Kategorie: Wszystkie | "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę" | ...bez końca | 0 | 100O i jeden Rabinów | A Puszkina też zapuszkują? | A moze to tylko pomieszanie zmyslow | A nie lepiej być purystą? | Aaaaaaaaaaaaaa...aalfabeta | Ach, gdzież jest litość lub wspolczucia pozór? | Ach, gdzież jest litość lub współczucia pozór? | Adam Mic - Kiewicz | Adaś i Ewka | Aforystyka | Amerykański sen | Autopsychoterapia | Bez sensu to to! | Bez szaleństwa... | Bezmyślne okrucieństwo | Bezradność | Biedna Szymborska | Biedny Kapturek! | Bliźni miłości | Bliźniego miłość... | Blondyn | Blue Bossa | Bojaźń i drżenie | Bratnie dusze | Bruner, ty świnio! | Buddyzm w życiu codziennym | Bóg mi poskapił tej anielskiej miary... | Bóg mi poskąpił tej anielskiej miary... | Bójstwo samo | Caritas | Chiziofrenia | Choroba na śmierć | Chwila ułudy | Chwila wytchnienia | Chłodne upojenie | Cierpienia i radości | Cierpienie i radość | Cleen feed | Cnota niedoli | Co slina na język przyniosła | Co tam panie w polityce? | Co w niebie piszczy | Co ślina na język przyniosła? | Corrida | Coś dla duszy... | Coś tak wulgarnego | Cudotwórstwo | Czarna Perła Tao | Czarny tulipan skrzyżowany z czarna różą | Czarny tulipan skrzyżowany z czarną różą | Czary Mary | Czego nie przysięgał Hipokrates? | Człowiek nie jest rzeczą | Człowiek to brzmi dumnie, ale nie u mnie | Często chowa | Częstochowskie rymy | Deficyt aniołów | Delightful! | Demokratyczne wybory w Oczodołach | Diabłoterapia | Dla wszystkich i dla nikogo | Dnieje | Do samego siebie | Dodatek | Dowcipas dnia | Duma narodowa | Dusze drzew | Dyskretna mgiełka autoironii | Dzielność | Dziki kapitalizm | Dzisiejsza młodzież | Dzisiejsza młodzież nosi ładną odzież | Egzystencjalizm jest chumanizmem | Ekonomia zbawienia | Elegancja Francja | Elegijnie | English gentelman | English gentleman | Epicurus | Ewa tylko ziewa | Falochron | Female | Filozofia bez uczoności | Forever Loving Jah | Gadu, gadu | Gadu, gadu, trochę więcej jadu | Gal Anonim | Gaz dla pedałów | Gaz dla pedałów, młot dla sierpów | Gdy rozum śpi... | Gendarme | Genek, gienialny gieniusz | Geno Typ | Gorący uczynek | Grabarz | Grabarz nonsensu | Gry i zabawy literackie | Głupota przysłowiem narodów | Głębie i tajnie Podświadomego | HIstoria nauczycielką bicia | Herbatka zen | Homo economicus | Homo sapiens czy Homo politicus | Humor absurdalny | Humor nieco absurdalny | Humor, satyra, panie... | I rekiny w oceani mają zębów cały rząd | I rekiny w oceanie mają zębów cały rząd | Indie Wschodnie i Zachodnie | Industrial | Istnieje również wrodzony brak poczucia humoru | Ja tam bynajmniej nie wiem | Jak długo będę jeszcze żył? | Jak uprawiać agresywne dziennikarstwo? Poradnik dla początkujących | Jakże cżęsto powtarza się ta historia | Jakże trudno czasami coś sklecić! | Jan i Małgorzata | Jan z Czarnolasu | Jesienna muzyka | Jeszcze smutniej! | Jeździec Apokalipsy | Językologia | Kaczuszki mandarynki | Karawana idzie dalej | Katedra Adamowego Żebra | Kawa z Kafką | Każdemu według naszych chęci | Każdemu według potrzeb | Każdemu, o czym tylko zamarzy | Kiciuś Miciuś! | Kicuś Micuś! | Kiedy człowiek staje się bestią | Kiedy owce nie milczą | Kij w mrowisku | Kniaź Wiktor | Kochani ludożercy | Kolacja Pani Sowy | Kometa tylko głownia nie ta | Konkwista | Koryfeusz nauki, milośnik sztuki | Koty i inne zwierzęta | Koty, głupoty, palikoty | Kości rzucone są | Kość słoniowa | Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatni | Kto pisze teraz historię? | Kuchnia szamańska | Kwiatki Św. Franciszka | Kwiatostan śmierci | Kwitnienie kultury | Kwitnąca wiśnia | La colombina i ciche ukojenie | Lekarzu - lecz się sam! | Lenin wiecznie żywy | Leśmianiada | Lichwiarstwo polskie | Liryki i prztyki | Logika dziejów | Londyńska mgła niepamięci | Londyńskie przygody | Los ofiary | Los puka do moich drzwi | Lotosowy wpis | Ludzie ludziom... | Lunatyzm | Lęk społeczny | Made in Japan | Maligna | Marność nad marnościami | Marność nad marnościami. Rekoleksje Wielkopiątkowe | Marzenia senne | Marzeniologia stosowana | Maszkary i senne dziwadła | Maszkary i senne widziadła odbite w lustrze | Mała czarna z Kafką | Medycyna naturalna | Meine Liebe Augustin! | Melancholia | Melancholia stosowana | Memorabilia | Meszreiw | Meteo | Mgiełka autoironii | Mglisty dzień. Mgła | Mikołak | Mistrz i Małgorzatka | Mistycyzm lunarny | Mistyka i miłość | Mitologia osobista | Mitologia świata | Miłość | Miłość bliźniego | Miłość nie zawsze szczęśliwa | Miś Uszatek | Moc rytuałów | Monada nie ma okien | Mowa potoczna | Mowa ptaków | Mowa serca | Moze ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może ktoś się ucieszy? | Może ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może to trochę zbyt uszczypliwe | Musicology | Muza lekkich obyczjów | Muzyka przywraca ład serca | Myszoterapia dr Nezumi | Myśli prostego człowieka | Mądrość Natury | Mądrość jak z gazety | Mądrość narodów | Młot na faryzeuszy i hipokrytów | Męstwo bycia | Mówił sen do snu | NIe ma na świecie dwóch takich samych liści, ni kropel deszczu | Na jawie (lecz to, co niejawne pozstaje) | Na stos rzuciliśmy szcześcia los | Na stos rzuciliśmy szczęścia los | Na szczytach hipokryzji | Na zdrowie! | Nad piekną rzeką | Najokrutniejsze zwierzę | Najsłodsza tajemnica | Narastająca senność | Nic dzisiaj ciekawego nie napisałem | Nicość | Nie am dwóch takich samych liści, ni kropel wody | Nie bój się - najwyżej cię rozstrzelają! | Nie czas żałować burz, gdy płoną oczy | Nie czas żąłować burz, gdy płoną oczy | Nie każde szczere złoto jest szczerozłote | Nie ma na świecie dwóch takich samych liści ani kropel wody | Nie ma na świecie dwóćh atkich samych liści lub kropel deszczu | Nie ma takiego smutnego, co by na wesołe nie wyszło | Nie ma zazdrości bez miłości | Nie oddamy nawet guzika | Nie tylko dzielenie włosa na czworo | Nie wiem, ja w ogóle nie myślę | Nie zabijaj! | Nie zabijajcie drzew! | Nie zawsze urocza dzecinada | Niebiańskie szczyty głupoty | Niech pani będzie dzielna! | Niech zapłaczą na moim pogrzebie | Nieco drapieżny wpis | Niekoniecznie ptasi móżdżek | Nienawiść bliźniego | Nieosobiście | Nieprzesłane przesłanie | Niestworzone rzeczy | Nieszkodliwe głupotki | Niewczesna melancholia melomana | Niewczesne rozważania | Niewielka profanacja | Niewielkie przekłamanie | Niskolotnie | No No! Teatr No | No comments! | No no! | Nowa poezja lingwistyczna | Nędzne kabareciarstwo | O Leonardo, po cóż się tak trudzisz? | O dzieleniu włosa na czworo, czyli metodzie scholastycznej | O dzieleniu włosa na czworo, czyli o metodzie scholastycznej | Obciachy | Obscenia i parafrenalia | Obsesja dobrego biustu | Ojej! | Oko w oko z zębem mądrości | Okropieństwa | Okruchy odgrzebane z lawy | Okruchy życia wygrzebane zlawy | Okruchy życia wygrzebane z lawy | Okrutna losu ironia | Orientuj się na orient | Owczarek | Owczarki afgańskie | Owocożerni | PL jak piekło | PO PiS | POeci wszystkich krajów dzielcie się | Pan Tadeusz | Panie pośle, po chrześcijańsku panu wybaczam | Pańska satyra polityczna jest niegramatyczna | Pendant do pewnego przypisu | Perlikowski | Pewna elastyczność zasad | Pewne jak w banku | Piorunujący piorun! | Po owocach poznacie ich! | Po upadku | Pobożne życzenia | Podpatrywanie Natury | Podroby i inne podróbki | Pokolenie Kainowe | Pokorne ciele | Pokorne cielę | Pokusa | Polak potrafi | Polak potrafi! | Politolog i Politowska | Politycznie niepoprawne! | Polonica | Polonika rycerskie | Polucje i ablucje | Pomarańcze i mandarynki | Pomarznąć dobra rzecz | Pomarznąć dobra rzecz! | Pomoc psychologiczna | Poranna kawka z Kafką | Porąbane marzenia | Potężne i głębokie warstwy pierwotnego mitu | Powieść brukowa | Powszechna życzliwość | Powtórka z cynizmu | Poznaj samego siebie | Prawda | Prawda jest jedna i piękna, ale złożona | Prawda popłaca | Prawdziwa metropolia | Prawi i sprawiedliwi | Prawiezmartwychpowstanie | Prawiezmarwtychpowstanie | Prognoza pogody | Pruski smutek | Przecież cię zjem! | Przedagonalny polski agon | Przegląd sportowy | Przeinaczenia | Przez pychę do pokory | Przeżyjesz to, a pote już tylko grób | Przeżyjesz to, a potem już tylko grób! | Przminęło z wiatrem | Prztyczek | Psiapowiednia Majów | Psubrat | Pustka | Pytanie dość retoryczne | Raczej to nie będzie hit | Radosne gonitwy śnieżnych tygrysów | Radość wędrowania | Rejterada Rejtana | Religie nauczą cie pokory | Res Sacra Pecunia | Romans z pop kulturą | Roots, Rock, Reggae | Rozkosze reinkarnacji | Rozmowa nie na telefon | Rozpacz | Rozpacz na wieki wieków | Rozpacz, która podpełza pod gardło | Ruch i świeże powietrze... | Rybołówstwo cudzołożnika | Rycerz pokalany | Samokrytyka | Samotność egzystencjalna | Sekrety pewnego domu handlowego | Seraphic Flames and Heavenly Love | Siedź na dupie i potakuj! | Somatyka | Somatyka logiczna | Spełniona przepowiednia | Spleśniały ser | Sponsorem tej opowieści jest wydawnictwo Błękitny Wieloryb | Sport to zdrowie | Spowiedź morskiego wilka | Stary Sącz i Nowy Sącz | Stary mafioso | Stołeczne stołki | Stratyfikacja społeczna | Suma sumarum | Sumienie rachunku | Sweet Music and Poetry | Sygnały podprogowe | Szalchetne zdrowie | Szczęśliwa pomyłka | Szekspir do żadnej nie należy epoki | Szkarady | Szlachetna gravitas | Szlachetne zdrowie | Słodycze grafomanii | Słówka | Słówko do słówka, a uzbiera się sówka | Tadeusz Bój Jeleński | Taia chińska podróbka | Takie będą rzeczpospolite jakie tego blogu chowanie | Takie tam, pierdoły | Talking Heads | Tania chińska podróbka | Tatiana | Teorie świata nauki | Terapeutyczie | Terapeutycznie | Thames | The Doors. Uchylone drzwi | The Lion cub | The fruit of beauty and despair | To na pewno nie Lec | To nie żadna filozofia | Tragiczne pożegnania | Transformacja duchowa | Trudna sztuka dialogu | Trudno czasmi coś sklecić | Trzylogia | Trója z polskiego | Twarda rzeczywistość | Ty mi tutaj nie filozuj | Tygrysologia stosowana | Tysiac i jeden ptaków | Tysiąc i jeden kotów | Tysiąc i jeden ptaków | Tysiąc różowych kroliczków | Tęsknica | Tęsknota duchowa | Ubekistan | Ucone księgi | Uczeni ludożercy | Uderzenia losu | Uduchowienie | Umrzeć z miłości | Upadek Pierwszego Człowieka | Uroczy wegetarianin | Uszczelnienie systemu podatkowego | Utrata uzębienia | W czym mogę panu pomóc? | Wciąz powtarza się ta sama historia | Wciąż powtarza się ta sama historia | Wdzieczna muzyka przywraca ład serca | Wesola grafomania z morałem | Wiecej broi dla szaleńców w Teksasie | Wieczne powroty | Wiedza radosna | Wielka wygrana | Wielomówstwo, czyli plaga opowiadania | Wierzba płacząca | Wiosny i jesienie | Witch | Więcej broni dla szaleńców w Teksasie | Wojna totalna | Wpis o kształcie piramidy | Wprowadzenie do kruczków prawnych | Wrzucam wszystko do kosza | Wrzątek | Wspomneinei pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Współczesny filister | Wszystkie rybki | Wszystko na A | Wszystko na sprzedarz | Wszystko na sprzedaż | Wygrana | Węzłowato | Wólka Węglowa | Xin Lu, typowa brunetka o granatowych oczach | Z Nietzschego nic nie powstaje | Z księgi wulgaryzmów | Z rupieciarni myśli | Zaczarowany świat zen | Zanim mnie wrzucą do dołu | Zapowiedź Apokalipsy | Zaraz wracam! | Zasada domniemanej winy | Zaskroniec | Zastał Polskę drewnianą... | Zatrzaśnięte drzwi | Zbaw mie Buddo Amido | Zbaw mnie, Buddo Amido | Zdrowy egoizm | Zegar dziejów | Zestrzelenie księżyca | Zginął z rąk słabej kobiety | Zima się nas nie ima | Zjawiskowe | Znak jaskółki | Zrozumieć wartość tego, co nieużyteczne | Zuch zawsze ochoczy! | Zwierzęta pod postacią ludzi | Zwyciestwo konsumpcjonizmu | Ząb mądrości | ie zabijajcie drzew! | ieosobiście | kosmos | Łagodne prawo, ale prawo | Łagodność tygrysa | Śmiechotki, chichotki | Śmiertelna powaga | Śmierć | Światełko w mroku | Świętość, wziętość, nadętość | Życie jest tragiczne | Życie samo | Życzliwe spojrzenia na całość ogródka | Żyć, nie umierać
RSS

Kwiatostan śmierci

sobota, 24 listopada 2012

        Niegdyś, jeszcze przed końcem mojego życia, słuchałem dużo muzyki barokowej, którą uwielbiam i, między innymi, stałem się "koneserem" lutni i klawesynu.  Nie każdy lubi te instrumenty - lutnia zwykle usypia, a brzęczący klawesyn drażni, zwłaszcza, kiedy ktoś lubi to monstrum, jakim jest współczesny fortepian! ...Z przyjemnością wymieniłbym tu wszystkich tych, szczególnie francuskich, kompozytorów, którzy nadali owej muzyce najwyższą rangę...Paradoksalnie warunki mojego życia zawsze były takie, że mało pozostawiały miejsca na słuchanie owych instrumentów i kompozycji...mimo to zawsze chętnie to robię. 

        A kiedy myślę o klawesynie i fortepianie, to przypomina mi się obraz Turnera przedstawiający żaglowiec i parostatek.  A także, mimo woli, śmierć Marii Antoniny.  Bowiem klawesyn jest jednym z symboli owej arystokratycznej kultury...I teraz, kiedy owi kulturalni  barbarzyńcy niszczą nie tylko moją k u l t u r ę, lecz także  p o d s t a w y  m o j e g o   ż y c i a, moja skłonność do melancholii zmienia się w bunt przeciwko hipokrytom od wolności, równości i braterstwa...Przeciwko tym wszystkim pieskom i małym tyranom, którzy demokrację wykorzystują dla swych małych, nikczemnych korzyści...Bowiem po każdej rewolucji nieuchronnie następuje restauracja - czyli powrót dawnej tyranii w zawoalowanej formie... 

       Rozumiem też jednak i ów lud.  Owe tysiące, które w upale dźwigają ciężary zbyt ciężkie, aby mogli to znieść bez muzyki lekkiej jak reggae i bez jointa. Tych, którzy nie mogą już znieść babilońskiego jarzma, bowiem niewola ekonomiczna, to najgorszy rodzaj niewoli...Inne rodzaje rozrywkowego łomotu nie budzą już jednak takiej mojej sympatii - poza może autentyczną muzyką etniczną...

       Co więcej ja sam nie mogę liczyć na niczyją sympatię, bowiem obcy jestem zarówno wśród owych udających arystokratów ducha, jak i ludzi prostych, a już najbardziej obcy - jak każda istota anielska - wśród zjadaczy chleba.  Jedni nigdy nie uznają szlachetności mojej natury, a drudzy nie zauważają mojej szczerej prostoty.  Wszyscy zaś zgadzają się co do tego, że istoty równie niepraktyczne jak ja muszą zginąć.  Czy to nie wspaniały consensus? 

       Uwielbiam te klawesynowe i lutniowe kaskady, złote słońca i szumiące fontanny, cienie i półcienie, labirynty skryte wśród ogrodów, szemrzące strumyki i bachiczne tańce...i owe portrety kreślone subtelną dłonią kompozytora...Chociaż moimi mistrzami są Louis Couperin, Froberger, Weiss i Bach, a więc kompozytorzy, których forma wyrazu jest nieco bardziej zrównoważona i ascetyczna, a melancholia głęboka...Cieszę się, że klawesyn i lutnia nie znalazły się na śmietniku historii i że również sam się do tego przyczyniłem wspierając moim zakupami grających na nich artystów.  

 

 

poniedziałek, 08 października 2012

           Pierwszego listopada pójdę na grób Joasi.  Jest w starej, ocienionej drzewami części cmentarza, po której teraz jeszcze radośnie skaczą wiewiórki, częstymi gośćmi są koty, piesek grabarki, a czasami nawet zagląda tutaj lis z pobliskiego lasu.  Trudno czasami uwierzyć, jak szybko mija czas.  Joasia nie żyje już od dziesięciu lat, a mnie wciąż, jak każdemu, kto wspomina utraconą bliską osobę, wydaje się, że to było wczoraj.  Jest jednak także coś, co odróżnia te moje wspomnienia od innych.  Joasia nie tylko umiera co roku każdego 17 września i 1 listopada, kiedy na jej grób przychodzą najbliżsi, ale też ożywa każdej wiosny.  Odwiedza mnie wtedy w moim domu i idziemy na spacer trzymając się za ręce.  I chodzimy po parkowych alejach do późnego wieczoru, a po zachodzie słońca Joasia znika, a ja wracam ze spaceru sam.  

           Moja biedna, mała córeczka.  Tęskni za mną nawet z zaświatów.  A ja, czując ciepło jej dłoni, jej malutkich paluszków, odzyskuję utraconą nadzieję.  Moje dłonie są zawsze chłodne, jakbym to ja, a nie ona, powracał z krainy nicości i zawsze takie kościste i niezręczne w uścisku.

           - Jak tam ci jest, córeczko? - pytam

           - Jest mi tam dobrze.  Tak spokojnie i cicho.  A w okół tylko ciemność, bez żadnego smutku.  Wciąż mogę oddawać się marzeniom na jawie, a moje sny są tak realne, jakbym stąpała po ziemi.

           - Śniło mi się tej nocy, że pulchne robaki objadły twoje ciałko do kości i strasznie rano płakałem -

           - Ach,  Tatusiu, nie martw się!  Dawno już oddzieliłam się od mojego ciała i przebywam w różanym gaju, gdzie wszystkie kwiaty są czarne. Ich listki pokryte są czarną rosą i każdej zimy ścina je mroczny szron. 

           - Myślałem, że tam nie ma pór roku -

           - Jest tylko zima i śnieg -

           - Dlaczego musiałaś to zrobić?

           - Wiesz, jak to jest czasami z nastolatkami.  Porwał mnie w swoje objęcia mroczny wir.  Po śmierci Lucynki nie mogłam i ja dłużej żyć. Tęskniłam za jej głosem, uśmiechem, dotykiem, za naszymi wspólnymi zabawami, miłosnymi zwierzeniami i płaczem.  Wiesz, jak to jest.  Nie możesz żyć bez ukochanej osoby.

           - A twoja mamusia?  A ja?

           - Wiesz, że mamusia od ciebie odeszła, a ty zawsze byłeś taki dobry i...słaby.  Nie potrafiłeś się nawet z nią kłócić.  Zawsze przegrywałeś. Wystarczy mi jak widzę cię raz w roku.

           Słysząc te słowa zapłakałem rzewnie, ale dziewczynki już ze mną nie było.  Droga ze spaceru dłużyła mi się w nieskończoność.  Myślałem jednak "Może ona ma tam dobrze.  Ach te współczesne Lesbie i Safony!  Czy ktoś na świecie potrafi bardziej kochać?"  Nie wiem jednak, czy po śmierci też są razem.  Nigdy o to nie pytałem. Właściwie zawsze chcę o to zapytać, ale moja ukochana córeczka znika.  A ja już coraz bliższy jestem zmierzchu mego własnego życia i już niedługo roztopię się we mgle.  Monotonne są takie rozmowy, powtarzalne, ale o co można spytać kogoś, kto odszedł na zawsze?      

 

 

środa, 29 sierpnia 2012

              Wyobrażasz sobie, że konstruktywnie działasz i że odnalazłeś swą drogę.  Życie to wędrowanie bezdrożem.   Na wydeptanych ścieżkach nie ma już nawet śladów życia.

sobota, 16 czerwca 2012

            Podobno w Łazienkach otwarto dzisiaj Chińską Aleję.  Nie zdążyłem jednak tego zobaczyć.  Za to wieczorem udałem się na ulice Podchorążych, która w sporej swej części przechodzi obok Łazienek.  Dotarłem tam przed jedenastą.  Patrzyłem, jak kwitnący za parkanem bez osypuje się na murek ogrodzenia i jak zwykle usiłowałem sfotografować swój cień, bowiem niczym innym już nie jestem, tylko owym Cieniem.  Nie wiem dlaczego jestem przekonany, że ów cień mnie przeżyje i że po śmierci będzie istniał jeszcze bardzo długo - może nawet trzysta lat.  Jakże różnymi jest on jednak istotami - raz chińskim wojownikiem obsypanym jesiennymi liśćmi, innym razem podwójnym mrocznym widmem lub różojadem, czasami staje w rozkroku na nogach długich jak szczudła i prawie dosięga księżyca, bywa, że ma głowę szakala, albo morduje młotkiem mój drugi cień - jednym słowem nie nudzi się!  Ja zaś z pokorą ustępuje mu miejsca.

           Sprzeczność.  Bez możliwości znalezienie rozwiązania. Jakże tęsknię czasami za Jej twarzą, której teraz nie mogę zobaczyć, albo za dotykiem Jej dłoni.  Czy to nie dziwne, skoro już mnie nie ma?

           Jednak tym razem wydarzyło się coś nieprzewidzianego.  Dokładnie w tym miejscu, gdzie spacerowałem kiedyś z mądrą Emmą, która znikła gdzieś w oddali - tak, z tą Emmą, która mówi o sobie, że jest Wiosną, chociaż przeżyła już prawie sto lat! - dokładnie w tym miejscu, gdzie widzieliśmy kiedyś razem jeża, gwałtownie zawirowało powietrze i ujrzałem przed sobą Świetlistą Postać, która nie miała twarzy.  Niedaleko od tego miejsca jest niewielka kapliczka, przy której umieszczono dwa okazałe znicze, pomyślałem więc, że to może duch owego miejsca.  Jednak to niemożliwe, bowiem tam, gdzie pojawia się krzyż, istota tego rodzaju czuje się nieswojo, aż w końcu ucieka.  "No dobrze.  Już się nie bój. To na pewno nie duch.  Zresztą za szybą umieszczono zdjęcie Jana Pawła II.  To może być co najwyżej zmora" - powiedziałem sobie, pragnąc wzmóc swą odwagę.   

           Pedro Florez w swoim niestety już dzisiaj prawie zapomnianym "Traktacie o Zmorach i Strzygach włóczących się po drogach i porywających dziatki" napisał, że "Zmory bywają niekiedy tak zachwycająco piękne, że nawet poeta po wytrzeźwieniu nie rozpozna w nich upiornej istoty z tamtego świata.  A kiedy w zachwyceniu pragniesz scałować jej usta, bestia morzy cię tak długo, aż wyzioniesz ducha i to niezależnie od tego, czy jesteś Ojcem, szlachcicem, mieszczaninem czy prostym parobkiem".   A bł. Alfons z Murcji, ten sam, który jadąc na osiołku nad Nilem i zrywając nenufary, omal nie padł ofiarą krokodyla, zauważa: "Na ataki owych przebiegłych istot narażeni są też zakochani, którzy w swej dziecięcej ufności widzą wszystko na opak za poduszczeniem samego Belzebuba, księcia piekieł.  Temu jednak, komu Pan Nasz Jezus Chrystus podaje swą dłoń nic już zagrozić nie może".   Fragment ten zawsze wydawał mi się smutny.  "Dlaczego Chrystus poda mi swą dłoń dopiero w chwili śmierci?  Przecież znam go tak dobrze i noszę Jego miłość w moim sercu" - myślałem niejednokrotnie. 

          Nie lubię myśleć o swojej śmierci.  Zawsze będzie przedwczesna, a jednocześnie spóźniona.  Czy nie należało zabić się, gdym ukończył dziewiętnaście lat?  Po mojej pierwszej miłości nie byłoby już następnej, a zatem ocaliłbym swą niewinność. Z drugiej strony jednak najbardziej jestem ciekaw tej, która jest we mnie teraz, a jest to miłość do życia i do delikatnego, trochę zawstydzonego uśmiechu Mojej Ukochanej...za który gotów jestem umrzeć.

         To ta miłość, o której mój psychoanalityk Dr Diavolo mówi, "Sam sobie powróz kręcisz na szyję!".  "Jak to", zapytałem kiedyś, "czy cierpię na kompleks Fausta?"  "Oczywiście nie! - odpowiedział - Ale ma pan nie po kolei w głowie.  Dziewczyna jest piękna i nieszczęśliwa. Piękną być przestanie, a nieszczęśliwa będzie zawsze, bo nie jest pan księciem z bajki tylko ofiarą losu.  Czy ona chociaż pana kocha? Im prędzej pan wytrzeźwieje i ją porzuci, tym lepiej dla pana, bo wtedy ona tego nie zrobi, i dla niej, dla wszystkich, dla jej ojca, matki i braci, nawet dla mnie i dla całego społeczeństwa, które, proszę pana,  gardzi takimi chorobliwymi stanami umysłu. Czy ona ma dzieci? Jeśli tak, to tym lepiej i dla jej dzieci".  "Ależ Fra Diavolo!  Protestuję przeciwko takiej interpretacji!  Czy nie słyszał pan nigdy o tym, że prawdziwa miłość nie przemija?  Nie mam na myśli bynajmniej jakiejś podejrzanej "chemii", jak to nazywacie, a która jest w istocie grą hormonów, ani miłości jako dzikiego porywu serca zakochanego wilka, ale tę miłość, której pan zapewne nigdy nie zaznał i nawet nie przeczuwa jej istnienia, a która istnieje w głębi naszej duszy". 

        Dr Diavolo wybuchnął głośnym śmiechem i rzekł: "Każdy tak mówi w chwili zaślepienia.  Co do mnie, to i ja kiedyś kochałem, ale przez pomyłkę. Typowa czynność pomyłkowa. Miałem ochotę, ale przez pomyłkę się zakochałem.  Uszy do góry, Aurelio!  Pan ma na imię Aurelio?...Więc powiem panu, otrząśnie się pan z tego. A do Fausta, niestety, panu daleko. Wie pan, że Faust miał jednak ogromną wiedzę i o ile wiem zgłębił całą filozofię w poszukiwaniu filozoficznego kamienia.  A pan może ma kamień w nerce i to wszystko, młody człowieku!".  "Nie. W nerce nie mam.  USG wykazało, ze mam kamień na sercu" - odpowiedziałem -"Jest bardzo ciężki!"

        "Pan, taki wrażliwy!" - huknął doktor - "Niech pan się czymś zajmie!  Dziewczyna i tak od pana odejdzie.  Albo pana zdradzi. Tak czy inaczej radzę panu, niech pan się weźmie za swoje sprawy zanim jeszcze nie jest za późno. Wie pan, że jest pan potencjalnym samobójcą?".  "Nie tylko potencjalnym, ale ja nie mam żadnych ważniejszych od tej spraw".  "To musi pan mieć, proszę pana!  I ten kamień od razu spadnie panu z serca.  Łups!  Nie może pan być ciągle rachitykiem. Przepiszę teraz panu lubczyk i kilka innych afrodyzjaków + LSD i niech pan szuka sobie nowej dziewczyny. Łatwo ją pan znajdzie. To taka, której nie będzie pan kochał i którą bez skrupułów porzuci pan dla innej. Potrzebuje pan mocnych, męskich wrażeń. Seks, hazard i alkohol. Może trochę muzyki, byle nie klasycznej. To wszystko.  Nie ma co wydziwiać...A, byłbym zapomniał, może pan tak podpisze ten formularz? To, wie pan chyba, co to jest? To cyrograf.  Taka, wie pan, umowa cywilno-prawna, czy coś w tym rodzaju. Czysta formalność! My w piekle nie przywiązujemy do tego żadnej wagi. Chodzi tylko o to, żeby pan się przyznał do tego, że jest pan idiotą. Ważne jest praktyczne życie mój, chłopcze"

       ...I zniknął.