Kategorie: Wszystkie | "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę" | ...bez końca | 0 | 100O i jeden Rabinów | A Puszkina też zapuszkują? | A moze to tylko pomieszanie zmyslow | A nie lepiej być purystą? | Aaaaaaaaaaaaaa...aalfabeta | Ach, gdzież jest litość lub wspolczucia pozór? | Ach, gdzież jest litość lub współczucia pozór? | Adam Mic - Kiewicz | Adaś i Ewka | Aforystyka | Amerykański sen | Autopsychoterapia | Bez sensu to to! | Bez szaleństwa... | Bezmyślne okrucieństwo | Bezradność | Biedna Szymborska | Biedny Kapturek! | Bliźni miłości | Bliźniego miłość... | Blondyn | Blue Bossa | Bojaźń i drżenie | Bratnie dusze | Bruner, ty świnio! | Buddyzm w życiu codziennym | Bóg mi poskapił tej anielskiej miary... | Bóg mi poskąpił tej anielskiej miary... | Bójstwo samo | Caritas | Chiziofrenia | Choroba na śmierć | Chwila ułudy | Chwila wytchnienia | Chłodne upojenie | Cierpienia i radości | Cierpienie i radość | Cleen feed | Cnota niedoli | Co slina na język przyniosła | Co tam panie w polityce? | Co w niebie piszczy | Co ślina na język przyniosła? | Corrida | Coś dla duszy... | Coś tak wulgarnego | Cudotwórstwo | Czarna Perła Tao | Czarny tulipan skrzyżowany z czarna różą | Czarny tulipan skrzyżowany z czarną różą | Czary Mary | Czego nie przysięgał Hipokrates? | Człowiek nie jest rzeczą | Człowiek to brzmi dumnie, ale nie u mnie | Często chowa | Częstochowskie rymy | Deficyt aniołów | Delightful! | Demokratyczne wybory w Oczodołach | Diabłoterapia | Dla wszystkich i dla nikogo | Dnieje | Do samego siebie | Dodatek | Dowcipas dnia | Duma narodowa | Dusze drzew | Dyskretna mgiełka autoironii | Dzielność | Dziki kapitalizm | Dzisiejsza młodzież | Dzisiejsza młodzież nosi ładną odzież | Egzystencjalizm jest chumanizmem | Ekonomia zbawienia | Elegancja Francja | Elegijnie | English gentelman | English gentleman | Epicurus | Ewa tylko ziewa | Falochron | Female | Filozofia bez uczoności | Forever Loving Jah | Gadu, gadu | Gadu, gadu, trochę więcej jadu | Gal Anonim | Gaz dla pedałów | Gaz dla pedałów, młot dla sierpów | Gdy rozum śpi... | Gendarme | Genek, gienialny gieniusz | Geno Typ | Gorący uczynek | Grabarz | Grabarz nonsensu | Gry i zabawy literackie | Głupota przysłowiem narodów | Głębie i tajnie Podświadomego | HIstoria nauczycielką bicia | Herbatka zen | Homo economicus | Homo sapiens czy Homo politicus | Humor absurdalny | Humor nieco absurdalny | Humor, satyra, panie... | I rekiny w oceani mają zębów cały rząd | I rekiny w oceanie mają zębów cały rząd | Indie Wschodnie i Zachodnie | Industrial | Istnieje również wrodzony brak poczucia humoru | Ja tam bynajmniej nie wiem | Jak długo będę jeszcze żył? | Jak uprawiać agresywne dziennikarstwo? Poradnik dla początkujących | Jakże cżęsto powtarza się ta historia | Jakże trudno czasami coś sklecić! | Jan i Małgorzata | Jan z Czarnolasu | Jesienna muzyka | Jeszcze smutniej! | Jeździec Apokalipsy | Językologia | Kaczuszki mandarynki | Karawana idzie dalej | Katedra Adamowego Żebra | Kawa z Kafką | Każdemu według naszych chęci | Każdemu według potrzeb | Każdemu, o czym tylko zamarzy | Kiciuś Miciuś! | Kicuś Micuś! | Kiedy człowiek staje się bestią | Kiedy owce nie milczą | Kij w mrowisku | Kniaź Wiktor | Kochani ludożercy | Kolacja Pani Sowy | Kometa tylko głownia nie ta | Konkwista | Koryfeusz nauki, milośnik sztuki | Koty i inne zwierzęta | Koty, głupoty, palikoty | Kości rzucone są | Kość słoniowa | Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatni | Kto pisze teraz historię? | Kuchnia szamańska | Kwiatki Św. Franciszka | Kwiatostan śmierci | Kwitnienie kultury | Kwitnąca wiśnia | La colombina i ciche ukojenie | Lekarzu - lecz się sam! | Lenin wiecznie żywy | Leśmianiada | Lichwiarstwo polskie | Liryki i prztyki | Logika dziejów | Londyńska mgła niepamięci | Londyńskie przygody | Los ofiary | Los puka do moich drzwi | Lotosowy wpis | Ludzie ludziom... | Lunatyzm | Lęk społeczny | Made in Japan | Maligna | Marność nad marnościami | Marność nad marnościami. Rekoleksje Wielkopiątkowe | Marzenia senne | Marzeniologia stosowana | Maszkary i senne dziwadła | Maszkary i senne widziadła odbite w lustrze | Mała czarna z Kafką | Medycyna naturalna | Meine Liebe Augustin! | Melancholia | Melancholia stosowana | Memorabilia | Meszreiw | Meteo | Mgiełka autoironii | Mglisty dzień. Mgła | Mikołak | Mistrz i Małgorzatka | Mistycyzm lunarny | Mistyka i miłość | Mitologia osobista | Mitologia świata | Miłość | Miłość bliźniego | Miłość nie zawsze szczęśliwa | Miś Uszatek | Moc rytuałów | Monada nie ma okien | Mowa potoczna | Mowa ptaków | Mowa serca | Moze ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może ktoś się ucieszy? | Może ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może to trochę zbyt uszczypliwe | Musicology | Muza lekkich obyczjów | Muzyka przywraca ład serca | Myszoterapia dr Nezumi | Myśli prostego człowieka | Mądrość Natury | Mądrość jak z gazety | Mądrość narodów | Młot na faryzeuszy i hipokrytów | Męstwo bycia | Mówił sen do snu | NIe ma na świecie dwóch takich samych liści, ni kropel deszczu | Na jawie (lecz to, co niejawne pozstaje) | Na stos rzuciliśmy szcześcia los | Na stos rzuciliśmy szczęścia los | Na szczytach hipokryzji | Na zdrowie! | Nad piekną rzeką | Najokrutniejsze zwierzę | Najsłodsza tajemnica | Narastająca senność | Nic dzisiaj ciekawego nie napisałem | Nicość | Nie am dwóch takich samych liści, ni kropel wody | Nie bój się - najwyżej cię rozstrzelają! | Nie czas żałować burz, gdy płoną oczy | Nie czas żąłować burz, gdy płoną oczy | Nie każde szczere złoto jest szczerozłote | Nie ma na świecie dwóch takich samych liści ani kropel wody | Nie ma na świecie dwóćh atkich samych liści lub kropel deszczu | Nie ma takiego smutnego, co by na wesołe nie wyszło | Nie ma zazdrości bez miłości | Nie oddamy nawet guzika | Nie tylko dzielenie włosa na czworo | Nie wiem, ja w ogóle nie myślę | Nie zabijaj! | Nie zabijajcie drzew! | Nie zawsze urocza dzecinada | Niebiańskie szczyty głupoty | Niech pani będzie dzielna! | Niech zapłaczą na moim pogrzebie | Nieco drapieżny wpis | Niekoniecznie ptasi móżdżek | Nienawiść bliźniego | Nieosobiście | Nieprzesłane przesłanie | Niestworzone rzeczy | Nieszkodliwe głupotki | Niewczesna melancholia melomana | Niewczesne rozważania | Niewielka profanacja | Niewielkie przekłamanie | Niskolotnie | No No! Teatr No | No comments! | No no! | Nowa poezja lingwistyczna | Nędzne kabareciarstwo | O Leonardo, po cóż się tak trudzisz? | O dzieleniu włosa na czworo, czyli metodzie scholastycznej | O dzieleniu włosa na czworo, czyli o metodzie scholastycznej | Obciachy | Obscenia i parafrenalia | Obsesja dobrego biustu | Ojej! | Oko w oko z zębem mądrości | Okropieństwa | Okruchy odgrzebane z lawy | Okruchy życia wygrzebane zlawy | Okruchy życia wygrzebane z lawy | Okrutna losu ironia | Orientuj się na orient | Owczarek | Owczarki afgańskie | Owocożerni | PL jak piekło | PO PiS | POeci wszystkich krajów dzielcie się | Pan Tadeusz | Panie pośle, po chrześcijańsku panu wybaczam | Pańska satyra polityczna jest niegramatyczna | Pendant do pewnego przypisu | Perlikowski | Pewna elastyczność zasad | Pewne jak w banku | Piorunujący piorun! | Po owocach poznacie ich! | Po upadku | Pobożne życzenia | Podpatrywanie Natury | Podroby i inne podróbki | Pokolenie Kainowe | Pokorne ciele | Pokorne cielę | Pokusa | Polak potrafi | Polak potrafi! | Politolog i Politowska | Politycznie niepoprawne! | Polonica | Polonika rycerskie | Polucje i ablucje | Pomarańcze i mandarynki | Pomarznąć dobra rzecz | Pomarznąć dobra rzecz! | Pomoc psychologiczna | Poranna kawka z Kafką | Porąbane marzenia | Potężne i głębokie warstwy pierwotnego mitu | Powieść brukowa | Powszechna życzliwość | Powtórka z cynizmu | Poznaj samego siebie | Prawda | Prawda jest jedna i piękna, ale złożona | Prawda popłaca | Prawdziwa metropolia | Prawi i sprawiedliwi | Prawiezmartwychpowstanie | Prawiezmarwtychpowstanie | Prognoza pogody | Pruski smutek | Przecież cię zjem! | Przedagonalny polski agon | Przegląd sportowy | Przeinaczenia | Przez pychę do pokory | Przeżyjesz to, a pote już tylko grób | Przeżyjesz to, a potem już tylko grób! | Przminęło z wiatrem | Prztyczek | Psiapowiednia Majów | Psubrat | Pustka | Pytanie dość retoryczne | Raczej to nie będzie hit | Radosne gonitwy śnieżnych tygrysów | Radość wędrowania | Rejterada Rejtana | Religie nauczą cie pokory | Res Sacra Pecunia | Romans z pop kulturą | Roots, Rock, Reggae | Rozkosze reinkarnacji | Rozmowa nie na telefon | Rozpacz | Rozpacz na wieki wieków | Rozpacz, która podpełza pod gardło | Ruch i świeże powietrze... | Rybołówstwo cudzołożnika | Rycerz pokalany | Samokrytyka | Samotność egzystencjalna | Sekrety pewnego domu handlowego | Seraphic Flames and Heavenly Love | Siedź na dupie i potakuj! | Somatyka | Somatyka logiczna | Spełniona przepowiednia | Spleśniały ser | Sponsorem tej opowieści jest wydawnictwo Błękitny Wieloryb | Sport to zdrowie | Spowiedź morskiego wilka | Stary Sącz i Nowy Sącz | Stary mafioso | Stołeczne stołki | Stratyfikacja społeczna | Suma sumarum | Sumienie rachunku | Sweet Music and Poetry | Sygnały podprogowe | Szalchetne zdrowie | Szczęśliwa pomyłka | Szekspir do żadnej nie należy epoki | Szkarady | Szlachetna gravitas | Szlachetne zdrowie | Słodycze grafomanii | Słówka | Słówko do słówka, a uzbiera się sówka | Tadeusz Bój Jeleński | Taia chińska podróbka | Takie będą rzeczpospolite jakie tego blogu chowanie | Takie tam, pierdoły | Talking Heads | Tania chińska podróbka | Tatiana | Teorie świata nauki | Terapeutyczie | Terapeutycznie | Thames | The Doors. Uchylone drzwi | The Lion cub | The fruit of beauty and despair | To na pewno nie Lec | To nie żadna filozofia | Tragiczne pożegnania | Transformacja duchowa | Trudna sztuka dialogu | Trudno czasmi coś sklecić | Trzylogia | Trója z polskiego | Twarda rzeczywistość | Ty mi tutaj nie filozuj | Tygrysologia stosowana | Tysiac i jeden ptaków | Tysiąc i jeden kotów | Tysiąc i jeden ptaków | Tysiąc różowych kroliczków | Tęsknica | Tęsknota duchowa | Ubekistan | Ucone księgi | Uczeni ludożercy | Uderzenia losu | Uduchowienie | Umrzeć z miłości | Upadek Pierwszego Człowieka | Uroczy wegetarianin | Uszczelnienie systemu podatkowego | Utrata uzębienia | W czym mogę panu pomóc? | Wciąz powtarza się ta sama historia | Wciąż powtarza się ta sama historia | Wdzieczna muzyka przywraca ład serca | Wesola grafomania z morałem | Wiecej broi dla szaleńców w Teksasie | Wieczne powroty | Wiedza radosna | Wielka wygrana | Wielomówstwo, czyli plaga opowiadania | Wierzba płacząca | Wiosny i jesienie | Witch | Więcej broni dla szaleńców w Teksasie | Wojna totalna | Wpis o kształcie piramidy | Wprowadzenie do kruczków prawnych | Wrzucam wszystko do kosza | Wrzątek | Wspomneinei pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Współczesny filister | Wszystkie rybki | Wszystko na A | Wszystko na sprzedarz | Wszystko na sprzedaż | Wygrana | Węzłowato | Wólka Węglowa | Xin Lu, typowa brunetka o granatowych oczach | Z Nietzschego nic nie powstaje | Z księgi wulgaryzmów | Z rupieciarni myśli | Zaczarowany świat zen | Zanim mnie wrzucą do dołu | Zapowiedź Apokalipsy | Zaraz wracam! | Zasada domniemanej winy | Zaskroniec | Zastał Polskę drewnianą... | Zatrzaśnięte drzwi | Zbaw mie Buddo Amido | Zbaw mnie, Buddo Amido | Zdrowy egoizm | Zegar dziejów | Zestrzelenie księżyca | Zginął z rąk słabej kobiety | Zima się nas nie ima | Zjawiskowe | Znak jaskółki | Zrozumieć wartość tego, co nieużyteczne | Zuch zawsze ochoczy! | Zwierzęta pod postacią ludzi | Zwyciestwo konsumpcjonizmu | Ząb mądrości | ie zabijajcie drzew! | ieosobiście | kosmos | Łagodne prawo, ale prawo | Łagodność tygrysa | Śmiechotki, chichotki | Śmiertelna powaga | Śmierć | Światełko w mroku | Świętość, wziętość, nadętość | Życie jest tragiczne | Życie samo | Życzliwe spojrzenia na całość ogródka | Żyć, nie umierać
RSS

Poznaj samego siebie

piątek, 23 sierpnia 2013

          21 rozdział podręcznika "Psychologia emocji" pod redakcją M. Lewisa i J.M. Haviland - Jones poświęcony jest pojęciu "dobrostanu emocjonalnego".  Autorzy tego rozdziału twierdzą, że ów dobrostan emocjonalny jest nawet ważniejszy dla poczucia szczęścia i zadowolenia z życia niż osiągnięcia życiowe i zdrowie fizyczne.  Ludzie często oceniają swoje życie, dokonując jego oceny poznawczej i afektywnej, które dość często są ze sobą zbieżne.  Poczucie tzw. przyjemności emocjonalnej, od której zależy ów dobrostan jest w pozytywnych ocenach życia kluczowe i jest ono związane z intensywnością i częstością przyjemnych i przykrych doznań.  Zdaniem autorów należy odróżniać nastroje trwałe od chwilowych i poszczególne emocje od przyjemności emocjonalnej jako takiej.  Dobrostan emocjonalny zależy ich zdaniem między innymi od stosunku przyjemnych emocji do emocji nieprzyjemnych i ma związek ze zdarzeniami, które spotykają nas w życiu oraz z naszymi stanami fizjologicznymi.  Jest on zwykle wyraźnie określony, a często nawet w pewien sposób "mierzalny", ale ludzie na ogół nie przeżywają emocji w sposób gwałtowny i skrajny, lecz raczej umiarkowany i w większości mają poczucie "umiarkowanego szczęścia". Psychologowie dyskutują, wśród kilku innych, problem, czy "przyjemne i nieprzyjemne reakcje emocjonalne są wymiarami niezależnymi, czy też stanowią przeciwległe krańce tej samej osi".  Autorzy rozdziału, E. Diener i R. E. Lucas nie byliby zapewne zachwyceni takim pobieżnym i niedokładnym streszczeniem treści swojego tekstu, jednak streszczenie takie nie było moim celem.  Chodziło mi bowiem nie tyle o dokładny opis wyglądu samej zjawy, ale o jej wywołanie. 

         Dlaczego jednak mówię o zjawie, podczas gdy język, w jakim autorzy opisują zjawiska i formułują swe tezy jest językiem naukowym?  Dlatego, że razi mnie do pewnego stopnia pozornie klarowna prostota tego ujęcia, w której nie ma miejsca na jakikolwiek fenomenologiczny opis samego przeżycia.  Opis taki musiałby ujawnić wiele dodatkowych trudności związanych z samym definiowaniem tego rodzaju pojęć, a także położyć nacisk na możliwość, że przeżyciom przyjemnym możemy czasami przypisywać negatywną wartość emocjonalną, a przeżyciom (czy jak tutaj emocjom) przykrym, wartość pozytywną.  A wtedy czymś innym byłby wpływ owego dobrostanu emocjonalnego na nasze samopoczucie, a czymś innym poczucie szczęścia i zadowolenia z życia.  Można mieć poczucie szczęścia i zadowolenia z życia, które jest trudne, pełne niepokoju i stanowi dla osoby spore wyzwanie, także wyzwanie emocjonalne, bowiem emocje przykre osoba ta musi umieć przekształcić w stany psychiczne pozytywne, a niektóre z przyjemnych emocji uznać za niepożądane, zagrażające temu, z czym wiąże poczucie sensu życia.  Autorzy przyjmują jedynie, że istnieje pewna, jak to określają "hedonistyczna wartość emocji".  Jestem przekonany, że w oparciu o swą wiedzę, łatwo mogliby rozproszyć te moje wątpliwości, ale nie mam jak ich o to zapytać, a podręcznikowy tekst stanowi czasami rodzaj dość szczelnego muru, jeśli nie konstrukcji wręcz "betonowej".    

       Według Władysława Tatarkiewicza, poczucie szczęścia rozumianego jako trwałe zadowolenie z życia, związane jest z dokonywaniem bilansu dotychczasowego życia.  Ale jak ten bilans wygląda w szczegółach i od czego zależy w indywidualnych przypadkach, to, jak sądzę, często trudno określić, bo poczucie tak rozumianego szczęścia jest z istoty swej subiektywne.  Bywa, że jedno negatywne zdarzenie z życia, do którego ktoś inny nie przywiązywałby większej wagi, rzuca cień na całe życie i że człowiek, który w opinii innych ludzi miał wszelkie dane, aby być z życia zadowolonym, może odczuwać to zupełnie inaczej.  Na szczęście, bywa też i odwrotnie.    

 

 

           

czwartek, 28 marca 2013

          Jakoś nikogo nie mogę dzisiaj spotkać i chociaż oczywiście widuję ludzi, to czuję się jakbym błądził w pustce.  W ostatnich dniach dokucza mi szczególne zmęczenie, z powodu którego staram się niczego istotnego nie pisać.  Wyjątek stanowi ten blog.  Przeglądając pewną psychologiczną książkę na temat przyczyn depresji, popularną i z pewnością bardzo użyteczną, natrafiłem na dość zabawną z mojego punktu widzenia radę.  "Kiedy czujesz się samotny, nie martw się, że nie ma przy tobie nikogo bliskiego.  Jeśli przydarzy ci się wpadek lub w inny sposób stracisz zdrowie, zajmą się tobą odpowiednie służby i udzielą ci fachowej opieki zgodnie ze swoimi najlepszymi kompetencjami".  Tak mamy sobie perswadować, jeśli  n i e  c h c e m y   n a d m i e r n i e   p r z y w i ą z y w a ć   s i ę   d o   s w o i c h   b l i s k i c h. 

         Książka sprawia wrażenie pożytecznej i opierającej się na najlepszej dostępnej wiedzy.  Tym bardziej więc jest widoczna  bezsilność i zarazem dość typowe zadowolenie z siebie osoby, który jako terapeuta udziela tego typu, niewiele mających wspólnego z rzeczywistością, porad.  Nie chciałbym tutaj szczegółowo analizować tego zdania - powiem więc tylko, że uważam je za niefortunne, a nawet komiczne z wielu powodów i że jest to ten rodzaj argumentacji, który polega na strzelaniu sobie, a przy okazji osobie będącej w depresji, samobójczej bramki. 

         Oczywiście może być tak, że jesteśmy tak samotni, iż nie pozostaje nam nic innego, niż wiara w to, że bez bliskiej osoby doskonale sobie poradzimy. Czasami istotnie nie pozostaje nam nic innego i jesteśmy całkowicie zdani na tego rodzaju "opiekunów".  Jednak idąc trochę dalej w  tym kierunku, można by powiedzieć, "Po co ci rodzina, albo bliska osoba, skoro są pielęgniarki, straż pożarna i policja".  Można też zadać pytanie, czy w lęku przed samotnością najistotniejsze jest przeświadczenie, że nikt nam nie poda przysłowiowej szklanki wody.  Może jest to prawdą w przypadku osób starszych i chorych, ale nawet i one potrzebują czasami czegoś więcej lub czegoś innego.         

        Kiedy tego rodzaju ogólnikowych rad udzielał niegdyś filozof lub autorytet religijny, możemy nawet widzieć w nich przejaw mądrości - zwykle zresztą nawet język, w którym te rady są sformułowane jest zupełnie inny.  Jednak filozoficzna ani duchowa mądrość nie opiera się na  autorytecie nauki i empirycznego doświadczenia.  Kiedy mędrzec mówi mi - pogódź się z losem, nie szukaj miłości i akceptacji za wszelką cenę, naucz się żyć bez złudnego poczucia bezpieczeństwa, pamiętaj, że w przełomowych chwilach życia i tak zawsze jesteś sam, i tym podobne rzeczy, to jest to wyraz pewnej życiowej postawy i sposobu doświadczania życia.  Jeśli jednak terapeuta przekonuje nas, że to są naukowe prawdy pomagające w dojściu do psychicznego zdrowia, to przemilczając owe bardziej jeszcze ogólne filozoficzne założenia, popełnia, często w sposób nieświadomy, pewnego rodzaju nadużycie.  Przemyca bowiem swój system wartości i usiłuje skłonić nas do jego przyjęcia.  Filozofia i wszelkie tzw. nauki duchowe mają oczywiście istotny aspekt terapeutyczny. Trudno też być terapeutą bez przyjęcia pewnej założonej filozofii życia. Jednak im bardziej w sposób jawny terapeuta o owych założeniach mówi, tym uczciwiej, bez względu na sam efekt terapeutyczny, postępuje wobec osób, którym pragnie pomóc.   

       Wyobraźmy sobie jakaś mało doświadczoną kobietę, która orientuje się, że zaszła w ciążę, ale z powodów psychicznych lub sytuacji życiowej nie podoła trudom wychowania dziecka.  Może ona trafić "w ręce" terapeuty, który powie jej - "Nie jesteś inkubatorem dla spermy twojego partnera, a twoje dziecko nie jest jego prywatną inwestycją.  Jeśli nie czujesz się na siłach kochać tego dziecka, to wyrządziłabyś mu krzywdę i sprawiła kłopot społeczeństwu, gdybyś nie usunęła ciąży. Zrób to więc przede wszystkim dla swojego dobra, ale i z powodów, które ci właśnie uświadamiam".  Może jednak równie dobrze trafić w ręce terapeuty, który z równą pewnością siebie, powołując się na autorytet swej naukowej wiedzy, powie jej:  "W ten sposób skrzywdzisz samą siebie i społeczeństwo, i zabijesz swoje przyszłe dziecko, które mogłabyś kochać.  Pamiętaj też, że Pan Bóg ci tego nigdy nie wybaczy! Ale przede wszystkim nie wybaczysz tego samej sobie". Biedna dziewczyna, której i tak jest ciężko, postawiona w obliczu tak jawnych terapeutycznych manipulacji, może poczuć się jeszcze bardziej zagubiona, a w końcu wybierze zwykle to, do czego skłoni ją własna wygoda, oszacowanie psychicznych sił lub społeczny lęk.   Oczywiście ukazałem tutaj jedynie pewne skrajne podejścia terapeutyczne przyjmowane wobec problemu aborcji. Zrobiłem to jednak celowo, chcąc zwrócić uwagę na "grubość" owej terapeutycznej presji.   

      Problem aborcji w oczywisty sposób dzieli ludzi (w tym także same kobiety). Z podobnymi problemami mamy jednak do czynienia także wtedy, gdy ktoś chce nas leczyć z depresji lub psychicznych uzależnień i podsuwa nam jako jedyną jakąś skuteczną metodę terapii lub udziela porad.  Tu jednak sytuacja jest bardziej delikatnej natury - bowiem chory zwykle nie wie, do jakich niejawnych systemów wartości odwołuje się terapeuta i jaki może być w związku z tym zakres jego manipulacji... 

      Bardzo bym chciał, aby to, o czym przed chwilą napisałem, nie zostało potraktowane jako wzywanie do odrzucenia autorytetu psychoterapii jako dziedziny w dużym stopniu opartej na racjonalnej wiedzy naukowej.  Mam jednak nadzieję, że uważny czytelnik potrafi odczytać moje intencje, bez żadnej dodatkowej deklaracji z mojej strony.          

     

wtorek, 13 listopada 2012

            W owym cytacie ze starożytnego poety nie tyle pociąga mnie pogarda dla owego "bydła", lecz raczej to, że trafnie obrazuje on poczucie naszego "podstawowego" zagubienia w świecie i nieznajomości życia i losu. 

poniedziałek, 12 listopada 2012

                Dziękuję Pani za życzliwy i wnikliwy komentarz.  Jeśli chodzi o owego dręczyciela to jestem przekonany, że jest dokładnie tak jak Pani pisze.  Tym gorzej jednak dla ofiary.  

                Druga kwestia, którą Pani poruszyła wydaje mi się bardziej złożona.  Złość, o której mówiłem jest intencjonalnie skierowana ku drugiej osobie, jej intencja jest intencją złą, płynącą z satysfakcji z cudzego niepokoju i bólu - ma w sobie zatem pewien odcień złośliwości - pragnie za wszelką cenę dokuczyć.  To ten rodzaj złości ma przede wszystkim na myśli Schopenhauer.   

                Jeśli jestem na kogoś zły lub złoszczę się to niekoniecznie jednak moja intencja musi być zła.  Rodzice często postawieni są w sytuacji, w której złość wydaje się znacznie bardziej pożądaną reakcją niż obojętność.  Nawet, jeśli nie chcą ingerować w świat wewnętrznych przeżyć dziecka mogą zostać przez nie postawieni w sytuacji wymagającej zdecydowanej interwencji.   Kierując się miłością i w przekonaniu, że czynią to dla dobra dziecka karcą je ze złością.  Kto z rodziców nie chciałby ratować własnego dziecka przed zagrożeniem, jakim bywa dla samego siebie?  Nasze pociechy wkładają przecież czasami palec do kontaktu. I wtedy reakcja musi być szybka, gwałtowna i całkowicie czytelna dla dziecka...Czasami ma to także pewien związek z egoizmem - dziecko, które sprawia nam kłopot, pozbawia nas spokoju, co więcej czasami nie daje nam nawet chwili tego spokoju, a to wywołuje w nas złość.   Nie wydaje mi się, żeby taka złość zawsze była dla dziecka krzywdząca. Ono samo też czuje czasami złość i chciałoby ją wyrażać.

               Co jednak z całą pewnością krzywdzi dziecko?  Kiedy matka lub ojciec mający nieuświadomioną potrzebę karania racjonalizują złość i potrzebę stosowania represji płynącą z tych "podejrzanych" obszarów własnej psychiki.  Kiedy skłonność do reagowania złością i gniewem staje się przyzwyczajeniem, i zastępuje wszelkie inne reakcje.  Kiedy złość jest zwykłym odreagowywaniem własnych stresów na kimś słabszym. Kiedy towarzyszy temu tendencja prześladowcza - poszukiwanie okazji do takiej reakcji, stałe nękanie dziecka. Kiedy ich wyobrażenie o dobru dziecka nie liczy się z jego psychicznymi właściwościami, pragnieniami i potrzebami tak dalece, że nie próbują nawet dowiedzieć się, co wydaje się dobre ich dziecku. 

               Nie należy też zapominać o tym, że nie zawsze najmocniejsza reakcja najbardziej skłania dziecko do zmiany negatywnego wzorca zachowania.  Pewien buddyjski nauczyciel z pogodą i uśmiechem zwykł komunikować innym, że postępują źle.  Czasami dziecko zauważy też, jak bardzo zmartwiło rodziców, kiedy powiedzą mu to ze smutkiem, ale bez gniewu, albo w sposób stanowczy, lecz zarazem spokojny.  Oczywiście nie ma tutaj żadnych uniwersalnych recept  - i wszystko niemal zależy od konkretnej sytuacji, i od psychiki samego dziecka. 

              Trzeba też pamiętać o tym, jak łatwo racjonalizujemy i usprawiedliwiamy nasze gwałtowne wybuchy gniewu lub destruktywną złość.  Jak często nasz gniew jest nieproporcjonalny do przyczyn, które go wywołują.  Że często mylimy się w osądzie postępowania drugiego człowieka lub jego intencji, a przynajmniej możemy się mylić.  I że to łagodność powinna być normą postępowania wypływającego z miłości, a gniew jest zawsze pewnym odstępstwem od tej normy, czasami usprawiedliwionym i koniecznym, ale nigdy czymś dobrym per se.  A także, że to łagodność, a nie gniew, czyni mężczyznę męskim (rozumnym), bowiem człowiek potrafiący zapanować nad gniewem manifestuje swą psychiczną siłę.      

               Przy okazji tego problemu, którego istnienie Pani zasygnalizowała, istnieje jeszcze inna dość niepokojąca kwestia - jak dorośli powinni odnosić się do postępowania osób dorosłych, które błądzą i postępują źle?  Czy jeśli dostrzegamy w innym człowieku skłonność do obchodzenia lub łamania norm społecznych, to trzeba sięgać od razu po najbardziej brutalną represję? 

              W moim odczuciu postępując w ten sposób, uczy się przede wszystkim tego, że jedyną odpowiedzią na przemoc jest przemoc, a jedyna istotną rzeczą, o którą powinna się troszczyć osoba skrajnie aspołeczna jest uniknięcie kary.  Więzienia zaś stają się instytucjami edukacyjnymi szczególnego typu...Czasami zdarza się też, że nieukaranie jakiejś osoby jest dla niej dotkliwszą represją, niż jej ukaranie, bowiem dopiero wtedy zaczyna ona sobie zdawać sprawę z własnej odpowiedzialności za to, co robi.  Kiedy zaś stawia się ją w sytuacji przedmiotu prawnej manipulacji skłonna jest przerzucać odpowiedzialność za swoje cierpienia na drugą stronę...Niewątpliwie istnieje też pewne pokusa nadużywania władzy ze strony przedstawicieli instytucji porządku publicznego.  Potrzeba nadzorowania i karania wyradza się wtedy w swoistą patologię.  Człowiek podejrzewany o coś przestaje być traktowany jak ludzka osoba, nie obowiązują wobec niego żadne moralne normy, można pozwolić sobie na każdą reakcję, bowiem posiadana władza stwarza pozory bezkarności takiego postępowania i uprawomocnia je.  Zbyt łatwo zapomina się o tym, że należy być ludzkim wobec wszystkich ludzi i że brutalność naszych własnych zachowań wobec człowieka, którego o coś podejrzewamy, czyni z nas czasami ludzi znacznie bardziej moralnie podejrzanych lub nawet okrutnych...To już jednak temat na inną rozmowę.     

             

 

 

  

niedziela, 30 września 2012

                Jesień to przykra pora dla koników polnych. Słońce chowa się za chmury, wiatr gwiżdże, wyschnięta trawa tonie w deszczu.  Już wkrótce nadejdzie zima, która być może oznacza unicestwienie.

                Pewna żaba siedziała nadęta pośrodku kałuży, gdy z krzaków wyskoczył na nią kot.  Jednym susem znalazł się przy niej, porwał i już chciał rozszarpać, kiedy przypomniał sobie słowa Buddy: - Nie będziesz krzywdził czujących istot!...A że nie był zbyt głodny ogolił sobie głowę i przystąpił do mnisiej wspólnoty.  Tam zaś koty, myszy, psy i inne zwierzęta, a nawet najokrutniejsze z nich - ludzie, przebywali pod jednym dachem i skupiali swój umysł na codziennej praktyce medytacyjnej, osiągając kolejne szczeble doskonałości.  Wkrótce przystąpiła też do nich owa żaba, rozczarowana tym, że jej kum, w którym była zakochana opuścił ją dla jakiejś ropuchy. 

               Jednak konik polny nie potrafił żyć w ten sposób. I chociaż jego umysł od dawna już był "ujednopunktowiony" (to taki buddyjski żargon), to jednak konik myślał  - Jestem wolny, a jako poeta potrafię żyć w wyobraźni.  I patrząc w gwiazdy nadal wygrywał swą tęskną piosnkę.  Była tak piękna, że nawet sam Jowisz zasłuchał się w niej wzruszony i powołując się na religijny synkretyzm ubóstwiał konika polnego.  Jednak nie potrafił, czy może nie chciał? mu pomóc.  Właśnie miał się zamienić w byka, aby tocząc pianę porwać i zniewolić kolejną nimfę, gdy ujrzał dogorywającego grajka. "Jestem wprawdzie bóstwem solarnym, jednak nade mnę jest jeszcze przeznaczenie. Co ja tu mogę?  Jeśli umrzeć mu dziś wypadło, to niechaj umiera".  Tak konik skonał i nikt nie uronił nawet po nim łzy.     

              - Dziadku, kiedy opowiadałeś mi poprzednio tę bajkę, to mówiłeś, że róża jednak zapłakała i że policja odnalazła na jego ciele różaną rosę? - powiedziała dziewczynka.

              - Na pewno chciałem, żebyś grzecznie spała, a teraz opowiadam ci tę bajkę po południu, więc mogę powiedzieć prawdę - odpowiedziałem, głaskając ją po główce.

              - A jak wyglądał pogrzeb konika?  Czy była na nim żaba i kot? 

              - O ile pamiętam, nie było na nim nikogo, bowiem...To było tak!  Kot nie wytrwał w swym postanowieniu i skonsumował w końcu żabę i również kilka okolicznych myszy.  Kota zaś, o ile mnie pamięć nie zawodzi,  rozszarpał pies. 

              - I wspólnota upadła.

              - Wspólnota interesu istnieje zawsze -

              - A może nie przyszły bo były zajęte?

              - Oby tak było, córuniu!   

              - A ty jesteś moim tatusiem, czy dziadkiem?

              - Nie wiem.  Nie zastanawiałem się nad tym, ale skoro ukończyłaś już trzydzieści lat...

 

 

sobota, 10 grudnia 2011

                      Gdybyśmy żyli wietrznie!  Wywiałoby nas w wieczność na wieczystą dzierżawę.

                        Powiedział, że wróci przed 15.03...Dziękuję za wyrazy współczucia. Już ja mu powiem!

                        Wdowa wraz z wdowiętami

                      To działa!