Kategorie: Wszystkie | "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę" | ...bez końca | 0 | 100O i jeden Rabinów | A Puszkina też zapuszkują? | A moze to tylko pomieszanie zmyslow | A nie lepiej być purystą? | Aaaaaaaaaaaaaa...aalfabeta | Ach, gdzież jest litość lub wspolczucia pozór? | Ach, gdzież jest litość lub współczucia pozór? | Adam Mic - Kiewicz | Adaś i Ewka | Aforystyka | Amerykański sen | Autopsychoterapia | Bez sensu to to! | Bez szaleństwa... | Bezmyślne okrucieństwo | Bezradność | Biedna Szymborska | Biedny Kapturek! | Bliźni miłości | Bliźniego miłość... | Blondyn | Blue Bossa | Bojaźń i drżenie | Bratnie dusze | Bruner, ty świnio! | Buddyzm w życiu codziennym | Bóg mi poskapił tej anielskiej miary... | Bóg mi poskąpił tej anielskiej miary... | Bójstwo samo | Caritas | Chiziofrenia | Choroba na śmierć | Chwila ułudy | Chwila wytchnienia | Chłodne upojenie | Cierpienia i radości | Cierpienie i radość | Cleen feed | Cnota niedoli | Co slina na język przyniosła | Co tam panie w polityce? | Co w niebie piszczy | Co ślina na język przyniosła? | Corrida | Coś dla duszy... | Coś tak wulgarnego | Cudotwórstwo | Czarna Perła Tao | Czarny tulipan skrzyżowany z czarna różą | Czarny tulipan skrzyżowany z czarną różą | Czary Mary | Czego nie przysięgał Hipokrates? | Człowiek nie jest rzeczą | Człowiek to brzmi dumnie, ale nie u mnie | Często chowa | Częstochowskie rymy | Deficyt aniołów | Delightful! | Demokratyczne wybory w Oczodołach | Diabłoterapia | Dla wszystkich i dla nikogo | Dnieje | Do samego siebie | Dodatek | Dowcipas dnia | Duma narodowa | Dusze drzew | Dyskretna mgiełka autoironii | Dzielność | Dziki kapitalizm | Dzisiejsza młodzież | Dzisiejsza młodzież nosi ładną odzież | Egzystencjalizm jest chumanizmem | Ekonomia zbawienia | Elegancja Francja | Elegijnie | English gentelman | English gentleman | Epicurus | Ewa tylko ziewa | Falochron | Female | Filozofia bez uczoności | Forever Loving Jah | Gadu, gadu | Gadu, gadu, trochę więcej jadu | Gal Anonim | Gaz dla pedałów | Gaz dla pedałów, młot dla sierpów | Gdy rozum śpi... | Gendarme | Genek, gienialny gieniusz | Geno Typ | Gorący uczynek | Grabarz | Grabarz nonsensu | Gry i zabawy literackie | Głupota przysłowiem narodów | Głębie i tajnie Podświadomego | HIstoria nauczycielką bicia | Herbatka zen | Homo economicus | Homo sapiens czy Homo politicus | Humor absurdalny | Humor nieco absurdalny | Humor, satyra, panie... | I rekiny w oceani mają zębów cały rząd | I rekiny w oceanie mają zębów cały rząd | Indie Wschodnie i Zachodnie | Industrial | Istnieje również wrodzony brak poczucia humoru | Ja tam bynajmniej nie wiem | Jak długo będę jeszcze żył? | Jak uprawiać agresywne dziennikarstwo? Poradnik dla początkujących | Jakże cżęsto powtarza się ta historia | Jakże trudno czasami coś sklecić! | Jan i Małgorzata | Jan z Czarnolasu | Jesienna muzyka | Jeszcze smutniej! | Jeździec Apokalipsy | Językologia | Kaczuszki mandarynki | Karawana idzie dalej | Katedra Adamowego Żebra | Kawa z Kafką | Każdemu według naszych chęci | Każdemu według potrzeb | Każdemu, o czym tylko zamarzy | Kiciuś Miciuś! | Kicuś Micuś! | Kiedy człowiek staje się bestią | Kiedy owce nie milczą | Kij w mrowisku | Kniaź Wiktor | Kochani ludożercy | Kolacja Pani Sowy | Kometa tylko głownia nie ta | Konkwista | Koryfeusz nauki, milośnik sztuki | Koty i inne zwierzęta | Koty, głupoty, palikoty | Kości rzucone są | Kość słoniowa | Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatni | Kto pisze teraz historię? | Kuchnia szamańska | Kwiatki Św. Franciszka | Kwiatostan śmierci | Kwitnienie kultury | Kwitnąca wiśnia | La colombina i ciche ukojenie | Lekarzu - lecz się sam! | Lenin wiecznie żywy | Leśmianiada | Lichwiarstwo polskie | Liryki i prztyki | Logika dziejów | Londyńska mgła niepamięci | Londyńskie przygody | Los ofiary | Los puka do moich drzwi | Lotosowy wpis | Ludzie ludziom... | Lunatyzm | Lęk społeczny | Made in Japan | Maligna | Marność nad marnościami | Marność nad marnościami. Rekoleksje Wielkopiątkowe | Marzenia senne | Marzeniologia stosowana | Maszkary i senne dziwadła | Maszkary i senne widziadła odbite w lustrze | Mała czarna z Kafką | Medycyna naturalna | Meine Liebe Augustin! | Melancholia | Melancholia stosowana | Memorabilia | Meszreiw | Meteo | Mgiełka autoironii | Mglisty dzień. Mgła | Mikołak | Mistrz i Małgorzatka | Mistycyzm lunarny | Mistyka i miłość | Mitologia osobista | Mitologia świata | Miłość | Miłość bliźniego | Miłość nie zawsze szczęśliwa | Miś Uszatek | Moc rytuałów | Monada nie ma okien | Mowa potoczna | Mowa ptaków | Mowa serca | Moze ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może ktoś się ucieszy? | Może ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może to trochę zbyt uszczypliwe | Musicology | Muza lekkich obyczjów | Muzyka przywraca ład serca | Myszoterapia dr Nezumi | Myśli prostego człowieka | Mądrość Natury | Mądrość jak z gazety | Mądrość narodów | Młot na faryzeuszy i hipokrytów | Męstwo bycia | Mówił sen do snu | NIe ma na świecie dwóch takich samych liści, ni kropel deszczu | Na jawie (lecz to, co niejawne pozstaje) | Na stos rzuciliśmy szcześcia los | Na stos rzuciliśmy szczęścia los | Na szczytach hipokryzji | Na zdrowie! | Nad piekną rzeką | Najokrutniejsze zwierzę | Najsłodsza tajemnica | Narastająca senność | Nic dzisiaj ciekawego nie napisałem | Nicość | Nie am dwóch takich samych liści, ni kropel wody | Nie bój się - najwyżej cię rozstrzelają! | Nie czas żałować burz, gdy płoną oczy | Nie czas żąłować burz, gdy płoną oczy | Nie każde szczere złoto jest szczerozłote | Nie ma na świecie dwóch takich samych liści ani kropel wody | Nie ma na świecie dwóćh atkich samych liści lub kropel deszczu | Nie ma takiego smutnego, co by na wesołe nie wyszło | Nie ma zazdrości bez miłości | Nie oddamy nawet guzika | Nie tylko dzielenie włosa na czworo | Nie wiem, ja w ogóle nie myślę | Nie zabijaj! | Nie zabijajcie drzew! | Nie zawsze urocza dzecinada | Niebiańskie szczyty głupoty | Niech pani będzie dzielna! | Niech zapłaczą na moim pogrzebie | Nieco drapieżny wpis | Niekoniecznie ptasi móżdżek | Nienawiść bliźniego | Nieosobiście | Nieprzesłane przesłanie | Niestworzone rzeczy | Nieszkodliwe głupotki | Niewczesna melancholia melomana | Niewczesne rozważania | Niewielka profanacja | Niewielkie przekłamanie | Niskolotnie | No No! Teatr No | No comments! | No no! | Nowa poezja lingwistyczna | Nędzne kabareciarstwo | O Leonardo, po cóż się tak trudzisz? | O dzieleniu włosa na czworo, czyli metodzie scholastycznej | O dzieleniu włosa na czworo, czyli o metodzie scholastycznej | Obciachy | Obscenia i parafrenalia | Obsesja dobrego biustu | Ojej! | Oko w oko z zębem mądrości | Okropieństwa | Okruchy odgrzebane z lawy | Okruchy życia wygrzebane zlawy | Okruchy życia wygrzebane z lawy | Okrutna losu ironia | Orientuj się na orient | Owczarek | Owczarki afgańskie | Owocożerni | PL jak piekło | PO PiS | POeci wszystkich krajów dzielcie się | Pan Tadeusz | Panie pośle, po chrześcijańsku panu wybaczam | Pańska satyra polityczna jest niegramatyczna | Pendant do pewnego przypisu | Perlikowski | Pewna elastyczność zasad | Pewne jak w banku | Piorunujący piorun! | Po owocach poznacie ich! | Po upadku | Pobożne życzenia | Podpatrywanie Natury | Podroby i inne podróbki | Pokolenie Kainowe | Pokorne ciele | Pokorne cielę | Pokusa | Polak potrafi | Polak potrafi! | Politolog i Politowska | Politycznie niepoprawne! | Polonica | Polonika rycerskie | Polucje i ablucje | Pomarańcze i mandarynki | Pomarznąć dobra rzecz | Pomarznąć dobra rzecz! | Pomoc psychologiczna | Poranna kawka z Kafką | Porąbane marzenia | Potężne i głębokie warstwy pierwotnego mitu | Powieść brukowa | Powszechna życzliwość | Powtórka z cynizmu | Poznaj samego siebie | Prawda | Prawda jest jedna i piękna, ale złożona | Prawda popłaca | Prawdziwa metropolia | Prawi i sprawiedliwi | Prawiezmartwychpowstanie | Prawiezmarwtychpowstanie | Prognoza pogody | Pruski smutek | Przecież cię zjem! | Przedagonalny polski agon | Przegląd sportowy | Przeinaczenia | Przez pychę do pokory | Przeżyjesz to, a pote już tylko grób | Przeżyjesz to, a potem już tylko grób! | Przminęło z wiatrem | Prztyczek | Psiapowiednia Majów | Psubrat | Pustka | Pytanie dość retoryczne | Raczej to nie będzie hit | Radosne gonitwy śnieżnych tygrysów | Radość wędrowania | Rejterada Rejtana | Religie nauczą cie pokory | Res Sacra Pecunia | Romans z pop kulturą | Roots, Rock, Reggae | Rozkosze reinkarnacji | Rozmowa nie na telefon | Rozpacz | Rozpacz na wieki wieków | Rozpacz, która podpełza pod gardło | Ruch i świeże powietrze... | Rybołówstwo cudzołożnika | Rycerz pokalany | Samokrytyka | Samotność egzystencjalna | Sekrety pewnego domu handlowego | Seraphic Flames and Heavenly Love | Siedź na dupie i potakuj! | Somatyka | Somatyka logiczna | Spełniona przepowiednia | Spleśniały ser | Sponsorem tej opowieści jest wydawnictwo Błękitny Wieloryb | Sport to zdrowie | Spowiedź morskiego wilka | Stary Sącz i Nowy Sącz | Stary mafioso | Stołeczne stołki | Stratyfikacja społeczna | Suma sumarum | Sumienie rachunku | Sweet Music and Poetry | Sygnały podprogowe | Szalchetne zdrowie | Szczęśliwa pomyłka | Szekspir do żadnej nie należy epoki | Szkarady | Szlachetna gravitas | Szlachetne zdrowie | Słodycze grafomanii | Słówka | Słówko do słówka, a uzbiera się sówka | Tadeusz Bój Jeleński | Taia chińska podróbka | Takie będą rzeczpospolite jakie tego blogu chowanie | Takie tam, pierdoły | Talking Heads | Tania chińska podróbka | Tatiana | Teorie świata nauki | Terapeutyczie | Terapeutycznie | Thames | The Doors. Uchylone drzwi | The Lion cub | The fruit of beauty and despair | To na pewno nie Lec | To nie żadna filozofia | Tragiczne pożegnania | Transformacja duchowa | Trudna sztuka dialogu | Trudno czasmi coś sklecić | Trzylogia | Trója z polskiego | Twarda rzeczywistość | Ty mi tutaj nie filozuj | Tygrysologia stosowana | Tysiac i jeden ptaków | Tysiąc i jeden kotów | Tysiąc i jeden ptaków | Tysiąc różowych kroliczków | Tęsknica | Tęsknota duchowa | Ubekistan | Ucone księgi | Uczeni ludożercy | Uderzenia losu | Uduchowienie | Umrzeć z miłości | Upadek Pierwszego Człowieka | Uroczy wegetarianin | Uszczelnienie systemu podatkowego | Utrata uzębienia | W czym mogę panu pomóc? | Wciąz powtarza się ta sama historia | Wciąż powtarza się ta sama historia | Wdzieczna muzyka przywraca ład serca | Wesola grafomania z morałem | Wiecej broi dla szaleńców w Teksasie | Wieczne powroty | Wiedza radosna | Wielka wygrana | Wielomówstwo, czyli plaga opowiadania | Wierzba płacząca | Wiosny i jesienie | Witch | Więcej broni dla szaleńców w Teksasie | Wojna totalna | Wpis o kształcie piramidy | Wprowadzenie do kruczków prawnych | Wrzucam wszystko do kosza | Wrzątek | Wspomneinei pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Współczesny filister | Wszystkie rybki | Wszystko na A | Wszystko na sprzedarz | Wszystko na sprzedaż | Wygrana | Węzłowato | Wólka Węglowa | Xin Lu, typowa brunetka o granatowych oczach | Z Nietzschego nic nie powstaje | Z księgi wulgaryzmów | Z rupieciarni myśli | Zaczarowany świat zen | Zanim mnie wrzucą do dołu | Zapowiedź Apokalipsy | Zaraz wracam! | Zasada domniemanej winy | Zaskroniec | Zastał Polskę drewnianą... | Zatrzaśnięte drzwi | Zbaw mie Buddo Amido | Zbaw mnie, Buddo Amido | Zdrowy egoizm | Zegar dziejów | Zestrzelenie księżyca | Zginął z rąk słabej kobiety | Zima się nas nie ima | Zjawiskowe | Znak jaskółki | Zrozumieć wartość tego, co nieużyteczne | Zuch zawsze ochoczy! | Zwierzęta pod postacią ludzi | Zwyciestwo konsumpcjonizmu | Ząb mądrości | ie zabijajcie drzew! | ieosobiście | kosmos | Łagodne prawo, ale prawo | Łagodność tygrysa | Śmiechotki, chichotki | Śmiertelna powaga | Śmierć | Światełko w mroku | Świętość, wziętość, nadętość | Życie jest tragiczne | Życie samo | Życzliwe spojrzenia na całość ogródka | Żyć, nie umierać
RSS

Miłość

sobota, 12 października 2013

                  Mój wujek Heniek miał siedem żon.  I z każdą się rozwodził, a kiedy go kiedyś o to zapytałem, a byłem wtedy dzieckiem, nie rozwodził się zbyt długo:

                                      - To przez teściową! 

                                      - To mam dla wujka radę!  - powiedział maluch.

                                      - Ach ty to jesteś szaławiła pierdziałło! - zaśmiał się wujek i skinął z przyzwoleniem.

                                      - Wyjść za mąż za taką, co nie ma mamusi.

                                      - Zobaczcie go, jaki stary-malutki!  A chcesz paskiem w dupkie? - zezłościł się trochę wujek.    

                  Ale widać posłuchał.   Z siódmą żoną jest już chyba ze dwadzieścia pięć lat i stanowią podobno bardzo udane stadło. A i dziateczki są...

niedziela, 01 września 2013

         Rozmawiałem dzisiaj z Panem W.   To dość zaradny, a nawet nie pozbawiony pewnego sprytu, niezmiernie gadatliwy, ale miły człowiek, którego często spotykam w sytuacjach handlowych - kiedy coś kupuje, gromadzi lub sprzedaje.  A że mamy wspólne zainteresowania, to bywa, że wracamy tym samym autobusem.  (Mieszka trzy przystanki autobusowe przed moją mamą)...Ale dzisiaj postanowił odprowadzić mnie aż pod dom mojej mamy.  Dlaczego?  Niby miał jeszcze zrobić zakupy w sklepie, który jest od tego domu dość daleko... 

         A było to tak!  Pan W. zapytał mnie przez grzeczność o moją kotkę i był zdumiony tym, że Mitsuko potrafi wskoczyć na wysoką szafę i z niej zeskoczyć.  Jego znajoma przekarmia swojego kota i Pan W. był zaskoczony, że moja Mitsuko waży niewiele ponad trzy kilogramy (podczas gdy jej KOT, tak samo zwykły, nie jakiś rasowy, osiem).  Biedna właścicielka nie potrafi go odchudzać, a ogromu jej trosk dopełnia fakt, że KOT stracił jeden z kiełków ...Potem rozmawialiśmy o psach i ukochanym jego owczarku, który żył tylko dwanaście lat i zanim umarł, sporo chorował.  Ja zaś przypomniałem sobie moją suczkę - setera szkockiego (była czarna), pieska który towarzyszył mi przez całe dzieciństwo do szesnastego roku życia.

        Okazało się, że obaj panowie, Pan W. i ja, są trochę sentymentalni.  Że Pan W., który uwielbia muzykę Czajkowskiego i Dworzaka, jest sentymentalny, wiedziałem już wcześniej.  Ale nigdy nie podejrzewałem o to siebie - chociaż Mitsuko jest tak wdzięczna.  Ale przecież te wszystko kotki i pieski, które towarzyszą nam w życiu, są często najbliższymi nam Osobami.  Pan W. nie chciał mieć już potem innego psa, bo środowisko jest skażone i pies nie miałby czym oddychać, bo wiele się zmieniło w tej części miasta, bo czasami, jak człowiek chory, to nie miałby z kim psa zostawić...Swojego ulubieńca pochował na cmentarzu dla zwierząt, gdzie systematycznie go odwiedzał.             

wtorek, 06 sierpnia 2013

                        Jedna z bajek Leonarda da Vinci jest extremalnie krótka:

                                                               "POMYSŁ

                                       O języku przez  własne zęby ugryzionym"

               Jakże długie jest przy niej to zdanie: "Na rozpuszczonych włosach portretowana ma cieńki jak pajęczyna woal."

niedziela, 12 maja 2013

                                                                            Mojej ukochanej Eurydyce tekst ten poświęcam

                                                                       

          Wyznaję, iż nie wiem i dlatego zapytałem o to Księcia La Rochefoucauld.  

          (1) "Niezbyt kochać, to dobry sposób, aby być kochanym" - powiedział książę.  I powiedział również i to:

          (2) "Kochająca osoba popełnia prawie zawsze ten błąd, że nie czuje, kiedy druga strona przestaje kochać".  A także to:

          (3) "Serce zawsze wystrychnie rozum na dudka". I ostatecznie to:

          (4) "Z prawdziwą miłością jest jak z pojawianiem się duchów; wszyscy o nich mówią, ale mało kto je widział".

          Jak bym na to mógł najkrócej odpowiedzieć? 

          Ad 1)  To, niestety, prawda, bo często nie szanujemy tych, którzy nas kochają.  Niektórzy zresztą tak opracowują swoje strategie miłosne, aby ukryć rozmiary własnego uczucia i nie wydawać się bezbronnym.  Jednak to prawda częściowa i pozorna - bo kiedy szczerze kochamy, to pragniemy kochać coraz mocniej. 

          Ad2)  Smutne, ale prawdziwe.  "Nic naturalniejszego i bardziej złudnego niż myśleć, że jest się kochanym" - zauważa też książę...Bywa jednak, że ktoś, kto nas kocha, nie rozpoznaje własnych uczuć lub, że są one zaciemnione lub przytłumione, a wtedy dobrze jest wierzyć, że jest się kochanym. 

          Ad3)  Tu już nic nie mam do dodania.  Chociaż może...bywają ludzie, którzy potrafią odróżnić racje rozumu od porywów serca.  Z drugiej strony, oschłość nie zawsze jest dobra i najczęściej bywa pułapką, jaką rozsądek zastawia na nasze uczucia.  

          Ad4)  A jednak taka miłość istnieje.  I nawet książę w nią wierzy.  Jeśli naprawdę kochasz, to odnajdziesz ją w sobie.  

          Reasumując (jak zwykli mawiać ludzie uczeni) - spostrzeżenia księcia zawierają na szczęście tylko cząstkę prawdy.  Podobnie, jak następująca konstatacja: "W głupcu nie ma materiału na dobroć".  W każdym człowieku jest materiał na dobroć - trzeba tylko dobrej woli...A kiedy dobra wola pojawia się, to głupiec przestaje być głupcem.  Jak słusznie zauważa Fromm - miłość w odróżnieniu od zakochania, które jak wiadomo przemija, wymaga dobrej woli.  Kochamy kogoś, bo chcemy go kochać i tak postanowiliśmy.  Dlatego najlepszym sposobem, aby być kochaną jest, być może, samemu kochać. 

          I jeszcze jedno - to, że nie czujesz się kochaną, nie zawsze znaczy, że kochaną nie jesteś.  Zdarza się, ze nie zauważamy, że ktoś, kogo sami kochamy, również nas kocha.  I światło słoneczne może być tak zaciemnione, że go nie widzimy... 

wtorek, 25 grudnia 2012

           ...Pomyślał św. Franciszek i usnął w pokorze.  Czy to jednak nie dobry pomysł - położyć się spać jak święty i obudzić się jak zwykły człowiek? Spać, spać i spać do rana, aż obudzi nas słońce lub zamieć,  jakby  t e g o  w s z y s t k i e g o  n i e  b y ł o.  A wtedy demony nocy skulą swe ogniste ogony i łasząc się do słońca lub śniegu, odejdą...

           ...Jak ta grudka śniegu topi się w mej dłoni!   Jak twe przemarznięte, ptasie serce ożywa i zaczyna mocno bić!  A przecież przed chwilą było tylko bryłką lodu.  Tak wielka jest moc SŁOŃCA lub POTĘGA ZAMIECI, które rozpraszają wszelki egoizm i czynią nas wolnymi w nieskończonej miłości ku Niemu!      

piątek, 14 grudnia 2012

           21 grudnia 2012 miał być KONIEC ŚWIATA, niby tylko, według przepowiedni Majów, pewnej epoki, jednak nie ulega wątpliwości, że Majom chodziło o rzeczywisty koniec świata.  Wielu racjonalnie myślących i przewidujących ludzi na całym świecie przygotowuje się na ten dzień zaopatrując w niezbędne produkty i szukając schronienia, w którym można będzie przetrwać ów kataklizm.  W końcu bez świata też można jakoś żyć, jeśli tylko odpowiednio się przygotować, tak jak można żyć bez powietrza, a nawet bez samego życia (po śmierci) - trudniej może bez kobiety i alkoholu...

          Dla oczekujących mam wspaniałą wiadomość -  21 GRUDNIA KOŃCA ŚWIATA NIE BĘDZIE!  

          To piątek i w tym dniu będę miał jeszcze coś do załatwienia.  Dlatego przekładam koniec świata na wolny weekend. Wiem, że może to być przez niektórych odczuwane jako pewien zawód, jednak proszę mi darować ten jeden dzień.  Do tego stopnia nie mam pamięci do dat, że być może to 22 grudnia miał być koniec świata...Tak czy inaczej proszę się nie denerwować... 

          Proszę pamiętać, że stworzyłem świat z nicości i zajęło mi to dobre kilka dni.  Zaraz, zaraz, jak to było?  Najpierw chyba stworzyłem demony i niedowiarków - to jeszcze zanim nastał jakikolwiek dzień...Ale proszę, mam tu przed sobą święty tekst, w którym czytamy...

          Proponuję jednak, aby to Państwo sami sięgnęli do tekstu...Jeśli jesteście Państwo katolikami to tylko Wulgata!...Mam ją nawet przed sobą...

          Znowu muszę jednak Was przeprosić (nie pamiętam, czy już przepraszałem, ale to zawsze ładniej brzmi), kochani to "The Pocket Oxford Dictionary", czyli Biblia Naszych Anglojęzycznych Czasów. Ja zaś nazywam się GOD i występuję między innymi we zwrotach GOOD GOD, MY GOD i OH GOD!  Sceptyków odsyłam do "Biblii Króla Jakuba"...Tak więc tam możecie Państwo poczytać o tym, jak fantastycznie stworzyłem świat, nie mając do dyspozycji praktycznie niczego (prawie jak bracia Warner) i to od razu w wersji anglojęzycznej bez konieczności tłumaczenia na podrzędne języki...Powiadają, że bardzo się tym zmęczyłem i w niedzielę musiałem odpocząć.

         No to teraz wyobraźcie sobie, że to, co stworzyłem przez tyle dni muszę poddać dekonstrukcji w jednym!  Dlatego w piątek po pracy pójdę jeszcze do MPiK-u, żeby odetchnąć atmosferą Mojego Narodzenia, posłuchać angielskojęzycznych kolęd i w towarzystwie niedomytych bezdomnych ("pełna kultura") oddać się szaleństwu gorączkowych zakupów przed zbliżającym się kresem wszystkiego. Mam nadzieję, że nie będę musiał pójść do toalety.  Nie ukrywam też, iż nie poddaję się owej gorączce. W tej chwili pozostaję bez środków do życia - wszystkie zgarniają bowiem świątynne stragany i stosowne urzędy, miałem jednak nadzieję, że na Wigilię zaproszą mnie do wspólnej wieczerzy...Niestety, po zapoznaniu się z przepowiednią Majów musiałem w końcu ulec zniewalającym naukowym argumentom i postanowiłem, że zamiast okopywać się w okopach Świętej Trójcy, zrobię to już teraz (Just do it!)...Państwo zapewne wiedzą?  Apokalipsa i te sprawy.  Od dawna już przed tym ostrzegałem przez swoich proroków... 

         Nie pamiętam już, kiedy stworzyłem tygrysa.  Dzień - tak! ale na przykład, o której?  W tekście jest luka.  W każdym razie wierzycie, że ludzkość po to gromadzi arsenały nuklearne, aby nigdy z nich nie skorzystać?...a dziura ozonowa, to bzdura wymyślona przez ekologów?...a od zarzynania zwierząt do przerabiania ludzi na mydło droga jeszcze daleka?...O jak bardzo się mylicie, wy przedpotopowe gady!  Ale potopu nie chce mi się na was zsyłać - to już było!  Zresztą z mizernym skutkiem.  

         O tak, są tu zresztą na Ziemi więksi ode mnie bogowie - na przykład, Putin i Mamona!  Albo Hammurabi.  A ziemskim światem rządzi EKONOMICZNA OPATRZNOŚĆ i KORPORACYJNE SUMIENIE.  Dlatego przypomniałem sobie odpowiednie passusy ze Starego Testamentu i pomyślałem - wygubię wszystkich ludzi w tym mieście, co do jednego, kobiety, starców i dzieci, ponieważ  nie znalazłem w nim ani jednego nieprawego i niesprawiedliwego, a wszyscy jako owi faryzeusze są bezgrzeszni...I nie zlituję się.  I nie drgnie nawet powieka moja!  Albowiem nade wszystko, pamiętajcie Drogie Dzieci, nie znoszę tych nadętych bałwanów!   

         Ale...przyznaję, że wciąż się łamię.  Nie jestem przecież taki zły.  Raz, że umiem wybaczać, dwa, że ofiarowałem się za Wasze grzechy, aby Was zbawić, trzy - że dałem Wam wolną wolę, abyście to Wy mogli grzeszyć.  A wszystko to uczyniłem powodowany Miłością do Was.  Nie lękajcie się więc mnie, o Wy, dzieci i wnuki pokolenia holocaustu.  To było Wasze własne dzieło!  

         Tak czy owak, mimo swej długowieczności, nie zamierzam uderzać w Kalendarz Majów i jak Wiecie, będę żył wiecznie.  A dopóki jest wśród Was jeszcze największy grzesznik i Głupiec Boży - Nezumi13, mam się nad kim litować w obfitości Miłosierdzia Mojego.       

         Sursum corda!

   

        

wtorek, 20 listopada 2012

                                        Ten, który był kiedyś człowiekiem.

wtorek, 14 sierpnia 2012

        Wczoraj rano napisała do mnie Bożenka Z.  z Bytomia.     

       "Bożenko!  Może po prostu potrzebujesz kogoś z kim mogłabyś poczuć się beztrosko.  Z mamą nie możesz, więc może z Jolą?  A chłopak?  Pewnie nie za wiele może!   Zresztą to taki ponurak.  Rzuć go!...Ja mam sporo wolnego czasu!  Audycja jest na żywo, ale kończę o dziewiętnastej. Może masz ochotę na kawę?  Wyjdę z mojego skromnego czarnego alfa romeo, będę miał w ręku "Gazetę"...

piątek, 06 kwietnia 2012

      

      Pewna moja młoda znajoma cierpiąca na chorobę psychiczną mówiła z dumą "Ja jestem Anna Maria Jopek", "Ja cierpię na roztrojenie jaźni!".  Jej stan psychiczny wstrząsnął mną kiedyś...wkrótce potem "przegrała walkę o życie z chorobą nowotworową" (przepraszam za to stereotypowe określenie, które wydobyłem ze śmietnika mojego umysłu)...Chce mi się płakać, kiedy o tym myślę a jednak czy to nie trochę śmieszne mówić o sobie w ten sposób? 

      Mimo woli przychodzi mi na myśl to, że często mówimy..."Jestem Polakiem...", "Jestem niezależnym twórcą", "Jestem poetą", "Jestem profesorem Uniwersytetu", "Jestem fanem hip-hopu", "Jestem zwolennikiem kary śmierci", "Jestem kibicem Arki Gdynia" - tak jakby miało to jakiś głęboki sens! ... Naprawdę jednak albo jesteśmy  s o b ą, albo...  n i k i m.   Dlaczego?  Może dlatego, że to my odczuwamy niepokój i radość chwili, nadzieję i obawę wobec rzeczy przyszłych, to my jesteśmy bezradni wobec naszej przeszłości, urodziliśmy się kiedyś i umrzemy, to my jesteśmy sprawcami własnych czynów...

      I nawet moja mama, to nie ja!   

      Wciąż wydaje nam się, że jesteśmy kimś innym niż jesteśmy i czasami naprawdę jesteśmy z tego dumni!  Są jednak chwile prawdy - w których jesteśmy tylko sobą...jak Hiob, "wybraniec Boga" i jak Isaac, który miał być złożony w ofierze...w takich chwilach liczy się tylko miłość!

     

poniedziałek, 02 kwietnia 2012

                                                                                                               "Ach rozłąki kto smutek wypowie?"                                                                                                                       

    Miło mi, że Ktoś z przyjemnością przeczytał moje opowiadanko...i że moja "samotność na blogu" nie jest całkowita. Dziękuję za bardzo sympatyczny i ciepły komentarz... 

...Właściwie kocham samotność, bo to dzięki niej poznajemy prawdę i stajemy się sobą.  Jednak czasami bycie osamotnionym niesie ze sobą zbyt wielkie cierpienie - mam na myśli samotność wśród osób najbliższych.  Budda powiedział, że rozłąka z osobą, którą kochamy jest cierpieniem - jednak staje się ona  p o d w ó j n y m  cierpieniem, jeśli zaczynamy zauważać, że dla drugiej osoby ta rozłąka niewiele znaczy...Cierpimy też bardzo, kiedy osoba bliska oddala się psychicznie od nas zrywając delikatną więź jaka nas łączy...W obu tych sytuacjach chcielibyśmy przywrócić stan utraconej Jedności (psychicznej harmonii z drugą osobą)  - prosząc a nawet złoszcząc się lub cierpliwie znosząc cierpienie i czekając na zmianę jej postawy.  Na ogół bez skutku...Czasami wydaje nam się, że tylko nasza śmierć pozwoliłaby osobie, którą kochamy, przebudzić się do miłości. 

          Ale nawet zakochany myśli czasami trzeźwo - "Zabiję się i nic...przecież wszystko co przedtem robiłem mogłoby nią wstrząsnąć, gdyby tylko mnie dostatecznie kochała. Dzisiaj nawet nie odpowiedziała na moje rozpaczliwe sms-y, wołające o pomoc. Dzwoniłem do niej przez cały dzień, ale była zajęta. Jest całkiem możliwe, że po mojej śmierci wcale nie wróci do mnie a co najwyżej będzie ją dręczyło przez jakiś czas poczucie winy, o którym postara się jak najszybciej zapomnieć".

         Niepotrzebna ofiara.  Trudno sobie wyobrazić coś równie bezsensownego.  A jednak Miłość wciąż każe nam o niej myśleć.    

        

         Aurelio

wtorek, 31 stycznia 2012

            To moje ulubione z  instrumentalnych dzieł Bacha obok jego cudownych Suit na wiolonczelę solo.  Wróciłem właśnie do pokoju przemarznięty i bez szkła od okularów (dwa razy zgubiłem ostatnio te okulary i odnalazłem, jednak teraz wypadło z nich szkło), co pewna bliska mi osoba uznała za przejaw mojego chorobliwego lunatyzmu, mając na myśli moją miłość do osoby, która nie może teraz znaleźć dla mnie dość czasu.  Szkło do okularów można oczywiście wprawić, ale trzeba mieć na to pieniądze...W moim pokoju jest bardzo zimno a działa tylko jedna kolumna. Siedzę teraz i piszę o swoich muzycznych i egzystencjalnych wrażeniach.  Słucham nagrania tego utworu na CD, które dzisiaj kupiłem w muzycznym antykwariacie za 20 złotych (uzyskane dwa dni wcześniej z tego samego antykwariatu).  CD ma trochę zniszczoną okładkę. Samo nagranie jest "stare", bo z 1983 roku (wydała je niemiecka firma Capriccio, ale wyprodukowano je w Japonii -  techniczna jakość nagrania jest bardzo dobra).  Gra "Das Leipziger Bach-Collegium" a nagrania dokonano w Poczdamie, w pokoju koncertowym Fryderyka Wielkiego, czyli tam, gdzie swą muzyczną ofiarę złożył królowi pruskiemu Sam Bach.  Po kilkunastu wybitnych nagraniach "Muzycznej Ofiary", jakie jak dotąd poznałem słucha się go z wielką przyjemnością. Odznacza się powolnymi raczej tempami i pewnym majestatem a istotne jest także to, że jednym z instrumentów jest dawny fortepian Silbermanna z 1746 roku. 

          Pierwszy raz usłyszałem te cudowną muzykę we wczesnej młodości, kiedy przeżywałem swoją pierwszą miłość, w udanym nagraniu czeskiego zespołu Milana Munclingera.  Z tej samej mniej więcej epoki pochodzi także nagranie Gustawa Leonhardta i braci Kuijkenów (wznowione później na CD przez wytwórnie Seon).  Jest ono zademonstrowane przez owych muzyków z taką geometryczną jasnością i precyzją, że trudno o nagranie bardziej wzorcowe...Istnieją jeszcze dwa wspaniałe nagrania mojego ulubionego Bachowskiego arcydzieła w wykonaniu braci Kuijkenów z innym już klawesynistą Robertem Kohnenem, jedno na CD - może najlepsze ze wszystkich znanych mi nagrań MO  (Deutsche Harmonia Mundi 1995) i drugie na DVD. Film warto obejrzeć, bo istotna w nim jest wyłącznie sama muzyka i nieprawdopodobna wręcz koncentracja artystów.  W podobnym duchu szacunku dla kompozytora utrzymane jest nagranie kanadyjskiego (o ile pamiętam) zespołu "Arion", które jako pozbawione wszelkiego efekciarstwa i muzycznie czyste budzi sporą moją sympatię.

         Jednak Sigiswald Kuijken (skrzypce), Wieland Kuijken (viola da gamba i wiolonczela) i Barthold Kuijken (flet) - to tak cudowni instrumentaliści, że na świecie nie można już prawie spotkać dorównujących im barokowych muzyków.  Najpiękniejszą częścią MO jest Trio Sonata, której przymglone mistyczne i liryczne piękno w tak doskonały sposób potrafią wyrazić owi muzycy.  Nawet tacy mistrzowie jak Savall (AliaVox 2001) czy Enrico Gatti (Arcana 2001) nie zaprezentowali tego utworu w równie skoncentrowanej i pięknej formie.  Stare i poczciwe nagrania Harnoncourta czy Goebla ustępują im wyraźnie, chociaż również są bardzo dobre.  Oprócz wymienionych warto z pewnością posłuchać orkiestrowego nagrania Nevilla Marrinera (wydał je niegdyś Philips), w którym wstępny Ricercar a 3 cudownie wykonuje na małym instrumencie organista Kremer.

        Istnieją też dwa wyjątkowe nagrania, które z pewnością warto polecić przyjacielowi.  Jedno w wykonaniu "Ensemble Sonnerie" Moniki Hugget (Virgin Veritas 1996), które znacznie rozszerza kameralną instrumentację tego utworu (o trzy rodzaje obojów i fagot), co nadaje samej muzyce dodatkowego kolorytu. Co więcej, nagranie to jest w niektórych swoich fragmentach niesłychanie swobodne a nawet w jakimś sensie jazzowe. Znakomicie brzmią w nim zwłaszcza bachowskie kanony.  Drugie natomiast -  holenderskiego zespołu "Het Collectief" (Fuga Libera, 2005) nie tylko rozszerza instrumentację o fortepian i organy a także klarnet, ale również kończy się w dość ekstrawagancki sposób.  Oba te nagrania są przy tym muzycznie bardzo udane i słucha się ich z przyjemnością.  Musikalisches Opfer to nie tylko utwór sofistyczny i pełen dystansu do świata i życia, lecz także elegancka i przyjemna muzyka.       

       "Dlaczego chcesz słuchać jednego utworu w tak wielu wykonaniach?" - mógłbyś zapytać drogi Czytelniku.  "Czy nie lepiej byłoby pozostawić na swej półce wyłącznie nagranie zbliżone do wyobrażonego ideału i już nawet go nie słuchać?"  i "Czy nie jest jednak przerażająco nudne słuchanie tego samego utworu przez całe życie?"   Nie jest, bowiem życie zmienia się i my się zmieniamy, zmienia się też czasami nasz muzyczny ideał.  Poza tym piękne wykonanie to jak gdyby nowa suknia pięknej kobiety. Czy naprawdę chciałbyś, żeby chodziła ona przez całe życie w jednej, choćby i najpiękniejszej,  sukience?  "Dobrze" - powiesz - "ale to przecież tylko marność i gonienie za wiatrem"...Może w jakimś sensie tak.  Mistycy mówią przecież, że przez zmysły przychodzi do nas także niewola ducha i to, co demoniczne i że cisza jest najpiękniejsza muzyką. 

     Mnie chyba jednak najbardziej przekonały słowa największego muzyka XX wieku Alego Akbara Khana (jak Go słusznie nazwał Menuhin).  Piękna Ragi nie poznasz w ciągu pięciu minut - powiedział kiedyś ten Mistrz - podobnie jak nie poznasz w ciągu pięciu minut piękna swojej żony lub ukochanej. Czasami trzeba na to całego życia.  Mówił to oczywiście przede wszystkim o wykonywaniu muzyki, które w przypadku interpretacji ragi jest także jej współtworzeniem.  Jednak można to odnieść również do słuchania i podziwiania ukochanej muzyki w najlepszych istniejących wykonaniach.   

     "Muzyczna Ofiara" Bacha to jeden z najbardziej kontemplacyjnych utworów w dziejach muzyki.  Żałosne może się dzisiaj wydawać, że ofiarę tę złożył Bach Fryderykowi Wielkiemu, władcy wprawdzie oświeconemu i lubiącemu pewien rodzaj muzyki ( który sam był jak wiadomo kompozytorem i namiętnym flecistą), ale poza tym człowiekowi raczej despotycznemu i lichemu...Jednak nie należy zapominać o inteligencji pruskiego króla (który poza tym musiał być chyba melancholikiem w stylu pruskim).  Król bowiem zadał  Bachowi do opracowania tak niezwykle niewdzięczny muzyczny temat, że Bach musiał dokonać cudów aby muzyka jego doszła do uszu Pana Boga i żeby Ten się nią zachwycił.

     Moje życie przemija...a może nawet kończy się? Tak szybko?  Już nieszczęsny  Hiob narzekał, że życie pędzi do przodu jak czółenka tkackie!...Wycierpiałem w nim wiele fizycznego bólu i psychicznego niepokoju a jednak kiedy słyszę w jakimś naprawdę dobrym wykonaniu "Largo" z Sonaty triowej  "Musikalisches Opfer" czuję jak muzyka ta koi mój smutek i budzi we mnie prawdziwą miłość istnienia.  A jedynie ta miłość nie przemija nigdy.  

    Pamiętam jeszcze ten piękny pokój w Kazimierzu, gdzie spędziłem z moją pierwszą Miłością i przyjaciółmi (także z moim bratem) swoje pierwsze dorosłe wakacje.  I moją pierwszą (i na szczęście ostatnią - "samobójczą próbę") i owo poczucie nadziei, które uratowało mi wówczas życie, nadziei jaką daje miłość, nadziei Zmartwychwstania duszy...gdym wracał rankiem owego wrześniowego dnia przez cmentarz do pokoju, w którym spodziewano się ujrzeć raczej trupa niż żywą osobę...

...nadziei całkowicie wtedy zgodnej z moim panteistycznym poczuciem rzeczywistości.

  Czasami spotykam jeszcze na swej drodze tamtego smutnego chłopca, jakim wtedy byłem.  A on uśmiecha się do mnie i pyta: "Byłeś już tam? Na tamtym świecie? Jak tam jest?"

  

 

 

 

czwartek, 05 stycznia 2012

                 28 letnia Jagna B. instruktor podnoszenia ciężarów wystawiła na mróz swojego konkubenta o dotychczas niezidentyfikowanej tożsamości. We krwi denata badanie wykryło 4,3 promile alkoholu.  "Dzięki niskiej temperaturze ciało nie rozłożyło się przez miesiąc, podczas którego przeleżało na wycieraczce domu Jagny B.  Prokuratura nie wszczyna jednak śledztwa z uwagi na fakt iż prawdopodobną przyczyną zgonu konkubenta podejrzanej było przedawkowanie alkoholu" - oznajmiła rzecznik Prokuratury Rejonowej w Garwolinie, Beata Sądek.  Jak się jednak dowiadujemy Jagna B. domaga się wyjaśnienia całej sprawy.  Pragnie bowiem porzucić dotychczasowe życie i wstąpić do Zakonu Klarysek.  "Mam wyrzuty sumienia, że wyrzuciłam Dziubdziusia i przez miesiąc nie wychodziłam z domu. Mógł się przeziębić. Chociaż powiem redaktorowi szczerze. On nie był mężczyzną!"  

wtorek, 03 stycznia 2012

         List do Czytelników Mojej Opowieści,

         Zapomniałem już prawie o mojej opowieści o Letycji Grave, której zawdzięczam ponad 1700 "wejść" w jednym tylko tygodniu.  Dzieje się tak nieprzypadkowo, bowiem moje życie jest w ostatnich dniach trochę zbyt monotonne i ciężkie - może za wyjątkiem miłego powitania Nowego Roku i nadzwyczaj udanych dyskusji i rozmów z moimi studentami.  Nie będę się tutaj rozwodził nad tym dlaczego - moi najbliżsi wiedzą o tym a innych raczej to nie zainteresuje...Powiem więc w sposób może nieco zagadkowy, lecz jedyny jaki mi się wydaje słusznym, że miałbym chyba obecnie  pięć istotnych powodów, aby zakończyć swe życie a każdy z osobna skłonił już kiedyś kogoś ze znanych mi osób do odebrania sobie życia.  Jest jednak we mnie - zauważam to nie bez pewnego zadowolenia - jakaś miłość istnienia i chęć życia wbrew temu wszystkiemu, nie z powodów heroicznych, lecz dlatego, że życie jest nie tylko cierpieniem i podłością, lecz również radością i pięknem.  

        Ach, zapomniałem jeszcze o jednej przyjemności! O noworocznym spotkaniu z wybitną Pisarką, która mimo swej niewątpliwej sławy zgodziła się ciągnąć ze mną razem powieść, której główną bohaterką jest pielęgniarka pewnego dość dziwnego szpitala Persephone Gibbs.  Ponieważ jednak Jej czas jest obecnie ograniczony - autorka postanowiła bowiem bez reszty poświęcić się wychowaniu dziecka, równie pięknego jak ona - obiecała tylko niewielki objętościowo, lecz za to decydujący dla wartości owego dzieła wkład w jego napisanie.  Czuję się zaszczycony inspiracją i pomocą ze strony Osoby, której twórczość i harmonijny charakter zawsze podziwiałem, nie mając nadziei iż los, kiedykolwiek pozwoli mi ją osobiście poznać. Na razie więc odkładam na bok opowieść o losach Letycji Grave...obiecuję jednak do niej powrócić w niedługim czasie po ukończeniu owej powieści.  

       Z wyrazami szczerego przywiązania do moich Czytelników,

       Aurelio  

niedziela, 25 grudnia 2011

               "Przecież dawno już obróciłeś się w proch a ja wciąż żyję...Ale ostatecznie daruję ci! Przekonaj się o potędze mojej miłości. Piekło już znasz wiec zaprowadzę cie do nieba. W niebie może trochę nudno, ale spokojnie i w okół same anioły, co nie pocą się mówiąc o miłości bliźniego...Jak ja nie znoszę tych faryzeuszy!  Czasami żałuję, że jestem Bogiem"   

                                     Powoli, kochaj mnie tylko, powoli!

                                     Tak wolno, jak sen przędzę ściboli

                                     Jakbyś tkała marę dla dziecka

                                     Jakbyś nuciła pieśń zdradziecką...i nagle załkała!

                                     Kołysz mnie, dziecko, kołysz,

                                     Kochaj mnie, mamo, udała!

                                     Bo umrzeć pragnę u wrót twego ciała!

                                     Słodka Macioro, twa kołyska w chlewie,

                                     Więc upadniemy, jak Adam przy Ewie!

sobota, 24 grudnia 2011
środa, 21 grudnia 2011

             Jakże inaczej wygląda ta noc od poprzedniej!  Spadł śnieg. A moje istnienie stało się zupełnie nierzeczywiste.  I gdyby nie mój cień, który odnalazłem na ośnieżonej ścieżce, nic bym o nim nie wiedział.  Jednak cień ów, zmarznięty i obolały jak samotny wędrowiec, nie jest już niczym więcej niż moim własnym widmem.  Jak trudno oswoić się z tym, że już nas nie ma!  Być za życia zapomnianym przez tych, których się kocha i iść dalej nie oglądając się za siebie...Czy to nie ostatni rozpaczliwy akt wolności na tym świecie...

             Cóż za delikatne żółte i piaskowe kolory i ta świeża gałązka na śniegu!  Gdybyś mógł zobaczyć moje zdjęcia, wiedziałbyś wszystko, drogi Czytelniku.

             Niewielka cząstka istnienia w wielkim nieistnieniu, oto wszystko co ze mnie pozostało.  Oddycham a mój oddech jest ciepły.  Moje oczy widzą.  Moje dłonie też mają w sobie ciepło a serce namiętność.  Jednak nikogo już przy mnie nie ma.  Powiedziałem jej o wszystkim. O ciemności, w którą chciałem się rzucić i o śnie, z którego nie mogłem się podnieść. Ale Ona już zapomniała o mnie.  Nie słyszała mojego wołania, bo właśnie witała się z kimś kogo naprawdę kocha.  Nie słyszała mojego pożegnania, bo właśnie kiedy pociąg odjeżdżał odbierała telefon. 

            I gdyby nie ta dziecięca ciekawość, która każe mi pisać, fotografować i śpiewać piosenki, przyglądać się ludziom i odkrywać ich utajone lęki i powikłania charakterów, patrzeć na umarłe drzewa i niebo, które jest ponad nimi, melancholia zabiłaby moją udręczoną duszę

           Aurelio

niedziela, 18 grudnia 2011

                       Co na to feminiści?

piątek, 16 grudnia 2011

              To mądra i miła dziewczyna.  Na pewno wybaczy mi, że trochę się ociągam z wykonaniem jej rozkazu (Une grieve maladie)

               Aurelio

czwartek, 15 grudnia 2011

                         Możesz być z niego dumny!

                            Po co tyle klikasz. Życie jest tylko jedno! No...góra dwa, bo jeszcze to wieczne!

sobota, 10 grudnia 2011

                       Od pogrążonej w żalu rodziny

               "Rzeki łez i radości do jednego wpływają morza" (Nezumi13)    

                          Tak to czasami w życiu bywa! 

              "Oczywiście, nie zawsze to samo.  Proszę zwrócić uwagę iż na ogół nie mówimy "wniebozawzięty!  Mało kto też mówi "Nie, nie wejdzie do nieba bo "niezawzięty".  I słusznie nie, bo niebo...tu zacytuję śp. profesora Pszczelika, "sprzyja pokornym".  Dlatego powiada się niekiedy, iż "niebo sprzyja pokorze aż po sam korzeń".  Z drugiej strony jednak mówimy "upokorzenie", gdy ktoś lub coś nas zbytnio upokarza. W każdej sytuacji decyduje jednak przyjęty zwyczaj językowy".            

 
1 , 2