Pan Tadeusz | Panie pośle, po chrześcijańsku panu wybaczam | Pańska satyra polityczna jest niegramatyczna | Pendant do pewnego przypisu | Perlikowski | Pewna elastyczność zasad | Pewne jak w banku | Piorunujący piorun! | Po owocach poznacie ich! | Po upadku | Pobożne życzenia | Podpatrywanie Natury | Podroby i inne podróbki | Pokolenie Kainowe | Pokorne ciele | Pokorne cielę | Pokusa | Polak potrafi | Polak potrafi! | Politolog i Politowska | Politycznie niepoprawne! | Polonica | Polonika rycerskie | Polucje i ablucje | Pomarańcze i mandarynki | Pomarznąć dobra rzecz | Pomarznąć dobra rzecz! | Pomoc psychologiczna | Poranna kawka z Kafką | Porąbane marzenia | Potężne i głębokie warstwy pierwotnego mitu | Powieść brukowa | Powszechna życzliwość | Powtórka z cynizmu | Poznaj samego siebie | Prawda | Prawda jest jedna i piękna, ale złożona | Prawda popłaca | Prawdziwa metropolia | Prawi i sprawiedliwi | Prawiezmartwychpowstanie | Prawiezmarwtychpowstanie | Prognoza pogody | Pruski smutek | Przecież cię zjem! | Przedagonalny polski agon | Przegląd sportowy | Przeinaczenia | Przez pychę do pokory | Przeżyjesz to, a pote już tylko grób | Przeżyjesz to, a potem już tylko grób! | Przminęło z wiatrem | Prztyczek | Psiapowiednia Majów | Psubrat | Pustka | Pytanie dość retoryczne | Raczej to nie będzie hit | Radosne gonitwy śnieżnych tygrysów | Radość wędrowania | Rejterada Rejtana | Religie nauczą cie pokory | Res Sacra Pecunia | Romans z pop kulturą | Roots, Rock, Reggae | Rozkosze reinkarnacji | Rozmowa nie na telefon | Rozpacz | Rozpacz na wieki wieków | Rozpacz, która podpełza pod gardło | Ruch i świeże powietrze... | Rybołówstwo cudzołożnika | Rycerz pokalany | Samokrytyka | Samotność egzystencjalna | Sekrety pewnego domu handlowego | Seraphic Flames and Heavenly Love | Siedź na dupie i potakuj! | Somatyka | Somatyka logiczna | Spełniona przepowiednia | Spleśniały ser | Sponsorem tej opowieści jest wydawnictwo Błękitny Wieloryb | Sport to zdrowie | Spowiedź morskiego wilka | Stary Sącz i Nowy Sącz | Stary mafioso | Stołeczne stołki | Stratyfikacja społeczna | Suma sumarum | Sumienie rachunku | Sweet Music and Poetry | Sygnały podprogowe | Szalchetne zdrowie | Szczęśliwa pomyłka | Szekspir do żadnej nie należy epoki | Szkarady | Szlachetna gravitas | Szlachetne zdrowie | Słodycze grafomanii | Słówka | Słówko do słówka, a uzbiera się sówka | Tadeusz Bój Jeleński | Taia chińska podróbka | Takie będą rzeczpospolite jakie tego blogu chowanie | Takie tam, pierdoły | Talking Heads | Tania chińska podróbka | Tatiana | Teorie świata nauki | Terapeutyczie | Terapeutycznie | Thames | The Doors. Uchylone drzwi | The Lion cub | The fruit of beauty and despair | To na pewno nie Lec | To nie żadna filozofia | Tragiczne pożegnania | Transformacja duchowa | Trudna sztuka dialogu | Trudno czasmi coś sklecić | Trzylogia | Trója z polskiego | Twarda rzeczywistość | Ty mi tutaj nie filozuj | Tygrysologia stosowana | Tysiac i jeden ptaków | Tysiąc i jeden kotów | Tysiąc i jeden ptaków | Tysiąc różowych kroliczków | Tęsknica | Tęsknota duchowa | Ubekistan | Ucone księgi | Uczeni ludożercy | Uderzenia losu | Uduchowienie | Umrzeć z miłości | Upadek Pierwszego Człowieka | Uroczy wegetarianin | Uszczelnienie systemu podatkowego | Utrata uzębienia | W czym mogę panu pomóc? | Wciąz powtarza się ta sama historia | Wciąż powtarza się ta sama historia | Wdzieczna muzyka przywraca ład serca | Wesola grafomania z morałem | Wiecej broi dla szaleńców w Teksasie | Wieczne powroty | Wiedza radosna | Wielka wygrana | Wielomówstwo, czyli plaga opowiadania | Wierzba płacząca | Wiosny i jesienie | Witch | Więcej broni dla szaleńców w Teksasie | Wojna totalna | Wpis o kształcie piramidy | Wprowadzenie do kruczków prawnych | Wrzucam wszystko do kosza | Wrzątek | Wspomneinei pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Współczesny filister | Wszystkie rybki | Wszystko na A | Wszystko na sprzedarz | Wszystko na sprzedaż | Wygrana | Węzłowato | Wólka Węglowa | Xin Lu, typowa brunetka o granatowych oczach | Z Nietzschego nic nie powstaje | Z księgi wulgaryzmów | Z rupieciarni myśli | Zaczarowany świat zen | Zanim mnie wrzucą do dołu | Zapowiedź Apokalipsy | Zaraz wracam! | Zasada domniemanej winy | Zaskroniec | Zastał Polskę drewnianą... | Zatrzaśnięte drzwi | Zbaw mie Buddo Amido | Zbaw mnie, Buddo Amido | Zdrowy egoizm | Zegar dziejów | Zestrzelenie księżyca | Zginął z rąk słabej kobiety | Zima się nas nie ima | Zjawiskowe | Znak jaskółki | Zrozumieć wartość tego, co nieużyteczne | Zuch zawsze ochoczy! | Zwierzęta pod postacią ludzi | Zwyciestwo konsumpcjonizmu | Ząb mądrości | ie zabijajcie drzew! | ieosobiście | kosmos | Łagodne prawo, ale prawo | Łagodność tygrysa | Śmiechotki, chichotki | Śmiertelna powaga | Śmierć | Światełko w mroku | Świętość, wziętość, nadętość | Życie jest tragiczne | Życie samo | Życzliwe spojrzenia na całość ogródka | Żyć, nie umierać
RSS

Coś tak wulgarnego

poniedziałek, 14 października 2013

         Sprośność "Fraszek" Morsztyna - wie o tym chyba każdy polonista i co drugi uczeń - przewyższa znacznie analogiczną twórczość Jana z Czarnolasu, a jej najbardziej jaskrawym przykładem jest dialog zatytułowany "NADGROBEK KURWIE". A ponieważ polonika są ostatnio w modzie, przytoczę z niej owo zacne zakończenie:

                                               "P. Niechże cię diabli łupią już słowa nie rzeknę!

                                                K. A ty za moją duszę odpraw się choć w rękę".

         Mamy tu wszelkie cechy sarmackiego baroku - i motyw religijny, i coś z pogranicza nekrofilii.  K. jest pochowana przy kościele, a P. jest niewątpliwie arystokratą...Zresztą może i takie "smaczki":

                                               "P. Chyba cię osrać.

                                                K. Mam i ja tę dziurę

                                                Ale wolijż tej zażyć, co nią leżę wzgórę.

                                                P. Niech cię tam robak wwierci!

                                                K. Cóż, kiedy bez kuśki".

         Może i nawet trochę niesmaczne, ale Panu w końcu wolno - nie to, co chamowi...

         Miałem dopisać jakiś swój odpowiednik, jak to zrobiłem z fraszką Pana Jana, ale jednak trochę "wymiękłem".  Rzecz należy niewątpliwie do kanonu polskiej literatury i cóż za wspaniała staropolszczyzna!                                          

         Więc chociaż rzecz zatytułowałem "Dwie Fraszki", użalę się tylko cicho nad losem biednej Kurwy, która nawet po śmierci nie może odpocząć.

         Tego tylko nie rozumiem:

 

                                             "NA SREBRNY URYNAŁ

                             W nieszczęsne srebro szczysz, a ze szkła pijesz:

                                 Drożej szczysz, niźli pijesz - nie po ludzku żyjesz". 

         Może ktoś mi to objaśni?

niedziela, 06 października 2013

            To tu zbierała się cyganeria artystyczna zgromadzona wokół Madame Bijou.  Nic tak bowiem nie podnosi smaku dobrego wina, jak żabie udka. 

                        - Idę o zakład  - krzyczał pewien domorosły filozof - że wszystkie Bułgarki mają jasne tyłki, chociaż ich włosy są ciemne.

                        - Totalny fałsz! - zawołał student Jean Paul -  Od razu widać, że nie jest pan człowiekiem kulturalnym.  Czy paryżanki maja zimne d...? Sprawdzałeś pan? A może grzałeś sobie przy nich dłonie?  

                        - Nadal podtrzymuje moją tezę, że twarz może być ciemna, a d...jasna - perorował filozof.

                        - Śmiechu warte!  Pokaż mi Pan choć jeden taki przykład -

            Wszystkie panienki z lokalu zgodziły się uczestniczyć w tej zabawie.  Odsłaniały najpierw woalki, a później, to, co było przedmiotem sporu. 

                        - Wygrałeś pan! - zmartwił się filozof - Faktycznie we wszystkich przypadkach zachodziła wspomniana empiryczna zgodność!  Ale...

                        - Nie wykręcaj się, Dostaniesz kopa w d...jak było umówione.

                        - ...Nie było wśród nich Bułgarki.

                        - Cholercia! - zmartwiła się Madame Bijou - To nie ma żadnych podstaw, żeby mu nakopać do d...A tak już byłam rada tej egzekucji.  Jutro pojedzie na front i Prusacy obleją go kwasem pruskim.  Co za pech!

                        - Je sui Bulgarka - powiedziała na to jedna z dziewczyn.

                        - Tre jolie!  Tre bien!  - wykrzyknęła radośnie Madame Bijou - Chyba nigdy jeszcze nie bawiłam się tak dobrze. 

 

                         

środa, 03 lipca 2013

           Justyna dopijała właśnie kawę przy niewielkim stoliku ustawionym tyłem do okna.  Na oknie położyła swoją torebeczkę i inne niezbędne drobiazgi.  W pomieszczeniu musiało być trochę chłodno, bo dziewczyna miała na sobie futerko z szynszyli, a na przekrzywionej główce czarny przyozdobiony nieco kapelusik. Spod kapelusika wystawały z tyłu pofalowane blond włosy. Dziewczyna siedziała na niewielkim krzesełku, bokiem do stolika i zostawiwszy sobie bardzo niewiele miejsca zapisywała coś w zeszyciku.  Nóżkę położyła na nóżce, tak, aby spódnica mogła być odsłonięta do kolan.  Całości jej wizerunku dopełniały czarne buciki na obcasach.

           Pomyślałem od razu, że to fajne miejsce - sprawiało wrażenie jakbyś był u kogoś w domu. 

           - Przepraszam, czy mógłbym się do pani przysiąść? - spytałem. 

           - Jest pan trochę śmieszny?  Przecież widzi pan, że nie ma gdzie?  Jestem Justyna...Zaraz dopije tę kawę, a pan zaprosi mnie na następną, ale może już nie tutaj.

           Oszalałem ze szczęścia.  Wybiła godzina mojego nowego romansu.  W kontaktach z kobietami potrafiłem kłamać jak z nut i sypać komplementami jak z rękawa, obficie, ale dyskretnie, żeby nie mogły się domyślić, że to komplement.  Strasznie są na to łase.  A ja jestem po prostu pies na baby!...Po kilku minutach spotkaliśmy się na ulicy. 

           - Głupio mi - powiedziałem - Nie mam nawet forsy na kawę.  Czy mógłbym panią cynicznie wykorzystać?

           - Przecież się przedstawiłam. Justyna...Nie będziemy chyba przez cały czas na pan. W Stanach nie mają takich kłopotów.  Ja też już nie mam na kawę. Chodźmy na spacer do parku!

           - Ach, nie chciałbym pani stawiać w nieprzyjemnej sytuacji Na pewno zorientowała się pani, że nie jestem podrywaczem.  Zakochałem się w pani od pierwszego wejrzenia.  Te pukle włosów, ten zapach!  No, może przesadzam, od drugiego, bo najpierw spojrzałem na kelnera, czy mnie nie wyrzuci.  

           - Literat z pana, przepraszam...z ciebie.  Ale nie wiem jeszcze, jak masz na imię?

           - Ja...Ildefons! - odpowiedziałem dość niepewnie.

           - Jak Gałczyński? I pewnie jesteś zaczarowany i chcesz mnie ocalić od zapomnienia, bo życie jest snem wariata śnionym nieprzytomnie.

           - Chyba jak Gałkiewicz?

           - No nie, naprawdę zabawny z pana jegomość.  Usiądźmy na tej ławeczce...Zapach bzu sprzyja intelektualnym rozmowom.

           - Pani pachnie jak tuberoza...- zacząłem.

           - Ildefons, nie wysilaj się!  A kto mnie pocałuje? 

           - Jak to - tak od razu? - spytałem nieśmiało.

           - A kto mi przed chwilą włożył rękę pod sukienkę?  - roześmiała się dziewczyna.

           - Chyba się trochę zagalopowałem, przepraszam. Nie zauważyłem.  U mnie w piaskownicy te sprawy były względnie proste.  Mówisz gówniarze zdejmij majtki i ona sama zdejmuje.  No, ale byliśmy wtedy czterolatkami - wybąkałem.

           - Całujesz, czy nie? - przekomarzała się Justyna.

           Pocałowałem.  Zaczynało się całkiem nieźle.  Chociaż Justyna była jakaś dziwna w tym futerku. Rozumiem, że to ogrodnicy i temperatura gwałtownie spadła, ale żeby komuś było aż tak zimno?

           - Dobrze całujesz! - powiedziała Justyna - To twój pierwszy raz?

           - W tym tygodniu? - spytałem.

           Dalej wszystko potoczyło się szybko.  Dwa przystanki tramwajem i już jesteśmy u Justyny.  Pijemy kawkę, czytamy razem Franza Kafkę i rozmawiamy o tym, skąd tyle tej francy na świecie.  A Justyna miała jeszcze taki patefon na korbkę i jak nim zakręciła, to z płyty leciał "Zimny drań!"

           - Bo taki jestem zimny drań - nuciła Justyna.

           - Ja wszystkie was dziewczynki, całować chcę!  - odśpiewałem jej z rozkoszą. 

           - A ja ci na to na papiurecku, żeś się ześwinił mój świniarecku! - zaintonowała z kolei moja dziewczyna.    

           Napiliśmy się wódeczki. I od wszystkich rybek przeszliśmy do dzieweczki, a wszystkiemu przyglądała się bacznie Dziewica Maryja z makatki nad kanapą.    

           - O Jezu! Już jestem spóźniony - powiedziałem o trzeciej w nocy - Towarzysze na mnie czekają. 

           Justyna rozkleiła się. 

           - Nawet się ze mną dobrze nie przespałeś i już idziesz do tych swoich towarzyszy.  I schowaj tego nagana, przez cały czas wystawał ci spod marynarki -

           - Umacniam władzę ludową. Nie martw się, Justyna.  Spotkamy się jutro w tym samym miejscu - 

           Ale nie spotkaliśmy się.  Towarzysz Rheingold zesłał mnie rano pociągiem do Karagandy.  Miałem tam umacniać przyjaźń polsko-radziecką. Wróciłem po czterech latach, już po Zjezdzie.   Taki intelektualista i tyle lat z dala od ojczyzny.  Pierwsze swoje kroki po powrocie skierowałem oczywiście do mojej ulubionej kawiarni.  Ale Justyny tam nie było!  Wypytałem delikatnie właściciela.  

          - Czeka na pana na tej ławce - odpowiedział - Przez cztery lata z niej nie schodzi.  Zamieszkała na dworcu.  Rozpiła się!  Panie, co żeś pan z nią zrobił? 

          - Ja...nic.  Wie pan, to chyba polonistka jakaś.  Znała się na literaturze międzywojnia.  Podejrzany element klasowy - 

          Usiadłem w tym samym miejscu, na którym ujrzałem ją po raz pierwszy. Ubrałem się podobnie, oczywiście jak na faceta. Założyłem nogę na nogę i tak przycupnięty pisałem coś przy stoliku.  Nagle ktoś podchodzi do mnie i pyta:

         - Czy mogę się do pana przysiąść?  

         Ja się od razu jej przedstawiam i proszę, żeby poczekała na mnie na ulicy.  Ubzdryngolona była.  Nawet nie wiedziała dobrze, z kim rozmawia.

         - To ty mnie wtedy macałeś na tej ławce, Jasiu? - spytała. 

         Była naprawdę nie do życia.  Cały czas ryczała.  Ja jej mówię - Dorosła byłaś, wiedziałaś co robisz, z kim idziesz do łóżka, nie udawaj niewiniątka.  Ale dziewczynie najpierw głośno się odbiło, a potem...Szkoda mi było naszej ławeczki i zaofiarowałem się, że odprowadzę ją od razu na dworzec i kupię bajgle i ciemne piwo "Krakus".        

         - Dziękuje ci Sławciu - powiedziała - Z tobą chyba jeszcze nie piłam. 

         - Chyba nie, Justyna - powiedziałem - Pośpieszny do Warszawy odchodzi o 22.45, a ja jeszcze chcę obejrzeć smoka wawelskiego.  To do miłego.  Serwus oberwus!  

         - Nie zmieniłeś się - powiedziała smutno Justyna - Przez te wszystkie lata tęskniłam za tobą jak wariatka.  

         - To masz tu piątkę z rybakiem i kup sobie bułkę - powiedziałem na pożegnanie.  

         - Ale wrócisz do mnie, Poldek? - oczy Justyny zaświeciły się.  Strasznie się posunęła przez te lata.  Widać dworcowy wikt jej nie służył.

         - Jak się dobrze umyjesz - zażartowałem - Bądź grzeczną dziewczynką.  Zapowiadam swe ponowne Przyjście!

         - A może byśmy tak razem byśmy tego smoka obejrzeli? - spytała rozpaczliwie i łzy popłynęły jej z oczu. 

         - Innym razem, Ewuniu.  Za bardzo się stoczyłaś.  Nie wypada mi się z tobą pokazywać.  Moje papiery muszą być nieskazitelnie czyste.  Nie mogę sobie pozwolić, żeby jakiś kurwiszon marnował mi życie.

         - A może tak jednego pod śledzika, co? - naprzykrzała się Justyna i ordynarnie pchała swoja rękę, wiesz gdzie.  Nie wyrobiłem... 

         - Justyna!  Pierdzielnij się w ten głupi łeb!  Uświadom sobie, że ja nie chcę mieć nic wspólnego z takim ludzkim wrakiem, z taką szmatą, jak ty.  Wyglądasz, jak rozpadówa. I pewnie nie spożywałaś alkoholu od trzech dni. 

         - Nie zostawiaj mnie, Janek! - zaskowytała dziewczyna.  

         W taki oto sposób zemściłem się na całym gatunku niewieścim, za to, że kobiety nie zawsze były mi przychylne.  I chociaż cieszyłem się zasłużoną opinią wytrawnego podrywacza - ta jedna, jedyna i wyśniona, której chciałem oddać swe serce, wzgardziła mną.  Justyna była do niej fizycznie podobna.  Noc w pociągu spędziłem w "Warsie" nucąc sobie pod nosem "Marsza rezerwistów".

         "Wsiadł do pociągu..."  itd, itd.   

czwartek, 20 grudnia 2012

             Pan Franciszek Skruch, rzeźbiarz ludowy, odłożył skrzypki i skrzypiąc butami po śniegu radował swą duszę podskakując w te i wewte. Wewte przychodziło mu nieco trudniej więc wsparł się na ladze i zaczął pogryzać sucharki, a że był mróz, mało sobie zębów nie połamał.    

             - Jak tam pana twórczość? - zapytałem - ludowa jest chociaż?

             - Ciarki mnie przeszły jak żeś o to zapytał.  Musi być, że i ludowa, bo dotacji na kulturę nie dadzą.  Widzisz junochu te pieski?

             - Ten brytan pochyla się nad Maciupcim, a Maciupci wywrócił się łapkami do góry i prosi go, żeby mu darował -

             - Ano właśnie! - powiedział Pan Skruch - A czyni to nie bez powodu. Widziałem jak ten brytan rozszarpał jednego i pożarł jego serce. Mogło tak być i mogło nie być, ale przysięgam, że na własne oczy widział.  Co prawda noszę okulary...

             - No dobra! - przeciągałem się z nudów - Wiedziałem, że tak jest.  Powiedz mi lepiej, czy tu są jakieś ładne dupy?

             - Że co?...Chyba nie zrozumiałem - powiedział Pan Skruch.

             - Przyjechałem tylko na dwa dni.  Jestem pod presją czasu - powiedziałem artyście w lewe ucho.

             Pan Skruch zrobił sobie z dłoni trąbkę i usiłował mnie usłyszeć:

             - Wszystko źle! - powiedział w końcu - Stawiam ci pałę!

             - Od kiedy to parasz się nauczycielką? - zapytałem wściekły.

             - Od pierwszego para Anglii, który na parowcu przyjechał do naszej miejscowości po parówki - rzekł dumnie Pan Franciszek.

             - Niezłe, niezłe, muszę to sobie zanotować - rzekłem - Ale po co takie bzdury gadasz?

             - Bo to jest moja najsłodsza niedola - odparł Pan Skruch. 

             - A CO TO JEST?  - pytam.

             - A to tak se namalowałem. Maryja Magdalena zanim była jesce skrusona.  Trochę jak Caravaggio - myślę.  Tylko, że na odwrót, szczerze mówiąc.

             - Panie Franciszku, niedługo już złożą was do grobu, jesteście w wieku post-emerytalnym, ale ponieważ przez całe życie nic nie robiłeś, nie lepiej już przejść na rentę?

             - Po moim trupie i w jego dupie!  - wykrzyknął Pan Skruch.

             - A gdzie jest Pani Skrucha? - zapytałem.

             - W dole - powiedział Pan Skruch - trzy metry pod ziemią.  Tam, żem ją zakopał.

             - "Zbrodzień to niesłychan, panią zabija Pan" - zacytowałem samego siebie. 

             - Może tak, a może i nie - uśmiechnął się frasobliwie Fraciszek Skruch, twórca ludowy - Kto tam jego wie? Kto go sprawdzi?  Ale pan to miastowy, to nie bardzo pan kuma.  Kum, kum!  Rech, rech!  O tym już wszystkie żaby w gaju śpiewają. 

             - To się nagrało Panie Skruch!  To będzie mój dowód przed pana Sądem Ostatecznym! 

             - Kto miauczy, ten będzie miauczony - zaśmiał się twórca - niedobra była ta moja Skrucha.  Źle jej z oczu patrzyło.  A te lilije, to już panie zatęchły.  Białe były i owszem.  Ale wie pan chyba, co to jest zgnilizna?

             - Moralna, Panie Skruch - wysapałem ze złością.

             - Ja tam niczego nie żałuję.  Pomyślałem, skaleczę ją, chociaż pójdę za to siedzieć... 

             - Rozumiem pana - powiedziałem i poszedłem do barku napić się czegoś.