Kategorie: Wszystkie | "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę" | ...bez końca | 0 | 100O i jeden Rabinów | A Puszkina też zapuszkują? | A moze to tylko pomieszanie zmyslow | A nie lepiej być purystą? | Aaaaaaaaaaaaaa...aalfabeta | Ach, gdzież jest litość lub wspolczucia pozór? | Ach, gdzież jest litość lub współczucia pozór? | Adam Mic - Kiewicz | Adaś i Ewka | Aforystyka | Amerykański sen | Autopsychoterapia | Bez sensu to to! | Bez szaleństwa... | Bezmyślne okrucieństwo | Bezradność | Biedna Szymborska | Biedny Kapturek! | Bliźni miłości | Bliźniego miłość... | Blondyn | Blue Bossa | Bojaźń i drżenie | Bratnie dusze | Bruner, ty świnio! | Buddyzm w życiu codziennym | Bóg mi poskapił tej anielskiej miary... | Bóg mi poskąpił tej anielskiej miary... | Bójstwo samo | Caritas | Chiziofrenia | Choroba na śmierć | Chwila ułudy | Chwila wytchnienia | Chłodne upojenie | Cierpienia i radości | Cierpienie i radość | Cleen feed | Cnota niedoli | Co slina na język przyniosła | Co tam panie w polityce? | Co w niebie piszczy | Co ślina na język przyniosła? | Corrida | Coś dla duszy... | Coś tak wulgarnego | Cudotwórstwo | Czarna Perła Tao | Czarny tulipan skrzyżowany z czarna różą | Czarny tulipan skrzyżowany z czarną różą | Czary Mary | Czego nie przysięgał Hipokrates? | Człowiek nie jest rzeczą | Człowiek to brzmi dumnie, ale nie u mnie | Często chowa | Częstochowskie rymy | Deficyt aniołów | Delightful! | Demokratyczne wybory w Oczodołach | Diabłoterapia | Dla wszystkich i dla nikogo | Dnieje | Do samego siebie | Dodatek | Dowcipas dnia | Duma narodowa | Dusze drzew | Dyskretna mgiełka autoironii | Dzielność | Dziki kapitalizm | Dzisiejsza młodzież | Dzisiejsza młodzież nosi ładną odzież | Egzystencjalizm jest chumanizmem | Ekonomia zbawienia | Elegancja Francja | Elegijnie | English gentelman | English gentleman | Epicurus | Ewa tylko ziewa | Falochron | Female | Filozofia bez uczoności | Forever Loving Jah | Gadu, gadu | Gadu, gadu, trochę więcej jadu | Gal Anonim | Gaz dla pedałów | Gaz dla pedałów, młot dla sierpów | Gdy rozum śpi... | Gendarme | Genek, gienialny gieniusz | Geno Typ | Gorący uczynek | Grabarz | Grabarz nonsensu | Gry i zabawy literackie | Głupota przysłowiem narodów | Głębie i tajnie Podświadomego | HIstoria nauczycielką bicia | Herbatka zen | Homo economicus | Homo sapiens czy Homo politicus | Humor absurdalny | Humor nieco absurdalny | Humor, satyra, panie... | I rekiny w oceani mają zębów cały rząd | I rekiny w oceanie mają zębów cały rząd | Indie Wschodnie i Zachodnie | Industrial | Istnieje również wrodzony brak poczucia humoru | Ja tam bynajmniej nie wiem | Jak długo będę jeszcze żył? | Jak uprawiać agresywne dziennikarstwo? Poradnik dla początkujących | Jakże cżęsto powtarza się ta historia | Jakże trudno czasami coś sklecić! | Jan i Małgorzata | Jan z Czarnolasu | Jesienna muzyka | Jeszcze smutniej! | Jeździec Apokalipsy | Językologia | Kaczuszki mandarynki | Karawana idzie dalej | Katedra Adamowego Żebra | Kawa z Kafką | Każdemu według naszych chęci | Każdemu według potrzeb | Każdemu, o czym tylko zamarzy | Kiciuś Miciuś! | Kicuś Micuś! | Kiedy człowiek staje się bestią | Kiedy owce nie milczą | Kij w mrowisku | Kniaź Wiktor | Kochani ludożercy | Kolacja Pani Sowy | Kometa tylko głownia nie ta | Konkwista | Koryfeusz nauki, milośnik sztuki | Koty i inne zwierzęta | Koty, głupoty, palikoty | Kości rzucone są | Kość słoniowa | Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatni | Kto pisze teraz historię? | Kuchnia szamańska | Kwiatki Św. Franciszka | Kwiatostan śmierci | Kwitnienie kultury | Kwitnąca wiśnia | La colombina i ciche ukojenie | Lekarzu - lecz się sam! | Lenin wiecznie żywy | Leśmianiada | Lichwiarstwo polskie | Liryki i prztyki | Logika dziejów | Londyńska mgła niepamięci | Londyńskie przygody | Los ofiary | Los puka do moich drzwi | Lotosowy wpis | Ludzie ludziom... | Lunatyzm | Lęk społeczny | Made in Japan | Maligna | Marność nad marnościami | Marność nad marnościami. Rekoleksje Wielkopiątkowe | Marzenia senne | Marzeniologia stosowana | Maszkary i senne dziwadła | Maszkary i senne widziadła odbite w lustrze | Mała czarna z Kafką | Medycyna naturalna | Meine Liebe Augustin! | Melancholia | Melancholia stosowana | Memorabilia | Meszreiw | Meteo | Mgiełka autoironii | Mglisty dzień. Mgła | Mikołak | Mistrz i Małgorzatka | Mistycyzm lunarny | Mistyka i miłość | Mitologia osobista | Mitologia świata | Miłość | Miłość bliźniego | Miłość nie zawsze szczęśliwa | Miś Uszatek | Moc rytuałów | Monada nie ma okien | Mowa potoczna | Mowa ptaków | Mowa serca | Moze ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może ktoś się ucieszy? | Może ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może to trochę zbyt uszczypliwe | Musicology | Muza lekkich obyczjów | Muzyka przywraca ład serca | Myszoterapia dr Nezumi | Myśli prostego człowieka | Mądrość Natury | Mądrość jak z gazety | Mądrość narodów | Młot na faryzeuszy i hipokrytów | Męstwo bycia | Mówił sen do snu | NIe ma na świecie dwóch takich samych liści, ni kropel deszczu | Na jawie (lecz to, co niejawne pozstaje) | Na stos rzuciliśmy szcześcia los | Na stos rzuciliśmy szczęścia los | Na szczytach hipokryzji | Na zdrowie! | Nad piekną rzeką | Najokrutniejsze zwierzę | Najsłodsza tajemnica | Narastająca senność | Nic dzisiaj ciekawego nie napisałem | Nicość | Nie am dwóch takich samych liści, ni kropel wody | Nie bój się - najwyżej cię rozstrzelają! | Nie czas żałować burz, gdy płoną oczy | Nie czas żąłować burz, gdy płoną oczy | Nie każde szczere złoto jest szczerozłote | Nie ma na świecie dwóch takich samych liści ani kropel wody | Nie ma na świecie dwóćh atkich samych liści lub kropel deszczu | Nie ma takiego smutnego, co by na wesołe nie wyszło | Nie ma zazdrości bez miłości | Nie oddamy nawet guzika | Nie tylko dzielenie włosa na czworo | Nie wiem, ja w ogóle nie myślę | Nie zabijaj! | Nie zabijajcie drzew! | Nie zawsze urocza dzecinada | Niebiańskie szczyty głupoty | Niech pani będzie dzielna! | Niech zapłaczą na moim pogrzebie | Nieco drapieżny wpis | Niekoniecznie ptasi móżdżek | Nienawiść bliźniego | Nieosobiście | Nieprzesłane przesłanie | Niestworzone rzeczy | Nieszkodliwe głupotki | Niewczesna melancholia melomana | Niewczesne rozważania | Niewielka profanacja | Niewielkie przekłamanie | Niskolotnie | No No! Teatr No | No comments! | No no! | Nowa poezja lingwistyczna | Nędzne kabareciarstwo | O Leonardo, po cóż się tak trudzisz? | O dzieleniu włosa na czworo, czyli metodzie scholastycznej | O dzieleniu włosa na czworo, czyli o metodzie scholastycznej | Obciachy | Obscenia i parafrenalia | Obsesja dobrego biustu | Ojej! | Oko w oko z zębem mądrości | Okropieństwa | Okruchy odgrzebane z lawy | Okruchy życia wygrzebane zlawy | Okruchy życia wygrzebane z lawy | Okrutna losu ironia | Orientuj się na orient | Owczarek | Owczarki afgańskie | Owocożerni | PL jak piekło | PO PiS | POeci wszystkich krajów dzielcie się | Pan Tadeusz | Panie pośle, po chrześcijańsku panu wybaczam | Pańska satyra polityczna jest niegramatyczna | Pendant do pewnego przypisu | Perlikowski | Pewna elastyczność zasad | Pewne jak w banku | Piorunujący piorun! | Po owocach poznacie ich! | Po upadku | Pobożne życzenia | Podpatrywanie Natury | Podroby i inne podróbki | Pokolenie Kainowe | Pokorne ciele | Pokorne cielę | Pokusa | Polak potrafi | Polak potrafi! | Politolog i Politowska | Politycznie niepoprawne! | Polonica | Polonika rycerskie | Polucje i ablucje | Pomarańcze i mandarynki | Pomarznąć dobra rzecz | Pomarznąć dobra rzecz! | Pomoc psychologiczna | Poranna kawka z Kafką | Porąbane marzenia | Potężne i głębokie warstwy pierwotnego mitu | Powieść brukowa | Powszechna życzliwość | Powtórka z cynizmu | Poznaj samego siebie | Prawda | Prawda jest jedna i piękna, ale złożona | Prawda popłaca | Prawdziwa metropolia | Prawi i sprawiedliwi | Prawiezmartwychpowstanie | Prawiezmarwtychpowstanie | Prognoza pogody | Pruski smutek | Przecież cię zjem! | Przedagonalny polski agon | Przegląd sportowy | Przeinaczenia | Przez pychę do pokory | Przeżyjesz to, a pote już tylko grób | Przeżyjesz to, a potem już tylko grób! | Przminęło z wiatrem | Prztyczek | Psiapowiednia Majów | Psubrat | Pustka | Pytanie dość retoryczne | Raczej to nie będzie hit | Radosne gonitwy śnieżnych tygrysów | Radość wędrowania | Rejterada Rejtana | Religie nauczą cie pokory | Res Sacra Pecunia | Romans z pop kulturą | Roots, Rock, Reggae | Rozkosze reinkarnacji | Rozmowa nie na telefon | Rozpacz | Rozpacz na wieki wieków | Rozpacz, która podpełza pod gardło | Ruch i świeże powietrze... | Rybołówstwo cudzołożnika | Rycerz pokalany | Samokrytyka | Samotność egzystencjalna | Sekrety pewnego domu handlowego | Seraphic Flames and Heavenly Love | Siedź na dupie i potakuj! | Somatyka | Somatyka logiczna | Spełniona przepowiednia | Spleśniały ser | Sponsorem tej opowieści jest wydawnictwo Błękitny Wieloryb | Sport to zdrowie | Spowiedź morskiego wilka | Stary Sącz i Nowy Sącz | Stary mafioso | Stołeczne stołki | Stratyfikacja społeczna | Suma sumarum | Sumienie rachunku | Sweet Music and Poetry | Sygnały podprogowe | Szalchetne zdrowie | Szczęśliwa pomyłka | Szekspir do żadnej nie należy epoki | Szkarady | Szlachetna gravitas | Szlachetne zdrowie | Słodycze grafomanii | Słówka | Słówko do słówka, a uzbiera się sówka | Tadeusz Bój Jeleński | Taia chińska podróbka | Takie będą rzeczpospolite jakie tego blogu chowanie | Takie tam, pierdoły | Talking Heads | Tania chińska podróbka | Tatiana | Teorie świata nauki | Terapeutyczie | Terapeutycznie | Thames | The Doors. Uchylone drzwi | The Lion cub | The fruit of beauty and despair | To na pewno nie Lec | To nie żadna filozofia | Tragiczne pożegnania | Transformacja duchowa | Trudna sztuka dialogu | Trudno czasmi coś sklecić | Trzylogia | Trója z polskiego | Twarda rzeczywistość | Ty mi tutaj nie filozuj | Tygrysologia stosowana | Tysiac i jeden ptaków | Tysiąc i jeden kotów | Tysiąc i jeden ptaków | Tysiąc różowych kroliczków | Tęsknica | Tęsknota duchowa | Ubekistan | Ucone księgi | Uczeni ludożercy | Uderzenia losu | Uduchowienie | Umrzeć z miłości | Upadek Pierwszego Człowieka | Uroczy wegetarianin | Uszczelnienie systemu podatkowego | Utrata uzębienia | W czym mogę panu pomóc? | Wciąz powtarza się ta sama historia | Wciąż powtarza się ta sama historia | Wdzieczna muzyka przywraca ład serca | Wesola grafomania z morałem | Wiecej broi dla szaleńców w Teksasie | Wieczne powroty | Wiedza radosna | Wielka wygrana | Wielomówstwo, czyli plaga opowiadania | Wierzba płacząca | Wiosny i jesienie | Witch | Więcej broni dla szaleńców w Teksasie | Wojna totalna | Wpis o kształcie piramidy | Wprowadzenie do kruczków prawnych | Wrzucam wszystko do kosza | Wrzątek | Wspomneinei pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Współczesny filister | Wszystkie rybki | Wszystko na A | Wszystko na sprzedarz | Wszystko na sprzedaż | Wygrana | Węzłowato | Wólka Węglowa | Xin Lu, typowa brunetka o granatowych oczach | Z Nietzschego nic nie powstaje | Z księgi wulgaryzmów | Z rupieciarni myśli | Zaczarowany świat zen | Zanim mnie wrzucą do dołu | Zapowiedź Apokalipsy | Zaraz wracam! | Zasada domniemanej winy | Zaskroniec | Zastał Polskę drewnianą... | Zatrzaśnięte drzwi | Zbaw mie Buddo Amido | Zbaw mnie, Buddo Amido | Zdrowy egoizm | Zegar dziejów | Zestrzelenie księżyca | Zginął z rąk słabej kobiety | Zima się nas nie ima | Zjawiskowe | Znak jaskółki | Zrozumieć wartość tego, co nieużyteczne | Zuch zawsze ochoczy! | Zwierzęta pod postacią ludzi | Zwyciestwo konsumpcjonizmu | Ząb mądrości | ie zabijajcie drzew! | ieosobiście | kosmos | Łagodne prawo, ale prawo | Łagodność tygrysa | Śmiechotki, chichotki | Śmiertelna powaga | Śmierć | Światełko w mroku | Świętość, wziętość, nadętość | Życie jest tragiczne | Życie samo | Życzliwe spojrzenia na całość ogródka | Żyć, nie umierać
RSS

Umrzeć z miłości

niedziela, 24 lutego 2013

        Ze względu na poważny ubytek sił postanowiłem dzisiaj skomentować dowolny fragment wybrany losowo z jakiejkolwiek książki leżącej na mojej półce, na biurku lub na wykładzinie podłogowej.  Ćwiczenie to uważam za niezwykle pożyteczne.  Zamykam więc oczy, szukam i odczytuję tekst... 

        "NASZE PROBLEMY MNOŻĄ SIĘ I KONTYNUUJĄ; ICH KONTYNUACJA ZNIEKSZTAŁCA I PSUJE UMYSŁ.  KAŻDY PROBLEM TO KONFLIKT, SPRAWA,

KTÓRA NIE ZOSTAŁA ZROZUMIANA.  PROBLEMY TAKIE POZOSTAWIAJĄ BOLESNE ŚLADY W NASZYM UMYŚLE I NISZCZĄ JEGO NIEWINNOŚĆ.  KAŻDY

KONFLIKT POWINIEN BYĆ ZROZUMIANY I ZAKOŃCZONY"  

        (J. Krishnamurti, "Dziennik z podróży")

       Jak bardzo w naszym życiu pomaga nam przypadek!  Dokładnie o tym samym w ostatnich dniach myślałem. I oczekiwałem nawet, że jakiś przyjaciel mi to powie.     

       Ze scholastycznego punktu widzenia konflikty można podzielić na zewnętrzne (realne) i wewnętrzne (psychiczne).  Podobnie jest ze strachem (przed realnymi rzeczami) i z neurotycznym lękiem.  Prawdziwy problem polega jednak na tym, że to, co w psychologicznej analizie w ten sposób niekiedy oddzielamy, w naszym umyśle istnieje w sposób nierozłączny, a każdy nierozwiązany konflikt jest potencjalnie źródłem następnego.  Przezwyciężenie konfliktu nie polega jednak na najczęściej pustym wybaczeniu, lecz na zrozumieniu, że osoba, z którą pozostajemy w konflikcie  i n n a   b y ć   n i e   m o ż e...       

                                                                           ***

        To tylko część napisanego przeze mnie tekstu - jego zakończenie w przedziwny sposób znikło przy publikowaniu...To zapewne przypadek...Ja jeden wiem, jak żarliwy był ten tekst i ile w nim było prawdy...

niedziela, 15 lipca 2012

                                                        

                                 W Pampelunie jest Corrida,

                                 W sianokosy bijem Żyda!

                                 Kruk krukowi nie wykole oka, 

                                 Święty Piotr to Kościoła opoka!

                                 Jak krew czerwone jest męczeństwo, 

                                 Historii zbiorowe szaleństwo.

                                                        

  

poniedziałek, 14 maja 2012

                  Nikomu nie potrzebny, przez nikogo nie kochany, odchodzę z tego świata.  Łagodny jest Ten, kto mnie przyjmie,

 

                  Aurelio

 

                  Tak mój bohater, Aurelio, żegna się z tym światem.   Ja odchodzę powoli, umierając straszną śmiercią i wyzbywając się kolejnych złudzeń.  Praktyczny świat, w którym żyłem, nigdy nie był moim światem.  To jest ten opisany przez Andersena świat, w którym na śmietnik wyrzuca się starą choinkę, a dziewczynka marznie na dworze, żeby sprzedać pudełko z zapałkami.  Kochałem życie, ale nie potrafiłem zarabiać pieniędzy, ani dbać o swoje sprawy.  Dlatego moje życie jest zniszczone, a Osoba, Którą Kocham, uznała mnie za nieprzystosowanego do życia szaleńca.  Straciłem już wszystko - wiarę w dobroć, wiarę w miłość, nadzieję na to, że moja twórczość nie będzie bezpowrotnie rozproszona...A jednak nie potrafiłbym nie kochać tej Pięknej i Biednej, Wylęknionej Istoty, która nie chciała skorzystać z mojej Myszoterapii,

 

                 Nezumi13

 

                 Wyjaśnienie:                 

                 Aurelio, bohater szczątkowej powieści Nezumiego13 "Złowrogi sen Letycji Grave", odebrał sobie życie.  Jednak sam Nezumi13 umiera powoli - tracąc wszystko, co kocha...Ja zaś, który w pewnym tylko sensie "stworzyłem" ich obu, bowiem obaj są cząstką mojej własnej natury, jestem chyba najbardziej nieszczęsny.  Muszę bowiem powiedzieć sobie, jak bohater pewnej innej książki: "Nie ma nadziei, a żyć trzeba i to długo".  A może jednak wszystko rozstrzygnie się w ciągu kilku wiosennych dni?

                Bogdan Przyborowski

 

 

piątek, 27 kwietnia 2012

             "Kochana Cecylio,              

             Ty jedna rozumiesz czym są moje uczucia do Niej, dlatego powierzę Ci pewną tajemnicę.  Staraj się jednak, aby klucz do tego sanktuarium nie dostał się w niepowołane ręce. 

             Opowiem Ci teraz o dwóch rodzajach pustki.  Jedna jest zagładą mojego życia, a druga wybawieniem.  Chciałbym jeszcze powiedzieć Ci, jak bardzo pragnę teraz nie istnieć, ale nie mam już na to czasu, bowiem moje życie okrywa coraz większy mrok.

             Pierwszy rodzaj doświadczania pustki polega na zobojętniałym przyglądaniu się temu, co niegdyś lub może nawet nie tak dawno budziło moje najgorętsze i najżywsze uczucia.  Tak mi na czymś zależało, pragnąłem czegoś, marzyłem o czymś, może nawet kochałem a teraz to takie obojętne.  Niby jest, ale tak naprawdę nie istnieje -  i od wszystkiego, czym żyłem, oddziela mnie otchłań rozpaczy i zwątpienia.  Zapewne czuję jak dawniej.  Jednak stałem się obcy samemu sobie i moje własne uczucia wydają mi się dalekie i chłodne, jak umierające gwiazdy.  Nawet miłość...Kiedy oglądam się za siebie widzę tylko przepaść i kiedy spoglądam przed siebie - widzę tylko ją!  Czuję w sercu drżenie...ale przecież i tak upadek mój jest nieunikniony!  

              Jeszcze niedawno myślałem - Ktoś przecież kocha mnie, myśli o mnie, tęskni - jakże więc mógłbym czuć się samotny?  A jednak teraz wiem, że Ona nie tęskni za mną, nie chce być bliżej mnie i tak łatwo potrafi się beze mnie obyć...I podczas gdy ja chciałbym każdą chwile swego życia ofiarować Jej, ona żyje czymś innym i dla kogo innego i nie ma nawet odwagi bronić swego prawa do miłości...

              I tyle już między nami - także z mojej winy - nagromadziło się negatywnych przeżyć.  Kiedy o tym wszystkim myślę, chciałbym nie żyć lub nigdy się nie narodzić.

              Drugi rodzaj pustki otwiera przede mną jeszcze jedną bramę współczucia Buddy.  "Jaka Ona biedna" - myślę - "Nawet przez chwilę nie pomyślała, czym mogłaby być nasza miłość, gdyby nie starała się jej w sobie zabić lub zagłuszyć.  Będę Ją teraz chronił przed wyrzutem sumienia, jakim jest dla Niej samo moje istnienie - istnienie, którym wzgardziła tak dalece, że nie przyjechała do mnie nawet wtedy, kiedy powiedziałem Jej, że od tego zależy moje życie".  Mam od tego czasu wyraźne poczucie, że nie powinienem dłużej żyć, bowiem moje istnienie zostało zlekceważone przez najbliższą mi osobę.  Zaglądałem do mojej płonącej szuflady, na dnie której spoczywa rewolwer - pomyślałem jednak w końcu: "Jaka Ona biedna!" Oszczędzę Jej tego".  Nawet, kiedy w zaślepieniu nazywa moją rozpacz emocjonalnym szantażem lub okazuje mi swą pogardę, czuję, że jest niewinna i że nie będąc mną nie może znać moich uczuć...ja jeden na tym świecie mam prawo Jej współczuć, ponieważ tylko ja Ją kocham..."

            Ten niedokończony list znaleziono na biurku poety 27 kwietnia 1812 roku.  Następnego dnia od rana jego pokój odwiedziło wiele osób a lekarz Jonathan Wolf ustalił przyczynę zgonu.  Jedyny przyjaciel biedaka przeczytał list i rzekł:

            - Nawet w ostatnim momencie swojego życia sprawił nam zawód.  Proszę zobaczyć, doktorze, jak jego myśli brakuje wszelkiej konsekwencji, jakby utracił poczucie rzeczywistości a jednak nadal poniża się, żeby ją do siebie przekonać...A jaki kiepski styl!  Tak, jakby nie wiedział, że ona się nie zlituje a może nawet, powiedzmy to wprost, nigdy go nie kochała...

           - Ach, doktorze, zostawmy już te niewczesne rozważania.  Wiem, z jaką pasją oddaje się pan nauce filozofii, ja jednak jako prosty medyk powiem panu - zabiła go mgła melancholii.  A teraz napijmy się herbaty.  Do Londynu jest stąd spory kawałek drogi.  Inspektor zabezpieczył już ślady na rewolwerze.  Biedak nacisnął spust przy słowie "kocham". Musiało się to stać całkiem bezwiednie. Zawsze mówiłem, że nie należy się bawić bronią.

           Obaj panowie pili więc swą herbatkę i nie wracali już więcej do przykrego tematu.  W marcu 1813 roku Anna Rose była już zaręczona z pewnym kupcem bławatnym a warunki jej życia znacznie poprawiły się ku zadowoleniu jej matki.  W końcu bowiem panieńskie dziecko wchodzącej już powoli w wiek dojrzały ślicznotki doczekało się odpowiedzialnego ojca.  Czy może być większe i bardziej nieoczekiwane szczęście?       

           Taki był koniec nieszczęsnego pana Gordona.  Poety i lekkoducha, który kochał ptasie piórka, miast twardo stąpać po ziemi.  Jakub Rose chował się zdrowo i wyrósł na przystojnego młodzieńca. Czasami matka pytała go: "A pamiętasz tego pana Gordona, który tak lubił muszelki i kamyki?"  

           "Jakoś nie bardzo kojarzę!"  - odpowiadał radośnie młodzieniec.   Podobno grób pana Gordona zarósł już dawno trawą i wszyscy o nim zapomnieli.  W dwusetną rocznicę jego śmierci pozwoliłem sobie przypomnieć o jego losie.         

 

             Wielce Ci oddany, Aurelio

 

 

           

 

niedziela, 08 kwietnia 2012

          "Nawet nie zauważy, że mnie już nie ma. Nie będzie miała czasu"

           Aurelio

czwartek, 23 lutego 2012

             Nie ma już miłości na tym świecie, może gdzieś daleko, w Chinach albo na Grenlandii.  Dlaczego?  Bowiem Bogini Wenus nie żyje.  A dowiedziałem się o tym tak. Wieczorem kot udrapał mnie w palec, z którego pociekła strużka krwi. Pomyślałem, że wyleję jej trochę na spodek i przyzwę jakiegoś ducha, który pod jej wpływem odzyska pamięć i powie mi, co tam słychać w podziemiach.  Dość dawno już nie byłem w piekle.  Ale kto przyjdzie nie wiedziałem.  Nagle zakręciło mi się w głowie i upadłem na łóżko a w chwilę później zmorzył mnie jakiś sen.  Śniło mi się, że obandażowałem palec i położyłem się trzymając kota na sobie a ten rozkosznie mruczał.  A kiedy obudziłem się z tego snu ujrzałem skrzydlatego młodzieńca odzianego tylko dla przyzwoitości w przepaskę na biodrze. Był tak eteryczny, że pomyślałem, że to anioł przypomina mi o tym, że mam dzisiaj odwiedzić swoja chorą matkę.  Ale zanim zdążyłem pomyśleć, że anioły nie żywią się krwią,  niewidzialna strzała uderzyła mnie w środek szyi i coś chwyciło mnie za gardło i począłem szlochać.  Przede mną niewątpliwie stał amor.  Dziecko z puszkiem na twarzy raczej niż młodzieniec.  Gdyby nie chybił i ugodził mnie w serce gorycz nie skłoniłaby mnie do zadania pytania:

             - Gdzie twoja piękna matka, chłopcze?

             - Ach to ty nie wiesz, co się wydarzyło w ostatnim czasie?     

             - Przyznaję, że spałem i to i owo mi umknęło. Zupełnie nie zaglądam na stronę z moją ulubioną gazetą.  Ale zaraz tam zajrzę. Możesz chwilę poczekać?  Nie mam wprawdzie mleka ale mogę ci zrobić herbatę yerba mate. Jest super extra!

             - Ach. Nie znajdziesz tam tego. Moja mama nie była gwiazdą, chociaż znajdziesz ją na niebie, nie należy do celebrytów i media jej nie znają.  Na szczęście, bo jakie by miała kłopoty gdyby napadali ją paparazzi - mógłby ją może czekać los księżniczki Diany. A piję tylko cudownie słodkie lub półsłodkie czerwone wino.

             - To mamusia Pana nie jest nieśmiertelna? - zapytałem chcąc ukryć wzruszenie i udając starszego pana.

             - Właśnie umarła - powiedział smutno chłopiec i znikł.

             A ja usiadłem bezradnie na łóżku i wciąż zadawałem mu pytania i nie mogłem przestać pytać i wydawało mi się, że nie wyjdę już dzisiaj z domu, że będę leżał na łóżku patrząc w sufit aż do nocy i że noc nie obdarzy mnie nawet najkrótszą chwilą wytchnienia a rano, kiedy będę musiał wstać bożek snu zamknie mi powieki i przez cały następny dzień na podobieństwo sennej mary snuć się będę po ulicach spragniony, głodny i niewyspany aż jakiś ulicznik (tak się niegdyś mówiło) ugodzi mnie sztyletem prosto w serce.  Jeśli jednak sztylet ześliźnie się po mojej kurtce trafię do szpitala i leżąc będę słuchał jęków umierających, sikał w łóżko a pielęgniarki chichocząc będą budziły mnie o piątej rano pod pretekstem zmierzenia temperatury.  A jeśli nawet wrócę żywy do domu, to odejdę tam od zmysłów z tęsknoty. I szkoda mi było tego chłopaka. Nie zapytałem nawet co się stało i nie powiedziałem, że wszystkich nas to czeka...ani że miłość jest silniejsza niż śmierć.

            W końcu jednak przemogłem się i pojechałem do księgarni w centrum sycić się kulturą.  Na pierwszy ogień poszły "Narodziny Wenus" Botticellego. Później znalazłem książkę o afrodyzjakach i chorobach wenerycznych i przeczytałem całą stronę z książki dr Changa "Choroby sromu i odbytu. Ujęcie multikulturowe".  W dziale astronomii odnalazłem zdjęcie planety Wenus i zmartwiłem się, że nie ma tam wody.  Może bogini miłości umarła z pragnienia?  Znalazłem też książeczkę "Mitologia grecka dla dyletantów" i przeczytałem ją w całości - nie była zbyt długa i miała dużo obrazków.  W końcu uspokoiłem się i pomyślałem, że i tak wszystko znajdę w wyszukiwarce google.  

            Wracałem stamtąd cyprysową aleją.  Księżyc był w pełni a w okół cisza i spokój.  Z przeciwnej strony ścieżki nadchodził trzeźwy Pitagoras.  Minął mnie w milczeniu.  Zacząłem sobie przypominać, czy jadłem ostatnio bub.  Byłby to straszny grzech.  

            - Ta droga prowadzi donikąd! - usłyszałem nagle jakiś głos, który zdawał się dochodzić z niebios.

            "Tak, droga rozkoszy prowadzi donikąd!" - pomyślałem.  W domu, w swojej pustelni mam czaszkę i popiół.  Mogę medytować.  A ta cała Wenus to tylko morska piana!  Szczególnie w ten czas adwentowy myśl moja powinna kierować się ku Bogu, który niedługo przecież Zmartwychwstanie i ku Mamonie, bo to wstyd Nie Zarabiać!  Pączki od Bliklego i rozkosze Afrodyty mogą poczekać.  Umocniony w ten sposób w swej ascetycznej wierze "rzuciłem się" w domu na jabłka i pomarańcze, włączyłem słodką muzykę i zacząłem tańczyć i bawić się z moim kotkiem. Nagle zadzwonił telefon:

            - To ja, Amor!  Mama leży w grobie przy Marii Curie- Skłodowskiej. Może chcesz ją zobaczyć?

            - Przecież tam nie ma żadnego cmentarza - powiedziałem.

            - Masz rację. Leży pod kamieniem.  

            - A jak tam dojechać?

            - Nie wiem.  Ale podrzucę ci ją na DVD.  Tylko czy ty nie jesteś pedał? 

            - O ile wiem, raczej nie.  Chociaż nigdy nie widziałem tak pięknego młodzieńca.

            - Dobra. Zaraz będę!

            Zjawił się przede mną po chwili ubrany w jakąś zbroję i powiedział:

            - Może wyciągnę ci tą strzałę, bo trochę uwiera, tylko nie próbuj mnie łaskotać!

            - Zgoda - powiedziałem - Ale czy to nie będzie bolało?

            - Bardzo! - wykrzyknął chłopiec i wyszarpnął strzałę z mojej szyi - To nie przyzwoite tak chodzić- dodał.

            Ile krwi i łez upłynęło zanim zrozumiałem, że spotkało mnie wielkie szczęście.  Nikogo już nie kocham, za nikim nie tęsknię. A Bożenka ułoży sobie życie z kimś innym.  Ja i tak nie jestem dla niej partnerem. Bo co ja mam i co ja mogę?  Nic.

            Jednak szczęście to nie trwało zbyt długo.   W nocy myślałem jak dostać się do piekła i unikając losu Orfeusza uwolnić moją ukochaną.  Niestety do wtorku nie mam nawet obola.  Może pożyczę od kogoś?  Jeśli naprawdę jest nieśmiertelna, to ma dużo czasu, żeby czekać.      

            

 

 

 

 

wtorek, 21 lutego 2012

         Śniło mi się, że do mojego pokoju wtargnęła kobieta z nożem i przebiła mi serce.  Kiedy krew wytrysnęła, upadłem na łóżko a potem obudziłem się w białej pościeli na marach w kadzidlanej mgle, wstałem i pobiegłem zamknąć zamek u drzwi. Jednak nie zdążyłem tego zrobić, bo jakaś kobieca postać przebiła mnie sztyletem.  Tak więc umarłem już dwa razy.  Konałem z bólu cicho, żeby nie przeszkadzać sąsiadom. A potem chciałem wyjść, żeby zobaczyć swoje ciało porzucone jak stara zabawka na śmietniku. Wyszedłem na klatkę schodową i tam po raz trzeci kobieta ugodziła mnie w serce. Jednak mimo to dotarłem na śmietnik i zobaczyłem jak tam leżę.  Zatem zginałem trzykrotną śmiercią poniesioną z rąk okrutnych kobiet... A kiedy rano zbudziłem się z tego snu poczułem się jak nieszczęsny Albinus - o którym opowiada stara elżbietańska pieśń - któremu "głupia kobieta ( silly woman) zgotowała koniec".