Kategorie: Wszystkie | "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę" | ...bez końca | 0 | 100O i jeden Rabinów | A Puszkina też zapuszkują? | A moze to tylko pomieszanie zmyslow | A nie lepiej być purystą? | Aaaaaaaaaaaaaa...aalfabeta | Ach, gdzież jest litość lub wspolczucia pozór? | Ach, gdzież jest litość lub współczucia pozór? | Adam Mic - Kiewicz | Adaś i Ewka | Aforystyka | Amerykański sen | Autopsychoterapia | Bez sensu to to! | Bez szaleństwa... | Bezmyślne okrucieństwo | Bezradność | Biedna Szymborska | Biedny Kapturek! | Bliźni miłości | Bliźniego miłość... | Blondyn | Blue Bossa | Bojaźń i drżenie | Bratnie dusze | Bruner, ty świnio! | Buddyzm w życiu codziennym | Bóg mi poskapił tej anielskiej miary... | Bóg mi poskąpił tej anielskiej miary... | Bójstwo samo | Caritas | Chiziofrenia | Choroba na śmierć | Chwila ułudy | Chwila wytchnienia | Chłodne upojenie | Cierpienia i radości | Cierpienie i radość | Cleen feed | Cnota niedoli | Co slina na język przyniosła | Co tam panie w polityce? | Co w niebie piszczy | Co ślina na język przyniosła? | Corrida | Coś dla duszy... | Coś tak wulgarnego | Cudotwórstwo | Czarna Perła Tao | Czarny tulipan skrzyżowany z czarna różą | Czarny tulipan skrzyżowany z czarną różą | Czary Mary | Czego nie przysięgał Hipokrates? | Człowiek nie jest rzeczą | Człowiek to brzmi dumnie, ale nie u mnie | Często chowa | Częstochowskie rymy | Deficyt aniołów | Delightful! | Demokratyczne wybory w Oczodołach | Diabłoterapia | Dla wszystkich i dla nikogo | Dnieje | Do samego siebie | Dodatek | Dowcipas dnia | Duma narodowa | Dusze drzew | Dyskretna mgiełka autoironii | Dzielność | Dziki kapitalizm | Dzisiejsza młodzież | Dzisiejsza młodzież nosi ładną odzież | Egzystencjalizm jest chumanizmem | Ekonomia zbawienia | Elegancja Francja | Elegijnie | English gentelman | English gentleman | Epicurus | Ewa tylko ziewa | Falochron | Female | Filozofia bez uczoności | Forever Loving Jah | Gadu, gadu | Gadu, gadu, trochę więcej jadu | Gal Anonim | Gaz dla pedałów | Gaz dla pedałów, młot dla sierpów | Gdy rozum śpi... | Gendarme | Genek, gienialny gieniusz | Geno Typ | Gorący uczynek | Grabarz | Grabarz nonsensu | Gry i zabawy literackie | Głupota przysłowiem narodów | Głębie i tajnie Podświadomego | HIstoria nauczycielką bicia | Herbatka zen | Homo economicus | Homo sapiens czy Homo politicus | Humor absurdalny | Humor nieco absurdalny | Humor, satyra, panie... | I rekiny w oceani mają zębów cały rząd | I rekiny w oceanie mają zębów cały rząd | Indie Wschodnie i Zachodnie | Industrial | Istnieje również wrodzony brak poczucia humoru | Ja tam bynajmniej nie wiem | Jak długo będę jeszcze żył? | Jak uprawiać agresywne dziennikarstwo? Poradnik dla początkujących | Jakże cżęsto powtarza się ta historia | Jakże trudno czasami coś sklecić! | Jan i Małgorzata | Jan z Czarnolasu | Jesienna muzyka | Jeszcze smutniej! | Jeździec Apokalipsy | Językologia | Kaczuszki mandarynki | Karawana idzie dalej | Katedra Adamowego Żebra | Kawa z Kafką | Każdemu według naszych chęci | Każdemu według potrzeb | Każdemu, o czym tylko zamarzy | Kiciuś Miciuś! | Kicuś Micuś! | Kiedy człowiek staje się bestią | Kiedy owce nie milczą | Kij w mrowisku | Kniaź Wiktor | Kochani ludożercy | Kolacja Pani Sowy | Kometa tylko głownia nie ta | Konkwista | Koryfeusz nauki, milośnik sztuki | Koty i inne zwierzęta | Koty, głupoty, palikoty | Kości rzucone są | Kość słoniowa | Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatni | Kto pisze teraz historię? | Kuchnia szamańska | Kwiatki Św. Franciszka | Kwiatostan śmierci | Kwitnienie kultury | Kwitnąca wiśnia | La colombina i ciche ukojenie | Lekarzu - lecz się sam! | Lenin wiecznie żywy | Leśmianiada | Lichwiarstwo polskie | Liryki i prztyki | Logika dziejów | Londyńska mgła niepamięci | Londyńskie przygody | Los ofiary | Los puka do moich drzwi | Lotosowy wpis | Ludzie ludziom... | Lunatyzm | Lęk społeczny | Made in Japan | Maligna | Marność nad marnościami | Marność nad marnościami. Rekoleksje Wielkopiątkowe | Marzenia senne | Marzeniologia stosowana | Maszkary i senne dziwadła | Maszkary i senne widziadła odbite w lustrze | Mała czarna z Kafką | Medycyna naturalna | Meine Liebe Augustin! | Melancholia | Melancholia stosowana | Memorabilia | Meszreiw | Meteo | Mgiełka autoironii | Mglisty dzień. Mgła | Mikołak | Mistrz i Małgorzatka | Mistycyzm lunarny | Mistyka i miłość | Mitologia osobista | Mitologia świata | Miłość | Miłość bliźniego | Miłość nie zawsze szczęśliwa | Miś Uszatek | Moc rytuałów | Monada nie ma okien | Mowa potoczna | Mowa ptaków | Mowa serca | Moze ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może ktoś się ucieszy? | Może ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może to trochę zbyt uszczypliwe | Musicology | Muza lekkich obyczjów | Muzyka przywraca ład serca | Myszoterapia dr Nezumi | Myśli prostego człowieka | Mądrość Natury | Mądrość jak z gazety | Mądrość narodów | Młot na faryzeuszy i hipokrytów | Męstwo bycia | Mówił sen do snu | NIe ma na świecie dwóch takich samych liści, ni kropel deszczu | Na jawie (lecz to, co niejawne pozstaje) | Na stos rzuciliśmy szcześcia los | Na stos rzuciliśmy szczęścia los | Na szczytach hipokryzji | Na zdrowie! | Nad piekną rzeką | Najokrutniejsze zwierzę | Najsłodsza tajemnica | Narastająca senność | Nic dzisiaj ciekawego nie napisałem | Nicość | Nie am dwóch takich samych liści, ni kropel wody | Nie bój się - najwyżej cię rozstrzelają! | Nie czas żałować burz, gdy płoną oczy | Nie czas żąłować burz, gdy płoną oczy | Nie każde szczere złoto jest szczerozłote | Nie ma na świecie dwóch takich samych liści ani kropel wody | Nie ma na świecie dwóćh atkich samych liści lub kropel deszczu | Nie ma takiego smutnego, co by na wesołe nie wyszło | Nie ma zazdrości bez miłości | Nie oddamy nawet guzika | Nie tylko dzielenie włosa na czworo | Nie wiem, ja w ogóle nie myślę | Nie zabijaj! | Nie zabijajcie drzew! | Nie zawsze urocza dzecinada | Niebiańskie szczyty głupoty | Niech pani będzie dzielna! | Niech zapłaczą na moim pogrzebie | Nieco drapieżny wpis | Niekoniecznie ptasi móżdżek | Nienawiść bliźniego | Nieosobiście | Nieprzesłane przesłanie | Niestworzone rzeczy | Nieszkodliwe głupotki | Niewczesna melancholia melomana | Niewczesne rozważania | Niewielka profanacja | Niewielkie przekłamanie | Niskolotnie | No No! Teatr No | No comments! | No no! | Nowa poezja lingwistyczna | Nędzne kabareciarstwo | O Leonardo, po cóż się tak trudzisz? | O dzieleniu włosa na czworo, czyli metodzie scholastycznej | O dzieleniu włosa na czworo, czyli o metodzie scholastycznej | Obciachy | Obscenia i parafrenalia | Obsesja dobrego biustu | Ojej! | Oko w oko z zębem mądrości | Okropieństwa | Okruchy odgrzebane z lawy | Okruchy życia wygrzebane zlawy | Okruchy życia wygrzebane z lawy | Okrutna losu ironia | Orientuj się na orient | Owczarek | Owczarki afgańskie | Owocożerni | PL jak piekło | PO PiS | POeci wszystkich krajów dzielcie się | Pan Tadeusz | Panie pośle, po chrześcijańsku panu wybaczam | Pańska satyra polityczna jest niegramatyczna | Pendant do pewnego przypisu | Perlikowski | Pewna elastyczność zasad | Pewne jak w banku | Piorunujący piorun! | Po owocach poznacie ich! | Po upadku | Pobożne życzenia | Podpatrywanie Natury | Podroby i inne podróbki | Pokolenie Kainowe | Pokorne ciele | Pokorne cielę | Pokusa | Polak potrafi | Polak potrafi! | Politolog i Politowska | Politycznie niepoprawne! | Polonica | Polonika rycerskie | Polucje i ablucje | Pomarańcze i mandarynki | Pomarznąć dobra rzecz | Pomarznąć dobra rzecz! | Pomoc psychologiczna | Poranna kawka z Kafką | Porąbane marzenia | Potężne i głębokie warstwy pierwotnego mitu | Powieść brukowa | Powszechna życzliwość | Powtórka z cynizmu | Poznaj samego siebie | Prawda | Prawda jest jedna i piękna, ale złożona | Prawda popłaca | Prawdziwa metropolia | Prawi i sprawiedliwi | Prawiezmartwychpowstanie | Prawiezmarwtychpowstanie | Prognoza pogody | Pruski smutek | Przecież cię zjem! | Przedagonalny polski agon | Przegląd sportowy | Przeinaczenia | Przez pychę do pokory | Przeżyjesz to, a pote już tylko grób | Przeżyjesz to, a potem już tylko grób! | Przminęło z wiatrem | Prztyczek | Psiapowiednia Majów | Psubrat | Pustka | Pytanie dość retoryczne | Raczej to nie będzie hit | Radosne gonitwy śnieżnych tygrysów | Radość wędrowania | Rejterada Rejtana | Religie nauczą cie pokory | Res Sacra Pecunia | Romans z pop kulturą | Roots, Rock, Reggae | Rozkosze reinkarnacji | Rozmowa nie na telefon | Rozpacz | Rozpacz na wieki wieków | Rozpacz, która podpełza pod gardło | Ruch i świeże powietrze... | Rybołówstwo cudzołożnika | Rycerz pokalany | Samokrytyka | Samotność egzystencjalna | Sekrety pewnego domu handlowego | Seraphic Flames and Heavenly Love | Siedź na dupie i potakuj! | Somatyka | Somatyka logiczna | Spełniona przepowiednia | Spleśniały ser | Sponsorem tej opowieści jest wydawnictwo Błękitny Wieloryb | Sport to zdrowie | Spowiedź morskiego wilka | Stary Sącz i Nowy Sącz | Stary mafioso | Stołeczne stołki | Stratyfikacja społeczna | Suma sumarum | Sumienie rachunku | Sweet Music and Poetry | Sygnały podprogowe | Szalchetne zdrowie | Szczęśliwa pomyłka | Szekspir do żadnej nie należy epoki | Szkarady | Szlachetna gravitas | Szlachetne zdrowie | Słodycze grafomanii | Słówka | Słówko do słówka, a uzbiera się sówka | Tadeusz Bój Jeleński | Taia chińska podróbka | Takie będą rzeczpospolite jakie tego blogu chowanie | Takie tam, pierdoły | Talking Heads | Tania chińska podróbka | Tatiana | Teorie świata nauki | Terapeutyczie | Terapeutycznie | Thames | The Doors. Uchylone drzwi | The Lion cub | The fruit of beauty and despair | To na pewno nie Lec | To nie żadna filozofia | Tragiczne pożegnania | Transformacja duchowa | Trudna sztuka dialogu | Trudno czasmi coś sklecić | Trzylogia | Trója z polskiego | Twarda rzeczywistość | Ty mi tutaj nie filozuj | Tygrysologia stosowana | Tysiac i jeden ptaków | Tysiąc i jeden kotów | Tysiąc i jeden ptaków | Tysiąc różowych kroliczków | Tęsknica | Tęsknota duchowa | Ubekistan | Ucone księgi | Uczeni ludożercy | Uderzenia losu | Uduchowienie | Umrzeć z miłości | Upadek Pierwszego Człowieka | Uroczy wegetarianin | Uszczelnienie systemu podatkowego | Utrata uzębienia | W czym mogę panu pomóc? | Wciąz powtarza się ta sama historia | Wciąż powtarza się ta sama historia | Wdzieczna muzyka przywraca ład serca | Wesola grafomania z morałem | Wiecej broi dla szaleńców w Teksasie | Wieczne powroty | Wiedza radosna | Wielka wygrana | Wielomówstwo, czyli plaga opowiadania | Wierzba płacząca | Wiosny i jesienie | Witch | Więcej broni dla szaleńców w Teksasie | Wojna totalna | Wpis o kształcie piramidy | Wprowadzenie do kruczków prawnych | Wrzucam wszystko do kosza | Wrzątek | Wspomneinei pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Współczesny filister | Wszystkie rybki | Wszystko na A | Wszystko na sprzedarz | Wszystko na sprzedaż | Wygrana | Węzłowato | Wólka Węglowa | Xin Lu, typowa brunetka o granatowych oczach | Z Nietzschego nic nie powstaje | Z księgi wulgaryzmów | Z rupieciarni myśli | Zaczarowany świat zen | Zanim mnie wrzucą do dołu | Zapowiedź Apokalipsy | Zaraz wracam! | Zasada domniemanej winy | Zaskroniec | Zastał Polskę drewnianą... | Zatrzaśnięte drzwi | Zbaw mie Buddo Amido | Zbaw mnie, Buddo Amido | Zdrowy egoizm | Zegar dziejów | Zestrzelenie księżyca | Zginął z rąk słabej kobiety | Zima się nas nie ima | Zjawiskowe | Znak jaskółki | Zrozumieć wartość tego, co nieużyteczne | Zuch zawsze ochoczy! | Zwierzęta pod postacią ludzi | Zwyciestwo konsumpcjonizmu | Ząb mądrości | ie zabijajcie drzew! | ieosobiście | kosmos | Łagodne prawo, ale prawo | Łagodność tygrysa | Śmiechotki, chichotki | Śmiertelna powaga | Śmierć | Światełko w mroku | Świętość, wziętość, nadętość | Życie jest tragiczne | Życie samo | Życzliwe spojrzenia na całość ogródka | Żyć, nie umierać
RSS

Wielomówstwo, czyli plaga opowiadania

wtorek, 23 kwietnia 2013

           Pulchny i zażywany pan Torbacz spojrzał na mnie i parsknął śmiechem:

           - Smutno, Panie Zdzisławie, co?

           Uwaga ta była skierowana raczej do jego kolegi niż do mnie.  Kolega spytał mnie, czy jakaś XVIII wieczna opera francuska, która pojawiła się na wyprzedaży jest naprawdę dobra.  A ja udając, że jej nie znam, uchyliłem się od konieczności wyrażenia opinii - z pewnym entuzjazmem pochwaliłem wykonawcę i powiedziałem, że pewnie dobre, skoro to odgrzebali.  Prawdę mówiąc, chociaż znam te barokowe opery, nie wracam ostatnio do nich, bowiem moje życie utraciło swój arystokratyczny wdzięk z chwilą, kiedy ja sam wylądowałem "na bruku", jedynym miejscu, jakie nasze kulturalne społeczeństwo mi przeznaczyło. Na szczęście znajomy Pana Torbacza nie zrozumiał aluzji do mojej obecnej sytuacji życiowej lub był na tyle kulturalny, że tego po sobie nie pokazał. 

         - Ależ ja jestem bardzo wesoły.  Nie widzi pan? - spytałem pana Mirka, bo tak ma na imię objuczony zwykle wypchanymi torbami Pan Torbacz. 

         Odpowiedzią był ten sam lisi uśmieszek, z którego wynikało, że to i owo się słyszało.  Widziałem pana Torbacza dwa dni temu i rozmawialiśmy zupełnie inaczej - a zatem jego informacje musiały być względnie świeże.  Tym razem Pan Mirek nie wdawał się ze mną w dłuższą rozmowę, jak ma to w zwyczaju, lecz prawie natychmiast się oddalił.  Ten zdumiewający brak gadatliwości skłonił mnie do prostej refleksji nad wartością ludzkiego życia. 

         Nie wiedząc co dalej ze sobą począć, wziąłem do ręki pudełko z kompletem nagrań Karajana dla DG, zważyłem je w ręku i mówię do sprzedawcy:

         - Ale pudło! -

         - Niezła rzecz na prezent - odpowiedział młody człowiek. 

         - Jakoś nie mam specjalnej sympatii dla Karajana - 

         - Karajan gra równo - wszystko tak samo -

         - Ale mam nadzieję, że Vivaldiego pan nie słyszał?

         - Musiał nagrać i Vivaldiego. Jak wszystko, to wszystko! 

         Nagle poczułem się przyjemnie i lekko, i pomyślałem - a może jednak coś mnie jeszcze w życiu czeka?  Jakieś przeżycia, nie tylko muzyczne. Karajan miał podobno okropny charakter - niszczył ludzi i był mściwy, sypiał z artystkami, miał skłonność do perfekcjonizmu i megalomanii, i fascynował się w infantylny sposób techniką.  Dla mnie jednak pozostanie na zawsze tym ponurym geniuszem, który jest uważany za legendę tzw. muzyki poważnej. Dużo większą sympatię mam dla Bernsteina.  Moim orkiestrowym idolem pozostanie jednak na zawsze Bruno Walter.   

         Po zrzuceniu z siebie wielkiego ciężaru - w końcu cóż przyjemniejszego niż pomniejszanie czyjejś nazbyt oczywistej wielkości - postanowiłem nawet wrócić do domu, bez względu na to, jak długo jeszcze będę mógł tu mieszkać.  Wchodząc do mieszkania zanuciłem głośno ów słynny motyw losu, który wszyscy znają:  TA TATA TAM, TA TATA TAM...i tak dalej.  (Jak "piątka" to tylko pod Kleiberem!)  Myślę, że grzebiąc z bezdomnymi po śmietnikach będę mógł liczyć na to, że ów motyw dobrze znają.    

 

        

 

sobota, 22 września 2012

                            - Tych, Rufusie, których nie strawił ogień, pochłonęły fale - zakończył swą opowieść Tulius Aurelius Flakkus.

                            - Wiesz Tuliuszu, słysząc twą opowieść wynudziłam się jak nigdy.  Obudziłam się dopiero przy tych mordach w katakumbach.   Prawda Rufusie, że Tuliusz potrafi każdego zanudzić jak nikt -  mówiąc to Lukrecja przeciągnęła się na swoim łożu i głośno ziewnęła.

                            - Ale tam zginęło sto tysięcy ludzi! - próbował oponować Tuliusz.

                            - Nawet, gdyby zginęło pięć razy tyle, nie potrafiłbyś wzbudzić we mnie swym opowiadaniem nawet cienia grozy. Jednak wybaczam ci ten zmarnowany wieczór - rzekł pojednawczo Rufus.

                            - Ale ja mu nigdy nie wybaczę! - wrzasnęła Lukrecja - w tym czasie mogłam mieć niejednego chłopaka.   

                            - Wiem, Lukrecjo, że gustujesz w niewolnikach, ale Tuliusz to człowiek wykształcony i delikatny, i wiele jeszcze może - ciągnął Rufus - To człowiek wielkiego umysłu i szlachetnego serca.  Niestety przy tym trochę nudziarz, ale to przecież drobiazg.  Przynajmniej nie zarazi cię wstydliwą chorobą - 

                            - Właśnie!  - stropił się Tuliusz                       

                            - Niestety, wygląda na takiego.  Kobiety chyba trzymają się od niego z daleka.

                            - Mylisz się, szlachetna matrono, chociaż nie wiem, czy nie powinienem cię raczej nazwać występną kurtyzaną.  To znany dziwkarz.

                            - Naprawdę, dziwkarz? - zainteresowała się Lukrecja - Zaciekawiasz mnie, Rufusie.  Opowiedz mi dokładniej, co o nim powiadają.

                            - W jego obecności nie będę mu, że tak powiem, prawił komplementów, bo to nie przystoi - niecierpliwił się Rufus. 

                            - Słyszysz Klaudio?  Podobno nasz Tuliusz to postrach niewieścich serc.

                            -  Tak. Zostań z nami trochę, Tuliuszu - rzekła Klaudia, która dopiero co się obudziła - Udało mi się wytrwać do chwili, kiedy opisywałeś tortury i stracenie spiskowców, ale przy tym lwie naprawdę usnęłam -

                            - W takiej chwili - Tuliusz posmutniał i zawstydził się jeszcze bardziej.

                            - A cóż może zrobić lew na widok niewinnej ofiary?  Przecież to takie wszystkim znane. Tysiąc razy widziałam to podczas igrzysk i wiesz mi, Tuliuszu, nikogo to już nie bierze.

                            - Ale ciągle jednak rzucają kogoś lwom na pożarcie - bronił się konsul.

                            - Z przyzwyczajenia.  Mnie, powiem szczerze, nawet tygrys nie wzrusza.  I to kiedy targa pazurami niewinną dziewicę.

                            - Twarde prawo, ale prawo - rzekł sentencjonalnie Rufus - Uważają, że wszyscy powinni czcić ich Boga. A to jest całkowicie wbrew rozumowi i naturze.  No, ale opuszczam już was drogie panie.  Pożartowaliśmy trochę. A teraz zostawiam was z wielkim i dzielnym mężem, ktory w niejednym boju okrył swe imię wiekopomną sławą.

                            - A można wiedzieć, gdzie? - spytała nieco arogancko Klaudia.

                            - Pod Pompejami, na przykład - zauważył Rufus -

                            - Oj! Chyba nie było takiej bitwy - śmiała się Klaudia.

                            - Jeszcze będziesz chciała pod nim służyć po tej nocy - spuentował Rufus i oddalił się z komnaty.

                            - My, kobiety, trzymamy się z dala od pola bitwy i strzeżemy ogniska domowego - pękała ze śmiechu Lukrecja.

                            - A może opowiem coś jeszcze? - zapytał Tuliusz, ale panie nie czekały już na ów tragiczny moment i wciągnęły konsula na swoje posłanie, trzeźwiąc go winem.

                            - No, pokaż co ty tutaj masz - powiedziała Klaudia, ta młodsza.

                            - Ojej!  Jakie to niepozorne. A może by go tak ululać do snu, Lukrecjo?

                            - Ale najpierw trochę go powiększymy - zachichotała Klaudia.

                            - Właśnie. Będziemy na niego chuchać i dmuchać... Taki wietrzny dziś dzień. 

                            Tak też obie te niewiasty uczyniły.

                            - Boże! Co my teraz zrobimy z takim wielkoludem.  A może by go tak trochę przyciąć?    

                            - O nie! - wrzasnął Tuliusz - tylko nie to!    

                            I tak szczebiocąc i wykonując różne czynności matrony zabawiały się do rana, strzegąc jednak przy tym swej cnoty.  Piły z jego ust jak z czary, nie pozwalając mu ani na chwilę otworzyć gęby w obawie, aby nie chciał im czegoś opowiedzieć.

                            - Jeśli mnie całujesz, to nie gadaj przy tym tyle - perswadowała mu Lukrecja.

                            - Musimy się tobą nasycić - wtórowała jej Klaudia.

                            - Zastanawiam się - rzekł rankiem Tuliusz - komu i jak opowiem tę historię o was i o mnie.  Coś niecoś będę musiał dodać, żeby nie sprawić zawodu moim słuchaczkom.  

                            - Dodawaj co chcesz, byle by nas przy tym nie było.

                            - W takim razie powiem, że spędziłem noc z lwicą i z panterą. A było to w północnej Afryce, w oazie pośród pustyni, pełnej porzuconych ludzkich czaszek i skorpionów. A był tam także pewien krokodyl...

                            - Litości, Tuliuszu, nie każ nam tego słuchać!  Skąd masz tyle sił, żeby gadać.  Przecież przez całą noc starałyśmy się ich ciebie pozbawić.  Ręce sobie urobiłam po łokcie podczas tego prania.  A tak samo Klaudia.  Naprawdę padamy z nóg - prosiła Lukrecja.  Jednak na próżno. 

                            - Drzewo genealogiczne mojego rodu ma swoje korzenie w Hiszpanii... - rozpoczął uroczystym głosem konsul rozsiadając się w wygodnym fotelu.