Kategorie: Wszystkie | "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę" | ...bez końca | 0 | 100O i jeden Rabinów | A Puszkina też zapuszkują? | A moze to tylko pomieszanie zmyslow | A nie lepiej być purystą? | Aaaaaaaaaaaaaa...aalfabeta | Ach, gdzież jest litość lub wspolczucia pozór? | Ach, gdzież jest litość lub współczucia pozór? | Adam Mic - Kiewicz | Adaś i Ewka | Aforystyka | Amerykański sen | Autopsychoterapia | Bez sensu to to! | Bez szaleństwa... | Bezmyślne okrucieństwo | Bezradność | Biedna Szymborska | Biedny Kapturek! | Bliźni miłości | Bliźniego miłość... | Blondyn | Blue Bossa | Bojaźń i drżenie | Bratnie dusze | Bruner, ty świnio! | Buddyzm w życiu codziennym | Bóg mi poskapił tej anielskiej miary... | Bóg mi poskąpił tej anielskiej miary... | Bójstwo samo | Caritas | Chiziofrenia | Choroba na śmierć | Chwila ułudy | Chwila wytchnienia | Chłodne upojenie | Cierpienia i radości | Cierpienie i radość | Cleen feed | Cnota niedoli | Co slina na język przyniosła | Co tam panie w polityce? | Co w niebie piszczy | Co ślina na język przyniosła? | Corrida | Coś dla duszy... | Coś tak wulgarnego | Cudotwórstwo | Czarna Perła Tao | Czarny tulipan skrzyżowany z czarna różą | Czarny tulipan skrzyżowany z czarną różą | Czary Mary | Czego nie przysięgał Hipokrates? | Człowiek nie jest rzeczą | Człowiek to brzmi dumnie, ale nie u mnie | Często chowa | Częstochowskie rymy | Deficyt aniołów | Delightful! | Demokratyczne wybory w Oczodołach | Diabłoterapia | Dla wszystkich i dla nikogo | Dnieje | Do samego siebie | Dodatek | Dowcipas dnia | Duma narodowa | Dusze drzew | Dyskretna mgiełka autoironii | Dzielność | Dziki kapitalizm | Dzisiejsza młodzież | Dzisiejsza młodzież nosi ładną odzież | Egzystencjalizm jest chumanizmem | Ekonomia zbawienia | Elegancja Francja | Elegijnie | English gentelman | English gentleman | Epicurus | Ewa tylko ziewa | Falochron | Female | Filozofia bez uczoności | Forever Loving Jah | Gadu, gadu | Gadu, gadu, trochę więcej jadu | Gal Anonim | Gaz dla pedałów | Gaz dla pedałów, młot dla sierpów | Gdy rozum śpi... | Gendarme | Genek, gienialny gieniusz | Geno Typ | Gorący uczynek | Grabarz | Grabarz nonsensu | Gry i zabawy literackie | Głupota przysłowiem narodów | Głębie i tajnie Podświadomego | HIstoria nauczycielką bicia | Herbatka zen | Homo economicus | Homo sapiens czy Homo politicus | Humor absurdalny | Humor nieco absurdalny | Humor, satyra, panie... | I rekiny w oceani mają zębów cały rząd | I rekiny w oceanie mają zębów cały rząd | Indie Wschodnie i Zachodnie | Industrial | Istnieje również wrodzony brak poczucia humoru | Ja tam bynajmniej nie wiem | Jak długo będę jeszcze żył? | Jak uprawiać agresywne dziennikarstwo? Poradnik dla początkujących | Jakże cżęsto powtarza się ta historia | Jakże trudno czasami coś sklecić! | Jan i Małgorzata | Jan z Czarnolasu | Jesienna muzyka | Jeszcze smutniej! | Jeździec Apokalipsy | Językologia | Kaczuszki mandarynki | Karawana idzie dalej | Katedra Adamowego Żebra | Kawa z Kafką | Każdemu według naszych chęci | Każdemu według potrzeb | Każdemu, o czym tylko zamarzy | Kiciuś Miciuś! | Kicuś Micuś! | Kiedy człowiek staje się bestią | Kiedy owce nie milczą | Kij w mrowisku | Kniaź Wiktor | Kochani ludożercy | Kolacja Pani Sowy | Kometa tylko głownia nie ta | Konkwista | Koryfeusz nauki, milośnik sztuki | Koty i inne zwierzęta | Koty, głupoty, palikoty | Kości rzucone są | Kość słoniowa | Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatni | Kto pisze teraz historię? | Kuchnia szamańska | Kwiatki Św. Franciszka | Kwiatostan śmierci | Kwitnienie kultury | Kwitnąca wiśnia | La colombina i ciche ukojenie | Lekarzu - lecz się sam! | Lenin wiecznie żywy | Leśmianiada | Lichwiarstwo polskie | Liryki i prztyki | Logika dziejów | Londyńska mgła niepamięci | Londyńskie przygody | Los ofiary | Los puka do moich drzwi | Lotosowy wpis | Ludzie ludziom... | Lunatyzm | Lęk społeczny | Made in Japan | Maligna | Marność nad marnościami | Marność nad marnościami. Rekoleksje Wielkopiątkowe | Marzenia senne | Marzeniologia stosowana | Maszkary i senne dziwadła | Maszkary i senne widziadła odbite w lustrze | Mała czarna z Kafką | Medycyna naturalna | Meine Liebe Augustin! | Melancholia | Melancholia stosowana | Memorabilia | Meszreiw | Meteo | Mgiełka autoironii | Mglisty dzień. Mgła | Mikołak | Mistrz i Małgorzatka | Mistycyzm lunarny | Mistyka i miłość | Mitologia osobista | Mitologia świata | Miłość | Miłość bliźniego | Miłość nie zawsze szczęśliwa | Miś Uszatek | Moc rytuałów | Monada nie ma okien | Mowa potoczna | Mowa ptaków | Mowa serca | Moze ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może ktoś się ucieszy? | Może ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może to trochę zbyt uszczypliwe | Musicology | Muza lekkich obyczjów | Muzyka przywraca ład serca | Myszoterapia dr Nezumi | Myśli prostego człowieka | Mądrość Natury | Mądrość jak z gazety | Mądrość narodów | Młot na faryzeuszy i hipokrytów | Męstwo bycia | Mówił sen do snu | NIe ma na świecie dwóch takich samych liści, ni kropel deszczu | Na jawie (lecz to, co niejawne pozstaje) | Na stos rzuciliśmy szcześcia los | Na stos rzuciliśmy szczęścia los | Na szczytach hipokryzji | Na zdrowie! | Nad piekną rzeką | Najokrutniejsze zwierzę | Najsłodsza tajemnica | Narastająca senność | Nic dzisiaj ciekawego nie napisałem | Nicość | Nie am dwóch takich samych liści, ni kropel wody | Nie bój się - najwyżej cię rozstrzelają! | Nie czas żałować burz, gdy płoną oczy | Nie czas żąłować burz, gdy płoną oczy | Nie każde szczere złoto jest szczerozłote | Nie ma na świecie dwóch takich samych liści ani kropel wody | Nie ma na świecie dwóćh atkich samych liści lub kropel deszczu | Nie ma takiego smutnego, co by na wesołe nie wyszło | Nie ma zazdrości bez miłości | Nie oddamy nawet guzika | Nie tylko dzielenie włosa na czworo | Nie wiem, ja w ogóle nie myślę | Nie zabijaj! | Nie zabijajcie drzew! | Nie zawsze urocza dzecinada | Niebiańskie szczyty głupoty | Niech pani będzie dzielna! | Niech zapłaczą na moim pogrzebie | Nieco drapieżny wpis | Niekoniecznie ptasi móżdżek | Nienawiść bliźniego | Nieosobiście | Nieprzesłane przesłanie | Niestworzone rzeczy | Nieszkodliwe głupotki | Niewczesna melancholia melomana | Niewczesne rozważania | Niewielka profanacja | Niewielkie przekłamanie | Niskolotnie | No No! Teatr No | No comments! | No no! | Nowa poezja lingwistyczna | Nędzne kabareciarstwo | O Leonardo, po cóż się tak trudzisz? | O dzieleniu włosa na czworo, czyli metodzie scholastycznej | O dzieleniu włosa na czworo, czyli o metodzie scholastycznej | Obciachy | Obscenia i parafrenalia | Obsesja dobrego biustu | Ojej! | Oko w oko z zębem mądrości | Okropieństwa | Okruchy odgrzebane z lawy | Okruchy życia wygrzebane zlawy | Okruchy życia wygrzebane z lawy | Okrutna losu ironia | Orientuj się na orient | Owczarek | Owczarki afgańskie | Owocożerni | PL jak piekło | PO PiS | POeci wszystkich krajów dzielcie się | Pan Tadeusz | Panie pośle, po chrześcijańsku panu wybaczam | Pańska satyra polityczna jest niegramatyczna | Pendant do pewnego przypisu | Perlikowski | Pewna elastyczność zasad | Pewne jak w banku | Piorunujący piorun! | Po owocach poznacie ich! | Po upadku | Pobożne życzenia | Podpatrywanie Natury | Podroby i inne podróbki | Pokolenie Kainowe | Pokorne ciele | Pokorne cielę | Pokusa | Polak potrafi | Polak potrafi! | Politolog i Politowska | Politycznie niepoprawne! | Polonica | Polonika rycerskie | Polucje i ablucje | Pomarańcze i mandarynki | Pomarznąć dobra rzecz | Pomarznąć dobra rzecz! | Pomoc psychologiczna | Poranna kawka z Kafką | Porąbane marzenia | Potężne i głębokie warstwy pierwotnego mitu | Powieść brukowa | Powszechna życzliwość | Powtórka z cynizmu | Poznaj samego siebie | Prawda | Prawda jest jedna i piękna, ale złożona | Prawda popłaca | Prawdziwa metropolia | Prawi i sprawiedliwi | Prawiezmartwychpowstanie | Prawiezmarwtychpowstanie | Prognoza pogody | Pruski smutek | Przecież cię zjem! | Przedagonalny polski agon | Przegląd sportowy | Przeinaczenia | Przez pychę do pokory | Przeżyjesz to, a pote już tylko grób | Przeżyjesz to, a potem już tylko grób! | Przminęło z wiatrem | Prztyczek | Psiapowiednia Majów | Psubrat | Pustka | Pytanie dość retoryczne | Raczej to nie będzie hit | Radosne gonitwy śnieżnych tygrysów | Radość wędrowania | Rejterada Rejtana | Religie nauczą cie pokory | Res Sacra Pecunia | Romans z pop kulturą | Roots, Rock, Reggae | Rozkosze reinkarnacji | Rozmowa nie na telefon | Rozpacz | Rozpacz na wieki wieków | Rozpacz, która podpełza pod gardło | Ruch i świeże powietrze... | Rybołówstwo cudzołożnika | Rycerz pokalany | Samokrytyka | Samotność egzystencjalna | Sekrety pewnego domu handlowego | Seraphic Flames and Heavenly Love | Siedź na dupie i potakuj! | Somatyka | Somatyka logiczna | Spełniona przepowiednia | Spleśniały ser | Sponsorem tej opowieści jest wydawnictwo Błękitny Wieloryb | Sport to zdrowie | Spowiedź morskiego wilka | Stary Sącz i Nowy Sącz | Stary mafioso | Stołeczne stołki | Stratyfikacja społeczna | Suma sumarum | Sumienie rachunku | Sweet Music and Poetry | Sygnały podprogowe | Szalchetne zdrowie | Szczęśliwa pomyłka | Szekspir do żadnej nie należy epoki | Szkarady | Szlachetna gravitas | Szlachetne zdrowie | Słodycze grafomanii | Słówka | Słówko do słówka, a uzbiera się sówka | Tadeusz Bój Jeleński | Taia chińska podróbka | Takie będą rzeczpospolite jakie tego blogu chowanie | Takie tam, pierdoły | Talking Heads | Tania chińska podróbka | Tatiana | Teorie świata nauki | Terapeutyczie | Terapeutycznie | Thames | The Doors. Uchylone drzwi | The Lion cub | The fruit of beauty and despair | To na pewno nie Lec | To nie żadna filozofia | Tragiczne pożegnania | Transformacja duchowa | Trudna sztuka dialogu | Trudno czasmi coś sklecić | Trzylogia | Trója z polskiego | Twarda rzeczywistość | Ty mi tutaj nie filozuj | Tygrysologia stosowana | Tysiac i jeden ptaków | Tysiąc i jeden kotów | Tysiąc i jeden ptaków | Tysiąc różowych kroliczków | Tęsknica | Tęsknota duchowa | Ubekistan | Ucone księgi | Uczeni ludożercy | Uderzenia losu | Uduchowienie | Umrzeć z miłości | Upadek Pierwszego Człowieka | Uroczy wegetarianin | Uszczelnienie systemu podatkowego | Utrata uzębienia | W czym mogę panu pomóc? | Wciąz powtarza się ta sama historia | Wciąż powtarza się ta sama historia | Wdzieczna muzyka przywraca ład serca | Wesola grafomania z morałem | Wiecej broi dla szaleńców w Teksasie | Wieczne powroty | Wiedza radosna | Wielka wygrana | Wielomówstwo, czyli plaga opowiadania | Wierzba płacząca | Wiosny i jesienie | Witch | Więcej broni dla szaleńców w Teksasie | Wojna totalna | Wpis o kształcie piramidy | Wprowadzenie do kruczków prawnych | Wrzucam wszystko do kosza | Wrzątek | Wspomneinei pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Współczesny filister | Wszystkie rybki | Wszystko na A | Wszystko na sprzedarz | Wszystko na sprzedaż | Wygrana | Węzłowato | Wólka Węglowa | Xin Lu, typowa brunetka o granatowych oczach | Z Nietzschego nic nie powstaje | Z księgi wulgaryzmów | Z rupieciarni myśli | Zaczarowany świat zen | Zanim mnie wrzucą do dołu | Zapowiedź Apokalipsy | Zaraz wracam! | Zasada domniemanej winy | Zaskroniec | Zastał Polskę drewnianą... | Zatrzaśnięte drzwi | Zbaw mie Buddo Amido | Zbaw mnie, Buddo Amido | Zdrowy egoizm | Zegar dziejów | Zestrzelenie księżyca | Zginął z rąk słabej kobiety | Zima się nas nie ima | Zjawiskowe | Znak jaskółki | Zrozumieć wartość tego, co nieużyteczne | Zuch zawsze ochoczy! | Zwierzęta pod postacią ludzi | Zwyciestwo konsumpcjonizmu | Ząb mądrości | ie zabijajcie drzew! | ieosobiście | kosmos | Łagodne prawo, ale prawo | Łagodność tygrysa | Śmiechotki, chichotki | Śmiertelna powaga | Śmierć | Światełko w mroku | Świętość, wziętość, nadętość | Życie jest tragiczne | Życie samo | Życzliwe spojrzenia na całość ogródka | Żyć, nie umierać
RSS

Mistyka i miłość

poniedziałek, 21 października 2013

            Chociaż nie przypomina bunkra Hitlera, to i tak jest romantycznym zakątkiem.  Nie każdy może tu wejść.  Nikt go nie rekomenduje.  Nikt nie pokazuje doń drogi.  Nie ma go nawet wśród kulturalnych...W dodatku sporo wypasionych wilków kręci się po okolicy.  Mimo to Nezumi, niczym natchniony Iluzjan, głosi swą szlachetną kulturę.  To jedyne miejsce w sieci, w którym istnieje szlachetna kultura - głosi Iluzjan.  Nezumi, przezwyciężając wszystkie iluzje Iluzjana mówi - To jedyny podziemny blog w sieci!  TU MIESZKA PRAWDA!   Znają do niego drogę wybrani uczestnicy tajemnych misteriów.  I niech nikogo nie zmyli 241 pozycja blogu w tym tygodniu.  To tylko wyraz powszechnego błądzenia rzesz zapracowanych ciężko odludków, z których każdy pragnie jedynie idyllicznej samotności z rewolwerem wycelowanym we własne serce.          

czwartek, 10 października 2013

        To mój najnowszy Indyk.  Nieoryginalny wprawdzie, ale za to nie musiałem długo myśleć.  Nie wszyscy wiedzą, o co chodzi z tym Indykiem, ale ktoś pewnie o tym wie.  Na pewno Coach, może też Artur...z popularnego bloga Goga Goga...

niedziela, 06 października 2013

                     BUBER, OPOWIEŚCI CHASYDÓW

                     "Zapytano Jehudiego: "Talmud wyjaśnia, że bocian dlatego nosi po hebrajsku nazwę chasida, co oznacza: pobożny lub miłosierny, iż okazuje miłość swoim najbliższym. Dlaczego więc zalicza się go do ptaków nieczystych?"  Jehudi odparł: "Ponieważ okazuje miłość tylko swoim najbliższym".  

                    Na widok bociana żaby, z lęku przed jego dziobem, łączą się w grona.          

czwartek, 26 września 2013

                                Ja kocham!   A zatem nie błądzę...

poniedziałek, 09 września 2013

         Fakt, że to Hilary Clinton wręczała nagrodę indyjskiemu Mistrzowi odbieram teraz inaczej niż kiedyś.  Hilary przestała być dla mnie miłą osobą, którą w tak ujmujący sposób zdradzał jej mąż Bil.  W kila dni po jej sugestii, że należy pozbyć się Kadafiego, w Libii rozpoczęła się rzeź, a na Kadafim dokonano samosądu, który skończył się zmasakrowaniem jego ciała.  Co się tam dzieje teraz, nie wiadomo.  Wszelkie informacje na ten temat znikły.  Należy jednak podejrzewać, że nie wszystkie libijskie "plemiona" i nie wszyscy ludzie zachłystują się wolnością (podobnie jak w Iraku, czy w Afganistanie).  Na zdjęciu z Ali Akbarem Khanem Hilary wygląda jednak przesympatycznie.  Tak samo zapewne wyglądała zabawiając trochę wcześniej u Kadafiego...Ale po co psuć sobie radość ze słuchania księżycowej ragi.  Polityka nigdy nie była przecież ostoją ludzkiej wrażliwości...Muzyka była nią zawsze.         

piątek, 09 sierpnia 2013

                                    Życie...

poniedziałek, 22 lipca 2013

          To tytuł książeczki Martina Bubera.  Znajdziemy tu mnóstwo odniesień do szeroko rozumianej współczesności, ale także do Platona, Nietzschego, Kierkegaarda, Heideggera, Sartre' a czy Junga.  Książeczka ta nie jest jednak łatwa w odbiorze, jak piękne teksty Bubera poświęcone chasydyzmowi. Po jej zakończeniu w tekście odnajdziemy też odpowiedź udzieloną Jungowi na jego krytyczne zarzuty.  "Nauka o duszy - pisze w niej Buber - która zajmuje się tajemnicami, nie uznając postawy wiary za tajemnicę, jest współczesną formą gnozy. Gnozy nie wolno traktować jak kategorii wyłącznie historycznej - trzeba ją pojmować jako postawę powszechnie ludzką . To ona - a nie ateizm, który unicestwia Boga, ponieważ musi odrzucić jego dotychczasowe obrazy - jest właściwym przeciwnikiem rzeczywistości wiary". 

          Nie zastanawiając się nad tym, czy Jung był, czy też nie był współczesnym gnostykiem, mogę tylko powiedzieć, że cytowany pogląd Bubera nie wydaje mi się z wielu względów słuszny.  We współczesnej kulturze wiedza na temat ludzkiej duszy ulega zatraceniu, tak że można byłoby mówić także i o jej Zaćmieniu.  I nawet szerokie zainteresowanie filozofią Wschodu niczego tu nie zmienia.  I nie chodzi tu nawet o jakąś wiedzę tajemną, ezoteryczną, lecz o refleksję dotyczącą różnych warstw czy pokładów (mówiąc nieładnie) ludzkiej psychiki. 

         Ateizm zaś bywa różny i ma wiele form całkowicie dobrotliwych i niedrapieżnych, choć istnieje też nadal ateizm wojujący i ośmieszający.  Niewątpliwie sporą zasługą ateistów jest wywalczenie prawa do żartów z pewnych form religii lub pewnych jej dogmatów, czy religijnych postaw, które można by sklasyfikować jako fanatyczne lub nieszczere.  Dzisiaj nawet katoliccy księża dość powszechnie  żartują z nich sobie.  Są to oczywiście żarty raczej łagodnie i nie naruszające podstaw samej wiary.  Ale, gdyby prawo to było powszechnie uznawane, to talibowie nie mogliby zabijać ludzi, którzy rzekomo obrażają Boga - jak zabito niedawno chłopca w Syrii za to, że zażartował sobie - jak się im wydawało -z Mahometa. Z drugiej strony owo ośmieszanie religii przyjmuje często postać karykaturalną i nie mającą nic wspólnego z jakimkolwiek poczuciem humoru, ani też - co jest ważną funkcją tego rodzaju żartów - zaniepokojenia bezrefleksyjnym dogmatyzmem.  

        Zaćmienie Duszy, to moim zdaniem powód do prawdziwego niepokoju.  (Oczywiście - gnoza nie jest na nie właściwą odpowiedzią). Nie jestem też przekonany, że ateizm "unicestwia Boga" - oczywiście niby wynika to z samej nazwy...Sama nazwa stwarza bowiem pewien sztuczny byt.  Jednak znam wielu ludzi, którzy nie określają się mianem ateistów, a nie są związani z żadnym wyznaniem i istnienie Boga w ogóle nie zaprząta ich uwagi.  Może jest, może Go nie ma, na pewno nie wiadomo, j a k i  jest - w każdym razie żyć i tak trzeba i to z miłością...Osoby takie często nie zgodziłyby się również na nazwanie ich agnostykami.  Bywają nawet wewnętrznie przekonane, że jest jakiś rodzaj istnienia, który ludzie wierzący nazywają Bogiem lub, że istnieje psychiczna potrzeba transcendencji czy absolutu (jak na przykład Jaspers uważał).

        Chętnie więc na zakończenie tego tekściku powrócę do moich ulubionych "Opowieści Chasydów", przytaczając z tej książeczki jeden krótki cytat:

        "Kiedyś, wygłaszając kazanie przed licznym zgromadzeniem, rabbi Michał rzekł: "Trzeba słuchać moich słów" i zaraz dodał: "Nie powiadam: "Słuchajcie moich słów", lecz "Trzeba słuchać moich słów", mam więc też na myśli siebie: i ja powinienem słuchać moich słów"   

        Nie szukałem tego fragmentu. Po prostu Pan Bóg otworzył przede mną książkę w tym miejscu, wskazując na owe słowa, a ja je tylko przepisałem.  Każdy, ktokolwiek w coś wierzy, zmianę świata powinien zacząć od samego siebie.  

        

czwartek, 27 czerwca 2013

                "Potrzeba mi tego, co jest w człowieku kwiatem i owocem, pragnę czuć, że owiewa mnie jego zapach i nadaje naszemu stosunkowi smak dojrzałości. Jego dobroć nie może być wyrywkowym, sporadycznie dokonywanym uczynkiem, lecz ciągłym nadmiarem, który nic go nie kosztuje i spełniany jest nieświadomie"

                Henry David Thoreau, Walden  (Rebis 2010, s. 95, tł. Halina Cieplińska)

                Czy to nie cudowne wyznanie?  Zamiast zasuszonej dobroczynnej herbatki, którą się rozgrzeszamy, domagać się owocu i kwiatu miłości.  A więc tego, co istniej wtedy jedynie, kiedy jest w całej pełni, niejako w nadmiarze?  Żadna świadoma kalkulacja nie zastąpi takiej spontaniczności.               

 

wtorek, 04 czerwca 2013

        W książce "Tajemnice Kabały" autor (M-A.Ouaknin) rozprawia na jeden z moich ulubionych tematów: "Beszt twierdzi, że nie ma dwóch osób obdarzonych identycznymi możliwościami...Gdy ktoś próbuje naśladować drugiego, traci tylko okazję czynienia dobra dzięki własnym zasługom"...Martin Buber napisał w książeczce "Droga człowieka według nauczania Chasydów": "Każda przychodząca na świat osoba przynosi ze sobą coś nowego, co nigdy nie istniało, coś oryginalnego i niepowtarzalnego".           

        Chociaż nie jestem ani kabalistą, ani Chasydem bardzo lubię tak mówić, bo głęboko w to wierzę.  Każdy człowiek ma, obok doświadczenia wspólnego z jakąś grupą ludzi, doświadczenie życiowe i naturalną wrażliwość dane tylko jemu, a poczucie sensu życia, to dla mnie - w dużym stopniu - coś, co wiąże się z wyrażaniem owej niepowtarzalności.  Tymczasem istnieje przemożna społeczna presja, abyśmy byli tacy sami, jak inni i realizowali się w naśladowaniu, w owym "się", o jakim mówią również egzystencjaliści.  Nie ma jednak w takiej postawie ani wewnętrznego światła, ani odrobiny psychicznego zdrowia...bowiem żyjąc cudzym życiem i uciekając w innych ludzi, nie potrafimy żyć życiem własnym.  A owo niespełnienie i niemożność wyrażenia się, wyrażenia własnej miłości, to już czasami naprawdę tragedia...

        Nie chodzi jednak o to, aby ulegać ambicji bycia kimś, skoro można być sobą i uwolnić się od troski, że nie jest się za kogoś ważnego przez innych uważanym.  Stając się w ten sposób dla innych - nikim, dla siebie stajemy się wszystkim...

czwartek, 30 maja 2013

                           Purcell, "Funeral Music for Queen Mary"

                           Bach,  "Actus Tragicus"

                           Bach, "Trauer Ode"

                           Bach, "Jesu Meine Freude"                           

                           Marcello, "Requiem"

                           Telemann...                          

         ...W trakcie skrupulatnego sporządzania tej listy autor oddał ducha Bogu - dlatego pozostaje ona niedokończona.  Lecz, chociaż jako duch, powróci jeszcze na ziemię i obiecuje dopełnić swego dzieła.  Bowiem pogrążeni w żałobie nie potrzebują muzyki, a melancholik znajdzie powody do smutku nawet na Polach Elizejskich lub w Raju.   

            Tak więc proszę się nie martwić - Nezumi żyje, bez duszy wprawdzie, ale stąpa po ziemi, jak wszystkie inne, pozbawione pasji i marzeń ludzkie automaty, członkowie społeczeństwa konkurencyjnego.  Umarł z miłości i w miłości narodzi się na nowo już za kilka dni.                  

niedziela, 19 maja 2013

        Ptaki krzyczą o świcie, a poeta zapisuje w swoim dzienniku następujące słowa:

        "Dzień, to tylko chwila między wiecznościami - krótsza niż oddech.  Świt i zmierzch kryją w sobie tajemnicę życia i śmierci.   Ja, który jestem samotny, potrafię zobaczyć, że za mną jest nicość, i że nicość jest przede mną, i że tylko ta krótka chwila istnieje w pustce tego świata.  Dla tej chwili rodzę się na nowo.  To znaczy, że gdybym żył tylko przyszłością, myśląc o przyszłości, to taka rutyna życia nie wystarczyłaby, żebym mógł poczuć się wolny i mieć poczucie, że istnieję naprawdę.

        Świadomość trzech rzeczy przynosi człowiekowi wewnętrzną wolność:

        - kiedy doświadcza tego, że przemijające, zewnętrzne i materialne dobra nie mają rzeczywistej wartości;

        - kiedy doświadcza, że dobre cechy jego charakteru nie są jego zasługą;

        - kiedy doświadcza, że źródła wszelkiego istnienia nie można w pełni poznać ani wyrazić;

        W ten sposób uwalniamy się od chaosu sprzecznych i niemożliwych do spełnienia pragnień, od fałszywego poczucia, że jesteśmy lepsi od innych ludzi i że mamy prawo ich pouczać oraz od złudnego przekonania o własnej wszechwiedzy i związanego z nim przymusu ingerowania w to, co rozwijać się może jedynie w sposób spontaniczny i naturalny.  Nie wiem, czy wolność ta jest w istocie zapomnieniem, czy przebudzeniem, jest jednak miłością".

        Dla ptaków wiedza poety jest bezużyteczna, podobnie jak jest bezużyteczna dla szumu drzew, dla słońca i wiatru.  

niedziela, 12 maja 2013

           "Zawsze żyjemy jutrem, które nigdy nie nadchodzi i które nie może nadejść; to niemożliwe.  To, co przychodzi, zawsze przychodzi dziś" - mawiał Osho. 

           Nezumi zaś ze swej skromnej pozycji mówi tak:  Wyobrażamy sobie, że wszystko się zmieni i żyjemy oczekiwaniem, a właściwie nie żyjemy, tylko czekamy - aż lepiej się poczujemy, aż pojawią się nowe możliwości, aż coś zrozumiemy, aż zrozumie coś ktoś nam bliski. Tymczasem chwila, która jest do przeżycia, wymyka się nam i zawsze brakuje nam sił, aby zrobić pierwszy krok - myślenie o przyszłości niesie bowiem ze sobą spory potencjał paraliżującego lęku.  Oczywiście, pragniemy żyć odpowiedzialnie i często odpowiadamy też za los swoich bliskich, jednak, kiedy paraliżuje nas lęk i tak nie potrafimy niczego zaplanować.  Dlatego tak ważną rzeczą jest  czasami, aby nasz umysł nie wykraczał poza sytuację, w jakiej się znajdujemy.  Dobrze jest czasami zapomnieć o przeszłości, zwłaszcza o ranch i niepowodzeniach, i nie wybiegać myślą w przyszłość.  Dobrze jest znaleźć wytchnienie i odpoczynek, i otworzyć się przed kimś bliskim, a w kontemplacji otworzyć się na świat większy od tego, którym żyjemy i choć na chwilę uwolnić się od ciężaru codzienności...        

         

niedziela, 14 kwietnia 2013

           A jednak żyć trzeba dalej.   A można też kochać życie...To chyba jedna z najwznioślejszych myśli, jakie przychodzą człowiekowi do głowy w chwilach samotności i życiowej próby.

niedziela, 24 marca 2013

         Może dlatego, że nie mam już czego nadstawiać z powodu opuchlizny i wybitych zębów.  A sam jeszcze nigdy nikomu nie dałem w mordę, chociaż czasami miałbym ochotę. 

piątek, 22 marca 2013

          Zima raczej mało nadaje się do odbywania przechadzek.  Marzniemy i chcemy być jak najszybciej w domu...Ja jednak czuję, jak moje płuca napełniają się powietrzem, a moja dusza - niebem.  Podglądam drzewa i poddaję się ich bezlistnej magii.  Wystarczy unieść trochę głowę i spojrzeć w niebo, aby zobaczyć, że ponad brudnym miastem rozciąga się inny świat.   Kto mógłby przypuszczać, że pokręcone, przedziwne drzewo z księżycem zaplątanym w gałęzie, rośnie na ulicy, której sam widok może wywołać przygnębienie. 

         Gdybym pokazał Ci to zdjęcie, pewnie pomyślałabyś (lub pomyślałbyś), że zrobiono je w jakiejś romantycznej krainie, z dala od ludzkich domostw.  Musiałem jednak "uciąć" jego dół, ponieważ widok ulicy jest tak koszmarny, jakby człowiek był w stanie jedynie zaśmiecać ten świat swoimi wytworami, a przechodzący ulicą ludzie byli tylko bezdusznymi automatami.  Śpieszą się! - tyle tylko można o nich powiedzieć.  A sens tego pośpiechu jest tylko jeden - nie istnieć w tej jedynej i niepowtarzalnej chwili, która przydarza się teraz.

         Krishnamurti kiedyś napisał, że nie ma autentycznego poczucia piękna bez akceptacji brzydoty tego świata i że nie możemy zamknąć się w ogrodzie odciętym od hałasu brudnej i hałaśliwej, pełnej pijaków, wsi.  Czuję podobnie, jednak czasami chciałbym stąd uciec i wznieść się wyżej, aby zobaczyć ten inny świat.  W przeciwieństwie do ogrodu, o którym mówi Krishnamurti, ogrodu odgrodzonego murem od wsi, granica między światem ludzkim, a tamtym światem jest nieuchwytna i wolna od przeszkód, a patrząc na niebo, księżyc i gwiazdy nie mam poczucia, że należą do mojej posesji.  Żaden pies ani ogrodzenie nie strzeże nieba przed mijającymi mnie ludźmi.  Oni po prostu nie zauważają jego istnienia. 

        Za kilka, może za kilkanaście dni, nadejdzie wiosna i cała mistyka zimy będzie już należała do przeszłości.  Chrześcijanie wierzą, że Chrystus, który pozostawał dotąd w objęciach śmierci - jak głosi potężny hymn Lutra -  zmartwychwstanie.  Życie jednak ani przez chwilę nie jest "martwe", a śmiertelna cisza śmierci jest tylko pozorem.

wtorek, 19 marca 2013

             

              "Cicho jak kot wąż zbliżał się do serca jagniątka.  Starałem się je

ochronić, ale jagniątko zeskoczyło z moich kolan i powiedziało: "Ja samo

odpowiadam za własne życie.  Mogę robić w nim to, na co mam ochotę".

              - He, he! - zachichotał wąż - Właśnie na to czekałem i rozlał swą

truciznę po całym ciele jagniątka.  Jagniątko zesztywniało i uciekło gdzieś

w kącik.  Słychać było jak tam beczy. 

              - Dlaczego mnie nie słuchałeś? - wołałem z rozpaczą - Przecież ja

ciebie kocham! 

              - To pycha - odpowiedział wąż - Wszyscy jesteśmy dumni.  Im mniej

czujemy się pewni siebie i wolni, tym bardziej leczymy się z tego truciznami. 

Bo złudzenie, że jesteśmy wolni, to taka trucizna...  

              Chciałem w nienawiści rozdeptać tego gada, ale on puścił tylko do

mnie oko, wsunął język za zęby i wężowymi ruchami oddalił się do swego

Edenu." 

 

niedziela, 20 stycznia 2013

                  I nie wiadomo, czy to gwiazdy są, czy krople wody.  My tylko oboje wiemy, co to znaczy, Córeczko!  

sobota, 19 stycznia 2013

          Zajrzałem dzisiaj do "Dziennika..."  Krishnamurtiego w poszukiwaniu bliskich mi obrazów i myśli.  Angielskie wydanie tej książki otrzymałem niegdyś od mojej drugiej żony.  Jednak przekład Rafała Kubika jest tak ładny, że chętnie go tutaj przytoczę (J. Krishamurti, "Dziennik z podróży. 18 czerwca 1961-19 marca 1962).  24 października 1961 r Krishnamurti napisał: 

          "To był piękny wieczór z wieloma głębokimi, ciemnymi cieniami o różnych wzorach. Księżyc był bardzo jasny, cienie zupełnie nieruchome, a liście, obmyte przez deszcz, iskrzyły się. W czasie spaceru i rozmowy medytacja trwała pod powierzchnią słów i piękna nocy".

          Pamiętam pierwsze moje spotkanie z Krishnamurtim i wrażenie jakie wywarły na mnie jego słowa, że tylko w samotności możemy poznać prawdę i jego rozróżnienie między samotnością, a poczuciem osamotnienia.  Pisałem o tym po latach w swej nieopublikowanej książeczce "O wartości istnienia" (niektóre jej fragmenty wykorzystałem jednak później w innej książce).  Byłem też zawsze pod wrażeniem jego silnej dezaprobaty dla wybaczania.  Tam, gdzie nie gromadzi się złość, nie ma powodu do wybaczenia - więc lepiej, aby się nie gromadziła.  Potępienie i wybaczenie to dwie strony tego samego, a człowiek szczycący się wybaczeniem, przypomina według Krishnamurtiego kogoś, kto bije głośno w "bęben samozadowolenia". 

         Osobiście bardzo cenię umiejętność wybaczania, jednak nie jestem przekonany, że wybaczenie ma tę absolutną wartość, jaką jej się w Chrześcijańskiej kulturze Zachodu często przypisuje (niestety raczej w teorii niż w praktyce).  Kwestia wybaczania dochodzi też do głosu w tradycji myśli chińskiej i "I Ching" mówi o tym, że w inny sposób powinniśmy wybaczać winy umyślne, a w inny błędy niezawinione, uczynione z nieświadomości.  Do pierwszych odnosi się obraz wody, która powoli oczyszcza wszystko z brudu, do drugich obraz pioruna, który przebrzmiał.  Znaczy to, że winy umyślne należy wybaczać stopniowo, podczas gdy nieumyślne można pominąć.  Nie zawsze jednak łatwo możemy odróżnić jedne od drugich, bowiem głupota i okrucieństwo mają często swe źródło w nieświadomości lub w niewiedzy.               

         Dla wielu ludzi na świecie Krishnamurti jest wciąż jednym z największych autorytetów duchowych, a i ja bardzo go podziwiam, chociaż razi mnie czasami jego indywidualistyczna retoryka, w pełni jednak zrozumiała biorąc pod uwagę konserwatyzm hinduskiej kultury.  Mimo to Krishnnamurti ani na chwilę nie przestał być mi bliski, a tym, co cenię najbardziej jest jego intuicja życia. Oto jak pięknie o tym napisał we Florencji, 9 października 1961 r.

         "Energia życia jest zawsze obecna, noc i dzień.  Jest bez tarcia, bez kierunku, bez wyboru i wysiłku. Jest obecna z taką intensywnością, że myśl i uczucie nie mogą jej uchwycić, by kształtować ją według swoich fantazji, wierzeń, doświadczeń i pragnień.  Jest w takiej obfitości, że nic nie może jej osłabić.  Jednak my staramy się jej użyć, nadać jej kierunek, ująć ją w obręb formy naszego życia i w ten sposób zmienić ją, by dopasowała się do naszego wzorca, doświadczenia i wiedzy.  Ambicja, zazdrość, zawiść, spłycają tę energię...każde działanie wypacza tę energię...Energia użyta w jednym kierunku prowadzi do konfliktu i smutku; energia będąca ekspresją pełnego życia jest błogosławieństwem wykraczającym ponad wszelka miarę". 

        Życie jest nieskończone w swym przepływie i istnieniu.  Pragnienia używania życia lub podporządkowania go realizacji osobistych ambicji jest przeszkodą w bezpośrednim jego doświadczaniu i cieszeniu się nim, deformuje naszą wrażliwość i jest źródłem samo-zniewolenia.  Najpełniejszą odpowiedzią na wartość życia jest kontemplacyjne skupienie, dzięki któremu potrafimy uchwycić piękno wymykające się wszelkiej myśli i uczuciu.  Kontemplacja jest dla naszej duszy tym, czym oddech dla zdrowia...  

       

 

 

piątek, 18 stycznia 2013

         W znanym "Przewodniku po ragach"  Raga Kirwani określana jest jako "romantycznej i namiętnej natury.  Chociaż jest ragą, która wywodzi się z południowych Indii, jest równie populara na północy.  Porą jej wykonywania jest noc.  Jest to określenie dość nieprecyzyjne, bowiem często podaje się nawet godziny w jakich dana raga jest wykonywana.  Oczywiście raga ta znajdowała się w repertuarze Raviego Shankara, jednak chyba najpiękniejszym znanymi mi wykonaniem jest interpretacja Nikhila Banerjee.  Ten przedwcześnie zmarły muzyk interpretował ragi z pełną dostojeństwa powściągliwością, jasnością myśli i klarownością brzmienia.  W interpretacji tej nie ma żadnego sentymentalizmu, a jednocześnie jest w niej potężny ładunek zawsze kontrolowanych uczuć.   Anindo Chaterjee na tabli nadaje radze nieprawdopodobną energię rytmiczną, porównywalną z kreacjami słynnego Zakira Husseina.  Jednak istnieje jeszcze bardziej atrakcyjna wersja tej ragi.   Aasish Khan gra ją na sarodzie (instrumencie strunowym, który ze wszystkich chyba instrumentów indyjskich ma najpiękniejsze brzmienie), a towarzyszy mu na sitarze Indranil Bhattacharya i ponownie Anindo Chaterjee. 

         W klasycznej muzyce indyjskiej istniała tradycja wykonywania ragi w duecie dwóch takich samych instrumentów strunowych, na których grał często Mistrz i jego uczeń lub syn, jednak w XX wieku rozszerzono tę wykonawczą tradycję i wykonuje się takie duety na dwóch różnych instrumentach, którym towarzyszy tanpura i w częściach rytmicznych tabla.   W XX wieku także wiele instrumentów akompaniujących lub zgoła ludowych podniesiono do rangi solowych instrumentów wykonujących klasyczne ragi i one także uczestniczą w przepięknych duetach (zwanych jugalbandi) - są to przede wszystkim bansuri (flet) i saranghi (skrzypce).  Interpretacja wymienionych wykonawców jest niezwykle porywająca, a ich dialog wyjątkowo płynny i pozbawiony retoryki, chociaż niepozbawiony swoistego sentymentalizmu.  Interpretacja ta jest pierwszą jaką bym polecał słuchaczowi nie osłuchanemu z indyjską muzyką instrumentalną.   Nagrała ją niemiecka wytwórnia Chhanda Dhara, dla której nagrywali prawie wszyscy najwięksi muzycy Indii z Ali Akbarem Khanem, Amjadem Ali Khanem, Ravim Shankarem, Bhimsenem Joshim i właśnie Nikhilem Banerjee. Każda z tych postaci to prawdziwi giganci muzyki indyjskiej, a  Ali Akbar Khan, według Menuhina największy w ogóle muzyk XX wieku, w 1955 r zamieszkał w Kalifornii, gdzie założył bodajże pierwszą na Zachodzie szkołę klasycznej muzyki indyjskiej.  To postać potężna - nie tylko najdoskonalszy muzyk, lecz także człowiek niezwykle mądry i wytrwały, a także otwarty na wszelkiego rodzaju inspiracje.  Jego postaci poświęcę jednak jakiś kolejny wpis, bowiem wielki jest dług mojej wdzięczności wobec tego cudownego człowieka, dzięki któremu od tylu lat mogę cieszyć się kontemplacją tej głębokiej medytacyjnej muzyki.

         Jedną z piękniejszych interpretacji Ragi Kirwani jest z pewnością znane wykonanie Dr Subramaniama, wielkiego skrzypka i znawcy muzyki południowych Indii (autora znanej antologii tej muzyki).  Zamiast tabli towarzyszy mu w tym nagraniu najbardziej dostojny z indyjskich bębnów - pakawaj, instrument o wiele starszy niż tabla.   Namiętna muzyka, którą artysta wyczarowuje ze swoich skrzypek mogłaby poruszyć każdego, kto jest wrażliwy na powaby muzyki ludowej, chociaż przez cały czas zachowuje w swej interpretacji klasyczną szlachetność brzmienia.  

         Santoor to instrument pochodzenia perskiego, na którym grał swoje hipnotyczne koncerty Shivkumar Sharma (podczas których towarzyszył mu często "czarodziej tabli" Zakir Hussein).  To on właśnie podniósł ów instrument do rangi solowego instrumentu klasycznej muzyki indyjskiej. Również Raga Mishra Kirwani w jego wykonaniu na tym instrumencie ma w sobie rodzaj hipnotycznego transu.  W interpretacji swej łączy ragę Kirwani ze znanymi motywami innych rag.

         W każdej z tych interpretacji ta przepiękna raga żyje swym własnym życiem, nie ma bowiem dwóch podobnych do siebie interpretacji tej samej ragi, jak nie ma dwóch identycznych chwil życia, łez, promieni słońca lub kropli wody.    

        Zbyt oczywisty dla stałych słuchaczy i znawców tej muzyki, po części tylko być może zrozumiały dla tych, którzy nie mieli szczęścia jej pokochać i poznać wpis ten jest wyrazem wdzięczności wobec tych wszystkich ludzi, dzięki którym mogę nadal żyć na tym świecie, cieszyć się jego ukrytą, wewnętrzną harmonią i słuchać tej cudownej muzyki, która w jednej chwili potrafi odmienić i napełnić spokojem ludzką duszę.  Wdzięczny jestem też Osobie, której wrażliwość zbliżyła mnie do tej muzyki - to z Nią w przeszłym swym wcieleniu po raz pierwszy kupiłem płytę z muzyką indyjską.  Było to w zimie roku 1993, w kilka dni potem, kiedy po raz pierwszy zobaczyłem z samolotu światła Londynu. Zdarzenie to całkowicie zmieniło moje życie.  Jak? Pewnie dopiero przyszłość pokaże!

czwartek, 10 stycznia 2013

          Już Herodot napisał, że topola swej wyniosłości zawdzięcza to, że miotają w nią gromy.  Lepiej jego zdaniem za bardzo nie wyrastać ponad przeciętność, bo bóstwo łypie na to zawistnym wzrokiem.  Niższe drzewa są znacznie mniej narażone na przejawy owej władczej dezaprobaty.  Gdzie indziej zaś czytamy, że topole są słabo ukorzenione i dlatego nawet wiatr często je wywraca.

          Obok domu mojej matki rosną od lat topole, których ani wiatr, ani piorun nie wyrwał dotąd z posad.  Może miały szczęście?  Są bowiem osłonięte dość "zwartą zabudową".  Są piękne w swej dostojności - i w impresjonistycznej zieleni w porze wiosny i lata, i odarte już niejako z zewnętrznych, zmysłowych przejawów życia późną jesienią i podczas surowej zimy.   Czy można mieć do nich pretensję o ten strzelisty akt ich życia? 

          Za to w świecie ludzi z pogardą spotyka się wywyższanie małych lub to, co za takie niesłusznie uchodzi.  Mamy sympatię dla skromności i pokory, i jedynie ktoś prawdziwie wielki ma, w powszechnym osądzie, prawo żyć we własny sposób - w sposób, którego inni nie rozumieją lub nie potrafiliby naśladować. 

          W świecie Natury to, czy jakieś drzewo jest niskie, czy wysokie, elastyczne i sztywne, miękkie, czy twarde, jest czymś, co można by po prostu określić jako jego właściwe miejsce w porządku Natury. Miejsce to wyznacza zarazem jego potencjalny los.  Drzewa, których gałęzie są nieelastyczne i twarde, łamią się pod naporem śniegu - jednak nie giętka z natury gałązka sosny...Staraj się więc i ty być elastycznym w swym działaniu i przeżywaniu, powiada Laozi.

          Także użyteczność drzewa jest wpisana w jego los.  Jeśli na przykład jakieś drzewo ma cenną korę, to ludzie go z niej obedrą, a jeśli jest kasztanowcem to niegrzeczne dzieci połamią mu gałęzie.  Jak pisał Zhuangzi, drwal przechodzi obojętnie obok drzewa tak pokręconego i rosochatego, że nie nadaje się na bycie materiałem do produkcji mebli.  Paradoksalnie im drzewo jest mniej użyteczne, tym większe ma szanse na przeżycie.  Jeśli chcesz przeżyć życie w spokoju staraj się i ty takim być! - mówi chiński filozof...Najlepiej, jeśli do niczego nie będziesz się nadawał, a wtedy nikt cię do niczego nie wykorzysta...nie zniszczy cię, nie potnie na kawałki i nie przehandluje twej duszy...Ludzie bowiem nie rozumieją użyteczności tego, co bezużyteczne.  Dlatego mędrcy żyją w samotności, nie zaczepiani i nie żywieni przez nikogo.  

         Ale, czy może być prawdziwym artystą lub człowiekiem kontemplacji ktoś, kto w ten sposób rezygnuje z pragnienia wyrażenia siebie? Człowiek w naturalny sposób wyraża siebie, nie myśląc o przetrwaniu ani nawet długości własnego życia.  Przywodzi to na myśl właśnie ową wyniosłość topoli, która wzrasta tam, gdzie się narodziła, nie dlatego, iż przypisuje sobie misję jakowąś, lecz dlatego, że jest taka i w takim miejscu wyrasta.  Nie schyli swego karku i nie uklęknie na kolanach.  Tego jednego nie potrafi!  Nie dlatego, że jest niezłomna, lecz dlatego, że   p o z o s t a j e   s o b ą.   

        I co jeszcze o owych topolach wiedzieć warto?  Są bliżej nieba. 

        INWOKACJA:      

        Ty, który gardzisz cieniem cyprysów i wyniosłością topoli, odejdź stąd w mrok, z którego wyszedłeś.  Tam bowiem, wśród chichotu demonów, przestaje być widoczna wszelka miernota. 

 

         

          

         

wtorek, 08 stycznia 2013

           Moja córeczka spytała mnie ostatnio, dlaczego moje postaci ożywają.  W grach komputerowych owszem, to normalne, że ma się kilka żyć, ale  w realnym świecie?

           Próbowałem się wykpić!  - Poczytaj trochę Witkacego, powiedziałem. 

           - Tatusiu, załóż, że nie umiem czytać i wytłumacz mi to  w sposób odpowiedni do możliwości mojego umysłu.  Mam raczej mały móżdżek! 

           Musiałem się z tym zgodzić i zacząłem od słów "Wiesz córeczko, nie łatwo jest czasami..." , ale przerwała mi  i obiecała, że zanuci mi smutą piosenkę, jeśli jej powiem.

          Dlatego o tym mówię.  Jest coś takiego, jak pełnia życia, przypominająca pełnię księżyca.  Kiedy jest się witalnym i zdrowym, i u szczytu swych twórczych możliwości, wtedy człowiek bywa zadowolony z życia i wie, że żyje.   Jednak: 1) stan ów nie trwa zwykle długo;  2) wiele zwykle psychicznie kosztuje; 3) wzbudza w innych ludziach jawną lub skrywaną zawiść.  Po czwarte...

          - Tatusiu, nie kończ!   Wiem jak kruche jest ludzkie życie, bowiem umarłam tak młodo...

          Zezłościłem się! 

          - Wcale nie umarłaś!  To tylko moje życie straciło sens!  Jeszcze raz powiesz "bowiem", to wyrzucę Cię z grobu i będziesz musiała klęczeć na mrozie! 

          - Jaki jesteś dla mnie dobry, Tatusiu!   Tak dawno chciałam, żebyś w końcu ożył.  Nie mogę znieść tego, że jesteś taki zmartwiony.  To tak, jakbyś to Ty był martwy za życia.   Naprawdę ja mam go w sobie więcej niż Ty...Widzisz te śnieżne zaspy i mgłę, w której za chwilę zniknę?

          Nie widziałem już nic.  Szedłem prosto przed siebie.  Czułem, że musiałem tak długo być martwy, abym teraz mógł żyć...

niedziela, 16 grudnia 2012

           Robiłem ostatnio nocne zdjęcia drzewom.  Kiedy pozbawione są liści widać wszystkie ich rozgałęzienia i wzory, jakie tworzą ich konary.  A ponieważ nie używam lampy błyskowej, korzystając jedynie z naturalnych źródeł światła, na przykład ulicznych lamp lub księżycowej poświaty, efekt bywa przedziwny.  Topole i inne drzewa na jednolitym szarym, jasnobrązowym lub wpadającym w fiolet tle wyglądają albo jak ryciny, albo jak zamazane szkice węglem - w każdym razie obrazki te nie przypominają w żaden sposób fotografii.

           Bezlistne drzewa, pozbawione swej zmysłowej szaty, odsłaniają bardziej subtelną naturę swojego istnienia.  Te drzewa, podobnie jak ptaki, mają dusze, czego niestety nie można powiedzieć o niektórych ludziach. 

           Granica dzieląca świat żywych od świata zmarłych jest często tak niewidoczna, że błądząc, czasami jestem po jednej, a czasami po drugiej stronie owej granicy, wśród cienistych i niedostrzegalnych na jawie form istnienia.  Ani narodziny bowiem nie są początkiem naszego życia, ani śmierć nie jest jego kresem.  Aby to jednak zauważyć trzeba zapomnieć o sobie, o własnym ja i akceptując los poddać się naturalnej przemianie. Strumień nieskończonego życia płynie bowiem porywając ze sobą wszystko.

           Niestety potrafię zapomnieć o sobie tylko na chwilę...a kiedy ta chwila nieco mistycznego uniesienia mija, powracam do życia w jego grubo naturalistycznych kształtach, życia w którym nie ma już żadnej przeciwwagi dla horroru psychicznego niepokoju, cierpienia, przemijania i śmierci, bowiem owa materia życia jest tak właśnie w naszym postrzeganiu ukształtowana, że jak błoto oblepia to, co naturalne i piękne. Życia, w którym pielęgniarki w szpitalu nie podają umierającemu pijakowi wody, a na kilka minut przed śmiercią dręczą go bolesnym i całkowicie niepotrzebnym zabiegiem, aby dopełniła się odpłata (wciąż jestem pod wrażeniem owego wywiadu z młodą praktykantką w jednym z warszawskich szpitali, który przeczytałem kilka lat temu w jednej z gazet). 

           W okół siebie postrzegam niemal wyłącznie ludzi zainteresowanych rzeczami praktycznymi lub przekonanych, że życie jest brutalną walką o przetrwanie i dominację - walką, w której najistotniejszy jest dostęp do dóbr i pieniędzy.   A ponieważ instynktownie nie godzę się na takie rozumienie życia, mogę tylko zostać rozdeptany przez tłum...lub wrzucony do jakiegoś dołu, jak złapane w pułapkę zwierzę...

           Kontemplacja  i miłość, to radość.  Również miłość, która jest dawaniem, jest pełna radości.  Dlatego życie zasklepionych w sobie ludzi jest tak ponure i odosobnione, i potrzeba im silnych wrażeń, aby wytrącić ich ze stanu zobojętnienia lub powierzchownej wesołości.  Martwi za życia, ożywają po śmierci tworząc armie dokuczliwych demonów i upiorów. 

           Niech życzliwy Czytelnik sam sobie dopowie, co w tym, co napisałem jest poważnym wyznaniem, a co jedynie grą lub ukrytą autoironią.  

          

              

wtorek, 31 lipca 2012

                                           AKT PIERWSZY, Scena pierwsza - Rzecz dzieje się tutaj, czyli nigdzie i teraz, czyli nie wiadomo, kiedy. W obszernej komnacie zamkowej lub na ukwieconej łące przed pałacem. Pora - zima lub lato, poranek lub wieczór ( w zależności od woli reżysera spektaklu). Po niebie ciągną się chmury - kumulusy i kumulonimbusy, znać, że będzie śnieżyca albo burza z opadami atmosferycznymi. 

                                           Langusto:  Deszcz, Panie, od rana pada...albo mi się tak wydaje!

                                           Chomarro, Książę Mediolanu:  Tak. I to może pokrzyżować nasze plany.  Nie chciałbym jednak, aby tak było. Zawołaj mi tu maga niech swymi czarami przepędzi deszcz, a jeśli tego nie dokaże, utniemy mu łeb! 

                                           Magus (zjawia się jak duch):  Jestem, jestem do usług!  Wszystko słyszałem, Panie, lecz pragnę cię zapewnić, iż deszczu odpędzić nie zdołam. Dokonam jednak czegoś znacznie większego, co miło połechta twoje podniebienie.

                                           Chomarro:  Ten błazen chyba drwi ze mnie!  Ukrzyżować go!

                                           Magus (prowadzony na szafot przez dwóch strażników):  Ach, mylisz się Panie!  Poniechaj tej krwawej egzekucji, a posiądziesz najpiękniejszą kobietę na świecie.  Owa dama ukryta jest w czeluściach morza i tylko taki nurek jak ja może ja przyprowadzić.

                                           Chomarro: Blondynka, czy brunetka!

                                           Magus: Może mieć każdy rodzaj włosów, a jeśli zechcesz może mieć i zielone, albo niebieskie, to naturalny kolor włosów wodnej nimfy.

                                           Langusto:  Nie wierz mu, Panie!  W ten sposób pragnie jedynie ukryć własną bezsilność. Nie pozwól mu zbiec do morza.  Niech tu na miejscu w twojej i mojej obecności wyczaruje dla ciebie wodną nimfę lub syrenę, a wtedy przekona nas, że godzien jest zachować swe życie!

                                           Chomarro: Słusznie!  Nie masz wyjścia młodzieńcze, czy może raczej starcze, sam już bowiem nie wiem, w jakim jesteś wieku. Albo, że tak powiem, tu i teraz wyczarujesz ową niewiastę, a ja uznam, że jest najpiękniejsza na świecie, albo czeka cię stryczek!

                                          Magus, wymawiając szeptem zaklęcia:  Ależ, proszę bardzo!  Chociaż z wody byłaby lepsza! 

                                          Giulietta (otrząsa się z morskiej piany): Oto jestem, Panie!  Możesz teraz mnie dotknąć i sam najlepiej ocenić moje wdzięki.  

                                          Chomarro (drapiąc się po brodzie z ukontentowania): Zachwycająca!

                                          Langusto:  Panie, to przecież mag, Chaldejczyk!  Skąd wiesz, że to prawdziwa niewiasta. A może stworzył iluzję i ona jest, by tak rzec, wirtualna?  Radzę ci, przekonaj się najpierw czy ona żyje.  A może to jakaś maszkara, której brzydotę spowił w tak ułudne kształty?

                                         Chomarro: Irytujesz mnie. Każę cię stracić! ...No dobrze, jak mam się o tym przekonać? 

                                         Langusto: Odbądź z nią Panie stosunek płciowy i spenetruj jej pochwę! Nie ma lepszego sposobu.

                                         Chomarro:  A skąd mogę wiedzieć, że to mi się nie śni?  Albo, że jakiś demon złośliwy sprawił, że nie ma żadnego nieba ani ziemi, ani ciała owej kobiety, a mnie wydaje się, że są!  Zostałbym wtedy z pustymi rękami.

                                         Langusto: I ręce czasami do czegoś się przydają, Panie! Zaraz dowiodę ci jednak, że Bóg istnieje i że troszczy się o nas, a jeśli jest owym dobrym i wszechmocnym Bogiem, za jakiego go uważamy, to nie pozwoli nam popaść w błąd!

                                         Chomarro: Och, lepiej nie, stary nudziarzu!  Słyszałaś, piękna Pani!

                                         Giulietta (lekko zawstydzona): Tak!  I chętnie spełnię twe życzenie.  Tylko nie zbliżaj się do mnie.

                                         Chomarro (zwracając się do Maga): I ona tak bezie kaprysić?

                                         Magus: Musisz Panie rozkochać ja w sobie, a  na to nie pomogą żadne moje czary.  Nie przywykłem niewolić żywych istot.

                                         Chomarro (surowo):  Widzę, że nie unikniesz kaźni! ...Ale, jak ja mam w sobie rozkochać? Z moim wyglądem.

                                         Magus:  To łatwe dla ciebie. Jesteś wszak nie tylko księciem krwi, lecz także arystokratą ducha. Bądź delikatny, cierpliwy, mądry, a przede wszystkim kochaj ją, a być może dziewczyna...

                                         Chomarro (w gniewie): Nigdy dotąd nikogo nie kochałem, może poza sobą, ty bezczelny chamie!  Mam kochać jakąś niewiastę.  Zapominasz, że jako książę Mediolanu, Florencji i Potencji, mogę mieć każdą!

                                         Magus: Ale ta jest najpiękniejsza, jak sobie życzyłeś!

                                         Chomarro: Purwa jego witkacowska sucz!

                                         Magus: Nie klnij przy damie!  Niech lepiej sama powie, czego sobie życzy!

                                         Giulietta: Na początek podaruj mi swoje księstwo, później swą duszę, a ja nauczę cię delikatności i skromności, których nigdy nie poznałeś.

                                         Chomarro:  To wszystko!  A z kim spłodzę legalnego syna!

                                         Giulietta: Ze mną.  Jeśli mi się spodobasz!  A teraz chodźmy razem na spacer Cyprysową aleją.  Ja będę słuchała, a ty będziesz składał dla mnie smutne poematy!  

                                         Chomarro (z rozpaczą): Ależ ja żadnych nie znam!  Jestem dzielnym rycerzem i nie mam czasu na takie bzdury!  Jutro Wenecja może nas zaatakować, albo Neapol pospołu z Hiszpanami!   To sprawy wagi państwowej!

                                         Langusto:  Sam widzisz, panie, że to jakiś spisek!  Podejrzewam, że to ludzie Lorenca! 

                                         Lorenzo (zeskakując z wierzchowca): Łże jak pies!  Jestem ci wierny, Panie!  

                                         Chomarro:  Pani,, ty teraz rządzisz. Powiedz mi, czy mam mu zaufać!

                                         Giulietta (odchodząc): Nie znam się na tym!

                                         Chomarro: Kiedy cię znów ujrzę?

                                         Giulietta: Nie prędko. Musisz najpierw stać się poetą!

                                         Chomarro: A niech to szlag! 

                                         Magus (recytuje i śpiewa akompaniując sobie na lutni): Nie martw się. Nauczę cię tej sztuki w trzy minuty! 

                                                    Tylko słuchaj:

                                                    Pani ma, kocham cię szalenie!

                                                    Posiąść cię, to największe me marzenie!

                                                    Tak wielkie uczyniłaś na mnie wrażenie,

                                                    Że skamlę przed tobą jak szczenię!

                                         Chomarro:  Na mój gust to straszne jakieś rymy. Nie znasz piękniejszych? Poza tym nie wierzysz chyba, że ja książę Mediolanu i w dodatku dojrzały mężczyzna, uczynię takie wyznanie. Czyż moim ojcem był pies?

                                          Magus:  No przecież, że nie!  Ale gdybym nauczył cię czegoś piękniejszego, to nie uwierzyłaby w szczerość twoich uczuć. Wie, że jesteś nieokrzesanym prostakiem, jak każdy książę.  

                                         Chomarro: (zrezygnowany): Chętnie zabiłbym cię za to, ale jesteś mi potrzebny!

                                         Magus:  No właśnie!  I niejedno będziesz musiał wycierpieć! A teraz słuchaj dalej:

                                                     Choćbym nad światem całym panował, 

                                                     Ciebie jedną, luba, będę miłował! 

                                                     Lekarzem stanę się, choć jestem konował,

                                                     I wierny będę ci, choćbym w sercu knował!   

                                       Chomarro (blady): Mojemu sercu obce są wszelkie knowania. Pokochałem ją od pierwszego wejrzenia. Mam jej czynić takie dwuznaczne wyznanie? I o co chodzi z tym lekarzem, bo nie rozumiem.

                                       Magus: Kiedyś zrozumiesz!  Na razie ucz się, kanalio!

                                       Lorenco: Ja bym tak nie pozwolił, panie!  Jak chcesz, przetnę go mieczem na pół! 

                                       Chomarro: Wydaje ci się tylko!  Ta kreatura nie ma ciała. Może więc mówić prawdę, kiedy tego zechce.

                                       Lorenco: Wuju! Ty chyba postradałeś zmysły. Te zniewagi to prawda?

                                       Chomarro (ze łzami w oczach): Prawda, jestem kanalią!  Dopiero teraz to widzę.

                                       Langusto (szeptem do Lorenca): Nie gadaj z nim! Jego umysł jest chyba w mocy diabła!  

                                       Magus:  A teraz powtarzaj za mną (Książę powtarza za Magusem)

                                                  Ja dumny książę Mediolanu

                                                  Ze szlachetnego wielkich książąt klanu,

                                                  Klękam przed tobą do dywanu

                                                  I modlę się o deszcz twych łez po ranu!

                                     Chomarro (kończąc): To chyba jakoś nieskładnie! 

                                     Magus:  Tak tylko potrafisz, nieuku!  A po ranu znaczy - od samego rana!

                                     Lorenco (szeptem do Langusta): Oszalał, stary mafioso! 

                                     Chomarro:  Naucz mnie grać na tym , tym...na czym ty grasz...

                                     Magus:  Nie wypada ci panie, jeszcze jakiś sługa zobaczy!

                                     Chomarro: Kazałbym cię wybatożyć, a potem pasy darł, ale ostatnio stałem się religijny!  Czyż Pan nasz, Jezus Chrystus uczył, aby nie wybaczać.  Czy powiedział: "Nie wybaczajcie swoim winowajcom, jako i ja wam nie wybaczam"?

                                     Magus: Robisz postępy, stary eunuchu.

                                     Chomarro (porzucając chwilową pokorę): Zhańbiłeś mnie!  Nie daruję ci tego!

                                     Magus (ze śmiechem): A gdybym powiedział, ze jesteś durniem i nie masz rozumu, to uszłoby mi to płazem. Czy jesteś jak buhaj albo knur!

                                     Chomarro: Nie zdzierżę!

                                     Magus (unosząc się w górę poza zasięg miecza Księcia):  Fiu! Fiu! 

                                     Lorenco (opuszczając powoli komnatę):  Tu dzieją się jakieś niestworzone rzeczy, lepiej stąd uciekajmy!  Ale z godnością.  Zaplanowany odwrót nie jest jeszcze

ucieczką!

                                    Langusto (wychodząc): Tak. Jeszcze tu wrócimy!  I połamiemy żebra temu Chaldejczykowi!

                                                              

 

                                    Koniec sceny pierwszej, I Aktu naszej Tragedii