Kategorie: Wszystkie | "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę" | ...bez końca | 0 | 100O i jeden Rabinów | A Puszkina też zapuszkują? | A moze to tylko pomieszanie zmyslow | A nie lepiej być purystą? | Aaaaaaaaaaaaaa...aalfabeta | Ach, gdzież jest litość lub wspolczucia pozór? | Ach, gdzież jest litość lub współczucia pozór? | Adam Mic - Kiewicz | Adaś i Ewka | Aforystyka | Amerykański sen | Autopsychoterapia | Bez sensu to to! | Bez szaleństwa... | Bezmyślne okrucieństwo | Bezradność | Biedna Szymborska | Biedny Kapturek! | Bliźni miłości | Bliźniego miłość... | Blondyn | Blue Bossa | Bojaźń i drżenie | Bratnie dusze | Bruner, ty świnio! | Buddyzm w życiu codziennym | Bóg mi poskapił tej anielskiej miary... | Bóg mi poskąpił tej anielskiej miary... | Bójstwo samo | Caritas | Chiziofrenia | Choroba na śmierć | Chwila ułudy | Chwila wytchnienia | Chłodne upojenie | Cierpienia i radości | Cierpienie i radość | Cleen feed | Cnota niedoli | Co slina na język przyniosła | Co tam panie w polityce? | Co w niebie piszczy | Co ślina na język przyniosła? | Corrida | Coś dla duszy... | Coś tak wulgarnego | Cudotwórstwo | Czarna Perła Tao | Czarny tulipan skrzyżowany z czarna różą | Czarny tulipan skrzyżowany z czarną różą | Czary Mary | Czego nie przysięgał Hipokrates? | Człowiek nie jest rzeczą | Człowiek to brzmi dumnie, ale nie u mnie | Często chowa | Częstochowskie rymy | Deficyt aniołów | Delightful! | Demokratyczne wybory w Oczodołach | Diabłoterapia | Dla wszystkich i dla nikogo | Dnieje | Do samego siebie | Dodatek | Dowcipas dnia | Duma narodowa | Dusze drzew | Dyskretna mgiełka autoironii | Dzielność | Dziki kapitalizm | Dzisiejsza młodzież | Dzisiejsza młodzież nosi ładną odzież | Egzystencjalizm jest chumanizmem | Ekonomia zbawienia | Elegancja Francja | Elegijnie | English gentelman | English gentleman | Epicurus | Ewa tylko ziewa | Falochron | Female | Filozofia bez uczoności | Forever Loving Jah | Gadu, gadu | Gadu, gadu, trochę więcej jadu | Gal Anonim | Gaz dla pedałów | Gaz dla pedałów, młot dla sierpów | Gdy rozum śpi... | Gendarme | Genek, gienialny gieniusz | Geno Typ | Gorący uczynek | Grabarz | Grabarz nonsensu | Gry i zabawy literackie | Głupota przysłowiem narodów | Głębie i tajnie Podświadomego | HIstoria nauczycielką bicia | Herbatka zen | Homo economicus | Homo sapiens czy Homo politicus | Humor absurdalny | Humor nieco absurdalny | Humor, satyra, panie... | I rekiny w oceani mają zębów cały rząd | I rekiny w oceanie mają zębów cały rząd | Indie Wschodnie i Zachodnie | Industrial | Istnieje również wrodzony brak poczucia humoru | Ja tam bynajmniej nie wiem | Jak długo będę jeszcze żył? | Jak uprawiać agresywne dziennikarstwo? Poradnik dla początkujących | Jakże cżęsto powtarza się ta historia | Jakże trudno czasami coś sklecić! | Jan i Małgorzata | Jan z Czarnolasu | Jesienna muzyka | Jeszcze smutniej! | Jeździec Apokalipsy | Językologia | Kaczuszki mandarynki | Karawana idzie dalej | Katedra Adamowego Żebra | Kawa z Kafką | Każdemu według naszych chęci | Każdemu według potrzeb | Każdemu, o czym tylko zamarzy | Kiciuś Miciuś! | Kicuś Micuś! | Kiedy człowiek staje się bestią | Kiedy owce nie milczą | Kij w mrowisku | Kniaź Wiktor | Kochani ludożercy | Kolacja Pani Sowy | Kometa tylko głownia nie ta | Konkwista | Koryfeusz nauki, milośnik sztuki | Koty i inne zwierzęta | Koty, głupoty, palikoty | Kości rzucone są | Kość słoniowa | Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatni | Kto pisze teraz historię? | Kuchnia szamańska | Kwiatki Św. Franciszka | Kwiatostan śmierci | Kwitnienie kultury | Kwitnąca wiśnia | La colombina i ciche ukojenie | Lekarzu - lecz się sam! | Lenin wiecznie żywy | Leśmianiada | Lichwiarstwo polskie | Liryki i prztyki | Logika dziejów | Londyńska mgła niepamięci | Londyńskie przygody | Los ofiary | Los puka do moich drzwi | Lotosowy wpis | Ludzie ludziom... | Lunatyzm | Lęk społeczny | Made in Japan | Maligna | Marność nad marnościami | Marność nad marnościami. Rekoleksje Wielkopiątkowe | Marzenia senne | Marzeniologia stosowana | Maszkary i senne dziwadła | Maszkary i senne widziadła odbite w lustrze | Mała czarna z Kafką | Medycyna naturalna | Meine Liebe Augustin! | Melancholia | Melancholia stosowana | Memorabilia | Meszreiw | Meteo | Mgiełka autoironii | Mglisty dzień. Mgła | Mikołak | Mistrz i Małgorzatka | Mistycyzm lunarny | Mistyka i miłość | Mitologia osobista | Mitologia świata | Miłość | Miłość bliźniego | Miłość nie zawsze szczęśliwa | Miś Uszatek | Moc rytuałów | Monada nie ma okien | Mowa potoczna | Mowa ptaków | Mowa serca | Moze ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może ktoś się ucieszy? | Może ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może to trochę zbyt uszczypliwe | Musicology | Muza lekkich obyczjów | Muzyka przywraca ład serca | Myszoterapia dr Nezumi | Myśli prostego człowieka | Mądrość Natury | Mądrość jak z gazety | Mądrość narodów | Młot na faryzeuszy i hipokrytów | Męstwo bycia | Mówił sen do snu | NIe ma na świecie dwóch takich samych liści, ni kropel deszczu | Na jawie (lecz to, co niejawne pozstaje) | Na stos rzuciliśmy szcześcia los | Na stos rzuciliśmy szczęścia los | Na szczytach hipokryzji | Na zdrowie! | Nad piekną rzeką | Najokrutniejsze zwierzę | Najsłodsza tajemnica | Narastająca senność | Nic dzisiaj ciekawego nie napisałem | Nicość | Nie am dwóch takich samych liści, ni kropel wody | Nie bój się - najwyżej cię rozstrzelają! | Nie czas żałować burz, gdy płoną oczy | Nie czas żąłować burz, gdy płoną oczy | Nie każde szczere złoto jest szczerozłote | Nie ma na świecie dwóch takich samych liści ani kropel wody | Nie ma na świecie dwóćh atkich samych liści lub kropel deszczu | Nie ma takiego smutnego, co by na wesołe nie wyszło | Nie ma zazdrości bez miłości | Nie oddamy nawet guzika | Nie tylko dzielenie włosa na czworo | Nie wiem, ja w ogóle nie myślę | Nie zabijaj! | Nie zabijajcie drzew! | Nie zawsze urocza dzecinada | Niebiańskie szczyty głupoty | Niech pani będzie dzielna! | Niech zapłaczą na moim pogrzebie | Nieco drapieżny wpis | Niekoniecznie ptasi móżdżek | Nienawiść bliźniego | Nieosobiście | Nieprzesłane przesłanie | Niestworzone rzeczy | Nieszkodliwe głupotki | Niewczesna melancholia melomana | Niewczesne rozważania | Niewielka profanacja | Niewielkie przekłamanie | Niskolotnie | No No! Teatr No | No comments! | No no! | Nowa poezja lingwistyczna | Nędzne kabareciarstwo | O Leonardo, po cóż się tak trudzisz? | O dzieleniu włosa na czworo, czyli metodzie scholastycznej | O dzieleniu włosa na czworo, czyli o metodzie scholastycznej | Obciachy | Obscenia i parafrenalia | Obsesja dobrego biustu | Ojej! | Oko w oko z zębem mądrości | Okropieństwa | Okruchy odgrzebane z lawy | Okruchy życia wygrzebane zlawy | Okruchy życia wygrzebane z lawy | Okrutna losu ironia | Orientuj się na orient | Owczarek | Owczarki afgańskie | Owocożerni | PL jak piekło | PO PiS | POeci wszystkich krajów dzielcie się | Pan Tadeusz | Panie pośle, po chrześcijańsku panu wybaczam | Pańska satyra polityczna jest niegramatyczna | Pendant do pewnego przypisu | Perlikowski | Pewna elastyczność zasad | Pewne jak w banku | Piorunujący piorun! | Po owocach poznacie ich! | Po upadku | Pobożne życzenia | Podpatrywanie Natury | Podroby i inne podróbki | Pokolenie Kainowe | Pokorne ciele | Pokorne cielę | Pokusa | Polak potrafi | Polak potrafi! | Politolog i Politowska | Politycznie niepoprawne! | Polonica | Polonika rycerskie | Polucje i ablucje | Pomarańcze i mandarynki | Pomarznąć dobra rzecz | Pomarznąć dobra rzecz! | Pomoc psychologiczna | Poranna kawka z Kafką | Porąbane marzenia | Potężne i głębokie warstwy pierwotnego mitu | Powieść brukowa | Powszechna życzliwość | Powtórka z cynizmu | Poznaj samego siebie | Prawda | Prawda jest jedna i piękna, ale złożona | Prawda popłaca | Prawdziwa metropolia | Prawi i sprawiedliwi | Prawiezmartwychpowstanie | Prawiezmarwtychpowstanie | Prognoza pogody | Pruski smutek | Przecież cię zjem! | Przedagonalny polski agon | Przegląd sportowy | Przeinaczenia | Przez pychę do pokory | Przeżyjesz to, a pote już tylko grób | Przeżyjesz to, a potem już tylko grób! | Przminęło z wiatrem | Prztyczek | Psiapowiednia Majów | Psubrat | Pustka | Pytanie dość retoryczne | Raczej to nie będzie hit | Radosne gonitwy śnieżnych tygrysów | Radość wędrowania | Rejterada Rejtana | Religie nauczą cie pokory | Res Sacra Pecunia | Romans z pop kulturą | Roots, Rock, Reggae | Rozkosze reinkarnacji | Rozmowa nie na telefon | Rozpacz | Rozpacz na wieki wieków | Rozpacz, która podpełza pod gardło | Ruch i świeże powietrze... | Rybołówstwo cudzołożnika | Rycerz pokalany | Samokrytyka | Samotność egzystencjalna | Sekrety pewnego domu handlowego | Seraphic Flames and Heavenly Love | Siedź na dupie i potakuj! | Somatyka | Somatyka logiczna | Spełniona przepowiednia | Spleśniały ser | Sponsorem tej opowieści jest wydawnictwo Błękitny Wieloryb | Sport to zdrowie | Spowiedź morskiego wilka | Stary Sącz i Nowy Sącz | Stary mafioso | Stołeczne stołki | Stratyfikacja społeczna | Suma sumarum | Sumienie rachunku | Sweet Music and Poetry | Sygnały podprogowe | Szalchetne zdrowie | Szczęśliwa pomyłka | Szekspir do żadnej nie należy epoki | Szkarady | Szlachetna gravitas | Szlachetne zdrowie | Słodycze grafomanii | Słówka | Słówko do słówka, a uzbiera się sówka | Tadeusz Bój Jeleński | Taia chińska podróbka | Takie będą rzeczpospolite jakie tego blogu chowanie | Takie tam, pierdoły | Talking Heads | Tania chińska podróbka | Tatiana | Teorie świata nauki | Terapeutyczie | Terapeutycznie | Thames | The Doors. Uchylone drzwi | The Lion cub | The fruit of beauty and despair | To na pewno nie Lec | To nie żadna filozofia | Tragiczne pożegnania | Transformacja duchowa | Trudna sztuka dialogu | Trudno czasmi coś sklecić | Trzylogia | Trója z polskiego | Twarda rzeczywistość | Ty mi tutaj nie filozuj | Tygrysologia stosowana | Tysiac i jeden ptaków | Tysiąc i jeden kotów | Tysiąc i jeden ptaków | Tysiąc różowych kroliczków | Tęsknica | Tęsknota duchowa | Ubekistan | Ucone księgi | Uczeni ludożercy | Uderzenia losu | Uduchowienie | Umrzeć z miłości | Upadek Pierwszego Człowieka | Uroczy wegetarianin | Uszczelnienie systemu podatkowego | Utrata uzębienia | W czym mogę panu pomóc? | Wciąz powtarza się ta sama historia | Wciąż powtarza się ta sama historia | Wdzieczna muzyka przywraca ład serca | Wesola grafomania z morałem | Wiecej broi dla szaleńców w Teksasie | Wieczne powroty | Wiedza radosna | Wielka wygrana | Wielomówstwo, czyli plaga opowiadania | Wierzba płacząca | Wiosny i jesienie | Witch | Więcej broni dla szaleńców w Teksasie | Wojna totalna | Wpis o kształcie piramidy | Wprowadzenie do kruczków prawnych | Wrzucam wszystko do kosza | Wrzątek | Wspomneinei pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Współczesny filister | Wszystkie rybki | Wszystko na A | Wszystko na sprzedarz | Wszystko na sprzedaż | Wygrana | Węzłowato | Wólka Węglowa | Xin Lu, typowa brunetka o granatowych oczach | Z Nietzschego nic nie powstaje | Z księgi wulgaryzmów | Z rupieciarni myśli | Zaczarowany świat zen | Zanim mnie wrzucą do dołu | Zapowiedź Apokalipsy | Zaraz wracam! | Zasada domniemanej winy | Zaskroniec | Zastał Polskę drewnianą... | Zatrzaśnięte drzwi | Zbaw mie Buddo Amido | Zbaw mnie, Buddo Amido | Zdrowy egoizm | Zegar dziejów | Zestrzelenie księżyca | Zginął z rąk słabej kobiety | Zima się nas nie ima | Zjawiskowe | Znak jaskółki | Zrozumieć wartość tego, co nieużyteczne | Zuch zawsze ochoczy! | Zwierzęta pod postacią ludzi | Zwyciestwo konsumpcjonizmu | Ząb mądrości | ie zabijajcie drzew! | ieosobiście | kosmos | Łagodne prawo, ale prawo | Łagodność tygrysa | Śmiechotki, chichotki | Śmiertelna powaga | Śmierć | Światełko w mroku | Świętość, wziętość, nadętość | Życie jest tragiczne | Życie samo | Życzliwe spojrzenia na całość ogródka | Żyć, nie umierać
RSS

Humor nieco absurdalny

poniedziałek, 03 lutego 2014

                                                Pokarlały wszystkie karły

                                                I rozrosły się olbrzymy.

                                                W migotliwym lunaparku

                                                Szczupli robią tęgie miny. 

 

                                                I co z tego, że umieram,

                                                Że się tutaj poniewieram.

                                                Tam jest przecież jakiś raj,

                                                Więc nie róbcie sobie...!

 

                                                Ach te dni naprawdę dziwne,

                                                A dziewczyny tak naiwne!

                                                Każda tylko kochać chce,

                                                Czy tsunami, czy tse tse. 

 

                                                - Nikt nie kocha tylko mnie.

                                                - No nie myśl, że nikt nie kocha,

                                                Może kocha ciebie Zocha?

                                                A nie mnie! 

 

                                                - Gdyby ona mnie kochała,

                                                Mnie jednego kochać chciała,

                                                To by ciebie znać nie chciała.

                                                Z Zochą źle!

 

                                                Gwiazdy śnieżą się na niebie,

                                                A mnie tęskno dziś do ciebie,

                                                Może zbliżam się do mety

                                                Chwytam za warkocz komety?

 

                                                Może nie!

piątek, 18 października 2013

        Pan Stanisław Kopidoł obudził się o piątej rano i przez okno (mieszkał w bloku na pierwszym piętrze) usłyszał rozmowę dozorcy i jeszcze dwóch innych nieznanych mu osób.  Po urywanych słowach i odgłosach szpadli domyślił się, że kopią mu grób.  Podjął więc natychmiastową decyzję o ucieczce, lecz na razie śledził tylko w przerażeniu kopaczy.  Jeden z nich, który miał kamienną twarz, wyglądał jak śmierć.  O szóstej grób był już wykopany i mężczyźni oddalili się, aby spożyć alkohol. To najlepsza pora do ucieczki. Pan Stanisław zdążył tylko założyć spodnie (od góry pozostał w kraciastej piżamie) i pochwycić pajdę chleba z roztopionym smalcem. Chodziło o życie!  W tej śmiertelnej grze liczyła się każda sekunda.  

        Motorniczy tramwaju linii 77 ostro zahamował, jednak było już za późno.  Tylko przez chwilę Pan Stanisław poczuł ulgę uwolnienia się od śmiertelnego strachu. 

        Zgodnie z jego życzeniem pochowano go na trawniku przed blokiem.

sobota, 12 października 2013

          Projekt ten dowodził, że Hitler miał wobec Polski jak najlepsze zamiary, a wojna była skutkiem bezczelnej buty polskiego ministra. Hitler płakał nad tym, że jego żołnierze ginąć będą na obcej ziemi, a polskie matki utracą swe dzieci.  To pokojowe wdrożenie projektu komunikacyjnego sprawiłoby, że żaden Francuz nie musiałby umierać za Gdańsk.  

niedziela, 15 września 2013

               ...Chodzi.  Ale klnie i umiera często w butach.

niedziela, 08 września 2013

                Nie wiem, jakoś uciekła mi ta myśl.   Jest trochę płocha, jak wszystkie gawrony...

piątek, 26 lipca 2013

                     Też piękny!   

wtorek, 23 lipca 2013

                  Samo jego istnienie...

niedziela, 07 lipca 2013

           Czy w maglu można dostać maligny?  Dawno już magla nie ma, ale za to wszędzie teraz jest magiel.  A, co do maligny, to najlepiej zażyć grzybki halucynogenne.  Samo mydło do prania nie wystarczy.  Nawet i Tara - chociaż to przecież bogini.  Trzeba umieć przystosować się do ogłupienia, żeby przetrwać.  Wszystkie płazy tak robią.  

środa, 03 lipca 2013

                                                                          Motto: "Coś ty Atenom zrobił Sokratesie?..."

                                                                                    (C. K. Norwid)

 

                      Sokrates, zakładając na bose stopy sandały :  To nie Wyspy Szczęśliwe, gdzie zatem jestem? 

                      Legutko:    Wiem o tobie wszystko i przeanalizowałem w oparciu o najbardziej reprezentatywne zagraniczne źródła.  Mój wkład w wiedzę o tobie jest więc nieoceniony.

                      Sokrates:   A dasz mi człowieku, wody?

                      Legutko:    Wody?  To takie przyziemne.  o ile mi wiadomo, historyczny Sokrates nie pił wody. Chyba, że zmieszaną z winem, jak sądzi Vlastos.

                      Sokrates:  Umieram z pragnienia.

                      Legutko:   Nie mam czasu.  Zapominasz, że to ja jestem profesorem, którego nazwisko zapisuje się złotymi zgłoskami w dziejach polskiej... 

                      Sokrates:  Pić!

                      Legutko:   Nie bądźże taki nudny!  Gdybyś potrzebował wody, to dobrze bym o tym wiedział.  Mam wątpliwości, czy jesteś historycznym Sokratesem.   Nawet do Sokratesa ksenofontowego wiele ci brakuje.   

                      Sokrates: Jestem spragniony!

                      Legutko:  Wiedzy? Cnoty?

                      Sokrates: Pragnę...

                      Legutko sprawdza coś w notesie:  Od 8.00 do 9.59.  wykładam, od 10 do 11.3o mam seminarium, o 11.35 spotykam się z władzami jedynie słusznej Partii, a właściwie z tym Najważniejszym,   11.45 -15.oo odbywam zajęcia i słucham, jak mi kadzą.  15.05.  Człowiek musi coś zjeść - przełykam więc schaboszczaka, 15.25-16.55 dyżuruję w pokoju z napisem "Profesor dr hab. Legutko, Kierownik Zakładu, itd". (tabliczka z literkami na drzwiach ma kolor złoty), 17-20 praca badawcza i kanapki, 20.05-22.55 ciąg dalszy pracy badawczej, 22.56-23.00 Spacer przez planty i życie osobiste. 23. 10 mycie zębów, paciorek i siusiu.  Wody mogę ci dać ewentualnie o 23.11, kosztem snu.   

                     Sokrates:  Na tarczy twojego zegara widnieje 6. 30.  Przez ten czas wyzionę ducha.  Na Zeusa - ratuj starego druha!

                     Legutko:  To dla mnie jeszcze jeden dowód, że nie jesteś historycznym Sokratesem. Mam pedantycznie ustalony porządek dnia.  A ty nie umrzesz, bo umarłeś w 399 p. n. e.  a nikt nie umiera dwa razy, więc nie bierz mnie na litość.   Powinieneś całować mnie po rękach - nie dość, że o tobie napisałem, to będę cię jeszcze poił, a przecież rano idę się pomodlić do wawelskiej krypty...

                     Sokrates: Ja już nie folouję za twoimi argumentami.  Czuję się gorzej niż wtedy, kiedy uratowałem życie Alkibiadesowi.

                     Legutko: Wiem o tym więcej niż ty.  Sokrates był dzielnym człowiekiem i posiadał cnotę arete.  Dlatego, kiedy uratował Alkibiadesa - czuł się wspaniale. 

                     Sokrates:  Chociaż kropelkę, to daruję ci te wszystkie brednie, które o mnie napisałeś.  Wiesz dobrze, że nic o mnie nie wiadomo i że nie głosiłem żadnych nauk. Cała reszta - to te anglosaskie brednie...

                     Legutko:  Wolę być niezadowolonym Sokratesem, niż zadowoloną świnią.  Gdybym dał ci teraz wody, to dałbym dowód, że gustuję w  niskich przyjemnościach.  Platon powiada...

                     Sokrates:  Ten gałgan Platon wszystko przeinaczył!  Wody, kochaniutki, daj mi wody...

                     Legutko:  Zatem żegnaj i widzimy się o 23.11.  Tylko się nie spóźnij. Nie wyglądasz na prawdziwie szlachetnego. Żaden z ciebie arystokrata. 

                     Sokrates:  Jak jakiego chłopaka zobaczę, to mi kutas stanie pod chitonem.  Ale bez wody, to nawet popatrzeć sobie nie będę miał siły.

                     Legutko:  Dłużej cię nie słucham, ty stary fiucie.  Mówisz jak Diogenes cynik, ty nieelegancki włóczęgo.

                     Sokrates:  Poznaj lepiej samego siebie...a wtedy zrozumiesz, że odmawiasz mi wody tylko z nieświadomości.  Straszny z ciebie snob i zarozumialec, ale wodę przyjmę od każdego.

                     Profesor Legutko odjechał swoim autem, a Sokrates wlecze się przez planty i podgląda gejów czulących się na ławkach.  Słońce pali niemiłosiernie.  No cóż, Sokrates to parweniusz, a profesor to jednak zawsze Profesor.  Sokrates nawet pisać dobrze nie umiał. Ot, wypocił jakieś wierszydła na krótko przed skonem.    

 

poniedziałek, 20 maja 2013

                                                             "Krótko na tym świecie żyłem

                                                              Lecz za mało trochę piłem.

                                                              Dzisiaj z aniołami w chmurach

                                                              Gram na tych niebiańskich rurach"

       

         -  Tylko wyryte ma być złotymi zgłoskami. Marmur jest czarny.  W słońcu będzie odbijał twą twarz. Trzeba, dziecko, żeby była zadowolona -

         -  Dziadku, dziadek wie, że ja bym dziadkowi nieba przychyliła, ale sam dziadek chyba rozumie, że nawet lastryko, to będzie dla nas problem, a co dopiero jakieś marmury.  A wierszyk może dziadek zapamiętać i klepać potem w raju.  Tam też trzeba coś przecież robić, żeby nie zwariować z tej nudy - tak?

         -  Ki diabeł cię podkusił, wnusiu?   Ja tylko tak mówię!  Przecież nie myślisz chyba, że chcę, aby mój grób pięknie wyglądał?

         -  Nie myślę, ale dziadku, dziadek często coś tam klepie i nigdy nie wiadomo, co dziadkowi do tego łba przyjdzie, tak że niech dziadek już przez chwilę nie mówi, bo muszę dziadkowi zmienić becik. 

         - A jestem malutki?

         - Tak, dziadku - Jesteś malutki.  Jesteś moim dzieciątkiem.  Luli, luli...

         - To mogę już spokojnie tego? 

         - No nie, dziadku!   Zaczekajmy jeszcze aż przyjdzie dziadka emerytura.

         - To może tak jeszcze kilka latek?

         - Może dziadku, ale zobacz, jak żeś się skurczył.  Ważysz tyle, co niemowlę.  A co będzie za rok?  Takie ziarenko grochu, to może gdzieś się zawieruszyć.  Na podłogę upadnie i się nie odnajdzie.

         - Faktycznie - powiedział dziadek. 

wtorek, 16 kwietnia 2013

             Dwóch eleganckich Jegomościów w garniturach - Tęgi i Szczupły, pluło właśnie z mostu, po którym przechodził rabbi Ezechiel.    

                             - Nie szkoda wam wypluwać ślinę nadaremno? - zaniepokoił się cadyk.

                             - To zawody, rabbi, kto splunie dalej, ten wygra kozę - powiedział Tęgi.

                             - To dla nas nic trudnego i tak zawsze plwamy na naszych bliźnich - rzekł Szczupły.

                             - Cóż, rzeka jest cierpliwa - odrzekł rabin - Ale, co powiedzą na to ryby?

poniedziałek, 11 marca 2013

 

          Kiedyś rozmawiałem o Buddzie ze znajomym z siłowni (nie chodzę na siłownię, ale kiedy ja wychodzę na spacer, on akurat przechodzi):

          - Który to? - zapytał

          - Taki spaślak. Z japą, jakby się nawpieprzał bananów.  Nie wiadomo z czego frajer się cieszy -powiedziałem w nadziei, że moja troska o czystość językową ułagodzi go trochę.

          - Te, ziomal, masz jakiś problem!   Nie znam takiego gościa.    

          Mógł wyrazić się inaczej - ja wciąż jeszcze tkwię w XIX wieku - w każdym razie robiło się trochę mało komfortowo.

          - Nawijaj, czego uczy ten Budda? - przyparł mnie do muru.

          - Przychodzisz do domu.  Jesteś wkurwiony!  Po ścianie chodzi owad.  A ty go z piąchy i zostaje po nim tylko miazga. Budda mówi - nigdy tak nie rób!

          - Bo odrodzisz się jako ten owad!...Nawet ciekawe.  Jak studiowałem na Sorbonie, to jeden taki Francuz, chyba się nazywał Sartre? był ktoś taki, no nie?, mówił, że egzystencjalizm jest humanizmem - powiedział osiłek - Ćwiczyłem wtedy pompki, bo chciałem, żeby dziewczyna lepiej mnie rozumiała, ale wie pan, żaby mi się w brzuchu odbijały, jak myślałem o tym, że ten Sartre przeszedł na maoizm.  Tego już nie rozumiałem.  Żałuję, że nie zrobiłem fakultetu z teologii.  Fajny nawet ten postmodernizm.  

          - No właśnie - powiedziałem z pewną ulgą.

          - NO TO UWAŻAJ! - 

          I od tego czasu rzeczywiście uważam.  (Praktykuję "uważność")     

 

 

poniedziałek, 21 stycznia 2013

                                                     Suseł: - Przebudziłem się!  Sowo, to ty? Muuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu...

                                                     Sowa: - Oj, chyba nie będzie to trwało zbyt długo!   Nie zaliczam ci tego ćwiczenia z zen.    

                                                     Suseł: - O, kurde!  To mam jeszcze czekać na oświecenie. Przecież ja zasnę!

                                                     Sowa: - Trudno!  Ale nie martw się, ja na przykład śpię w dzień, a poluję w nocy!

                                                     Suseł: - Aaaa.....

                                                     Sowa: - Nie ziewaj tak, bo ci gwiazdka wpadnie do ucha.

                                                     Suseł - Śpi.

                                                     Sowa - POŻERA susła, używając przy tym widelca i noża.  Kroi bardzo starannie!  

                                                     Suseł, budząc się: - Gdzie ja jestem?   

                                                     Sowa wycierając serwetką usta: - Nie bój się Suśle, jesteś w swojej norce.  Bezpieczny i cały!

                                                     Suseł: - A mogę jeszcze trochę pospać?

                                                     Sowa: - Oczywiście!  Chociaż z trudem cię trawię.  Wolę jednak przetwory z żab i konfitury ze słowików.

                                                     Suseł: - Taka jesteś mąd...(Znowu zasnął)

                                                     Sowa: - Czuje się, jakbym była na czczo.  Może trzeba coś jeszcze przekąsić?

 

 

czwartek, 20 grudnia 2012

                                                               - Gdzie tak jest?

                                                               - Wszędzie i zawsze! 

                                                               - Ale dlaczego tak jest?

                                                               - A bo ja wiem?

piątek, 05 października 2012

                  Z ostatniej chwili - Mecenas Pizdzior żyje!   Miał atak serca.  Na szczęście, reanimacja powiodła się i znany mecenas zaraz po wyjściu ze szpitala usłyszy zarzuty prokuratorskie.  W szpitalu nie był samotny. Codziennie przychodziło do niego kilku komorników.   Do mieszkania raczej już nie może wrócić, bo małżonka znalazła sobie innego.  Cześć jego pamięci!

niedziela, 26 sierpnia 2012

                   Pusta jak Martin Heidegger

sobota, 25 sierpnia 2012

                    Zmywanie talerzy po balu wampirów

czwartek, 23 sierpnia 2012

               Jasnowidz bez trudu zaprowadził nas w miejsce, w którym potwór rozkawałkował swoją ofiarę i przy świetle księżyca wrzucił cząstki jej ciała do kanału melioracyjnego.   Stało to się zapewne o dwunastej w nocy.   Potwór znajdował się pod wpływem jakiegoś środka odurzającego. Być może zbyt długo wdychał opary mgły unoszące się nad cmentarną studnią.  Po zapoznaniu się na miejscu z sytuacją i dokonaniu rekonstrukcji owego zdarzenia w moim umyśle postanowiłem jednak umorzyć śledztwo.  Wiele okoliczności wskazywało bowiem na to, że owym potworem jest mój przełożony - człowiek, którego nie cierpię, ale jeszcze bardziej się obawiam.  A dziewczyny i tak nie da się już uratować.  

               Skąd wiem, że to była dziewczyna, skoro dotąd nie znaleziono żadnych zwłok, a tyle osób znika codziennie bez śladu?  Wiem, bo to ja ją zamordowałem!  Nie mogę sobie przypomnieć, co robiłem tamtego wieczoru, a zatem z powodzeniem mogłem ją zamordować.  Przypuszczam, że wykonywałem tylko zlecenie mojego szefa.  Zależało mu na spektakularnym mordzie, bowiem od dawna już miał poczucie, że jego praca nie jest należycie doceniana na górze.  Niestety, nikt mi nie uwierzy.  

               Prawdę mówiąc to wstrząsająca zbrodnia.  Ale najbardziej niepokoi mnie to, że nie wiem, dlaczego to zrobiłem.

 

   

poniedziałek, 25 czerwca 2012

            W taki zimny dzień jak ten można rozgrzać się gorącą zieloną herbatą.  Moja samotność nie jest całkiem mnisia, bowiem od czasu do czasu w moim życiu zjawia się Eva.  Przychodzi do mnie, co tydzień lub co dwa tygodnie i wspólnie przy kieliszku likieru rozwiązujemy zagadki kryminalne.  Eva to dziwna osoba.  O pewne rzeczy nigdy jej nie pytam.  Podobno jej mąż Adam zginął w dość tajemniczych okolicznościach - prawdopodobnie utonął.  Ale niektórzy mówią, że wyjechał do Ameryki i tam zaczął nowe życie.  Eva uwielbia też inne niż kryminalne zagadki. Czasami przychodzi do mnie i pyta mnie, kim był jakiś człowiek w swoich poprzednich wcieleniach, a ja dość szczegółowo jej o tym opowiadam.  Kiedyś jednak nie wytrzymała i zapytała o to mnie. Podejrzewała, że mogłem być znanym mordercą z Buffalo Spring.  Jestem fizycznie do niego dość podobny, poza tym - jak twierdziła - reprezentuje podobny typ niebezpiecznej inteligencji.

           - Kochanie - powiedziałem sącząc likier - Czy naprawdę myślisz, że mogłem kogoś kiedykolwiek zamordować?

           - Ja tego nie myślę, ja to wiem! - odpowiedziała z triumfującą satysfakcją.   

           - W takim razie przedstaw mi dowody - uniosłem się nieco - Bo chyba nie ma ode mnie bardziej łagodnego człowieka na świecie -

           Mówiąc to dostałem małego ataku szału, jednak wszystko było pod kontrolą.  Zaproponowałem jej partię szachów i sadowiąc się wygodnie w fotelu rzekłem - Odstępuje ci białe bez losowania. 

           - Ach, jaki jesteś uprzejmy i wyrozumiały! - rzekła w szczerym przypływie złośliwości - Nigdy nie nauczysz się, że to kobieta powinna ci dawać fory.  Tak też było w dniu twojego pierwszego morderstwa. 

           - Może mi więc o tym coś opowiesz - powiedziałem pojednawczo.

           - O, nie!  Musisz sam sobie wszystko przypomnieć. Chyba nie dręczą cie wyrzuty sumienia?

           Zaczęła partię od obrony królewskiej, jak początkujący szachista i wiedziałem już, że będę się nudził.  Postanowiłem więc popełnić spektakularny błąd. Niestety Sara, przepraszam, Eva bezlitośnie zauważa takie potknięcia.  Skomentowała to nazywając mnie męskim szowinistą.

           - I może jeszcze przepuszczam cie w drzwiach - wrzasnąłem z lekka.

           - Tak, jak przepuściłeś swoją pierwszą żonę Sarę. Znaleziono ją potem z nożem w plecach.

           - Kim wówczas byłem? Przecież nie nożownikiem z Eton?

           - Byłeś kochanie mordercą z Buffalo Spring -

           - Tym znanym aktorem?

           - Nie. Byłeś wtedy tylko sobą i musiałeś to zrobić, podobnie jak w 27 innych przypadkach.

           Tego już nie wytrzymałem.  Poruszyłem się gwałtownie na fotelu i zamatowałem ją!

           - Gapa! - powiedziałem zaraz, bo Eva rzeczywiście się zmieszała. W pojedynkach na pewnym poziomie poddaje się partie.  Szach i mat, to gra dla przedszkolaków.  Jednak Eva prawdopodobnie była trochę wstawiona.  Wsparła swą rudą główkę na moi ramieniu i powiedziała:

           - Ach ty niedobry!  Musiałeś ją zabić?

           Tymczasem lewą dłonią wyciągnęła mi rewolwer z kieszeni kaftana.  Na wszelki wypadek, jak zauważyła.  Prawą zaś popieściła protekcjonalnie mój lewy sutek. Byłem przekonany, że morderca z Buffalo zabiłby ją za to.  Ja jednak mam na imię Gregory, a nie Martin i nigdy nie byłem w Buffalo Spring.  Poza tym znam swoje wszystkie poprzednie wcielenia.  Postanowiłem więc działać szybko.  I kiedy tylko Eva po raz pierwszy odwróciła się ode mnie wbiłem jej niechcący w plecy szydełko, którym od paru dni robiłem mój arras.  Ciało Evy osunęło się i zadudniło o podłogę.  Teraz już mogłem bronić swojej niewinności.  Chwyciłem za słuchawkę telefoniczną i wykręciłem numer inspektora Collinsa! 

           - Inspektorze Collins - powiedziałem - przed chwilą wymierzyłem sprawiedliwość mojej przyjaciółce Evie Brown, za to, że niesłusznie skojarzyła mnie z seryjnym mordercą z Buffalo Spring.

           - Czy brał pan dzisiaj proszki? - zapytał inspektor Collins

           - Ja zawsze mówię tylko szczerą prawdę, inspektorze - powiedziałem i wypaliłem z rewolweru prosto w swój wielki, poczciwy łeb.  

           Tym razem inspektor zareagował. Zjawił się z całą ekipą dochodzeniową.  Ja zaś, już w swoim nowym wcieleniu, przyglądałem się temu z czarującym uśmiechem. Byłem czteroletnim synkiem służącej Gregorego.  

           - Widziałeś coś, dziecko - zapytał inspektor - i pogłaskał mnie po głowie.

           - Tak - powiedziałem - Eva Brown próbowała zamordować Gregorego Philipsa, a ten w obronie własnej wbił jej szydełko w plecy -

           - To dziwne - powiedział Collins - jak mogła próbować go zamordować stojąc do niego tyłem, ale skoro widziałeś to wszystko chłopcze na własne oczy, nie mam powodu, aby o tym wątpić.   

           - A zeznania osoby niepełnoletniej są w tym względzie miarodajne? - zapytałem uśmiechając się jeszcze bardziej niewinnie.

           Inspektor dał mi cukierka i poklepał po ramieniu jak konia wyścigowego. 

           - Coś tam się napisze w sprawozdaniu.  Ale uważaj synu.  Nigdy nie wiadomo, co ci może jeszcze przyjść do głowy, kiedy będziesz dorosły.

           W tym momencie inspektor potknął się na śliskim dywanie i tak niefortunnie uderzył głową o kant biurka...Jedynie dzieci nie przeżywają gwałtownych uczuć.  Pozostają niewinne jak w chwili, kiedy wyszły z łona matki.

 

poniedziałek, 18 czerwca 2012

                   Proponuję umorzyć, bo trochę już sen mnie morzy! 

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

                      "Takiej porażki nie pamiętają najstarsi kibice. Sacrum uległo Profanum 1:12.  Jedynego gola dla pokonanych uzyskał  Judasz Iszkariot, który w połowie meczu musiał opuścić boisko z powodu kontuzji.  Jak podaje Agencja Sin, na wieść o przegranej, filar "Apostołów" powiesił się w szatni.  Sukces Profanum przypieczętował najlepszy napastnik drużyny gości - Piłat.  Publiczność długo jeszcze świętowała sukces krzycząc: "Barabasz!" .  To Barabasz bowiem stworzył Piłatowi wspaniałą okazję strzelecką.  O porażce drużyny Sacrum zadecydował być może sędzia meczu Mieszko Mściwoj, który już w pierwszej połowie pokazał czerwone kartki trzem zawodnikom tego zespołu: Buddzie, Mahometowi i Mojżeszowi".

                     Sprawę najnowszej publikacji "Naszej Gazety" bada prokuratura rejonowa w Suwałkach.   

          

sobota, 07 kwietnia 2012

           Pilatus pozdrawia swego Aurelia!

           Jeżeli jesteś zdrowy, to i ja czuję się zdrowy!  Co zaś się tyczy owego zdarzenia, o które pytasz, to powiem krótko.  Pewien człowiek przyjechał na ośle do Jerozolimy i powiedział: "Jestem Bogiem!"  A czekało już na niego kilku nawiedzonych.  Głównie zresztą niewiasty i niewolnicy, którzy, jak wiadomo, nie mają rozumu.  Ponieważ gmina zgłosiła zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa, chcąc uniknąć ruchawek  zmuszony byłem rozpatrzyć je  zgodnie z przepisami świętego prawa rzymskiego, które cywilizowane narody podziwiać będą aż do końca świata. Mimo pewnego znudzenia osobiście sumiennie zbadałem sprawę.  Podejrzany sprawiał na mnie wrażenie szaleńca, jednak okoliczność ta nie miała nic do rzeczy.  Zgodnie z obowiązującą procedurą poddano go karze śmierci przez ukrzyżowanie.  Wyrok wykonano.  Jest to, jak wiesz, zwyczajowa kara, której podlegały już setki tysięcy oskarżonych o różnego rodzaju przestępstwa.  Jest tak banalna, że na nikim już właściwie nie robi wrażenia.  Ponadto jest dość humanitarna w porównaniu z innymi narzędziami tortur jakie zwykle zgodnie z procedurą stosujemy.  Skazaniec ma przynajmniej możliwość szybko wyzionąć ducha...Owszem motłoch i żołdactwo czasami dokuczają skazanym, dręcząc ich nieco, także moralnie. Nie pochwalamy tego bynajmniej.  Jednak, jak powiada przysłowie...Mają do mnie pretensje, że wypuściłem tego drugiego...Ale prawdę mówiąc tamten znacznie mniej zgrzeszył.  Nie bluźnił swojemu Bogu. I lud słusznie ujął się za Nim.  Tak wiec w niczym, co uczyniłem nie uchybiłem rozumowi ani posłuszeństwu wobec Cesarza. Co jeszcze? Podobno odjęli kamień z grobu, ale nie było tam ciała.  Zapewne wcześniej sami je wykradli.  Zdarza się również iż ciało pożera jakieś zwierzę lub demon.  To rzecz w tym klimacie zwykła.  Wybacz mi, prostemu żołnierzowi, że piszę ci o tym, sam jednak prosiłeś mnie o jakąś wzmiankę.  Kiedy Marcia podrośnie mogłaby wyjść za mąż za mojego wnuka Cezariona.   Pomyśl o tym, bo jak powiadają czas płynie jak rzeka i porywa ze sobą wszystko.

          

          Twój jak zawsze Ci oddany Pilatus

              

                       Artur przyglądał się mojej misce wypełnionej skarpetkami.  Zmienił się trochę.  Jego twarz i cała postura przybrały zdecydowany wygląd.

                      - Komendant powiedział wyraźnie - jeśli wyprałeś skarpetki kulka w łeb! -

                      - Przysięgam, że nie prałem.  Nachyliłem się i skarpetki same wpadły mi do miski. Ja je zaraz stamtąd wyciągnę.  O, nawet jeszcze nie całkiem mokre, jakby podsuszył!

                      - Masz na to świadków?               

                      - Tak. Ela widziała i Robert...może też...

                      - Muszę cię zmartwić!  Komendant powiedział wyraźnie - jeśli nie wyprał skarpetek...rozstrzelać na miejscu za niesubordynację! Nie będziemy tolerować brudasów. 

                      - A? ...czy jest jakaś inna możliwość? 

                      - Komendant powiedział - jeśli pyta o inną możliwość, znaczy się także samo kulka w łeb jak dla dezertera.  Było wyprać jak nikt nie widział.

                      - Napisałem tutaj taki wiersz o księżycu.  Podobno nawet ładny.  Nie chcę umierać. 

                      - Pogrążasz się!  My takie kurwy i prostytutki jak ty, co ciągle o coś skamlą,  wieszamy...ALBO POD TOPÓR! 

                      - Kto kazał?

                      - KOMENDANT!  Ale ja w zasadzie nie chce cię zabijać.  Nie mam wyboru!

                      - Nasz komendant nie mógł wydać takiego rozkazu.  Jest przecież jak ojciec a ja tyle razy narażałem dla niego życie...Ale, dam ci złotą monetę. Dostałem ją od mamy, kiedy byłem chłopcem.  O, tu jest nasza cesarzowa!

                      - Próba przekupstwa  - darcie pasów, rozkawałkowywanie albo wkopanie w mrowisko. A numizmat rekwiruję!

                      - Kto tak powiedział?

                      - Ja.  Z woli komendanta!

                      - A może jest jeszcze jakiś ratunek?

                      Nie odpowiedział.  Wyjął pistolet z kabury i wystrzelił prosto w serce.  Nawet tak bardzo nie zabolało! Strasznie służbisty jakiś był!  Kwadratowa głowa.  Oni wszyscy tacy!  Żadnego zmiłowania.  Tak musi być i koniec!  A potem pije wódeczkę pod śledzika, obłapia panny - i gra muzyka!  No, ale tym razem miał rację. Rzeczywiście komendant zabronił!  Mus to mus!  Nad komendantem jest inny komendant a nad nim, wysoko - sam Wódz. Gdyby tak każdy się litował, to front by się załamał!  Chociaż powiadają, że wojna skończyła się trzydzieści lat temu.  Elegancki...wytarł krew chusteczką i zaciągnął mnie za nogi do przedpokoju.  Wrzucił do worka foliowego i wyniósł.  Nadźwigał się chłopina.  Serdecznie mu współczuwam z powodu mojej tuszy.  Podobno miał już trzy zawały.  Na szczęście jednak w porę mnie wyśledził...Nie wie tylko biedaczyna, że nie wykonał rozkazu. Komediant powiedział wyraźnie przy całym komando - kulka w łeb a on strzelił mi prosto w serce. Wypił chyba za dużo... A jakie plany na przyszłość? Zamierzam walczyć, żeby mnie chociaż pośmiertnie nie zrehabilitowano.  

poniedziałek, 12 marca 2012

            Była ciemna, bezgwiezdna noc.  "Co łączy ze sobą te wszystkie morderstwa?" - zastanawiał się Szlomo David z Biura Policji Kryminalnej.  "Tak, teraz już mam pewność. Jedyną okolicznością, która je ze sobą łączy jest to, że zawsze kiedy morderca mordował, padał ulewny deszcz.  Musiało stracić życie tyle niewinnych ofiar, zanim udało mi się uchwycić tak istotny motyw zbrodni". 

            Szlomo stałą przed mapą, na której zaznaczono krzyżykami 44 miejsca zbrodni i zastanawiał się, jak zareaguje jego szef, kiedy dowie się o tym odkryciu.   Jest całkiem możliwe, że jego, człowieka który przepracował w policji tyle lat, czeka nawet wymówienie.   "Wyjścia jednak nie ma, trzeba będzie o tym powiedzieć tej kanalii".  

            "Szlomo! Jesteś tutaj" - zabrzmiał donośny głos w słuchawce - "Szlag mnie za chwilę trafi!  Podobno powiedziałeś Rosemary, że jedyną okolicznością jaka łączy wszystkie te zbrodnie jest padający deszcz.  Przygotuj się jutro na wielkiego kopa w dupę!  Spokojnej nocy".   Szlomo usłyszał jeszcze w słuchawce splunięcie - jego szef, potężnie zbudowany 50 letni czarnuch, Ibrahim ibn Arabi - niewątpliwie pozbył się w ten sposób zalegającej w paszczęce zużytej gumy do żucia.   Ibn Arabi nie należał do ludzi subtelnych - obżerał się kebabami a w jego koszu od śmieci piętrzyły się zużyte prezerwatywy, puszki po piwie i inne tego rodzaju gadżety, podczas gdy ten ze słuchawkami na uszach pochłaniał dźwięki hip-hopu.  Szef nie lubił Szlomo. Twierdził, że je zbyt dużo czosnku i jest za mało dynamiczny.  W rzeczywistości jednak zazdrościł Szlomo jego wysokiego IQ.  Dlatego tak drażniło go, że ten Żydek ciągle udawał idiotę a nawet chodził na koncerty do filharmonii.  

           Po chwili telefon zadzwonił ponownie: "Te, Izrael...chciałem cię jeszcze o coś zapytać. Czy podejrzewasz już kogoś?" - zachichotał w słuchawkę czarnuch.    

           Szlomo postanowił przespać noc w pokrytym plastikowym obiciem czerwonym fotelu w swoim biurze.  Już właśnie zasypiał, kiedy odezwał się kolejny telefon.

           "Te, Levy...jak myślisz komu jutro skopiemy tyłek na Zarządzie?" - zawył w słuchawkę Ibn Arabi.

           Tak spokojny zwykle Szlomo nie wytrzymał i powiedział z godnością:

           "Zatrzymałeś się na fazie seksu analnego, ty kutasie!  Niech żyje Ku Klux Klan!"

           "Ach. Zapomniałem ci powiedzieć Szlomo.  Właśnie cię nagrałem.  Chińczyk się ucieszy i wyleje cię na zbitą mordę a może nawet cię zapuszkują!" - pokładał się ze śmiechu Murzyn.   

           Tego było już za wiele. Była przecież sobota!  Szlomo wyjął z kieszeni kamizelki rewolwer i przestrzelił głośnik telefonu komórkowego.  Spał jednak może ze trzy sekundy, kiedy usłyszał nad sobą ten sam głos:

           "Bravo, bravissimo, arcy bravo!  Byłeś na kamerze.  Paragraf 13 nr 227, paragraf 228 nr 96, paragraf 112 nr 88B..."

           Inspektor Szlomo wstał nagle z fotela i oddał sześć strzałów prosto w serce swego szefa.  Właśnie granatową chmurę za oknem przeciął krwawy rozbłysk i lunęło jak z cebra!

 

           CDNN  

                    "A może jednak chybił?  Przecież wszyscy wiedzą, że szef nie miał serca" - pomyślała Rosemary.

 

niedziela, 04 marca 2012

                                Człowiek: - Wolałbym jednak naprawdę jakiś inny rodzaj troski -

                                Los: - Mogę pana jeszcze zmiażdżyć!...albo zaszczuć, jak pan woli?" -

                                Człowiek:  - Wolałbym nie...Poza tym, jestem niewinny.

                                Los: - Ale ja chciałbym poznać swą moc!  Poza tym podnieca mnie widok pańskiej krwi i ten strach w pana oczach. Myślę, że powolna śmierć by panu nie zaszkodziła a mogłaby być dla pana cennym doświadczeniem.  Może śmierć z tęsknoty za pańską ukochaną nauczyłaby pana czegoś. Nie może pan być czułostkowym durniem! Przestanie pan jeść, pić, spać a w końcu dopadnie pana jakaś choroba albo...Mógłbym też zamknąć pana w szpitalu psychiatrycznym albo zesłać do obozu pracy. Możliwości jest wiele. Naprawdę nie chcę pana straszyć. Nie jestem biurokratą.  Ale winę jakąś na pewno znajdziemy, niech pan będzie spokojny.  Czy może pan na przykład z ręką na sercu powiedzieć, że kocha pan swoją matkę albo Pana Boga?...Zaraz, zaraz, zdaje się, że był już pan nawet kiedyś ukrzyżowany!

                                Człowiek:  - Przecież możesz wszystko i dobrze o tym wiesz. A ja mogę tylko jak owad uciekać przed twoim wzrokiem. Po co więc szukać pretekstu.

                                Los: - Żeby ładniej wyglądało. Poza tym nie znajdę lepszej, bardziej zgodnej ofiary...Twoja czaszka jest nam potrzebna do eksperymentów.  Wymierzymy też twoje cierpienie na specjalnej skali.  No i mylisz się, ja Los, też mam swój Los, od którego zależę. To jest Mój Wódz, któremu jestem bezgranicznie oddany. Podoba mi się, że jesteś bezbronny.

                                Człowiek: - Ale mój los jest już zapisany w Księdze -

                                Los: - Nie  szkodzi, poprawimy!  Skoro Mój Wódz tak chce. A jak zechcemy to spalimy tamtą a napiszemy nową.

 
1 , 2