Kategorie: Wszystkie | "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę" | ...bez końca | 0 | 100O i jeden Rabinów | A Puszkina też zapuszkują? | A moze to tylko pomieszanie zmyslow | A nie lepiej być purystą? | Aaaaaaaaaaaaaa...aalfabeta | Ach, gdzież jest litość lub wspolczucia pozór? | Ach, gdzież jest litość lub współczucia pozór? | Adam Mic - Kiewicz | Adaś i Ewka | Aforystyka | Amerykański sen | Autopsychoterapia | Bez sensu to to! | Bez szaleństwa... | Bezmyślne okrucieństwo | Bezradność | Biedna Szymborska | Biedny Kapturek! | Bliźni miłości | Bliźniego miłość... | Blondyn | Blue Bossa | Bojaźń i drżenie | Bratnie dusze | Bruner, ty świnio! | Buddyzm w życiu codziennym | Bóg mi poskapił tej anielskiej miary... | Bóg mi poskąpił tej anielskiej miary... | Bójstwo samo | Caritas | Chiziofrenia | Choroba na śmierć | Chwila ułudy | Chwila wytchnienia | Chłodne upojenie | Cierpienia i radości | Cierpienie i radość | Cleen feed | Cnota niedoli | Co slina na język przyniosła | Co tam panie w polityce? | Co w niebie piszczy | Co ślina na język przyniosła? | Corrida | Coś dla duszy... | Coś tak wulgarnego | Cudotwórstwo | Czarna Perła Tao | Czarny tulipan skrzyżowany z czarna różą | Czarny tulipan skrzyżowany z czarną różą | Czary Mary | Czego nie przysięgał Hipokrates? | Człowiek nie jest rzeczą | Człowiek to brzmi dumnie, ale nie u mnie | Często chowa | Częstochowskie rymy | Deficyt aniołów | Delightful! | Demokratyczne wybory w Oczodołach | Diabłoterapia | Dla wszystkich i dla nikogo | Dnieje | Do samego siebie | Dodatek | Dowcipas dnia | Duma narodowa | Dusze drzew | Dyskretna mgiełka autoironii | Dzielność | Dziki kapitalizm | Dzisiejsza młodzież | Dzisiejsza młodzież nosi ładną odzież | Egzystencjalizm jest chumanizmem | Ekonomia zbawienia | Elegancja Francja | Elegijnie | English gentelman | English gentleman | Epicurus | Ewa tylko ziewa | Falochron | Female | Filozofia bez uczoności | Forever Loving Jah | Gadu, gadu | Gadu, gadu, trochę więcej jadu | Gal Anonim | Gaz dla pedałów | Gaz dla pedałów, młot dla sierpów | Gdy rozum śpi... | Gendarme | Genek, gienialny gieniusz | Geno Typ | Gorący uczynek | Grabarz | Grabarz nonsensu | Gry i zabawy literackie | Głupota przysłowiem narodów | Głębie i tajnie Podświadomego | HIstoria nauczycielką bicia | Herbatka zen | Homo economicus | Homo sapiens czy Homo politicus | Humor absurdalny | Humor nieco absurdalny | Humor, satyra, panie... | I rekiny w oceani mają zębów cały rząd | I rekiny w oceanie mają zębów cały rząd | Indie Wschodnie i Zachodnie | Industrial | Istnieje również wrodzony brak poczucia humoru | Ja tam bynajmniej nie wiem | Jak długo będę jeszcze żył? | Jak uprawiać agresywne dziennikarstwo? Poradnik dla początkujących | Jakże cżęsto powtarza się ta historia | Jakże trudno czasami coś sklecić! | Jan i Małgorzata | Jan z Czarnolasu | Jesienna muzyka | Jeszcze smutniej! | Jeździec Apokalipsy | Językologia | Kaczuszki mandarynki | Karawana idzie dalej | Katedra Adamowego Żebra | Kawa z Kafką | Każdemu według naszych chęci | Każdemu według potrzeb | Każdemu, o czym tylko zamarzy | Kiciuś Miciuś! | Kicuś Micuś! | Kiedy człowiek staje się bestią | Kiedy owce nie milczą | Kij w mrowisku | Kniaź Wiktor | Kochani ludożercy | Kolacja Pani Sowy | Kometa tylko głownia nie ta | Konkwista | Koryfeusz nauki, milośnik sztuki | Koty i inne zwierzęta | Koty, głupoty, palikoty | Kości rzucone są | Kość słoniowa | Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatni | Kto pisze teraz historię? | Kuchnia szamańska | Kwiatki Św. Franciszka | Kwiatostan śmierci | Kwitnienie kultury | Kwitnąca wiśnia | La colombina i ciche ukojenie | Lekarzu - lecz się sam! | Lenin wiecznie żywy | Leśmianiada | Lichwiarstwo polskie | Liryki i prztyki | Logika dziejów | Londyńska mgła niepamięci | Londyńskie przygody | Los ofiary | Los puka do moich drzwi | Lotosowy wpis | Ludzie ludziom... | Lunatyzm | Lęk społeczny | Made in Japan | Maligna | Marność nad marnościami | Marność nad marnościami. Rekoleksje Wielkopiątkowe | Marzenia senne | Marzeniologia stosowana | Maszkary i senne dziwadła | Maszkary i senne widziadła odbite w lustrze | Mała czarna z Kafką | Medycyna naturalna | Meine Liebe Augustin! | Melancholia | Melancholia stosowana | Memorabilia | Meszreiw | Meteo | Mgiełka autoironii | Mglisty dzień. Mgła | Mikołak | Mistrz i Małgorzatka | Mistycyzm lunarny | Mistyka i miłość | Mitologia osobista | Mitologia świata | Miłość | Miłość bliźniego | Miłość nie zawsze szczęśliwa | Miś Uszatek | Moc rytuałów | Monada nie ma okien | Mowa potoczna | Mowa ptaków | Mowa serca | Moze ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może ktoś się ucieszy? | Może ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może to trochę zbyt uszczypliwe | Musicology | Muza lekkich obyczjów | Muzyka przywraca ład serca | Myszoterapia dr Nezumi | Myśli prostego człowieka | Mądrość Natury | Mądrość jak z gazety | Mądrość narodów | Młot na faryzeuszy i hipokrytów | Męstwo bycia | Mówił sen do snu | NIe ma na świecie dwóch takich samych liści, ni kropel deszczu | Na jawie (lecz to, co niejawne pozstaje) | Na stos rzuciliśmy szcześcia los | Na stos rzuciliśmy szczęścia los | Na szczytach hipokryzji | Na zdrowie! | Nad piekną rzeką | Najokrutniejsze zwierzę | Najsłodsza tajemnica | Narastająca senność | Nic dzisiaj ciekawego nie napisałem | Nicość | Nie am dwóch takich samych liści, ni kropel wody | Nie bój się - najwyżej cię rozstrzelają! | Nie czas żałować burz, gdy płoną oczy | Nie czas żąłować burz, gdy płoną oczy | Nie każde szczere złoto jest szczerozłote | Nie ma na świecie dwóch takich samych liści ani kropel wody | Nie ma na świecie dwóćh atkich samych liści lub kropel deszczu | Nie ma takiego smutnego, co by na wesołe nie wyszło | Nie ma zazdrości bez miłości | Nie oddamy nawet guzika | Nie tylko dzielenie włosa na czworo | Nie wiem, ja w ogóle nie myślę | Nie zabijaj! | Nie zabijajcie drzew! | Nie zawsze urocza dzecinada | Niebiańskie szczyty głupoty | Niech pani będzie dzielna! | Niech zapłaczą na moim pogrzebie | Nieco drapieżny wpis | Niekoniecznie ptasi móżdżek | Nienawiść bliźniego | Nieosobiście | Nieprzesłane przesłanie | Niestworzone rzeczy | Nieszkodliwe głupotki | Niewczesna melancholia melomana | Niewczesne rozważania | Niewielka profanacja | Niewielkie przekłamanie | Niskolotnie | No No! Teatr No | No comments! | No no! | Nowa poezja lingwistyczna | Nędzne kabareciarstwo | O Leonardo, po cóż się tak trudzisz? | O dzieleniu włosa na czworo, czyli metodzie scholastycznej | O dzieleniu włosa na czworo, czyli o metodzie scholastycznej | Obciachy | Obscenia i parafrenalia | Obsesja dobrego biustu | Ojej! | Oko w oko z zębem mądrości | Okropieństwa | Okruchy odgrzebane z lawy | Okruchy życia wygrzebane zlawy | Okruchy życia wygrzebane z lawy | Okrutna losu ironia | Orientuj się na orient | Owczarek | Owczarki afgańskie | Owocożerni | PL jak piekło | PO PiS | POeci wszystkich krajów dzielcie się | Pan Tadeusz | Panie pośle, po chrześcijańsku panu wybaczam | Pańska satyra polityczna jest niegramatyczna | Pendant do pewnego przypisu | Perlikowski | Pewna elastyczność zasad | Pewne jak w banku | Piorunujący piorun! | Po owocach poznacie ich! | Po upadku | Pobożne życzenia | Podpatrywanie Natury | Podroby i inne podróbki | Pokolenie Kainowe | Pokorne ciele | Pokorne cielę | Pokusa | Polak potrafi | Polak potrafi! | Politolog i Politowska | Politycznie niepoprawne! | Polonica | Polonika rycerskie | Polucje i ablucje | Pomarańcze i mandarynki | Pomarznąć dobra rzecz | Pomarznąć dobra rzecz! | Pomoc psychologiczna | Poranna kawka z Kafką | Porąbane marzenia | Potężne i głębokie warstwy pierwotnego mitu | Powieść brukowa | Powszechna życzliwość | Powtórka z cynizmu | Poznaj samego siebie | Prawda | Prawda jest jedna i piękna, ale złożona | Prawda popłaca | Prawdziwa metropolia | Prawi i sprawiedliwi | Prawiezmartwychpowstanie | Prawiezmarwtychpowstanie | Prognoza pogody | Pruski smutek | Przecież cię zjem! | Przedagonalny polski agon | Przegląd sportowy | Przeinaczenia | Przez pychę do pokory | Przeżyjesz to, a pote już tylko grób | Przeżyjesz to, a potem już tylko grób! | Przminęło z wiatrem | Prztyczek | Psiapowiednia Majów | Psubrat | Pustka | Pytanie dość retoryczne | Raczej to nie będzie hit | Radosne gonitwy śnieżnych tygrysów | Radość wędrowania | Rejterada Rejtana | Religie nauczą cie pokory | Res Sacra Pecunia | Romans z pop kulturą | Roots, Rock, Reggae | Rozkosze reinkarnacji | Rozmowa nie na telefon | Rozpacz | Rozpacz na wieki wieków | Rozpacz, która podpełza pod gardło | Ruch i świeże powietrze... | Rybołówstwo cudzołożnika | Rycerz pokalany | Samokrytyka | Samotność egzystencjalna | Sekrety pewnego domu handlowego | Seraphic Flames and Heavenly Love | Siedź na dupie i potakuj! | Somatyka | Somatyka logiczna | Spełniona przepowiednia | Spleśniały ser | Sponsorem tej opowieści jest wydawnictwo Błękitny Wieloryb | Sport to zdrowie | Spowiedź morskiego wilka | Stary Sącz i Nowy Sącz | Stary mafioso | Stołeczne stołki | Stratyfikacja społeczna | Suma sumarum | Sumienie rachunku | Sweet Music and Poetry | Sygnały podprogowe | Szalchetne zdrowie | Szczęśliwa pomyłka | Szekspir do żadnej nie należy epoki | Szkarady | Szlachetna gravitas | Szlachetne zdrowie | Słodycze grafomanii | Słówka | Słówko do słówka, a uzbiera się sówka | Tadeusz Bój Jeleński | Taia chińska podróbka | Takie będą rzeczpospolite jakie tego blogu chowanie | Takie tam, pierdoły | Talking Heads | Tania chińska podróbka | Tatiana | Teorie świata nauki | Terapeutyczie | Terapeutycznie | Thames | The Doors. Uchylone drzwi | The Lion cub | The fruit of beauty and despair | To na pewno nie Lec | To nie żadna filozofia | Tragiczne pożegnania | Transformacja duchowa | Trudna sztuka dialogu | Trudno czasmi coś sklecić | Trzylogia | Trója z polskiego | Twarda rzeczywistość | Ty mi tutaj nie filozuj | Tygrysologia stosowana | Tysiac i jeden ptaków | Tysiąc i jeden kotów | Tysiąc i jeden ptaków | Tysiąc różowych kroliczków | Tęsknica | Tęsknota duchowa | Ubekistan | Ucone księgi | Uczeni ludożercy | Uderzenia losu | Uduchowienie | Umrzeć z miłości | Upadek Pierwszego Człowieka | Uroczy wegetarianin | Uszczelnienie systemu podatkowego | Utrata uzębienia | W czym mogę panu pomóc? | Wciąz powtarza się ta sama historia | Wciąż powtarza się ta sama historia | Wdzieczna muzyka przywraca ład serca | Wesola grafomania z morałem | Wiecej broi dla szaleńców w Teksasie | Wieczne powroty | Wiedza radosna | Wielka wygrana | Wielomówstwo, czyli plaga opowiadania | Wierzba płacząca | Wiosny i jesienie | Witch | Więcej broni dla szaleńców w Teksasie | Wojna totalna | Wpis o kształcie piramidy | Wprowadzenie do kruczków prawnych | Wrzucam wszystko do kosza | Wrzątek | Wspomneinei pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Współczesny filister | Wszystkie rybki | Wszystko na A | Wszystko na sprzedarz | Wszystko na sprzedaż | Wygrana | Węzłowato | Wólka Węglowa | Xin Lu, typowa brunetka o granatowych oczach | Z Nietzschego nic nie powstaje | Z księgi wulgaryzmów | Z rupieciarni myśli | Zaczarowany świat zen | Zanim mnie wrzucą do dołu | Zapowiedź Apokalipsy | Zaraz wracam! | Zasada domniemanej winy | Zaskroniec | Zastał Polskę drewnianą... | Zatrzaśnięte drzwi | Zbaw mie Buddo Amido | Zbaw mnie, Buddo Amido | Zdrowy egoizm | Zegar dziejów | Zestrzelenie księżyca | Zginął z rąk słabej kobiety | Zima się nas nie ima | Zjawiskowe | Znak jaskółki | Zrozumieć wartość tego, co nieużyteczne | Zuch zawsze ochoczy! | Zwierzęta pod postacią ludzi | Zwyciestwo konsumpcjonizmu | Ząb mądrości | ie zabijajcie drzew! | ieosobiście | kosmos | Łagodne prawo, ale prawo | Łagodność tygrysa | Śmiechotki, chichotki | Śmiertelna powaga | Śmierć | Światełko w mroku | Świętość, wziętość, nadętość | Życie jest tragiczne | Życie samo | Życzliwe spojrzenia na całość ogródka | Żyć, nie umierać
RSS
piątek, 31 sierpnia 2018

 

    "Wiedzą bogowie, że śmierć jest

nieszczęściem; inaczej sami by

chcieli umierać." 

---------------------------------------------------------------------

    - Ach cóż to za niestoicka myśl!  Tej

Safonie to chyba nieźle odbiło! - zauważyła

Mysz domowa. Ale Mysz polna nie zgodziła

się z nią:

    - To miłość do życia. - powiedziała - Poeci

myślą w ten sposób, w przeciwieństwie do

filozofów.  Seneka bardzo wydziwiał pisząc

o śmierci.  Nie można już chyba bardziej

przesadzić! -

    - Od razu widać, że jesteś głupią myszą. -

mówiąc to Mysz domowa wydęła lekko wargi. 

- I nie znasz się na mądrości.  Seneka wszak

powiada... -

    Ale nie dokończyła myśli, bowiem do

pokoju wpadł kot Pani Ogawy i Mysz domowa

gdzieś czmychnęła. Kot zaś podszedł do

Myszy polnej, która nie znała domowych 

kryjówek i obwąchał ją.

    - Przysłuchiwałem się waszej rozmowie -

rzekł. - I od razu widać, kto tutaj jest

tchórzem. Ta, co mówiła, że nie lęka się

śmierci, dała nogi zapas, a ty cierpliwie

czekasz. Dlatego cię nie rozszarpię. -

    - Dziękuję ci kotku, ja też nie cierpię

hipokryzji. Ale zrozum - dla nas, myszy,

jesteś ogromny jak smok, jak lew, albo

tygrys...Dlatego się ciebie boimy.  Nie

mamy też zbyt wysokiego zdania o twej

inteligencji. Dziki jesteś i okrutny, i bawisz

się naszym życiem -

     - Pochlebiasz mi, Myszko. Właściwie

już coś jadłem. Dlatego cię nie zjem. 

Boska to rzecz bawić się czyimś życiem.

Czy uważasz, że jestem Bogiem? -

     - Ty? -

     Kot pani Ogawy nigdy jeszcze czegoś

takiego nie widział.  "Muszę o tym napisać

w swoim dzienniku." - pomyślał i poszedł

się zdrzemnąć. Był to już stary kot,

doświadczony w łapaniu myszy.

    Po jakimś czasie Mysz domowa wychynęła

spod miotły.

    - Wracając do naszej dyskusji - zaczęła...

 

    

czwartek, 30 sierpnia 2018

  

    To dziwne wrażenie - znać kogoś od

kilkunastu lat, wciąż spotykać w pewnych

(stale tych samych) miejscach i

okolicznościach i czuć, że ta osoba staje

się nieoczekiwanie bliska, choć wcześniej

tego się tak nie zauważało. Owszem,

dość wyrafinowany muzyczny gust i

pewna psychiczna delikatność sprawiały,

że zawsze lubiłem tego znajomego. Ale

bywało różnie - i kiedyś nawet obraził się

na mnie, a ja, chcąc rozładować niepotrzebne

napięcie wręczyłem mu kartkę, na której

napisałem: "Wyzywam pana na pojedynek!"

Żart zadziałał i człowiek zdał sobie sprawę,

że obraził się całkiem niepotrzebnie.

A teraz często nasze przypadkowe spotkania

trwają bardzo długo i stały się serdeczne.

    Przedwczoraj zrobiliśmy sobie ze

znajomym spacer, rozmawiając o różnych

rodzajach bliskiej nam muzyki.  Między innymi

o pierwszym nagraniu Pasji Mateuszowej

z Gardinerem (niedawno ukazało się drugie). 

    Gardiner w wywiadzie wspomina o tym, że

w tym drugim nagraniu zrealizował pewien

istotny cel, jakim było "stopienie muzyki

instrumentalnej z wokalną", ale, że prawdziwy

entuzjazm towarzyszył pierwszemu nagraniu,

w którym uczestniczyli najwięksi angielscy

śpiewacy repertuaru barokowego.  Z tego,

co zasugerował wynika, że nie miał teraz

do dyspozycji porównywalnych głosów, bo

po prostu tak wybitnych wykonawców nie ma.

Ta pasja ma wiele znakomitych wykonań, ale

największy sentyment mój znajomy i ja mamy

właśnie do tego pierwszego nagrania

Gardinera. 

      Gardiner doskonale wczuwa się w pasyjne

nastroje, jednak jego nagrania są w pewnym

sensie świeckie, nie podporządkowane myśli

religijnej, ani tradycji wykonywania tej muzyki

w duchu bardziej ascetycznym (Jak zrobił to

np. wielki Gustav Leonhardt).  A mimo to

tamto wykonanie jest nie tylko pełne piękna

widzialnego i słyszalnego, dostępnego dla

zmysłów, ale wyraża coś z autentycznego

ducha muzyki Bacha.  Okazuje się po prostu,

że dramat pasyjny jest tak żywy, ponieważ

odwołuje się do pewnych uniwersalnych

ludzkich przeżyć, a jego tematem jest 

cierpienie, miłość, ofiarowanie i nadzieja,

ale też złość i zdrada.

      Nieoczekiwanie dla mnie na chwilę pojawił

się wątek egzystencjalny.  Ale to znajomy, nie

ja, wspomniał o śmierci.  Niby jakoś

mimochodem i przy okazji głównego tematu

rozmowy, a jednak wyczułem, że trochę mu to

odbiera radość życia, choć nie jest ono,  w

przeciwieństwie do mojego, poważnie

zagrożone. 

     Jego sytuacja materialna jest na szczęście

o wiele lepsza od mojej - podróżuje i chciałby

nawet wyprowadzić się z Warszawy w jakieś

spokojniejsze i wolne od smogu miejsce, a 

muzyki słucha zmieniając nieustannie

odtwarzacze i nośniki, tak, że może w końcu

usłyszeć ją w zgodzie z własnymi wyobrażeniami

o niej.  

    To człowiek dość cichy, w przeciwieństwie do

swego brata, którego również znam, a którego

temperament jest całkowicie przeciwstawny.

Ci z czytelników, którzy znają trochę moje życie

i kontakty, wiedzą zapewne kogo mam na myśli. 

     Ale mnie fascynuje w tej chwili to, że nagle

stałem się w pewien sposób kimś dla tego

rodzaju znajomych ważnym i autentycznie 

cieszą się na mój widok, a nawet najwięksi

zgryźliwcy, lubią mnie i cenią, i bywa, że

rozmawiamy przez kilka godzin. Jeszcze kilka

lat temu było inaczej.  Wydaje mi się, że 

stopniowo uświadamiają sobie, że należymy

do wymierającego powoli szlachetnego gatunku

ludzi, którym taka muzyka jest potrzebna do

życia bardziej niż cokolwiek innego.

      Nie tak dawno ktoś napisał tu,

że muzyka to życie i że jest czymś o wiele 

doskonalszym niż poezja. Dziś, kiedy osoba

ta nie żyje, nie bez pewnego smutku, ale

i satysfakcji, wspominam też to,  z jakim

uznaniem  wypowiadała się o mojej 

twórczości.  A był to człowiek rzadkiego

już dzisiaj intelektu. 

środa, 29 sierpnia 2018

 

       Nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego,

jaka część naszego życia upływa w mroku.       

     Inspektor Nezumi czuł, że Nut kłamie.

     - Twierdzi pani, że połyka pani swe dzieci

wieczorem, by urodzić je o poranku. -

zauważył tonem nieco sprawozdawczym.

    Dziewczyna popatrzyła na niego błędnym

wzrokiem i powiedziała:

    - Ja, bogini nieba i opiekunka zmarłych,

mówię to. -

    - Przyjmijmy, że tak jest, ale jak to można

logicznie wytłumaczyć? - spytał.

    W tym momencie weszła salowa

i powiedziała:

    - Doktor zabronił jej rozmawiać z panem.

Muszę jej podać leki.  Niech pan już sobie

idzie inspektorze. -

    - Ale chyba orientuje się pani, że tutaj

chodzi o morderstwo, a pacjentka jest

podejrzaną. -

    - Doktor zabronił. Ja tylko wykonuję

jego polecenia. -

    - A jak się nazywa ten doktor? Może

pogadam z nim? -

    - To doktor Set!  Ale nie ma go teraz

w szpitalu. Proszę przyjść jutro.  Łatwo

go pan pozna. Jest rudy!  Nie mogę go

nie posłuchać. -

    Sprawa Reiko Imai nie dawała

Nezumiemu spokoju.  Chciał trochę

odsapnąć, wypić kawę na mieście i

przestać o niej myśleć.  Wszystkie dowody

świadczyły o tym, że Reiko uważając się

za egipską boginię Nut, połknęła przed

snem dwie malutkie córeczki. To akurat,

że córeczki, niekoniecznie zgadzało się

z treścią mitu, jednak dziewczyna nie

była specjalnie wykształcona.  Pracowała

w nocnym barze przy jednej z głównych

ulic starej dzielnicy Kioto. Inspektora

wzruszał los chorej dziewczyny, nie wierzył

jednak, że w chwili popełnienia zbrodni

była niepoczytalna.  Mordując córeczki,

nagrywała film, który umieściła na

Facebooku. Zanim zjadła maleństwa

zrobiła z nich sushi. Uzyskała mnóstwo

polubień nim znajomi zorientowali się,

że to morderstwo. Zadzwonił do Nabukko. 

Zgodziła się umówić z nim na kawę.

      - Niepokoi mnie ten doktor Set. -

powiedziała - Słyszałam, że prześladuje

spokojnych ludzi. -

     Ale inspektor w jej obecności rozmarzył

się.

     - Nabukko, jesteś taka piękna! 

Twój widok po prostu mnie zachwyca.

Co tam zorza polarna, czy zachodzące

słońce. Jesteś najpiękniejszą z gwiazd

na niebie. -

    - No tak. I pewnie nie mam głowy

krokodyla. - roześmiała się dziewczyna.

    - Kto wie?...Jutro spotkam się z 

ty Setem.  Podobno pnie się po szczeblach

kariery, a na oddziale uważają go za boga. -

    - Uważaj Nezumi! - ostrzegła go Nabukko.

    Trochę jeszcze sobie pogadali o tym

i o owym.  O tym, jak szybko mija czas i że

to, co było przed chwilą, naprawdę zdarzyło

się przed wiekami.

     - Ale, co ty o tym możesz wiedzieć! -

zakończył inspektor.

     Nie pamiętał dokładnie, co stało się tego

wieczoru. Chyba na ulicy, w pobliżu parku,

ktoś uderzył go w głowę.  Pamięta tylko, jak

potężnie zbudowany pielęgniarz kazał mu

się przebrać i odebrał od niego wszystkie

rzeczy.  Potem zaś dwóch lekarzy, czy jeden

z nich to nie był przypadkiem doktor Set?,

stawiało mu przedziwne pytania: Czy wie

pan, jaki jest dzisiaj dzień i która jest

godzina?  Czy pamięta pan, jak się pan 

nazywa?  A jaka jest teraz pora roku -

lato, czy zima? Czy wie pan, gdzie pan jest?

     Ciemności egipskie ogarnęły go w

pustym pokoju i dopiero po pewnym czasie

uświadomił sobie, że nie jest tu sam i że

leży w łóżku na dużej sali, wypełnionej

jakimiś szczególnymi kreaturami, których

obecność budziła w nim przerażenie.

    Rano zjawił się obok jego łóżka jakiś

lekarz o rudych włosach.

    - Miał pan epizod. Ale wkrótce pana 

wyleczymy!  Czy dobrze się panu spało?

    - Dobrze...Tylko, czy moglibyśmy

porozmawiać gdzie indziej? - spytał

inspektor.

    - Ach, to pewnie Toru pochylał się

nad panem przez całą noc. Kłopotliwy

pacjent, ale można się przyzwyczaić. 

Ma kłopoty z wyrażaniem agresji. 

Pani Violetto, proszę panu zmienić

prześcieradło, jest całe mokre...-

    - Pacjent zaszczał, a my musimy

harować. - poskarżyła się młodziutka

pielęgniarka o wydatnych wargach.

     Zwłoki Reiko Imai wyniesiono

nad ranem z toalety.  Podobno 

popełniła samobójstwo.  Niezwykle

trudno to zrobić w szpitalnej toalecie.

Ale, skoro jest się boginią, to nie ma

rzeczy niemożliwych!   

       

 

 

wtorek, 28 sierpnia 2018

 

   Pojutrze ma do mnie ktoś przyjść,

w praktycznej raczej sprawie i nie

kobieta.  Ale jutro ma to jeszcze

potwierdzić. W każdym razie zatrzyma

się trochę dłużej.

   A ponieważ Mitsuko leje na wykładzinę

podłogową, a odkurzacz jest chwilowo

nieczynny, powinienem jutro posprzątać. 

Ale, myślę, co jeśli posprzątam, a on

nie przyjdzie?  A nawet jeśli posprzątam,

to i tak lepiej będąc u mnie patrzeć

na brudne ściany niż na wykładzinę.

   No dobrze!  Posprzątam we środę 

po potwierdzeniu informacji, że przyjdzie.

Ale nie będę miał na to zbyt dużo czasu,

prawda kotku? 

    Mitusko nalała dzisiaj pod stolik

z kolumną muzyczną. Udałem,

że jestem wściekły i kot schował się

pod wannę, ale ponieważ okazało się,

że jestem całkiem spokojny, to zaraz

nalał drugi raz. Na moich oczach bydlę

nalało! Znowu udałem, że jestem wściekły

i kot popędził do łazienki, ale zaraz

stamtąd wychynął. I tak się bawimy w

kotka i myszkę...

      - Ja bym tego twojego kota zabiła! -

mówi moja matka.

      - Ale ona mnie tak rozczula!

Jest jak malutkie dziecko. Ona nic nie

wie. Jednak czuję, że lepiej niż ludzie

rozumie, czym jest życie i wcześniej niż ja

sam wie, jak się czuję. Jesteśmy drobnymi

istotami zagubionymi we wszechświecie!

A ona tak niewiele potrzebuje do szczęścia. -

      - Dobra, dobra! - warczy matka. 



poniedziałek, 27 sierpnia 2018

 

Miło mi zawiadomić, że 30 tysięczny komentarz

wpisał DANEK 9985 !!! 

(pod wpisem

Sierpniowa noc)

A zatem serdecznie gratuluję!  O włos od tego

wielkiego sukcesu byli Alma i Piotrratyński. :-)

Nie chcę tu jednak używać kwiecistych słów...

zdjęcie nazumi13


niedziela, 26 sierpnia 2018

 

...Brakuje tylko trzynastu, więc dziękując

wszystkim komentującym ogromnie jestem

ciekaw, kto wpisze 30 tysięczny komentarz :-)

Nagrodą może być spotkanie z autorem

bloga ;-)

     Ostatnią triumfatorką (20 tysięczny

komentarz) była znana blogerka, psycholog 

i terapeuta Centrumperspektywa, ale nagroda

(w tzw. realu), nie została jeszcze odebrana ;-)

     Jak na blog pisany przez samotnika

na mglistym pustkowiu, całkiem nieźle.

Niewiele mam, ale zieloną herbatą każdego

mogę wirtualnie poczęstować, a może nawet

i kawą, jeśli ktoś lubi. Zapraszam więc do

mojej skromnej chatki na herbatkę tao,

herbatkę zen, a najlepiej na taką, jaką ktoś

najbardziej lubi. Może być nawet tzw. czaj,

czyli najtańsza herbata sypana, wypełniająca

więcej niż połowę szklanki. Podobno daje

kopa. Piłem taką na obozach harcerskich,

na których byłem zastępowym ;-) 

      Dowcip z tamtych czasów: "Czy jest

druh Boruch?", wciąż żyje. "Nie ma druha,

bo rucha."  Ale kiedyś na obozach harcerz

wszystko robił sam ;-)  Ścinał drzewa i robił

prycze, mył garnki w jeziorze piaskiem,

maszerował na długie biwaki, odbywał 

warty o różnych porach dnia i nocy.  Po

wsiach traktowano nas jak wojsko. Dzielono

się mlekiem, owocami, wodą ze studni.

Ja osobiście Borucha nie spotkałem.

Jeździłem na obozy z drużyną z ogromnymi,

przedwojennymi jeszcze tradycjami. Ale

pewnie gdzieś był - nie można przecież 

robić wszystkiego samemu...

    

 

 

   Orientalne drzewo

    .............................................

zdjęcie nazumi13

        

        I trochę orientalnych mądrości.

     

     "W prawdziwej miłości zawiera się poczucie

odpowiedzialności i akceptacja drugiej osoby

taką, jaką jest, ze wszystkimi jej zaletami i

wadami. Jeśli lubimy w człowieku tylko te

najwspanialsze cechy, to nie jest miłość.

Musimy zaakceptować słabości drugiego

człowieka i wspomagając go naszą

cierpliwością, zrozumieniem i energią,

doprowadzić w nim do wewnętrznej

transformacji...Boimy się wiązać na dłużej.

Pragniemy wolności. Musimy jednak

zobowiązać się na wiele lat...Nie możemy

ot tak powiedzieć sobie: "Już cię nie

kocham."

(Thich Nhat Hanh, Nauki o miłości)

 

"Pewien dawny mistrz powiedział:

Bliski związek z dobrym człowiekiem

jest jak chodzenie we mgle. Chociaż

właściwie nie moczysz szaty, staje

się ona coraz bardziej wilgotna.

     Znaczy to, że znajdując się

blisko osoby dobrej, sami stajemy się

dobrzy, nie zdając sobie z tego

sprawy."

     (Dogen, Elementarz zen Soto)

    

     Dogen to, jak wiemy, buddyjski 

Mistrz i największy japoński filozof

(XIII wiek).  A "ten drugi" to

popularny buddyjski Mistrz

współczesnych nam czasów, znany

z wielu pięknych książek.

    Obaj mówią o rzeczach na tyle

ważnych dla życia, że warto tu ich

słowa przypomnieć.

 

 

 

 

 

sobota, 25 sierpnia 2018

........................................................................................................

 

      Drzemał w ogrodzie i mógłbym go chyba nawet

dotknąć. Śniło mu się może, że jest mną. Tak jak mnie

może śniło się, że jestem nim :-)

      Ile delikatnej słodyczy odnaleźć można u  schyłku lata! 

Dla kruchych istot, które żyją tylko kilka dni, to całe życie.

A zielone listki i różane płatki to czasem cały świat.

     A i my przekonujemy się, że nie jesteśmy tutaj samotni.

"Gdyby człowiek mógł we śnie przejść przez Raj i dostać

kwiat na dowód, że jego dusza rzeczywiście tam była,

i gdyby, przebudziwszy się, dostrzegł kwiat w swej dłoni

- ach, co wtedy?" - pytał Coleridge. 

     Rzadko bywam w tym ogrodzie, a częściej snuję się

po polach Elizjum, bo tam można spotkać dostojne mary

sławnych ludzi.  Ten z lewej, samotnie kroczący, to

boski Platon, który przeglądał się w zwierciadle czystej

duszy. Może nie tak łatwo dostrzec Zhuangzi, bo ogląda

krecie norki, albo śledzi lot wielkich ptaków.  Nie

wszystkie twarze rozpoznaję.  Przeważnie pamiętam te,

które widziałem za bramą piekieł.  A jeśli w poszumie

drzew słychać jakąś muzykę, to na pewno Orfeusz, albo

Purcell potrącają struny.

      No, ale ja tu jestem tylko gościem.  Choć nie

nazwałbym się turystą. Jednak przyznaję, że wolę ich

tu spotykać, niż w Edenie węża, za przyczyną

którego wszyscy jesteśmy śmiertelni.  Wdaję się

czasem w jakaś pogawędkę i widzę, że Sokrates

i tutaj chodzi bez sandałów.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

zdjęcie nazumi13

piątek, 24 sierpnia 2018

        Uwielbiam takie nastroje.  W pierwszej chwili trochę

dziwnie mi się tego słuchało znając wcześniejsze ich rzeczy,

ale bardzo mi się cała płyta podoba. Zawsze wolałem Lisę niż

jego, ale teraz w pełni do mnie przemówił.  A cała ewolucja

ich stylu od nowej fali do muzyki dawnej i etnicznej sprawia, 

że każde ich nagranie jest dla mnie czymś inspirującym.

To piękne, że udało im się wyjść z niszy i ożywić ducha

dawnej muzyki.(Albo raczej spopularyzować ją, bo pięknych

nagrań jest wiele, tylko nie wszyscy wiedzą o ich istnieniu).

A przy tym zawsze wiadomo, kim są. Tak więc rzeczywiście

umarli tańczą!  A ja razem z nimi...

      Jeszcze kilka słów o nośnikach muzycznych. To prawda,

że oryginalne nagarnia analogowe nie brzmią najczęściej

(choć nie zawsze) na CD tak dobrze jak na oryginalnym nośniku. 

Jednak tłoczone obecnie longplaye brzmią często o wiele gorzej

niż CD. Lubię longplaye i podoba mi się snobizm polegający

na ich zbieraniu, jednak era CD trwa już na tyle długo, że

zarejestrowano na tym nośniku tak wiele cudownych

nagrań o pięknym brzmieniu (a nagrywanie CD przez małe,

wyspecjalizowane wytwórnie stało się prawdziwa sztuką),

że trzeb być ślepym i głuchym, żeby nie chcieć ich poznawać.

A w necie, wbrew obiegowemu poglądowi, że jest wszystko,

nie ma tych nagrań prawie w ogóle. A jeśli są, to jak brzmią,

kiedy się ich słucha z laptopa?

     Argument, że CD są nietrwałe jest zwykłym idiotyzmem,

ponieważ nie znam ani jednej osoby, która w ciągu prawie

40 lat utraciłaby z tego powodu jakiekolwiek nagranie (o ile

płyty mechanicznie coś nie zniszczy). Nietrwałe są jedynie

CD do przegrywania.  Ale widać ludziom wydaje się nie do

zniesienia myśl, że po ich śmierci CD przestanie działać. ;-)

We wszystkim, także w uleganiu modom, trzeba trochę

zdrowego rozsądku.  A gdyby nie można było ściągać plików

za darmo to pewnie nikt by ich w necie nie szukał.

     Kiedyś w EMPiK-u jakiś młody człowiek tłumaczył mi,

że nie warto, żebym kupował płytę, bo lepiej kupić prawo

do odtwarzania plików.  Zabawna to była rozmowa...

 

      

 

              

00:44, nazumi13
Link Komentarze (5) »
czwartek, 23 sierpnia 2018

     

     Wciąż jeszcze nie przeczytałem w całości

"Sprawiedliwych wyroków sędziego Pao-Kunga." 

To takie chińskie kryminałki z XVI wieku i to z

udziałem konwersujących duchów - więc

coś w stylu Nezumiego (nazumiego13).  Polskie

tłumaczenie ukazało się prawie 60 lat temu.

    Ale opowiem tutaj własną historię opartą na

motywach japońskich ;-) 

    W pewnym lesie mieszkała wiedźma o imieniu

Mitsuko.  Jej chatka była wprawdzie ciasna, ale

mimo to żyło jej się tam dobrze. A od czasu do

czasu kręciła korbką patefonu i słuchała miniatur

Chopina albo Debussy' ego.  Pewnie posiadacze

smartfonów nie wiedzą, co to jest patefon. To

takie urządzenie do odtwarzania muzyki z początków

zeszłego wieku.  Więc jak powiedziałem, żyło 

jej się tam dobrze, ale od czasu do czasu ktoś,

kto tamtędy przechodził, znikał i dopiero po latach

odnajdywano jego kości.

       W końcu podejrzenie padło na wiedźmę

i prefekt Kobayashi pojechał zbadać sprawę na

miejscu. Ale kiedy tam dotarł, okazało się, że

wiedźma gdzieś znikła. Skąd wiedziała, że

się do niej udał?  A może opuściła to miejsce

z innych powodów. 

      Ludzie w okolicy gadali, że wiedźma miała

specjalny kociołek, w którym gotowała swe

ofiary, ale prefekt odrzucił tę wersję jako

naiwną.  Kości ofiar odnajdywano bowiem w

dobrym stanie i nic nie świadczyło o tym, że

były poddawane procesom termicznym,

ani, że zostały oddzielone przed śmiercią od

ciała. Dlatego zarządził, aby nałożono karę

za każde fałszywe doniesienie lub plotkę.

     Minęła jesień i zima, a poszukiwania

wiedźmy nie przyniosły rezultatu i

Kobayashi postanowił powrócić do stolicy.

Wydawało się, ze sprawa nigdy się nie wyjaśni

i trzeba będzie ją umorzyć. 

      Prefektowi zmarła niedawno żona

i troje dzieci, które umarły na wieczną ospę.

Jego dom opustoszał, a życie wypełniła

melancholia.  Coraz częściej myślał o

Przeczystej Krainie Buddy, ale obowiązki

służbowe odwodziły go od decyzji o

samobójstwie.  Jego wygląd zewnętrzny

bardzo się jednak zmienił, a podwładni

zaczynali mu okazywać lekceważenie.

W tajemnicy przed wszystkimi zaczął

więc palić opium i pogrążać się w

sennych wizjach.

       Którejś nocy stanęła przed nim

Mara.  Prefekt początkowo myślał, że

to jego zmarła małżonka przyszła czynić

mu jakieś wyrzuty. Faktycznie Mara

miała zeszpeconą od ospy, poczerniałą

twarz, całą w szramach.  Ale, kiedy

przyjrzał się bliżej, zobaczył, że to

musi być ktoś inny.

       - To ja, wiedźma Mitsuko - rzekła

Mara. - Podobno szukałeś mnie! -

       Kobayashi przestał oddawać się

marzeniu sennemu i postanowił stanąć

na twardym gruncie faktów.  Przede

wszystkim należało ustalić, czy Mara

jest osobą, za którą się podaje.

      - Jak miała na imię twoja matka? -

spytał.

      - Nie mam matki, ani ojca. Urodziłam

się przez samorództwo - odrzekła

Wiedźma.

     - Kiedy to było? -

     - W bezczasie! - 

     Prefekt nie miał już wątpliwości, że

Mara była wiedźmą, której poszukiwał.

Wyjął z zawiniątka jakąś kartkę i podał

ją Wiedźmie. Była to lista jej ofiar.

    - He, he! - zaśmiała się Wiedźma na

widok owej listy - Ani jednej z nich nie

uśmierciłam! - 

    - Chcesz powiedzieć, że jesteś

niewinna?-

    - Ach, zapewniam cię, że istnieją

istoty niewinne! - odpowiedziała.

    - Muszę to przemyśleć! - oznajmił

prefekt. - A na razie zamknę cię w

areszcie. -

     - W takim razie będziesz pierwszą

mą ofiarą! - zapewniła Mara i udusiła

urzędnika.

     Kobayashi upadł na podłogę, ale

Wiedźma nie dawała mu spokoju:

     - Czy jesteś już w Czystej Krainie? -

pytała potrząsając jego ciałem.

     Ale zmarły milczał jak grób, więc

Mara posnuła się jeszcze trochę po

mieszkaniu i odfrunęła.

    Następca Kobayashiego, młody

i ambitny urzędnik, próbował wyjaśnić 

sprawę, ale następnej zimy załamał

się pod nim lód i utonął w przeręblu.

Oto, czym kończy się czasem nadmierna

dociekliwość.  Choć sam jestem ciekaw,

jak jest w Przeczystej Krainie Buddy.

Mimo, że niektórzy mówią, że to tylko pewien

stan umysłu i że kraina ta poza nim nie 

istnieje.

 

     

 

 

 

 

środa, 22 sierpnia 2018

 

     Srebrna nitka urwała się, a może tylko

przestała być widoczna i pajączek zsunął

się na ziemię.  "To z pewnością przyniesie

pomyślny los." - pomyślał. Ale ledwie

słońce roztopiło się łuną na niebie, a już

znikło w porannej mgle. Czuł wyraźnie, że

jego życie się kończy i że nie będzie już

żadnego innego. Ten wschód słońca

przypominał mu bardziej zachód. I w końcu

uświadomił sobie nawet, że nie wie, czy

słońce właśnie wschodzi, czy zachodzi.

"I to już koniec na zawsze?" - pytał samego

siebie. - "Ale jeżeli tak, to co oznacza ten

dobry znak, który zwiastuje szczęście?"

    Wszystko to było jakieś mgliste, niejasne,

jakby nadzieja i lęk splotły się w jedną

nić. Jak zawsze tęsknił za Noriko. Oglądał

jej zdjęcia w telefonie. Były ich tysiące.

Na niektórych byli razem, roześmiani

i weseli, na innych samotni i oddzieleni

od siebie niewidzialną zasłoną. To cała

historia, której ona zapewne nie znała,

bo niewiele miała tych zdjęć. I chociaż

stracił już prawie nadzieję, że ją zobaczy,

cieszył się każdą chwilą, w której widać

było błysk szczęścia. Ona też była

często beztroska i szczęśliwa.  Zdjęcia

nie kłamały - widać było, co do niego

czuje.

     "Miłość to piękne uczucie" - roił. -

"Jakie to szczęście, kiedy pojawia się

choć na chwilę.  I czy nie cudownie napisał

ten angielski poeta, że prawdziwa miłość

nie jest jak zjawa czy widmo, które znika,

gdy zapieje kogut.  Zniknąć może

zakochanie, namiętność, ale nie miłość."

       Dopiero, kiedy Noriko odeszła poczuł,

że jest śmiertelną istotą i że niedługo go

nie będzie. Wcześniej śmierć była dla

niego jedynie abstrakcją, podobnie jak

samotność.  Może powinien być jej

wdzięczny, że dzięki tej rozłące, dokonał

tak ważnych dla życia odkryć?  Owszem,

kiedy patrzył nocą na topole, widział w nich

duchy zmierzchu, ale śmierć nie skradała

się za nim.

     Zresztą o tym, że jest chory dowiedział się

też po jej odejściu.  Lekarz powiadomił go o

tym dość brutalnie, mówiąc o trupach tych,

którzy mieli podobne wyniki badań.  "Niech

się pan tak głupio nie cieszy, że pan jeszcze

żyje." - dodał.  Może chciał go uczulić na

fakt, że leczenie jest konieczne, jednak

zaraz przecież dodał, że leczenia żadnego

nie ma.  Jego arogancja miała jednak swe

granice: "Niech pan spokojnie idzie do domu"

- powiedział w końcu i zauważył życzliwie, że

są w tym samym wieku i noszą to samo 

imię.    

      Piękno chwil, w których budziła się ich

miłość na zawsze pozostało w jego sercu.

Pozostał mu wierny. Było jak najpiękniejsza

muzyka, której się nie zapomina.  Dlatego

był Noriko wdzięczny za to, że go nim obdarowała. 

I nawet, jeśli nieświadomie starała się to później

zniszczyć,czy unieważnić, wiedział, że ją kocha

i że wybaczył jej wszystko.

      Śmiertelna rana wprawdzie pozostała i czuł

wielki smutek i ból, ale zranienie to nie zagrażało

jego uczuciu do niej.  Wprawdzie kilka razy bliski

był śmierci, ale od samobójstwa ratowały go

myśli uwalniające od złudzeń. 

       Któregoś dnia jakiś ślepy impuls rozpaczy

pchał go w kierunku okna w dużym pokoju

mieszkania matki.  Chciał zadzwonić do

Noriko, widząc w tym jedyny ratunek.  Ale

szybko uświadomił sobie, że ona albo nie

odbierze jego telefonu, albo zachowa się tak,

że będzie  m u s i a ł  skoczyć.  A o jego śmierci

pewnie nawet się nie dowie.  Miał jeszcze

telefon znajomej z netu, która zostawiła mu

go na wypadek, gdyby miał jakieś problemy

ze sobą (jej mąż popełnił samobójstwo), ale

nie wyobrażał sobie, że mógłby ją tym

niepokoić.

    Dalsze jego myśli skierowały się na matkę

i kota, jedyne istoty, które nie mogły bez niego

żyć.  Podszedł do okna i myślał o tym, że

nie ma pewności, czy przez sekundę, jaka

go będzie dzielić od roztrzaskania się o ziemię

nie poczuje, że jednak chciał żyć. Później

chodziło już tylko o to, żeby znaleźć jakieś

argumenty, które umocnią go w powziętej 

decyzji. Jeden nawet łatwo się znalazł:

po co skracać sobie życie, skoro za chwilę

i tak go już nie będzie...Kiedy człowiek 

świadomie wybiera życie, to jest to pewien

akt woli.  Ale to nie znaczy, że wraca się

do życia.  Ta kraina, w której toczy się

codzienne życie, jest już krainą śmierci, nie

życia. 





    

wtorek, 21 sierpnia 2018

 

   Zdjęcie jest sporych rozmiarów...Nie znaczy to, że

nie napiszę żadnego tekstu :-)

   Noc jest piękna. Życie nie zawsze. Na pewno warto

jednak czasem odpocząć od cywilizacji i zapomnieć

o codziennych problemach.

    Ci, którzy starają się uświęcać istnienie drastycznych

nierówności społecznych, wspominają o tym, że

trzeba ludzi stymulować do użytecznej aktywności.

Ale mam wrażenie, że często mamy do czynienia nie

z jakimś stymulowaniem, lecz z elektrowstrząsami,

albo z podtapianiem i że tzw. niewidzialna ręka rynku

(którego istnienie jest fikcją, bo światem rządzą

korporacje) służy jedynie torturowaniu ludzi, wśród

których są także ludzie twórczy: artyści, poeci, ludzie

nauki, intelektualiści... 

 


poniedziałek, 20 sierpnia 2018

 

    Tabloid na Lunie zamknięty :-)

Mam nadzieję, że nikogo nie

uraził, ani nie wpędził w ponury

nastrój.

    ------------------------------------------------

    A teraz pora na popisy akrobatyczne

z udziałem zrośniętych ze sobą

plecami mrących garbusów, którzy

medytują pod wielkim drzewem

Bodhi.  Jest to niewątpliwie

świętokradztwo, ale się tym nie

przejmują. Drzewo jest dla wszystkich.

Każdemu użycza swego cienia. Nawet

garbatemu i połykaczowi ognia ze

stacji metra Centrum.  Przydałaby się

tylko jakaś muzyka...I jest! 

   

 

 

niedziela, 19 sierpnia 2018

.............................................................

     TABLOID LUNY

     Motto: "Z czegoś człowiek

     musi żyć!"

------------------------------------------------------

     W piątek wieczorem z toalety

Toi Toi w Parku Brudzińskich

wyłowiono zwłoki 31-letniego

Józefa K. Pozostała po nim niedopita

małpka, nabyta w sklepie "Alkohole

świata."  Według rzecznika straży

miejskiej zwłoki denata były w dobrym

stanie, a przyczyną zgonu było

utonięcie.

--------------------------------------------------------

    Piosenkarka Jota (Kojota) odwołała 

swój ostatni występ w klubie "Kielonki"

w Skarżysku z powodu przedawkowania

melatoniny. Chodzą słuchy, że gwiazda

rozwodzi się ze swym menadżerem

Arkiem Jedynakiem.  Ale na razie nie

będziemy się nad tym rozwodzić.

"Arek za dużo chleje i rwie za kulisami 

dziwki. Poza tym jest o mnie chroobliwie

zazdrosny i nie wypłaca mi honorarium"

- wyznała nim zmorzył ją sen.

---------------------------------------------------------

    Szczypty szczęścia zabrakło

szczypiornistkom mistrza drugiej ligi

Pomp Ropy, które w dodatkowym 

czasie uległy jednym punktem Dunkom

ze Zduńskiej Woli. "Przed spotkaniem

dziewczyny dały z siebie wszystko.

- powiedział nam trener Antoni Zdun

- Najlepsza była jak zwykle Sylwia

Ruchała. Zawiodła Iwonka Cute, 

którą zjadła trema. Musi poprawić

koordynację ruchów. Czeka nas

jeszcze wiele ciężkiej pracy, ale wierzę

w dziewczyny!"

 

------------------------------------------------------

    Wyrodna matka Alicja M. z Krętków

Bladych, województwo kołtuńskie,

poczęstowała uczestników suto

zaprawianej biesiady potrawką z

powitego przy księżycu niemowlęcia.

Ten potwór w ludzkiej skórze beztrosko

bawił się do rana, kiedy do drzwi

posesji zastukała policja rzeczna.

Podejrzana tłumaczyła się, że kiedy

gotowała kołduny dla gości, dzieciątko

wyśliznęło się jej z plecaczka.

Prokuratura nie dała jednak wiary jej

wyjaśnieniom i w celu zapobieżenia

możliwości matkowania, wydała nakaz

umieszczenia jej w areszcie na okres

trzech miesięcy.

--------------------------------------------------------

      Zwłoki 50-letniego Damiana C.

w stanie rozkładu odnaleziono w

bajorze rozlewiskowym rzeźni w

Świniarach Śląskich. Po wypiciu

butelki denaturatu ze swą konkubiną

Izoldą K. kierowniczką pobliskiej

masarni, między kochankami doszło

do sprzeczki. Denat w sposób

natarczywy domagał się od

konkubiny erotycznego masażu.

Na jego ciele odnaleziono 44 rany

kłute i 666 obrażeń, będących

wynikiem użycia pilnika do paznokci

lub podręcznej piły. "Piłam tylko

alkohol, a nie wino. Każdy sąd

mnie uniewinni!" - zeznała oskarżona.

-----------------------------------------------------

     Emerytka, pani Leokadia, zalegała

przez tydzień z niedopłatą kwoty

6 groszy. Urząd przysłał jej ponaglenie,

którego kwotą obciążył adresata,

w wysokości 6 zł. "Skąd ja wezmę

takie pieniądze?" - pyta zrozpaczona

emerytka.

     Psycholog odpowiada: "Pani

Leokadio, pani rzeczywistym

problemem jest postawa roszczeniowa

i zwyczajna ludzka zawiść. Czy pani

wie, ile człowiek musi się napracować,

żeby umieścić swoje miliony w raju

podatkowym?"

-------------------------------------------------------

    Wszedł na wybieg dla tygrysa. Miał

3, 5 promila alkoholu we krwi. Zwierzę

omijało go szerokim łukiem. Dopiero,

kiedy je zaatakował, rozszarpało go.

"Proszę zwrócić uwagę, że początkowo

zwierzę nie atakowało intruza.

Wychowujemy zwierzęta w trzeźwości!"

- oświadczył z dumą dyrektor ZOO.

 

sobota, 18 sierpnia 2018

 

      Dzisiaj, co rzadko mi się zdarza, miałem

szczęście.  Poczułem się tak, jakbym złowił

wielką rybę pośrodku pustego jeziora.

      Ponieważ czułem się fizycznie

źle, wybrałem się do ogrodu podziwiać

kwiaty i inne rośliny. Zrobiłem kilkadziesiąt

zdjęć, z których część jak zawsze była

raczej nieudana, głównie z powodu lichoty

mojego aparatu, robiącego wyraźne zdjęcia

jedynie w warunkach zbliżonych do

optymalnych.  Usiadłem w końcu na

ławeczce. Zbliżał się wieczór i właśnie

instalował się tu fotograf ze swoim ciężkim

i luksusowym sprzętem, i podpórkami.

Trwało to z pół godziny, a potem ze dwa razy

cyknął i sobie poszedł.  Wiadomo - zawodowiec

i nie za bardzo chyba miał czas!

      Ja zaczekałem cierpliwie na zachód

słońca.  I stał się cud!   Na 30 sekund, może na

minutę, pojawiło się tak boskie światło, że

te same kwiaty, które fotografowałem wcześniej

nabrały prawdziwej magii.  Zrobiłem szybko trzy

zdjęcia i światło, które przeświecało zza drzew

- znikło.

     Jestem pewien, że zdjęcia tego fotografa

nie mogły być nawet w połowie równie udane.

Miałem szczęście, którego on nie miał. I choćby

przez tysiąc lat je opracowywał, nic z tego nie

będzie. (Pewnie je odrzuci!). W fotografowaniu,

podobnie jak w każdej sztuce, nastawienie

umysłu jest niemniej ważne niż techniczna

sprawność. A zbyt wiele przygotowań czasem

wszystko niszczy.

    I przypomniała mi się B.  Chociaż miała za sobą

poważne kursy fotograficzne w Londynie,

szczególnie piękne zdjęcia robiła po pijanemu.

Nigdy nie była zawodowym fotografem, a wszyscy

zachwycali się jej zdjęciem, które jest na okładce

mojej książki. Ja też!  Chociaż ze spaceru, podczas

którego je zrobiła, z ogromnym trudem doholowałem

ją do domu. Zawsze potrafiła spaść na cztery łapy.

    I na tym właśnie polega szczęście lub jego brak. 

Możesz uzbroić się w fotograficzny sprzęt i opanować

reguły sztuki, a efekt będzie marny, jeśli nie pojawi

się to światło, albo zabraknie ci cierpliwości.  Życie

jest kontemplacją, a nie tylko działaniem. Możesz

mieć w domu dwa lub pięć parasoli (jak mój znajomy,

który kupuje je zawsze, kiedy niebo się chmurzy),

ale jeśli nie masz go akurat pod ręką, zmokniesz.

 

piątek, 17 sierpnia 2018

  

    Kiedy coś ma się wydarzyć, albo ma zajść

jakaś zmiana, to czuję się ją czasem w

powietrzu, choć trudno określić, na czym

ona polega. Wszystko zmienia się

niepostrzeżenie.

- Zbliża się jesień! - powiedziała Pani Ogawa.

    Zrobiło się smutno. Próbował jej tłumaczyć,

że jest przecież pełnia lata i że nie trzeba 

myślami wybiegać w przyszłość. Ale Pani

Ogawa należy do osób, które nie jest łatwo

przekonać. 

- Zauważyłeś, ile już spadło liści? - spytała.

- Liście spadają, bo jest sucho. Nie było

deszczu. - zauważył.

- Nie, kochany!  Powoli zbliżamy się do końca

roku. Szaleństwa i przyjemności skończyły się

Czy myślałeś kiedyś o śmierci? O tym, że

niedługo już położymy się w śmiertelnej pościeli? -

- Nie myślę o niej. -

- I nie przyszła ci do głowy myśl, że z wieloma

rzeczami już nie zdążysz?  A jeśli odrodzisz się

po śmierci jako pająk, to kto będzie pisał

twoje utwory? - 

- Pająki pewnie mają trochę inne zajęcia.

Poza tym moje utwory nikomu chyba nie są

potrzebne. Ale, czy ty przypadkiem nie masz

objawów arachnofobii? - 

- Po prostu mi ciebie szkoda. -

- O ile wiem, reinkarnacja jest jakoś ukierunkowana

i człowiek nie stanie się już pająkiem. -

- Bzdura! - ofuknęła go Pani Ogawa.- Uważam, że

powinieneś się już pożegnać ze światem i z 

ludźmi. Będzie ci łatwiej żyć!  Zapomniałeś o

tym, że jesteś chory? -

- Trudno o tym zapomnieć. Ale, czy odejdę stąd

za trzy dni, za trzy lata, czy za lat trzydzieści nie

robi to żadnej różnicy.  To krótsza lub dłuższa

chwila.  Po co miałbym się tym martwić? -

       Próbował zmienić temat. Opowiadał jej o

muzyce, której słucha, o książkach, które

czyta i o swojej samotności. Ale Pani Ogawa

chyba się w tym czasie zdrzemnęła. A kiedy

się obudziła, powiedziała tylko.

      - Co ja mówię? Zbliża się jesień? Nie, ona

już tu jest!  Podobnie jak śmierć. Trzeba mieć

tylko odrobinę wyobraźni! -

      Nie rozumiał tego. Pani Ogawa miała

niecałe trzydzieści lat, ale jej myśli tonęły

w nieprzeniknionym mroku.

     - Mówię ci poważnie - pożegnaj się

z przyjaciółmi!  Muszą być przygotowani na 

twoje odejście. -

    - Myślisz, że ktokolwiek przejmuje się

moim losem? - zapytał - I w ogóle zauważy,

że mnie nie ma?  Przecież jestem dla nich

tylko powietrzem, albo bytem wirtualnym.

Oni wszyscy czują się o wiele ważniejsi niż ja

i chyba raczej mnie nie potrzebują.  Po co

więc podejmować jakieś przygotowania?

Gdybym cokolwiek posiadał, to sporządziłbym

testament. -

    Pani Ogawa popatrzyła ne niego surowym

wzrokiem i powiedziała:

    - Próbuję ci powiedzieć coś optymistycznego,

ale ty bronisz się przed myślą, że niedługo cię

nie będzie.  A co się stanie z twoimi

nieopublikowanymi utworami? - złościła się.

    Znowu zaczął mówić o muzyce. Zaczęła

ziewać.

    - Przemyśl to! - zakończyła.

 

 

 

 

 

 

     

    

 

 

 

 

 

 

 

 

czwartek, 16 sierpnia 2018

               "Wszystko żarłoczny czas pożera."

               (Seneka)

 

...Znalazłem swoją listę zajęciową

sprzed dwudziestu lat.  W pierwszym

roku na mój wykład na Wydziale

Orientalistycznym przychodziło

dwadzieścia parę osób, później

ich liczba się potroiła (tak, że

nie mogli się pomieścić w sali

i część, prawie połowa, musiała

zrezygnować). 

----------------------------------------------------

    Na liście jest osiemnaście

nazwisk:

    5 osób z japonistyki;

    3 z iranistyki;

    po 2 z sinologii, arabistyki,

    mongolistyki i turkologii;

    Jedna z hebraistyki.

    Nie wiem dlaczego, ale też

i jedna polonistka.

---------------------------------------------------

     Zwykle listy rzecz jasna

wyrzucałem, a ta jakoś

przypadkowo przetrwała. Mój

wykład (przedmiot do wyboru)

stał się więc popularny. W pierwszym

roku w tej samej sali odbywał

się wcześniej wykład z historii

buddyzmu. W związku z tym

przypomniał mi się Pan Portier,

starszy już człowiek masywnej

raczej budowy (pewnie już nie żyje),

który tubalnym, grobowym głosem

informował mnie: "Nie ma klucza! 

Mejor zabrał!" (Mając na myśli

profesora).

     Jeden ze studentów, 

człowiek niezwykle zdolny,

po latach powiedział mi, że

dobrze pamięta mój wykład,

bo w Uniwersytecie nie było

"wykładu tak wielkiego

formatu." Miał na myśli i styl

wykładu i fakt, że wykład dotyczył

tradycji duchowej Zachodu i Wschodu.

     Może dlatego niedługo później

wysłano mnie na przymusowy

urlop...i na pewien czas

odsunięto od zajęć? ;-)

     Pamiętam też dyskusje

(po wykładzie 15-20 minut

przeznaczałem na rozmowę

ze studentami) z hebraistką,

które wnosiły bardzo wiele

do rozumienia relacji między

tradycją chrześcijańską a

judaizmem, ale czasem były

bardzo bezpośrednie.

     "Miłość to u nas jest!" -

powiedziała kiedyś - "Rabini

o niej zawsze mówili."  

     "No właśnie mówię, że

jest!" - odpowiedziałem. -

"I że mówili o dwóch wielkich

przykazaniach. "

    "Ale może za mało pan to

podkreśla?"

    "Może podobnie jak rabini?

Mówili, ale za mało podkreślali!"

    A już prawdziwą rozkoszą było

uczenie orientalistów podstaw

filozofii buddyjskiej, taoizmu,  

konfucjanizmu, chasydyzmu i

sufizmu. Byli tym żywo zainteresowani,

bo ( z niewielkimi wyjątkami)

uczono ich ogólnej wiedzy o historii,

kulturze i języku, a nie o filozofii  

i tradycji duchowej.

     Ktoś nawet wyznał, że w ciągu

tygodnia miał jedynie dwie wielkie

przyjemności - zajęcia z jogi

i mój "super- uspokajający" (jak

go nazwał) wykład.  Wyznanie to

nastąpiło w wiele miesięcy po

końcowym egzaminie i stało się

początkiem krótko-trwałej przyjaźni.

Choć pojawił się i moment pewnej

fascynacji.

    Po zaproszeniu mnie do kawiarni

osoba ta powiedziała, że gotowa jest

"słuchać ze mną muzyki, jaką lubię",

a także "uprawiać seks, jeśli tego

potrzebuję." (Ten uroczy praktycyzm

wydał mi się wtedy bardzo śmieszny).

Oczywiście nauczyciel akademicki ma

prawo do takich kontaktów ze swoimi

byłymi studentkami (etyka zawodowa

tego nie zabrania, o ile oczywiście nie

jest żonaty). Z tego pierwszego

spotkania pamiętam jej wiśniowy

sweterek i kobietę, która koniecznie

chciała sprzedać nam kwiaty.

      To raczej miłe wspomnienie. 

W tym czasie zresztą na wykłady

wracałem z Londynu, który na

pewien czas stał się moim drugim

domem.  

     Przykre jest może nie tyle to, że mam

wrażenie, jakby to było przed chwilą...

W końcu życie  j e s t  chwilą i zmierza ku

śmierci. Ale, że moje życie zostało później

tak...zmasakrowane. Może jednak nie wypada

używać tego słowa, szczególnie, kiedy nie

można czytelnikom wyjaśnić jego znaczenia?

A zatem skreślam je! ;-)

 

 

 

środa, 15 sierpnia 2018

 

........................................................................

 

    - Kiedy przybywa gość, podaje mu się

filiżankę herbaty. - powiedziała Mysz domowa.

- Proponuję Xihu longjing (studnię smoka).

Jest najwyższej jakości!  -

    Mysz polna była trochę zakłopotana. 

    - Jesteśmy przyjaciółkami. - zaczęła - Ale

mam do ciebie taką sprawę, że stracisz pewnie

ochotę na miłą konwersację.  Zresztą przy

tobie zawsze czuję się jak szara myszka! -

    - Ależ, co ty opowiadasz!  Wiem, że jesteś

biedna i nie masz czasem jak wykarmić

swego potomstwa po tym, jak twój małżonek

popełnił samobójstwo, a może po prostu

umarł...Różnie o tym mówią!  Masz za mały

budżet. Ale mnie wcale nie powodzi się

lepiej w domu Pani Ogawy. Wiesz, skąd mam

tę chińską herbatę? Podkradam ją!  I Pani

Ogawa zastawiła nawet w kuchni na mnie

pułapkę, ale ją omijam. Chętnie podzielę

się z tobą wszystkim, co mam... -

     - Dziękuję ci, ale to coś o wiele bardziej

poważnego!  -

     - W takim razie chętnie trochę się

przewietrzę i opowiesz mi wszystko na

spacerze. -

     Mysz polna opowiedziała jej wszystko,

a Mysz domowa bardzo się tym zmartwiła.

Ale nie wiem, co jej powiedziała.

Pospacerowały trochę, aż Myszy domowej

zrobiło się zimno i nawet zaczęła 

pokasływać.   

     - Musisz być dzielna! - zakończyła

z uśmiechem, jednak po chwili zalała się

łzami.

- Nie wiem, czy się jeszcze zobaczymy,

droga przyjaciółko! Chociaż mieszkasz

na polu, jesteś bardziej bezpieczna niż

ja. Pułapki na myszy, węszące koty,

okrutne bachory, a nawet mordercza

trutka, to moja domowa rzeczywistość.

Starucha nie ma nade mną litości! 

Ale dlaczego?  Co ja jej takiego zrobiłam?

Siedzę cicho jak mysz pod miotłą i nawet

nie pisnę. -

    - A nie próbowałaś z nią porozmawiać? -

    - Próbowałam, ale rzuciła we mnie

ciężkim przedmiotem i chciała przekłuć

szpilą do włosów.  -

    - A co na to jej mąż? -

    - Kiedy wraca z biura, jest zmęczony

i drzemie. Ale, kiedy się budzi jest dla

mnie dobry. Dokarmia mnie żółtym serem,

a nawet patrzymy razem na księżyc! -

    - To może ona jest o ciebie zazdrosna? -

    - To wariatka...Ona się mnie brzydzi i boi! 

Kiedyś zażartował, że jestem w sypialni,

a ta pobiegła po rondel i wyrżnęła go nim

w łeb!  O mało go nie zabiła. -  

    Przyjaciółki uściskały się ze łzami

i wróciły do swych domów.  Zaczęła się

jesień...

 

wtorek, 14 sierpnia 2018

MONUMENT_KALIGULA_DRZEWO1  

     Wracając późno do domu potrzebowałem

jakiejś książeczki do czytania po drodze i

poszedłem do "Dedalusa."  Za 4.50 dostałem

drugi tom Swetoniusza i mój powrót znacznie

się wydłużył, bo czytałem go spacerując

pustymi ulicami. Tacyta znam dobrze, ale

Swetoniusz to trochę inny autor.  Smutno

mi się robiło po drodze na widok okrucieństw

cezarów, ale chwilami też nie mogłem się

powstrzymać od głośnego śmiechu,

szczególnie przy opisie wróżb, znaczących 

snów i złych znaków. (Na szczęście nikogo za

mną nie było).

     Może dlatego, że słynny wróżbita Maciej

przysłał mi dziś SMS-a "3 karty od Macieja:

ŚWIAT - druga młodość!  MAG - powrót starej

znajomości!  MOC - spełnienie marzeń! TAROT

nie kłamie!"  Mam wrażenie, że czegoś się

o mnie dowiedział, choć w kwestii drugiej

młodości nie będę się wypowiadał.

    Co mnie u Swetoniusza najbardziej

zasmuca...Nie okrucieństwo Kaliguli,

które jest dość wstrząsające, ale zdanie

mówiące o tym, jak pięknie zatriumfowała

sprawiedliwość, rozumiana jako odwet: 

"Razem z Kaligulą zginęła żona jego Cezonia,

przeszyta mieczem przez centuriona,

córkę roztrzaskano o ścianę."  

    Swetoniusz zaczyna od opisu niebywałego

entuzjazmu, jaki wzbudzał Kaligula (syn 

ukochanego Germanika) na początku

panowania i od opisu jego mądrych rządów, 

aby w jednym zdaniu przekroczyć Rubikon:

"Dotychczas można było opowiadać o nim

jako władcy, odtąd muszę mówić o nim jako

o potworze."  Trzy lata, osiem miesięcy i osiem

dni wystarczyło, żeby całkowicie zmienić

zdanie o tym młodym (wciąż jeszcze) człowieku. 

Być może Kaligula był istotnie chory

psychicznie. Historyk-bajarz twierdzi, że

pod wpływem napoju miłosnego, który mu

bardzo zaszkodził. 

      Entuzjazm był jak powiedziałem wielki

i kiedy młody człowiek poważnie zachorował,

lud modlił się o jego życie do bogów, a jacyś

senatorowie przysięgali, że gotowi są oddać

własne życie za jego wyzdrowienie.

Po kilku latach Kaligula zażądał od nich tego

życia, bo przecież wyzdrowiał. ;-)

      Kaligula przeżywał ciężkie stany depresyjne,

co Alberta Camus skłoniło do pewnej refleksji

egzystencjalnej. Jednak jego okrucieństwo

było dość pospolite w swym wyrafinowaniu:

"Zmuszał rodziców, aby byli obecni przy śmierci

synów. Jednemu z ojców, który wymawiał się 

złym stanem zdrowia, przysłał lektykę." Uważał

to pewnie za dobry dowcip, a być może wynikało

to również z tego, jak oceniał przedstawicieli

tzw. kasty senatorskiej. Świadczy o tym następne

zdanie tekstu, z którego wynika, że udało mu się

zmuszać tych ojców do uczestniczenia w uczcie,

podczas której okrutnik okazywał im nadzwyczajną

uprzejmość i stroił sobie z nich żarty. 

     Niewiele się od Swetoniusza dowiemy na

temat rzeczywistych powodów konfliktu między

Kaligulą a jego równie chyba okrutnymi

politycznymi przeciwnikami.  Podoba mi się

opinia współczesnego historyka wskazującego

na ułomność rzymskiego systemu władzy,

który wręcz prowokował do okrucieństwa

- cesarz ani przez chwilę nie mógł być spokojny,

bo nawet, gdy uznano go za Boga, cały czas

ktoś dybał na jego życie.  Gdyby nie likwidował

swych rzeczywistych, czy urojonych przeciwników,

to zamordowano by go prędzej niż później. 

(W Rzymie formalnie istniała republika, a władcy

powoływali się na wolę suwerena - ludu rzymskiego).

     Hitler był w o wiele lepszej sytuacji, jego władzy

nic nie zagrażało, o czym przekonująco świadczy

fakt, że w początkach jego rządów policja

polityczna miała dziesięciokrotnie mniej członków

niż za czasów NRD.  Każdą dezaprobatę dla

poczynań wodza traktowano jednak jako napaść na

Niemcy.  Tak odbierali to nawet ludzie, którzy

hitlerowskiego programu nie popierali.

      Podobno natura ludzka nie zmienia się, ale

system władzy może ewoluować.  I dzisiaj pewnie

rządy, które wzbudzają powszechny entuzjazm,

kończą w powszechnej pogardzie.

      Łaskawy i łagodny Tytus nie pożył długo,

ale umarł przynajmniej z przyczyn naturalnych (?)

      Na uduchowionym blogu nie może zbraknąć

wzmianki o duchach. Otóż, według Swetoniusza,

Kaligula po śmierci straszył tak samo jak za życia.

"Zwłoki jego zawleczono do ogrodów Lamii...

Później dopiero jego siostry, które powróciły

z wygnania, wydobyły ciało, spaliły i prochy

pogrzebały. Jest rzeczą zupełnie pewną, że zanim

się to stało, dozorcy ogrodów ciągle byli

niepokojeni przez mary, tak że w domu, gdzie umarł

nie minęła ani jedna noc bez jakiejś strasznej zjawy,

aż w końcu dom spłonął w pożarze."

       Jest to rzecz zupełnie pewna ;-)

      

       Na zakończenie temat szczególnie ponury

i niestety bliski naszym czasom - eksterminacja

ludzi z powodów ekonomicznych (Hitler,

Stalin). Podobno Kaligula, który chciał

przyoszczędzić na karmie dla dzikich zwierząt

występujących w igrzyskach, postanowił karmić

je mięsem ludzkim. W tym celu wchodził do

więzień i kazał je w całości opróżniać, bez

wnikania w stopień winy osądzonych.

      Beria bezskutecznie perswadował

Stalinowi, że gułagi to przedsięwzięcie

ekonomicznie nieopłacalne. (Warunki

pracy w kopalniach na Kołymie: - 50

stopni, promieniowanie radioaktywne,

głodowe racje żywnościowe, okrucieństwo

strażników i współwięźniów, nie sprzyjały

efektom ekonomicznym). Za bardzo jednak

nie nalegał, bo była to idea fixe Stalina, który

specjalnie nie lubił, kiedy ktoś się z nim nie

zgadzał.  Jeden  z opisanych przez Swetoniusza

cezarów podobnie jak Stalin potrafił poklepywać

rozmówcę (a nawet pozwolić siadać mu na swoim

łóżku) i żartować z nim po to, by następnego dnia

go zamordować.

       Hitlerowcy zdaje się mieli większe pojęcie

o ekonomii i skutecznie nie tylko zamęczali

więźniów niewolniczą pracą, ale odzyskiwali

wszystko, co da się odzyskać ze zmasakrowanego

ludzkiego ciała i rzeczy, jakie po człowieku pozostały.

Ale każde słowo wypowiedziane na ten temat

jest bolesne...

     

 

      

 

 

 zdjęcie nazumi13

 

 

poniedziałek, 13 sierpnia 2018

 

       Ma być piękny i jasny dzień. Na pewno

na chwilę położę się spać, żeby móc wyjść

wczesnym popołudniem. W taką pogodę

będę pewnie słuchał reggae, odkładając

bardziej kontemplacyjną muzykę na inne dni.

Zrobiłem też dłuższą przerwę w słuchaniu

muzyki orientalnej, która nieustannie mnie

zachwyca, ponieważ mam wrażenie, że

nie wszyscy ją lubią. To oczywiście

nie powód, abym miał nie wrócić do tych

swoich muzycznych korzeni.  To bardzo

melancholijna muzyka - indyjska, japońska,

arabska, perska, sefardyjska, ormiańska. 

Dość dobrze, jeśli to w ogóle możliwe, już

ją poznałem i słuchanie jej sprawia mi

wiele radości, choć przypomina też o

bezlitosnym upływie czasu.

    Tak dobrze pamiętam rozmowę ze śliczną

tancerką z Iranu, która chodziła na mój wykład

na orientalistyce i kiedyś po wykładzie została

i rozmawialiśmy właśnie o perskiej poezji i 

muzyce, jakby rozmowa miała miejsce przed chwilą.  

Była pełna obustronnego entuzjazmu.  

    Albo wrażenie, jakie na mnie zrobiło wysłuchanie

ragi, którą wielki Ali Akbar Khan napisał w dniu,

kiedy odbierał od Hilary Clinton nagrodę za

osiągnięcia artystyczne. To było dwadzieścia

lat temu i niestety ten genialny artysta i niezwykle

mądry człowiek, którego uwielbiam, od dawna już

nie żyje.

    Tego wieczoru, kiedy odebrał nagrodę

ujrzał nad Waszyngtonem księżyc w pełni i

skomponował ragę, którą nazwał (ale tylko na

użytek własny) "piękną twarzą księżyca." To

cudowna, melancholijna raga, jak spojrzenie

mądrego i czującego człowieka na całe swoje

życie. W trudnych chwilach mojego życia

raga ta przynosiła mi ukojenie porównywalne

jedynie z tym, jakie niesie ze sobą czasami

muzyka Bacha.

     Nie wszyscy może wiedzą, że Ali Akbar

Khan, którego skrzypek Menuhin nazwał 

największym muzykiem XX wieku, założył

w Kalifornii pierwszą szkołę muzyki i tańca

indyjskiego, i że nagrał pierwszą na Zachodzie

płytę z ragami. Piękne są jego nagrania z

Ravim Shankarem, którego artystycznie

jednak znacznie przewyższał.  

     Jednemu z krótkich utworów Mistrz nadał

podtytuł "Welcome and Farewell Melody."

Ragę tę wykonuje się przed świtem.

Według Hindusów nasze życie upływa od

świtu do zmierzchu i przypomina jeden

dzień, a koniec czegoś jest zawsze

jednocześnie  początkiem...

 

zdjęcie nazumi13


niedziela, 12 sierpnia 2018

   

    Zajrzałem jeszcze raz do "Nowej psychologii

miłości" pod redakcją Roberta J. Sternberga

i Karin Weis. Pod istotnymi względami nie jest

to nowa psychologia, a jedynie powrót do

XIX wiecznego, pozytywistycznego spojrzenia

na ludzką psychikę, zmodyfikowanego 

nieznacznie przez wiedzę o ludzkiej kulturze.  

    Książka ta, choć nie pozbawiona wartości

poznawczej, której nie zamierzam

kwestionować, przygnębia mnie jednak z

wielu powodów.  Między innymi dlatego, że

streszczając wyniki badań naukowych autorzy

przechodzą niejednokrotnie do konstatacji,

które są jedynie przypuszczeniami. Nie

swawolą jednak zbytnio, ale bzdurę wyrażają

na ogół w jednym lub dwóch zwięzłych zdaniach,

odwołując się do odpowiednio

wyselekcjonowanych (nie chcę powiedzieć

zmanipulowanych) faktów i autorytetu innych

badaczy.  

    Ta niby empiryczna "nowa" wiedza na

temat miłości jest w sporej części zbiorem

uzasadnianych naukowo przesądów, a

psychologia jawi się tu czasem jako

pseudowiedza i to taka, która może wyrządzać

sporą szkodę.

   Przez wieki psychologia była częścią filozofii.

Niestety w tej chwili żyje jedynie iluzją, że może

istnieć bez głębszej refleksji nad życiem. To

dobrze, że psychologia jest nauką empiryczną,

ale powinna być to nauka świadoma własnych

poważnych ograniczeń i otwarta na wiedzę

z innych źródeł.

    Zbyt wiele pytań pozostawia bez

próby odpowiedzi, za to z wielkim

namaszczeniem przedstawia się wyniki

poznawczo jałowe. Mówiąc w

sposób nieco obrazowy to psychologia

bez duszy i głębszego wglądu, patrząca na życie

oczami biurokraty, coacha i statystyka, czasem

nawet cyniczna. Jest zbiorowym wytworem

ludzi inteligentnych jak mrówki i jak one

równie bezrefleksyjnych.

    Jedną z jej cech konstytutywnych jest swoisty

redukcjonizm, charakterystyczny dla postawy

bezkrytycznego XIX - wiecznego pozytywizmu.

Hormony owszem buzują, a substancje chemiczne

wydzielają się, zaś w sytuacjach społecznych

ludzie zachowują się jak wytresowane szczury.

Psyche zastępuje biologia i wyuczone zachowania

społeczne.  Oczywiście ponieważ psychologowie

nie znają zazwyczaj dyskusji filozoficznych,

to wydaje im się, że przyjmując pozytywistyczny

model odcięli się od wszelkiej filozofii i uprawiają

czystą naukę. Jest to jednak nauka mocno

zideologizowana, służąca społecznemu

zniewoleniu, choć nie sądzę, aby byli tego

świadomi.

     Podstawowy błąd polega tu na przekonaniu,

że dyskutuje się o faktach, a nie o wartościach

i w rezultacie psychologowie nie są zwykle

świadomi jak bardzo w tym beznamiętnym

rzekomo dyskursie wartościują i że wyniki

badań służą często uzasadnieniu ich niezbyt

głębokiego spojrzenia na świat i ludzkie życie.

    Przykładem może tu być pastwienie się

nad odpowiednio zdefiniowaną miłością

romantyczną.  Pojęcie to jest nieostre, co

umożliwia dość dowolne kojarzenie z nim

zaobserwowanych faktów.

   Owszem, poznawczo cenne jest rozróżnianie

rodzajów, albo stylów miłości - takiej, owakiej

i jeszcze  innej. (Choć zabawny jest argument,

że jeden z wybitnych psychologów nad tym

"ciężko pracował"). Ale nie zastąpi ono

odpowiedzi na pytanie, czym jest miłość.

Ale to pytanie jako pytanie filozoficzne zostało

przemilczane.

    Zresztą podoba mi się konstatacja jednego

z autorów książki: "Jednym z braków literatury

tematu jest to, iż potocznym koncepcjom

różnych rodzajów miłości nie poświęcono

zbyt wiele uwagi. Praktycznie każdy artykuł

czy rozdział na temat miłości porusza temat

jej wieloaspektowego charakteru lub zwraca

uwagę na jej liczne odmiany, czasami używając

analogii do kolorów tęczy. Jednakże kiedy

chodzi o analizy prototypowe, niewiele

wiadomo o barwach tęczy miłości."  Dodam,

że nie tylko potocznym, ale także tym, które

były opisywane przez wieki przez mądrych

ludzi.

 

     Wsadzam kij w mrowisko i nie oczekuję

odpowiedzi na ten gest. To eksperyment,

którego wynik łatwo przewidzieć, znając

psychologię badaczy- mrówek! 

Jak zresztą większość eksperymentów

w tzw. psychologii, która chwilami

przypomina parapsychologię, choć druga

strona powołuje się na autorytet wiedzy

naukowej. Pocieszam się jedynie tym, że

udało mi się spotkać psychologów, którzy

myślą podobnie jak ja, ale w sposób

bardziej radykalny...

 

     Na koniec pewne wyjaśnienie: Nie

kwestionuję wartości ani praktycznej

użyteczności  w i ę k s z o ś c i wiedzy

psychologicznej.  Kwestionuję jedynie

jej uroszczenia do wypowiadania się w

kwestiach, w których istotną rolę pełni

poczucie wartości w taki sposób,

jakby badacze byli bezstronnymi

obserwatorami, bądź przemilczania

kłopotliwych pytań.

     Odrobina poznawczej pokory

i większy szacunek dla dokonań

ludzi, którzy przez wieki odkrywali

ludzką duszę pozwoliłyby być może

uniknąć wielu rażących uproszczeń.

Większość psychologów występuje

obecnie niestety w podwójnej roli

autorytetu naukowego i szamana,

przechodząc niepostrzeżenie od

jednej do drugiej i wypowiadając się

często w sposób arbitralny o rzeczach,

o których nie mają dostatecznej

wiedzy. 


 


 -----------------------

Mówiąc "psychologia" mam oczywiście

na myśli jedynie pewien najbardziej

rozpowszechniony sposób jej uprawiania.

Istniej przecież wiele szkół we współczesnej

psychologii.

 

sobota, 11 sierpnia 2018

 

...Straszna była zamieć, a książę Kryłow

osobiście nawiedził sklep spożywczy

Mendla w N. Opisać się tego nie da!

Wszyscy trzęśli się ze strachu, a już

najbardziej sprzedawca - wątły chłopak

o ciemnych włosach, który nigdy nie

podnosił głowy do góry.

    - Czym moge sużyć szamnownemu

Pamu? - spytał.

    Jak można do Jego Wysokości zwrócić

się jak do jakiegoś mieszczucha? Już to 

samo było wielkim uchybieniem, ale

Kryłow miał złote serce.

    - Dacie mi tu worek soli, worek cukru

i worek pieprzu dobry człowieku!  -

powiedział opierając się o ladę.

     - Pie pieprzu nie ma mamy...Pa pa

panie. - odrzekł sprzedawca.

     Księcia formalnie zatkało!

     - Skandal!...W takim razie dawaj 

worek imbiru i worek cynamonu. -

     - Ja jasne...Cy cy cy na namonu

też nie ma mamy. -

     - Niesłychane! A co bratku jest? -

     - Su, su, sól...w w w kryszta łach

i i i imbir! -

     - Toż to jakaś Comedia del Arte! 

Wytargałbym cię za te twoje pejsy parchu!

Ale dobra!  Po worku soli, imbiru i cukru.

Cu cu cukru! -

     - Wszystko jest, pa pa Panie! -

     - To, co się tak na mnie gapisz,

gudłaju!  Ktoś za mną stoi? - 

     - Nie mamy wo wo workuf...-

     - Wory to ty pod oczami masz

i w spodniach, kanalio!  Gdzie właściciel?

- wrzasnął kniaź stukając batem w blat. 

     -  Po po po je jebał po wo wo worki...

wsza wy wy sokość! Ale ju ju jutro na pe pe

wno wróci. -

    Kryłowa dosłownie trafił szlag!

Wyskoczył ze sklepu po rewolwer i trafił

go piorun. Jak to możliwe? U Boga wszystko

jest możliwe!  Szaleniec Lukrecjusz

ironizował, że Bóg czasem jednak nie trafia.

Może nie trafia, bo chce tylko nastraszyć?

Kto to wie?  Przychodził policmajster i o

wszystko wypytał. Ciało obejrzał.  Spisał

protokół. Więc na pewno tak było!  Zresztą,

po co miałbym kłamać? Tylko się dziwił,

że Książę osobiście zaszczycił handlowy

przybytek. Ale powiadają, że to dla pięknej

Rebeki, córki właściciela, tylko, że jej

akurat nie było, cyganeczki. 

     A chłopak wyleciał z posady...

     - Było mówić, że wszystko jest! - wyjaśnił

właściciel - Bo faktycznie wszystko jest,

tylko wtedy akurat nie było!  Dlaczego tak

bezczelnie kłamałeś? -

     - Nie nie nie wiem...- zapłakał sprzedawca.

     - On nie wie! - zawrzał kupiec.

     I takie bywają czasem zjawiska 

atmosferyczne. Nie każdy nadaje się do handlu.

    

    

 

    

piątek, 10 sierpnia 2018

 

     Słucham czasem muzyki, w której

to słowo często się powtarza. Ale

tym razem chodzi o imię pani Mahler.

Niewielką książeczkę na temat życia

tej Muzy czytam z zainteresowaniem,

choć jej przedmiot - podboje miłosne

Pani Mahler, mógłby uchodzić za niezbyt

poważny. Jednak biografia Fr. Giroud

jest ciekawa i ukazuje kulturowe tło

tego zjawiska: szczęśliwy Wiedeń, 

którego mieszkańcy nawet nie

podejrzewają, co już niedługo się

wydarzy.

      Tak, czy owak ta piękna (podobno) 

i uzdolniona kobieta miała na swym

rozkładzie jeszcze kandydata na

kardynała Wiednia, który zrzucił dla niej

sutannę ;-) kiedy miała 53 lata, sławnego

architekta Waltera Gropiusa, pisarza

Franza Werfla (dwaj ostatni to małżonkowie)

i malarza ekspresjonistę Oskara Kokoschkę

(kochanek). No a cudowny Gucio Klimt ją

sportretował (nie wiem, co to znaczy - kiedy

Witkiewicz portretował, było to raczej jasne).

      Alma miała podobno talent muzyczny,

ale Gustaw Mahler, pewnie z miłości do

niej, zabronił jej kategorycznie zajmować się

muzyką, za to miała zajmować się nim.

"Odtąd twoim jedynym celem jest uczynić

mnie szczęśliwym!" Nie lubiła muzyki

swego męża i być może sama pisałaby

ciekawszą, jednak nie było jej to więcej

dane (większość jej utworów niestety

zaginęła).

    Giroud z odwagą stwierdza, że miłość

do niej skróciła kompozytorowi życie, ale

myśli tej nie rozwija.

      Nietzsche, który, jak wiadomo, miał

również swą Muzę, pisał, że mężczyźni 

powinni być wojownikami, a zadaniem

kobiety jest umilać im odpoczynek.

Nie znaczy to, że dobrze sobie radził

z kobietami. ;-)  Jak wiadomo zalecał,

że nie należy się do nich zbliżać bez bicza.

Ale wiele wskazuje na to, że im ulegał,

a szczególnie niegodziwej siostrze.

      Dalej już nie będę tego dziełka

streszczał, choć robi się coraz ciekawiej!

Pomijam wykwintne konstatacje w rodzaju:

"Alma zachowała się wtedy jak prawdziwa

gęś. Niema, włącza się do ogólnej rozmowy

tylko, aby wygłosić impertynencje lub

głupstwa, oświadcza, że "rozśmieszyła"

ją "Uczta" Platona, opowiada Annie von

Mildeburg, która pyta ją o muzykę Mahlera:

"Znam ją bardzo słabo, a to, co znam, wcale

mi się nie podoba." 

      Warto przeczytać!  Podobnie jak

wspomnienia małżonki Conrada, która

uważała wilka morskiego i moralistę

za tępego i niezaradnego egoistę.

Proponuję tę lekturę zaraz po przeczytaniu

jego "Dzienników."

     Albo relacje dotyczące wielce

małostkowego życia uczuciowego

autora "Małego Księcia", który miał być

w dodatku marnym pilotem.

     Dorzućmy do tego "Dzienniki" Zofii

Tołstoj i wspomnienia małżonki o biednym

Fiedii, który był nieco uzależniony od gry...

i kożuch żony wyciągnął z szafy i przegrał!

       Może to zemsta kobiet za to, że

sprowadza się je do roli matek i Muz?

A może jakieś inne spojrzenie na życie?

Alma na pewno miała duszę i musiało być

w niej coś magicznego. Może się tego

dowiem!

 

 

 

 

czwartek, 09 sierpnia 2018

 

   - Ten, kto pojąłby mowę ptaków i drzew, 

poznałby wszystkie tajemnice świata

a nawet samego Boga. - oznajmił rabbi.

   Ale był tam jeden Wędrowny Żuraw,

który ochrypłym nieco głosem wtrącił swoje

trzy grosze:

    - Ja poznałem mowę ludzi. Uczestniczyłem

nawet w translatorium prowadzonym przez

Wielkiego Mistyka z Wądołów...Ale nie rozumiem

ludzi. Mają podłe serca!  Chwytają ptaki w

zdradliwe sieci i sprzedają na targu, a potem

więzią w złotych klatkach, albo zarzynają. -

    Rabbi milczał.

    - Czy mamy przepędzić stąd to aroganckie

ptaszysko? - spytał ktoś.

    - Ależ skąd!  Zamyśliłem się...Ja też nie

rozumiem ludzi. -

    Wędrowny Żuraw uśmiechnął się.

    - Jeśli nie rozumiesz ludzi, to jak możesz

pojąć mowę ptaków? - spytał.

    - Słucham wierzby płaczącej nad wodami.

I mam nadzieję, że kiedyś zrozumiem mowę

ptaków.  Ptaki nie pytają, dlaczego istnieją,

tylko cieszą się własnym istnieniem. A nim

zapadnie zmierzch wyśpiewują całą swą

tęsknotę. -

    - Mówią rabbi, że jesteś smutny! -

powiedział ktoś.

    - Płaczę jak ona nad ostatnim pogromem. -

    - To tyle lat, rabbi!  Nie szkoda ci łez? 

Nawet oceany kiedyś wysychają i zamieniają

się w pustynię.  Czy przywrócisz życie tej

dziewczynie, którą tłukli pałkami, której

ucięli pierś, odrąbali i nadpalili dłonie? -

    - Niektóre łezki są jak iskierki Boże. - 

rzekł cadyk.

    Na chwilę zapadła cisza.

    - A rozumiesz mowę kozy? -spytał jakiś

wieśniak. - Mam spór z sąsiadem. Niech

zwierzę zaświadczy! -

    Koza zabeczała. Rabbi otrząsnął się, jakby

obudził się z drzemki.

    - Tobie należy się koza, a Ty dasz sąsiadowi

córkę. - rozsądził.

    Ja też tam byłem, ale nie wiedziałem,

o co zapytać.

    - Dobrze, że o nic nie pytasz, mój chłopcze! -

pochwalił rabbi.

    - Ale ja już nie jestem chłopcem! -

    - Nie jesteś! - odpowiedział. - Dobrze, że

to zauważyłeś. Wsłuchuj się uważnie

w to, co mówią ptaki i szepczą

drzewa, a kiedyś wszystko zrozumiesz! 

Lecą tysiące wiorstw, a trafiają do celu.

Ale po drodze wielu z ptaków ginie od

głodu, chłodu, albo od uderzenia w

przeszkody, z rąk drapieżnych zwierząt

i ludzi. Jednak ten, który doleci, wpatrzony

w mętną toń ujrzy purpurową łunę

zachodzącego słońca. -  

      - To smutny widok, rabbi! - westchnąłem.

      - To dopiero początek! - ziewnął cadyk.

      - W okresie lęgowym rozmnażają się,

a potem doglądają potomstwa i zdobywają

pokarm. A kiedy umrą ich dusze ulecą do

nieba. Jaka w tym tajemnica? -

     - Nie każdy ptak to lelek! - zakończył

Widzący - Przecież słowik i skowronek też

nam coś mówią!  "Jest czas żałoby i czas

wesela"...Ale myślisz, że ptaki cierpią

i giną po to, aby niczego nie zobaczyć? 

Poranione, głodne, spragnione i chore,

poczują, że są u kresu swej wędrówki

i że poznały siebie. -   

 

    

 

Zdjęcie nazumi13      

   

 

środa, 08 sierpnia 2018

 

- To już chyba ponad rok upłynął od poprzedniego

ostatniego wywiadu. Czy chciałby pan coś

powiedzieć naszym czytelniczkom?  Na przykład

"Kochane króliczki, kocham was!  Jesteście

wspaniałe! Bądźmy razem!"

- To być może też. -

- Czy nadal zajmujesz się reinterpretacją mitu

o Narcyzie? -

- Raczej już przestałem. Pisałem o nim w "Mitach

przewrotnych" i w "Wywiadzie z nimfą Echo."

Uważam, że Narcyz kochał Echo, a nie swe

własne odbicie. -

- Dlaczego przestałeś? -

- Po przeczytaniu u Fromma, że wszyscy jesteśmy

Narcyzami, pomyślałem, że idea potępienia Narcyza

jest zbyt żywa. Nie twierdzę zresztą, że pojęcia

psychoanalizy są puste. Problem polega raczej

na tym, że o narcystycznej osobowości mówią

najczęściej same Narcyzy. Jest to rodzaj obelgi

i poznawczo nie znaczy wiele więcej niż nazwanie

kogoś wampirem emocjonalnym lub toksycznym

partnerem albo rodzicem...Dziełko o wampirach

emocjonalnych  przeczytałem z ciekawości, 

jakim wampirem jestem. Ale przy okazji ustaliłem,

na jaki rodzaj wampiryzmu cierpiał jego autor. -

- Ja chwaliłam twój mit przewrotny. Czytelniczki,

faktycznie, nie były przekonane.  Powinieneś być

bardziej asertywny! -

- To może opowiem anegdotę? -

- Wal śmiało!...Tylko nie mnie! - 

- Moja była studentka umówiła się ze mną w

kawiarni, a potem odprowadzałem ją do autobusu.

Miała długie nogi i wyprzedzała mnie o parę

metrów. "Nie mogę za panią nadążyć!" - pożaliłem

się. "Zapisałam się na kurs asertywności" -

powiedziała...Ale następnego dnia dzwoni do

mnie i mówi: "Czy pan wie, że ja przez pana

całą noc płakałam?" -

- Dobre...A pozytywne myślenie? -

- To już chyba najstraszliwsza zmora!  

Prawie wszystkie osoby, które mi o nim mówiły,

umarły, a przy innym, bardziej realistycznym

nastawieniu do życia mogłyby żyć!  Została mi

książka z dedykacją "Chcieć to móc! Nie ma takiej

rzeczy, która jest niemożliwa." Czasami otwieram

ją w nocy i płaczę... -

- Coache i terapeuci nieźle z tego żyją! 

Pacjent powinien płacić aż do spotkania z Bozią.

Ale ty, taki twardziel i płaczek? -

- Ano tak!...Ale słowo Bozia wywołuje we mnie

paniczny lęk. -

- Dlaczego w twoich opowieściach śmierć jest

grabarką i trochę sobie nawet popija? -

- A jak by pani była śmiercią, to czy byłoby pani

łatwo?  Grabarka...Przecież jak liście jesteśmy! 

Inna sprawa, że śmierci trudno szukać na

cmentarzu. -

- No dobra!  Nie jestem przekonana, ale...

Zapytam inaczej. Jesteś filozofem. Ale w twoich

tekstach tego zupełnie nie widać.  Czy to jakiś

eskapizm? -

- Uważam, że literatura i filozofia to dwie różne

rzeczy.  Znam ludzi, którzy codziennie powtarzają:

"Jestem filozofem, jestem poetą, jestem uczonym,

jestem artystą, jestem mędrcem!" i zyskują poklask.

Pewien mądry Chasyd powiedział kiedyś słusznie,

że ludzie tacy przypominają pszczoły, hucząc te

swoje "Ja jestem! Ja jestem! Ja jestem!" ...Nie

powiem więc nawet: "Jestem nikim!" -

- Boisz się, że ktoś to może potwierdzić? -

- Ależ to cudowne być nikim!  -

- Zero odpowiedzialności? -

- Za rolę, jaką w życiu odgrywamy, odpowiadamy

zawsze. I za to, czy potrafimy być człowiekiem. -

- A więc jednak - romantyczny patos? -

- Życie jest snem. Ale przecież morderca nie

może się tłumaczyć - zamordowałem we śnie!

Mam taki świat wewnętrzny, że czasami mi się

kogoś zamorduję. A nieraz nawet się opłaca!

Moi koledzy z SS też tak mają! -

- I tu wracamy do twych opowieści o inspektorze

Nezumim. To twoje alter ego? -

- Może i tak. -

- A coś więcej? -

- Lubię je! -

- A te o widmach i upiorach? -

- To osobny temat. Inspektor Nezumi daje mi

okazję do pewnej zawoalowanej autoironii,

a opowieści niesamowite lubię od dzieciństwa.

Jednak w istocie interesuje mnie granica

między światem żywych i umarłych.

- To co, kończymy?  Koniec i trąba, a kto

czytał ten bomba?  Przezwyciężyłeś już

własne ego? -

- W życiu! ...Ale może po śmierci mi się

to uda! -

- Wiesz, że niektórzy mają ci za złe, że się

jeszcze nie zabiłeś albo nie umarłeś? 

Ciągle się z nimi żegnasz.  To jest naprawdę

irytujące!... 

- Przykro mi, jeśli sprawiam zawód. -

- ...To, co buziaki dla naszych czytelniczek? -

 

- Zniknął gdzieś...Poczekajmy aż opadnie

mgła! -

 

 

 

 

 

 

 
1 , 2