Kategorie: Wszystkie | "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę" | ...bez końca | 0 | 100O i jeden Rabinów | A Puszkina też zapuszkują? | A moze to tylko pomieszanie zmyslow | A nie lepiej być purystą? | Aaaaaaaaaaaaaa...aalfabeta | Ach, gdzież jest litość lub wspolczucia pozór? | Ach, gdzież jest litość lub współczucia pozór? | Adam Mic - Kiewicz | Adaś i Ewka | Aforystyka | Amerykański sen | Autopsychoterapia | Bez sensu to to! | Bez szaleństwa... | Bezmyślne okrucieństwo | Bezradność | Biedna Szymborska | Biedny Kapturek! | Bliźni miłości | Bliźniego miłość... | Blondyn | Blue Bossa | Bojaźń i drżenie | Bratnie dusze | Bruner, ty świnio! | Buddyzm w życiu codziennym | Bóg mi poskapił tej anielskiej miary... | Bóg mi poskąpił tej anielskiej miary... | Bójstwo samo | Caritas | Chiziofrenia | Choroba na śmierć | Chwila ułudy | Chwila wytchnienia | Chłodne upojenie | Cierpienia i radości | Cierpienie i radość | Cleen feed | Cnota niedoli | Co slina na język przyniosła | Co tam panie w polityce? | Co w niebie piszczy | Co ślina na język przyniosła? | Corrida | Coś dla duszy... | Coś tak wulgarnego | Cudotwórstwo | Czarna Perła Tao | Czarny tulipan skrzyżowany z czarna różą | Czarny tulipan skrzyżowany z czarną różą | Czary Mary | Czego nie przysięgał Hipokrates? | Człowiek nie jest rzeczą | Człowiek to brzmi dumnie, ale nie u mnie | Często chowa | Częstochowskie rymy | Deficyt aniołów | Delightful! | Demokratyczne wybory w Oczodołach | Diabłoterapia | Dla wszystkich i dla nikogo | Dnieje | Do samego siebie | Dodatek | Dowcipas dnia | Duma narodowa | Dusze drzew | Dyskretna mgiełka autoironii | Dzielność | Dziki kapitalizm | Dzisiejsza młodzież | Dzisiejsza młodzież nosi ładną odzież | Egzystencjalizm jest chumanizmem | Ekonomia zbawienia | Elegancja Francja | Elegijnie | English gentelman | English gentleman | Epicurus | Ewa tylko ziewa | Falochron | Female | Filozofia bez uczoności | Forever Loving Jah | Gadu, gadu | Gadu, gadu, trochę więcej jadu | Gal Anonim | Gaz dla pedałów | Gaz dla pedałów, młot dla sierpów | Gdy rozum śpi... | Gendarme | Genek, gienialny gieniusz | Geno Typ | Gorący uczynek | Grabarz | Grabarz nonsensu | Gry i zabawy literackie | Głupota przysłowiem narodów | Głębie i tajnie Podświadomego | HIstoria nauczycielką bicia | Herbatka zen | Homo economicus | Homo sapiens czy Homo politicus | Humor absurdalny | Humor nieco absurdalny | Humor, satyra, panie... | I rekiny w oceani mają zębów cały rząd | I rekiny w oceanie mają zębów cały rząd | Indie Wschodnie i Zachodnie | Industrial | Istnieje również wrodzony brak poczucia humoru | Ja tam bynajmniej nie wiem | Jak długo będę jeszcze żył? | Jak uprawiać agresywne dziennikarstwo? Poradnik dla początkujących | Jakże cżęsto powtarza się ta historia | Jakże trudno czasami coś sklecić! | Jan i Małgorzata | Jan z Czarnolasu | Jesienna muzyka | Jeszcze smutniej! | Jeździec Apokalipsy | Językologia | Kaczuszki mandarynki | Karawana idzie dalej | Katedra Adamowego Żebra | Kawa z Kafką | Każdemu według naszych chęci | Każdemu według potrzeb | Każdemu, o czym tylko zamarzy | Kiciuś Miciuś! | Kicuś Micuś! | Kiedy człowiek staje się bestią | Kiedy owce nie milczą | Kij w mrowisku | Kniaź Wiktor | Kochani ludożercy | Kolacja Pani Sowy | Kometa tylko głownia nie ta | Konkwista | Koryfeusz nauki, milośnik sztuki | Koty i inne zwierzęta | Koty, głupoty, palikoty | Kości rzucone są | Kość słoniowa | Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatni | Kto pisze teraz historię? | Kuchnia szamańska | Kwiatki Św. Franciszka | Kwiatostan śmierci | Kwitnienie kultury | Kwitnąca wiśnia | La colombina i ciche ukojenie | Lekarzu - lecz się sam! | Lenin wiecznie żywy | Leśmianiada | Lichwiarstwo polskie | Liryki i prztyki | Logika dziejów | Londyńska mgła niepamięci | Londyńskie przygody | Los ofiary | Los puka do moich drzwi | Lotosowy wpis | Ludzie ludziom... | Lunatyzm | Lęk społeczny | Made in Japan | Maligna | Marność nad marnościami | Marność nad marnościami. Rekoleksje Wielkopiątkowe | Marzenia senne | Marzeniologia stosowana | Maszkary i senne dziwadła | Maszkary i senne widziadła odbite w lustrze | Mała czarna z Kafką | Medycyna naturalna | Meine Liebe Augustin! | Melancholia | Melancholia stosowana | Memorabilia | Meszreiw | Meteo | Mgiełka autoironii | Mglisty dzień. Mgła | Mikołak | Mistrz i Małgorzatka | Mistycyzm lunarny | Mistyka i miłość | Mitologia osobista | Mitologia świata | Miłość | Miłość bliźniego | Miłość nie zawsze szczęśliwa | Miś Uszatek | Moc rytuałów | Monada nie ma okien | Mowa potoczna | Mowa ptaków | Mowa serca | Moze ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może ktoś się ucieszy? | Może ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może to trochę zbyt uszczypliwe | Musicology | Muza lekkich obyczjów | Muzyka przywraca ład serca | Myszoterapia dr Nezumi | Myśli prostego człowieka | Mądrość Natury | Mądrość jak z gazety | Mądrość narodów | Młot na faryzeuszy i hipokrytów | Męstwo bycia | Mówił sen do snu | NIe ma na świecie dwóch takich samych liści, ni kropel deszczu | Na jawie (lecz to, co niejawne pozstaje) | Na stos rzuciliśmy szcześcia los | Na stos rzuciliśmy szczęścia los | Na szczytach hipokryzji | Na zdrowie! | Nad piekną rzeką | Najokrutniejsze zwierzę | Najsłodsza tajemnica | Narastająca senność | Nic dzisiaj ciekawego nie napisałem | Nicość | Nie am dwóch takich samych liści, ni kropel wody | Nie bój się - najwyżej cię rozstrzelają! | Nie czas żałować burz, gdy płoną oczy | Nie czas żąłować burz, gdy płoną oczy | Nie każde szczere złoto jest szczerozłote | Nie ma na świecie dwóch takich samych liści ani kropel wody | Nie ma na świecie dwóćh atkich samych liści lub kropel deszczu | Nie ma takiego smutnego, co by na wesołe nie wyszło | Nie ma zazdrości bez miłości | Nie oddamy nawet guzika | Nie tylko dzielenie włosa na czworo | Nie wiem, ja w ogóle nie myślę | Nie zabijaj! | Nie zabijajcie drzew! | Nie zawsze urocza dzecinada | Niebiańskie szczyty głupoty | Niech pani będzie dzielna! | Niech zapłaczą na moim pogrzebie | Nieco drapieżny wpis | Niekoniecznie ptasi móżdżek | Nienawiść bliźniego | Nieosobiście | Nieprzesłane przesłanie | Niestworzone rzeczy | Nieszkodliwe głupotki | Niewczesna melancholia melomana | Niewczesne rozważania | Niewielka profanacja | Niewielkie przekłamanie | Niskolotnie | No No! Teatr No | No comments! | No no! | Nowa poezja lingwistyczna | Nędzne kabareciarstwo | O Leonardo, po cóż się tak trudzisz? | O dzieleniu włosa na czworo, czyli metodzie scholastycznej | O dzieleniu włosa na czworo, czyli o metodzie scholastycznej | Obciachy | Obscenia i parafrenalia | Obsesja dobrego biustu | Ojej! | Oko w oko z zębem mądrości | Okropieństwa | Okruchy odgrzebane z lawy | Okruchy życia wygrzebane zlawy | Okruchy życia wygrzebane z lawy | Okrutna losu ironia | Orientuj się na orient | Owczarek | Owczarki afgańskie | Owocożerni | PL jak piekło | PO PiS | POeci wszystkich krajów dzielcie się | Pan Tadeusz | Panie pośle, po chrześcijańsku panu wybaczam | Pańska satyra polityczna jest niegramatyczna | Pendant do pewnego przypisu | Perlikowski | Pewna elastyczność zasad | Pewne jak w banku | Piorunujący piorun! | Po owocach poznacie ich! | Po upadku | Pobożne życzenia | Podpatrywanie Natury | Podroby i inne podróbki | Pokolenie Kainowe | Pokorne ciele | Pokorne cielę | Pokusa | Polak potrafi | Polak potrafi! | Politolog i Politowska | Politycznie niepoprawne! | Polonica | Polonika rycerskie | Polucje i ablucje | Pomarańcze i mandarynki | Pomarznąć dobra rzecz | Pomarznąć dobra rzecz! | Pomoc psychologiczna | Poranna kawka z Kafką | Porąbane marzenia | Potężne i głębokie warstwy pierwotnego mitu | Powieść brukowa | Powszechna życzliwość | Powtórka z cynizmu | Poznaj samego siebie | Prawda | Prawda jest jedna i piękna, ale złożona | Prawda popłaca | Prawdziwa metropolia | Prawi i sprawiedliwi | Prawiezmartwychpowstanie | Prawiezmarwtychpowstanie | Prognoza pogody | Pruski smutek | Przecież cię zjem! | Przedagonalny polski agon | Przegląd sportowy | Przeinaczenia | Przez pychę do pokory | Przeżyjesz to, a pote już tylko grób | Przeżyjesz to, a potem już tylko grób! | Przminęło z wiatrem | Prztyczek | Psiapowiednia Majów | Psubrat | Pustka | Pytanie dość retoryczne | Raczej to nie będzie hit | Radosne gonitwy śnieżnych tygrysów | Radość wędrowania | Rejterada Rejtana | Religie nauczą cie pokory | Res Sacra Pecunia | Romans z pop kulturą | Roots, Rock, Reggae | Rozkosze reinkarnacji | Rozmowa nie na telefon | Rozpacz | Rozpacz na wieki wieków | Rozpacz, która podpełza pod gardło | Ruch i świeże powietrze... | Rybołówstwo cudzołożnika | Rycerz pokalany | Samokrytyka | Samotność egzystencjalna | Sekrety pewnego domu handlowego | Seraphic Flames and Heavenly Love | Siedź na dupie i potakuj! | Somatyka | Somatyka logiczna | Spełniona przepowiednia | Spleśniały ser | Sponsorem tej opowieści jest wydawnictwo Błękitny Wieloryb | Sport to zdrowie | Spowiedź morskiego wilka | Stary Sącz i Nowy Sącz | Stary mafioso | Stołeczne stołki | Stratyfikacja społeczna | Suma sumarum | Sumienie rachunku | Sweet Music and Poetry | Sygnały podprogowe | Szalchetne zdrowie | Szczęśliwa pomyłka | Szekspir do żadnej nie należy epoki | Szkarady | Szlachetna gravitas | Szlachetne zdrowie | Słodycze grafomanii | Słówka | Słówko do słówka, a uzbiera się sówka | Tadeusz Bój Jeleński | Taia chińska podróbka | Takie będą rzeczpospolite jakie tego blogu chowanie | Takie tam, pierdoły | Talking Heads | Tania chińska podróbka | Tatiana | Teorie świata nauki | Terapeutyczie | Terapeutycznie | Thames | The Doors. Uchylone drzwi | The Lion cub | The fruit of beauty and despair | To na pewno nie Lec | To nie żadna filozofia | Tragiczne pożegnania | Transformacja duchowa | Trudna sztuka dialogu | Trudno czasmi coś sklecić | Trzylogia | Trója z polskiego | Twarda rzeczywistość | Ty mi tutaj nie filozuj | Tygrysologia stosowana | Tysiac i jeden ptaków | Tysiąc i jeden kotów | Tysiąc i jeden ptaków | Tysiąc różowych kroliczków | Tęsknica | Tęsknota duchowa | Ubekistan | Ucone księgi | Uczeni ludożercy | Uderzenia losu | Uduchowienie | Umrzeć z miłości | Upadek Pierwszego Człowieka | Uroczy wegetarianin | Uszczelnienie systemu podatkowego | Utrata uzębienia | W czym mogę panu pomóc? | Wciąz powtarza się ta sama historia | Wciąż powtarza się ta sama historia | Wdzieczna muzyka przywraca ład serca | Wesola grafomania z morałem | Wiecej broi dla szaleńców w Teksasie | Wieczne powroty | Wiedza radosna | Wielka wygrana | Wielomówstwo, czyli plaga opowiadania | Wierzba płacząca | Wiosny i jesienie | Witch | Więcej broni dla szaleńców w Teksasie | Wojna totalna | Wpis o kształcie piramidy | Wprowadzenie do kruczków prawnych | Wrzucam wszystko do kosza | Wrzątek | Wspomneinei pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Współczesny filister | Wszystkie rybki | Wszystko na A | Wszystko na sprzedarz | Wszystko na sprzedaż | Wygrana | Węzłowato | Wólka Węglowa | Xin Lu, typowa brunetka o granatowych oczach | Z Nietzschego nic nie powstaje | Z księgi wulgaryzmów | Z rupieciarni myśli | Zaczarowany świat zen | Zanim mnie wrzucą do dołu | Zapowiedź Apokalipsy | Zaraz wracam! | Zasada domniemanej winy | Zaskroniec | Zastał Polskę drewnianą... | Zatrzaśnięte drzwi | Zbaw mie Buddo Amido | Zbaw mnie, Buddo Amido | Zdrowy egoizm | Zegar dziejów | Zestrzelenie księżyca | Zginął z rąk słabej kobiety | Zima się nas nie ima | Zjawiskowe | Znak jaskółki | Zrozumieć wartość tego, co nieużyteczne | Zuch zawsze ochoczy! | Zwierzęta pod postacią ludzi | Zwyciestwo konsumpcjonizmu | Ząb mądrości | ie zabijajcie drzew! | ieosobiście | kosmos | Łagodne prawo, ale prawo | Łagodność tygrysa | Śmiechotki, chichotki | Śmiertelna powaga | Śmierć | Światełko w mroku | Świętość, wziętość, nadętość | Życie jest tragiczne | Życie samo | Życzliwe spojrzenia na całość ogródka | Żyć, nie umierać
RSS

Londyńskie przygody

wtorek, 09 lipca 2013

           Przyjazd do Londynu wiele kosztował Jonathana  i w sensie materialnym, bowiem trzeba było zapłacić za przejazd i w sensie czysto duchowym, bowiem Londyn to gniazdo rozpusty.  Nie tylko wieczorem, ale nawet rankiem przejść spokojnie ulicą się nie da, bo zewsząd otaczają cię damy lekkiego prowadzenia w wieku od lat dwunastu do osiemdziesięciu, w zaułkach kwitnie hazard, a w tłumie roi się od rzezimieszków i opojów.  I czujesz się, jakby biblii księga wypadła ci z rąk, a miast pobożnej medytacji do uszu cisną ci się jakieś wulgarne słowa.  Ale w końcu ten tłum ludzkich kreatur porwał przybysza, może dlatego, że dzień nie był zanadto mglisty.  Wszyscy byli zresztą tego poranka szczególnie ożywieni, bowiem wieczorem czekała ich ulubiona rozrywka - będą wieszać przestępców!  A radosny nastrój jak wiadomo, udziela się.  Poza szczerym wzruszeniem nieźle się przy tym można obłowić korzystając ze ścisku. 

           - Może pogawędzimy, Wasza Lordowska Mość - rzekł pewien podstarzały młodzieniec - Nazywam się Pickpocket       

           - Szukam jakiegoś kościoła - powiedział Jonathan -  Pragnę trochę się schronić przed upałem.

           - Ach!  Chętnie cię tam zaprowadzę za niewielką opłatą - uśmiechnął się młodzieniec.

           Jonathan wyjął z torby sakiewkę, żeby dobyć z niej kilka pensów, ale...sakiewka znikła. Zniknął też i Pan Pickpocket. 

           "Coś czułem, że tak będzie!" - pomyślał Jonathan - "Ale w takim razie tym bardziej potrzebuję modlitwy".

           Przeszedł dosłownie parę kroków, kiedy zaczepiła go jakaś młódka.

           - Ukradli ci sakiewkę, a ty nawet nie drgnąłeś - powiedziała wesoło - Ale, jeśli masz jeszcze coś schowanego gdzie indziej, to kup mi trochę łakoci a potem zrobimy, co zechcesz.

           - To proste! - rzekł dobrodusznie Jonathan - wypchałem sakiewkę kozim puchem i samymi miedziakami,  ale w dłoni trzymałem na przynętę srebrną monetę. 

           - Źle zrobiłeś - powiedziała dziewczyna - Czy wiesz, że jeśli ktoś obserwował Pickpocketa, to grozi mu stryczek?

           - W takim razie chętnie się za niego pomodlę -

           Dziewczyna była na niego zła, ale gestem wskazała na uliczną bramę. 

           - Tu będzie dobrze. Tylko forsę dajesz z góry -

           - Lepiej pokaż mi gdzie jest kościół, a dostaniesz tyle samo...Albo, zapłacę ci nawet więcej. 

           - O gosh!  Takie nudziarstwo.  Przecież ja lubię to robić.  Chcesz mnie pozbawić przyjemności?  To lepiej mi już teraz zapłać za fatygę.  Przez ten czas, który z tobą straciłam, mogłam mieć trzech klientów -    

           Głos dziewczyny był naprawdę smutny, więc Jonathan postanowił wykorzystać jej rozpacz i rzekł:

           - W kościele też można...Takie ukradkowe przyjemności, kiedy człowiek lęka się nie tylko bliźnich, lecz samego Stworzyciela, kosztują gdzie indziej bardzo wiele.  Ale ja zapłacę ci jak za miłość w bramie.  

           - No dobrze, zaprowadzę cię tam i mam nadzieję, że mi go dobrze wsadzisz - rozchmurzyła się dziewczyna.

           Doszli tylko do kościoła, a Jonathan już od Bożego progu woła:

           - Wyrzućcie ją stąd, proszę!  Przybłąkała się do mnie jak suka i nawet w Bożym Domu spokoju znaleźć nie mogę -

           A ponieważ nietrudno było rozpoznać kim jest - dziewczynę wyrzucono.  Ale ta nie był taka głupia i za chwilę znowu weszła do świątyni, usiadła obok Jonathana i poczęła się żarliwie modlić. 

           - Panie Boże wszechmocny i miłosierny złam tego kutasa!  

           W chwilę później zaczęło się nabożeństwo, a dziewczyna znikła.  Jonathan wiedział już, że lepiej na razie nie wychodzić z kościoła, przewidywał jednak, że być może nie uda mu się z niego wyjść już nigdy, bowiem przed kościołem ustawiono już warty, które mogą zmieniać się i przez całą dobę.            

           - Ach, ta zorganizowana przestępczość - westchnął ciężko - Ani król, ani Panowie Lordowie nie są w stanie sobie z nią poradzić.

           - Coś pan powiedział! - syknął jegomość, siedzący po prawicy Jonathana - 

           Nie ulegało wątpliwości, że był to konfident albo, jak mówią Bawarczycy, szpicel.  A Jonathanowi wydawało się, że jegomość ów był w całkiem dobrej komitywie z córą Koryntu.  Sytuacja stawała się krańcowo niebezpieczna.  W końcu nie przyjechał do stolicy, aby zginąć od sztyletu. "Z pewnością Pan Bóg wszystko widzi - pomyślał jednak - I zważywszy moją niewinność, pozwoli mi stąd wyjść cało".  Chór odśpiewał właśnie któryś z hymnów imć Pana Purcella.  A ponieważ wszystkich słuchaczy ogarnęło niemałe wzruszenie, dobra to była okazja, aby się stąd wymknąć. Szczególnie, że nabożnisia przynagliła gwałtowna potrzeba.  Szczęściem Opatrzność Boża czuwała nad nim, bo jak tylko wyszedł usłyszał głos jakiegoś Zydowina:

           - Kto da grosz, niech sra w kosz! - wołał Izraelita, zapraszając za niewielki parawan w kształcie kwadratu.   

           Wielka radość ogarnęła duszę Jonathana, gdy poczuł ulgę.  Wynagrodził więc starotestamentowego hojnym naddatkiem.

           - Dzięki ci, panie.  I chociaż jesteś goj, życzę ci jak najlepiej. Oby nigdy nie spotkało cię żadne nieszczęście, obyś żył sto lat, co ja mówię - nawet dwieście!  "Będą rośli w siłę i ukażą się przed Bogiem na Syjonie" - zakończył słowami psalmisty. 

           - Lepiej mi powiedz, gdzie ta dziwka przygotowuje na mnie zasadzkę - rzekł ponuro Jonathan.

           - Z groszem u mnie cienko, że tak powiem, nie śmierdzę mamoną.  Może bym ci nawet i powiedział, tylko ja się tego Boga boję, co jest na niebie, jak mnie przyuważy, że nic za to nie wziąłem.

           - A ile?

           - Co łaska!  Jak mówią Chrześcijanie -

           - Więc zgoda.  A teraz gadaj!

           - A może chcesz moją córkę za żonę?  Gówniara jest pomywaczką, ale to piękna sztuka. Jest na kim pohulać -

           Jonathan w lot zorientował się, że szaleciarz nie może być Żydem, bowiem Żyd nigdy by tak nie powiedział.  Wyglądało więc na to, że stał się ofiarą kolejnego podstępu.  Nie dał jednak tego po sobie poznać i rzekł:

           - Więc, gdzie się na mnie zaczaili?

           - Powiem, jak dorzucisz jeszcze pensika!  

           - Dorzucam.  Gadaj! -

           - Nie idź Panie drogą przy Tamizie, bo wyłowią twoje ciało z rzeki.  Poza tym wszędzie jest bezpiecznie!  Szolem Alejchem!  

           Wszystko było jasne.  Należało postąpić dokładnie odwrotnie i spacerować nad Tamizą, bo tam nie spadnie mu włos z głowy. Ale Jonathana ogarnęły wątpliwości. "A może to taka podwójna gra, jak w szachach i on dokładnie przewiduje moje ruchy.  Pójdę nad Tamizę, a tam faktycznie poderżną mi gardło".  Usiadł więc gdzieś niedaleko na kamieniu i ani w tę nie mógł się zdecydować, ani wewte...A im bardziej świeciło słońce, tym bardziej czuł, jak głowę wypełniają mu pobożne myśli a w oczach jego zjawiały się Serafiny i Cherubiny, i ocieniały go swoimi skrzydłami...Chociaż kiedy się budził z omdlenia, myślał, że to nietoperze lub sam Lucyfer.  Tak, czy owak marzył o mroku i chłodnej wodzie.  I tak zasnął, nie powróciwszy jednak do Domu Bożego.    

           A kiedy się obudził z tej drzemki, jakieś silne ręce wrzucały go właśnie do rzeki.  Biedny Jonathan, skrępowany był powrozami i zamiast rozkoszować się widokiem zachodzącego słońca, myślał o tym, że jeszcze chwila i jego ciało stanie się pokarmem dla ryb.  Słyszał przerażający chichot dziewczyny, która obiecywała mu dogodzić, a nad sobą widział wykrzywione twarze Pickpocketa i tego znajomego Żyda. Obok miejsca przyszłej zbrodni widniał wiklinowy kosz wypełniony nieczystościami.  "To już koniec!" - przemknęło mu przez myśl - "Nigdy już nie zobaczę słońca. Nigdy już nie wezmę udziału w Mszy Świętej". 

           - Co ty tam bredzisz? - wrzasnął Pickpocket, apotem zaczął przedrzeźniać Jonathana powtarzając  - Never, never, never!

           - Wiem, że za chwilę oddam duszę Bogu - rzekł Jonathan do swoich oprawców - Ale modlę się dla was o miłosierdzie Boże.    

           - Zobaczcie, jaki przygłup! - zarechotał Pickpocket - To ty naprawdę myślałeś, że sobie tutaj spokojnie umrzesz.  Dobre sobie!  

           A podczas, gdy to mówił, Żyd rozłożył swój parawan.  Wtedy siepacze uwolnili z więzów Jonathana i kazali mu tam wejść, ale kosz odstawili dalej, żeby mógł oddychać świeżym, upojnym powietrzem znad rzeki.  Tam już czekała na niego prostytutka Molly, dziewczyna, którą rankiem tak wywiódł w pole.  

           - Tym razem mi nie uciekniesz powiedziała - i spełniła wszystko co chciała.

           W ten oto sposób Jonathan utracił swą niewinność, a zbójecka powinność została dopełniona do końca.  Lecz zamiast dziękować Panu Bogu za swe cudowne i rozkoszne ocalenie świętoszek z rozpaczy skoczył do rzeki, przekreślając tym samym swe nadzieje na życie wieczne. 

                                                "The Lord is good to them, who on him rely,

                                                     And to the soul that seeks him earnestly.

                                                  It is both good to trust, and to attend

                                                     The Lord's salvation unto the end"

           Tymi słowami pożegnali biednego nabożnisia zgromadzeni nad Tamizą zuchwalcy.  Bowiem nie potrafimy uciec przed tym, co konieczne, a Pan Bóg w okamgnieniu z dobrego w zły los nasz los odmienia. (Na szczęście bywa i odwrotnie). Bóg jeden tylko wie, ile wycierpiał zacny Jonathan w ostatnich chwilach i z jaką pokorą musiał znosić ów srogi gwałt, jaki zadała mu dziewczyna.  I na cóż przydała się nieszczęśnikowi cała jego przezorność!  Na co przydała się znajomość obyczajowych realiów!  Usta i ręce słabej dziewczyny wystarczyły by poskromić w nim Lwa Judy. Z prochu powstaliśmy i w proch się obrócimy!  Vanitas...To przez nią giniemy.  I przez ziemską pychę... Jakże krótki jest jej żywot!      

środa, 28 listopada 2012

                           Na krótko przed moją śmiercią spotkałem się z Davidem.  

                           - No i jak, David, bramy Halachy wciąż zamknięte?  

                           - Wciąż się uczę, ale jeszcze nie zgłębiłem litery.  A ty, czy przygotowujesz się na śmierć?

                           - Wciąż się uczę, ale jeszcze nie zgłębiłem życia. A jak nie znając życia można umieć umrzeć?

                           - Ciebie cierpienie każde złamie, Bogumił! -

                           - Nie każde.  Jestem jak to drzewo, którym wiatr targa i które się nie łamie, bo nie stoi zbyt mocno.

                           - Może chcesz jakiejś rady?

                           - Nie, lepiej mi powiedz jak sobie poradzić, skoro napisane jest: "Zabronione jest gaszenie lub zmniejszanie ognia w jom tow. Palącą się

                             zapałkę lub świecę należy ostrożnie odłożyć na bok, by sama zgasła".  Przecież to niebezpieczny zabobon. A jak zapali się od tego

                             dom?

                           - Co ja ci to będę wyjaśniał.  Ty jesteś goj!  Na nic ci się nie przyda nauka, ale wiedz, że mędrcy wszystko przemyśleli w każdym

                             szczególe do najdrobniejszego źdźbła trawy.

                           - W jom tow ogień niczego nie spali?

                           - Próżno jesteś dociekliwy! Tu nie ma co pytać!  To tak, jak z tą twoją śmiercią, dopóki nie będziesz umierał nie poznasz, jak to jest.

                             Poza tym jesteś ignorant. Co ty wiesz?  Hiob wiedział więcej od ciebie.

                           - To jeszcze nie taki najgorszy przypadek, jak sam wiesz. Niewiele właściwie Hioba spotkało. No, może tylko te wielbłądy utracił.

                           - Pijesz do holocaustu? Przecież codziennie mamy jakiś holocaust. To nie było, to jest!  A ty zawsze jesteś taki sam, Boguś!  Więc jak - spotkamy się po śmierci? 

                           - W Szeolu?  Tam nie ma nic, David.

                           - Gdziekolwiek.  Będę na ciebie czekał jak prawdziwy przyjaciel.  

                           - Żegnaj David!  Wiesz, że nigdy już nie przyjadę do Londynu.

                           - Twoja ukochana na pewno to przeżyje!

                           - Ja się zabiję!      

            Mój pogrzeb?  Raczej ci nie będę tego opowiadał.  Nie miał kto za niego zapłacić. Wrzucili mnie do dołu, przysypali ziemią i przyklepali. Od dziesięciu lat już nie żyję, a jedynym śladem mojego istnienia jest metryka zgonu, czy jak to się tam nazywa.  Żyję w wiecznym mroku, bez smutku. A David?  Nie mam pojęcia!  Jestem jednak pewien, że bramy Halachy otworzyły się przed nim.   

                               

 

sobota, 14 lipca 2012

              - Nie mieć zbyt wielu pragnień, być zadowolonym z własnego istnienia i kochać samotność.  Te trzy rzeczy wystarczą, żeby do życia odnosić się z pełną afirmacji miłością - powiedziałem. 

             - Mistrzu!  Moim zdaniem potrzebna jest jeszcze silna wola - powiedziała  dziewczyna z państwa Lu  - Jeśli jej nie ma, nie możemy zrealizować żadnych postanowień.

             - A według mnie najważniejsze jest współczucie i skupienie umysłu - rzekł student  Kitahara - Bo mądrość i poświęcenie nie mają sobie równych.

              - Wybaczcie mi, ale pozostanę przy tym, że wystarczą te trzy rzeczy. A teraz muszę już iść - zakończyłem i zaczekałem, aż wszyscy troje -była jeszcze Sumiko - wyjdą. 

              Złożyli mi pokłony i widziałem przez okno jak o czymś dyskutują i że ten Kitahara dotknął przy tym nadgarstka Sumiko.  "Zawsze był bezczelny - myślałem - Powinien zauważyć, co czuję, kiedy Sumiko zabiera głos.  Zauważyłem, że ta Chinka też czuje się przy nich źle.  Jednak teraz, kiedy postanowiłem zakończyć życie, jest to całkiem bez znaczenia. Nie potrafię już dłużej znieść tej przeklętej samotności.  Jaka szkoda, że muszę jeszcze wieczorem słuchać muzyki świerszczy w domu Pani Otake...Tak bym chciał móc już nigdy nie istnieć!"  

              Kiedy miałem pewność, że ich nie spotkam, wyszedłem na ulicę.  Na niebie świecił już księżyc, jednak nie było jeszcze zbyt późno.  Ten sam, co zwykle agent śledził mnie od samego wyjścia z budynku.  Było to dziwne, bo na ogół zmieniają się i nie mogę zapamiętać, jak wyglądają.  "Trudno byłoby przypisać sens temu, co robią. Chyba tylko jakiś demoniczny.  Czyżby podejrzewali, że jestem mordercą?  Tak,  tego Kitaharę  chętnie bym zamordował.  Bez przerwy się spóźnia, a potem siada obok Sumiko i pisze do niej jakieś karteczki, a kiedy zaczepiam go wzrokiem przybiera pozę pełną szacunku".  

              Skręciłem w pierwszą ulicę w prawo.  Był tam bar kawowy, w którym podawali też moje ulubione ryżowe ciasteczka z owocami liczi. "To jedyne miejsce, gdzie je można zjeść".  Nigdy nie słyszałem, żeby był to jakiś tradycyjny przysmak nawet w Chinach, a co dopiero tutaj.  Za trzy tygodnie miałem już wracać do domu, a jeszcze nawet nie zaliczyłem widoku góry Fudżi.  Sam nie wiem, w jaki sposób tu się znalazłem.  Ktoś chyba powiedział mi - wystarczy wsiąść w samolot!  A  zaproszenie na wykłady załatwiła mi koleżanka Sumiko, która od dawna już widziała we mnie niezłego dziwaka. Takie pozauniwersyteckie wykłady to niezwykła rzadkość.  Nie wiem nawet, kto zapłacił za mój pobyt. Może to z tego powodu mnie śledzą? Skąd mogę wiedzieć, czy to nie mafia?  Podobno są lepiej zorganizowani niż policja.  

              Trzy osoby to dużo, jak na taki wykład.  Staram się nawiązywać do pojęć ich niezwykle ubogiej filozofii, chociaż europejską znają świetnie!  Ale u mnie po wykładzie nie rozmawia się o transcendentalnej jedności apercepcji, w ogóle Kant jest zakazany!  Owszem śmiejemy się czasami wspólnie z buddyjskich koanów i z ksiąg pisanych przez samurajów,  z teatru Kabuki, haiku, rytuału zaparzania herbaty i z muzyki Gagaku. Przyjęliśmy też parodystyczną konwencję mojego wykładu.  To dlatego nazywają mnie Mistrzem i składają ukłony.  W Polsce zwracają się tak do mnie tylko pijacy, kiedy proszą o drobne na flaszkę. 

              - My, Japończycy jesteśmy jak mrówki lub pszczoły w ulu.  Nie jesteśmy nawet osobami. Istniejemy tylko dla naszych rodziców, cesarza, dyrektorów i profesorów - pokłada się ze śmiechu Sumiko.     

              - To tak jak w Anglii, tam też kochają tylko Lordów, Beatlesów, Stonesów i królową - wtóruje jej Kitahara - i może jeszcze Iana Curtisa.

              - Trochę odbiegamy od naszego tematu  - mówię - Ale słusznie, bo to zabawne, że wciąż jeszcze istnieją takie stereotypy!  Napijecie się wina?  - pytam.

              - Ja tak! - odpowiada Sumiko - Pozostali nie piją z szacunku dla nauczyciela.

              Dlaczego właściwie chcę się zabić? Nie wiem!  Na pewno nie z powodu Sumiko.  Lubię ją, ale nawet nie mam na nią ochoty.  Owszem, ubiera się w sposób agresywny.  Czy można zakładać bezkarnie tak krótką spódniczkę, a pod skarpetami jeszcze czarne pończoszki?  Ale te diabelskie fetysze, podobnie jak biała kwiecista bluzeczka, mają tylko przyciągnąć do niej Kitaharę.  Sumiko uwielbia preludia i nokturny Chopina i nawet nieźle je gra swoimi malutkimi delikatnymi rączkami o długich palcach. Do końca życia będzie wyglądała jak dziewczynka!  Podobno Artur Rubinstein w wieku 90 lat interesował się jeszcze kobietami...Przede mną jeszcze długa historia...

               Dlaczego właściwe chcę się zabić?  Nie mam przecież pragnień, jestem zadowolony z istnienia i kocham samotność.  A czy do szczęścia potrzeba czegoś więcej?

              Rzucić się pod rozpędzony pociąg w metrze, jak Anna Karenina!...Ale Anna Karenina cierpiała, miała poczucie winy, kochała i wiedziała, że nie ma prawa do tej miłości, a ja...Poza tym jestem przecież facetem!  Czy nie jestem silny? A może jednak niepotrzebnie się martwię, może jakuza ma mnie już w swoich rękach i nawet na pokazie muzyki świerszczy będzie któryś z ich ludzi.  W jaką dziwną historię zostałem uwikłany! Czego właściwie uczę tych troje i dlaczego dziewczyna z Lu jest taka małomówna?  Może jest komunistyczną agentką? 

               Księżyc odbija się w kałuży, gdybym miał rewolwer strzeliłbym do niego!  A może lepiej zjeść te ciasteczka?

                 

piątek, 04 maja 2012

             Pewna przycmentarna kaplica w Londynie czynna była we dnie i w nocy.  Całymi nocami jakiś kościotrup wygrywał tam na pozytywie Preludium i fugę a - moll Johanesa Brahmsa. Zajrzeliśmy z Miss Barbarą.   Żywego ducha! 

            - To, co robimy? - spytałem.

            - Jestem trochę senna!  Położymy się tu na ławeczce i zdrzemniemy, a rano napijemy się w kawiarni herbaty -

            Tak też zrobiliśmy.  Pytam potem Basię w kawiarni:

            - Czułaś w nocy wszechogarniającą grozę?

            - Raczej nie.  Strasznie fałszował.  A co to leciało?

            Ja mówię: - Brahms! -

            - A ja widziałam we śnie diabła!  Wyglądał zupełnie jak ty, ale to chyba nie byłeś ty! -

            - I co?  Doszło między wami do zbliżenia?

            - Nie.  Był jakiś markotny i niemrawy.  

            - Może to nie był diabeł, tylko licho? - zapytałem.

            - Może!  A piłam coś?

            - Chyba tylko pół litra whisky i irlandzkie piwo, i zażyłaś kwas!

            - To nie byłam zbytnio upalona -

            - W ogóle.  Marihuany nie mieliśmy!  Jeszcze nie wyrosła u Maryi.  Poza tym, jak wiesz, ja nie palę!  A ty piłaś ostatnio na trzy miesiące przed moim przyjazdem...Żartowałem!

            - Tak. Ty zawsze jesteś taki trzeźwy.  Prawdziwy z ciebie świętoszek. A skąd wiesz, że to Brahms, a nie Bach? 

            - Bo Bach byłby inny.  To kwestia szczegółów.  

            - Byłby mniej romantyczny?

            - Tak! ...Ale całkiem ładnie to licho muzykowało!  Szkoda, że spałaś.

            - Ty też spałeś!

            - Ja?

            - A kto? 

            - Chyba musiałem spać. Czy myślisz, że Bóg w Trójcy Najwyższy nas widział?  Ja i tak czuję się jak Franz Kafka!

            - Bóg, chyba nie!  Ale byliśmy na kamerze.  Jeśli to ty grałeś, to odpowiemy za włóczęgostwo i zniszczenie zabytkowych organów.  Może też za seks w niedozwolonym miejscu i świętokradztwo...

            - Nigdy przecież tego w takich miejscach nie robimy!  Mógł słyszeć moje chrapanie.

            - No nie!  Ale może chciałbyś?  Bóg wnika w nasze serca i widzi nawet najbardziej utajone nasze myśli.  On prowadzi nas na pola zielone.