Kategorie: Wszystkie | "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę" | ...bez końca | 0 | 100O i jeden Rabinów | A Puszkina też zapuszkują? | A moze to tylko pomieszanie zmyslow | A nie lepiej być purystą? | Aaaaaaaaaaaaaa...aalfabeta | Ach, gdzież jest litość lub wspolczucia pozór? | Ach, gdzież jest litość lub współczucia pozór? | Adam Mic - Kiewicz | Adaś i Ewka | Aforystyka | Amerykański sen | Autopsychoterapia | Bez sensu to to! | Bez szaleństwa... | Bezmyślne okrucieństwo | Bezradność | Biedna Szymborska | Biedny Kapturek! | Bliźni miłości | Bliźniego miłość... | Blondyn | Blue Bossa | Bojaźń i drżenie | Bratnie dusze | Bruner, ty świnio! | Buddyzm w życiu codziennym | Bóg mi poskapił tej anielskiej miary... | Bóg mi poskąpił tej anielskiej miary... | Bójstwo samo | Caritas | Chiziofrenia | Choroba na śmierć | Chwila ułudy | Chwila wytchnienia | Chłodne upojenie | Cierpienia i radości | Cierpienie i radość | Cleen feed | Cnota niedoli | Co slina na język przyniosła | Co tam panie w polityce? | Co w niebie piszczy | Co ślina na język przyniosła? | Corrida | Coś dla duszy... | Coś tak wulgarnego | Cudotwórstwo | Czarna Perła Tao | Czarny tulipan skrzyżowany z czarna różą | Czarny tulipan skrzyżowany z czarną różą | Czary Mary | Czego nie przysięgał Hipokrates? | Człowiek nie jest rzeczą | Człowiek to brzmi dumnie, ale nie u mnie | Często chowa | Częstochowskie rymy | Deficyt aniołów | Delightful! | Demokratyczne wybory w Oczodołach | Diabłoterapia | Dla wszystkich i dla nikogo | Dnieje | Do samego siebie | Dodatek | Dowcipas dnia | Duma narodowa | Dusze drzew | Dyskretna mgiełka autoironii | Dzielność | Dziki kapitalizm | Dzisiejsza młodzież | Dzisiejsza młodzież nosi ładną odzież | Egzystencjalizm jest chumanizmem | Ekonomia zbawienia | Elegancja Francja | Elegijnie | English gentelman | English gentleman | Epicurus | Ewa tylko ziewa | Falochron | Female | Filozofia bez uczoności | Forever Loving Jah | Gadu, gadu | Gadu, gadu, trochę więcej jadu | Gal Anonim | Gaz dla pedałów | Gaz dla pedałów, młot dla sierpów | Gdy rozum śpi... | Gendarme | Genek, gienialny gieniusz | Geno Typ | Gorący uczynek | Grabarz | Grabarz nonsensu | Gry i zabawy literackie | Głupota przysłowiem narodów | Głębie i tajnie Podświadomego | HIstoria nauczycielką bicia | Herbatka zen | Homo economicus | Homo sapiens czy Homo politicus | Humor absurdalny | Humor nieco absurdalny | Humor, satyra, panie... | I rekiny w oceani mają zębów cały rząd | I rekiny w oceanie mają zębów cały rząd | Indie Wschodnie i Zachodnie | Industrial | Istnieje również wrodzony brak poczucia humoru | Ja tam bynajmniej nie wiem | Jak długo będę jeszcze żył? | Jak uprawiać agresywne dziennikarstwo? Poradnik dla początkujących | Jakże cżęsto powtarza się ta historia | Jakże trudno czasami coś sklecić! | Jan i Małgorzata | Jan z Czarnolasu | Jesienna muzyka | Jeszcze smutniej! | Jeździec Apokalipsy | Językologia | Kaczuszki mandarynki | Karawana idzie dalej | Katedra Adamowego Żebra | Kawa z Kafką | Każdemu według naszych chęci | Każdemu według potrzeb | Każdemu, o czym tylko zamarzy | Kiciuś Miciuś! | Kicuś Micuś! | Kiedy człowiek staje się bestią | Kiedy owce nie milczą | Kij w mrowisku | Kniaź Wiktor | Kochani ludożercy | Kolacja Pani Sowy | Kometa tylko głownia nie ta | Konkwista | Koryfeusz nauki, milośnik sztuki | Koty i inne zwierzęta | Koty, głupoty, palikoty | Kości rzucone są | Kość słoniowa | Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatni | Kto pisze teraz historię? | Kuchnia szamańska | Kwiatki Św. Franciszka | Kwiatostan śmierci | Kwitnienie kultury | Kwitnąca wiśnia | La colombina i ciche ukojenie | Lekarzu - lecz się sam! | Lenin wiecznie żywy | Leśmianiada | Lichwiarstwo polskie | Liryki i prztyki | Logika dziejów | Londyńska mgła niepamięci | Londyńskie przygody | Los ofiary | Los puka do moich drzwi | Lotosowy wpis | Ludzie ludziom... | Lunatyzm | Lęk społeczny | Made in Japan | Maligna | Marność nad marnościami | Marność nad marnościami. Rekoleksje Wielkopiątkowe | Marzenia senne | Marzeniologia stosowana | Maszkary i senne dziwadła | Maszkary i senne widziadła odbite w lustrze | Mała czarna z Kafką | Medycyna naturalna | Meine Liebe Augustin! | Melancholia | Melancholia stosowana | Memorabilia | Meszreiw | Meteo | Mgiełka autoironii | Mglisty dzień. Mgła | Mikołak | Mistrz i Małgorzatka | Mistycyzm lunarny | Mistyka i miłość | Mitologia osobista | Mitologia świata | Miłość | Miłość bliźniego | Miłość nie zawsze szczęśliwa | Miś Uszatek | Moc rytuałów | Monada nie ma okien | Mowa potoczna | Mowa ptaków | Mowa serca | Moze ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może ktoś się ucieszy? | Może ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może to trochę zbyt uszczypliwe | Musicology | Muza lekkich obyczjów | Muzyka przywraca ład serca | Myszoterapia dr Nezumi | Myśli prostego człowieka | Mądrość Natury | Mądrość jak z gazety | Mądrość narodów | Młot na faryzeuszy i hipokrytów | Męstwo bycia | Mówił sen do snu | NIe ma na świecie dwóch takich samych liści, ni kropel deszczu | Na jawie (lecz to, co niejawne pozstaje) | Na stos rzuciliśmy szcześcia los | Na stos rzuciliśmy szczęścia los | Na szczytach hipokryzji | Na zdrowie! | Nad piekną rzeką | Najokrutniejsze zwierzę | Najsłodsza tajemnica | Narastająca senność | Nic dzisiaj ciekawego nie napisałem | Nicość | Nie am dwóch takich samych liści, ni kropel wody | Nie bój się - najwyżej cię rozstrzelają! | Nie czas żałować burz, gdy płoną oczy | Nie czas żąłować burz, gdy płoną oczy | Nie każde szczere złoto jest szczerozłote | Nie ma na świecie dwóch takich samych liści ani kropel wody | Nie ma na świecie dwóćh atkich samych liści lub kropel deszczu | Nie ma takiego smutnego, co by na wesołe nie wyszło | Nie ma zazdrości bez miłości | Nie oddamy nawet guzika | Nie tylko dzielenie włosa na czworo | Nie wiem, ja w ogóle nie myślę | Nie zabijaj! | Nie zabijajcie drzew! | Nie zawsze urocza dzecinada | Niebiańskie szczyty głupoty | Niech pani będzie dzielna! | Niech zapłaczą na moim pogrzebie | Nieco drapieżny wpis | Niekoniecznie ptasi móżdżek | Nienawiść bliźniego | Nieosobiście | Nieprzesłane przesłanie | Niestworzone rzeczy | Nieszkodliwe głupotki | Niewczesna melancholia melomana | Niewczesne rozważania | Niewielka profanacja | Niewielkie przekłamanie | Niskolotnie | No No! Teatr No | No comments! | No no! | Nowa poezja lingwistyczna | Nędzne kabareciarstwo | O Leonardo, po cóż się tak trudzisz? | O dzieleniu włosa na czworo, czyli metodzie scholastycznej | O dzieleniu włosa na czworo, czyli o metodzie scholastycznej | Obciachy | Obscenia i parafrenalia | Obsesja dobrego biustu | Ojej! | Oko w oko z zębem mądrości | Okropieństwa | Okruchy odgrzebane z lawy | Okruchy życia wygrzebane zlawy | Okruchy życia wygrzebane z lawy | Okrutna losu ironia | Orientuj się na orient | Owczarek | Owczarki afgańskie | Owocożerni | PL jak piekło | PO PiS | POeci wszystkich krajów dzielcie się | Pan Tadeusz | Panie pośle, po chrześcijańsku panu wybaczam | Pańska satyra polityczna jest niegramatyczna | Pendant do pewnego przypisu | Perlikowski | Pewna elastyczność zasad | Pewne jak w banku | Piorunujący piorun! | Po owocach poznacie ich! | Po upadku | Pobożne życzenia | Podpatrywanie Natury | Podroby i inne podróbki | Pokolenie Kainowe | Pokorne ciele | Pokorne cielę | Pokusa | Polak potrafi | Polak potrafi! | Politolog i Politowska | Politycznie niepoprawne! | Polonica | Polonika rycerskie | Polucje i ablucje | Pomarańcze i mandarynki | Pomarznąć dobra rzecz | Pomarznąć dobra rzecz! | Pomoc psychologiczna | Poranna kawka z Kafką | Porąbane marzenia | Potężne i głębokie warstwy pierwotnego mitu | Powieść brukowa | Powszechna życzliwość | Powtórka z cynizmu | Poznaj samego siebie | Prawda | Prawda jest jedna i piękna, ale złożona | Prawda popłaca | Prawdziwa metropolia | Prawi i sprawiedliwi | Prawiezmartwychpowstanie | Prawiezmarwtychpowstanie | Prognoza pogody | Pruski smutek | Przecież cię zjem! | Przedagonalny polski agon | Przegląd sportowy | Przeinaczenia | Przez pychę do pokory | Przeżyjesz to, a pote już tylko grób | Przeżyjesz to, a potem już tylko grób! | Przminęło z wiatrem | Prztyczek | Psiapowiednia Majów | Psubrat | Pustka | Pytanie dość retoryczne | Raczej to nie będzie hit | Radosne gonitwy śnieżnych tygrysów | Radość wędrowania | Rejterada Rejtana | Religie nauczą cie pokory | Res Sacra Pecunia | Romans z pop kulturą | Roots, Rock, Reggae | Rozkosze reinkarnacji | Rozmowa nie na telefon | Rozpacz | Rozpacz na wieki wieków | Rozpacz, która podpełza pod gardło | Ruch i świeże powietrze... | Rybołówstwo cudzołożnika | Rycerz pokalany | Samokrytyka | Samotność egzystencjalna | Sekrety pewnego domu handlowego | Seraphic Flames and Heavenly Love | Siedź na dupie i potakuj! | Somatyka | Somatyka logiczna | Spełniona przepowiednia | Spleśniały ser | Sponsorem tej opowieści jest wydawnictwo Błękitny Wieloryb | Sport to zdrowie | Spowiedź morskiego wilka | Stary Sącz i Nowy Sącz | Stary mafioso | Stołeczne stołki | Stratyfikacja społeczna | Suma sumarum | Sumienie rachunku | Sweet Music and Poetry | Sygnały podprogowe | Szalchetne zdrowie | Szczęśliwa pomyłka | Szekspir do żadnej nie należy epoki | Szkarady | Szlachetna gravitas | Szlachetne zdrowie | Słodycze grafomanii | Słówka | Słówko do słówka, a uzbiera się sówka | Tadeusz Bój Jeleński | Taia chińska podróbka | Takie będą rzeczpospolite jakie tego blogu chowanie | Takie tam, pierdoły | Talking Heads | Tania chińska podróbka | Tatiana | Teorie świata nauki | Terapeutyczie | Terapeutycznie | Thames | The Doors. Uchylone drzwi | The Lion cub | The fruit of beauty and despair | To na pewno nie Lec | To nie żadna filozofia | Tragiczne pożegnania | Transformacja duchowa | Trudna sztuka dialogu | Trudno czasmi coś sklecić | Trzylogia | Trója z polskiego | Twarda rzeczywistość | Ty mi tutaj nie filozuj | Tygrysologia stosowana | Tysiac i jeden ptaków | Tysiąc i jeden kotów | Tysiąc i jeden ptaków | Tysiąc różowych kroliczków | Tęsknica | Tęsknota duchowa | Ubekistan | Ucone księgi | Uczeni ludożercy | Uderzenia losu | Uduchowienie | Umrzeć z miłości | Upadek Pierwszego Człowieka | Uroczy wegetarianin | Uszczelnienie systemu podatkowego | Utrata uzębienia | W czym mogę panu pomóc? | Wciąz powtarza się ta sama historia | Wciąż powtarza się ta sama historia | Wdzieczna muzyka przywraca ład serca | Wesola grafomania z morałem | Wiecej broi dla szaleńców w Teksasie | Wieczne powroty | Wiedza radosna | Wielka wygrana | Wielomówstwo, czyli plaga opowiadania | Wierzba płacząca | Wiosny i jesienie | Witch | Więcej broni dla szaleńców w Teksasie | Wojna totalna | Wpis o kształcie piramidy | Wprowadzenie do kruczków prawnych | Wrzucam wszystko do kosza | Wrzątek | Wspomneinei pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Współczesny filister | Wszystkie rybki | Wszystko na A | Wszystko na sprzedarz | Wszystko na sprzedaż | Wygrana | Węzłowato | Wólka Węglowa | Xin Lu, typowa brunetka o granatowych oczach | Z Nietzschego nic nie powstaje | Z księgi wulgaryzmów | Z rupieciarni myśli | Zaczarowany świat zen | Zanim mnie wrzucą do dołu | Zapowiedź Apokalipsy | Zaraz wracam! | Zasada domniemanej winy | Zaskroniec | Zastał Polskę drewnianą... | Zatrzaśnięte drzwi | Zbaw mie Buddo Amido | Zbaw mnie, Buddo Amido | Zdrowy egoizm | Zegar dziejów | Zestrzelenie księżyca | Zginął z rąk słabej kobiety | Zima się nas nie ima | Zjawiskowe | Znak jaskółki | Zrozumieć wartość tego, co nieużyteczne | Zuch zawsze ochoczy! | Zwierzęta pod postacią ludzi | Zwyciestwo konsumpcjonizmu | Ząb mądrości | ie zabijajcie drzew! | ieosobiście | kosmos | Łagodne prawo, ale prawo | Łagodność tygrysa | Śmiechotki, chichotki | Śmiertelna powaga | Śmierć | Światełko w mroku | Świętość, wziętość, nadętość | Życie jest tragiczne | Życie samo | Życzliwe spojrzenia na całość ogródka | Żyć, nie umierać
RSS

Herbatka zen

poniedziałek, 28 października 2013

          I znowu się coś poplątało z tym Nociatkiem.  Nawet nie wiem, czy jeszcze żyje, czy nie.  Ostatnio Ilona, asystentka Dr Nezumi twierdziła, że widziała, jak wypadł wraz z doktorem przez okno, ale później okazało się, że przenocował w szafie, a doktor nie wyskoczył.  Ale przed chwilą miałem telefon od Bogny:

                           - Słuchaj!  Od trzech dni nie mogę się dodzwonić do Nociatka.  Mam nadzieję, że się jeszcze nie rozłożył...

                           - Nic mi nie wiadomo o tym, że Nociatki są składane.  A Dr Nezumi? - spytałem.

                           - Przecież z Tobą rozmawiam ty durniu - uniosła się Bogna.

                           - Na pewno wiesz, że rozmawiasz ze mną? - spytałem.

                           - To twoja komórka, Nezumi.  A poza tym, poznaję Twój głos!

                           - To dziwne, bo przecież nic nie mówię.  Czyli mówisz, że Nociatek żyje?  Skąd to przypuszczenie? 

                           - Bo to ja jestem Nociatek -

                           - Dzwonisz na swoją komórkę od trzech dni i nie odbierasz? - zaniepokoiłem się.

                           - No właśnie! - powiedziała Bogna - Czy to jednak nie dziwne? Tym bardziej uważam, że Nociatek mógł od nas odejść. 

                           - No dobrze, ale dlaczego mówisz to do mnie. Przecież wiesz, że wyskoczyłem przez okno i że raczej się już nie podniosę.

                             Cały jestem poobijany i co gorsza straciłem ciało.

                           - I dzwoniłeś do mnie tylko po to, żeby mi to powiedzieć? - złościła się Bogna. 

                           - To Ty dzwoniłaś.  Ja nie mam telefonu! - odpowiedziałem. 

                           - Jeszcze raz!  Czy rozmawiam z doktorem Nezumi?

                           - Przez połączenie telepatyczne.  Zawsze możesz tak ze mną rozmawiać, tylko czasami mnie nie ma.

                           - Mnie też nie ma, więc oboje  j e s t e ś m y  chyba w tej samej sytuacji.

                           - I Nociatek też jest w takiej sytuacji.  Wszystkich nas to czekało! - rzekłem. 

                           - Ale może to dobrze, że już nie istniejemy - ucieszyła się Bogna, a właściwie Nociatek. 

                           - To SUPER! - zauważyłem obojętnie.

                     

sobota, 19 października 2013

       Pewna księgowa zrobiła bilans życia i rzuciła się przez okno.  Na szczęście pod oknem przechodził tygrys.  Resztę życia księgowa spędzi w odosobnieniu...

piątek, 20 września 2013

          Zenek Zen wracał właśnie z Zendo, kiedy na widok krowy doznał oświecenia i wykrzyknął głośno MMMMUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUU!   Ale śledczy już pracowali. A skoro wykrzyknął MUUU...itd. znaczy się jest w konszachtach z bykami.  Jak jednak mógł popełnić takiego byka i się z tym ujawnić.  Wiodą oto Zenka na salę tortur i mówią:

                             - Gadaj nam wszystko o bykach!

          Pomęczyli go, pomęczyli, a potem przedstawili dowód:

                             - MMMMUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUU!  - usłyszał Zenek swój głos z taśmy. 

                             - Przyznajesz się?

          Ale nie zdążył nawet odpowiedzieć, kiedy znowu go tłukli...W końcu zostawili go na chwilę w medytacyjnym skupieniu. I wtedy przyszedł taki jeden - naprawdę dobry człowiek i powiedział:

                             - Wymień no tych parę byków, co ci szkodzi!  Po co masz siedzieć? Po co mają cię męczyć ci brutale? Czy lubisz jak kopią cię w krocze?  Czy nie lepiej, żeby twoja żona pozostała nietknięta?  Podpiszesz i będziesz wolny.  No może nie tak od razu...                              

         Z Pana Zenona był naprawdę byczy chłop i żadnego byka obciążać nie chciał.  Ale dobry człowiek też nie jest ze stali i w końcu poszedł, pewnie nerwy mu puściły, chociaż szkoda mu było aresztowanego.  A tamci wrócili...I tak jeszcze kilka razy zjawiał się ów dobroczyńca. Ale Pan Zenek nie podpisał.  Zwariował!         

                             - MMMUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUU! - muczał cały czas jak krowa. 

         Więc zawieźli go do rzeźni. 

         Ale znam też inną historię - tym razem prawdziwą i udokumentowaną.  Pewien mnich buddyjski w Kambodży był człowiekiem o takiej dobroci, że nie miał pretensji do swoich oprawców, którzy go torturowali, a to wielce ich obraziło.  Tak bardzo, że nie podziurawili go kulami, ale przez pół roku - codziennie wracali do niego i wkładali mu pistolet do gardła, tak że nie mógł wiedzieć kiedy umrze.  Mnich uśmiechał się do nich z tym samym współczującym zrozumieniem.  A kiedy po obaleniu reżimu mszczono się na Czerwonych Khmerach, On pierwszy prosił, żeby im darować.  

            

środa, 28 sierpnia 2013

                   Marysia miał grzechotkę i ciągle nią grzechotała: "Grzech, grzech, grzech!"

                   - Przestań już tak grzechotać, ty sierotko!  - zawołał Czerwony Kapturek - To idiotyczne!

                   - Łaaaaaa! - zapłakała sierotka.

                   - No "ła" i  co z tego?  - zapytał Kapturek.

                   - To dla ciebie powinien być sygnał, że się zsikałam.  Zwalniam cię, ze skutkiem natychmiastowym.

                   - Znajdę sobie inną pracę - odpowiedział Kapturek.

                   - Dostaniesz ode mnie wilczy bilet - rzekła Marysia i żaden z krasnoludków cię nie zatrudni.

                   - Na szczęście mam jeszcze babcię - powiedział Kapturek. 

                   - No właśnie! - zauważyła z przekąsem Marysia - Mam nadzieję, że twoja babcia będzie miała dobry apetyt.

poniedziałek, 05 sierpnia 2013

          Zawsze miałem pewną rezerwę wobec psychoanalizy, nawet w jej wersjach nowszych i zmodyfikowanych.  Jednak dystans nie zawsze oznacza brak zainteresowania, czy nawet szacunku.  Ostatnią moją lekturą z tego obszaru była książka "Psychoterapia psychoanalityczna".  A powód tego zainteresowania był dość praktyczny - ja sam byłem poddawany takiej terapii i chciałem poznać całą rzecz także od drugiej strony.  Autorka Nancy McWilliams świetnie zresztą pisze, odwołując się do niezliczonej ilości przykładów terapeutycznych sytuacji.  

          Zastanawiam się czasami, jak wiele konfliktów lub sporów między ludźmi ma swoje źródło w nie do końca uświadamianych motywach i jak wielu z nich można byłoby uniknąć, gdyby te motywy stały się jasne i nie działał mechanizm ich podświadomej racjonalizacji. 

          Kiedy między ludźmi wybucha spór, są na ogół przekonani, że racja jest wyłącznie po ich stronie, a kiedy ją artykułują, robią to tak, jakby chodziło o obiektywną prawdę - oczywiście nie o sobie, lecz o tym, kogo potępiają. 

          Jest już pewien postęp, kiedy poza różnicą postaw i poglądów na życie, są w stanie uświadomić sobie niektóre z własnych emocji, choć zwykle obwiniają o ich istnienie drugą osobę.  Jeśli powstaje we mnie złość i chęć dokuczenia komuś - myślimy - to ktoś musiał nas doprowadzić do takiego psychicznego stanu.  To wszystko usprawiedliwia.

          Podobnie łatwo usprawiedliwiamy własną nielojalność czy nieufność, obwiniając o to drugą stronę.  Jeśli ja krzywdzę kogoś, to nigdy tego nie chciałem, ale jeśli ktoś mnie krzywdzi, to robi to zawsze świadomie - myślimy.  Przyjęcie takiego punktu widzenia usprawiedliwia odwet - uderzyć musimy mocniej.  Na tym polega właśnie zawziętość, która sprawia, że druga osoba nie zauważa pojednawczych intencji ze strony kogoś, kogo zdefiniowała jako wroga i często osądza go lub nawet niszczy, albo wycofuje się z kontaktu.

         Jednak poza świadomymi emocjami i moralnymi konfliktami, wyrażającymi niezgodność postaw wobec życia, jest jeszcze cała sfera przeżyć, których sobie nie uświadamiamy, bo wymagałoby to dotarcia do pokładów i treści psychicznych, które wypieramy i blokujemy, i które dotyczą historii naszego życia, osób w nim znaczących, przeszłych konfliktów, traumatycznych zdarzeń...Przyglądając się językowi, jakim osoba przeżywająca konflikt posługuje się, możemy (zwykle potrafi to jednak osoba mająca na ten temat odpowiednia wiedzę), czasami na podstawie drobnych szczegółów, zorientować się, że tłumi ona pewne psychiczne treści lub je racjonalizuje.  Nie chodzi tu koniecznie o jakąś strukturę urojeń, ale np. o podświadomą wrogość, której powodów dana osoba sobie nie uświadamia. 

        Nie jestem osobą dość kompetentną, aby na te tematy się wypowiadać i dlatego odwołam się w sposób celowy do przykładu sytuacji dość karykaturalnej, której niedawno - jako prowadzący pewną dyskusję - byłem świadkiem.  Dwóch młodych mężczyzn dyskutowało o kwestiach światopoglądowych w towarzystwie dość atrakcyjnej kobiety i kilku innych osób.  Dziewczyna ta pozostawała w bliskim związku z jednym z nich.  I nagle podczas rozmowy na zupełnie inny temat,  ten drugi (nie będący w związku) nie mógł powstrzymać się od sugerowania, że uczucia jego przeciwnika w dyskusji są "brudne", a jego wygląd wysoce nieatrakcyjny (chociaż jak się potem okazało, byli podobno przyjaciółmi).

        Ponieważ konflikt, w jaki przerodziła się ta dyskusja dotyczył czegoś zupełnie innego, jako bezstronny jej obserwator łatwo mogłem zauważyć zaczepne intencje intruza - zresztą nie tylko ja.  Jednak on sam ich nie zauważał.  Był całkowicie przekonany, że to, że takie rzeczy mówi, przy okazji rozmowy na temat działalności Che Guevary, jest spowodowane wyłącznie absurdalnością poglądów dyskutanta, a także faktem, że jest on człowiekiem, któremu nie należy nigdy ufać.  Mówiąc to miał na myśli oczywiście wyłącznie dobro biednej dziewczyny i nie chodziło mu o próbę rozbicia lub osłabienia ich związku.  Chciał ją przecież tylko przestrzec.

        Biedak zupełnie sobie nie zdawał sprawy z tego, że jego emocji nie rozpala wcale dylemat, czy Che jest bohaterem, czy też raczej diabłem, ale coś zupełnie innego.  Paradoksalnie jego kolega był dość podobny z wyglądu i sposobu bycia do Che, a on chociaż w niczym nie przypominał ponurego, bladego inkwizytora, posługiwał się jego językiem.  Jako osoba nieco starsza od obu dyskutantów łatwo mogłem przypisać jego zapędy młodemu wiekowi.  Przyznaję, że dość często mam do czynienia z podobnymi sytuacjami i dopuszczam nawet możliwość, że atakujący ma dobre intencje, chce przed czymś kogoś uchronić, coś tam niby wie lub podejrzewa - i na pewno, nawet jeśli ma swoją dziewczynę, jest przekonany że byłby lepszym partnerem.  Może jednak warto czasami spróbować?   

        

                 

      

 

            

 

niedziela, 28 lipca 2013

                                              "Są rzeczy, których

                                              nie sposób przekazać

                                           Trzeba je zgłębić samemu"

                                                  (Basho)

          Tych rzeczy jest więcej, niż zazwyczaj myślimy.   Dlatego warto rozwijać intuicję i wgląd w samego siebie.  I przenieść trochę ciężar zainteresowania z innych na nas samych.  To siebie samych zwykle nie znamy i nie rozumiemy.  A czasami warto poznać... 

           W tej samej książeczce Henri Brunela "Uśmiech Buddy. Humor zen" jest też sympatyczny żarcik z prowadzenia sporów. 

                                           "Żaba zmaga się

                                            ze mną, kto pierwszy

                                            spuści oczy"

                                            (Issa)

          Spory wynikają po części z tego, że uwagę koncentrujemy na innych ludziach, a nie na nas samych i jest to uwaga nieżyczliwa. 

                                           "Nie mówić o rozumie, kiedy jest się pijanym" 

                                           (To bardzo słuszne "Zalecenie zen")

         Te urocze drobiazgi warto sobie czasami przypomnieć rano, zanim dzień się jeszcze zaczął. 

           Przeglądam właśnie książeczkę "Baby Names", która zawiera ponad 2000 angielskich tradycyjnych imion, z krótkim objaśnieniem.  Mam też w ręku równie miłą i pożyteczną książeczkę Sophie Hodorowicz Knab, zatytułowaną "Polish First Names".   A oto, co w obu tych książeczkach czytamy o imieniu Ewa:

           "Eve (Eva, Ava, Evalina, Eveline, Evita, Aveline, Evonne, Zoe).  From the Hebrew meaning "life-giving". As the name of the first woman and mother in the Bible, it was believed to bring longevity". 

           "Ewa. Eve. Hebrew. "Giving Life."

           In the Bible, Eve was the wife of Adam and the mother of humankind. Diminutives: Ewka, Ewunia. Feast Day: December 24".

           To bardzo miła wiedza.  O wężu nic tutaj jednak nie mówią...

 

        

niedziela, 21 kwietnia 2013

            "Ja, Pan Onura, mocowałem się z tym oto wielorybem przez trzy noce i dni, aż w końcu poczuł się pokonany". Taką dumną inskrypcję odnalazłem w pałacu Pana Onury.  Do tekstu dołączony był drzeworyt przedstawiający wzburzone morze, maleńką łódkę, jeszcze mniejszego Pana Onurę uzbrojonego w harpun i ogromnego wieloryba unoszącego się na potężnej fali.

            - Robi wrażenie, co? - spytała Lenora

            - Ja wiem?  W końcu to dość typowe - powiedziałem. 

            - Nie podziwiasz go? - nalegała dziewczyna, która nie wiadomo dlaczego nazywała mnie profesorem.  

            - Ależ skąd!  Nie zwyciężył w sposób uczciwy.  Doprowadził swą siłę i podstęp do przesady i chociaż w końcu bezbronny wieloryb zdechł, moja sympatia jest po jego stronie.  Należy zawsze równoważyć siłę jang łagodnością in - tylko wtedy postępujemy w sposób naturalny i nie pastwimy się nad pokonanym. 

            Lenora, młoda i dość obiecująca brunetka, bardzo lubiła takie rozmowy na oderwane tematy.

            - A ja go podziwiam!  W porównaniu z wielorybem to nieledwie punkcik, a znalazł w sobie moralną, heroiczną wprost siłę, aby walczyć nie tylko z żywiołem, lecz również z samym potworem. 

            - Ależ, droga Lenoro!  O ile wiem, wieloryby to dość  łagodne ssaki.  A Pan Onura, niezależnie od jego chwały, zabił wieloryba przede wszystkim dla własnej korzyści.  Postaw się w położeniu zwyciężonego i utopionego we krwi i pomyśl o tym, że Pan Onura z pewnością wykorzystał wycieńczenie, a może i chorobę Dostojnego Olbrzyma, który musiał przebyć tysiące li (pozwolisz, że posłużę się tą chińską miarą!) aby tu przybyć i znaleźć swój grób.

            - Jak zawsze różnimy się w osądach - profesorze, a jednak miałabym ochotę pójść z tobą na wieczorny spacer po plaży.  A tam z pewnością, wśród jednej z wydm uwiodłabym cię, bo, jak wiesz, nic mi nie brakuje z kobiecych wdzięków. 

            - To miłe! - powiedziałem - Jednak niepokój, jaki wzbudziła we mnie wiadomość o śmierci wieloryba...

            - Przecież to było ponad trzysta lat temu!  Nie, profesorze, nie pozwolę, aby kręciły się w okół ciebie ta Etsuko i Yoko.  Ja przynajmniej pochodzę z Europy i dobrze rozumiem twój punkt widzenia.  To rzeczywiście trochę okrutne, ale jednak Pan Onura może się powołać na   m o r a l n ą   r a c j ę.   No i poza tym jest taki młody!

            - Nie do końca to rozumiem!  - odparłem - Przecież wieloryb to nie rekin, który pustoszy okolicę.

            - Zapomina pan, że Pan Onura, to człowiek honoru, a honor domaga się walki i ofiary.  Zresztą wieloryb był już zapewne w dość podeszłym wieku i nikt po nim nie płakał.  

            - To nieprawda - powiedziałem - Odnalazłem bowiem następujący XVII - wieczny tekst: "Ja, Mitsuko, opłakuję śmierć Zacnego Wieloryba, który w morzu utonął krwi, choć nikomu w drogę nie wchodził".   Napisała go prawdopodobnie niezwykle piękna, wrażliwa i skora do współczucia kobieta, jak dowodzi tego sam tekst, który jest przejawem wielkiej kultury.   

           - Eee! - zaśmiała się Lenora - Pójdźmy lepiej oglądać zachód słońca.  Kimże jest bowiem ów poczciwy tłuścioch w porównaniu z bezmiarem oceanu. 

 

wtorek, 16 kwietnia 2013

                               Pokraka rzekła kiedyś do Przekory:  - Spójrz, jaka jestem piękna, kiedy chodzę po linie! -

                               - Ach!  - odrzekła Przekora - Ty zawsze jesteś piękna, i mądra i inteligentna, i w ogóle. A jaka wolna!

                               - Właśnie, właśnie!  Słusznie chyba sobą się zachwycam - zgodziła się Pokraka.

                               - Z pewnością. Ale może zapytajmy jeszcze cienia?  Może będzie tego samego zdania? - nie wytrzymała Przekora.

                               Cień tańczył przez chwilę po ścianie, aż w końcu rzekł:

                               - Mówiąc nieco przekornie, ta pokraka jest naprawdę pokraczna! 

                               Pokraka zezłościła się na niego i zdeptała nogami lampę, a wtedy cień znikł. 

                               - No i jak tam, pani Przekoro?  Czy mam pani przypomnieć, że jest pani moim podwładnym? - zawołała gniewnie.

                               - Ach!  Chyba nie pomyślała pani, że żartowałam.  Przecież nawet ten cień nie ostał się przed twoim pięknem! -

                               I Przekora zrobiła pokorną minkę. 

                           

                               (Czarna Perła Tao,  XXI, 4)

sobota, 16 lutego 2013

                                                      Namiętność, jak śnieżny tygrys

                                                      Czai się w moim sercu,

                                                      Gdy patrzę na twój wdzięczny ogon,

                                                      Znikający w biegu.

                                                      I wiem już, że nie uciekniesz przede mną                                                      

                                                      Ruchomy, ognisty cieniu.

                                                      My, koty, lubimy śnieżne igraszki,

                                                      To jedyne ciepło, jakie mamy.  

czwartek, 14 lutego 2013

              "Czuję się zmiażdżony jak owad.  Teraz zaczyna się rozcieranie butem.   Wole umrzeć, niż to przeżywać"  - dwie takie wiadomości identycznej treści dr Lu przesłał swoim najbliższym osobom:  Sarze i Luizie.

              Sara nie odpowiedziała.  Za to Luiza napisała mu, żeby kupił sobie i zjadł czekoladę, a potem napił się gorącej herbaty.  (Czekolada, ze względu na zawartość magnezu, działa uspokajająco).  Doktor Lu nie potrzebował takich eksperymentów, aby wiedzieć, która z nich bardziej go kocha.  Było oczywiste, że Sara, odkąd rozpoczęła się rewolucja kulturalna, bardziej myśli o własnym dziecku niż o nim.  Zaczęła nawet mówić, że chce się zająć własnym życiem, co brzmiało jak dość jednoznaczna deklaracja.  Mimo to Lu nie mógł rozstać się z nią w myślach i w sercu i nawet przypuszczenie, że jego życie dobiegnie już niedługo kresu, nie mogło go uwolnić od pełnego miłości przywiązania do niej.  

              Któregoś jesiennego dnia do pokoiku dr Lu weszło trzech smutnych panów - dyrektor jego placówki badawczej dr Fu i dwóch funkcjonariuszy służby bezpieczeństwa.    

              - Kończymy już z herezją Pana Lao. Jest nienaukowa  - powiedział wesoło dyrektor -  Nie musicie już stawiać się do pracy, zwolniłem was - bezpartyjny Lu, a ci panowie chcieliby z tobą porozmawiać.

              Wychodząc dyrektor gwizdał z radości - zapewne śpieszył się do żony i dzieci.  

              - Sprawa jest prosta - powiedział pierwszy z funkcjonariuszy, wysoki z lekka już siwiejący brunet - Proszę to tylko podpisać.  Partia doszła do wniosku, że nie można was już reedukować, możecie mieć jednak, że tak powiem, bardziej godną i co ważniejsze, lżejszą śmierć.  Ten dokument, to potwierdzenie prawdy, że spiskowałeś z towarzyszem Wang na szkodę naszej Ludowej Republiki. 

              - Z nikim nigdy nie spiskowałem - powiedział ciężko przestraszony dr Lu. 

              W chwilę później mocne kopnięcie w brzuch powaliło go na podłogę. 

              - Jeśli podpiszesz, to Sara N. i jej dziecko będą mogli w spokoju opuścić nasz kraj - powiedział z poufałym tonem drugi z funkcjonariuszy - a sąd rozważy możliwość pańskiej reedukacji.  W jednym przypadku na tysiąc rozpatrujemy takie sprawy pozytywie.  Będę jednak wnioskował... 

             Lu spojrzał w górę na twarz mówiącego - wydawała się spokojna.  W tej samej chwili mocne kopnięcie pozbawiło go kilku zębów. Dr Lu nigdy jeszcze nie czuł tak ostrego bólu.

             -  Zostawmy mu czas do zastanowienia - powiedział ów spokojny funkcjonariusz - Poczekamy trochę w aucie. 

             Lu podniósł się, a potem upadł i poczołgał do łazienki.   Tam stracił przytomność.  Obudził się dopiero w samochodzie.  Siedział na tylnym siedzeniu obok skutej kajdanami Luizy. 

             - Nic się nie martw - powiedziała Luiza  - Sara będzie mogła wyjechać z synkiem.  Panowie mówią, że wszystko będzie dobrze i że kiedy zapadnie na tobie wyrok śmierci, to Przewodniczący na pewno skorzysta z prawa łaski.  To najskuteczniejsza szansa ocalenia. Musisz być posłuszny i nigdzie się nie odwoływać, a wtedy ludowa władza okaże ci swą wspaniałomyślność.

            Luiza miała podbite oczy, a spod jej poranionych paznokci sączyła się krew. 

            - Uwierz mi, to dżentelmeni - powiedziała patrząc na Lu z troską  - tacy ludzie nigdy nie kłamią. 

            - Przestań już skowytać, stara suko - zarechotał pierwszy funkcjonariusz - 

            - Lepiej niech mówi.  Lu był zawsze wrażliwy na racjonalne argumenty.  Może to go przekona - Luizie wydawało się, że drugi funkcjonariusz, spojrzał na nich współczująco, ale mogła się mylić...

            - Nawet po głuchych wsiach nikt już nie słucha twoich taoistów - rżał pierwszy funkcjonariusz -  Konfucjusz, to co innego!   Czy warto było walczyć z naszą ludową ojczyzną, którą do zwycięskiego marszu prowadzi towarzysz Mao?  A może jesteście po stronie tej imperialistycznej marionetki z Tajwanu?

            Ale Lu niczego już nie słyszał.   Myślał tylko o tym, że Sara niedługo stąd wyjedzie.   I na ową myśl nawet zmieszana ze śliną krew wydawała mu się słodka, a ból ustawał przecież na błogą chwilę, która była jak balsam.  Jedynie, kiedy przypominał sobie, że Sara już go nie kocha - do jego oczu napływały łzy. 

           - No, nie płacz już - mówiła wtedy Luiza i ocierała jego łzy niewidzialną chusteczką  - Sara jest taka biedna, i taka zagubiona, jest jej naprawdę ciężko, lecz na pewno kiedyś sobie o tobie przypomni.  

          Jeszcze głośniejszy rechot od strony kierowcy i głośny pisk opon świadczył o tym, że właśnie dojechali.  Lu wyobrażał sobie, że jest motylem, radosnym motylem, który lata nie wiedząc, że jest Lu...

          W niecałe pół roku później Sara, atrakcyjna blondynka, wyszła za mąż za biznesmena z Hong Kongu, w którym się zakochała.  Rzadko wspominała Lu.  Nie miała na to czasu.  Jej synek dorastał, a w małżeństwie zaczęły pojawiać się pierwsze problemy.  Luiza, po krótkim okresie reedukacji, wróciła do swojej dotychczasowej pracy w jednej z kulturalnych instytucji Szanghaju.   Nigdy nie zapominała o odwiedzaniu grobu dr Lu, a im więcej czasu dzieliło ją od jego śmierci, z tym większą wspominała go czułością.  Polubiła nawet chryzantemy...      

 

 

czwartek, 31 stycznia 2013

        Dziękuję za komentarz do mojego tekstu "Zielona Herbata Mistrza Lin Yu".  Od razu po jego przeczytaniu "wszedłem" na Pański tekst o zielonej herbacie, w którym w tak interesujący sposób pisze Pan o tym, dlaczego warto ją pić...Z przyjemnością będę tu częściej zaglądał.  Kawy ostatnio nie piję, bo podobno mi szkodzi (chociaż mam na to wielką ochotę) i "stymuluję się" raczej w inny sposób (żeń-szeń, yerba mate - jeśli sytuacja finansowa mi na to pozwala)...

        Lubię zieloną herbatę i chętnie czytam to, co o niej napisano - podobnie jak to, co napisano na temat rytuału jej parzenia.   Wciąż jeszcze jestem pod wrażeniem książki  Przemysława Trzeciaka "Powieki Dharmy. Sztuka herbaty dawnych Chin i Japonii".  To wspaniała lektura, która może też być przedmiotem przyjemnej konwersacji.  (Godny podziwu jest też sposób jej wydania).  

       Dla tych Czytelników, którzy lubią śledzić wpływy międzykulturowe, interesujący będzie na pewno rozdział "Herbata i Chrześcijaństwo", bowiem "rozkwit ścieżki herbaty w końcu XVI i na początku XVII wieku przebiegał równolegle z rozkwitem misji chrześcijańskich".

       Przyjemnie mi na duchu myśląc o owej książce, bowiem moja obecna - i JAKŻE NIESTETY AKTUALNA!  - lektura "Szepty. Życie w stalinowskiej Rosji" Figesa, przygnębia mnie trochę.  Czytam teraz rozdział "W poszukiwaniu rodzinnego szczęścia" - tytuł, przyznajmy, dość ironiczny!    

piątek, 25 stycznia 2013

                                                        Koty, mopsy i pluszaki,

                                                        Wszelakie miękkie zwierzaki,

                                                        Gdy czeka nas twardy sen,

                                                        Zastąpią i zazen i zen.

 

                                                        Ogrzeje nas ciepłe futerko,

                                                        Zwierzaczka, przykryte derką,

                                                        A jego oddech cieplutki,

                                                        Odwróci złej karmy skutki.  

 

                                                        Jednak w najlepszej wierze,

                                                        Pamiętaj, Osobą jest zwierzę

                                                        I nawet, gdy cierpisz frasunek,

                                                        Okazuj mu szacunek!

 

                                                       

piątek, 07 grudnia 2012

       Mam nadzieję, że mój zwyczaj obszernego odpowiadania na komentarze nie był dla Pani kłopotliwy.  Staram się usilnie traktować ludzi poważnie, jak na to w moim przekonaniu zasługują, a Pani zainteresowanie moim "przypadkiem" (nie chcę powiedzieć Losem) też wydawało mi się czymś wyjątkowym.  Nie chciałbym jednak, aby czuła się Pani zobowiązana do tak częstych odpowiedzi na moje odpowiedzi. 

       Zawrotne tempo współczesnego życia sprawia, że w ludziach rzadko widzimy ludzi, a rewolucja internetowa ma tę fatalną stronę, że, jak na to już wielokrotnie zwracano uwagę, uczy nas zdobywać informacje, a jednocześnie zwalnia od refleksji.  Nie twierdzę, że każdy musi wpaść w podobną pułapkę, jednak kiedy komuś coś przychodzi zbyt łatwo...Kontakt internetowy stwarza zarazem pozory bliskości lub porozumienia tam, gdzie ich naprawdę nie ma i pozbawia nas dystansu wobec innych, bez którego nie może istnieć prawdziwy szacunek dla drugiego człowieka. I tak, oczywiście, być nie musi, bowiem z każdego technicznego "wynalazku" ludzie mogą korzystać dobrze lub źle. 

       Przykład "złego" zastosowania:

       Pewien młody raczej człowiek zaprosił dziewczynę ze swojej wsi do domu pod lasem. Poznał ją przez internet, a ponieważ był bardzo sympatyczny, dziewczyna po pewnym okresie czatowania z nim zapragnęła go bliżej poznać.  Matka 18 letniej ofiary twierdziła potem, że córka wychodząc z domu na owo spotkanie była szczęśliwa, jak nigdy dotąd, bo chłopak był przystojny i miły.  Jednak jej córka najpierw została tam wielokrotnie zgwałcona i pobita przez owego znajomego i jego kolegę, a potem, ponieważ było zimno, a do wódki potrzebna była zakąska, upieczona i zjedzona.  Rzecz działa się w Polsce.  Nie chciałbym jednak rywalizować z "Super Ekspresem" i "Faktem" w opowiadaniu tego typu historii...

       Nie zamierzam też straszyć grzecznych dziewczynek w celach umoralniających.  Chociaż czasami warto pamiętać, że człowiek bywa człowiekowi wilkiem.  Uważam jednak swoistą sakralizację przestrzeni i wolności internetowej (wolno tu absolutnie wszystko, czego nie wolo gdzie indziej) oraz panujące tu zwyczaje za niekoniecznie mnie obowiązujące...A jeśli chodzi o ludożerstwo, to zapewne większość czytelników pamięta ogłoszenie, jakie kilka lat temu dał pewien obywatel Niemiec, który w sposób kulturalny napisał, iż poszukuje osoby, którą pragnie skonsumować. Ponieważ ofiara dobrowolnie wyraziła na to zgodę, niektórzy uważają, że nie było z jego strony żadnej winy. 

       Pozdrawiam Panią i czytelników moich "wpisów" serdecznie...

      

    

            

piątek, 22 czerwca 2012

            Nie wiem dlaczego tak smutno mi, kiedy wymyślam takie niestworzone historie.  Prawdopodobnie skądś je jednak znam.  Muszę poczytać trochę na temat reinkarnacji. To i owo już wiem!   Ale...może to nie takie ważne...Człowiek się przecież nie zmienia.  Szkoda, że już nie latają na księżyc.  Za drogo.  Zbroić się trzeba!  Kto wie, kto jutro nas zaatakuje i z jakiego kierunku.  "I spuścił pan ogień na Hiroszimę i na Nagasaki..."  

sobota, 21 kwietnia 2012

              - Powiedz mi Jankiel, co jest większe, biust tej karczmarki, czy Stworzenie Boże?

                Ja ci tego nie powiem, ja ci to pokażę!  - mówi Szlemiel

              - Ja nie chcę tego widzieć! To nieprzyzwoite - mówi Jankiel

              - A zatem skosztuj, jak nasz ojciec Adam!

              - O rodzie wężowy! On już popełnił ten błąd, to ja go nie chcę -

              - Stworzenie jest większe. Ale dziewczyna zaraz pójdzie do domu.  I co ty wtedy zrobisz Jankiel, ty cymbale!

              - Ach, Szlemiel, Szlemiel!  To, co i ty!  Nie będę się zastanawiał.

sobota, 03 marca 2012

                                  - Księżyc jest odbiciem pustki - powiedział Mistrz Neko i pogłaskał się po białych wąsach:

           Zapanowało milczenie, ale po chwili odezwał się Nezumi:

                                  - Nie wydaje mi się, aby to księżyc odbijał pustkę. To dobroć jest odbiciem pustki -  

                                  - Miejsce myszy jest pod miotłą - powiedział na to Mistrz.

                                  - A miejsce mistrza jest pod zagrzebanym przeze mnie ziarenkiem ryżu - nie ustępował Nezumi

          Wtedy Mistrz Neko, kocisko słusznego wzrostu zdenerwował się na mysz i rzucił się rozszarpać biednego Nezumi, jednak tak nieszczęśliwie zaczepił pazurem, że go sobie złamał.  Ból był tak wielki, że Neko rzewnie zapłakał.

                                  - Wolisz, żebym to ja ci współczuł, czy ma to uczynić księżyc? - zapytał Nezumi

                                  Na te słowa Neko zapłonął gniewem, jednak z powodu pazura nie mógł ruszyć się z miejsca.  Nezumi pogłaskał kota po głowie a potem obciął mu mieczem paznokieć i usunął w ten sposób z jego ciała cierń bólu.  Później zaś, znając dobrze mnisią naturę i nie licząc na wdzięczność kota począł szybko uciekać, żeby schronić się w szparze.

                                  Następnego dnia rano Mistrz Neko zwołał uczniów i powiedział 

                                  - A jednak to księżyc jest odbiciem pustki -

                                  - Co masz na myśli, Mistrzu - zapytał najśmielszy z nich - Przecież to Neko okazał ci dobroć. 

                                  - Tak, Neko zranił mnie najmocniej. Nigdy mu tego nie wybaczę - rzekł Mistrz.

 

                                

czwartek, 16 lutego 2012

                Nirwana jak nirwana!  Ja wiem, czy warto?  Ze wszystkiego musiałem zrezygnować i co?  I tak umrę.  A znowuż, żebym się na powrót narodził jako człowiek są raczej nikłe szanse.  W ostatnim żywocie byłem bodajże kotem, więc co mnie może czekać?  Mogę być tylko, dajmy na to, myszą.  A mysz raczej nie nadaje się do życia, bo wszystkiego się lęka.  Zapisałem się na Myszoterapię dr Nezumiego, ale on coś ściemniał a w końcu w ogóle nie przyszedł, bo powiedział, że jest zakochany albo może nawet zwariował.  Zresztą, co by mi poradził?  Niech się Pani nie boi myszy.  

               Widziałem Buddę.  Raczej średniego wzrostu. Gościu taki zażywny, zwarty w sobie i spokojny.  Widać, że dobrze się ma. Siedzi w kucki, gapi się w jeden punkt i medytuje.  Mówię do niego, trochę go zaczepiłem...

               "No i co  z tego?"

               A on tylko uśmiechnął się wyrozumiale i mówi:

               "Biliony eonów lat świetlnych upłyną zanim moje światło dotrze do ciebie. Praktykuj dharmę"

               Ja mówię - "Nie mam czasu. Śpieszę się do kolektury.  Jest kumulacja.  Jeszcze dzisiaj mogę być szczęśliwy! Może znajdę dziewczynę, może będę młody, może osiągnę sławę lub wiek emerytalny. Jak ktoś nie gra, to nigdy nie wygra"

               Ale potem żałowałem, bo kiedy ja go jeszcze spotkam?  Trzeba było przynajmniej go sfotografować albo jakiś autograf, cóś, żeby na pamiątkę było.  Takie rzeczy się potem wspomina.  A tak zniknął w śniegu jak Yetti!  I kto mi uwierzy, że go widziałem?

piątek, 13 stycznia 2012

                 "W 1712 roku Jednooki z Humania przepowiedział: "Tego dnia (13 I 2012 roku) umrą 24 miliardy gwiazd. Przez cały dzień wiatr będzie wiał po polu a stuletnia kobieta urodzi diabła".  Sprawdziło się, prawie co do joty.  Według danych Obserwatorium Kosmicznego w Illinois na niewidocznej dla teleskopu powierzchni nieba mogło znajdować się nawet 23mld 850mln 124 tys. gwiazd stałych. Jak doniesiono wkrótce po godz. O w okolicach Szanghaju 100 letnia kobieta urodziła dziecko płci męskiej, u którego rozpoznano przerost kości ogonowej oraz dwa niewielki wyrostki po lewej i po prawej stronie głowy.  Zaraz po urodzeniu niemowlę zaczęło mówić doniosłym męskim głosem.  33 letnia mieszkanka okolicznej wioski przyznała się do kontaktu seksualnego z wilkiem.  Jej ciąża trwała niespotykanie długo i skończyła się dopiero po 29 miesiącach, co nawet jak na Chiny jest swoistym ewenementem".   Przygot.  Patryk Jarosław Devil, TV Plusk

sobota, 07 stycznia 2012

                   Najnowszy model Demona XLL opuścił niedawno taśmę produkcyjną koncernu Mitsubishi Assai.  Oznacza to niewątpliwie upadek dotychczasowego VI Pandemonium.  Wszystkie dotychczasowe demony zostaną zdemolowane i zgniecione prze mega-zgniatarki.  Tak więc najnowszy model Demona XLL (extra large) nie będzie miał żadnej konkurencji.  "To dobrze" - powiedział przedstawiciel Mitsubishi Assai- "nasi konkurenci dawno już powinni umrzeć śmiercią honorową. Istnieje jednak niebezpieczeństwo ze strony agentów Korei Północnej, którzy zamierzają wykraść naszego ukochanego Demona".   

 

                     

        ...została zjedzona podczas rytuału mającego na celu odchudzić ją przed ślubem ze swym 38 letnim narzeczonym, znanym szamanem.  Czukocko-Jakuckie Towarzystwo Naukowo-Szamańskie przesłało kondolencje matce dziewczyny. "Co Bóg połączył, tego człowiek nie rozłączy." - napisał jego prezes Iwan Iwanowicz Iwanow.  "Przyswoiłem tylko ciało mojej ukochanej" - tłumaczył się przed sądem oskarżony.  Sąd jednak nie dał wiary jego argumentom i zwolnił go za kaucją.  "Jest to, o ile wiem, pierwszy taki znany przypadek w historii naszego szamaństwa" - powiedział prezes stowarzyszenia, "jednak jest nadzieja na upowszechnienie tej rewelacyjnej metody." 

         Przygot. Nastazja Filipowna 

 

 

 

...

niedziela, 25 grudnia 2011

                  Nie mogę już niestety "ciągnąć" tego poetyckiego wątku...A może jednak coś po mnie pozostanie...jakiś niedojedzony szczątek?

                 - Cóż za lekkomyślność wchodzić do wody i płynąć! - powiedziała moja ciotka -Ja nigdy nie pływałam! Wiadomo, że w wodzie są piranie....