Kategorie: Wszystkie | "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę" | ...bez końca | 0 | 100O i jeden Rabinów | A Puszkina też zapuszkują? | A moze to tylko pomieszanie zmyslow | A nie lepiej być purystą? | Aaaaaaaaaaaaaa...aalfabeta | Ach, gdzież jest litość lub wspolczucia pozór? | Ach, gdzież jest litość lub współczucia pozór? | Adam Mic - Kiewicz | Adaś i Ewka | Aforystyka | Amerykański sen | Autopsychoterapia | Bez sensu to to! | Bez szaleństwa... | Bezmyślne okrucieństwo | Bezradność | Biedna Szymborska | Biedny Kapturek! | Bliźni miłości | Bliźniego miłość... | Blondyn | Blue Bossa | Bojaźń i drżenie | Bratnie dusze | Bruner, ty świnio! | Buddyzm w życiu codziennym | Bóg mi poskapił tej anielskiej miary... | Bóg mi poskąpił tej anielskiej miary... | Bójstwo samo | Caritas | Chiziofrenia | Choroba na śmierć | Chwila ułudy | Chwila wytchnienia | Chłodne upojenie | Cierpienia i radości | Cierpienie i radość | Cleen feed | Cnota niedoli | Co slina na język przyniosła | Co tam panie w polityce? | Co w niebie piszczy | Co ślina na język przyniosła? | Corrida | Coś dla duszy... | Coś tak wulgarnego | Cudotwórstwo | Czarna Perła Tao | Czarny tulipan skrzyżowany z czarna różą | Czarny tulipan skrzyżowany z czarną różą | Czary Mary | Czego nie przysięgał Hipokrates? | Człowiek nie jest rzeczą | Człowiek to brzmi dumnie, ale nie u mnie | Często chowa | Częstochowskie rymy | Deficyt aniołów | Delightful! | Demokratyczne wybory w Oczodołach | Diabłoterapia | Dla wszystkich i dla nikogo | Dnieje | Do samego siebie | Dodatek | Dowcipas dnia | Duma narodowa | Dusze drzew | Dyskretna mgiełka autoironii | Dzielność | Dziki kapitalizm | Dzisiejsza młodzież | Dzisiejsza młodzież nosi ładną odzież | Egzystencjalizm jest chumanizmem | Ekonomia zbawienia | Elegancja Francja | Elegijnie | English gentelman | English gentleman | Epicurus | Ewa tylko ziewa | Falochron | Female | Filozofia bez uczoności | Forever Loving Jah | Gadu, gadu | Gadu, gadu, trochę więcej jadu | Gal Anonim | Gaz dla pedałów | Gaz dla pedałów, młot dla sierpów | Gdy rozum śpi... | Gendarme | Genek, gienialny gieniusz | Geno Typ | Gorący uczynek | Grabarz | Grabarz nonsensu | Gry i zabawy literackie | Głupota przysłowiem narodów | Głębie i tajnie Podświadomego | HIstoria nauczycielką bicia | Herbatka zen | Homo economicus | Homo sapiens czy Homo politicus | Humor absurdalny | Humor nieco absurdalny | Humor, satyra, panie... | I rekiny w oceani mają zębów cały rząd | I rekiny w oceanie mają zębów cały rząd | Indie Wschodnie i Zachodnie | Industrial | Istnieje również wrodzony brak poczucia humoru | Ja tam bynajmniej nie wiem | Jak długo będę jeszcze żył? | Jak uprawiać agresywne dziennikarstwo? Poradnik dla początkujących | Jakże cżęsto powtarza się ta historia | Jakże trudno czasami coś sklecić! | Jan i Małgorzata | Jan z Czarnolasu | Jesienna muzyka | Jeszcze smutniej! | Jeździec Apokalipsy | Językologia | Kaczuszki mandarynki | Karawana idzie dalej | Katedra Adamowego Żebra | Kawa z Kafką | Każdemu według naszych chęci | Każdemu według potrzeb | Każdemu, o czym tylko zamarzy | Kiciuś Miciuś! | Kicuś Micuś! | Kiedy człowiek staje się bestią | Kiedy owce nie milczą | Kij w mrowisku | Kniaź Wiktor | Kochani ludożercy | Kolacja Pani Sowy | Kometa tylko głownia nie ta | Konkwista | Koryfeusz nauki, milośnik sztuki | Koty i inne zwierzęta | Koty, głupoty, palikoty | Kości rzucone są | Kość słoniowa | Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatni | Kto pisze teraz historię? | Kuchnia szamańska | Kwiatki Św. Franciszka | Kwiatostan śmierci | Kwitnienie kultury | Kwitnąca wiśnia | La colombina i ciche ukojenie | Lekarzu - lecz się sam! | Lenin wiecznie żywy | Leśmianiada | Lichwiarstwo polskie | Liryki i prztyki | Logika dziejów | Londyńska mgła niepamięci | Londyńskie przygody | Los ofiary | Los puka do moich drzwi | Lotosowy wpis | Ludzie ludziom... | Lunatyzm | Lęk społeczny | Made in Japan | Maligna | Marność nad marnościami | Marność nad marnościami. Rekoleksje Wielkopiątkowe | Marzenia senne | Marzeniologia stosowana | Maszkary i senne dziwadła | Maszkary i senne widziadła odbite w lustrze | Mała czarna z Kafką | Medycyna naturalna | Meine Liebe Augustin! | Melancholia | Melancholia stosowana | Memorabilia | Meszreiw | Meteo | Mgiełka autoironii | Mglisty dzień. Mgła | Mikołak | Mistrz i Małgorzatka | Mistycyzm lunarny | Mistyka i miłość | Mitologia osobista | Mitologia świata | Miłość | Miłość bliźniego | Miłość nie zawsze szczęśliwa | Miś Uszatek | Moc rytuałów | Monada nie ma okien | Mowa potoczna | Mowa ptaków | Mowa serca | Moze ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może ktoś się ucieszy? | Może ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może to trochę zbyt uszczypliwe | Musicology | Muza lekkich obyczjów | Muzyka przywraca ład serca | Myszoterapia dr Nezumi | Myśli prostego człowieka | Mądrość Natury | Mądrość jak z gazety | Mądrość narodów | Młot na faryzeuszy i hipokrytów | Męstwo bycia | Mówił sen do snu | NIe ma na świecie dwóch takich samych liści, ni kropel deszczu | Na jawie (lecz to, co niejawne pozstaje) | Na stos rzuciliśmy szcześcia los | Na stos rzuciliśmy szczęścia los | Na szczytach hipokryzji | Na zdrowie! | Nad piekną rzeką | Najokrutniejsze zwierzę | Najsłodsza tajemnica | Narastająca senność | Nic dzisiaj ciekawego nie napisałem | Nicość | Nie am dwóch takich samych liści, ni kropel wody | Nie bój się - najwyżej cię rozstrzelają! | Nie czas żałować burz, gdy płoną oczy | Nie czas żąłować burz, gdy płoną oczy | Nie każde szczere złoto jest szczerozłote | Nie ma na świecie dwóch takich samych liści ani kropel wody | Nie ma na świecie dwóćh atkich samych liści lub kropel deszczu | Nie ma takiego smutnego, co by na wesołe nie wyszło | Nie ma zazdrości bez miłości | Nie oddamy nawet guzika | Nie tylko dzielenie włosa na czworo | Nie wiem, ja w ogóle nie myślę | Nie zabijaj! | Nie zabijajcie drzew! | Nie zawsze urocza dzecinada | Niebiańskie szczyty głupoty | Niech pani będzie dzielna! | Niech zapłaczą na moim pogrzebie | Nieco drapieżny wpis | Niekoniecznie ptasi móżdżek | Nienawiść bliźniego | Nieosobiście | Nieprzesłane przesłanie | Niestworzone rzeczy | Nieszkodliwe głupotki | Niewczesna melancholia melomana | Niewczesne rozważania | Niewielka profanacja | Niewielkie przekłamanie | Niskolotnie | No No! Teatr No | No comments! | No no! | Nowa poezja lingwistyczna | Nędzne kabareciarstwo | O Leonardo, po cóż się tak trudzisz? | O dzieleniu włosa na czworo, czyli metodzie scholastycznej | O dzieleniu włosa na czworo, czyli o metodzie scholastycznej | Obciachy | Obscenia i parafrenalia | Obsesja dobrego biustu | Ojej! | Oko w oko z zębem mądrości | Okropieństwa | Okruchy odgrzebane z lawy | Okruchy życia wygrzebane zlawy | Okruchy życia wygrzebane z lawy | Okrutna losu ironia | Orientuj się na orient | Owczarek | Owczarki afgańskie | Owocożerni | PL jak piekło | PO PiS | POeci wszystkich krajów dzielcie się | Pan Tadeusz | Panie pośle, po chrześcijańsku panu wybaczam | Pańska satyra polityczna jest niegramatyczna | Pendant do pewnego przypisu | Perlikowski | Pewna elastyczność zasad | Pewne jak w banku | Piorunujący piorun! | Po owocach poznacie ich! | Po upadku | Pobożne życzenia | Podpatrywanie Natury | Podroby i inne podróbki | Pokolenie Kainowe | Pokorne ciele | Pokorne cielę | Pokusa | Polak potrafi | Polak potrafi! | Politolog i Politowska | Politycznie niepoprawne! | Polonica | Polonika rycerskie | Polucje i ablucje | Pomarańcze i mandarynki | Pomarznąć dobra rzecz | Pomarznąć dobra rzecz! | Pomoc psychologiczna | Poranna kawka z Kafką | Porąbane marzenia | Potężne i głębokie warstwy pierwotnego mitu | Powieść brukowa | Powszechna życzliwość | Powtórka z cynizmu | Poznaj samego siebie | Prawda | Prawda jest jedna i piękna, ale złożona | Prawda popłaca | Prawdziwa metropolia | Prawi i sprawiedliwi | Prawiezmartwychpowstanie | Prawiezmarwtychpowstanie | Prognoza pogody | Pruski smutek | Przecież cię zjem! | Przedagonalny polski agon | Przegląd sportowy | Przeinaczenia | Przez pychę do pokory | Przeżyjesz to, a pote już tylko grób | Przeżyjesz to, a potem już tylko grób! | Przminęło z wiatrem | Prztyczek | Psiapowiednia Majów | Psubrat | Pustka | Pytanie dość retoryczne | Raczej to nie będzie hit | Radosne gonitwy śnieżnych tygrysów | Radość wędrowania | Rejterada Rejtana | Religie nauczą cie pokory | Res Sacra Pecunia | Romans z pop kulturą | Roots, Rock, Reggae | Rozkosze reinkarnacji | Rozmowa nie na telefon | Rozpacz | Rozpacz na wieki wieków | Rozpacz, która podpełza pod gardło | Ruch i świeże powietrze... | Rybołówstwo cudzołożnika | Rycerz pokalany | Samokrytyka | Samotność egzystencjalna | Sekrety pewnego domu handlowego | Seraphic Flames and Heavenly Love | Siedź na dupie i potakuj! | Somatyka | Somatyka logiczna | Spełniona przepowiednia | Spleśniały ser | Sponsorem tej opowieści jest wydawnictwo Błękitny Wieloryb | Sport to zdrowie | Spowiedź morskiego wilka | Stary Sącz i Nowy Sącz | Stary mafioso | Stołeczne stołki | Stratyfikacja społeczna | Suma sumarum | Sumienie rachunku | Sweet Music and Poetry | Sygnały podprogowe | Szalchetne zdrowie | Szczęśliwa pomyłka | Szekspir do żadnej nie należy epoki | Szkarady | Szlachetna gravitas | Szlachetne zdrowie | Słodycze grafomanii | Słówka | Słówko do słówka, a uzbiera się sówka | Tadeusz Bój Jeleński | Taia chińska podróbka | Takie będą rzeczpospolite jakie tego blogu chowanie | Takie tam, pierdoły | Talking Heads | Tania chińska podróbka | Tatiana | Teorie świata nauki | Terapeutyczie | Terapeutycznie | Thames | The Doors. Uchylone drzwi | The Lion cub | The fruit of beauty and despair | To na pewno nie Lec | To nie żadna filozofia | Tragiczne pożegnania | Transformacja duchowa | Trudna sztuka dialogu | Trudno czasmi coś sklecić | Trzylogia | Trója z polskiego | Twarda rzeczywistość | Ty mi tutaj nie filozuj | Tygrysologia stosowana | Tysiac i jeden ptaków | Tysiąc i jeden kotów | Tysiąc i jeden ptaków | Tysiąc różowych kroliczków | Tęsknica | Tęsknota duchowa | Ubekistan | Ucone księgi | Uczeni ludożercy | Uderzenia losu | Uduchowienie | Umrzeć z miłości | Upadek Pierwszego Człowieka | Uroczy wegetarianin | Uszczelnienie systemu podatkowego | Utrata uzębienia | W czym mogę panu pomóc? | Wciąz powtarza się ta sama historia | Wciąż powtarza się ta sama historia | Wdzieczna muzyka przywraca ład serca | Wesola grafomania z morałem | Wiecej broi dla szaleńców w Teksasie | Wieczne powroty | Wiedza radosna | Wielka wygrana | Wielomówstwo, czyli plaga opowiadania | Wierzba płacząca | Wiosny i jesienie | Witch | Więcej broni dla szaleńców w Teksasie | Wojna totalna | Wpis o kształcie piramidy | Wprowadzenie do kruczków prawnych | Wrzucam wszystko do kosza | Wrzątek | Wspomneinei pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Współczesny filister | Wszystkie rybki | Wszystko na A | Wszystko na sprzedarz | Wszystko na sprzedaż | Wygrana | Węzłowato | Wólka Węglowa | Xin Lu, typowa brunetka o granatowych oczach | Z Nietzschego nic nie powstaje | Z księgi wulgaryzmów | Z rupieciarni myśli | Zaczarowany świat zen | Zanim mnie wrzucą do dołu | Zapowiedź Apokalipsy | Zaraz wracam! | Zasada domniemanej winy | Zaskroniec | Zastał Polskę drewnianą... | Zatrzaśnięte drzwi | Zbaw mie Buddo Amido | Zbaw mnie, Buddo Amido | Zdrowy egoizm | Zegar dziejów | Zestrzelenie księżyca | Zginął z rąk słabej kobiety | Zima się nas nie ima | Zjawiskowe | Znak jaskółki | Zrozumieć wartość tego, co nieużyteczne | Zuch zawsze ochoczy! | Zwierzęta pod postacią ludzi | Zwyciestwo konsumpcjonizmu | Ząb mądrości | ie zabijajcie drzew! | ieosobiście | kosmos | Łagodne prawo, ale prawo | Łagodność tygrysa | Śmiechotki, chichotki | Śmiertelna powaga | Śmierć | Światełko w mroku | Świętość, wziętość, nadętość | Życie jest tragiczne | Życie samo | Życzliwe spojrzenia na całość ogródka | Żyć, nie umierać
RSS

Mowa potoczna

sobota, 03 sierpnia 2013

                                                      "Wczoraj wieczorem znów tańczyłeś tylko z nią,

                                                      Widziałem jak ukradkiem jej tuliłeś dłoń,

                                                      Lecz kiedy grają tango i jesteś przy mnie blisko,

                                                      Uwierzę znów we wszystko - uwierzę w każde z kłamstw!"

                                                     

                                     -  Zgaś już to radio!  - zawołała matka.

                                     -  Przecież ją lubisz. To Anna German! - powiedział Janusz.

                                     -  Ale nie o tej porze!  Jest już dziewiąta, nie będziemy zakłócali spokoju sąsiadom.  Poza tym oglądam Sopot.

           Janusz schował się do swego pokoju i przypomniał sobie, że jest dzieckiem autystycznym.  Może ma więc niejakie prawo jeszcze czegoś posłuchać.  Przełączył na inna falę. Leciała monumentalna Cziaczciona (tak mówił speaker) Jana Sebastiana Bacha.  Grała Wanda Wiłkomirska.

                                    -  Wyłącz już wreszcie tą drewnianą piłę!  - darła się mama - Uszy puchną!  Lepiej byś tu posłuchał - śpiewa Denis Russos.  

           Dziecko rzadko kiedy odmawia swojej matce i Janusz poszedł słuchać Roussosa. 

                                    -  Wzruszające!  - powiedziała mama.

                                    -  I ma głos piękny - dodał Janusz.

           "A teraz zaśpiewa dla Państwa duma Hiszpanii blond Conchita Bautistaaaaa!" - darł się prezenter.

                                    -  Chyba Jebałtista - zażartował chłopiec.

                                    -  Ty, to jak coś powiesz!  - obruszyła się mama. 

           Siedzieli tak do jedenastej, ale w końcu chłopiec nie wytrzymał i poszedł spać.  Nie miał już siły czekać na "Opowieści niesamowite".  Otworzył okno, stanął na parapecie i wyskoczył.                             

poniedziałek, 29 lipca 2013

         Połączę teraz słonia z fenomenologią w jeden wpis.  Pan Kaligula w tak doskonały podobno sposób potrafił imitować mój styl (czy raczej brak wszelkiego stylu), że Pan Robin, nie zauważając, że Pan Kaligula wyszydza mnie nieustannie, strasząc od czasu do czasu i zarzuca mi deprawację czytelników oraz pragnie, jak sam to zadeklarował, zniechęcić mnie do pisania w internecie, utożsamił mnie z nim...A ja, niestety, utożsamiłem Pana Robina z Panem Kaligulą.  Pan Robin łagodniej jednak ocenia moją twórczość, uznając ją za grafomanię megalomana, a może nawet "czubka", który nie potrafi uważnie czytać innych (wpisów Kaliguli).  Przyznaję, że cieszę się, że w ten sposób wszystko się wyjaśniło - łącznie z podejrzeniami Pana Kaliguli, że realne, komentujące moje wpisy osoby - to ja sam...

        Obaj moi mili goście zauważyli też zgodnie, że powinienem pisać co najwyżej wspominki, czy jakiś dziennik (tak jakby blog nim nie był).  Wspólne dla obu autorów są też przejrzyste aluzje do niedawnej obecności mojego blogu w TOP 1000 (ostatnio na pozycji 845 bodajże). Nie bez satysfakcji więc dodam, że mój blog w tym tygodniu tam się nie zmieścił.  A zatem nie trzeba się obawiać, że jestem Poetą Czubkiem na Czubku (jak to uprzejmie sugerował Pan Robin).  Panu Robinowi bardzo podobała się ksywa Kaligulamikrus1, co było jedną z najważniejszych rzeczy, jakie miał do zakomunikowania wchodząc na mój nieszczęsny blog, na którym, jak powiedział po jego przypadkowym zdewastowaniu, wolno mi przecież pisać i czuć się jak u siebie w domu.  Pan Kaligula napisał, że blog mój odwiedzają osoby niewrażliwe lub kompletnie niepoważne, a Pan Robin już na wstępie zakomunikował, że odwiedzają go widocznie osoby lubiące pić piwo i oglądać pornosy, skoro tak mało jest na nim komentarzy (ledwie 900, włącznie z odpowiedziami autora).  W decydującym momencie okazało się jednak, że obaj Panowie są bardzo poważnymi osobami...

         To najkrótszy opis tego, co się na moim blogu opanowanym ostatnio przez komentarze Pana Kaliguli działo.  Trudno jest, jak widać, żyć w wirtualnym świecie i nie dać się zwariować.  Ale w świecie rzeczywistym bywa, niestety podobnie... 

poniedziałek, 03 czerwca 2013

             Namiastka to niewielka miejscowość w Europie Wschodniej.  Jest tam rynek, kościół i siedziba jakiejś fundacji.  Znajomy namówił mnie na wyjazd, bo są tam również dziewczyny i można znaleźć namiastkę szczęścia. 

             - Jak cię zapyta, dlaczego chcesz się zatrzymać akurat w domu jej matki, to powiedz, że jesteś filmowcem i że chciałeś sobie w sadku narwać czereśni.  

             - Ale ja nic nie wiem o filmie.  A jak są tylko śliwki? 

             - Nie musisz!  Rób tylko dobre wrażenie, a resztę zmyślaj.  I pamiętaj - nie może mieć ojca, a jak już to gdzieś zagranicą, albo takiego, którego ścigają za alimenty. Powiesz, że jesteś z miasta i nie rozróżniasz, ale masz ochotę skosztować tych czereśni, czy tam śliwek. I zapytaj przy okazji o kiosk, bo musisz jeszcze coś kupić. 

             - A jak nie ma kiosku?  Albo spyta - co?

             - Tym lepiej!  Powiesz - papierosy, prezerwatywy...

             - Ale ja nie mam nawet samochodu -

             - Dlatego pojedziemy tam razem.  Z kolegą zawsze lepiej biorą.

             - No to ty wszystko powiedz.

             - No dobra!  Zapytam, czy nie ma jakiejś koleżanki, bo koledze ruchać się chce...

             I tak jedziemy do Namiastki.  Ale kolega jakoś ciągle się zatrzymuje i poznaje po drodze jakieś nowe panienki, a ja nic!  Nieśmiały jestem.

             - No i kilka lasek sobie przyruchałem - mówi nagle i gwałtownie hamuje z piskiem opon. 

             - Chyba nigdy nie dojedziemy do tej Namiastki - mówię.

             - Nie biadol!  Jesteśmy w Namiastce.  Widzisz tę świnię w białej koszulce - uderz do niej! 

             - A ty byś nie mógł? - pytam - Ja wolę blondynki.

             - Wiesz co, czy ty jesteś facet?  Pokaż, że masz jaja!

             Wychodzę więc i mówię:

             - Cześć!  Pewnie nie zawierasz znajomości na ulicy? 

             - Absolutnie!

             - A może chciałabyś poznać mojego kolegę. Robi w filmie! 

             - I też tak wygląda?

             - Nie.  Jest przystojny i wiele może.

             - Wiesz, gdzie go mam?

             - No, chyba jeszcze na to za prędko - zauważyłem trzeźwo.

             - Wolę ciebie.  Odprowadź mnie trochę do chałupy.  Tylko, jak wejdziemy, uważaj, bo mam złego brata i psa. 

             "A ojca?..." - chciałem już zapytać - To może ja już pójdę - zaproponowałem jednak.

             - Nie, nie, kochany!  Wyglądasz na nieśmiałego.  Nie puszczę cię! 

             - A brat?

             - Schlał się i śpi. 

             - A pies?

             - Nażarł się i śpi.

             - A co tam u ciebie będziemy robili?  - próbowałem jakoś zbić ją z tropu.

             - Ciekawość to pierwszy stopień do piekła - powiedziała dziewczyna. 

             - A jest tu jakiś kiosk? - zapytałem.  Z przerażeniem zauważyłem, że odeszliśmy już niebezpiecznie daleko od audi mojego kolegi.

             - A co, zapomniałeś czegoś?

             - No...wiesz!

             - Ale z ciebie okaz!  I pewnie nie umiesz nawet nakładać kondona.  Nie bój się!  Ja ci go nałożę bez pomocy rąk.

             - Zręczna jesteś.  Trochę jak automat do wydawania kawy -  zauważyłem bezczelnie.  

             - Ale najpierw musisz porozmawiać z moją mamusią -

             Kiedy otwierała furtkę, serce podchodziło mi pod gardło.  Ale było całkiem przyjemnie, kulturalnie.  Grał telewizor, a mama mojej brunetki usiadła obok mnie i pokazała mi album ze zdjęciami z wizyty Jana Pawła II.  Na jednym z nich były obie z córką.  Piliśmy słodką nalewkę z wiśni. W telewizji szedł właśnie reportaż o lotnikach z Dęblina, nazywanych Polskimi Orłami.

             - To Ojciec Święty - powiedziała matka - A ty Waldek jak często chodzisz do kościoła? 

             - Co przez tydzień - skłamałem.

             - A jak się Maniek obudzi? - spytała nagle moja dziewczyna.

             - To się go pierdzielnie w łeb - rzekła gospodyni - Masz jakąś pracę?

             - Robię w filmie - skłamałem po raz drugi.

             - Rozumiem - przynieś, wynieś, pozmiataj? 

             - Nie, jestem reżyserem -

             - Nie wyglądasz na reżysera - powiedziała mamusia - Ale chcesz sponsorować moją Elkę?

             - Sponsorować? - spytałem zdumiony.  Kolega mówił mi, że tu dają za darmo, jak tylko zobaczą, że ktoś z miasta.  Byłem z lekka zakłopotany.  "A może ma syfa albo hifa?" - przyszło mi nawet na myśl. 

             - Gdzie mieszkasz?

             - W Warszawie, na Jasnej.  Zaraz obok jest bank - powiedziałem.

             - Ale w samej Warszawie? - spytała matka.  

             - Tak.  Na przeciwko "Domu Chłopa".

             - A często jeździsz na roboty do Rzeszy?

             - Jak tylko nie kręcę...Średnio dwa razy w miesiącu. Kasy mam jak lodu - skłamałem już po raz nie wiadomo który.  A kiedy chciałem schwycić Elkę za kolano z przerażeniem poczułem pod stołem ciepły oddech wilczura.  Sytuacja stawała się krańcowo niebezpieczna.  Za chwilę obudzi się Maniek. 

             - Coś pierdzielisz! - skonstatowała matka - Ela, może jednak obudź Mańka, bo czuję, że mnie coś wnerwia.

             - Przepraszam, czy mógłbym skorzystać z toalety? - zapytałem ciężko już przestraszony.

             - Mamo, przestań!   Nie wtrącaj się!  Mam ochotę go przelecieć.  Nigdy nie widziałam takiej fujary.  Chłopak nawet bajerować nie potrafi.  To pewnie jakiś profesor, albo książki pisze.  Na pewno ma dużego wacka.  Normalnie dostałam chcicy! 

             - Ela, wiesz co robisz!  Ale jak mi później będziesz narzekać, że urobiłaś sobie ręce po łokcie, to ci łeb ukręcę, ty gadzie!

             - A może mamusia by chciała spróbować? - spytała Ela. 

             - To może ja przyjdę jutro - próbowałem jeszcze jakoś ratować sytuację.

             - Czniam to!  - powiedziała matka - Dla mnie on jest za chudy w uszach i jakiś homo niepewny.  Może to jakiś hart na flety?  

             - Mamo, już teraz się tak nie mówi.  W którym ty żyjesz wieku - to średniowiecze!  - zgorszyła się Ela - Nie słyszałaś takiego słowa gej? 

               Jesteś gejem? 

             - Ja...gejem...nie - powiedziałem spoglądając na Elkę błagalnie.   

             - To może bawisz się ptaszkiem?  - spytała rodzicielka.

             - Lubię...

             - To ci zrobi.  Było tak od razu mówić!  Niepotrzebnie się napaliła - i mama Eli schwyciła mnie za dłoń, a potem wbiła ją w swoją pierś, jak w tort  - Jestem lepsza od niej.  Chcesz się przekonać? 

             Chciałem coś odpowiedzieć, ale właśnie pies szykował się do skoku, a w sąsiednim pokoju zaskrzypiały drzwi. 

             - Chryste!  To Maniek! - zawołała mamusia.

             - Niech pan nas broni, panie Waldemarze - prosiła Ela.

             - Co tu KURWA? - spytał na razie grzecznie Maniek. 

             - Ja nic...ja tylko tak...spotkałem na ulicy Elę... - próbowałem go jakoś zagadać.

             W odpowiedzi Mańkowi odbiło się bardzo głośno, pociągnął więc z flaszki i rzekł spokojnie. 

             - Chcesz zerżnąć Elę?  Masz rację.  Jest na czym pohulać!  Ona jest lepsza kurwa, jak ja złodziej. 

             - Chyba nie, Ela...Ale, zgadzam się - powiedziałem, nie wiedząc już co mam powiedzieć.

             Na to Maniek zrobił rzeczywiście straszliwą minę brata stającego w obronie honoru siostry, zacisnął usta i wpił we mnie swe wąskie jak szparki, czarne oczy.  Przeżyłem chwilą autentycznej grozy. 

             - Te, pożycz mi dwie dychy na flaszkę, albo lepiej dawaj ten portfel - rzekł nagle obejmując mnie i penetrując obleśną łapą kieszeń moich spodni.

             - Najlepiej niech pan nie reaguje, Panie Waldemarze, bo Maniek może się zdenerwować - zauważyła Ela.

             I nie wiem, jak by się skończyła ta historia, gdyby nie przytomność mojego kolegi.

             - Otwierać, POLICJA! - wrzeszczał niskim głosem, dobijając się do drzwi - Mam was wszystkich rozpier...

             - Dolyć?  - spytała otwierając mamusia - I nie wymachuj tak tym pizdolecikiem fajfusie.  

             - Waldemar K. jest pan zatrzymany pod zarzutem ginekomastii, paragraf 21, 218b. - powiedział kolega i pociągnął mnie za sobą ku drzwiom. 

             "Ach, po co człowiekowi te wszystkie namiastki - pomyślałem - Przecież tak naprawdę liczy się tylko miłość.  Szkoda, że Arek mnie do tego namówił.  Ale ta Ela nawet mi się podobała - miała dobrej jakości włosy i paznokcie, namiętne i lekko nabrzmiałe usta, głądką skórę, nogi na czwórkę i moje ulubione fetysze - czarną spódniczkę i rajstopki, a może...różową spódniczkę i beżowe szpileczki.  Sam już z tego wszystkiego nie pamiętam..."

             - No i jak?  Kurwa kurwie łba nie urwie? - spytał kolega włączając przedni bieg.

             - No tak - odpowiedziałem trochę bezradnie.

             - A wiesz dlaczego?

             - Nie wiem -

             - Bo go nie ma!  - zarechotał Arek. 

 

czwartek, 21 marca 2013

          Jestem wstrząśnięty tekstem zatytułowanym "Harfistka i hazardzista", opisującym rzeczywiste zdarzenie - brutalne zabójstwa w filharmonii sprzed kilku dni i podobnie, jak komentujący ów tekst czytelnicy, zdumiony tym, że przyjeżdżającej na koncert młodziutkiej harfistce nie zapewniono bezpieczeństwa i że w instytucji tej nikt wcześniej nie reagował na raczej patologiczne zachowania pracownika.  

          Jednak powodem, dla którego zdecydowałem się o tym napisać jest nadany przez autora relacji z tego tragicznego zdarzenia tytuł.  Ma on literacki charakter - tak jakby nie chodziło o   r e a l n e  zdarzenie, lecz o sensacyjną historyjkę, podobną do tych, o jakich sam czasami piszę na tym blogu.  Tytuł sugeruje też związek, jaki miałby zachodzić między tymi osobami - zabójcą i jego przypadkową ofiarą, podczas gdy cała potworność tego morderstwa polega na tym, że morderca swej ofiary nie znał.  Dlatego uważam go za wielce niefortunny i zastanawiam się nad tym, czy to przypadek, czy po prostu brak jakiejkolwiek ludzkiej refleksji skłonił autora do tego, aby z tragedii zrobić sensację.  Gdyby chociaż upłynęło trochę czasu i realne kontury tego, co się wydarzyło, uległy zatarciu. Przecież zamordowana, podobnie jak brutalnie zmasakrowany "ochroniarz", miała rodzinę, a sam autor wspomina o tym, jak cieszyła się z zaproszenia na swój występ.    

         Istnieje granica między tym, co fikcyjne, a tym, co realne, a także granica między tym, co w dziennikarskiej relacji ludzkie i obliczone na efekt.  Granic tych nie należy, w moim poczuciu, przekraczać.    

          

niedziela, 10 lutego 2013

                                                            Nowa miotła, bo wymiata,

                                                            Lecz kto tą miotłą zamiata?

                                                            I idzie mu nie najgorzej

                                                            Stary człowiek, co wiele może!

 

                                                            I rzekłbyś narodu tata,

                                                            Pod dywan wszystko zamiata

                                                            I patrząc swojej kiesy

                                                            Rozwija interesy.

 

                                                            Tego skarci, tamtego przestawi,

                                                            Lecz doli swojej już nie poprawi.

                                                            Bo rzecz to przecież główna,

                                                            Że nie zamieciesz gówna.

                                                            

piątek, 25 stycznia 2013

                                                       Gdy siedzisz jak mysz pod miotłą,

                                                       To znaczy siedzisz cicho,

                                                       Nie znaczy to, że cię nie wymiotą,

                                                       Gdy tego zechce Licho!

                                                      

                                                       I chociaż nie jestem choleryk,

                                                       Mógłbym napisać limeryk!

                                                       Lecz Bóg mi poskąpił talentu,

                                                       Nie skoczę do odmętu.

 

                                                      I w niebo nie pofrunę,

                                                      Na błękitną lagunę...

                                                      Ja jestem człek nieucony,

                                                      Spokojny i niespocony.

 

                                                      Nie szukam w niebie dziury,

                                                      Niech nadal płyną tam chmury.

                                                      Kochają mnie bogowie.

                                                      Dlaczego? Sam sobie odpowiedz...  

                                                    

                                                     

poniedziałek, 14 stycznia 2013

            Mitsuko czuła się całkiem dobrze i kiedy jedząc ze mną liznęła trochę jogurtu, weszła pod malutki stolik, który stoi obok mojego łóżka i zaczęła wylizywać swoje futerko.   Włączyłem jakąś muzykę i niemal od razu zmorzył mnie sen.  Kiedy się obudziłem Mitsuko leżała na mnie rozciągnięta na całą długość.  Była miękka i bardzo sexy.  Co potem było - nie pamiętam!  Pewnie straciłem głowę.  W końcu jestem zakochany. 

            Sen w ciągu dnia nie ma zbyt wielkiej wartości, jednak spełnia funkcje ogrzewcze, co ma pewne znaczenie w moim niedogrzanym pokoju.  Podniosłem się jakoś z tego snu i rozmarzenia, i wyszedłem zaczerpnąć świeżego powietrza.  

            Na stacji metra zobaczyłem policjantów przyglądających się bezradnie siedzącemu na ławce łysemu mężczyźnie, którego czaszka nabiegła krwią.   Sanitariuszka szukała w torbie jakiegoś opatrunku.  Świadkowie zdarzenia stali obok.   Wszyscy czekali na przyjazd lekarza.  Mężczyzna wyglądał na bezdomnego. Siedział z lekko opuszczoną głową, jakby nie wiedział, co się stało i jakby jednocześnie dźwigał ciężar swej melancholii.

            Poczułem się tym widokiem trochę skaleczony.  Przecież i mnie jeszcze niedawno mogła grozić bezdomność.  Nie chcę już nawet myśleć, co wtedy stałoby się z Mitsuko.  Ponieważ jest wyjątkowo pięknym kotem (proszę zrozumieć zakochanego), pewnie trafiłaby w dobre ręce!  Czy to nie straszne - moja Mitsuko w dobrych rękach?   Na szczęście trochę się śpieszyłem...Prawie wpadłem na Ishiwarę.

            - No i jak tam?  No i co tam? - zapytał Ishiwara.

            Chciałem mu już opowiedzieć o tym wypadku, ale on pogładził prawą dłonią swój kok i jasne było, że czeka na jakiś komplement.

            - Jak zwykle wspaniale wyglądasz.  Wcale nie dziwię się, że jesteś zadowolony.  Gdyby mnie się tak układało, też byłbym zadowolony. Ale to trzeba umieć.  Nie każdy jest tak zdolny, jak ty - zapiszczałem.    

            - Zdolny, zdolny...Nie o to chodzi.  Trzeba mieć to "coś", a wtedy wszyscy będą cię podziwiać.  Nie od razu cieszyłem się podobną charyzmą.  A tobie radzę zacząć od najprostszych ćwiczeń.  Masz broń?  Nie ważne!  Nawet jeśli nie masz, weź cokolwiek, ołówek, linijkę i udawaj, że jesteś uzbrojony...Wyobraź sobie, że masz w torbie, albo w kieszeni od kurtki kałacha.        

            - A nie może być coś mniejszego? 

            - Nie!  To musi być kałach. Inaczej cię sterroryzują.  

            - Ale ja i tak nie umiem strzelać - powiedziałem.

            - Nie ważne, umiesz, czy nie umiesz, na tym właśnie polega charyzma.  I nie możesz być sam.  Pamiętaj, bo to czasami można przeoczyć.  Twoi ludzie muszą być wszędzie.  Kilka metrów przed tobą, kilka za tobą, z boku.

            - Ale przecież ty chodzisz sam -

            - Nie o to chodzi.  I tak wszyscy wiedzą, że nie jestem sam.   Dlatego nikt nie kopie mnie po jajach. 

            - Ja mam tylko kota.  Mam go prowadzać na spacer na lince? Teraz są zaspy.  To bardzo niewygodne.

            - Na pewno lepszy byłby rotwailer albo pitbull.  Ale nigdy nie wychodź z domu bez obstawy. Masz komórkę? 

            - Przecież do ciebie dzwonię. 

            - Na mnie nie możesz za bardzo liczyć, ale możesz się ode mnie uczyć.  Pamiętaj - jesteś ważnym gościem i nikt nie może ci podskoczyć.  Musisz tylko cały czas się uśmiechać.  Ludzie nie lubią widoku smutnych i zagniewanych twarzy.  Wkurwia cię coś?  Umierasz?  Keep smiling!  

            - Ale wiesz, że ja się do tego nie nadaję.  Wolę żyć niż stwarzać pozory -

            - Widzisz!  Znowu unosisz się dumą.  Wszyscy tak robią.  Ale nie przesadzaj!  Jesteś świetny...

            - Ja? - zapytałem

            - Oczywiście.  Twój obóz wyglądał na opuszczony i kompletnie nieprzygotowany, twoi ludzie w rozsypce - jedni śpią, inni padli wyczerpani z głodu, albo flirtują z dziewczynami.  Doskonała okazja do ataku.  I zarazem doskonała zasadzka!   Czytałeś Sun Tzu?

            - Ale ja nie zastawiałem żadnych zasadzek.  To wbrew mojej naturze.  

            - Oczywiście, że nie!   Wiem, że nie jesteś do tego zdolny.  Do tego trzeba mieć charyzmę.  Niemniej twoi wrogowie ponieśli ciężkie straty, z których już nigdy się nie podniosą.

            - Chyba tylko moralne - starłem się zaznaczyć swój sceptycyzm.

            - Odsłonili swą twarz i pokazali, kim są.  

            - To lecisz już, Ishiwara?  - zapytałem nieprzekonany.

            - Tak.  Ale najbardziej mnie ujęła twoja wspaniałomyślność. Powstrzymałeś swe wojska i nie dopuściłeś do rzezi.  

            - Nie zawsze wiem, o czym mówisz.  Przecież ja nie mam wrogów.

            - Ty - nie masz.  Ale gdybyś miał charyzmę jak ja, to miałbyś ich.  Na wszystko jednak trzeba zapracować.  Ja ci tylko pokazałem, na hipotetycznym przykładzie, jakie pospolite błędy popełniają.  Twoi ludzie są wszędzie.  Ale nie ma takiej siły, która dorównywałaby twojej - jesteś dobrym człowiekiem, Nezumi i dlatego nigdy nie będziesz miał charyzmy.  A z gangsterami lepiej nie zaczynać!  Jakuza jest wszędzie.  Takie jest życie i trzeba się z tym pogodzić. Ale tobie wystarczy, że w sposób instynktowny poszukujesz w życiu tego, co dobre.  A kto urodził się pod taką szczęśliwą gwiazdą, ma dobrą karmę!   To na razie!

            Pobłądziłem trochę w zaspach i wróciłem do domu.  Usiadłem przy moim laptopie, a tu kot ciężko oddycha.  Spał przez cały czas, nieświadomy tego, co zdarzyło się na stacji metra.