Kategorie: Wszystkie | "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę" | ...bez końca | 0 | 100O i jeden Rabinów | A Puszkina też zapuszkują? | A moze to tylko pomieszanie zmyslow | A nie lepiej być purystą? | Aaaaaaaaaaaaaa...aalfabeta | Ach, gdzież jest litość lub wspolczucia pozór? | Ach, gdzież jest litość lub współczucia pozór? | Adam Mic - Kiewicz | Adaś i Ewka | Aforystyka | Amerykański sen | Autopsychoterapia | Bez sensu to to! | Bez szaleństwa... | Bezmyślne okrucieństwo | Bezradność | Biedna Szymborska | Biedny Kapturek! | Bliźni miłości | Bliźniego miłość... | Blondyn | Blue Bossa | Bojaźń i drżenie | Bratnie dusze | Bruner, ty świnio! | Buddyzm w życiu codziennym | Bóg mi poskapił tej anielskiej miary... | Bóg mi poskąpił tej anielskiej miary... | Bójstwo samo | Caritas | Chiziofrenia | Choroba na śmierć | Chwila ułudy | Chwila wytchnienia | Chłodne upojenie | Cierpienia i radości | Cierpienie i radość | Cleen feed | Cnota niedoli | Co slina na język przyniosła | Co tam panie w polityce? | Co w niebie piszczy | Co ślina na język przyniosła? | Corrida | Coś dla duszy... | Coś tak wulgarnego | Cudotwórstwo | Czarna Perła Tao | Czarny tulipan skrzyżowany z czarna różą | Czarny tulipan skrzyżowany z czarną różą | Czary Mary | Czego nie przysięgał Hipokrates? | Człowiek nie jest rzeczą | Człowiek to brzmi dumnie, ale nie u mnie | Często chowa | Częstochowskie rymy | Deficyt aniołów | Delightful! | Demokratyczne wybory w Oczodołach | Diabłoterapia | Dla wszystkich i dla nikogo | Dnieje | Do samego siebie | Dodatek | Dowcipas dnia | Duma narodowa | Dusze drzew | Dyskretna mgiełka autoironii | Dzielność | Dziki kapitalizm | Dzisiejsza młodzież | Dzisiejsza młodzież nosi ładną odzież | Egzystencjalizm jest chumanizmem | Ekonomia zbawienia | Elegancja Francja | Elegijnie | English gentelman | English gentleman | Epicurus | Ewa tylko ziewa | Falochron | Female | Filozofia bez uczoności | Forever Loving Jah | Gadu, gadu | Gadu, gadu, trochę więcej jadu | Gal Anonim | Gaz dla pedałów | Gaz dla pedałów, młot dla sierpów | Gdy rozum śpi... | Gendarme | Genek, gienialny gieniusz | Geno Typ | Gorący uczynek | Grabarz | Grabarz nonsensu | Gry i zabawy literackie | Głupota przysłowiem narodów | Głębie i tajnie Podświadomego | HIstoria nauczycielką bicia | Herbatka zen | Homo economicus | Homo sapiens czy Homo politicus | Humor absurdalny | Humor nieco absurdalny | Humor, satyra, panie... | I rekiny w oceani mają zębów cały rząd | I rekiny w oceanie mają zębów cały rząd | Indie Wschodnie i Zachodnie | Industrial | Istnieje również wrodzony brak poczucia humoru | Ja tam bynajmniej nie wiem | Jak długo będę jeszcze żył? | Jak uprawiać agresywne dziennikarstwo? Poradnik dla początkujących | Jakże cżęsto powtarza się ta historia | Jakże trudno czasami coś sklecić! | Jan i Małgorzata | Jan z Czarnolasu | Jesienna muzyka | Jeszcze smutniej! | Jeździec Apokalipsy | Językologia | Kaczuszki mandarynki | Karawana idzie dalej | Katedra Adamowego Żebra | Kawa z Kafką | Każdemu według naszych chęci | Każdemu według potrzeb | Każdemu, o czym tylko zamarzy | Kiciuś Miciuś! | Kicuś Micuś! | Kiedy człowiek staje się bestią | Kiedy owce nie milczą | Kij w mrowisku | Kniaź Wiktor | Kochani ludożercy | Kolacja Pani Sowy | Kometa tylko głownia nie ta | Konkwista | Koryfeusz nauki, milośnik sztuki | Koty i inne zwierzęta | Koty, głupoty, palikoty | Kości rzucone są | Kość słoniowa | Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatni | Kto pisze teraz historię? | Kuchnia szamańska | Kwiatki Św. Franciszka | Kwiatostan śmierci | Kwitnienie kultury | Kwitnąca wiśnia | La colombina i ciche ukojenie | Lekarzu - lecz się sam! | Lenin wiecznie żywy | Leśmianiada | Lichwiarstwo polskie | Liryki i prztyki | Logika dziejów | Londyńska mgła niepamięci | Londyńskie przygody | Los ofiary | Los puka do moich drzwi | Lotosowy wpis | Ludzie ludziom... | Lunatyzm | Lęk społeczny | Made in Japan | Maligna | Marność nad marnościami | Marność nad marnościami. Rekoleksje Wielkopiątkowe | Marzenia senne | Marzeniologia stosowana | Maszkary i senne dziwadła | Maszkary i senne widziadła odbite w lustrze | Mała czarna z Kafką | Medycyna naturalna | Meine Liebe Augustin! | Melancholia | Melancholia stosowana | Memorabilia | Meszreiw | Meteo | Mgiełka autoironii | Mglisty dzień. Mgła | Mikołak | Mistrz i Małgorzatka | Mistycyzm lunarny | Mistyka i miłość | Mitologia osobista | Mitologia świata | Miłość | Miłość bliźniego | Miłość nie zawsze szczęśliwa | Miś Uszatek | Moc rytuałów | Monada nie ma okien | Mowa potoczna | Mowa ptaków | Mowa serca | Moze ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może ktoś się ucieszy? | Może ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może to trochę zbyt uszczypliwe | Musicology | Muza lekkich obyczjów | Muzyka przywraca ład serca | Myszoterapia dr Nezumi | Myśli prostego człowieka | Mądrość Natury | Mądrość jak z gazety | Mądrość narodów | Młot na faryzeuszy i hipokrytów | Męstwo bycia | Mówił sen do snu | NIe ma na świecie dwóch takich samych liści, ni kropel deszczu | Na jawie (lecz to, co niejawne pozstaje) | Na stos rzuciliśmy szcześcia los | Na stos rzuciliśmy szczęścia los | Na szczytach hipokryzji | Na zdrowie! | Nad piekną rzeką | Najokrutniejsze zwierzę | Najsłodsza tajemnica | Narastająca senność | Nic dzisiaj ciekawego nie napisałem | Nicość | Nie am dwóch takich samych liści, ni kropel wody | Nie bój się - najwyżej cię rozstrzelają! | Nie czas żałować burz, gdy płoną oczy | Nie czas żąłować burz, gdy płoną oczy | Nie każde szczere złoto jest szczerozłote | Nie ma na świecie dwóch takich samych liści ani kropel wody | Nie ma na świecie dwóćh atkich samych liści lub kropel deszczu | Nie ma takiego smutnego, co by na wesołe nie wyszło | Nie ma zazdrości bez miłości | Nie oddamy nawet guzika | Nie tylko dzielenie włosa na czworo | Nie wiem, ja w ogóle nie myślę | Nie zabijaj! | Nie zabijajcie drzew! | Nie zawsze urocza dzecinada | Niebiańskie szczyty głupoty | Niech pani będzie dzielna! | Niech zapłaczą na moim pogrzebie | Nieco drapieżny wpis | Niekoniecznie ptasi móżdżek | Nienawiść bliźniego | Nieosobiście | Nieprzesłane przesłanie | Niestworzone rzeczy | Nieszkodliwe głupotki | Niewczesna melancholia melomana | Niewczesne rozważania | Niewielka profanacja | Niewielkie przekłamanie | Niskolotnie | No No! Teatr No | No comments! | No no! | Nowa poezja lingwistyczna | Nędzne kabareciarstwo | O Leonardo, po cóż się tak trudzisz? | O dzieleniu włosa na czworo, czyli metodzie scholastycznej | O dzieleniu włosa na czworo, czyli o metodzie scholastycznej | Obciachy | Obscenia i parafrenalia | Obsesja dobrego biustu | Ojej! | Oko w oko z zębem mądrości | Okropieństwa | Okruchy odgrzebane z lawy | Okruchy życia wygrzebane zlawy | Okruchy życia wygrzebane z lawy | Okrutna losu ironia | Orientuj się na orient | Owczarek | Owczarki afgańskie | Owocożerni | PL jak piekło | PO PiS | POeci wszystkich krajów dzielcie się | Pan Tadeusz | Panie pośle, po chrześcijańsku panu wybaczam | Pańska satyra polityczna jest niegramatyczna | Pendant do pewnego przypisu | Perlikowski | Pewna elastyczność zasad | Pewne jak w banku | Piorunujący piorun! | Po owocach poznacie ich! | Po upadku | Pobożne życzenia | Podpatrywanie Natury | Podroby i inne podróbki | Pokolenie Kainowe | Pokorne ciele | Pokorne cielę | Pokusa | Polak potrafi | Polak potrafi! | Politolog i Politowska | Politycznie niepoprawne! | Polonica | Polonika rycerskie | Polucje i ablucje | Pomarańcze i mandarynki | Pomarznąć dobra rzecz | Pomarznąć dobra rzecz! | Pomoc psychologiczna | Poranna kawka z Kafką | Porąbane marzenia | Potężne i głębokie warstwy pierwotnego mitu | Powieść brukowa | Powszechna życzliwość | Powtórka z cynizmu | Poznaj samego siebie | Prawda | Prawda jest jedna i piękna, ale złożona | Prawda popłaca | Prawdziwa metropolia | Prawi i sprawiedliwi | Prawiezmartwychpowstanie | Prawiezmarwtychpowstanie | Prognoza pogody | Pruski smutek | Przecież cię zjem! | Przedagonalny polski agon | Przegląd sportowy | Przeinaczenia | Przez pychę do pokory | Przeżyjesz to, a pote już tylko grób | Przeżyjesz to, a potem już tylko grób! | Przminęło z wiatrem | Prztyczek | Psiapowiednia Majów | Psubrat | Pustka | Pytanie dość retoryczne | Raczej to nie będzie hit | Radosne gonitwy śnieżnych tygrysów | Radość wędrowania | Rejterada Rejtana | Religie nauczą cie pokory | Res Sacra Pecunia | Romans z pop kulturą | Roots, Rock, Reggae | Rozkosze reinkarnacji | Rozmowa nie na telefon | Rozpacz | Rozpacz na wieki wieków | Rozpacz, która podpełza pod gardło | Ruch i świeże powietrze... | Rybołówstwo cudzołożnika | Rycerz pokalany | Samokrytyka | Samotność egzystencjalna | Sekrety pewnego domu handlowego | Seraphic Flames and Heavenly Love | Siedź na dupie i potakuj! | Somatyka | Somatyka logiczna | Spełniona przepowiednia | Spleśniały ser | Sponsorem tej opowieści jest wydawnictwo Błękitny Wieloryb | Sport to zdrowie | Spowiedź morskiego wilka | Stary Sącz i Nowy Sącz | Stary mafioso | Stołeczne stołki | Stratyfikacja społeczna | Suma sumarum | Sumienie rachunku | Sweet Music and Poetry | Sygnały podprogowe | Szalchetne zdrowie | Szczęśliwa pomyłka | Szekspir do żadnej nie należy epoki | Szkarady | Szlachetna gravitas | Szlachetne zdrowie | Słodycze grafomanii | Słówka | Słówko do słówka, a uzbiera się sówka | Tadeusz Bój Jeleński | Taia chińska podróbka | Takie będą rzeczpospolite jakie tego blogu chowanie | Takie tam, pierdoły | Talking Heads | Tania chińska podróbka | Tatiana | Teorie świata nauki | Terapeutyczie | Terapeutycznie | Thames | The Doors. Uchylone drzwi | The Lion cub | The fruit of beauty and despair | To na pewno nie Lec | To nie żadna filozofia | Tragiczne pożegnania | Transformacja duchowa | Trudna sztuka dialogu | Trudno czasmi coś sklecić | Trzylogia | Trója z polskiego | Twarda rzeczywistość | Ty mi tutaj nie filozuj | Tygrysologia stosowana | Tysiac i jeden ptaków | Tysiąc i jeden kotów | Tysiąc i jeden ptaków | Tysiąc różowych kroliczków | Tęsknica | Tęsknota duchowa | Ubekistan | Ucone księgi | Uczeni ludożercy | Uderzenia losu | Uduchowienie | Umrzeć z miłości | Upadek Pierwszego Człowieka | Uroczy wegetarianin | Uszczelnienie systemu podatkowego | Utrata uzębienia | W czym mogę panu pomóc? | Wciąz powtarza się ta sama historia | Wciąż powtarza się ta sama historia | Wdzieczna muzyka przywraca ład serca | Wesola grafomania z morałem | Wiecej broi dla szaleńców w Teksasie | Wieczne powroty | Wiedza radosna | Wielka wygrana | Wielomówstwo, czyli plaga opowiadania | Wierzba płacząca | Wiosny i jesienie | Witch | Więcej broni dla szaleńców w Teksasie | Wojna totalna | Wpis o kształcie piramidy | Wprowadzenie do kruczków prawnych | Wrzucam wszystko do kosza | Wrzątek | Wspomneinei pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Współczesny filister | Wszystkie rybki | Wszystko na A | Wszystko na sprzedarz | Wszystko na sprzedaż | Wygrana | Węzłowato | Wólka Węglowa | Xin Lu, typowa brunetka o granatowych oczach | Z Nietzschego nic nie powstaje | Z księgi wulgaryzmów | Z rupieciarni myśli | Zaczarowany świat zen | Zanim mnie wrzucą do dołu | Zapowiedź Apokalipsy | Zaraz wracam! | Zasada domniemanej winy | Zaskroniec | Zastał Polskę drewnianą... | Zatrzaśnięte drzwi | Zbaw mie Buddo Amido | Zbaw mnie, Buddo Amido | Zdrowy egoizm | Zegar dziejów | Zestrzelenie księżyca | Zginął z rąk słabej kobiety | Zima się nas nie ima | Zjawiskowe | Znak jaskółki | Zrozumieć wartość tego, co nieużyteczne | Zuch zawsze ochoczy! | Zwierzęta pod postacią ludzi | Zwyciestwo konsumpcjonizmu | Ząb mądrości | ie zabijajcie drzew! | ieosobiście | kosmos | Łagodne prawo, ale prawo | Łagodność tygrysa | Śmiechotki, chichotki | Śmiertelna powaga | Śmierć | Światełko w mroku | Świętość, wziętość, nadętość | Życie jest tragiczne | Życie samo | Życzliwe spojrzenia na całość ogródka | Żyć, nie umierać
RSS

Maszkary i senne widziadła odbite w lustrze

wtorek, 01 października 2013

         Na przykład księżna Radziwiłłówna...Ale nie z  t y c h  Radziwiłłów.  Bo czy sprzedawałaby przed cmentarzem gromnice i astry jak zwykła babina?  Na pewno okazałoby się w końcu, że jakiś żłobek stoi na jej placu i już miałaby miliony...A tak, marznie i wiatr nie może zgasić jej entuzjazmu do tego handlowania, jak jakiej solidnej lampki.  I herbatka jest w termosie.  Jednym słowem - człowiek pracy!  A kiedy ktoś jej przynosi lampkę lub kwiaty z grobu, które ktoś inny przed chwilą był nabył, baba mówi z godnością - Nie!  Nie dam ci nawet złotówki, ty hieno!  W końcu magnactwo zobowiązuje, chociaż gnaty czasami bolą.

         Podobno król Poniatowski ostatni nasz, miał już wyruszyć na wojnę z Targowicą, ale pomyślał, a kto mi tam zrobi dobrą kawę i w końcu przystał do tej Targowicy.  Kilka dni temu artykulik przeczytałem, chuchając na zgrabiałe dłonie.  Trudno dziwić się Jego Wysokości...i tak się bić nikt nie chciał, poza garstką zapaleńców.  Pić jakąś lurę z Mac Donalda?  Cóż za obrzydlistwo!

         To chyba dlatego Pani Matylda (Radziwiłł) poszła do MPiK-u na spotkanie z Wałęsą, który nawijał o globalnej gospodarce, Chinach i Japonii, i krzyczała TARGOWICA.  Ale Lech jej nie usłyszał.  Myślał, że to jakiś facet i jak to na wiecu (na wiecach najlepiej się czuł) odpowiedział:

         - Jak jesteś pan głupi, to takim zostaniesz!

         To bardzo ubodło panią Matyldę. "Jak on tak mógł mnie wziąć za faceta!"

        Wszyscy żyjemy w pobliżu cmentarza.  Nie da się tego ukryć.  Dlatego tak ważne są arystokratyczne maniery.

piątek, 09 sierpnia 2013

                                                                 Ręka dała mi rękojmię

                                                                 Noga dała mi chód,

                                                                 Głowa dała mi czaszkę,

                                                                 Piszczele dały mi miód. 

 

                                                                 I płynę w tym upojeniu 

                                                                 A smutki zostały w cieniu.

                                                                 Coś jeszcze piszczy tam w trawie,

                                                                 Ale nie długo zabawię...

                  

                                                                 Skruszony jak Magdalena,

                                                                 Jak pająk owdowiały

                                                                 Kielich do ust podnoszę,

                                                                 Ale drugiego - nie zniosę! 

 

                                                                 Ćmy, motyle, pająki,

                                                                 Dowody minionej rozłąki.

                                                                 I ludzka kreatura,

                                                                 A wszystko - martwa natura...

                                                                 

                                                                 Ślimak swe czułki wystawia,

                                                                 Obok wypchanego pawia

                                                                 Z móżdżkiem miniaturowym,

                                                                 Co wejdzie do każdej głowy.                                                                

 

                                                                 Ach to się w głowie nie mieści,

                                                                 Jak można pisać bez treści!

                                                                 Bólu już przecie nie ma

                                                                 Wszystko umarło...nic nie ma. 

 

                                                                 - Powtarzasz się, drogi autorze!

                                                                 - No cóż, mogło być gorzej 

                                                                 Gdyby natura ożyła.

                                                                 Na szczęście nie była tak miła.

 

                                                                 Muszle i szczypce kraba,

                                                                 Snu trochę - potem laba!

                                                                 Jak na zastygłym wulkanie

                                                                 Ciekawe, co jeszcze się stanie...

piątek, 12 lipca 2013

           Nie wiem skąd ta metafora.   Może jednak z Leśmiana?  Tak, na pewno!  Teraz jednak wpadł mi w ręce ten uroczy fragment:

                                            "Przyjemnie czasem zgnieść w sobie rozsadek,

                                             Jak pasożyta, co niszczy marzenie,

                                             I z lądu życia uciec na przylądek

                                             Samotnych rojeń!  Jedno oka mgnienie

                                             I już tam jestem!...

                                                              Znów się czuję dzieckiem

                                             W krótkich spodenkach, jak niegdyś, przed laty, 

                                             Kiedym u Boga siedział za przypieckiem,                                            

                                             Goniąc motyle i zrywając kwiaty,

                                             Gdym wierząc w czary i drżący ze strachu -

                                             Ciemnych pokojów badał tajemnice..."

           Ale marzenie istnieje nie tylko we wspomnieniach, w feriach wyobraźni i w tęsknocie oczekiwania...Przecież, jak często to zauważano, wypełnia ono nasze życie niemal od początku do końca, ale życie ukryte, którego nie jesteśmy świadomi.  Aby tego doświadczyć, wystarczy tylko "zgnieść w sobie rozsądek...co niszczy marzenie".  Dalej fragment Leśmiana jest równie zachwycający, chociaż nie jest to jego najlepszy utwór...Nie będę już tam jednak z nim podążał, lecz chciałbym na chwilę powrócić do owych liszajów niebytu.  Czy nie mamy przypadkiem wrażenia, że niszczą one wszelkie marzenie? 

          Dopóki ropucha nie oblała nas swoim moczem, ufnie zwracaliśmy ku niej swą dziecięcą twarzyczkę, ale teraz na tej twarzy widnieją liszaje.  Czy można ufać życiu, które jest cierpieniem i rozkładem?  Zasuszone motyle mają trupie główki i podarte skrzydełka. Kwiaty schną albo gniją, jak białe lilie na grobach naszych najbliższych, roztaczając w okół słodki odór śmierci.  Ciemne pokoje kryją w sobie złowrogie konszachty...Czy możliwa jest, jak mnie o to ktoś kiedyś spytał "afirmacja świata z gniciem w tle"?   Niestety sam odpowiedział sobie na to pytanie, mówiąc, że "To zakrawa na sarkazm!"  Jakże często, jak w tym przypadku, nasz intelekt wyprzedza zdolność intuicyjnego wczuwania się i zamiast próby odpowiedzi mamy prostą konstatację, czy raczej wyraz własnej niechęci.  

         Kiedy jako dziecko pierwszy raz wszedłem w morze, wyłowiłem z niego dłońmi kilka małych rybek i zamknąłem je potem w okrągłym pudełku po witaminie "C".  Jaka była moja trwoga i smutek, kiedy okazało się, że rybki nie żyją i że nie jestem w stanie tchnąć w nie życia!  A przecież chciałem tylko ulepić z piasku port i wpuścić je do wodnego kanału.  Wtedy po raz pierwszy poczułem, jak kruche jest wszelkie życie.  Ale moja dziecięca dusza nie przeczuwała nawet, że granica miedzy tym, co żywe, a tym, co martwe, jest nieokreślona i że umieramy i rodzimy się w każdej chwili naszego istnienia.  I marzymy o tym, by czuć się w nim, jak ryba w wodzie. 

         Istnieje życie Nieskończone...

         Nie chciałbym tu jednak brnąć w jakiś romantyczny mistycyzm i dlatego poprzestanę na tym wyznaniu, choć mógłbym przecież powiedzieć: "Zamknij oczy, a zobaczysz!"   

czwartek, 18 kwietnia 2013

            "Nie w każdym usposobieniu jesteśmy zdolni do wydawania sądu...

                                                               "Czasem dowcip miły

                                                               Lepiej niż oburzenie ważność spraw wypowie".

                                                               (Horacy, Satyry, ks. I, 10, w. 22-23)

            Mogę ze spokojnym sumieniem zapewnić Milordzie, że stwierdzenie to jest samo w sobie na tyle prawdziwe i w naszych czasach tak powszechnie uznawane za prawdę przez zręcznych pedantów, że wolą oni wystawiać swe oszustwa na jak najostrzejsze i najgwałtowniejsze oskarżenia, niż pozwolić na to, by dosięgnąć je śmiesznością.  Wiedzą oni doskonale, że podobnie jak obyczaje i mody, tak i opinie, choćby nawet śmieszne, utrzymywane są za pomocą powagi i że tych formalnych pojęć, które powstały, być może w zły sposób, nigdy nie można się pozbyć inaczej niż za pomocą pewnego rodzaju trzeźwej radości i łatwiejszego i przyjemniejszego sposobu myślenia.  Wszelkiemu entuzjazmowi towarzyszy melancholia. Czy będzie to miłość, czy religia...nic nie może położyć końca rosnącym szkodom, dopóki nie zlikwiduje się melancholii, a umysł w swej wolności nie będzie mógł usłyszeć tego, co można powiedzieć o śmieszności przesady w każdej z nich". 

           (Anthony Ashley Cooper Shaftesbury, "List o entuzjazmie", przekład A. Grzeliński, Toruń 2007, s. 32-33).

           Lord Shaftesbury, jak zawsze, szlachetny i elegancki. Zwróciłbym tu uwagę na określenie użyte przez tłumacza Horacego "dowcip miły".  To ważne, aby dowcip był miły, nawet, kiedy pozornie chłoszcze.  Miłosna czy religijna melancholia, to często przejaw entuzjazmu, którego wyrażanie natrafiło na przeszkody. Człowiek żarliwy skłonny jest nie tylko do wielkiej radości, ale także do pesymizmu i rozpaczy, co wzmaga tylko jego drażliwość...Wybacz Milordzie - tu zwracam się do angielskiego Filozofa - że pozwoliłem sobie nieco rozszerzyć i zilustrować twą myśl.  Tak bardzo jednak przed chwilą zajęła ona moja uwagę, iż nie mogłem sobie odmówić tej przyjemności.      

              

           

wtorek, 26 marca 2013

           Przeglądam często niesamowite historie o dziwnych ludziach - najczęściej chińskie i japońskie (obok opowiastek A. E. Poe i Hoffmana).  Staram się też pisać podobne, jednak nigdy nie zależało mi na rzeczywistym podobieństwie - realizmie szczegółów, historycznym kontekście, itp. rzeczach.  Raczej na tym, żeby opowiedzieć swoją własną historię, która dziejąc się tak daleko, sprawia wrażenie, jakby nie wydarzyła się nigdzie.  Niech mi więc wybaczą znawcy orientu, że pewne szczegóły odbiegają od znanych im realiów i że w moim starym japońskim lub chińskim domu są drzwi, okna i podłoga. Poza tym jednak wszystko, o czym tutaj piszę, wydarzyło się naprawdę.    

          Pewnego wieczoru Pani Noriko zgubiła wachlarz i  poleciła mi go szukać.  

          - Biegnij i szukaj mojego wachlarza.  Tylko nie wracaj bez niego!  Jeżeli nie przyniesiesz mi go do rana, przekłuję sobie serce tą szpilą do spinania włosów.  

         -  Zrobię wszystko, co w moje mocy - powiedziałem - ale jeśli po drodze zginę, nie zabijaj się!

         -  Zgoda!  Jeśli nie przyjdziesz, będę wiedziała, że umarłeś i pogodzę się z własnym losem.   W końcu to tylko wachlarz...

         Szukałem wachlarza przez całą noc, ale nigdzie nie mogłem go znaleźć.  "Biedna Noriko odchodzi tam od zmysłów" - myślałem - "Muszę go koniecznie odnaleźć, a wtedy na pewno pokocha mnie i już na zawsze będziemy razem".  Czas jednak upływał nieubłaganie.  Około godziny czwartej zdecydowałem więc już, że ukryję się przed Noriko, a kiedy ta rano zorientuje się, że musiałem zginąć, powróci do swej normalnej egzystencji.  Być może, dla uwiarygodnienia jej przypuszczeń będę musiał zabić się naprawdę, czego bym raczej nie chciał.  

         Szukałem jednak wytrwale dalej, wydeptując ścieżki na nadmorskiej plaży.  Chodząc w tę i z powrotem nauczyłem się już wracać po własnych śladach. Ale potem nagle o wszystkim zapomniałem.  Nie zauważyłem nawet, jak nadmorski piasek obsypał śnieg, a przecież wyszedłem na poszukiwanie wachlarza w letnią noc.  Kiedy mijali mnie jacyś ludzie, widziałem że patrzą na mnie jak na szaleńca.  Nie wiem, jak długo pozostawałem w owym stanie. Pamiętam tylko, że obudziła się w końcu we mnie tęsknota za Noriko i że zapragnąłem ją ujrzeć.  Pobiegłem więc szybko w kierunku jej pałacu.

         - A cóż to za straszny, śmierdzący morskimi algami oberwaniec!  Podobno żywisz się tylko piaskiem, który popijasz słoną wodą - rzekła na mój widok Noriko.  Wyglądała pięknie, a kiedy wypowiadała te słowa jej kochanek, Pan Ogawa, wachlował ją wachlarzem, na którym wymalowane były nocne ćmy.  Nie był to jednak ten wachlarz, który niegdyś zgubiła.  Tamten miał namalowane trzy słońca. 

         - Wciąż cię kocham, Noriko - powiedziałem.

         - Nie uwierzyłam ci i posłałam za tobą służącego.  To dlatego myliłeś się w rozpoznawaniu śladów na piasku.  Służący doniósł mi, że około godziny czwartej powiedziałeś "Ta okrutna Noriko nie ma nade mną litości.  Nie przyniosę jej tego wachlarza, a wtedy na pewno ten drań Ogawa dobierze się do niej, a ja będę już na zawsze wolny".

         - To nieprawda! - wykrzyknąłem  i wyrywając miecz z pochwy Pana Ogawy chciałem się nim przebić.  Pan Ogawa uznał to za zniewagę i z pewnością ściąłby mi głowę, gdyby Noriko nie wykrzyknęła...

         - Nie zabija się umierającego żurawia!  

         - A więc to tak!  - wrzasnął Pan Ogawa - Zatem zginiecie oboje!  

         I nie wiem, co by się stało, gdyby nie to, że pod nogi rycerza wpadł czarny kot.  Pan Ogawa pośliznął się na jego ogonie tak nieopatrznie, że przebił się własnym mieczem. 

         - Ach Noriko!  Serce mówi mi, że nigdy nie przestałaś mnie kochać.  Teraz już oboje będziemy szczęśliwi - rzekłem z największym wzruszeniem.

         - Mylisz się, głupcze! - zaśmiała się Noriko - To jego kochałam!  Udałam, że zgubiłam wachlarz, żeby się ciebie pozbyć.  Moja rozpacz jest tak wielka, że będę musiała się zabić lub pozostanę w żałobie do końca moich dni.  A wtedy już na pewno nic nie wskórasz. 

         - To dlaczego ucieszyłaś się na mój widok?  

         - Żeby dopełnić swej zemsty!  Zdradziłeś mnie na plaży z moją służącą.   

         - Kłamiesz! - zezłościłem się - Wiesz dobrze, że nikogo tam nie było.  Jestem i zawsze byłem ci wierny. 

         - To prawda.  Miałam jednak nadzieję, że moje słowa cię zabiją.  A teraz uciekaj stąd, ty morski diable!

         Nie wiem dlaczego, ale posłuchałem jej rozkazu.  Biegłem tak i biegłem, aż dobiegłem do morza i utopiłem się w nim. Rano wyłowiono moje ciało i przyniesiono je do pałacu.

         - Nie żyje! - powiedziała Noriko - Teraz już wiem, że mnie kochał.  Spróbujcie go wskrzesić!  Biedak naprawdę myślał, że zdradziłam go z tym Ogawą...

         Kilku kapłanów w żałobnych szatach pochyliło się nade mną i trzymając w dłoniach talizmany mamrotało coś Buddzie do ucha.  Po kilku godzinach ich niestrudzonych zabiegów poruszyła się powieka mojego prawego oka.  Żyłem!  

         -  Zabierzcie mi stąd tego psa - zmarszczyła gniewnie brwi Noriko - Tylko wiernym być potrafi!  

         Podkuliłem ogon i skamląc poszedłem sobie z jej domu.  Rano jednak pochwycił mnie rakarz.  Zręcznym ruchem dłoni podciął mi gardło. 

         - Będziemy mieli dużo sadła!  - powiedział do swej małżonki - Pies był naprawdę duży.  Ale kiedy schwyciłem go za szyję, wydawało mi się, że płakał.  Psy są jednak sentymentalne, nie to, co koty!

         - Tak. Koty mniej się przywiązują do człowieka - rzekła Jejmość - Dam im jego serce i wątrobę. Będą miały bal!  

czwartek, 01 listopada 2012

                                                     Wszak wszystkie wszy zgubiłem mój ty zacny Książę,

                                                     Młoteczkiem je ubiłem i psom buty wiążę.

                                                     Niechaj z tego morału wypłynie przezacna nauka,

                                                     Że gdzie rozum jest mierny, tam na nic peruka!

czwartek, 18 października 2012

                 

          Ach, nawet nie chce mi się rozważać wszystkich możliwych konsekwencji tego faktu!...A może tylko chwilowy vacat na stanowisku? Ciekawe, czy jutro rano się obudzę? 

 

     

środa, 17 października 2012

                                                        Pewien wilk wył do księżyca,

                                                        Lecz ten schował się w chmury.

                                                        Kot się myszą zachwycał,

                                                        Lecz ta zbiegła do dziury!

 

                                                        Księżycu, bądź mi w pełni,

                                                        Bym wolę swą wypełnił!

                                                        A gdy dopełni się miara,

                                                        Wystarczy nawet szpara!

 

                                                        Co mówię? - wszak to brednie,      

                                                        Wyglądam przecież biednie.

                                                        Gdy przyjdzie mi ochota,

                                                        To wilkiem poszczuję kota!

 

                                                        Niech tego nikt nie słyszy,

                                                        Nawet najmniejsza z myszy.

                                                        Bo kto łatwo rymuje,

                                                        Ten potem pokutuje! 

 

                                                        Gdybyś ten wiersz zrozumiał,

                                                        Zbyt wiele byś umiał.

                                                        Więc wszystko pokręciłem,

                                                        Niegrzeczny trochę byłem!

wtorek, 11 września 2012

                W okolicy roiło się od widm, strzyg i upiorów.  Aurelio próbował odnaleźć jakieś światełko we mgle.  Noc jednak gęstniała i jedynie widmowe światło księżyca oświetlało zarośla pełne pokrzyw, ostów i łopianów, wysokich jak dobrze zbudowany człowiek.   Jedyną ochroną przed tymi przeklętymi istotami wydawał się być pewien chiński znak, z którym Aurelio nie rozstawał się w swych nocnych wędrówkach.  Przedstawiał on ucztującą nocą sowę.  Wiele się mówi o mądrości sów, jednak niektórzy uważają, że sowy są śmieszne i głupie, bowiem nie śpią wtedy, kiedy wszystkie inne ptaki udają się na spoczynek.  Aurelio wiedział jednak, że widma, strzygi i upiory, obawiają się inteligencji sów, które jako ptaki drapieżne polują czasami także i na nie.  Szczególnie chłodną jesienią, gdy populacja myszy zmniejsza się.  Poza tym miał Aurelio jeszcze jedną broń - znał bardzo wiele wszechwładnych osobistości z podziemnego świata chtonicznych bóstw, włącznie z samym Plutonem i Prozerpiną.  Tak czy inaczej chodziło teraz o to, aby doczekać świtu, bowiem pomiędzy zmierzchem a świtem dzieją się rzeczy przerażające.  Wtedy to otwierają się grobowe krypty, z których powstają żyjący zmarli.  A duchy dzieci z trupimi główkami jeżdżą zimą na sankach...lub na wrotkach, w pozostałe pory roku, albo nucą smutne piosnki i terkoczą na terkotkach...Takie i tym podobne niesamowite historie opowiadają o nocy ludzie, którzy naprawdę widzą. 

               Aurelio jednak niczego się nie bał.  Wydawało się bowiem, że i on widzi naprawdę.  Jednak owej nocy wydarzyła się rzecz z pozoru niepozorna, a jednak dość  zaskakująca.  Aurelio spojrzał na niebo, a tam zamiast jednego księżyca - widzi trzy!  Początkowo zdało mu się, że to opium tak wyostrzyło jego zmysły.   Pojął jednak wkrótce rzecz naprawdę niespodziewaną.   Że oto nie znajdował się wcale, jak sądził, na Ziemi, lecz na innej jakiejś planecie, a mianowicie takiej, która owe trzy księżyce posiada.   A niebo nad nim było jakieś sino-fioletowe.   Jeden z tych księżyców tak się zbliżył do planety, że widać było na nim morza i kratery.   Dwa pozostałe natomiast świeciły jak ogniste kule - jeden na purpurowo, a drugi - na niebiesko.   W tym momencie spostrzegł Aurelio iż nie idzie, lecz unosi się w powietrzu, bowiem siła ziemskiego magnetyzmu na owej planecie nie działa.  "Trudno stąd będzie wrócić na Ziemię" - rzekł Aurelio.  Unosił się tak jeszcze w owej przestrzeni przez pewien czas aż nagle ujrzał przed sobą morze, które miało kolor ognia, lecz jego płonące fale utworzone były z lodowatej wody.  "Dziwny to zaiste żywioł.  Nigdym dotąd takiego nie widział" - pomyślał.  

             Nagle to wszystko znikło i Aurelio znalazł się w nieprzeniknionych, metafizycznych ciemnościach.  "Saro!  Ratuj!" - zawołał.  Jednak Sara spała spokojnie w swoim wiejskim domu w okolicach Londynu, wdychając  przez otwarte okno opary jesiennej mgły.  Jutro, jak zwykle zamyślona, spędzi czas ze swą małą córeczką, z którą spacerować będzie po ustronnych wrzosowiskach, nie przeczuwając nawet, jak nieszczęsny jest los Aurelia. Być na innej planecie bez żadnego kosmicznego wehikułu - to rzecz bowiem raczej przesądzona i nawet amator szachów nic tu nie pomoże.    

 

 

      

czwartek, 02 sierpnia 2012

                 Pewien anachoreta postanowił żywcem zamurować się w górskiej grocie.  Jego koledzy chętnie to uczynili, wiedząc, iż w ten sposób zasłużą sobie na nagrodę w niebie, zostawili mu jednak bochenek chleba i dzban wody, aby za szybko nie wyzionął ducha.  To powinno mu wystarczyć na jakie trzy miesiące - pomyśleli.  Poza tym anachoreta nie miał już żadnych potrzeb.

                 Jakież było ich zdumienie, gdy po trzech miesiącach rozwalając ścianę, ujrzeli dwa splecione ze sobą szkielety, z których jeden niewątpliwie  należał do kobiety. 

                 - Z pewnością przywarł do tego szkieletu, bowiem miła mu była nagła śmierć - powiedział jeden z jego towarzyszy - a po omacku nie zdołał określić jego płci.  To pewnie szkielet sprzed trzystu lat!  Ogłośmy go zatem świętym!

                 Jednak drugi z nich dał wyraz swoim wątpliwościom:

                 - Na to jeszcze za wcześnie. Obawiam się, iż spletli się ze sobą jako cielesne istoty. Dam kości owej damy do ekspertyzy, która wykaże, czy w chwili pojawienia się naszego zmarłego kolegi mogła jeszcze pozostawać przy życiu. Obawiam się bowiem, iż był to demon, który skusił naszego przyjaciela do złego.

                Tak też uczynili.  Niestety, ekspertyza potwierdziła obawy tego kolegi.  Co jednak w tej sytuacji robić? - zastanawiali się. Nie możemy przecież przyznać się do tego, że zostawiliśmy go z młodą i atrakcyjną - jak wykazała ekspertyza - kobietą.  Król by nam tego nie wybaczył.   Wymyślili więc następującą historię: Kiedy demon usiłował uwieźć pustelnika ten stoczył z nim walkę w obronie własnej czci, w wyniku której oboje ponieśli gwałtowną śmierć.  Reputacja wspólnoty była uratowana, co więcej zyskano jeszcze jednego świętego, a król nie szczędził złota, srebra i szmaragdów na budowę nowej świątyni w Himalajach.  

 

 

wtorek, 10 lipca 2012

               Desperatio pozdrawia swoją Lukrecję,                                                                                                   

               Jeżeli jesteś zdrowa, to i ja czuję się zdrów!  Nie ma zaiste wybitnych utworów literackich bez cytatów i dygresji. A zatem również i ja pozwolę sobie na krótkie powstrzymanie dalszego rozwoju akcji, bowiem dopiero co rozbudziłem się ze snu, a mój gnuśny umysł tylko o podobnych głupotach może roić.  Tak więc trzy cnoty uważam za najpiękniejsze w życiu każdego człowieka. Są to miłość, pokora i dzielność.  Nie będę jednak ich wychwalać, bowiem ich wartość wszystkim jest dobrze znana, może z wyjątkiem pokory. 

               Diogenes Cynik napisał niegdyś (to rzecz dość wyjątkowa, bowiem na ogół nie pisał nigdy), iż "pokorne ciele dwie matki ssą". I ja uważam to za prawdę, jednak pokora bez miłości nie zasługuje na tak dobre traktowanie.  Poza tym matki matkami, jednak to samo pokorne ciele z tego właśnie powodu, gotowi są zarżnąć, choć sami je chętnie głaskali między różkami.  Dlatego, jeśli gęś nie chce być zarżnięta, powinna głośno gęgać - tego nauczają w dalekich Chinach. 

               Nie znaczy to jednak, iż masz się nadymać jak ropucha, bowiem błoto twej sadzawki to jeszcze nie cały świat, a kropla dżdżu niewiele powie ci o niezmierzonej głębi oceanu. 

               Jakież to zatem wady, spytasz Lukrecjo, cenię najbardziej?  Mądrość, niewinność i szczerość.  Nie dziw się!  To naprawdę wielkie wady.

               Im mądrzejszy jesteś, tym większą musisz znosić niedolę, bo mądrość to wiedza, której źródłem jest strapienie i z powodu której cierpisz. Głupcy nie są samotni, opuszczeni i biedni - mają pieniądze, władzę i autorytet, to jest uchodzą za mądrych.  Podczas gdy mądry wie, iż niczego nie wie, wzorem poczciwego Sokratesa, a ludzie gardzą jego szaleństwem i materialnym ubóstwem, głupiec w najlepsze cieszy się życiem, choćby miał je skończyć w kloace swej duszy.  Dlatego najlepiej, gdy filozofowie produkują dzbany do wylewania wina i zajmują się handlem, wrzeszcząc wraz z podnieconym tłumem lub biorąc się z kimś za bary, wzorem zapaśników, albo walczą na rynku na słowa.  Ty zaś, który jesteś mądry, nigdy nie będziesz potrafił udawać głupca, bowiem nim jesteś...

              A po śmierci nikt nie wyrówna twoich rachunków, zostaną po nas bowiem tylko nagie kości!  Vanitas, ot co!  Owszem, dusza, jak powiadają Chrześcijanie, opuści niegdyś swe plugawe mieszkanie i zamieszka w pobliżu Boga, albo...trafi w czeluście piekieł.  A to dobre!  Jowisz w sennej chmurze i czereda dusz przy jego wezgłowiu!

             Niewinność?  Pierwsza zostanie osądzona i uznana za winę, a dobre intencje oczernione.  A jednak jestem człowiekiem niewinnym i taka jest moja natura i choćbym pękł, nie zmienię jej.  To niewinność zmiękcza struny Homera i Orfeusza, to ona sprawia, że ów  tracki (o ile się nie mylę) bohater zjawia się w podziemnym świecie, aby podać rękę nieszczęsnej Nimfie. Czyż struny ludzkiej duszy mogą wydawać piękniejszy dźwięk?  

             Szczerość?  Powiedz twojej kochance, że ma jakieś wady, na przykład za małe uszy lub zbyt wydatny nos, albo jest niedyskretna lub mściwa, a znienawidzi cię ze szczerego serca lub rankiem obłudnie uda, że się z tobą zgadza, a nocą zabroni ci wstępu do swego łoża.  I żeby tylko to...Ale zamilknę już! - choć niejedno bym jeszcze chętnie powiedział.  Dlatego chwal i komplementuj każdą kobietę i każdego prawnika!  Bowiem prawdziwa szczerość to bliskość, a prawdziwa bliskość możliwa jest między ludźmi, który żywią dla siebie wzajemnie przyjaźń i kochają się, podczas gdy szczerość ograniczona zapewnia przychylność wpływowych osób.

            Już widzę, jak myszkując w księgach starożytnych autorów powiesz najpierw: miłość, pokora, niewinność i szczerość to nie są, kochany Desperatio, cnoty ani wady, lecz namiętności i afekty.   Co się zaś tyczy mądrości, to boski Plato uznawał ją za prawdziwą cnotę charakteru, jednak Arystoteles uważał ją jedynie za cnotę intelektu.  I, o ile Cię znam, Lukrecjo, wykrzykniesz pewnie:  - A gdzie wdzięczność, gdzie wierność, gdzie łagodność!  Ja jednak odpowiem, zawierają się w tamtych, które już uprzednio wymieniłem.       

            Czy podziwiasz już teraz moją wrażliwość i intelekt?  Czy okazałem dowcip?  Nie każ mi zbyt długo czekać na twoje pochwały, gdyż jako człowiek skromny zmartwiłbym się, że nie czujesz się dostatecznie ważna, aby mnie chwalić!  A jeśli byłem trochę przewrotny, wybacz!  Naprawdę nie jestem. 

            Życzę ci szczęścia, zdrowych zębów i wielu wnuków w późnej starości,

            Wielce Ci oddany

            Quintus Horatius Desperatus