Kategorie: Wszystkie | "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę" | ...bez końca | 0 | 100O i jeden Rabinów | A Puszkina też zapuszkują? | A moze to tylko pomieszanie zmyslow | A nie lepiej być purystą? | Aaaaaaaaaaaaaa...aalfabeta | Ach, gdzież jest litość lub wspolczucia pozór? | Ach, gdzież jest litość lub współczucia pozór? | Adam Mic - Kiewicz | Adaś i Ewka | Aforystyka | Amerykański sen | Autopsychoterapia | Bez sensu to to! | Bez szaleństwa... | Bezmyślne okrucieństwo | Bezradność | Biedna Szymborska | Biedny Kapturek! | Bliźni miłości | Bliźniego miłość... | Blondyn | Blue Bossa | Bojaźń i drżenie | Bratnie dusze | Bruner, ty świnio! | Buddyzm w życiu codziennym | Bóg mi poskapił tej anielskiej miary... | Bóg mi poskąpił tej anielskiej miary... | Bójstwo samo | Caritas | Chiziofrenia | Choroba na śmierć | Chwila ułudy | Chwila wytchnienia | Chłodne upojenie | Cierpienia i radości | Cierpienie i radość | Cleen feed | Cnota niedoli | Co slina na język przyniosła | Co tam panie w polityce? | Co w niebie piszczy | Co ślina na język przyniosła? | Corrida | Coś dla duszy... | Coś tak wulgarnego | Cudotwórstwo | Czarna Perła Tao | Czarny tulipan skrzyżowany z czarna różą | Czarny tulipan skrzyżowany z czarną różą | Czary Mary | Czego nie przysięgał Hipokrates? | Człowiek nie jest rzeczą | Człowiek to brzmi dumnie, ale nie u mnie | Często chowa | Częstochowskie rymy | Deficyt aniołów | Delightful! | Demokratyczne wybory w Oczodołach | Diabłoterapia | Dla wszystkich i dla nikogo | Dnieje | Do samego siebie | Dodatek | Dowcipas dnia | Duma narodowa | Dusze drzew | Dyskretna mgiełka autoironii | Dzielność | Dziki kapitalizm | Dzisiejsza młodzież | Dzisiejsza młodzież nosi ładną odzież | Egzystencjalizm jest chumanizmem | Ekonomia zbawienia | Elegancja Francja | Elegijnie | English gentelman | English gentleman | Epicurus | Ewa tylko ziewa | Falochron | Female | Filozofia bez uczoności | Forever Loving Jah | Gadu, gadu | Gadu, gadu, trochę więcej jadu | Gal Anonim | Gaz dla pedałów | Gaz dla pedałów, młot dla sierpów | Gdy rozum śpi... | Gendarme | Genek, gienialny gieniusz | Geno Typ | Gorący uczynek | Grabarz | Grabarz nonsensu | Gry i zabawy literackie | Głupota przysłowiem narodów | Głębie i tajnie Podświadomego | HIstoria nauczycielką bicia | Herbatka zen | Homo economicus | Homo sapiens czy Homo politicus | Humor absurdalny | Humor nieco absurdalny | Humor, satyra, panie... | I rekiny w oceani mają zębów cały rząd | I rekiny w oceanie mają zębów cały rząd | Indie Wschodnie i Zachodnie | Industrial | Istnieje również wrodzony brak poczucia humoru | Ja tam bynajmniej nie wiem | Jak długo będę jeszcze żył? | Jak uprawiać agresywne dziennikarstwo? Poradnik dla początkujących | Jakże cżęsto powtarza się ta historia | Jakże trudno czasami coś sklecić! | Jan i Małgorzata | Jan z Czarnolasu | Jesienna muzyka | Jeszcze smutniej! | Jeździec Apokalipsy | Językologia | Kaczuszki mandarynki | Karawana idzie dalej | Katedra Adamowego Żebra | Kawa z Kafką | Każdemu według naszych chęci | Każdemu według potrzeb | Każdemu, o czym tylko zamarzy | Kiciuś Miciuś! | Kicuś Micuś! | Kiedy człowiek staje się bestią | Kiedy owce nie milczą | Kij w mrowisku | Kniaź Wiktor | Kochani ludożercy | Kolacja Pani Sowy | Kometa tylko głownia nie ta | Konkwista | Koryfeusz nauki, milośnik sztuki | Koty i inne zwierzęta | Koty, głupoty, palikoty | Kości rzucone są | Kość słoniowa | Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatni | Kto pisze teraz historię? | Kuchnia szamańska | Kwiatki Św. Franciszka | Kwiatostan śmierci | Kwitnienie kultury | Kwitnąca wiśnia | La colombina i ciche ukojenie | Lekarzu - lecz się sam! | Lenin wiecznie żywy | Leśmianiada | Lichwiarstwo polskie | Liryki i prztyki | Logika dziejów | Londyńska mgła niepamięci | Londyńskie przygody | Los ofiary | Los puka do moich drzwi | Lotosowy wpis | Ludzie ludziom... | Lunatyzm | Lęk społeczny | Made in Japan | Maligna | Marność nad marnościami | Marność nad marnościami. Rekoleksje Wielkopiątkowe | Marzenia senne | Marzeniologia stosowana | Maszkary i senne dziwadła | Maszkary i senne widziadła odbite w lustrze | Mała czarna z Kafką | Medycyna naturalna | Meine Liebe Augustin! | Melancholia | Melancholia stosowana | Memorabilia | Meszreiw | Meteo | Mgiełka autoironii | Mglisty dzień. Mgła | Mikołak | Mistrz i Małgorzatka | Mistycyzm lunarny | Mistyka i miłość | Mitologia osobista | Mitologia świata | Miłość | Miłość bliźniego | Miłość nie zawsze szczęśliwa | Miś Uszatek | Moc rytuałów | Monada nie ma okien | Mowa potoczna | Mowa ptaków | Mowa serca | Moze ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może ktoś się ucieszy? | Może ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może to trochę zbyt uszczypliwe | Musicology | Muza lekkich obyczjów | Muzyka przywraca ład serca | Myszoterapia dr Nezumi | Myśli prostego człowieka | Mądrość Natury | Mądrość jak z gazety | Mądrość narodów | Młot na faryzeuszy i hipokrytów | Męstwo bycia | Mówił sen do snu | NIe ma na świecie dwóch takich samych liści, ni kropel deszczu | Na jawie (lecz to, co niejawne pozstaje) | Na stos rzuciliśmy szcześcia los | Na stos rzuciliśmy szczęścia los | Na szczytach hipokryzji | Na zdrowie! | Nad piekną rzeką | Najokrutniejsze zwierzę | Najsłodsza tajemnica | Narastająca senność | Nic dzisiaj ciekawego nie napisałem | Nicość | Nie am dwóch takich samych liści, ni kropel wody | Nie bój się - najwyżej cię rozstrzelają! | Nie czas żałować burz, gdy płoną oczy | Nie czas żąłować burz, gdy płoną oczy | Nie każde szczere złoto jest szczerozłote | Nie ma na świecie dwóch takich samych liści ani kropel wody | Nie ma na świecie dwóćh atkich samych liści lub kropel deszczu | Nie ma takiego smutnego, co by na wesołe nie wyszło | Nie ma zazdrości bez miłości | Nie oddamy nawet guzika | Nie tylko dzielenie włosa na czworo | Nie wiem, ja w ogóle nie myślę | Nie zabijaj! | Nie zabijajcie drzew! | Nie zawsze urocza dzecinada | Niebiańskie szczyty głupoty | Niech pani będzie dzielna! | Niech zapłaczą na moim pogrzebie | Nieco drapieżny wpis | Niekoniecznie ptasi móżdżek | Nienawiść bliźniego | Nieosobiście | Nieprzesłane przesłanie | Niestworzone rzeczy | Nieszkodliwe głupotki | Niewczesna melancholia melomana | Niewczesne rozważania | Niewielka profanacja | Niewielkie przekłamanie | Niskolotnie | No No! Teatr No | No comments! | No no! | Nowa poezja lingwistyczna | Nędzne kabareciarstwo | O Leonardo, po cóż się tak trudzisz? | O dzieleniu włosa na czworo, czyli metodzie scholastycznej | O dzieleniu włosa na czworo, czyli o metodzie scholastycznej | Obciachy | Obscenia i parafrenalia | Obsesja dobrego biustu | Ojej! | Oko w oko z zębem mądrości | Okropieństwa | Okruchy odgrzebane z lawy | Okruchy życia wygrzebane zlawy | Okruchy życia wygrzebane z lawy | Okrutna losu ironia | Orientuj się na orient | Owczarek | Owczarki afgańskie | Owocożerni | PL jak piekło | PO PiS | POeci wszystkich krajów dzielcie się | Pan Tadeusz | Panie pośle, po chrześcijańsku panu wybaczam | Pańska satyra polityczna jest niegramatyczna | Pendant do pewnego przypisu | Perlikowski | Pewna elastyczność zasad | Pewne jak w banku | Piorunujący piorun! | Po owocach poznacie ich! | Po upadku | Pobożne życzenia | Podpatrywanie Natury | Podroby i inne podróbki | Pokolenie Kainowe | Pokorne ciele | Pokorne cielę | Pokusa | Polak potrafi | Polak potrafi! | Politolog i Politowska | Politycznie niepoprawne! | Polonica | Polonika rycerskie | Polucje i ablucje | Pomarańcze i mandarynki | Pomarznąć dobra rzecz | Pomarznąć dobra rzecz! | Pomoc psychologiczna | Poranna kawka z Kafką | Porąbane marzenia | Potężne i głębokie warstwy pierwotnego mitu | Powieść brukowa | Powszechna życzliwość | Powtórka z cynizmu | Poznaj samego siebie | Prawda | Prawda jest jedna i piękna, ale złożona | Prawda popłaca | Prawdziwa metropolia | Prawi i sprawiedliwi | Prawiezmartwychpowstanie | Prawiezmarwtychpowstanie | Prognoza pogody | Pruski smutek | Przecież cię zjem! | Przedagonalny polski agon | Przegląd sportowy | Przeinaczenia | Przez pychę do pokory | Przeżyjesz to, a pote już tylko grób | Przeżyjesz to, a potem już tylko grób! | Przminęło z wiatrem | Prztyczek | Psiapowiednia Majów | Psubrat | Pustka | Pytanie dość retoryczne | Raczej to nie będzie hit | Radosne gonitwy śnieżnych tygrysów | Radość wędrowania | Rejterada Rejtana | Religie nauczą cie pokory | Res Sacra Pecunia | Romans z pop kulturą | Roots, Rock, Reggae | Rozkosze reinkarnacji | Rozmowa nie na telefon | Rozpacz | Rozpacz na wieki wieków | Rozpacz, która podpełza pod gardło | Ruch i świeże powietrze... | Rybołówstwo cudzołożnika | Rycerz pokalany | Samokrytyka | Samotność egzystencjalna | Sekrety pewnego domu handlowego | Seraphic Flames and Heavenly Love | Siedź na dupie i potakuj! | Somatyka | Somatyka logiczna | Spełniona przepowiednia | Spleśniały ser | Sponsorem tej opowieści jest wydawnictwo Błękitny Wieloryb | Sport to zdrowie | Spowiedź morskiego wilka | Stary Sącz i Nowy Sącz | Stary mafioso | Stołeczne stołki | Stratyfikacja społeczna | Suma sumarum | Sumienie rachunku | Sweet Music and Poetry | Sygnały podprogowe | Szalchetne zdrowie | Szczęśliwa pomyłka | Szekspir do żadnej nie należy epoki | Szkarady | Szlachetna gravitas | Szlachetne zdrowie | Słodycze grafomanii | Słówka | Słówko do słówka, a uzbiera się sówka | Tadeusz Bój Jeleński | Taia chińska podróbka | Takie będą rzeczpospolite jakie tego blogu chowanie | Takie tam, pierdoły | Talking Heads | Tania chińska podróbka | Tatiana | Teorie świata nauki | Terapeutyczie | Terapeutycznie | Thames | The Doors. Uchylone drzwi | The Lion cub | The fruit of beauty and despair | To na pewno nie Lec | To nie żadna filozofia | Tragiczne pożegnania | Transformacja duchowa | Trudna sztuka dialogu | Trudno czasmi coś sklecić | Trzylogia | Trója z polskiego | Twarda rzeczywistość | Ty mi tutaj nie filozuj | Tygrysologia stosowana | Tysiac i jeden ptaków | Tysiąc i jeden kotów | Tysiąc i jeden ptaków | Tysiąc różowych kroliczków | Tęsknica | Tęsknota duchowa | Ubekistan | Ucone księgi | Uczeni ludożercy | Uderzenia losu | Uduchowienie | Umrzeć z miłości | Upadek Pierwszego Człowieka | Uroczy wegetarianin | Uszczelnienie systemu podatkowego | Utrata uzębienia | W czym mogę panu pomóc? | Wciąz powtarza się ta sama historia | Wciąż powtarza się ta sama historia | Wdzieczna muzyka przywraca ład serca | Wesola grafomania z morałem | Wiecej broi dla szaleńców w Teksasie | Wieczne powroty | Wiedza radosna | Wielka wygrana | Wielomówstwo, czyli plaga opowiadania | Wierzba płacząca | Wiosny i jesienie | Witch | Więcej broni dla szaleńców w Teksasie | Wojna totalna | Wpis o kształcie piramidy | Wprowadzenie do kruczków prawnych | Wrzucam wszystko do kosza | Wrzątek | Wspomneinei pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Współczesny filister | Wszystkie rybki | Wszystko na A | Wszystko na sprzedarz | Wszystko na sprzedaż | Wygrana | Węzłowato | Wólka Węglowa | Xin Lu, typowa brunetka o granatowych oczach | Z Nietzschego nic nie powstaje | Z księgi wulgaryzmów | Z rupieciarni myśli | Zaczarowany świat zen | Zanim mnie wrzucą do dołu | Zapowiedź Apokalipsy | Zaraz wracam! | Zasada domniemanej winy | Zaskroniec | Zastał Polskę drewnianą... | Zatrzaśnięte drzwi | Zbaw mie Buddo Amido | Zbaw mnie, Buddo Amido | Zdrowy egoizm | Zegar dziejów | Zestrzelenie księżyca | Zginął z rąk słabej kobiety | Zima się nas nie ima | Zjawiskowe | Znak jaskółki | Zrozumieć wartość tego, co nieużyteczne | Zuch zawsze ochoczy! | Zwierzęta pod postacią ludzi | Zwyciestwo konsumpcjonizmu | Ząb mądrości | ie zabijajcie drzew! | ieosobiście | kosmos | Łagodne prawo, ale prawo | Łagodność tygrysa | Śmiechotki, chichotki | Śmiertelna powaga | Śmierć | Światełko w mroku | Świętość, wziętość, nadętość | Życie jest tragiczne | Życie samo | Życzliwe spojrzenia na całość ogródka | Żyć, nie umierać
RSS
środa, 31 października 2012

                   "Chmura na niebie nie będzie się bała" - napisał w swoim komentarzu do "Sutry Serca" znany buddyjski nauczyciel  Tchich Nhat Hanh - "Gdy nadejdzie czas, stanie się deszczem.  To radosne stać się deszczem...Chmura wie, że gdy opadnie na ziemię, może stać się częścią oceanu.  Dlatego się nie boi.  Tylko ludzie się boją. Fala na oceanie ma swój początek i koniec.  Ale Avalokiteswara powiada nam, że fala jest pusta.  Jest wypełniona wodą, ale opróżniona z oddzielnego ja.  Fala jest formą, która powstała dzięki wiatrowi i wodzie.  Gdyby widziała tylko swoją formę, z jej początkiem i końcem, bałaby się narodzin i śmierci...Każda fala rodzi się i umiera, ale woda jest wolna od narodzin i śmierci".

                  "Powiedziałem kobiecie, której zmarł syn - mówi w komentarzu do tych samych słów Sutry Serca Mistrz Szeng- jen - że prawda jest taka iż kiedyś miała syna, ale on odszedł.  Trwają jej wspomnienia o nim, ale on sam jest już gdzie indziej.  Może nawet jest już dzieckiem kogoś innego. Byłoby jej łatwiej, gdyby uznała go za swojego byłego syna i zajęła się bieżącymi sprawami".

                  "It is not the function of a commentary to render this paradoxical doctrine plausible, to guard it against misunderstandings, or to show up its mainfold theoretical, spiritual and practical consequences" - zastrzega się w swym komentarzu do tych samych słów wybitny znawca buddyzmu Edward Conze. 

                 Jakże różne mogą być sposoby komentowania tych samych słów?    

                 Ale na pewno wiesz już, Drogi Czytelniku, jakie to słowa!

                 WSZYSTKIE ZJAWISKA SĄ PUSTKĄ. NIE POWSTAJĄ ANI NIE ZANIKAJĄ

                 Oczywiście, Conze nie ogranicza swego komentarza do owego stwierdzenia, posiada bowiem głęboką wiedzę na temat historii buddyzmu.  A obaj ci buddyjscy nauczyciele mówią przecież nie tylko to, a ich wiedza, a nie tylko praktyka, jest również głęboka.  Jednak różnica między nimi, to wbrew pozorom nie tylko różnica celu, dla którego piszą, stylistyki i przyjęcia bardziej intelektualnej lub intuicyjnej opcji...Pierwszy z nich to uduchowiony mistyk, ceniący nade wszystko prostotę i bezpośredniość doświadczenia.  Drugi, to człowiek praktyki - wie, że słowa buddyjskiej nauki mają sen jedynie wtedy, kiedy prowadzą do właściwego skutku.  Trzeci, to sceptyk, który komentując historyczne źródła buddyjskiej doktryny zachowuje wobec niej dystans.    

                Moim własnym, niemożliwym niestety do urzeczywistnienia sposobem komentowania byłoby połączenie pierwszego rodzaju komentarza z trzecim i także...z drugim...Ale jak pogodzić można trzy tak sprzeczne ze sobą postawy?  

                Wyobraźmy sobie cytrynę lub mandarynkę na moim stole.  Mistyk mówi -  Owoc trzeba podzielić na cząstki, bowiem jest on całością, a jako całość cząstką całości istnienia.  Musisz to zrobić uważnie!   Praktyk powie - Interesuje mnie tylko wyciśnięty sok.  Bowiem we wszystkich sprawach jest ważne, aby po początku miały one właściwy koniec.   Sceptyk z nastawieniem intelektualnym przedstawi krótki wykład na temat pochodzenia owoców oraz sposobów ich uprawy i wykorzystania.  Który z nich ma rację?

                Mnie osobiście przykro uderzają słowa, które Mistrz Szeng Jen wypowiada do zrozpaczonej matki.  Są oschłe i brutalne!  Być może tylko w ten sposób można czasami człowiekowi pomóc?  Przecież - mógłby ktoś słusznie zauważyć - tej kobiecie groził obłęd!   O wiele bardziej niż owo karcenie zjednuje mnie pogodny ton pierwszego nauczyciela.  

                Mówią jednak o czymś zasadniczo różnym.  Czymś innym jest bowiem mój lęk przed śmiercią i moja rozpacz po stracie.  A kiedy jedna chmura kocha drugą chmurę, lub fala kocha falę, które rozpraszają się bezpowrotnie, to czy może im pomóc świadomość pustki?

                Trzeci z komentatorów, Conze nie był zwykłym badaczem historii buddyzmu.  Zarzuca mu się nawet czasami, moim zdaniem zarzut to całkiem pozbawiony sensu, pewną ideologię.  Sporo musiał się nagimnastykować, aby stworzyć pozory całkowicie bezstronnej postawy badawczej.  To ten sam Conze, który tak cudownie gdzie indziej wyjaśnił odwołując się do przykładu, czym jest buddyjska ahimsa.  Wiedział bowiem, że słowa czasami nie wystarczają, a ich sens wymyka się wszelkiej definicji.     

                Muszę już kończyć.  Jest czwarta trzydzieści cztery.  Może czasami trzeba też spać?  To prawda, jestem człowiekiem bardzo samotnym i chociaż, jak twierdzi Mistrz Szeng-jen "nie ma cierpienia",  cierpię trochę za dużo (i to określenie łatwo jednak zakwestionować, co uczynił jeden ze współczesnych francuskich filozofów)...Ale samotni ludzie też śpią, a sen przynosi ulgę w fizycznych i psychicznych cierpieniach.  I moja koteczka Mitsuko na pewno ucieszy się rozciągając się na moim brzuchu, na którym unosi się i opada jak na fali.  Może to nie jest odpowiednia metafora? Koty przecież na ogół nie lubią wody.  Ale na pewno lubią myśleć o tym, jak kiedyś były małe i przytulone do swojej mamy.  

 

           Pułkownik Stanisław Piołun nie miał zbyt wielu przyjaciół.  Miał za to wielu wrogów.  Jasne jest, że w takiej sytuacji zmuszony był odebrać sobie życie, a prokuratura umorzyła śledztwo.  Ciało denata znalazła zrozpaczona konkubina Inga Z. zaniepokojona tym, że jej towarzysz życia nie wraca długo z piwnicy, dokąd udał się po butelkę szampana.  

           "Wszystko już było podane do stołu i czekaliśmy tylko na Mietka z Jadzią, gdy nagle Staszek mówi do mnie: "Słuchaj!  Ja zejdę po tego szampana"...Na wszelki wypadek sprawdziłam, czy pistolet jest w biurku.  Staszek miał takie urojenia wielkościowe. Uważał, że jego Jednostka należała do wiodących w całym resorcie, a teraz ciągle tylko dzwoniły do niego jakieś dziwne telefony, a on wychodził z pokoju, żeby nikt go nie mógł namierzyć.  Nietypowe, jak na emeryta.  I strasznie się denerwował.  Początkowo myślałam, że to kochanka do niego dzwoni, ale Staszek dał mi słowo oficerskie, że odkąd mnie poznał z nikim już nie sypia, a zresztą w ogóle dobry był z niego chłopak i mąż!...Jeszcze się nie pobraliśmy, bo Staszek powiedział, że ożeni się ze mną, jak już rozwikła tę zagadkę.  Ale wcześniej miał trzy żony.  Nie wiem jednak, co miał na myśli.  Podejrzewam, że ona w ogóle nie dotyczyła wojskowości, tylko czegoś innego...Schodzę na dół, a mąż..."

           "Pani konkubent?"

           "A Staszek..."

           "W jakiej pozycji wisiało ciało denata?"

           "Jakoś dziwnie.  Staszek stał na głowie, a nogami przywiązany był do sufitu."

           "Czy pani zdaniem, denat mógł zadzierzgnąć sobie pętlę w ten sposób?"

           "Oczywiście - tak!  Staszek umiał dosłownie wszystko. Był profesjonalistą w każdym calu".

           "Czy sądzi pani, że chciał w ten sposób upozorować zabójstwo lub przynajmniej uprawdopodobnić taką wersję wydarzeń?"

           "Na pewno tak!  Bo po co by to robił?  Ale Staszek by się nie zabił!"

           "Dlaczego utrzymuje Pani, że pani konkubin nie mógł popełnić samobójstwa?"

           "Pilnowałam go.  Czasami w nocy, no wie pan, w jakich okolicznościach, wyciągam broń i straszę go, a on nie przestaje!  On się niczego nie bał

            i kochał życie".

            "Nie bał się, że odstrzeli mu pani jaja?   Jak układało się pani pożycie z denatem?"

            "Staszek nie miał kłopotów z erekcją ani z ejakulacją, ale czasem jak się rozgadał, to...Wspominał dawne czasy w podchorążówce".

            "Denat, podczas stosunku opowiadał pani, swej konkubinie, o innych kobietach? Nie zaniepokoiło to pani?"

            "Takie tam!  ...Musiał wychodzić na przepustkę, a wtedy go przecież nie znałam.  Mówił, że gdyby mnie wtedy spotkał do od razu by się

             ze mną ożenił. Ale ja przed koszarami nie wystawałam!"

             "Niech pani powie, pani Ingo, co chce pani przed nami ukryć?  Tylko szczerze!   Widzi pani, że tutaj mam taki przycisk?"

             "Dobrze.  To już wszystko powiem!"

             "Nie musi pani.   Jest pani wolna.   Pani zeznania bardzo nam pomogły".

             "To już mogę iść?"

             "W zasadzie tak.  Ale jeśli pani teraz wyjdzie, to będę panią podejrzewał o mataczenie"

             "A za chwilę mogę?"

             "Dlaczego zamordowała pani swego konkubina, Stanisława Piołuna?"

             "Ja go...nie chciałam zamordować!  Kiedy Staszek poszedł do piwnicy, potknął się i zaplątał w sznurek, który upuściłam poprzedniej nocy. 

              Mąż upadł tak niefortunnie, że powiesił się za nogi i uderzył głową w beton.  Ja naprawdę tego nie chciałam.  To miała być pułapka na 

              szczury."

              "Dla jakiego wywiadu pani pracuje?"

              "Jestem potrójną agentką.  CIA, KGB, MOSAD.  Oprócz tego mam konszachty z Alkaidą."

              "Kto zlecił pani samobójstwo Stanisław Piołuna?"

              "Jak to, który?  Ten z brodą, taki, co go Amerykanie dopadli i wykończyli!" 

              "Od jak dawna leczy się pani psychiatrycznie?"

              "Ja w ogóle nie, ale Staszek leczył się z urojeń paramilitarnych na Oddziale Stresu Bojowego w Gliwicach, u takiego znanego

               profesora, co to nawet w telewizji straszył.   Drakul jakiś?  Czy Drakuła?

              "Sprawdzimy!  A teraz proszę już iść do domu...Chwileczkę!  Czy poza panią denat miał jeszcze jakichś wrogów?"

              "O co wy mnie podejrzewacie?  Staszek był, że do rany go przyłożyć. Wszyscy go kochali.  Cała jednostka zbierała dla niego

               grzyby w lesie.  Same kozaczki i borowiki!   Na rękach go nosili.  

               "Borowiki? Czy to jakaś aluzja?"

               "A mogę już iść?  Muszę jeszcze dzisiaj obrobić mieszkanie mego konkubenta.  Miał sporo cennych ruchomości'.

               "Proszę bardzo!   Ale wie pani, co grozi za odmowę zeznań?"

               "A co?"

               "Niech pani nie udaje?  Proszę się rozebrać!"

               "A pan kto?  Lekarz?"

               "Sama się pani zgłosiła, pod 07!" 

            

wtorek, 30 października 2012

               Tak zwykle mówimy tym, których odejście przeczuwamy.  I to musi być prawda.  To słowa, dzięki którym niczego nie ryzykujemy.  Bo albo nie można już nic poradzić, albo znajdzie się jakieś wyjście - na przykład cud!

                 Uczą nas przyjmować   t o  z ulgą lub z radością, albo z kolei nieco obojętnie.   Wszystkie te stany są właściwe - ulga, bo śmierć jest kresem cierpienia,  radość, bo albo jest końcem bez powrotu, albo jest po niej szczęśliwsze życie, a w każdym razie nie wydarzy się nic złego, obojętność, bo śmierć przywraca nas Naturze i jest powrotem do źródła, a może i do Stworzyciela?

                 Skąd więc tyle smutku w takim nastroju?  No właśnie, skąd?    

           Próbowałem sobie wyobrazić, że jestem aktorem recytującym tę kwestię.  W jakim miejscu podnieść lament, a w jakim zawiesić oddech?  Kwestia ta od lat nie daje mi spokoju.  W końcu po wielu próbach wybrałem chyba ze trzy najbardziej adekwatne wersje pragnąc zlożyć w nich cały mój niepokój. W pierwszej z nich słowo "niestety" ma być wypowiedziane namiętnie, lecz raczej cicho.  "I posag" należy powiedzieć bez specjalnego akcentowania, jednak z pewną rezygnacją (i jakby głos trochę zadrżał)  i ona" zaś unosząc głos. A słowa "W jednej trumnie zamkniona" należy wypowiedzieć w sposób nieco przemądrzały, jakby był w tym jakiś morał. 

          Wiem, że nie ma pocieszenia.  Jednak od trenu do fraszki droga niedaleka.  "Nie należy robić tragedii ani komedii" - powiada Marek Aureli.  Jednak słowa wypowiedziane w żalu koją duszę, gdy nie jest w stanie ukoić jej sen bez marzeń.  Tylko, że każde takie słowo umniejsza to, co chcielibyśmy ocalić.  Im więcej piękna i godności w naszym cierpieniu, tym dalsi jesteśmy od niewyrażalnej prawdy.

          Jesteśmy jak małpy, które widząc śmierć kogoś bliskiego czują się rozpaczliwie opuszczone i pogrążają się w apatii, długo nie mogąc odejść.         

             Nie potrafię tego napisać, ale jak wiadomo nad "a" powinna być kreseczka, skierowana do góry w lewo, a nad "e" w słowie "mortalite" kreseczka skierowana ku górze w prawo, nad "a" natomiast w słowie "l'ame" ptaszek.  Cała reszta jest z filologicznego punktu widzenia nieco mniej istotna.  Bowiem, czy dusza jest, czy nie jest śmiertelna, po śmierci nie jest już zdolna odczuwać żadnej rozkoszy - prawda, że i żadnego cierpienia...Nigdy nie byłem libertynem, jednak wątpliwe wydaje mi się, aby dusza po mojej śmierci obcowała z platońskimi ideami.  A nawet jeśli?  To przecież tęsknota i jedynie ona nadaje pięknu jego powab.  I słońce może zbrzydnąć, gdy nas oślepi i spali.  Czy nasze dusze nie są aby podobne do ćmy, która wychodząc z cienia w mym pokoju, spłonąć jeno może?

                                                              Mizerne rymy nie pocieszą przecie,

                                                              Mej duszy zatroskanej myślą o kobiecie,

                                                              O aniele, za którym tęsknię bezskutecznie,

                                                              Zanim polegnę w krypcie śniegu wiecznej.

 

                                                              Ach! Jakże łatwo te rymy się składa,

                                                              Gdy rozpacz słowa żalu podpowiada.

                                                              Dziś uśmiech twoje opromienia lico,

                                                              Jutro spotkasz się ze mną chyba przed kaplicą.

                                                             

                                                              Nielitościwe smutki, bezduszne ubiory,

                                                              Mej ukochanej dziewczyny i cory.

                                                              Dziewczyno moja wdzięczna gdzieś mi się podziała,

                                                              Z rozłąką naszą przeszła radość cała!

 

                                                              Już mnie nie trapią pustki w mej komorze,

                                                              Bez ciebie czuję się jak tygrys w norze.

                                                              I jak to zwierzę wrzucone do dołu,

                                                              Ducha wyzionę bez chwili mozołu! 

                                                              

                                                          

niedziela, 28 października 2012

                   W szafie go jednak nie ma...Kto powiedział, że metafizyka, to szukanie w ciemnym pokoju czarnych kotów, których w dodatku tam nie ma?

                    To prawda - dawałem też ludziom życie.  Też z ogłoszenia.  Niby jeszcze mniej płatne, ale jakoś przyjemnie było!  Może jednak napiszę o tym innym razem.

 

                                                                                 UMIERACZ

           Chyba wszyscy wiemy jak wielkie bywa nasze naturalne przywiązanie do życia i jak trudno się z nim czasami rozstać!   A ponieważ wszelkie ludzkie potrzeby muszą być jakoś zaspokajane, więc i ta zrodziła nowy zawód i pojawiłem się na świecie Ja, zawodowy umieracz.  Wiem, jak dziwny musi się wydawać ów zawód i jak podejrzany, i jak mało szlachetny w  porównaniu na przykład z kapłaństwem, jednak tam, gdzie jest potrzeba, a klient gotów jest zapłacić...Zresztą wyznaję, iż otrzymuję za swą rolę jedynie grosze i wykonuję ją bardziej z potrzeby poświęcenia.   Klienci mają bowiem wątpliwości, czy kiedy umrę za nich, nie będą musieli umrzeć powtórnie za jakiś czas.  Co bardziej przezorni zamawiają więc także na przyszłość podobną usługę. Całą powieść można by napisać o tym moim świętym procederze...Ale do rzeczy!  Przede wszystkim konieczne jest pewne uściślenie - umieram w sensie dosłownym, a to każe mi odrzucić wszelkie zlecenia, w których umieranie wiąże się z odczuwaniem fizycznych cierpień.  Praktycznie więc pozostają jedynie cierpienia duchowe.  Jednak te muszą prowadzić do rzeczywistej śmierci!  Żadnych tam poetyckich rojeń, czy imaginacji...

          W 1888 roku pewien starszy człowiek, fabrykant, zajmujący się finansami, właściciel wielu kamienic i wielu kobiet, poczuł, że słabnie.  Niby  nic!  Wątroba funkcjonowała prawidłowo, nerki wydolne, serce, płuca i prostata w dobrym stanie, biznes kwitł...A jednak Jegomość ów czuł, że traci grunt pod nogami!  "Jak to? - myślał - Umrę i już więcej mnie nie będzie?  A jeśli Pan Bóg się na mnie gniewa?"  Wychodził z domu, a nogi uginały się pod nim i podczas przechadzki drżał jak liść na wietrze.  A kiedy wsiadał do tramwaju konnego nie czuł oparcia w siedzeniu, jakby za chwilę miał się zapaść pod ziemię.  Im dłużej o tym wszystkim myślał, tym bardziej dręczył go obłędny lęk i chociaż był rzymskim katolikiem, zachodził też do zboru, a nawet do bóżnicy, byle tylko zasłużyć sobie na wieczne zbawienie.  Jego Bóg gniewał się za to na niego bardzo. Bo czy może być coś gorszego od czczenia bałwanów?  

          Nie spał już w nocy, a nawet nie kładł się do łoża, lecz płacząc nocami, modlił się o zmiłowanie, obracał w proch i pisał swą ostatnią wolę, w której przeznaczał cały swój majątek na Kościół i sierociniec.  "Źle żyłem! - biadał nad sobą - Iluż to ludzi w swoim życiu nieświadomie skrzywdziłem, ilu obowiązków zaniedbałem, ilu dobrych uczynków poniechałem!  Zasługuję na wieczne potępienie...Ja sam nie miałbym dla kogoś takiego litości. Jednak Bóg jest Miłosierny. On wszystko wybacza! Każdego przyjmujesz do siebie, Boże!  Zmiłuj się nade mną. Nie daj mi konać w rozpaczy  - Jezu Chryste!" 

          Tymczasem zarósł już całkiem i z domu nie wychodził, a fabrykę, i finanse przekazał synowi.  Prawda, że służący jak dawniej przy nim tańczyli, a małżonka i córki udawały, że nie zauważają jego nerwowego rozstroju.  Co i rusz jednak grzebały w jego papierach i niszczyły ową ostatnią wolę w nadziei, że w kolejnej zapisze coś rodzinie.  A on jadł już i pił coraz mniej, i popadał w coraz większą apatię.  Wzywano do niego lekarzy i wróżbitów, jednak nic nie pomagało. Pewien Hindus poradził mu, aby co wieczór kładł się do snu w trumnie, ale i to nie przyniosło spodziewanego skutku.  I chociaż jego skrucha była szczera, zdarzały mu się chwile bluźnierstwa lub nawet całkowitego zwątpienia.  "A co, jeśli nie ma żadnego życia? Boje się, mamo!" - wołał wtedy w czeluściach swego pokoju.  Zamiast mamy zjawiał się jednak tylko Upiór matki, która dawno już zmarła.  "Mamusiu, nie będę już więcej chodził do burdelu, ani gwałcił dziewczyn w fabryce, ani zaniżał pensji" - obiecywał chłopiec, lecz Upiór uderzał go tylko w czoło twardym naparstkiem.  A gdy wszystkie sposoby zawiodły, człowiek ów jak ktoś tonący, uchwycił się swej ostatniej nadziei jak brzytwy.  A ową ostatnią nadzieją było ogłoszenie w praskim "Kurierze".  "Umieracz pozwoli zachować ci życie.  Kiedy śmierć zjawi się u twojego łoża, umrze za ciebie.  Tylko poważne oferty proszę przesyłać na podany adres.  Pewność stuprocentowa.  Starozakonni wykluczeni!"  Jak to dobrze, że nie jestem Starozakonny, odetchnął z ulgą nasz biedak!    

         A kiedy zjawiła się u niego śmierć, czekałem już na nią w jego łożu.  Za drobną opłatą śmierć zgodziła się mnie zabić.  Biedak zaś odzyskał zdrowie i w trzy dni później szczęśliwie wpadł pod tramwaj.  Odtąd jednak jego kamienicę nazywają, zupełnie nie wiadomo dlaczego, Domem Demonów.  Jednak dobry uczynek nie zawsze popłaca - po honorarium zgłosiłem się dopiero czwartego dnia i rodzina nie chciała mi go wypłacić. Co więcej, wezwano nawet policję.  Swoje uczynki i tak spełniam jednak bezinteresownie. 

         Taka była moja pierwsza oferta.  Od tego czasu umierałem już wiele razy.  Mamy w końcu rok 2012!    

          Może to dobrze, że uśmierciłem już swojego tragicznego bohatera - Aurelia.  A ponieważ w jego rolę wplątałem w poprzednim wpisie swój własny tekst, co zabrzmiało jednak dość sztucznie, usunąłem ów wpis.  Chociaż bowiem moje uczucia są prawdziwe, a mój niepokój trudny do ogarnięcia, to prawda jest na szczęście o wiele bardziej złożona i być może jest jeszcze jakiejś wyjście z mojej sytuacji.  Każdemu, kto pragnie rozstać się z tym światem proponuję zaczekać jeszcze kilka dni - może coś się zmieni, a jeśli nawet się nie zmieni, to poczujemy się nieco inaczej, a jeśli i to się nie stanie, to i tak dobrze, kiedy uświadomimy sobie, że nie ma miłości do życia bez cierpienia, i że cudowne piękno świata po raz drugi już nam się nie przydarzy. 

          Człowiek ciągle coś analizuje i zastanawia się: Jak to możliwe, żeby ów cud życia naznaczony był aż tak wielkim, czy tak absurdalnym cierpieniem?  Ile z tego cierpienia tworzymy my sami?  Co jest w naszym życiu, a co nie jest, do uniknięcia?  Jak pogodzić się z tym, co nieuniknione?  Jak radzić sobie z własnym psychicznym bezwładem i brakiem wrażliwości, z własną głupotą? Dlaczego ciągle życie nas przerasta i dlaczego przed nim uciekamy?  Życie nie musi być przecież bezmyślne, głupie i nudne - myślimy.

           I chociaż pytania te są tak bolesne, a w odpowiedzi nie pozostaje nam nic poza bezradnym rozłożeniem rąk, dobrze jest zapomnieć na chwilę o sobie.  Wszystko nieustannie zmienia się i nic nie jest takie same, ledwo pojawia się, a już zostaje porwane przez wir życia!  Jednak i o tym trzeba czasami zapomnieć. 

        Jeszcze kilka dni temu fotografowaliśmy z Moja Ukochaną georginie i inne jesienne kwiaty, i rajskie szczypiory, i spłowiałą trawę w Ogrodzie Botanicznym...Piękno i wdzięk tego opustoszałego zakątka (nie było tam żywej duszy) było czymś tak oczywistym, jakby poza tym świat nie istniał (chociaż w kawiarni obok odbywała się huczna impreza).  W tej przedwieczornej porze woda z fontanny tworzyła tajemniczą mgłę, ukazywały nam się duchy drzew, a nasze serca biły jednym rytmem.  Zrobiliśmy też sobie zdjęcia w wieńcach z różowych liści i przypomniały mi się pełne radości życia strofy greckiego poety umieszczone przez dawnego artystę w wieńcu z kwiatów...Jednak już wieczór zapowiadał nagłą zmianę.  A nastąpiła ona w jednej chwili, jak zejście do minoru w drugiej części koncertu fortepianowego Mozarta...Jedna chwila sprawiła, że rozłączeni, obcy sobie, zamknięci przed sobą, wzajemnie zranieni, sami byliśmy na podobieństwo zjaw snujących się po grobach i pragnęliśmy tylko jednego - spokoju! 

        Po tym tak gwałtownym załamaniu się mojego nastroju następnego dnia wieczorem udałem się nad Wisłę, żeby odprowadzić na miejsce spoczynku Swojego Kolegę z Uniwersytetu, który już stamtąd nie wrócił.  To potworne miejsce, nieludzkie w swojej upiorności, z wysepką pełną mew majaczącą w mroku przywodziło mi na myśl tylko dwie rzeczy: rozpacz i zbrodnię (słusznie więc obawiano się, że mógł zostać zamordowany)!   Jakże samotny musiał być ten Człowiek...jak ja kiedyś.  Ja jednak byłem wtedy młody i skory do nadziei, i pełen miłości do życia...A życie odwzajemniło mi tę miłość odrobiną radości i ogromem cierpienia...i swoim niesamowitym, czasami aż do okrucieństwa, pięknem.

       A teraz jest zima.  Uczciłem ową przemianę zrobieniem nieco "japońskich" w swoim kolorycie zdjęć, prze które przebija ów majestat przyrody, którego nie przytłoczyła nawet, trudna czasami do wyobrażenia, miejska brzydota.

       Niech Łaskawy Czytelnik daruje mi te niewprawną ręką poczynione uwagi dotyczące owej chwili mojego istnienia i pewną tandetność moich myśli.  Mimo pewnego wykształcenia jestem człowiekiem prostym i nie kryję się ze swą nieporadnością.  Ale i o tym, że jest się nieporadnym warto czasami zapomnieć!  

        

 

poniedziałek, 22 października 2012

                                                Tylko się mnie nie dotykaj!

 

                                                Królik

                                                    Sen:  Ciężko mi roić mary nielogiczne,

                                                             Wzdychać i jęczeć tragicznie!

                                                    Jawa: Jak śpisz to chrapiesz,

                                                             Inaczej niż nasz Papież!

                                                    Sen:  A zjawy klepią pacierze?

                                                            Nigdy w to nie uwierzę!

                                                    Jawa: Przekonasz się, jak będziesz konał,

                                                             Czy stolarz trumnę dobrze wykonał!

                                                    Sen:  Lecz zrobię to niejawnie,

                                                             Żeby było zabawnie!

                                                    Zjawiają się trzy zjawy.  Chwila zabawy.

                                                    Jawa:  Więc śpij i więcej nie grzesz,

                                                               A ja twe marzenia ujawnię.

                                                    Sen:   Zasypiam zatem i kończę,

                                                              Truciznę swych słów ci sączę!

                                                                

                   -  Pamiętam, byłem w takiej depresji, że nie chciało mi się ruszyć ani ręka ani nogą, ani nawet ze sobą skończyć. Leżałem tylko w łóżku i spałem, albo patrzyłem w sufit.

                   -  To straszne!  Mam nadzieję, że już czujesz się lepiej i że proszki pomogły?

                   -  Ależ, tak!   Powróciła dawna chęć życia i jak dawniej każdego dnia pragnę się zabić!

                   -  To świetnie, Króliczku!   Spróbuj jednak to zrobić, bo dopóki nie możesz, masz poczucie, ze coś cię ogranicza, że jesteś bezsilny.  A tak, myk, myk! i już jesteś w raju wśród samych różowych króliczków rodzaju żeńskiego, o zgrabnej sylwetce i ślicznych długich uszkach.  Spełnią się wszystkie twoje marzenia!

                   -  Jakoś nie mam odwagi!

                   -  To weź ten proszek - on dodaje odwagi!  Może nie od razu, ale po jakichś dwóch tygodniach, a do tego czasu załatw wszystkie swoje sprawy i pożegnaj się ze wszystkimi.  

                   -  Jakoś nie chcę!

                   -  Zrób to!  To mnie osobiście wiele ułatwi.  Jesteś zbyt czasochłonny i energochłonny.  Tak naprawdę jesteś dużym dzieckiem.

                   -  A nie małym chłopcem?

                   -  Na pewno nie jesteś prawdziwym mężczyzną!    

                   -  W takim razie chętnie się zabiję!  Daj mi ten proszek! 

                   -  O nie!  Króliczku...tak łatwo go nie dostaniesz. Dam ci go za pół roku, jak będziesz grzeczny.  A do tego czasu musisz mi uprać firanki

                      i  wyjść z teściową na spacer.

                   -  Ja nie mam teściowej!

                   -  To nie znaczy, że masz nie mieć obowiązków.  Kto szybko daje, dwa razy daje.  Po co miałabym na tym tracić. Wolę ci dać raz!

                   -  Nie wytrzymam tego!   Zabiję się.

                   -  Dobrze. Mnie to nic nie obchodzi.  Jesteś dorosły. Sam wiesz, co jest dla ciebie odpowiednie.  A sporządziłeś już testament?

                      Przepisz swoje zabawki Świętemu Mikołajowi.

                   -  Cóż za okrutna, nieludzka obojętność! 

                   -  Niestety, nie potrafię ci pomóc.  Kto ci zresztą powiedział, że my, Króliczki, jesteśmy ludźmi?

 

 

 

 

niedziela, 21 października 2012

                                                            -  Co oskarżony ma na swoje usprawiedliwienie?

                                                            -  To prawda, że w mej Literaturze Polskiej o Słowackim prawie nie wspominam...

                                                            -  Nie o to pytam!  Co panu car przeszkadza?

                                                            -  Ruszam bryłę z posad świata, nowymi chcąc pchnąć ją tory.

                                                            -  Niniejszym Sąd Historii skazuje was na wieczysty banał. Od wyroku nie ma odwołania.  

                                                           

                                                                      Od dzisiaj moim zarządzeniem

                                                                      Po zimie zawsze są jesienie,

                                                                      Po nocy zaś noc nadchodzi,

                                                                      A dzieckiem się nikt nie urodzi!

 

                                                                      Jam cesarz, Kaligula,

                                                                      To wiatr w mym mózgu hula!

                                                                      Zrób z niego hulajnogę,

                                                                      Bo wtrącę cię do ula!

 

                                                                      Aktorem jestem zacnym,

                                                                      Trupa na scenie kładę,

                                                                      Służalców wynagradzam,

                                                                      Pokazuję swą władzę.

 

                                                                      Czy zjadłeś już wszystkie placki?

                                                                      Jam jest...

 

                                                                Może zapłaczesz po biednym poecie,

                                                                Któremu już do życia braknie makaronu,

                                                                Który nie ma na wino, ani na kobietę

                                                                I z głodu kona, potrzebny nikomu?

 

                                                                Lecz większym jest głód uczuć, Lauro ukochana!

                                                                Od niego ginie nawet wąż przykry w ogrodzie,

                                                                Poczwarka biedna się nie przepoczwarza,

                                                                A zmarzniętemu trudno ujrzeć zorzę!   

                                                                                                                                   

                                                              

                                            

                                                             Iola i Safo, dziewczyny z różanego gaju,

                                                             Skąpane w słońcu i w niebios błękicie,

                                                             Stopami zanurzone w trawę zieloną,

                                                             Milczącej Persefonie oddajemy życie.

 

                                                             Krótko cieszyłyśmy się ziemską miłością,

                                                             Promyki słońca mamy jeszcze pod rzęsami,

                                                             Czas już z Charonem płynąć ku mrocznym czeluściom,

                                                             Zapłaczcie czasem po nas z płaczkami wierzbami!

 

                                                             Naszej miłości pięknej nikt sobie nie wyśni,

                                                             Z tęsknoty umarłyśmy wytrwałe w rozłące.

                                                             Przypomnij sobie o nas w białym kwiecie wiśni

                                                             I niezapominajki zrywając na łące. 

                                                             

 

                                                             

          Chyba żadne miejsce nie działa na mnie tak uspokajająco jak cmentarz.  Przechadzałem się właśnie jedną z alejek, upajając się wieczornym, jesiennym powietrzem, gdy nagle ujrzałem przysadzistą babę z grabiami.  Przyglądała mi się spod oka.                                        

                                                - Wilgoć idzie od grobów, a wciąż tu tyle kotów...i ludzi - zagaiłem.

                                               - Panie, wszędzie tylko szczają i nie ma gdzie się nawet spokojnie napić - ona na to.

                                               - Ale zakąsić można na stojąco, albo usiądzie pani na murku - zauważyłem, usiłując stworzyć wrażenie, że

jestem normalnym, praktycznie myślącym człowiekiem, chociaż wyglądałem zapewne jakbym z księżyca spadł.                                              

                                               - Ogórka niby można, ale zakąś pan śledzika!  No nie?  - powiada.

                                               - Marnowanego też można. Wyciąga pani płat ze słoika i jest.  Gorzej jak w oleju!  - zażartowałem, jednak było mi jakoś nieswojo jak po obejrzeniu komedii Barei.  

                                               - A pan tu na grób, czy tylko tak?  Aleś mnie pan przestraszył! - zaniepokoiła się nagle kobieta i pociągnęła z flaszki - Pewnie do dziewczyny?  Na randkę się pan z nią umówił.  Szkoda tylko, że nie żyje, co?  Widzę przecież te chryzantemy. Tylko odwiń pan z papieru!  

Mówiąc to oparła się na tablicy grobowej z napisem:

                                               "Franciszek Kostuch (1956-2009).

                                               Byłeś moim życiem, będzie mi ciebie brakowało jak powietrza.  Zrozpaczona Żona i Matka".                                             

                                               - Ładnie napisane - powiedziałem.

                                               - A wiesz pan jak się nazywała jego żona?  Jak on - Kostuch, to ona - Kostucha! -

zarechotała - Musisz się ze mną, kochany, napić! - dodała i wetknęła mi w dłoń butelkę.

                                               - Naprawdę bardzo bym chciał się z panią napić.  Ale trochę słabo się dzisiaj czuję.  Zresztą już od tygodnia. Może dam pani na ćwiartkę? - zaproponowałem cofając się o pół kroku.

                                               - A czy ty nie jesteś jakiś zboczeniec?  Co się tak na mnie gapisz?  Czterdzieści lat temu miałam niezłą figurę.  Ale mąż mi się powiesił i zatrudniłam się w parafii na 1/2 etatu.  Kilku proboszczów i wikarych już pochowałam, a nawet organistę!   Co się martwisz, co się smucisz, ze wsi jesteś na wieś wrócisz!  Powiedz sobie - nie będzie ta, to będzie inna.  A jak ci się zachce, to najlepiej sobie wytrzep!  Najlepsza dziewczyna to Rąsia Grabowska! 

                                               - Gdyby to było takie proste.   Wie pani, czym jest miłość do życia?  Smutno mi, bo wszystko na tym świecie przemija.  I właśnie ta metafizyczna kruchość istnienia jest tak trudna do uniesienia...Jak liście jesteśmy, powiada poeta, co z drzew opadają w jesiennej porze.   To przecież taka znana metafora...Ale ma pani tych liści do grabienia! - próbowałem rozpaczliwie odwrócić jej uwagę od przedmiotu mej troski.

                                               - Zasadniczo się z panem zgadzam.  Liści jest multum, a może należałoby nawet powiedzieć pletora.   Ale nie wyjeżdżaj mi pan wciąż z tym Sartrem!  Trzeba umieć zachować stoicki spokój i nie myśleć o życiu dychotomicznie.  Życia pan jej nie wrócisz!   A sobie tylko zmarnujesz.  Poeta, tylko głowa nie ta!  Najlepiej napisz pan poemat o sraniu!   To ci ulży!  I nie myśl tyle, bo koń ma dużą głowę!   Chcesz, żeby cię zabrali do Tworek?

                                               - To bardzo mądre, co pani powiedziała - może z wyjątkiem zakończenia.  Ale być spokojnym też trzeba umieć.  A ja - jestem nikim przy mojej tęsknocie!

                                               - Uczelnię skończyłam.  Ale, jak już uprzednio zauważyłam - chłopak mi się powiesił.  I wzięłam tę robotę, żeby być przy nim.  Też miał kompleksy - jak ty!   A teraz już wypierdalaj stąd, wyjebuj!  Bo zawezwie straż miejską!  

                                               - Odchodzę w poczuciu, że wypowiedziałem to, co ciążyło mi na duszy.  Jednak musi pani wiedzieć, że dawno już nie żyję.  Najwyżej mnie wylegitymują.  Mogę Pani zostawić swój dowód, albo prawo jazdy.  Kostuch Franciszek, 1956, pesel 56082306728.   Dla mnie sen jest życiem, a życie tylko snem.  Żegnam panią!

                                               - I tylko tyle masz mi do powiedzenia - ty, który poznałeś już cały ten kosmos i wszystkie drogi mleczne, i wiesz wszystko o ludzkim losie?  To ja, stara baba, mam cię uczyć miłości i dzielności!   Zamiast z odwagą iść za swoją gwiazdą przewodniczką - dajesz dyla!  A te kwiaty chociaż tutaj połóż, włóczęgo jeden!  Co dasz je jakiejś kurwie na przystanku?   Kopnęłabym cię w dupę, jakem wieszczka z Delfickiego Grodu, ale to przecież tylko powietrze.  Pierdnięcie tylko zostało, a dupy nie ma!...I co, rozwiejesz się teraz we mgle?  

                                              - Zapewne tak uczynię, droga pani. Wprawdzie, kilka lat temu wydałem już ostatnie tchnienie, ale to nie powód, żeby się upierać przy tak wulgarnie materialistycznych koncepcjach.  A pani już ograbiła chyba całą ziemię z liści?  Proszę położyć się spać.  Życzę pani, żeby małżonek się pani przyśnił.  

                                              - Faktycznie, trochę już nawet od ciebie tym rozkładem zajeżdża, albo jakąś inną zgnilizną.  Rano położę trutkę na szczury, żaden sierściuch tu nie przeżyje!  - machnęła ręką grabarka.

                     Piękna, gwieździsta noc świeciła tysiącem oczu.  Żadnych podejrzanych mgieł!   Lampki paliły się na grobach wiecznym płomieniem.  Ale ja poczułem się nagle taki bezdomny, jakby mieli wyrzucić mnie z mojej kwatery, po upłynięciu okresu dzierżawy. 

                                                 

 

                                                      Na filmie wrzucają coś, co było ludzką istotą, do posypanego wapnem dołu.

                                                      Idzie to całkiem nieźle.  Zewłok chwyta się umiejętnie za nogi i zdejmuje z taczki.

                                                      Wszystkiego można, wszystkiego trzeba się nauczyć.

                                                      "Jedno co Hitler dobrze zrobił..." - mówi do mnie zażywny, starszy szatniarz.

                                                      Jeszcze przed chwilą tak miło mi się z nim rozmawiało o tym i o owym.

                                                      Taki sympatyczny człowiek i zna życie!  O córce opowiadał i o zięciu.  

                                                      Chyba mogę mu wybaczyć tego Hitlera?  

                                                      Nie wiem dlaczego brakuje mi słów, żeby powiedzieć coś ludzkiego.   

                                                      Na szczęście nie zauważył i gada dalej...

sobota, 20 października 2012

                         Oczywiście, to zależy od którego końca liczyć.  Nie wiadomo, kiedy będzie koniec świata.  Nie mogę obiecać, że już jutro umrę.  To kwestia do pewnego stopnia losowa.

 

                                                                        MÓJ WIERSZ PRZEDOSTATNI

 

                                                                        "Zabiją mnie!  Wrzucą do dołu!

                                                                        A przecież jestem uczyniony z innej, bardziej subtelnej materii

                                                                        I Bóg na pewno stworzył mnie w chwili swego uniesienia.

                                                                        Za to, że pokochałem Miłość?

                                                                        Że przyjaciela mam w Przyjaźni?

                                                                        Że błotem nie obrzuciłem tych,

                                                                        którzy z obojętnym uśmiechem mnie torturowali?

                                                                        Że pozwoliłem się zaprowadzić na rzeź           

                                                                        Bez cienia skargi?"

                                                                        "Doprawdy straszny z ciebie baran, mój Baranku!

                                                                        Wiesz, co oni zrobią z tą twoją mistyką ciernia? 

                                                                        Wbiją ją w mięso twojego pulsującego krwią narządu. 

                                                                        A strzępy twojego ciała nazwą chlebem" 

                                           Sęp był od rana zasępiony, natomiast hiena chichotała. 

                                           - Co się stało? - spytałem - Wszak ładną mamy pogodę!

                                           - Pochowali orła.  Najpierw przetrącili mu kości, a później powiedzieli, że to wróbel - rzekł Sęp.  

                                           - Jak wyglądał ten orzeł?  Ile miał głów? Był czarny, czy biały? - próbowałem ustalić fakty - Bo czarnego nazywamy wroną...

                                           - To nie jest sprawa patriotyczna.  Po prostu wznosił się nieco zbyt wysoko w przestworza.  Więc mu udowodnili, że

                                              nie wylata ponad piaskownicę, dzieciuch jeden!  - dławiła się hiena.

                                           -  Ale orzeł przynajmniej nie poleci w gówno - powiedziałem uspokajająco.

                                           - Cóż z tego? - rzekł Sęp - kiedy już nie żyje.  I tak wrzucą go do kloaki.

                                           - Normalnie miał zgon! - pękała moja centkowana przyjaciółka.

                                           - Nie trzeba się martwić, ani smucić.  W przyrodzie już tak jest, że słabszy nie przetrwa.  A już nazywanie orła

                                             wróblem to rzek tak zwykła, że nawet nie warto o niej myśleć - rzekłem w duchu koncyliacyjnym.

                                             Sęp uśmiechnął się dyskretnie, a hiena - zauważyłem to!  trochę posmutniała.  Czy nie na tym polega 

                                             równoważenie przeciwieństw?                                                   

 

              Powiadają, że był synem Nicponia i Krotochwili.  Już w dzieciństwie przejawiał szczególny dar odczytywania ukrytych znaków.  Z biegiem czasu doskonalił tę swoją umiejętność, aż poczęto go nazywać Wieszczem.  Niestety, nielitościwa śmierć wyrwała go spośród żywych w ten piątek. Niemal w chwilę potem odbył się jego pochówek.  Walerian Niezguła, poeta i wizjoner, zaplanował bowiem swą śmierć w sposób niezmiernie precyzyjny, załatwiając również za drobną opłatą zaświadczenie o własnym zgonie i wszelkie inne dokumenty konieczne do tego, aby móc niezwłocznie spocząć na Smętarzu Paralityków i Oberwańców, przy Kaplicy Udręczenia Pańskiego w Klempach Górnych, dokąd odprowadziły go trzy zrozpaczone kobiety, które w  strumieniach deszczu odczytały kolejno napisaną przez niego mowę pogrzebową, a następnie wyrywając sobie włosy z głowy rzuciły się do grobu.  Opłacona wcześniej grabarka zasypała ów grób, a jej konkubin Waldemar Z. uwiecznił to zdarzenie w swoim telefonie komórkowym.     

              Niezguła pozostawił po sobie przeogromną spuściznę z zakresu lunatyzmu stosowanego oraz marzeniologii.  Niestety, nikomu do tej pory nie udało się rozszyfrować jego tajemnego pisma.  Legenda głosi, że uczynią to dopiero kosmici z Planety Alpha GX 4/28790000000001.  Ze swą misją odczytania genialnego dorobku wyruszyli już cztery miliardy lat temu, jest jednak nadzieja, że rozpoczną ją jeszcze w tym roku świetlnym.  Warto zaczekać!

             A oto fragment mowy pogrzebowej tego genialnego intelektualisty, poszukiwacza przygód i poety:

                                                            "Odchodzę, lecz wkrótce się zjawię,

                                                             We śnie lub na jawie.

                                                             I chociaż ciężki był mój zgon,

                                                             Oprawcom mym powiem won!

 

                                                             To ich obwiniam za ten mord,

                                                             Zbyt wiele roześmianych mord,

                                                             Tych uczestników wszystkich hord.

                                                             Subtelny ginę, jakem Lord!

 

                                                             Jedni sprzedali mnie za srebrniki,

                                                             Innym zrobiono z mózgu siki.

                                                             Lecz nie dbam o ich moczodawców,

                                                             Bom zdobył miliony wyznawców.

 

                                                             Na całym świecie i w powiecie,

                                                             Jeśli nie wiecie tego, to się dowiecie. 

                                                             A teraz milczę jak mój grób,

                                                             Czekajcie na kolejny cud".

 

                   Prorocze to słowa i bliska jest godzina ich wypełnienia."

 

 

                                            

 

                                                         

czwartek, 18 października 2012

                 

          Ach, nawet nie chce mi się rozważać wszystkich możliwych konsekwencji tego faktu!...A może tylko chwilowy vacat na stanowisku? Ciekawe, czy jutro rano się obudzę? 

 

     

środa, 17 października 2012

                                                        Pewien wilk wył do księżyca,

                                                        Lecz ten schował się w chmury.

                                                        Kot się myszą zachwycał,

                                                        Lecz ta zbiegła do dziury!

 

                                                        Księżycu, bądź mi w pełni,

                                                        Bym wolę swą wypełnił!

                                                        A gdy dopełni się miara,

                                                        Wystarczy nawet szpara!

 

                                                        Co mówię? - wszak to brednie,      

                                                        Wyglądam przecież biednie.

                                                        Gdy przyjdzie mi ochota,

                                                        To wilkiem poszczuję kota!

 

                                                        Niech tego nikt nie słyszy,

                                                        Nawet najmniejsza z myszy.

                                                        Bo kto łatwo rymuje,

                                                        Ten potem pokutuje! 

 

                                                        Gdybyś ten wiersz zrozumiał,

                                                        Zbyt wiele byś umiał.

                                                        Więc wszystko pokręciłem,

                                                        Niegrzeczny trochę byłem!

 
1 , 2 , 3