Kategorie: Wszystkie | "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę" | ...bez końca | 0 | 100O i jeden Rabinów | A Puszkina też zapuszkują? | A moze to tylko pomieszanie zmyslow | A nie lepiej być purystą? | Aaaaaaaaaaaaaa...aalfabeta | Ach, gdzież jest litość lub wspolczucia pozór? | Ach, gdzież jest litość lub współczucia pozór? | Adam Mic - Kiewicz | Adaś i Ewka | Aforystyka | Amerykański sen | Autopsychoterapia | Bez sensu to to! | Bez szaleństwa... | Bezmyślne okrucieństwo | Bezradność | Biedna Szymborska | Biedny Kapturek! | Bliźni miłości | Bliźniego miłość... | Blondyn | Blue Bossa | Bojaźń i drżenie | Bratnie dusze | Bruner, ty świnio! | Buddyzm w życiu codziennym | Bóg mi poskapił tej anielskiej miary... | Bóg mi poskąpił tej anielskiej miary... | Bójstwo samo | Caritas | Chiziofrenia | Choroba na śmierć | Chwila ułudy | Chwila wytchnienia | Chłodne upojenie | Cierpienia i radości | Cierpienie i radość | Cleen feed | Cnota niedoli | Co slina na język przyniosła | Co tam panie w polityce? | Co w niebie piszczy | Co ślina na język przyniosła? | Corrida | Coś dla duszy... | Coś tak wulgarnego | Cudotwórstwo | Czarna Perła Tao | Czarny tulipan skrzyżowany z czarna różą | Czarny tulipan skrzyżowany z czarną różą | Czary Mary | Czego nie przysięgał Hipokrates? | Człowiek nie jest rzeczą | Człowiek to brzmi dumnie, ale nie u mnie | Często chowa | Częstochowskie rymy | Deficyt aniołów | Delightful! | Demokratyczne wybory w Oczodołach | Diabłoterapia | Dla wszystkich i dla nikogo | Dnieje | Do samego siebie | Dodatek | Dowcipas dnia | Duma narodowa | Dusze drzew | Dyskretna mgiełka autoironii | Dzielność | Dziki kapitalizm | Dzisiejsza młodzież | Dzisiejsza młodzież nosi ładną odzież | Egzystencjalizm jest chumanizmem | Ekonomia zbawienia | Elegancja Francja | Elegijnie | English gentelman | English gentleman | Epicurus | Ewa tylko ziewa | Falochron | Female | Filozofia bez uczoności | Forever Loving Jah | Gadu, gadu | Gadu, gadu, trochę więcej jadu | Gal Anonim | Gaz dla pedałów | Gaz dla pedałów, młot dla sierpów | Gdy rozum śpi... | Gendarme | Genek, gienialny gieniusz | Geno Typ | Gorący uczynek | Grabarz | Grabarz nonsensu | Gry i zabawy literackie | Głupota przysłowiem narodów | Głębie i tajnie Podświadomego | HIstoria nauczycielką bicia | Herbatka zen | Homo economicus | Homo sapiens czy Homo politicus | Humor absurdalny | Humor nieco absurdalny | Humor, satyra, panie... | I rekiny w oceani mają zębów cały rząd | I rekiny w oceanie mają zębów cały rząd | Indie Wschodnie i Zachodnie | Industrial | Istnieje również wrodzony brak poczucia humoru | Ja tam bynajmniej nie wiem | Jak długo będę jeszcze żył? | Jak uprawiać agresywne dziennikarstwo? Poradnik dla początkujących | Jakże cżęsto powtarza się ta historia | Jakże trudno czasami coś sklecić! | Jan i Małgorzata | Jan z Czarnolasu | Jesienna muzyka | Jeszcze smutniej! | Jeździec Apokalipsy | Językologia | Kaczuszki mandarynki | Karawana idzie dalej | Katedra Adamowego Żebra | Kawa z Kafką | Każdemu według naszych chęci | Każdemu według potrzeb | Każdemu, o czym tylko zamarzy | Kiciuś Miciuś! | Kicuś Micuś! | Kiedy człowiek staje się bestią | Kiedy owce nie milczą | Kij w mrowisku | Kniaź Wiktor | Kochani ludożercy | Kolacja Pani Sowy | Kometa tylko głownia nie ta | Konkwista | Koryfeusz nauki, milośnik sztuki | Koty i inne zwierzęta | Koty, głupoty, palikoty | Kości rzucone są | Kość słoniowa | Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatni | Kto pisze teraz historię? | Kuchnia szamańska | Kwiatki Św. Franciszka | Kwiatostan śmierci | Kwitnienie kultury | Kwitnąca wiśnia | La colombina i ciche ukojenie | Lekarzu - lecz się sam! | Lenin wiecznie żywy | Leśmianiada | Lichwiarstwo polskie | Liryki i prztyki | Logika dziejów | Londyńska mgła niepamięci | Londyńskie przygody | Los ofiary | Los puka do moich drzwi | Lotosowy wpis | Ludzie ludziom... | Lunatyzm | Lęk społeczny | Made in Japan | Maligna | Marność nad marnościami | Marność nad marnościami. Rekoleksje Wielkopiątkowe | Marzenia senne | Marzeniologia stosowana | Maszkary i senne dziwadła | Maszkary i senne widziadła odbite w lustrze | Mała czarna z Kafką | Medycyna naturalna | Meine Liebe Augustin! | Melancholia | Melancholia stosowana | Memorabilia | Meszreiw | Meteo | Mgiełka autoironii | Mglisty dzień. Mgła | Mikołak | Mistrz i Małgorzatka | Mistycyzm lunarny | Mistyka i miłość | Mitologia osobista | Mitologia świata | Miłość | Miłość bliźniego | Miłość nie zawsze szczęśliwa | Miś Uszatek | Moc rytuałów | Monada nie ma okien | Mowa potoczna | Mowa ptaków | Mowa serca | Moze ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może ktoś się ucieszy? | Może ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może to trochę zbyt uszczypliwe | Musicology | Muza lekkich obyczjów | Muzyka przywraca ład serca | Myszoterapia dr Nezumi | Myśli prostego człowieka | Mądrość Natury | Mądrość jak z gazety | Mądrość narodów | Młot na faryzeuszy i hipokrytów | Męstwo bycia | Mówił sen do snu | NIe ma na świecie dwóch takich samych liści, ni kropel deszczu | Na jawie (lecz to, co niejawne pozstaje) | Na stos rzuciliśmy szcześcia los | Na stos rzuciliśmy szczęścia los | Na szczytach hipokryzji | Na zdrowie! | Nad piekną rzeką | Najokrutniejsze zwierzę | Najsłodsza tajemnica | Narastająca senność | Nic dzisiaj ciekawego nie napisałem | Nicość | Nie am dwóch takich samych liści, ni kropel wody | Nie bój się - najwyżej cię rozstrzelają! | Nie czas żałować burz, gdy płoną oczy | Nie czas żąłować burz, gdy płoną oczy | Nie każde szczere złoto jest szczerozłote | Nie ma na świecie dwóch takich samych liści ani kropel wody | Nie ma na świecie dwóćh atkich samych liści lub kropel deszczu | Nie ma takiego smutnego, co by na wesołe nie wyszło | Nie ma zazdrości bez miłości | Nie oddamy nawet guzika | Nie tylko dzielenie włosa na czworo | Nie wiem, ja w ogóle nie myślę | Nie zabijaj! | Nie zabijajcie drzew! | Nie zawsze urocza dzecinada | Niebiańskie szczyty głupoty | Niech pani będzie dzielna! | Niech zapłaczą na moim pogrzebie | Nieco drapieżny wpis | Niekoniecznie ptasi móżdżek | Nienawiść bliźniego | Nieosobiście | Nieprzesłane przesłanie | Niestworzone rzeczy | Nieszkodliwe głupotki | Niewczesna melancholia melomana | Niewczesne rozważania | Niewielka profanacja | Niewielkie przekłamanie | Niskolotnie | No No! Teatr No | No comments! | No no! | Nowa poezja lingwistyczna | Nędzne kabareciarstwo | O Leonardo, po cóż się tak trudzisz? | O dzieleniu włosa na czworo, czyli metodzie scholastycznej | O dzieleniu włosa na czworo, czyli o metodzie scholastycznej | Obciachy | Obscenia i parafrenalia | Obsesja dobrego biustu | Ojej! | Oko w oko z zębem mądrości | Okropieństwa | Okruchy odgrzebane z lawy | Okruchy życia wygrzebane zlawy | Okruchy życia wygrzebane z lawy | Okrutna losu ironia | Orientuj się na orient | Owczarek | Owczarki afgańskie | Owocożerni | PL jak piekło | PO PiS | POeci wszystkich krajów dzielcie się | Pan Tadeusz | Panie pośle, po chrześcijańsku panu wybaczam | Pańska satyra polityczna jest niegramatyczna | Pendant do pewnego przypisu | Perlikowski | Pewna elastyczność zasad | Pewne jak w banku | Piorunujący piorun! | Po owocach poznacie ich! | Po upadku | Pobożne życzenia | Podpatrywanie Natury | Podroby i inne podróbki | Pokolenie Kainowe | Pokorne ciele | Pokorne cielę | Pokusa | Polak potrafi | Polak potrafi! | Politolog i Politowska | Politycznie niepoprawne! | Polonica | Polonika rycerskie | Polucje i ablucje | Pomarańcze i mandarynki | Pomarznąć dobra rzecz | Pomarznąć dobra rzecz! | Pomoc psychologiczna | Poranna kawka z Kafką | Porąbane marzenia | Potężne i głębokie warstwy pierwotnego mitu | Powieść brukowa | Powszechna życzliwość | Powtórka z cynizmu | Poznaj samego siebie | Prawda | Prawda jest jedna i piękna, ale złożona | Prawda popłaca | Prawdziwa metropolia | Prawi i sprawiedliwi | Prawiezmartwychpowstanie | Prawiezmarwtychpowstanie | Prognoza pogody | Pruski smutek | Przecież cię zjem! | Przedagonalny polski agon | Przegląd sportowy | Przeinaczenia | Przez pychę do pokory | Przeżyjesz to, a pote już tylko grób | Przeżyjesz to, a potem już tylko grób! | Przminęło z wiatrem | Prztyczek | Psiapowiednia Majów | Psubrat | Pustka | Pytanie dość retoryczne | Raczej to nie będzie hit | Radosne gonitwy śnieżnych tygrysów | Radość wędrowania | Rejterada Rejtana | Religie nauczą cie pokory | Res Sacra Pecunia | Romans z pop kulturą | Roots, Rock, Reggae | Rozkosze reinkarnacji | Rozmowa nie na telefon | Rozpacz | Rozpacz na wieki wieków | Rozpacz, która podpełza pod gardło | Ruch i świeże powietrze... | Rybołówstwo cudzołożnika | Rycerz pokalany | Samokrytyka | Samotność egzystencjalna | Sekrety pewnego domu handlowego | Seraphic Flames and Heavenly Love | Siedź na dupie i potakuj! | Somatyka | Somatyka logiczna | Spełniona przepowiednia | Spleśniały ser | Sponsorem tej opowieści jest wydawnictwo Błękitny Wieloryb | Sport to zdrowie | Spowiedź morskiego wilka | Stary Sącz i Nowy Sącz | Stary mafioso | Stołeczne stołki | Stratyfikacja społeczna | Suma sumarum | Sumienie rachunku | Sweet Music and Poetry | Sygnały podprogowe | Szalchetne zdrowie | Szczęśliwa pomyłka | Szekspir do żadnej nie należy epoki | Szkarady | Szlachetna gravitas | Szlachetne zdrowie | Słodycze grafomanii | Słówka | Słówko do słówka, a uzbiera się sówka | Tadeusz Bój Jeleński | Taia chińska podróbka | Takie będą rzeczpospolite jakie tego blogu chowanie | Takie tam, pierdoły | Talking Heads | Tania chińska podróbka | Tatiana | Teorie świata nauki | Terapeutyczie | Terapeutycznie | Thames | The Doors. Uchylone drzwi | The Lion cub | The fruit of beauty and despair | To na pewno nie Lec | To nie żadna filozofia | Tragiczne pożegnania | Transformacja duchowa | Trudna sztuka dialogu | Trudno czasmi coś sklecić | Trzylogia | Trója z polskiego | Twarda rzeczywistość | Ty mi tutaj nie filozuj | Tygrysologia stosowana | Tysiac i jeden ptaków | Tysiąc i jeden kotów | Tysiąc i jeden ptaków | Tysiąc różowych kroliczków | Tęsknica | Tęsknota duchowa | Ubekistan | Ucone księgi | Uczeni ludożercy | Uderzenia losu | Uduchowienie | Umrzeć z miłości | Upadek Pierwszego Człowieka | Uroczy wegetarianin | Uszczelnienie systemu podatkowego | Utrata uzębienia | W czym mogę panu pomóc? | Wciąz powtarza się ta sama historia | Wciąż powtarza się ta sama historia | Wdzieczna muzyka przywraca ład serca | Wesola grafomania z morałem | Wiecej broi dla szaleńców w Teksasie | Wieczne powroty | Wiedza radosna | Wielka wygrana | Wielomówstwo, czyli plaga opowiadania | Wierzba płacząca | Wiosny i jesienie | Witch | Więcej broni dla szaleńców w Teksasie | Wojna totalna | Wpis o kształcie piramidy | Wprowadzenie do kruczków prawnych | Wrzucam wszystko do kosza | Wrzątek | Wspomneinei pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Współczesny filister | Wszystkie rybki | Wszystko na A | Wszystko na sprzedarz | Wszystko na sprzedaż | Wygrana | Węzłowato | Wólka Węglowa | Xin Lu, typowa brunetka o granatowych oczach | Z Nietzschego nic nie powstaje | Z księgi wulgaryzmów | Z rupieciarni myśli | Zaczarowany świat zen | Zanim mnie wrzucą do dołu | Zapowiedź Apokalipsy | Zaraz wracam! | Zasada domniemanej winy | Zaskroniec | Zastał Polskę drewnianą... | Zatrzaśnięte drzwi | Zbaw mie Buddo Amido | Zbaw mnie, Buddo Amido | Zdrowy egoizm | Zegar dziejów | Zestrzelenie księżyca | Zginął z rąk słabej kobiety | Zima się nas nie ima | Zjawiskowe | Znak jaskółki | Zrozumieć wartość tego, co nieużyteczne | Zuch zawsze ochoczy! | Zwierzęta pod postacią ludzi | Zwyciestwo konsumpcjonizmu | Ząb mądrości | ie zabijajcie drzew! | ieosobiście | kosmos | Łagodne prawo, ale prawo | Łagodność tygrysa | Śmiechotki, chichotki | Śmiertelna powaga | Śmierć | Światełko w mroku | Świętość, wziętość, nadętość | Życie jest tragiczne | Życie samo | Życzliwe spojrzenia na całość ogródka | Żyć, nie umierać
RSS

Ty mi tutaj nie filozuj

sobota, 12 października 2013

          Starożytni Grecy lubili rywalizację, a ich filozofowie uwielbiali się ze sobą spierać.  "Żywoty i poglądy słynnych filozofów" Diogenesa Laertiosa to jedyna historia filozofii napisana w starożytności, która się w całości zachowała do naszych czasów.   Odnajdujemy tam mnóstwo obelg i inwektyw, jakimi filozofowie z upodobaniem się obrzucali, a także zapisy ich sofistycznych rozmów. Jak ta:

          Hedonista Arystyp, uczeń Sokratesa spotkał Diogenesa cynika, który zajęty był opłukiwaniem jarzyn na swój posiłek.  Na widok wymuskanego i eleganckiego Arystypa Diogenes, zwany Psem, zaszczekał:

          "Gdybyś umiał zadowolić się takim pożywieniem, nie musiałbyś być dworakiem tyranów".

          "Ty zaś, gdybyś umiał żyć z ludźmi, nie płukałbyś jarzyn" - odrzekł Arystyp.

          Czy łatwo jest rozsądzić taki spór?   Po czyjej stronie jest nasza sympatia?

          Ten sam Arystyp, zgodnie z założeniami swej filozofii, odwiedzał kurtyzany.  Kiedyś zauważył, że jeden z chłopców, który mu tam towarzyszył rumieni się ze wstydu.  

          "Nie jest hańbą tu wchodzić, hańbą jest tylko nie umieć stąd wyjść" - rzekł filozof.

          Według Arystypa szczęście polega na doznawaniu intensywnych przyjemności.  Jeśli ktoś potrafi ich doznawać nie tracąc swej wolności, jest człowiekiem mądrym.  W samej przyjemności nie ma bowiem nic złego, jeśli nie czyni z nas ona niewolników.

          Tyran Dionizjos, człowiek do głębi zły, ale kochający pochlebców napluł Arystypowi w twarz, a ten nie zareagował.  "Dlaczego?" - pytali wszyscy świadkowie tej sceny, a Arystyp odpowiedział im w sposób kwiecisty:

          "Rybacy pozwalają się opryskiwać morzu, ażeby złowić kiełbia, a ja miałbym się nie zgodzić na opryskanie mieszaniną wina i wody, jeżeli mogę za to złapać wieloryba?"

         Łaska tyrana była czymś niezwykle cennym, a swój argument Arystyp sformułował wzorowo.  Wino z wodą (Grecy pili wino zmieszane z wodą), to coś innego niż ślina.  A kiedy pluje pijany, to czy naprawdę wie, co robi?  Rybak pozwala się opryskiwać morzu po to, aby złowić jednego kiełbia, a przecież nie złowi wieloryba.  Dla wielkiego zysku warto znieść drobne upokorzenie.  

         Lubicie już Arystypa?  Człek inteligentny, prawda?  Nawet sam Sokrates go bronił.  Córce swojej Arystp nadał przewrotnie imię Arete, czyli Cnota, bo jak twierdził, nauczył ją pogardy dla wszystkiego, co jest ponad miarę.  Wdzięki kobiet konsumował tak, jak się spożywa smaczny pokarm.  A jego największym osiągnięciem życiowym było poskromienie Lais, kobiety za którą szaleli jej kochankowie, tracąc zmysły, majątek lub popełniając samobójstwo.  Lais była jak lwica rozszarpująca jagniątka.  A Arystyp chwalił się:

         "To ja posiadłem Lais, a nie ona mnie".  Dlaczego miałby sobie odmawiać takiej przyjemności? 

         Lubicie już tego chłodnego skurwysyna?  Miał naprawdę wiele osobistego wdzięku i pewne poczucie osobistej wolności.  To ja używam życia, a nie ono mnie.  Dlaczego tak go nazwałem?  Zrobiłem to, jak Grecy, dla sportu i częściowo dla żartu.  Nawet boskiego Platona któryś z filozofów nazwał Satonem (Członkiem męskim).  Ale, mówiąc szczerze, nie lubię tego...

         Poza zamiłowaniem do sporu jest w tych historyjkach prawda o sensie uprawiania filozofii - według Greków wiązała się ona z codziennym życiem i postawą, jaką wobec niego zajmujemy.  Sami mamy zwykle jakąś życiową filozofię, której sobie na ogół w pełni nie uświadamiamy. Grecy wyrażali ją bez hipokryzji, a i wśród nas jest wielu takich Arystypów i Diogenesów.  Różnie też pojmujemy naszą osobistą godność.

         Podobne spory wiedli starożytni chińscy filozofowie w okresie istnienia stu filozoficznych szkół.  Jednak najmądrzejszy z nich, Czuang-tsy (Zhuangzi) odrzucając wszelką sofistykę mawiał:

         "W sporze prawda się nie ukazuje".       

 

       

 

 

 

niedziela, 22 września 2013

        Nie jestem przekonany, że istnieje na jakimś blogu chociaż jeden tytuł podobny do tego i bardzo się z tego cieszę.  Ale jeśli ktoś zechce się zadumać nad moją płytą blogową, to zobaczy na czarnym marmurze blask słonecznych promieni i, jeśli wolno mi wpaść w ten sam patos, odblask tamtej wiecznej kultury.  Nie samym Wschodem człowiek żyje.  Nie tylko Buda i Laozi, ale i Sokrates i Platon są tu obecni...Ale przede wszystkim spoczywam tu ja sam. 

                                    - Umarłeś już dla życia, Nezumi, jak ci WIELCY, których wymieniłeś? 

                                    - No, raczej chyba nie, jeszcze oddycham i nie daję się przytłoczyć ich myślom. 

                                    - A jak tam twoje myślątka? 

                                    - A w porządku.  Zdrowe!  Jedno się przeziębiło, drugie coś tam zjadło, ale nie była to trucizna...                     

                                    - Na Atenę - Nezumi!   Musisz być dobrym ojcem.

                                    - Tak też o mnie i powiadają - odpowiedziałem z właściwą Grekom dumną skromnością.  

                                    - A może ty tylko udajesz Greka?

                                    - A po cóż? Polak jestem..."O cichy jestem, jako wy Atrydzi..."

niedziela, 26 sierpnia 2012

            Wystarczy połączyć "Wiem, że nic nie wiem" z "Myślę, więc jestem" i usunąć to, co zbędne.  Faktycznie bowiem najwyższa sceptyczna mądrość na tym jedynie polega, iż wiemy, że nas nie ma.  A wiara ta ma charakter metodyczny i jest wyrazem owego delfickiego poznania samego siebie...chociaż tak naprawdę tego nie wiemy!  

            Zgadnij, Kotku, pokory to oznaka, czy próżności?

sobota, 25 lutego 2012

              Ktoś powiedział dzisiaj, że ja sam - chociaż podobno uwalniam innych z klatek - żyję w klatce tylko trochę większej.

              - Ale przynajmniej mogę z niej wchodzić i wychodzić, nie zapomniałem jeszcze świata i nie niewolę innych istot - powiedziałem - Moje drzwi są stale otwarte...

            Nie chciałbym być żywiony w klatce, jednak wszyscy jesteśmy uwięzieni we własnej świadomości a życie społeczne jest zwykle jeszcze jednym zniewoleniem.  Nawet religia i filozofia, które potencjalnie mają uwalniającą moc najczęściej pakują nas do klatki.  Jesteśmy jak ptaki schwytane w sieć przez duchowego handlarza.  

            Ot, choćby Nietzsche! Potężna osobowość, nie znosząca żadnego fałszu. Tytan czy może nawet "apostoł" wolności. Grom, który rozdziera niebo. Dynamit (jak o sobie mówił)... A ile jednak pospolitej głupoty i barbarzyństwa miesza się z jego szlachetnymi myślami, które być może - niezależnie od innych, raczej fizjologicznych przyczyn - doprowadziły go do obłędu.  Nie mówię tylko o nazistach.  Nieszczęśni wyrobnicy nauki na konferencjach plotą wciąż o śmierci Boga, jakby ten naprawdę umarł i o nihilistycznej afirmacji, jak gdyby mogła istnieć.  A może by tak ogłosić Śmierć Nietzschego?...bo po niej mogłaby być już tylko duchowa pustka.  

            Spójrz, co się dzieje, gdy grom, który miał nas obudzić w błoto upada i grzęźnie!   

            Złudzenie tzw. intelektualistów polega często na tym, że kategorie kultury lub słowa biorą za rzeczywistość i ktoś, kto ma pisać np. o przemijaniu gada o Gadamerze i Heideggerze, zamiast pomyśleć, czym jest samo przemijanie, co wymaga pewnego wysiłku i budzi lęk.  Rzecz jasna taka postawa owocuje tytułami naukowymi, bo lepiej znać się na Heideggerze niż na pietruszce.  A gdzie jest człowieku twoja własna ciekawość, która skłania cię do dociekania - jak to naprawdę jest?  Gdzie intelektualna odwaga, żeby powiedzieć coś w niezgodzie z innymi?  Gdzie pokora - skoro ci płacą za twoje intelektualne osiągnięcia (choćby tyle, co kot napłakał!)?  Bez nich jesteś tylko muzealnikiem. Znawcą martwych przedmiotów.  I mimo swoich fascynacji to za mało, aby dotrzeć nawet do ukrytego życia owych eksponatów.  Fetyszyzacja kultury stała się faktem!  Ale to zdanie również brzmi fałszywie - cóż to bowiem za fakt dokonany?  Wcale nie musisz w tym uczestniczyć.

            Powtarzam to często sam sobie, chociaż, jaki tam ze mnie inteligent!  Nawet chińskiego się nie nauczyłem a co dopiero innych języków, np. języka aniołów.  Nie potrafię prorokować i wskrzeszać ludzi ani idei...ani rozprawiać o zmieniającym się wizerunku diabła.  Obawiam się, że będę miał za mało punktów, aby przeżyć i zostanę rozdeptany przez stado nosorożców pędzących do wodopoju. 

czwartek, 29 grudnia 2011

            Dziękuję Panu za pełen zrozumienia komentarz,

            Oczywiście, często czujemy się zranieni przez innych, ale nie jest to jedyny powód dla którego brakuje nam życzliwości. 

            Resentyment jest w moim przekonaniu równie istotnym powodem... Jaką bowiem krzywdę wyrządzam Czarnemu, tym, że jestem Biały, jeśli odnoszę się do niego jak do każdego innego człowieka.  A podobnie jest w przypadku urody, niektórych cech struktury psychicznej, talentu i innych dóbr niemożliwych do nabycia, które wyróżniają nas spośród innych ludzi...a także, niestety, wewnętrznej wolności i szlachetności (o ile mają one swoje źródło w rodzaju psychicznej materii z jakiej jesteśmy stworzeni).   

          Jeśli chodzi o kwestię zachowywanie dystansu, to w najbardziej zdroworozsądkowy sposób wyraził to Epikur twierdząc, że powinniśmy żyć w gronie najbliższych przyjaciół, być życzliwymi dla tych, którzy nas nie ranią i unikać wszystkich pozostałych.   

          Trzeba patrzeć na świat z ufnością dziecka - z pewnością jednak nie należy być bezbronnym.  Tak więc praktycznie konieczna jest jakaś przezorność zapobiegająca kolejnym zranieniom.  Moje osobiste doświadczenie jest pod tym względem bardzo negatywne.  Nawet w pisemnej opinii mojego terapeuty jestem określany jako osoba "nadmiernie ufna" i "chorobliwie altruistyczna"...Jednak w sposób całkiem świadomy,  zawsze, o ile to tylko możliwe, chciałbym wyjść poza odgrywaną rolę i mieć bliższy kontakt z innym człowiekiem, o ile nie budzi on we mnie lęku lub nie wydaje mi się podstępny albo przewrotny.  Nie potrafiłbym nie wierzyć w potencjalną dobroć człowieka.  Niestety najczęściej spotyka mnie zawód i ludzie traktują mnie jak idiotę, który niczego nie zauważy. W istocie jednak wiedziałem o tym już wcześniej tylko miałem nadzieję, że tym razem będzie inaczej, że nikt mnie nie oszuka, nie zmasakruje psychicznie i nie zdradzi a ktoś dla kogo byłem dobry nie odpłaci mi niewdzięcznością.   

         Współczująca postawa (mam na myśli nie maskę, ale najgłębszą postawę wewnętrzną i pewnego rodzaju "czucie") wymaga jak wiadomo praktycznej mądrości a dobroć rozumności.  Zarówno w jednej jak i w drugiej istotną role odgrywa dystans.  Pisałem już o tym kiedyś, nawiązując do buddyjskiego tekstu o chorej kobrze, którą ktoś litościwie nakarmił mlekiem i przytulił i o człowieku, który widząc jak jego przyjaciela zagryzają pszczoły ruszył mu z pomocą z siekierą...Tej praktycznej mądrości uczymy się zwykle długo. Niektórzy niestety jak książę Myszkin nie nauczą się jej nigdy, ponieważ cechuje ich "przyrodzony brak doświadczenia".     

         "Nic dwa razy się nie zdarza i zapewne z tej przyczyny, zrodziliśmy się bez wprawy i pomrzemy bez rutyny" - napisała poetka o miłości wprawdzie a nie o ufności, ale do ufności też to się odnosi.

         Pozdrawiam Pana serdecznie

         Aurelio

                                                     

środa, 28 grudnia 2011

       Największy indywidualista naszych czasów Krishnamurti cenił ciszę samotności, ponieważ jak napisał "tylko w samotności można odkryć prawdę".  Kontemplacja sprzyja odsłanianiu się przed nami (w mistycznym przeżyciu) prawdy. A kontemplacja jest w całej swej pełni możliwa jedynie w pustce samotności.   Tak więc samotność nie tylko nie jest złem, lecz jednym z największych dóbr. Czymś negatywnym jest natomiast osamotnienie, czyli wyobcowanie pośród ludzi - produkt naszych frustracji, lęków, poczucia niemocy i braku życzliwości wobec innych. Najczęściej rozpaczliwie lękamy się zarówno samotności jak i  osamotnienia i staramy się uciec od nich "w inną osobę".  Kiedy znajdziemy kogoś bliskiego lgniemy psychicznie do niego, byle tylko o niczym nie myśleć i uciec od siebie.  Dalajlama radzi żartobliwie kobietom malować się a mężczyznom ćwiczyć mięśnie, aby mogli znaleźć kogoś, kto uwolni ich wreszcie od poczucia samotności.  Buddyzm zakłada bowiem w swej dojrzałej postaci istnienie pustki (wszystkich zjawisk - dharm), której doświadczamy najpełniej właśnie w samotności. 

      Jestem daleki od żartowania sobie z ludzi samotnych. W moim odczuciu nie chodzi bowiem o to, aby przeżyć życie w odosobnieniu, lecz w psychicznej harmonii z najbliższą osobą.   Jednak w poszukiwaniu najbliższej osoby nie możemy kierować się przede wszystkim lub jedynie lękiem przed pozostawaniem w samotności,  ponieważ trudno jest nam wtedy spotkać odpowiednią dla nas osobę.  Lęk ten jest zwykle tak wielki, że nawet rodzice spodziewają się, że dostaną na starość od dzieci przysłowiową "szklankę wody".  Samotność starości wydaje się bowiem niemal absolutna, gdy towarzyszy jej fizyczna bezradność. Nierzadko jednak dzieci żyją krócej od rodziców, zdarza się, że nie mogą się nimi opiekować, bo same są chore lub poświęcają życie komuś innemu albo po prostu nie odnajdują w sobie takiej potrzeby...Tak więc nawet taka kalkulacja, poparta wieloletnim staraniem, nie gwarantuje niczego.

        Powiesz Czytelniku, że niesłusznie przypisuję owo rozróżnienie między samotnością (duchową) a osamotnieniem (społecznym) akurat Krishnamurtiemu. Jednak prawdy tego rodzaju odkrywane są przez wieki całe wciąż na nowo.  Na przykład jedna ze starożytnych buddyjskich sutr porównuje żyjącego w ascetycznej samotności mnicha do nosorożca, który pewnie kroczy swą drogą.  To oczywiście jedynie dość ułomna metafora, bowiem nosorożec tratuje wszystko po drodze i trudno go uznać za istotę wrażliwą.  Chodzi tu jednak o spokój ducha jaki jest udziałem człowieka pogrążonego w kontemplacji - w pozornym zobojętnieniu omija on wszystkie pułapki wynikające z nadmiernego przywiązania do życia.  Piękna muzyka Purcella ożywia tekst XVII wiecznej mistyczki, "O solitude, my sweetest, sweetest choice". Poetka gardzi zgiełkiem i rozkoszami tego świata odnajdując prawdziwą słodycz życia w samotności.

        Jednym z najbardziej intelektualnie wyrafinowanych filozoficznych tekstów na temat samotności jest poświęcony jej fragment dziennika Elzenberga ("Kłopot z istnieniem"), w którym autor twierdzi, że czujemy się najbardziej samotni w tym, w co najgłębiej wierzymy, w naszym poczuciu wartości istnienia, w tym, co jest w naszym myśleniu najbardziej intymne i własne i na czego zrozumieniu lub współodczuwaniu najbardziej nam zależy. Znajdziemy wiele osób, które zechcą z nami przyjemnie spędzać czas, ale jesteśmy osamotnieni w tym wszystkim, co jest w nas najbardziej niepowtarzalne i własne.  Dlatego Elzenberg powiada, iż wszyscy jesteśmy "Berkeleyami" - istniejemy dla innych o tyle, o ile jesteśmy przez nich postrzegani (jesteśmy dla nich jedynie tymi jakimi nas widzą).  Mistyk powiedziałby, że nikt nie zna naszej wewnętrznej prawdy a psycholog, że nie ma dwóch ludzi o identycznym wewnętrznym doświadczeniu i historii życia. Nie wiem jednak, czy w jakikolwiek sposób można to wyjaśnić nie popadając w pułapkę schematycznego myślenia. (Elzenberg nie odróżnia samotności od osamotnienia, bowiem w kontekście jego wypowiedzi nie jest ono istotne).

      Że osamotnienie nie zawsze musi być zawinione przez osobę, ktróra pada jego ofiarą, przekonują aż nazbyt liczne sytuacje życia. Nonkonformista czuje się zwykle wyobcowany w otoczeniu służalców i pochlebców, chociaż nie musi być wcale mizantropem, tak samo czuje się człowiek poważny wśród wesołków, ofiara wśród prześladowców lub przeciwnik tyrana w tłumie jego zwolenników.  Mądry Sokrates czuł się osamotniony, chociaż był najlepszym z obywateli Aten.  Osamotniony w swym szlachetnym ubóstwie i w dziwactwie poetyckiej mądrości był C. K. Norwid, któremu polski ziemianin w Paryżu ofiarował jako wsparcie butelkę wódki.  "Kiedy wejdziesz między wrony musisz krakać jako one" (to oczywiście nie jest cytat  z Norwida). Bardzo sugestywnie na temat udręk samotności osób bardziej od innych wrażliwych i podatnych na urok kontemplacji wśród tych mniej wrażliwych i "tępych", pisał  Schopenhauer.  Jego zdaniem to cena, jaką trzeba płacić za duchową wielkość.

      Nie osamotnienie jest zatem złe, lecz przede wszystkim to zjawisko psychiczne, które Nietzsche a później fenomenolog Scheler nazwali resentymentem.  Jest to w swej istocie uczucie bezinteresownej zawiści odczuwanej wobec ludzi, który wydają się nam silniejsi i bardziej wolni. Samo ich istnienie w pewien sposób nas obraża. Nie potrafimy nad takimi ludźmi górować i dlatego wyczekujemy dogodnej do zemsty chwili - odwlekając nasz odwet i przekonując siebie samych, że kierujemy się wobec nich dobrocią i miłością. Na charakterze ludzi szlachetnych staramy się wykryć plamy a wartości, które ludzie ci cenią człowiek staramy się poniżyć.  Sami zaś żyjemy w atmosferze "duchowego samozatrucia" (jak to wyraził Scheler) (To oczywiście trochę uproszczony opis tego złożonego zjawiska jakim jest resentyment, ale w zupełności wystarczy on dla wyrażenia tego, co tu mamy na myśli). Resentyment jest przy tym zawsze wyrazem złudzenia, że wyższe wartości są niższe i na odwrót. Scheler dosyć się natrudził próbując wyjaśnić jak to jest możliwe, że padamy ofiarą takiej iluzji... 

       Źródłem resentymentu jest rywalizacja i dążenie do nieustannego porównywania się z innymi ludźmi, od których czujemy się lepsi lub gorsi.  Zamiast kształtować poczucie własnej wewnętrznej wartości mierzymy innych ludzi własną miarą a nas samych cudzą.  A w jaki sposób możemy podnieść własne poczucie wartości, jeśli nie kosztem poczucia wartości innej osoby?  Tak nas oczywiście wychowują: Mama mówi Basi, "Zobacz jaka ta Zosia zdolna i jak sobie świetnie radzi w życiu, ma wszystko, dom, samochód, dzieci, męża, stać ją na luksusowe wczasy a ty co, nawet jeszcze chłopa nie masz".  Ksiądz mówi do wiernego: "Ten to daje na tacę, zbawienie pewne. A ty, niemoto, chcesz liczyć na odpuszczenie grzechów?"  Rodzice posyłają syna do szkoły muzycznej, gdzie ćwiczy w klasie oboju.  I oto nadchodzi moment rywalizacji. Biedny Janek nie kwalifikuje się do pierwszej setki najlepszych młodych oboistów świata a Tadek - tak!"  Najbardziej jednak bolesne jest domaganie się od rodziców abyśmy mieli takie cechy psychiczne lub fizyczne, których akurat nie możemy mieć. Mój ojciec z uporem godnym lepszej sprawy starał się wyrobić we mnie "humaniście" (humanistą nazywamy osobę, która nie zna matematyki i ma awersję do przedmiotów ścisłych) cnotę młodego technika.  A kiedyś od wszystkich kobiet "na poziomie" domagano się umiejętności haftowania i szycia. To, że nie jestęś tym kim pragną cię widzieć inni nie oznacza, że nie masz wielu zalet.  Nie porównuj siebie z innymi, lecz spokojnie kształtuj własną wartość - pouczy nas chętnie terapeuta.  Staraj się i ty być wolnym, bo bez wolności przykro żyć - powie filozof. Jednak ludzie, jak to trafnie określił Fromm, uciekają od wolności w złudne poczucie bezpieczeństwa, jakie zapewnia podporządkowanie się silniejszemu i bardziej bezwzględnemu człowiekowi, i naśladowanie jego zachowań wobec słabszych (fenomen faszyzmu).  W naszej represyjnej kulturze od dzieciństwa jesteśmy przyzwyczajani do tłumienia wszelkich spontanicznych zachowań i uczuć, które spotykają się z karą ze strony rodziców. Pozostawia to w nas trwały uraz psychiczny a czasami nawet deformuje osobowość. Człowieka wewnętrznie dojrzałego cechuje pewien dystans wobec przeżywanych emocji, jednak dystans ten  rzadko rodzi się w atmosferze zastraszenia i wewnętrznego przymusu.  Kiedy zamiast zastanawiać się nad słusznością tego, co czynimy lub poczuć siłę własnej dobroci chcemy być komuś bezwzględni posłuszni i pokornie wysłuchujemy rozkazów wtedy czujemy się wprawdzie bezpieczni, lecz często też krzywdzimy inne czujące istoty a zawsze także siebie. 

       Kontemplacja, wewnętrzna prawda, życzliwość a przede wszystkim miłość wzrastają w samotności, po to, aby przejawiać się praktycznie w życiu wśród innych ludzi.  Jak czytamy bowiem w jednym z komentarzy chińskiej "Księgi Przemian" (I Ching) kontemplacja jest zarazem braniem i dawaniem.  Pragniemy dzielić się z innymi tym, czego dzięki kontemplacji doświadczamy.

       W "dzisiejszych czasach" (już Goethe zwracał na to uwagę) żyjemy nazbyt szybko i bezrefleksyjnie.  Wielu ludzi nie znajduje czasu nawet na jakieś wytchnienie lub odpoczynek w pracy lub w poszukiwaniu rozrywek. Ten brak czasu i pośpiech bywa zgubny dla ludzkiej duszy (że użyję tutaj tego staroświeckiego określenia)...Nie mówiąc o miłości.  Dlatego tak dobrze jest znaleźć w sobie jakieś wewnętrzne "ustronie" (jak to określił Marek Aureliusz) czy też "schronienie" albo "punkt oparcia", które pozwalają nam żyć wśród innych własnym życiem, ale żyć w sposób nie pozbawiony pogody ducha i życzliwości.  Bowiem w sobie samym - jak mówi starożytna mądrość chińska - możesz się ukryć tak, że nikt cię nie znajdzie.