Kategorie: Wszystkie | "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę" | ...bez końca | 0 | 100O i jeden Rabinów | A Puszkina też zapuszkują? | A moze to tylko pomieszanie zmyslow | A nie lepiej być purystą? | Aaaaaaaaaaaaaa...aalfabeta | Ach, gdzież jest litość lub wspolczucia pozór? | Ach, gdzież jest litość lub współczucia pozór? | Adam Mic - Kiewicz | Adaś i Ewka | Aforystyka | Amerykański sen | Autopsychoterapia | Bez sensu to to! | Bez szaleństwa... | Bezmyślne okrucieństwo | Bezradność | Biedna Szymborska | Biedny Kapturek! | Bliźni miłości | Bliźniego miłość... | Blondyn | Blue Bossa | Bojaźń i drżenie | Bratnie dusze | Bruner, ty świnio! | Buddyzm w życiu codziennym | Bóg mi poskapił tej anielskiej miary... | Bóg mi poskąpił tej anielskiej miary... | Bójstwo samo | Caritas | Chiziofrenia | Choroba na śmierć | Chwila ułudy | Chwila wytchnienia | Chłodne upojenie | Cierpienia i radości | Cierpienie i radość | Cleen feed | Cnota niedoli | Co slina na język przyniosła | Co tam panie w polityce? | Co w niebie piszczy | Co ślina na język przyniosła? | Corrida | Coś dla duszy... | Coś tak wulgarnego | Cudotwórstwo | Czarna Perła Tao | Czarny tulipan skrzyżowany z czarna różą | Czarny tulipan skrzyżowany z czarną różą | Czary Mary | Czego nie przysięgał Hipokrates? | Człowiek nie jest rzeczą | Człowiek to brzmi dumnie, ale nie u mnie | Często chowa | Częstochowskie rymy | Deficyt aniołów | Delightful! | Demokratyczne wybory w Oczodołach | Diabłoterapia | Dla wszystkich i dla nikogo | Dnieje | Do samego siebie | Dodatek | Dowcipas dnia | Duma narodowa | Dusze drzew | Dyskretna mgiełka autoironii | Dzielność | Dziki kapitalizm | Dzisiejsza młodzież | Dzisiejsza młodzież nosi ładną odzież | Egzystencjalizm jest chumanizmem | Ekonomia zbawienia | Elegancja Francja | Elegijnie | English gentelman | English gentleman | Epicurus | Ewa tylko ziewa | Falochron | Female | Filozofia bez uczoności | Forever Loving Jah | Gadu, gadu | Gadu, gadu, trochę więcej jadu | Gal Anonim | Gaz dla pedałów | Gaz dla pedałów, młot dla sierpów | Gdy rozum śpi... | Gendarme | Genek, gienialny gieniusz | Geno Typ | Gorący uczynek | Grabarz | Grabarz nonsensu | Gry i zabawy literackie | Głupota przysłowiem narodów | Głębie i tajnie Podświadomego | HIstoria nauczycielką bicia | Herbatka zen | Homo economicus | Homo sapiens czy Homo politicus | Humor absurdalny | Humor nieco absurdalny | Humor, satyra, panie... | I rekiny w oceani mają zębów cały rząd | I rekiny w oceanie mają zębów cały rząd | Indie Wschodnie i Zachodnie | Industrial | Istnieje również wrodzony brak poczucia humoru | Ja tam bynajmniej nie wiem | Jak długo będę jeszcze żył? | Jak uprawiać agresywne dziennikarstwo? Poradnik dla początkujących | Jakże cżęsto powtarza się ta historia | Jakże trudno czasami coś sklecić! | Jan i Małgorzata | Jan z Czarnolasu | Jesienna muzyka | Jeszcze smutniej! | Jeździec Apokalipsy | Językologia | Kaczuszki mandarynki | Karawana idzie dalej | Katedra Adamowego Żebra | Kawa z Kafką | Każdemu według naszych chęci | Każdemu według potrzeb | Każdemu, o czym tylko zamarzy | Kiciuś Miciuś! | Kicuś Micuś! | Kiedy człowiek staje się bestią | Kiedy owce nie milczą | Kij w mrowisku | Kniaź Wiktor | Kochani ludożercy | Kolacja Pani Sowy | Kometa tylko głownia nie ta | Konkwista | Koryfeusz nauki, milośnik sztuki | Koty i inne zwierzęta | Koty, głupoty, palikoty | Kości rzucone są | Kość słoniowa | Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatni | Kto pisze teraz historię? | Kuchnia szamańska | Kwiatki Św. Franciszka | Kwiatostan śmierci | Kwitnienie kultury | Kwitnąca wiśnia | La colombina i ciche ukojenie | Lekarzu - lecz się sam! | Lenin wiecznie żywy | Leśmianiada | Lichwiarstwo polskie | Liryki i prztyki | Logika dziejów | Londyńska mgła niepamięci | Londyńskie przygody | Los ofiary | Los puka do moich drzwi | Lotosowy wpis | Ludzie ludziom... | Lunatyzm | Lęk społeczny | Made in Japan | Maligna | Marność nad marnościami | Marność nad marnościami. Rekoleksje Wielkopiątkowe | Marzenia senne | Marzeniologia stosowana | Maszkary i senne dziwadła | Maszkary i senne widziadła odbite w lustrze | Mała czarna z Kafką | Medycyna naturalna | Meine Liebe Augustin! | Melancholia | Melancholia stosowana | Memorabilia | Meszreiw | Meteo | Mgiełka autoironii | Mglisty dzień. Mgła | Mikołak | Mistrz i Małgorzatka | Mistycyzm lunarny | Mistyka i miłość | Mitologia osobista | Mitologia świata | Miłość | Miłość bliźniego | Miłość nie zawsze szczęśliwa | Miś Uszatek | Moc rytuałów | Monada nie ma okien | Mowa potoczna | Mowa ptaków | Mowa serca | Moze ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może ktoś się ucieszy? | Może ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może to trochę zbyt uszczypliwe | Musicology | Muza lekkich obyczjów | Muzyka przywraca ład serca | Myszoterapia dr Nezumi | Myśli prostego człowieka | Mądrość Natury | Mądrość jak z gazety | Mądrość narodów | Młot na faryzeuszy i hipokrytów | Męstwo bycia | Mówił sen do snu | NIe ma na świecie dwóch takich samych liści, ni kropel deszczu | Na jawie (lecz to, co niejawne pozstaje) | Na stos rzuciliśmy szcześcia los | Na stos rzuciliśmy szczęścia los | Na szczytach hipokryzji | Na zdrowie! | Nad piekną rzeką | Najokrutniejsze zwierzę | Najsłodsza tajemnica | Narastająca senność | Nic dzisiaj ciekawego nie napisałem | Nicość | Nie am dwóch takich samych liści, ni kropel wody | Nie bój się - najwyżej cię rozstrzelają! | Nie czas żałować burz, gdy płoną oczy | Nie czas żąłować burz, gdy płoną oczy | Nie każde szczere złoto jest szczerozłote | Nie ma na świecie dwóch takich samych liści ani kropel wody | Nie ma na świecie dwóćh atkich samych liści lub kropel deszczu | Nie ma takiego smutnego, co by na wesołe nie wyszło | Nie ma zazdrości bez miłości | Nie oddamy nawet guzika | Nie tylko dzielenie włosa na czworo | Nie wiem, ja w ogóle nie myślę | Nie zabijaj! | Nie zabijajcie drzew! | Nie zawsze urocza dzecinada | Niebiańskie szczyty głupoty | Niech pani będzie dzielna! | Niech zapłaczą na moim pogrzebie | Nieco drapieżny wpis | Niekoniecznie ptasi móżdżek | Nienawiść bliźniego | Nieosobiście | Nieprzesłane przesłanie | Niestworzone rzeczy | Nieszkodliwe głupotki | Niewczesna melancholia melomana | Niewczesne rozważania | Niewielka profanacja | Niewielkie przekłamanie | Niskolotnie | No No! Teatr No | No comments! | No no! | Nowa poezja lingwistyczna | Nędzne kabareciarstwo | O Leonardo, po cóż się tak trudzisz? | O dzieleniu włosa na czworo, czyli metodzie scholastycznej | O dzieleniu włosa na czworo, czyli o metodzie scholastycznej | Obciachy | Obscenia i parafrenalia | Obsesja dobrego biustu | Ojej! | Oko w oko z zębem mądrości | Okropieństwa | Okruchy odgrzebane z lawy | Okruchy życia wygrzebane zlawy | Okruchy życia wygrzebane z lawy | Okrutna losu ironia | Orientuj się na orient | Owczarek | Owczarki afgańskie | Owocożerni | PL jak piekło | PO PiS | POeci wszystkich krajów dzielcie się | Pan Tadeusz | Panie pośle, po chrześcijańsku panu wybaczam | Pańska satyra polityczna jest niegramatyczna | Pendant do pewnego przypisu | Perlikowski | Pewna elastyczność zasad | Pewne jak w banku | Piorunujący piorun! | Po owocach poznacie ich! | Po upadku | Pobożne życzenia | Podpatrywanie Natury | Podroby i inne podróbki | Pokolenie Kainowe | Pokorne ciele | Pokorne cielę | Pokusa | Polak potrafi | Polak potrafi! | Politolog i Politowska | Politycznie niepoprawne! | Polonica | Polonika rycerskie | Polucje i ablucje | Pomarańcze i mandarynki | Pomarznąć dobra rzecz | Pomarznąć dobra rzecz! | Pomoc psychologiczna | Poranna kawka z Kafką | Porąbane marzenia | Potężne i głębokie warstwy pierwotnego mitu | Powieść brukowa | Powszechna życzliwość | Powtórka z cynizmu | Poznaj samego siebie | Prawda | Prawda jest jedna i piękna, ale złożona | Prawda popłaca | Prawdziwa metropolia | Prawi i sprawiedliwi | Prawiezmartwychpowstanie | Prawiezmarwtychpowstanie | Prognoza pogody | Pruski smutek | Przecież cię zjem! | Przedagonalny polski agon | Przegląd sportowy | Przeinaczenia | Przez pychę do pokory | Przeżyjesz to, a pote już tylko grób | Przeżyjesz to, a potem już tylko grób! | Przminęło z wiatrem | Prztyczek | Psiapowiednia Majów | Psubrat | Pustka | Pytanie dość retoryczne | Raczej to nie będzie hit | Radosne gonitwy śnieżnych tygrysów | Radość wędrowania | Rejterada Rejtana | Religie nauczą cie pokory | Res Sacra Pecunia | Romans z pop kulturą | Roots, Rock, Reggae | Rozkosze reinkarnacji | Rozmowa nie na telefon | Rozpacz | Rozpacz na wieki wieków | Rozpacz, która podpełza pod gardło | Ruch i świeże powietrze... | Rybołówstwo cudzołożnika | Rycerz pokalany | Samokrytyka | Samotność egzystencjalna | Sekrety pewnego domu handlowego | Seraphic Flames and Heavenly Love | Siedź na dupie i potakuj! | Somatyka | Somatyka logiczna | Spełniona przepowiednia | Spleśniały ser | Sponsorem tej opowieści jest wydawnictwo Błękitny Wieloryb | Sport to zdrowie | Spowiedź morskiego wilka | Stary Sącz i Nowy Sącz | Stary mafioso | Stołeczne stołki | Stratyfikacja społeczna | Suma sumarum | Sumienie rachunku | Sweet Music and Poetry | Sygnały podprogowe | Szalchetne zdrowie | Szczęśliwa pomyłka | Szekspir do żadnej nie należy epoki | Szkarady | Szlachetna gravitas | Szlachetne zdrowie | Słodycze grafomanii | Słówka | Słówko do słówka, a uzbiera się sówka | Tadeusz Bój Jeleński | Taia chińska podróbka | Takie będą rzeczpospolite jakie tego blogu chowanie | Takie tam, pierdoły | Talking Heads | Tania chińska podróbka | Tatiana | Teorie świata nauki | Terapeutyczie | Terapeutycznie | Thames | The Doors. Uchylone drzwi | The Lion cub | The fruit of beauty and despair | To na pewno nie Lec | To nie żadna filozofia | Tragiczne pożegnania | Transformacja duchowa | Trudna sztuka dialogu | Trudno czasmi coś sklecić | Trzylogia | Trója z polskiego | Twarda rzeczywistość | Ty mi tutaj nie filozuj | Tygrysologia stosowana | Tysiac i jeden ptaków | Tysiąc i jeden kotów | Tysiąc i jeden ptaków | Tysiąc różowych kroliczków | Tęsknica | Tęsknota duchowa | Ubekistan | Ucone księgi | Uczeni ludożercy | Uderzenia losu | Uduchowienie | Umrzeć z miłości | Upadek Pierwszego Człowieka | Uroczy wegetarianin | Uszczelnienie systemu podatkowego | Utrata uzębienia | W czym mogę panu pomóc? | Wciąz powtarza się ta sama historia | Wciąż powtarza się ta sama historia | Wdzieczna muzyka przywraca ład serca | Wesola grafomania z morałem | Wiecej broi dla szaleńców w Teksasie | Wieczne powroty | Wiedza radosna | Wielka wygrana | Wielomówstwo, czyli plaga opowiadania | Wierzba płacząca | Wiosny i jesienie | Witch | Więcej broni dla szaleńców w Teksasie | Wojna totalna | Wpis o kształcie piramidy | Wprowadzenie do kruczków prawnych | Wrzucam wszystko do kosza | Wrzątek | Wspomneinei pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Współczesny filister | Wszystkie rybki | Wszystko na A | Wszystko na sprzedarz | Wszystko na sprzedaż | Wygrana | Węzłowato | Wólka Węglowa | Xin Lu, typowa brunetka o granatowych oczach | Z Nietzschego nic nie powstaje | Z księgi wulgaryzmów | Z rupieciarni myśli | Zaczarowany świat zen | Zanim mnie wrzucą do dołu | Zapowiedź Apokalipsy | Zaraz wracam! | Zasada domniemanej winy | Zaskroniec | Zastał Polskę drewnianą... | Zatrzaśnięte drzwi | Zbaw mie Buddo Amido | Zbaw mnie, Buddo Amido | Zdrowy egoizm | Zegar dziejów | Zestrzelenie księżyca | Zginął z rąk słabej kobiety | Zima się nas nie ima | Zjawiskowe | Znak jaskółki | Zrozumieć wartość tego, co nieużyteczne | Zuch zawsze ochoczy! | Zwierzęta pod postacią ludzi | Zwyciestwo konsumpcjonizmu | Ząb mądrości | ie zabijajcie drzew! | ieosobiście | kosmos | Łagodne prawo, ale prawo | Łagodność tygrysa | Śmiechotki, chichotki | Śmiertelna powaga | Śmierć | Światełko w mroku | Świętość, wziętość, nadętość | Życie jest tragiczne | Życie samo | Życzliwe spojrzenia na całość ogródka | Żyć, nie umierać
RSS

Uderzenia losu

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

         Napisałem ostatnio tak dużo różnych tekstów, że w końcu trochę zwątpiłem w sens ich dalszego pisania.  Lubię tekst  "Aktor teatru Kabuki", może dlatego, że pisałem go podczas tej straszliwej wielogodzinnej burzy i że pisząc go czułem się bardzo samotny w pewnych swoich egzystencjalnych przeżyciach.  

         "Śpiew ptaka"  i "Dwie fraszki i kawałek trenu", to również teksty, z których jestem raczej zadowolony.  "Małpia piosenka" i "Kocia piosenka", a może także tekst o "Dziewicy", to z kolei teksty raczej sympatyczne, chociaż mogłoby ich równie dobrze nie być - przyjemnie mi się je jednak pisało.  Napisałem też początek opowieści kryminalnej "Odbicie w wodzie", ale gdy się trochę uważniej w nią wczytać, poza parodiowaniem tego gatunku, coś tam jeszcze udało mi się może jednak przemycić. Osoba, z myślą o której przede wszystkim ją napisałem, nie przeczytała go jednak - ale tak często bywa  w tym zabieganym, pełnym trosk życiu.  Ogólnie rzecz biorąc poprzedni tydzień bardzo mnie wymęczył i pozbawił raczej spontanicznej chęci pisania dla siebie i dla innych...Chociaż, jak widać nie do końca...skoro ktoś jednak tutaj zagląda i moje teksty czyta...

         Inne jeszcze zdarzenie, które nie dotyczy mnie osobiście, ale należy do tzw. blogosfery przygnębiło mnie, ponieważ zdałem sobie sprawę z siły destruktywnych uczuć  i z tego, że nie ma chyba takiego rodzaju aktywności życiowej, którego ktoś nie chciałby innym obrzydzić. 

         Ale życie jest tak pełne tragicznych zdarzeń, że nie warto przejmować się takimi rzeczami.   Wczoraj wieczorem dotarła do mnie wiadomość o śmierci bliskiej mi Osoby, Profesora, którego miałem szczęście znać także w życiu prywatnym.  Nie doczekał już tej nocnej burzy.  Pozostawił nam tekst, w którym napisał, że nie trzeba może własnego życia traktować tak serio, jak to czasami czynimy. Dobrze było Mu żyć poważnie, ale z pewnym dystansem wobec własnych przeżyć i z autoironią.  

        Pogoda, a nawet szczególna, przesadna chwilami wesołość kilku moich ostatnich wpisów, wiąże się z tym, że nie chciałbym po raz kolejny pogrążać się w smutku i ożywiać wspomnień. Chcę mieć jeszcze chwilę złudzenia, że ta bliska mi Osoba żyje i jest wśród nas.  Być może działa tu po prostu psychologiczny,  niezbyt subtelny mechanizm ucieczki przed niepokojem, poprzez zaprzeczanie faktu czyjegoś odejścia. Wiem jednak, że nie ucieknę i że nie chciałbym uciec przed świadomością, że to stało się naprawdę. I wszystkie moje wspomnienia i przeżycia będą do mnie jeszcze niejeden raz powracały. Życie Profesora było niezwykle udane i nadzwyczaj spełnione, choć nie zawsze łatwe i szczęśliwe...

        Zastanawiam się czasami, czy wobec krótkości naszego istnienia, warto robić pewne rzeczy, które nie prowadzą nas wprost do celu, jakim jest głębsze rozumienie życia i jego przeżywanie...Ale mam wrażenie, że te chwile rozproszenia też na coś się czasami przydają i nie są zupełnie puste.   

 

     

sobota, 03 sierpnia 2013

                      Smutne opuszczone miejsce ziejące pustką, na którym nie wyrośnie już żaden kwiat.    

piątek, 02 sierpnia 2013

          "Ciężko walczyć z gniewem, który kupuje, co chce, na koszt duszy" - napisał Heraklit (przełożył A. Czarniawski).  "I Ching" zaś radzi:

                         - winy nieumyślne wybaczać natychmiast, na podobieństwo piorunu, który przebrzmiał;  

                         - winy umyślne wybaczać stopniowo, na podobieństwo wody, która obmywa wszystko z brudu. 

          Nasz gniew bywa usprawiedliwiony. Czasami nawet jest słusznym oburzeniem (nie przestając być jednak tym, czym jest - negatywną emocją).  Ale bywa też, że racjonalizujemy własną złość i dla jej wyleczenia konieczne jest pewne podejście psychoanalityczne - bowiem źródła naszego gniewu tkwią w głębokiej przeszłości, a ktoś tylko staje się jego przypadkową ofiarą.  Charakterystyczna dla gniewu jest często postawa "nad" - gniewamy się bowiem na tego nad kim mamy władzę lub kontrolę i od kogo czujemy się silniejsi.  Ale gniew ma również często źródło w bezsilności, a nawet w rozpaczy.  Często gniewamy się na kogoś, chociaż "powinniśmy" gniewać się na kogoś innego i zwykle nie uświadamiamy sobie wszystkich przyczyn naszego gniewu. 

          U Marka Aureliusza odnajdziemy wiele argumentów przeciwko gniewowi, w którym nie ma - jak pisze - nic męskiego, bo męska jest łagodność.  1) Skąd wiemy, że się jednak nie mylimy?; 2) I tak wszyscy kiedyś umrzemy, a patrząc na życie z tej perspektywy zemsta i odwet nie mają sensu...Jest tych argumentów jeszcze wiele, bo chociaż Marek Aureliusz miał ogromna władzę, był człowiekiem ludzkim i skłonnym do łagodnej perswazji. 

          Buddyjska "Dhammapada" mówi o tym, że gniew trzeba powstrzymywać gwałtownie, jak wóz bojowy w biegu, a Seneka, że trzeba to robić powoli, odrywając od niego poszczególne "grona".   Spinoza zaś cierpliwie tłumaczy, że zwykle gniewamy się na kogoś z innych powodów niż te, które sobie uświadamiamy (bo przyczyn naszego gniewu jest wiele).  Gniew to, według Spinozy, takie wyładowanie atmosferyczne, równie naturalne, jak wszelkie inne emocje, jednak płynące z wściekłości pragnienie dokuczenia drugiej osobie nigdy jego zdaniem nie może być dobre, tak jak nie jest rozumne.

          Osho i inni mistycy mówią czasem, że wyładowania gniewu potrafią być piękne i są w życiu nieuniknione, szczególnie, kiedy kogoś kochamy, chodzi zaś o to, aby nie czuć urazy i nie gromadzić frustracji...Nieprawdą jest jednak , że można sobie do woli pozwalać na gniew, bo tłumienie go jest psychicznie szkodliwe.  

          Trzeźwy Arystoteles nazywa łagodność umiarkowanym gniewem.  Wtedy gniewamy się na kogoś proporcjonalnie do zaistniałej sytuacji.

          Również psychologiczna refleksja dotycząca gniewu jest bardzo bogata i częściowo nawiązuje do tych filozoficznych intuicji, ale wnosi też wątki nowe i wiąże mocno agresję z frustracją (często nosimy w sobie spory potencjał tłumionej agresywności).

          W swoim życiu i nawet w ostatnich jego dniach dość często padałem ofiarą czyjegoś obłędnego gniewu.  Ale również i ja sam gniewałem się na innych.  Warto pamiętać, że w gniewie nie chodzi tylko o rzeczywiste racje i że ma on zawsze przyczyny także w nas samych i w tym, co każdego dnia w siebie psychicznie wchłaniamy (w postaci negatywnej energii przekazywanej nam przez innych), a także, że jego źródeł trzeba często szukać w tzw. podświadomości. 

          Jedna chwila niczym niepohamowanego gniewu może - jak to w sposób sugestywny przedstawia buddyjski tekst - zniszczyć rezultat miliona lat troskliwej miłości.  Nigdy nie należy ranić drugiego człowieka zbyt głębo, ani pozbawiać go poczucia bezpieczeństwa, a tym bardziej - nękać...Najbardziej zatruwające duszę przeżycie - resentyment, polega jednak na odwlekaniu momentu zemsty i na zawiści o wewnętrzną wolność innej osoby.  

 

 

czwartek, 09 maja 2013

         Z powodu upału i nadmiaru przeżyć czuję się tak, jakby mój umysł ścisnął się lub wysechł.  Jak mówi mądrość Wschodu (nie osoba, a księga) - wiosna niesie ze sobą nadzieję i uwalnia od gniotących psychicznych ciężarów, a ludziom, których serca są bliskie, pozwala powrócić do wzajemnej harmonii.

         Widziałem się wczoraj z przyjacielem i ucieszyłem się, że mieszka teraz spokojnie i cicho z najbliższą sobie osobą.  Sam widok ładnie wyglądającego, choć raczej skromnego mieszkania i panującego w nim estetycznego ładu wprawił mnie w stan radosnej ekscytacji, lecz w chwilę później przypomniał mi mój własny los.  Z ust moich wyrwała się niekończąca się skarga, którą z trudem udało mi się uciszyć i powrócić do mojego przyjaciela.  Udało mi się nawet wypowiedzieć jakieś słowa otuchy, także pod jego adresem - nie ma bowiem człowieka głęboko wrażliwego, który nie cierpiałby zarazem z powodu swej nadwrażliwości, chociaż sama w sobie jest ona przecież darem natury.  W ostatnich dniach czułem się fizycznie bardzo źle i właściwie w takim stanie nie powinienem kontaktować się z ludźmi, poza moja pracą, ale na szczęście przemogłem się i czuje się teraz nagrodzony serdecznością przyjaciela i pokrzepiony myślą, że gdzieś istnieje normalne życie.

        Ucieszył mnie również widok kwitnących wiśni, które oglądaliśmy razem.  Warto było odejść trochę od domu, aby móc je zobaczyć. 

środa, 23 stycznia 2013

         ...Aby skomunikować się z drugim człowiekiem.  Dlatego niewiele dzisiaj napiszę.  Trudno o sytuację życiową bardziej tragiczną - sytuację braku wszystkiego, co jest potrzebne do materialnego i duchowego życia, od jedzenia i picia...do akceptacji i miłości. I całkowitej bezradności wobec spraw bliskich, którym nie potrafię pomóc.  Z zazdrością patrzę czasami na ludzi, którzy mogą kupować książki, rozmawiać z przyjaciółmi o swoich wyjazdach i planach, cieszyć się zdrowiem i mieć poczucie, że ich działalność życiowa spotyka się z zasłużonym uznaniem.  Do niedawna było to i moim udziałem lub przynajmniej wydawało mi się, że tak jest... może z wyjątkiem podróży...

          Zawsze wolałem wyobrażać sobie i marzyć o odległych krainach, niż odwiedzać je.  Bowiem w wyobraźni wszystko jest możliwe i owa potencjalność daje czasami więcej niż spełnienie.  Stwarza to sytuację dość komfortową.  Mogę być na przykład w wielkim indyjskim mieście nie odczuwając przykrego braku wody, nadmiaru ludzi, pojazdów jadących bez ładu we wszystkich kierunkach, przekornych małp i wałęsających się wszędzie krów, mogę nie czuć na sobie ukąszeń dokuczliwych insektów, nadmiaru hałasu i bogactwa, i nadmiaru nędzy.  Tylko z opowieści o Indiach znam wszystkie te ziemskie trudy i wątpliwe rozkosze związane z podróżowaniem.  Niemal bez większego wysiłku pochylam się nad źródłem, z którego tryska starożytna mądrość Indii i czytam:

                                           "Dobrze szlachetnych ludzi widzieć i szczęście razem z nimi mieszkać, 

                                            Kto głupców nie ogląda nigdy, szczęśliwe życie ten prowadzi.

                                            Jak słoń, co w boju z cierpliwością znosi lecące strzały z łuków,

                                            Tak znosić będę strzały oszczerstw. Nędzne jest zawsze mrowie ludzkie.  

                                            Unikaj złego przyjaciela, od ludzi niskich stroń z daleka,

                                            Żyj z przyjacielem, jeśli dobry, a za najlepszym idź człowiekiem"

                                   

wtorek, 13 listopada 2012

            Jestem już chyba zbyt zmęczony, żeby pisać.  W tym dniu miałem dużo pozytywnych wrażeń natury częściowo nieosobistej, jednak zarazem jest to być może jeden z ostatnich dni mojego życia, który zewnętrznie jest podobny do życia innych ludzi.  Z radości życia pozostają mi pewne obowiązki i świadomość, że ci którzy w sposób bezmyślny niszczą podstawy mojego istnienia, nie mogą zniszczyć wszystkiego - bowiem, jak w każdym człowieku o bardziej refleksyjnym stosunku do życia, jest we mnie pewne zadowolenie z istnienia, które zawdzięczam kontemplacji i miłości.  Można nie pozwolić człowiekowi żyć, nie zauważając nawet tego, że tak się czyni, jednak nie można mu odebrać tej cząstki wolności, która jest udziałem ludzi otwartych na piękno świata i czułych na radości i cierpienia innych.  Tak - życie jest tragiczne, jednak pod powierzchnią bezdusznych zdarzeń ukrywa się coś, do czego potoczna świadomość nie ma dostępu, a co jest rodzajem wewnętrznego doświadczenia tego, co naprawdę istnieje.  Kochałem życie i dlatego może wiem, jak wiele tracę...a jednak nie utracę nigdy samego siebie, swej własnej natury.  Powiesz, że to wątpliwe pocieszenie w chwili zagłady.  A jednak to właśnie pomaga mi żyć.

czwartek, 14 czerwca 2012

                     Agwar:   -  Jesteśmy bliscy wielkiego zwycięstwa.  Jak podzielimy łupy?

                     Wersax:  -  Kobiety po połowie.  Złoto, diamenty, wonności i słonie w stosunku trzy do jednego.  Oczywiście dla mnie trzy.

                     Agwar:    -  A kto będzie rządził światem?

                     Wersax:  -  Ja biorę dwanaście prowincji, a ty jedną pod moim protektoratem. 

                     Agwar, wrząc gniewem:    -  Jak długo jeszcze zamierzasz pozostawać przy życiu?

                     Wersax, zachowując niezmącony spokój zwycięzcy:   -  Pragnę być nieśmiertelny.  Wydam edykt, że jestem bogiem. 

                     Agwar, dobywając miecza:   - Giń psie śmiercią godną psa!

                     Wersax do swoich jeźdźców:  - Strąćcie go z konia.  Temu, kto poderżnie mu gardło wypłacę sto tysięcy sestercji.  Rzucimy go na pożarcie naszym wieprzkom.   Do roboty!

                     Agwar:  - Zmierz się ze mną tchórzliwa kanalio!

                     Wersax: -  Naiwny, czy co?  Od czego mam ludzi.

                     Agwar:  - Przelejesz niewinną krew!

                     Wersax:  - Ach ty tandeto!  Chce ci się jeszcze być bohaterem. Zatłuc go!

                     Agwar:    - Umieram z honorem.

                     Wersax:   - Hi, hi, hi, co on powiedział? Żartuję z indorem?  Och ile krwi tego parszywca rozlało się przede mną.  A teraz, bracia, rozczłonkujcie jego plugawy zewłok!  

                     Dowódca Gwardii:  - Panie, on jeszcze żyje!

                     Wersax:   - To będzie żył w kawałkach...Na pewno się gad nie zrośnie. Wykonać!

                     Dowódca Gwardii:  - Do kawałkowania zewłoku wystąp!

                     Wersax, po pewnej chwili:   - No dobrze, już dobrze.  Wystarczy te sto kawałków. He, he, podskakują jak na ruszcie!  Nalejcie mu teraz w rany trochę wrzącej soli i zasmołujcie, poczynając od oczu.  Niech trochę jeszcze pokwiczy.  

                     Agwar:    - Nie wszystek umrę!

                     Wersax:  -  Wyrwać język temu szaleńcowi.

                     Dowódca Gwardii:  - Już dawno wyrwany.  Dobywa głosu z wnętrzności...

                     Wersax, wspierając się o kolumnę :  - To świetnie.  Na tym polega moja zemsta. 

                     Dowódca Gwardii: - Panie, jesteś blady!

                     Wersax, słaniając się na nogach:  - Zo zo...stalem ot ru ty...

                     Dowódca Gwardii:  - Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta!  Uprzątnąć tego śmiecia.  Módlmy się na razie do Jupitera. Jutro ogłoszę się znacznie większym od niego bogiem.  Zawieszam też na czas nieokreślony następowanie dnia po nocy i odwracam bieg pór roku. Od dzisiaj zima będzie następowała zaraz po wiośnie.  Za wspominanie słońca grozi kara najwyższa.  Każdego miesiąca będziemy obchodzić Dzień Nowego Boga, znaczy się mój.  

                     Wersax, podnosząc się z upadku:  - Przejrzałem twoje plany, kanalio!  Brać go!

                     Ucięta głowa Agwara:  - Przejmuję rządy w mieście!

                     Dimitros Chrizolopulos, patrząc z politowaniem na wszystkich:  - Wszyscy już nie żyjecie!  Z tego została głowa, ten otruty, a ten tu oto, co chciał być bogiem, za chwilę zostanie zaszlachtowany jak świnia.  Sprzedam waszą ojczyznę wrogom!  Mam nadzieję, że nieźle się obłowię.  A teraz, druhowie moi, plądrujcie, gwałćcie, rabujcie.  Historia będzie sławić imiona zwycięzców.  Sic transit gloria mundi!

                     Agwar:  - Umieram...

                     Wersax:  - Pali mnie jad...

                     Dowódca Gwardii: - Krew bucha z mojej szyi...

                     Dimitrios Chrizolopulos, ugodzony strzałą w krtań:  - O Bogowie!

                     Z przeciwległego krańca pola nadjeżdża dowódca wrogich wojsk w otoczeniu garstki straceńców. Ogarnia swym sokolim wzrokiem pole i rzecze:  - Jak widać surowa cnota tego ludu nie popłaca.  Wszak wszyscy mogli żyć, a nikt już nie pozostał przy życiu.  Warto było trochę poczekać.  

                     Pierwszy z owej garstki: - Panie!  A jak podzielimy łupy? 

                     - No cóż!  Myślę, że mnie należy się prawie wszystko, a reszta wam...

                     Wszyscy jednym głosem: - W taki razie zabijemy cię, panie!

                     - Proszę uprzejmie.  O niczym innym nie marzę.  Bierzcie wszystko.  Ja nie dbam o dobra tego świata. Oddaję wam wszystkie kobiety, całe złoto et cetera.  Dla siebie przeznaczam zaś jedynie skarb duchowy.

                     Drugi z garstki:  - Kłamie!  Widzicie tu jakieś złoto, albo kobiety?  Zabierze wszystko, a nam nie zostawi nic.  Ukatrupmy go!  

                     Dowódca wrogich wojsk:  -  Ten skarb, to moje poświęcenie i ofiara.  Zabijając mnie wyrządzicie mi największe dobrodziejstwo!

                     Pierwszy z garstki:  - Zostawcie go.  Niech zdycha!  A my idźmy się gdzieś zabawić!  Zabierzcie mu tylko konia i podetnijcie stopy. 

                     To uczyniwszy wjeżdżają wszyscy do raju. 

                     - O raju!  Jak tu dobrze.  Same złote trony i tyle klęczących kobiet.  A konie jakie piękne z uprzężą wysadzaną diamentami.  Szkoda, że już nie żyjemy!

                     - Ano, szkoda! -

 

 

 

środa, 28 marca 2012

            Nigdy nie byłem znawcą muzyki Mahlera.  Kocham Bacha, Purcella, Mozarta, Schuberta...Jeden z moich młodych znajomych, wielkich entuzjastów Mahlera powiedział kiedyś "jeśli ma pan Bernsteina, to ma pan wszystko".  Miałem Bernsteina, ale wtedy częściej słuchałem tylko "Jedynki", z tym cudownym marszem "Mahlera-Bernsteina"...Nigdy nie słyszałem równie magicznej wersji tego utworu.   

            Chociaż być może go nie rozumiałem, mimo wszystko bardzo chciałem poznać Mahlera, zauważyłem bowiem, że wśród tylu rozrzutną ręką roztrwonionych motywów i tematów zdarzają się w jego symfoniach chwile zachwycająco piękne i nieporównywalne z czymkolwiek innym...Nie miałem nawet okazji wysłuchać ich wszystkich "pod" Bruno Walterem, którego jak nikogo innego podziwiam jako dyrygenta i człowieka.  Ale...poznałem w końcu a w wielu wypadkach polubiłem między innymi wykonania Rattla, Abbado, Chailly, Sinopoliego, Zinmana, Kubelika, Bouleza...Nie wszystkie są tak doskonałe jak nagrania Bernsteina (mam na myśli jego drugi "komplet"), nie zawsze jest w nich konsekwentna artystyczna wizja tej miary, jednak ich zaletą jest w moim przekonaniu to, że  n i e   s ą  nagraniami Bersteina.  Wielkie artystyczne osobowości, podobnie jak wielcy ludzie w ogóle, czasami zbyt wiele nam narzucają.  To prawda, że Bernstein, w przeciwieństwie do raczej chłodnego Bouleza, robi to z wielkim wyczuciem i wewnętrzną prawdą. 

          A teraz największa chyba herezja, niech mi Pan wybaczy, przyjacielu - lubię słuchać Mahlera pod Boulezem... i Chailly też mi się podoba, podobnie jak Zinman...Wiem, że według pana przynajmniej jeden z nich "zamęczył" Mahlera, chociaż nie bardziej niż Haitink... 

          Dlaczego przy okazji "Szóstki"  Gergieva piszę o przeżyciu egzystencjalnym?  Bo w okolicznościach mojego życia, w jakich się znajduję, łatwiej znosić mi uderzenia losu, kiedy słucham wykonania tak, może jednostronnie, porywającego...Jeśli to wszystko przeżyję, to być może zacznę słuchać tej muzyki dla samych tylko jakości czysto muzycznych i wtedy zauważę zdegustowany, jak wielu rzeczy ten Gergiev nie zauważył...Tu powinno być tak a tu tak: wolniej - szybciej,  więcej odcieni i barw, elegancji...A później, kto wie, zakwestionuję nawet psychologię, która pcha Gergieva do przodu jako uproszczoną i "niezgodną z duchem muzyki Mahlera" (duch jak to duch, rzecz raczej eteryczna).   

         Chciałem tutaj po prostu wyrazić bliskie mi intuicje: 1) że muzyki słucha się po to, żeby ją przeżywać (to oczywiście metafora, łatwo bowiem ośmieszyć tę tezę w jej nazbyt dosłownym znaczeniu); 2) że należy się cieszyć bogactwem interpretacji wielkich muzycznych utworów, o ile tylko są w czymś ponadprzeciętne i otwierają drzwi naszej percepcji; 3) że należy zapomnieć o błędach wielkich ludzi i podziwiać ich za to, w czym ich intuicja twórcza jest niezawodna a całą resztę przyjmować z pewną dozą wyrozumiałości; 4) że nigdy nawet najbardziej genialny dyrygent nie zawłaszczy muzyki, którą wykonuje -  nawet sam "Bóg" (jak go nazywasz, przyjacielu) Bernstein...