Kategorie: Wszystkie | "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę" | ...bez końca | 0 | 100O i jeden Rabinów | A Puszkina też zapuszkują? | A moze to tylko pomieszanie zmyslow | A nie lepiej być purystą? | Aaaaaaaaaaaaaa...aalfabeta | Ach, gdzież jest litość lub wspolczucia pozór? | Ach, gdzież jest litość lub współczucia pozór? | Adam Mic - Kiewicz | Adaś i Ewka | Aforystyka | Amerykański sen | Autopsychoterapia | Bez sensu to to! | Bez szaleństwa... | Bezmyślne okrucieństwo | Bezradność | Biedna Szymborska | Biedny Kapturek! | Bliźni miłości | Bliźniego miłość... | Blondyn | Blue Bossa | Bojaźń i drżenie | Bratnie dusze | Bruner, ty świnio! | Buddyzm w życiu codziennym | Bóg mi poskapił tej anielskiej miary... | Bóg mi poskąpił tej anielskiej miary... | Bójstwo samo | Caritas | Chiziofrenia | Choroba na śmierć | Chwila ułudy | Chwila wytchnienia | Chłodne upojenie | Cierpienia i radości | Cierpienie i radość | Cleen feed | Cnota niedoli | Co slina na język przyniosła | Co tam panie w polityce? | Co w niebie piszczy | Co ślina na język przyniosła? | Corrida | Coś dla duszy... | Coś tak wulgarnego | Cudotwórstwo | Czarna Perła Tao | Czarny tulipan skrzyżowany z czarna różą | Czarny tulipan skrzyżowany z czarną różą | Czary Mary | Czego nie przysięgał Hipokrates? | Człowiek nie jest rzeczą | Człowiek to brzmi dumnie, ale nie u mnie | Często chowa | Częstochowskie rymy | Deficyt aniołów | Delightful! | Demokratyczne wybory w Oczodołach | Diabłoterapia | Dla wszystkich i dla nikogo | Dnieje | Do samego siebie | Dodatek | Dowcipas dnia | Duma narodowa | Dusze drzew | Dyskretna mgiełka autoironii | Dzielność | Dziki kapitalizm | Dzisiejsza młodzież | Dzisiejsza młodzież nosi ładną odzież | Egzystencjalizm jest chumanizmem | Ekonomia zbawienia | Elegancja Francja | Elegijnie | English gentelman | English gentleman | Epicurus | Ewa tylko ziewa | Falochron | Female | Filozofia bez uczoności | Forever Loving Jah | Gadu, gadu | Gadu, gadu, trochę więcej jadu | Gal Anonim | Gaz dla pedałów | Gaz dla pedałów, młot dla sierpów | Gdy rozum śpi... | Gendarme | Genek, gienialny gieniusz | Geno Typ | Gorący uczynek | Grabarz | Grabarz nonsensu | Gry i zabawy literackie | Głupota przysłowiem narodów | Głębie i tajnie Podświadomego | HIstoria nauczycielką bicia | Herbatka zen | Homo economicus | Homo sapiens czy Homo politicus | Humor absurdalny | Humor nieco absurdalny | Humor, satyra, panie... | I rekiny w oceani mają zębów cały rząd | I rekiny w oceanie mają zębów cały rząd | Indie Wschodnie i Zachodnie | Industrial | Istnieje również wrodzony brak poczucia humoru | Ja tam bynajmniej nie wiem | Jak długo będę jeszcze żył? | Jak uprawiać agresywne dziennikarstwo? Poradnik dla początkujących | Jakże cżęsto powtarza się ta historia | Jakże trudno czasami coś sklecić! | Jan i Małgorzata | Jan z Czarnolasu | Jesienna muzyka | Jeszcze smutniej! | Jeździec Apokalipsy | Językologia | Kaczuszki mandarynki | Karawana idzie dalej | Katedra Adamowego Żebra | Kawa z Kafką | Każdemu według naszych chęci | Każdemu według potrzeb | Każdemu, o czym tylko zamarzy | Kiciuś Miciuś! | Kicuś Micuś! | Kiedy człowiek staje się bestią | Kiedy owce nie milczą | Kij w mrowisku | Kniaź Wiktor | Kochani ludożercy | Kolacja Pani Sowy | Kometa tylko głownia nie ta | Konkwista | Koryfeusz nauki, milośnik sztuki | Koty i inne zwierzęta | Koty, głupoty, palikoty | Kości rzucone są | Kość słoniowa | Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatni | Kto pisze teraz historię? | Kuchnia szamańska | Kwiatki Św. Franciszka | Kwiatostan śmierci | Kwitnienie kultury | Kwitnąca wiśnia | La colombina i ciche ukojenie | Lekarzu - lecz się sam! | Lenin wiecznie żywy | Leśmianiada | Lichwiarstwo polskie | Liryki i prztyki | Logika dziejów | Londyńska mgła niepamięci | Londyńskie przygody | Los ofiary | Los puka do moich drzwi | Lotosowy wpis | Ludzie ludziom... | Lunatyzm | Lęk społeczny | Made in Japan | Maligna | Marność nad marnościami | Marność nad marnościami. Rekoleksje Wielkopiątkowe | Marzenia senne | Marzeniologia stosowana | Maszkary i senne dziwadła | Maszkary i senne widziadła odbite w lustrze | Mała czarna z Kafką | Medycyna naturalna | Meine Liebe Augustin! | Melancholia | Melancholia stosowana | Memorabilia | Meszreiw | Meteo | Mgiełka autoironii | Mglisty dzień. Mgła | Mikołak | Mistrz i Małgorzatka | Mistycyzm lunarny | Mistyka i miłość | Mitologia osobista | Mitologia świata | Miłość | Miłość bliźniego | Miłość nie zawsze szczęśliwa | Miś Uszatek | Moc rytuałów | Monada nie ma okien | Mowa potoczna | Mowa ptaków | Mowa serca | Moze ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może ktoś się ucieszy? | Może ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może to trochę zbyt uszczypliwe | Musicology | Muza lekkich obyczjów | Muzyka przywraca ład serca | Myszoterapia dr Nezumi | Myśli prostego człowieka | Mądrość Natury | Mądrość jak z gazety | Mądrość narodów | Młot na faryzeuszy i hipokrytów | Męstwo bycia | Mówił sen do snu | NIe ma na świecie dwóch takich samych liści, ni kropel deszczu | Na jawie (lecz to, co niejawne pozstaje) | Na stos rzuciliśmy szcześcia los | Na stos rzuciliśmy szczęścia los | Na szczytach hipokryzji | Na zdrowie! | Nad piekną rzeką | Najokrutniejsze zwierzę | Najsłodsza tajemnica | Narastająca senność | Nic dzisiaj ciekawego nie napisałem | Nicość | Nie am dwóch takich samych liści, ni kropel wody | Nie bój się - najwyżej cię rozstrzelają! | Nie czas żałować burz, gdy płoną oczy | Nie czas żąłować burz, gdy płoną oczy | Nie każde szczere złoto jest szczerozłote | Nie ma na świecie dwóch takich samych liści ani kropel wody | Nie ma na świecie dwóćh atkich samych liści lub kropel deszczu | Nie ma takiego smutnego, co by na wesołe nie wyszło | Nie ma zazdrości bez miłości | Nie oddamy nawet guzika | Nie tylko dzielenie włosa na czworo | Nie wiem, ja w ogóle nie myślę | Nie zabijaj! | Nie zabijajcie drzew! | Nie zawsze urocza dzecinada | Niebiańskie szczyty głupoty | Niech pani będzie dzielna! | Niech zapłaczą na moim pogrzebie | Nieco drapieżny wpis | Niekoniecznie ptasi móżdżek | Nienawiść bliźniego | Nieosobiście | Nieprzesłane przesłanie | Niestworzone rzeczy | Nieszkodliwe głupotki | Niewczesna melancholia melomana | Niewczesne rozważania | Niewielka profanacja | Niewielkie przekłamanie | Niskolotnie | No No! Teatr No | No comments! | No no! | Nowa poezja lingwistyczna | Nędzne kabareciarstwo | O Leonardo, po cóż się tak trudzisz? | O dzieleniu włosa na czworo, czyli metodzie scholastycznej | O dzieleniu włosa na czworo, czyli o metodzie scholastycznej | Obciachy | Obscenia i parafrenalia | Obsesja dobrego biustu | Ojej! | Oko w oko z zębem mądrości | Okropieństwa | Okruchy odgrzebane z lawy | Okruchy życia wygrzebane zlawy | Okruchy życia wygrzebane z lawy | Okrutna losu ironia | Orientuj się na orient | Owczarek | Owczarki afgańskie | Owocożerni | PL jak piekło | PO PiS | POeci wszystkich krajów dzielcie się | Pan Tadeusz | Panie pośle, po chrześcijańsku panu wybaczam | Pańska satyra polityczna jest niegramatyczna | Pendant do pewnego przypisu | Perlikowski | Pewna elastyczność zasad | Pewne jak w banku | Piorunujący piorun! | Po owocach poznacie ich! | Po upadku | Pobożne życzenia | Podpatrywanie Natury | Podroby i inne podróbki | Pokolenie Kainowe | Pokorne ciele | Pokorne cielę | Pokusa | Polak potrafi | Polak potrafi! | Politolog i Politowska | Politycznie niepoprawne! | Polonica | Polonika rycerskie | Polucje i ablucje | Pomarańcze i mandarynki | Pomarznąć dobra rzecz | Pomarznąć dobra rzecz! | Pomoc psychologiczna | Poranna kawka z Kafką | Porąbane marzenia | Potężne i głębokie warstwy pierwotnego mitu | Powieść brukowa | Powszechna życzliwość | Powtórka z cynizmu | Poznaj samego siebie | Prawda | Prawda jest jedna i piękna, ale złożona | Prawda popłaca | Prawdziwa metropolia | Prawi i sprawiedliwi | Prawiezmartwychpowstanie | Prawiezmarwtychpowstanie | Prognoza pogody | Pruski smutek | Przecież cię zjem! | Przedagonalny polski agon | Przegląd sportowy | Przeinaczenia | Przez pychę do pokory | Przeżyjesz to, a pote już tylko grób | Przeżyjesz to, a potem już tylko grób! | Przminęło z wiatrem | Prztyczek | Psiapowiednia Majów | Psubrat | Pustka | Pytanie dość retoryczne | Raczej to nie będzie hit | Radosne gonitwy śnieżnych tygrysów | Radość wędrowania | Rejterada Rejtana | Religie nauczą cie pokory | Res Sacra Pecunia | Romans z pop kulturą | Roots, Rock, Reggae | Rozkosze reinkarnacji | Rozmowa nie na telefon | Rozpacz | Rozpacz na wieki wieków | Rozpacz, która podpełza pod gardło | Ruch i świeże powietrze... | Rybołówstwo cudzołożnika | Rycerz pokalany | Samokrytyka | Samotność egzystencjalna | Sekrety pewnego domu handlowego | Seraphic Flames and Heavenly Love | Siedź na dupie i potakuj! | Somatyka | Somatyka logiczna | Spełniona przepowiednia | Spleśniały ser | Sponsorem tej opowieści jest wydawnictwo Błękitny Wieloryb | Sport to zdrowie | Spowiedź morskiego wilka | Stary Sącz i Nowy Sącz | Stary mafioso | Stołeczne stołki | Stratyfikacja społeczna | Suma sumarum | Sumienie rachunku | Sweet Music and Poetry | Sygnały podprogowe | Szalchetne zdrowie | Szczęśliwa pomyłka | Szekspir do żadnej nie należy epoki | Szkarady | Szlachetna gravitas | Szlachetne zdrowie | Słodycze grafomanii | Słówka | Słówko do słówka, a uzbiera się sówka | Tadeusz Bój Jeleński | Taia chińska podróbka | Takie będą rzeczpospolite jakie tego blogu chowanie | Takie tam, pierdoły | Talking Heads | Tania chińska podróbka | Tatiana | Teorie świata nauki | Terapeutyczie | Terapeutycznie | Thames | The Doors. Uchylone drzwi | The Lion cub | The fruit of beauty and despair | To na pewno nie Lec | To nie żadna filozofia | Tragiczne pożegnania | Transformacja duchowa | Trudna sztuka dialogu | Trudno czasmi coś sklecić | Trzylogia | Trója z polskiego | Twarda rzeczywistość | Ty mi tutaj nie filozuj | Tygrysologia stosowana | Tysiac i jeden ptaków | Tysiąc i jeden kotów | Tysiąc i jeden ptaków | Tysiąc różowych kroliczków | Tęsknica | Tęsknota duchowa | Ubekistan | Ucone księgi | Uczeni ludożercy | Uderzenia losu | Uduchowienie | Umrzeć z miłości | Upadek Pierwszego Człowieka | Uroczy wegetarianin | Uszczelnienie systemu podatkowego | Utrata uzębienia | W czym mogę panu pomóc? | Wciąz powtarza się ta sama historia | Wciąż powtarza się ta sama historia | Wdzieczna muzyka przywraca ład serca | Wesola grafomania z morałem | Wiecej broi dla szaleńców w Teksasie | Wieczne powroty | Wiedza radosna | Wielka wygrana | Wielomówstwo, czyli plaga opowiadania | Wierzba płacząca | Wiosny i jesienie | Witch | Więcej broni dla szaleńców w Teksasie | Wojna totalna | Wpis o kształcie piramidy | Wprowadzenie do kruczków prawnych | Wrzucam wszystko do kosza | Wrzątek | Wspomneinei pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Współczesny filister | Wszystkie rybki | Wszystko na A | Wszystko na sprzedarz | Wszystko na sprzedaż | Wygrana | Węzłowato | Wólka Węglowa | Xin Lu, typowa brunetka o granatowych oczach | Z Nietzschego nic nie powstaje | Z księgi wulgaryzmów | Z rupieciarni myśli | Zaczarowany świat zen | Zanim mnie wrzucą do dołu | Zapowiedź Apokalipsy | Zaraz wracam! | Zasada domniemanej winy | Zaskroniec | Zastał Polskę drewnianą... | Zatrzaśnięte drzwi | Zbaw mie Buddo Amido | Zbaw mnie, Buddo Amido | Zdrowy egoizm | Zegar dziejów | Zestrzelenie księżyca | Zginął z rąk słabej kobiety | Zima się nas nie ima | Zjawiskowe | Znak jaskółki | Zrozumieć wartość tego, co nieużyteczne | Zuch zawsze ochoczy! | Zwierzęta pod postacią ludzi | Zwyciestwo konsumpcjonizmu | Ząb mądrości | ie zabijajcie drzew! | ieosobiście | kosmos | Łagodne prawo, ale prawo | Łagodność tygrysa | Śmiechotki, chichotki | Śmiertelna powaga | Śmierć | Światełko w mroku | Świętość, wziętość, nadętość | Życie jest tragiczne | Życie samo | Życzliwe spojrzenia na całość ogródka | Żyć, nie umierać
RSS

Melancholia stosowana

czwartek, 04 lipca 2013

         Wolę sobie jutro posłuchać Brahmsa, niż koncertu Killing Joke.  Przypomniałem sobie w końcu, że jestem szczęśliwym nabywcą kwartetów fortepianowych Brahmsa (M-A. Hamelin, Leopold String Trio).  Ostatnio słuchałem tych kwartetów w innym, równie chyba pięknym, wykonaniu, jednak w końcu zatęskniłem za tym.  Jeśli ktoś czytał kiedyś moje wpisy, to wie, że długo przekonywałem się do Brahmsa, którego jeszcze niecałe dziesięć lat temu uważałem za "efekciarza" i zarzucałem mu przerost formy nad treścią (chociaż wyrażałem to może nieco ostrożniej), po to, aby ostatecznie pokochać jego muzykę najgłębszą miłością.  Szczególnie wzrusza mnie jego późniejsza kameralistyka i czwarta symfonia, jednak i te utwory mają w sobie nie tylko prawdziwie romantyczną burzę i napór, ale i ukryte, ciche piękno.  Ostatecznie jednak bardziej od medytacji o samobójstwie pociąga mnie pełna jesiennej melancholii rezygnacja późnych lat Brahmsa, wypełnionych tęsknotą za Klarą Schumann, przerywaną tylko pracą, spacerami i odwiedzinami domu publicznego...Killing Joke może poczekać...    

piątek, 22 marca 2013

        Miłośnicy muzyki lutniowej mogą cieszyć się dwoma nowymi nagraniami.  Hopkinson Smith nagrał suity wiolonczelowe Bacha w transkrypcji na lutnię, z których ukazały się już na CD pierwsze trzy suity (wytwórnia Naive), a Jose Miguel Moreno utwory Johanna Gottfrieda Conradiego i Jana Antonina Losy (Glossa).  Suity wiolonczelowe Bacha nagrał już kiedyś inny wspaniały lutnista - Nigel North, a piąta z owych suit ma, jak wiadomo, swoją wersję lutniową stworzoną przez samego Bacha.  Kiedy słucham interpretacji artystów takich, jak Hopkinson Smith, Moreno, North, czy Lindberg, to mam czasami wrażenie, jakby w struny uderzał sam Orfeusz, a wtedy moje stroskane serce zaczyna bić żywiej.  Może warto czasami zejść w otchłanie piekieł, żeby móc odnaleźć słodycz w niepokoju i cierpieniu, i aby wychodząc z owego podziemnego świata ujrzeć światło dnia.  Jakże przyjemna jest ta apollińska, pełna umiaru muzyka, nawet wtedy, kiedy Hiszpan Jose Miguel Moreno rozpoczyna swój taniec.  

       Chcąc powiększyć owe muzyczne wrażenia o jeszcze jedną słodycz,  Glossa wydała utwory Conradiego z "Martwą naturą z gruszką i owadami" (1765) Justusa Junckera na okładce.  W środku książeczki zaś odnajdujemy urocze fragmenty obrazu - motyla i muszkę.   

      W chwili śmierci delikatność estetycznych przeżyć mało się będzie liczyć, jednak dopóki żyjemy, owa delikatna melancholia koi smutek rozpaczy, bowiem jej źródłem jest miłość życia, a ta właśnie wydobywa na światło niezliczone odcienie i drobiazgi, które sprawiają nam radość.  

      Lubię ostatnio oglądać podczas spacerów poprzebierane śmiesznie przez dorosłych dzieci i pieski poubierane w kubraczki.  Mają w sobie tyle wdzięku.   Ale dzisiaj, widziałem też w dwóch różnych miejscach prowadzone prze ludzi poczciwe haski i od razu pomyślałem, że na pewno nie jest im zimno...  

niedziela, 03 marca 2013

           " - W moim życiu wszystko układa się według pewnego schematu. Kiedy zaczęły się nieporozumienia z bliską mi osobą,straciłem pracę, kiedy straciłem pracę, osoba ta odeszła ode mnie, kiedy wiedziałem już, że ode mnie odejdzie - poważnie zachorowałem, kiedy poczułem się słaby i opuszczony, wrogowie zaczęli mnie opluwać -  powiedział N.

            - Rozumiem pana.  Ale może mieć pan jeszcze inną partnerkę, inną pracę i mam nadzieję, że odzyska pan zdrowie, a kiedy wrogowie zobaczą, że dobrze się panu powodzi, zamienią się w pańskich przyjaciół - powiedział doktor. 

            - Niestety...Jak panu mówiłem, wszystko to jest już niemożliwe, a moje życie nie będzie trwało zbyt długo - głos N. był jeszcze smutniejszy.

            - Tak, rzeczywiście, mówił mi pan i powiem panu szczerze - nie ma żadnych szans.  Ja również czarno to widzę. Dziewczyna już do pana nie wróci, a następnej szukał pan nie będzie, bo ją pan naprawdę kochał.   Pracę trudno będzie panu odzyskać, a w dodatku niedługo wyrzucą pana z mieszkania.  Jest pan chory, ale nie ma pan ubezpieczenia i nie może się leczyć, a pańska choroba jest śmiertelna.  W tej sytuacji powinien pan do tego wszystkiego podejść  f i l o z o f i c z n i e.   Zostało jeszcze panu trochę życia i chociaż odczuwa pan fizyczny ból i psychiczny niepokój, nie może pan napisać książki, której projekt pan złożył i martwi się pan o swoją ukochaną, która potrzebowała pana, lecz wskutek nieporozumień oddaliła się od pana - wszystko jeszcze przed panem! 

            - Jak to? - zapytał N. - Czy mówi pan to poważnie?

            - No, niechże się pan wreszcie rozchmurzy!  Ile jeszcze rzeczy przed panem!  Musi pan skądś wziąć siły na to, aby to wszystko przeżyć. Pozna pan jeszcze słodycz samotności, pełen dreszczyku lęk przed nicością, rozkosze umierania.  Dla tego wszystkiego naprawdę warto żyć!  Wiem, że panu przykro, że wszystko dzieje się według pewnego schematu, w którym pan i pana miłość są zupełnie nieistotne i że smutno panu, że najbliższa osoba się na panu nie poznała, a także, że pana osiągnięcia zawodowe pozostały, że tak powiem, niedocenione.  Musi pan wiedzieć - kobiety takie są, kocha je pan, a one myślą o niebieskich migdałach.  Niech pan się nie martwi - poradzi sobie, z jej urodą!  A choroba, no cóż!  Choroby się nie wybiera - sama pana chciała i zapewniam pana, pozostanie panu wierna aż do końca.  Nie w głowie jej myśl "pobędę teraz trochę sama, a później niech się ktoś mną zaopiekuje" - wybuchnął śmiechem doktor.   Ważne, żeby miał dobrą posadę i nieustannie mnie adorował -  A że śmiech jest zaraźliwy, zaśmiał się i N. 

            - Czyli, co mam robić, panie doktorze? -

            - Czekać - odrzekł doktor - Aha i jeszcze jedno...Prawdopodobnie wie pan, że to pańska ostatnia wizyta u mnie?  

            - Wiem - powiedział N. 

            - No to, życzę panu miłego dnia.   Niech się pan trzyma i najważniejsze: UŚMIECH!

            Wychodząc z gabinetu N. o mało nie spadł ze schodów.  Idzie szarą ulicą, nie poznając nikogo, aż tu nagle ktoś rzuca mu się na szyję.  Tak, to ona [TU TEKST SIĘ URYWA].

            Rękopis tego opowiadanka otrzymałem przed chwilą.  Niestety, mój przyjaciel nie żyje!   Mam więc pewien kłopot z uzupełnieniem brakujących słów. Był niepoprawnym optymistą - wierzył w ludzką dobroć i miłość, a jednak mimo to, a może właśnie dlatego, już go z nami nie ma.  Postanowiłem więc dać czytelnikowi do wyboru dwa zakończenia.  W wariancie A, należy wstawić słowa: JEGO UKOCHANA, w wariancie B, winno być:  JEGO ŚMIERĆ. 

           

wtorek, 30 października 2012

                                                              Mizerne rymy nie pocieszą przecie,

                                                              Mej duszy zatroskanej myślą o kobiecie,

                                                              O aniele, za którym tęsknię bezskutecznie,

                                                              Zanim polegnę w krypcie śniegu wiecznej.

 

                                                              Ach! Jakże łatwo te rymy się składa,

                                                              Gdy rozpacz słowa żalu podpowiada.

                                                              Dziś uśmiech twoje opromienia lico,

                                                              Jutro spotkasz się ze mną chyba przed kaplicą.

                                                             

                                                              Nielitościwe smutki, bezduszne ubiory,

                                                              Mej ukochanej dziewczyny i cory.

                                                              Dziewczyno moja wdzięczna gdzieś mi się podziała,

                                                              Z rozłąką naszą przeszła radość cała!

 

                                                              Już mnie nie trapią pustki w mej komorze,

                                                              Bez ciebie czuję się jak tygrys w norze.

                                                              I jak to zwierzę wrzucone do dołu,

                                                              Ducha wyzionę bez chwili mozołu! 

                                                              

                                                          

czwartek, 23 sierpnia 2012

                "Mój los to smutek, rozłąka, opuszczenie - powiedział Aurelio -  Sam już nie wiem, po co miałbym jeszcze żyć"

                "Może, żeby poznać sekret różojada?" - powiedziałem

                "Kiedyś i ja tak myślałem, ale czas mija. Ona jest jeszcze taka młoda i ma go więcej, a ja mam go już tak mało"

                "Aurelio, Ty nie masz jeszcze nawet czterdziestki.   Jeszcze nic nie wiesz o życiu"

                "Chrystus miał 33, a Budda 29"  

                "I dlatego właśnie nie wiedzieli tego, co najważniejsze.  W ten sposób nigdy nie poznasz tego sekretu"

                "Ja też w to wątpię"

                Nie powiedziałem mu jednak, że to ja jestem rożojadem.   Wolałem ukryć się przed nim we mgle.   On się jednak wszystkiego domyślił.  Odnalazł moje obrazki, na których sportretowałem samego siebie.  Jeden z nich przedstawiał uroczy zakątek parku, w którym rożojad zbliża się do róży, aby wyssać z niej życiodajny sok.  Z rysunku można się zorientować, że dopiero co przeszła burza, wiele kwiatów pogubiło płatki i obsypało nimi ścieżkę, a na niektórych były jeszcze łzawe krople wody.  Nad całą okolicą unosił się mdły i słodkawy aromat.  Aurelio zawsze miał zamiłowanie do poznawania zawiłych historii życia, więc kiedy spotkał mnie po raz pierwszy, od razu zauważyłem, jak bardzo interesuje się mną i chciałby przeniknąć mą poetycką naturę, aby dowiedzieć się, kim jestem.  Ten rysunek wystarczył mu, aby z właściwą sobie wnikliwością wyobraził sobie całą resztę.  Nie wiedziałem jednak, jak odniesie się do moich marzeń na jawie i czy nie uzna mnie za jednego z tych szaleńców, którzy przykuci do ściany w lochu nie widzą słońca. On jednak okazał się bardzo wyrozumiały.  Zaczął mi jednak przypisywać moc, której nie miałem i widzieć we mnie kogoś na podobieństwo któregoś z owych greckich bożków z poutrącanymi nosami.  Powiedział nawet, ze modli się czasami za mnie i do mnie.  Zdziwiłem się. Dlaczego modli się za mnie, skoro nic stać mi się nie może i dlaczego do mnie, skoro jestem tylko człowiekiem.

                "Bo ty wiesz wszystko o ludzkim losie" - rzekł wpadając w podniosły ton.

                "Nikt nie wie wszystkiego o ludzkim losie, nawet Sofokles" - powiedziałem.

                "Nie jego miałem na myśli.  Los ludzki znać może tylko ten, kto nie będąc mężczyzną ani kobietą, dorosłym ani dzieckiem, zapomina o świecie i o sobie i tak jak ty żyje w upojeniu chwilą.  Bo poza teraz, nie ma naprawdę nic, przeszłości ani przyszłości, a to co będzie jest już od dawna martwe"

                "Tylko muzyka jest teraz" - zauważyłem

                "No właśnie" - powiedział Aurelio - "Ta cisza to muzyka"

                "Tak dobrze się rozumiemy. Może więc jednak nie zechcesz się zabić, Aurelio?" - odważyłem się zapytać.

                "To ją kocham, a nie ciebie" - rzekł Aurelio -  "Ty jesteś tylko moim mistrzem"

                Ach, naprawdę zdarza się, że mówiąc o jakichś dziwactwach, które innym wydają się nie do pojęcia, czujemy, jakbyśmy wchodzili do tej samej polnej świątyni, gdzie ukryta wśród kwiatów przed ludzkim wzrokiem mieszka najsłodsza ze wszystkich i najbardziej niewinna Czułość.  Nie znaczy to jednak, że nie niepokoi mnie potencjalna śmierć Aurelia.  

                "Jest jeszcze wiele róż do zjedzenia" - zażartował Aurelio - "Ale ja kocham tylko jedną" 

                "Na pewno domyśliłeś się, Aurelio, że w  życiu jeszcze nie zjadłem żadnej róży i że nie tego pragnę.  To te kropelki, ta rosa, to je pragnę spijać, jak nektar nieśmiertelności, a każda moja łza, która upadnie da początek nowemu życiu"

                Księżyc już jednak zaszedł za chmury i nie zobaczyłem więcej Aurelia.  Może naprawdę umarł z tęsknoty za czymś, czego nigdy nie będzie?  Jest jakaś melancholia w poświacie księżycowej i żeby ją poczuć nie trzeba wcale zaglądać czaszkom w oczodoły.  Życie to upojenie. Pamiętaj!         

 

poniedziałek, 18 czerwca 2012

                 To, niestety, każdy z nas.  Choćby za życia nadął się jak ropucha!

czwartek, 12 kwietnia 2012

          Odpowiadając na pytanie niektórych moich znajomych chciałbym powiedzieć, że treści osobiste jakie pojawiają się czasami w moich tekstach niekoniecznie muszą być traktowane dosłownie.  Ukazują one raczej pewne  s y t u a c j e  jakie i mnie zdarza się czasami lub całkiem wyjątkowo, przeżywać.  Nie mam przy tym wcale przekonania, że przeżywam je w odpowiedni, całkowicie autentyczny sposób - przeżywam je tak, jak będąc sobą, potrafię. Czasami wręcz wolałbym przeżywać je inaczej - w mniej intensywny lub zgoła inny sposób.  Niestety jestem tylko sobą a nie jakimś doskonałym aktorem w sztuce życia.  Być może czasami nawet zasługuję z tego powodu na pewne współczucie. Mimo pewnej typowości opisywanych przeze mnie problemów mam jednak pewne poczucie niepowtarzalności własnego doświadczenia życiowego a zarazem poczucie własnej psychicznej słabości, które jednak przy właściwym potraktowaniu może zmieniać się w pewną konstruktywną siłę.  Staram się pisać o tym ze szczerością i ufnością wobec potencjalnego czytelnika, którego twarzy przecież nie mogę zobaczyć.  Nie jest to w moim odczuciu jakiś rodzaj psychicznego ekshibicjonizmu, bowiem o pewnych swoich najbardziej intymnych przeżyciach psychicznych jednak  n i e  mówię.  Interesuje mnie na przykład to, co z mojego wewnętrznego dramatu jestem w stanie jako potencjalny raczej niż rzeczywisty autor przekazać innym.  Mam bowiem czasami wrażenie, że w tym, co jest mi najbardziej bliskie i co najgłębiej przeżywam jako osoba jestem najczęściej całkowicie osamotniony. 

        Zresztą przecież...nie tylko ja.  Tak pięknie o tym pisał w XX wieku autor "Kłopotu z istnieniem" opisując owo osamotnienie jako konstytutywny stan kondycji ludzkiej (przepraszam, że użyłem tutaj jednego z tak lubianych przez filozofów abstrakcyjnych określeń). 

        Ja jednak, ponieważ z usposobienia jestem raczej poetą niż filozofem, w przeciwieństwie do niego wierzę w to, że miłość potrafi przemówić do serca bliskiej osoby tak, aby chociaż trochę owe przeżycia stały się jej bliższe...a jej serce odtajało.  

        Żałuję czasami, że pisząc tutaj marnuję okazję do napisania tych nielicznych tekstów, które chciałbym ofiarować innym.  Czuję się czasami jak ktoś, kto nazrywał po drodze w podmokłej okolicy mnóstwo stokrotek, niezapominajek i dmuchawców, i obładowany nimi nie może zerwać kwiatu dzikiej róży rosnącego zbyt wysoko, chociaż ten właśnie kwiat (bez względu na jego kaleczące ciernie) chciałby podarować...pięknej ukochanej lub szczeremu przyjacielowi.  A przecież byłem tam tyle razy...

        Martwi mnie praktycyzm i bezduszność współczesnego świata, w którego pośpiechu i zgiełku nie da się już żyć.  Tak to właśnie czuję: "Nie mogę już tutaj dłużej pozostać!"

 

sobota, 25 lutego 2012

           Skoro opuścili mnie najwierniejsi nawet czytelnicy a dzień był tak długi, to czy nie warto wziąć przykładu ze Słońca, które wstanie dopiero rano? Jednak los Słońca jest przynajmniej znany - długo, długo świecić jeszcze będzie.  A mnie jutro nic nie czeka poza samotnością i rozłąką. Poza tym w okół Słońca obracają się wszystkie planety a w okół mnie - Nikt.  Dalej - Słońce ma potężną moc a przypływy jego energii dają się odczuć w kosmicznej przestrzeni. Moja moc zaś jest tak niewielka!  Może jestem zaledwie meteorem wyrzuconym w przestrzeń po to, aby rozbić się na jakiejś pustyni?  Tak więc na pewno nie jestem identyczny ze Słońcem.  To właśnie zraża mnie najbardziej do bóstw solarnych i bliższy mi jest księżyc, którego do pewnego momentu stale ubywa.  A księżyc, to jak wiadomo "nocny Marek"...Jedyne pocieszenie, że jutro będzie gorzej jakoś mi nie wystarcza.

           Marek Aureliusz mówi: "A choćbyś pękł nie zmienisz innych ludzi!"  Ja sam zmieniam się stale, jednak to za mało, aby mieć nadzieję w tym a nie w jakimś przyszłym życiu.  Codziennie czuję się bezradny nawet wobec własnego cierpienia, którego powody nie są aż tak istotne a cierpienie innych czujących istot jest czasami niewyobrażalne...Wielu ludzi marzy o śmierci i modli się o nią a innych dopada ona, kiedy najgoręcej pragną żyć.  Jedni krzywdzą  i "pożerają" drugich lub przechodzą obojętnie wobec ich nieszczęścia.  Przy każdym wodopoju drapieżniki czekają na spragnioną wody i odpoczynku ofiarę.  Zupełnie tak samo jest w racjonalnie zorganizowanym świecie ludzi.  

          Nie narzekam na los. Ale, czy rzeczywiści Słońce musi jutro wstać?  Według pewnego mądrego filozofa tego nawet wiedzieć nie możemy a to znacznie ogranicza erupcję mojego optymizmu.