Kategorie: Wszystkie | "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę" | ...bez końca | 0 | 100O i jeden Rabinów | A Puszkina też zapuszkują? | A moze to tylko pomieszanie zmyslow | A nie lepiej być purystą? | Aaaaaaaaaaaaaa...aalfabeta | Ach, gdzież jest litość lub wspolczucia pozór? | Ach, gdzież jest litość lub współczucia pozór? | Adam Mic - Kiewicz | Adaś i Ewka | Aforystyka | Amerykański sen | Autopsychoterapia | Bez sensu to to! | Bez szaleństwa... | Bezmyślne okrucieństwo | Bezradność | Biedna Szymborska | Biedny Kapturek! | Bliźni miłości | Bliźniego miłość... | Blondyn | Blue Bossa | Bojaźń i drżenie | Bratnie dusze | Bruner, ty świnio! | Buddyzm w życiu codziennym | Bóg mi poskapił tej anielskiej miary... | Bóg mi poskąpił tej anielskiej miary... | Bójstwo samo | Caritas | Chiziofrenia | Choroba na śmierć | Chwila ułudy | Chwila wytchnienia | Chłodne upojenie | Cierpienia i radości | Cierpienie i radość | Cleen feed | Cnota niedoli | Co slina na język przyniosła | Co tam panie w polityce? | Co w niebie piszczy | Co ślina na język przyniosła? | Corrida | Coś dla duszy... | Coś tak wulgarnego | Cudotwórstwo | Czarna Perła Tao | Czarny tulipan skrzyżowany z czarna różą | Czarny tulipan skrzyżowany z czarną różą | Czary Mary | Czego nie przysięgał Hipokrates? | Człowiek nie jest rzeczą | Człowiek to brzmi dumnie, ale nie u mnie | Często chowa | Częstochowskie rymy | Deficyt aniołów | Delightful! | Demokratyczne wybory w Oczodołach | Diabłoterapia | Dla wszystkich i dla nikogo | Dnieje | Do samego siebie | Dodatek | Dowcipas dnia | Duma narodowa | Dusze drzew | Dyskretna mgiełka autoironii | Dzielność | Dziki kapitalizm | Dzisiejsza młodzież | Dzisiejsza młodzież nosi ładną odzież | Egzystencjalizm jest chumanizmem | Ekonomia zbawienia | Elegancja Francja | Elegijnie | English gentelman | English gentleman | Epicurus | Ewa tylko ziewa | Falochron | Female | Filozofia bez uczoności | Forever Loving Jah | Gadu, gadu | Gadu, gadu, trochę więcej jadu | Gal Anonim | Gaz dla pedałów | Gaz dla pedałów, młot dla sierpów | Gdy rozum śpi... | Gendarme | Genek, gienialny gieniusz | Geno Typ | Gorący uczynek | Grabarz | Grabarz nonsensu | Gry i zabawy literackie | Głupota przysłowiem narodów | Głębie i tajnie Podświadomego | HIstoria nauczycielką bicia | Herbatka zen | Homo economicus | Homo sapiens czy Homo politicus | Humor absurdalny | Humor nieco absurdalny | Humor, satyra, panie... | I rekiny w oceani mają zębów cały rząd | I rekiny w oceanie mają zębów cały rząd | Indie Wschodnie i Zachodnie | Industrial | Istnieje również wrodzony brak poczucia humoru | Ja tam bynajmniej nie wiem | Jak długo będę jeszcze żył? | Jak uprawiać agresywne dziennikarstwo? Poradnik dla początkujących | Jakże cżęsto powtarza się ta historia | Jakże trudno czasami coś sklecić! | Jan i Małgorzata | Jan z Czarnolasu | Jesienna muzyka | Jeszcze smutniej! | Jeździec Apokalipsy | Językologia | Kaczuszki mandarynki | Karawana idzie dalej | Katedra Adamowego Żebra | Kawa z Kafką | Każdemu według naszych chęci | Każdemu według potrzeb | Każdemu, o czym tylko zamarzy | Kiciuś Miciuś! | Kicuś Micuś! | Kiedy człowiek staje się bestią | Kiedy owce nie milczą | Kij w mrowisku | Kniaź Wiktor | Kochani ludożercy | Kolacja Pani Sowy | Kometa tylko głownia nie ta | Konkwista | Koryfeusz nauki, milośnik sztuki | Koty i inne zwierzęta | Koty, głupoty, palikoty | Kości rzucone są | Kość słoniowa | Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatni | Kto pisze teraz historię? | Kuchnia szamańska | Kwiatki Św. Franciszka | Kwiatostan śmierci | Kwitnienie kultury | Kwitnąca wiśnia | La colombina i ciche ukojenie | Lekarzu - lecz się sam! | Lenin wiecznie żywy | Leśmianiada | Lichwiarstwo polskie | Liryki i prztyki | Logika dziejów | Londyńska mgła niepamięci | Londyńskie przygody | Los ofiary | Los puka do moich drzwi | Lotosowy wpis | Ludzie ludziom... | Lunatyzm | Lęk społeczny | Made in Japan | Maligna | Marność nad marnościami | Marność nad marnościami. Rekoleksje Wielkopiątkowe | Marzenia senne | Marzeniologia stosowana | Maszkary i senne dziwadła | Maszkary i senne widziadła odbite w lustrze | Mała czarna z Kafką | Medycyna naturalna | Meine Liebe Augustin! | Melancholia | Melancholia stosowana | Memorabilia | Meszreiw | Meteo | Mgiełka autoironii | Mglisty dzień. Mgła | Mikołak | Mistrz i Małgorzatka | Mistycyzm lunarny | Mistyka i miłość | Mitologia osobista | Mitologia świata | Miłość | Miłość bliźniego | Miłość nie zawsze szczęśliwa | Miś Uszatek | Moc rytuałów | Monada nie ma okien | Mowa potoczna | Mowa ptaków | Mowa serca | Moze ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może ktoś się ucieszy? | Może ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może to trochę zbyt uszczypliwe | Musicology | Muza lekkich obyczjów | Muzyka przywraca ład serca | Myszoterapia dr Nezumi | Myśli prostego człowieka | Mądrość Natury | Mądrość jak z gazety | Mądrość narodów | Młot na faryzeuszy i hipokrytów | Męstwo bycia | Mówił sen do snu | NIe ma na świecie dwóch takich samych liści, ni kropel deszczu | Na jawie (lecz to, co niejawne pozstaje) | Na stos rzuciliśmy szcześcia los | Na stos rzuciliśmy szczęścia los | Na szczytach hipokryzji | Na zdrowie! | Nad piekną rzeką | Najokrutniejsze zwierzę | Najsłodsza tajemnica | Narastająca senność | Nic dzisiaj ciekawego nie napisałem | Nicość | Nie am dwóch takich samych liści, ni kropel wody | Nie bój się - najwyżej cię rozstrzelają! | Nie czas żałować burz, gdy płoną oczy | Nie czas żąłować burz, gdy płoną oczy | Nie każde szczere złoto jest szczerozłote | Nie ma na świecie dwóch takich samych liści ani kropel wody | Nie ma na świecie dwóćh atkich samych liści lub kropel deszczu | Nie ma takiego smutnego, co by na wesołe nie wyszło | Nie ma zazdrości bez miłości | Nie oddamy nawet guzika | Nie tylko dzielenie włosa na czworo | Nie wiem, ja w ogóle nie myślę | Nie zabijaj! | Nie zabijajcie drzew! | Nie zawsze urocza dzecinada | Niebiańskie szczyty głupoty | Niech pani będzie dzielna! | Niech zapłaczą na moim pogrzebie | Nieco drapieżny wpis | Niekoniecznie ptasi móżdżek | Nienawiść bliźniego | Nieosobiście | Nieprzesłane przesłanie | Niestworzone rzeczy | Nieszkodliwe głupotki | Niewczesna melancholia melomana | Niewczesne rozważania | Niewielka profanacja | Niewielkie przekłamanie | Niskolotnie | No No! Teatr No | No comments! | No no! | Nowa poezja lingwistyczna | Nędzne kabareciarstwo | O Leonardo, po cóż się tak trudzisz? | O dzieleniu włosa na czworo, czyli metodzie scholastycznej | O dzieleniu włosa na czworo, czyli o metodzie scholastycznej | Obciachy | Obscenia i parafrenalia | Obsesja dobrego biustu | Ojej! | Oko w oko z zębem mądrości | Okropieństwa | Okruchy odgrzebane z lawy | Okruchy życia wygrzebane zlawy | Okruchy życia wygrzebane z lawy | Okrutna losu ironia | Orientuj się na orient | Owczarek | Owczarki afgańskie | Owocożerni | PL jak piekło | PO PiS | POeci wszystkich krajów dzielcie się | Pan Tadeusz | Panie pośle, po chrześcijańsku panu wybaczam | Pańska satyra polityczna jest niegramatyczna | Pendant do pewnego przypisu | Perlikowski | Pewna elastyczność zasad | Pewne jak w banku | Piorunujący piorun! | Po owocach poznacie ich! | Po upadku | Pobożne życzenia | Podpatrywanie Natury | Podroby i inne podróbki | Pokolenie Kainowe | Pokorne ciele | Pokorne cielę | Pokusa | Polak potrafi | Polak potrafi! | Politolog i Politowska | Politycznie niepoprawne! | Polonica | Polonika rycerskie | Polucje i ablucje | Pomarańcze i mandarynki | Pomarznąć dobra rzecz | Pomarznąć dobra rzecz! | Pomoc psychologiczna | Poranna kawka z Kafką | Porąbane marzenia | Potężne i głębokie warstwy pierwotnego mitu | Powieść brukowa | Powszechna życzliwość | Powtórka z cynizmu | Poznaj samego siebie | Prawda | Prawda jest jedna i piękna, ale złożona | Prawda popłaca | Prawdziwa metropolia | Prawi i sprawiedliwi | Prawiezmartwychpowstanie | Prawiezmarwtychpowstanie | Prognoza pogody | Pruski smutek | Przecież cię zjem! | Przedagonalny polski agon | Przegląd sportowy | Przeinaczenia | Przez pychę do pokory | Przeżyjesz to, a pote już tylko grób | Przeżyjesz to, a potem już tylko grób! | Przminęło z wiatrem | Prztyczek | Psiapowiednia Majów | Psubrat | Pustka | Pytanie dość retoryczne | Raczej to nie będzie hit | Radosne gonitwy śnieżnych tygrysów | Radość wędrowania | Rejterada Rejtana | Religie nauczą cie pokory | Res Sacra Pecunia | Romans z pop kulturą | Roots, Rock, Reggae | Rozkosze reinkarnacji | Rozmowa nie na telefon | Rozpacz | Rozpacz na wieki wieków | Rozpacz, która podpełza pod gardło | Ruch i świeże powietrze... | Rybołówstwo cudzołożnika | Rycerz pokalany | Samokrytyka | Samotność egzystencjalna | Sekrety pewnego domu handlowego | Seraphic Flames and Heavenly Love | Siedź na dupie i potakuj! | Somatyka | Somatyka logiczna | Spełniona przepowiednia | Spleśniały ser | Sponsorem tej opowieści jest wydawnictwo Błękitny Wieloryb | Sport to zdrowie | Spowiedź morskiego wilka | Stary Sącz i Nowy Sącz | Stary mafioso | Stołeczne stołki | Stratyfikacja społeczna | Suma sumarum | Sumienie rachunku | Sweet Music and Poetry | Sygnały podprogowe | Szalchetne zdrowie | Szczęśliwa pomyłka | Szekspir do żadnej nie należy epoki | Szkarady | Szlachetna gravitas | Szlachetne zdrowie | Słodycze grafomanii | Słówka | Słówko do słówka, a uzbiera się sówka | Tadeusz Bój Jeleński | Taia chińska podróbka | Takie będą rzeczpospolite jakie tego blogu chowanie | Takie tam, pierdoły | Talking Heads | Tania chińska podróbka | Tatiana | Teorie świata nauki | Terapeutyczie | Terapeutycznie | Thames | The Doors. Uchylone drzwi | The Lion cub | The fruit of beauty and despair | To na pewno nie Lec | To nie żadna filozofia | Tragiczne pożegnania | Transformacja duchowa | Trudna sztuka dialogu | Trudno czasmi coś sklecić | Trzylogia | Trója z polskiego | Twarda rzeczywistość | Ty mi tutaj nie filozuj | Tygrysologia stosowana | Tysiac i jeden ptaków | Tysiąc i jeden kotów | Tysiąc i jeden ptaków | Tysiąc różowych kroliczków | Tęsknica | Tęsknota duchowa | Ubekistan | Ucone księgi | Uczeni ludożercy | Uderzenia losu | Uduchowienie | Umrzeć z miłości | Upadek Pierwszego Człowieka | Uroczy wegetarianin | Uszczelnienie systemu podatkowego | Utrata uzębienia | W czym mogę panu pomóc? | Wciąz powtarza się ta sama historia | Wciąż powtarza się ta sama historia | Wdzieczna muzyka przywraca ład serca | Wesola grafomania z morałem | Wiecej broi dla szaleńców w Teksasie | Wieczne powroty | Wiedza radosna | Wielka wygrana | Wielomówstwo, czyli plaga opowiadania | Wierzba płacząca | Wiosny i jesienie | Witch | Więcej broni dla szaleńców w Teksasie | Wojna totalna | Wpis o kształcie piramidy | Wprowadzenie do kruczków prawnych | Wrzucam wszystko do kosza | Wrzątek | Wspomneinei pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Współczesny filister | Wszystkie rybki | Wszystko na A | Wszystko na sprzedarz | Wszystko na sprzedaż | Wygrana | Węzłowato | Wólka Węglowa | Xin Lu, typowa brunetka o granatowych oczach | Z Nietzschego nic nie powstaje | Z księgi wulgaryzmów | Z rupieciarni myśli | Zaczarowany świat zen | Zanim mnie wrzucą do dołu | Zapowiedź Apokalipsy | Zaraz wracam! | Zasada domniemanej winy | Zaskroniec | Zastał Polskę drewnianą... | Zatrzaśnięte drzwi | Zbaw mie Buddo Amido | Zbaw mnie, Buddo Amido | Zdrowy egoizm | Zegar dziejów | Zestrzelenie księżyca | Zginął z rąk słabej kobiety | Zima się nas nie ima | Zjawiskowe | Znak jaskółki | Zrozumieć wartość tego, co nieużyteczne | Zuch zawsze ochoczy! | Zwierzęta pod postacią ludzi | Zwyciestwo konsumpcjonizmu | Ząb mądrości | ie zabijajcie drzew! | ieosobiście | kosmos | Łagodne prawo, ale prawo | Łagodność tygrysa | Śmiechotki, chichotki | Śmiertelna powaga | Śmierć | Światełko w mroku | Świętość, wziętość, nadętość | Życie jest tragiczne | Życie samo | Życzliwe spojrzenia na całość ogródka | Żyć, nie umierać
RSS
sobota, 31 października 2015

 

                    

                     Błąkając się po zaświatach

                     W zamglonym upojeniu

                     Czyjś grób ujrzałem w kwiatach

                     Położony w półcieniu

 

                     Liście wilgocią pachniały

                     A z przestworem jesiennym

                     Obłoki znieruchomiały

                     Znudzone trudem daremnym

 

                     Otwarły się tak przede mną

                     Nicości marne podwoje

                     Bluszcze miłości nie pomną

                     Wiją się smętnie powoje

 

                     I wszystko było jak dawniej

                     A tylko mnie tu nie było

                     I żeby było zabawniej

                     Nie istnieć tak było miło

 

                     A gdy się już oswoiłem

                     Z osowieniem zbawiennym

                     Życie me duszkiem wypiłem

                     Rozgrzany mrokiem płomiennym

piątek, 30 października 2015

        

      O mały figiel, a przegapiłbym tekst

w bezpłatnym pisemku "Halo wawa." 

Nosi on tytuł: "Czy księżyc wpływa na

nasze samopoczucie?"  A ponieważ nic,

co lunarne, nie jest mi obce, przytoczę

tu jego krótki fragment.

     Okazuje się, że pełnia księżyca nie jest

dla nas korzystna. Zmniejsza się wtedy

ilość melatoniny, na skutek czego chodzimy

niewyspani, a najważniejsza dla regeneracji

mózgu faza snu REM skraca się o 20 minut 

w każdym cyklu. "Wraz z pełnią przychodzi

podenerwowanie i instynktowne działania.

Często mogą nas dręczyć wtedy bóle głowy...

W tym czasie nie warto wybierać się do

dentysty, ani na żadne zabiegi chirurgiczne.

Interesujące jest to, że wzrasta wtedy płodność

u kobiet. Potwierdzony jest także fakt, iż w tych

dniach odnotowuje się najwięcej urodzeń."

(Justyna Figiel) 

     - Nezumi, Księżyc to naturalna satelita Ziemni!

- powiedział Demon Nocy - Ale dlaczego pełnia

księżyca jest symbolonionem oświecenia i pojawia

się w najważniejszych tekstach zen?

     - Bo człowiek to nie tylko mózg, ale także 

umysł i kontemplacja - rzekł chyba Nezumi.

     - O kurczę! Czy to znaczy, że oświecenie osiąga

się najpełniej, gdy jesteśmy podenerwowani,

niewyspani i działamy instynktownie?

     - Nie demonizujmy fizjologii - żartował Nezumi -

To być może 90% nas samych, jednak pozostaje jeszcze

te dziesięć...

     - No to cieszę się, że trochę pofiglowaliśmy -

Demon nocy wyszczerzy kły i zaszczekał, a potem

zamiauczał jak kot i wskoczył do kałuży, w której

odbijał się księżyc...i był teraz malutką żabką

w pełni.  



czwartek, 29 października 2015

       

     Jest taka piękna piosenka Marie Boine

"Maid Aiggot Muinna Eallin", a to znaczy:

"Czego chcesz, życie?"  Ale ja nazywam

Ją zupełnie inaczej...Pewnie ktoś wie - jak!

      "Leahkastin" to cudowna płyta Marie

z 1994 r.  Chociaż melancholijna - pełna jest

cudownej, ożywczej, radosnej energii, która

płynie wprost do naszych serc, a także

nieuchwytnej magii...Jest też doskonale

zaaranżowana, co widać gdy się porówna

tę aranżację owej pełnej tęsknoty piosenki z

dość ciężkim remixem Billa Laswella.

       Marie Boine nie ma praktycznie nieudanych

nagrań, ale to chyba Jej najpiękniejsza piosenka

- choć znam też dwie inne, których słucham z

prawie równą czułością.

środa, 28 października 2015

 

       - Śniły mi się dzikie pszczoły. Robiły miód o słonecznej barwie.

         Oderwałem cały plaster i uciekłem do domu - rzekł Katsuya.

       - To oznacza szczęście...i seks - zauważyła Yoko. 

       - A miłość? -

       - Przecież tak powiedziałam - roześmiała się dziewczyna.

       - No, niezupełnie - 

       Katsuya zamyślił się, a w chwilę potem rozpłynął się w powietrzu

       i Yoko nie mogła go nigdzie odnaleźć. Po prostu znikł! 

       - To zupełnie niezgodne z treścią marzenia sennego - rozpaczała,

       mając cichą nadzieję, że Katsuya nie umarł. I wtedy właśnie

       obok jej ucha przeleciała dzika pszczoła. "A może go pocięły,

       zanim się schował?" - pomyślała. Przez całą noc nie mogła 

       zasnąć i dopiero nad ranem przyśnił jej się pająk opadający

       na nitce ze swej sieci. "To szczęście, które spadło wprost

       z nieba" - roiła sobie przez sen.  A potem zerwała się i pobiegła

       go szukać. Ale Katsuya gdzieś wsiąkł. 

            Nezumi właśnie skądś wracał i dziewczyna na jego widok 

       skłoniła się dla okazania mu szacunku i rzekła:

            - O, Dostojny! Przestałam już całkiem wierzyć w sny. Katsuyi

       przyśniło się, że je miód, a ja widziałam we śnie pająka opadającego

       na nitce. To przecież takie dobre znaki...Pająk przyśnił mi się chyba ze

       trzy razy, bo cały czas się budziłam.

            - Może dla Katsuyi szczęściem jest właśnie to, że już nie żyje? 

       powiedział Nezumi - Pewnie niedługo go spotkam - co mam mu

       przekazać?

            - Powiedz mu, że go bardzo kochałam. Będziesz pamiętał?

            - Chyba nie zapomnę...Czuję, że i mnie za chwilę przyśni się

       szczęśliwy znak!  Powiedz tym, którzy o mnie zapytają, że

       umarłem z tęsknoty i że nikt mnie nie kochał.      

             - Nie ma sprawy! - zapewniła go Yoko i poszła zbierać rosę

       z porannych kwiatów. A może były to kropelki jej łez? 

        

     Kto ma tylu fanów? Chiński pianista Yundi Li. 

Podobne wyniki uzyskują podobno jeszcze FC Barcelona i

CNN. Chińczycy kochają Chopina, który jest bliski ich wyobraźni

i uczuciowej wrażliwości, i porównują go nawet z chińskimi

klasycznymi poetami (VI-IX wiek), a Yundi w wieku 18

lat został, jak wiadomo, zwycięzcą Konkursu Chopinowskiego. 

    Uwielbiam jego interpretacje nokturnów Chopina,

o których tu wspominałem, ale nie miałem pojęcia, że w wieku

czterech lub pięciu lat grał te nokturny na akordeonie.

Podobno, jak pisze Mariusz Herma, którego artykułowi zawdzięczam

te informacje, w Chinach jest moda na kulturę wysoką, która 

stała się wyróżnikiem statusu społecznego...Podczas rewolucji

kulturalnej niszczono fortepiany, a obecnie uczy się na nich grać w

Chinach 50 mln młodych ludzi.  Ich rodzice są przekonani, że rozwija

to ich osobowość. Jak powiedział jeden z chińskich wykładowców 

Yuan Sheng "Nauka gry na fortepianie uchodzi za najlepszy rodzaj

edukacji w ogóle. Ćwiczy umysł i hartuje serce. Uczy wytrwałości.

Kształtuje charakter. A nawet ciało." 

      Kiedy wracałem do domu, opadła już jesienna mgła. Szedłem

powoli ulicą czytając ten artykulik, a księżyc służył mi za jedyne

światło.  Nie usiądę dziś do fortepianu, ale może zagram coś na

lutni bez strun?      

niedziela, 25 października 2015

 

     - Cicho, Sza!...Ani słowa!   

     - Robercie, ty wiesz, że bardzo lubię z tobą wypić.

Jestem, jaki jestem!  Ale wypić lubię...Wśród nocnej

ciszy głos się rozchodzi...Czy o coś się rozchodzi?

     - To wy tak, tego - naruszacie ciszę wyborczą...

     - Rozprawiczyć prawicę!  Rozleniwić lewicę!

     - No dobra, a co będzie jutro?

     - Prawdopodobne wyniki wyborów.    

sobota, 24 października 2015

     

       Z całego Konfucjusza (niewiele tego jest!)

najbardziej lubię tę myśl-obraz:

      "Dopiero w mroźnej porze roku dostrzega się

zieloność sosny i cyprysu."

       Jest tylko jeszcze jedna, którą uważam za

piękniejszą, ale jest bardziej taoistyczna z ducha

niż konfucjańska:

       "Stojąc nad strumieniem Mistrz rzekł:

Oto obraz przemijania, co ni dniem nie ustaje,

ni nocą."

      

             

piątek, 23 października 2015

    

    Księżyc był w pełni, a w jego poświacie

ujrzałem twą twarz.  Wiatr właśnie ucichł,

ale cyprysowe igły i tak przedtem były

nieruchome. Na wietrze, czy w śmiertelnej ciszy

wieczoru, pozostają takie same.  

    - Nie skacz do tej studni! - zawołałem - Ale

Ty już tam byłaś.  Uśmiechałaś się do mnie z

dna nocy.  

     Jutro na niebie będzie ten sam księżyc...ale

mnie już tu nie będzie.

   

środa, 21 października 2015

 

     Przyszła do mnie jeszcze raz, a może i

przyfrunęła strofa chińskiego poety, którą

już tu kiedyś przywoływałem.  Zaczyna się

od słów

 

"Ponieważ życie jest zawodne jak sen,

po co się gnębić?"

   

    Ale utwór ten opowiada o wiośnie, a nie

wspomina o zmierzchu i o zanikaniu, bowiem

poeta całkiem zapomniał o sobie...Dopóki

jest w nas miłość, jest i tęsknota bez kresu,

jak upojne powietrze, którym oddychamy. 

A gdy nagle przebudzimy się z marzenia,

nie wiemy nawet, jaka jest pora roku i dnia.

    Ale kiedy nadchodzi pora pożegnania,

dobrze jest się pożegnać, bez względu na pustkę

jaka nas otacza. I gdy zamiast widoku znajomej

twarzy widzimy przed sobą tylko PRZEPAŚĆ...

nie trzeba może dłużej się opierać.  


wtorek, 20 października 2015

* * * * * * * * * * * * *******************************************

        

 

                                 

                                   *    *

                                   ****                                                

                                   *) (*                                                 *

                                    ***                                                  *

                                    *****************************

                                    *                          *                          *

                                    *****************************

                                    *                                                     *

                                    *                                                     *

                                  *                                                      *

 

 

 

 ******************************************* * * * * * *  * * * * *

poniedziałek, 19 października 2015

    

     Mistrz Liu siedział właśnie na stołku 

i patrzył na odlatujące gęsi i żurawie. 

     - W przyszłym roku nie wszystkie powrócą -           

zauważył - Ta twoja ulubiona czarna gęś

na pewno - nie. 

      - W "Księdze Mar i Demonów" napisane

jest chyba, że powróci - powiedziałem. 

       - Nie! Nie! Nie! - rzekł Mistrz dysząc ciężko 

- W tej księdze są tylko dobre wróżby...Dlatego

nigdy do niej nie zaglądam...Kiedy...zostanę jednym

z Nieśmiertelnych...będę widział Niebo...a wtedy

przeniknę znaczenie losu każdej istoty. 

       Skłoniłem się przed nim, ale wpadł już w

zły humor:

       - A Ty też niedługo tam odlecisz!  Nie łudź się!

       Idąc potem aleją Wysokich Drzew myślałem:

"Jest na mnie zły, bo nie przyniosłem mu czarnej

perły Tao. Ale przecież Zhuangzi wyraźnie powiedział,

że odnajdzie ją Przypadek". 

      Z sercem wypełnionym ciężkimi myślami nie idzie

się zbyt raźno. Dlatego rozpostarłem skrzydła i uniosłem

się w górę. Ptak, który nie nauczył się jeszcze latać z

pewnością nie uniknie nieszczęścia, a kiedy wzbijasz się

zbyt wysoko, możesz zostać pochwycony w zdradziecką

sieć. Marzyć, nie odrywając się zanadto od ziemi, to

trudna sztuka - szczególnie w chwilach bolesnej rozłąki.  

      Wodospady gwiazd, ciemny pył roziskrzonej krainy,

jakieś błyski sprzed miliardów lat, rozdzierający krzyk

rannego smoka są w miejscu, z którego nie ma powrotu. 

      A tu pod niebem wiewiórka szeleści łapkami po liściach, 

albo ugania się za innym rudym ogonem.  Kaczka zasypiając

przytula się do brzucha ziemi.  Dostojne gawrony przechadzają

się nie mieszając się z tłumem innych ptaków. Wierzba nie

przestaje płakać z tęsknoty nawet nocami.  Staw podczas

deszczu marszczy brwi.  Ryby pluskają się w wodzie.  A koty

ganiają się i miauczą jak małe dzieci. 

    - Co cię tak gryzie, Mistrzu? - spytałem. 

     Mistrz siedział na chmurze, ale nie odezwał się. Iskał

chmurę z kropel deszczu... 

 

    

niedziela, 18 października 2015

      

     Przeczytałem dość zabawny wywiad

z pewnym profesorem astronomii. Celem

ludzkości - powiada - jest eksploracja

kosmosu.  Gwiazd jest na niebie od 100

do 400 miliardów, a planet tak na oko dwa

razy więcej.  Na wielu może być życie, ale

jednak lepiej, żebyśmy tych Obcych z kosmosu

zbyt szybo nie spotkali, bo mogą mieć nad

nami przewagę cywilizacyjną, a wiadomo,

czym to się zwykle kończy. Radzi po cichu

czekać i w ukryciu przed kosmitami doskonalić

technikę i wiedzę, a potem dopiero odlecieć.

     Inny artykuł w tym samym tygodniku

opowiadał, jak niezgłębione jest morze. 

Poznano dopiero 30% morskich żyjątek, a

co roku odkrywa się kilkaset nowych gatunków.

Wieloryby zjadają ledwie dwa procent planktonu,

a z tego przeważnie kryl, czyli skorupiaki posiadające

zewnętrzne skrzela.  Plankton jest delikatny i wrażliwy

na wszelkie zmiany środowiska. "Jest się", mówi

autorka, "generalnie czym zachwycać!"  Nie

proponuje jednak eksploracji mórz jako

kolejnego celu ludzkości.

     Ziemia pędzi gdzieś z ogromną prędkością

- nie wiadomo dokąd. Gwiazdy trwają miliardy

lat, a człowiek dożywa czasem 130. "Wszystko

to jednodniowe" - mawiał o ludzkim życiu 

pewien filozof.  A i to krótkie życie często gaśnie,

zanim jeszcze jego płomień zdoła się rozpalić.

     Wiele nauczyłem się z tych tekstów. Przede

wszystkim właściwej strategii wobec kosmitów.

Jeśli się nagle pojawi - zignoruj go!  A gdyby się

przypadkiem naprzykrzał - zejdź do morza! Tam

spokojnie możesz pozostać nieodkryty przez

tysiące lat.  Ale czy w takim położeniu można jeszcze

patrzeć w gwiazdy? 

     Zawsze mówiłem, że wobec znikomości naszej

wiedzy, jej istotną część stanowią często twórcze

fantazje. Potrzebujemy ich nie tylko do przewodów

habilitacyjnych!         

     Na końcu zaś apel do Ludzkości.  Nie odbierajmy

innym ich czasu i życia. Przecież za chwilę go już nie

będzie!  

 

      Nietrudno chyba będzie rozpoznać

autora, który te słowa napisał.

    

       "Takiej to podobna jędzy

       Ludzkość, co płacze dziś i drwi;

       - Jak historia?...wie tylko: "krwi!..."

       - Jak społeczność - tylko "pieniędzy!..."

     

     To fragment jednego z moich ulubionych

wierszy, może dlatego, że poznałem trochę

londyńską mgłę, ale bardziej jeszcze ze względu

na to, jaki to Człowiek napisał i że tak poruszają...

sobota, 17 października 2015

     

      Zaraz po obudzeniu słuchem dzisiaj

"Funeral Sentences" angielskich kompozytorów

współczesnych Purcellowi. A była tam i jego

przepiękna muzyka żałobna pod koniec płyty

(choć znam znacznie lepsze od tego jej wykonania).

Niemal przez całe moje życie słucham tej muzyki

ze względu na jej powagę i melancholię, ale 

jeszcze nigdy żałobny głos werbli i pogrzebowe

fanfary nie brzmiały tak przeraźliwie. A ponieważ

całkiem przypadkiem odgrzebałem to nagranie

spod stosu innych wytłumaczyłem to sobie w sposób

najprostszy.  Pewnie wykonanie nie było najlepsze i

stąd pojawienie się owego przykrego uczucia -

czysto muzyczne wrażenia i moje londyńskie

wspomnienia zeszły na drugi plan, i zamiast wsłuchiwać

się w słowa tekstu wyobraziłem sobie samą smutną

ceremonię...Mogłem zasłuchany stać lub podążać

za głosem werbli...ale poczułem się przez tę muzykę

niesiony ;-)

      Z trudem wyrwałem się z domu, ale w "Biedronce"

powitał mnie złowieszczy napis:

    

     ZNICZ MROŻONY 300 g - CZAS PALENIA 80 H

    

     Przykrywał on całe stosy lodowych zniczy, a ja w

każdym kupującym zacząłem widzieć kogoś, kto ten

znicz 300g zapala na 80 h, albo, co gorsza tego, dla

kogo będzie on już niedługo się palił.  Ze współczuciem

patrzyłem na biedne, wyzyskiwane przez sieć kasjerki...

Pomyślałem też z pewną wyrozumiałością o cmentarnych

złodziejach. 

     Paragon mój opiewał na dziesięć złotych i jeden

grosz.  Ale zastanawiam się, czy paragony faktycznie

też coś opiewają. 

    A oto wyciąg z owego paragonu: 

   

    czosnek szt                1, 29

    imbir luz                     2, 49

    cytryna luz                 1, 67

    S Dawtona mix 0,33l    1, 25

    żuraw susz cał luz      3, 23

    Torba T-shirt white     0,08 

    Cenne te zakupy będę wyjmował z torby w obecności

mojej Mitsuko. Już czuję, że zakwestionuje pozycję

drugą, piątą i szóstą, i patrząc na mnie z wyrzutem

miauknie: "Gdyby nie Twoja lekkomyślna nieoszczędność

rzędu 5, 80 PLN, to chrupałabym teraz świeże ciasteczka."

    Wychodząc z domu oświadczyłem Jej z cynizmem

godnym polityka, że skoro Jej miseczka jest jeszcze pełna, 

to nie ma potrzeby dodatkowego jej napełniania, co zbytnio

uszczupliłoby budżet. Wyjaśniłem Jej też, że pensja starcza mi

zwykle do piętnastego, co zależy wyłącznie od hojności mego

pracodawcy. Ja zaś na pewno nie będę się zasłaniał brakiem

pamięci, jeśli ciasteczek dzisiaj nie przyniosę. A jeśli w nocy coś

będzie piszczało, to pomyślę, że to po prostu Bieda tak piszczy.

    "Gdybyś była grzeczna, Mitsuko, to na pewno Tatuś kupiłby Ci

puszkę z Tuńczykiem!"              

 

   

   

czwartek, 15 października 2015

     

    Wejściu w pustkę, nicość, nie musi towarzyszyć

poczucie czegoś bezwartościowego. Pustka jest

miejscem, w którym pojawia się duchowe życie.

Wypełnia ją nasza wyobraźnia i kontemplacja. 

    Kiedy słucham niektórych utworów Takemitsu,

to, chociaż kompozytor opatrywał je często wskazówkami

dotyczącymi nie tylko ich formy, ale także i poetyckiej

interpretacji, żyją one moim własnym marzeniem

i jedynie jakieś ogólne wyobrażenie cudowności

tego miejsca oraz jego niezwykłej magii wiąże mnie

z jego wizją.  Tak jest np. w przypadku jego sławnego utworu

"A Flock Descends into the Pentagonal Garden." 

     Ta niedookreśloność jego muzyki wydaje mi się czymś

bardzo pięknym, ponieważ tworzy zupełnie niepowtarzalny

nastrój.  I chociaż dysponuję jedynie trzema wykonaniami

tego utworu (Ogawa, Otaka, Alsop) słucham go często. 

W muzyce Takemitsu pojawiają się też inne ogrody, np.

"Spirit Garden" i "In an Autumn Garden" (w tym ostatnim,

najwcześniejszym, gra tradycyjna orkiestra Gagaku). Dobrze

znany jest też jego utwór "Dreamtime."

     Melancholia w muzyce, podobnie jak w poezji,

bywa szczególnie piękna.  Kiedyś, słuchając muzyki epoki

baroku, za dobre uważałem tylko takie nagrania, w których

było dostatecznie dużo utworów w tonacjach minorowych.

Były prawie zawsze piękne, a te w jaśniejszych, żywych

barwach, jedynie czasami (szczególnie w chwilach zejścia do

minoru).  

     Myślałem, że to kwestia mego temperamentu, dopóki

rozmowy z kilkoma znajomymi melomanami (wśród których

byli przedstawiciele wszystkich czterech znanych od

starożytności typów temperamentów), nie utwierdziły mnie

w przekonaniu, że nie tylko zresztą w muzyce baroku,

minorowe utwory są często z samej swej natury szlachetniejsze.

Ta szlachetna powaga (mam na myśli muzykę pozbawioną 

pompatyczności i fałszywego patosu) przemawia jakoś

szczególnie i ma chyba związek z pewną właściwością życia,

w którym zdarzenia smutne pozostawiają na ogół trwalszy

ślad od chwil radości - choć chcemy pamiętać rzeczy dobre, 

a czas leczy wiele ran. 

     Źródłem melancholii jest też przemijanie wszystkiego oraz

dość częste poczucie bezradności dobroci i miłości wobec zła

i cierpienia, jakie spotyka ludzi i inne czujące istoty.  Tworzą

one nad naszym krótkim i obfitującym w straty (np. utratę bliskich)

życiem cień. Nie znaczy to jednak, że nie powinniśmy

dla własnego zdrowia rozpraszać smutku. Piękna muzyka i poezja

koją go...

      Pewien znawca chińskiej filozofii napisał kiedyś, że istnieje

radość pełni i radość pustki. Pierwsza jest jak słońce w mroźny,

zimowy dzień. To radość aktywności, działania. Druga - jak

przynoszący wilgoć i mrok deszcz w pełni lata. To radość kontemplacji.

Nietrudno zauważyć, że z tym drugim obrazem radości wiąże się

jednak zarazem jakaś swoista melancholia.

      Życie nasze jest harmonijne, kiedy łączy ze sobą niestrudzoną

aktywność i odpoczynek (wytchnienie), działanie (twórczą myśl)

i kontemplację (skupienie, refleksję, marzenie). Taki mieszany tryb

życia jest chyba najbardziej zdrowy. 

      W kulturze Zachodu proporcje te zostały wyraźnie naruszone

- przeważa jednostronna aktywność, pośpiech, rywalizacja. Jest

ona stymulowana przez system ekonomicznych nagród i kar, które

wymuszają wprawdzie aktywność, jednak nie zawsze zgodną z

rzeczywistymi uzdolnieniami osoby, która czuje się zmuszona do

walki o życiowy sukces i traktowania własnej pracy jako towaru

(i nie zawsze produktywną). A i w samych, kapitalistycznych

obecnie gospodarczo Chinach, jest podobnie. 

      Dobrze, kiedy nasze marzenia nie są jedynie marzeniami o

lepszym materialnie życiu, o wyjściu z nędzy i z niewoli

ekonomicznego przymusu.  Mamy też prawo do innych marzeń

- do pragnienia piękna, dobra, miłości i przyjaźni, i duchowego

spokoju.     

    

    

środa, 14 października 2015

 

       Może i tym razem jakiś Dobry Duch 

umieści w komentarzu piosenkę, którą

bardzo lubię, choć jest dość banalna

- jak to piosenka, a o hiszpańskiej

artystce Jeanette pewnie mało kto pamięta.

Piosenka nosi tytuł  PORQUE TE VAS. 

      Pierwszy raz usłyszałem ją na pewnym

znanym filmie. Ale tak samo lubię Jej inną

nastrojową piosenkę

      SOY REBELDE

i czasami ją sobie podśpiewuję drugim głosem.

      Słuchałem dzisiaj nowej Marizy. To Jej

pierwsza płyta od pięciu lat (ostatnio ukazała się

tylko składanka).  Artystka pisze, że wiele w tym

czasie wycierpiała.  To odpowiednie przesłanie

dla miłośników Fado ;-)  

      Słuchałem też koncertów Mieczysława Weinberga

(dwa fletowe, klarnetowy i fantazja na wiolonczelę

i orkiestrę).  Fantastyczna muzyka!  Od kilku lat

Weinberg, bliski przyjaciel Szostakowicza, jest

odkrywany, co ogromnie mnie cieszy - z pobudek 

raczej muzycznych, niż patriotycznych...



     

wtorek, 13 października 2015

     

       "Zawsze mamy dość sił, żeby znieść cudze nieszczęścia."

        (La Rochefoucauld, Maksymy i rozważania moralne)

       "Są takie myśli, które zdają się dawać mi władzę nad moim

       życiem. Mógłbym siebie zabić trwając przy jednej z takich

       myśli."

       (Samuel Taylor Coleridge, Aforyzmy)

       "Po tych słowach okazywał wilk ruchami ciała, ogona i oczu,

       że zgadza się na to, co mu rzekł święty Franciszek, i że będzie

       tego przestrzegał." 

       (Kwiatki Św. Franciszka z Asyżu) 

        Czy jest coś, co łączy ze sobą te trzy tak niepodobne do siebie teksty? 


poniedziałek, 12 października 2015

 

     Po odejściu Reiko Katsuya liczył często

gwiazdy na niebie i marzył o tym, że się do

niego odezwie. Yoshikazu śmiał się z niego.

"Im bardziej za nią tęsknisz, tym bardziej 

Cię ona lekceważy. To tak, jak z piękną

literaturą - im lepiej piszesz, tym mniej osób

cię czyta. Odrzuciłeś bowiem to, co tandetne

i wszystkim się podoba. Im ciekawszy człowiek,

tym bardziej jest samotny." 

     Katsuya też się z tego bardzo śmiał i postanowił,

że przestanie pisać.  "Skoro byle dureń ma większe

powodzenie, niż Twoje teksty, to powinieneś zamilknąć" -

chichotał Yoshikazu popijając sake - "Ludzie nie

lubią trudnych tematów, delikatnych i głębokich ludzi,

ani prawdziwej miłości."  

     Katsuya leżał na piasku przez całą noc.  Jego

ciało nie było w najlepszym stanie.  Na zawilgotniałej

karteczce, jaką pozostawił, był krótki list do Reiko.

    "Reiko, kochana!

      Zabiłem się z miłości. Yoshikazu, znasz go, bo 

ci go kiedyś pokazałem na ulicy, tak mnie rozśmieszył,

że nie mogłem już dłużej wytrzymać. Napisałem dla

Ciebie ten wiersz:

      "Nie potrafiłem

       umrzeć z tęsknoty za Tobą.

       Wciąż tęsknię za Twą twarzą,

       której już nie zobaczę.

       Pamiętasz, jak wodziłaś palcami

       po moich ustach i mówiłaś,

       jakie są piękne!"      

      

      Inspektor Nezumi rozmawiał z Yoshikazu tylko przez 

chwilę. "Nie myśl, że to Twoje słowa go zabiły, choć

powiedziałeś prawdę. W pewnym wieku nie wypada

już zabijać się z miłości."

     "Czyżby czyżyk?" - zarechotał Yoshikazu - "Zatem do

dzieła, inspektorze!"

     "Uważaj, studenciku, bo następnym razem przymknę

cię za posiadanie skręta."

     "To byłoby bardzo głupie!"           

     "No właśnie" - rzekł inspektor.

niedziela, 11 października 2015

 

    To tytuł płyty z muzyką Carla Philippa Emanuela Bacha ;-)

Są na niej jego dwie fantazje (choć nie ma mojej ulubionej),

trzy sonaty i rondo. Sam Bach prawdopodobnie grał je na delikatnym

w brzmieniu i pełnym ekspresji, ale stosunkowo cichym, klawikordzie. 

Ale wykonuje się też je na klawesynie, fortepianach z epoki lub na

współczesnym fortepianie, a sukces zależy jedynie od tego, jak wybitny

jest pianista i czy potrafi się w tę muzykę odpowiednio wczuć. 

    Ale nagranie Riccardo Cecchettiego jest wyjątkowo słodkie

i piękne. Woski pianista gra bowiem na pianoforte z 1785 roku,

które w brzmieniu przypomina delikatność i ekspresję klawikordu,

ale brzmienie to jest pełniejsze, jasne i ciepłe.  Czymś jednak o wiele

ważniejszym jest to, że Cecchetti czuje, kocha i podziwia muzykę

tego Bacha i że jego gra obfituje nie tylko w delikatne niuanse, ale

jest pełna wyobraźni.  (Artysta koncertował we wszystkich

najsławniejszych salach koncertowych świata i jego technika gry

jest znakomita).  

     Często powtarza się, że muzyka Bacha stanowi swoisty pomost

między barokiem (którego najwybitniejszym przedstawicielem był jego

ojciec), a klasycyzmem (Haydn, Mozart) i że jest muzyką pełną uczuć

- sentymentalną (Empfindsam), a nawet pre-romantyczną. Rzadziej,

niestety, zauważa się jej oryginalne piękno i geniusz, który dokonał

owego przejścia ponad przepaścią dzielącą muzyczne style.  

     Od ojca, Jana Sebastiana, Bach (w XVIII wieku to jego miano na myśli

mówiąc o kimś Bach bez podania imion) nauczył się zracjonalizowanej,

geometrycznej formy, a sam wniósł do muzycznej struktury silnie

kontrastujące elementy podporządkowane uczuciowemu wyrazowi. 

I choć ostatecznie nie można powiedzieć, że koncentrując się na nim wyrażał

ludzkie afekty i przeżycia pełniej, niż Jan Sebastian, to utorował w ten

sposób drogę artystom, których twórczość zwykle podziwiamy, nieświadomi

jej źródła (mimo podziwu i głębokiego szacunku, jaki miał dla Carla Philippa 

Mozart, który uważał się za jedno z jego dzieci). 

      Tym, co w wielu utworach i w osobowości tego Bacha często mnie uwodzi,

jest owa cudowna zdolność połączenia w jednej ekspresji - rozumu i głębokiego

uczucia, elementu racjonalnego i autentycznego przeżycia.  Przy okazji jednak

uzyskujemy często możliwość wejścia w bajkowy niemal świat muzycznych 

brzmień, wciąż egzotycznych dla współczesnego ucha, przytłoczonego ciężkim

brzmieniem fortepianu i potężnych orkiestr symfonicznych.  Znacznie lepiej

znamy obecnie dzięki wielu pasjonatom (wykonawcom, krytykom muzycznym, 

estetykom, założycielom wytwórni muzycznych, reżyserom dźwięku, organizatorom

życia koncertowego) brzmienie muzyki epoki baroku, niż tej epoki przejścia...

      Szczególnie piękne i pełne magicznej melancholii bywają środkowe, powolne

części jego utworów.  To rzeczywiście najczystsza mowa uczuć. Pisałem już kiedyś

o tym, a także o jego wspaniałej sonacie "Sangwinik i melancholik" i mojej

ukochanej, cudownej fantazji, przewyższającej może nawet wzorowane na niej

fantazje Mozarta.    

      Był jasny, słoneczny dzień.  Za chwilę i ja muszę wyruszyć w swą codzienną

wędrówkę i odetchnąć wilgotnym, jesiennym powietrzem.  Kto wie - może tu 

jeszcze wrócę?

 

  I podczas białej nocy potrafi być ciemno.

- Widzę, że się trochę przestraszyłeś, Gawriło Aleksandrowiczu?

  A ładnie to tak?  Mnie się przestraszyć? - rzekła hrabina Sugrobina

blednąc przy tym co nieco i zakładając na kościste dłonie białe rękawiczki.

Szron osrebrzył już cmentarne bluszcze, a przenikliwy wiatr wdzierał się

baronowi pod płaszcz.    

- Nie przestraszyłem się, Dobrodziejko...ale wyznam, iż trochę się zląkłem.

  Ten tego...Wszak nie dalej jak trzy miesiące temu, w listopadzie,

  przechodzimy z Maszeńką obok twojego grobu i - widzę to przed oczami! -

  jak wyciąga chusteczkę i powiada: "Odkąd Jelizawiety z nami nie ma

  świat nie jest już ten sam!" 

- Tres jolie! Tres bien!...To co robisz tutaj między tymi grobami?

- Ano, pobłądziłem trochę.  Zamieć, że choć oko wykol. Sanie przewróciły się,

a koń je za sobą pociągnął...Ale nie omieszkam się już pożegnać, Hrabino!

W urzędzie nawał pracy. W domu małżonka trochę słabuje. Migrena, czy co?

Jak to mówią - służba nie drużba, a komu w drogę, temu czas! 

- A dokąd to ci się tak śpieszy, Kochaneczku, po nocy? - spytał Upiór. 

- ...A i dziatki potrzebują ojcowskiej ręki. A czasem, to i rózgi wierzbowej. 

Kawał drogi na Moskiewską Rogatkę.  I nocy czasem nie starczy...

- No proszę, proszę!  Jaki to z niego zuch! - powiedziała Hrabina - Jak

mu śpieszno do obowiązków!...A pamiętasz, ty Capie, jakieś mi słodkie

słówka do głowy sączył?  I jakeś mnie potem otumanił?  

- Mów czego chcesz, ale nic przy sobie nie mam - 

- Potrzebuję czegoś całkiem innego - nie rubli, gamoniu! - ale Twojego

ciepła i miłości.  Przytul mnie!  Zimno mi w tej alejce. 

- Litości, Hrabino!...Nie widzisz, jak się cały trzęsę! I wierz mi, że

byłoby mi łatwiej, gdybyś, że tak powiem, miała jeszcze ciało, ale to

się już, niestety, rozłożyło! 

- Nie ironizuj! - ofuknęła go Hrabina - Pamiętasz, jak mówiłeś do mnie

wtedy "Tylko jeden stosuneczek do wódeczki!"  Uwierzyłam ci!

Pokaż, że jesteś prawdziwym nieboszczykiem!

- Ależ, moja Droga, to jest po prostu  n i e w y k o n a l n e.  Nie jesteś

już przecież kobietą.

- A ty, durniu, nie zauważyłeś, że już nie żyjesz?...Przed chwilą cię

udusiłam!

- Jak to...ja nie żyję?

  Baron poczuł, że coś go mdli.  Nogi się pod nim załamywały,

jakby szedł po śliskim, po jakiejś lodowej tafli...albo jechał na łyżwach. 

Dotykał do swej szyi, chcąc przekonać się, czy kości nie zostały

naruszone.  Przyłożył sobie srebrne lusterko do ust, żeby sprawdzić, czy

jeszcze oddycha. Ale lustereczko nie kłamało!

- Wprawdzie oboje już nie żyjemy - pocieszała go Hrabina - Ale dopiero

teraz żyje nasza miłość!   Bo za życia jej nie czuliśmy. Ja dopiero po

śmierci zdałam sobie sprawę, że to była, kto wie, czy nie najważniejsza

rzecz w życiu.  Stałam się romantyczką!  

- A nie możemy, by tak rzec, kochać się platonicznie?...Sous ombre

d' agir pour ses folles amours.

   Co dalej było, mój Aniele - nie wiem!  Może pospali się snem wiecznym

w jakiejś mogile - przecież Sugrobina miała już na cmentarzu własne

gniazdko.  Znacznie lepiej jest chyba jednak kochać się za życia! 

sobota, 10 października 2015

 

     Nie tylko poeci pisali piękne wiersze. 

Komu przypisywano w starożytności ten

sławny epigramat?

     "W gwiazdy wpatrujesz się, mój Astrze!         

     Obym niebem się stał i tysiącem oczu

     mógł spoglądać na ciebie?"

 

     Podczas egzaminu doktorskiego z

przedmiotu "Historia kultury i literatury

starożytnej Grecji i Rzymu" profesor Domański

zacytował ten wiersz po grecku i ogromnie

się ucieszył z tego, że rozpoznałem jego autora 

i powiedziałem, z jakiego źródła tekst pochodzi.

Ja zaś uwielbiam wiersze o miłosnej tęsknocie,

choć stosunkowo rzadko sam je piszę.  A greckie

epigramaty cenię nawet wyżej niż haiku...

     To bardzo miłe wspomnienie. "Piątka!" -

wykrzyknął Profesor...Spotkaliśmy się po latach na

pogrzebie wybitnego polskiego filozofa i logika

Mariana Przełęckiego, i posiedzieliśmy przez chwilę

na tej samej ławeczce, jakby nagle znikła dzieląca

nas różnica wieku.  Tak więc przemijanie i serdeczna

pamięć łączą nas wszystkich, niezależnie od miejsca

i czasu.      

piątek, 09 października 2015

 

     "Przypuść żeś już umarł i życie swoje

ukończyłeś. Resztę życia, pozostałego

jako nadmiar, przeżyj zgodnie z prawami

natury."

     Kto napisał te słowa do samego siebie,

nie przypuszczając nawet, że przetrwają

wieki?

     A może tym, co moglibyśmy poczuć w

ostatniej chwili naszego życia jest miłość?

czwartek, 08 października 2015

 

       Kiedy wyjdziesz z domu przed świtem,

po zachodzie słońca dojdziesz na Północne

Pustkowie, a około północy znajdziesz się

w Bezgwiezdnej Głuszy nad Mroczną Czeluścią.

Po drodze wiele razy będziesz musiał zmieniać

buty, bowiem droga ta zajmie ci całe życie.

Nie zdziw się, kiedy nagle ogarnie cię senność. 

      Mijając Zachodni Kurhan wyobrazisz sobie

omszałe kości jego dostojnego mieszkańca

- księcia, wojownika lub króla. Myszy i sowy

będą wpatrywać się w księżyc, na którym

zobaczysz mglistą sylwetkę zająca albo królika. 

      Płynąc wśród pożółkłych jesiennych traw

poczujesz błogi spokój pozostawienia za sobą

tego, co dobrze znane.  Mrówki radośnie igrając

wejdą w rękawy twej szaty i poruszając się

wzdłuż bojowej linii twego kręgosłupa, podczas

twej drzemki, objedzą ciało do kości, wypijając

z otwartych oczu sok (przysmak nie lada).

Kruki i kanie pożywią się resztą (o ile coś dla

nich zostanie). Dusza wsiąknie w ziemię,

podczas gdy duch twój rozpłynie się w

przestworzu i w ten sposób powrócisz tam,

skąd przyszedłeś.

środa, 07 października 2015

 

    Cienie schodziły się z całej okolicy.

Jedne w milczeniu, a inne wyjąc niby

wiatr lub miaucząc jak kot.  Obejmowały

się, albo zachodziły na siebie, krzyżując się

i podstawiając sobie nogi.  Zupełnie jak

żywi ludzie!  

    Drzewa pomrukiwały, a ich kora drżała

od chłodu.  Uszatka (Asio otus) zaniepokojonym

głosem przyzywała swego samca.  Gęsi

zbożowe nad wodą układały się do snu.

Aż w końcu wszystko zamarło i uciszyło się.

    - Mam niejasne przeczucie, że ta Mgła tak

się za chwilę rozpanoszy, że nic już nigdy nie

zobaczę - rzekł Półmrok. 

    - Jak tu pięknie! - powiedział Hans Christian. 

Chyba umieszczę tu swą kolejną baśń. Półmrok

jest taki dyskretny, a ty Mgło - jesteś tak

cudownie nieprzenikniona!  No i te cienie...I ta

pełnia Księżyca we Mgle...

    - No, nie wiem - westchnęła Mgła - My raczej

nie koegzystujemy. Kiedy nadchodzę - Półmrok

znika, a kiedy się rozpraszam - pojawia się. Nie

możemy być razem. Nasze natury wykluczają się

wzajemnie. A Księżyca stale ubywa...Jednak ja

jestem o wiele bardziej zjawiskowa. A, czy ktoś

w ogóle widział Zmierzch? Podobno, kiedy zapada -

ogarnia wszystko, ale tak naprawdę on chyba

nawet nie ma własnej esencji. To pusta forma.   

   - Zjawiskowa, to ja jestem! - zauważyła Zjawa

Ale TEN będzie pisał i tak o Czarnym Łabędziu,

jak go znam. Założę się, że tylko po to tu przyszedł. 

Biały łabędź go nie interesuje. Jest zbyt prozaiczny.

Wszystko to mocno udziwnione!

     Poeta zamyślił się nad liściem.  Zastanawiał się,

jak to możliwe, że jest jednocześnie tak wyschnięty 

i nasycony wilgocią. Miał na sobie krople deszczu

i ślady błota, ale nie potrafił już ich w siebie wchłonąć.

     Tymczasem Uszatka uspokoiła się (widocznie jej

samiec powrócił), Mgła - zapadła się w sobie, a Półmrok

znikł. Za to zjawiła się Zjawa.  Ani śladu po Cieniach -

chyba zatratowały się na śmierć...Gęsi pozasypiały

tłustym od marzeń snem. Było im ciepło i błogo.             

     - Czy mogę już zacząć śpiewać? - spytał Łabędź,

poprawiając piórka.

     Ale poeta zabłądził gdzieś, albo może na śmierć

zapomniał o sobie.

     - Gdyby we mnie utonął - zeznała Mgła - To przecież

po moim opadnięciu jego zewłok byłby łatwo widoczny.

     - W półmroku na pewno by się odnalazł - mruknął

Półmrok - Zresztą mam doskonałe alibi. Nie było mnie

przy tym. -

     - Zmora, owszem, mogłaby go udusić, ale ja tylko

delikatnie straszę. - oznajmiła Zjawa ścierając z twarzy

puder.    

     Cieni nigdy nie odnaleziono. A drzewa jak przedtem

wdychały i wydychały powietrze.     

     Próżno by się w tej opowieści dopatrywać jakiegoś

sensu.  Jak w życiu. Wszystko ma swą porę, a poszczególne

zjawiska pojawiają się i giną. I nie zostaje po nich nic, poza

samotnością i porą Zmierzchu.

    

wtorek, 06 października 2015

      

       Już kiedyś te strofy tutaj cytowałem,

ale wciąż nie przestają mnie one poruszać.

       "Wszystko jest bez sensu

         Wszystko pogmatwane

         Jak te winorośle,

         Gąszcze cmentarniane.

         [...]

         Wśród wielkiej miłości

         Wszystko jest poczęte

         I wszystko - bez sensu

         Lecz bardzo jest święte."

        

         Kto jest autorem tych melancholijnych

i uderzająco pięknych słów?  I jaki tytuł nosi

ten wiersz - jeden z moich ulubionych?

 
1 , 2