Kategorie: Wszystkie | "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę" | ...bez końca | 0 | 100O i jeden Rabinów | A Puszkina też zapuszkują? | A moze to tylko pomieszanie zmyslow | A nie lepiej być purystą? | Aaaaaaaaaaaaaa...aalfabeta | Ach, gdzież jest litość lub wspolczucia pozór? | Ach, gdzież jest litość lub współczucia pozór? | Adam Mic - Kiewicz | Adaś i Ewka | Aforystyka | Amerykański sen | Autopsychoterapia | Bez sensu to to! | Bez szaleństwa... | Bezmyślne okrucieństwo | Bezradność | Biedna Szymborska | Biedny Kapturek! | Bliźni miłości | Bliźniego miłość... | Blondyn | Blue Bossa | Bojaźń i drżenie | Bratnie dusze | Bruner, ty świnio! | Buddyzm w życiu codziennym | Bóg mi poskapił tej anielskiej miary... | Bóg mi poskąpił tej anielskiej miary... | Bójstwo samo | Caritas | Chiziofrenia | Choroba na śmierć | Chwila ułudy | Chwila wytchnienia | Chłodne upojenie | Cierpienia i radości | Cierpienie i radość | Cleen feed | Cnota niedoli | Co slina na język przyniosła | Co tam panie w polityce? | Co w niebie piszczy | Co ślina na język przyniosła? | Corrida | Coś dla duszy... | Coś tak wulgarnego | Cudotwórstwo | Czarna Perła Tao | Czarny tulipan skrzyżowany z czarna różą | Czarny tulipan skrzyżowany z czarną różą | Czary Mary | Czego nie przysięgał Hipokrates? | Człowiek nie jest rzeczą | Człowiek to brzmi dumnie, ale nie u mnie | Często chowa | Częstochowskie rymy | Deficyt aniołów | Delightful! | Demokratyczne wybory w Oczodołach | Diabłoterapia | Dla wszystkich i dla nikogo | Dnieje | Do samego siebie | Dodatek | Dowcipas dnia | Duma narodowa | Dusze drzew | Dyskretna mgiełka autoironii | Dzielność | Dziki kapitalizm | Dzisiejsza młodzież | Dzisiejsza młodzież nosi ładną odzież | Egzystencjalizm jest chumanizmem | Ekonomia zbawienia | Elegancja Francja | Elegijnie | English gentelman | English gentleman | Epicurus | Ewa tylko ziewa | Falochron | Female | Filozofia bez uczoności | Forever Loving Jah | Gadu, gadu | Gadu, gadu, trochę więcej jadu | Gal Anonim | Gaz dla pedałów | Gaz dla pedałów, młot dla sierpów | Gdy rozum śpi... | Gendarme | Genek, gienialny gieniusz | Geno Typ | Gorący uczynek | Grabarz | Grabarz nonsensu | Gry i zabawy literackie | Głupota przysłowiem narodów | Głębie i tajnie Podświadomego | HIstoria nauczycielką bicia | Herbatka zen | Homo economicus | Homo sapiens czy Homo politicus | Humor absurdalny | Humor nieco absurdalny | Humor, satyra, panie... | I rekiny w oceani mają zębów cały rząd | I rekiny w oceanie mają zębów cały rząd | Indie Wschodnie i Zachodnie | Industrial | Istnieje również wrodzony brak poczucia humoru | Ja tam bynajmniej nie wiem | Jak długo będę jeszcze żył? | Jak uprawiać agresywne dziennikarstwo? Poradnik dla początkujących | Jakże cżęsto powtarza się ta historia | Jakże trudno czasami coś sklecić! | Jan i Małgorzata | Jan z Czarnolasu | Jesienna muzyka | Jeszcze smutniej! | Jeździec Apokalipsy | Językologia | Kaczuszki mandarynki | Karawana idzie dalej | Katedra Adamowego Żebra | Kawa z Kafką | Każdemu według naszych chęci | Każdemu według potrzeb | Każdemu, o czym tylko zamarzy | Kiciuś Miciuś! | Kicuś Micuś! | Kiedy człowiek staje się bestią | Kiedy owce nie milczą | Kij w mrowisku | Kniaź Wiktor | Kochani ludożercy | Kolacja Pani Sowy | Kometa tylko głownia nie ta | Konkwista | Koryfeusz nauki, milośnik sztuki | Koty i inne zwierzęta | Koty, głupoty, palikoty | Kości rzucone są | Kość słoniowa | Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatni | Kto pisze teraz historię? | Kuchnia szamańska | Kwiatki Św. Franciszka | Kwiatostan śmierci | Kwitnienie kultury | Kwitnąca wiśnia | La colombina i ciche ukojenie | Lekarzu - lecz się sam! | Lenin wiecznie żywy | Leśmianiada | Lichwiarstwo polskie | Liryki i prztyki | Logika dziejów | Londyńska mgła niepamięci | Londyńskie przygody | Los ofiary | Los puka do moich drzwi | Lotosowy wpis | Ludzie ludziom... | Lunatyzm | Lęk społeczny | Made in Japan | Maligna | Marność nad marnościami | Marność nad marnościami. Rekoleksje Wielkopiątkowe | Marzenia senne | Marzeniologia stosowana | Maszkary i senne dziwadła | Maszkary i senne widziadła odbite w lustrze | Mała czarna z Kafką | Medycyna naturalna | Meine Liebe Augustin! | Melancholia | Melancholia stosowana | Memorabilia | Meszreiw | Meteo | Mgiełka autoironii | Mglisty dzień. Mgła | Mikołak | Mistrz i Małgorzatka | Mistycyzm lunarny | Mistyka i miłość | Mitologia osobista | Mitologia świata | Miłość | Miłość bliźniego | Miłość nie zawsze szczęśliwa | Miś Uszatek | Moc rytuałów | Monada nie ma okien | Mowa potoczna | Mowa ptaków | Mowa serca | Moze ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może ktoś się ucieszy? | Może ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może to trochę zbyt uszczypliwe | Musicology | Muza lekkich obyczjów | Muzyka przywraca ład serca | Myszoterapia dr Nezumi | Myśli prostego człowieka | Mądrość Natury | Mądrość jak z gazety | Mądrość narodów | Młot na faryzeuszy i hipokrytów | Męstwo bycia | Mówił sen do snu | NIe ma na świecie dwóch takich samych liści, ni kropel deszczu | Na jawie (lecz to, co niejawne pozstaje) | Na stos rzuciliśmy szcześcia los | Na stos rzuciliśmy szczęścia los | Na szczytach hipokryzji | Na zdrowie! | Nad piekną rzeką | Najokrutniejsze zwierzę | Najsłodsza tajemnica | Narastająca senność | Nic dzisiaj ciekawego nie napisałem | Nicość | Nie am dwóch takich samych liści, ni kropel wody | Nie bój się - najwyżej cię rozstrzelają! | Nie czas żałować burz, gdy płoną oczy | Nie czas żąłować burz, gdy płoną oczy | Nie każde szczere złoto jest szczerozłote | Nie ma na świecie dwóch takich samych liści ani kropel wody | Nie ma na świecie dwóćh atkich samych liści lub kropel deszczu | Nie ma takiego smutnego, co by na wesołe nie wyszło | Nie ma zazdrości bez miłości | Nie oddamy nawet guzika | Nie tylko dzielenie włosa na czworo | Nie wiem, ja w ogóle nie myślę | Nie zabijaj! | Nie zabijajcie drzew! | Nie zawsze urocza dzecinada | Niebiańskie szczyty głupoty | Niech pani będzie dzielna! | Niech zapłaczą na moim pogrzebie | Nieco drapieżny wpis | Niekoniecznie ptasi móżdżek | Nienawiść bliźniego | Nieosobiście | Nieprzesłane przesłanie | Niestworzone rzeczy | Nieszkodliwe głupotki | Niewczesna melancholia melomana | Niewczesne rozważania | Niewielka profanacja | Niewielkie przekłamanie | Niskolotnie | No No! Teatr No | No comments! | No no! | Nowa poezja lingwistyczna | Nędzne kabareciarstwo | O Leonardo, po cóż się tak trudzisz? | O dzieleniu włosa na czworo, czyli metodzie scholastycznej | O dzieleniu włosa na czworo, czyli o metodzie scholastycznej | Obciachy | Obscenia i parafrenalia | Obsesja dobrego biustu | Ojej! | Oko w oko z zębem mądrości | Okropieństwa | Okruchy odgrzebane z lawy | Okruchy życia wygrzebane zlawy | Okruchy życia wygrzebane z lawy | Okrutna losu ironia | Orientuj się na orient | Owczarek | Owczarki afgańskie | Owocożerni | PL jak piekło | PO PiS | POeci wszystkich krajów dzielcie się | Pan Tadeusz | Panie pośle, po chrześcijańsku panu wybaczam | Pańska satyra polityczna jest niegramatyczna | Pendant do pewnego przypisu | Perlikowski | Pewna elastyczność zasad | Pewne jak w banku | Piorunujący piorun! | Po owocach poznacie ich! | Po upadku | Pobożne życzenia | Podpatrywanie Natury | Podroby i inne podróbki | Pokolenie Kainowe | Pokorne ciele | Pokorne cielę | Pokusa | Polak potrafi | Polak potrafi! | Politolog i Politowska | Politycznie niepoprawne! | Polonica | Polonika rycerskie | Polucje i ablucje | Pomarańcze i mandarynki | Pomarznąć dobra rzecz | Pomarznąć dobra rzecz! | Pomoc psychologiczna | Poranna kawka z Kafką | Porąbane marzenia | Potężne i głębokie warstwy pierwotnego mitu | Powieść brukowa | Powszechna życzliwość | Powtórka z cynizmu | Poznaj samego siebie | Prawda | Prawda jest jedna i piękna, ale złożona | Prawda popłaca | Prawdziwa metropolia | Prawi i sprawiedliwi | Prawiezmartwychpowstanie | Prawiezmarwtychpowstanie | Prognoza pogody | Pruski smutek | Przecież cię zjem! | Przedagonalny polski agon | Przegląd sportowy | Przeinaczenia | Przez pychę do pokory | Przeżyjesz to, a pote już tylko grób | Przeżyjesz to, a potem już tylko grób! | Przminęło z wiatrem | Prztyczek | Psiapowiednia Majów | Psubrat | Pustka | Pytanie dość retoryczne | Raczej to nie będzie hit | Radosne gonitwy śnieżnych tygrysów | Radość wędrowania | Rejterada Rejtana | Religie nauczą cie pokory | Res Sacra Pecunia | Romans z pop kulturą | Roots, Rock, Reggae | Rozkosze reinkarnacji | Rozmowa nie na telefon | Rozpacz | Rozpacz na wieki wieków | Rozpacz, która podpełza pod gardło | Ruch i świeże powietrze... | Rybołówstwo cudzołożnika | Rycerz pokalany | Samokrytyka | Samotność egzystencjalna | Sekrety pewnego domu handlowego | Seraphic Flames and Heavenly Love | Siedź na dupie i potakuj! | Somatyka | Somatyka logiczna | Spełniona przepowiednia | Spleśniały ser | Sponsorem tej opowieści jest wydawnictwo Błękitny Wieloryb | Sport to zdrowie | Spowiedź morskiego wilka | Stary Sącz i Nowy Sącz | Stary mafioso | Stołeczne stołki | Stratyfikacja społeczna | Suma sumarum | Sumienie rachunku | Sweet Music and Poetry | Sygnały podprogowe | Szalchetne zdrowie | Szczęśliwa pomyłka | Szekspir do żadnej nie należy epoki | Szkarady | Szlachetna gravitas | Szlachetne zdrowie | Słodycze grafomanii | Słówka | Słówko do słówka, a uzbiera się sówka | Tadeusz Bój Jeleński | Taia chińska podróbka | Takie będą rzeczpospolite jakie tego blogu chowanie | Takie tam, pierdoły | Talking Heads | Tania chińska podróbka | Tatiana | Teorie świata nauki | Terapeutyczie | Terapeutycznie | Thames | The Doors. Uchylone drzwi | The Lion cub | The fruit of beauty and despair | To na pewno nie Lec | To nie żadna filozofia | Tragiczne pożegnania | Transformacja duchowa | Trudna sztuka dialogu | Trudno czasmi coś sklecić | Trzylogia | Trója z polskiego | Twarda rzeczywistość | Ty mi tutaj nie filozuj | Tygrysologia stosowana | Tysiac i jeden ptaków | Tysiąc i jeden kotów | Tysiąc i jeden ptaków | Tysiąc różowych kroliczków | Tęsknica | Tęsknota duchowa | Ubekistan | Ucone księgi | Uczeni ludożercy | Uderzenia losu | Uduchowienie | Umrzeć z miłości | Upadek Pierwszego Człowieka | Uroczy wegetarianin | Uszczelnienie systemu podatkowego | Utrata uzębienia | W czym mogę panu pomóc? | Wciąz powtarza się ta sama historia | Wciąż powtarza się ta sama historia | Wdzieczna muzyka przywraca ład serca | Wesola grafomania z morałem | Wiecej broi dla szaleńców w Teksasie | Wieczne powroty | Wiedza radosna | Wielka wygrana | Wielomówstwo, czyli plaga opowiadania | Wierzba płacząca | Wiosny i jesienie | Witch | Więcej broni dla szaleńców w Teksasie | Wojna totalna | Wpis o kształcie piramidy | Wprowadzenie do kruczków prawnych | Wrzucam wszystko do kosza | Wrzątek | Wspomneinei pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Współczesny filister | Wszystkie rybki | Wszystko na A | Wszystko na sprzedarz | Wszystko na sprzedaż | Wygrana | Węzłowato | Wólka Węglowa | Xin Lu, typowa brunetka o granatowych oczach | Z Nietzschego nic nie powstaje | Z księgi wulgaryzmów | Z rupieciarni myśli | Zaczarowany świat zen | Zanim mnie wrzucą do dołu | Zapowiedź Apokalipsy | Zaraz wracam! | Zasada domniemanej winy | Zaskroniec | Zastał Polskę drewnianą... | Zatrzaśnięte drzwi | Zbaw mie Buddo Amido | Zbaw mnie, Buddo Amido | Zdrowy egoizm | Zegar dziejów | Zestrzelenie księżyca | Zginął z rąk słabej kobiety | Zima się nas nie ima | Zjawiskowe | Znak jaskółki | Zrozumieć wartość tego, co nieużyteczne | Zuch zawsze ochoczy! | Zwierzęta pod postacią ludzi | Zwyciestwo konsumpcjonizmu | Ząb mądrości | ie zabijajcie drzew! | ieosobiście | kosmos | Łagodne prawo, ale prawo | Łagodność tygrysa | Śmiechotki, chichotki | Śmiertelna powaga | Śmierć | Światełko w mroku | Świętość, wziętość, nadętość | Życie jest tragiczne | Życie samo | Życzliwe spojrzenia na całość ogródka | Żyć, nie umierać
RSS

Koty i inne zwierzęta

czwartek, 17 października 2013

        Tysiące nietoperzy oderwało się z łoskotem od sklepieni katedry.  Płynęły w powietrzu jak fala, łopocąc skrzydłami.  Dołem maszerowały koty.  Były ich tysiące.  Nagle przeleciał jednoosobowy samolot i ogłaszając coś przez megafon rozrzucał ulotki.  

                                          - I co było dalej? - spytała Jola.

                                          - Jak to, co?  Rewolucja!  - odpowiedział Nezumi.

 

piątek, 02 sierpnia 2013

                                                                                       "To, co ma zwalczać samotność tylko ją wzmaga..."

                                                                                       (Emil Cioran)

          Oczywiście to tytuł czasopisma.  A "Kocie sprawy" i "Kot", to chyba dwa najpopularniejsze polskie pisma dla miłośników kotów.  Moja Mitsuko je olała - dosłownie...

           Na szczęście jednak zdążyłem wcześniej przeczytać artykuł na temat powodów, dla których koty obsikują łóżko swojego dobroczyńcy (bo przecież karmimy je, czeszemy i głaskamy, a to już według niektórych dobroczynność), Pana (w końcu to nasze terytorium) i przyjaciela (mam nadzieję, że nikt tych określeń nie bierze zbyt dosłownie).  Powody te są, krótko mówiąc, złożone - od pracy nerek, poprzez nieuprzątniętą kuwetę do tego, że kot chce nam coś przez to zakomunikować (na przykład, że czuje się przez nas opuszczony). Ponieważ Mitsuko śpi ze mną, więc robiąc tak "sika też we własne łóżko"...Na szczęście w ostatnich latach zdarza się Jej to już raczej rzadko i nie musi sama sobie szkodzić.

          Ciekawa jest ta psychologia zwierzątek i jakże czasami podobna do ludzkiej.  Bo koty to przecież Osoby, takie same jak my, chociaż nie znają Freuda.

czwartek, 01 sierpnia 2013

                                              Leżę na moim łóżku jak martwy wieloryb

                                              Z wzdętym brzuchem.

                                              A moja Mistuko ułożyła się obok...

sobota, 22 czerwca 2013

             "Pewien człowiek chciał koniecznie dogonić swój cień.  Ale, co tylko do niego podbiegł, cień rósł i oddalał się od niego nie bez pewnego majestatu.

              "Ach!" - myślał ów człowiek - "A czy nie lepiej, gdyby ten cień wlókł się za mną?  Dlaczego tak przede mną ucieka? Jest znacznie większy ode mnie i z pewnością budzi większy respekt niż ja.  Ale przecież, beze mnie nie mógłby istnieć.  To mnie wszystko zawdzięcza!  Dlaczego więc mu nie dorównuję?"

              "Dlaczego? - naigrawał się z niego cień - Bo ja wciąż rosnę, a ty jesteś wciąż mały. To cała tajemnica!"

              "Nie pojmuję tego" - rzekł człowiek i wrócił do swojego joggingu.  Biegł, biegł i biegł i mało co nie wyzionął ducha.

              "Daj sobie spokój!" - powiedziała żaba, której człowiek o mało nie rozdeptał na drodze - Usiądź ze mną w tej trawie i spójrz na księżyc!"     

              "Kiedy nie mogę!  On jest taki elegancki i dystyngowany, i wszyscy go uwielbiają, a ja..."

              I tak człowiek ów pozostał do końca swoich dni cieniem swojego cienia.  A ta żaba?  Czy nie była przypadkiem mądra?"

niedziela, 09 czerwca 2013

             Spania.  Potrafi spać wszędzie i o każdej porze dnia i nocy.  Zasypia jak małe dziecko w ciągu sekundy.

niedziela, 21 kwietnia 2013

        Wiedziona jakimś zaskakującym pewnie dla niej samej impulsem Mitsuko wskoczyła dzisiaj rano na regał i zrzucając na podłogę książki, zdjęcia i CD zajęła miejsce na najwyższej szafie, ignorując zupełnie fakt, że było ono całkowicie zajęte.  Kląłem nieznacznie porządkując owo pobojowisko - szczególnie szkoda było mi cennych zdjęć sprzed lat, jednak zarazem ów nieoczekiwany wyczyn wydał mi się czymś nieprawdopodobnym i godnym podziwu, podobnie jak jej miękkie lądowanie po skoku z wysokości kilku metrów.  A więc zwierzątko jest w całkiem dobrej formie!   Na szczęście bilans strat materialnych okazał się względnie pomyślny i żadna z moich relikwii dotkliwie nie ucierpiała.  (Mogłoby tak jednak się stać, gdyby Mitsuko chciała je trochę poszarpać lub skropić swą żółto- brązową substancją o raczej nieciekawym aromacie)...Owa spontaniczna aktywność mojej koteczki po okresie zimowego zgnuśnienia, kiedy to pozbawiona ruchu trochę zepsiała bardzo mnie cieszy i być może jest dobrym przykładem, że i ja  t a k  będę mógł.  Nie, żebym chciał od razu zdemolować jakąś bibliotekę, ale z pewnością chciałbym zrobić coś równie nieoczekiwanego...    

niedziela, 17 marca 2013

           Kiedy rano obudziłem się, zapytałem Mitsuko, czy przypomina sobie sen o morskiej fali, potężnej jak wieloryb.  Początkowo nie chciała nic mówić, ale później powiedziała mi, że naoglądałem się japońskich drzeworytów, co dla kogoś innego mogłoby stanowić dowód mojego snobizmu, ona jednak zna mnie dobrze i wie, że się wszystkim przejmuję, a to, że w owym śnie występuję w roli dobroczyńcy też jest całkiem naturalne, bo kto by nie chciał się tak czasami czuć...    

           - Mam nadzieję, że nie obsikasz mi tej pięknej wersalki - powiedziałem.

           Ale Mitsuko - zasnęła na moim przykrytym kołdrą, przypominającym niewielkie wzgórze, lekko falującym brzuchu.  Jest naprawdę bardzo zimno i koty szukają schronienia, gdzie tylko mogą.  Dla Mitsuko, która prawie nigdy nie wychodzi z domu, jestem zarazem ojcem, matką i...jedynym przyjacielem. Tego ostatniego nie należy jednak rozumieć zbyt dosłownie.  Czasami wspólnie oddychamy - jej oddech jest jednak znacznie krótszy...Ostatnio często myślę o tym, że Mitsuko już niedługo umrze.  Nawet, jeśli będzie to za pięć lat - powinienem się przygotować.  Śmierć Kitusi była dla mnie ogromnym wstrząsem i nigdy nie zapomnę ostatniego dnia jej życia...Chociaż, oczywiście, nie miała szacunku dla moich tybetańskich dewocjonaliów, na których ostrzyła sobie pazurki i w ten sposób, wyszarpując nitki, zniszczyła piękne czarne tło, na którym groźnie manifestowały się wizerunki płonących demonów...Rozdarcia były tak potężne, że od spodu zaczęły wystawać drewienka podtrzymujące płótno.  Reszty dzieła zniszczenia dokonała para wodna z garnków, która sprawiła, że święty obraz pofałdował się...W gorszym stanie jest tylko ikona z pewnego bliskiego mi domu na Podlasiu - ma wyłamane drewniane drzwiczki i ślady licznych obtłuczeń, a sam wizerunek Matki Boskiej zaszedł jakąś tłustą mgłą.

          Nie ma innej świętości oprócz samego życia.

 

 

           

piątek, 15 marca 2013

          Rankiem wyruszyliśmy w góry.   Ja i trzy śnieżne tygrysy.  Tak je nazwałem, bo są białe i mają lekko brązowe pręgi.  Nie lubię chodzić po górskich szczytach, bo cierpię na lęk przestrzeni, ale tygrysy były ostatnio bardzo smutne, więc zgodziłem się w końcu na przechadzkę.  Na wszelki wypadek jednak zadzwoniłem do mojej matki i pożegnałem się z nią.  

         - Tylko mi szybko wracaj! - powiedziała mama - Góry są niskie, a tygrysy syte.  Jesteś dość zażywny, ale twoje mięso na pewno nie może uchodzić za smaczne.  Musiałyby być nie wiem jak głodne...Mówi się, że osiem tysięcy ponad poziomem morza to zawrotna wysokość, ale ile to jest, synku, ponad poziomem ziemi?  A i nie nadźwigasz się - bo od czego są tragarze.  Tylko nie siedź tam za długo.

        - Ale ja naprawdę mogę stamtąd nie wrócić - powiedziałem.

        - Nie przesadzaj!  Jak wrócisz, to szybko wsiadaj w autobus - nie chcę czekać na ciebie z kolacją.

        - Ale, mamo, ja nie wiem, czy ja przyjdę.  Żona do mnie przyjeżdża - powiedziałem.

        - Nie szanujesz starej matki, bo niedługo jej nie będzie, co?  Przewróci się i zejdzie.  Mamusia może poczekać, tak?  

        - To nie tak, mamo!   Ja po prostu dawno jej nie widziałem.  A jak wrócę z gór, to jeszcze bardziej będę za nią tęsknił.

        - Jak sobie chcesz! 

        - Musisz być dzielna, mamo.  Tygrysy czasami rozszarpują zupełnie bez powodu.  Na tym polega ich instynkt drapieżnika.  A w górach nie ma tlenu i jest pełno duchów.  Na wypadek, gdyby mi się coś stało...      

        - Nie opowiadaj głupot!  Co ci się może stać synku na tych wyżynach ducha?  W twojej obecności nawet tygrys zamienia się w baranka. Taką masz moc...Ale ty zawsze miałeś kompleksy.  Mówiłam ci - wierz w siebie,  przecież nie jesteś niedorozwinięty!  Inteligencji ci nie brakuje.   I co?

        - Tak, mamo, ale...

        - Dobra.  Nie dyskutujmy już!   Chcę dziś wieczorem spokojnie obejrzeć Bonda. 

        Nie wiem - chyba mama trochę się przejęła.  Ja też, bo w drodze na szczyt okazało się, że jeden z tygrysów, to czarna puma.  Nie byłem przygotowany na taki wariant.  Poza tym myślałem, że wjedziemy na szczyt kolejką linową.  A tu idziemy - a po drodze tyle krzyży...Chyba jednak nie zdobędę tej zimy Szczytu Duchowości...To przez te zwierzęta.  Poza tym paskudnie wieje.  I nawet nie wiadomo, czy ktoś się moim zaginięciem zmartwi.  Na wszelki wypadek dzielę się moimi wątpliwościami z najsilniejszym tygrysem.

       - Hrumh!  - powiedział tygrys - Ja chyba też sobie jednak odpuszczę.  Wejść to jeszcze wejdę, ale najgorsze jest zejście.  Poza tym, nie za bardzo lubię ludzi. 

       - To wracamy i idziemy na piwo? - zapytałem.

       - Na miód pitny - odrzekł tygrys - Nigdy nie piłem tego świństwa, bardzo jestem ciekaw, jak po tym jest. 

       - Ale duchowo cię to nie rozwinie - powiedziałem.

       - A musi? - zapytał tygrys - Czasami mam ochotę cię rozszarpać!

 

       

sobota, 16 lutego 2013

        Właściwie nic, poza przelotem asteroidy...Pralka, którą nastawiłem na krótki program, zatrzęsła się nagle gwałtownie i do umywalki, obok której stała, wpadła woda zatapiając cenną książkę, która nagle tam się znalazła...Położyłem więc książkę na kaloryferze i pojechałem do swojej ulubionej księgarni, gdzie za ostatnie grosze kupiłem nową. A ponieważ zbliżały się moje urodziny, powiadomiłem moją mamę o moim nieszczęściu.  Mama wyjęła z portmonetki 44 zł i 27 groszy i w ten sposób zdołaliśmy uniknąć większego nieszczęścia, jakim byłaby utrata tak cennego źródła wiedzy (biblioteki tego nie mają!)  Tymczasem mokra książka wyschła i chociaż czytać się jej nie da - wygląda wspaniale.  Zachowam ją zatem na pamiątkę owego zdarzenia, bowiem i książka może mieć swój los!   Dobroć, miłość...istnieją przecież...nawet pod powierzchnią zaskorupiałego egoizmu, a woda potrafi skruszyć nawet skały.  Tak więc tym razem zmiana okazała się odwracalna!

        Co by się jednak stało, gdybym wyprał przez pomyłkę moją Mitsuko, która często wchodzi do załadowanej pralki?  (Mam nawet zdjęcie).  Chociaż zdarzyło się coś podobnego podczas mojego pobytu w Londynie.  Pewien kot został wielokrotnie odwirowany przez pralkę i nie tylko przeżył, ale nie miał nawet żadnych istotnych objawów - żadnego wstrząśnienia mózgu, ani uszkodzenia kręgosłupa, żadnych halucynacji...i nawet się nie przeziębił.  Wiele się wtedy o tym mówiło w telewizji - jednak, mimo wszystko, nie radziłbym próbować...    

        Kiedyś Mitsuko obsikała moją książkę Alana Wattsa "Tao strumienia".  Nie wiedząc, co z nią zrobić, wystawiłem ją za okno. Prawie porosła roślinnością, jednak, jak się okazało, uzyskała niezwykle piękny kolor ciemnego, górskiego miodu.  Co wrażliwsi adepci mojej życiowej filozofii oglądali ją, dziwiąc się, że nawet zapach kociego moczu może być przyjemny.  Taką siłę ma czasami perswazja...W tamtym przypadku z pomocą przyszedł mi antykwariat.  Zdałem się na przypadek i patrzę - Jest!   Oczywiście trochę ponarzekałem na stan okładki, ale sprzedawca zgorszył się tylko mówiąc, że książka jest rzadka.  

       - Ja bym tego kota dawno już wyrzuciła - powiedziała moja znajoma.

       - Dopiero Mitsuko uświadomiła mi, czym może być strumień - odpowiedziałem uprzejmie.     

     

piątek, 08 lutego 2013

         Mitsuko nie może się ostatnio ode mnie oderwać.  W nocy śpi na mnie rozciągnięta na całą długość. Kiedy tylko na chwilę usiądę, obejmuje mnie łapkami za szyję.  A kiedy biorę do ręki książkę, patrzy na mnie z wyraźnym wyrzutem - jak mogę woleć trzymać coś takiego, niż ją.  I jedynie, kiedy tańczę, kładzie się łapkami do góry i delektuje muzyką. 

         Nawet, kiedy się od niej trochę opędzam, co czasami jednak się zdarza, jest zadowolona i wylizuje futerko - bo przecież wykonując zniecierpliwiony gest wchodzę z nią w jakiś kontakt. 

         Oczywiście zastanawiałem się nad tym Jej tak niebuddyjskim przywiązaniem i lgnięciem, przypominając sobie stosowne artykuły z pisma "Kot" i "Kocie sprawy".   Więc: 1) W pokoju jest wyjątkowo ciepło (chyba z 15 stopni) - więc kot nie szuka ciepła.  2) Rujka się jeszcze nie zaczęła, więc kot nie stracił głowy.  3) W domu jestem dość często, więc kot czuje się zadbany.

         A może jednak mnie psychicznie potrzebuje?   Albo przeczuwa, że niedługo już mnie nie będzie?  Tę drugą ewentualność zdecydowanie odrzucam - bo skąd kot może wiedzieć o moich planach i chorobach?  

         W ten sposób zrodziła się we mnie potrzeba owej interpretacji karmicznej.  Bowiem w poprzednim wcieleniu Mitsuko była piękną kobietą, którą spotkałem na stacji londyńskiego metra.  Moja ówczesna przyjaciółka - Miss Barbara, która nigdy nie przepuściła okazji, żeby sfotografować mnie z jakąś Japonką, nawet jeśli była to wycieczka studentek w British Museum, przyglądająca się posągowi Buddy, nie uwieczniła jednak Mitsuko, bowiem ten jeden jedyny raz pojechałem na Oxford Street sam.   Wróciłem nad ranem przekonany, że dawno zasnęła.  Tymczasem nie spała całą noc i oczy miała podpuchnięte jak sowa.  Długo mocowałem się z zamkiem, aż wreszcie otworzyła. 

           Nie wiem dlaczego, nagle poczułem się jak zdrajca...bo przecież ślad różowej szminki powstał zupełnie przypadkowo.  Mitsuko pocałowała mnie, ponieważ rozmawialiśmy o koncepcji pocałunku w XVIII wiecznym malarstwie angielskim - miał to być przykład tzw. "pocałunku ukradkowego", w którego ukazywaniu celowali niektórzy artyści owej epoki.  Zwykły żart, nic więcej!

           Miss Barbara, udając, że się jeszcze nie obudziła, starła dyskretnie ręką ów ślad z mojej twarzy i wręczyła mi do ręki jakiś ciemny włos (Basia była blondynką).  Widocznie poczuła też zapach perfum, bo zapytała, czy kupiłem sobie jakąś nową wodę toaletową.  A kiedy włączyłem mój ulubiony koncert Mozarta i wyznałem jej wszystko, sądząc, że to ją na pewno uspokoi, rozkleiła się już zupełnie:         

         - Mam takie straszne paluchy.  Od dawna się zastanawiam, jak możesz chodzić ze mną za rączkę.  Są takie grube i wsiowe.  A ona pewnie miała takie malutkie paluszki, jak porcelanowa figurka grająca na flecie.  I głosik piskliwy, jak skowronek w polu. 

         - Nie widziałem - było trochę ciemno.  Uważam, że nie masz wcale dużych dłoni.  Zresztą cały czas rozmawialiśmy.  Zaskoczyła mnie zupełnie, bo okazało się, że zna polski...

         - No tak!   I może jeszcze mieszka w Warszawie?    

         - Nie!   Tylko studiowała w Warszawie.

         - I co?  Umówiliście się! 

         - Nie...To znaczy - tak!  Zaprosiła mnie do Kioto.  Powiedziała, że to proste -  wystarczy kupić bilet!

         - A co robiła, kiedy nie rozmawialiście? 

         - Cały czas nie przestawała mówić.  Naprawdę usta jej się nie zamykały. 

         - Gadała podczas pocałunku?  Pozwoliłeś jej na to!  Od czego masz język!  Całowaliście się na języki? 

         - Mówiłem ci, że znała polski i tym mnie zaskoczyła.  Wyobraź sobie coś równie nieprawdopodobnego, a jednak prawdziwego!   Znała też mnie.  Co miałem zrobić?  Nawet w najśmielszym ma...

         - I co, zaliczyłeś jej na piękne oczy?

         - Basiu!  Przecież nie o to chodzi.   Ja jej nawet nie pamiętałem.  Poza tym, zawsze chodzę z tobą.  To się po prostu nie mogło zdarzyć w świecie rządzonym przez rachunek prawdopodobieństwa i dlatego jest takie cudowne, zwłaszcza, że tak cię kocham i nigdy nawet nie pomyślałbym...

         - I co będziecie robić w tym Kioto?

         - Chyba...zabijemy się z miłości...

         - Tak się kochacie?  Jeden raz wystarczył!

         - Nie.  Ja kocham ciebie, a ona - swojego chłopaka.  Jest w moim wieku i jest dyrektorem banku.  Prawie się nie widują.  Ona też umiera z tęsknoty.  Dlatego tak dobrze się rozumieliśmy. 

         - A nie lepiej, jak się zabijecie w Warszawie?  Koszty pochówku są niższe, a twoja mama będzie miała blisko - bo nie licz na to, że ja się zjawię na Wólce Węglowej...Będzie ją tylko kosztował bilet.  A w Polsce już całkiem nieźle kremują.  

         - Ona ma z nim dziecko!  Chce, żebyśmy umarli razem, bo on będzie już do końca swoich dni o nią zazdrosny, a ty - o mnie.  Zawsze o tym marzyłem!   A przecież umrzemy niewinnie, bo pozostaliśmy wierni.   Pamiętasz, co ci kiedyś mówiłem o monogamii?

         - Że kobiety powinny jej bezwarunkowo przestrzegać...Jak udało ci się ją do tego namówić?  

         - To ona sama zaproponowała -

         - I pokochaliście się tak namiętnie, jakby to był ostatni raz w waszym życiu?  Nabrałeś ją na ten egzystencjalizm. 

         - Powiedziałem jej, że muszę wracać do ciebie i że zrobię to z radością i ona to zrozumiała. 

         - I to ją jeszcze bardziej nakręciło?  Dużo wypiliście?

         - W ogóle -

         - Czyli o czwartej rano skoczyłeś jeszcze na drinka?

         - Ja???

         - A jak ma na imię?

         - Chyba Mitsuko?  Jeśli dobrze usłyszałem. 

         - Byłeś u niej w domu?

         - A skąd!   Leżeliśmy w trawie na Hampstead Heath  i patrzyliśmy w gwiazdy.  Wyrecytowałem jej prawie połowę Keatsa.  Powiedziała, że czytam jak Burton, ale mógłbym trochę popracować nad dykcją i że przeszkadzał jej mój wschodnioeuropejski akcent.  Później położyła się na boku i trochę przytuliła, bo było jej zimno, a ja leżałem na wznak i patrzyłem w niebo.  W Japonii jest taki zwyczaj, że mężczyzna może odmówić kobiecie, kiedy ma potrzebę poetyckich uniesień, kobieta jednak tego robić nie powinna. 

         - Fantazjujesz!  Nic nie słyszałam o takich zwyczajach.

         - No dobrze, powiem ci.   Mitsuko, to kot.  Zobacz, kogo ci przyniosłem! - powiedziałem, wyjmując kota z torby.

         - Ach, jaka słodka pupusia!  I chyba już na zawsze zostanie z nami?  

         - No właśnie!...A ty już myślałaś?  

         - Zaraz, zaraz, co my tutaj mamy?  - powiedziała Basia-  Karta autobusowa na nazwisko Mitsuko Imai ze zdjęciem.  Kosmetyczka.  Pięć funtów.  Otwarte opakowanie dureksów...rajstopki.  Bilet lotniczy do Kioto...

         - A to nie twoje?  Z wyjątkiem, oczywiście, tej karty - spytałem nieśmiało.  

         Nigdy jeszcze nie widziałem Miss Barbary w podobnej euforii.  Była zachwycona!   I przez następne dwa tygodnie nie było nocy, której nie spędzilibyśmy razem.  Rano dostawałem śniadanie i coś słodkiego do łóżka - jakby codziennie były moje urodziny!  Wieczorem, po kolacji, w zlewie nie było ani jednego garnka i talerza.  Wszystkie rzeczy starannie uprane i rozwieszone na kaloryferze.  Żadnego malowania ścian. I żadnych filmów w telewizji.  Czułem się jak niewidomy bohater powieści Nabokowa - tak słodkie było moje złudzenie! 

         Każdy dzień zaczynał się od komunikatu - Mam dla ciebie mały prezent!   A później wyruszaliśmy w jakieś pocieszne lub sentymentalne miejsce, do którego chodzą tylko Angole, a wracając udawaliśmy w parku parę wygłodniałych wampirów.  "Tak oto doprowadza się związek do rozkwitu" - pomyślałem, cytując swoje ulubione starożytne dzieło.  Jednak podświadomie czułem już, że Miss Barbara "coś kombinuje!" (jak sama o tym czasami mówiła)

         - Jak pojedziesz do Polski - powiedziała któregoś popołudnia -  to wreszcie domaluję to cholerne mieszkanie.  Nie chciałam ci psuć pobytu, więc umówiłam się z tym Włochem, z którym wnosiłeś lodówkę.  Powiedział, że w dwa tygodnie wszystko pomaluje i jeszcze tak zrobi, żeby nie wiało od drzwi.  A teraz pozwól mi lizać swoje buty!  Chcę być twoja!   Pozwolisz mi? 

         - Nie będzie tak! - powiedziałem stanowczo - Nigdy nie poddam się twojej dominacji.  Mistuko, to tylko kotka, a Włoch jest realny!  Widziałem, jak się na ciebie gapił.  Chętnie dałbym mu w mordę, ale go się trochę bałem.  Przypomina mi tych facetów z filmu "Konformista", chociaż się do ciebie tak wdzięczy.   Poza tym, od tej lodówki dostałem chyba jakiejś przepukliny.  Specjalnie szedł przodem, żeby cały ciężar spadał na mnie.  Jak jest taki chętny do malowania, to niech przyjedzie do Warszawy i pomaluje mi kibel...

         - To nie lecisz już do Kioto? - spytała Basia.           

         - Nie - powiedziałem. 

         Rzuciliśmy się sobie w objęcia i popłakaliśmy serdecznie.  A biedna Mitsuko nie odezwała się już więcej.  Kto wie, co mogłoby nas połączyć, gdybyśmy oboje nie kochali kogoś innego? 

 

wtorek, 29 stycznia 2013

        Moja mama ma od kilku dni niebezpieczne skoki ciśnienia.  Właśnie wróciłem od Niej, a jutro muszę wstać wcześnie rano. Zbyt późno już więc raczej, żeby pisać, a tu okazało się, że w zeszłym tygodniu mój blog odwiedzano 11 664 razy.  Co ja teraz zrobię, pomyślałem prze chwilę, żeby nie zawieść Czytelnika.  Czy nie dokładnie to samo, co robiłem już wcześniej dla siebie samego, a później dla dwóch, trzech osób?  Będę pisał dalej - ciesząc się z tego, że ktoś tu jednak zagląda.   Nawet moja kotka Mitsuko zagląda teraz z drugiej strony ekranu.  Jej źrenice są tak ogromne, że prawie przysłaniają żółty kolor jej oczu, a ponieważ w pokoju jest zimno, jej sierść jest trochę nastroszona.  

        Kiedy Mitsuko była mała, myślałem, że będę miał z nią problemy większe niż z innymi kotami - miała fioletowe futerko i kłopotliwy zwyczaj drapania mnie w okolicach oczu. Trwało to długo: od trzeciego tygodnia jej życia, do dziewiątego miesiąca, kiedy nagle zupełnie ustało. Czułem się potem tak, jakbym był jednym z kotów walczących o samice i terytorium lub kochankiem podrapanym przez ukochaną. 

        Nigdy nie walczyłem o terytorium - widać nie mam dostatecznie samczej natury, ale jeden z moich kotów i to największy, jakiego w życiu widziałem, przychodził z nocnych walk bardzo podrapany, a śpiący tak, że można byłoby po nim deptać, jak po dywanie.  Owszem, w Londynie zdarzyła mi się romantyczna przygoda (o której kiedyś już wspominałem) - w sytuacji wyglądającej na intymną zostałem udrapany w oko przez Dziewczynę-kota i to właśnie japońska pani doktor, uśmiechając się do sprawczyni owego nieszczęścia i do mnie, powiedziała, że to bardzo romantyczne.  Na szczęście oko nie wypłynęło, chociaż paznokieć uszkodził rogówkę.  To naprawdę straszny ból i oko o mało nie wyskoczyło mi z orbit, a moja Dziewczyna-kot przez kilka tygodni dzielnie wstawała w nocy, żeby zapuszczać krople i robić opatrunki.  Do dzisiaj jestem Jej za to wdzięczny, a na pamiątkę owej lekarki ze szpitala w dzielnicy Hampstead, nazwałem swoją kotkę - Mitsuko. 

       Więc, jak już powiedziałem, przez pewien czas po przyniesieniu do domu lękałem się Mitsuko. Nigdy jeszcze nie spotkałem tak agresywnego i polującego na człowieka kota.  Czego się przy tej okazji nie naczytałem o zachowaniach kotów.  Aż w końcu trafiłem na książkę "Jak żyć z neurotycznym kotem".  I dopiero wtedy zrozumiałem, jak  m a ł o  neurotyczny jest mój kot, co mogę potwierdzić i dzisiaj.  To naprawdę słodkie stworzenie, które potrafi teraz cieszyć się ze wszystkiego, z najdrobniejszej rzeczy pod słońcem i nigdy nie widziałem istoty tak łatwo wpadającej w dobry nastrój.  Niewiele naprawdę trzeba, żeby kładła się na plecach  z uniesionymi ku górze łapkami lub pracowicie wylizywała swe futerko. 

        Po konsultacji z lekarzem nabrałem przekonania, że przyczyną tamtych ataków Mitsuko była moja ciężka depresja.  Po powrocie z pracy leżałem często prawie nieruchomo do samego wieczora, wpatrując się w jakiś punkt na ścianie.  To smutna cena mojej decyzji, żeby pozostać w Polsce bez najbliższej mi wtedy Osoby, lecz za to z moim ulubionym zajęciem. 

        Przez jakiś czas po tym, mieszkałem jeszcze z moją poprzednią kotką, osobą bardzo wrażliwą (przepraszam, że nazywam kota Osobą, ale dla mnie to całkiem naturalne).  Kiedyś podczas słuchania nocnej ragi Darbari, przeziębiłem się tak bardzo, że dostałem zapalenia płuc i któregoś wieczoru moja kotka (która nazywała się Kitusia) zetknęła się ze mną noskiem i na widok mojego cierpienia z jej oczu popłynęły łzy.  Nigdy nie zapomnę widoku jej współczującej twarzy!  To jedna z najpiękniejszych rzeczy, jakie w życiu widziałem. Mitsuko, mimo swojego pogodnego usposobienia, nigdy nie potrafiłaby się zachować równie empatyczne.  Dlatego jestem przekonany, że zwierzęta, podobnie, jak ludzie, mają swoje charaktery i że bywają bardzo ludzkie.

        Jednym z gatunków literackich, jakie "uprawiam", jest rodzaj bajki, w której zwierzęta występują pod postacią ludzi (nie zaś, jak w koncepcji oświeceniowej, ludzie pod postacią zwierząt).  Jakże to jednak krzywdzące dla zwierząt, które przecież nie bywają nikczemne, ani głupie, lecz po prostu są takie, jakie są.    

 

 

              

niedziela, 25 listopada 2012

                                         Mysz Polna i Mysz Domowa dawno już nie spotykały się ze sobą.

                                         - No i jak, kuzynko?  Dzieci zdrowe? - spytała Mysz Domowa.

                                         - Urodziłam sto mysiąt, ale żadne już nie żyje - odpowiedziała ze smutkiem Mysz Polna.

                                         - Przynajmniej nie musisz ich karmić i możesz sobie sama pojeść.  Dobrze masz!

                                         - Jestem trochę smutna i nic nie jem.  A od kiedy na polu zrobiło się zimno trudno znaleźć nawet ziarenko - westchnęła 

                                         Mysz Polna

                                         - To możesz się trochę odchudzić.  Zwały tłuszczu postarzają - 

                                         - Brakuje mi też wody. Bo ostatnio wszystkie kałuże zostały zatrute, a deszczu nie ma -

                                         - Nie narzekaj!  Uwolnij swój umysł od trosk i weź się za jakąś robotę!  Co się tak pokładasz?                                         

                                         - Muszę się trochę o coś opierać, bo kot urwał mi nogę.  

                                         - Przesadzasz!  Bez jednej łapy można sobie doskonale radzić -

                                         - Nie mam też drugiej -

                                         - Nie musiałaś spotykać się z kotem.  Gdybyś się tak nie włóczyła po polu, to twoja sytuacja byłaby zupełnie inna. 

                                           Dlaczego ja mogę siedzieć w domu?  

                                         - Dobrze. Nie rozmawiajmy już o mnie.  Jak ci tam jest pod tą miotłą?

                                         - Nie marznę, jak Ty!  Siedzę cicho i czekam, aż w kuchni ktoś wyrzuci do kosza skórkę od chleba. Jednym słowem,

                                           potrafię żyć godnie - nie to co ty!

                                         - A jak twoje dzieci? 

                                         - No cóż!   Niedawno urodziłam osiemdziesiąt pięć mysiąt.  Z czego dwanaście moich córek już wydałam za mąż,

                                           a kawalerom załatwiłam pracę w stróżówce.  A wszystkie pozostałe zdrowo się chowają!

                                         - To cudownie, że chociaż ty jesteś szczęśliwa!

                                         - Nie narzekam!  A może ty jeszcze będziesz kotna?

                                         - Dlaczego, droga kuzynko, tak okrutnie ze mnie żartujesz?

                                         - Co to, nie znasz się na żartach?  Przecież jesteś w świetnej komitywie z kotami.

                                         - Piiiiiiiii! - zapłakała rzewnie Mysz Polna.

                                         - No muszę już iść. I tak zmarnowałam już tyle czasu, a każda moja sekunda jest droga. A ty, siostro, nie pieść się tak

                                           ze sobą.  Podobno lubisz tańczyć.  Posłuchaj sobie wiatru i potańcz!...A co to tak ci kapie z szyi?

                                         - To chyba...krew...

                                         - Musisz pójść się opatrzyć. Masz bandaż?  Oczywiście nie masz!  No to radź sobie sama!  Ja ci nie pomogę... 

                                         - Żegnaj i bądź szczęśliwa!

                                         - Ona mi życzy szczęścia!  O szczęście, kochana, trzeba umieć dbać.  Mam tu trochę skórek od chleba, ale wyrzucę je

                                           w innym miejscu.  Nie możesz się przyzwyczajać, że ktoś się nad tobą lituje.  To pozbawi cię motywacji!   I tak jesteś

                                           neurotyczna.

                                         - Dziękuję ci za tę pogawędkę. Czułam się bardzo samotna. Szczęśliwi ziarenek nie liczą.

                                         - Nie lubię takiego głupiego gadania!  A ty weź się za siebie, bo niedobrze mi się robi, jak na ciebie patrzę. Najlepiej

                                           kup sobie szminkę, to znajdziesz kawalera!  Chociaż, kto by taką chciał...

                                           "Jaka kochana jest ta moja kuzynka" - pomyślała Mysz Domowa - "Przez cały czas chciała mnie pocieszyć i żeby

                                           ukryć swą dobroć, zachowywała się brutalnie, żebym się za bardzo nie rozkleiła. Wiele ją to kosztowało i w końcu

                                           słusznie zdenerwowała się na mnie.  Znajdę sobie jakieś miejsce i tam po cichu umrę".

                                           Ale, kiedy o tym myślała, ujrzała nad sobą cień KOTA! 

czwartek, 15 listopada 2012

         "Do pewnego momentu groza otaczającej rzeczywistości wzbiera w sposób niezauważalny, a atmosfera stopniowo się zagęszcza.  Wszystko pozostaje jednak w swych naturalnych granicach, stwarzając pozory codziennej rutyny...I oto nagły rozbłysk świadomości sprawia, że jesteś po drugiej stronie - w samym sercu kinowego koszmaru.  A wszystkie twoje przeżycia stają się lepkie jak smoła.  I owa iluzja staje się rzeczywistością, a świat nabiera ukrytych znaczeń, podczas gdy codzienna twoja percepcja ulega rozbiciu...I nagle słyszysz nad sobą głos jakiegoś człowieka, który mówi: - Takich jak on znajdujemy często martwych!...Jego twarz jest, bo nie może nie być wykrzywiona w szyderczym uśmiechu, lecz jego głos, tak! jego głos jest pełen troski.   

        W świecie tym ponurzy oprawcy podsłuchują twoje myśli i zapisują je na ogromnych szpulach, twoi sąsiedzi zza ściany knują spisek na twoje życie, więc bierzesz do ręki nóż, żeby się bronić i pukasz do ich drzwi!   - Proszę skończyć ten hałas - wykrzykujesz - Tutaj nie można spać!  Nie otwierają.  Wracasz do domu i słyszysz ich z trudem tłumiony chichot.  

        - Nałożyłem już prezerwatywę - woła z łazienki gość sąsiadki - ale ty, taka paniusia jesteś, że nawet biustonosza nie zdejmiesz.  Kobiecie odbija się i wymiotuje!   Oboje zaczynają walić w twoją ścianę i wrzeszczeć.  W przerwach swego seksualnego stosunku będą już tak stukać do rana! Bierzesz do ręki nóż i udajesz, że wbijasz go sobie w serce.  Powinieneś jednak uważać, żeby nie wgnieść sobie żeber. To wszystko przez to, że jesteś sam. Gdyby do ciebie ktoś przychodził..."

       - Dobrze, Nezumi, nieźle to wymyśliłeś, ale wiesz, że na tym nie da się zbudować scenariusz filmowego?

       - Raczej chyba się nie da, ale to prawda.  Psychologiczna w każdym razie.  Jakaś prawda...Nie absolutna na pewno -

       - A nie zmyśliłeś przypadkiem czegoś?

       - To i owo.  Licencja poetica, no nie? 

       - Nigdy nie słyszałem, żebyś mówił: "No nie!"

       - Bo nigdy tak nie mówię, ale mój znajomy tak mówi...Nagle stajesz się kimś innym.  Lepsza autokreacja, niż autokracja, no nie?

       - No nie wiem, nie wiem, Nezumi, przyjdź z czymś ciekawszym.  Za dużo tego wariactwa w okół nas.  To się już nawet nie sprzedaje!  Chcę zrobić jakiś normalny film o nas wszystkich.  Na przykład o ratowaniu życia w szpitalu, albo o piciu wódki na działkach.  Nie jakiś film akcji, ale naprawdę artystyczny - bo mam na to sponsora!  Gościu nawiedził się na kino artystyczne.  Rewelacja!  Gdybyś chociaż zamordował tym nożem, to jeszcze dałoby się może jakoś przepchnąć, ale ty nawet pewnie nie miałeś takiego zamiaru...Wszystko to już było, Polański, te sprawy!...Powiedz lepiej, co tam u ciebie?

       - Jak zwykle, raczej nic! -

       - Wszystko bez sensu? 

       - Raczej tak! 

       - To dobrze.  Powinieneś się z tego cieszyć.  Gdyby wszystko miało sens, to byłbyś chory, jak ten z twojego scenariusza...

       - Ja tak właśnie zawsze sobie mówię, ale czasem mnie coś najdzie i chwyta za gardło!

       - To fajnie masz.  Mnie już nic nie chwyta...Jak będę chciał się wzruszyć, to zadzwonię do ciebie, dobrze?  

       - Jeżeli jeszcze będę przy życiu...Ale po mojej śmierci też możesz do mnie zadzwonić.

       - Jak w Witkacym, żyjesz po śmierci z siekierą wbita w głowę?

       - Raczej nie.  To wy wszyscy wydajecie mi się martwi.  Ale po śmierci konsekwentnie będę się dobijał do waszych okien!

       - Dobrze, Nezumi!   Ja wiem, że ty jesteś konsekwentny.  Ja też!  Jednak twoje zachowanie wobec mnie też jest niekocie.  

       - Bo jestem myszą!

       - A ja jestem kotem!  Nie możesz być taki niekoci! ...To okrutne!  W ten sposób sam się wykluczasz z kręgu kociej wspólnoty.  

       - Dlaczego?

       - My, koty, nie lubimy, jak rozdziera się nam serca!  W końcu to my rozszarpujemy! Wieprzowe serce jest przynajmniej duże i otłuszczone, ale jak ktoś nie jest świnią, to woli, żeby jego serce mogło bić miarowo.  Cenimy sobie wygodę.  

       - Tak cię wzruszyłem swoim scenariuszem? -

       - Do łez, Nezumi, do łez!...A teraz zmiataj! - zaśmiał się kot wstając ze swego fotela.  Robiło się niebezpiecznie!

niedziela, 28 października 2012

                   W szafie go jednak nie ma...Kto powiedział, że metafizyka, to szukanie w ciemnym pokoju czarnych kotów, których w dodatku tam nie ma?

sobota, 25 sierpnia 2012

                               Puchatek: "Gdybym chciał cię zjeść, to spytałbym, kogo, a nie co?"

                               Krzyś:  "I tak się ciebie boję Puchatku.  Wczoraj z mojej spiżarni zniknął słoik miodu.  Przypuszczam, że to ty...

                               Puchatek: "Tak. Miałem ochotę na malutkie co nieco.  Jak wiesz zupełnie nie ma rozumu i jestem tylko małym

                                           głupiutkim zwierzątkiem...czasami bardzo głodnym..."

                               Krzyś: "Niepokoi mnie jednak trochę twoja orientacja seksualna.  Dlaczego nie chcesz zjeść słodkiej Ani?"

                               Puchatek: "Chyba słabo ją trawię..."

                               Krzyś: "A więc już ją zjadłeś, Puchatku?"

                               Puchatek, lekko zawstydzony:  "Ze smakiem..."

środa, 02 maja 2012

                   Mój kot go nie słyszy.  A zatem, czas już na sen!

piątek, 30 marca 2012

          Tylko ja tułam się jeszcze po moim pokoju. Chciałbym coś napisać, ale nie potrafię...To prawda, że koty przesypiają sporo ponad połowę życia.  My, ludzie, czasami jednak przesypiamy całe.   I nawet nasza bezsenność bywa snem na jawie.  Nie mamy instynktu, ale jeszcze rzadziej można spotkać człowieka, który ma rozumną duszę...

           Tak więc idę w ślady mojej koteczki Mitsuko.  Trudno wprawdzie posądzać ją o rozumność i dobroć, jednak nie jest tak neurotyczna jak ja. Kiedy jest głodna je, kiedy jest spragniona pije, kiedy ciąży jej głowa śpi.  Ja zaś na ogół postępuję na odwrót.  A przecież to takie proste! 

środa, 18 stycznia 2012

              Tak więc, czy jesteś wielkim czy małym człowiekiem, powinieneś znać siłę jaką daje ustępliwość i dostosowanie się.  To samo, według Laozi,  dotyczy nawet działania wielkich i małych państw...Wyobraź sobie całonocną kłótnię ze swoją ukochaną. Wyczerpałeś już wszystkie racjonalne argumenty, wszystkie reakcje emocjonalne od pokornej prośby, poprzez zdumienie i lęk do gniewu i straciwszy wszystkie swe siły słyszysz jej cichy głos: "Od początku się z tobą zgadzałam, kochanie! A może teraz już położymy się spać? Jesteś taki zmęczony!"      

sobota, 07 stycznia 2012

           "Jesienią sprowadziłam się do domu Pana Otake.  Znajoma powiedziała mi, że jest zasobny w ryż i że Pani Otake jest w żałobie po śmierci swej ulubionej kotki i jej sześciu kociąt oraz męża kocura, których poprzecinał mieczem Pan Otake, wypiwszy zbyt dużą ilość sake.  A ponieważ nie jestem zbyt odważna wysłałam na przeszpiegi Nezumi12. Ten zaś orzekł, że w domu jest absolutnie bezpiecznie.  Nie ma pułapek na myszy a Pan Otake nie jest w stanie zabić tak małego zwierzątka.  Ryż leży nawet po kątach, bo zrozpaczona Pani Otake popadła w roztargnienie.  Słowem, nic lepszego nie mogę zrobić - powiedziała mi Nazumi12 - jak tylko się tam wprowadzić".

           "I uczyniłaś to?" - zapytał Neko.

           "Ależ skąd! Przyjęłam to bardzo nieufnie, no bo dlaczego Nezumi12 się tam nie wprowadziła. Starczyłoby miejsca dla nas obu"

           "I gdzie spędziłaś jesień?"

           "W dziurze pod liśćmi w ogrodzie Pani Otake.  Przeziębiłam się i dostałam kataru.  A głodna jestem jak kot"

           "He, he" - zaśmiał się Neko (czyli kot) - "Ja nigdy nie jestem tak głodny.  Kiedy widzę kogoś takiego jak ty, natychmiast go zjadam"

           "Oj to muszę chyba się przed tobą schować!" - wysapała Nezumi13

           "Mam już niestety wypchany brzuch. Właśnie zjadłem Nezumi12...Poza tym jesteś za chuda...sam szkielecik, nie będzie nawet czego ogryźć!"

           Po tych słowach Nazumi13 natychmiast w przerażeniu uciekła, znała bowiem aż nazbyt dobrze przewrotność kociej natury. A kiedy już ukryła się bezpiecznie w dziurze spisała tę krótką opowieść.   Nigdy nie wierz chłopakowi, który mówi, nic ci nie grozi - mam śliczną żonę... 

   

sobota, 10 grudnia 2011

            Zaraz policzę...jedna urwał mi kot, teraz stracę drugą...to będę miał jeszcze dwie. Z dwoma łapkami można jeszcze długo żyć. Ale czy będę jeszcze czworonogiem?

                       Dlatego poważnie myślę o tym, żeby trochę się zdrzemnąć. "It's a  good idea!"

piątek, 09 grudnia 2011