Kategorie: Wszystkie | "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę" | ...bez końca | 0 | 100O i jeden Rabinów | A Puszkina też zapuszkują? | A moze to tylko pomieszanie zmyslow | A nie lepiej być purystą? | Aaaaaaaaaaaaaa...aalfabeta | Ach, gdzież jest litość lub wspolczucia pozór? | Ach, gdzież jest litość lub współczucia pozór? | Adam Mic - Kiewicz | Adaś i Ewka | Aforystyka | Amerykański sen | Autopsychoterapia | Bez sensu to to! | Bez szaleństwa... | Bezmyślne okrucieństwo | Bezradność | Biedna Szymborska | Biedny Kapturek! | Bliźni miłości | Bliźniego miłość... | Blondyn | Blue Bossa | Bojaźń i drżenie | Bratnie dusze | Bruner, ty świnio! | Buddyzm w życiu codziennym | Bóg mi poskapił tej anielskiej miary... | Bóg mi poskąpił tej anielskiej miary... | Bójstwo samo | Caritas | Chiziofrenia | Choroba na śmierć | Chwila ułudy | Chwila wytchnienia | Chłodne upojenie | Cierpienia i radości | Cierpienie i radość | Cleen feed | Cnota niedoli | Co slina na język przyniosła | Co tam panie w polityce? | Co w niebie piszczy | Co ślina na język przyniosła? | Corrida | Coś dla duszy... | Coś tak wulgarnego | Cudotwórstwo | Czarna Perła Tao | Czarny tulipan skrzyżowany z czarna różą | Czarny tulipan skrzyżowany z czarną różą | Czary Mary | Czego nie przysięgał Hipokrates? | Człowiek nie jest rzeczą | Człowiek to brzmi dumnie, ale nie u mnie | Często chowa | Częstochowskie rymy | Deficyt aniołów | Delightful! | Demokratyczne wybory w Oczodołach | Diabłoterapia | Dla wszystkich i dla nikogo | Dnieje | Do samego siebie | Dodatek | Dowcipas dnia | Duma narodowa | Dusze drzew | Dyskretna mgiełka autoironii | Dzielność | Dziki kapitalizm | Dzisiejsza młodzież | Dzisiejsza młodzież nosi ładną odzież | Egzystencjalizm jest chumanizmem | Ekonomia zbawienia | Elegancja Francja | Elegijnie | English gentelman | English gentleman | Epicurus | Ewa tylko ziewa | Falochron | Female | Filozofia bez uczoności | Forever Loving Jah | Gadu, gadu | Gadu, gadu, trochę więcej jadu | Gal Anonim | Gaz dla pedałów | Gaz dla pedałów, młot dla sierpów | Gdy rozum śpi... | Gendarme | Genek, gienialny gieniusz | Geno Typ | Gorący uczynek | Grabarz | Grabarz nonsensu | Gry i zabawy literackie | Głupota przysłowiem narodów | Głębie i tajnie Podświadomego | HIstoria nauczycielką bicia | Herbatka zen | Homo economicus | Homo sapiens czy Homo politicus | Humor absurdalny | Humor nieco absurdalny | Humor, satyra, panie... | I rekiny w oceani mają zębów cały rząd | I rekiny w oceanie mają zębów cały rząd | Indie Wschodnie i Zachodnie | Industrial | Istnieje również wrodzony brak poczucia humoru | Ja tam bynajmniej nie wiem | Jak długo będę jeszcze żył? | Jak uprawiać agresywne dziennikarstwo? Poradnik dla początkujących | Jakże cżęsto powtarza się ta historia | Jakże trudno czasami coś sklecić! | Jan i Małgorzata | Jan z Czarnolasu | Jesienna muzyka | Jeszcze smutniej! | Jeździec Apokalipsy | Językologia | Kaczuszki mandarynki | Karawana idzie dalej | Katedra Adamowego Żebra | Kawa z Kafką | Każdemu według naszych chęci | Każdemu według potrzeb | Każdemu, o czym tylko zamarzy | Kiciuś Miciuś! | Kicuś Micuś! | Kiedy człowiek staje się bestią | Kiedy owce nie milczą | Kij w mrowisku | Kniaź Wiktor | Kochani ludożercy | Kolacja Pani Sowy | Kometa tylko głownia nie ta | Konkwista | Koryfeusz nauki, milośnik sztuki | Koty i inne zwierzęta | Koty, głupoty, palikoty | Kości rzucone są | Kość słoniowa | Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatni | Kto pisze teraz historię? | Kuchnia szamańska | Kwiatki Św. Franciszka | Kwiatostan śmierci | Kwitnienie kultury | Kwitnąca wiśnia | La colombina i ciche ukojenie | Lekarzu - lecz się sam! | Lenin wiecznie żywy | Leśmianiada | Lichwiarstwo polskie | Liryki i prztyki | Logika dziejów | Londyńska mgła niepamięci | Londyńskie przygody | Los ofiary | Los puka do moich drzwi | Lotosowy wpis | Ludzie ludziom... | Lunatyzm | Lęk społeczny | Made in Japan | Maligna | Marność nad marnościami | Marność nad marnościami. Rekoleksje Wielkopiątkowe | Marzenia senne | Marzeniologia stosowana | Maszkary i senne dziwadła | Maszkary i senne widziadła odbite w lustrze | Mała czarna z Kafką | Medycyna naturalna | Meine Liebe Augustin! | Melancholia | Melancholia stosowana | Memorabilia | Meszreiw | Meteo | Mgiełka autoironii | Mglisty dzień. Mgła | Mikołak | Mistrz i Małgorzatka | Mistycyzm lunarny | Mistyka i miłość | Mitologia osobista | Mitologia świata | Miłość | Miłość bliźniego | Miłość nie zawsze szczęśliwa | Miś Uszatek | Moc rytuałów | Monada nie ma okien | Mowa potoczna | Mowa ptaków | Mowa serca | Moze ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może ktoś się ucieszy? | Może ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może to trochę zbyt uszczypliwe | Musicology | Muza lekkich obyczjów | Muzyka przywraca ład serca | Myszoterapia dr Nezumi | Myśli prostego człowieka | Mądrość Natury | Mądrość jak z gazety | Mądrość narodów | Młot na faryzeuszy i hipokrytów | Męstwo bycia | Mówił sen do snu | NIe ma na świecie dwóch takich samych liści, ni kropel deszczu | Na jawie (lecz to, co niejawne pozstaje) | Na stos rzuciliśmy szcześcia los | Na stos rzuciliśmy szczęścia los | Na szczytach hipokryzji | Na zdrowie! | Nad piekną rzeką | Najokrutniejsze zwierzę | Najsłodsza tajemnica | Narastająca senność | Nic dzisiaj ciekawego nie napisałem | Nicość | Nie am dwóch takich samych liści, ni kropel wody | Nie bój się - najwyżej cię rozstrzelają! | Nie czas żałować burz, gdy płoną oczy | Nie czas żąłować burz, gdy płoną oczy | Nie każde szczere złoto jest szczerozłote | Nie ma na świecie dwóch takich samych liści ani kropel wody | Nie ma na świecie dwóćh atkich samych liści lub kropel deszczu | Nie ma takiego smutnego, co by na wesołe nie wyszło | Nie ma zazdrości bez miłości | Nie oddamy nawet guzika | Nie tylko dzielenie włosa na czworo | Nie wiem, ja w ogóle nie myślę | Nie zabijaj! | Nie zabijajcie drzew! | Nie zawsze urocza dzecinada | Niebiańskie szczyty głupoty | Niech pani będzie dzielna! | Niech zapłaczą na moim pogrzebie | Nieco drapieżny wpis | Niekoniecznie ptasi móżdżek | Nienawiść bliźniego | Nieosobiście | Nieprzesłane przesłanie | Niestworzone rzeczy | Nieszkodliwe głupotki | Niewczesna melancholia melomana | Niewczesne rozważania | Niewielka profanacja | Niewielkie przekłamanie | Niskolotnie | No No! Teatr No | No comments! | No no! | Nowa poezja lingwistyczna | Nędzne kabareciarstwo | O Leonardo, po cóż się tak trudzisz? | O dzieleniu włosa na czworo, czyli metodzie scholastycznej | O dzieleniu włosa na czworo, czyli o metodzie scholastycznej | Obciachy | Obscenia i parafrenalia | Obsesja dobrego biustu | Ojej! | Oko w oko z zębem mądrości | Okropieństwa | Okruchy odgrzebane z lawy | Okruchy życia wygrzebane zlawy | Okruchy życia wygrzebane z lawy | Okrutna losu ironia | Orientuj się na orient | Owczarek | Owczarki afgańskie | Owocożerni | PL jak piekło | PO PiS | POeci wszystkich krajów dzielcie się | Pan Tadeusz | Panie pośle, po chrześcijańsku panu wybaczam | Pańska satyra polityczna jest niegramatyczna | Pendant do pewnego przypisu | Perlikowski | Pewna elastyczność zasad | Pewne jak w banku | Piorunujący piorun! | Po owocach poznacie ich! | Po upadku | Pobożne życzenia | Podpatrywanie Natury | Podroby i inne podróbki | Pokolenie Kainowe | Pokorne ciele | Pokorne cielę | Pokusa | Polak potrafi | Polak potrafi! | Politolog i Politowska | Politycznie niepoprawne! | Polonica | Polonika rycerskie | Polucje i ablucje | Pomarańcze i mandarynki | Pomarznąć dobra rzecz | Pomarznąć dobra rzecz! | Pomoc psychologiczna | Poranna kawka z Kafką | Porąbane marzenia | Potężne i głębokie warstwy pierwotnego mitu | Powieść brukowa | Powszechna życzliwość | Powtórka z cynizmu | Poznaj samego siebie | Prawda | Prawda jest jedna i piękna, ale złożona | Prawda popłaca | Prawdziwa metropolia | Prawi i sprawiedliwi | Prawiezmartwychpowstanie | Prawiezmarwtychpowstanie | Prognoza pogody | Pruski smutek | Przecież cię zjem! | Przedagonalny polski agon | Przegląd sportowy | Przeinaczenia | Przez pychę do pokory | Przeżyjesz to, a pote już tylko grób | Przeżyjesz to, a potem już tylko grób! | Przminęło z wiatrem | Prztyczek | Psiapowiednia Majów | Psubrat | Pustka | Pytanie dość retoryczne | Raczej to nie będzie hit | Radosne gonitwy śnieżnych tygrysów | Radość wędrowania | Rejterada Rejtana | Religie nauczą cie pokory | Res Sacra Pecunia | Romans z pop kulturą | Roots, Rock, Reggae | Rozkosze reinkarnacji | Rozmowa nie na telefon | Rozpacz | Rozpacz na wieki wieków | Rozpacz, która podpełza pod gardło | Ruch i świeże powietrze... | Rybołówstwo cudzołożnika | Rycerz pokalany | Samokrytyka | Samotność egzystencjalna | Sekrety pewnego domu handlowego | Seraphic Flames and Heavenly Love | Siedź na dupie i potakuj! | Somatyka | Somatyka logiczna | Spełniona przepowiednia | Spleśniały ser | Sponsorem tej opowieści jest wydawnictwo Błękitny Wieloryb | Sport to zdrowie | Spowiedź morskiego wilka | Stary Sącz i Nowy Sącz | Stary mafioso | Stołeczne stołki | Stratyfikacja społeczna | Suma sumarum | Sumienie rachunku | Sweet Music and Poetry | Sygnały podprogowe | Szalchetne zdrowie | Szczęśliwa pomyłka | Szekspir do żadnej nie należy epoki | Szkarady | Szlachetna gravitas | Szlachetne zdrowie | Słodycze grafomanii | Słówka | Słówko do słówka, a uzbiera się sówka | Tadeusz Bój Jeleński | Taia chińska podróbka | Takie będą rzeczpospolite jakie tego blogu chowanie | Takie tam, pierdoły | Talking Heads | Tania chińska podróbka | Tatiana | Teorie świata nauki | Terapeutyczie | Terapeutycznie | Thames | The Doors. Uchylone drzwi | The Lion cub | The fruit of beauty and despair | To na pewno nie Lec | To nie żadna filozofia | Tragiczne pożegnania | Transformacja duchowa | Trudna sztuka dialogu | Trudno czasmi coś sklecić | Trzylogia | Trója z polskiego | Twarda rzeczywistość | Ty mi tutaj nie filozuj | Tygrysologia stosowana | Tysiac i jeden ptaków | Tysiąc i jeden kotów | Tysiąc i jeden ptaków | Tysiąc różowych kroliczków | Tęsknica | Tęsknota duchowa | Ubekistan | Ucone księgi | Uczeni ludożercy | Uderzenia losu | Uduchowienie | Umrzeć z miłości | Upadek Pierwszego Człowieka | Uroczy wegetarianin | Uszczelnienie systemu podatkowego | Utrata uzębienia | W czym mogę panu pomóc? | Wciąz powtarza się ta sama historia | Wciąż powtarza się ta sama historia | Wdzieczna muzyka przywraca ład serca | Wesola grafomania z morałem | Wiecej broi dla szaleńców w Teksasie | Wieczne powroty | Wiedza radosna | Wielka wygrana | Wielomówstwo, czyli plaga opowiadania | Wierzba płacząca | Wiosny i jesienie | Witch | Więcej broni dla szaleńców w Teksasie | Wojna totalna | Wpis o kształcie piramidy | Wprowadzenie do kruczków prawnych | Wrzucam wszystko do kosza | Wrzątek | Wspomneinei pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Współczesny filister | Wszystkie rybki | Wszystko na A | Wszystko na sprzedarz | Wszystko na sprzedaż | Wygrana | Węzłowato | Wólka Węglowa | Xin Lu, typowa brunetka o granatowych oczach | Z Nietzschego nic nie powstaje | Z księgi wulgaryzmów | Z rupieciarni myśli | Zaczarowany świat zen | Zanim mnie wrzucą do dołu | Zapowiedź Apokalipsy | Zaraz wracam! | Zasada domniemanej winy | Zaskroniec | Zastał Polskę drewnianą... | Zatrzaśnięte drzwi | Zbaw mie Buddo Amido | Zbaw mnie, Buddo Amido | Zdrowy egoizm | Zegar dziejów | Zestrzelenie księżyca | Zginął z rąk słabej kobiety | Zima się nas nie ima | Zjawiskowe | Znak jaskółki | Zrozumieć wartość tego, co nieużyteczne | Zuch zawsze ochoczy! | Zwierzęta pod postacią ludzi | Zwyciestwo konsumpcjonizmu | Ząb mądrości | ie zabijajcie drzew! | ieosobiście | kosmos | Łagodne prawo, ale prawo | Łagodność tygrysa | Śmiechotki, chichotki | Śmiertelna powaga | Śmierć | Światełko w mroku | Świętość, wziętość, nadętość | Życie jest tragiczne | Życie samo | Życzliwe spojrzenia na całość ogródka | Żyć, nie umierać
RSS
czwartek, 31 października 2013

         "I niechaj deszcz żarzących się węgli, gorących kamieni i ostrych mieczy od dziś stanie się deszczem kwiatów. I żeby wzajemna wojna na miecze stała się od dzisiaj dla zabawy wojną na kwiaty."

         Wynik tej wojny jest,  na szczęście, do przewidzenia, bowiem kobiety nie można uderzyć nawet kwiatem...

                                        Wszyscy go głoszą ze swych świeckich internetowych ambon...

                                                                                                    

            "Pamiętaj, że istnieje coś takiego, jak źle pojęte przebaczenie. Uzależniona osobowość zawsze znajdzie powód, żeby komuś  n i e  przebaczyć.

             Uzależniona osobowość jest mistrzem zaprzeczania i umiejętnie potrafi wypaczyć sens przebaczenia. Wielu z nas postępuje pod jej dyktando. Postaraj się nie słuchać niemiłosiernego głosu uzależnionej osobowości i pamiętaj, że:

             Kiedy komuś przebaczasz, dostrzegasz jego wewnętrzną wartość, jakkolwiek głęboko była ona ukryta czy przesłonięta negatywnym zachowaniem.

             Odpowiedz sobie szczerze: "Czy kiedykolwiek gniew, obrona albo atak przyniosły mi trwały pokój umysłu albo otworzyły przede mną nowe możliwości?

            Jeśli pragniesz spokoju umysłu i otwarcia się na nowe możliwości, zacznij dostrzegać wartość przebaczenia.

            Przebaczenie jest jak wynoszenie śmieci - najlepsze rezultaty osiąga się robiąc to regularnie."           

            "OSĄDZAJĄC STAWIAMY MIŁOŚCI WARUNKI,

             AKCEPTUJĄC POZWALAMY JEJ BYĆ SOBĄ.

             OSĄDZAJĄC USTALAMY KRYTERIA, JAKIE

             KTOŚ MUSI SPEŁNIĆ, ABY BYĆ KOCHANY

             AKCEPTUJĄC, NIGDY TEGO NIE ROBIMY

             Osądzając zamykamy się w sobie

             stajmy się nieelastyczni i przestraszeni."

 

            (Lee Jampolsky, "Leczenie uzależnionej osobowości", przekład A. Wolnicka)

            Znowu Nezumi schowałeś się za książką Ty...TY czytelniku!

                                     "Mieliśmy kiedyś sen, w którym byliśmy dla siebie obcy,

                                      Obudziliśmy się, by odkryć, że jesteśmy sobie bardzo bliscy."

 

                                      (Rabindranath Tagore)

 

                                      "Droga jest samotna mimo tłumu, bo nikt jej nie kocha."

         Są tu też przepisy, jak traktować ubogich.  A oto fragment o ubogich, którzy są w podróży:

         "Ubogiemu podróżującemu z miejsca na miejsce należy dać nie mniej niż bochen chleba wart pundion [moneta rzymska], wypieczony z pszenicy wartej co najmniej jedną monetę sela za cztery miary sea.  Jeśli ubogi nocuje w tym miejscu, należy zapewnić mu zakwaterowanie na noc.  Jeśli ubogi pozostaje w tym miejscu na szabat, należy dać mu pożywienie wystarczające na trzy posiłki...", itd.

         Tak to kiedyś było.  Ludzie podróżowali.  Czasami byli biedni i trzeba było im pomóc...Dzisiaj żadne przepisy tego nie określają.  Ludzie dają coś z potrzeby serca.  I to jest piękne...Ale to, co teraz zwiemy dobroczynnością, próbowało kiedyś czasami określać prawo.        

         Nezumi13 to typowy snob.  Poszedł do księgarni i kupił "Misznę", a właściwie jej pierwszy traktat "Zeraim" (Nasiona).  Niestety, nie zapamiętał autora, bo pewnie zaraz by się tym pochwalił.  "Miszna",  to część "Talmudu".  Uważaj Nezumi, w co się wdajesz!  Dla jednych to pewnie świętokradztwo, a dla innych powód do przykrych podejrzeń...

                                        - No i co dowiedziałeś się czegoś? - spytała Bożenka.

                                        - Tak, o szarańczy!  - rzekł z dumą Nezumi.

                                        - No to gadaj!

                                        - To trochę potrwa - najpierw muszę znaleźć...

                                        - A mogę zjeść ciasteczko?

                                        - To zależy - na razie jeszcze o tym nie przeczytałem.

                                        .................................................................................

                                        .................................................................................

                                        - Wciąż szukam.

                                        - To może być coś innego Nezumi!

                                        - Już, już!  Terumot (Dary ofiarne, X,9.)

                                          "Nieczysta szarańcza, która została zamarynowana z czystą szarańczą [jako mieszanina],

                                           nie unieważniają [jako nieczystego] sosu z nich obu.  Zaświadczył o tym rabi Cadok, że

                                           sos z nieczystej szarańczy jest czysty".

                                         - A ty jesz szarańczę, Nezumi?

                                         - Nie.  Ale dobrze czasami wiedzieć! 

                                         

środa, 30 października 2013

                                                       Idę zobaczyć!

                                                        Może za chwilę spotkam Osho...

                                                - Bo to obraza boska! - powiedział Podwładny.

                                                - Nie każdy szef ma kochankę!  - zgromił go Przełożony.

                                                - Twoja opinia jest dla mnie jak grom z jasnego nieba. 

                                                  Byłem święcie przekonany, że ją masz...W takim razie, poprawię się...

                                                  -  Wykrzyknął wzburzony kot!

          To nie tytuł książki o życiu słynnego psychoterapeuty.  Po prostu, wczoraj pisałem o Pustelniku, a dzisiaj o Psychoterapeutce, a dobrze jest czasami, kiedy jedno z drugim jakoś się wiąże.  Tak więc:

          Psychoterapeuta zdiagnozował u Pustelnika poważne problemy zdrowotne i zalecił mu, aby wyrzekł się swojego ulubionego zajęcia, jakim jest łowienie ryb w stanie rozmarzenia, bez oczekiwania na zysk.

          - Przenigdy nie wyrzeknę się mojego ulubionego zajęcia, jakim jest drzemka kontemplacyjna - rzekł Pustelnik.

          - Przecież Ty nic nie robisz, więc jak mógłbyś się tego wyrzec? - spytała Bożenka (znany psychoterapeuta). 

          - Dokładnie tak! (Exactly)...Jak mógłbym wyrzec się robienia czegoś, czego nie robię - odpowiedział Pustelnik i udał się w kierunku swojej łódki.

          - Lubie Cię Bożenko! - rzucił jeszcze spychając łódź na wodę...

wtorek, 29 października 2013

            "Jednocześnie w atmosferze wzajemnej szczerości terapeuta może znacząco podnieść prawdopodobieństwo pozostania pacjenta przy życiu. W repertuarze metod doświadczony praktyk ma rozmowę na temat zasobów pacjenta ze skłonnościami samobójczymi, które pozwalają na zachowanie bezpieczeństwa.  Klienci zazwyczaj chętnie podejmują rozmowy mające na celu poszukiwanie możliwych rozwiązań. Podpowiadają, których znajomych mogliby odwiedzić (lub do nich zadzwonić), gdyby ich afekt stał się zbyt intensywny..."

           Dobrze mieć czasami takich znajomych...Chyba można ich nazwać przyjaciółmi...

                Z tej samej książki Nancy Mc Williams "Psychoterapia psychoanalityczna":

                "Bez względu na to jak jasne i bezpośrednie wydaje się przesłanie zabraniające seksu, klinicyście może być trudno stanowczo odmówić klientowi, który jest nieustannie uwodzicielski - i to nie tylko z powodu własnej seksualności i podatności na mile łechcące uczucie, że jest się pożądanym...Bardzo często terapeuta słusznie przeczuwa, że poczucie własnej wartości klienta jest ściśle związane z jego zdolnością uwodzenia, a co za tym idzie - odrzucenie będzie dla niego poniżające." 

                Biedny terapeuta...I klientka... 

          Przyznaję iż ten fragment książki Nancy Mc Williams "Psychoterapia psychoanalityczna" szczerze mnie rozbawił i wcale się już nie dziwię, dlaczego pacjentom tak trudno czasami wyjść z depresji. 

          "Z powodu dynamiki depresyjnej, która popycha tak wielu terapeutów do szczodrości, mogą oni stracić finansowo.  Jedna z moich znajomych terapeutek mówi, że zawsze na początku współpracy podaje pełną kwotę honorarium: "Mogę zacząć od tego, skoro zawsze kończy się na tym, że ją obniżam".  Skłonność terapeutów do automatycznej łatwowierności i współczucia, kiedy słyszą, jak źle się powodzi ich pacjentowi, może sprawić, że staną się ofiarami klientów, którzy są wybitnie mało szczodrzy.  Nie zliczę, ilu moich znajomych skarżyło mi się, że słysząc opowieści o nędzy, w jakiej żyje któryś z ich klientów, godziło się na pewne ustępstwa finansowe tylko po to, by za jakiś czas się dowiedzieć, że ten sam klient właśnie kupił sobie Jaguara albo planuje wakacje na Tahiti."

          Serdecznie autorce współczuję...Jej klientom też.

         W "Mitologii greków i Rzymian" Zygmunta Kubiaka przeczytałem fragment poświęcony tej części świata, która przez losowanie przypadła w udziale Hadesowi, a raczej Plutonowi, jak go częściej nazywano.  Pięknie tam autor pisze o tym, jak Grecy lęk swój przed śmiercią odwracali i pewne rzeczy obawiali się nazwać wprost.  Aż miałbym ochotę to wszystko powtórzyć, ale jaki to miałoby sens, skoro ta "Mitologia" przecież istnieje.  Pomyślałem, że nie ma już i samego Zygmunta Kubiaka i o tym, czym się ta jego książka różni od większości opracowań tego tematu.  A różni się tym, że On tam jest na kartach tej książki i można Go tam odnaleźć i snuć się z nim po świecie, którego już nie ma, podczas gdy inni najczęściej opracowują tylko temat.  Istnieć w tym, co robimy - niby tak mało, a tak czasami innych podnosi na duchu.  

             

 

 

        

       

        

 

 

         A kategoria miała być: Światełko w ciemności...ale jak ją tam umieściłem to tekst się nie wyświetla, kiedy chcę na niego wejść w zakładce po prawej stronie.  Taki jest los wielu moich tekstów...

         Na pewno wiele rzeczy, ale pójdźmy na razie tym trochę powierzchownym tropem, odwołując się do słów pewnego sławnego autora z przeszłości.         

         "Któż nie wie, że duszę nuży jeden i ten sam nastrój, że groziłaby jej wreszcie utrata sił, gdyby nie wstrząsy afektów?  Kto chce żyć szczęśliwie, powinien ograniczyć swoje refleksje o życiu; niech często porzuca własną skorupę, a przyjemności, których dostarczą mu rzeczy postronne, sprawią, że straci przynajmniej świadomość własnej niedoli."

          Saint-Evremond, jeden z najwybitniejszych francuskich pisarzy i myślicieli XVII wieku dotyka tu, jak sądzę, rzeczy dość ważnych dla rozumienia wartości życia.  Jego postawa życiowa jest postawą sceptyka, który chciałby przeżyć życie w miarę pogodnie i bez niepokoju.  W samym tym zamiarze nie ma, oczywiście, niczego złego, poza może odrobiną egoizmu.

                                                 CO WŁAŚCIWIE WYRAŻAJĄ TE SŁOWA? 

          Nuży nas jeden i ten sam nastrój, dlatego dobrze jest przeżywać różne afekty (namiętności, uczucia).  Zwracając uwagę na opozycję dominującego nastroju i uczuć, nasz sceptyk opowiada się po stronie uczuć.  I rzeczywiście nastroje często przytłaczają nas. Chwilowe uczucia są od nich zwykle żywsze i niektóre z nich przypominają czasami krótkie spięcia lub wyładowania atmosferyczne - np. radość, spazm rozpaczy lub gniew.  Albo odwołując się do jeszcze innej metafory można by powiedzieć, że nastroje są jak morze lub jezioro, a uczucia przypominają wartkie rzeki.  W tle tej uwagi autora jest być może przekonanie, że ludzie religijni lub skłonni do kontemplacji żyją raczej trwałymi nastrojami, niż chwilowymi uczuciami, co wyczerpuje ich psychiczne siły, jak wszelka w ogóle psychiczna monotonia.        

          Powinniśmy ograniczyć naszą refleksję o życiu...Tu można domyślać się tylko, że refleksja musiałaby nas prowadzić do przykrych konstatacji, budząc w nas nieunikniony niepokój.  Rozmyślanie o życiu zawsze siłą rzeczy prowadzi nas także do myśli o jego granicach i o ludzkim losie, do myśli o śmierci, codziennych troskach i cierpieniu, a myśli te często nas zasmucają.  Lepiej więc w ogóle nie rozmyślać, a jeśli już koniecznie musimy to robić,  to myśleć o życiu z pogodą - byle niezbyt głęboko, żeby nie sprowadzać na siebie smutku. 

         Powinniśmy porzucić własną skorupę, a dzięki tej otwartości, przyjemności, których dostarczy nam życie, odwrócą naszą uwagę od niepokoju i cierpienia.  Istnieją przecież rozrywki, którymi doskonale możemy sobie wypełnić czas.  To wszystko!...

                                                DLACZEGO TA POSTAWA NIE JEST MI BLISKA?                               

         - Opiera się ona na przekonaniu, że nie poradzimy sobie intelektualnie, ani emocjonalnie z problemem cierpienia i z samym cierpieniem, a także z myślą o śmierci i przemijaniu wszystkiego, zatem nie warto się w podobnych odczuciach zasklepiać, skoro przyjemności mogą nam pomóc w rozproszeniu niepokoju.  Jednak to na ogół mało skuteczna strategia radzenia sobie z niepokojem duszy, ponieważ, jak o tym pisał w sposób sugestywny Pascal, "przychodzą choroby", a wtedy niewiele mamy pociechy z wszelkich rozrywek.  A podobnie, kiedy niepokoimy się o kogoś bliskiego.    

         - Dlaczego, Nezumi, wyciągasz słowa jakiegoś autora z zamierzchłej epoki? -

         - Bo chociaż poprzez swój język stwarzają pewną ograniczoną perspektywę, wyrażają jednak zarazem postawę wobec życia i losu spotykaną często także i dzisiaj.  Wielu ludzi myśli o życiu w ten sposób i w podobny sposób dba o swój psychiczny komfort, jakby sztuka życia polegała jedynie na unikaniu niepokoju i bólu.

         - I co?  Zgadzasz się z tą postawą? 

         - To wymagałoby dłuższej rozmowy, na którą nie mam już siły...może nawet do samego rana.  Jest już późno, a ja jestem w ostatnich dniach wyczerpany chorobą i nie mogę nawet cieszyć się widokiem słońca...Jednak to nie dlatego ta postawa wobec życia wydaje mi się mało konstruktywna.  Przede wszystkim, przed niczym nas ona nie chroni, bowiem niepokój, przed którym stale uciekamy, powraca do nas często ze zdwojoną siłą. 

         -  Czy coś jednak z tej konstatacji pozytywnego wynika?

         -  Lepiej jest, jeśli psychiczne siły nam na to pozwalają, przeżywać niepokój, który pozwoli nam dostrzec prawdę, obudzi w nas współczucie i miłość, niż trwać w złudzeniu, że poradziliśmy sobie z problemem nasze egzystencji i udawać pogodę ducha.  To dlatego Jaspers mówił o sytuacjach granicznych, w których odsłania się przed nami coś więcej, niż nasza własna psychiczna rzeczywistość i o tym, jak przeżywanie lęku przed śmiercią lub utratą bliskiej osoby, przeżywanie poczucia winy, cierpienia i walki może"rozjaśniać egzystencję".                                    

         - Ale to jest chyba właśnie zwrócenie się w stronę w stronę bezpośredniego przeżywania życia i poddawanie się emocjonalnym impulsom?

         - Tak jak to rozumiał Jaspers i jak ja to rozumiem, właściwe przeżywanie jest wyjściem poza bezpośrednie, pozbawione refleksji, przeżywanie życia.  Chociaż w bezrefleksyjnym zwróceniu się ku emocjom jest na pewno jakaś pokusa.  Wyobraźmy sobie mnicha, który żyje zamknięty w swoim świecie teologicznych konstrukcji i argumentów oraz w narzuconej samemu sobie powinności przeżywania życia w określony sposób.  Z rzeczy naturalnych pozostaje mu tylko zachwyt nad przyrodą.  Nagle zaczyna przeżywać w całej ich intensywności zazdrość, złość, nienawiść, namiętną miłość, spontaniczną radość itp. uczucia, które z pozoru przezwyciężył i nie musi ich tłumić.  Te uczucia to przecież potężna siła do wykorzystania!  Kiedy nas ogarniają, zapominamy czasami o wszystkim innym i gotowi jesteśmy pod ich wpływem narażać się na niezliczone cierpienia i niewygody, a może nawet na śmierć, podczas gdy ten, kto się od nich oddziela, tkwiąc we własnym nastroju, traci czasami wszelki kontakt z życiem, które przepływa obok.  Bywa, że jego smutek jest naznaczony rozpaczą, a pogoda ducha jest tylko nadrabianiem miną.  Te nastroje są czasami całkowicie oderwane od rzeczywistości, od przeżywanej chwili i wynikają z czegoś, co ów nieszczęsny anachoreta pragnie sobie narzucić wraz z dyscypliną i wyrzeczeniem - są pozbawione impulsu uczuciowego.    

          - Znam wielu mnichów, ale żaden nie odpowiada twojemu opisowi.  To zwykle ludzie bardzo zajęci.  Siedzą przy komputerze i pracują tak, jak wszyscy inni ludzie.  Nie mają czasu na pogrążanie się w melancholii, ani na euforię.  Może tylko w wolnych chwilach.  A uczucia, owszem, mają...

          - Bo to w gruncie rzeczy czasami ludzie świeccy, a czasami powołanie od nich tego wymaga - 

          - No, ale tego twojego hipotetycznego mnicha warto byłoby chyba czasami rozruszać!

          - Domyślam się.  Ale pomyśl o tym, jak bardzo przeżywanie emocji czasami nas niszczy. Nie ma chyba nic bardziej męczącego niż przechodzenie od jednych do drugich.  W jednej chwili nasza radość może zmienić się w smutek, rozczarowanie, lęk, znudzenie, albo nawet w rozpacz, co na ogół powoduje jakieś psychiczne zranienie.  Kiedy patrzę na mojego kota, który nie oddziela się od swoich emocji - widzę, jak bardzo takie intensywne przeżywanie uczuć go wyczerpuje.  Dlatego dystans wobec uczuć bywa tak samo ważny, jak dystans wobec nastrojów wraz z ich monotonią, pustką i nudą.  

          - Nie jesteśmy przecież kotami - powiedziała Bożenka - Chcesz wszystko oprzeć na tym dystansie?

          - Wszystko zależy od sytuacji.  Czasami lepiej jest coś przeżywać, a innym razem, pozwolić uczuciom odejść.  Czasami wystarczy, że nasza świadomość coś biernie rejestruje, ale w innej sytuacji nie powinna być tylko odbiorcza.  W życiu istotny jest nie tylko spokój, ale także miłość.  

        

 

                                

poniedziałek, 28 października 2013

                                  - Czy warto wziąć tę Grimaud? - zapytałem raczej z ciekawości, niż z chęci posiadania.

                                  - Jeżeli jesteś jej fanem, to na pewno warto brać ją w ciemno, bo potem jej nie będzie.  Ale...

                                  Przyznaję, że trochę wyczekałem...

                                  - Powiem szczerze, że dla mnie to jest bardzo złe.  Osobiście jej nie lubię...

                                  - Ale nie chciałbyś mi tego sugerować?  - spytał Nezumi.

                                  - Broń Boże!   Każdy może brać kogo chce...

                                  - Ale ona kocha wilki - powiedziałem - i nawet napisała o tym książkę z ilustracjami.

                                  - No cóż, wilkiem nie jestem!  A wygląda całkiem nieźle.  Ale nie w moim guście!  Jak dla mnie to jest brzydka. 

                                  - I "Burzę" Beethovenowską kiedyś grała...

                                  - No i co z tego?   Ja też grałem!

                                  - To znaczy, że umie.  Ale, czy to, co grałeś to na pewno była burza?

                                  - Bo jakby nie umiała, to by nie grała...

                                  I tak dwóch facetów bez PLN poprawia sobie czasami humor. 

          I znowu się coś poplątało z tym Nociatkiem.  Nawet nie wiem, czy jeszcze żyje, czy nie.  Ostatnio Ilona, asystentka Dr Nezumi twierdziła, że widziała, jak wypadł wraz z doktorem przez okno, ale później okazało się, że przenocował w szafie, a doktor nie wyskoczył.  Ale przed chwilą miałem telefon od Bogny:

                           - Słuchaj!  Od trzech dni nie mogę się dodzwonić do Nociatka.  Mam nadzieję, że się jeszcze nie rozłożył...

                           - Nic mi nie wiadomo o tym, że Nociatki są składane.  A Dr Nezumi? - spytałem.

                           - Przecież z Tobą rozmawiam ty durniu - uniosła się Bogna.

                           - Na pewno wiesz, że rozmawiasz ze mną? - spytałem.

                           - To twoja komórka, Nezumi.  A poza tym, poznaję Twój głos!

                           - To dziwne, bo przecież nic nie mówię.  Czyli mówisz, że Nociatek żyje?  Skąd to przypuszczenie? 

                           - Bo to ja jestem Nociatek -

                           - Dzwonisz na swoją komórkę od trzech dni i nie odbierasz? - zaniepokoiłem się.

                           - No właśnie! - powiedziała Bogna - Czy to jednak nie dziwne? Tym bardziej uważam, że Nociatek mógł od nas odejść. 

                           - No dobrze, ale dlaczego mówisz to do mnie. Przecież wiesz, że wyskoczyłem przez okno i że raczej się już nie podniosę.

                             Cały jestem poobijany i co gorsza straciłem ciało.

                           - I dzwoniłeś do mnie tylko po to, żeby mi to powiedzieć? - złościła się Bogna. 

                           - To Ty dzwoniłaś.  Ja nie mam telefonu! - odpowiedziałem. 

                           - Jeszcze raz!  Czy rozmawiam z doktorem Nezumi?

                           - Przez połączenie telepatyczne.  Zawsze możesz tak ze mną rozmawiać, tylko czasami mnie nie ma.

                           - Mnie też nie ma, więc oboje  j e s t e ś m y  chyba w tej samej sytuacji.

                           - I Nociatek też jest w takiej sytuacji.  Wszystkich nas to czekało! - rzekłem. 

                           - Ale może to dobrze, że już nie istniejemy - ucieszyła się Bogna, a właściwie Nociatek. 

                           - To SUPER! - zauważyłem obojętnie.

                     

                     - Jeśli chcesz, żeby Cię czytali, to wpisuj się w porze, kiedy ludzie czytają wpisy - powiedziała Jola.

                     - ??? - spytał Nezumi.

                     - Swoje ostatnie cztery wpisy o pustelniku i rybie wpisałeś w nocy i prawie nikt ich nie przeczytał.

                       Widziałam licznik.  Nie lepiej się dobrze wyspać? 

                     - P r a w i e  Jolu, to czasami wielka różnica.  Była nawet kiedyś taka reklama.  Salieri, to prawie Mozart...

                     - A teraz też po co piszesz?  Wszyscy już dawno wyszli z domu - powiedziała Jola.

                   

                                       To nauka pewnej buddyjskiej szkoły. 

                                       - Czy zgadzasz się z nią, Nezumi? - spytała Jola

Jeśli w przestrzeni pewnego akwenu wodnego, czy to będzie rzeka, czy jezioro, spotykają się Pustelnik i Ryba, to po mojemu one istnieją - rzekł Nezumi.

                                       - A co, jeśli się nie spotykają? - spytała Bożenka.

                                       - Wtedy - powiedział Nezumi - Istnieją tylko trzy możliwości:

                                       1) Pojawia się tam Pustelnik, ale nie pojawia Ryba;

                                       2) Pojawia się tam Ryba, ale nie pojawia Pustelnik;

                                       3) Oboje się nie pojawiają.

                                       - Mądry jesteś - rzekła Marzenka - Skąd ty to wszystko wiesz?

                                       - Z doświadczenia - powiedział Nezumi - Często o czymś marzę!

         Przypadek to nie tak rzadki, jak mogłoby się wydawać.  Nie dlatego, że rybka lubi pływać, a rybak czasem też, ale po prostu TAAAKA RYBA jest czasami silniejsza od drzemiącego rybaka i nim ten zdąży otworzyć oczy - już znalazł się w jej paszczy...albo w wodzie.

         Tak to jest czasami z naszymi pragnieniami.  Padamy ich ofiarą tylko dlatego, że czujemy się duzi i silni, a do tego przysypiamy!  Upojeni poczuciem wolności nawet nie przeczuwamy, że nasze własne pragnienia nas kontrolują. 

          Pustelnik nie pragnie złowić ryby, ani chwytać chwili, bowiem jak powiedzieliśmy, trochę przysypia i marzy.  Ale mimo to biedna ryba daje się czasami schwytać i ginie ot tak - od niechcenia!  Dlatego lepiej nie łowić ryb, a jeśli już wypływamy gdzieś łódką, to bądźmy nieuzbrojeni.   

          Moim Guru, jeśli chodzi o "te sprawy" jest Marylin Monroe z opowiadania Artura Millera "Proszę, nie zabijajcie niczego!".  Chciałbym, żeby świat miał coś z tej Jej wrażliwości, a nie tylko z Jej czarującego uśmiechu i kręcenia...Ach, nie powiem już czym!    

niedziela, 27 października 2013

          To taki chiński "obrazek" z XIII wieku.  Pustelnik łowi te ryby, płynąc po rzece i nawet uciął sobie przy tym drzemkę.  Jest spokojny i wyciszony, ponieważ uprawia niedziałanie.

          Niektórzy rozumieją to dosłownie i poszukują odosobnienia, po to aby w oderwaniu od świata odnaleźć spokój.  To, co potrzebne do życia nosimy jednak w sobie i możemy zabrać wszędzie, nawet mieszając się z tłumem ludzi.  To w nas samych odnajdujemy schronienie i ciszę...Albo nie odnajdujemy ich. 

           

                                                            Nie świeci dzisiaj słońce

                                                            I to jest zachwycające!

                                                            Bo gdyby słońce świeciło,

                                                            To może nie byłoby miło?

 

                                                            A tak, to księżyc świeci

                                                            I cieszą się wszystkie dzieci.

                                                            I cieszy się nasza mama,

                                                            Bo jest taka kochana!

                                                       

                                                            I gwiazdkę można wziąć z nieba,

                                                            Dla kotka okruszek chleba.

                                                            A gdyby ktoś miał czkawkę,

                                                            Drogę Mleczną wlać w kawkę!  

 

                                                            A wtedy, gdy ktoś drzwiami trzaśnie

                                                            I tak się przecież nie zaśnie.

                                                            I jeż niech tam sobie tupie                                                           

                                                            Ty przecież mas wszystko w... 

        Chciałbym sprostować pewną niezamierzoną nieścisłość, jaką mógłby sugerować ten tytuł.  Właściwie nie ma w moim ogrodzie marzeń, które mogłyby się spełnić, ani tych, które spełnić się nie mogą.  Moje marzenia są innej natury.  Owszem, marzę o mojej Marzence - o tym na przykład, że wyjedziemy we trójkę gdzieś sami lub z Jej Marzeniątkiem.  Albo marzę o tym, że zobaczę jeszcze kiedyś morze lub mój ulubiony park w Londynie.  Albo o tym, że moja mama zacznie normalnie chodzić, a ja napiszę dzieło swojego życia i kiedyś będę miał swój dom (bez ogródka), z którego już mnie nie wyrzucą.  W końcu ludzie byli już nawet na księżycu.  Ale te marzenia wyrastają same, a zakładanie ogrodu jest świadomym kształtowaniem krajobrazu własnej duszy.   

       Gdyby jednak zapytać ludzi, którzy życie znają, czego pragnęliby najbardziej, to odpowiedź byłaby prosta - Nie cierpieć i żeby inni tyle nie cierpieli.  ...Ale to właśnie jest niemożliwe!  Niemożliwe jest - mówi Budda - aby to, co podlega rozkładowi i śmierci, nie rozkładało się i nie umierało. Samo życie jest cierpieniem i niepokojem.  Oczywiście możemy wygasić nasze pragnienia i emocje i wejść w Nirwanę.  Ale, jak sobie z tego zdali sprawę buddyści mahajany - zostawimy wtedy świat i cierpiące istoty na pastwę losu.  Z takiego odczuwania życia bierze swój początek buddyjska nauka o mądrym współczuciu, które ma swój z kolei początek w pragnieniu uwolnienia innych czujących istot od cierpienia.  Tylko, jak można ludzi uwolnić od tego, od czego ich uwolnić nie można?  Nie potrafimy spowodować, aby samo cierpienie nie istniało, ale możemy sprawić, żebyśmy tak głęboko go nie przeżywali i w tym kierunku prowadzi nas buddyjska nauka.  

       Ale, co to znaczy nie przeżywać tak bólu istnienia?  To już pytanie nie związane z samym zakładaniem ogrodu.  W tytule jest spora dawka autoironii. Wciąż zakładam ten ogród, chociaż nie mam gdzie go założyć i zakładam go bez powodzenia.  Również w określeniu "Ogród moich Marzeń" widoczna jest owa autoironia. Bo każdy się spodziewa marzeń o samochodzie, o zdrowiu, o pieniądzach, o cudownych seksualnych przeżyciach i czymś co jest moje lub mojej rodzinki, Tatusia albo Mamusi, albo, żeby wreszcie móc nie pość do pracy i dobrze się wyspać...

      Mało kto pewnie w życiu spotkał poetę (np. Norwida), który marzy o tym, aby ludzie byli bezinteresowni, a ich życie było miłością.  A jeśli już go spotkają, to wołają do niego "Spieprzaj dziadu!", albo "Idź, napij się wódki!"  

       Kiedy miałem pięć lat, moje marzenia były stosunkowo proste.  Mamusia, Tatuś, mój brat i ja, no może jeszcze Wieśka, bo ją lubiłem i moja ukochana suczka, czarny seter szkocki - wszyscy będziemy nieśmiertelni.  Będziemy mieszkać w wygodnym domu, a zamiast kranów będą kurki z oranżadą.  I nigdy nie zachorujemy.  Będziemy jeździć razem na wycieczki, podczas których Diana będzie biegać i powiewać uszami, mama zawsze kupi nam misia albo żołnierzyków, a stóp nie trzeba będzie myć, bo będą zawsze czyste.  Podobnie jak sumienie.  

       Niektórzy nie wyrastają nigdy z tych dziecięcych marzeń, ale ja już jako pięciolatek wstydziłem się z powodu ich ciasnoty. Bo co będzie, jak Pani Felicja, cudownie spokojna i dobrotliwa staruszka spod trójki, umrze?  A kiedy pojedziemy na wycieczkę, dziewczynka spod piątki będzie musiała siedzieć przy maszynie do szycia i będą ją bolały oczy, a wtedy przyjdzie jej drewniany dziadek z czarną przepaską na prawym oku, każe jej zdjąć pończochy za to, że puściły oczko i zbije ją laską po pupie.  I co z tego, że będę strażakiem - jak o tym wtedy marzyłem, kiedy to nie uratuje Joli?  Ani Molinezji księżycowej, która pływała wesoło po moim akwarium, a teraz też pływa, ale grzbietem do góry?  

   

     

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10