Kategorie: Wszystkie | "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę" | ...bez końca | 0 | 100O i jeden Rabinów | A Puszkina też zapuszkują? | A moze to tylko pomieszanie zmyslow | A nie lepiej być purystą? | Aaaaaaaaaaaaaa...aalfabeta | Ach, gdzież jest litość lub wspolczucia pozór? | Ach, gdzież jest litość lub współczucia pozór? | Adam Mic - Kiewicz | Adaś i Ewka | Aforystyka | Amerykański sen | Autopsychoterapia | Bez sensu to to! | Bez szaleństwa... | Bezmyślne okrucieństwo | Bezradność | Biedna Szymborska | Biedny Kapturek! | Bliźni miłości | Bliźniego miłość... | Blondyn | Blue Bossa | Bojaźń i drżenie | Bratnie dusze | Bruner, ty świnio! | Buddyzm w życiu codziennym | Bóg mi poskapił tej anielskiej miary... | Bóg mi poskąpił tej anielskiej miary... | Bójstwo samo | Caritas | Chiziofrenia | Choroba na śmierć | Chwila ułudy | Chwila wytchnienia | Chłodne upojenie | Cierpienia i radości | Cierpienie i radość | Cleen feed | Cnota niedoli | Co slina na język przyniosła | Co tam panie w polityce? | Co w niebie piszczy | Co ślina na język przyniosła? | Corrida | Coś dla duszy... | Coś tak wulgarnego | Cudotwórstwo | Czarna Perła Tao | Czarny tulipan skrzyżowany z czarna różą | Czarny tulipan skrzyżowany z czarną różą | Czary Mary | Czego nie przysięgał Hipokrates? | Człowiek nie jest rzeczą | Człowiek to brzmi dumnie, ale nie u mnie | Często chowa | Częstochowskie rymy | Deficyt aniołów | Delightful! | Demokratyczne wybory w Oczodołach | Diabłoterapia | Dla wszystkich i dla nikogo | Dnieje | Do samego siebie | Dodatek | Dowcipas dnia | Duma narodowa | Dusze drzew | Dyskretna mgiełka autoironii | Dzielność | Dziki kapitalizm | Dzisiejsza młodzież | Dzisiejsza młodzież nosi ładną odzież | Egzystencjalizm jest chumanizmem | Ekonomia zbawienia | Elegancja Francja | Elegijnie | English gentelman | English gentleman | Epicurus | Ewa tylko ziewa | Falochron | Female | Filozofia bez uczoności | Forever Loving Jah | Gadu, gadu | Gadu, gadu, trochę więcej jadu | Gal Anonim | Gaz dla pedałów | Gaz dla pedałów, młot dla sierpów | Gdy rozum śpi... | Gendarme | Genek, gienialny gieniusz | Geno Typ | Gorący uczynek | Grabarz | Grabarz nonsensu | Gry i zabawy literackie | Głupota przysłowiem narodów | Głębie i tajnie Podświadomego | HIstoria nauczycielką bicia | Herbatka zen | Homo economicus | Homo sapiens czy Homo politicus | Humor absurdalny | Humor nieco absurdalny | Humor, satyra, panie... | I rekiny w oceani mają zębów cały rząd | I rekiny w oceanie mają zębów cały rząd | Indie Wschodnie i Zachodnie | Industrial | Istnieje również wrodzony brak poczucia humoru | Ja tam bynajmniej nie wiem | Jak długo będę jeszcze żył? | Jak uprawiać agresywne dziennikarstwo? Poradnik dla początkujących | Jakże cżęsto powtarza się ta historia | Jakże trudno czasami coś sklecić! | Jan i Małgorzata | Jan z Czarnolasu | Jesienna muzyka | Jeszcze smutniej! | Jeździec Apokalipsy | Językologia | Kaczuszki mandarynki | Karawana idzie dalej | Katedra Adamowego Żebra | Kawa z Kafką | Każdemu według naszych chęci | Każdemu według potrzeb | Każdemu, o czym tylko zamarzy | Kiciuś Miciuś! | Kicuś Micuś! | Kiedy człowiek staje się bestią | Kiedy owce nie milczą | Kij w mrowisku | Kniaź Wiktor | Kochani ludożercy | Kolacja Pani Sowy | Kometa tylko głownia nie ta | Konkwista | Koryfeusz nauki, milośnik sztuki | Koty i inne zwierzęta | Koty, głupoty, palikoty | Kości rzucone są | Kość słoniowa | Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatni | Kto pisze teraz historię? | Kuchnia szamańska | Kwiatki Św. Franciszka | Kwiatostan śmierci | Kwitnienie kultury | Kwitnąca wiśnia | La colombina i ciche ukojenie | Lekarzu - lecz się sam! | Lenin wiecznie żywy | Leśmianiada | Lichwiarstwo polskie | Liryki i prztyki | Logika dziejów | Londyńska mgła niepamięci | Londyńskie przygody | Los ofiary | Los puka do moich drzwi | Lotosowy wpis | Ludzie ludziom... | Lunatyzm | Lęk społeczny | Made in Japan | Maligna | Marność nad marnościami | Marność nad marnościami. Rekoleksje Wielkopiątkowe | Marzenia senne | Marzeniologia stosowana | Maszkary i senne dziwadła | Maszkary i senne widziadła odbite w lustrze | Mała czarna z Kafką | Medycyna naturalna | Meine Liebe Augustin! | Melancholia | Melancholia stosowana | Memorabilia | Meszreiw | Meteo | Mgiełka autoironii | Mglisty dzień. Mgła | Mikołak | Mistrz i Małgorzatka | Mistycyzm lunarny | Mistyka i miłość | Mitologia osobista | Mitologia świata | Miłość | Miłość bliźniego | Miłość nie zawsze szczęśliwa | Miś Uszatek | Moc rytuałów | Monada nie ma okien | Mowa potoczna | Mowa ptaków | Mowa serca | Moze ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może ktoś się ucieszy? | Może ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może to trochę zbyt uszczypliwe | Musicology | Muza lekkich obyczjów | Muzyka przywraca ład serca | Myszoterapia dr Nezumi | Myśli prostego człowieka | Mądrość Natury | Mądrość jak z gazety | Mądrość narodów | Młot na faryzeuszy i hipokrytów | Męstwo bycia | Mówił sen do snu | NIe ma na świecie dwóch takich samych liści, ni kropel deszczu | Na jawie (lecz to, co niejawne pozstaje) | Na stos rzuciliśmy szcześcia los | Na stos rzuciliśmy szczęścia los | Na szczytach hipokryzji | Na zdrowie! | Nad piekną rzeką | Najokrutniejsze zwierzę | Najsłodsza tajemnica | Narastająca senność | Nic dzisiaj ciekawego nie napisałem | Nicość | Nie am dwóch takich samych liści, ni kropel wody | Nie bój się - najwyżej cię rozstrzelają! | Nie czas żałować burz, gdy płoną oczy | Nie czas żąłować burz, gdy płoną oczy | Nie każde szczere złoto jest szczerozłote | Nie ma na świecie dwóch takich samych liści ani kropel wody | Nie ma na świecie dwóćh atkich samych liści lub kropel deszczu | Nie ma takiego smutnego, co by na wesołe nie wyszło | Nie ma zazdrości bez miłości | Nie oddamy nawet guzika | Nie tylko dzielenie włosa na czworo | Nie wiem, ja w ogóle nie myślę | Nie zabijaj! | Nie zabijajcie drzew! | Nie zawsze urocza dzecinada | Niebiańskie szczyty głupoty | Niech pani będzie dzielna! | Niech zapłaczą na moim pogrzebie | Nieco drapieżny wpis | Niekoniecznie ptasi móżdżek | Nienawiść bliźniego | Nieosobiście | Nieprzesłane przesłanie | Niestworzone rzeczy | Nieszkodliwe głupotki | Niewczesna melancholia melomana | Niewczesne rozważania | Niewielka profanacja | Niewielkie przekłamanie | Niskolotnie | No No! Teatr No | No comments! | No no! | Nowa poezja lingwistyczna | Nędzne kabareciarstwo | O Leonardo, po cóż się tak trudzisz? | O dzieleniu włosa na czworo, czyli metodzie scholastycznej | O dzieleniu włosa na czworo, czyli o metodzie scholastycznej | Obciachy | Obscenia i parafrenalia | Obsesja dobrego biustu | Ojej! | Oko w oko z zębem mądrości | Okropieństwa | Okruchy odgrzebane z lawy | Okruchy życia wygrzebane zlawy | Okruchy życia wygrzebane z lawy | Okrutna losu ironia | Orientuj się na orient | Owczarek | Owczarki afgańskie | Owocożerni | PL jak piekło | PO PiS | POeci wszystkich krajów dzielcie się | Pan Tadeusz | Panie pośle, po chrześcijańsku panu wybaczam | Pańska satyra polityczna jest niegramatyczna | Pendant do pewnego przypisu | Perlikowski | Pewna elastyczność zasad | Pewne jak w banku | Piorunujący piorun! | Po owocach poznacie ich! | Po upadku | Pobożne życzenia | Podpatrywanie Natury | Podroby i inne podróbki | Pokolenie Kainowe | Pokorne ciele | Pokorne cielę | Pokusa | Polak potrafi | Polak potrafi! | Politolog i Politowska | Politycznie niepoprawne! | Polonica | Polonika rycerskie | Polucje i ablucje | Pomarańcze i mandarynki | Pomarznąć dobra rzecz | Pomarznąć dobra rzecz! | Pomoc psychologiczna | Poranna kawka z Kafką | Porąbane marzenia | Potężne i głębokie warstwy pierwotnego mitu | Powieść brukowa | Powszechna życzliwość | Powtórka z cynizmu | Poznaj samego siebie | Prawda | Prawda jest jedna i piękna, ale złożona | Prawda popłaca | Prawdziwa metropolia | Prawi i sprawiedliwi | Prawiezmartwychpowstanie | Prawiezmarwtychpowstanie | Prognoza pogody | Pruski smutek | Przecież cię zjem! | Przedagonalny polski agon | Przegląd sportowy | Przeinaczenia | Przez pychę do pokory | Przeżyjesz to, a pote już tylko grób | Przeżyjesz to, a potem już tylko grób! | Przminęło z wiatrem | Prztyczek | Psiapowiednia Majów | Psubrat | Pustka | Pytanie dość retoryczne | Raczej to nie będzie hit | Radosne gonitwy śnieżnych tygrysów | Radość wędrowania | Rejterada Rejtana | Religie nauczą cie pokory | Res Sacra Pecunia | Romans z pop kulturą | Roots, Rock, Reggae | Rozkosze reinkarnacji | Rozmowa nie na telefon | Rozpacz | Rozpacz na wieki wieków | Rozpacz, która podpełza pod gardło | Ruch i świeże powietrze... | Rybołówstwo cudzołożnika | Rycerz pokalany | Samokrytyka | Samotność egzystencjalna | Sekrety pewnego domu handlowego | Seraphic Flames and Heavenly Love | Siedź na dupie i potakuj! | Somatyka | Somatyka logiczna | Spełniona przepowiednia | Spleśniały ser | Sponsorem tej opowieści jest wydawnictwo Błękitny Wieloryb | Sport to zdrowie | Spowiedź morskiego wilka | Stary Sącz i Nowy Sącz | Stary mafioso | Stołeczne stołki | Stratyfikacja społeczna | Suma sumarum | Sumienie rachunku | Sweet Music and Poetry | Sygnały podprogowe | Szalchetne zdrowie | Szczęśliwa pomyłka | Szekspir do żadnej nie należy epoki | Szkarady | Szlachetna gravitas | Szlachetne zdrowie | Słodycze grafomanii | Słówka | Słówko do słówka, a uzbiera się sówka | Tadeusz Bój Jeleński | Taia chińska podróbka | Takie będą rzeczpospolite jakie tego blogu chowanie | Takie tam, pierdoły | Talking Heads | Tania chińska podróbka | Tatiana | Teorie świata nauki | Terapeutyczie | Terapeutycznie | Thames | The Doors. Uchylone drzwi | The Lion cub | The fruit of beauty and despair | To na pewno nie Lec | To nie żadna filozofia | Tragiczne pożegnania | Transformacja duchowa | Trudna sztuka dialogu | Trudno czasmi coś sklecić | Trzylogia | Trója z polskiego | Twarda rzeczywistość | Ty mi tutaj nie filozuj | Tygrysologia stosowana | Tysiac i jeden ptaków | Tysiąc i jeden kotów | Tysiąc i jeden ptaków | Tysiąc różowych kroliczków | Tęsknica | Tęsknota duchowa | Ubekistan | Ucone księgi | Uczeni ludożercy | Uderzenia losu | Uduchowienie | Umrzeć z miłości | Upadek Pierwszego Człowieka | Uroczy wegetarianin | Uszczelnienie systemu podatkowego | Utrata uzębienia | W czym mogę panu pomóc? | Wciąz powtarza się ta sama historia | Wciąż powtarza się ta sama historia | Wdzieczna muzyka przywraca ład serca | Wesola grafomania z morałem | Wiecej broi dla szaleńców w Teksasie | Wieczne powroty | Wiedza radosna | Wielka wygrana | Wielomówstwo, czyli plaga opowiadania | Wierzba płacząca | Wiosny i jesienie | Witch | Więcej broni dla szaleńców w Teksasie | Wojna totalna | Wpis o kształcie piramidy | Wprowadzenie do kruczków prawnych | Wrzucam wszystko do kosza | Wrzątek | Wspomneinei pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Współczesny filister | Wszystkie rybki | Wszystko na A | Wszystko na sprzedarz | Wszystko na sprzedaż | Wygrana | Węzłowato | Wólka Węglowa | Xin Lu, typowa brunetka o granatowych oczach | Z Nietzschego nic nie powstaje | Z księgi wulgaryzmów | Z rupieciarni myśli | Zaczarowany świat zen | Zanim mnie wrzucą do dołu | Zapowiedź Apokalipsy | Zaraz wracam! | Zasada domniemanej winy | Zaskroniec | Zastał Polskę drewnianą... | Zatrzaśnięte drzwi | Zbaw mie Buddo Amido | Zbaw mnie, Buddo Amido | Zdrowy egoizm | Zegar dziejów | Zestrzelenie księżyca | Zginął z rąk słabej kobiety | Zima się nas nie ima | Zjawiskowe | Znak jaskółki | Zrozumieć wartość tego, co nieużyteczne | Zuch zawsze ochoczy! | Zwierzęta pod postacią ludzi | Zwyciestwo konsumpcjonizmu | Ząb mądrości | ie zabijajcie drzew! | ieosobiście | kosmos | Łagodne prawo, ale prawo | Łagodność tygrysa | Śmiechotki, chichotki | Śmiertelna powaga | Śmierć | Światełko w mroku | Świętość, wziętość, nadętość | Życie jest tragiczne | Życie samo | Życzliwe spojrzenia na całość ogródka | Żyć, nie umierać
RSS
środa, 31 października 2018

 

     Moje dzisiejsze cierpienia fizyczne

i psychiczne być może zaszkodziły trochę

komentarzom do Księgi Hioba.  Wczułem

się dość głęboko w jego sytuację. 

     Kiedy przytaczam skargi Hiobowe,

stoi mi zwykle przed oczami wstrząsająco

czasem piękna barokowa muzyka pisana

do tych słów. 

     "Człowiek z kobiety zrodzony

krótkich jest dni i pełen troski. Jak kwiat

wyrasta i więdnie, jak cień umyka

i nie ostaje się."

     To słowa jednego z utworów Purcella

poświęconego przedwcześnie zmarłej

królowej Marii.  W angielskim tłumaczeniu

brzmią tak:

     "Man that is born of a woman hath but

      a short time to live, and is full of misery.

      He cometh up, and is cut down, like

      a flower; he fleeth as it were a shadow,

      and never continueth in one stay."

    

      Ale i francuskie barokowe motety bywają

wyjątkowo poruszające, kiedy wykorzystują

łaciński przekład Księgi Hioba.  Szczególnie

utkwił mi w pamięci utwór Brossarda. 

     Jeśli chodzi o sam tekst Księgi, to miałem

ze sobą przekłady rabina Izaaka Cylkowa

i Czesława Miłosza, oba piękne. I chociaż

oczywiście zwracałem uwagę na pewne

interpretacyjne trudności w określeniu

jej sensu, to udzielił mi się listopadowy,

świąteczny nastrój. Sala była zresztą ciemna,

a studentów ledwie garstka, bo większość

już pewnie wyjechała.  

      Zdumiały mnie nieco słowa przytoczone

przez rabina Schudricha (zmieszczone w

nowym wydaniu przekładu Cylkowa):

      "Sens pojęcia "opatrzność Boża"w niczym

nie jest podobny do znaczenia, jakie ludzie

nadają pojęciu "opieki" - w stosunku do tego

świata Bóg nie wypełnia żadnego obowiązku.

To boże objawienie, które "ujrzał" Hiob,

świadczy o tym, iż poznał on Boga nie jako

łaskawego i sprawiedliwego, litościwie

udzielającego nagrody i karzącego, lecz po

prostu jako Boga...jak Tego, którego boskość

w niczym nie jest uzależniona od istnienia

świata."

      W takim nastroju przypomniał mi się

też mimo woli szpital, w którym zrobiono mi

w młodości operację i w którym, leżąc na

wielkiej i zatęchłej sali widziałem z bliska

gaśnięcie kilku osób.

     Do chłopa zatrutego kwasem moczowym

przychodziła młoda żona. Przynosiła mu

jedzenie, którego już nie mógł jeść. A

któregoś dnia ubrała się na czarno, nawet buty

założyła czarne i chłopina wściekł się, że czeka

już na jego pogrzeb, a ona się popłakała. 

Początkowo myślałem, że to jego córka.

     Młodą i wyjątkowo troskliwą żonę miał też

pewien inteligent z Warszawy.  Sporo rozmawiali.

Nie opuszczała go ani na chwilę (dopóki jej nie

wyrzucono) i była dla niego wyjątkowo czuła.

Ale ten uroił sobie, że jak umrze, to ona pewnie

znajdzie sobie innego i zaczął kląć jak szewc.

    Wiedziałem, że odchodzący z życia często

przechodzą przez fazę takiej agresji, ale wtedy

widziałem to po raz pierwszy.

    Kiedy trafiłem na salę przed operacją

pacjent z sąsiedniego łóżka, starszy już

człowiek (ja miałem dwadzieścia parę lat)

pocieszał mnie jak mógł. Wyglądało na to,

że jestem już jedną nogą na tamtym świecie. 

Do szpitala trafiłem w trzy dni po przypadkowej

wizycie u lekarza i zaraz potem miałem operację,

która miała ratować mi życie.

     Tymczasem mój sąsiad, który nie wiedział, 

że jest aż tak poważnie chory, zrobił badanie,

z którego dość jednoznacznie wynikało, że

wkrótce jego życie się zakończy. To go

całkowicie zaskoczyło i jego stosunek do mnie

zmienił się. Zaczął mnie gwałtownie obwiniać

o to, że będę żył, podczas gdy on umrze.

Towarzyszyły temu jego cierpienia fizyczne,

ale ja nie mogłem mu nawet podać szklanki wody,

bo po operacji nie mogłem się ruszać.

      Na szczęście na sali był kowal. Miał może

80 lat i był wyjątkowo spokojnym człowiekiem.

Postawny, barczysty, o dużych ramionach

i dłoniach, trochę gdy mówił, flegmatyczny. I ten

kowal stanął w mojej obronie:

      - Dlaczego na niego napadasz?  To przecież

dobry chłopak jest!  Czy on jest winien, że z Tobą

jest tak źle? -

      A mnie powiedział:

      - Nie martw się. Jeszce będziesz brykał! -

      Ta obrona była konieczna, bo dogorywało tam

jeszcze kilka osób przekonanych, że to ja odejdę.

      Niedługo potem sąsiad umarł, a kowal

szedł na operację i wszyscy byli przekonani,

że umrze. Ordynator nie ukrywał, że jego stan

jest ciężki.

     - Nie boisz się, kowalu? - zapytał ktoś.

     - A czego tu się bać? Co będzie, to będzie! -

odpowiedział kowal i...przeżył, a to podobno

graniczyło z cudem.  

     A przed moją operacją wpada salowa

- była piąta rano i mówi do mnie:

     - Panie, w prosektorium nieboszczyk za

nogę mnie złapał... - A chichotała przy tym!

     No, ale potem współczucie ją naszło,

zrobiła smutną minę i mówi tak:

     - Pan to wygląda jak mój zięć. On też

na to umarł! - 

      O dziesiątej wzięli mnie na operację

i zrobili narkozę, a ja czegoś pytam:

     - Pani doktor, czy ja będę żył? -

     Widać narkoza nie zadziałała i lekarz

krzyczy: - Zastrzyk mu zrobić! -

     Dwa dni przeleżałem na intensywnej

terapii, bo ordynator był przekonany, że

zejdę na serce. Pamiętam jego radosną

minę po moim przebudzeniu i jak

uspokajającym głosem mówi:

    - Stan bardzo dobry! -

    A ręce miał, co zauważyła moja żona, 

duże i silne jak rzeźnik, ale i serce chyba

bardzo dobre. Tłumaczył później, że operacja

trwała długo, ponieważ była "technicznie

skomplikowana."

    Z intensywnej terapii pamiętam dwie

rzeczy - pacjentce przez pomyłkę zamiast

kroplówki podano powietrze...I czarne koty

rozciągające po podłodze gazę. 

    Starszy wiekiem pacjent, Pan Leszczyński,

zasnął w toalecie i było potem szukania

i sprawdzania, czy go przez pomyłkę

na wózku z nieboszczykami nie wywieźli.

W końcu znalazł się i nie ominął go

zastrzyk:

    - Panie Leszczyński, dupsko! -

powiedziała pielęgniarka. 

    Żona musiała zrobić awanturę

salowej, bo leżałem po operacji na

zaszczanym przez kogoś innego

prześcieradle.  Poskutkowało

i prześcieradło zmieniono.  Pamiętam,

że salowa miała do mnie pretensje,

że jestem nieogolony, chociaż nie

mogłem się poruszać, ani nawet usiąść

na łóżku, a rana była tak duża, że każdy

ruch sprawiał mi wielki ból. 

      Do staruszka nieopodal przychodził

syn mecenas i zostawiał mu jedzenie

w lodówce.  Staruszek po operacji zjadł

i ordynator skarcił go słowami:

     - Panie kochany!  Wyciąłem panu

nowotwór wielkości śliwki, a pan się

skarży na ból? Niech pan się cieszy, że

pan jeszcze żyje!...To skandal!  Ja ratuję

panu życie, a pan je sobie odbiera. Ty

łakomczuchu jeden!  -

    Ale był też moment, którego nie

zapomnę. Przywieziono z wypadku

młodego chłopaka. Nie do końca był

przytomny, ale pytał, czy będzie żył.

Obok łóżka stała jego dziewczyna.

A ordynator wyjął jakieś zdjęcie i mówi:

    - Widzi pan?...Pana życie wisi dosłownie

na włosku!  Jak pęknie ta cienka nitka

podczas operacji, to pan umrze. Nie mogę

panu niczego obiecać... -

    Mówił to raczej do niej. Okazało się, że

biedak za szybko jechał na "motorze"

i wpadł na jakieś drzewo.

    Na skargi pacjentów, że bardzo boli,

ordynator odpowiadał niezmiennie:

    - To normalne!  Musi boleć!  Dlaczego

ma nie boleć?  Przecież rozciąłem panu

połowę brzucha. To nerwoból! - 

    I środków przeciwbólowych nie

podawał.  A później często śmieliśmy

się żoną, kiedy coś nas bolało, że to

na pewno nerwoból.

  

     

 

 

 

 

 

 

 

poniedziałek, 29 października 2018

 

    Przeglądam jeszcze raz "Świadomą

drogą przez depresję" Kabata- Zinna.

Kluczowe jest tu rozróżnienie między

trybem działania, a trybem świadomego

bycia.  Kiedy włącza się tryb działania

uruchamia wiele niepotrzebnych myśli,

które są przeszkodą w afirmacji istnienia.

Dobrze jest więc rozpocząć trening

tzw. uważności i zwracać większą 

uwagę na własne emocje, doznania

i stany ciała, poznając w ten sposób

siebie i koncentrując się na chwili...

i na oddechu. Wczucie to oznacza bowiem

zarazem otwartość wobec świata i niesie

ze sobą głęboką relaksację uwalniającą

od niepotrzebnego cierpienia, wywołanego

przez natłok myśli, przymuszanie się do

czegoś i nawyk oceniania wszystkiego.

    Nie ma potrzeby krytykowania tej mądrej

terapeutycznej książki, ale warto zwrócić

uwagę na to, że przyjęty w niej punkt

widzenia i związana z nim praktyka to

nie wyłącznie same korzyści i że o pewnych

rzeczach można mówić innym nieco

językiem - pozbawionym może takiego

waloru praktycznego, ale bliższym chyba

prawdy, a tym samym i wewnętrznej

wolności. 

     Już samo określenie "tryb" sugeruje

możliwość jakiegoś psychicznego 

przełączania lub zdania się na przełączanie

naturalne, zachodzące niejako automatycznie.

To, co nazywano kiedyś kontemplacją,

koncentracją albo medytacją, nazwane

zostaje inaczej, ale nie dzieje się to bez

pewnego naruszenia pierwotnego sensu

związanego z tymi pojęciami, a szczególnie

z pojęciem i możliwością kontemplacji

świata i życia. W kontemplacji wszelki

trening czy metoda są jedynie przeszkodą.

     Kiedy patrzę na puste pole o zmierzchu

i na zamglony księżyc, to nie potrzebuję

wskazówek w rodzaju - koncentruj się tylko

na tym, odrzuć wszelkie myśli, wyobrażenia

i oceny.  Te wskazówki, to przecież także

myśl.  Nawet, jeśli uzupełnia się je uwagą:

"Wyluzuj!  Tak naprawdę nie musisz nic

zobaczyć. Po prostu patrz!" 

      Terapeuta musi mieć koniecznie

dwie rzeczy: ucznia (lub ofiarę) i metodę.

Bez nich nie mógłby uprawiać swego

zawodu ani nikomu pomóc.  Rzecz w tym,

że często przy okazji pomagania szkodzi.

W przypadku kontemplacji jedyne, co

można sensownego zrobić, to nie narzucać 

się człowiekowi z uwagami typu "Wyłącz

swój wewnętrzny autopilot!"  Myślę, że

nie tylko mnie takie uwagi wpędzają w

depresję, podobnie jak odwoływanie się

do stoicko-buddyjskich przekonań w rodzaju:

Nie oceniaj czegoś, a nie będziesz cierpiał!

Przyglądanie się chorobie jak czemuś, co

nas mentalnie nie dotyka, jest tworzeniem

iluzji.

      Do książki dołączono tekst, który

czyta Małgorzata Braunek, która "przegrała

walkę z rakiem."  Nie dotykam tego CD.

Nie chcę się wikłać w niepotrzebne myśli

z tym związane, ani puszyć z powodu

swojego szacunku dla osoby zaawansowanej

w buddyjskiej praktyce lub współczucia dla

niej. Żaden terapeuta nie ma mocy, jaką w

istocie sobie przypisuje. Nie może zmienić

reguł rządzących życiem i ludzkim losem,

poprzez wywołanie iluzji wolności i

końcowego sukcesu.  Takie myślenie jest

skażone nadmiernym praktycyzmem

i paradoksalnie tym samym nie do końca

praktyczne. Zresztą Autor doskonale o tym

wie, skoro gdzie indziej nazywa życie

"piękną katastrofą."

 

 

 

 

 

    

     

 

 

 

niedziela, 28 października 2018

 

   - Pion na e4! - powiedział Pan Bernstein.

Ale w chwilę potem bomba rozwaliła

pokój i jego rywal Pan Goldstein trafił

do szpitala polowego...Nie widzieli się   

przez czterdzieści lat i spotkali dopiero

na jakiejś konferencji w Kalifornii.

   - To, co, kontynuujemy? - spytał Pan

Goldstein.

   - Jasne!  Twój ruch...A co z Rachelą  

i jej rodziną?  Nie żyje? -

   - Wszyscy nie żyją, poza Gołdą. Może

dlatego, że taka brzydka! -

   - Może...O żywych nie mówi się źle!

Ale Pan brzydkie też kocha, a nie tylko

Batszebę.  Chociaż, czy Batszeba była

taka piękna?...A Asia Grzebyk żyje? -

    - Żyje...Ale wiesz, z kim ona żyje? 

Z tym Steinem, co handlował gumą od

damskich majtek, a teraz jest...żebym

nie skłamał, wielkim milionerem. -

    - A wiesz, że chciałem się z Aśką

ożenić?  Ale mi ojciec powiedział, że

ma garbaty nos i że nie mogę ufać

dziewczynie, która przysłała mi list

w różowej kopercie. Poza tym jej

ojciec niczego się nie dorobił jako

krawiec. Do końca klepał biedę... -

    - To sobie nie poruchałeś!  Chyba,

że z małżonką, ale to się nie liczy!

Nadal handlujesz bronią? -

    - Ty mnie nawet o to nie pytaj.

Handel jest handel!  A Aśka też

mnie kochała i dała mi nawet

kanarka. -

    - Kanarka, szczurka...Ale tego,

co trzeba nie dała. -

    - Nie filozofuj Goldstein!  Ty

nigdy nie zrozumiesz, czym jest

miłość. To jest dla ciebie kabała! -

    - A mnie dała! -

    - Kto to sprawdzi, no nie? -

    - Aśka to moja żona! -

    - Jak twoja żona,  to sobie nie

poruchałeś, bo z żoną się nie liczy. -

    - Poddaję partię! - powiedział

Goldstein. - Królówka nie ma gdzie

się ruszyć! -

    - A gdybyś mógł swoje życie

przeżyć jeszcze raz, to byłbyś z nią? -

    - To zależy...Tak przez połowę życia

to może tak, ale przez drugą połowę

- to już może nie. Strasznie jest gderliwa

i nazywa mnie starym dziadem, kiedy

nakryje mnie z sekretarką. -

    - Cała Aśka! - 

    Poszli jeszcze później do hotelowego 

barku. Wypili trochę whisky. Ściemniało

się.

    - To, co? Za kolejne czterdzieści lat

spotkamy się pewnie. - rzekł Pan Bernstein.

    - Z miłą chęcią! - odpowiedział Pan

Goldstein.- Tym razem gram białymi!

   

 

    Nie było mnie w domu dokładnie

dwanaście godzin, ale Mitsuko to

jakoś przeżyła.  Kiedy o siódmej 

rano skończyłem poprzedni "wpis"

postanowiłem nie kłaść się już

spać, a o dwunastej wyszedłem,

bo musiałem się z kimś pilnie

spotkać.  A skoro byłem już w

pobliżu Alei Ujazdowskich, 

przyszedłem pożegnać się z

Ogrodem Botanicznym, który

za kilka dni zostanie zamknięty

aż do kwietnia.  Ucieszyła mnie

obecność wielu ludzi, mimo, że bilety 

są drogie (12 zł). Zdjęć zrobiłem

niewiele, ale udane i jedno jest

nawet nieoczekiwanie świetną

abstrakcją.  Jestem z niego dumny. 

Przed piątą zabrałem stamtąd dla

mojej matki złamaną piękną żółtą

georginię i kupiłem kartkę z

czerwoną dziką różą. Wczoraj

wróciła od kardiologa.

    Próbowałem się później spotkać

z moim przyjacielem, ale go nie

zastałem. To wprawiło mnie w przykry

nastrój.  Ale zatrzymałem się w kawiarni,

gdzie maiłem szczęście, bo do bitej

śmietany za 3.50 dano mi dwa

ogromne wafle.  Przeczytałem tam

tekst o ostatnim cyklu klawesynowym

Couperina, w tonacji h - moll, w którym

jest już podobno silnie zaznaczona

melancholia śmierci.  W trzy lata później

wielki kompozytor rzeczywiście umarł.

Tyle słucham Couperina, ale tego

"porządku" nie znałem. Nie wyobrażam

sobie mojego życia bez jego muzyki

i bez obrazów Watteau, które podobno

szczególnie lubił.

      Zatopiłem się na chwilę w nieistnieniu,

a potem - późno już było raczej, dotarłem

do domu, w którym spędziłem dzieciństwo

i młodość.  Matka bardzo się ucieszyła

z kwiatu, choć była to tylko sama głowa.

Opowiedziałem jej, jak po drodze zaczepiła

mnie jakaś kobieta i wywodziła, że ten

kwiat to piękna nostalgia, zwłaszcza teraz,

kiedy idzie się na groby.

      - Georginie nie mają żadnych konotacji

cmentarnych. - powiedziała mama - A pani

pewnie chciała sobie z tobą trochę

porozmawiać. 

      Miałem już wychodzić, a tu nagle

okazało się, że wszyscy oglądają film

o carze Mikołaju i jego kochance baletnicy.

(Rosja 2017). Wciągnął mnie nawet trochę

swoim przepychem i nie tylko. Choć

Mikołaj to żałosna postać, co film całkiem

nieźle, zapewne wbrew intencji reżysera,

pokazał.  Baletnica miała charakter i przeżyła

cara i jego rodzinę, do której zresztą została

przyjęta, żyjąc 99 lat ;-)  A jej konkurentka...

Caryca i jej dzieci miały, jak wiadomo,

przerażająco tragiczny los zgotowany im

przez bolszewików. Luba aż klaskała w ręce,

kiedy wyświetlił się napis informujący

o tym!  

     Scena z wywoływaniem duchów

przypomniała mi książkę Suworowa

o Aleksandrze i tępocie carskiego

otoczenia oraz bezwzględności 

i głupocie rosyjskich liberałów

i anarchistów.  Pomyślałem też o

tym, że pewnie Putin ten imperialny

film oglądał ;-)  Scena koronacji

w cerkwi, której złoto aż kapało robi

wrażenie. To nic, że 2000 biednych

ludzi zadeptało się przy okazji na

śmierć w walce o ślubne prezenty

od cara (żywność). No i przede

wszystkim, jak świetnie działały już

wtedy służby specjalne... 

     ...Ale byłem też dość silnie

wzruszony, jak czasem, kiedy oglądam

jakieś romanse. I pomyślałem nawet,

że pojadę nad Wisłę, w miejsce mi 

dobrze znane, w którym ktoś, kogo

znałem utopił się. Dobrze jest znać takie

miejsce...  

     Dziwne jest czasem życie ludzkie.

Człowiek niby inteligentny śmieje się

w duchu z czegoś takiego, a nagle 

włącza się jakiś zupełnie inny, 

znacznie bardziej realny i poważny

scenariusz...Cóż zrobić? Poszedłem

na spacer wzdłuż Łazienek nucąc

sobie "La Favorite" Couperina i 

przypominając staruszkę Poetkę,

z którą tamtędy przemykaliśmy się 

nocami, spotykając niekiedy 

różne stworzenia - smużki, kuny

i jeże...

     Mitsuko przez cały dzień nie

tknęła nawet jedzenia, a kiedy

myłem ręce zaczęła łapczywie pić

wodę z kranu, chociaż miała pełny

ogromny kubek.  Teraz śpi, choć

prawie jej to się nie zdarza kiedy

przychodzę i znowu nic nie jadła. 

    "Umrą wszyscy" - powiedziała mi

spotkana kobieta. - "Ta dziewczyna

i malutka dziewczynka, która jest jej

dzieckiem."  Dziewczynka idąc

tańczyła jak baletnica, a duży gawron

był prawie połowy jej wzrostu..."Życzę

panu wszystkiego dobrego, niech

szczęście pana nie opuszcza!" 

    Musiałem chyba wyglądać na

szczęśliwego. ;-)





sobota, 27 października 2018

 

             niebo jest niebieskie

             powiesz a trawa zielona

             śnieg jest biały

             a smoła czarna

 

             nie zgodzi się z tym

             nie ma powie niebieskiego

             zielonego białego

             ani czarnego

             nie ma nic bardziej mglistego

             niż oczywistość

             to czysta fantazja

 

             widziałeś kiedyś naprawdę

             niebieskie niebo spyta

             albo niebieską wodę

             kiedy wody rzeki płyną

             tam gdzie ziemia jest błotnista

             są mętne

             mogą mieć też

             kolor skał i minerałów

             które niosą ze sobą

             za każdym razem inny

             a nawet kryniczne źródło

             z którego wypływają            

             nie jest niezmącone

 

             śnieg w mieście jest często

             szary a kiedy dziecko albo kot

             nasikają gdzieś

             staje się w tym miejscu żółty

             a od krwi czerwony

             ale krew ma też czasem

             o wiele ciemniejszy

             smolisty kolor

             widoczny dobrze

             na tle piaskownicy

 

             tak samo jest z człowiekiem

             raz jest dobry a innym razem

             dobroci mu brakuje 

             i wtedy bywa okrutny

             skłonny do zdrady

             albo niewdzięczny

             a najczęściej jest

             nieuważny lub nieświadomy

             widziałeś kiedyś człowieka

             który byłby wyłącznie dobry

 

             myślisz że wiesz co czujesz

             i że coś jest smutne

             a coś innego wesołe

             ale gdy przyjrzysz się

             nieco uważniej nie jest tak

             bo w smutku znajdziesz radość

             a w radości gorycz smutku

            

             nikt nie zna swego losu

             lękasz się a nie ma

             powodu do lęku

             niczego się nie obawiasz

             a czeka cię matnia

             nie potrafisz nawet sobie pomóc

             a co dopiero pomóc innym

             jak więc możesz

             czuć się wolny

 

             w porze zmierzchu

             wszystko wydaje się

             pogrążać w mroku

             i w melancholii

             ale myszy ptaki

             i inne stworzenia 

             przemykają beztrosko

             przez puste pola           

 

             rankiem wszystko budzi się

             do życia ale czy widzisz

             że budzi się też do śmierci

             a ci którzy się kochali

             drżą z chłodu przed rozstaniem

             choć za oknem szaleje wiosna

 

             kiedy rodzi się człowiek

             na świat przychodzą

             zmartwienia i kłopoty

             cierpienie i śmierć

             a wszelką radość

             niszczy upływ czasu i przypadek

 

             mądrzy mówią że życie jest

             jak przyczajony tygrys

             gotowy do skoku

             albo niczym uśpiony wulkan

             a trwa tyle co upadek

             ściętego siekierą drzewa

            

             i że ludzie spotykają się

             w tym życiu jak ptaki

             które wieczorem

             śpią na jednym drzewie

             by więcej nigdy się nie spotkać

             a jak ziarnka piasku łączy ich

             nie miłość lecz interes

            

             ludzie odzierają z kory drzewa

             a zwierzęta z ich skóry

             i niewolą innych ludzi

             jedni mają zbyt wiele

             i pławią się w dostatku

             a inni umierają

             z głodu i pragnienia

             tratowani w drodze do wodopoju

            

             koty nie znają smaku słodyczy

             więc kiedy dajesz im ciastko

             karmisz tylko własną wyobraźnię

             prawie nie widzą tego co się nie porusza

             a kiedy cię liżą w rękę

             oznaczają tylko swój obiekt

             tyle samo zwykle wiemy od odczuciach

             innych ludzi

            

             zważ że choć dla ludożercy zjadanie ludzi

             jest czymś pożądanym

             w Leningradzie i Królewcu

             zimą podczas wojny

             ludzie zjadali najbliższych

             choć bardzo tego nie chcieli

            

             piękne są często małe dzieci i kobiety

             ale prostak włoży sobie kolczyk w pępek

             i zrobi na pośladkach tatuaż

             a kobietę zniewoli i dziecko przerazi

             ubierze się w mundur

             i przestrzeli ich czaszkę

             jednym nabojem

             albo zrzuci na nich bombę

             i wyparują

            

             a matka sprzeda własne dzieci 

             albo córkę przehandluje mężczyznom

             dobry sędzia śledczy 

             prawdziwy patriota

             złamie każdą ofiarę

             a ten kto ma w tym interes

             usprawiedliwi każdą zbrodnię

             lekarz nie przyjdzie do starej kobiety

             jeśli mu ktoś dobrze nie zapłaci

            

             trędowaty przygląda się

             nowo narodzonemu dziecku 

             krzycząc ze szczęścia 

             kiedy w świetle błyskawicy

             widzi że jest podobne do niego

            

             co może wiedzieć

             o przyszłym dniu

             ktoś kto żyje jak ćma

             przez krótką chwilę

             co wie o oceanie

             nadęta żaba w studni

             co wie o gwiezdnych przestrzeniach  

             człowiek raczkujący po Księżycu

            

             dlaczego pełni miłości twórczy ludzie

             żyją często zbyt krótko

             i odchodzą w cierpieniu

             a inni nie umieją im wybaczyć

             ich tęsknoty i wolności

             czy garncarz

             pyta samotny wędrowiec

             wątpiący w dobroć Boga

             tłucze swe najpiękniejsze naczynia

            

             ale jaka jest właściwie twoja 

             ostateczna konkluzja pytasz

             jakbyś nie wiedziała

             że nie ma czegoś takiego

             jest tylko radość i miłość

             rozpacz i lament  

             i wiejący za oknem wiatr                    

            

            

             

 

piątek, 26 października 2018

 

     - Zatłukłam ćmę! - wykrzyknęła Etsuko. 

     - Przed chwilą widziałem jej cień na suficie. -

     zmartwiła się Pani Ogawa. - Wpatrywała

     się we mnie swoimi niby-oczami. -

     - Widziałam, że kot chce na nią zapolować, 

     a poza tym była niebezpiecznie blisko od

     płomienia świecy. Zrobiłam to ze współczucia.

     Wybrałam mniejsze zło!  Przynajmniej nie

     cierpi...Zresztą była już chyba stara. Widuję

     ją od trzech dni. -

     - Masz serce złote jak Budda!...Ale, czy

     przypadkiem nie byłaś zła na Toru? -

     - No, trochę byłam...Nawet bardzo!  Chętnie

     bym go zmiażdżyła. - przyznała dziewczyna.

        Na tym by się pewnie skończyło, ale Pani

     Ogawa zobaczyła, że zmiażdżona ćma porusza

     się na macie.

     - Widzisz! - pokazała palcem. - Byłaś nieuważna

     i przez to owad cierpi. - 

        I Etsuko zobaczyła, że staruszka płacze.

     -  Pewnie ktoś ci powiedział, że nie jesteś już

     młoda. - zauważyła złośliwie. 

         Pani Ogawa zrobiła surową minę.

      - Droga Etsuko!  Albo wbijesz sobie teraz

      we wskazujący palec tę szpilkę, albo nie będę

      chciała cię znać. -  

          Podała dziewczynie szpilę z czerwoną kulką u

      nasady.  Etsuko wbiła ją sobie w mały paluszek

      lewej ręki, z którego trysnęła krew. 

      - Nie to ci kazałam zrobić! - zganiła ją Starsza

      Pani.

      - A, dobra, we wskazujący... - odpowiedziała

      Etsuko.

      - I nie śmiej się tak głupio!  To poważna

      sprawa. - skarciła ją. 

      Dziewczyna zrobiła trochę bezradną minę.

      - Boli! - powiedziała cicho.

      - Popatrz teraz na ćmę.  Nadal się porusza,

      prawda? -

      - Przesadza pani!  Owady nie czują bólu tak

      jak człowiek. Zresztą może ją pani rozgnieść. -

      - A teraz włóż ten palec w ogień świecy! -

      rozkazała Pani Ogawa.

      - Pani oszalała! Te pani metody

      wychowawcze pochodzą chyba z epoki Edo! -

      - Ja nie żartuję! - oznajmiła staruszka wyjmując

      z kuferka rewolwer.

         Dziewczyna włożyła palec w ogień. 

      - Au...! - krzyknęła.

      - A teraz rozbierz się i połóż się na macie. -

          Etsuko, widząc wymierzony w siebie rewolwer,

      zrobiła to. A wtedy Pani Ogawa strzeliła jej

      prosto w serce.  Umierając wydawało jej się,

      że staruszka pochyla się nad matą jak wielka

      ćma i patrzy na nią swymi ogromnymi

      niby-oczami. 

            Straszna Pani nie mogła ukryć swego

      rozczarowania. Dziewczyna zmarła prawie

      natychmiast.  Było to wielkie niedopatrzenie

      z jej strony.  Wystrzeliła w jej prawą pierś.

      Skąd mogła wiedzieć, że Etsuko ma serce

      po prawej stronie?  Chciała się zastrzelić,

      ale w rewolwerze nie było już nabojów.

           Kiedy następnego dnia wieczorem

      inspektor Nezumi wszedł do pokoju,

      zobaczył ciało martwej dziewczyny i dwie

      konające, czujące istoty - Panią Ogawę

      i ćmę..."Czasem tak jest!" - pomyślał.

         

         

     

 

     

    

czwartek, 25 października 2018

 

 

  Po upałach lata nadchodzą tęsknoty jesieni.

Po polach śnieżnych następują pola kwieciste.

Lecz słońce, czy zachodzi, czy wschodzi,

jest wielką różą!

  Śmierć czyni z człowieka garść ziemi, na

której rośnie trawa.

  I wiem, dlaczego oddech nasz jest jeno

wiecznym westchnieniem.

 

   Ten wiersz tradycja przypisuje

Konfucjuszowi. W tłumaczeniu Staffa brzmi

całkiem współcześnie (poza może słówkiem

"jeno").  Szukałem czegoś innego, ale jakoś

się do mnie przyplątał.  Nie byłoby go

trudno poddać jakiejś analizie, poczynając

od następstwa pór roku, a kończąc na owym

westchnieniu.  Przemiany życia, to dla

Konfucjusza rzecz zwykła, śmierć to rzecz

najnaturalniejsza pod słońcem...A jednak 

jest w tym utworze pogodnego mędrca

niemała melancholia.  Przeznaczeniem

człowieka jest bycie garścią ziemi, na

której wyrośnie trawa. Za chwilę nas

tu nie będzie.  Przeminiemy jak pory

roku, ale nie pojawimy się już więcej.

    Słoneczna róża reprezentuje wymiar

kosmiczny wszelkiej przemiany, ale

zamienienie się człowieka w garść

ziemi to mimo wszystko raczej smętna

perspektywa. 

   Mnie zawsze takie egzystencjalne

niepokoje sprzed wieków rozczulają,

bo fizycznie z poety niewiele zostało,

a to, co istnieje w świecie ducha,

staje się jeszcze jedną skamieliną.


 

 

 

    

środa, 24 października 2018

 

     Słucham w nocy wiatru (i myślę o życiu,

którego już nie ma i o miłości, która nie przemija).

 

     A w dzień trochę muzyki...Ale mało mam na

to czasu. Na pewno w wolnej chwili wrócę do

suit klawesynowych Louisa Couperina i utworów

na teorban i gitarowych Roberta de Visee, lutnisty

Ludwika XIV.  To delikatna, ale działająca na

wyobraźnię, ekspresyjna i prawdziwie sofistyczna

muzyka (a szczególnie "niezmierzone" preludia

i chaccony). 

    

    Jutro spędzę w Uniwersytecie ponad

dziewięć godzin (od 12-tej do 9 wieczór).

 

     Czytam tekst Davida E. Cartwrighta "Schopenhauer

on the Value of Compassion" i być może powrócę

do mojego własnego tekstu "O wartości 

współczucia", którego pisanie przerwałem kilka lat

temu, ze względu na konieczność zajęcia się innymi

tekstami.   (Sporo już jednak przedtem zrobiłem).

Schopenhauer i filozofia buddyjska są moimi

naturalnymi sojusznikami w walce o uznanie

wartości współczucia dla cierpiących czujących istot,

choć tego co głoszą, nie przyjmuję bezkrytycznie.  

Wbrew pozorom współczująca postawa wobec świata

i życia jest często dość bezwzględnie i ostro

krytykowana. Ale buddyzm słusznie zakłada,

że nie ma mądrości bez współczucia.

 

    Postaram się coś zjeść...Ostatnio ludzie w różnych

miejscach dają mi coś, a ja im po kilku dniach oddaję. 

Czasami to jest chałwa, albo miseczka ryżu, innym

razem jakiś napój. To miłe, że mi ufają, a ja ich nie

zawodzę. Zawsze w pierwszej kolejności kupuję pokarm

dla Mitsuko.  

 

    Znalazłem cudowny komentarz do pewnego

sławnego tekstu biblijnego.  Rabbi mówi w nim,

że przed Adamem były 974 pokolenia niedoskonałych

istot, które Bóg miał zamiar stworzyć, ale zrezygnował

z tego zamiaru.  Podobno Hilel i Szamaj (dwaj

przesławni rabini) spierali się kiedyś, czy lepiej,

żeby człowiek został stworzony, czy lepiej, żeby 

nie został.

    I co ustalili?  Zgodzili się, że lepiej, żeby nie

został stworzony, bo najlepiej jest temu, kto

jeszcze nie zaznał pod słońcem ogromu zła. ;-)

Pogląd, że lepiej byłoby się nigdy nie narodzić

był głoszony przez greckich poetów.  Nie

spodziewałem się, że jest on równie żywy w

tradycji rabinackiej.

 

    Wiele czasu spędzam z moją matką, osobą 

żywotną, ale i bardzo chorą. W pewnym sensie

jest to kontakt dość niezwykły, ponieważ mówimy

sobie wszystko, raniąc się czasem dość znacznie,

ale i dobrze rozumiejąc. (Oczywiście przede

wszystkim się wspieramy).  Mieszka daleko ode

mnie i dojazd do niej zabiera mi bardzo wiele czasu. 

Jednak wracając od niej często robię zdjęcia. 

Ostatnio zrobiłem ich kilkaset i o ile wiem, niektórzy

je lubią. Bardzo cenię sobie opinię Akio Tayamy,

który sam robi wyjątkowo piękne zdjęcia, choć

ostatnio kontakt z nim trochę się urwał (może

jest chory) oraz "naszego" Piotra Ratyńskiego.  

Codziennie oglądam zaprzyjaźnione ze mną drzewa

i widzę, jak się zmieniają.

 

     Dwie przykre rozmowy trochę mnie otrzeźwiły.

Przyjaciel ostrzegł mnie, że wyniki moich badań

są nadal złe, podczas gdy ja cieszyłem

się, że się nieznacznie poprawiły.  Jego opinia

jest dla mnie ważna, bo leczy się z tej samej

choroby i sporo już na ten temat wie.  Druga, to

opinia innej dobrze znającej te sprawy osoby, 

że bardzo poważnie grozi mi bezdomność i że

jeśli czegoś nie zrobię w najbliższym czasie,

to mój los może być zgoła tragiczny.  Przez

grzeczność nie przeczę...

 

      Śpię 2-3 godziny na dobę, zwykle około

szóstej rano, najpóźniej do dziewiątej rano.

Noc poznałem już tak dobrze, że jest ona 

dla mnie nawet czymś bardziej rzeczywistym

niż dzień.  Nie dziwią mnie wizyty zjaw i

demonów, ani komentarze do moich tekstów

o wszystkich porach dnia i nocy.  Szczególne

okryte tajemnicą są pory przejść - zmierzch

i świt, ale coraz więcej o nich wiem i jest

to wiedza o tym, jak życie przechodzi w śmierć,

a śmierć w życie.  (Bios- Tanatos- Bios...)

      Paradoksalnie poznanie tych pór nocy

zawdzięczam indyjskim ragom, które wykonuje

się często w porze zmierzchu lub przed świtem,

albo w środku nocy, bo wtedy jest ich największy

potencjał medytacyjny.  Od kilku lat rzadko ich

słucham, ale słuchałem ich prawie przez

połowę mojego życia.  Medytacja przy takiej

muzyce bywa wyjątkowo głęboka.

     A o szumie wiatru najwięcej dowiesz się    

słuchając muzyki japońskiej. Jest czasami tak

przenikliwa i przejmująca, jakby ktoś wbił ci

sztylet w pierś.  I nic się przed tym wiatrem

nie ostanie. Porywa wszystko...

 

 

 

 

 

     

 

    

 

          żółte światło jesieni pada na Księgę

        z której wyzierają twarze karłów i głodomorów

        a idący po linie przeskakuje swój cień

        z gąszczu liter patrzą smętnie oczy lemurów


        w kroplach deszczu toną wyschnięte liście

        wiatr czerwienią cudowną obsypał lasy i góry

        Księżyc we mgle po niebie łódką płynie

        ślimak wędruje w górę po łodydze kwiatu

 

        nie odkładaj miłości na czarną godzinę

        skąd możesz wiedzieć co wydarzy się jutro

        a może nie zobaczymy już więcej słońca

        nie ma wyrównanych rachunków w Księdze Życia

wtorek, 23 października 2018

    Nie miałem dzisiaj czasu na słuchanie

muzyki, a poza tym, żeby odebrać głośnik

oddany do naprawy musiałem sprzedać

za grosze kilkanaście CD, w tym dość

rzadkich z muzyką barokową, co zawsze

trochę obniża mi nastrój. Ale bez muzyki

człowiek nie może żyć, więc włączyłem

sobie sonaty fletowe Haendla,

utwory cudownie słodkie i pełne wdzięku. 

       Jakieś CD walało się w okolicach

podłogi, podniosłem je więc i okazało się,

że to "Hyperion" z 1994 r i że na flecie gra

Lisa Beznosiuk. Beznosiuk wprawdzie daleko

do interpretacyjnej głębi i intuicji Bartholda

Kuijkena, jednak nagranie to jest tak ciepłe

i żywe, że aż dusza się raduje!  To także

zasługa wiolonczelisty i klawesynisty, którzy

grają w sposób prosty, ale efektywny i pełen

ekspresji, a muzyka tryska jak z ożywczego

źródła i mieni się wieloma barwami.  I choć

brakuje tu czasem subtelnej poezji widocznej

w niektórych innych nagraniach, to cieszę się,

że to CD odkurzyłem i że dałem mu drugą

szansę.

       Ale pewien niedobór poezji musiałem

uzupełnić słuchając "Toward the Sea" Toru

Takemitsu w nowym nagraniu Shin-ichi

Fukudy (gitara) i  Shigenori Kudo (flet). 

Ten krótki, kontemplacyjny utwór znam

już w wielu wykonaniach, ale tu jest

jeszcze dodatkowo "Air for flute solo"

i "Nami no Bon" (w aranżacji Suzukiego) 

a także nieznane mi wcześniej kompozycje

Ichiro Nodairy, jak gitarowe "Water drops"

(2017) i prześliczne aranżacje japońskich

pieśni, dokonane przez tego kompozytora

również w 2017 r.  Nodaira ma 65 lat, ale

dotąd o nim nie słyszałem. Flet Yamaha

"Merveille" brzmi pięknie, szczególnie

wtedy, kiedy wibrując imituje nieco głos

shakuhachi. 

      Haendel spędził w Italii lata 1706-1710.

Jesienią przybył prawdopodobnie do

Florencji, a w styczniu 1707 r pojawił się

w Rzymie i jego pierwszymi mecenasami

byli prominentni kardynałowie, między

innymi kardynał Ottoboni, w którego pałacu

mieszkał największy włoski kompozytor

tego okresu Arcangelo Corelli...Ale, jeśli

ktoś chce o tym poczytać, zachęcam do

lektury świetnej książki wybitnego dyrygenta

i klawesynisty Christophera Hogwooda,

pioniera ruchu tzw. "historycznie

poinformowanych" wykonań muzyki epoki

baroku, poświęconej życiu i twórczości

Haendla.

      Tak, czy owak, zanim Handel pojechał

do Włoch, był już pod wpływem włoskiej

muzyki i wpływ ten utrzymywał się stale

w jego twórczości.  Handel komponował,

jak wiadomo, włoskie kantaty, duety

miłosne, a później przede wszystkim

sławne opery.  Ale również jego muzyka

instrumentalna nawiązywała do włoskiego

stylu, który wzbogacała i rozwijała (trio sonaty,

sonaty skrzypcowe, sonaty obojowe

i fletowe).  Jego sławne Concerti Grossi

przewyższają znacznie ekspresją Concerti

Grossi Corellego, na których się wzorował,

utwory przecież bardzo piękne. Haendel

łączył w nich różne muzyczne style, włoski,

francuski, niemiecki, nadając ostatecznie

swym utworom tak pożądany przez Anglików

swobodniejszy charakter.  A i w jego koncertach

organowych mamy do czynienia z równie

cudowną syntezą stylów. 

       Jednym z moich powodów do dumy

było to, że we wczesnej młodości nauczyłem

się grać na flecie drewnianym pewną 

powolną część z koncertu organowego

Haendla.  Ale obawiam się, że gdyby moja

wdzięczna Marzenka, muzyk i muzykolog,

to usłyszała, to nie zostawiłaby na mym

wykonaniu suchej nitki.  Pożyczyła mi wprawdzie

swój instrument, ale nie zdążyłem nawet podjąć  

treningu oddechowego, zanim mi go zabrała.

A ona też nie miała specjalnie czasu, żeby dla

mnie coś więcej zagrać, choć zrobiłem jej

z tym czarodziejskim poprzecznym fletem sporo

zdjęć naprawdę słodkich, mimo ponurej

dosyć scenerii slamsu, w którym mieszkam.  

       I teraz gram jedynie na instrumentach

z Peru, które bardzo lubię. Podobnie jak ludzi

stamtąd, których poznałem, jakoś wobec mnie

otwartych i serdecznych nawet wtedy,  kiedy

spotykam ich zimą.  W sercach nie mają chłodu.

 

 

 

 

 

 

 

     

poniedziałek, 22 października 2018

 

    Inspektor Nezumi zamyślił się. 

Świat jest tak powikłany, że zbrodnia

właściwie nie istnieje.  Kiedy

Asad bombardował syryjskie miasta

zajęte przez islamskich terrorystów

i ginęły w nich dzieci, od razu

pokazały to wszystkie zachodnie

telewizje. Ale kiedy Saudowie zrzucili

bomby w Jemenie i żywcem usmażyło

się w ogniu dwadzieścioro dzieci,

wszystko było OK! 

      Do dziś Centrum Pokoju w Nowym

Jorku nosi imię prezydenta, który

odpowiada za zbombardowanie

Hiroszimy i Nagasaki.  Trudno to już

nawet nazwać cynizmem! To ordynarna

buta.  Turcy nie przyznają się do

holocaustu, w którym zginęli Ormianie. 

A USA tylko w zeszłym roku wydały 700 mld

na zbrojenia. Oczywiście nie po to, aby tej

broni kiedykolwiek użyć ;-)

     - Nezumi, to są oderwane fakty.

Ludzie kochają prawdę i dobro, a tak

samo ich rządy, a najbogatsi ludzie z

troską odnoszą się do sytuacji

ekonomicznej biednych i dają im

wędkę do łowienia ryb. - powiedziała

Etsuko.

     - Czytasz w moich myślach jak

na Facebooku? - zaniepokoił się Nezumi.

- Myślisz, że z wędką w dłoniach łatwiej

jest umrzeć z głodu?  A wiesz, że w tym

roku w Morzu Śródziemnym utonęło 1720

migrantów? -

     - Oczywiście - CZYTAM, bo wciąż nie

wiemy, kto zamordował te osiemdziesiąt

kobiet. Chcę Ci o tym tylko przypomnieć! - 

    - Ale zbrodni przecież nie ma!  Jeśli

zrobił to  n a s z  skurwysyn, to w czym problem?

Przecież to drobiazg w porównaniu z

tym, na co przymknięto oko.  A nawet zbrodnie

te wychwala się! Powiem Ci szczerze, że 

ja podejrzewam o to naszego szefa...Zawsze

lubił obnażać się przy zwłokach. Tłumaczyliśmy

to upałem. -

     - Nasz szef jest poza wszelkim podejrzeniem.

...Chcesz, żeby Cię wywalili! -

     -  Właśnie tego chcę! - wyznał Inspektor.

     - To lepiej chodź ze mną na lody. Ja stawiam! -

     - Dobrze Etsuko, dobrze!  Ale pamiętaj, że

moje serce należy do innej. -

     - E tam, serce!   - uśmiechnęła się dziewczyna.

- Po co mi twoje serce?  -

 

niedziela, 21 października 2018

 

     ...W ogrodzie było pusto. Emma

znikła na dróżce w wieczornej mgle.

Wiatr kołysał gałęziami drzew.

Aurelio zamarł z przerażenia. 

    - Przecież ona zabrała mi życie! -

wyszeptał.

    - Dopiero teraz to zauważyłeś? -

spytał Puchacz. - Widziałem przed

chwilą, lecąc sobie beztrosko między

grobami, jakąś staruszkę, ale może to

była mała dziewczynka? Dźwigała coś

ze sobą. Może to było to twoje życie?

...Dla mnie to też ciężki czas. Myszy,

nornice i smużki gdzieś się pochowały.

Głodny jestem! Szkoda, że jesteś taki

duży i nie mogę cię zjeść!  Ale już

mój cień - może! -

      Mgła gęstniała i utonęło w niej

światło księżyca. Aurelio wyjął z

kieszeni płaszcza rewolwer i przestrzelił

sobie czaszkę, a potem poszedł ścieżką,

na której znikła dziewczyna.

     Cień Puchacza rósł i przesłonił już

całkiem księżyc, aż w końcu

ptaszysko pożarło nieszczęśnika. 

      Trudno czasem o szczęśliwsze

zakończenie! 

       A co ma robić autor?  Napisać, że

wszystko skończyło się dobrze?  

Ależ to byłby jawny fałsz!  A ile w tym

niepotrzebnego pesymizmu. Wszystko

skończyło się najlepiej, jak tylko

mogło. Rzekłbym, wprost fantastycznie!


sobota, 20 października 2018

    

    Podobno perski król Kambyzes tak się

rozgniewał na Etiopów, że powiódł przez

pustynię swe wojsko.  Pisał o tym Seneka

Młodszy, a ja to tylko po nim powtarzam.

Wielkiej armii, która szła przez jałowe

pustkowie, szybko zabrakło pokarmu.

Żołnierze jedli więc listki, pędy drzew

i korę zmiękczoną w ogniu, ale w końcu zabrakło

nawet korzeni i trawy.  Wybierali zatem co

dziesiątego spośród siebie i zjadali. Ale król parł

naprzód - tak wielki był jego gniew! Któregoś

dnia jednak, choć jemu akurat pokarmu nie

brakowało, przestraszył się, że i na niego

może paść los i zarządził odwrót

zdziesiątkowanych już wojsk. 

      Ale właściwie po co ja Ci to opowiadam

mój Amfionie?  Może, żebyś się zanadto nie

zapędzał?  Doniesiono mi, że kazałeś poobcinać

nosy wszystkim dziewczynom, które nalewały

wina podczas uczty i grały na fletach.  A to

dlatego, że żadna z nich, ani nawet wszystkie

razem nie były w stanie zaspokoić twej chuci.

I dopiero piękny Lucjusz swymi czarami

podniósł twój membra virilis, muskając go      

delikatniej nabrzmiałymi wargami niż którakolwiek

z nich. Ale i jemu nie darowałeś!  Kazałeś mu

uciąć wargi, choć błagał cię, abyś mu obciął

raczej prawe ucho, które mu do wykonywania

zawodu nie jest tak niezbędne.  Zrobiłeś to

z zazdrości, że ktoś jeszcze mógłby doznać

podobnej rozkoszy. 

      A dlaczego żywcem zamurowałeś prześliczną

Marcję Sabinę?  Bo nie chciałeś, aby taka

piękność zestarzała się i zwiędła!  Obawiam się,

że już niedługo dorównasz Cezarom. Atoli zwróć

uwagę na to, że niejeden z nich konał jak pies

kąpiąc się we własnej krwi.  I cóż, że składano

mu hołdy niby Jowiszowi?  Zdrajcy nie mają

litości...A Klaudii kazałeś podczas miłosnej 

schadzki z gladiatorami zatkać wszystkie otwory

ciała, aż nieszczęsna się udusiła.  Uczyniłeś

to, ponieważ spojrzała na jednego z nich i

uśmiechnęła się.

       Kazałeś pochwycić na łąkach wszystkie

skowronki i każdemu, który nie potrafił

śpiewać jak słowik, poderżnąć gardło.

Z twojego rozkazu wszystkie wierzby,

które zbyt cicho płakały, porozcinano na

pół.  A każdą wyłowioną z sieci rybę

gotowałeś w oleju, kiedy jeszcze oddychała,

karząc w ten sposób jej uporczywe milczenie.  

      To jeszcze nic, w porównaniu z tym, co

po cichu knujesz!  Chcesz matronom doprawić

męskie przyrodzenia.  Nakazałeś, aby w twoim

majątku wiosną ludzie chodzili ubrani, jak

w zimie, a zimą, żeby się wyletniali. Kto zaś

tego nie posłucha ma ponieść śmierć w ciężkich

męczarniach.  Ugotujesz jego móżdżek, a

z krwi zrobisz czerninę. 

      Wydałeś wczoraj rozkaz, że dzień odbywa

się w nocy, a noc - za dnia.  Nikomu nie dasz

zasnąć aż dopokąd na niebie słońce się nie ukaże.

Ale mało ci tego!   Kazałeś żołdakom pochwycić

Księżyc i wrzucić go do sadzawki w twoim

ogrodzie.  Pełzają po nim żaby, jaszczurki

i pijawki.

      Wykaż nieco umiaru. W przeciwnym bowiem

razie godzina twego skonu może być bliska!

Tłum zwykle gardzi tym, kogo wcześniej

nosił na rękach...

      

 

 

 

 

 

piątek, 19 października 2018

 

 

                  przez całą noc szalała burza

              o świcie wyjrzałem przez okno

              i patrzyłem na chodnik

              którym kiedyś śpieszyła się

              na spotkanie ze mną

              deszcz wciąż padał

              rzeka unosiła pnie drzew

              wichura przygniotła kwiaty

              w ogrodzie moich marzeń

              dwa dzikie łabędzie podpłynęły

              tak blisko że na ich piórkach

              pozostały ślady mych łez               

              usiadłem na łóżku

              i wpatrywałem się w podłogę

              na której już nigdy

              nie zobaczę jej stóp

              zapadł zmierzch

             

 

czwartek, 18 października 2018

 

"Pająk chcąc złowić muchę w zdradnej sieci chwyty

Został sam przez szerszenia okrutnie zabity."

 

      Kogo miał na myśli Leonardo pisząc tę strofę

nie trzeba chyba dociekać.  Pozostaje nieodparte

wrażenie, że tak często bywa.

 

"Nienawiść nigdy nie może być dobra."

    

      Ta piękna myśl Spinozy jest dla większości

ludzi pozornie tylko oczywista.  Św. Tomasz mówi

o konieczności nienawiści do grzesznika, którego

mamy zarazem kochać jako dziecko Boże.  

Nietzsche przekonuje, że człowiek szlachetny

potrafi "otwarcie kochać i nienawidzić." 

 

"Chleb udręki wilżę wodą przeciwności."

 

      To jeden z najszczerszych aforyzmów

poety Coleridge' a. 

 

       Wybrałem te cytaty losowo i zastanawiam

się, czy jakoś łączą się ze sobą i co ostatecznie

komunikują. 



środa, 17 października 2018

 

 

     Próbowałem położyć się spać (po raz

pierwszy od wielu tygodni), ale dopadły

mnie jakieś lęki i noc była dla mnie wyjątkowo

ciężka.  Lęki różne...O moje znajdujące się

w opresji zdrowie. O bliskich, których też

może za chwilę nie być.  O to, czy zobaczę

jeszcze kogoś, kogo bardzo chciałbym spotkać

zanim stąd odejdę.  A także o akceptację

dla tego, co robię i mojej prze-skromnej

twórczości.

    Rano nie mogłem ukoić się muzyką,

bo zawiozłem do naprawy kolumnę (a nie będę

miał pieniędzy, żeby ją wykupić). Cisza nie

nastraja mnie zwykle optymistycznie. Wyobrażam

sobie muzykę, ale wtedy zwykle jest to muzyka 

bardzo poważna. 

    Zajęcia się udały, choć ze studentem

utylitarystą trudno mi się czasem porozumieć,

bo argumentuje tam, gdzie należałoby się trochę

wczuć, a wczuwa tam, gdzie trzeba argumentować. 

Ale młodzi ludzie nie tak rzadko uważają się

za nieomylnych i poczucie wartości to

dla nich często abstrakcja.  Niemniej

człowiek dość logicznie myśli i ma też

pewną wiedzę dotyczącą historii i kultury.

Wie np. jak interpretowano tekst Księgi

Koheleta po Soborze Trydenckim, co 

niezwykle mnie ucieszyło. 

      Księga Koheleta to jeden z moich

ulubionych utworów i sporą przyjemność

sprawia mi śledzenie różnych komentarzy

do niej - judaistycznych, katolickich

i protestanckich, a także krótki tekścik

Miłosza.  Mój ojciec też ją lubił, ale 

raczej sobie z niej żartował, a ja całkiem

poważnie uważam, że przy pewnej

interpretacji sporo o życiu mówi.

     W Alejach Ujazdowskich, przed

Łazienkami smutna scenka. Garstka

antyfaszystów w otoczeniu kilkudziesięciu

rosłych policjantów.  Na jednego

protestującego przypadało ich ze trzech.

(Z tyłu stało jeszcze kilka policjantek).

Czuło się tę presję...Może dlatego

jeden z protestujących tak się przez ten

megafon wydzierał.

     Młodzi na rowerach śmigają i nawet

nie zauważają, co się dzieje i co do nich

wołają ich koledzy.

    Jest im wszystko jedno - wszystko

dokładnie olewają. Co ich obchodzi

jakiś tam faszyzm, albo to, kto nimi

będzie rządził?  Dopóki ktoś ich nie

odetnie od internetu, wszystko będą

mieli w d...A w Berlinie na podobnej 

demonstracji było w zeszłym tygodniu

pół miliona ludzi!  Nie jakichś lewaków.

Raczej ludzi, których nie wyzuto z ich

historii. 

     W Ogrodzie Botanicznym pięknie

jak chyba jeszcze nigdy. Ale byłem tam

przez chwilę, bo zajęcia kończę o

dziewiątej wieczór.  Zrobiłem trochę

zdjęć.

 

 

wtorek, 16 października 2018

 

       - Co mnie jeszcze czeka? - spytała Kotomi.

- Starość, samotność, choroba, cierpienie,

ubóstwo, śmierć...

       - To dlaczego jeszcze żyjesz? Pojedź do

Lasu Samobójców. To cudowne miejsce! -

zniecierpliwił się Toru.  - A po drodze nazbieraj

pięknych jesiennych liści. -

       - To twój hedonistyczny program na życie

Toru? - spytała kobieta.

       - Mnie się żyć zwyczajnie nie chce.

Wiem już wszystko!  Wiem jak ludzie się

zadręczają i jak oszukują. Przede wszystkim

samych siebie oszukują...Żyją w złudzeniu,

bo nie mają odwagi spojrzeć prawdzie w

oczy.  Widziałaś zmiażdżone kasztany na

naszej ulicy?  Albo przejechane koty?

Masakra...I tym jest życie. - 

       Kotomi popatrzyła na niego z

uśmiechem.

       - Znałam twoją matkę. Podoba mi się

to, co mówisz. To straszne tchórze!  Dlatego

chowają się za religię, filozofię, medytację, 

a najczęściej za gruboskórne prostactwo

i wmawiają sobie, że życie ma wyłącznie

sens praktyczny. Ja też tak myślałam

dopóki męża nie wyciągnęłam z zatoki.  Był

żołnierzem i zginął na wojnie.  Wybuch

roztrzaskał mu twarz, do której przylgnęły

wodorosty.  A syn? Chyba go nie mogłeś znać?

Wbił się samolotem w amerykański lotniskowiec.

Zginął za Cesarza. -

      - To piękna śmierć. - powiedział niedbale

Toru.  - Szkoda, że obecnie nie ma już za co,

ani za kogo umierać...Przecież nie za Sumiko!

Nawet by tego nie zauważyła. -

      - Sumiko, to mądra dziewczyna. Nie mów

tak o niej!  -

      - Kwitnąca Wiśnia...Myślisz, że tylko ty

możesz narzekać? -

      - Jesteś ode mnie o połowę młodszy.

Dla ciebie to tylko idea, abstrakcja.  A mnie

czeka dokładnie to wszystko, o czym ci

powiedziałam. -

      - A gdyby w metrze nie było siatki

ochronnej, rzuciłabyś się pod pociąg? -

      - Chyba nie, dzieciaku!  Trzeba mieć 

trochę współczucia. Maszynista

by się przejął. Musieliby wstrzymać ruch.

A co, jakbym przeżyła i tylko połamała

ręce, kręgosłup i nogi! -

      - Wy się załatwiacie tabletkami.

Nie boli, nawet kiedy mózg pęka. Albo macie

nadzieję, że was odratują. Ja mam

tyle lekarstw na depresję, a jedno

opakowanie zabija!...Karenina, to była

prawdziwa kobieta!  Tołstoj poszedł do

kostnicy i zobaczył jak wygląda jej ciało

...a właściwie uciętą przez pociąg głowę.

Bo o duszy wiedział wszystko! Ale wy nie

macie duszy!  Dlatego tak rodzicie tych,

których potem wyławiają z morza...To nagi

instynkt!  Przecież wydajecie ich na śmierć. -

    - Nie podniecaj się tak!  Bądź już cicho. 

Lepiej napijmy się herbaty. -

    Umilkli.

    - A czego najbardziej się boisz? - spytał

po chwili Toru.  - Z tych wszystkich

rzeczy, które wymieniłaś? -

    - Ich splotu.  I tego, że nie będzie już

żadnych innych.  Przecież nie tego, że

się nie będę miała dla kogo malować. -

    - A miłość? -

    - Jeden wbił się w lotniskowiec, a drugi

utonął. - 

    - To kochaj bogów, albo Buddę, staruszków,

albo sieroty, albo demony z bajki...No, możesz

też kochać mnie. W końcu jeszcze całkiem

nieźle wyglądam, choć mam już trzydziestkę.

Muszę być podobny do twojego syna. -

    - Wcale nie jesteś podobny!  Chociaż...on

też był wysoki. I studiował filozofię!  Chyba nie

jesteś amatorem starych rupieci? -

    - Mylisz się!...Ja ledwo co skończyłem

szkołę średnią. -

    - W takim razie z moim synem łączy cię wzrost. -

    - Kotomi...Dawno ci to miałem powiedzieć.

Czytałem o twoim synu!  On wcale nie chciał

umrzeć.  I gdyby nie wojna, pisał by te swoje

wiersze do ukochanej, albo do Ciebie i

porównywał Kanta z Schopenhauerem.  Oni

ich do tego zmusili! Może nie na początku

szkolenia...Ale później nie było już odwrotu. 

Wśród kamikadze było wielu studentów, jeśli

nie zdecydowana większość! -

      - I co? -

      - Właściwie nic!   Oglądałem taki film.

Dzieje się na morskiej plaży. Jest tam gniazdo

ptaków i pisklę, którego dogląda para rodziców.

Idylla...Ale muszą polecieć po pokarm, bo

takie pisklę strasznie dużo je.  I wtedy przypełza

wąż, jest głodny i pożera pisklę. Robi to

całkiem beznamiętnie.  Następne ujęcie: rozpacz

rodziców.  A ludzie?  W ciągu ostatnich 50 lat,

wyginęło 59% wszystkich zwierząt na Ziemi.

to eksterminacja!  Człowiek jest okrutny...Czy

znasz jakąś wartość, albo rzecz, której człowiek

by nie zniszczył? -

      - Jest okrutny...Posłuchajmy lepiej muzyki. - 

      Za oknem padał deszcz.  Muzyka całkiem się

z nim pomieszała.  Toru miał takie duże,

dziecinne jeszcze oczy.  Kotomi przypomniała

je sobie podczas jego pogrzebu.  I potem, jadąc

metrem, myślała o tym, co wtedy powiedział.

Musi koniecznie przeczytać "Annę Kareninę",

żeby poznać duszę Lwa Tołstoja.  W końcu

Karenina to on, tak jak Madame  Bovary to

Flaubert...W kawiarni zamówiła lody poziomkowe 

w waflu.  Była wiosna.  Ptaki aż ochrypły od

śpiewania. 

 

     

     

 

 

     

   

    

poniedziałek, 15 października 2018

 

       

       Kochana Moja Lisawieto!

 

        Albo może raczej - Pani Liso. Jest Pani

prawdziwą damą.  I prześliczną kobietką.

A i serce u Pani, że tak powiem, dorównuje

urodzie. Jednym słowem objawił nam się

w guberni prawdziwy cud!  Proszę przyjąć

powinszowania z okazji trzynastych urodzin.

Szczęśliwy będzie kawaler, który Panią

poślubi, oczywiście po śmierci generała. 

Szczególnie, że i krew błękitna i cera śnieżno

biała, i mająteczek niezgorszy przypadnie w

udziale...A te urocze desusy? Ależ z Pani

kokietka!  Sam nie widziałem, ale służący

mi doniósł.

      Nie żądam wiele!  Tysiąc lichych rubelków,

mogą być nawet w obligacjach i mąż Pani

niczego się nie dowie. A podobnież i opinia

publiczna.  Lubią brać na języki, oj lubią! 

A i hrabiego, choć to łajdak, uchroni Pani

przed kompromitacją. Na szczęście wróbelki

lubią rubelki i jak im trochę posypać od razu

ćwierkać przestają!

     Sama przyznasz, że nie liczę sobie za mą

skromną przysługę zbyt wiele. Nie jestem przecież

Żyd!  Od Kati wziąłem dwa razy więcej przeszłego

roku i jeszcze mi spłaca...Ach te zakamarki ludzkiej

duszy! Kto zna je lepiej niż skromny urzędnik średniego

szczebla?  Ot, kiedyś przychodzi do mnie sam,

uważasz, Gogol i powiada: - Podsuń no mi pomysł! -

A ja sypię jak z rękawa!   Nie wiedział biedny

od czego zacząć.

    - W życiu ci się nie wypłacę, Makary Michajłowczu

za te martwe dusze! -

    Nie zanudzam Cię więcej! Tylko Ci jeszcze

powiem, że ten Twój hrabia, to niezłe ziółko.

Przed Tobą miał dwie - Maszeńkę i Lubkę,

lubieżnik jeden!  Obie naraz. A jego Kalina

z żalu tak uschła, że wygląda jak górski oset.

I strzeż się generała, bo może ci rogacz na daczy

zrobić rykowisko!  Sam widziałem jak chłopinie

kota pogonił.

        

         Ścielę się do Twych nóżek rad, że

         mogłem ci wyrządzić tę skormną

         przysługę!  Zraniony strzałą Amora,

        

         Makary Michajłowicz Szubrawiec

         Radca Tytularny

 

         ps. Długo na odpowiedź czekał rzecz jasna

nie będę. Jak nie masz tego tysiączka, to może

być w naturze na sam począteczek. A później jakieś

rozsądne raty, z możliwością zamiany na bardziej

naturalne świadczenia się ustali.  A jak nie, to

sprzedasz kanarka, lale i świecidełka i jeszcze Ci

coś zostanie.

     Aha, na śmierć bym zapomniał!  Zbereźnikow

obiecał Cię kredytować, ale musi jeszcze z Tobą

porozmawiać, Cukiereczku Ty mój! 

    

     

 

 

     

niedziela, 14 października 2018

 

...To miał być wiersz metafizyczny. Ale trudno

było mi go sklecić, bo musiałbym wyciągnąć

księgi poetów metafizycznych spod stosu

innych książek. Podkradłem więc Bauhausowi

tytuł i napisałem te oto niewydarzone księżycowe

rymy. Jak można pisać o kąsającej pchle,

to można może i o zabitym księżycu.

-----------------------------------------------------

Ach, kto zabił Pana Księżycową Poświatę?

Któż to zestrzelił Twoje marzenia skrzydlate?

A dokąd dojść możemy bez światła tęsknoty?

I na cóż nam się zdadzą bez miłości psoty?

 

W post psot jest czasem dla myszy nazbyt wiele.

Może jeszcze się zjawi dusza w księżycowym ciele?

Albo się zjawi ciało w nowiu, lubo w pełni

I pustkę po poświacie swym blaskiem wypełni?

 

Jedno jest zatem pewne: Nie ma nic pewnego!

Oprócz straty i smutku, choć nie wiem - dlaczego?

 

 

 

 

Zdjęcie oczywiście tym razem nie moje, co podkreślam. Do

znalezienia w necie.

 

 

 

..."Bauhaus"?   Lubię i wciąż słucham tych

staroci.  Trochę teatralny w porównaniu z

"Joy Division" i wokal czasem nieco zbyt

ekspresyjny, histeryczny, ale nastrój jest

i brzmienie, które zrobiło swoje i było (jest)

nadal inspirujące.  

     Ktoś kiedyś powiedział o kimś, że ma

"Londyn w głowie." A to i do mnie chyba się

odnosi. Tyle spacerowałem z moją przewodniczką

po cmentarzach i starych parkach po zmierzchu,

że wciąż jeszcze mam w głowie mgłę. ;-)

Krajobraz, który ukazuje piosenka jest wprawdzie

inny, ale wyraża ona dobrze znany mi nastrój... 

 


sobota, 13 października 2018

 

 

..."Szedł przez sosnowy las oświetlony wiosennym

słońcem. Miał trzydzieści pięć lat. I wtedy

przypomniał sobie słowa, które napisał przed kilku laty:

"To nieszczęście, że bogowie nie mogą popełnić

samobójstwa tak jak my."

(Z Akutagawa Ryunosuke, "Życie szaleńca",

przekład M. Melanowicz)

 

     Bardzo mi się podoba jego opowiadanie

"Jesienne góry." :-) 

 

     Znajomy zapewnił mnie, że

zdobędzie dla mnie "Requiem" Mozarta z

Bruno Walterem. Przeżyłem całe życie, a 

jeszcze go nie słyszałem, choć Bruno Walter

to jeden z moich muzycznych bogów.

Wielki i ciepły, ludzki, nigdy nie tresował

orkiestry, a łzy Kathleen Ferrier, która za

bardzo się wzruszyła pieśnią Mahlera, tak,

że nie mogła jej spokojnie dośpiewać, po

prostu utulił jak ojciec.  To było jej pożegnanie

z życiem...Nic dziwnego, że zaśpiewała

trochę nieprofesjonalnie.  W końcu łabędzi

śpiew nie zawsze brzmi czysto.

 

 

piątek, 12 października 2018

 

     Hrabia stał oparty o nagrobek,

niezarosły jeszcze jak inne powojem.

Księżyc  świecił, a wrony spały na

pobliskim drzewie. Puszczyk kwilił

nieznacznie, co świadczyło o tym,

że czuje się trochę zaniepokojony.

- Nie mogę, Zofio Pawłowno!  Nie mogę,

za chwilę pęknę ze śmiechu!  Więc mówisz,

że ten oficer palnął sobie w łeb? -

    - Ano palnął, hrabio!  Młody był, szczawik

jeszcze, doświadczenia nie miał, a ta owinęła

go dookoła palca. Wiesz, którego? -

    - A to dopiero z niej padalec! Tak schwycić

go za palec...Ale śmierć honorowa! -

    - Ano honorowa! Tylko, gdzie tu rozum?

W burdelu by lepszą znalazł...Zresztą, wcale

się nie zastrzelił, tylko skoczył z mostu do

Newy. A zima była!  Biedak wpadł do przerębla.

Zimno mi się robi, kiedy o tym myślę. -

     - ...To jednak dyshonor!  Żeby oficer z

mostu skakał!  Co na to jego przełożeni?

W takich razach tylko broń krótko-lufowa,

dobrodziejko.   Ale z tym burdelem to

przesadzasz!  Natasza Filipowna to piękna

kobieta, nieledwie anioł.  A jaka delikatna!

I mądra!  -

    - Toż przed chwilą rzekłeś, że padalec! -

    Hrabia umilkł na chwilę i zachowywał się

tak, jakby brakowało mu powietrza.

A może nawet trochę pobladł?  Choć

trudno to zobaczyć w świetle przymglonego

Księżyca.

    -  Musi żartowałem!  Ja prosty człowiek

jestem. Jak skrzywdziła, to padalec!  Ale

tak naprawdę to skoczyłbym w ogień, gdyby

tylko na mnie spojrzała!  -

    - Może jeszcze pałasz do niej miłością,

ty łysa pało!  -

    - A pałam, żebyś wiedziała, że pałam!

Uczuciowy człowiek jestem!

    - A wiesz ty, że podobno Dudajew

przegrał ją w karty? -

    - Ach, Zofio Pawłowno, powiem ci w

sekrecie, że ja to nawet cieszę się, że

ten wałach się utopił, a tamten błazen

ją przegrał. Bo coś mi się zdaję, że będę

mógł teraz do niej uderzyć!  Qui fait

le beau succes d'une amour si parfaite...

   - To mnie już nie kochasz niewdzięczniku? -

   -  Nad życie, księżno!  Ale...to właśnie  

z miłości do ciebie chcę poznać tę osóbkę.

Rozumiesz?  Nie chcę być dla ciebie

ciężarem.  Ludzie i tak już gadają!...Nie jesteś

chyba zazdrosna?  Czuję do niej jedynie, że

tak powiem, fizyczny pociąg, a moja dusza 

należy tylko do ciebie!  Przekonasz się, kiedy

od niej wrócę. -

   - Doceniam to, mój chłopcze!  Ale trzeba ci 

wiedzieć, że kopiesz sobie grób! - wysapała

Księżna.

   Hrabia odłożył łopatę. Kopanie faktycznie

przychodziło mu ciężko. Ziemia przemarzła

i porobiły się grudy. A w księżycowej

poświacie nie widać było, co znajduje się

głębiej - korzeń drzewa, czy piszczel... 

     - Zapraszam Cię w moje progi. Spoczywam

alejkę dalej. - zaproponowała Księżna. -

Gdybyś pofatygował się na pogrzeb, wiedziałbyś...

     - Chętnie...Jednak ośmielę się zauważyć, że

nasz status ontologiczny nieco się różni. Ja żyję

i jestem człekiem z krwi i kości, podczas, gdy ty

Duszko, w swoim przytulnym mieszkanku

jesteś już tylko, przynajmniej w sensie najbardziej

realnym, nie metaforycznym, martwym zewłokiem,

zasuszonych truchłem pięknego owada lub jeśli

wolisz herbacianej róży. -   

     - A jaka to robota? - skonstatowała zjawa

zwyczajem uczynnych chłopów, którzy zawsze

pomóc gotowi...I wyrżnęła Hrabiego szpadlem

w głowę.

     Ciało osunęło się w ziemię, którą zwilżyło

krwią, a duszę Księżna schwyciła pod rękę. 

Był taki moment, kiedy Stiepan Iwanowicz

mógł jeszcze ocalić życie. Gdyby uchwycił

mocno szpadel, nikt by mu go nie wyrwał.

Ale biedak bujał w obłokach! 

     Co potem się działo tego ludzkie słowa

nie wyrażą. Szczególniej, że ja jestem tylko

polna mysz. Nie umiem nawet gramatycznie

się wyrażać, niewłaściwie stawiam znaki

przestankowe...A składnia, to ważna rzecz!

Gdybym był myszą domową, to odebrałbym

przynajmniej jakąś edukację i wszystko pojął!

Ale człowiek nic nie poradzi. Tak już jest!  

Trzeba się pogodzić...   

 

 

 

 

 

 

czwartek, 11 października 2018

 

     Cioran, którego książki stale przeglądam

i komentuję (ale jedynie podczas rozmów

na seminarium) tym razem wprawił mnie w

nieoczekiwanie wesoły nastrój trzema

aforyzmami.

 

     "Moja wizja przyszłości jest tak

p r e c y z y j n a, że gdybym miał dzieci, to

natychmiast bym je udusił."

 

     "Mędrzec jest niszczycielem uspokojonym,

na emeryturze. Inni są niszczycielami w

s ł u ż b i e   c z y n n e j."

 

     "Młodym należałoby jedynie wpajać,

że od życia nie można się spodziewać

niczego (no, prawie niczego). Marzyłaby się

jakaś Tabela rozczarowań, na której

figurowałyby wszystkie czekające każdego

zawody i którą wywieszano by w szkołach."

(Emil Cioran , "O niedogodności narodzin",

przekład Ireneusz Kania)

 

      Jeśli ktoś powie, że jestem pesymistą,

niech sobie lepiej trochę poczyta podobnych

rzeczy.

    

     Polecam też Ryszarda Przybylskiego:

     "Nie podając dokładnej daty wykonania

wyroku, Bóg zatrzaskuje więc drzwi celi

śmierci i odchodzi. Rozlega się zgrzyt

przekręcanego klucza i oto świat ulega

gwałtownej przemianie."

 

     Ja mogę w swej twórczości lirycznej

ukazywać różne, także pesymistyczne 

i głęboko melancholijne nastroje, ale jako 

myśliciel ;-) stoję na stanowisku afirmacji

istnienia, którą Cioran odrzucał. 

Niedogodność narodzin to i dla mnie rzecz

dość oczywista, ale skoro już na tym świecie

istniejemy, co graniczy jednak z jakimś cudem,

to lepiej cieszyć się życiem, niż pogrążać

w rozpaczy. 

      Świadomość, że żyjemy

w celi śmierci w oczekiwaniu na wykonanie

wyroku, nieświadomi tego, kiedy to nastąpi,

do łatwych z pewnością nie należy.  Ale też

zastanawiam się, czy jest to jedyna forma

postrzegania sytuacji granicy naszego

istnienia, nawet w stosunkowo

późnym jego okresie.  Może po prostu

życie mija zwykle zbyt szybko, abyśmy

mogli się oswoić z nadchodzącym kresem. 

      Zhuangzi mówi o życiu i śmierci tak.

W świecie nastąpiła jakaś przemiana i

oto narodziliśmy się. Dlatego też różne

rzeczy nam się w życiu wydarzają jako

kolejne przemiany, a śmierć jest

ostateczną przemianą i powrotem

do Natury.  To bardzo pogodna,

wolna od poczucia tragizmu czy

absurdu egzystencji, wizja

ludzkiego losu...Wyłaniamy się z

nieistnienia i powracamy do niego,

jak do swego pierwotnego domu.

A cała umiejętność życia polega

na tym, żeby "zamieszkać w 

nieuniknionym." 

 

 

 

 

 

 
1 , 2