Kategorie: Wszystkie | "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę" | ...bez końca | 0 | 100O i jeden Rabinów | A Puszkina też zapuszkują? | A moze to tylko pomieszanie zmyslow | A nie lepiej być purystą? | Aaaaaaaaaaaaaa...aalfabeta | Ach, gdzież jest litość lub wspolczucia pozór? | Ach, gdzież jest litość lub współczucia pozór? | Adam Mic - Kiewicz | Adaś i Ewka | Aforystyka | Amerykański sen | Autopsychoterapia | Bez sensu to to! | Bez szaleństwa... | Bezmyślne okrucieństwo | Bezradność | Biedna Szymborska | Biedny Kapturek! | Bliźni miłości | Bliźniego miłość... | Blondyn | Blue Bossa | Bojaźń i drżenie | Bratnie dusze | Bruner, ty świnio! | Buddyzm w życiu codziennym | Bóg mi poskapił tej anielskiej miary... | Bóg mi poskąpił tej anielskiej miary... | Bójstwo samo | Caritas | Chiziofrenia | Choroba na śmierć | Chwila ułudy | Chwila wytchnienia | Chłodne upojenie | Cierpienia i radości | Cierpienie i radość | Cleen feed | Cnota niedoli | Co slina na język przyniosła | Co tam panie w polityce? | Co w niebie piszczy | Co ślina na język przyniosła? | Corrida | Coś dla duszy... | Coś tak wulgarnego | Cudotwórstwo | Czarna Perła Tao | Czarny tulipan skrzyżowany z czarna różą | Czarny tulipan skrzyżowany z czarną różą | Czary Mary | Czego nie przysięgał Hipokrates? | Człowiek nie jest rzeczą | Człowiek to brzmi dumnie, ale nie u mnie | Często chowa | Częstochowskie rymy | Deficyt aniołów | Delightful! | Demokratyczne wybory w Oczodołach | Diabłoterapia | Dla wszystkich i dla nikogo | Dnieje | Do samego siebie | Dodatek | Dowcipas dnia | Duma narodowa | Dusze drzew | Dyskretna mgiełka autoironii | Dzielność | Dziki kapitalizm | Dzisiejsza młodzież | Dzisiejsza młodzież nosi ładną odzież | Egzystencjalizm jest chumanizmem | Ekonomia zbawienia | Elegancja Francja | Elegijnie | English gentelman | English gentleman | Epicurus | Ewa tylko ziewa | Falochron | Female | Filozofia bez uczoności | Forever Loving Jah | Gadu, gadu | Gadu, gadu, trochę więcej jadu | Gal Anonim | Gaz dla pedałów | Gaz dla pedałów, młot dla sierpów | Gdy rozum śpi... | Gendarme | Genek, gienialny gieniusz | Geno Typ | Gorący uczynek | Grabarz | Grabarz nonsensu | Gry i zabawy literackie | Głupota przysłowiem narodów | Głębie i tajnie Podświadomego | HIstoria nauczycielką bicia | Herbatka zen | Homo economicus | Homo sapiens czy Homo politicus | Humor absurdalny | Humor nieco absurdalny | Humor, satyra, panie... | I rekiny w oceani mają zębów cały rząd | I rekiny w oceanie mają zębów cały rząd | Indie Wschodnie i Zachodnie | Industrial | Istnieje również wrodzony brak poczucia humoru | Ja tam bynajmniej nie wiem | Jak długo będę jeszcze żył? | Jak uprawiać agresywne dziennikarstwo? Poradnik dla początkujących | Jakże cżęsto powtarza się ta historia | Jakże trudno czasami coś sklecić! | Jan i Małgorzata | Jan z Czarnolasu | Jesienna muzyka | Jeszcze smutniej! | Jeździec Apokalipsy | Językologia | Kaczuszki mandarynki | Karawana idzie dalej | Katedra Adamowego Żebra | Kawa z Kafką | Każdemu według naszych chęci | Każdemu według potrzeb | Każdemu, o czym tylko zamarzy | Kiciuś Miciuś! | Kicuś Micuś! | Kiedy człowiek staje się bestią | Kiedy owce nie milczą | Kij w mrowisku | Kniaź Wiktor | Kochani ludożercy | Kolacja Pani Sowy | Kometa tylko głownia nie ta | Konkwista | Koryfeusz nauki, milośnik sztuki | Koty i inne zwierzęta | Koty, głupoty, palikoty | Kości rzucone są | Kość słoniowa | Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatni | Kto pisze teraz historię? | Kuchnia szamańska | Kwiatki Św. Franciszka | Kwiatostan śmierci | Kwitnienie kultury | Kwitnąca wiśnia | La colombina i ciche ukojenie | Lekarzu - lecz się sam! | Lenin wiecznie żywy | Leśmianiada | Lichwiarstwo polskie | Liryki i prztyki | Logika dziejów | Londyńska mgła niepamięci | Londyńskie przygody | Los ofiary | Los puka do moich drzwi | Lotosowy wpis | Ludzie ludziom... | Lunatyzm | Lęk społeczny | Made in Japan | Maligna | Marność nad marnościami | Marność nad marnościami. Rekoleksje Wielkopiątkowe | Marzenia senne | Marzeniologia stosowana | Maszkary i senne dziwadła | Maszkary i senne widziadła odbite w lustrze | Mała czarna z Kafką | Medycyna naturalna | Meine Liebe Augustin! | Melancholia | Melancholia stosowana | Memorabilia | Meszreiw | Meteo | Mgiełka autoironii | Mglisty dzień. Mgła | Mikołak | Mistrz i Małgorzatka | Mistycyzm lunarny | Mistyka i miłość | Mitologia osobista | Mitologia świata | Miłość | Miłość bliźniego | Miłość nie zawsze szczęśliwa | Miś Uszatek | Moc rytuałów | Monada nie ma okien | Mowa potoczna | Mowa ptaków | Mowa serca | Moze ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może ktoś się ucieszy? | Może ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może to trochę zbyt uszczypliwe | Musicology | Muza lekkich obyczjów | Muzyka przywraca ład serca | Myszoterapia dr Nezumi | Myśli prostego człowieka | Mądrość Natury | Mądrość jak z gazety | Mądrość narodów | Młot na faryzeuszy i hipokrytów | Męstwo bycia | Mówił sen do snu | NIe ma na świecie dwóch takich samych liści, ni kropel deszczu | Na jawie (lecz to, co niejawne pozstaje) | Na stos rzuciliśmy szcześcia los | Na stos rzuciliśmy szczęścia los | Na szczytach hipokryzji | Na zdrowie! | Nad piekną rzeką | Najokrutniejsze zwierzę | Najsłodsza tajemnica | Narastająca senność | Nic dzisiaj ciekawego nie napisałem | Nicość | Nie am dwóch takich samych liści, ni kropel wody | Nie bój się - najwyżej cię rozstrzelają! | Nie czas żałować burz, gdy płoną oczy | Nie czas żąłować burz, gdy płoną oczy | Nie każde szczere złoto jest szczerozłote | Nie ma na świecie dwóch takich samych liści ani kropel wody | Nie ma na świecie dwóćh atkich samych liści lub kropel deszczu | Nie ma takiego smutnego, co by na wesołe nie wyszło | Nie ma zazdrości bez miłości | Nie oddamy nawet guzika | Nie tylko dzielenie włosa na czworo | Nie wiem, ja w ogóle nie myślę | Nie zabijaj! | Nie zabijajcie drzew! | Nie zawsze urocza dzecinada | Niebiańskie szczyty głupoty | Niech pani będzie dzielna! | Niech zapłaczą na moim pogrzebie | Nieco drapieżny wpis | Niekoniecznie ptasi móżdżek | Nienawiść bliźniego | Nieosobiście | Nieprzesłane przesłanie | Niestworzone rzeczy | Nieszkodliwe głupotki | Niewczesna melancholia melomana | Niewczesne rozważania | Niewielka profanacja | Niewielkie przekłamanie | Niskolotnie | No No! Teatr No | No comments! | No no! | Nowa poezja lingwistyczna | Nędzne kabareciarstwo | O Leonardo, po cóż się tak trudzisz? | O dzieleniu włosa na czworo, czyli metodzie scholastycznej | O dzieleniu włosa na czworo, czyli o metodzie scholastycznej | Obciachy | Obscenia i parafrenalia | Obsesja dobrego biustu | Ojej! | Oko w oko z zębem mądrości | Okropieństwa | Okruchy odgrzebane z lawy | Okruchy życia wygrzebane zlawy | Okruchy życia wygrzebane z lawy | Okrutna losu ironia | Orientuj się na orient | Owczarek | Owczarki afgańskie | Owocożerni | PL jak piekło | PO PiS | POeci wszystkich krajów dzielcie się | Pan Tadeusz | Panie pośle, po chrześcijańsku panu wybaczam | Pańska satyra polityczna jest niegramatyczna | Pendant do pewnego przypisu | Perlikowski | Pewna elastyczność zasad | Pewne jak w banku | Piorunujący piorun! | Po owocach poznacie ich! | Po upadku | Pobożne życzenia | Podpatrywanie Natury | Podroby i inne podróbki | Pokolenie Kainowe | Pokorne ciele | Pokorne cielę | Pokusa | Polak potrafi | Polak potrafi! | Politolog i Politowska | Politycznie niepoprawne! | Polonica | Polonika rycerskie | Polucje i ablucje | Pomarańcze i mandarynki | Pomarznąć dobra rzecz | Pomarznąć dobra rzecz! | Pomoc psychologiczna | Poranna kawka z Kafką | Porąbane marzenia | Potężne i głębokie warstwy pierwotnego mitu | Powieść brukowa | Powszechna życzliwość | Powtórka z cynizmu | Poznaj samego siebie | Prawda | Prawda jest jedna i piękna, ale złożona | Prawda popłaca | Prawdziwa metropolia | Prawi i sprawiedliwi | Prawiezmartwychpowstanie | Prawiezmarwtychpowstanie | Prognoza pogody | Pruski smutek | Przecież cię zjem! | Przedagonalny polski agon | Przegląd sportowy | Przeinaczenia | Przez pychę do pokory | Przeżyjesz to, a pote już tylko grób | Przeżyjesz to, a potem już tylko grób! | Przminęło z wiatrem | Prztyczek | Psiapowiednia Majów | Psubrat | Pustka | Pytanie dość retoryczne | Raczej to nie będzie hit | Radosne gonitwy śnieżnych tygrysów | Radość wędrowania | Rejterada Rejtana | Religie nauczą cie pokory | Res Sacra Pecunia | Romans z pop kulturą | Roots, Rock, Reggae | Rozkosze reinkarnacji | Rozmowa nie na telefon | Rozpacz | Rozpacz na wieki wieków | Rozpacz, która podpełza pod gardło | Ruch i świeże powietrze... | Rybołówstwo cudzołożnika | Rycerz pokalany | Samokrytyka | Samotność egzystencjalna | Sekrety pewnego domu handlowego | Seraphic Flames and Heavenly Love | Siedź na dupie i potakuj! | Somatyka | Somatyka logiczna | Spełniona przepowiednia | Spleśniały ser | Sponsorem tej opowieści jest wydawnictwo Błękitny Wieloryb | Sport to zdrowie | Spowiedź morskiego wilka | Stary Sącz i Nowy Sącz | Stary mafioso | Stołeczne stołki | Stratyfikacja społeczna | Suma sumarum | Sumienie rachunku | Sweet Music and Poetry | Sygnały podprogowe | Szalchetne zdrowie | Szczęśliwa pomyłka | Szekspir do żadnej nie należy epoki | Szkarady | Szlachetna gravitas | Szlachetne zdrowie | Słodycze grafomanii | Słówka | Słówko do słówka, a uzbiera się sówka | Tadeusz Bój Jeleński | Taia chińska podróbka | Takie będą rzeczpospolite jakie tego blogu chowanie | Takie tam, pierdoły | Talking Heads | Tania chińska podróbka | Tatiana | Teorie świata nauki | Terapeutyczie | Terapeutycznie | Thames | The Doors. Uchylone drzwi | The Lion cub | The fruit of beauty and despair | To na pewno nie Lec | To nie żadna filozofia | Tragiczne pożegnania | Transformacja duchowa | Trudna sztuka dialogu | Trudno czasmi coś sklecić | Trzylogia | Trója z polskiego | Twarda rzeczywistość | Ty mi tutaj nie filozuj | Tygrysologia stosowana | Tysiac i jeden ptaków | Tysiąc i jeden kotów | Tysiąc i jeden ptaków | Tysiąc różowych kroliczków | Tęsknica | Tęsknota duchowa | Ubekistan | Ucone księgi | Uczeni ludożercy | Uderzenia losu | Uduchowienie | Umrzeć z miłości | Upadek Pierwszego Człowieka | Uroczy wegetarianin | Uszczelnienie systemu podatkowego | Utrata uzębienia | W czym mogę panu pomóc? | Wciąz powtarza się ta sama historia | Wciąż powtarza się ta sama historia | Wdzieczna muzyka przywraca ład serca | Wesola grafomania z morałem | Wiecej broi dla szaleńców w Teksasie | Wieczne powroty | Wiedza radosna | Wielka wygrana | Wielomówstwo, czyli plaga opowiadania | Wierzba płacząca | Wiosny i jesienie | Witch | Więcej broni dla szaleńców w Teksasie | Wojna totalna | Wpis o kształcie piramidy | Wprowadzenie do kruczków prawnych | Wrzucam wszystko do kosza | Wrzątek | Wspomneinei pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Współczesny filister | Wszystkie rybki | Wszystko na A | Wszystko na sprzedarz | Wszystko na sprzedaż | Wygrana | Węzłowato | Wólka Węglowa | Xin Lu, typowa brunetka o granatowych oczach | Z Nietzschego nic nie powstaje | Z księgi wulgaryzmów | Z rupieciarni myśli | Zaczarowany świat zen | Zanim mnie wrzucą do dołu | Zapowiedź Apokalipsy | Zaraz wracam! | Zasada domniemanej winy | Zaskroniec | Zastał Polskę drewnianą... | Zatrzaśnięte drzwi | Zbaw mie Buddo Amido | Zbaw mnie, Buddo Amido | Zdrowy egoizm | Zegar dziejów | Zestrzelenie księżyca | Zginął z rąk słabej kobiety | Zima się nas nie ima | Zjawiskowe | Znak jaskółki | Zrozumieć wartość tego, co nieużyteczne | Zuch zawsze ochoczy! | Zwierzęta pod postacią ludzi | Zwyciestwo konsumpcjonizmu | Ząb mądrości | ie zabijajcie drzew! | ieosobiście | kosmos | Łagodne prawo, ale prawo | Łagodność tygrysa | Śmiechotki, chichotki | Śmiertelna powaga | Śmierć | Światełko w mroku | Świętość, wziętość, nadętość | Życie jest tragiczne | Życie samo | Życzliwe spojrzenia na całość ogródka | Żyć, nie umierać
RSS

Roots, Rock, Reggae

czwartek, 11 października 2012

 

            Kiedy poznałem już wszystkie płyty Boba Marleya zacząłem szukać czegoś równie dobrego i nie znalazłem.  Wszelkie próby dorównania mu poziomem gwiazdorstwa kończyły się w sposób opłakany, a Peter Tosch i Bunny Wailler nigdy nie byli moimi faworytami, podobnie jak Black Uhuru, Jimmi Cliff i inni najpopularniejsi wykonawcy tej muzyki.  Jednak nagle stał się cud i przypadkowo wpadł mi w ręce koncert Burning Speara, Live at The Rainbow Bridge, London 1977.  Zwątpiłem już prawie, czy warto nadal słuchać reggae, gdy usłyszałem monotonną, opartą na linii basu, hipnotyczną muzykę, która autentycznością nie tylko dorównywała koncertowym nagraniom Marley'a, ale nawet je przewyższała.  Ten krótki, ale pamiętny koncert otworzył moje serce na muzykę roots reggae.  Głos Burning Speara - mocny i szorstki, miał piękną barwę, a jego śpiew wyrażał spontaniczną ekspresję.  Teksty pieśni były poważne.  A towarzysząca mu brytyjska grupa Aswad brzmiała zupełnie inaczej niż w swoich własnych, w późniejszym okresie często nieco popowych produkcjach.  W utworze "Man In The Hills" Burning Spear imitował z powodzeniem śpiew ptaków.  Naturalność była istotą jego muzycznego przekazu. Być wolnym jak ptak na drzewie i jak ryba w wodzie to bowiem najprostszy rodzaj afirmacji istnienia.  Koncert rozpoczynała pieśń "Marcus Garvey" (jego największy jamajski hit), po której następowały utwory "Slavery Days", "Black Soul", "Lion", "Old Marcus Garvey", "Man in The Hills", "Throw Down Your Arms".  Jedynym zauważalnym brakiem tego nagrania była jego krótkość. I dopiero po latach okazało się, że wytwórnia Island dysponowała jeszcze jednym doskonałym utworem z tego koncertu "Jordan River" (nagranym w antologii utworów Burning Speara, "Chant Down Babylon").     

            Niedługo potem miałem szczęście posłuchać innych wspaniałych nagrań tego artysty, który z upływem lat stał się moim duchowym i  muzycznym przyjacielem, a jego muzyka wspierała mnie w trudnych momentach życia, a ponieważ moje życie składa się niemal wyłącznie z trudnych momentów, była w nim obecna już zawsze.  To, w moim najgłębszym przekonaniu największy obok Boba Marleya artysta reggae i bodajże jedyny, którego znaczenie nie ogranicza się wyłącznie do tego muzycznego stylu.  Wielokrotnie zdarzało mi się rozmawiać ze znawcami jazzu, którzy podziwiali jego cudownie zaaranżowaną, cienistą i mroczna płytę "Social Living", a brzmienie i nastrój płyty "Man in the Hills" mogłoby ucieszyć niejednego bluesmana. Z kolei pieśń "Jah No Dead", w wersji wykonywanej przez artystę jedynie z akompaniamentem szumu fal może być przykładem muzyki etnicznej w najbardziej autentycznym tego słowa znaczeniu.  Rastafariańskie z ducha i sławiące Marcusa Garveya teksty Burning Speara są zawsze szczere i żaden chyba artysta reggae nie poświęcił w nich tyle miejsca niewolnictwu w jego nie tylko historycznych, lecz także współczesnych formach.  Nazwa Burning Spear, którą Winston Rodney nadał sobie i swemu wokalnemu trio, to określenie jakiego używał wobec siebie pierwszy prezydent niepodległej Kenii Yomo Kenyatta.     

          Pierwszy hymn Burning Spear' a "Door Peep", to podobnie jak kilka innych jego utworów  z lat osiemdziesiątych ("Red, Gold and Grin", "Invasion", "Bad to Worst") utwór zupełnie magiczny. Podziwiał go już legendarny Joseph Hill, obdarzony przez naturę wspaniałym głosem wokalista zespołu "Culture", którego płyta "Two Sevens Clash" jest cudownym połączeniem siły witalnej i radości życia, ale także sam Bob Marley, który nawiązywał do niej w utworach napisanych na krótko przed swoją śmiercią ("Chant Down Babylon", "Give Thanks and Praises").  To Marley zresztą, jak głosi legenda, namówił Winstona Rodney'a do podjęcia muzycznej kariery i poczynienia nagrań w "Studio One".  Jechał właśnie na osiołku, gdy usłyszał, jak Winston głośno podśpiewuje jakąś swą pieśń.  I chociaż Burning Spear zmieniał swoje brzmienie i wśród jego nagrań są też nagrania ustępujące autentyzmem wymienionym, to jednak zawsze muzyka jego wyrażała głębokie i konstruktywne duchowe przesłanie, a wśród jego świetnych koncertów zdarzają się też porywające.  Jako jego duchowy przyjaciel i fan lubię wszystkie jego płyty (może z wyjątkiem jednej), a jako ortodoksyjny zwolennik brzmienia z lat osiemdziesiątych uważam jego nagrania z tamtego okresu za prawdziwe muzyczne skarby.  Jestem wdzięczny temu niezwykłemu człowiekowi za energię, jaką mi przekazał i czekam na ukazanie się jego najnowszego CD "No Destroyer".  

          Nie wszyscy rozumieją moją fascynację.  Jeden z moich bliskich przyjaciół, zdolny muzyk, któremu opowiadałem o moim podziwie dla płyty "Hail H.I.M", którą Winston Rodney (Burning Spear) nagrał z członkami zespołu The Waillers sprawił mi nawet sporą przykrość.  Porównywałem tę płytę z płytą "Survival" Marleya w nadziei, że zauważy, iż obie są bardzo dobre (nagrane były mniej więcej w tym samym czasie, w tym samym studio i  uczestniczyli w nich częściowo ci sami muzycy) - ten jednak wypunktował mnie złośliwą uwagą:  "To prawda, że skład jest podobny, ale jaka różnica!"  I chociaż zapewne z dziesięciu zapytanych osób może tylko jedna przyznałaby mi rację, wolę "Hail H. I .M".   "Survival" to wspaniała, inteligentna, pozbawiona słabych punktów polityczna płyta, z prawdziwymi perłami  "So Much Trouble" i "Babylon System".  Jej brzmienie jest z pewnością mniej surowe niż brzmienie "Rastaman Vibration", mojej ulubionej płyty Marleya i na ogół nie tak cudownie przestrzenne jak brzmienie płyty "Kaya", jednak niewiele to ujmuje jej wartości.  "Hail H. I. M" to płyta o wiele bardziej bezkompromisowa, a utwory takie jak tytułowy, "Cry Blood Africa", "Foggy Road", "Columbus", "African Teacher", zresztą wszystkie...ujmują mnie swoją prostotą i oryginalnością.  Artysta jest we wspaniałej dyspozycji wokalnej, a muzycy wpadają w typowy dla reggae nieco senny trans.  To prawdziwie "czarna muzyka", jakiej zawsze chciałbym słuchać - i to nie tylko dlatego, że "rządzą" tu Aston "Family Man" Barrett i Carlton Barrett. 

         Równie wyjątkowa, chociaż nieco kontrowersyjna, jest też późniejsza płyta Burning Speara "Resistance" (1985), nagrana z zespołem "Burning Band".   Jej brzmienie jest chwilami trochę "przeładowane" w porównaniu z wcześniejszymi jego płytami, takimi jak "Farover" (1981) i "Fittest of the Fittest" (1983), co zniechęca do niej "purystów" skoncentrowanych jedynie na brzemieniu, jednak trudno znaleźć w reggae nagranie bardziej konsekwentne w swym duchowym przekazie, począwszy od słów tekstów, po spokojny, medytacyjny rodzaj śpiewu.  Dochodzi w niej do głosu nie tylko życiowa dzielność i waleczność Speara, ale także mądra rezygnacja wyrażona w sposób najbardziej sugestywny w słowach "Natura daje i Natura odbiera".      

         Czasami żałuję, że nigdy nie miałem takiego dostępu do nagrań muzyki reggae, jaki mają osoby, które interesują się tą muzyką z powodów zawodowych lub słuchają wyłącznie jej.  Słucham bowiem muzyki klasycznej z różnych okresów jej istnienia, począwszy od muzyki dawnej, aż do współczesnej, muzyki etnicznej wielu kultur, bluesa, jazzu.  Mimo to jest wielu wykonawców z nurtu roots reggae, których poszczególne płyty bardzo lubię, a których imion często nie ma wśród tysięcy, w jakie obfitują "kompendia" poświęcone reggae.  Może słyszałeś kiedyś Keitha Hudsona, Delroya Washingtona, Wili Willisa, Black Survivors?  Entuzjastom roots reggae są doskonale znani, chociaż na płytowym rynku nie są tak rozpoznawalni jak inni "klasycy" (nie znoszę tego "szufladkującego" słowa) tego nurtu - "Culture", "Black Uhuru", "Israel Vibration", "Ras Michael and The Sons of Negus", "Misty in Roots", "Gladiators", "Heptones", czy "Mighty Diamonds".  Poznałem też najlepsze jamajskie brzmienie producentów działających przed rokiem 1980, takich jak Lee Perry, Joe Gibbs, Randy, Coxsone Dodd, Jack Rubby, Niney the Observer i wielu innych.  Całą tę skromną wiedzę, podobnie jak sam rodzaj zainteresowania, zawdzięczam Winstonowi Rodneyowi, który przekonał mnie, że autentyzm tej muzyki jet cenniejszy niż jakakolwiek inna jej właściwość, a swoją własną twórczością podniósł ów nurt do rangi prawdziwej, świadomej sztuki.  Jest wielkim nieporozumieniem widzieć w artystach tego nurtu jedynie nawiedzonych naturszczyków, którzy wyśpiewują "to, co im w duszy gra".     

         Dzisiaj reggae, to dla mnie obok Boba Marleya, Burning Speara i Ijahmana (z pierwszych kilku płyt) oraz artystów takich jak Prince Far I, Misty in Roots i  Culture, przede wszystkim muzyka latynoska.  Latynosi wnieśli do nurtu roots reggae nowe muzyczne walory, takie jak melodyjność, ekspresja, bogata instrumentacja, a także elementy wielu pokrewnych muzycznie stylów.  Latynoskie reggae świadomie nawiązuje do najlepszych jamajskich wzorów i wyrasta z tego samego rewolucyjnego ducha, co jamajskie reggae w latach osiemdziesiątych.  I ta ożywcza fala reggae niedługo przeminie, jednak pozostawi po sobie muzyczne perły, wyrzucone przez błękitny ocean.                   

        Moje ulubione nagrania Burning Speara to: "Social Living" (to w moim przekonaniu jego najlepsza płyta), "Living Dub, vol.1" (w wersji oryginalnej), "Man in The Hills",  "Live at The Rainbow Theatre", "Marcus Garvey" (uważany często niesłusznie za jego najlepszą płytę) , "Dry and Heavy" , "Hail H. I. M",  "Fittest of The Fittest", "Live in Paris", "Farover", "Resistance", "People of the World", "Meek We Dweet",  "Rasta Buisness", "Calling Rastafari", "Living Dub, vol. 2".  Równie gorąco polecam też składankę "Chant Down Babylon" wydaną przez wytwórnię "Island" i CD "Spear Burning" (ze wspaniałymi utworami z singli), oraz dwie pierwsze jego płyty nagrane jeszcze w legendarnym "Studio One" (piosenki  z tego studio dostępne są też w dwóch wyborach).  W ciągu ponad czterdziestu lat swej działalności nagraniowej i koncertowej Burning Spear zmieniał często towarzyszących mu instrumentalistów, jednak prawie zawsze jego big band tworzyli świetni muzycy.  Być może najlepszym zespołem, z jakim występował był legendarny "Burning Band", który mamy okazję usłyszeć także na żywo w nagraniu "Live in Paris" (1988).  

       Uwielbiam te płyty.  Poza tym od lat słucham także jego "pirackich" nagrań ze wszystkich możliwych nośników dźwięku i marzyłbym, aby niektóre z nich mogły ukazać się na oficjalnych płytach.  

       Naprawdę uważam, że Kolumb nie odkrył Jamajki, a Pizarro, Vasco da Gama i Cortez, to zwykli awanturnicy i zbóje.  Muzyka Boba Marleya stała się z biegiem czasu i wbrew jego intencjom, dzięki swej cudownej gładkości i przyswajalności, częścią muzyki pop...Burning Spear przypomina nam, że była ona u swego źródła czymś o wiele głębszym.