Kategorie: Wszystkie | "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę" | ...bez końca | 0 | 100O i jeden Rabinów | A Puszkina też zapuszkują? | A moze to tylko pomieszanie zmyslow | A nie lepiej być purystą? | Aaaaaaaaaaaaaa...aalfabeta | Ach, gdzież jest litość lub wspolczucia pozór? | Ach, gdzież jest litość lub współczucia pozór? | Adam Mic - Kiewicz | Adaś i Ewka | Aforystyka | Amerykański sen | Autopsychoterapia | Bez sensu to to! | Bez szaleństwa... | Bezmyślne okrucieństwo | Bezradność | Biedna Szymborska | Biedny Kapturek! | Bliźni miłości | Bliźniego miłość... | Blondyn | Blue Bossa | Bojaźń i drżenie | Bratnie dusze | Bruner, ty świnio! | Buddyzm w życiu codziennym | Bóg mi poskapił tej anielskiej miary... | Bóg mi poskąpił tej anielskiej miary... | Bójstwo samo | Caritas | Chiziofrenia | Choroba na śmierć | Chwila ułudy | Chwila wytchnienia | Chłodne upojenie | Cierpienia i radości | Cierpienie i radość | Cleen feed | Cnota niedoli | Co slina na język przyniosła | Co tam panie w polityce? | Co w niebie piszczy | Co ślina na język przyniosła? | Corrida | Coś dla duszy... | Coś tak wulgarnego | Cudotwórstwo | Czarna Perła Tao | Czarny tulipan skrzyżowany z czarna różą | Czarny tulipan skrzyżowany z czarną różą | Czary Mary | Czego nie przysięgał Hipokrates? | Człowiek nie jest rzeczą | Człowiek to brzmi dumnie, ale nie u mnie | Często chowa | Częstochowskie rymy | Deficyt aniołów | Delightful! | Demokratyczne wybory w Oczodołach | Diabłoterapia | Dla wszystkich i dla nikogo | Dnieje | Do samego siebie | Dodatek | Dowcipas dnia | Duma narodowa | Dusze drzew | Dyskretna mgiełka autoironii | Dzielność | Dziki kapitalizm | Dzisiejsza młodzież | Dzisiejsza młodzież nosi ładną odzież | Egzystencjalizm jest chumanizmem | Ekonomia zbawienia | Elegancja Francja | Elegijnie | English gentelman | English gentleman | Epicurus | Ewa tylko ziewa | Falochron | Female | Filozofia bez uczoności | Forever Loving Jah | Gadu, gadu | Gadu, gadu, trochę więcej jadu | Gal Anonim | Gaz dla pedałów | Gaz dla pedałów, młot dla sierpów | Gdy rozum śpi... | Gendarme | Genek, gienialny gieniusz | Geno Typ | Gorący uczynek | Grabarz | Grabarz nonsensu | Gry i zabawy literackie | Głupota przysłowiem narodów | Głębie i tajnie Podświadomego | HIstoria nauczycielką bicia | Herbatka zen | Homo economicus | Homo sapiens czy Homo politicus | Humor absurdalny | Humor nieco absurdalny | Humor, satyra, panie... | I rekiny w oceani mają zębów cały rząd | I rekiny w oceanie mają zębów cały rząd | Indie Wschodnie i Zachodnie | Industrial | Istnieje również wrodzony brak poczucia humoru | Ja tam bynajmniej nie wiem | Jak długo będę jeszcze żył? | Jak uprawiać agresywne dziennikarstwo? Poradnik dla początkujących | Jakże cżęsto powtarza się ta historia | Jakże trudno czasami coś sklecić! | Jan i Małgorzata | Jan z Czarnolasu | Jesienna muzyka | Jeszcze smutniej! | Jeździec Apokalipsy | Językologia | Kaczuszki mandarynki | Karawana idzie dalej | Katedra Adamowego Żebra | Kawa z Kafką | Każdemu według naszych chęci | Każdemu według potrzeb | Każdemu, o czym tylko zamarzy | Kiciuś Miciuś! | Kicuś Micuś! | Kiedy człowiek staje się bestią | Kiedy owce nie milczą | Kij w mrowisku | Kniaź Wiktor | Kochani ludożercy | Kolacja Pani Sowy | Kometa tylko głownia nie ta | Konkwista | Koryfeusz nauki, milośnik sztuki | Koty i inne zwierzęta | Koty, głupoty, palikoty | Kości rzucone są | Kość słoniowa | Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatni | Kto pisze teraz historię? | Kuchnia szamańska | Kwiatki Św. Franciszka | Kwiatostan śmierci | Kwitnienie kultury | Kwitnąca wiśnia | La colombina i ciche ukojenie | Lekarzu - lecz się sam! | Lenin wiecznie żywy | Leśmianiada | Lichwiarstwo polskie | Liryki i prztyki | Logika dziejów | Londyńska mgła niepamięci | Londyńskie przygody | Los ofiary | Los puka do moich drzwi | Lotosowy wpis | Ludzie ludziom... | Lunatyzm | Lęk społeczny | Made in Japan | Maligna | Marność nad marnościami | Marność nad marnościami. Rekoleksje Wielkopiątkowe | Marzenia senne | Marzeniologia stosowana | Maszkary i senne dziwadła | Maszkary i senne widziadła odbite w lustrze | Mała czarna z Kafką | Medycyna naturalna | Meine Liebe Augustin! | Melancholia | Melancholia stosowana | Memorabilia | Meszreiw | Meteo | Mgiełka autoironii | Mglisty dzień. Mgła | Mikołak | Mistrz i Małgorzatka | Mistycyzm lunarny | Mistyka i miłość | Mitologia osobista | Mitologia świata | Miłość | Miłość bliźniego | Miłość nie zawsze szczęśliwa | Miś Uszatek | Moc rytuałów | Monada nie ma okien | Mowa potoczna | Mowa ptaków | Mowa serca | Moze ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może ktoś się ucieszy? | Może ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może to trochę zbyt uszczypliwe | Musicology | Muza lekkich obyczjów | Muzyka przywraca ład serca | Myszoterapia dr Nezumi | Myśli prostego człowieka | Mądrość Natury | Mądrość jak z gazety | Mądrość narodów | Młot na faryzeuszy i hipokrytów | Męstwo bycia | Mówił sen do snu | NIe ma na świecie dwóch takich samych liści, ni kropel deszczu | Na jawie (lecz to, co niejawne pozstaje) | Na stos rzuciliśmy szcześcia los | Na stos rzuciliśmy szczęścia los | Na szczytach hipokryzji | Na zdrowie! | Nad piekną rzeką | Najokrutniejsze zwierzę | Najsłodsza tajemnica | Narastająca senność | Nic dzisiaj ciekawego nie napisałem | Nicość | Nie am dwóch takich samych liści, ni kropel wody | Nie bój się - najwyżej cię rozstrzelają! | Nie czas żałować burz, gdy płoną oczy | Nie czas żąłować burz, gdy płoną oczy | Nie każde szczere złoto jest szczerozłote | Nie ma na świecie dwóch takich samych liści ani kropel wody | Nie ma na świecie dwóćh atkich samych liści lub kropel deszczu | Nie ma takiego smutnego, co by na wesołe nie wyszło | Nie ma zazdrości bez miłości | Nie oddamy nawet guzika | Nie tylko dzielenie włosa na czworo | Nie wiem, ja w ogóle nie myślę | Nie zabijaj! | Nie zabijajcie drzew! | Nie zawsze urocza dzecinada | Niebiańskie szczyty głupoty | Niech pani będzie dzielna! | Niech zapłaczą na moim pogrzebie | Nieco drapieżny wpis | Niekoniecznie ptasi móżdżek | Nienawiść bliźniego | Nieosobiście | Nieprzesłane przesłanie | Niestworzone rzeczy | Nieszkodliwe głupotki | Niewczesna melancholia melomana | Niewczesne rozważania | Niewielka profanacja | Niewielkie przekłamanie | Niskolotnie | No No! Teatr No | No comments! | No no! | Nowa poezja lingwistyczna | Nędzne kabareciarstwo | O Leonardo, po cóż się tak trudzisz? | O dzieleniu włosa na czworo, czyli metodzie scholastycznej | O dzieleniu włosa na czworo, czyli o metodzie scholastycznej | Obciachy | Obscenia i parafrenalia | Obsesja dobrego biustu | Ojej! | Oko w oko z zębem mądrości | Okropieństwa | Okruchy odgrzebane z lawy | Okruchy życia wygrzebane zlawy | Okruchy życia wygrzebane z lawy | Okrutna losu ironia | Orientuj się na orient | Owczarek | Owczarki afgańskie | Owocożerni | PL jak piekło | PO PiS | POeci wszystkich krajów dzielcie się | Pan Tadeusz | Panie pośle, po chrześcijańsku panu wybaczam | Pańska satyra polityczna jest niegramatyczna | Pendant do pewnego przypisu | Perlikowski | Pewna elastyczność zasad | Pewne jak w banku | Piorunujący piorun! | Po owocach poznacie ich! | Po upadku | Pobożne życzenia | Podpatrywanie Natury | Podroby i inne podróbki | Pokolenie Kainowe | Pokorne ciele | Pokorne cielę | Pokusa | Polak potrafi | Polak potrafi! | Politolog i Politowska | Politycznie niepoprawne! | Polonica | Polonika rycerskie | Polucje i ablucje | Pomarańcze i mandarynki | Pomarznąć dobra rzecz | Pomarznąć dobra rzecz! | Pomoc psychologiczna | Poranna kawka z Kafką | Porąbane marzenia | Potężne i głębokie warstwy pierwotnego mitu | Powieść brukowa | Powszechna życzliwość | Powtórka z cynizmu | Poznaj samego siebie | Prawda | Prawda jest jedna i piękna, ale złożona | Prawda popłaca | Prawdziwa metropolia | Prawi i sprawiedliwi | Prawiezmartwychpowstanie | Prawiezmarwtychpowstanie | Prognoza pogody | Pruski smutek | Przecież cię zjem! | Przedagonalny polski agon | Przegląd sportowy | Przeinaczenia | Przez pychę do pokory | Przeżyjesz to, a pote już tylko grób | Przeżyjesz to, a potem już tylko grób! | Przminęło z wiatrem | Prztyczek | Psiapowiednia Majów | Psubrat | Pustka | Pytanie dość retoryczne | Raczej to nie będzie hit | Radosne gonitwy śnieżnych tygrysów | Radość wędrowania | Rejterada Rejtana | Religie nauczą cie pokory | Res Sacra Pecunia | Romans z pop kulturą | Roots, Rock, Reggae | Rozkosze reinkarnacji | Rozmowa nie na telefon | Rozpacz | Rozpacz na wieki wieków | Rozpacz, która podpełza pod gardło | Ruch i świeże powietrze... | Rybołówstwo cudzołożnika | Rycerz pokalany | Samokrytyka | Samotność egzystencjalna | Sekrety pewnego domu handlowego | Seraphic Flames and Heavenly Love | Siedź na dupie i potakuj! | Somatyka | Somatyka logiczna | Spełniona przepowiednia | Spleśniały ser | Sponsorem tej opowieści jest wydawnictwo Błękitny Wieloryb | Sport to zdrowie | Spowiedź morskiego wilka | Stary Sącz i Nowy Sącz | Stary mafioso | Stołeczne stołki | Stratyfikacja społeczna | Suma sumarum | Sumienie rachunku | Sweet Music and Poetry | Sygnały podprogowe | Szalchetne zdrowie | Szczęśliwa pomyłka | Szekspir do żadnej nie należy epoki | Szkarady | Szlachetna gravitas | Szlachetne zdrowie | Słodycze grafomanii | Słówka | Słówko do słówka, a uzbiera się sówka | Tadeusz Bój Jeleński | Taia chińska podróbka | Takie będą rzeczpospolite jakie tego blogu chowanie | Takie tam, pierdoły | Talking Heads | Tania chińska podróbka | Tatiana | Teorie świata nauki | Terapeutyczie | Terapeutycznie | Thames | The Doors. Uchylone drzwi | The Lion cub | The fruit of beauty and despair | To na pewno nie Lec | To nie żadna filozofia | Tragiczne pożegnania | Transformacja duchowa | Trudna sztuka dialogu | Trudno czasmi coś sklecić | Trzylogia | Trója z polskiego | Twarda rzeczywistość | Ty mi tutaj nie filozuj | Tygrysologia stosowana | Tysiac i jeden ptaków | Tysiąc i jeden kotów | Tysiąc i jeden ptaków | Tysiąc różowych kroliczków | Tęsknica | Tęsknota duchowa | Ubekistan | Ucone księgi | Uczeni ludożercy | Uderzenia losu | Uduchowienie | Umrzeć z miłości | Upadek Pierwszego Człowieka | Uroczy wegetarianin | Uszczelnienie systemu podatkowego | Utrata uzębienia | W czym mogę panu pomóc? | Wciąz powtarza się ta sama historia | Wciąż powtarza się ta sama historia | Wdzieczna muzyka przywraca ład serca | Wesola grafomania z morałem | Wiecej broi dla szaleńców w Teksasie | Wieczne powroty | Wiedza radosna | Wielka wygrana | Wielomówstwo, czyli plaga opowiadania | Wierzba płacząca | Wiosny i jesienie | Witch | Więcej broni dla szaleńców w Teksasie | Wojna totalna | Wpis o kształcie piramidy | Wprowadzenie do kruczków prawnych | Wrzucam wszystko do kosza | Wrzątek | Wspomneinei pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Współczesny filister | Wszystkie rybki | Wszystko na A | Wszystko na sprzedarz | Wszystko na sprzedaż | Wygrana | Węzłowato | Wólka Węglowa | Xin Lu, typowa brunetka o granatowych oczach | Z Nietzschego nic nie powstaje | Z księgi wulgaryzmów | Z rupieciarni myśli | Zaczarowany świat zen | Zanim mnie wrzucą do dołu | Zapowiedź Apokalipsy | Zaraz wracam! | Zasada domniemanej winy | Zaskroniec | Zastał Polskę drewnianą... | Zatrzaśnięte drzwi | Zbaw mie Buddo Amido | Zbaw mnie, Buddo Amido | Zdrowy egoizm | Zegar dziejów | Zestrzelenie księżyca | Zginął z rąk słabej kobiety | Zima się nas nie ima | Zjawiskowe | Znak jaskółki | Zrozumieć wartość tego, co nieużyteczne | Zuch zawsze ochoczy! | Zwierzęta pod postacią ludzi | Zwyciestwo konsumpcjonizmu | Ząb mądrości | ie zabijajcie drzew! | ieosobiście | kosmos | Łagodne prawo, ale prawo | Łagodność tygrysa | Śmiechotki, chichotki | Śmiertelna powaga | Śmierć | Światełko w mroku | Świętość, wziętość, nadętość | Życie jest tragiczne | Życie samo | Życzliwe spojrzenia na całość ogródka | Żyć, nie umierać
RSS
piątek, 31 sierpnia 2012

             Mam nadzieję, że sok pomidorowy ze świeżymi listkami bazylii i dobra zielona herbata uratują moje zdrowie po fatalnym jedzeniu, jakie przypadkowo zjadłem.  Podobnie jest zapewne z pokarmem duchowym.  Bardzo należy uważać, c o   i   j a k   się pochłania. 

             Książka "Mistycyzm  w wielkich religiach świata" (D. L. Carmody, J. T. Carmody), której fragment przeczytałem "na mieście", pozostawiła na mnie wprawdzie wrażenie lepsze niż fast food i nie jest pozbawiona wartości, jednak ów fragment naruszył nieco moje duchowe zdrowie.  Nie dlatego, iż był pozbawiony sensu lub niejasny, ale ze względu na stopień przetworzenia tego, co opisywał. 

            Przeczytałem króciutki komentarz autorów do tekstu Czuang-tsy (Zhuangzi), który opisuje taoistycznego mędrca.  Zwraca on uwagę na to, że święty człowiek, o którym mówi ów fragment znajduje się na krawędzi tego, co nie jest już tylko względne, jak ludzkie postrzeganie i sądy, lecz absolutne i ostateczne, że jest oderwany od zwykłej ludzkiej egzystencji i przepełniony mocą i że dzięki kontemplacji dusza jego osiąga jedność z tao.  Tekst jest zręcznie napisany, czego przykładem może być metafora "skoków i wędrówek sprawnej, kontemplującej duszy", a jednak jest to pokarm, który wypełnia umysł, nie sycąc go.  Sama charakterystyka jest trafna i nie brakuje mi w niej wcale filologicznego komentarza...Nie zauważam tu po prostu żadnej próby osobistego wniknięcia w komentowany tekst.  W książce tego rodzaju nie jest to bynajmniej wadą, jednak kiedy szukam czegoś innego niż sam informacyjny przekaz, spotyka mnie pewien zawód.   

           "Czuang-tsy", to jeden z moich ulubionych filozoficznych utworów, z którym oswajam się latami w różnych jego przekładach, a w domu - Broń Boże nie po to, aby go studiować! - mam nawet tekst chiński.  Co więcej z usposobienia jestem taoistą i wyobrażam sobie czasami, że to ja jestem owym Mistrzem Czuang, któremu śniło się, że jest radosnym motylem.  Dlatego siłą rzeczy, po kolejnej przemianie, jakiej uległem, jestem twórcą własnej wersji taoistycznej filozofii.  Mówiąc najkrócej w wersji tej dobroć jest czymś ważniejszym niż moc.  Ach, gdyby kogoś to naprawdę zaciekawiło, to chętnie powiem o co chodzi (wolałbym jednak o tym nie pisać)!  

          Cudowność tego utworu polega na tym, że łączy filozoficzną wizję z poetyckim sposobem ujmowania tego, co konkretne i że filozoficzny sens ukazuje pod postacią, często nie pozbawionych poczucia humoru, przypowieści.  Niestety w uczonych komentarzach wszystko to zmienia się w zbiór ogólnikowych tez.  Owszem, jeden z autorów napisał książkę, w której analizuje różne rodzaje relatywizmu, jaki można przypisywać tekstowi "Czuang-tsy", jednak chociaż wspomniana ogólnikowość dzięki temu znika, jest to prawdziwe dzielenie włosa na czworo.   

          W przypadku taoistycznej filozofii szczególnie istotne jest to, jaki rodzaj kontemplacji jest dla niej najważniejszy.  Częściową odpowiedź na to pytanie można odnaleźć nie w filologicznie zwięzłych opracowaniach, lecz w psychologicznym utworze Abrahama Maslowa "W stronę psychologii istnienia".  I właśnie wzbogacenie owej perspektywy, z jakiej staramy się ogarnąć horyzont taoistycznej myśli o psychologiczny i aksjologiczny punkt widzenia wydaje się jedynym sposobem uniknięcia powtarzania wciąż tego samego i stwarza szansę dotarcia do owego doświadczenia życia, które wywiera, mówiąc uczenie, transformujący wpływ na naszą osobowość. 

         Z pewnością lepiej jest dbać o właściwy pokarm duchowy niż się później "odgłupiać".

 

czwartek, 30 sierpnia 2012

           Człowiek jest istotą rozumną i można chyba zgodzić się z przekonaniem Pascala, że "cała godność człowieka leży w myśli".  Jak wiadomo jednak autor tego zdania, paradoksalnie, porzucił postawę racjonalną dla religijnej wiary.  W przeciwieństwie do Kołakowskiego nie widzę w tym niczego niewłaściwego, ani upokarzającego dla istoty rozumnej, o ile tylko wiara nie przyczynia się do pomnażania ludzkich cierpień, nie hamuje rozwoju naukowej wiedzy i nie jest źródłem nietolerancji.  Jednak poza wiarą i rozumem, istnieje jeszcze coś nieokreślonego, co trudno nawet we właściwy sposób nazwać, a co ma istotny związek z ludzkim szczęściem...Jest to, w moim odczuciu, tak to nazwijmy -  bezpośrednie doświadczanie życia.  Nie mam tutaj na myśli zmysłowego smakowania życia, ani prostego jego "oglądu" (przepraszam za ten fenomenologiczny żargon, którego nie znoszę), lecz pewien rodzaj swobodnej kontemplacji, która należy raczej do szeroko rozumianej sfery umysłu niż dyskursywnego rozumu.  Dlatego tak bliska jest mi chińska filozofia, której przedmiotem jest owo bezpośrednie doświadczanie życia.

         Jestem przekonany i zarazem przeświadczony o tym, że szczęście człowieka nie polega na materialnym sukcesie, będącym rezultatem działania, lecz na doświadczaniu własnego życia w związku z całością istnienia i na życzliwej, współczującej postawie wobec innych czujących istot.  Kiedy w naszym życiu nad lękiem i innymi negatywnymi emocjami przeważa miłość, wtedy dopiero możemy czuć owo zadowolenie z tego, że istniejemy, mimo ogromu cierpienia jakiego doświadczają czujące istoty...i my sami. 

         Jednak, aby takie doświadczenie było możliwe drzwi naszej percepcji muszą być szeroko otwarte.  Kiedy są zamknięte, w ogóle nie widzimy świata. Kiedy są uchylone, widzimy go przez szparkę, oczami wylęknionego dziecka lub gospodyni domowej, która patrzy na wszystko z własnego praktycznego punktu widzenia i jest w stanie zobaczyć jedynie świat własnych, splątanych i niejasnych emocji, nastrojów i myśli, a złożone motywy ludzkiego postępowania, dobroć , egoizm i złość, groza i piękno świata, tragizm i spokój natury, i inne tego rodzaju jakości metafizyczne, uchodzą jej uwadze...Dziecko, które nie jest nadmiernie wylęknione, bowiem czuje się kochane, może być maksymalnie otwarte wobec świata, a jego ciekawość życia wydaje się tak wielka, że trzeba je czasami przed nią chronić.                 

       

środa, 29 sierpnia 2012

              Wyobrażasz sobie, że konstruktywnie działasz i że odnalazłeś swą drogę.  Życie to wędrowanie bezdrożem.   Na wydeptanych ścieżkach nie ma już nawet śladów życia.

                       Nie wiem, kim jestem.  Wiem tylko, że istnieję, jak istnieje marzenie senne i że śmierć będzie moim przebudzeniem!

           "Ach, nie martw się tym.  Ile by ich nie było odbiorą ci wszystkie do ostatniego tchnienia i nie pozwolą ci się z żadnego cieszyć.  Zrobią to w majestacie społeczeństwa i pod pozorem obowiązku.  A niewielką cząstkę twego serca, która jeszcze pozostanie nietknięta, zjedzą troski twoich najbliższych - istot równie bezradnych jak Ty!   Dlaczego?  Dlatego, że ośmieliłeś się być wolny i kochać?  Jakże niewspółmierna jest to kara za to, że czułeś więcej niż inni...i nie pozwoliłeś zabić w sobie duszy, i nie stałeś się automatem".

            Aurelio

 

               Mistrz Lin Yu nie cierpiał rytuałów.  W szczególności drażniła go ceremonialność, uregulowane nawyki i przyzwyczajenia i tzw. stosowność zachowania, która jest podstawą wszelkiej powierzchownej kultury.  Po śmierci swojej córeczki nie mógł dojść do siebie.  Kiedyś studenci zapytali go o filozofię parzenia herbaty, a profesor wybuchnął śmiechem i powiedział:

              - Oj dzieci, dzieci, we wszystkim doszukujecie się jakiegoś sensu.  Nie ma żadnej filozofii, ani żadnej zielonej herbaty. Piję to ziele, bo jestem przekonany, że rozjaśnia mi umysł.  Być może jest to błędne przekonanie, ale ponieważ jestem dość beztroski, nie chce mi się go weryfikować.

              - A co na to żona pana profesora? - spytała urocza studentka w czarnym sweterku.

              - Nigdy nie miałem żony, ale moja córka nie lubiła zielonej herbaty.

              - Czy mówiąc to nie zdradza pan jednak zielonej herbaty, przecież to towarzyszka pańskiego życia?

              - Jestem jej wierny, ale jest mi zbyt bliska, abym chciał mieć z nią jakiś rytuał -

              - Podobno rytuały sprzyjają miłości.  Ja na przykład trzymam się z moim chłopakiem za rękę -

              - To dobrze, że go pani kocha.  Poza tym, oczywiście, zgadzam się z panią, miłość, jak wszystko, co święte, wymaga rytuału, zaklęć, modlitw...

              - No może nie aż tak.  Nie to miałam na myśli.  A może jednak umówiłby się pan ze mną na wieczorny spacer po parku? 

              - Ale bez pani kolegów -

              Poczciwi studenci śmieli się z tej leciutkiej konwersacji, jednak ten miły i niewinny nastrój przerwał nachmurzony student Laozi.

              - Zawsze słucham pana uważnie.  Jednak nie podoba mi się to, co pan teraz mówi.  Słowa szlachetnego człowieka nie powinny być dwuznaczne.  Jeśli herbata jest panu bliska, a wyklucza pan z nią wspólny rytuał, to czy znaczy to, że pan jej nie kocha?

              - Ach!  Drogi panie.  Ja ją po prostu piję, bo ją uwielbiam, a ona pozwala mi siebie pić z tego samego powodu.  

              - Herbata lubi być przez pana pita? Niepokoi mnie to.

              - Jeśli ma pan na myśli nie herbatę, lecz dziewczynę, to oczywiście, kocham ją i nasze tajemne rytuały. 

              Starego profesora niecierpliwiły już jednak takie miłe rozmowy. Wiedział, że miłość to coś więcej niż upodobanie i coś więcej niż szacunek. Dziwił się, dlaczego młodzi ludzie tego nie wiedzą, dlaczego tego nie czują.  Przecież zdania: "Lubię herbatę, bo dobrze wpływa na mój umysł", albo "Lubię tego człowieka, bo daje mi radość" nie opisują miłości...podobnie jak zdanie "Szanuję mego męża, ponieważ uważam, że on zasługuje na szacunek"...Z drugiej strony jednak wiedział też o tym, że miłość nie jest irracjonalnym uczuciem, które przychodzi, wzbiera i odchodzi, i którego nie można zatrzymać.  Nie jest ani wilczą tęsknotą za księżycem, ani tajfunem lub monsunowym deszczem.  Miłość to także wola...i dobroć...a nie wyłącznie dziki odruch serca spragnionego wolności. 

              Tego dnia Mistrz Lin Yu postanowił zakończyć swe życie.  Podobno przed swoim seminarium odwiedził jeszcze grób swojej córeczki i położył na niej trzy chryzantemy.  Nie były zbyt puszyste i okazałe, ale bardzo starannie wybrane. 

              Wieczorem, około godziny piątej na ulicy, przy której znajdował się uniwersytecki wydział, zdarzył się wypadek. Samochód potrącił jakiegoś starego człowieka, który w wyniku tego wypadku stracił życie. Tym człowiekiem był profesor Lin Yu.     

              "He, he , he" - śmiał się dobrotliwie jego uniwersytecki kolega - "Powinien był trochę uważać.  To wstyd włazić tak pod samochód, jak byle pijak. Ale on tak zawsze. Będzie nam go trochę brakowało.  Dobrze, że zwolnił etat".

            

niedziela, 26 sierpnia 2012

                   Pusta jak Martin Heidegger

               Weszłem i wyszłem, i nawet nie jestem mokry!  Dwa razy!  Kolega też wszedł.  Na rybach.  A potem razem obalylyśmy teze, która nam stała okoniem w oku!   Co empiria, to jednak empiria.   Dlatego warto łowić!  

               Arystoteles bowiem powiada:  "jest taki wąż, co rusza się wciąż, a żyje on w Tracji i nie ma wakacji!  I tak się wije, że długo żyje!...i bynajmniej nie tyje" (Arystoteles, Zagadnienia przyrodnicze, fragment zaginiony) 

            Wystarczy połączyć "Wiem, że nic nie wiem" z "Myślę, więc jestem" i usunąć to, co zbędne.  Faktycznie bowiem najwyższa sceptyczna mądrość na tym jedynie polega, iż wiemy, że nas nie ma.  A wiara ta ma charakter metodyczny i jest wyrazem owego delfickiego poznania samego siebie...chociaż tak naprawdę tego nie wiemy!  

            Zgadnij, Kotku, pokory to oznaka, czy próżności?

               Wydawnictwo Literackie "Centałr" z Wólki Węglowej zapowiada najnowszą powieść hr. Fryderyka Alfonsa Nieznańskiego: "Kurwiszcze. Na zgliszczach sławy".  Jest to piąta i ostatnia część cyklu.  A oto jak sam autor charakteryzuje owo dzieło: "Mówiąc dosadnie "Kurwiszcze" to powieść o wszystkim i o niczym.  Jednak w części ostatniej mego cyklu powieściowego zatytułowanej "Na zgliszczach sławy", daję upust swojej wierze w mą literacką nieśmiertelność.  Bowiem czytelnik, który wynudził się przez poprzednie cztery tomy, dostaje nagle olśnienia, iż warto było przeżyć wraz z innymi podobną martyrologię, aby przekonać się, iż autor jest geniuszem na miarę Marcela Prousta, Fiodora Dostojewskiego, Fryderyka Nietzschego, czy wreszcie Samuela Becketta.  Już pierwsze zdanie owej powieści: "I oto narodził się Jenjusz, nie zwykły jakiś nadczłowiek, lecz człowiek uskrzydlony nadludzką jakąś mocą bohatera niepomnego swego bohaterstwa, który sam jeden siłą swej woli zdolen jest zmieniać świat i mocen jest przeobrażać ludzką cywilizację powszechną - owym zaś człowiekiem o wspomnianych wyżej gabarytach Jestem Ja, autor tej powieści!" zapowiada literackie trzęsienie ziemi i wstąpienie do piekieł.  "Bowiem objawiam wam prawdę, jakiej jeszcze nie znacie, ani beze mnie poznać nie moglibyście" - ciągnę w następnym zdaniu - "Wy, na duchu upadli!"  Profesor Stanisław Przygłup z Uniwersytetu Stanowego w Nebrasce posuwa się w swej apoteozie dzieła o krok dalej twierdząc: "Jak dotąd nie napisano jeszcze podobnego utworu!  Milton i Dante wymiękają!  Dusza w człowieku raduje się i serce rośnie na myśl, że genialny pisarz jest Polakiem i autorem polskojęzycznym, mimo licznych anglosaskich wtrętów. Autor prowadzi nas przez piekło swojej rozpalonej jak mega -gwiazda, żarliwej wyobraźni ku niebu ulgi, ŻE OTO JUŻ SKOŃCZYŁ!  I niezależnie od tego, czy czytasz jego powieść w metrze, w świątyni zen, czy siedząc na kiblu doznajesz olśnienia..." Gorąco polecamy!

               Chyba nigdy jeszcze nie byłem tak pusty jak dzisiaj.  W moim umyśle nie pojawia się nawet przypadkowe słowo, od którego mógłbym zacząć swą podróż. Mimo to opowiem ci o niej...To prawda, że przelatując z innymi ptakami przez Persję, nie miałem zamiaru zatrzymywać się w Indiach - chciałem bowiem pofrunąć na dwór chińskiego Mongoła - jednak któregoś dnia zasłabłem i usiadłem na dziedzińcu pałacu pewnego radży.  Byłem spragniony odpoczynku i wody, jednak kiedy tylko tam opadłem pochwyciły mnie czyjeś dłonie:

               - Cóż za cudowny ptak! - wykrzyknęła na mój widok kobieta o imieniu Chandra.

               Zdaje się, że była to piękność, jednak jej dłonie nie były zbyt delikatne.  Przydusiła mnie i  potargała mój puch, omal nie łamiąc mi przy tym skrzydeł.  Cała była obwieszona klejnotami i kosztownościami, a jej ciało pachniało wonnościami.  Śmiała się przy tym okropnie, jak prostak, a w piersiach była obfita jak dojna krowa, której zawdzięczamy mleko, ser, jogurt, kefir, maślankę i serwatkę.  Pamiętasz może, jak bogowie i demony ubijali niegdyś ocean mleka?  Niestety, jestem zupełnie pozbawiony rozumu i sprytu, bowiem im szlachetniejszy jest ptak, tym mniejsza jest jego głowa w stosunku do całości ciała.  Ja zaś jestem niewątpliwie ptasim arystokratą.      

               - Tak, moja ukochana.  Nie widziałem jeszcze takiego. Każę go zabić i wypchać, żebyś mogła codziennie cieszyć się jego widokiem.

               Mówiąc to radża skłonił się przed ową kobietą i chwyciwszy za dłoń namiętnie ją ucałował, czego o mało nie przypłaciłem życiem, bowiem jego kochanka broniąc się przed żarliwością książęcych warg tak mocno ścisnęła mnie za szyję, że o mało się nie udusiłem...aż w końcu rzuciła mną o ziemię. Ja zaś w owej chwili przeklinałem dzień, w którym się narodziłem, szczęśliwie, jak mi się wydawało, bowiem długo nie mogłem wykluć się z jaja i dopiero przyjaciółka mojej matki, która była akuszerką, rozbiła dziobem skorupę.  Doprawdy mam nadzieję, że w następnym wcieleniu odrodzę się jako człowiek i że popływam sobie trochę w wodach płodowych mojej matki.  Obym tylko nie urodził się z ciemną skórą, jak ci niedotykalni. 

               - A może by tak przydeptać go trochę - powiedziała niewiasta wskazując na mnie palcem.

               - Nie teraz, ukochana.  Wyznaczyłem właśnie spotkanie z moimi ministrami. Ty zaś wiernie na mnie czekaj w swoim łożu - rozkazał Radża.

               - Tak się stanie! - rzekła kobieta i odeszła pobrzękując bransoletami jak niewolnica. 

               Ministrowie kłócili się i głośno przekonywali, przekrzykując się wzajemnie, jak przystało na ludzi zajmujących się polityką. 

               - Idę o zakład, a gotów jestem postawić 130 byków, że Ardżuna się ugnie i wojny nie będzie - krzyczał pierwszy.  

               - Śmieszny jesteś.  Wojna będzie, a byki już są moje! - darł się drugi. 

               - Ja zaś uważam, że wojna będzie lub jej nie będzie i stawiam 200 byków - wrzeszczał trzeci. 

               - Głupi jesteś - wołał czwarty - wojna będzie i zarazem jej nie będzie.  Stawiam na to 400 byków!

               Ale radża zdenerwował się w końcu i uciszając ich stanowczym gestem rzekł:

               - Stulcie wreszcie mordy, o szlachetni!  Zamiast tutaj filozofować na temat wojny, powiedźcie mi lepiej, co powinienem uczynić, aby Chandra dała mi wieczorem w łożu największą rozkosz i aby przy tym poczęła.  

               - Nie wiem, czy się na tym znamy - odpowiedzieli wszyscy naraz - Najlepiej, Panie, jak sprowadzisz bramina.  Oni tylko udają, że są tacy święci, a całkiem nieźle znają się na rzeczy. 

               Tak też się stało.  Bramin skłonił się nisko i po odprawieniu świętych rytów, przygryzł wargi i wyrzekł następujące słowa:

               - Jest na to tylko jeden sposób!  Ugotuj zupę z tego oto ptaka i wypij rosół na pół godziny przed miłosnym stosunkiem. 

               Zaraz też pochwycili mnie kucharze i zaczęli oskubywać moje pióra i chociaż jestem dużym ptakiem, groziło mi iż utracę je wszystkie.  Na szczęście jednak w porę zjawił się kolejny bramin i rzekł:

              - Ofiara z owego ptaka będzie miała sens jedynie wtedy, kiedy utniesz mu głowę, z ciała utoczysz krew, a jego móżdżek usmażysz w sezamowym oleju. Później zaś połkniesz go ze smakiem popijając krwią zmieszaną z somą.  A wtedy na pewno doczekasz się męskiego potomka.

              Przestali mnie więc oskubywać, a wtedy najstarszy z nich podszedł do mnie z tasakiem.  Ja zaś, na szczęście, przypomniałem sobie, iż jestem ptakiem i potrafię latać, i mimo ubytku sił wzbiłem się w górę wysoko poza zasięg ich zatrutych strzał.  Zresztą, nie chcieliby mnie ubić, potrzebowali mnie bowiem żywego, aby spełnić ów rytuał.  Leciałem, leciałem i leciałem, aż wleciałem w końcu do innej bajki. Ale tę opowiem ci dopiero jutro.

               Dobranoc!

 

sobota, 25 sierpnia 2012

           I każdy może mieć na ten temat odrębne zdanie, co o nim jednak nie najlepiej świadczy, bowiem to ja jestem wyrocznią!   Myślę jednak, że dwójeczka - trójeczka jest optymalna.  Zbyt duży biust jest nieekonomiczny, bowiem trudno go pomieścić w jakimś normalnej wielkości staniku, przez który przelewa się jak jakaś magma.  Poza tym nie jest specjalnie twarzowy i nie pasuje do beżowej sukienki.    

                    Zmywanie talerzy po balu wampirów

            Diabła stać na rozmach.  Przykładem może być ta wieża Babel, w której żyjemy.

           W zasadzie ma ono również niejakie prawo do zmęczenia.   Ja, gdybym tak się czaił po kątach i na kogoś dybał w mroku - również byłbym trochę zmęczony.  Być może jednak licho pracuje na pełnym, 24 godzinnym etacie i musi być dyspozycyjne.  Liche musi być życie takiego licha i nawet modlitwa w Licheniu mu nie pomoże!  Bowiem Pan Bóg nie udręcza człowieka, lecz przez niego został udręczony!  

               Rozdział I, Strona 26,   "Niemowy i milczki, cichaczem okradają poetę ze snu.  Ten bowiem zbyt wiele gada.  Pan Bóg jednak w szczodrobliwości swojej zesłał na niego plagę wątpienia, aby każde słowo, jakie wypowiada, miało w sobie moc i potęgę prawdy.  Dopóki bowiem milczysz lub powtarzasz jedynie cudze słowa, wydaje ci się, że jesteś Bóg wie, jak mądry, a słowa zawsze zdradzą płochość twojego umysłu...Dlatego ludzie małomówni podobni są do Judasza, który Pana swego wydał na zatracenie.  Ci zaś, co mówią zbyt wiele, są jak katarynka, której zatrzymać nie możesz.  A przecież licho nie śpi!"     

                               Puchatek: "Gdybym chciał cię zjeść, to spytałbym, kogo, a nie co?"

                               Krzyś:  "I tak się ciebie boję Puchatku.  Wczoraj z mojej spiżarni zniknął słoik miodu.  Przypuszczam, że to ty...

                               Puchatek: "Tak. Miałem ochotę na malutkie co nieco.  Jak wiesz zupełnie nie ma rozumu i jestem tylko małym

                                           głupiutkim zwierzątkiem...czasami bardzo głodnym..."

                               Krzyś: "Niepokoi mnie jednak trochę twoja orientacja seksualna.  Dlaczego nie chcesz zjeść słodkiej Ani?"

                               Puchatek: "Chyba słabo ją trawię..."

                               Krzyś: "A więc już ją zjadłeś, Puchatku?"

                               Puchatek, lekko zawstydzony:  "Ze smakiem..."

                                                  Na słodkiej tej lagunie, kocha się ten kto umie,

                                                  Tu nie wystarczy guma, no bo to jest laguna.

                                                  Pomarańczowy księżyc morza oświetla lazur,

                                                  W hotelowym pokoju przepalił się abażur!

 

                                                  Ten majtek Kajtek sięga po gumę od majtek,

                                                  I bosmana nie pyta, gdy pod nim jest kobita

                                                  W kajucie giętka wdzięczy się lolita,

                                                  Kapitan wściekły warczy jak pies brytan.

 

                                                  Morze, pamiętaj może być gorzej,

                                                  Gdy jesteś szczurem lądowym, o seksie nie ma mowy.

                                                  Może, pamiętaj wściekłe jest morze,

                                                  Gdy jesteś tutaj nowy, cichną wszystkie rozmowy!

                                                 

                                                  

                    Kosztorys rwania zęba:  1. Posadzenie pacjenta w  fotelu 100 zł,

                                                        2. Kulturalny uśmiech                  25

                                                        3. Konwersacja z pomocą dentystyczną   75

                                                        4. Zastrzyk znieczulający, żeby nie bolało  250

                                                        5. Cztery prześwietlenia             440

                                                        6. Podatek Vat                           124

                                                        7. Wpisanie do zeszytu terminu następnej wizyty

                                                                                                        200

                                                        8. Słodkie pożegnanie                  20  

                                                        9. Koszty własne                          84

                                                       10. Płyn do płukania jamy ustnej    54

                                                       11. Koszty dezynfekcji                   40

                                                       12. Całkowity koszt usunięcia zęba 20                                                      

                                                       13. Inne                                       75

                                   Chór młodych osiłków:                      Jeszcze piłka nie zginęła, póki ją kopiemy,

                                                                                         Czy wygramy, czy przegramy swoje dostaniemy.

                                   Chór agentów (w różnym wieku):      Jeszcze pluskwa nie zginęła, póki my żyjemy, 

                                                                                         Kogo chcemy tego dzisiaj inwigilujemy.

                                   Chór bankierów i komorników:         Jeszcze nędza nie zginęła póki my żyjemy,

                                                                                        Z kogo chcemy z tego soki wszystkie wypijemy!                  

                                   Chór skorumpowanych polityków:     Jeszcze forsa nie zginęła, gdy prosperujemy,

                                                                                         Co przemocą zabraliśmy sprytnie ukryjemy.

                                   Chór spragnionych grosza artystów:  Przejdziem Łabę, przejdziem Wartę, będziem służalcami 

                                                                                         Dał nam przykład pewien Frycek, jak pogrywać mamy

                                                                                         Marsz, marsz Szopena, kto go słucha, ten nie ma,

                                                                                         My zaś go kochamy i pieniądze mamy! 

                                  Chór nowoczesnych złodziei:              Marsz, marsz, Podolski, kradniemy dla Polski,

                                                                                         Za bosa przewodem, łączym się z Zachodem!

czwartek, 23 sierpnia 2012

                     - Mamo. Dlaczego my wampiry pijemy ludzką krew?

                     - Ach, nie opowiadaj takich rzeczy, przecież to nieprzyzwoite.  Jesteśmy takimi samymi lichwiarzami, jak wszyscy inni! 

               Jasnowidz bez trudu zaprowadził nas w miejsce, w którym potwór rozkawałkował swoją ofiarę i przy świetle księżyca wrzucił cząstki jej ciała do kanału melioracyjnego.   Stało to się zapewne o dwunastej w nocy.   Potwór znajdował się pod wpływem jakiegoś środka odurzającego. Być może zbyt długo wdychał opary mgły unoszące się nad cmentarną studnią.  Po zapoznaniu się na miejscu z sytuacją i dokonaniu rekonstrukcji owego zdarzenia w moim umyśle postanowiłem jednak umorzyć śledztwo.  Wiele okoliczności wskazywało bowiem na to, że owym potworem jest mój przełożony - człowiek, którego nie cierpię, ale jeszcze bardziej się obawiam.  A dziewczyny i tak nie da się już uratować.  

               Skąd wiem, że to była dziewczyna, skoro dotąd nie znaleziono żadnych zwłok, a tyle osób znika codziennie bez śladu?  Wiem, bo to ja ją zamordowałem!  Nie mogę sobie przypomnieć, co robiłem tamtego wieczoru, a zatem z powodzeniem mogłem ją zamordować.  Przypuszczam, że wykonywałem tylko zlecenie mojego szefa.  Zależało mu na spektakularnym mordzie, bowiem od dawna już miał poczucie, że jego praca nie jest należycie doceniana na górze.  Niestety, nikt mi nie uwierzy.  

               Prawdę mówiąc to wstrząsająca zbrodnia.  Ale najbardziej niepokoi mnie to, że nie wiem, dlaczego to zrobiłem.

 

   

                "Mój los to smutek, rozłąka, opuszczenie - powiedział Aurelio -  Sam już nie wiem, po co miałbym jeszcze żyć"

                "Może, żeby poznać sekret różojada?" - powiedziałem

                "Kiedyś i ja tak myślałem, ale czas mija. Ona jest jeszcze taka młoda i ma go więcej, a ja mam go już tak mało"

                "Aurelio, Ty nie masz jeszcze nawet czterdziestki.   Jeszcze nic nie wiesz o życiu"

                "Chrystus miał 33, a Budda 29"  

                "I dlatego właśnie nie wiedzieli tego, co najważniejsze.  W ten sposób nigdy nie poznasz tego sekretu"

                "Ja też w to wątpię"

                Nie powiedziałem mu jednak, że to ja jestem rożojadem.   Wolałem ukryć się przed nim we mgle.   On się jednak wszystkiego domyślił.  Odnalazł moje obrazki, na których sportretowałem samego siebie.  Jeden z nich przedstawiał uroczy zakątek parku, w którym rożojad zbliża się do róży, aby wyssać z niej życiodajny sok.  Z rysunku można się zorientować, że dopiero co przeszła burza, wiele kwiatów pogubiło płatki i obsypało nimi ścieżkę, a na niektórych były jeszcze łzawe krople wody.  Nad całą okolicą unosił się mdły i słodkawy aromat.  Aurelio zawsze miał zamiłowanie do poznawania zawiłych historii życia, więc kiedy spotkał mnie po raz pierwszy, od razu zauważyłem, jak bardzo interesuje się mną i chciałby przeniknąć mą poetycką naturę, aby dowiedzieć się, kim jestem.  Ten rysunek wystarczył mu, aby z właściwą sobie wnikliwością wyobraził sobie całą resztę.  Nie wiedziałem jednak, jak odniesie się do moich marzeń na jawie i czy nie uzna mnie za jednego z tych szaleńców, którzy przykuci do ściany w lochu nie widzą słońca. On jednak okazał się bardzo wyrozumiały.  Zaczął mi jednak przypisywać moc, której nie miałem i widzieć we mnie kogoś na podobieństwo któregoś z owych greckich bożków z poutrącanymi nosami.  Powiedział nawet, ze modli się czasami za mnie i do mnie.  Zdziwiłem się. Dlaczego modli się za mnie, skoro nic stać mi się nie może i dlaczego do mnie, skoro jestem tylko człowiekiem.

                "Bo ty wiesz wszystko o ludzkim losie" - rzekł wpadając w podniosły ton.

                "Nikt nie wie wszystkiego o ludzkim losie, nawet Sofokles" - powiedziałem.

                "Nie jego miałem na myśli.  Los ludzki znać może tylko ten, kto nie będąc mężczyzną ani kobietą, dorosłym ani dzieckiem, zapomina o świecie i o sobie i tak jak ty żyje w upojeniu chwilą.  Bo poza teraz, nie ma naprawdę nic, przeszłości ani przyszłości, a to co będzie jest już od dawna martwe"

                "Tylko muzyka jest teraz" - zauważyłem

                "No właśnie" - powiedział Aurelio - "Ta cisza to muzyka"

                "Tak dobrze się rozumiemy. Może więc jednak nie zechcesz się zabić, Aurelio?" - odważyłem się zapytać.

                "To ją kocham, a nie ciebie" - rzekł Aurelio -  "Ty jesteś tylko moim mistrzem"

                Ach, naprawdę zdarza się, że mówiąc o jakichś dziwactwach, które innym wydają się nie do pojęcia, czujemy, jakbyśmy wchodzili do tej samej polnej świątyni, gdzie ukryta wśród kwiatów przed ludzkim wzrokiem mieszka najsłodsza ze wszystkich i najbardziej niewinna Czułość.  Nie znaczy to jednak, że nie niepokoi mnie potencjalna śmierć Aurelia.  

                "Jest jeszcze wiele róż do zjedzenia" - zażartował Aurelio - "Ale ja kocham tylko jedną" 

                "Na pewno domyśliłeś się, Aurelio, że w  życiu jeszcze nie zjadłem żadnej róży i że nie tego pragnę.  To te kropelki, ta rosa, to je pragnę spijać, jak nektar nieśmiertelności, a każda moja łza, która upadnie da początek nowemu życiu"

                Księżyc już jednak zaszedł za chmury i nie zobaczyłem więcej Aurelia.  Może naprawdę umarł z tęsknoty za czymś, czego nigdy nie będzie?  Jest jakaś melancholia w poświacie księżycowej i żeby ją poczuć nie trzeba wcale zaglądać czaszkom w oczodoły.  Życie to upojenie. Pamiętaj!         

 

wtorek, 21 sierpnia 2012

              Jesień zbliżała się szybkimi krokami, a sprawy nie posunęły się naprzód.   Jola wciąż tkwiła w swoich dziecinnych fantazjach, że wreszcie coś uwolni ją od działania praw codziennego życia.   A Bożenka, jak to Bożenka, zajęła się czymś i nie zwracała na niego uwagi.  Któregoś dnia jednak Karol nie wytrzymał i powiedział Joli:

              - Jolu, moje życie się kończy.   Zaopiekuj się Bożenką.  Ona jest taka samotna...Chciałbym, żebyś o tym pamiętała, kiedy mnie już nie będzie.  Bożenka nie może być sama. Jest na to zbyt wrażliwa.  A ja byłem dla niej wszystkim, a dla ciebie - niestety - nikim!  

              - Czy ty zawsze musisz przesadzać? - zaniepokoiła się Jola - Po pierwsze tego nie zrobisz, a po drugie, Bożenka wcale nie jest samotna.  A Pan Jurek, to pies? ...Zresztą ona nigdy cie nie kochała. 

              - Pies, nie bies, ale to straszna kanalia. On wykańczał te wszystkie kobiety.

              - A co Ci do tego, Karol?  Bożenka jest już dorosła.  Na pewno wie, co robi, a ten Pan Jurek taki przystojny i majątek ma.  Chociaż ja go też podejrzewam o niejakie koneksje z diabłem.  Jadzia mówiła mi, że przy młócce nie przepuścił żadnej młódce, że to niby pan i ma prawo do pierwszej nocy.  Kazik tej zza rzeki przez niego się powiesił.  Chodził za nim z nożem do karczmy, ale żal mu było szubrawca zabić.  Poszedł więc najpierw pomodlić się do kościoła, albo do cerkwi, licho wie,  a może on nawet i ewangelik był, a potem podjechał bryczką pod las i na tej piaskowej drodze do Boguchwałów powiesił się na sośnie.   Pan Migdalski gorszył się, jak to na takim lichym drzewie powiesić się można.  Jak już wybierać to samotne, dostojne i wysokie, żeby ludzie mieli co wspominać.  I strach koło takiego miejsca przechodzić, zwłaszcza po nocy, albo gdy wieje wiatr.  A sosna, to nie drzewo!  Pokrętne to jakieś, jak ludzki los.

             - Jolu, ustosunkuj się wpierw do tego, co ci rzekłem.  Chcesz, żeby i Bożenka od nas odeszła?

             - Jak to?  Przecież ciebie i tak już nie będzie.  A Bożenka wcale nie jest dobrą służącą.   No...może dla ciebie kiedyś była!

             - Ja mówię poważnie.  Wiesz, że zbliża się jesień?

             - Wiem, Karol.  I co ja na to mogę poradzić. 

             - To ostateczny termin!

             - A nie możesz pogadać z tym Żydem?

             - To nie Żyd, Jolu.   To Pan Jurek zajmie nasz dom.  

             - W karty przegrałeś?

             - Nie.  To był zakład honorowy.  Założyłem się, że Bożenka mnie nie zdradzi, a ten zaraz zaczął do niej uderzać i...

             - Wygrał zakład?

             - Tak,  Jolu.  Strach pomyśleć, co będzie z wami zimą.  

             - Co będzie to będzie, Karol. Ty spokojnie komponuj.  Która to już symfonia?

             - Dziewiąta!  A dziesiątki nie będzie.

             - Podpisałeś weksel?

             - Niestety, tak!

             - W końcu cię docenią. Ten Brzozowski też był nikomu nie znany, a tu masz.  Podobno grają go i grają w filharmonii we Wiedniu i przestać nie mogą - już piąty sezon.   Co prawda przeważnie w przerwach repertuarowych.  Podobno lepszy niż Mozart i Brahms.  Jadzia mi to przekazała od Norberta.  Najgorsze, że psy pozdychają.

             - Napisałem już Adagio.  Jak usłyszysz, to pomyślisz, że na pewno zwariowałem.  Na początku jest liryczne i rozmarzone, wiesz chyba, co to znaczy, ale później melodia jakby przełamuje się na pół, a zejście do minoru jest tak gwałtowne, jak nagła śmierć człowieka.  Wyobrażasz sobie, jak ktoś umiera z tęsknoty, która tym razem okazuje się definitywna?  O tym jest ten utwór. 

             - I tak się urywa?

             - Nie.  Kończy je klangor żurawi zwołujących się do odlotu.

             - Przegraj mi ten szpargał na fortepianie, jak chcesz, ale zlituj się i trochę skróć. Nie chciałabym się zanudzić.  I wiesz, co będzie dalej?

             - Wiem, Jolu.  Ale przede wszystkim chcę was uchronić.  Wiesz, że Pan Jurek wielkodusznie zaproponuje wam pokój w naszym dworku.

             - Nie myślisz logicznie, Karol.  Przecież Bożenka i tak jest jego!  

             - Ale ty...jeszcze nie -

             - Mylisz się, Karol...Pamiętasz, jak wyjechałeś do Zamościa? 

             - Ja byłem w Zamościu?

             - A gdzie?  Może mnie okłamałeś?  Mówiłeś, że jedziesz do notariusza.  Tego no, Leśmiana...

             - Byłem.  Trzy lata temu.  A więc, to już wtedy?

             - Tak. Założyłeś się z nim, że cię nie zdradzę.

             - Ja?

             - Tak, Karol.  A ja byłam wtedy bardzo samotna.  Oddaliłeś się ode mnie, Karol. Ale ja ciebie, jak się zapewne domyślasz i tak nigdy nie kochałam.  Owszem, podobało mi się, że jesteś taki nieśmiały i niezaradny, nie jakiś bufon!  Ale, nic poza tym.  Zresztą rozmawiałam niedawno z Bożenką.  Powiedziała, że ty to jesteś jak dziewczynka.

             - To wtedy, kiedy napisałem divertimento?    

             - Nie wiem, kiedy, ona zawsze tak mówi.  A ja ci mówiłam Karol, że to opium cię w końcu zniszczy plus te twoje uczucia religijne.

             - Więc co mi teraz radzisz, Bo...przepraszam, Jolu!

             - Skończ to adagio, a potem zrób to, co tamten Kazik, a ja je opublikuję post mortem.  

             - Mam się powiesić na sośnie?  Chciałbym, że tak powiem, najpierw ukończyć całość mego dzieła.  Może przejdę jeszcze jakimś cudem do historii.

             - Karol, ty nie masz na to czasu.  Lada chwila przyjdzie jesień.  Czas porzucić złudzenia. Masz już pięćdziesiąt lat, a pies z kulawą nogą o tobie nie słyszał.  Podobno Hitler i bolszewicy szykują jakąś wojnę.        

             - Ale Brzozowski powiedział...

             - On ci to powiedział prywatnie.  A publicznie, co?  Jeśli był taki zachwycony, to co, język w gębie mu odebrało? Może nie chciał ci sprawiać przykrości?

             - Powiedział, że to lepsze, niż jego...

             - Ironizował.  Na pewno tego nie zauważyłeś.  Ale jeśli wydam twoje adagio, to uznają cię przynajmniej za jego epigona.

             - A skąd ty Bo...Jolu weźmiesz na to pieniądze?

             - Jak to skąd?  Pan Jurek mi da!  On zawsze był mecenasem sztuki, a twoja śmierć - zwłaszcza, jeśli ujawnię jej powody - zapewne wzruszy go.  Oczywiście to i owo się poprawi, wygładzi, żeby nie było takie toporne, bo jak będzie, to nikt nawet na to nie spojrzy.  Ale ponieważ ja to wydam, a Pan Jurek obiecał mi własnoręczne poprawki, możesz więc spać spokojnie przez całą wieczność.  

             - Ale, kto mnie pochowa?

             - A jak myślisz?

             - To jakaś pajęcza sieć.  Ale po co on to właściwie robi?

             - Chce cię zmarginalizować, bo sam nie ma talentu...ale, przesadza, to co robisz dla mnie zawsze było trochę nudnawe. Ta płaska i tania emocjonalność.  Nie wystarczy coś przeżywać.  To jeszcze za mało, żeby wypełnić treścią naprawdę wybitne dzieło.  Trzeba jeszcze mieć warsztat.  To musi być , jak mówią Anglicy, sofistyczne. Oczywiście, Pan Jurek na pewno usunie te żurawie.  Może w to miejsce wstawi jakiegoś kujawiaka.  Najlepiej zjedz coś i połóż się spać, bo znowu będziesz miał atak epilepsji.

             - Po moim trupie!

             - No właśnie.  A czy ja coś innego mówiłam?    

 

 

 

 

 

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

             Sam czuję się czasami jak Maciuś, który musiał w końcu znaleźć się na bezludnej wyspie, albo chciałbym jak Kajtuś mieć czarodziejską moc.  Gdybym w dzieciństwie zaznał miłości, o jakiej pisze Korczak, to do dzisiaj miałbym poczucie własnej wartości i byłbym innym, lepszym człowiekiem.  I chociaż dwie pierwsze moje lektury dzieliły od ostatniej długie lata, nie zmieniłem się i wciąż jeszcze jestem owym dzieckiem, które utożsamiało się z Maciusiem i z Kajtusiem. 

             Dlaczego dzieciom opowiada się bajki?  Bo wszystko jest w nich możliwe, ale też i dlatego, że dzieci czują i zauważają więcej niż dorośli.  Pamiętam, że jako dziecko patrzyłem często ogromnymi oczami na to, co wyczyniają dorośli, wczuwając się w psychiczną aurę, jaką w okół siebie roztaczają i ich smutek, troska, skrępowanie, wściekłość, prostacka wesołość lub lęk miały dla mnie ostateczny wymiar, którego oni nawet nie zauważali. 

             Moja babcia, która była dobrym człowiekiem, mówiła często, że zwierzęta nie mają rozumu, ale człowiek - chociaż nie ci spotykani przeze mnie ludzie - ma...Tak, najtrudniej wytłumaczyć dziecku to, że coś jest konieczne.  Jednak nie służy temu izolowanie, sztywna atmosfera, zastraszanie, przemoc...Jako dziecko najwięcej potrafiłem zrozumieć dzięki łagodnej perswazji.   

             Zeszłej nocy śniłem się mojej matce.  W Jej śnie miałem cztery lata.  Wracaliśmy skądś razem, a ja powiedziałem: "Mamo, ja się boję tych awantur"...Podobno kiedyś, kiedy mama była chora i po jakiejś operacji czy awanturze bolał ją brzuch, przyniosłem Jej do łóżka moje ulubione zabawki i ze łzami współczucia głaskałem Ją po rękach.  Nie pamiętam już, czy tak rzeczywiście było, jednak pamiętam, kim była dla mnie wtedy matka...

             Życie jest groźne i nie można mu do końca ufać, jednak każdy z nas takiej ufności potrzebuje...nawet w drodze do komory gazowej...     

 

 

 
1 , 2