Kategorie: Wszystkie | "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę" | ...bez końca | 0 | 100O i jeden Rabinów | A Puszkina też zapuszkują? | A moze to tylko pomieszanie zmyslow | A nie lepiej być purystą? | Aaaaaaaaaaaaaa...aalfabeta | Ach, gdzież jest litość lub wspolczucia pozór? | Ach, gdzież jest litość lub współczucia pozór? | Adam Mic - Kiewicz | Adaś i Ewka | Aforystyka | Amerykański sen | Autopsychoterapia | Bez sensu to to! | Bez szaleństwa... | Bezmyślne okrucieństwo | Bezradność | Biedna Szymborska | Biedny Kapturek! | Bliźni miłości | Bliźniego miłość... | Blondyn | Blue Bossa | Bojaźń i drżenie | Bratnie dusze | Bruner, ty świnio! | Buddyzm w życiu codziennym | Bóg mi poskapił tej anielskiej miary... | Bóg mi poskąpił tej anielskiej miary... | Bójstwo samo | Caritas | Chiziofrenia | Choroba na śmierć | Chwila ułudy | Chwila wytchnienia | Chłodne upojenie | Cierpienia i radości | Cierpienie i radość | Cleen feed | Cnota niedoli | Co slina na język przyniosła | Co tam panie w polityce? | Co w niebie piszczy | Co ślina na język przyniosła? | Corrida | Coś dla duszy... | Coś tak wulgarnego | Cudotwórstwo | Czarna Perła Tao | Czarny tulipan skrzyżowany z czarna różą | Czarny tulipan skrzyżowany z czarną różą | Czary Mary | Czego nie przysięgał Hipokrates? | Człowiek nie jest rzeczą | Człowiek to brzmi dumnie, ale nie u mnie | Często chowa | Częstochowskie rymy | Deficyt aniołów | Delightful! | Demokratyczne wybory w Oczodołach | Diabłoterapia | Dla wszystkich i dla nikogo | Dnieje | Do samego siebie | Dodatek | Dowcipas dnia | Duma narodowa | Dusze drzew | Dyskretna mgiełka autoironii | Dzielność | Dziki kapitalizm | Dzisiejsza młodzież | Dzisiejsza młodzież nosi ładną odzież | Egzystencjalizm jest chumanizmem | Ekonomia zbawienia | Elegancja Francja | Elegijnie | English gentelman | English gentleman | Epicurus | Ewa tylko ziewa | Falochron | Female | Filozofia bez uczoności | Forever Loving Jah | Gadu, gadu | Gadu, gadu, trochę więcej jadu | Gal Anonim | Gaz dla pedałów | Gaz dla pedałów, młot dla sierpów | Gdy rozum śpi... | Gendarme | Genek, gienialny gieniusz | Geno Typ | Gorący uczynek | Grabarz | Grabarz nonsensu | Gry i zabawy literackie | Głupota przysłowiem narodów | Głębie i tajnie Podświadomego | HIstoria nauczycielką bicia | Herbatka zen | Homo economicus | Homo sapiens czy Homo politicus | Humor absurdalny | Humor nieco absurdalny | Humor, satyra, panie... | I rekiny w oceani mają zębów cały rząd | I rekiny w oceanie mają zębów cały rząd | Indie Wschodnie i Zachodnie | Industrial | Istnieje również wrodzony brak poczucia humoru | Ja tam bynajmniej nie wiem | Jak długo będę jeszcze żył? | Jak uprawiać agresywne dziennikarstwo? Poradnik dla początkujących | Jakże cżęsto powtarza się ta historia | Jakże trudno czasami coś sklecić! | Jan i Małgorzata | Jan z Czarnolasu | Jesienna muzyka | Jeszcze smutniej! | Jeździec Apokalipsy | Językologia | Kaczuszki mandarynki | Karawana idzie dalej | Katedra Adamowego Żebra | Kawa z Kafką | Każdemu według naszych chęci | Każdemu według potrzeb | Każdemu, o czym tylko zamarzy | Kiciuś Miciuś! | Kicuś Micuś! | Kiedy człowiek staje się bestią | Kiedy owce nie milczą | Kij w mrowisku | Kniaź Wiktor | Kochani ludożercy | Kolacja Pani Sowy | Kometa tylko głownia nie ta | Konkwista | Koryfeusz nauki, milośnik sztuki | Koty i inne zwierzęta | Koty, głupoty, palikoty | Kości rzucone są | Kość słoniowa | Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatni | Kto pisze teraz historię? | Kuchnia szamańska | Kwiatki Św. Franciszka | Kwiatostan śmierci | Kwitnienie kultury | Kwitnąca wiśnia | La colombina i ciche ukojenie | Lekarzu - lecz się sam! | Lenin wiecznie żywy | Leśmianiada | Lichwiarstwo polskie | Liryki i prztyki | Logika dziejów | Londyńska mgła niepamięci | Londyńskie przygody | Los ofiary | Los puka do moich drzwi | Lotosowy wpis | Ludzie ludziom... | Lunatyzm | Lęk społeczny | Made in Japan | Maligna | Marność nad marnościami | Marność nad marnościami. Rekoleksje Wielkopiątkowe | Marzenia senne | Marzeniologia stosowana | Maszkary i senne dziwadła | Maszkary i senne widziadła odbite w lustrze | Mała czarna z Kafką | Medycyna naturalna | Meine Liebe Augustin! | Melancholia | Melancholia stosowana | Memorabilia | Meszreiw | Meteo | Mgiełka autoironii | Mglisty dzień. Mgła | Mikołak | Mistrz i Małgorzatka | Mistycyzm lunarny | Mistyka i miłość | Mitologia osobista | Mitologia świata | Miłość | Miłość bliźniego | Miłość nie zawsze szczęśliwa | Miś Uszatek | Moc rytuałów | Monada nie ma okien | Mowa potoczna | Mowa ptaków | Mowa serca | Moze ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może ktoś się ucieszy? | Może ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może to trochę zbyt uszczypliwe | Musicology | Muza lekkich obyczjów | Muzyka przywraca ład serca | Myszoterapia dr Nezumi | Myśli prostego człowieka | Mądrość Natury | Mądrość jak z gazety | Mądrość narodów | Młot na faryzeuszy i hipokrytów | Męstwo bycia | Mówił sen do snu | NIe ma na świecie dwóch takich samych liści, ni kropel deszczu | Na jawie (lecz to, co niejawne pozstaje) | Na stos rzuciliśmy szcześcia los | Na stos rzuciliśmy szczęścia los | Na szczytach hipokryzji | Na zdrowie! | Nad piekną rzeką | Najokrutniejsze zwierzę | Najsłodsza tajemnica | Narastająca senność | Nic dzisiaj ciekawego nie napisałem | Nicość | Nie am dwóch takich samych liści, ni kropel wody | Nie bój się - najwyżej cię rozstrzelają! | Nie czas żałować burz, gdy płoną oczy | Nie czas żąłować burz, gdy płoną oczy | Nie każde szczere złoto jest szczerozłote | Nie ma na świecie dwóch takich samych liści ani kropel wody | Nie ma na świecie dwóćh atkich samych liści lub kropel deszczu | Nie ma takiego smutnego, co by na wesołe nie wyszło | Nie ma zazdrości bez miłości | Nie oddamy nawet guzika | Nie tylko dzielenie włosa na czworo | Nie wiem, ja w ogóle nie myślę | Nie zabijaj! | Nie zabijajcie drzew! | Nie zawsze urocza dzecinada | Niebiańskie szczyty głupoty | Niech pani będzie dzielna! | Niech zapłaczą na moim pogrzebie | Nieco drapieżny wpis | Niekoniecznie ptasi móżdżek | Nienawiść bliźniego | Nieosobiście | Nieprzesłane przesłanie | Niestworzone rzeczy | Nieszkodliwe głupotki | Niewczesna melancholia melomana | Niewczesne rozważania | Niewielka profanacja | Niewielkie przekłamanie | Niskolotnie | No No! Teatr No | No comments! | No no! | Nowa poezja lingwistyczna | Nędzne kabareciarstwo | O Leonardo, po cóż się tak trudzisz? | O dzieleniu włosa na czworo, czyli metodzie scholastycznej | O dzieleniu włosa na czworo, czyli o metodzie scholastycznej | Obciachy | Obscenia i parafrenalia | Obsesja dobrego biustu | Ojej! | Oko w oko z zębem mądrości | Okropieństwa | Okruchy odgrzebane z lawy | Okruchy życia wygrzebane zlawy | Okruchy życia wygrzebane z lawy | Okrutna losu ironia | Orientuj się na orient | Owczarek | Owczarki afgańskie | Owocożerni | PL jak piekło | PO PiS | POeci wszystkich krajów dzielcie się | Pan Tadeusz | Panie pośle, po chrześcijańsku panu wybaczam | Pańska satyra polityczna jest niegramatyczna | Pendant do pewnego przypisu | Perlikowski | Pewna elastyczność zasad | Pewne jak w banku | Piorunujący piorun! | Po owocach poznacie ich! | Po upadku | Pobożne życzenia | Podpatrywanie Natury | Podroby i inne podróbki | Pokolenie Kainowe | Pokorne ciele | Pokorne cielę | Pokusa | Polak potrafi | Polak potrafi! | Politolog i Politowska | Politycznie niepoprawne! | Polonica | Polonika rycerskie | Polucje i ablucje | Pomarańcze i mandarynki | Pomarznąć dobra rzecz | Pomarznąć dobra rzecz! | Pomoc psychologiczna | Poranna kawka z Kafką | Porąbane marzenia | Potężne i głębokie warstwy pierwotnego mitu | Powieść brukowa | Powszechna życzliwość | Powtórka z cynizmu | Poznaj samego siebie | Prawda | Prawda jest jedna i piękna, ale złożona | Prawda popłaca | Prawdziwa metropolia | Prawi i sprawiedliwi | Prawiezmartwychpowstanie | Prawiezmarwtychpowstanie | Prognoza pogody | Pruski smutek | Przecież cię zjem! | Przedagonalny polski agon | Przegląd sportowy | Przeinaczenia | Przez pychę do pokory | Przeżyjesz to, a pote już tylko grób | Przeżyjesz to, a potem już tylko grób! | Przminęło z wiatrem | Prztyczek | Psiapowiednia Majów | Psubrat | Pustka | Pytanie dość retoryczne | Raczej to nie będzie hit | Radosne gonitwy śnieżnych tygrysów | Radość wędrowania | Rejterada Rejtana | Religie nauczą cie pokory | Res Sacra Pecunia | Romans z pop kulturą | Roots, Rock, Reggae | Rozkosze reinkarnacji | Rozmowa nie na telefon | Rozpacz | Rozpacz na wieki wieków | Rozpacz, która podpełza pod gardło | Ruch i świeże powietrze... | Rybołówstwo cudzołożnika | Rycerz pokalany | Samokrytyka | Samotność egzystencjalna | Sekrety pewnego domu handlowego | Seraphic Flames and Heavenly Love | Siedź na dupie i potakuj! | Somatyka | Somatyka logiczna | Spełniona przepowiednia | Spleśniały ser | Sponsorem tej opowieści jest wydawnictwo Błękitny Wieloryb | Sport to zdrowie | Spowiedź morskiego wilka | Stary Sącz i Nowy Sącz | Stary mafioso | Stołeczne stołki | Stratyfikacja społeczna | Suma sumarum | Sumienie rachunku | Sweet Music and Poetry | Sygnały podprogowe | Szalchetne zdrowie | Szczęśliwa pomyłka | Szekspir do żadnej nie należy epoki | Szkarady | Szlachetna gravitas | Szlachetne zdrowie | Słodycze grafomanii | Słówka | Słówko do słówka, a uzbiera się sówka | Tadeusz Bój Jeleński | Taia chińska podróbka | Takie będą rzeczpospolite jakie tego blogu chowanie | Takie tam, pierdoły | Talking Heads | Tania chińska podróbka | Tatiana | Teorie świata nauki | Terapeutyczie | Terapeutycznie | Thames | The Doors. Uchylone drzwi | The Lion cub | The fruit of beauty and despair | To na pewno nie Lec | To nie żadna filozofia | Tragiczne pożegnania | Transformacja duchowa | Trudna sztuka dialogu | Trudno czasmi coś sklecić | Trzylogia | Trója z polskiego | Twarda rzeczywistość | Ty mi tutaj nie filozuj | Tygrysologia stosowana | Tysiac i jeden ptaków | Tysiąc i jeden kotów | Tysiąc i jeden ptaków | Tysiąc różowych kroliczków | Tęsknica | Tęsknota duchowa | Ubekistan | Ucone księgi | Uczeni ludożercy | Uderzenia losu | Uduchowienie | Umrzeć z miłości | Upadek Pierwszego Człowieka | Uroczy wegetarianin | Uszczelnienie systemu podatkowego | Utrata uzębienia | W czym mogę panu pomóc? | Wciąz powtarza się ta sama historia | Wciąż powtarza się ta sama historia | Wdzieczna muzyka przywraca ład serca | Wesola grafomania z morałem | Wiecej broi dla szaleńców w Teksasie | Wieczne powroty | Wiedza radosna | Wielka wygrana | Wielomówstwo, czyli plaga opowiadania | Wierzba płacząca | Wiosny i jesienie | Witch | Więcej broni dla szaleńców w Teksasie | Wojna totalna | Wpis o kształcie piramidy | Wprowadzenie do kruczków prawnych | Wrzucam wszystko do kosza | Wrzątek | Wspomneinei pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Współczesny filister | Wszystkie rybki | Wszystko na A | Wszystko na sprzedarz | Wszystko na sprzedaż | Wygrana | Węzłowato | Wólka Węglowa | Xin Lu, typowa brunetka o granatowych oczach | Z Nietzschego nic nie powstaje | Z księgi wulgaryzmów | Z rupieciarni myśli | Zaczarowany świat zen | Zanim mnie wrzucą do dołu | Zapowiedź Apokalipsy | Zaraz wracam! | Zasada domniemanej winy | Zaskroniec | Zastał Polskę drewnianą... | Zatrzaśnięte drzwi | Zbaw mie Buddo Amido | Zbaw mnie, Buddo Amido | Zdrowy egoizm | Zegar dziejów | Zestrzelenie księżyca | Zginął z rąk słabej kobiety | Zima się nas nie ima | Zjawiskowe | Znak jaskółki | Zrozumieć wartość tego, co nieużyteczne | Zuch zawsze ochoczy! | Zwierzęta pod postacią ludzi | Zwyciestwo konsumpcjonizmu | Ząb mądrości | ie zabijajcie drzew! | ieosobiście | kosmos | Łagodne prawo, ale prawo | Łagodność tygrysa | Śmiechotki, chichotki | Śmiertelna powaga | Śmierć | Światełko w mroku | Świętość, wziętość, nadętość | Życie jest tragiczne | Życie samo | Życzliwe spojrzenia na całość ogródka | Żyć, nie umierać
RSS

Buddyzm w życiu codziennym

poniedziałek, 21 października 2013

        Dwaj mnisi wchodzą na drabinę i mogą już piłować paznokcie Buddy wielkimi pilnikami.  Czy robią mu pedicure czy manicure, Budda uśmiecha się.  Ale mnichom nie jest do śmiechu.  Niedawno jeden spadł w przepaść, a drugiego porwał wiatr. 

                                                              - Taka karma! - mruknął Budda.

                                                      A u jego stóp leżało dziesięć tysięcy liści!

piątek, 27 września 2013

         Podobno łatwiej jest komuś współczuć, kiedy cierpi, niż cieszyć się z jego szczęścia lub powodzenia.  Są jednak ludzie, którzy potrafią jedno i drugie, choć potrzeba do tego dystansu.   Wszystko to razem - współczucie, cieszenie się czyjąś radością i świadomość, że to, co ludzi spotyka jest wynikiem ich karmy (czy też raczej karmana - jak według filologów powinno się mówić) składa się na ŻYCZLIWOŚĆ wobec innych (w sanskrycie - majtri, w palijskim metta).  Kiedy jesteśmy dla kogoś życzliwi, to chcemy, żeby jego pragnienia spełniły się i żeby były dobre...Na jedno i drugie nie mamy jednak zwykle decydującego wpływu... 

        Kiedy interesujemy się czyimś losem, nawet zupełnie przypadkowo i przez chwilę, a nie jesteśmy dostatecznie ostrożni, możemy oberwać... Współczucie pozbawione mądrości naraża nas na sytuacje przykre.  Jak o tym pisał pewien znany buddyjski autor - Pewien rolnik zobaczył wynędzniałą kobrę. Pochylił się nad nią i nakarmił mlekiem, a ta ukąsiła go i biedak umarł.  Miał współczucie, ale nie był zbyt mądry...Kiedy w następnym wcieleniu zobaczy kobrę, będzie mądry, ale może zabraknie mu współczucia...Trzeba więc poczekać do kolejnego wcielenia...

środa, 11 września 2013

        Tak wiele jest książek ostatniego Dalajlamy, że chyba nikt nie nadąża z ich czytaniem.  Czasami są to nawet relacje z naukowych dyskusji z Jego udziałem lub ze spotkań z Chrześcijanami.  "Myśli płynące z serca" to książka, która nie jest dyskusją, lecz bezpośrednią wypowiedzią, która ma trafić do osoby, z którą się rozmawia.  Dalajlama mówi w niej często o negatywnych emocjach.  A oto, co mówi o złości - to tylko fragment tekstu "Tym, którzy czują złość".

        "Często powtarzam, że poddając się wpływowi złości nie zawsze wyrządzamy krzywdę naszemu wrogowi, zawsze natomiast samym sobie. Tracimy nasz wewnętrzny spokój, nie jesteśmy już w stanie nic robić we właściwy sposób, źle trawimy, nie możemy spać, nie wpuszczamy do domu gości. Rzucamy wściekłe spojrzenia tym, którzy mieli nieszczęście stanąć na naszej drodze. Jeżeli mamy jakiś zwierzę, zapominamy je nakarmić. Stwarzamy piekło tym, którzy z nami żyją i nawet nasi najbliżsi przyjaciele oddalają się od nas. W związku z tym, że osób prawdziwie współczujących jest coraz mniej, stajemy się coraz bardziej samotni.

         Tymczasem tak zwany nasz wróg siedzi, być może całkiem spokojnie, we własnym domu. Gdy któregoś dnia nasi sąsiedzi powiedzą mu, co widzieli i słyszeli, będzie niezmiernie uradowany.  Jeżeli usłyszy: "jest z nim naprawdę źle, jest nieszczęśliwy, stracił apetyt, chodzi ze skwaszoną miną, nie czesze się nawet, źle śpi, bierze tabletki uspokajające, nikt nie chce się już z nim widzieć, nawet jego pies nie ma odwagi zbliżyć się do niego, a on wciąż tylko krzyczy", będzie zachwycony. Wówczas powinien dowiedzieć się jeszcze, że wylądowaliśmy w szpitalu, a jego zadowolenie sięgnie zenitu!" 

        (przekład Z. Piątkowska) 

        Równie istotne jest to, co Dalajlama mówi o lęku, w tekście "Osobom przepełnionym lękiem":

        "Niektóre osoby, gdy tylko się budzą, czują trudny do wyjaśnienia niepokój. Tego rodzaju uczucie może mieć rozmaite przyczyny. Niektórzy byli w dzieciństwie maltretowani przez rodziców lub rodzeństwo. Inni byli wykorzystywani seksualnie. Zastosowano wobec nich agresję i teraz trudno jest im o tym mówić, pomału zakorzenia się w nich rodzaj lęku i czują się coraz gorzej.

         Gdy w końcu zdołają wyrazić swoje przeżycia, często pojawia się ktoś, kto pomaga im zrozumieć, że tamte zdarzenia należą do przeszłości, i że maja szczęście mogąc ostatecznie zamknąć ten rozdział życia. .. 

         Jeżeli jesteście pełni niepokoju, gdyż nie macie wiary we własne siły i uważacie, że wszystko, co robicie, i tak się nie uda, zastanówcie się nieco. Gdy rozważycie, dlaczego od początku uznajecie się za kogoś przegranego, zdacie sobie sprawę, że nie istnieje ku temu żaden uzasadniony powód. Wasz problem jest związany ze sposobem, w jaki myślicie, i nie ma nic spólnego z rzeczywistą niemocą".

         Dalej Dalajlama mówi, że dobrze jest pomagać innym, bo wtedy nabieramy zaufania do siebie samych...i przy okazji poznajmy wady innych ludzi, co pozwala nam z większą wyrozumiałością patrzeć na własne wady.  Ale pomagać trzeba szczerze - nie po to, żeby się samemu podnieść...

         Oczywiście Dalajlama nie jest wyrocznią i można byłoby Go przy okazji o wiele rzeczy pytać w przekonaniu, że może być nawet nieco inaczej, niż to stara się ukazać.  Ja na przykład chętnie zapytałbym Go przy okazji pierwszego fragmentu o dwie rzeczy: (1) Dlaczego coraz mniej jest, jak twierdzi, ludzi zdolnych do prawdziwego współczucia?;  (2) Jak ma pozbyć się złości dręczona ofiara, która nigdy nie będzie w stanie walczyć ze swoim prześladowcą, ani przed nim uciec? (A w takiej sytuacji są teraz także niektórzy Tybetańczycy). Wiedzieć, co mógłby na te pytania odpowiedzieć Dalajlama, to zupełnie co innego niż usłyszeć taką odpowiedź. Drugi tekst (przytoczony tu tylko w części) również może pobudzać do stawiania pytań...Pytania takie powinniśmy jednak stawiać nie tylko ludziom, których uznajemy za autorytety, ale przede wszystkim samym sobie.  Dlatego rację miał filozof Epiktet mówiąc: "Rozmawiaj ze sobą!" 

         Ujmujące, ale może i zarazem tragiczne jest to, że Dalajlama z szacunkiem przytacza jakąś wypowiedź towarzysza Mao i odnajduje w niej coś, z czym się zgadza.  Trzeba to rozumieć.   Dalajlama bezskutecznie próbuje nawiązać dialog z władzami Chin, tak, aby w jakiś sposób złagodzić los Tybetu.  Jest to też zgodne z jego przekonaniem, że w każdym człowieku trzeba widzieć człowieka.   Ale jest też powód inny.  Kiedy analizowano "Mein Kampf" Hitlera, zauważono, że w 90% zawiera ona wypowiedzi, z którymi można się zgodzić...To, co doprowadziło świat do zbrodni, zawierało się w tych 10%, z którymi zgodzić się nie można.  Ale i to przedstawione było czasami tak, że stwarzało jakieś pozory...I podobnie jest niemal z każą ideologią lub światopoglądem. 

 

  

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

        "Kiedy życie nas przerasta", "Zacznij tam gdzie jesteś" - to dwie jej książki o psychologii buddyjskiej. Trzecia nosi tytuł: "Mądrość nieuciekania". To naprawdę spora mądrość (w jej zakres wchodzą też techniki medytacyjne, o których autorka ledwie wspomina)...Ale fragment, który wybrałem jest zupełnie prosty:

        "Czy zauważyliście, że gdy usiądziecie w jadalni przy stole, a osoba siedząca obok jest wyraźnie w dobrym nastroju, w jakiś sposób wam się to udziela i zaczynacie czuć się dobrze, jakby ta osoba okazywała wam sympatię?  Ale jeśli usiądziecie przy stole i osoba obok jest wyraźnie skwaszona, zaczynacie się zastanawiać: "Co ja zrobiłem?, albo "O rany, muszę szybko spróbować poprawić jej humor". Czy boli was głowa, czy macie atak depresji - bez względu na to, co się dzieje - jeżeli czujecie się w swoim świecie "u siebie" udzieli się to także innym: oni też będą się czuli dobrze. Możemy dawać sobie nawzajem szansę na dobre samopoczucie, podejmując pracę nad swoim lękiem, nad swoją niepewnością, poranną depresją". 

        Nie każdy i nie zawsze promieniuje szczęściem, a jednak warto o tym czasami pomyśleć Nezumi - ty też! 

              

wtorek, 20 sierpnia 2013

          Pisałem już tu kiedyś o Pemie Czedryn i jej świetnej książce "Kiedy życie nas przerasta".  Teraz chciałbym przytoczyć kilka słów z książeczki o budzeniu współczującego serca, zatytułowanej "Zacznij tu gdzie jesteś":

          "Jedna z najpotężniejszych nauk tradycji buddyjskiej mówi, że dopóki pragniemy, by rzeczy były inne niż są, dopóty inne nie będą. Jeśli usilnie chcemy być lepsi, nigdy nie będziemy lepsi. Gdy jesteśmy mocno nastawieni na przyszłość, nie możemy po prostu się rozluźnić i mieć to, co mamy, ani być tym, czym jesteśmy".

          Nie chciałbym komentować tych słów, bo robi to doskonale sama autorka, zwracając uwagę na pewien schemat naszego myślenia: poczucie, że teraźniejszość nie jest wystarczająco dobra.  Nawet ludzie szczęśliwi, zamiast cieszyć się swym szczęściem, wybiegają w przyszłość...Jej zdaniem, paradoksalnie, trzeba porzucić nadzieję na to, że coś nas uwolni od brzemienia niedostatków własnej świadomości i zacząć po prostu żyć.  To zdrowy odruch.  Nie czekaj, aż medytacja, terapia, czy jakaś Osoba uwolni cię lub uzdrowi - ciesz się tym, co masz, bliskością twoich bliskich i tym, że jesteś taka (taki), jaka (jaki) jesteś.  Budda, ani żaden inny książę z bajki cię nie uwolni - chciałoby się powiedzieć. 

          W innym jednak zupełnie sensie nadzieja jest jednak konieczna do życia.  Chodzi o nadzieję, która nie jest uciekaniem w kolejne złudzenie, ale świadomością, że możemy spełniać swoje pragnienia, jeśli tylko czegoś gorąco i wytrwale pragniemy.  Nie chodzi więc o to, aby rezygnować z pragnień, ale aby nadmiernie nie przywiązywać się do rezultatu własnych działań.  Nie jest to myśl jakoś ortodoksyjnie buddyjska, ale jednak bardzo nośna...W życiu może być lepiej niż jest teraz, ale może też być gorzej.  Wiele zależy od losu, ale sporo też - na szczęście - od nas samych.  

                

              Mnich indyjski o imieniu Kumar:

          - Wczoraj Budda powiedział: "Kiedy mnich doznaje przyjemnego uczucia, jasno uprzytamnia sobie: "Oto teraz odczuwam przyjemne uczucie".  I podobnie w przypadku uczuć przykrych i neutralnych (obojętnych).

              Żaba:  -  Rech, rech, rech...

              Mnich:  - Dlaczego się ze mnie śmiejesz?  My mnisi, mamy przecież kontemplować własne emocje i umysł.

              Żaba:   - Śmieję się z Buddy.  Nigdy nie dorówna mnie, pospolitej żabie...

              Mnich:  - Sądzisz, że Budda o tym nie wie?  Może tylko, w przeciwieństwie do ciebie, stara się odlepić od błota. Chociaż jego umysł jest czysty, jak kwiat Lotosu.

              Żaba:   - Ależ wie!  I dlatego tak gada. "Kiedy mnich ma umysł połączony z pożądliwością, jasno uprzytamnia sobie: "oto teraz mam umysł połączony z pożądliwością". I podobnie uświadamia sobie, kiedy ma umysł bez pożądliwości. A tak samo jest też z nienawiścią i z omroczeniem lub z ich brakiem...

              Mnich:  - I dzięki temu potrafimy z uwagą trwać w skupieniu i nie damy się zwieść. 

              - Kum, kum...jednak coś z tego kumasz, zgodziła się żaba i zanurzyła się w swym błocku.  Kumar odszedł, powtarzając słowa Buddy, ale zapomniał na chwilę, że idzie, pośliznął się i wpadł w błoto.  "Ach, prawda!  Zapomniałem" - pomyślał - Przecież Budda mówi: "Kiedy mnich idzie, jasno uprzytamnia sobie "oto idę". I podobnie, kiedy stoi, siedzi lub leży.  Nie stałem, nie siedziałem, ani nie leżałem, a więc mogłem się potknąć!"  

            

piątek, 09 sierpnia 2013

           Pema Cziedryn ładnie pisze o potrzebie oswajania lęku: 

           "Lęk jest powszechnym doświadczeniem, doznają go nawet najmniejsze istoty. Miękkie ciała morskich stworzeń pozostające na morskim brzegu po odpływie instynktownie kurczą się pod dotknięciem naszych palców.  Wszystko, co żyje, podobnie reaguje na zagrożenie. Odczuwać lęk w obliczu nieznanego nie jest zatem rzeczą niezwykłą. To nieodłączny aspekt życia czujących istot, wspólny nam wszystkim. Lękiem reagujemy na samotność, śmierć lub utratę poczucia bezpieczeństwa. Lęk jest reakcją naturalną, gdy zbliżamy się do prawdy.

            Jeśli jednak mimo poczucia zagrożenia postanowimy pozostać dokładnie tu, gdzie jesteśmy, nasze doświadczenie stanie się bardziej żywe. Bo wszystkie doznania stają się bardziej intensywne, kiedy nie ma dokąd uciec.

            Pewnego dnia podczas długiego medytacyjnego odosobnienia doznałam nagłego olśnienia: zrozumiałam, że nie można być tu i teraz, a jednocześnie zajmować się swoją przeszłością i przyszłością - rozpamiętywać i planować.  Jest to może oczywiste, ale kiedy sami dokonujemy takiego odkrycia, zachodzi w nas przemiana.  Nietrwałość staje się odczuwalna w każdej chwili, podobnie jak współczucie, zdumienie i odwaga.

            To samo dotyczy lęku - Ten kto się znajduje na krawędzi nieznanego - w pełni świadomy tej pozbawienia punktu odniesienia chwili - doświadcza braku oparcia.  Wtedy właśnie pojawia się zrozumienie-odkrycie, że chwila obecna to newralgiczny punkt naszej czasoprzestrzeni.  Sama bardzo krucha, ale obdarzona mocą odbierania nam siły".

           (Pema Cziedryn, "Kiedy życie nas przerasta. Psychologia buddyjska w życiu codziennym")

            Tego rodzaju oswajanie lęku - zdaniem autorki - nie rozwiązuje naszych życiowych problemów, ale uwalnia nas "od arogancji, której tak trudno się pozbyć, będąc teraz nieustannie nękaną przez naszą odwagę stopniowego kroczenia naprzód...Wszystko, co możemy powiedzieć o pustce, uważności czy pracy z energiami, wskazuje na jedno - bycie tu i teraz przypiera nas do muru. Przygważdża nas dokładnie do tego punktu w czasie i przestrzeni, w którym się znajdujemy.  Jeśli się zatrzymamy, zamiast odruchowo zareagować, jeśli nie będziemy niczego wstrzymywać, zrzucać winy na innych, ani też obwiniać samych siebie - zetkniemy się z problemem, którego nie da się racjonalnie rozwiązać. Wtedy spotykamy się ze swym sercem". 

             Najkrócej ujmując myśl autorki: Przed lękiem nie należy uciekać, trzeba się z nim godzić i lepiej go poznać, zagladając mu w oczy, szczególnie wtedy, "gdy wpadamy w pułapkę, którą zgotowało nam życie".  

             "Ciężka" bywa ta buddyjska psychologia (o czym przekonałem się już niejeden raz) i wiele od nas wymaga, ale jest w niej też sporo prawdy.  Przed lękiem i niepokojem nie uciekniemy nigdy, więc i tak nie pozostaje nic innego, niż poznawać go i oswajać się z nim.  To odczuwanie nietrwałości wszystkiego i oswajanie się z nią jest głównym źródłem współczucia dla czujących istot.  Dla wszystkich - dla przyjaciół i dla wrogów, i dla ludzi całkiem nam obojętnych, którzy, tak jak my sami cierpią i kiedyś przeminą. 

             Jednak, mimo tej deklaracji, nie uważam tego rodzaju rad za recepty uniwersalne, możliwe do zastosowania w każdej sytuacji i przez wszystkich.  Wiele zależy tu od poziomu lęku, od jego przyczyn, od indywidualnej psychiki osoby i nie zawsze najprostsza i najkrótsza droga prowadzi nas do celu.  Kiedy wytrawny pływak chce kogoś uczyć pływania - niekoniecznie musi wrzucać go od razu do zimnej i głębokiej wody.  Osobiście nie jestem zwolennikiem kuracji wstrząsowej i kiedy, jak pisze autorka, "życie daje nam kopniaka w tyłek, abyśmy wreszcie zaczęli odczuwać", to wielu ludzi po tak radykalnym doświadczeniu po prostu się nie podnosi.  Zwykle zresztą, kiedy życie stawia nas w takiej sytuacji, znajduje się wielu chętnych, aby nam jeszcze dokopać.  I widziałem wielu ludzi, o których można byłoby powiedzieć - oby nigdy nie musieli się w ten sposób czuć!  Dla Pemy Cziedryn, to najlepszy moment, aby wejść w buddyjską praktykę.  Mnie się jednak ten radykalizm wydaje trochę niebezpieczny.  Natomiast w pełni zgadzam się, co do kierunku.   Współczująca postawa, jaką zaleca buddyzm, jest czymś niezwykle cennym i staram się ją w sobie kształtować, chociaż jest z nią na ogół tak, jak z miłością.  Łatwo o niej mówić...    

 

   

czwartek, 11 lipca 2013

            Właśnie spadł deszcz.  Przeglądam "Buddyzm dla współczesnej mamy.  Macierzyństwo spokojne i spełnione", książeczkę, którą napisała Sarah Napthali, matka dwojga małych dzieci, a opublikowało w polskim przekładzie Wydawnictwo Helion.  (Poważne wydawnictwo Allen & Unvin wydało tę książeczkę w 2003 r).  Teraz Sarah musiała sobie zrobić przerwę w pisaniu i zająć się dziećmi... 

            Chciałbym, może dlatego, że ten deszcz tak pada, przytoczyć z tej książeczki krótki fragmencik:

            "Buddyzm podsuwa kilka wskazówek, jak rozwinąć miłość do samego siebie. Podczas medytacji miłującej dobroci albo w czasie codziennych zajęć możemy nauczyć się wspominać swoją dobroć. Przywołujemy w myślach jakiś wspaniałomyślny czyn i odkrywamy istotny powód do pogłębiania miłości do siebie. Przypominamy sobie o swojej zdolności kochania i upatrujemy w tym powód do dumy, przerywając tym samym typowy ciąg krytycznych ocen skierowanych pod swoim adresem...Niejedna z nas czuje się rozczarowana tym, że partner nie daje jej takiej miłości, jaka jest jej potrzebna. Być może nasi partnerzy nie spełniają naszych oczekiwań w kwestii intymnych rozmów, okazywania czułości i troski oraz wyrażania uczuć poza sferą seksualną. Prawdopodobnie problem tkwi nie tyle w tym, że w sercach naszych partnerów nie ma dość miłości, lecz w tym, iż nie umieją tego okazać tak, jakbyśmy sobie tego życzyły. Czerpanie miłości z naszej natury Buddy jest jak znajdowanie własnego zdroju idealnej miłości, a to sprawia, że stajemy się bardziej samowystarczalne".

           Autorka mówi w innym miejscu o tym, jak dobrze jest nauczyć się uśmiechać.  I ja właśnie uśmiecham się, czytając te słowa, a mój uśmiech jest tajemniczy, jak uśmiech Buddy.   

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

         Posłuchajmy na chwilę buddyjskiego nauczyciela:       

         "Dobrze jest chcieć pomagać innym w konkretny sposób, musimy jednak uważać, by naszego działania nie splamiły trucizny umysłu. Możemy na przykład pomyśleć: "SKORO POMAGAM BEZDOMNYM, TO JESTEM DOBRYM CZŁOWIEKIEM", albo "MUSZĘ BYĆ KIMŚ LEPSZYM OD NICH, BO W KOŃCU TO JA ZASPOKAJAM ICH POTRZEBY" lub: "LEPIEJ BĘDZIE, ŻE IM POMOGĘ, ŻEBY NIKT NIE POMYŚLAŁ, ŻE POZWALAM, BY LUDZIE SPALI NA ULICY". Jeśli jednak ktoś ugryzie nas w rękę, którą podajemy chleb, wpadamy w gniew.  Gdy zaś obdarowany uśmiecha się do nas z wdzięcznością, czujemy się z tego powodu szczęśliwi - w ten sposób nasze działanie zostaje skażone dumą, przywiązaniem bądź awersją. Tego rodzaju trucizny mogą działać bardzo subtelnie - grzęźnie tu wiele osób"  (Czagduk Tulku, "Bramy buddyjskiej wspólnoty", Kraków 2005, s. 150-151, przekład - J. Należnik).     

        Nie jestem wyświęconym buddystą, ale zdaję sobie dobrze sprawę z tego, czym jest owo duchowe samozatrucie, o którym nauczyciele owi mówią, a także wiem jak przykro jest, gdy "ktoś ugryzie nas w rękę, którą podajemy chleb".  Czasami dajemy ludziom znacznie więcej niż kromkę chleba, a oni tego nie zauważają, oczekują czegoś innego lub nie mogą znieść naszej ofiary (bowiem współczucie często upokarza).    

      

 

 

 

 

środa, 31 października 2012

                   "Chmura na niebie nie będzie się bała" - napisał w swoim komentarzu do "Sutry Serca" znany buddyjski nauczyciel  Tchich Nhat Hanh - "Gdy nadejdzie czas, stanie się deszczem.  To radosne stać się deszczem...Chmura wie, że gdy opadnie na ziemię, może stać się częścią oceanu.  Dlatego się nie boi.  Tylko ludzie się boją. Fala na oceanie ma swój początek i koniec.  Ale Avalokiteswara powiada nam, że fala jest pusta.  Jest wypełniona wodą, ale opróżniona z oddzielnego ja.  Fala jest formą, która powstała dzięki wiatrowi i wodzie.  Gdyby widziała tylko swoją formę, z jej początkiem i końcem, bałaby się narodzin i śmierci...Każda fala rodzi się i umiera, ale woda jest wolna od narodzin i śmierci".

                  "Powiedziałem kobiecie, której zmarł syn - mówi w komentarzu do tych samych słów Sutry Serca Mistrz Szeng- jen - że prawda jest taka iż kiedyś miała syna, ale on odszedł.  Trwają jej wspomnienia o nim, ale on sam jest już gdzie indziej.  Może nawet jest już dzieckiem kogoś innego. Byłoby jej łatwiej, gdyby uznała go za swojego byłego syna i zajęła się bieżącymi sprawami".

                  "It is not the function of a commentary to render this paradoxical doctrine plausible, to guard it against misunderstandings, or to show up its mainfold theoretical, spiritual and practical consequences" - zastrzega się w swym komentarzu do tych samych słów wybitny znawca buddyzmu Edward Conze. 

                 Jakże różne mogą być sposoby komentowania tych samych słów?    

                 Ale na pewno wiesz już, Drogi Czytelniku, jakie to słowa!

                 WSZYSTKIE ZJAWISKA SĄ PUSTKĄ. NIE POWSTAJĄ ANI NIE ZANIKAJĄ

                 Oczywiście, Conze nie ogranicza swego komentarza do owego stwierdzenia, posiada bowiem głęboką wiedzę na temat historii buddyzmu.  A obaj ci buddyjscy nauczyciele mówią przecież nie tylko to, a ich wiedza, a nie tylko praktyka, jest również głęboka.  Jednak różnica między nimi, to wbrew pozorom nie tylko różnica celu, dla którego piszą, stylistyki i przyjęcia bardziej intelektualnej lub intuicyjnej opcji...Pierwszy z nich to uduchowiony mistyk, ceniący nade wszystko prostotę i bezpośredniość doświadczenia.  Drugi, to człowiek praktyki - wie, że słowa buddyjskiej nauki mają sen jedynie wtedy, kiedy prowadzą do właściwego skutku.  Trzeci, to sceptyk, który komentując historyczne źródła buddyjskiej doktryny zachowuje wobec niej dystans.    

                Moim własnym, niemożliwym niestety do urzeczywistnienia sposobem komentowania byłoby połączenie pierwszego rodzaju komentarza z trzecim i także...z drugim...Ale jak pogodzić można trzy tak sprzeczne ze sobą postawy?  

                Wyobraźmy sobie cytrynę lub mandarynkę na moim stole.  Mistyk mówi -  Owoc trzeba podzielić na cząstki, bowiem jest on całością, a jako całość cząstką całości istnienia.  Musisz to zrobić uważnie!   Praktyk powie - Interesuje mnie tylko wyciśnięty sok.  Bowiem we wszystkich sprawach jest ważne, aby po początku miały one właściwy koniec.   Sceptyk z nastawieniem intelektualnym przedstawi krótki wykład na temat pochodzenia owoców oraz sposobów ich uprawy i wykorzystania.  Który z nich ma rację?

                Mnie osobiście przykro uderzają słowa, które Mistrz Szeng Jen wypowiada do zrozpaczonej matki.  Są oschłe i brutalne!  Być może tylko w ten sposób można czasami człowiekowi pomóc?  Przecież - mógłby ktoś słusznie zauważyć - tej kobiecie groził obłęd!   O wiele bardziej niż owo karcenie zjednuje mnie pogodny ton pierwszego nauczyciela.  

                Mówią jednak o czymś zasadniczo różnym.  Czymś innym jest bowiem mój lęk przed śmiercią i moja rozpacz po stracie.  A kiedy jedna chmura kocha drugą chmurę, lub fala kocha falę, które rozpraszają się bezpowrotnie, to czy może im pomóc świadomość pustki?

                Trzeci z komentatorów, Conze nie był zwykłym badaczem historii buddyzmu.  Zarzuca mu się nawet czasami, moim zdaniem zarzut to całkiem pozbawiony sensu, pewną ideologię.  Sporo musiał się nagimnastykować, aby stworzyć pozory całkowicie bezstronnej postawy badawczej.  To ten sam Conze, który tak cudownie gdzie indziej wyjaśnił odwołując się do przykładu, czym jest buddyjska ahimsa.  Wiedział bowiem, że słowa czasami nie wystarczają, a ich sens wymyka się wszelkiej definicji.     

                Muszę już kończyć.  Jest czwarta trzydzieści cztery.  Może czasami trzeba też spać?  To prawda, jestem człowiekiem bardzo samotnym i chociaż, jak twierdzi Mistrz Szeng-jen "nie ma cierpienia",  cierpię trochę za dużo (i to określenie łatwo jednak zakwestionować, co uczynił jeden ze współczesnych francuskich filozofów)...Ale samotni ludzie też śpią, a sen przynosi ulgę w fizycznych i psychicznych cierpieniach.  I moja koteczka Mitsuko na pewno ucieszy się rozciągając się na moim brzuchu, na którym unosi się i opada jak na fali.  Może to nie jest odpowiednia metafora? Koty przecież na ogół nie lubią wody.  Ale na pewno lubią myśleć o tym, jak kiedyś były małe i przytulone do swojej mamy.