Kategorie: Wszystkie | "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę" | ...bez końca | 0 | 100O i jeden Rabinów | A Puszkina też zapuszkują? | A moze to tylko pomieszanie zmyslow | A nie lepiej być purystą? | Aaaaaaaaaaaaaa...aalfabeta | Ach, gdzież jest litość lub wspolczucia pozór? | Ach, gdzież jest litość lub współczucia pozór? | Adam Mic - Kiewicz | Adaś i Ewka | Aforystyka | Amerykański sen | Autopsychoterapia | Bez sensu to to! | Bez szaleństwa... | Bezmyślne okrucieństwo | Bezradność | Biedna Szymborska | Biedny Kapturek! | Bliźni miłości | Bliźniego miłość... | Blondyn | Blue Bossa | Bojaźń i drżenie | Bratnie dusze | Bruner, ty świnio! | Buddyzm w życiu codziennym | Bóg mi poskapił tej anielskiej miary... | Bóg mi poskąpił tej anielskiej miary... | Bójstwo samo | Caritas | Chiziofrenia | Choroba na śmierć | Chwila ułudy | Chwila wytchnienia | Chłodne upojenie | Cierpienia i radości | Cierpienie i radość | Cleen feed | Cnota niedoli | Co slina na język przyniosła | Co tam panie w polityce? | Co w niebie piszczy | Co ślina na język przyniosła? | Corrida | Coś dla duszy... | Coś tak wulgarnego | Cudotwórstwo | Czarna Perła Tao | Czarny tulipan skrzyżowany z czarna różą | Czarny tulipan skrzyżowany z czarną różą | Czary Mary | Czego nie przysięgał Hipokrates? | Człowiek nie jest rzeczą | Człowiek to brzmi dumnie, ale nie u mnie | Często chowa | Częstochowskie rymy | Deficyt aniołów | Delightful! | Demokratyczne wybory w Oczodołach | Diabłoterapia | Dla wszystkich i dla nikogo | Dnieje | Do samego siebie | Dodatek | Dowcipas dnia | Duma narodowa | Dusze drzew | Dyskretna mgiełka autoironii | Dzielność | Dziki kapitalizm | Dzisiejsza młodzież | Dzisiejsza młodzież nosi ładną odzież | Egzystencjalizm jest chumanizmem | Ekonomia zbawienia | Elegancja Francja | Elegijnie | English gentelman | English gentleman | Epicurus | Ewa tylko ziewa | Falochron | Female | Filozofia bez uczoności | Forever Loving Jah | Gadu, gadu | Gadu, gadu, trochę więcej jadu | Gal Anonim | Gaz dla pedałów | Gaz dla pedałów, młot dla sierpów | Gdy rozum śpi... | Gendarme | Genek, gienialny gieniusz | Geno Typ | Gorący uczynek | Grabarz | Grabarz nonsensu | Gry i zabawy literackie | Głupota przysłowiem narodów | Głębie i tajnie Podświadomego | HIstoria nauczycielką bicia | Herbatka zen | Homo economicus | Homo sapiens czy Homo politicus | Humor absurdalny | Humor nieco absurdalny | Humor, satyra, panie... | I rekiny w oceani mają zębów cały rząd | I rekiny w oceanie mają zębów cały rząd | Indie Wschodnie i Zachodnie | Industrial | Istnieje również wrodzony brak poczucia humoru | Ja tam bynajmniej nie wiem | Jak długo będę jeszcze żył? | Jak uprawiać agresywne dziennikarstwo? Poradnik dla początkujących | Jakże cżęsto powtarza się ta historia | Jakże trudno czasami coś sklecić! | Jan i Małgorzata | Jan z Czarnolasu | Jesienna muzyka | Jeszcze smutniej! | Jeździec Apokalipsy | Językologia | Kaczuszki mandarynki | Karawana idzie dalej | Katedra Adamowego Żebra | Kawa z Kafką | Każdemu według naszych chęci | Każdemu według potrzeb | Każdemu, o czym tylko zamarzy | Kiciuś Miciuś! | Kicuś Micuś! | Kiedy człowiek staje się bestią | Kiedy owce nie milczą | Kij w mrowisku | Kniaź Wiktor | Kochani ludożercy | Kolacja Pani Sowy | Kometa tylko głownia nie ta | Konkwista | Koryfeusz nauki, milośnik sztuki | Koty i inne zwierzęta | Koty, głupoty, palikoty | Kości rzucone są | Kość słoniowa | Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatni | Kto pisze teraz historię? | Kuchnia szamańska | Kwiatki Św. Franciszka | Kwiatostan śmierci | Kwitnienie kultury | Kwitnąca wiśnia | La colombina i ciche ukojenie | Lekarzu - lecz się sam! | Lenin wiecznie żywy | Leśmianiada | Lichwiarstwo polskie | Liryki i prztyki | Logika dziejów | Londyńska mgła niepamięci | Londyńskie przygody | Los ofiary | Los puka do moich drzwi | Lotosowy wpis | Ludzie ludziom... | Lunatyzm | Lęk społeczny | Made in Japan | Maligna | Marność nad marnościami | Marność nad marnościami. Rekoleksje Wielkopiątkowe | Marzenia senne | Marzeniologia stosowana | Maszkary i senne dziwadła | Maszkary i senne widziadła odbite w lustrze | Mała czarna z Kafką | Medycyna naturalna | Meine Liebe Augustin! | Melancholia | Melancholia stosowana | Memorabilia | Meszreiw | Meteo | Mgiełka autoironii | Mglisty dzień. Mgła | Mikołak | Mistrz i Małgorzatka | Mistycyzm lunarny | Mistyka i miłość | Mitologia osobista | Mitologia świata | Miłość | Miłość bliźniego | Miłość nie zawsze szczęśliwa | Miś Uszatek | Moc rytuałów | Monada nie ma okien | Mowa potoczna | Mowa ptaków | Mowa serca | Moze ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może ktoś się ucieszy? | Może ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może to trochę zbyt uszczypliwe | Musicology | Muza lekkich obyczjów | Muzyka przywraca ład serca | Myszoterapia dr Nezumi | Myśli prostego człowieka | Mądrość Natury | Mądrość jak z gazety | Mądrość narodów | Młot na faryzeuszy i hipokrytów | Męstwo bycia | Mówił sen do snu | NIe ma na świecie dwóch takich samych liści, ni kropel deszczu | Na jawie (lecz to, co niejawne pozstaje) | Na stos rzuciliśmy szcześcia los | Na stos rzuciliśmy szczęścia los | Na szczytach hipokryzji | Na zdrowie! | Nad piekną rzeką | Najokrutniejsze zwierzę | Najsłodsza tajemnica | Narastająca senność | Nic dzisiaj ciekawego nie napisałem | Nicość | Nie am dwóch takich samych liści, ni kropel wody | Nie bój się - najwyżej cię rozstrzelają! | Nie czas żałować burz, gdy płoną oczy | Nie czas żąłować burz, gdy płoną oczy | Nie każde szczere złoto jest szczerozłote | Nie ma na świecie dwóch takich samych liści ani kropel wody | Nie ma na świecie dwóćh atkich samych liści lub kropel deszczu | Nie ma takiego smutnego, co by na wesołe nie wyszło | Nie ma zazdrości bez miłości | Nie oddamy nawet guzika | Nie tylko dzielenie włosa na czworo | Nie wiem, ja w ogóle nie myślę | Nie zabijaj! | Nie zabijajcie drzew! | Nie zawsze urocza dzecinada | Niebiańskie szczyty głupoty | Niech pani będzie dzielna! | Niech zapłaczą na moim pogrzebie | Nieco drapieżny wpis | Niekoniecznie ptasi móżdżek | Nienawiść bliźniego | Nieosobiście | Nieprzesłane przesłanie | Niestworzone rzeczy | Nieszkodliwe głupotki | Niewczesna melancholia melomana | Niewczesne rozważania | Niewielka profanacja | Niewielkie przekłamanie | Niskolotnie | No No! Teatr No | No comments! | No no! | Nowa poezja lingwistyczna | Nędzne kabareciarstwo | O Leonardo, po cóż się tak trudzisz? | O dzieleniu włosa na czworo, czyli metodzie scholastycznej | O dzieleniu włosa na czworo, czyli o metodzie scholastycznej | Obciachy | Obscenia i parafrenalia | Obsesja dobrego biustu | Ojej! | Oko w oko z zębem mądrości | Okropieństwa | Okruchy odgrzebane z lawy | Okruchy życia wygrzebane zlawy | Okruchy życia wygrzebane z lawy | Okrutna losu ironia | Orientuj się na orient | Owczarek | Owczarki afgańskie | Owocożerni | PL jak piekło | PO PiS | POeci wszystkich krajów dzielcie się | Pan Tadeusz | Panie pośle, po chrześcijańsku panu wybaczam | Pańska satyra polityczna jest niegramatyczna | Pendant do pewnego przypisu | Perlikowski | Pewna elastyczność zasad | Pewne jak w banku | Piorunujący piorun! | Po owocach poznacie ich! | Po upadku | Pobożne życzenia | Podpatrywanie Natury | Podroby i inne podróbki | Pokolenie Kainowe | Pokorne ciele | Pokorne cielę | Pokusa | Polak potrafi | Polak potrafi! | Politolog i Politowska | Politycznie niepoprawne! | Polonica | Polonika rycerskie | Polucje i ablucje | Pomarańcze i mandarynki | Pomarznąć dobra rzecz | Pomarznąć dobra rzecz! | Pomoc psychologiczna | Poranna kawka z Kafką | Porąbane marzenia | Potężne i głębokie warstwy pierwotnego mitu | Powieść brukowa | Powszechna życzliwość | Powtórka z cynizmu | Poznaj samego siebie | Prawda | Prawda jest jedna i piękna, ale złożona | Prawda popłaca | Prawdziwa metropolia | Prawi i sprawiedliwi | Prawiezmartwychpowstanie | Prawiezmarwtychpowstanie | Prognoza pogody | Pruski smutek | Przecież cię zjem! | Przedagonalny polski agon | Przegląd sportowy | Przeinaczenia | Przez pychę do pokory | Przeżyjesz to, a pote już tylko grób | Przeżyjesz to, a potem już tylko grób! | Przminęło z wiatrem | Prztyczek | Psiapowiednia Majów | Psubrat | Pustka | Pytanie dość retoryczne | Raczej to nie będzie hit | Radosne gonitwy śnieżnych tygrysów | Radość wędrowania | Rejterada Rejtana | Religie nauczą cie pokory | Res Sacra Pecunia | Romans z pop kulturą | Roots, Rock, Reggae | Rozkosze reinkarnacji | Rozmowa nie na telefon | Rozpacz | Rozpacz na wieki wieków | Rozpacz, która podpełza pod gardło | Ruch i świeże powietrze... | Rybołówstwo cudzołożnika | Rycerz pokalany | Samokrytyka | Samotność egzystencjalna | Sekrety pewnego domu handlowego | Seraphic Flames and Heavenly Love | Siedź na dupie i potakuj! | Somatyka | Somatyka logiczna | Spełniona przepowiednia | Spleśniały ser | Sponsorem tej opowieści jest wydawnictwo Błękitny Wieloryb | Sport to zdrowie | Spowiedź morskiego wilka | Stary Sącz i Nowy Sącz | Stary mafioso | Stołeczne stołki | Stratyfikacja społeczna | Suma sumarum | Sumienie rachunku | Sweet Music and Poetry | Sygnały podprogowe | Szalchetne zdrowie | Szczęśliwa pomyłka | Szekspir do żadnej nie należy epoki | Szkarady | Szlachetna gravitas | Szlachetne zdrowie | Słodycze grafomanii | Słówka | Słówko do słówka, a uzbiera się sówka | Tadeusz Bój Jeleński | Taia chińska podróbka | Takie będą rzeczpospolite jakie tego blogu chowanie | Takie tam, pierdoły | Talking Heads | Tania chińska podróbka | Tatiana | Teorie świata nauki | Terapeutyczie | Terapeutycznie | Thames | The Doors. Uchylone drzwi | The Lion cub | The fruit of beauty and despair | To na pewno nie Lec | To nie żadna filozofia | Tragiczne pożegnania | Transformacja duchowa | Trudna sztuka dialogu | Trudno czasmi coś sklecić | Trzylogia | Trója z polskiego | Twarda rzeczywistość | Ty mi tutaj nie filozuj | Tygrysologia stosowana | Tysiac i jeden ptaków | Tysiąc i jeden kotów | Tysiąc i jeden ptaków | Tysiąc różowych kroliczków | Tęsknica | Tęsknota duchowa | Ubekistan | Ucone księgi | Uczeni ludożercy | Uderzenia losu | Uduchowienie | Umrzeć z miłości | Upadek Pierwszego Człowieka | Uroczy wegetarianin | Uszczelnienie systemu podatkowego | Utrata uzębienia | W czym mogę panu pomóc? | Wciąz powtarza się ta sama historia | Wciąż powtarza się ta sama historia | Wdzieczna muzyka przywraca ład serca | Wesola grafomania z morałem | Wiecej broi dla szaleńców w Teksasie | Wieczne powroty | Wiedza radosna | Wielka wygrana | Wielomówstwo, czyli plaga opowiadania | Wierzba płacząca | Wiosny i jesienie | Witch | Więcej broni dla szaleńców w Teksasie | Wojna totalna | Wpis o kształcie piramidy | Wprowadzenie do kruczków prawnych | Wrzucam wszystko do kosza | Wrzątek | Wspomneinei pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Współczesny filister | Wszystkie rybki | Wszystko na A | Wszystko na sprzedarz | Wszystko na sprzedaż | Wygrana | Węzłowato | Wólka Węglowa | Xin Lu, typowa brunetka o granatowych oczach | Z Nietzschego nic nie powstaje | Z księgi wulgaryzmów | Z rupieciarni myśli | Zaczarowany świat zen | Zanim mnie wrzucą do dołu | Zapowiedź Apokalipsy | Zaraz wracam! | Zasada domniemanej winy | Zaskroniec | Zastał Polskę drewnianą... | Zatrzaśnięte drzwi | Zbaw mie Buddo Amido | Zbaw mnie, Buddo Amido | Zdrowy egoizm | Zegar dziejów | Zestrzelenie księżyca | Zginął z rąk słabej kobiety | Zima się nas nie ima | Zjawiskowe | Znak jaskółki | Zrozumieć wartość tego, co nieużyteczne | Zuch zawsze ochoczy! | Zwierzęta pod postacią ludzi | Zwyciestwo konsumpcjonizmu | Ząb mądrości | ie zabijajcie drzew! | ieosobiście | kosmos | Łagodne prawo, ale prawo | Łagodność tygrysa | Śmiechotki, chichotki | Śmiertelna powaga | Śmierć | Światełko w mroku | Świętość, wziętość, nadętość | Życie jest tragiczne | Życie samo | Życzliwe spojrzenia na całość ogródka | Żyć, nie umierać
RSS

Nicość

poniedziałek, 16 września 2013

          Znaleziono ją po piętnastu wiekach.  Była zupełnie pusta.  Żadnych śladów życia, żółtka, czy choćby wyschniętego mózgu, jakby wyjadł jej jakiś drapieżny ptak...Kiedyś usiadł pod bezlistnym drzewem, objął dłońmi swą głowę i umarł.  Trwało to trochę, może nawet wieczność.  Tyle , ile trwa konanie rozpaczy.  Nawet deszcz po nim nie zapłakał.  Słychać było tylko szyderczy chichot psa...

         "Jakże szczęśliwi są ludzie, których ktoś kocha" - napisał poeta.  Odludek nie byłby odludkiem, gdyby ta, której oddał swe życie, nie przestała go kochać.  

         Czymże zasłużył ów odludek na to, aby o nim wzmiankować w mojej kronice?  Powiedzmy sobie szczerze - niczym...Na życie patrzył pustymi oczodołami.  Jakże więc mógłby coś zobaczyć?  (Oczywiście oczy wypłynęły mu wraz z łzami).

czwartek, 28 lutego 2013

                ...Ani tak zmęczony i wyczerpany.

sobota, 03 listopada 2012

                   Noc już zapadała, kiedy się spotkali.  On - idealista.  I tamten drugi - dobroduszny cynik.  Jeden chyba wysiadł z samochodu, bo zobaczył, że tamten idzie i jakby trochę unosi się w powietrzu, wiec chciał mu pomóc i sprowadzić biedaka na ziemię.  Jeżeli dobrze widziałem...

                   - Wróciłem właśnie stamtąd , skąd się nie wraca.  I muszę powiedzieć, że czułem się wspaniale.  Cisza i spokój. Bo jak pan wie, żal jest jedynie udziałem tych co pozostali tam, na dole.  A i śmierć miałem lekką.   Wie pan, podczas snu.  I to światło, światło wiekuiste, takie cudowne!  Czy może pan sobie wyobrazić głębię mroku, który owa światłość rozświetla swoim blaskiem...

                   - Pójdź ode mnie precz, senna Maro!   Nie ma już dla ciebie miejsca wśród żywych.  Na zawsze jesteś stracony.  Twoją egzystencję uważam za zupełnie obcą życiu i nieistotną, i nie ulega dla mnie kwestii, żeś wariat.  

                   - Najpierw obróciłem się w proch, a teraz z niego powstałem.  Ja jeden wiem, co to gwiezdny popiół!  Zamiast odnosić się do mnie z taką odrazą może lepiej niech mnie pan dotknie i przekona się, że naprawdę powstałem z martwych. 

                   - Faktycznie, żyjesz pan!  Jednak to jeszcze niczego nie dowodzi.  Nie dotykajmy niepotrzebnie spraw ostatecznych.  Lepiej powiedz pan, co pan teraz porabiasz.  Masz pan jakąś pracę?  Albo kobietę?

                   - Jestem samotny i nie mam żadnego zajęcia. Takich jak ja nikt już nie potrzebuje. A mój wiek i status materialny sprawia, że kobiety trzymają się ode mnie z daleka.  Jednak kiedy sobie przypomnę, co widziałem w tamtym życiu...               

                   - Nie zauważyłem, żebyś pan nie był otoczony kobietami.  Masz ich pan więcej w okół siebie niż Zbawiciel.  Gorzej z zajęciem.  Kogo interesuje ktoś, kto czyta księgi? Nikogo, proszę pana!  Nikogutko!  Tak więc pana duchowa samotność będzie się tylko pogłębiać.  Żaden uniwersytet pana nie przyjmie.  Tam się naukowo działa, wie pan, co mam na myśli - interesy, stanowiska, stołki, ten tego popiera, a tego zwalcza, trzeba mieć plecy i nieźle się podlizywać, a przede wszystkim proszę pana, cynizm i dwulicowość!  W działalności owej nie ma miejsca na kontemplację - uświadom to sobie pan!   Nauka i kontemplacja? Wyśmieliby pana!  Trzeba chodzić po ziemi, mój drogi Łazarzu!  Ciesz się, że wstałeś, ale za chwilę się potkniesz i znów wpadniesz do dołu.

                  - Wiem o tym.  A jednak...

                  - Co - jednak? 

                  - Jest we mnie owa wieczysta tęsknota.

                  - Za czym, za dołem?  Przecież i tak piach i tak piach, profesorze!

                  - Ja jestem człowiek prosty.  Nie mam nawet habilitacji.  Daleko mi do sprzątaczki.  Jednak, jak mi się wydaje, mam pewne koneksje wśród aniołów...Jeden z nich podarował mi nawet kiedyś piórko ze swoich skrzydeł.  Było lekkie jak puch, przezroczyste i jakby różowo-niebieskie.  Powiedział, że kiedy wszyscy mnie opuszczą i ostatni przyjaciel, i kobieta, to owo piórko sprawi, ze poznam język ptaków i nauczę się rozmawiać z umarłymi, a serce każdego człowieka otworzy się przede mną, jakby spłynęła na nie największa czułość.  Pamiętam twarz tego anioła - miał oczy jak miód!

                  - Najlepiej wsadź pan sobie to piórko w dupę i idź się pan powieś, bo nie mogę już, przy całej mojej życzliwości, pana słuchać.

                  - Rozumiem to.  Wszyscy mnie przeganiają.  Może myślą, że będę od nich potrzebował grosza.  A ja chce im tylko powiedzieć o tym, co widziałem.  I żeby już w tak głupi sposób nie marnowali swego życia.

                  - Na Mesjasza, trzeba się, panie, urodzić!  Idiotą jest się od urodzenia.  Co mogę panu powiedzieć?  Idź pan i nauczaj!  He, he...

                  - Bardzo dobrze pan wie, że nie chodzi o żadne nawracanie.  Mnie po prostu ich bardzo szkoda.

                  - Kogo?  Ludzi?  Tego gówna! 

                  - Bo pan nigdy nie spotkał człowieka.

                  Rozstali się bez pożegnania.  I każdy zajął przynależne sobie miejsce w strukturze kosmosu i porządku rzeczy.  Ja zaś patrząc na nich, uroniłem tylko łzę.  Wypożyczyłem ją z rupieciarni pewnego muzeum.  A była to łza Świętego Piotra.  

niedziela, 06 maja 2012

            "Żegnanie się z życiem naprawdę nie należy do moich ulubionych zajęć, jednak jakoś pożegnać się trzeba.  Byliśmy na pięknym spacerze, czasami ktoś może trochę marudził, chwilami padał deszcz, było zimno, a dzieci bolały nogi.  Może zbyt mało było czasu, żeby popatrzeć na siebie.  I oto pociąg odjeżdża.  Wracam z dworca pogrążony w wieczornym mroku.  Dobrotliwa śmierć skrada się do mnie i mówi: "Nie jesteś już nikomu potrzebny"

            "- Jak to? - pytam - "A tobie?"  

            Śmierć uśmiecha się filuternie odsłaniając swe kiełki i mówi:

            "- Ty?  Ty nie jesteś dla mnie poważnym partnerem życiowym.  Zabiję cię od niechcenia.  Nawet nie chce mi się ciebie bliżej poznać.  Znałam tylu sławnych ludzi - Cezara, Aleksandra, Napoleona, nawet cholera, tego Hitlera! - Ty nie jesteś jednym z nich!

            "- To prawda.  Jestem nikim.  Nie tylko zresztą dla ciebie.  Ale wierz mi - umierać się nie chce, dopóki jest jeszcze jakiś cień nadziei- "

            " - Dla ciebie już nie ma, kochaniutki! - "    

            Wysmukłe topole i cyprysy odprowadzą mnie w ostatnią drogę bez powrotu.  Szczęśliwy jestem, że żyłem, że potrafiłem kochać.  Poznałem i wycierpiałem wiele.  Byłem nawet w piekle.  Odkryłem cudowne piękno istnienia i otchłanie rozpaczy.  A to, że postawiono na mnie krzyżyk?  Może trochę zbyt wcześnie, to prawda.  Jednak przynajmniej wiem, że żyłem.

            Pomiędzy świtem i zmierzchem upływa nam życie.  Reszta jest tylko sennym marzeniem. 

poniedziałek, 30 kwietnia 2012

           W ostatnich dniach spotkało mnie wiele miłych rzeczy ze strony osób, które zechciały skomentować moje wypowiedzi.  Poczuwam się wobec nich do wdzięczności.  Może chociaż niewielka cząstka tego, co pisałem, nie była całkiem bez sensu...Całą resztę chętnie wyrzuciłbym do kosza.   

           Ja również wierzę, że jest wielu kapłanów, którzy mają powołanie i że istnieją na świecie ludzie, w których dobroć nie można wątpić. Wierzę w miłość i dobroć...         

           Niestety los obchodzi się ze mną dość okrutnie odbierając mi to, co najbardziej w życiu kochałem.  Ostatniego z tych wstrząsów losu wytrzymać już chyba nie potrafię.  Dlatego na wszelki wypadek żegnam się z czytelnikami...

           Aurelio    

wtorek, 03 kwietnia 2012

       - Do dzisiaj byłem przekonany, że żyję - powiedział Aurelio - chociaż nie mógłbym powiedzieć, że cieszę się dobrym zdrowiem.  Początkowo trudno było mi się pogodzić z moim nieistnieniem.  Jednak siła przyzwyczajenia bywa tak wielka!  Któż ujmie się za mną i powie, żyj, jesteś mi potrzebny, kocham cię?  Nikt!  A zatem pozostaje mi tylko przywyknąć do tego, że jestem jedynie zjawą, widmem, cieniem cienia.  Jakże cudownie było mi dzisiaj spotkać moją ukochaną i zobaczyć jej zmęczoną, śliczną twarz.  Może nawet mogłem jej dotknąć?  Cóż z tego, kiedy byłem już tylko widmem?  A z widmem nie idzie się do ciepłego pokoju, nie gasi lampy i nie kładzie spać.  Czy to nie dlatego moja ukochana trzęsła się z zimna a potem odjechała gdzieś daleko?         

      - Nie przesadzaj Aurelio, pamiętają o tobie wierzyciele, wrogowie, zazdrośnicy, złośliwe demony.  Dla nich nadal całkiem realnie istniejesz.  Nie powiesz mi, że nie mogą ci czegoś odebrać, zabić, uwięzić, spotwarzyć.   Chociaż nikt cię nie kocha, żyjesz jednak i jesteś cząstką społeczeństwa.  Po co tyle wydziwiać!  Powiedz sobie: "Cierpię, więc jestem!"  

      - Nie mogę uwierzyć we własną śmierć!

      - A jednak masz zgon!  Ciesz się! Uszy do góry!  Sursum corda! ...

piątek, 23 marca 2012

                 Dlaczego?  Nawet jeśli desperacja okaże się silniejsza niż lęk przed nieistnieniem to:          

                 1.  Śmierć nie jest żadnym uwolnieniem od cierpienia i  w tym sensie jest nieskuteczna; życia bowiem nie można zabić a tam gdzie ono jest jest i cierpienie (Schopenhauer)

                 2.  Ludzie najczęściej zabijają się i boją śmierci z lęku przed życiem - więc chodzi raczej o to, aby mniej go się bać (Epikur). Życie i tak niedługo się skończy. Być może wcześniej niż byśmy tego chcieli....

                 3.  Chociaż marzę o śmierci, to jednak po to tylko, aby po usunięciu nadmiaru cierpienia powrócić do życia i jego piękna i radości. 

                 4.  Jest we mnie jakaś miłość do życia, współczucie dla czujących istot oraz miłość i wdzięczność wobec moich bliskich...Bliskich nie chciałbym pozostawić ich losowi a myśl, że zabijając się uwolnię ich od jakiegoś ciężaru graniczy często z obłędem

                 5.  Lituję się nad swoim ciałem i nie chce zadawać mu gwałtu.  Brzydzę się zniewoleniem i przemocą.

                 6.  Często wydaje się, że nadziei już nie ma, podczas gdy ona jest; w ten sposób sami skazujemy się na sytuację bez wyjścia.

                 7.  Moje poczucie winy zbyt często jest zwykłym urojeniem abym mógł mu ufać; dlaczego miałbym karać siebie lub kogoś innego; życie już mnie i jego dostatecznie ukarało.

                 8.  Może ktoś o kim myślę, że mnie nie kocha, nie potrafi tylko właściwie wyrazić swoich uczuć.  A jeśli nie kocha a powinien, to co to zmieni? A może wydaje mi się tylko, że mnie nie kocha?  Tak czy inaczej pozostawić kogoś w nieodwracalnym poczuciu winy, to zbyt straszliwa, demoniczna kara.

                 Są jeszcze i inne powody.  Przede wszystkim nie dowierzam myśleniu depresyjnemu i nie nazwałbym go racjonalnym.  Mogę mieć dość, być zmęczonym, czuć się osamotnionym lub nawet odrzuconym a jednak, dlaczego tym wyłącznie odczuciom miałbym wierzyć?

                

czwartek, 23 lutego 2012

          Kiedy rano lokaj wszedł do sypialni Pana Tombstone zastał zasłane łóżko a na stoliku obok flakoniku z czerwoną różą leżała kartka, na której Pan Tobstone napisał: "Tej nocy wejdę w najgęstszą i nieprzeniknioną mgłę.  Gdyby się okazało, że nie wrócę cały mój majątek, zgodnie z moją ostatnią wolą przekazuję mojej ukochanej córeczce Emmie a na moim nagrobku proszę wyryć następujący napis: "Tu spoczął Lord Tombstone, którego zabiła mgła.  Jest teraz w wiecznej ciemności bez strapień" Sir Henry Artur Tombstone".

          Po trzech tygodniach od jego zniknięcia przeszukano staw, park a nawet rozkopano rabatki w ogrodzie, lecz nigdzie nie natrafiono na doczesne szczątki Pana Tombstone.  Z uznaniem go za zmarłego trzeba było jednak poczekać i Lady Emma wciąż czuła się w swym domostwie nieswojo. Na szczęście jednak mecenas Horn twierdził, ze testamentu nie da się w żaden sposób podważyć.  Na wszelki wypadek otrzymał od córki Pana Tombstone 50 złotych gwinei dla zachęty. 

         Życie w pałacu płynęło dalej jakby nieobecność jego właściciela nie miała na nie wpływu. Może wierzono, że powróci? Od dawna już jednak Lady Emma wyręczała swego ojca w wydawaniu dyspozycji służbie a nawet w przyjmowaniu gości.  Lord zapadł bowiem na jakąś tajemniczą chorobę i znajdował się na granicy obłędu. Za dnia spał, nocą natomiast dokonywał przedziwnych eksperymentów. Chodził na przykład przy pełni księżyca po gzymsie wymachując rękami jak ptak lub krążył po mrocznym korytarzu posuwając się do przodu niczym egipska mumia albo bredził coś o jakiejś mgle.

       Zaniepokojona tym Lady Emma wezwała na konsylium trzech lekarzy: doktora Fog, doktora Mist i doktora Haze, którzy orzekli, że cierpi na ciężką, średnią i lekką melancholię, lunatyzm i zamroczenie umysłu.  Wszyscy trzej zaproponowali, aby chwilowo powstrzymać się od jakiegokolwiek leczenia i odczekać, bowiem wiadomość o chorobie Lorda mogłaby się zbyt szybko roznieść, co niewątpliwie zaszkodziłoby interesom jego rodziny. Oczywiście w każdej chwili są do dyspozycji, jeśli jednak Pana Tombstone opętał diabeł, to pomocy trzeba szukać gdzie indziej.  Córka zaprosiła więc do siebie na kolację wielebnego Wolfa, który po krótkiej pogawędce z Lordem orzekł iż ten zachował czystość swojej wiary, która "nie jest może nieskazitelna, jednak wszyscy jesteśmy przecież ułomni od czasu, kiedy Adam i Ewa zgrzeszyli". 

      Po tych dwóch rozmowach Lady Emma zdecydowała się śledzić nocne wędrówki swego ojca.  W tym celu zwróciła się do inspektora Leecha, który chętnie podesłał dwóch młodych agentów.  Obaj wyglądali kulturalnie, byli jednak nadzwyczaj poważni i smutni.  Mieli dyskretnie tropić Pana Tombstone i ewentualnie chronić go, gdyby mu zagrażało jakieś niebezpieczeństwo.  Do ich z kolei śledzenia Lady Emma posłużyła się swoimi zaufanymi sługami Rebeką i Jonatanem, od których codziennie oczekiwała informacji o losach ojca i czynnościach podejmowanych przez podwładnych Leecha.  Dość szybko dowiedziała się, że ci niby poważni panowie, Pan Lose i Pan Bedbug natrząsają się z lorda z ogromnym wprost tupetem i snują jakieś niestworzone hipotezy.  Postanowiła zatem przyciąć im nieco pazurki. 

     W nocy do pokoju, w którym spali wszedł lampart a kiedy struchlali ze strachu uciekali w samych tylko nocnych koszulach okazało się, że lamparta prowadziła na smyczy Lady Emma, która też następnego dnia zwróciła im porzucone pistolety.  Po tym zdarzeniu inspektor Leech polecił im śledzić Lady Emmę, która jak zaczął podejrzewać być może nawet spiskuje przeciwko królowi. Często bowiem pojawia się u niej pewien młody Hiszpan grający na vihueli.  Trzeba też sprawdzić czy regularnie płacą podatki i czy w skrytości ducha Lady Emma nie jest papistką.  Domyślając się takiego obrotu zdarzeń córka dumnego Lorda zdecydowała się wysłać oficjalne zażalenie na inspektora, informując jego zwierzchników o jego arogancji.  Wiedziała, że to sprawi, że nie tylko nie poniechają wrogich czynności, lecz nawet je nasilą, jednak zależało jej na tym, aby jej ojciec mógł czuć się bezpieczny.

          Tak więc pajęcza sieć podejrzeń oplatała stopniowo Pana Tombstone i jego córkę.  Nie zmienił on jednak ani trochę swoich dziwacznych zwyczajów.  Co więcej, można go było spotkać na wiejskim cmentarzu i to w towarzystwie młodych kobiet, żyjących czy nie, tego Pan Lose i Pan Bedbug nie zdołali zauważyć z powodu zbyt gęstej mgły. Nie jest nawet wykluczone, że Pan Tombstone wchodził do jakiegoś otwartego grobowca.  Co tam jednak robił  - nie wiadomo.  Inspektor Leech poważnie rozważał hipotezę nekrofilii lub kontaktów intymnych ze zmorami.  Wyznaczył więc do jego inwigilacji swego najlepszego agenta Pana Stubborna.  Jednak owej nocy zaginął nie tylko Pan Tombstone, lecz również Pan Stubbern. Jego rozkawałkowane zwłoki znaleziono w kanale melioracyjnym w pobliżu posiadłości Lorda.  W ten sposób Pan Tombstone mógł wymknąć się z sieci bez wiedzy pająka.  Dlaczego jednak nie dawał znaków życia?  Przecież w swym stanie umysłu nie wiedział nawet iż jest obiektem czyjegoś zainteresowania.  Pani Emma wypytała o wszystko Rebekę i Jonatana, którzy śledzili Stubberna.  Ten jednak w pewnej chwili rozpłynął się we mgle. Postanowili zatem wrócić.

         Leech nie przejął się zbytnio stratą podwładnego, który wszak poniósł śmierć na swym posterunku i w domostwie Pani Emmy pojawił się kolejny agent - Pan Pork.   Inspektor uważał go za mało lotnego, jednak w pewnych sytuacjach nadmiar inteligencji wyraźnie szkodzi. Poza tym młodziutki Pork odznaczał się wyrafinowanym smakiem i znawstwem nie tylko kulinariów, lecz również dzieł malarskich.  Dodatkową jego cnotą było to, że był antysemitą i nie znosił katolików.  W jaki sposób owe cnoty miały się, według Leecha wiązać z bogobojnym Lordem - tego nie wiadomo.  W każdym razie Pork cieszył się wielkim zaufaniem inspektora.  To zaniepokoiło wyraźnie młodego Pana Bedbuga, który spodziewał się szybkiego awansu i dlatego z własnej inicjatywy zaczął śledzić Porka, spodziewając się z jego strony licznych proceduralnych uchybień.  

        Od chwili swojego zjawienia się Pan Pork spędzał noce na cmentarzu, gdzie polował na Lorda.  Jeśli bowiem dopuścił się jakiegoś przestępstwa to z pewnością powróci na miejsce, w którym to uczynił.  Wielokrotnie też wchodził do otwartego grobowca.  Pan Bedbug doniósł inspektorowi, że Pork jest dziwnie podekscytowany.  Inspektor nie dał wiary jego doniesieniu, jednak postanowił sprawdzić uzyskaną informację i zabezpieczyć ślady przy grobowcu.  Należały one do Porka, ale też i do innych istot - być może wiejskich dziewczyn.  W nocy zaś zaczaił się na Porka pragnąc złapać go na gorącym uczynku. Ale Porka tej nocy tam nie było i inspektor domyślił się niskiego motywu jakim kierował się Bedbug.  Sprawiło mu to sporą satysfakcję, ponieważ Bedbug miał wygląd i maniery osoby niezwykle dobrze wychowanej, chociaż trochę dziwiło go, że ów wieczorami chodził blady a po nocy pojawiał się na służbie zaczerwieniony jakby sporo wypił.  Lose właściwie zawsze wyglądał na opitego, jednak Leech lubił go.  Poza tym Lose utrzymywał jakieś dziwne stosunki z jego przełożonym, kapitanem Flea, z którym spotykał się w tawernie pod "Złotym Żukiem", do której chętnie przychodziła też piękna przyjaciółka kapitana Pani Mascot.   

      Po zaginięciu Porka kapitan Flea osobiście zaangażował się w tę tak delikatną sprawę.  Podzielił okoliczny las na sektory i postanowił odnaleźć tam zwłoki lub żywego Lorda.  Przesłuchał wszystkie wiejskie dziewczyny, niektóre kilkakrotnie i doszedł do wniosku, że nie widziały one Pana Tombstone od chwili jego zaginięcia.  Następnie aresztował Rebekę i Jonatana pod zarzutem wtrącania się w nie swoje sprawy a Lady Emmie poradził, aby w najbliższym czasie nie udawała się w żadną podróż.  "Tak będzie lepiej dla dobra sprawy i pani" - dodał bezczelnie ów prostak.  Podejrzewał bowiem iż Emma może chcieć ostrzec ojca, z którym jest w zmowie.  Jednocześnie polecił skonfiskować wszystkie gołębie pocztowe Lady Emmy, która nadmieniła iż poskarży się na to samemu królowi, gdyż Flea nadużył swych uprawnień.  Nie wiedział jednak, iż wiadomości od Manolo zwykł przynosić i zanosić czarny kot z dzwoneczkiem na obróżce u szyi.  

     Wszystkie te kroki nie doprowadziłyby zapewne do żadnego rezultatu, gdyby nie nagła wiadomość z Exeter.  Rozkawałkowane zwłoki z kanału melioracyjnego nie były ciałem Stubberna.  Do niego należała jedynie głowa, korpus zaś był ponad wszelką wątpliwość korpusem Pana Tombstone, który na plecach miał znamię wielkości pestki od śliwki, co potwierdzili jego lekarze doktor Fog i doktor Mist.  Doktor Haze nie wypowiedział się w tej sprawie twierdząc iż nie jest dla niego dostatecznie jasna. Stwierdził jednak iż Lord istotnie posiadał jakieś znamię na plecach, chociaż nie przypominało mu ono pestki od śliwki.  Rozstrzygające okazało się jednak badanie krwi, która w całości jeszcze nie wyciekła.  Krew pobrana z korpusu była wyraźnie błękitna, podczas gdy krew należąca do głowy była czerwona. Flea triumfował, jednak sprawcy podwójnego mordu nigdy nie odnaleziono i trzeba było oskarżyć o to jakiegoś wieśniaka, którego następnie powieszono.  Podobno jego duch do dzisiaj jeszcze straszy na okolicznych polach.                               

     Morderca dokonał swego dzieła przy pełni księżyca, który odbijał się w toni kanału po tym jak mgła ustąpiła, co nasuwa nieodparte przypuszczenie iż motyw zbrodni mógł być czysto estetyczny i że dokonano jej w erotycznej ekstazie.  Czerwień i błękit rozlanej w mrocznej wodzie krwi musiała bowiem zdawać się piękną w księżycowej poświacie. Równie piękna musiała być cisza jaka zapadła po krzykach. Jak kapłan tajemnego kultu czuł świętość swojej ofiary.  Jest dość prawdopodobne, że dorzucając głowę zwykłego policjanta do szczątków korpusu Lorda i mieszając ze sobą ich krew ktoś wyraźnie sobie zakpił z porządku społecznego. Czyż śmierć nie zrównuje ze sobą wszystkich?  Szlachetnego z prostakiem i mądrego z głupim. 

     Jedno pozostaje zagadką.  Dlaczego Pana Tombstone nie zabiła mgła, o której wspominał?  Jeśli przeczuwał on bowiem własną śmierć, to przeczucie owo nie sprawdziło się.  Zbrodzień prawdopodobnie przeczytał kartkę pozostawioną przez ojca Lady Emmy i udał się za nim a zabijając go, kiedy mgła już opadła wyszydził owo domniemanie.  Tak więc w pajęczą sieć zastawioną na Lorda nie złowił się żaden owad a im gęstsza była owa sieć tym bardziej okazała się zawodna.  

     Człowiek szlachetny poruszając się we mgle musi stale pamiętać o niebezpieczeństwie jakie czeka go na jawie. Są chwile, w których nie można oddawać się rojeniom.  Ludzie bowiem to w przeważającej większości dzikie bestie.  Przyjemnie jest się rozmarzyć i utonąć we mgle. Jednak marzenia to jedno a rzeczywistość - drugie.  Biedny Tombstone żył jak we śnie i oczekiwał pięknej śmierci. W paradoksalny sposób znalazł ją.  Lady Emma oczekiwała majątku ojca, kochała go jednak i nie chciała aby umierał.  Leech chciał awansować jednak wkrótce po owym zdarzeniu został wydalony ze służby.  A morderca nie znalazł nawet rozgłosu. Cóż za nieszczęście! 

     Nie myśl jednak, Drogi Czytelniku, iż wiem wszystko.  Jest wiele takich spraw na niebie i ziemi o których nie śniło się kryminologom a nawet nam autorom...Nie wiem nawet czy to nie ja zamordowałem Pana Tombstone po wypaleniu pewnej ilości opium, bowiem okolica ta wydaje mi się znana i często przypomina mi się w snach.  Gdyby tak było, to Bóg z pewnością mnie ukaże!  A jeśli nie...to kamień spadnie mi z serca w Dzień Sądu.  Ja jednak wiem, iż mogłem to uczynić, jeśli uczyniłem,  jedynie z miłości do Emmy. 

     Zapewne chcesz jeszcze wiedzieć, czy na płycie grobowej Lorda umieszczono napis, jakiego sobie życzył.  "Tu spoczął Lord Tobmstone, którego zabiła mgła.  Jest teraz w wiecznej ciemności bez strapień". Sprawdziłem to.  Jakoś od dawna już ciągnęło mnie do tego miejsca a nawet, mówiąc szczerze, tęskniłem za nim.  Tak!  Dokładnie tak jest napisane.   Przyszedłem upewnić się, bo mój pobyt na tym padole łez dobiega wreszcie końca.  Nagrobki często nie mówią prawdy.  Może jednak tak jest czasami lepiej.                   

     Kiedy wrzucą mnie do dołu, nikt mnie już tam nie znajdzie.  Nie sądzę aby ktoś zafundował mi pogrzeb.  Widziałem takie groby w Londynie...  Rozkopana ziemia...Żadnej tabliczki.  I po co człowiek włóczył się po tym świecie?  Jednak tak jak po umarłych gwiazdach przez miliony lat pozostaje jeszcze jakiś ślad światła na niebie, tak po moich niespełnionych marzeniach pozostanie słoneczny żar, gdy mnie już nie będzie.  I nie ugaszą go niczyje łzy!  Bowiem nic człowiekowi nie wróci zmarnowanego życia.   Przez całe życie marzyłem o zbrodni, ale ponieważ tylko Bóg czyni cuda, została mi ledwie miłość.  

 

 

 

 

 

 

wtorek, 07 lutego 2012

            Kupiłem sobie wieczorem na wyprzedaży trzy książeczki za 9.99. Piękny albumik Michała Anioła, bardzo mi potrzebną książeczkę o kotach (jak pewnie wiesz już Drogi Czytelniku, mam koteczkę o imieniu Mitsuko)  i "Sztukę szczęścia w trudnych czasach" Dalajlamy i Howarda Cutlera.   Niestety dwie pierwsze zostawiłem wraz z torbą w metrze i przez chwile nieuwagi spowodowaną przejęciem się wypowiedzią Dalajlamy, utraciłem wszystkie swoje dzisiejsze drobne radości.  W mojej obecnej sytuacji 30 zł to bardzo dużo.  Jednak smutniejsze jest to, że nadal jestem rozproszony i pozbawiony należytej uwagi. Dalajlama śmiałby się z tego zdarzenia - buddyści przecież nadzwyczaj cenią sobie uważność. 

           Mam wiele powodów do smutku.  Moja Mama jest poważnie chora i nie wiadomo czy w ogóle dojdzie do siebie.  Jej ciało jest zdeformowane chorobą, obolałe i pozbawione sił...Nie mogę jej pomóc tak, jakbym tego pragnął,  chociaż kiedyś woziła mnie w wózku, karmiła i troszczyła się o mnie. Ponieważ, nawet gdyby to było możliwe, sam mam spore kłopoty ze zdrowiem.  Kiedy Ją widzę przypominają mi się słowa Buddy, że życie jest cierpieniem.    

           Jestem skazany na częściową rozłąkę z Osobą, którą kocham a to, jak mówi Budda, zawsze jest źródłem niepokoju i cierpienia.  

           W moim pokoju jest zbyt zimno, abym mógł kontynuować pisanie swojej książki...

           Pani od psychoterapii, doświadczona i zwykle raczej empatyczna i miła, wściekła się na mnie z powodów nie związanych z terapią, którą po ostrej i niezbyt uczciwej walce ze mną zakończyła słowami: "Chcę za panem zamknąć drzwi z drugiej strony".  Nie potrafiłbym jej o to obwiniać. Współczuję jej, że ma pacjentów nad którymi nie ma pełnej władzy, nawet jeśli wypowie jakieś magiczne słowa...np. "za dużo emocji".

          Nie o wszystkim zresztą warto tutaj pisać.  Na przykład o troskach materialnych...Mam bowiem jeszcze wiele innych równie dla mnie przykrych trosk, niekoniecznie osobistych. 

          Jestem zatroskany o ten świat,  chociaż brakuje mi mądrości i nie wiem jak można byłoby go uratować. Przeraża mnie ogrom cierpienia jakie jedne czujące istoty - w tym niestety ludzie - zadają innym a także zanik więzi międzyludzkich na rzecz społeczeństwa zautomatyzowanego. 

          Trudne chwile nie mają, moim zdaniem, jakiegoś ukrytego sensu.  Nie służą temu, abyśmy doświadczając ich nauczyli się czegoś lub rozwinęli.   Chociaż można mimo to odnieść z nich pewną praktyczna korzyść  najczęściej jest to korzyść cmentarnika i płaczka lub w najlepszym razie buddyjskiego mnicha. A wolność?  Największa wolność jest w kontemplacji, niezależnie od tego, czy jej źródłem jest radość czy   współczucie. 

          Nie przekonuje mnie koncepcja przypisująca cierpieniu szczególną godność,   Cierpienie uszlachetnia, chociaż prawdą jest, że przeszkody dają często okazję do kształtowania charakteru...cierpliwości, elastyczności, konsekwencji w działaniu... 

          Bywa, że cierpienie uszlachetnia i nastraja naszą duszę jak pięknie brzmiący instrument, jednak idąc trochę dalej powiedzieć można - w nawiązaniu do owej starożytnej metafory- ...że kiedy struny są zbyt napięte, to przecież pękają.  Dlatego tak istotna dla życia jest "rozluźniająca" radość, którą przecież nie w każdej sytuacji można odnaleźć.   Doświadczona surowo swoim pobytem na zesłaniu w Kazachstanie niedawno zmarła Profesor Barbara Skarga napisała, że cierpienie nie uszlachetnia, lecz miażdży i niszczy człowieka.                 

          Poczucie humoru, czy nawet autoironia owszem pomagają...jednak nie tym, którzy prowadzeni są do komory gazowej...ani ojcom, którym okrutny tyran dał do zjedzenia potrawkę z ich własnych dzieci...ani Chrystusowi w chwili konania... 

          Również zachwyt nad tzw.  pozytywnym myśleniem zbyt łatwo wielu ekspertom od życia przychodzi.  Pozytywne myślenie jak wiadomo pomaga, jednak nie uzdrawia w sposób cudowny.  Moja przyjaciółka, z którą byłem kiedyś na spotkaniu z Dalajlamą, bardzo przejęła się pozytywnym myśleniem, jednak była poważnie chora i wkrótce potem zmarła. Potrzebowała bowiem cudu lub opieki medycznej, o jaką w naszym "ojczystym" kraju tak trudno.  Pozytywne myślenie jest energią, która wyczerpuje się w pewnych sytuacjach jak każde energiczne parcie do przodu, boleśnie rozbijając się o rzeczywistość, której poczucie zbyt łatwo tracimy. 

          Cenniejsza od pozytywnego myślenia jest moim zdaniem elastyczność myślenia, która pozwala nam w każdej sytuacji widzieć zarówno nadzieję jak i możliwość jej niespełnienia.  Nadziei tej zwykle towarzyszy obawa, jednak jest to zazwyczaj silna reakcja lękowa, z którą trudno nam sobie świadomie poradzić.  Elastyczność wiąże się w jakiś sposób z dystansem wobec własnych przeżyć - z nastawieniem na obie ewentualności.  Nie jest to już tortura nadziei, lecz raczej przeświadczenie, że i tak trzeba żyć dalej...a jeśli żyć nie chcemy, to możemy wyjść z życia niby przez otwarte drzwi. 

         Sugestia zawarta w książce Dalajlamy jest jednak odmienna - to współczująca postawa wobec innych sprawia, że mimo osobistego cierpienia możemy być szczęśliwi.  Sam często myślę o tym, lecz nie jestem jeszcze dość wewnętrznie pusty...a moje ego miauczy jak Mitsuko, komunikując mi swoje niezaspokojone potrzeby.  Jak wiadomo kot potrafi modulować swój głos na kilkadziesiąt różnych sposobów...  

        Z drugiej strony jednak ten kto stale milczy pozwala się zarżnąć jak gęś, która nie gęga w chińskiej przypowieści (Zhuangzi).  W pewnych sytuacjach trzeba się bronić. 

      

 

 

wtorek, 17 stycznia 2012

             Nie była to dla mnie łatwa decyzja.  Zrozumiałem jednak, że pisać dla siebie mogę w notesie lub w zeszycie a brak komentarzy do moich wpisów jest wyrazem braku zainteresowania tym , co tutaj robię.   W tym tygodniu było tylko 500 wejść ( w zeszłym prawie 2200).  Jedna z Czytelniczek mojego "bloga" powiedziała mi w szczerej rozmowie, że brak komentarzy świadczy o tym, że nikt się nim poważnie nie interesuje. Komentarzy było w sumie osiem (w tym jeden, być może przedwcześnie, usunięty przeze mnie - gdyż wydawał mi się trochę niejasny).  Ponieważ jednak nie opowiadałem tutaj samych dowcipów, lecz zdarzają się też dość poważne wpisy, zdecydowałem się nie zamykać Lunymigotliwej - może ktoś kiedyś znajdzie tam coś odpowiedniego dla siebie?  Nie zależy mi tak bardzo na uznaniu, bowiem kiedyś już mi je wyrażono przy innej okazji.  Chciałem raczej kogoś zainteresować lub rozbawić tym, co piszę.  A teraz chowam już swoje zabawki i przygotowuję się do drogi...

           I mam nadzieję drogi Czytelniku, że jeśli nie w tym, to na jakimś innym świecie, spotkamy się już niedługo.

 

          Nezumi13     

wtorek, 10 stycznia 2012

                Teraz na pewno wszyscy mnie opuszczą i zostanę sam jak mysz polna!

czwartek, 05 stycznia 2012

           Widziałem go jak prześwitywał przez pokręcone konary wysokiego drzewa, w których najwidoczniej się schował...i pomyślałem o śmierci...Nie o śmierci jako cząstce przemijania, czy "problemie" (medycznym, psychologicznym, filozoficznym, religijnym i Bóg wie jeszcze jakim), nie o śmierci znajomego lub nawet przyjaciela, lecz o swojej własnej śmierci.  Bez tego jednak naturalistycznego wyobrażenia umierającego we własnych odchodach zwierzęcia, dławiącego się własnym śluzem.  Nie...wszystko to wraz z tysiącami udręk utonęło w księżycowej aurze.  A sama Śmierć spoza jakiejś zasłony moich pragnień i lęków podglądała mnie robiąc małpie miny..."Co ona tam knuje?" - pomyślałem, bo wydawało mi się, że ma moją twarz.  Małpa na księżycu? Tego jeszcze nie widziałem.

sobota, 31 grudnia 2011

               Niespełna kilka tygodni temu profesor Reinchardt Lemke z uniwersytetu w Tybindze odnalazł napisany w 1662 roku list niejakiego Ludwiga von Klausa do jego narzeczonej hrabiny Ameli z Ratyzbony.  Po wstępnych czułościach pułkownik Ludwig von Klaus pisze w nim "Koniec świata zbliża się wielkimi krokami i nastąpi w roku 2012.  Miałem niedawno widzenie odnośnie tej daty.  Za oceanem powstanie nowe państwo w którym będzie się linczować dzikusów rodem z Afryki i mordować miejscowych dzikusów.  W XX wieku będą miały miejsce dwie wielkie wojny. Państwo to zarobi na drugiej z nich tyle, że stanie światowym mocarstwem.  Już wcześniej będą budować domy wysokie aż do nieba, na podobieństwo wieży Babel i sprzedawać całemu światu gumki od majtek i gumę do żucia.  W 2012 roku zrzucą bombę na Persów i będzie to oznaczało koniec świata.  Ale ty, moja ukochana i ja, będziemy już w owym czasie stałymi bywalcami nieba. Nie musimy się więc tym martwić.  Zaprawdę ukochana powiedzą kiedyś, że człowiek pochodzi od goryla, że jego miłość to spółkowanie cielesne a celem życia bogatych jest wyzysk biednych.  Jakże słodko będzie przebywać wtedy na zielonych rajskich łąkach, pić wodę z przeczystego nieba i wylegiwać się na obłokach w otoczeniu anielskich istot.  Nie martw się więc, jak ci powiedzą, że rozwaliłem sobie czaszkę kulą od muszkietu.  Spotkamy się tam już niedługo.  A ty donoś naszą córeczkę i wydaj ja na świat dokładnie w dziewięć miesięcy po naszym rozstaniu, żeby przypadkiem nikt nie pomyślał, że dziecko nie jest moje.  Twój von Klaus".