Kategorie: Wszystkie | "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę" | ...bez końca | 0 | 100O i jeden Rabinów | A Puszkina też zapuszkują? | A moze to tylko pomieszanie zmyslow | A nie lepiej być purystą? | Aaaaaaaaaaaaaa...aalfabeta | Ach, gdzież jest litość lub wspolczucia pozór? | Ach, gdzież jest litość lub współczucia pozór? | Adam Mic - Kiewicz | Adaś i Ewka | Aforystyka | Amerykański sen | Autopsychoterapia | Bez sensu to to! | Bez szaleństwa... | Bezmyślne okrucieństwo | Bezradność | Biedna Szymborska | Biedny Kapturek! | Bliźni miłości | Bliźniego miłość... | Blondyn | Blue Bossa | Bojaźń i drżenie | Bratnie dusze | Bruner, ty świnio! | Buddyzm w życiu codziennym | Bóg mi poskapił tej anielskiej miary... | Bóg mi poskąpił tej anielskiej miary... | Bójstwo samo | Caritas | Chiziofrenia | Choroba na śmierć | Chwila ułudy | Chwila wytchnienia | Chłodne upojenie | Cierpienia i radości | Cierpienie i radość | Cleen feed | Cnota niedoli | Co slina na język przyniosła | Co tam panie w polityce? | Co w niebie piszczy | Co ślina na język przyniosła? | Corrida | Coś dla duszy... | Coś tak wulgarnego | Cudotwórstwo | Czarna Perła Tao | Czarny tulipan skrzyżowany z czarna różą | Czarny tulipan skrzyżowany z czarną różą | Czary Mary | Czego nie przysięgał Hipokrates? | Człowiek nie jest rzeczą | Człowiek to brzmi dumnie, ale nie u mnie | Często chowa | Częstochowskie rymy | Deficyt aniołów | Delightful! | Demokratyczne wybory w Oczodołach | Diabłoterapia | Dla wszystkich i dla nikogo | Dnieje | Do samego siebie | Dodatek | Dowcipas dnia | Duma narodowa | Dusze drzew | Dyskretna mgiełka autoironii | Dzielność | Dziki kapitalizm | Dzisiejsza młodzież | Dzisiejsza młodzież nosi ładną odzież | Egzystencjalizm jest chumanizmem | Ekonomia zbawienia | Elegancja Francja | Elegijnie | English gentelman | English gentleman | Epicurus | Ewa tylko ziewa | Falochron | Female | Filozofia bez uczoności | Forever Loving Jah | Gadu, gadu | Gadu, gadu, trochę więcej jadu | Gal Anonim | Gaz dla pedałów | Gaz dla pedałów, młot dla sierpów | Gdy rozum śpi... | Gendarme | Genek, gienialny gieniusz | Geno Typ | Gorący uczynek | Grabarz | Grabarz nonsensu | Gry i zabawy literackie | Głupota przysłowiem narodów | Głębie i tajnie Podświadomego | HIstoria nauczycielką bicia | Herbatka zen | Homo economicus | Homo sapiens czy Homo politicus | Humor absurdalny | Humor nieco absurdalny | Humor, satyra, panie... | I rekiny w oceani mają zębów cały rząd | I rekiny w oceanie mają zębów cały rząd | Indie Wschodnie i Zachodnie | Industrial | Istnieje również wrodzony brak poczucia humoru | Ja tam bynajmniej nie wiem | Jak długo będę jeszcze żył? | Jak uprawiać agresywne dziennikarstwo? Poradnik dla początkujących | Jakże cżęsto powtarza się ta historia | Jakże trudno czasami coś sklecić! | Jan i Małgorzata | Jan z Czarnolasu | Jesienna muzyka | Jeszcze smutniej! | Jeździec Apokalipsy | Językologia | Kaczuszki mandarynki | Karawana idzie dalej | Katedra Adamowego Żebra | Kawa z Kafką | Każdemu według naszych chęci | Każdemu według potrzeb | Każdemu, o czym tylko zamarzy | Kiciuś Miciuś! | Kicuś Micuś! | Kiedy człowiek staje się bestią | Kiedy owce nie milczą | Kij w mrowisku | Kniaź Wiktor | Kochani ludożercy | Kolacja Pani Sowy | Kometa tylko głownia nie ta | Konkwista | Koryfeusz nauki, milośnik sztuki | Koty i inne zwierzęta | Koty, głupoty, palikoty | Kości rzucone są | Kość słoniowa | Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatni | Kto pisze teraz historię? | Kuchnia szamańska | Kwiatki Św. Franciszka | Kwiatostan śmierci | Kwitnienie kultury | Kwitnąca wiśnia | La colombina i ciche ukojenie | Lekarzu - lecz się sam! | Lenin wiecznie żywy | Leśmianiada | Lichwiarstwo polskie | Liryki i prztyki | Logika dziejów | Londyńska mgła niepamięci | Londyńskie przygody | Los ofiary | Los puka do moich drzwi | Lotosowy wpis | Ludzie ludziom... | Lunatyzm | Lęk społeczny | Made in Japan | Maligna | Marność nad marnościami | Marność nad marnościami. Rekoleksje Wielkopiątkowe | Marzenia senne | Marzeniologia stosowana | Maszkary i senne dziwadła | Maszkary i senne widziadła odbite w lustrze | Mała czarna z Kafką | Medycyna naturalna | Meine Liebe Augustin! | Melancholia | Melancholia stosowana | Memorabilia | Meszreiw | Meteo | Mgiełka autoironii | Mglisty dzień. Mgła | Mikołak | Mistrz i Małgorzatka | Mistycyzm lunarny | Mistyka i miłość | Mitologia osobista | Mitologia świata | Miłość | Miłość bliźniego | Miłość nie zawsze szczęśliwa | Miś Uszatek | Moc rytuałów | Monada nie ma okien | Mowa potoczna | Mowa ptaków | Mowa serca | Moze ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może ktoś się ucieszy? | Może ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może to trochę zbyt uszczypliwe | Musicology | Muza lekkich obyczjów | Muzyka przywraca ład serca | Myszoterapia dr Nezumi | Myśli prostego człowieka | Mądrość Natury | Mądrość jak z gazety | Mądrość narodów | Młot na faryzeuszy i hipokrytów | Męstwo bycia | Mówił sen do snu | NIe ma na świecie dwóch takich samych liści, ni kropel deszczu | Na jawie (lecz to, co niejawne pozstaje) | Na stos rzuciliśmy szcześcia los | Na stos rzuciliśmy szczęścia los | Na szczytach hipokryzji | Na zdrowie! | Nad piekną rzeką | Najokrutniejsze zwierzę | Najsłodsza tajemnica | Narastająca senność | Nic dzisiaj ciekawego nie napisałem | Nicość | Nie am dwóch takich samych liści, ni kropel wody | Nie bój się - najwyżej cię rozstrzelają! | Nie czas żałować burz, gdy płoną oczy | Nie czas żąłować burz, gdy płoną oczy | Nie każde szczere złoto jest szczerozłote | Nie ma na świecie dwóch takich samych liści ani kropel wody | Nie ma na świecie dwóćh atkich samych liści lub kropel deszczu | Nie ma takiego smutnego, co by na wesołe nie wyszło | Nie ma zazdrości bez miłości | Nie oddamy nawet guzika | Nie tylko dzielenie włosa na czworo | Nie wiem, ja w ogóle nie myślę | Nie zabijaj! | Nie zabijajcie drzew! | Nie zawsze urocza dzecinada | Niebiańskie szczyty głupoty | Niech pani będzie dzielna! | Niech zapłaczą na moim pogrzebie | Nieco drapieżny wpis | Niekoniecznie ptasi móżdżek | Nienawiść bliźniego | Nieosobiście | Nieprzesłane przesłanie | Niestworzone rzeczy | Nieszkodliwe głupotki | Niewczesna melancholia melomana | Niewczesne rozważania | Niewielka profanacja | Niewielkie przekłamanie | Niskolotnie | No No! Teatr No | No comments! | No no! | Nowa poezja lingwistyczna | Nędzne kabareciarstwo | O Leonardo, po cóż się tak trudzisz? | O dzieleniu włosa na czworo, czyli metodzie scholastycznej | O dzieleniu włosa na czworo, czyli o metodzie scholastycznej | Obciachy | Obscenia i parafrenalia | Obsesja dobrego biustu | Ojej! | Oko w oko z zębem mądrości | Okropieństwa | Okruchy odgrzebane z lawy | Okruchy życia wygrzebane zlawy | Okruchy życia wygrzebane z lawy | Okrutna losu ironia | Orientuj się na orient | Owczarek | Owczarki afgańskie | Owocożerni | PL jak piekło | PO PiS | POeci wszystkich krajów dzielcie się | Pan Tadeusz | Panie pośle, po chrześcijańsku panu wybaczam | Pańska satyra polityczna jest niegramatyczna | Pendant do pewnego przypisu | Perlikowski | Pewna elastyczność zasad | Pewne jak w banku | Piorunujący piorun! | Po owocach poznacie ich! | Po upadku | Pobożne życzenia | Podpatrywanie Natury | Podroby i inne podróbki | Pokolenie Kainowe | Pokorne ciele | Pokorne cielę | Pokusa | Polak potrafi | Polak potrafi! | Politolog i Politowska | Politycznie niepoprawne! | Polonica | Polonika rycerskie | Polucje i ablucje | Pomarańcze i mandarynki | Pomarznąć dobra rzecz | Pomarznąć dobra rzecz! | Pomoc psychologiczna | Poranna kawka z Kafką | Porąbane marzenia | Potężne i głębokie warstwy pierwotnego mitu | Powieść brukowa | Powszechna życzliwość | Powtórka z cynizmu | Poznaj samego siebie | Prawda | Prawda jest jedna i piękna, ale złożona | Prawda popłaca | Prawdziwa metropolia | Prawi i sprawiedliwi | Prawiezmartwychpowstanie | Prawiezmarwtychpowstanie | Prognoza pogody | Pruski smutek | Przecież cię zjem! | Przedagonalny polski agon | Przegląd sportowy | Przeinaczenia | Przez pychę do pokory | Przeżyjesz to, a pote już tylko grób | Przeżyjesz to, a potem już tylko grób! | Przminęło z wiatrem | Prztyczek | Psiapowiednia Majów | Psubrat | Pustka | Pytanie dość retoryczne | Raczej to nie będzie hit | Radosne gonitwy śnieżnych tygrysów | Radość wędrowania | Rejterada Rejtana | Religie nauczą cie pokory | Res Sacra Pecunia | Romans z pop kulturą | Roots, Rock, Reggae | Rozkosze reinkarnacji | Rozmowa nie na telefon | Rozpacz | Rozpacz na wieki wieków | Rozpacz, która podpełza pod gardło | Ruch i świeże powietrze... | Rybołówstwo cudzołożnika | Rycerz pokalany | Samokrytyka | Samotność egzystencjalna | Sekrety pewnego domu handlowego | Seraphic Flames and Heavenly Love | Siedź na dupie i potakuj! | Somatyka | Somatyka logiczna | Spełniona przepowiednia | Spleśniały ser | Sponsorem tej opowieści jest wydawnictwo Błękitny Wieloryb | Sport to zdrowie | Spowiedź morskiego wilka | Stary Sącz i Nowy Sącz | Stary mafioso | Stołeczne stołki | Stratyfikacja społeczna | Suma sumarum | Sumienie rachunku | Sweet Music and Poetry | Sygnały podprogowe | Szalchetne zdrowie | Szczęśliwa pomyłka | Szekspir do żadnej nie należy epoki | Szkarady | Szlachetna gravitas | Szlachetne zdrowie | Słodycze grafomanii | Słówka | Słówko do słówka, a uzbiera się sówka | Tadeusz Bój Jeleński | Taia chińska podróbka | Takie będą rzeczpospolite jakie tego blogu chowanie | Takie tam, pierdoły | Talking Heads | Tania chińska podróbka | Tatiana | Teorie świata nauki | Terapeutyczie | Terapeutycznie | Thames | The Doors. Uchylone drzwi | The Lion cub | The fruit of beauty and despair | To na pewno nie Lec | To nie żadna filozofia | Tragiczne pożegnania | Transformacja duchowa | Trudna sztuka dialogu | Trudno czasmi coś sklecić | Trzylogia | Trója z polskiego | Twarda rzeczywistość | Ty mi tutaj nie filozuj | Tygrysologia stosowana | Tysiac i jeden ptaków | Tysiąc i jeden kotów | Tysiąc i jeden ptaków | Tysiąc różowych kroliczków | Tęsknica | Tęsknota duchowa | Ubekistan | Ucone księgi | Uczeni ludożercy | Uderzenia losu | Uduchowienie | Umrzeć z miłości | Upadek Pierwszego Człowieka | Uroczy wegetarianin | Uszczelnienie systemu podatkowego | Utrata uzębienia | W czym mogę panu pomóc? | Wciąz powtarza się ta sama historia | Wciąż powtarza się ta sama historia | Wdzieczna muzyka przywraca ład serca | Wesola grafomania z morałem | Wiecej broi dla szaleńców w Teksasie | Wieczne powroty | Wiedza radosna | Wielka wygrana | Wielomówstwo, czyli plaga opowiadania | Wierzba płacząca | Wiosny i jesienie | Witch | Więcej broni dla szaleńców w Teksasie | Wojna totalna | Wpis o kształcie piramidy | Wprowadzenie do kruczków prawnych | Wrzucam wszystko do kosza | Wrzątek | Wspomneinei pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Współczesny filister | Wszystkie rybki | Wszystko na A | Wszystko na sprzedarz | Wszystko na sprzedaż | Wygrana | Węzłowato | Wólka Węglowa | Xin Lu, typowa brunetka o granatowych oczach | Z Nietzschego nic nie powstaje | Z księgi wulgaryzmów | Z rupieciarni myśli | Zaczarowany świat zen | Zanim mnie wrzucą do dołu | Zapowiedź Apokalipsy | Zaraz wracam! | Zasada domniemanej winy | Zaskroniec | Zastał Polskę drewnianą... | Zatrzaśnięte drzwi | Zbaw mie Buddo Amido | Zbaw mnie, Buddo Amido | Zdrowy egoizm | Zegar dziejów | Zestrzelenie księżyca | Zginął z rąk słabej kobiety | Zima się nas nie ima | Zjawiskowe | Znak jaskółki | Zrozumieć wartość tego, co nieużyteczne | Zuch zawsze ochoczy! | Zwierzęta pod postacią ludzi | Zwyciestwo konsumpcjonizmu | Ząb mądrości | ie zabijajcie drzew! | ieosobiście | kosmos | Łagodne prawo, ale prawo | Łagodność tygrysa | Śmiechotki, chichotki | Śmiertelna powaga | Śmierć | Światełko w mroku | Świętość, wziętość, nadętość | Życie jest tragiczne | Życie samo | Życzliwe spojrzenia na całość ogródka | Żyć, nie umierać
RSS
środa, 31 sierpnia 2016

                  

                 W podmorskiej toni

                 skryta mieszkała

                 syrenka mała

                 uwodzicielka

                 a o słońca wzwodzie

                 również jak mniemam

                 i o zawodzie

                 Troi zdobywcę

                 śpiewem swym kusiła

                 lecz milknie siła

                 gdy czar fortelu

                 działać zaczyna

                 związany mocno

                 zatykając uszy

                 uniknął Odys

                 podstępnej pokusy

                 i ty tak też czyń

                 nim do Itaki                

                 i żony powrócisz

                 ty taki nie taki

 

      Całkiem ładna, jesienna pogoda. Pani Havrankowa wyszła

przed klatkę schodową i zamiata. Jest szósta rano. Pan Havran

idzie do roboty.         

      - Panie Havran, znowu pan zostawił śmieci. Ręce sobie po łokcie urobię!

...Ale włosy to pan masz kruco carne!  Zupełnie nie jak gawron. -

      - Pani Havrankowa! Ja w ogóle nie mam włosów - jestem łysy. Zna pani

paradoks łysego? Ale na pochwały, to jestem łasy. Szczególnie od takiej sexy

laski.

     - A jak tam twoja żona?

     - Jeszcze wydoli, ale już słabo ciągnie. Nie to, co Pani Havrankowa!

     - A spod szóstki jest w ciąży z marynarzem słodkich wód. Przystojna

facetka, ale on jakoś nie bardzo. -

     - Nie to, co ja!

     - Aaaabsolutnie!...Niebo, a ziemia. Pan, Panie Havran, to od razu widać, że 

meszczyzna!

     - Bynajmniej srace spod ogona nie wypadłem, no nie? -

     - Ależ bronciepanieboże!  Pan to jesteś lux!  Jeszcze pan wiele możesz. 

Tylko tych śmieci po klatce nie rozrzucaj, kochany!

     - Ano trzeba nie rozrzucać, złociutka!  Zło ciutka!

     - Wie Pan, jak to jest Panie Havran, koron nie ma, a za wszystko jest opłata.

     - Tak będzie też w dniu sądu! -

     - Musi, że tak, Panie Havran!

     - A ja to, Pani Havrankowa, przepiłem już z aniołem, że mnie do raju

wpuści, jakby co. Klucze przecież ma!

     - Też prawda! - 

     Gadają tak i gadają od lat, a tu ludzie znikają. Dokąd ich wiozą? Czy jeszcze

wrócą? Lepiej nie pytać!  Ładnie jest...

01:47, nazumi13
Link Komentarze (2) »
wtorek, 30 sierpnia 2016

           

        Jeden stary rabin opowiedział mi tę historię, choć

być może o czymś zapomniał, albo ja już zapomniałem.

        Pewien mól jadł Księgę, wysysając z niej wszystkie

soki, aż w końcu urósł do tak wielkich rozmiarów, że

WYPEŁNIŁ SOBĄ CAŁY WSZECHŚWIAT, a po Księdze

pozostała tylko czarna dziura.  

        Ale Pan Bóg trochę się zniecierpliwił:

        - Stworzę świat od nowa! - postanowił - TYM RAZEM

JUŻ BEZ TEGO MOLA I KSIĘGI.       

      Nowy świat był o wiele wspanialszy od poprzedniego.

Każdego dnia słońce na przemian wschodziło i zachodziło

w pięknym blasku 36 razy, a pod niebo wzbijał się rój

tęczowych motyli.  Ale w mroku pewnego pokoju pojawił się

pająk z rozżarzonymi oczami - rósł i rósł, a jego oczy

płonęły jak gwiazdy, aż w końcu WYPEŁNIŁ SOBĄ CAŁY

WSZECHŚWIAT (a jego odwłok nawet poza wszechświat

trochę wystawał) i zarzucił sieć na samego Boga.        

      - To ja już wolę tego mola! - pomyślał Pan Bóg i

w kolejnym akcie stworzenia przywrócił światu Księgę...

Jednak wszystko powtórzyło się jeszcze raz.

      - ANI MOLA, ANI PAJĄKA! - rzekł w końcu i nie stworzył

już nic.

 

 

      

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

 

                  W księżycową noc szedł polną ścieżką, gdy jakieś

              chyże zwierzątko przecięło mu drogę.

              - Ani pies, ani kot, ani szczur, więc co to było? - spytał.

              - To ja, twoja Lawinia. Złe czary nadały mi taką postać. -

              - Napij się z tej czarki, a znów będziesz sobą. - rzekł.

              Łasiczka nie mogła się tam dostać, ponieważ otwór był

              za mały, więc szlachetny przelał zawartość czarki do

              kałuży skąd ją wychłeptała i natychmiast zmieniła się

              w piękną dziewczynę. Ale jeden szczegół nie zmienił się.

              Lawinii pozostał język zwierzątka i nie mogła już mówić

              w żadnym z ludzkich języków.

              - To drobiazg! - powiedział - Nikt nawet tego nie zauważy,

              jeśli tylko będziesz trzymała język za zębami.

              Dlatego Lawinia przeszła do historii jako małomówna

              i tylko jej kochanek wiedział o tym wstydliwym szczególe.

              Ten jednak wkrótce poległ w jakiejś bitwie. Lawinia zaś

              przyjęła śluby zakonne i milczała już do końca swych dni.

              "A choćbyś mówił wszystkimi językami świata..." - powiada

              bowiem Św. Paweł. A kiedy już posunięta w leciech, ukończywszy

              lat bez mała 26 z radością oddawała duszę Bogu, jedna z sióstr

              odkryła jej tajemnicę.

                    A było to tak. Któregoś wieczoru przed zmierzchem

              Siostra Lawinia przechodząc obok mętnego stawu wpadła była

              do niego, bowiem tak była pochłonięta myślą o Bogu, że nie

              zauważyła przed swą stopą sporego i śliskiego kamienia.

              Przeziębiła się mocno, a kiedy siostra Fluksja chciała jej

              wypędzlować gardło, odkryła jej tajemnicę. Zlękła się niemało,

              jakby zobaczyła córkę szatana i pobiegła powiedzieć o tym swej

              przełożonej, siostrze Pelagii. A tymczasem dusza Lawinii jeszcze

              tego samego wieczoru dostała się do nieba, gdzie milczy wraz ze

              świętymi  aniołami.  

                    Sam nie wiem, dlaczego opowiedziałem tę historię. Bywa

             jednak, że cnota istnieje w nas nie bez pewnego przymusu, od

             którego chętnie byśmy się uwolnili, jak od uwierających butów.

             Niemniej, jeśli z pokorą znosimy swój los, to jest nadzieja, że

             powiedzie nam się, jak tej sławnej rzymskiej niewieście. Życie

             nasze przemija nie bez cierpienia, chorób i rozłąki, nasi bliscy

             odchodzą i nie ma czasem nikogo, kto by nas rozumiał i kochał.

             A ona tam w Wysokim Raju tak pięknie milczy zrywając

             niezapominajki kwitnące nad przeczystym zdrojem.

                   Rzekłbym coś jeszcze, ale w porę gryzę się w język...Nie

             mogę bowiem wyjawiać wszystkich tajemnic.

 

niedziela, 28 sierpnia 2016

         "Tylko wielki grzesznik może być wielkim świętym."

         (Osho)

         I dalej: "Palisz papierosa...myślisz, że zostaniesz

         Augustynem albo Gandhim tylko dlatego, że raz

         zapaliłeś papierosa, albo spojrzałeś na jakąś

         kobietę...Nie możesz stworzyć wielkiego świętego

         z drobnych grzechów."

 

         Coś w tym jest...Ale co?

         ...Desperacja grzesznika, który ma silną motywację

         do tego, żeby się zmienić? To, że poznał życie i innych

         nie osądza, a wymaga czegoś tylko od siebie? To, że

         wie, jak niewinne bywają złego początki?

         Eliade w sposób ironiczny zauważa, że augustyńska 

         wiara w predestynację wypływała z jego poczucia

         grzeszności i przekonania, że na zbawienie na pewno

         uczynkami by nie zasłużył. Dlatego też Augustyn był

         przekonany, że w niebie jest ograniczona ilość miejsc,

         a Bóg decyduje w sposób arbitralny o tym, kto do niego

         trafi.      

 

         W pewny sensie jest tak, jak pisze Osho, choć ten

         sposób myślenia jest ryzykowny i może być nawet trochę

         dla niektórych ludzi niebezpieczny...Dlaczego? Sam sobie

         najlepiej odpowiedz.

 

               

                      czerwone rude brązowe żółte

                      tańczą w deszczu

                      przemoczone do suchej nitki

                      a nasze cienie chowają się

                      pod opiekuńcze ramiona drzew

 

                      gdzieś na pewno mam parasol

                      widzisz że nie mam rąk

                      muszę bez przerwy cię całować

                      albo ty go gdzieś masz

                      albo ona go gdzieś ma

                      

                      Trupusiu nie wiesz

                      gdzie się podział nasz parasol

                      utoniemy tu we łzach

                      odpowiadaj jak mama pyta

                     

                      dlaczego nie ma wiewiórki

                      wiewiórki teraz śpią kochanie

                      wymyj ząbki tą różową pastą

                      i kładź się szybciutko do ziemi

 

 

____________________

     Długo zastanawiałem się, czy opublikować

ten trochę drapieżny przecież utwór, ale wierzę, 

że zostanie jednak dobrze zrozumiany... 

 

sobota, 27 sierpnia 2016

 

 

 

 

 

       

      Według pewnego sławnego mistrza zen księżyc

to idealny obraz doskonałej pustki. Jest tak

niewątpliwie w pewnym sensie.

      Podobno dla tego, kto nie myśli o jutrze, śmierć

nie istnieje, a dla tego, kto nie myśli o wczoraj, nie

istnieje miłosna tęsknota. W pewnym zatem sensie

taki człowiek jest beztroski i nieśmiertelny, choćby

nawet cierpiał samotność, głód i chłód.

     Ile niepokoju potrafi załagodzić określenie "w

pewnym sensie"!  Nic więc dziwnego, że od dawna

należy do moich ulubionych, choć prawdy w nim 

tyle, co w powiedzeniu "Wszystko będzie dobrze",

które jest na mocy samej swej konstrukcji zawsze

prawdziwe ;-) niezależnie od tego, czy pacjent 

przeżyje, czy umrze.

      Słucham dzisiaj "Ten Sonatas in Four Parts"

Purcella z  zespołem "London Baroque" i  jego

"Fantasias for Viols" z "Phantasmem." Nagrania

te pochodzą z lat 1993-95, a więc z okresu, w którym

zaczęły się moje londyńskie przygody. Oba te

znakomite zespoły nadal istnieją, a drugi z nich

wciąż tryska energią i otrzymuje za swe nagrania

coraz to nowe nagrody.  "London Baroque" natomiast

cieszy się zasłużoną sławą nie tylko z powodu swej

muzycznej przeszłości, ale też pewnej szlachetności

brzmienia.

      Czarujące i melancholijne, pełne delikatności

i finezji sonaty Purcella, wśród których znajduje się

słynna "The Golden Sonata", nie wymagają takiego

skupienia przy słuchaniu jak staroświeckie w stylu

już w czasach, w których były komponowane i z pozoru

tylko monotonne, a w rzeczywistości pełne ukrytego

życia i inwencji godnej samego Bacha, fantazje młodego

Purcella.

     Stephen Cleobury nigdy nie należał do moich

ulubionych dyrygentów, ale jego nagrane dla EMI CD

"Purcell. Music for Queen Mary" jest po prostu boskie.  

Z przyjemnością więc wróciłem do tego nagrania.

Jest w tej muzyce wszystko - życie, miłość, tęsknota,

słodycz, radość, żal, ból i śmierć.  Anglicy grając

Purcella są "u siebie" i długo jeszcze chyba nikt im

w tym nie dorówna.

     Nieszczęsną królową, jak wiadomo, zmiotła czarna

ospa, a Purcell, który napisał dla niej muzykę żałobną,

a wcześniej dwie cudowne pieśni urodzinowe (ody),

wkrótce potem sam oddał duszę Bogu. Jak głosi legenda,

kiedy w złą pogodę wracał z nocnej pijatyki, jego urocza

małżonka, z którą miał sporo dzieci, nie chciała go wpuścić

do domu i kompozytor przeziębił się i zmarł.

    Tak odszedł Orfeusz, jak go jeszcze za życia nazywano, 

a jego niedawny nauczyciel Blow, wzniósł się na wyżyny

swych umiejętności i uhonorował go przepiękną żałobną

odą.  Purcell pozostawił po sobie najpiękniejszą

i najbardziej żarliwą religijną muzykę, jaką kiedykolwiek

w Anglii skomponowano (nie licząc oczywiście Haendla). 

       Przeżył na tym świecie ledwie lat 36, a więc w pewnym

sensie żył długo ;-) Za to jego muzyka pozostanie

nieśmiertelna. Po słowie "Amen" CD nagle kończy się

i następuje głucha cisza...Uwielbiałem go i nie żałuję

nawet chwili poświęconej jego cudownej muzyce,

bez której moje życie pozbawione byłoby wdzięku

i miłości. 

 

       W pewnym sensie każdy dzień może być naszym

ostatnim. W dzieciństwie niezwykle ciężko przechodziłem

ospę i podobno o mało nie umarłem,  a na ścianach pokoju

widziałem w gorączce ogromne włochate pająki. Zawsze

będą mi się kojarzyć z filmem "Czarny Orfeusz", który

oglądałem, kiedy moja choroba się rozpoczynała...

W pewnym sensie żyję jednak do dzisiaj.   

piątek, 26 sierpnia 2016

   

        Po alejce biega wiewiórka i szuka czegoś w koszu od śmieci

        Kos usiadł na krzyżu i patrzy na mnie z ukosa

        Jesienne liście spadają z drzewa nad twym grobem

        Milczymy oboje

        Nie pytam jak ci tam jest trzy metry pod ziemią

        Nie pytasz mnie kiedy znowu będziemy razem 

        Siedzę z tobą na parkowej ławeczce a ty wtulasz w me ramię        

        Swą złotą główkę

        I spływa na nas ciepło letniego wieczoru przed zachodem słońca

        I oboje tacy bezpieczni płyniemy łódką po oceanie

        Twych przymkniętych powiek

        W domu jak zwykle przywitają nas koty pajączki i cienie

        I będę mógł pospać sobie do dwunastej a kiedy się obudzę

        Ty powiesz Przygotowałam dla Ciebie potrawkę

        Idziemy na herbatę do Kenwood House

        Wieczorem będą tam fajerwerki będą grać Purcella i Haendla   

        Chyba że wolisz obejrzeć japońskie maski        

        Znalazła coś szeleści papierem i wyjada jakieś okruchy

        Kos odlatuje kamienny biały anioł uronił

        pierwszą kroplę deszczu

        

      ŻYCIE KAŻDEGO CZŁOWIEKA JEST JEDYNIE

I NIEPOWTARZALNE. W CAŁYM WSZECHŚWIECIE NIE

MA TAKIEGO DRUGIEGO. Dlatego to, jak żyjesz i jak

doświadczasz własnego życia jest czymś, czego nikt

inny Cię nie nauczy, bo nikt nie ma Twojego

doświadczenia życia, Twojej wrażliwości, czucia,

wiedzy.

      W życiu podlegasz wielu uwarunkowaniom

i wpływom, jednak nikt nie może Cię psychicznie

zniewolić bez Twej zgody. Ale dobroć i piękno też

możesz odkryć tylko w sobie, a do tego trzeba

akceptacji siebie i wiary w siebie, i uniezależnienia

się od czyichś pochwał i dezaprobaty. To, za co Cię

inni chwalą, może być dobre dla Twojego duchowego

rozwoju lub stanowić w nim nieprzezwyciężalną

przeszkodę.

A podobnie jest z tym, za co Cię ganią lub, co przemilczają. 

      Ci dwaj Artyści dobrze rozumieją sens tych słów. Choć

istnieją dziesiątki znakomitych wykonań tej słynnej sonaty

Schuberta, nikt nie gra jej w choć podobny sposób i żadne

z wykonań nie ma w sobie takiej poezji, ani szlachetności. 

Być może sam kompozytor zdziwiłby się wielce słysząc 

swój utwór wykonany w takim tempie i z takim skupieniem.

A ponieważ interpretacja ta jest wyrazem miłości do muzyki

i jej głębokiego odczuwania, nie ma w niej żadnej

ekscentryczności, ani chęci szokowania.  Melodia płynie

w sposób naturalny. Kto tak grać potrafi - ten jest prawdziwym

Mistrzem.  Ale ktoś inny cieszy się być może, że w ogóle 

potrafi ten utwór poprawnie zagrać. I to jest przecież cenne

i wymagało pracy i wysiłku.   

(Nigdy nie zacząłbym tego tekstu używając wielkich liter. To czysty

przypadek. Ale niech tak pozostanie...)

 

 

 

02:48, nazumi13
Link Komentarze (3) »
czwartek, 25 sierpnia 2016

       

                                         Gdyby zamiast jedynki

                                         była dwójka, to byłaby trójka.

                                         A tak znowu nic! - mówi matka.

                                         Dziesięć to liczba doskonała.

                                         Jedenaście to numer mojej ulicy.

                                         Dwunastu było Apostołów

                                         A w piątek - trzynastego

                                         Czarny kot przebiegł mi drogę.

                                         Splunąłem na psa urok.

                                         Przebiegły jest czasem los.

                                         Trzeba mieć pecha!

                                         Bo zaraz potem, psiakrew,

                                         Ugryzł mnie pies.

                                         Krew leciała, dłoń puchła,

                                         A ona ode mnie odeszła. 

                                         Wypiłem, choć nie piję

                                         I na śmierć zapomniałem

                                         Wyłączyć gaz.

                                         Czasem trzeba się trochę rozerwać!

                                         Leżę teraz w usypanej z ziemi

                                         Przez magistrat bezimiennej mogile

                                         I śpię snem wiecznym.

                                         Trzynasta alejka za wielkim dębem. 

                                         A na trawie rozłożył się czarny kot. 

                                         - Gdyby zamiast trzynastki była

                                         dwunastka - płacze mama - 

                                         to może by jeszcze żył!

środa, 24 sierpnia 2016

       

       Jeśli chcesz być bardzo praktyczny, to prędzej czy później

zostaniesz przez kogoś wykorzystany i użyty - przekonuje Osho

słuchając Laozi, a odrzucając porady współczesnych coachów. 

Nie staraj się wykazywać swoją przydatnością za wszelką cenę

- nie zabijaj siebie!  Pozostań sobą.  Kto czyni inaczej, ten, choć

nadal niby żyje, jest samobójcą. 

        Choć nie odważyłbym się nazwać tego zabijania duszy

samobójstwem, przez całe życie właściwie nie mówię i nie

pokazuję niczego innego, ale nikt tego nie słucha, ani

nie widzi, choć nie jest to przecież moja nauka, ale coś, co

jak inni otrzymałem jak ziarno do zasiania, od swoich duchowych

nauczycieli - mądrych i szlachetnych ludzi, których znałem i ceniłem,

i którzy byli mi bliscy.

       Ze smutkiem więc zauważam, że teraz ludzie, nawet ci pozornie

rozwinięci duchowo, potrafią żyć jedynie dla własnej korzyści, dla

załatwienia swoich spraw lub świętego spokoju, albo wyeliminowania

kogoś z konkurencji, a kiedy ktoś bliski nie wydaje im się dostatecznie

ważny, lekceważą go albo porzucają, nie potrafiąc nawet zauważyć,

co od niego otrzymują. Bo bez pieczątki sukcesu nic nie ma dla nich

wartości. 

      To droga do psychicznej niewoli, do samo-zniewolenia. Dlatego

Zhuangzi pisał, że aby móc być dla innych i dla siebie naprawdę

użytecznym, pomocnym, czy życzliwym, trzeba najpierw zrozumieć

wartość tego, co nieużyteczne.

      A sam Osho tak o tym pisze:

      "Życie przypomina raczej poezję niż towar na targowisku. 

Powinno przypominać poezję, pieśń, taniec, kwiat na skraju drogi,

który nie kwitnie dla kogoś konkretnego...nie będąc nikim 

konkretnym, po prostu ciesząc się sobą, będąc sobą."

      Niestety, te piękne kwiaty są pospolicie deptane. Neoliberalny

obłęd doprowadził do tego, że sprzedawanie siebie jest ważniejsze

od twórczości, a sprzedawca od produktu i od tego, kto go wytworzył.   

Aby uniknąć nędzy i samotności, na jakie system ludzi naprawdę

twórczych, a nie tylko dobrze przystosowanych, skazuje, gotowi

jesteśmy przehandlować własna duszę. Ale, jaką wartość może mieć

takie życie tylko dla własnej korzyści?

     Wiatr unosi zapach kwiatu, a piękno kwiatu, choć nie adresowane do

nikogo, przemawia do nas...Kwiat nie tworzy swojego image, nie

podbija swej ceny - jego piękno jest bezinteresowne.   

04:30, nazumi13
Link Komentarze (6) »

 

      "Requiem"  Mozarta to wciąż zagadkowy utwór,

nie tylko ze względu na okoliczności powstania

i fakt, że ma przecież współautora, czy dlatego,

że sama religijność Mozarta budzi poważne

wątpliwości,ale także dlatego, że nie wiadomo

jak tę wyjątkową w swym wyrazie muzykę wykonywać. 

Bywa ona interpretowana w duchu romantycznym

(Karajan, Schreier, Berstein), ale czasami jej

wykonania przenoszą nas w estetykę epoki baroku

(Hogwood, Gardiner, Butt).

       Kochający muzykę Profesor Marian Przełęcki po

wysłuchaniu "Requiem" pod Hogwoodem powiedział:

"To bardzo ładne, te chłopięce głosy w chórach i delikatna

instrumentacja...Ale dla mnie to nie jest Requiem!" 

Alarcon również przyjmuje w swym wykonaniu barokową

optykę, ale też dramatyzuje dzieło usuwając z niego dwie

części (co oczywiście także "historycznie" uzasadnia).  

Warto na pewno posłuchać!

       A ja mam jeszcze do tego dzisiaj specjalny powód...

Postanowiłem jednak nie o wszystkim tutaj pisać.  

 

01:56, nazumi13
Link Komentarze (1) »
wtorek, 23 sierpnia 2016

 

 

                     Pan to ni ma

                      Miny mima

                      Pani Nina

                      Ma minę mima

                      A ta limetka

                      Słodko-kwaśna kokietka?

                      Wyssałbym ją jak cytrynę

                      Gdyby zmieniła minę!

                      Peruwian pochodzi z Limy

                      I łowi na wędkę liny

                      A resztę oddaje iłowi

                      Pchła skacze na trampolinie

                      Ach Kolombina dba o linię!

                      Prężą swe garby karły

                      Syreny już gardła zdarły

                      Śmiejemy się do rozpuku

                      Armaty robią sporo huku

                      A balon wzbija się w górę

                      Chce porwać różową chmurę

                      Siłacz rwie wieloryba

                      Choć ciężka ryba to chyba

                      I tylko klauna dziś ni ma

                      A Pani to serca ni ma!

                      Me serce porwał mim

                      Nim spotkałam się z nim

                      Mimo to gratuluję

                      Motylka tatuuję

                      Ach nie bądź pan mimoza

                      Banany zjadła koza

                      Jest całkiem cosy i cool 

                      (Dopóki nie zjawi się mól)

____________________________________

      To trzeci mój wieczorny wpis o tematyce

jakże odmiennej od dwóch pozostałych... 

I nastroju takowym.   

 

                     Acewi menewi  

                     Ahura elevi

                     Anura lefevi

                     Thazila sunevi

                     Acewi amanewi

                     Elevi efevi

                     Sunevi lihevi

                     Tharma amorevi

 

                           

     ______________________________

     Wiersz o dziewczynie imieniem Zoe

(Nieskończone Życie) zamieściłem przed

chwilą w poprzednim wpisie...

00:09, nazumi13
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 22 sierpnia 2016

             

 

                      Beztroska Zoe biegała po łące

                      a przytulona do traw

                      widziała niebo i słońce

                      w kałuży niezapominajek

 

                      Okrutny rzucił piłeczkę los

                      i pobiegła do lasu

                      gdzie dzik swym kłem i nasieniem

                      granice jej życiu wyznaczył

 

 


  

     "Nie sztuka dobrze się połączyć.

        Sztuka dobrze się rozejść."

        (Przysłowie chińskie)

 

    Jestem pewien, że gdyby ludzie to rozumieli,

nie byłoby tylu nieszczęść, samobójstw, traum.

Mnie np. bardzo rani to, że nie wiem nawet, czy

osoba, z którą spędziłem tak długą, intensywną 

i pełną obustronnego poświęcenia cześć życia,

w ogóle jeszcze żyje. Jestem przekonany, że

nie powinno się tak rozchodzić. Przeczy to

jednemu z podstawowych praw człowieka.

Bez względu na to, co się w naszym życiu stało,

osoba najbliższa nigdy nie może stać się całkiem

obca. Na wszelki wypadek omijam cmentarz,

gdzie jest jej rodzinny grób. Boję się tam

zajrzeć...I nawet moja późniejsza miłość, uczucia

tego i lęku nie unieważniła.

     Za małą wagę przywiązuje się do takich,

pozornie tylko nieistotnych rzeczy, bo przecież

z nich też składa się nasze życie. Chcemy wiedzieć,

czy ktoś, kogo kochaliśmy żyje i czy jest szczęśliwy.

Może chcielibyśmy i potrafili czasami mu pomóc...

Zbyt okrutne są takie wyroki śmierci. I choć

popularne psychologiczne poradniki o tym milczą,

warto się nad tym zastanowić.

 

niedziela, 21 sierpnia 2016

 

      ...to tytuł zbioru dystychów sławnego i wielce podziwianego

mistyka Angelusa Silesiusa, które zostały ostatecznie wydane

we Wiedniu w 1657 r.   Ich tłumacz K. A. Jeżewski dołączył do

swego ich wyboru także trochę własnych, imitujących je

tekstów.

 

                     CZUCIE I CIERPIENIE

  

        "Im więcej czujesz, choćbyś był raną otwartą,

        Tym jesteś bliżej Boga, cierpieć było warto."

                   (K. A. Jeżewski)

        

         Bóg Chrześcijan cierpiał na Krzyżu, jednak 

myśl ta ma uniwersalny charakter. Nie należy w

niej widzieć zachęty do cierpiętnictwa i szukania

samoudręczenia, ponieważ to nie miałoby 

zgoła żadnego sensu. 

      Chodzi raczej o to, żeby człowiek nie odcinał się

się od swojej wrażliwości w poszukiwaniu 

psychicznego komfortu. Teologia chrześcijańska

uważa unikanie cierpienia za jedno z dwóch 

najważniejszych psychologicznych źródeł grzechu. 

Człowiek nie chce się narażać na ból i psychiczny

niepokój i wtedy odwraca się od miłości. Psycholog 

powiedziałby, że w przypadku takiego człowieka

można mówić o przeroście mechanizmów obronnych.

Osoba taka nie chce wiedzieć tego, co pozbawiałoby

ją poczucia bezpieczeństwa i takie treści z własnej

świadomości wypiera. Nie chce się też na cierpienie

narażać.

      Nie jestem pewien, czy cierpienie zawsze

uszlachetnia, a nie np. rozgniata cierpiącego, jednak

prawdą jest, że człowiek, który nadmiernie lęka się

cierpienia nie potrafi w pełni kochać, ani odkrywać

piękna świata i życia. Ale choć, jak mówi, Budda,

nasze ciało jest jedną wielką raną, czucie radości

jest tak samo istotne dla poczucia wartości

życia.

    A podobnie radość ze szczęścia innych jest

równie ważna dla rozwoju duchowego jak umiejętność

współczucia. Człowiek świadomie przeżywający życie

pragnie duchowej radości, jednak nie ucieka przed

świadomością cierpienia. Jeśli potrafi patrzeć na 

to, co spotyka innych ze współczuciem i z radością,

wtedy dopiero jest naprawdę życzliwy, a jego uśmiech

jest uśmiechem oświeconej istoty.

     Słusznie też pisał do księżniczki Elżbiety Kartezjusz,

że "lepiej jest znać prawdę choćby najgorszą, niż

pozostawać w niewiedzy."  Może nie zawsze - czasami

lepiej jednak czegoś nie wiedzieć, jednak ludzie nazbyt

kochają złudzenia i dopóki coś ich nie pozbawi, chętnie

w nich tkwią...Nawet na kilka dni przed ostateczną

zagładą, gotowi są wierzyć w cudowne ocalenie. Człowiek

nie chce nigdy tracić nadziei. Janusz Korczak na krótko

przed likwidacją getta wierzył, że hitlerowcy muszą

działać w sposób racjonalny i że nie mogą chcieć

wymordować wszystkich Żydów. 

       W czasach pokoju również wierzymy w racjonalność

działania pewnych instytucji - w to, że lekarz zatroszczy

się o nasze zdrowie, nasze dzieci otrzymają najlepszą

wiedzę, a sędzia wyda sprawiedliwy wyrok, że ludzie słabi

i chorzy znajdą schronienie i opiekę.  Nie ma powodu

podważać tej naturalnej ufności, ale warto również czasami

wiedzieć, na jakim świecie żyjemy. Trzeba wierzyć w człowieka

i w każdym widzieć przede wszystkim dobro, ale nie można

tracić poczucia rzeczywistości.

      Przezabawna może byłaby też neoliberalna wiara, że

uczciwy biznesmen dobrowolnie zrezygnuje z nienależnej

części zysku, że specjalista od reklamy zwróci uwagę na 

wady reklamowanego produktu, polityk dobrowolnie podzieli

się swą władzą z ludźmi dobrej woli, albo, że potencjał

nuklearny zgromadzony na świecie  n i g d y  nie zostanie

użyty, gdyby nie widok ludzi umierających z głodu, oszukiwanych

przez reklamy i polityków, i ginących od bomb, w świecie,

którym rządzi jakoby powszechna życzliwość...  

                           

                      BYĆ I MIEĆ   

        "Mieć" w naszych czasach wszyscy się uwzięli,

         Tylko "być", na nieszczęście, całkiem zapomnieli."

                     (K. A. Jeżewski)

 

         A na zakończenie mój własny rym o innym nieco,

lżejszym raczej charakterze.

                     NA PEWNĄ DAMĘ JUŻ NIEMŁODĄ

                             

        "Wszędzie Boga tylko szukasz nieboga,

         Lecz bez miłości upływa twa droga."

 

sobota, 20 sierpnia 2016

 

             nocą która nigdy się nie kończy

             cienie kotów

             przemykają przez mój pokój

             Walerek

                       Kropka

                               Kuleczka

                                    Bezimienny            

                                        Sześciopalczatka

             wszystkie one łowią

             niepochwytne cienie myszy

             a najsłodsza Kitusia

             przyniosła w pyszczku wróbelka           

             ponuremu Panu Podziemi

             patrzą na mnie szklanymi oczami

             którymi nigdy już nie zobaczą słońca

             prosząc o odrobinę ciepła

             słyszę w mroku ich tupanie

             i głośne mruczenie

             niedługo je tam spotkam

             ale dopóki żyje moja Mitsuko

             chciałbym tu jeszcze pozostać

 

 

piątek, 19 sierpnia 2016

 

     "Jeden tygrys nie opędzi się przed zgrają wilków"

- mówi chińskie przysłowie.

      Mądre przysłowia są mądrością wszystkich ludzi.

Chociaż jestem człowiekiem dzielnym, być może niedługi

jest mi już pisany żywot.

     Tym smutniej, że najczęściej jestem tu sam i że miłe-niby

osoby, które postanowiły mnie tu nie odwiedzać, wykazują w

tym konsekwencję godną jakiejś lepszej sprawy...Widać o

dobroci dobrze się gada.  Rozumiem już dlaczego tak ważna

jest czasami "pochwała niekonsekwencji" i dziękuję tym

wszystkim, którzy nią się nie wykazują... 


_______________________

     To wpis dla tych, którzy nie mają cierpliwości do mojej "Zagadki

fioletowych irysów."  Muzyki wyjątkowo nie zamieszczam. Niech

każdy wstawi to, co lubi...

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

    

       

     Noriko wstała o piątej rano. Po śmierci Nezumiego

nie mogła dojść do siebie. Czuła się zobojętniała. Czasami

płakała. Żyła jak we śnie. Jej nadzieja, że Nezumi jednak

żyje z każdym dniem słabła. Nawet Lu przestał się do niej

zbliżać. Była zbyt smutna, a wypadek w windzie okazał się

dla niej traumatycznym zdarzeniem. O mało się przecież nie

udusiła!  Zresztą po odejściu Nezumiego czuła się, jakby już

umarła.

       Postanowiła pójść nad morze, w miejsce, gdzie się

niedawno widywali i szukali. Wędrowała do późna w nocy

po pustej plaży, ale żeby nie słyszeć szumu fal, który 

doprowadzał ją do rozpaczy, słuchała przez słuchawki

"La Mer" Debussy'ego. Inspektor lubił ten utwór.  Wolna

od natręctwa swego adoratora zamyślała się nad sensem

swego krótkiego i niezbyt szczęśliwego życia.

     

       "Krótko kwitnie wiśnia

       i szczęśliwe zjawiają się kruki. 

       Kiedyś trzeba będzie stąd odejść!"

- nuciła sobie piosenkę, której nauczyła ją babcia.

     

      Tymczasem Nezumi, który bynajmniej nie utonął 

w Tamizie, jak wydawało się jego oprawcom i policji, która

wyłowiła inne ciało wraz z jego dokumentami, ponieważ

w owym miejscu natrafił na zatopioną motorówkę, co

pomogło mu po jakiejś chwili wynurzyć się z wody,

rozpaczał po jej domniemanej śmierci. We dnie tułał się

po ulicach, a noce przesypiał w parkach. Zaprzyjaźnił się

nawet z pewnym lisem i jego małżonką.

     Samotność bez alkoholu jest zazwyczaj ciężkim

przeżyciem. Ale Nezumi upijał się świeżym, jesiennym

powietrzem. Niepokoiło go tylko to, że zupełnie nie

marznie, a kiedy leży na posłaniu z wilgotnych liści,

nie bolą go boki. Przecież, gdyby naprawdę żył, dawno

już dostałby zapalenia płuc. A może to, że żył, było

jedynie kolejnym złudzeniem, takim samym jak

spisek, w który wierzyła Basia?     

     Mówi się, że kochające serca biją jednym rytmem.

W tej samej chwili tego wieczoru, kochankowie poczuli

to samo, czy też usłyszeli ten sam głos: "Muszę do niego

(do niej) jechać."  Tak wielką siłą jest miłość! ;-)

     Dwa dni później Noriko była już w Londynie, a Nezumi

- w Kioto. 

     - Pewnie się minęliście! - zauważył Lu, który otworzył

drzwi mieszkania Etsuko - Wczoraj poleciała do Londynu.

Nie mam do niej siły. Jest narwana!  No, ale nie

przypuszczałem, że jednak żyjesz!   

     - Prawie na sto procent, chociaż nie jestem tego całkiem

pewien... - rzekł Nezumi.

     - Jakieś dziwne wiadomości dochodzą z Londynu, ale

oczywiście nieoficjalnymi kanałami. - ziewnął profesor.       

     W końcu się spotkali!  Noriko i ta Polka. Basia była bardzo

zaskoczona widząc jakąś Japonkę w drzwiach swego

mieszkania. A Noriko niemniej, widząc ją w swej ulubionej

bluzeczce w fioletowe irysy. O mało się nie pokłóciły.  Polka

opowiedziała jej o wizycie na policji. Wypiły trochę wina

i zaczęły wspominać Nezumiego, aż w końcu rzuciły się sobie

z płaczem w ramiona.

     - Mam przeczucie, że on żyje. - powiedziała Noriko.

     - Myślisz? - chlipała Basia.

     Noriko nagle wydało się to jakieś nieszczere. Przecież

ta dziewczyna prawie go nie znała. Czy może jednak zbliżyli 

się do siebie?  Dlaczego dał jej jej bluzkę? 

     Zadzwonił telefon.

     - Czy mogę mówić z Noriko? - spytał ktoś.

     - Nie ma jej tu - odpowiedziała chłodno Basia.

     - A ja wiem, że tu jest! - przekomarzał się Lu - Ale, jeśli

nie ma, no to trudno, szkoda!  A może jednak chcesz się 

czegoś dowiedzieć?

      

       c. d. n 

       - o ile autor pozostanie przy życiu!   

środa, 17 sierpnia 2016

 

     Nie tylko mistycy, czy filozofowie, zastanawiają

się nad sensem życia.  Zhu Xiao-Mei, wspaniała

chińska pianistka mieszkająca w Paryżu, która

znakomicie interpretuje muzykę Bacha,

zauważa, że według Laozi śmierć jest zawsze

powrotem.  Dlatego również słynne "Die Goldberg

Variationen" Bacha zaczynają się i kończą tą

samą melancholijną arią. 

     Laozi mówi, że wszystko, co istnieje wywodzi

się z nieistnienia. Nieistnienie - krótka chwila

istnienia - i powrót do nieistnienia, jak do źródła,

czy własnego domu, to los świadomej istoty.

Wszystkie naturalne przemiany życia prowadzą

nas ku śmierci i nieistnieniu. Strumień naszego

życia płynie, aż w końcu zanika. Ale samo

nieskończone życie nie przestaje istnieć...

Artystka widzi w tym analogię do tego, co

chrześcijanie nazywają życiem wiecznym i z czym

wiąże się nadzieja.  Tak bowiem pragnie to widzieć

i czuć. (Nie jest w tym odosobniona, bo podobnie

rozumieją Laozi chrześcijanie - Thomas Merton

i Ching-hsiung Wu).  

     Czym może być dla nas ta krótka chwila, przez

jaką istniejemy? Może miłością? Może odkrywaniem

piękna? Albo po prostu przeżywaniem życia w całej

jego pełni ze świadomością, że każda jego cząstka

jest jedyna i niepowtarzalna. Ale w tle tego obrazu

zawsze pojawia się pustka, bez której jakakolwiek

pełnia nie mogłaby istnieć.  Dlatego życie nie może

być jedynie chłonięciem wrażeń lub samonapędzającym

się działaniem. Jest zawsze wejściem w kontemplację.    

     Artystka nie jest już młoda i choć jej życie

było czasami bardzo ciężkie (o czym kiedyś już

wspominałem), jest spełnione. Ale jej myśli

spowija melancholia, której w tym akurat utworze

Bacha jest stosunkowo niewiele. Wariacje Bacha

są błyskotliwe i pełne życia i jak artystka mówi:

"Bach dał muzyczną ekspresję życia we wszystkich

jego nieskończonych przejawach." 

     Wyznam jednak, że nigdy nie myślałem tak głęboko

o tych bachowskich wariacjach, a prawdziwie kocham

tylko najdłuższą (i najbardziej melancholijną) z nich

25-tą i jestem wdzięczny rosyjskiemu pianiście

Gawriłowowi, że rozwleka ją w swoim wykonaniu do

ponad jedenastu minut.  Wariacje Goldbergowskie

pulsują radością życia i być może przetwarzając

muzyczny temat istotnie są jakąś jego metaforą,

choć według Forkla miały być tak lekkie i wesołe,

aby mogły być lekarstwem na bezsenność hrabiego,

któremu Goldebrg grał je w nocy. Terapia chyba się

powiodła, bo podobno Bach otrzymał za nie "złoty

kubek wypełniony luidorami."   

    Bach jest głęboki, ale muzyka nigdy nie będzie

metafizyką, ani czystym mistycyzmem i również

on myślał o niej przede wszystkim w kategoriach

brzmienia i formy. Gdyby było inaczej, to powinniśmy

czytać utwory Bacha tak, jak czytamy np. traktaty

Leibniza, czy utwory Angelusa Silesiusa i innych

mistyków, a nie potrzebowalibyśmy ich słuchać, co

wydaje się raczej absurdalne...Nie znaczy to jednak,

że wykonawca, czy słuchacz muzyki nie może w niej

odnaleźć czegoś, co poza samą muzykę wykracza

i wprowadza nas w sferę mistycznych poczuć, czy 

metafizycznych przeżyć. Mogę nawet słuchać muzyki

tak, jakby opowiadała historię mojego życia lub

wyznawała moje uczucia, choć kompozytor przecież

nie mógł ich znać. Jednak, chociaż muzyka działa

na nas głównie przez swój nastrój, warto czasami

wiedzieć, co się do niej w ten sposób dodaje, czy

wnosi.  

___________________________

Pisząc ten mój krótki tekst widzę, jak za oknem pojawia

się coraz więcej światła, a samo słońce ukazuje się

w pomarańczowej chmurze. Ale cudownie było na chwilę

przed świtem, kiedy mrok krył w sobie najpiękniejsze

barwy...

 

     Chociaż o świadomym życiu decyduje podobno

umysł a nie charakter, ludzie, psy i koty, i inne ssaki

mają swoje charaktery. 

     Często jem porcję ryżu u Wietnamczyka

(kosztuje tylko trzy złote)...Właściwie jest ich

dwóch. Jeden - duży, poważny, dumny, a chwilami

nawet szorstki. Drugi - niepozorny, pogodny,

skromny i cichy (dopóki się nie rozgada). Obaj

ciężko pracują i zasługują na szacunek. 

     Kiedy zamawiam ten ryż, który jest tylko

dodatkiem, a nie głównym daniem, ten poważny

wyniośle milczy, ale twarz tego pogodnego

rozpromienia serdeczny uśmiech i mówi

uroczystym głosem:

    - Proszę, ryż pełny!

    I wiem już, że jem prawdziwie królewskie danie.

Sprawia mi to sporo radości, bo nie muszę się wstydzić,

że nie zamówiłem któregoś z głównych dań.

    Laozi powiedziałby, że serce tego wyniosłego

jest przepełnione ambicją i dumą, i nie ma już w

nim miejsca na nic więcej, ale serce tego

pokornego jest puste i dlatego znajduje się w nim

miejsce na dobroć.

    Ot i cała tajemnica!  Ale są jeszcze inne, których

nie znamy. Każdy człowiek to tajemnica.

wtorek, 16 sierpnia 2016

                         

                      Znowu pan się nie ogolił!

                      Ja wiem, że pan nie ma rąk

                      Panie Boszczyk!

                      Panie Boszczyk!

                      Ale z pana nieboszczyk!

                      Prześcieradło zaszczane.

                      Ja wiem, że się pan

                      nie możesz ruszyć.

                      Pan wyjrzy przez okno

                      jakie niebo

                      i sierp kurwaksiężyca.

                      Trochę pada. 

                      To niebo szcza!

                      Dupsko,

                      bo muszę zrobić zastrzyk!

                      Zaraz podam kuwetę.

                      A w prosektorium

                      nieboszczyk złapał koleżankę

                      za łydkę

                      o piątej rano...

                      Pan to wykapany mój zięć.

                      Też na to umarł...

      

   Zastanawiam się, czy to tylko rosyjska przypadłość?

...Bo nie ceni się tam jednostki i jej prawa do wolności?

Jakoś dziwnie jest mi to znajome i choć w innej (ciekawszej)

wersji, piosenkę tę znam i rozumiem, i też mnie to czasami

strasznie złości. Są jednak jakieś granice ogłupiania 

ludzi i niewiele ma to chyba wspólnego z Putinem, czy

kimkolwiek innym, z demokracją, czy z jej brakiem...Smutna

ta piosenka jest zawsze aktualna.  A przecież "mózgi gniją

od chu...ni!" 

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

     

    W parku było dość przyjemnie i oboje szybko zapomnieli

o dziwnych wydarzeniach tego dnia, ale Nezumi nie zapomniał

o Noriko i od czasu do czasu ukradkiem sprawdzał, czy nie było

od niej wiadomości. Dopiero, kiedy zaczęli oglądać "pudło"

poczuli się naprawdę zdumieni. W telewizjach nie było nawet

słowa o pożarze i śmierci królowej. Nie mogli uwierzyć własnym  

oczom.  Newsem była napaść na listonosza w południowym

Londynie. Z torby ukradziono mu ulotki reklamujące pizzę.

     - A może po prostu kręcili tam film i dlatego pałac płonął? -

     - Albo raczej Kocie Głowy kontrolują już media i nie

przepuszczają tej wiadomości. - zaniepokoiła się Basia.

- Czy oni przypadkiem nie zjadają ludzi, jak u Wellsa? -

      - I ja czuję się tak, jakbym palił opium. Widzieliśmy przecież

na własne oczy! - 

      W Kioto było trzęsienie ziemi. Niewielkie, ale zginęło kilka

osób - za mało, jak na dobry news. Kamera pokazywała przez

chwilę walący się budynek zabytkowego hotelu. Nezumi wysłał

kolejnego sms-a do Noriko. "Żyjesz?" - spytał.  

      Basia głośno ziewnęła i położyli się spać. Rano wyszła po

zakupy. Nezumi obudził się sam.  W poczcie telefonu była 

wiadomość z telefonu Noriko: "Nezumi!  Noriko nie żyje. Weszła

do windy podczas wstrząsów i udusiła się. Przykro mi! 

Pozdr. i poniekąd wyrazy współczucia. Dr Lu."

     Nezumi nie wytrzymał. Wsiadł w autobus i pojechał nad

Tamizę, ale było jeszcze za wcześnie, żeby w niej znaleźć śmierć

- wrócił więc tam wieczorem. Jednak, kiedy był już nad rzeką,

otoczyło go kilku osobników, którzy chcieli przetrząsnąć jego

kieszenie, a gdy na to nie pozwolił, wepchnęli go do wody. 

    Basia wróciła objuczona zakupami, które przyniosła w dwóch

ogromnych torbach.  Jakiś Włoch pomógł jej to wnieść na górę. 

Przez całą drogę myślała o Rudym. Czy przeżył? A może ktoś go

rozjechał, kiedy stamtąd odeszli? Pomyślała, że Nezumi poszedł

się przejść i dopiero następnego dnia zawiadomiła policję o jego

zaginięciu.  Okazało się, że mieli już zgłoszenie i wyłowili ciało

z rzeki.  W smartfonie, który zostawił w domu pojawiła się nowa

wiadomość:

    "Mam nadzieję, że nie poszedłeś się zabić. To był tylko taki

joke!  Noriko jest teraz ze mną i cię pozdrawia. Nasze przysłowie

mówi: "Stroskani nie doczekają starości." W Tamizie jest chyba

raczej chłodna woda.  A propos, słyszałeś może, gdzie w Londynie

można kupić desusy dla ładnej dziewczyny?"

     Basia wściekła się. "Na każdym rogu, ty stary ch..." - odpisała. 

- "Ale, jak ci nie stoi, to i tak ci to nic nie pomoże!"

     - Czy mogę ci jeszcze w czymś pomóc? - spytał policjant.

- Aha, na śmierć zapomniałem: Kim był dla pani denat? -

     - Nikim! - skłamała. - Ale ktoś się o niego martwi -

(Tak się chyba mówi na filmach). 

      Policjant wzruszył ramionami.

      - Przystojny to on nie był! - zauważył.

      "Widzę, że jednak żyjesz? - napisał Lu - Londyńska mgła

cię nie zabiła, ale zrobiłeś się wulgarny. Zresztą od dawna

cię o to podejrzewałem. Odwagi zabrakło, co? A jak tam

twoja kociara?  Wciąż gania koty po ulicy? ŚCISKAM CIĘ,

Twój Dottore."

      "Spierdalaj!" - napisała i zaczęła strasznie płakać.

      "Czaruj, ideale! Ale mi nie patrz w serce -tam jest piekło!"

To Lord Byron!" - naprzykrzał się Chińczyk.     

      Policjant popatrzył na nią życzliwie i powiedział:

      - Jakby co, to udzielę ci wsparcia psychologicznego.

Jestem w tym dobry!  Dziewczyny są ze mnie zadowolone! -

      Dopiero, kiedy wyszła na ulicę, uspokoiła się trochę. 

Ale, jakieś dziewczyny, właściwie jeszcze dzieci, potrąciły

ją, kiedy chusteczką ocierała łzy z oczu. Najwyraźniej

miały ochotę ją dręczyć. Basia zawsze narzekała, że nie

można takich uderzyć, bo to jeszcze dzieci i tutejsze prawo

surowo tego zabrania, a gówniary to wykorzystują. Dopiero

swojsko brzmiące słowo zaczynające się na literę k przywróciło

jej poczucie rzeczywistości. Poczuła się jak w swej ojczyźnie,

za którą czuła tak wielką nostalgię. 

 

c. d. n

 
1 , 2