Kategorie: Wszystkie | "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę" | ...bez końca | 0 | 100O i jeden Rabinów | A Puszkina też zapuszkują? | A moze to tylko pomieszanie zmyslow | A nie lepiej być purystą? | Aaaaaaaaaaaaaa...aalfabeta | Ach, gdzież jest litość lub wspolczucia pozór? | Ach, gdzież jest litość lub współczucia pozór? | Adam Mic - Kiewicz | Adaś i Ewka | Aforystyka | Amerykański sen | Autopsychoterapia | Bez sensu to to! | Bez szaleństwa... | Bezmyślne okrucieństwo | Bezradność | Biedna Szymborska | Biedny Kapturek! | Bliźni miłości | Bliźniego miłość... | Blondyn | Blue Bossa | Bojaźń i drżenie | Bratnie dusze | Bruner, ty świnio! | Buddyzm w życiu codziennym | Bóg mi poskapił tej anielskiej miary... | Bóg mi poskąpił tej anielskiej miary... | Bójstwo samo | Caritas | Chiziofrenia | Choroba na śmierć | Chwila ułudy | Chwila wytchnienia | Chłodne upojenie | Cierpienia i radości | Cierpienie i radość | Cleen feed | Cnota niedoli | Co slina na język przyniosła | Co tam panie w polityce? | Co w niebie piszczy | Co ślina na język przyniosła? | Corrida | Coś dla duszy... | Coś tak wulgarnego | Cudotwórstwo | Czarna Perła Tao | Czarny tulipan skrzyżowany z czarna różą | Czarny tulipan skrzyżowany z czarną różą | Czary Mary | Czego nie przysięgał Hipokrates? | Człowiek nie jest rzeczą | Człowiek to brzmi dumnie, ale nie u mnie | Często chowa | Częstochowskie rymy | Deficyt aniołów | Delightful! | Demokratyczne wybory w Oczodołach | Diabłoterapia | Dla wszystkich i dla nikogo | Dnieje | Do samego siebie | Dodatek | Dowcipas dnia | Duma narodowa | Dusze drzew | Dyskretna mgiełka autoironii | Dzielność | Dziki kapitalizm | Dzisiejsza młodzież | Dzisiejsza młodzież nosi ładną odzież | Egzystencjalizm jest chumanizmem | Ekonomia zbawienia | Elegancja Francja | Elegijnie | English gentelman | English gentleman | Epicurus | Ewa tylko ziewa | Falochron | Female | Filozofia bez uczoności | Forever Loving Jah | Gadu, gadu | Gadu, gadu, trochę więcej jadu | Gal Anonim | Gaz dla pedałów | Gaz dla pedałów, młot dla sierpów | Gdy rozum śpi... | Gendarme | Genek, gienialny gieniusz | Geno Typ | Gorący uczynek | Grabarz | Grabarz nonsensu | Gry i zabawy literackie | Głupota przysłowiem narodów | Głębie i tajnie Podświadomego | HIstoria nauczycielką bicia | Herbatka zen | Homo economicus | Homo sapiens czy Homo politicus | Humor absurdalny | Humor nieco absurdalny | Humor, satyra, panie... | I rekiny w oceani mają zębów cały rząd | I rekiny w oceanie mają zębów cały rząd | Indie Wschodnie i Zachodnie | Industrial | Istnieje również wrodzony brak poczucia humoru | Ja tam bynajmniej nie wiem | Jak długo będę jeszcze żył? | Jak uprawiać agresywne dziennikarstwo? Poradnik dla początkujących | Jakże cżęsto powtarza się ta historia | Jakże trudno czasami coś sklecić! | Jan i Małgorzata | Jan z Czarnolasu | Jesienna muzyka | Jeszcze smutniej! | Jeździec Apokalipsy | Językologia | Kaczuszki mandarynki | Karawana idzie dalej | Katedra Adamowego Żebra | Kawa z Kafką | Każdemu według naszych chęci | Każdemu według potrzeb | Każdemu, o czym tylko zamarzy | Kiciuś Miciuś! | Kicuś Micuś! | Kiedy człowiek staje się bestią | Kiedy owce nie milczą | Kij w mrowisku | Kniaź Wiktor | Kochani ludożercy | Kolacja Pani Sowy | Kometa tylko głownia nie ta | Konkwista | Koryfeusz nauki, milośnik sztuki | Koty i inne zwierzęta | Koty, głupoty, palikoty | Kości rzucone są | Kość słoniowa | Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatni | Kto pisze teraz historię? | Kuchnia szamańska | Kwiatki Św. Franciszka | Kwiatostan śmierci | Kwitnienie kultury | Kwitnąca wiśnia | La colombina i ciche ukojenie | Lekarzu - lecz się sam! | Lenin wiecznie żywy | Leśmianiada | Lichwiarstwo polskie | Liryki i prztyki | Logika dziejów | Londyńska mgła niepamięci | Londyńskie przygody | Los ofiary | Los puka do moich drzwi | Lotosowy wpis | Ludzie ludziom... | Lunatyzm | Lęk społeczny | Made in Japan | Maligna | Marność nad marnościami | Marność nad marnościami. Rekoleksje Wielkopiątkowe | Marzenia senne | Marzeniologia stosowana | Maszkary i senne dziwadła | Maszkary i senne widziadła odbite w lustrze | Mała czarna z Kafką | Medycyna naturalna | Meine Liebe Augustin! | Melancholia | Melancholia stosowana | Memorabilia | Meszreiw | Meteo | Mgiełka autoironii | Mglisty dzień. Mgła | Mikołak | Mistrz i Małgorzatka | Mistycyzm lunarny | Mistyka i miłość | Mitologia osobista | Mitologia świata | Miłość | Miłość bliźniego | Miłość nie zawsze szczęśliwa | Miś Uszatek | Moc rytuałów | Monada nie ma okien | Mowa potoczna | Mowa ptaków | Mowa serca | Moze ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może ktoś się ucieszy? | Może ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może to trochę zbyt uszczypliwe | Musicology | Muza lekkich obyczjów | Muzyka przywraca ład serca | Myszoterapia dr Nezumi | Myśli prostego człowieka | Mądrość Natury | Mądrość jak z gazety | Mądrość narodów | Młot na faryzeuszy i hipokrytów | Męstwo bycia | Mówił sen do snu | NIe ma na świecie dwóch takich samych liści, ni kropel deszczu | Na jawie (lecz to, co niejawne pozstaje) | Na stos rzuciliśmy szcześcia los | Na stos rzuciliśmy szczęścia los | Na szczytach hipokryzji | Na zdrowie! | Nad piekną rzeką | Najokrutniejsze zwierzę | Najsłodsza tajemnica | Narastająca senność | Nic dzisiaj ciekawego nie napisałem | Nicość | Nie am dwóch takich samych liści, ni kropel wody | Nie bój się - najwyżej cię rozstrzelają! | Nie czas żałować burz, gdy płoną oczy | Nie czas żąłować burz, gdy płoną oczy | Nie każde szczere złoto jest szczerozłote | Nie ma na świecie dwóch takich samych liści ani kropel wody | Nie ma na świecie dwóćh atkich samych liści lub kropel deszczu | Nie ma takiego smutnego, co by na wesołe nie wyszło | Nie ma zazdrości bez miłości | Nie oddamy nawet guzika | Nie tylko dzielenie włosa na czworo | Nie wiem, ja w ogóle nie myślę | Nie zabijaj! | Nie zabijajcie drzew! | Nie zawsze urocza dzecinada | Niebiańskie szczyty głupoty | Niech pani będzie dzielna! | Niech zapłaczą na moim pogrzebie | Nieco drapieżny wpis | Niekoniecznie ptasi móżdżek | Nienawiść bliźniego | Nieosobiście | Nieprzesłane przesłanie | Niestworzone rzeczy | Nieszkodliwe głupotki | Niewczesna melancholia melomana | Niewczesne rozważania | Niewielka profanacja | Niewielkie przekłamanie | Niskolotnie | No No! Teatr No | No comments! | No no! | Nowa poezja lingwistyczna | Nędzne kabareciarstwo | O Leonardo, po cóż się tak trudzisz? | O dzieleniu włosa na czworo, czyli metodzie scholastycznej | O dzieleniu włosa na czworo, czyli o metodzie scholastycznej | Obciachy | Obscenia i parafrenalia | Obsesja dobrego biustu | Ojej! | Oko w oko z zębem mądrości | Okropieństwa | Okruchy odgrzebane z lawy | Okruchy życia wygrzebane zlawy | Okruchy życia wygrzebane z lawy | Okrutna losu ironia | Orientuj się na orient | Owczarek | Owczarki afgańskie | Owocożerni | PL jak piekło | PO PiS | POeci wszystkich krajów dzielcie się | Pan Tadeusz | Panie pośle, po chrześcijańsku panu wybaczam | Pańska satyra polityczna jest niegramatyczna | Pendant do pewnego przypisu | Perlikowski | Pewna elastyczność zasad | Pewne jak w banku | Piorunujący piorun! | Po owocach poznacie ich! | Po upadku | Pobożne życzenia | Podpatrywanie Natury | Podroby i inne podróbki | Pokolenie Kainowe | Pokorne ciele | Pokorne cielę | Pokusa | Polak potrafi | Polak potrafi! | Politolog i Politowska | Politycznie niepoprawne! | Polonica | Polonika rycerskie | Polucje i ablucje | Pomarańcze i mandarynki | Pomarznąć dobra rzecz | Pomarznąć dobra rzecz! | Pomoc psychologiczna | Poranna kawka z Kafką | Porąbane marzenia | Potężne i głębokie warstwy pierwotnego mitu | Powieść brukowa | Powszechna życzliwość | Powtórka z cynizmu | Poznaj samego siebie | Prawda | Prawda jest jedna i piękna, ale złożona | Prawda popłaca | Prawdziwa metropolia | Prawi i sprawiedliwi | Prawiezmartwychpowstanie | Prawiezmarwtychpowstanie | Prognoza pogody | Pruski smutek | Przecież cię zjem! | Przedagonalny polski agon | Przegląd sportowy | Przeinaczenia | Przez pychę do pokory | Przeżyjesz to, a pote już tylko grób | Przeżyjesz to, a potem już tylko grób! | Przminęło z wiatrem | Prztyczek | Psiapowiednia Majów | Psubrat | Pustka | Pytanie dość retoryczne | Raczej to nie będzie hit | Radosne gonitwy śnieżnych tygrysów | Radość wędrowania | Rejterada Rejtana | Religie nauczą cie pokory | Res Sacra Pecunia | Romans z pop kulturą | Roots, Rock, Reggae | Rozkosze reinkarnacji | Rozmowa nie na telefon | Rozpacz | Rozpacz na wieki wieków | Rozpacz, która podpełza pod gardło | Ruch i świeże powietrze... | Rybołówstwo cudzołożnika | Rycerz pokalany | Samokrytyka | Samotność egzystencjalna | Sekrety pewnego domu handlowego | Seraphic Flames and Heavenly Love | Siedź na dupie i potakuj! | Somatyka | Somatyka logiczna | Spełniona przepowiednia | Spleśniały ser | Sponsorem tej opowieści jest wydawnictwo Błękitny Wieloryb | Sport to zdrowie | Spowiedź morskiego wilka | Stary Sącz i Nowy Sącz | Stary mafioso | Stołeczne stołki | Stratyfikacja społeczna | Suma sumarum | Sumienie rachunku | Sweet Music and Poetry | Sygnały podprogowe | Szalchetne zdrowie | Szczęśliwa pomyłka | Szekspir do żadnej nie należy epoki | Szkarady | Szlachetna gravitas | Szlachetne zdrowie | Słodycze grafomanii | Słówka | Słówko do słówka, a uzbiera się sówka | Tadeusz Bój Jeleński | Taia chińska podróbka | Takie będą rzeczpospolite jakie tego blogu chowanie | Takie tam, pierdoły | Talking Heads | Tania chińska podróbka | Tatiana | Teorie świata nauki | Terapeutyczie | Terapeutycznie | Thames | The Doors. Uchylone drzwi | The Lion cub | The fruit of beauty and despair | To na pewno nie Lec | To nie żadna filozofia | Tragiczne pożegnania | Transformacja duchowa | Trudna sztuka dialogu | Trudno czasmi coś sklecić | Trzylogia | Trója z polskiego | Twarda rzeczywistość | Ty mi tutaj nie filozuj | Tygrysologia stosowana | Tysiac i jeden ptaków | Tysiąc i jeden kotów | Tysiąc i jeden ptaków | Tysiąc różowych kroliczków | Tęsknica | Tęsknota duchowa | Ubekistan | Ucone księgi | Uczeni ludożercy | Uderzenia losu | Uduchowienie | Umrzeć z miłości | Upadek Pierwszego Człowieka | Uroczy wegetarianin | Uszczelnienie systemu podatkowego | Utrata uzębienia | W czym mogę panu pomóc? | Wciąz powtarza się ta sama historia | Wciąż powtarza się ta sama historia | Wdzieczna muzyka przywraca ład serca | Wesola grafomania z morałem | Wiecej broi dla szaleńców w Teksasie | Wieczne powroty | Wiedza radosna | Wielka wygrana | Wielomówstwo, czyli plaga opowiadania | Wierzba płacząca | Wiosny i jesienie | Witch | Więcej broni dla szaleńców w Teksasie | Wojna totalna | Wpis o kształcie piramidy | Wprowadzenie do kruczków prawnych | Wrzucam wszystko do kosza | Wrzątek | Wspomneinei pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Współczesny filister | Wszystkie rybki | Wszystko na A | Wszystko na sprzedarz | Wszystko na sprzedaż | Wygrana | Węzłowato | Wólka Węglowa | Xin Lu, typowa brunetka o granatowych oczach | Z Nietzschego nic nie powstaje | Z księgi wulgaryzmów | Z rupieciarni myśli | Zaczarowany świat zen | Zanim mnie wrzucą do dołu | Zapowiedź Apokalipsy | Zaraz wracam! | Zasada domniemanej winy | Zaskroniec | Zastał Polskę drewnianą... | Zatrzaśnięte drzwi | Zbaw mie Buddo Amido | Zbaw mnie, Buddo Amido | Zdrowy egoizm | Zegar dziejów | Zestrzelenie księżyca | Zginął z rąk słabej kobiety | Zima się nas nie ima | Zjawiskowe | Znak jaskółki | Zrozumieć wartość tego, co nieużyteczne | Zuch zawsze ochoczy! | Zwierzęta pod postacią ludzi | Zwyciestwo konsumpcjonizmu | Ząb mądrości | ie zabijajcie drzew! | ieosobiście | kosmos | Łagodne prawo, ale prawo | Łagodność tygrysa | Śmiechotki, chichotki | Śmiertelna powaga | Śmierć | Światełko w mroku | Świętość, wziętość, nadętość | Życie jest tragiczne | Życie samo | Życzliwe spojrzenia na całość ogródka | Żyć, nie umierać
RSS

Made in Japan

piątek, 19 lipca 2013

        Kawabata Yasunari, to mój ulubiony japoński pisarz.  Brakuje mu ekscentryczności niektórych innych japońskich pisarzy i dlatego czasami uważa go się za jeszcze jednego noblistę- nudziarza, którego oczywiście warto znać, ale...(nagrodę otrzymał w 1968 r, a umarł w cztery lata później).  Ja jednak uważam, że był naprawdę wielki i "nie zamieniłbym" go na żadnego innego.  Był bardzo bliski życia i umiał przydawać wagę rzeczom z pozoru niepozornym. Jak czytamy na skrzydełku polskiego wydania książki "Głos góry" - "Styl niezwykle prosty, lakoniczny...częste operowanie aluzją, niedomówieniem, sugestią, sprawiają iż obrazy jego przypominają naszkicowany kilkoma kreskami rysunek tuszem"...Bardzo lubię też poczucie humoru Kawabaty.  A oto jego przykład:

        " - Wyrywał siwe włosy, a głowa mu coraz szybciej siwiała. Kiedy wyrwie się jeden biały włosek, zaraz bieleją sąsiednie, dwa-trzy czarne, jakby je coś uwolniło z uwięzi.  Toteż Kitamoto wyrywając siwe włosy sam przyczyniał się do tego, że było ich coraz więcej.  Widział to przecież, kiedy wpatrywał się w lustro. Wrażenie nie do opisania.  A do tego włosy robiły mu się coraz rzadsze i rzadsze.

        Shingo, powstrzymując uśmiech, próbował zapytać:

        - A żona? Nie miała nic przeciwko temu?

        Lecz przyjaciel kontynuował z poważną miną:

        - W Końcu pozostało mu ich bardo niewiele. I wszystkie siwe.

        - Musiało go boleć.

        - Kiedy je wyrywał? Martwił się, ze jednocześnie wyjdą i czarne, więc rwał ostrożnie, po włoseczku, a wówczas to nic nie boli. Lekarze jednak twierdzą, że po wyrwaniu włosa skóra w tym miejscu jakby się naciąga i boli, gdy ją dotknąć. Co prawda nie krwawi, lecz robi się czerwona i obrzękła. W końcu oddali go do szpitala psychiatrycznego. Ale zdaje się, że i tam Kitamoto wyrywał sobie włosy, których zresztą prawie już nie miał.  Okropne, prawda? Przerażająca mania. Nie chciał być stary i zgrzybiały, chciał, żeby wróciła młodość.  Właściwie trudno powiedzieć, czy wyrywał te siwe włosy, dlatego,że oszalał, czy oszalał, bo za dużo wyrywał -

        - Potem było z nim chyba jednak lepiej, co?

        - Tak, lepiej i wyobraź sobie, stał się cud. Na jego łysej czaszce kępkami zaczęły wyrastać włosy, czarne włosy -

        - Nie może być! - zaśmiał się znowu Shingo.

        - To szczera prawda - powiedział przyjaciel bez uśmiechu. - Szaleńcy nie mają wieku. my też, gdybyśmy teraz wpadli w obłęd, przypuszczalnie odmłodnielibyśmy w dużym stopniu. - Po czym rzucił okiem w stronę głowy Shingo.  - Ty zresztą możesz jeszcze mieć nadzieję, ja już nie mam szans".

         (Kawabata Yasunari, "Głos góry", w przekładzie Ewy Szulc).

         "Głos góry", to tragiczna książka, chociaż główny bohater zachowuje spokój w obliczu zbliżającej się śmierci.  Niewiele tu się z pozoru dzieje. Samotność i pustka, i jakieś zwykłe, jeśli nie przyziemne, ludzkie sprawy.  Poza tym tylko miłość, wspomnienia, marzenia i sny...A owo tak bliskie mi poczucie humoru Kawabaty jest również, jak widzimy, nie pozbawione autoironii i szczerego współczucia...Lubię też jego "Krainę śniegu" i "Śpiące piękności".

sobota, 22 września 2012

                 Szaleniec Isoichiro porzucił własny dom i błądząc wśród zamieci między wiejskimi chatami żebrał o garstkę ryżu, naśladując mnicha.  Trwało to przez trzy zimowe miesiące, aż w końcu zamarzł lub zatłuczono go kijami.  Stróżka krwi płynącej z jego ust utworzyła na śniegu święty znak.

                 Kiedy śnieg się roztopił w miejscu tym nasikał duży pies.  Podobno słynna kurtyzana Matsuyama wypiła ów mocz i stała się najbardziej namiętną ze wszystkich dziewczyn usługujących w Dzielnicy Uciech.  A ponieważ zjadła też przy tym święty znak, pod koniec życia została mniszką i spędziła je już do samego jego kresu w czystości. A stało się to, gdy ukończyła osiemdziesiąty rok życia. 

                Kiedyś malutka wnuczka Matsuyamy bawiła się czerwoną szpulką z nićmi.  

                - Nie baw się tym! - rozzłościła się staruszka - to krew mojego ukochanego Isoichiro.  Mówiąc to, wyzionęła ducha...  

                Naprawdę nie znam smutniejszej historii.

czwartek, 15 marca 2012

          Jakże okrutne jest mój los!  Chociaż błądzę bez ustanku po bezdrożach mych marzeń, nie mogę cię spotkać ani na jawie ani we śnie.  Zamglony księżyc nie sprzyja już jak dawniej moim pragnieniom i drwi z mojej tęsknoty.  I tylko mój smutek nie przemija i dręczy mnie bez ustanku, kochana Noriko, nie zważając na porę dnia i nocy.  Usycham z tęsknoty do Ciebie, choć nie mogę już nawet przypomnieć sobie widoku twej twarzy.  Nieszczęsny, ujrzałem wiśnię w chwili rozkwitu!  Och, gdybym mógł cię nie znać, zapewne zostałbym mnichem i ta stara ropucha Budda miałaby ze mnie pożytek zapędzając mnie do klasztornych prac.  Pieląc chwasty lub zmywając naczynia myślałbym zapewne "Jakże ohydne muszą być wszelkie rozkosze tego nietrwałego ciała, którymi uwodzi nas kobieta.  Jakie to szczęście, że zerwałem już z wszelką ułudą".  Nie będę jednak mówił ci o rozumie, skoro sam jestem pijany.  

         Wczoraj rano jechałem metrem z północy na południe Kioto.  Miałem do załatwienia pewne sprawy.  Jednak pomyślałem nagle - "Po cóż mi ta praca? Czy ukoi moją samotność?  Jeśli spóźnię się piętnaście sekund szef na pewno zwolni mnie i będę musiał wybrać honorową śmierć.  Najlepiej wysiądę tutaj i w ogóle tam nie pojadę.  Po cóż mam potem jak chiński duch biegać z wywieszonym językiem?"  Lubiłem sobie czasami tak dowcipkować. Jednak teraz czułem, że stanowczo muszę wysiąść.  Podobno niemiecki filozof Kant nazywał to imperatywem kategorycznym, ale od czasu studiów już zapomniałem o co tam chodziło.  Chyba o to, że chciałbym aby każdy mógł wysiąść z metra, kiedy nie będzie chciał spotkać się ze swoim szefem i jako powszechnie prawodawcza rozumna istota nie mógłbym chcieć inaczej.  Popraw mnie, jeśli źle się wyraziłem. 

        Wysiadłem zatem.  Chociaż kwitnąca wiśnia jest tak piękna, że wabi do siebie nawet kruki, to jednak ani piękno kwiatów ani śpiew ptaków nie mogą równać się z twoją urodą, Noriko.  Jakże cudownie pachną twoje rozpuszczone, długie, bujne włosy.  Zazdroszczę podglądaczom, którzy mogą ukradkiem cię obserwować.  Do wieczora zostało jeszcze tak wiele czasu. Umówiłem się co prawda z przyjaciółmi na wieczór opowieści stu knotów - moja ma być ostatnia a kiedy zgaśnie ostatnia świeca zjawi się duch, jednak żadna niesamowita opowieść nie jest w stanie wzbudzić we mnie takiego lęku, jaki czuję wyobrażając sobie, że cię już nigdy nie spotkam.  Przyzwyczaiłem się żyć wśród demonów a świadomość rozłąki wciąż wywołuje w moim sercu drżenie.  Nie pójdę tam jednak.  Nie cierpię tego towarzystwa.  Tak naprawdę nie wierzą w nic i dlatego tylko niczego się nie boją.

       "Penetree de la plus vive douleur et de la plus tendre amour", powiedziałby zapewne poeta.  Ale ja chciałbym być szczęśliwy.  Naprawdę intymna więź istnieje bowiem tylko we dwoje.  Po co mam czuć się bezbronny, zwątpić w siebie, nakładać maskę, mieć poczucie winy?  Czy muszę koniecznie być cierpiętnikiem?  Błagam cię Noriko, ukaż mi się na jawie albo we śnie.  W nocnym oświetleniu twoja twarz zda mi się jeszcze piękniejsza.  

       Kiedy o tym myślałem, nagle ujrzałem przed sobą Mitsuko.  Miała na sobie jedwabną bluzeczkę, rozpięty sweterek i krótką spódniczkę, nie zasłaniającą nawet ud.  Do tego długie czarne buty a jej skarpety kończyły się bardzo wcześnie i odsłaniały czarne pończoszki...Włosy opadały jej na szyję, kiedy śmiejąc się do swej koleżanki potrząsała główką.        

       - Ach Nezumi, nie widziałam cię już dawno.  Dla mnie zawsze byłeś tylko szarą myszką, ale jednak zapamiętałam cię.  Podobno widują cię z tą Noriko.  Współczuję ci.  Czy nie lepiej jednak, kiedy poranny ptak łowi robaka? - zachichotała. 

       Zaczerwieniłem się.  Przecież ta mała kokietka namawia mnie do zdrady,  mówiąc mi, że mogę mieć wiele kobiet! 

       - Ty tego nigdy nie zrozumiesz, Mitsuko.  Zawsze byłaś taka praktyczna.  I pamiętaj, zestarzałaś się już, masz osiemnaście lat! - powiedziałem.

       - Dwadzieścia jeden.  A Noriko ma już chyba ze trzydzieści osiem!  -

       - Mając dwa razy więcej lat niż ty, jest od ciebie i tak dwa razy piękniejsza!   Bez miłości do niej moje uczucia byłyby płytkie.  A czy istnieje miłość bez wierności? - zapytałem spoglądając na jej koleżankę po to tylko, aby uniknąć jej ironicznego spojrzenia. 

       - Ach, zapomniałem ci ją przedstawić, to Catherine.  Zobacz, nic jej nie brakuje.  Typowa francuska. Może chciałbyś ją poznać?    

       - Śpieszę się gdzieś.  Powiedz jej, że kiedyś chętnie ją poznam.  Mam nadzieję, że nie będzie tu długo...Nie znam języka.

       - Zawsze taki nieśmiały? - spytała Catherine - Przecież prawie się nie ruszasz.  Widziałyśmy cię chyba z dziesięć minut wcześniej.  Jak chcesz to mogę cię wszystkiego nauczyć.  Przejdziesz przynajmniej kurs wstępny.  Wystarczy znać kilka kluczowych słów.  Możesz nawet mówić co ci ślina przyniesie na język -

       - Noriko, Noriko i Noriko...To już naprawdę jakieś niewolnictwo - powiedziała Mitsuko i pocałowała mnie w policzek tak czule, jakbym był jej sutenerem.  

       Catherine, widząc jak sobie ze mnie żartuje udając zainteresowanie, pokładała się ze śmiechu.  Trwało to dość długą chwilę, przez którą starałem się uspokoić swój umysł.  Czułem jednak, że jestem wściekły, niezadowolony, pełen potępienia, rozjuszony, zniechęcony, sfrustrowany, pełen wrogości, zniecierpliwiony, poirytowany, rozżalony, drażliwy, niedoceniony, upokorzony, rozczarowany...Mam nadzieję, że niczego z mojego bogactwa uczuć nie opuściłem...

       - Dlaczego tak szydzicie z nieszczęśliwego? - zgorszyłem się -  Tylko deszcz zna moje myśli.  Tylko ja znam, widzę i słyszę wszystkie jego krople. Podczas, gdy dla was, istot niższego rzędu, to  tylko puste słowo "deszcz".  Na pewno nie słyszycie w nim bicia serca - głośnego jak w preludium Chopina!

       - To życzymy ci płaczku, opadów atmosferycznych i chłodnego wiatru, żeby targał tobą jak jesiennym liściem.  A kiedy już pocierpisz przyjdź do swego pustego pokoju, pobaw się czymś i uderz w kimono.  Idziemy z Catherine do klubu na "Towariszcz Mao" - to takie chińskie reggae pomieszane z new wave i muzyką derwiszów.  Podobno straszny czad.  Ty tu zostajesz?

       - Chyba tak - zadeklarowałem niepewnie.

       - To życzymy ci miłego wieczoru...Chociaż do wieczora jeszcze daleko Nezumi.  Poszerzaj swe horyzonty.

       Po tych słowach demony znikły, ja zaś nie wiedziałem co zrobić z dalszą częścią hałaśliwego dnia.  Jaka szkoda, że jestem taki emocjonalnie wrażliwy.  Może lepiej byłoby rozmienić tęsknotę na drobne?  Z czego teraz będę żył?  Szef już na pewno mnie skreślił, mieszkanie niezapłacone.  Nawet na sushi mnie nie stać.  Gdzie jesteś, Noriko?  Chciałbym ci kupić rajstopki a potem zapomnieć o sobie i żyć już tylko zazen albo pisać przesycone delikatnym erotyzmem opowiadania.  Muszę nauczyć się żyć tylko powietrzem, jak chińscy nieśmiertelni.  

       W chwilę później rozpoczęła się burza.  Nie pozostawało mi nic innego jak zawrócić do metra i pojechać do domu, w którym czekał na mnie tylko Neko, mój czarny kot.  Pragnąć umrzeć raczej z nudów niż z rozpaczy włączyłem sobie "The Dark Side of the Moon" Floydów.  A wtedy zadzwoniłaś Ty!...Powiedziałaś "Nie wiem czy będę mogła się z tobą spotkać w przyszłym tygodniu, ale na wszelki wypadek czekaj na mnie każdego dnia - może akurat będziesz miał szczęście".  Sprawdziłem w skrzynce, ale była tylko jedna wiadomość.  "Jak chcesz to będę to z tobą robić aż po blady świt.  Lubię jak pan bije mnie w pupę.  Twoja posłuszna laleczka - Murasaki z Dzielnicy Uciech.  Możesz przyjść z kolegą".  Do wiadomości, obok numeru telefonu, dołączony był rysunek, na którym starszy pan okłada dziewczynę drewnianą laską. 

       Teraz, kiedy wieczorna rosa okryła już kwiaty i łza jedna po drugiej opada z moich oczu, nic  nie ukoi mojej tęsknoty za tobą.  Dlaczego nawet księżyc, mój wierny przyjaciel, opuścił mnie i rzucił na mnie klątwę?  Nikt już jak dawniej nie umiera z miłości.  Kiedy rozmawiam z tobą, tak naprawdę rozmawiam tylko ze sobą.  Twoja twarz odbija się w źrenicach moich oczu.  A teraz nawet nie widzę twej twarzy.  Jest piąta rano i śmieciarka przyjechała po śmieci.  Zgniata je teraz, miażdży, zasysa i upycha...Czyż może istnieć na świecie większa samotność?