Kategorie: Wszystkie | "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę" | ...bez końca | 0 | 100O i jeden Rabinów | A Puszkina też zapuszkują? | A moze to tylko pomieszanie zmyslow | A nie lepiej być purystą? | Aaaaaaaaaaaaaa...aalfabeta | Ach, gdzież jest litość lub wspolczucia pozór? | Ach, gdzież jest litość lub współczucia pozór? | Adam Mic - Kiewicz | Adaś i Ewka | Aforystyka | Amerykański sen | Autopsychoterapia | Bez sensu to to! | Bez szaleństwa... | Bezmyślne okrucieństwo | Bezradność | Biedna Szymborska | Biedny Kapturek! | Bliźni miłości | Bliźniego miłość... | Blondyn | Blue Bossa | Bojaźń i drżenie | Bratnie dusze | Bruner, ty świnio! | Buddyzm w życiu codziennym | Bóg mi poskapił tej anielskiej miary... | Bóg mi poskąpił tej anielskiej miary... | Bójstwo samo | Caritas | Chiziofrenia | Choroba na śmierć | Chwila ułudy | Chwila wytchnienia | Chłodne upojenie | Cierpienia i radości | Cierpienie i radość | Cleen feed | Cnota niedoli | Co slina na język przyniosła | Co tam panie w polityce? | Co w niebie piszczy | Co ślina na język przyniosła? | Corrida | Coś dla duszy... | Coś tak wulgarnego | Cudotwórstwo | Czarna Perła Tao | Czarny tulipan skrzyżowany z czarna różą | Czarny tulipan skrzyżowany z czarną różą | Czary Mary | Czego nie przysięgał Hipokrates? | Człowiek nie jest rzeczą | Człowiek to brzmi dumnie, ale nie u mnie | Często chowa | Częstochowskie rymy | Deficyt aniołów | Delightful! | Demokratyczne wybory w Oczodołach | Diabłoterapia | Dla wszystkich i dla nikogo | Dnieje | Do samego siebie | Dodatek | Dowcipas dnia | Duma narodowa | Dusze drzew | Dyskretna mgiełka autoironii | Dzielność | Dziki kapitalizm | Dzisiejsza młodzież | Dzisiejsza młodzież nosi ładną odzież | Egzystencjalizm jest chumanizmem | Ekonomia zbawienia | Elegancja Francja | Elegijnie | English gentelman | English gentleman | Epicurus | Ewa tylko ziewa | Falochron | Female | Filozofia bez uczoności | Forever Loving Jah | Gadu, gadu | Gadu, gadu, trochę więcej jadu | Gal Anonim | Gaz dla pedałów | Gaz dla pedałów, młot dla sierpów | Gdy rozum śpi... | Gendarme | Genek, gienialny gieniusz | Geno Typ | Gorący uczynek | Grabarz | Grabarz nonsensu | Gry i zabawy literackie | Głupota przysłowiem narodów | Głębie i tajnie Podświadomego | HIstoria nauczycielką bicia | Herbatka zen | Homo economicus | Homo sapiens czy Homo politicus | Humor absurdalny | Humor nieco absurdalny | Humor, satyra, panie... | I rekiny w oceani mają zębów cały rząd | I rekiny w oceanie mają zębów cały rząd | Indie Wschodnie i Zachodnie | Industrial | Istnieje również wrodzony brak poczucia humoru | Ja tam bynajmniej nie wiem | Jak długo będę jeszcze żył? | Jak uprawiać agresywne dziennikarstwo? Poradnik dla początkujących | Jakże cżęsto powtarza się ta historia | Jakże trudno czasami coś sklecić! | Jan i Małgorzata | Jan z Czarnolasu | Jesienna muzyka | Jeszcze smutniej! | Jeździec Apokalipsy | Językologia | Kaczuszki mandarynki | Karawana idzie dalej | Katedra Adamowego Żebra | Kawa z Kafką | Każdemu według naszych chęci | Każdemu według potrzeb | Każdemu, o czym tylko zamarzy | Kiciuś Miciuś! | Kicuś Micuś! | Kiedy człowiek staje się bestią | Kiedy owce nie milczą | Kij w mrowisku | Kniaź Wiktor | Kochani ludożercy | Kolacja Pani Sowy | Kometa tylko głownia nie ta | Konkwista | Koryfeusz nauki, milośnik sztuki | Koty i inne zwierzęta | Koty, głupoty, palikoty | Kości rzucone są | Kość słoniowa | Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatni | Kto pisze teraz historię? | Kuchnia szamańska | Kwiatki Św. Franciszka | Kwiatostan śmierci | Kwitnienie kultury | Kwitnąca wiśnia | La colombina i ciche ukojenie | Lekarzu - lecz się sam! | Lenin wiecznie żywy | Leśmianiada | Lichwiarstwo polskie | Liryki i prztyki | Logika dziejów | Londyńska mgła niepamięci | Londyńskie przygody | Los ofiary | Los puka do moich drzwi | Lotosowy wpis | Ludzie ludziom... | Lunatyzm | Lęk społeczny | Made in Japan | Maligna | Marność nad marnościami | Marność nad marnościami. Rekoleksje Wielkopiątkowe | Marzenia senne | Marzeniologia stosowana | Maszkary i senne dziwadła | Maszkary i senne widziadła odbite w lustrze | Mała czarna z Kafką | Medycyna naturalna | Meine Liebe Augustin! | Melancholia | Melancholia stosowana | Memorabilia | Meszreiw | Meteo | Mgiełka autoironii | Mglisty dzień. Mgła | Mikołak | Mistrz i Małgorzatka | Mistycyzm lunarny | Mistyka i miłość | Mitologia osobista | Mitologia świata | Miłość | Miłość bliźniego | Miłość nie zawsze szczęśliwa | Miś Uszatek | Moc rytuałów | Monada nie ma okien | Mowa potoczna | Mowa ptaków | Mowa serca | Moze ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może ktoś się ucieszy? | Może ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może to trochę zbyt uszczypliwe | Musicology | Muza lekkich obyczjów | Muzyka przywraca ład serca | Myszoterapia dr Nezumi | Myśli prostego człowieka | Mądrość Natury | Mądrość jak z gazety | Mądrość narodów | Młot na faryzeuszy i hipokrytów | Męstwo bycia | Mówił sen do snu | NIe ma na świecie dwóch takich samych liści, ni kropel deszczu | Na jawie (lecz to, co niejawne pozstaje) | Na stos rzuciliśmy szcześcia los | Na stos rzuciliśmy szczęścia los | Na szczytach hipokryzji | Na zdrowie! | Nad piekną rzeką | Najokrutniejsze zwierzę | Najsłodsza tajemnica | Narastająca senność | Nic dzisiaj ciekawego nie napisałem | Nicość | Nie am dwóch takich samych liści, ni kropel wody | Nie bój się - najwyżej cię rozstrzelają! | Nie czas żałować burz, gdy płoną oczy | Nie czas żąłować burz, gdy płoną oczy | Nie każde szczere złoto jest szczerozłote | Nie ma na świecie dwóch takich samych liści ani kropel wody | Nie ma na świecie dwóćh atkich samych liści lub kropel deszczu | Nie ma takiego smutnego, co by na wesołe nie wyszło | Nie ma zazdrości bez miłości | Nie oddamy nawet guzika | Nie tylko dzielenie włosa na czworo | Nie wiem, ja w ogóle nie myślę | Nie zabijaj! | Nie zabijajcie drzew! | Nie zawsze urocza dzecinada | Niebiańskie szczyty głupoty | Niech pani będzie dzielna! | Niech zapłaczą na moim pogrzebie | Nieco drapieżny wpis | Niekoniecznie ptasi móżdżek | Nienawiść bliźniego | Nieosobiście | Nieprzesłane przesłanie | Niestworzone rzeczy | Nieszkodliwe głupotki | Niewczesna melancholia melomana | Niewczesne rozważania | Niewielka profanacja | Niewielkie przekłamanie | Niskolotnie | No No! Teatr No | No comments! | No no! | Nowa poezja lingwistyczna | Nędzne kabareciarstwo | O Leonardo, po cóż się tak trudzisz? | O dzieleniu włosa na czworo, czyli metodzie scholastycznej | O dzieleniu włosa na czworo, czyli o metodzie scholastycznej | Obciachy | Obscenia i parafrenalia | Obsesja dobrego biustu | Ojej! | Oko w oko z zębem mądrości | Okropieństwa | Okruchy odgrzebane z lawy | Okruchy życia wygrzebane zlawy | Okruchy życia wygrzebane z lawy | Okrutna losu ironia | Orientuj się na orient | Owczarek | Owczarki afgańskie | Owocożerni | PL jak piekło | PO PiS | POeci wszystkich krajów dzielcie się | Pan Tadeusz | Panie pośle, po chrześcijańsku panu wybaczam | Pańska satyra polityczna jest niegramatyczna | Pendant do pewnego przypisu | Perlikowski | Pewna elastyczność zasad | Pewne jak w banku | Piorunujący piorun! | Po owocach poznacie ich! | Po upadku | Pobożne życzenia | Podpatrywanie Natury | Podroby i inne podróbki | Pokolenie Kainowe | Pokorne ciele | Pokorne cielę | Pokusa | Polak potrafi | Polak potrafi! | Politolog i Politowska | Politycznie niepoprawne! | Polonica | Polonika rycerskie | Polucje i ablucje | Pomarańcze i mandarynki | Pomarznąć dobra rzecz | Pomarznąć dobra rzecz! | Pomoc psychologiczna | Poranna kawka z Kafką | Porąbane marzenia | Potężne i głębokie warstwy pierwotnego mitu | Powieść brukowa | Powszechna życzliwość | Powtórka z cynizmu | Poznaj samego siebie | Prawda | Prawda jest jedna i piękna, ale złożona | Prawda popłaca | Prawdziwa metropolia | Prawi i sprawiedliwi | Prawiezmartwychpowstanie | Prawiezmarwtychpowstanie | Prognoza pogody | Pruski smutek | Przecież cię zjem! | Przedagonalny polski agon | Przegląd sportowy | Przeinaczenia | Przez pychę do pokory | Przeżyjesz to, a pote już tylko grób | Przeżyjesz to, a potem już tylko grób! | Przminęło z wiatrem | Prztyczek | Psiapowiednia Majów | Psubrat | Pustka | Pytanie dość retoryczne | Raczej to nie będzie hit | Radosne gonitwy śnieżnych tygrysów | Radość wędrowania | Rejterada Rejtana | Religie nauczą cie pokory | Res Sacra Pecunia | Romans z pop kulturą | Roots, Rock, Reggae | Rozkosze reinkarnacji | Rozmowa nie na telefon | Rozpacz | Rozpacz na wieki wieków | Rozpacz, która podpełza pod gardło | Ruch i świeże powietrze... | Rybołówstwo cudzołożnika | Rycerz pokalany | Samokrytyka | Samotność egzystencjalna | Sekrety pewnego domu handlowego | Seraphic Flames and Heavenly Love | Siedź na dupie i potakuj! | Somatyka | Somatyka logiczna | Spełniona przepowiednia | Spleśniały ser | Sponsorem tej opowieści jest wydawnictwo Błękitny Wieloryb | Sport to zdrowie | Spowiedź morskiego wilka | Stary Sącz i Nowy Sącz | Stary mafioso | Stołeczne stołki | Stratyfikacja społeczna | Suma sumarum | Sumienie rachunku | Sweet Music and Poetry | Sygnały podprogowe | Szalchetne zdrowie | Szczęśliwa pomyłka | Szekspir do żadnej nie należy epoki | Szkarady | Szlachetna gravitas | Szlachetne zdrowie | Słodycze grafomanii | Słówka | Słówko do słówka, a uzbiera się sówka | Tadeusz Bój Jeleński | Taia chińska podróbka | Takie będą rzeczpospolite jakie tego blogu chowanie | Takie tam, pierdoły | Talking Heads | Tania chińska podróbka | Tatiana | Teorie świata nauki | Terapeutyczie | Terapeutycznie | Thames | The Doors. Uchylone drzwi | The Lion cub | The fruit of beauty and despair | To na pewno nie Lec | To nie żadna filozofia | Tragiczne pożegnania | Transformacja duchowa | Trudna sztuka dialogu | Trudno czasmi coś sklecić | Trzylogia | Trója z polskiego | Twarda rzeczywistość | Ty mi tutaj nie filozuj | Tygrysologia stosowana | Tysiac i jeden ptaków | Tysiąc i jeden kotów | Tysiąc i jeden ptaków | Tysiąc różowych kroliczków | Tęsknica | Tęsknota duchowa | Ubekistan | Ucone księgi | Uczeni ludożercy | Uderzenia losu | Uduchowienie | Umrzeć z miłości | Upadek Pierwszego Człowieka | Uroczy wegetarianin | Uszczelnienie systemu podatkowego | Utrata uzębienia | W czym mogę panu pomóc? | Wciąz powtarza się ta sama historia | Wciąż powtarza się ta sama historia | Wdzieczna muzyka przywraca ład serca | Wesola grafomania z morałem | Wiecej broi dla szaleńców w Teksasie | Wieczne powroty | Wiedza radosna | Wielka wygrana | Wielomówstwo, czyli plaga opowiadania | Wierzba płacząca | Wiosny i jesienie | Witch | Więcej broni dla szaleńców w Teksasie | Wojna totalna | Wpis o kształcie piramidy | Wprowadzenie do kruczków prawnych | Wrzucam wszystko do kosza | Wrzątek | Wspomneinei pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Współczesny filister | Wszystkie rybki | Wszystko na A | Wszystko na sprzedarz | Wszystko na sprzedaż | Wygrana | Węzłowato | Wólka Węglowa | Xin Lu, typowa brunetka o granatowych oczach | Z Nietzschego nic nie powstaje | Z księgi wulgaryzmów | Z rupieciarni myśli | Zaczarowany świat zen | Zanim mnie wrzucą do dołu | Zapowiedź Apokalipsy | Zaraz wracam! | Zasada domniemanej winy | Zaskroniec | Zastał Polskę drewnianą... | Zatrzaśnięte drzwi | Zbaw mie Buddo Amido | Zbaw mnie, Buddo Amido | Zdrowy egoizm | Zegar dziejów | Zestrzelenie księżyca | Zginął z rąk słabej kobiety | Zima się nas nie ima | Zjawiskowe | Znak jaskółki | Zrozumieć wartość tego, co nieużyteczne | Zuch zawsze ochoczy! | Zwierzęta pod postacią ludzi | Zwyciestwo konsumpcjonizmu | Ząb mądrości | ie zabijajcie drzew! | ieosobiście | kosmos | Łagodne prawo, ale prawo | Łagodność tygrysa | Śmiechotki, chichotki | Śmiertelna powaga | Śmierć | Światełko w mroku | Świętość, wziętość, nadętość | Życie jest tragiczne | Życie samo | Życzliwe spojrzenia na całość ogródka | Żyć, nie umierać
RSS
wtorek, 31 października 2017

 

     Niedawno temu Nikczemnik

i Szubrawiec spotkali na rynku

Hipokrytę. Tak się nazywał.

A jak miał na imię, nie wiem.

    - Jak się masz Hipciu?

Żona i dzieci w porządku?

    - Ok! Ale wszyscy klepiemy

biedę. -

    - To jeszcze życie nie

klepnęło cię w zadek! Założę

się, że coś odłożyłeś na

czarną godzinę. - rzekł

Nikczemnik.

    - Znaczy się na teraz. - dodał

Szubrawiec - Jeśli się nie

uiścisz, to, wiesz jak to jest,

żona może poczuć się źle,

a dziatki, to już mogiła! -

   - Możemy też poklepać twoją

żonę na pocieszenie, kiedy

trafi cię szlak! -

   - Ile jest dla ciebie warte

życie tych istot? -

   - Kocham je nad życie, ale

więcej jak sto dolarów rubli

nie mam. Jak Boga jedynego

kocham! -

   - He, he!...A co masz tutaj 

w tej skarpecie? -

   - A to?...Takie tam. Pięćset

dolarów rubli, ale to na

fundację charytatywną.

I nie moje. To pieniądze

ubogich wdów! -

   - Konfiskujemy! A za to,

że kłamałeś, powiesimy cię

teraz na drzewie, twoją

małżonkę wyebiemy, a 

dzieci sprzedamy. -

   - Musi być sprawiedliwość! -

   - I prawda! -

   - Prawdę mówiąc  - wolałbym

pożyć. -

   - Zginiesz Hipokryto! -

   - Ale dajcie mi jeszcze tylko

trzy dni. Tylu ludziom obiecałem

pomóc. Tyle dobrego muszę

zrobić! Ot, choćby wczoraj, idzie

objuczona sąsiadka, a ja

zamiast ją puścić z torbami,

dałem jej kwity...kwiaty. -

   - Dołożysz tę stówę i nie

sprzedamy twoich dzieci! -

  - A co będzie z żoną? -

  - Zmusimy ją, żeby cię

powiesiła, a potem

zgwałcimy. Chyba, że sama

będzie chciała... -

  - Ten niedojda to pewnie

nawet nigdy nie doszedł! -

  - Litości panowie! Zabijcie

ją i sprzedajcie dzieci, ale

oszczędźcie mnie Bogu

ducha winnego! -

 - Oszczędzimy cię, ale

najpierw cię zabijemy i

obiecuję, że będziemy

oszczędni w wydawaniu

twoich pieniędzy. -

 - A małżonka będzie

zadowolona. -

- Ale przecież dałem wam

pięćset plus sto dolarów

rubli! -

- Hę! Czyżbyś tak nisko

cenił własne życie? -

- ...Ach, prawda! Wczoraj

zgubiłem tysiąc dolarów

rubli, ale przed chwilą

je znalazłem...o tutaj! -

jęknął Hipcio.

- W takim razie twoja

żona umrze pierwsza,

a ciebie wydymamy. -

- A co z dziećmi? -

- Zobaczą śmierć rodziców

i mogą iść gdzie chcą! -

- W domu mam jeszcze

osiemnaście...miało być

na pokrycie długu. -

- No dobra - rzekł

Szubrawiec - Mamy swoje

zasady. Dziewczynka może

nie patrzeć. Chłopiec

powinien uczyć się życia. -

- A ile bym musiał dać?

Zakopałem w lesie skarb

i na śmierć o tym

zapomniałem. -

- Już za późno! Nie znosimy

hypokryzji!  -

- To prawda! - upewnił

Nikczemnik.

Zasady są czasem nawet

ważniejsze od pieniędzy...

 


poniedziałek, 30 października 2017

..........................................................

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

 

 

To nic, że już tu gościł. Chciałbym, żeby zrobiło się miło. Czy to nie

cudowne, że istnieją takie maleńkie, pierzaste istoty?

 

ZAGADKA

Może ktoś wie, jak się nazywa

ten ptak i na czyjej gałązce

siedzi?


niedziela, 29 października 2017

 

       Przed chwilą otworzył okno balkonowe w moim

pokoju. Kot ratował się

ucieczką. Mnie dopadły

myśli samobójcze, bowiem

słuchałem tego wiatru

przez całą noc. Musi

tak wyć?

   Nie jest wykluczone, że tak

zacznie się moje najnowsze

japońskie opowiadanie. Jeśli

oczywiście przeżyję...A jeżeli

nie, to co będzie z Mitsuko?

A może wystarczy położyć się na chwilę spać?  Albo włączyć

jakąś muzykę?

 

             Dwóch mądrych Chasydów wędruje

po linie. Za chwilę wpadną na siebie! 

"Skaczę! Przynajmniej Rachmiel się

uratuje." - myśli pierwszy.

    "Jestem pewien, że Szmul skoczy"

- myśli drugi - "A wtedy ja se bez

problemu przejdę."

    I jak myślicie - co się stało?

Rachmiel skoczył, ale arena zamieniła

się w głęboki staw i nawet się nie

poobijał. A Szmul spokojnie zszedł

prosto w paszczę lwa. (Było to więc

zejście śmiertelne). 

     Myślicie, że to Pan Bóg uczynił

cuda? To chyba nie znacie dyrektora

cyrku Berka Goldsteina! Szmul był

mu winien 40 rubli, ale zamiast je

zwrócić powiedział: "Po moim

trupie!"

 

         

                    

sobota, 28 października 2017

 

      

       Pustelnia Księcia znajdowała się

o jakieś pięć tysięcy kroków od

pałacu. Było tam wśród parkowych

drzew źródełko i niewielka drewniana

chatka. Książę siedział na jej progu

i czytał ulubione dzieła starożytnych

autorów, ale częściej zatapiał się w

kontemplacji. Czasem zostawał

do późnego wieczora, a nawet na noc.

W chatce było bowiem łóżko. Po

odejściu kobiety, którą kochał

przesmutne cierpienie ogarnęło jego

duszę. Któregoś mglistego, jesiennego

ranka znaleziono go tam martwego.

Obok ciała leżało dziełko tragika Seneki

De brevitate vitae, otwarte na stronie,

na której Książę zakreślił piórem

zdanie: "Dokąd myślami wybiegasz?

Wszystko, co ma nastąpić, drzemie w

pomroczu niepewności, zatem: żyj

chwilą bieżącą!"

     Doktor Condillac stwierdził, że

przyczyną tego tragicznego zdarzenia

była melancholia Księcia, której jego

biedne serce nie wytrzymało. Ale

w plecach Księcia jak na ironię losu

tkwił zanurzony głęboko sztylet z rączką

wysadzaną brylantami. Konował dowodził

jednak, że cios ten nie był przyczyną zgonu.

    - Albo może przestraszył się czegoś? -

rzekł indagowany przez prefekta

królewskiej policji.

    - No dobra, a ten sztylet?...Coś mi

tu nie wygląda na śmierć z przyczyn

naturalnych. - powiedział prefekt. -

W tej sprawie coś śmierdzi! -

    - Sztylet wbito w ciało już po śmierci

denata. Odpowiedź na pytanie,kto

i dlaczego to zrobił, należy już do

kompetencji szanownego pana.

Według mnie Księcia zabił smutek,

albo, jak powiedziałem...zobaczył ducha. -

    - He, he...- zaśmiał się prefekt. -

To jakieś cuda niewidy!  A sztylet,

to jest konkret! -

    - Osobiście puszczałem krew Księciu,

chcąc rozproszyć jego czarną żółć.-

    - I oczywiście była to krew błękitna! -

szydził policjant.

    Sprawcy zabójstwa nigdy jednak

nie ustalono. Być może był to arystokrata,

którego chronił sam król. Ale w pobliżu

książęcej chatki zaczęły dziać się dziwne

rzeczy. Nagle uschły tam wszystkie kwiaty.

A ludzie, którzy tamtędy przechodzili,

zaczynali biec i opowiadali potem, że

widzieli Księcia ze sztyletem wbitym

w plecy. Miał na głowie wieniec i śpiewał

smutne pieśni."Si me complains de ma

triste dolour"i takie tam.

      Szczególnie nad ranem, we mgle,

robiło to przykre wrażenie. Dlatego nowy

właściciel pałacu ogrodził to miejsce 

płotem i kazał go pilnować dwóm

wieśniakom z psami. Jednak obaj stamtąd

uciekli. Jednego znaleziono na łące z

poderżniętym gardłem, a drugi powiesił się

na jesionie. Obok niego wisiały tam oba psy.

Wkrótce potem pałac doszczętnie spłonął.

      W przekonaniu, że kryją się za tym

nieczyste sprawki demona, Biskup Brossard

nakazał schwytać dawną towarzyszkę życia

Księcia i poddać ją łagodnym, lecz

skutecznym torturom. Zalecił katu, aby nie

wyrywał jej języka, dopóki nie wyzna całej

prawdy. Rany Wielebny radził posypywać solą

i siarką, aby bardziej się przegryzły. Ale kat,

człek już niemłody, lenił się, a dziewczyna

postanowiła w końcu wszystko wyznać i dzięki

temu uniknęła uszczerbku na zdrowiu i urodzie

...Jednak na tym kończy się policyjny raport

i nigdy już chyba nie dowiemy się, co się

naprawdę wydarzyło w ten wrześniowy dzień

roku 1674.

     Kiedy opowiadałem tę historię znajomemu,

powiedział, że cała ta opowieść mu się nie

klei. Książę przestraszył się jakiegoś ducha

i sam potem stał się upiorem? Ależ pogrążony

w melancholii mógł nawet cieszyć się na

jego widok!  A sztylet? Kto i dlaczego wbił

mu go w plecy?  I czemu Książę po śmierci

miałby mordować wieśniaków i psy? Dlaczego

dziewczyny nie przesłuchano z zastosowaniem

normalnej procedury?

     - Mam same wątpliwości - powiedział -

A może po prostu sam wymyśliłeś tę historię?

     - A po cóż by? - spytałem. - To święta

prawda!  A tę piosenkę bardzo lubię.

I czasem słyszę, jak ją śpiewa wiatr...

    

 


     


     

 

      Ostatnio rozmawiałem o nim z przyjacielem,

który zachwycał się językiem jego opowieści. Trudno

się nie zgodzić, że ich poetycki nastrój, wyobraźnia,

język i myśl są czymś wyjątkowym.  Ogromne wrażenie

wywarł też na mnie kiedyś "Kaligula", a podobnie "Obcy",

czemu trudno się raczej dziwić. Oba te utwory są bowiem

niezwykle wnikliwe w swej warstwie psychologicznej

i moralnej. 


     Jednak zarówno jako pisarz, a bardziej jeszcze jako

filozof, Camus nie jest mi szczególnie bliski. Parę lat

temu męczyłem ze studentami romanistyki jego

"Mit Syzyfa." Esej ten zupełnie do mnie nie przemawia

i prawdę mówiąc uważałem to za stratę czasu - zwłaszcza,

że tekst ten miał tam innych objaśniaczy. "Dżumy",

powieści idei, natomiast szczerze nie znoszę, a pomysł

pisania listów do wymyślonego niemieckiego przyjaciela

uważam za podtrzymywanie złudzeń intelektualisty

i niepotrzebną moralistykę.

    Ale ponieważ nie widzę sensu w wyjaśnianiu

przyczyn tych moich niechęci w kilku zdaniach, powiem

tylko tyle, że o ile wrażliwość pisarza, jego dość tragiczne

życie i nagła śmierć usposabiają mnie do niego pozytywnie,

podobnie, jak utwory, o których wcześniej wspomniałem,

to myśl jego jest mi częściowo obca.

    W moim najgłębszym przekonaniu afirmacja nie jest

buntem, jak Camus zakładał, a poczucie absurdu

nie przyczynia się do lepszego rozumienia świata.

(Camus zresztą w opisie absurdu nie wychodzi często

poza ogólniki). Nie widzę też racji, która skłaniać mogłaby

do zabijania ludzi w imię miłości (w duchu "Sprawiedliwych"). 

    Pesymizm Camusa, wbrew obiegowej opinii, jest słabo

ugruntowany, a jego potrzeba heroicznej walki

i twórczości, wydaje mi się jeszcze jedną namiętnością.

Nie ma w moim poczuciu żadnej filozoficznej racji, dla której

mielibyśmy wybrać życie, a nie samobójstwo. Taki wybór

dokonuje się w sposób instynktowny i podświadomy,

ponieważ rozpacz i nadzieja to uczucia, a nie konstrukcje

intelektualne. A przekonanie, że nasze życie może mieć

wartość jest bardzo silnie zdeterminowane przez przyczyny

od naszej woli niezależne. (Niezawinione cierpienie i brak

miłości tam, gdzie ona powinna być, istnieć będą zawsze). 

   Z pewnością żyjemy w spokojniejszych czasach i duch

nasz może być w jakiś sposób uśpiony. Bezrefleksyjną

wygodę cenimy najczęściej bardziej niż pasję i wolność.

A wrażliwość moralna wydaje nam się czymś marginalnym...

Choć widok zagłodzonych na śmierć dzieci z Syrii powinien

nas otrzeźwić. Być może sytuacja zachodniej cywilizacji 

przypomina ciszę przed burzą, jeśli nie przed masową 

zagładą (podobnie jak to było w pięknej epoce, która

poprzedziła rzeź I Wojny Światowej). Dlatego, mimo pewnej

mojej irytacji nie skazywałbym żadnej części twórczości

tego wielkiego pisarza na zapomnienie.  

    Zbliża się dzień i powinienem położyć się na chwilę spać.

Ostatnio nie śpię dłużej niż 2-3 godziny na dobę, choć

co kilkanaście dni organizm mój odbiera sobie konieczną

dawkę snu i zwala mnie z nóg w najmniej oczekiwanym

momencie.

 

 

_______________________

Zdjęcie nazumi13

piątek, 27 października 2017

        

     Idąc po schodach w górę deptał czerwone liście. 

Świątynia znajdowała się tak wysoko, że prawie

dostał zadyszki, a ponieważ wdychał wilgotne

powietrze jego głos stał się ochrypły. Wydawało mu

się jednak, że te schody prowadzą do nieba.

................................................................................................................................................................

................................................................................................................................................................        

         - Co widziałeś po drodze? - zapytał opat.

         - Czerwone liście -

         Mnich zdzielił go kijem w plecy, a chłopak wykrzyknął Muuuuuuuuuuuu...

         Jednak tylko mu się wydawało, że osiągnął oświecenie. Mistrz bowiem

         go nie potwierdził.

         - Kiedy wchodzę na górę - mam je przed oczami i pod stopami -

         powiedział - Jednak, kiedy już na niej jestem, nie pamiętam o nich.

         Nie sądzę, aby istniały. Ale jeśli uważasz, że je widziałeś, to zejdź na

         dół i przynieś mi je wszystkie.-

         - Wszystkie? Przecież są ich tysiące. Życia mi nie starczy! - zapłakał

         młodzieniec.  

         - Nie martw się. Może  w następnym życiu będziesz smokiem, a wtedy

         przyjdzie ci to z łatwością. - uśmiechnął się Mistrz.

         - A jeśli zostanę ćmą, albo ważką? -

         Mistrz milczał.  Chłopiec zszedł z góry i utopił się w rzece. Spadł śnieg.

         Mistrz medytował, dlaczego chłopiec nie wraca.

         - Czy są tam jakieś liście? - spytał innego mnicha.

         - Ależ skąd, jest tam zupełnie biało. -

         W tym momencie ważka zafurkotała obok jego nosa. 

         - A oto i nasz przyjaciel - rzekł Mistrz. - Nie wierzę, że pada śnieg.

         Przynieś mi go! -

         Mnich przez całą zimę znosił w workach śnieg dla opata, ale 

         zanim go doniósł, śnieg rozpuszczał się. Na wiosnę opat wszedł

         w nirwanę. Nad rzeką unosiły się ważki...

 

 

 

 

 

 

____________________

Zdjęcie znajomego z Japonii

        

 

...to piękna piosenka Boba Marleya.

 

...A to piosenka Winstona Rodneya (Burning Spear). Grają tu muzycy

z The Wailers.   Pieśń Burning Speara jest nawet starsza, ale

to jest jej ostateczna wersja. To Bob Marley namówił Burning Speara

do nagrywania w legendarnym Studio One.

 

 

 Ale jest jeszcze smutniejsza i bardziej poruszająca piosenka

 Boba, w której zapowiada swą śmierć... 

 I ta piękna pieśń:

 

  Smutek, a nawet pewien patos i melancholia jest w reggae czymś równie

naturalnym jak radość, bo w swych najlepszych przejawach, muzyka ta

wyraża nie tylko bezpośrednie przeżywanie życia, ale i pewną jego

wizję.

czwartek, 26 października 2017

           

       "Po upałach lata następują tęsknoty jesieni.

Po polach śnieżnych następują pola kwieciste.

Lecz słońce, czy wschodzi, czy zachodzi, jest

wielką różą!

       Śmierć czyni z człowieka garść ziemi, na

której rośnie trawa.

       I wiem, dlaczego oddech nasz jest tylko

wiecznym westchnieniem."

 

      (Konfucjusz/ Leopold Staff)

 

      To wiersz przypisywany Konfucjuszowi, który  poetą

nie był, ale jednak pięknie, chociaż i smutno (realistycznie),

rzecz ujął.  Konfucjusz znał się na poezji - redagował

według tradycji "Księgę pieśni." Przekład Staffa nie jest

wierny formie wiersza, ale treść utworu wyraża z dużą intuicją,

choć to przekład z francuskiego przekładu, dokonanego

przez innego poetę. Wolałbym tu może przepisać

fragment platońskiego "Fedona" mówiący o nieśmiertelności

duszy, ale kiedy w święto zmarłych błądzę po cmentarzu,

widzę tylko liście przykrywające trawę, pod którą

jest garść ziemi.  

     Może dlatego bliscy sobie ludzie mogliby się

kochać w tym życiu... 

środa, 25 października 2017

........................................................................................................................................

    Przez prawie całe życie towarzyszyły mi koty. Mitsuko nie jest neurotycznym

kotem. Kiedy chce - śpi, kiedy chce - je, kiedy chce - pije, biega, albo wpatruje się

w coś. Jest wyluzowana jak kot, który został mnichem zen (jest taka książeczka). Jej

radość jest natychmiastowa. Podbiega do stolika i zaczyna drapać drewnianą nogę.

Do szczęścia potrzebuje tak niewiele, że aż trudno w to uwierzyć...Dlatego nie chcę

Jej zrobić tego, czego, jak pisała Szymborska, nie robi się kotu. Ale, chociaż nie 

jestem starszą panią, nie jest to wcale takie proste.

      Późno w nocy w autobusie spotkałem przyjaciela, którego nie widziałem od lat.

Pogadaliśmy trochę o muzyce, bliskich nam osobach i mrokach egzystencji

(podobnie jak ja naczytał się Ciorana). Dowiedziałem się też od niego, że bliska mi

przed laty osoba być może żyje. Ale jego przekonanie oparte jest jedynie na

przeświadczeniu, że jest zaradna i zawsze "spada na cztery łapy." Mówiłem mu,

że nie chodzę na cmentarz na grób jej rodziców i siostry w obawie, że

dowiem się, że została tam pochowana.  Spotkamy się pewnie z przyjacielem

- chce mi podarować swą ostatnią płytę, nagraną niedawno i posłuchać ze mną

muzyki, którą obaj lubimy.  Wsiadł w końcu w metro, bo w domu czekał na niego

głodny kot. 

    Dzisiaj wychodząc z seminarium spotkałem pewnego studenta.

To człowiek niezwykle inteligentny i prospołeczny, i ma już spore sukcesy

życiowe. Spytałem go, co u niego słychać i w końcu powiedział mi, że

dziewczyna od niego odeszła...Widziałem go kilka miesięcy temu i opowiadał

mi o tej dziewczynie. Był nią ogromnie zafascynowany, byli ze sobą od lat

i absolutnie nic nie zapowiadało rozstania. Jest młody, myśli o życiu w sposób

racjonalny i świetnie sobie radzi...Ale, choć to ukrywał, wyczułem w nim

bardzo wielki smutek. W takich sytuacjach dobrze jest nie brać tego, co inni

robią do siebie i nie odnosić do poczucia własnej wartości. "To nie zależało ode

mnie - powiedział - Zadecydowała osoba trzecia." Spytał, co u mnie i

powiedziałem mu, że niedawno spotkało mnie to samo.

    Jaki to jednak, mimo wszystko, psychiczny komfort wiedzieć, że ktoś bliski

żyje. Zagmatwane jest czasem życie, całkiem niepotrzebnie, bo przecież za

krótką chwilę wszyscy z niego odejdziemy. Starać się nie ranić najbliższych, 

nawet wtedy, kiedy ich opuszczamy, to czasami bardzo wiele...

    

 

 

 

 

 

 

 

 

 

(zdjęcie nazumi13)

wtorek, 24 października 2017

   

 -----------------------------------------------------------------------------------------

------------------------------------------------------------------------------------------

zdj. nazumi13

      

       Ten człowiek to Ktoś. Tak napisał ktoś, kto to zdjęcie po raz pierwszy

zobaczył. Obawiam się, że powoli stajemy się takimi kosmitami zanurzonymi

w szarościach prowizorycznej codzienności, w której sami sobie stajemy się

obcy. Dlaczego tak jest? Przecież mieliśmy kiedyś twarze i byliśmy

rzeczywistymi osobami. A przynajmniej ja byłem...i jestem osobą. Ale

zmieniono nam trochę scenografię. Nie ma już w niej miejsca na człowieka

i naturę...Co więcej, wszyscy powinni być do siebie podobni, a jeśli ktoś 

nie jest, to powinien się z tego wytłumaczyć, ale ponieważ ostatecznego 

wytłumaczenia nie ma - zabić się, uwalniając innych od wiecznego wyrzutu

sumienia, jakim dla nich jest! 

       Jak to dobrze, że nie wszyscy przyjmują podobną filozofię życia

i że ta społeczna mimikra nie jest powszechna. Nie chodzi o to, by stać

na głowie i łykać ogień, żeby nas ktoś zauważył, albo tańczyć przed

swoim szefem, ale o to, aby przypomnieć sobie, że mamy twarz i że jest

w nas wewnętrzne światło i że na miłość do życia może być za późno.

Tyle jest w nas rzeczywistego życia, ile myślenia i odczuwania. Ale czujemy

się z jednej strony skazani na tandetną scenografię życia, a z drugiej strony

- jesteśmy dla siebie zbyt ważni, żeby móc coś lub kogoś kochać, żeby

dostrzec jakiekolwiek istnienie poza własnym...   


poniedziałek, 23 października 2017

 

...Tyle komentarzy jest na Luniemigotliwej. Liczby

mają niewątpliwie swą magię, ale nie chce mi

się dociekać znaczenia takiej ich kolejności.

To bardzo dużo...

Jednak Osoby, które lubię i znam od lat (z

niewielkimi wyjątkami) się tu nie pojawiają, co

byłoby dla mnie dość zagadkowe, gdybym nie znał

życia. Smutne to trochę. Ja staram się jednak

"powiększać" ludzi, więc nie rozumiem powodów,

dla których niektórzy mnie "pomniejszają."

(Same te określenia zaczerpnąłem z filozofii

chińskiej). Tak, czy owak każdy i tak jest

taki, jaki jest i ani szczęśliwe, ani nieszczęśliwe

wydarzenia nie mają na to wpływu. Staram się

być życzliwy dla ludzi, a szczególnie dla bliskich

mi w jakiś sposób i nie porównuję się z nimi.

Nie ma dwóch takich samych kropli wody,

liści na drzewie, ani osób.  Każde istnienie

jest jedyne i niepowtarzalne.

    Tym bardziej cieszę się z tego, kiedy

ktoś do mnie częściej zagląda i istnieje

między nami przyciąganie - duchowe i nie

tylko :-)

......................................................................................................................................

       Kwiatowa gwiazda...Dla mnie ma w sobie coś barokowego :-) 

 

 

(zdjęcie nazumi13)

niedziela, 22 października 2017

    

      Pod Pałacem Kultury w Warszawie podpalił się człowiek.

Pozostawił list wskazujący na moralne i idealistyczne

motywy swego czynu, który miał być protestem przeciwko

niszczeniu demokracji w Polsce. W miejscu, gdzie to się

stało ludzie zapalają świeczki, ale w tzw. wolnych

mediach wszyscy prawie nabrali wody

w usta.

    Niby nie pozwala im na to by o tym

mówić poprawność polityczna i

dziennikarska rzetelność, bo jeszcze nie

zbadali sprawy. To wytłumaczenie

jest jednak pozbawione logiki i smutne.

    Dlaczego więc milczą? Prawdopodobnie

dlatego, że nikt tego człowieka nie zna.

A jeśli się zaangażują, a okaże się, że to

jakiś wariat, albo osoba o podejrzanej

politycznej przeszłości, wtedy dopiero

będzie pretekst, żeby ich, przedstawicieli

wolnych mediów, zaatakować. A po co się

narażać politycznym wrogom? Wygląda to

na zwykły oportunizm, który z wolnością

mediów niewiele ma wspólnego.

Dziennikarze udają, że nie wiedzą tego,

co w istocie wiedzą, bo pewne fakty są

przecież znane.

   Obłudą jest stwierdzenie, że nie chcą

mieszać ludzkiej tragedii do polityki.

Robią to prawie zawsze, a trudno

w przypadku osoby, która pozostawia

list z przesłaniem politycznym, te

rzeczy od siebie oddzielić.

    Przy okazji chciałbym przypomnieć,

ile się mówi o człowieku, który spalił się na

stadionie podczas przemówienia Gomółki.

On też nie miał szczęścia, bo wtedy jego

śmierci nie zauważono i jego ofiara z

życia była daremna. Starannie

wyreżyserowany zbiorowy entuzjazm był

przeciwko niemu.

     A teraz człowieka, który już prawie

spłonął chwilowo odratowali, a pan

Brudziński będzie modlił się do Boga,

żeby zachował go przy życiu. Nie

pytam nawet, czy ktokolwiek chciałby

jeszcze żyć mając poparzone 60%

powierzchni ciała. Ale lekarze pewnie

walczą o jego życie, bo taki jest ich

zawodowy obowiązek.

     Nie ma znaczenia, co robisz i

dla jakiej idei, czy wartości lub w

obronie czego poświęcasz życie,

jeśli Cię wcześniej nie znają. 

Możesz też tworzyć piękne utwory,

ale jeśli media Cię nie uznały i nikt

cię nie popiera, przepadną jak

kamień w wodzie. Jak widać własną

śmierć też trzeba umieć wylansować

i sprzedać. Na tym polega największe

chyba zdehumanizowanie naszych

czasów.

 

 

 

       Tak wyglądałem kilkanaście tysięcy dni temu . O moje

potrzeby dbała Mama i mój świat kończył się na niej, z wyjątkiem

groźnego spojrzenia, jakie rzucał mi Ojciec w chwilach wolnych od

wystukiwania tekstów na maszynie do pisania. Bywało jednak, że

wziął mnie na ręce i przytulił...w końcu byłem ślicznym dzieckiem

(jak wszystkie dzieci).  

 

          Dlaczego o tym piszę?  Wdzięczny jestem mojej matce za to, że

dbała o mnie, kiedy byłem mały i bezradny, często nie śpiąc całymi

nocami, a później nie ingerowała w moje życie (z wyjątkiem krótkiego okresu,

który na szczęście szybko minął).  Dzisiaj Mama jest jak ja wtedy, ale

ma za sobą całe życie i wciąż jeszcze troszczy się o mnie (przez większość

życia nie musiała).

         Gdybym, mając niecałe pięć lat zmarł na ospę, którą ciężko

przechodziłem (do dziś pamiętam ogromne pająki i koszmary), to dni

tych byłoby mniej. Chorowałem zresztą często, a w młodości operowano

mój nowotwór. Operacja odbyła się w trzy dni po wizycie u lekarza,

który przypadkowo go zdiagnozował. Już w narkozie pytałem chirurga,

czy przeżyję, a ten kazał mi zrobić dodatkowy zastrzyk. Operacja

była technicznie bardzo skomplikowana, a na oddziale wszyscy widzieli

we mnie nieboszczyka. Tylko jakiś dziadek, wiejski kowal, człek

pogodny, silny i dobroduszny, popatrzył na mnie i powiedział:

"Nie martw się - jeszcze będziesz brykał!"...I brykałem ;-)

     Przeżyłem, jednak niektórzy z tych, którzy wtedy umierali, mieli mi

to za złe. To ja przecież miałem odejść. Ale kowal mnie bronił. Zauważył,

że im współczułem i powiedział, że dobry ze mnie chłopak.  

    Salowa nie wierzyła w moje wyzdrowienie. "Jest pan podobny do

mojego zięcia. No, wykapany zięć! On też na to umarł." Nie mogłem się

jej doprosić o kuwetę (tzw. kaczkę). Miała jednak do mnie pretensje, że

się nie golę, chociaż nie mogłem się ruszać. Po tygodniu przyniosła mi ją

i wymieniła zaszczane prześcieradło (na interwencję kogoś z rodziny).

Mamy mojej wtedy nie było - przebywała zagranicą.

    Kilka lat temu opublikowałem w poważnym piśmie medycznym

obszerny artykuł o medycynie chińskiej. Przychodząc na świat mamy już

w dużym stopniu nagromadzoną energię, którą dysponujemy podczas

życia. Szkodliwe czynniki i niewłaściwy tryb życia nadwątlają ją i niszczą,

więc o zdrowie trzeba oczywiście dbać...

 

 

---------

Dokładniej mówiąc odróżnia się energię przed-urodzeniową

i po-urodzeniową, którą gromadzimy za życia.  Ta energia

życiowa qi jest później rozpraszana, np. przez nadmierne

angażowanie się w seks (dotyczy to przede wszystkim

młodych mężczyzn), niewłaściwą dietę lub to, co w

medycynie zachodniej nazywa się stresem...(:

sobota, 21 października 2017

.......................................................................................................................................

               "Wpatrzony w kwiaty zapominam wrócić do domu"

                     (Ryokan)

 

.......................................................................................................................................

      Czapla jest dla mnie symbolem kontemplacji. Uwielbiam ten japoński

drzeworyt, choć nie udało mi się w pełni uchwycić cudownych kolorów

- poza tym to tylko część obrazka. Ale i tak od czapli emanuje światło,

które na mnie zawsze kojąco działa, jakby było symbolem jakiejś świetlistej

siły czy energii. Kilkanaście lat temu napisałem "Zwierzenia czapli", utwór,

w którym mówię o sobie. To jeden z moich najbardziej udanych wierszy

- skupiony, rozmarzony i autoironiczny. Czapla nie jest wpatrzona w kwiaty,

ale w toń stawu...i zatopiona w kontemplacji.

piątek, 20 października 2017

                    

            cichy jest grób

            mgły snują

            księżyca kokon

            pająk wędruje

            w zaświaty

            i tylko łza utkwiła

            w pajęczyny oku

            nie może opaść

 

 

 

_______________________

    Początkowo myślałem

o jednej z pieśni Schuberta

z podobnym tekstem, ale

ostatecznie powstał trochę

"japoński" utwór...

           

czwartek, 19 października 2017

YCIE_TABLICA_CIERCZKA

...Kruche i przemijające jest życie i wszystko kiedyś zostanie z niego

wymazane. W pewnym sensie jednak wszystko, co się wydarza, jest

wieczne, bo zaistniawszy na chwilę nie jest już czystą możliwością.

   Profesor Przełęcki powiedział kiedyś, że cieszy się, że po jego życiu

nic nie pozostanie - "żadne głupoty"...Pozostały jego wybitne i piękne

czasem utwory, ale każdy kto go osobiście bliżej znał, wie, że to

jest bardzo mało. Był najlepszym i najmądrzejszym człowiekiem,

jakiego znałem. Na Jego pogrzeb prawie nikt nie przyszedł, ale

trzech innych profesorów wygłaszało uczone mowy, podsumowując

życie i dorobek naukowy znanego i cenionego na świecie kolegi.

Jedna z tych mów - profesora Wolniewicza była jednak mądra

i ludzka. Profesor Wolniewicz też odszedł niedawno. Chyba tylko

boski Platon jest wciąż nieśmiertelny ;-)

niedziela, 15 października 2017

    Niepokoi mnie ideologizowanie historii, przedstawianie jej w barwach i kategoriach czarno-białych na użytek jedynie słusznej opcji politycznej. Idealizuje się np. okres międzywojenny, a zohydza PRL (co nie jest raczej trudne). Posłużę się więc tu przykładem pewnej sprawy, która głęboko mnie niedawno poruszyła.                 Okazuje się, że podczas stalinowskich represji w latach trzydziestych, których ofiarą padło kilkaset tysięcy Polaków (rozstrzelanych, albo zesłanych do łagrów) ówczesny rząd polski nie prowadził na ten temat żadnych rozmów z rządem rosyjskim, nie wystosował oficjalnego protestu, a ambasador Polski w Moskwie ani razu o tym nie raportował. W Sejmie zaś i w Senacie RP nawet pojedynczy poseł i senator nie zabrał na ten temat głosu. Sprawą tą interesowano się wyłącznie negatywnie. Zamiast próbować ratować życie Polaków mieszkających na Wschodzie, wydano rozporządzenie utrudniające ich przyjazd. Było to dość wygodne, ponieważ trzeba byłoby dla uchodźców stworzyć miejsca pracy, a Stalin mógłby wystąpić wobec Polski z oskarżeniami na forum międzynarodowym, że rząd RP nie szanuje praw mniejszości ukraińskiej i białoruskiej. Być może obawiano się też stalinowskiej Rosji. Tak, czy inaczej, masową zagładę ludności polskiej rząd RP całkowicie zignorował, choć miał na ten temat dostateczną wiedzę. Jasne jest, że jakakolwiek próba niesienia pomocy w skali masowej mogłaby się okazać nieskuteczna (choć można było ratować poszczególne osoby). Niemniej to milczenie wypada uznać za haniebne. Nawet, jeśli Polaków ze Wschodu uważano za Polaków drugiego sortu lub zgoła element podejrzany (mogli wśród nich być rosyjscy szpiedzy), należało zainteresować się ich losem z powodów czysto humanitarnych. Nie wykonano jednak nawet symbolicznego gestu, z którego wynikałoby, że dla polityków życie tych ludzi miało jakąkolwiek wartość.                                   Prymitywne moralizatorstwo w odniesieniu do polityki i historii jest zazwyczaj przejawem hipokryzji, a czasem i cynizmu. Jednak nie znaczy to, że można dowolnie przemilczać kłopotliwe fakty...Podobnie jest zresztą w przypadku kultu tzw. żołnierzy wyklętych, czy faktu, że niektóre oddziały AK były przez hitlerowców dozbrajane do walki z sowiecką partyzantką.

sobota, 14 października 2017

     Nie zawsze pogoda jest tak jesienna, co ilustruje to zdjęcie zrobione kiedyś w królewskim parku w Wilanowie. Różne miłe wspomnienia budzi we mnie ten widok. Mieszkam właściwie dość blisko, ale już się tam nie wybieram. Byłem tam chyba tylko raz. Ciekawe jak pewne piękne miejsca nasza wyobraźnia wiąże z bliskimi nam osobami...Gdyby Madame La Fayette mogła powrócić na chwilę z zaświatów, byłby to ciekawy temat do konwersacji.

piątek, 13 października 2017

   

 

     Wiatr nie przestawał wiać. W pokoju robiło się nieprzyjemnie i Toshio po prostu musiał wyjść z domu. Wsiadł w metro i wysiadł dopiero w szóstej strefie. Było już po północy. Nigdy jeszcze nie był w tym miejscu. A w dodatku wydawało mu się, że ktoś go obserwuje. Nikogo jednak na tym nie złapał. W ogóle nikogo tu nie spotkał. Ulica, na którą wyszedł, wyglądała tak, jakby wszyscy dawno już poszli spać, choć w niektórych piętrowych domach paliło się jeszcze światło. Zajrzał w szerokie okno jednego z nich, wychodzące na  okazałą werandę i...otworzył usta ze zdumienia. W chwilę potem ogarnęło go przerażenie. Zaczął biec z powrotem w stronę metra. W padającym deszczu poczuł jakieś ukojenie. Wrócił do domu i zasłonił okna. A ponieważ przez trzy dni nie pojawiał się w pracy Mitsuko dzwoniła do niego, zapominając o tym,  że się na niego dąsa, jednak abonent był niedostępny. Zaniepokoiło ją to, ale mieszkała daleko, a opieka nad chorym synkiem zajmowała jej cały wolny od pracy czas.  Następnego dnia pojechała tam jednak.

     Fetor, jaki poczuła już przed wejściem na klatkę schodową, wywołał w niej odruchy wymiotne. Zapyta Toshio, jeśli jest w domu, jak on to wytrzymuje...I oczywiście natychmiast wyjdą. Ostatecznie może go przenocować.  W końcu wciąż jeszcze coś do niego czuje. Ale kawy już na pewno nie wypiją...Dalszy ciąg wieczoru wydawał się Mitsuko snem. Najpierw zauważyła, że kotka Toshio wpadła pod kratę osłaniającą okno do piwnicy. Siedziała tam nieruchoma i osowiała, jakby czekała na śmierć.  

     W klinice psychiatrycznej zapytano ją, jaki jest dzisiaj dzień i czy pamięta, jak się nazywa. A po tym, jak coś podpisała, barczysty pielęgniarz zaprowadził ją do przebieralni, odebrał od niej jej dokumenty i rzeczy osobiste, i na chwilę wyszedł. Chciała się rozpaczliwie wydostać z tego ponurego pomieszczenia, zwłaszcza, że mężczyzna rozbierał ją wzrokiem, ale nie mogła odnaleźć klamki.

    - Pani Doktor, dlaczego nie mogę wyjść do kiosku jak inni. - spytała po miesiącu Panią Ordynator.

   - Żebyśmy nie musieli Pani wyciągać z rzeki. Policja znajduje tam takich, jak Ty. -

   Głos Pani Doktor brzmiał niemiło. "To jest przemoc psychiatryczna" - skarżyła się w duchu dziewczyna, ale nie powiedziała tego głośno - ze strachu. Nie wiadomo przecież, ile zechce ją tu trzymać. Poza tym, oni tam wszystko nagrywają na jakichś szpulach.

   Mijały kolejne miesiące, a jej stan zdrowia nie poprawiał się. Tymczasem głośno się zrobiło o tajemniczym morderstwie dokonanym na pustkowiu tamtej nocy, kiedy odwiedził je Toshio. Być może widział on moment okrutnego zabójstwa lub twarz Demona. Podobno Toshio, kiedy go znaleziono, miał w oczach błysk przerażenia. Oto do czego może doprowadzić jesienna pogoda.   

   Ciało Mitsuko wyłowiono z rzeki po pół roku od opuszczenia przez nią kliniki. W trzy dni później Ordynator oddziału, na którym ją leczono, uległa tragicznemu wypadkowi drogowemu. W jej zaciśniętej dłoni znaleziono przerdzewiałą cmentarną klamkę.

 

 

czwartek, 12 października 2017

 

 

Ten pies Diogenes warował w nocy

pod twymi drzwiami Cyntio,

jednak nie ustrzegł twej cnoty.

Strzegł pilnie własnej.

Zwiewna sukienka, buciki na obcasach

i dmuchawce na łące

więcej dla Ciebie znaczą niż mądrość...

(nazumi13)

 

Tales potknął się na progu tajemnicy

i wpadł do studni. Ciekawe ile gwiazd ujrzał

na rozgwieżdżonej wodzie.

Mędrcu, gdy żaba skacze do studni,

to w studni już od stu dni dudni...

(nazumi13)

wtorek, 10 października 2017

  Pamiętaj dziecko, że to Kryształowi ludzie urządzili Kryształową Noc, że kiedy ty beztrosko śpisz, w gabinecie towarzysza Stalina pali się światło, gdyż pełen troski czuwa on nad twoim bezpieczeństwem, że Neron jest dobry dla swego ludu, a Al Capone solidny w interesach. Jeśli tego nie zrozumiesz, będziesz zawsze niewdzięczny i nielojalny. Ktoś będzie chciał ci wybić w nocy zęby i kto cię wtedy obroni? A wiatr nocą gwiżdże"Mackie ma w kieszeni majcher, ale o tym nie wie nikt!"                   *zdjęcie nazumi13

niedziela, 08 października 2017

*(zdjęcie z zasobów internetowych) Właśnie na Facebooku przeczytałem, że koty potrzebują witaminy M :-) Czy tylko one jej potrzebują?

sikorka sikała swawoląc, skoczek sprawnie skoczył, słoń stłukł słoik, smutno samej sypiać stokrotce, stukrotnie serce stonogi stuknęło, sympatyczny skorpion sunie spodem sukienki, samolub sam spija sok, sadysta słodzi sól, spragnione słońce  sugeruje słonecznikom słotę...  

 
1 , 2