Kategorie: Wszystkie | "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę" | ...bez końca | 0 | 100O i jeden Rabinów | A Puszkina też zapuszkują? | A moze to tylko pomieszanie zmyslow | A nie lepiej być purystą? | Aaaaaaaaaaaaaa...aalfabeta | Ach, gdzież jest litość lub wspolczucia pozór? | Ach, gdzież jest litość lub współczucia pozór? | Adam Mic - Kiewicz | Adaś i Ewka | Aforystyka | Amerykański sen | Autopsychoterapia | Bez sensu to to! | Bez szaleństwa... | Bezmyślne okrucieństwo | Bezradność | Biedna Szymborska | Biedny Kapturek! | Bliźni miłości | Bliźniego miłość... | Blondyn | Blue Bossa | Bojaźń i drżenie | Bratnie dusze | Bruner, ty świnio! | Buddyzm w życiu codziennym | Bóg mi poskapił tej anielskiej miary... | Bóg mi poskąpił tej anielskiej miary... | Bójstwo samo | Caritas | Chiziofrenia | Choroba na śmierć | Chwila ułudy | Chwila wytchnienia | Chłodne upojenie | Cierpienia i radości | Cierpienie i radość | Cleen feed | Cnota niedoli | Co slina na język przyniosła | Co tam panie w polityce? | Co w niebie piszczy | Co ślina na język przyniosła? | Corrida | Coś dla duszy... | Coś tak wulgarnego | Cudotwórstwo | Czarna Perła Tao | Czarny tulipan skrzyżowany z czarna różą | Czarny tulipan skrzyżowany z czarną różą | Czary Mary | Czego nie przysięgał Hipokrates? | Człowiek nie jest rzeczą | Człowiek to brzmi dumnie, ale nie u mnie | Często chowa | Częstochowskie rymy | Deficyt aniołów | Delightful! | Demokratyczne wybory w Oczodołach | Diabłoterapia | Dla wszystkich i dla nikogo | Dnieje | Do samego siebie | Dodatek | Dowcipas dnia | Duma narodowa | Dusze drzew | Dyskretna mgiełka autoironii | Dzielność | Dziki kapitalizm | Dzisiejsza młodzież | Dzisiejsza młodzież nosi ładną odzież | Egzystencjalizm jest chumanizmem | Ekonomia zbawienia | Elegancja Francja | Elegijnie | English gentelman | English gentleman | Epicurus | Ewa tylko ziewa | Falochron | Female | Filozofia bez uczoności | Forever Loving Jah | Gadu, gadu | Gadu, gadu, trochę więcej jadu | Gal Anonim | Gaz dla pedałów | Gaz dla pedałów, młot dla sierpów | Gdy rozum śpi... | Gendarme | Genek, gienialny gieniusz | Geno Typ | Gorący uczynek | Grabarz | Grabarz nonsensu | Gry i zabawy literackie | Głupota przysłowiem narodów | Głębie i tajnie Podświadomego | HIstoria nauczycielką bicia | Herbatka zen | Homo economicus | Homo sapiens czy Homo politicus | Humor absurdalny | Humor nieco absurdalny | Humor, satyra, panie... | I rekiny w oceani mają zębów cały rząd | I rekiny w oceanie mają zębów cały rząd | Indie Wschodnie i Zachodnie | Industrial | Istnieje również wrodzony brak poczucia humoru | Ja tam bynajmniej nie wiem | Jak długo będę jeszcze żył? | Jak uprawiać agresywne dziennikarstwo? Poradnik dla początkujących | Jakże cżęsto powtarza się ta historia | Jakże trudno czasami coś sklecić! | Jan i Małgorzata | Jan z Czarnolasu | Jesienna muzyka | Jeszcze smutniej! | Jeździec Apokalipsy | Językologia | Kaczuszki mandarynki | Karawana idzie dalej | Katedra Adamowego Żebra | Kawa z Kafką | Każdemu według naszych chęci | Każdemu według potrzeb | Każdemu, o czym tylko zamarzy | Kiciuś Miciuś! | Kicuś Micuś! | Kiedy człowiek staje się bestią | Kiedy owce nie milczą | Kij w mrowisku | Kniaź Wiktor | Kochani ludożercy | Kolacja Pani Sowy | Kometa tylko głownia nie ta | Konkwista | Koryfeusz nauki, milośnik sztuki | Koty i inne zwierzęta | Koty, głupoty, palikoty | Kości rzucone są | Kość słoniowa | Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatni | Kto pisze teraz historię? | Kuchnia szamańska | Kwiatki Św. Franciszka | Kwiatostan śmierci | Kwitnienie kultury | Kwitnąca wiśnia | La colombina i ciche ukojenie | Lekarzu - lecz się sam! | Lenin wiecznie żywy | Leśmianiada | Lichwiarstwo polskie | Liryki i prztyki | Logika dziejów | Londyńska mgła niepamięci | Londyńskie przygody | Los ofiary | Los puka do moich drzwi | Lotosowy wpis | Ludzie ludziom... | Lunatyzm | Lęk społeczny | Made in Japan | Maligna | Marność nad marnościami | Marność nad marnościami. Rekoleksje Wielkopiątkowe | Marzenia senne | Marzeniologia stosowana | Maszkary i senne dziwadła | Maszkary i senne widziadła odbite w lustrze | Mała czarna z Kafką | Medycyna naturalna | Meine Liebe Augustin! | Melancholia | Melancholia stosowana | Memorabilia | Meszreiw | Meteo | Mgiełka autoironii | Mglisty dzień. Mgła | Mikołak | Mistrz i Małgorzatka | Mistycyzm lunarny | Mistyka i miłość | Mitologia osobista | Mitologia świata | Miłość | Miłość bliźniego | Miłość nie zawsze szczęśliwa | Miś Uszatek | Moc rytuałów | Monada nie ma okien | Mowa potoczna | Mowa ptaków | Mowa serca | Moze ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może ktoś się ucieszy? | Może ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może to trochę zbyt uszczypliwe | Musicology | Muza lekkich obyczjów | Muzyka przywraca ład serca | Myszoterapia dr Nezumi | Myśli prostego człowieka | Mądrość Natury | Mądrość jak z gazety | Mądrość narodów | Młot na faryzeuszy i hipokrytów | Męstwo bycia | Mówił sen do snu | NIe ma na świecie dwóch takich samych liści, ni kropel deszczu | Na jawie (lecz to, co niejawne pozstaje) | Na stos rzuciliśmy szcześcia los | Na stos rzuciliśmy szczęścia los | Na szczytach hipokryzji | Na zdrowie! | Nad piekną rzeką | Najokrutniejsze zwierzę | Najsłodsza tajemnica | Narastająca senność | Nic dzisiaj ciekawego nie napisałem | Nicość | Nie am dwóch takich samych liści, ni kropel wody | Nie bój się - najwyżej cię rozstrzelają! | Nie czas żałować burz, gdy płoną oczy | Nie czas żąłować burz, gdy płoną oczy | Nie każde szczere złoto jest szczerozłote | Nie ma na świecie dwóch takich samych liści ani kropel wody | Nie ma na świecie dwóćh atkich samych liści lub kropel deszczu | Nie ma takiego smutnego, co by na wesołe nie wyszło | Nie ma zazdrości bez miłości | Nie oddamy nawet guzika | Nie tylko dzielenie włosa na czworo | Nie wiem, ja w ogóle nie myślę | Nie zabijaj! | Nie zabijajcie drzew! | Nie zawsze urocza dzecinada | Niebiańskie szczyty głupoty | Niech pani będzie dzielna! | Niech zapłaczą na moim pogrzebie | Nieco drapieżny wpis | Niekoniecznie ptasi móżdżek | Nienawiść bliźniego | Nieosobiście | Nieprzesłane przesłanie | Niestworzone rzeczy | Nieszkodliwe głupotki | Niewczesna melancholia melomana | Niewczesne rozważania | Niewielka profanacja | Niewielkie przekłamanie | Niskolotnie | No No! Teatr No | No comments! | No no! | Nowa poezja lingwistyczna | Nędzne kabareciarstwo | O Leonardo, po cóż się tak trudzisz? | O dzieleniu włosa na czworo, czyli metodzie scholastycznej | O dzieleniu włosa na czworo, czyli o metodzie scholastycznej | Obciachy | Obscenia i parafrenalia | Obsesja dobrego biustu | Ojej! | Oko w oko z zębem mądrości | Okropieństwa | Okruchy odgrzebane z lawy | Okruchy życia wygrzebane zlawy | Okruchy życia wygrzebane z lawy | Okrutna losu ironia | Orientuj się na orient | Owczarek | Owczarki afgańskie | Owocożerni | PL jak piekło | PO PiS | POeci wszystkich krajów dzielcie się | Pan Tadeusz | Panie pośle, po chrześcijańsku panu wybaczam | Pańska satyra polityczna jest niegramatyczna | Pendant do pewnego przypisu | Perlikowski | Pewna elastyczność zasad | Pewne jak w banku | Piorunujący piorun! | Po owocach poznacie ich! | Po upadku | Pobożne życzenia | Podpatrywanie Natury | Podroby i inne podróbki | Pokolenie Kainowe | Pokorne ciele | Pokorne cielę | Pokusa | Polak potrafi | Polak potrafi! | Politolog i Politowska | Politycznie niepoprawne! | Polonica | Polonika rycerskie | Polucje i ablucje | Pomarańcze i mandarynki | Pomarznąć dobra rzecz | Pomarznąć dobra rzecz! | Pomoc psychologiczna | Poranna kawka z Kafką | Porąbane marzenia | Potężne i głębokie warstwy pierwotnego mitu | Powieść brukowa | Powszechna życzliwość | Powtórka z cynizmu | Poznaj samego siebie | Prawda | Prawda jest jedna i piękna, ale złożona | Prawda popłaca | Prawdziwa metropolia | Prawi i sprawiedliwi | Prawiezmartwychpowstanie | Prawiezmarwtychpowstanie | Prognoza pogody | Pruski smutek | Przecież cię zjem! | Przedagonalny polski agon | Przegląd sportowy | Przeinaczenia | Przez pychę do pokory | Przeżyjesz to, a pote już tylko grób | Przeżyjesz to, a potem już tylko grób! | Przminęło z wiatrem | Prztyczek | Psiapowiednia Majów | Psubrat | Pustka | Pytanie dość retoryczne | Raczej to nie będzie hit | Radosne gonitwy śnieżnych tygrysów | Radość wędrowania | Rejterada Rejtana | Religie nauczą cie pokory | Res Sacra Pecunia | Romans z pop kulturą | Roots, Rock, Reggae | Rozkosze reinkarnacji | Rozmowa nie na telefon | Rozpacz | Rozpacz na wieki wieków | Rozpacz, która podpełza pod gardło | Ruch i świeże powietrze... | Rybołówstwo cudzołożnika | Rycerz pokalany | Samokrytyka | Samotność egzystencjalna | Sekrety pewnego domu handlowego | Seraphic Flames and Heavenly Love | Siedź na dupie i potakuj! | Somatyka | Somatyka logiczna | Spełniona przepowiednia | Spleśniały ser | Sponsorem tej opowieści jest wydawnictwo Błękitny Wieloryb | Sport to zdrowie | Spowiedź morskiego wilka | Stary Sącz i Nowy Sącz | Stary mafioso | Stołeczne stołki | Stratyfikacja społeczna | Suma sumarum | Sumienie rachunku | Sweet Music and Poetry | Sygnały podprogowe | Szalchetne zdrowie | Szczęśliwa pomyłka | Szekspir do żadnej nie należy epoki | Szkarady | Szlachetna gravitas | Szlachetne zdrowie | Słodycze grafomanii | Słówka | Słówko do słówka, a uzbiera się sówka | Tadeusz Bój Jeleński | Taia chińska podróbka | Takie będą rzeczpospolite jakie tego blogu chowanie | Takie tam, pierdoły | Talking Heads | Tania chińska podróbka | Tatiana | Teorie świata nauki | Terapeutyczie | Terapeutycznie | Thames | The Doors. Uchylone drzwi | The Lion cub | The fruit of beauty and despair | To na pewno nie Lec | To nie żadna filozofia | Tragiczne pożegnania | Transformacja duchowa | Trudna sztuka dialogu | Trudno czasmi coś sklecić | Trzylogia | Trója z polskiego | Twarda rzeczywistość | Ty mi tutaj nie filozuj | Tygrysologia stosowana | Tysiac i jeden ptaków | Tysiąc i jeden kotów | Tysiąc i jeden ptaków | Tysiąc różowych kroliczków | Tęsknica | Tęsknota duchowa | Ubekistan | Ucone księgi | Uczeni ludożercy | Uderzenia losu | Uduchowienie | Umrzeć z miłości | Upadek Pierwszego Człowieka | Uroczy wegetarianin | Uszczelnienie systemu podatkowego | Utrata uzębienia | W czym mogę panu pomóc? | Wciąz powtarza się ta sama historia | Wciąż powtarza się ta sama historia | Wdzieczna muzyka przywraca ład serca | Wesola grafomania z morałem | Wiecej broi dla szaleńców w Teksasie | Wieczne powroty | Wiedza radosna | Wielka wygrana | Wielomówstwo, czyli plaga opowiadania | Wierzba płacząca | Wiosny i jesienie | Witch | Więcej broni dla szaleńców w Teksasie | Wojna totalna | Wpis o kształcie piramidy | Wprowadzenie do kruczków prawnych | Wrzucam wszystko do kosza | Wrzątek | Wspomneinei pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Współczesny filister | Wszystkie rybki | Wszystko na A | Wszystko na sprzedarz | Wszystko na sprzedaż | Wygrana | Węzłowato | Wólka Węglowa | Xin Lu, typowa brunetka o granatowych oczach | Z Nietzschego nic nie powstaje | Z księgi wulgaryzmów | Z rupieciarni myśli | Zaczarowany świat zen | Zanim mnie wrzucą do dołu | Zapowiedź Apokalipsy | Zaraz wracam! | Zasada domniemanej winy | Zaskroniec | Zastał Polskę drewnianą... | Zatrzaśnięte drzwi | Zbaw mie Buddo Amido | Zbaw mnie, Buddo Amido | Zdrowy egoizm | Zegar dziejów | Zestrzelenie księżyca | Zginął z rąk słabej kobiety | Zima się nas nie ima | Zjawiskowe | Znak jaskółki | Zrozumieć wartość tego, co nieużyteczne | Zuch zawsze ochoczy! | Zwierzęta pod postacią ludzi | Zwyciestwo konsumpcjonizmu | Ząb mądrości | ie zabijajcie drzew! | ieosobiście | kosmos | Łagodne prawo, ale prawo | Łagodność tygrysa | Śmiechotki, chichotki | Śmiertelna powaga | Śmierć | Światełko w mroku | Świętość, wziętość, nadętość | Życie jest tragiczne | Życie samo | Życzliwe spojrzenia na całość ogródka | Żyć, nie umierać
RSS
wtorek, 31 lipca 2018

 

     Smętny dzień. Za 10 złotych, które dostałem

za jedną z płyt z XVII-wieczną muzyką pewnego

niemieckiego kompozytora, kupiłem sobie na

przecenie siatkę brzoskwiń, dwie saszetki dla

Mitsuko i wodę mineralną. Piękna muzyka,

melancholijna, taka jaką lubię...Nazywała się

"Vanitas Vanitatum." (Bardzo dobra

kapela i głosy z chóru, i instrumenty dęte).

Niemiecka muzyka z tego okresu stała na

niezwykle wysokim poziomie...I wszystko to po

to, żeby zjeść kilka owoców i napić się wody.

Takie jest czasem życie w babilońskiej niewoli

- choć bywało o wiele gorzej.

     Teraz żałuję, że nie zaniosłem Eroiki z

Karajanem. Nie lubię Karajana i nawet

spakowałem płytę do torby, ale przypomniało

mi się, jak on się cieszył z tych późnych nagrań,

dokonywanych techniką cyfrową. Podziwiał

Japończyków, a to CD wyprodukowano w Japonii.

Współczucie zawsze mnie doprowadza do ruiny ;-)

     Ale ponieważ bez muzyki dzisiaj nie mogłem

się obyć posłuchałem kilku nagrań Richtera z

archiwum BBC. Genialna jest w jego wykonaniu

Sonata h- moll Liszta. (Nagranie koncertowe z

1966 r).  A później jeszcze posłuchałem kilku

innych nagrań sonat Haydna i czterech suit

Haendla ( z trasy koncertowej z Gawriłowem,

1979).

     Richter nie grał stylowo. Nie miał do tego

koniecznej wiedzy, ani nie zależało mu na jej

zdobyciu. W jego haydnowskich sonatach

usłyszeć można perkusyjny rytm wywodzący

się od Prokofiewa.  A mimo to jego

nagrania są często absolutnie genialne, a 

ich ekspresja zupełnie wyjątkowa.  Ma się

czasami wrażenie, jakby stawał się jednością

z muzyką, którą grał. 

         Podoba mi się anegdota, którą ktoś mi

opowiedział. Richter leci z Moskwy do Londynu,

wysiada z samolotu, wchodzi na salę koncertową,

tak jakby publiczności w ogóle nie było, kładzie

obok fortepianu teczkę, gra, a potem kłania się

słuchaczom, zabiera teczkę, wychodzi

i wsiada w samolot.  Ale kiedy gra jest całkowicie

zatopiony w muzyce. Być może jacyś agenci

go obserwują, ale on o tym nic nie wie.

       Różne są anegdoty o wielkich ludziach, także

o pianistach. Rubinstein - patriota, człowiek

lubiący sławę i luksus, i nawet w

zaawansowanym wieku, kiedy już chwilami

nie pamiętał, co gra, uwielbiający młode kobiety...

Horowitz, o który mówiono, że ma taką technikę gry,

jakby miał po sześć palców u każdej dłoni...Gould. 

Pamiętam wywiad z Gouldem, w którym 

naśmiewał się z tytułu filmu z jego muzyką,

zmieniając go na "Bitch on The River Hudson."

Podobno Gould był perfekcjonistą i nagrane wersje

utworów przechowywał w archiwum, niby w

lodówce, po to, aby po jakimś czasie umieścić

na płycie najlepszą.

        Grali zgodnie z tym, co dyktowała im muzyczna

wyobraźnia. Krótki utwór mógł być grany trzy

razy dłużej niż to zwykle robiono, można go było

odrzeć z ozdobników, zwolnić lub przyśpieszyć

tempo.  Do takich rzeczy ma prawo tylko prawdziwie

wybitna osobowość.  Oczywiście bywali po latach

ostro krytykowani. Pamiętam nawet taki tekst, w

którym ktoś napisał, że nie można już grać w

tak dyletancki sposób jak Horowitz, bo istnieje w

końcu muzykologiczna wiedza.  Staruszek Rubinstein

grał nokturny Chopina z takim absolutnym spokojem,

że Chopin byłby pewnie tym zdumiony. Ale to jest

wyjątkowo piękne nagranie.  A podobnie zadziwiające

jest to, co robił czasem Richter z sonatami Schuberta,

a Gould z sonatami Mozarta. 

       Mnie stylowe nagrania cieszą, lubię delikatne

brzmienie starych fortepianów i doceniam wiedzę. 

Uważam też za coś niezwykle ważnego należyte

odczytanie intencji kompozytora. Na tym polega

postęp w praktyce interpretacji wielkiej muzyki

przeszłości.

      Ale osobowość artysty zawsze pozostanie

decydująca.  A kto teraz tak gra, jak Sokołow,

największy chyba pianista naszych czasów,

albo jak Martha Argerich.

     Wszystko jest na świecie jak wiatr i dym,

i niedługo już nas tu nie będzie. A ludzie

zawsze chyba będą chcieli słuchać pięknej

muzyki...

 

 

 

 

 

 

poniedziałek, 30 lipca 2018

    

    Dzielna_myszka_nie_moje

    

     Czytam jeszcze raz kilka pierwszych

stron "Krainy śniegu" Kawabaty i

porównuję z wrażeniem, jakie na mnie

kiedyś zrobił początek "Idioty"

Dostojewskiego.  "Idiota" od początku

mnie pochłonął i czytałem go za każdym

razem nie dłużej niż trzy, cztery dni.

Kawabatę czytam tak uważnie, jakbym

bał się, że coś przeoczę.  Bywa, że

ze trzy razy oglądam te same kilka zdań

i nie jestem wcale pewien, czy nie

umknęło mi coś z nastroju czy obrazu,

jaki chciał ukazać. W końcu książeczka

jest cieniutka. ;-)

     "Idiotę" czytałem też trochę po

rosyjsku.  I i ja mogę chyba powiedzieć,

że "jest we mnie coś z Myszkina."

Początek tej powieści wprowadza od

razu w nastrój całości dzieła, w jego

niedopowiedzianą do końca, złowrogą

tajemnicę.

      Kawabata zaczyna od subtelnego

opisu podglądania w szybie pociągu

twarzy młodej kobiety, która wcześniej

wychyla się przez okno i rozmawia

ze stojącym na peronie kolejarzem. 

Podglądającemu, który, jak się okaże,

wysiądzie przypadkiem na tej samej

stacji, dziewczyna (jak ją w duchu

nazywał) wydała się poważna i piękna.

Ale nie jechała sama...(Motyw

podglądania ma, jak wiadomo, długą

tradycję w literaturze i sztuce japońskiej).

      Co dalej robi pisarz? Opisuje

spotkanie bohatera z inną kobietą,

a później historię ich poprzedniego

spotkania.  Ta dziewczyna nie była

wprawdzie gejszą, ale spełniała nieco

podobną rolę.  Mężczyzna chciał się

z nią zaprzyjaźnić, a potem przyjechać

do tej samej miejscowości z żoną

i z dziećmi, żona miałaby też

miłą towarzyszkę, ale przedtem zażądał

od niej, żeby sprowadziła mu jakąś

gejszę.  Dziewczyna poczuła się nieco

urażona...

        A w chwilę potem podjechał

autobus nocny, do którego musiałem

wsiąść. Na przystanku było ciemno,

a ja mimo to nie mogłem oderwać się

od książeczki, którą z taką uwagą

studiowałem.   

      Lubię i cenię, i czasem też naśladuję

Kawabatę. A końcowe zdanie w notce do 

angielskiego przekładu "Tysiąca żurawi":

"Kawabata died by his own hand on

16 th April 1972" poruszyło mnie tak

bardzo, że przeczytałem potem opis jego

śmierci i krótką psychologiczną analizę

jej motywów.  Kawabata odszedł cicho

z nadzieją, że jego samobójstwo pozostanie

niezauważone. Mishima, może to kwestia

różnicy temperamentów, tak, że nie sposób

było tego nie zauważyć.

      Świat zmienia się nie zawsze tak,

jakbyśmy tego chcieli, a życie trwa chwilę. 

Ale do tego, żeby żyć, a czasem też, żeby

umrzeć, konieczna jest determinacja.

      W autobusie już czytać nie mogłem.

Jakaś młoda kobieta tłumaczyła drugiej,

że w korporacji jest tak, że na pewno

ktoś ją zauważy.  Musi być tylko

dyspozycyjna, a na pewno komuś, kto jest 

wyżej, wpadnie w oko i z nią porozmawia,

a może nie tylko.  Przecież oni tam na

górze spotykają pracowników. 

     

   

 

 

 (zdjęcie z przestrzeni internetowej)

 

 

 

 

 

 

 

niedziela, 29 lipca 2018

 

    Augustus Pablo odszedł z tego świata w

wyniku choroby określanej mianem "mental

disorder."  Ale pozostawił po sobie wyrazistą,

piękną, introwertyczną i melancholijną muzykę,

i niepowtarzalne brzmienia, które wyczarowywał

z instrumentu, który wcześniej był jedynie

zabawką dla dzieci. W muzyce reggae jest jedną z

najwspanialszych postaci (nie lubię słowa 

klasyk). Ale to po prostu wyjątkowy, przemawiający

do wyobraźni artysta, który miał duszę. 

 

 

        A utwór, czy nie cudowny? ...A w drugim planie słychać

jak słynny Earl "China" Smith delikatnie srebrzy, albo nawet złoci na

akustycznej gitarze.

     _____________________

    Tytuł wpisu zaczerpnąłem z ilustrowanego pięknymi zdjęciami

wywiadu z Augustusem Pablo, które w 2010 r zamieściło

czasopismo "Waxpoetics"  (nr 43).

 

 

 

 

sobota, 28 lipca 2018

   KWIATKI_JESIENNE_OGRD    

 

        Piękny motylu 

        dlaczego już nie marzysz

        o przebudzeniu

       

 

        We mgle porannej 

        upiory szepczą ciszej 

        niż przy księżycu

        

        

         

        To wilki wyją 

        możesz spokojnie jechać

        nie ma tu ludzi

 

 

 

        Zjadłem brzoskwinię

        ale nie osiągnąłem 

        nieśmiertelności

 

 

       

 

       Zdjęcie nazumi13

piątek, 27 lipca 2018

 

    Słucham czasami Marka Grechuty,

którego występ widziałem kiedyś w

"Piwnicy pod baranami." "Pomarańcze

i mandarynki" i "Ocalić od zapomnienia"

to moje ulubione jego piosenki.  Ale

jak tu nie kochać Tuwima i Gałczyńskiego?

...No i jego, Marka, kiedy był u szczytu 

swych możliwości.

    Ale ostatnio szczególnie utkwiły mi

w pamięci te słowa z wiersza Ewy

Lipskiej: "Była już taka miłość, ale

nie ma pewności, czy to była nasza."

Są bardzo smutne.

   "Droga za widnokres" to jak objaśnia

Pan Wyszogrodzki, którego miałem

okazję poznać, szczególna płyta, może

nawet najlepsza w dyskografii Grechuty,

zrywająca z romantycznym wizerunkiem

artysty i ukazująca niepokój współczesnego

świata.  Dodam, że jest muzycznie bardzo

udana.  Chociaż mnie się najbardziej

podobają bonusy dołączone do niej na CD -

dwie pięknie zaaranżowane wersje piosenek,

które mogłyby być ozdobą każdej płyty z

najlepszą muzyką świata.

      Ale jako utwór poetycki właśnie

wiersz Lipskiej...Jest pesymistyczny.

"Był już taki egzamin z historii, ale

wszyscy oblali i pozostał po nich

uroczysty cmentarz. Nie ma pewności,

czy wszyscy oblali, ale jest pewność,

że pozostał po nich uroczysty cmentarz."

     Cytuję z pamięci...Miałem kiedyś

tomik Lipskiej, ale zaginął.  Nie ma

pewności, czy zaginął, ale jest pewność,

że go nie mam i że nie potrafię sobie

przypomnieć graficznego układu tego

wiersza.

    Ale całkiem dołujący jest inny

fragment wiersza-piosenki: "Byli już

tacy ludzie, ale nie ma pewności, że

to byliśmy my." To chyba zaraz po

tym, kiedy poetka mówi: "Były już

takie pteranodony..."

    Historia bywa tragiczna w swych 

krwawych ofiarach, ale tragiczne

jest też to, że ludzie nie potrafią

istnieć w sposób autentyczny i

że nie ma pewności, czy przeżyli

swe życie naprawdę...

    Wiersz Lipskiej jest wysoce

intelektualny. Ale czy nie lepiej

czasami tak zagadnąć:

"Pani patrzy melancholijnie, skąd

u pani ta melancholia?"

    Tuwim i Gałczyński to urodzeni

poeci. Ewa Lipska jest też wybitną

poetką, ale...mam wrażenie, że 

koncept jej poruszającego wiersza

dałoby się równie dobrze streścić

w nieco innych słowach.

 

czwartek, 26 lipca 2018

 

Ziemia

 

   Kiedy późno w nocy wracam do domu

zaglądam czasem do pewnego nocnego

sklepiku i rozmawiam z jego właścicielem,

człowiekiem, który miesza na wsi.

Po jednej z tych rozmów uchwyciłem

sens słów Zbawiciela, który jak wiadomo

odwoływał się często do przypowieści

zrozumiałych dla ludzi uprawiających rolę.

    Długo nie było deszczu i o tym się

zgadało. Powiedziałem, że uschła mi trawa

w donicy na balkonie, bo kiedy zauważyłem,

że trzeba ją podlać, było zbyt słonecznie,

i bałem się, że rośliny się poduszą,

i postanowiłem zrobić to wieczorem po

powrocie do domu.  Ale zanim wróciłem

trawa uschła.

    Właściciel zażartował, zaciągając nieco,

że sam mam co jeść i co pić, a żałuję

roślinom wody. Zacząłem się trochę

tłumaczyć, że rzadko bywam w domu, a

kiedy do niego wracam, zawsze coś robię

i zauważam tylko mojego kota, ale

to, że się tym tak przejął, poruszyło mnie. 

    Na szczęście po deszczu trawy odżyły,

co przy kolejnym spotkaniu tłumaczył

on tym, że widać nie uschły "na śmierć."

    I teraz zawsze pyta mnie, jak się ma

moja trawa. To piękne!

   Uświadomiłem sobie przy okazji, że

wszystko w życiu ma swą porę i że kiedy

nie zrobi się czegoś w odpowiednim

momencie to może być za późno. Dokładnie

tak, jak nauczał tego Jezus z Nazaretu.

 

 

Niebo

     Kiedy dzisiaj usłyszałem żałobny śpiew

żydowskiego kantora, wydawał mi się tak

piękny, jakby otworzyły się Bramy Nieba.

     Przypomniały mi się słowa rabbiego

Pinchasa, którego zasmucała nędza biedaków:

    "Ściągnijmy Boga na świat, a wszystkie 

potrzeby będą zaspokojone!"

    I wzruszyłem się po raz drugi.

 

Kropla wody

    

    Bywa, że kropla wody lub dobre słowo

ratują komuś życie...

  

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

............................................

środa, 25 lipca 2018

     

     Między Kikuko a Hiroshi zapadła cisza.

Wiał przenikliwy wiatr a staw pokryty był

lodem.  W przeręblu pływały sennie kaczki.

W swoim czarnym płaszczyku wysoka

i szczupła Kikuko idąc  wyglądała jak

ktoś, kto zmaga się z żywiołem.  Twarz

Hiroshiego stężała od chłodu, albo od

zaciętości.  Oboje powiedzieli o jedno

słowo za dużo.

     Powoli zapadał zmierzch i dlatego nie

zdziwiło ich wcale to, kiedy ujrzeli przed

sobą Ducha. Wyglądał jak człowiek, ale

nie widać było jego nóg i jakby unosił

się w powietrzu. Hiroshi rozpoznał w nim

profesora Miyoshi.  Dlatego zatrzymał się

i grzecznie mu się ukłonił. Profesor wpadł

pod samochód trzy miesiące temu.

      - Przykro mi widzieć was tak

odosobnionych. - rzekł profesor. - Weźcie się

za ręce.  Przecież jeszcze niedawno byliście

w sobie zakochani. -

      - Czekaliśmy na Pana Profesora, ale

dopiero po dwóch tygodniach powiadomiono

nas, że Pan Profesor nie żyje i seminarium

zostaje odwołane. Kikuko podejrzewała,

że udawał Pan tylko roztargnionego. Chodziło

o to, aby nikt nie dowiedział się, że popełnił

Pan samobójstwo. - zmienił temat Hiroshi.

     Miyoshi zmarszczył brwi, jego twarz stała

się surowa i powiedział:

     - Dzisiaj jest pełnia księżyca, ale nie widać

go w tej mgle. Podobnie w miłości jest światło.

Trzeba tylko rozproszyć mgłę. -

     - Nie odpowiedział Pan na moje pytanie! -

zauważył arogancko student.  - Dobrze Pan wie,

że mgła to zjawisko atmosferyczne, na które nie

mamy żadnego wpływu. -

     - Przestań! - skarciła go Kikuko. - Panie

Profesorze, jest nam niezmiernie przykro, że

Pan nie żyje. -

     Profesor skurczył się trochę i przysłonił

dłonią twarz, jakby chciał skupić się na każdym

wypowiedzianym słowie:

     - Dziękuję Kikuko.  Jest Pani naprawdę miła!

Ale po śmierci wszelkie formy nie mają już

znaczenia.  Liczą się tylko czyste uczucia...

A co mogę odpowiedzieć Panu? Myśli Pan,

że mnie Pan na czymś przyłapał?  Nauczyciel

akademicki nie jest wzorem, ucieleśnieniem

mądrości. Może jedynie radzić, uświadamiać coś,

apelować, prosić o zrozumienie, argumentować. 

To wszystko, co jest w mocy filozofii, która jest

tylko jasnym rozróżnianiem. -

      Hiroshi wybuchnął śmiechem.

      - To wszystko o motywach samobójstwa?

Zasłania się Pan filozofią. Kawabata odkręcił

w domu gaz, żeby nikt nie pomyślał, że się

zabił.  A Pan jest oczywiście nie z tego świata.

Zagapił się Pan i kiedy myślał Pan o

transcendentalnej jedności  apercepcji jakiś

rajdowiec zrobił z Pana miazgę! A my mamy w

to uwierzyć! -

       - Jest Pan dociekliwy, ale nie w tym,

co być może powinno Pana zainteresować. -

skonstatował profesor.

       Kikuko patrzyła na Hiroshiego z nienawiścią.

       - Przepraszamy Pana Profesora. - powiedziała.

- Wbrew pozorom pańska śmierć nie pozostawiła

nas obojętnymi. I chociaż formalnie nasze zajęcia

już się nie odbywały, spotkaliśmy się w sali tak,

jakbyśmy oczekiwali na Pana przybycie. A potem

rozmawialiśmy o tym, co miało być treścią

naszego spotkania i wspominaliśmy Pana Profesora.

Tylko Hirsohi oczywiście nie przyszedł! -

       - Całkiem nieźle wyszedł ci ten donos! -

wybuchnął chłopak. - Ale profesor musi znać

prawdę!...Jest Pan skończony Miyoshi!  Przegrał

Pan swoje życie!  Ale gdyby skoczył Pan

z dziesiątego piętra albo z mostu, byłoby to

przynajmniej bardziej uczciwe. -

       Kikuko chciała powiedzieć, że miłość do

życia nie polega wcale na tym, że się go

kurczowo trzymamy.  W tym sensie samobójstwo

nie musi być aktem destrukcji.  Może ono być

jedynym godnym wyjściem z sytuacji...Ale

profesor rozpłynął się we mgle.

      - Ha, ha, ha! - zaśmiał się Hiroshi. - Ta twoja

mieszczańska czułostkowość!  Może jeszcze

powinnaś zamienić się w gejszę!...A ten po prostu

uciekł. -

     - Gdybyś więcej czytał, to wiedziałbyś, że w

"Księdze o duchach i demonach" jest napisane, że

zjawy nie mogą ukazywać się zbyt długo. Jest to

uwarunkowane ich konsystencją. Zresztą profesor nie

chciał pewnie narzucać się z uciążliwymi

napomnieniami...Nie będę się na razie z Tobą spotykać!

Chciałabym znaleźć jakąś formę dla mojego żalu

i odbyć trzymiesięczną żałobę. - 

     - To dlatego, że to powiedziałem, ty małpo! -

wrzasnął Hirsohi - To jest zwykła zemsta. Nie

wiedziałem, że jesteś tak podła! -

     - No cóż, kobiety takie są, Hiroshi. -

     Przed nimi była jeszcze długa droga.

Nie powiedzieli już do siebie ani słowa

i po wyjściu z parku w milczeniu rozeszli się

do domów.  Miyoshi ubolewał nad tym, ale

niewiele mógł na to poradzić. Po śmierci

nic nie jest proste.

 

      

 

 

 

 

 

 

 

    

wtorek, 24 lipca 2018

 

     "W każdej sekundzie twego istnienia gaśnie

niejedna gwiazda większa od słońca. A ty,

nie będąc nawet miliardową cząstką kropelki

rosy w oceanie życia wyobrażasz sobie, że

wszystko w świecie dzieje się ze względu na

ciebie. 

     Najbardziej subtelny poeta nie umiera

inaczej niż zwierzę, ale ludzie myślą, że

są kimś o wiele ważniejszym od kwiatów,

pszczół, skowronków i kotów, i że ich duch

wznosi się ponad rygory natury w niebiańskie

rejony, w których mieszka Bóg, opiekujący

się każdym z nich."

     Pani Ogawa wygłosiła swą przemowę

do mebli w pustym pokoju. Mistycy milczą,

ale kiedy przerywają milczenie, ich mowa

bywa kwiecista.  Kobieta przypomniała sobie

dziewczynkę z metra. Była tak malutka, że

przecisnęła się między metalowe barierki

oddzielające tylne i przednie siedzenia, 

i tam wykonywała swój taniec. A kiedy wsiadła

z matką do wagonu zaczęła sobie przytupywać.

Tak wesoła i pełna życia była, że jej istnienie

wydało się Pani Ogawie jakimś cudem.

      "Ale i to słodkie stworzenie zabierze

kiedyś śmierć." - westchnęła. - "Czym nasze

życie różni się od snu?  Tym, że sen jest

bardziej realny. A ludzie walczą ze sobą,

nienawidzą się, rozstają, niszczą.  A w życiu

interesuje ich tylko zysk i strata!  Miłość,

czy jest w ogóle coś takiego?  Zapewne trzeba

przestać o tym myśleć.  Ja już w ogóle nie

widuję szlachetnych ludzi, takich, jakich 

znałam z przeszłości. Dlaczego mając

największy dar, jakim jest życie, uśmiercają

każdą chwilę, która mogłaby przynieść im

wieczność? Bo ważne są dla nich tylko ich

małe przyziemne sprawy?"

     

 

          

poniedziałek, 23 lipca 2018

   

     Dawno, dawno temu w miejscu, gdzie teraz

jest świątynia spotykały się duchy. Ale trudno

je było zobaczyć przechodzącym tamtędy

wędrowcom. Kiedy zjawiali się po zmierzchu

wzgórze tonęło we mgle lub w mroku. A w

ciągu dnia można tu było spotkać tylko

zwierzęta i ptaki.

    Którejś jesieni na pustkowie dotarł pewien

młody człowiek, który postanowił zostać

mnichem. Kiedy opuściła go dziewczyna

pobiegł nad staw i chciał się w nim

utopić, a nawet wszedł już w topiel. Ale stary

rybak wyciągnął go z wody i powiedział:

    - A teraz rybko, musisz porzucić świat

i kroczyć drogą Buddy! -

    Zapadał zmierzch i nie było innego

wyjścia tylko przytulić się do trawy

na wzgórzu.  Zrobił to i prawie natychmiast

zasnął, a obudził go dopiero poranny chłód.

Usłyszał jakieś głosy, ale nie mógł

zobaczyć żadnej postaci. Początkowo

myślał, że to kruki i wrony tak krzyczą.

Wyglądało to na kłótnię.

    - Nigdy więcej nie mów mi, w jaki

sposób postradałeś życie! - mówił pierwszy

głos.

    - Ale ja muszę ci o tym powiedzieć! -

wołał drugi głos. - Przecież oboje już nie

żyjemy. Pozostanie to naszą tajemnicą! -

    Kandydat na mnicha nieźle się przestraszył:

"Jak nic to demony!" - pomyślał i zaczął

modlić się o ocalenie do bogini Kannon.

Nie miał jednak gdzie się schować i duchy

zauważyły go, chociaż on ich nie widział. 

    Modlitwa jednak poskutkowała i

młodzieniec w końcu zobaczył kłócącą się

parę. Jakie było jego zdumienie, kiedy

okazało się, że to jego ukochana i mężczyzna,

który ją uwiódł.  A więc oboje już nie żyli -

ucieszył się w duchu.

    Ale po chwili zrobiło mu się bardzo smutno.

"Bałem się, że nigdy jej nie zobaczę, ale kiedy

widzę tylko jej ducha, to nie podnosi mnie to

wcale na duchu!"- mówił do siebie.

      Dziewczyna patrzyła na niego swymi

miodowymi oczami, ale nie mogła go

poznać. "Jakie to dziwne uczucie, tyle

ze sobą byliśmy, a teraz mnie nie poznaje!"

- marudził.  Przynajmniej jednak się do

niego nie zbliżała. A  jej kochanek bez

ciała wydawał się zupełnie niegroźny.

       - Pomogłam ci i duchy zrobiły się potulne

jak koty, ale musisz mi coś obiecać! -

powiedziała Kannon. -  Nie zostaniesz

mnichem. Mnisi to próżniacy! Straszą piekłem

za garstkę ryżu.  Znalazłam dla ciebie inne

zajęcie. Nauczysz się języka duchów

i demonów, i tu, na tym wzgórzu spiszesz

wszystkie ich tajemne rozmowy.  A kiedy

twoja księga będzie gruba, powrócisz

do miasta i dasz ją do przeczytania księciu.

Nie wiem, ile czasu ci to zajmie - jedną

noc, czy całe życie, ale w ten sposób ocalisz

wielu ludzi. -

      - Ale obiecałem rybakowi, że zostanę

mnichem. Nie mogę złamać obietnicy! -

odpowiedział chłopak. 

     - To ja byłam tym staruszkiem i twoja

obietnica jest nieważna. Musiałam cię zwieść.

Gdybyś nie chciał nim zostać, to nie wyruszyłbyś

w drogę i nie dotarł na Pustkowie Demonów. -

powiedziała z uśmiechem bogini.

      A kiedy duchy i demony zorientowały

się, że ludzie poznali ich sekretne myśli,

przestały ich gnębić.  Czasami tylko chcą w nas

wzbudzić poczucie winy. I dlatego nie trzeba się

ich bać. Groźni bywają jedynie żyjący ludzie...

    

     

   

 

    

   

 

 

   

niedziela, 22 lipca 2018

 

     Trochę przed dwunastą w nocy spotkałem

w autobusie przyjaciela. Wysiedliśmy przy 

metrze. Przyjaciel wyściskał mnie chyba

z pięć razy w pewnych odstępach czasu 

powtarzając: "Nezumi, często myślę o Tobie.

Naprawdę! Jestem szczęśliwy, że Cię

spotkałem.  Kocham Cię!  Wiesz, że

Cię kocham? Jesteś poetą! Jesteś moją

przeszłością, moim życiem!

     Jedźmy do mnie!  Chcesz napić się

wódki, albo piwa?  Mam mocną gandżę, ale

taką, która zabija!"

     "Nie przejmuj się tym, że nie publikujesz!

Będziesz się rozkładał w pokoju, znajdą

Twoje notatki i po jakimś czasie staniesz się

sławny."

     Jasne, że mnie ta wylewność ze strony

przyjaciela-artysty i frontmana trochę podniosła

na duchu...I jednocześnie nieco przygnębiła.

     Powiedziałem mu, żeby myślał raczej 

o przyszłości.

     "Przyszłość to chuj!" - zauważył z niejaką

dezaprobatą.

     _______________________________

    Gregory Isaacs, jamajski "Cool Ruler",

podziwiany i uwielbiany przez kobiety

na całym świecie, wynajął się pod koniec

życia do śpiewania podczas pogrzebu na

ulicy, na której się urodził, co pokazuje ten

film.  (Jego życie i nieprawdopodobny talent

zniszczyły narkotyki).

      

 

sobota, 21 lipca 2018

 

........................................................................

 

     Meszczyzna  u kresu średniego wieku

(tzw. wiek przed-starczy),  źle sytuowany,

bez nieruchomości, nie bardzo przystojny

i mało towarzyski, prawdę mówiąc odludek,

niezbyt inteligientny i trochę apodyktyczny,

cierpiący na chorobę stercza, poszukuje

nieodpłatnie młodej i pięknej partnerki o

czystym sercu, która poprzez odpowiednią

pielęgnację zaopiekuje się jego duszą i ciałem

ze szczerej, bezinteresownej miłości,

a w odpowiednim momencie, po odbyciu

gehenny szpitalnej, pięknie pochowa.  

    Ze mną nie będziesz się nudzić!  Preferuję

seks analny w środku nocy, kiedy partnerka

jeszcze śpi.  Lubię też dawać dziewczynie

lanie moją laską. Ale jeśli jesteś maso, 

to pomyliłaś adres!  Nie znoszę hedonistek!

      Jest więcej jak pewne, że kiedyś

zostanę lotto milionerem. Gram

w lotto systematycznie od 30 lat i szczęście

musi się do mnie uśmiechnąć!  Związek

ze mną będzie dla Ciebie testem

człowieczeństwa i odporności psychicznej.

Wyrobisz w sobie cechę pokory, ustępliwość,

panowanie nad własnym językiem i

umiejętność cieszenia się drobiazgami. 

     Kobiety kwiatem nie biję!  Mam do tego

odpowiedni sprzęt.

     Zainteresowania: brak.

     Bez nałogów. (Raz w tygodniu nie pije!

Pale wyłącznie cygarteki).

     Rozrywki: cyrk, boks, gra na automatach,

msze święte, podglądanie staruszek,

przypalanie mysich ogonków na mikrofali,

testowanie specyfików na porost prącia.

Zasada korzystania z telewizora: Kiedy

oglądam mecz, nie ma żadnego przełączania!

     Pluję zawsze pod prąd!

     Jestem Bi - od czasu do czasu muszę

mieć chłopca. To Cię trochę odciąży!

     Polityka mnie nie interesuje. Ale nikt

nie wmówi mi, że małpa jest człowiekiem!

     Jeśli masz chrapkę na głośne chrapanie,

ta oferta jest dla Ciebie!  Nie przegap swojej

szansy!  Będę Twoim panem i władcą!

    Rada ogólna: Nie próbuj mnie denerwować.

     Uwaga - oferty z aktualnym zdjęciem

przyjmuje według kolejności zgłoszenia. 

Zastrzegam sobie prawo nie czytania ofert

powyżej setnej.

........................................................................... 

piątek, 20 lipca 2018

 

    Ostatnio ktoś zapytał, dlaczego nie

napisałem książeczki o taoizmie. Mogę

na to tylko odpowiedzieć słowami z

"Tao miauczenia":

  

     "Mądry kot przez większą część dnia śpi.

     Wie, że jeśli poczeka, rzeczy same doń przyjdą.

     Nie musi wprawiać rzeczy w ruch,

     Po prostu leży i czeka aż się pojawią."

 

     Mówiąc poważnie sceptycznie odnoszę

się do tych kocich interpretacji, podobnie

jak do relacji o kocie, który został Mistrzem

zen i objaśniał, czym są buddyjskie paramity.

Może dlatego, że w kontakcie z moją Mitsuko

bardziej przydaje mi się książeczka "Jak żyć

z neurotycznym kotem." 

 

      Samo napisanie książeczki o taoizmie

nie zajęłoby mi zbyt wiele czasu. Ale pewne

rzeczy dojrzewają powoli.  Popularnych

streszczeń taoizmu jest wiele, podobnie jak

opracowań naukowych i dowcipnej i mądrej

literatury w rodzaju "Tao Kubusia Puchatka." 

Jeśli miałbym pisać o taoizmie, to musiałbym

powiedzieć o nim coś innego niż Watts

lub Feng Youlan.  Prawdopodobnie o tym,

jak ja sam go w różnych sytuacjach

życia doświadczam.

      Niektóre osoby nie rozumieją, że

nazywanie tao drogą, w znaczeniu jakiejś

praktyki duchowej, może prowadzić na

manowce. Wolę mówić o tym, że życie

jest wędrówką po bezdrożach.  Taoizm

Zhuangzi i Laozi jest, w moim odczuciu, 

o wiele bardziej konsekwentny niż zen

dlatego właśnie, że takiej praktyki nie

narzuca. Pojawia się ona w rozwoju, 

czy raczej "zwoju" taoizmu później,

w okresie kiedy utracił on swą pierwotną

moc i wszedł w sferę magii i alchemii.

Pojawiło się wtedy wiele rzeczy uroczych

i wartościowych, ale nie należących do 

filozofii.

     Chociaż taoizm jest najbliższą mi 

filozofią życia, ja sam nie czuję się taoistą. 

Moje poczucie tragiczności życia jest zbyt

żywe i nie wydaje mi się, abym chciał roztapiać

je w mistycznej pustce.  Ktoś słusznie

zauważył, że taoizm w ogóle nie odnosi

się do kwestii cierpienia i że jest to

przejaw pewnej, bynajmniej nie pogodnej,

rezygnacji.

      Poza tym źle bym się czuł z etykietką

taoisty. Ktoś może to położyć na karb słabości

ducha, czy też niechęci do narzucenia

sobie jakiejś dyscypliny. Ja widzę w

tym raczej wierność własnemu sposobowi

myślenia i odczuwania życia.

 

     - A co jeśli nie zdążysz jej napisać? -

     - Jest to bardzo prawdopodobne, ale

gdyby w życiu chodziło jedynie o słowa  

to wszyscy byliby być może niesłychanie  

mądrzy, a już na pewno tacy jak Puchatek. -

 

     





 

      

    

czwartek, 19 lipca 2018

 

    Uwielbiam tego człowieka i piosenkę. 

 

     Keith Hudson nie miał tak wyćwiczonego, ani ładnego głosu

jak wielu jamajskich wokalistów i działał głównie jako producent.

A mimo to kilka płyt jakie pozostawił (choć nie ta, z której

pochodzi piosenka), to najlepsze płyty reggae, wyjątkowe

i unikalne. Muzykę tworzą talent, determinacja i przesłanie, a

przede wszystkim swoboda posługiwania się środkami muzycznymi.  

Hudson pisał teksty, które coś wyrażały, komponował piosenki

oparte na wyrazistym rytmie i do tego świetnie je aranżował.

Jednak to, co mogłoby być jego piętą achillesową, czyli tzw. wokal

nie tylko nią nie jest, ale to właśnie on tworzy niepowtarzalny,

mroczny i poważny nastrój. Nie sposób go nie pokochać!

Hudson eksperymentował, łącząc czasem reggae z funkiem,

albo tworząc posępne dabowe brzmienia. 

      "Rasta Communication" (1978) to jego najbardziej

konsekwentna twórcza kreacja, mroczna, ale z momentami

pięknych przejaśnień. Jednak najbardziej eksperymentalną

jego płytą jest "Flesh of My Skin, Blood of My Blood" (1974).  

(Wypada tylko żałować, że nie mogła być ona lepiej

akustycznie zrealizowana i jej brzmienie jest trochę

spłaszczone, "garażowe"). Tu też mrok bywa głęboki, jak w

krótkich utworach instrumentalnych i w pieśni "Darkest Night"

(która ma jeszcze lepszą wersję na innej płycie). Oba te nagrania

są cudowne - o ile oczywiście ktoś lubi roots reggae ;-)

(Prezentowane są też na Yutube). Przedwczesna śmierć Keitha

Hudsona sprawiła, że stał się prawdziwą legendą reggae,

choć należy go zaliczyć do wykonawców ezoterycznych,

znanych jedynie wtajemniczonym (nie zawsze tak było).

      Kiedy myślę o takich przedwczesnych odejściach, to

przypomina mi się gorzkie pytanie genialnego perskiego

poety Omara Chajjama: Dlaczego Bóg tworzy ludzkie

życie po to, żeby je zniszczyć?  Jest jak garncarz, który

rozbija własne wytwory.

      

środa, 18 lipca 2018

              

               nie było nocy ani dnia

               światła ciemności

               snu i przebudzenia

               marzeń i bólu

               piękna i brzydoty

               było tylko nieistnienie

               w nie-miłości  

                                

              

 

 


           

wtorek, 17 lipca 2018

 

- Gdybym był ślimakiem, albo żółwiem

to droga do pałacu zajęłaby mi tydzień. -

powiedział król. - Żółwie morskie pływają

beztrosko w wodzie, ale kiedy wypełzną

na ląd stają się nieruchawe. Ale mój

rączy koń poniesie mnie tam lotem

błyskawicy! -

     Wiedźma popatrzyła na niego z

politowaniem.

     - A skąd wiesz, że nie jesteś ślimakiem? -

zachichotała - Przyjrzyj się sobie! - 

     Król zsiadł z konia i spojrzał w lustro.

To była prawda!  Zamiast ludzkiej twarzy

zobaczył oślizłą ślimaczą głowę z różkami.

     - To ty? - spytał. - W takim razie

zasłużyłaś na śmierć!

     Mówiąc to chciał dobyć miecza, ale

poruszał się tak ślamazarnie...

     - Nie, to nie ja!  Nikogo jeszcze tak

nie skrzywdziłam. Choć mogłabym...

Postradałeś życie, Panie. Zabił cię

podstępnie twój najlepszy przyjaciel

i teraz nie żyjesz!...Co ja mówię?

Żyjesz! Ale jesteś tym oto ślimakiem

i nieprędko dopełzniesz do stolicy.

A wiesz kto jest teraz królem? 

Twój morderca! -

       - W takim razie muszę pomścić 

mą śmierć i odzyskać tron!  -

wykrzyknął Ślimak.

       - He, he!  Zajmie ci to trochę

czasu! - zachichotała Wiedźma.-

Lepiej wsuń się do muszli i trochę

prześpij, ty obojnaku! -

       - A nie znasz na to jakiegoś

remedium albo antidotum? -

       - Na to nie ma lekarstwa! -

odpowiedziała Wiedźma i zrobiła się

trochę smutna.

       - Ale może wiesz chociaż,

dlaczego spotkał mnie taki los? -

       - A kto ci powiedział, że być

ślimakiem nie jest przyjemniej

i piękniej niż być królem? Zakosztuj

swego życia, a potem pogadamy. -

       - Teraz każdy może mnie

rozdeptać, a moja małżonka dzieli

pewnie łoże z moim oprawcą. -

westchnął Król.

        - Tak już jest na świecie -

rzekła Wiedźma. - Ale za tysiąc

lat wszystko może jeszcze się

zmienić! -

        Ślimak wpełzł w leśne 

pokrzywy, a Skrytobójca żył

i królował długo i szczęśliwie,

i kazał nazwać swą tyranię

Złotym Wiekiem.

       Czasem w księżycową

noc Wiedźma widzi jak ślimak

próbuje dojść do pałacu,

szorując brzuchem po drodze,

aż w końcu przykleja się do

trawy. Cóż za pocieszny widok!

       - Pokaż rogi ślimaku!

Jesteś jak Księżyc!  Znikasz,

a potem się zjawiasz. - śmieje

się.

      Ale tak naprawdę nie jest

jej do śmiechu.


      

poniedziałek, 16 lipca 2018

 

    - Dlaczego? - spytała Midori.

    - Nie wiem. Czuję to...Kiedy

    dzisiaj patrzyłem na Górę

    wydawała mi się ośnieżona,

    chociaż zakwitły wiśnie.

    Wszystko zależy chyba od

    tego, w jakim miejscu jesteśmy.

    - rzekł Toru.

     - Nie mów tak! Chciałabym,

     żebyś żył!  Nie jesteś przecież

     duchem. Nawet nie jesteś

     stary.  A wiosna jest dla wszystkich! 

     Mówiąc to Midori zatłukła

     komara.

     - Dlaczego to zrobiłaś? - spytał

     Toru. 

     - Bo wpędzasz mnie w rozpacz! - 

           Pojechali nad morze. Toru

     nie lubił chodzić po piasku, ale

     zdjął sandały. Plaża była prawie

     pusta. Morze szumiało i jakieś

     ptaki latały z głośnym krzykiem.

     - Lubisz wróżyć z chmur? - spytała

     Midori.

     - Uwielbiam! - powiedział.

     - To, co teraz zobaczyłeś? -

     - Nic!  Patrzyłem na morze. -

     - Nie wykręcisz się! - 

        Przystanęli i Toru spojrzał w niebo.

     Kontemplował je łapczywie z błogim

     wyrazem twarzy. Midori bardzo się

     to podobało.

     - I co? - spytała.

     - Widziałem twarz...-

     - No jasne!  Zawsze widzimy twarze. -  

        Ale rozmowa urwała się.  Dziewczyna

     poczuła, że Toru zauważył coś, co go

     zaniepokoiło. Postanowiła przerwać

     milczenie. Miała już nawet gotowe

     kłamstwo.

     - To, co widzimy patrząc na chmury,

     to tylko wytwory naszej wyobraźni.

     Nawet jeśli sfotografujesz to smartfonem

     i ktoś inny powie, że widzi dokładnie

     to, co ty, bez żadnej sugestii z twej

     strony, to jest to tylko dowód na to,

     że nasza psyche jest podobnie

     uwarunkowana. W gruncie rzeczy jest

     to zabobon! -

          Toru zatrzymał się. Powiedział jej

     kiedyś, że w smutku potrafimy ocalić

     własną godność, a teraz miał minę

     porzuconego kociątka. Cały trochę

     surowy wyraz jego twarzy znikł, ale

     nie pojawił się na niej nawet cień

     uśmiechu. Wyglądał, jakby przed

     chwilą stracił matkę.

         Midori pogłaskała go po policzku,

     a potem zapytała:

         - To ona przyszła po ciebie? -

         - Tak! - powiedział.

         - A nie mógłbyś jeszcze raz

     popatrzeć? To na pewno minęło!

     Chmury są wesołe i beztroskie.

     Nawet chmura gradowa ma wiele

     wdzięku. -

        - Jakoś nie zauważyłem! -

        Ta rozmowa przypominała się

     zawsze Midori w rocznicę jego

     śmierci. Przez cały rok nie myślała

     o nim, ale ten dzień dosłownie

     zwalał ją z nóg. A w nocy patrzyła

     na jego zdjęcie oświetlone płomykiem 

     świecy. 

          Midori lubiła teatr. Więc, kiedy

     padał deszcz, wychodziła

     do ogrodu i zza szyby widać było

     całe jej nieszczęście. Deszcz płakał,

     a Akyo musiał ją fotografować

     klęczącą na trawie z dłońmi ułożonymi

     tak, jakby prosiła:

         - Błagam, wpuść mnie! -

         Z pewnością tego właśnie życzyłby

     sobie duch Toru. Ale od świata żywych

     oddzielała go twarda szyba. Często

     pytała Akyo, dlaczego Toru odebrał

     sobie życie.  Ale ten zbywał ją zawsze

     słowami:

         - Nieszczęśliwa miłość! -

         - Przecież i tak niewiele mu zostało. -

     mówiła wtedy Midori, która nie wiedziała,

     czy mówi to poważnie.

         - Czuję się winna...Gdybym nie pokazała

     mu wtedy nieba... -

         Akyo wiedział, że ta kwestia należy

     do jej roli i że trudno byłoby jej z niej

     zrezygnować. Dziwił się tylko, że ta rola

     jest tak uboga w treść.   

         - Gdybyś mnie pogłaskała po policzku

     tak, jak jego, to nigdy nie przyszłoby mi

     do głowy się zabić. - upewniał ją.

        Ale to ją tylko złościło!  Akyo był taki

     delikatny, ale kiedy rozmawiali o Toru,

     zachowywał się jak słoń w składzie 

     porcelany. Podejrzewała, że jest o niego

     zazdrosny. A przecież Toru jest teraz

     duchem i nigdy już nie pojawi się wśród

     żywych inaczej niż jako duch. Co może

     być warta taka widmowa egzystencja?

     Akyo nigdy nie zrozumie takiego człowieka

     jak Toru. Toru jest dla niego zbyt głęboki.

           - Wiesz. Od tamtego czasu odwracam

    głowę od nieba. Tam jest tylko śmierć!

    Wydaje mi się, że widzę jego twarz w każdym 

    obłoku.  Myślisz, że powinnam powiedzieć o

    tym swojemu psychiatrze? -

         Ale to już dla Akyo była scena komediowa. 

         - Rozumiem, że dzisiaj musimy być we

    troje. - zauważył. 

         - Dlaczego? - spytała Midori.

         - Wszystko zależy chyba od tego w

         jakim miejscu jesteśmy. -

        

    

       

       

        

    

       

 

niedziela, 15 lipca 2018

   

    Dawno nie byłem w Niebytowie. Była

tam dzika plaża, którą jednak zamieniono

w plażę strzeżoną.  Rozwinął się też

interes turystyczny.

    A kiedyś było tam tylko morze i w porze

jesiennych ulew przed zachodem 

słońca błądziły najbardziej wytrwałe odludki.

W nieprzemakalnej kurtce z kapturem

nie czuje się aż tak bardzo słoty i wichury.

Można wyjść poza horyzont lub wejść w

morze i roztopić się w nicości.

     Zjawy i widma snują się sennie w 

milczeniu. I jest tak błogo i dobrze, choć

na niebie nie widać już granatowych

chmur. A gdyby nawet się pojawiły,

byłyby tak zasolone, że przypominałyby

brzuch wieloryba.  

    I co z tego, że nie zobaczę już pewnie

morza?...Kiedyś tego wszystkiego nie

będzie!  I nawet z właściciela smażalni ryb

pozostaną tylko ości.  A morze wyschnie

i zamieni się w pustynię. A Ziemia

rozpadnie się ze starości.

     Zostanie tylko tabliczka z napisem

Niebytów 444 km.

    


sobota, 14 lipca 2018

 

     Znużony zgiełkiem i kurzem tego świata

mnich stłukł lustro, które rozbiło się na

miliardy okruchów, z których powstała

Droga Mleczna. Gwiazdy były tak ostre,

że przez niebo płynęła krew.

    Może dlatego jesienią tyle klonowych

liści czerwieni się na ścieżce, którą

przechadza się zamiatacz liści. Stara się

uprzątnąć wszystkie kawałki szkła,

które mogłyby zranić w stopy

przechadzające się Piękności.

    Gdzie jest ta pustka, której nie ma

wśród miliardów świateł rozbłyskujących

nocą?  Nie ma jej też w umyśle, ani w

dłoniach mnicha.  Ani na łące przed

zmierzchem, ani w krzyku ptaków,

ani w porannej mgle. Ani w splataniu się 

tych wszystkich rzeczy i w ich 

przemianie...

     Tym, którzy wciąż czyszczą

i polerują lustro można przytoczyć

porosłe kwiatami tradycji słowa: 

"Wszystko jest pustką od początku,

to gdzie miałby się odkładać kurz?"

- pytał mądry Huineng (patriarcha zen).

     Ale zamiatacz liści słyszy jak

szeleszczą..."Gdzie jest to życie,

którego za chwilę nie będzie?" -

pyta. Zeszłej jesieni przyjdzie tu

znowu.   

   

piątek, 13 lipca 2018

 

   To niestety nie jest tytuł piosenki

klasyka reggae Dillingera, znanego

z takich ostrych klimatów - w jego

pieśni "Caymans Park" słychać 

stukanie krokodylich ząbków, które

są ostre jak szpileczki.  ("Crabs in

My Paints" to inna jego pieśń). To

tytuł filmiku, który Piotr Ratyński

skomentował słowami: "Przyjdzie 

pora i na potwora..."

 

     Pewien krokodyl płynął sobie

rzeką, ale nie wiedział, że każdy

jego ruch śledzi z brzegu jaguar.

Krokodyl wypełzł na piaszczystą

łachę i zapadł w drzemkę. A wtedy

kotek wskoczył do wody i podpłynął

tam. Kajman zauważył to, ale było

już za późno. Jaguar wbił mu zęby

w szyję i następnie rzeką

przetransportował na ląd w celu 

konsumpcji.

 

      Takie są prawa natury, czy może

takie jest życie...Ale chociaż

mam znacznie większą sympatię dla

drapieżnych kotów niż dla drapieżnych

gadów, scena ta wstrząsnęła mną.  

     Krokodyle polują w sposób

niewyobrażalnie bezwzględny i pod

wodą są w stanie wykonywać obroty

w okół własnej osi jak korkociąg 

...A mimo to jest mi go szkoda. 

    

    Człowieku, nawet na chwilę nie

możesz się zdrzemnąć, bo zaraz ktoś

ci skacze do gardła!  Niestety mam

wrażenie, że te prawa natury dość

bezwzględnie przenoszone są do

naszego społecznego świata.

 

    Zawsze mi się wydawało, że

krokodyle są silniejsze niż jaguary.

(Jako chłopiec grałem z koleżankami

w wojnę kartami, które przywiozły z

Południowej Afryki. Na każdej karcie

był wizerunek zwierzęcia. A najciekawsza

część gry to spór o to, które zwierzę jest

silniejsze). Ale kot wyskoczył z wody jak

diabeł i chyba wgryzł się w tętnicę szyjną

kajmana. A ten był może czegoś

słabszy niż powinien i nie wykazał

dostatecznej czujności.

 

     W staroindyjskich "Puranach" jest

taka przejmująca scena, w której krokodyl

wgryza się w słoniową nogę. I słoń

wykrwawiłby się w sadzawce na śmierć,

gdyby nie boski orzeł Garuda, który

uwolnił go z opresji. W życiu trzeba

być uważnym i nawet ktoś bardzo silny

nie może czuć się bezpieczny. Nigdy nie

wiadomo, kto na nas zapoluje...

 

     Czy istnieje tzw. mądrość natury?

To rzecz bardzo dyskusyjna.

 

 

czwartek, 12 lipca 2018

 

    Smutny dzień. Słuchałem sporo reggae

(co ostatnio nie tak często mi się zdarza),

ale tym razem interesowały mnie słodsze

głosy, chociaż brzmienie było zawsze

solidne (nie "plastikowe"). To miła aura,

szczególnie przy upalnej pogodzie.

...Ale zrobiło mi się jeszcze smutniej.

 

    Później spotkałem się z przyjacielem

i znajomymi. Wracałem z nim autobusem 

i jak zawsze rozmawialiśmy trochę o tzw.

wartościach. I o tysiącach "gównianych"

książek zalegających w polskich

księgarniach, z pośród których nie mógł

wybrać ani jednej, która nadawałaby się

do czytania.  Ale mówił też, że jest

zmęczony i na nic nie ma czasu. Jest

niezmiernie towarzyski i jest tzw.

człowiekiem sukcesu, ale obie te rzeczy

zaczęły mu trochę ciążyć. Najchętniej

robiłby to, co ja (kończył ten sam 

wydział rok po mnie), ale nie byłby

w stanie utrzymać rodziny.

 

    Byłem już całkiem przygnębiony, kiedy

poszedłem oglądać mecz. Ale ponieważ

oglądam go z matką, darowałem sobie

większą część pierwszej połowy, a

drugą częściowo przegadaliśmy.

Mamie mecz się podobał i bardzo

chwaliła grę (co jeszcze nigdy

jej się nie zdarzyło).  Ma jednak

kłopoty ze zdrowiem, a to

napełnia mnie sporą troską...

 

     W ciągu dnia miało też miejsce

pewne psychiczne zranienie.

Niestety nie mogę tu o nim nic

napisać, ale poczułem się wstrząśnięty,

choć jest całkiem możliwe, że

interpretuję fakty w sposób 

niezgodny z rzeczywistością.

Nie mam możliwości

ustalenia jak jest naprawdę.

Nie spodziewałem się jednak, że

pewne moje przeżycia mogą być

aż tak żywe. 

   

    Dryfowanie ku śmierci, o którym

mówią egzystencjaliści, staje się

dla mnie coraz bardziej zrozumiałe

wraz z pogarszaniem się mojego

stanu zdrowia i pogłębianiem

samotności. 

     Z drugiej strony czuję się

niesłychanie witalny,pełen

energii i zainteresowania

życiem, twórczością, ludźmi. 

Pewne rzeczy widzę też

wyjątkowo jasno. Choć moje

życie zostało zmiażdżone i jak

rozdeptany owad staram się

jedynie dowlec do miejsca,

w którym przestanę istnieć. 

 

    Kilka dni temu matka zaskoczyła

mnie wręczając jakąś broszurkę

przestrzegającą przed braniem

narkotyków. Powiedziała, że

powinienem to przeczytać.

Próbowałem jej wyjaśnić, że

niczego nie biorę. (Nie robiłem tego

zresztą nigdy, wyjąwszy poczciwe

zioła).  Ale jakoś to do niej nie

dotarło.

 

 

 

 

      

 

środa, 11 lipca 2018

      Junior Delgado nie ukończył swej następnej płyty

dla Adriana Sherwooda. Ale chociaż umarł wspomnienie o nim

jest wciąż żywe...Ten oryginalny wykonawca roots reggae

znany jest z pieśni "Sons of Slaves", którą nagrała kiedyś

wytwórnia "Trojan" i oczywiście z wielu nagrań płytowych.

Warto posłuchać i obejrzeć film.

     Delgado śpiewał czasem w sposób forsowny i pełen

ekspresji, trochę szalony, ale potrafił też śpiewać ładnym,

łagodnym głosem. I nigdy nie uległ pokusie komercjalizacji.

     Inną legendą roots reggae jest Junior Byles.

To tragiczna postać. Uchodził za jednego z najzdolniejszych

jamajskich wokalistów, ale nie zrobił kariery, choć jego 

płyta nagrana z Lee Perrym jest podziwiana przez

krytyków muzycznych. Popadł w biedę i żeby przeżyć

wykonywał ciężką fizyczną pracę, która wraz z 

warunkami życia doprowadziła go do przedwczesnej

śmierci. Wielkie wytwórnie płytowe ignorowały wielu

artystów roots reggae, a z czegoś trzeba przecież

żyć.

      Gdyby prawdą były neoliberalne

brednie o cudownym działaniu wolnego

rynku, to Delgado i Byles byliby o

wiele bardziej znani, bo ludzie chętnie

słuchali ich muzyki. Ale niestety nie

wszyscy mogli ją poznać. A na nagrania

trzeba mieć pieniądze.

    Tak więc niewolnictwo nie skończyło

się wraz z zakazaniem go przez prawo

w większości krajów świata. I nadal

istnieje "economical slavery."

     A w Libii np. ludzie sprzedawani

są na targu jak zwierzęta i właściciel

ma prawo nie tylko zmuszać ich do

najcięższej pracy, ale także zabić.

Tego nie było za czasów Kadafiego,

z którego reżimem walczył Zachód

w obronie demokracji. ;-)  A teraz

jakoś się tym nie interesuje. Politycy

są cyniczni, a ludzie dają się

ogłupiać.

      W wielu krajach świata także

dzieci zmuszane są do ciężkiej pracy

w nieludzkich warunkach.

03:23, nazumi13
Link Komentarze (4) »

 

- Deszcz, deszcz i deszcz!  Kiedy

wreszcie przestanie padać? -

- Nie wiem, Słońce...Może nigdy.

Musisz chyba wyjrzeć zza chmur. 

Ja tam lubię moknąć!

- Ja też, ale kto będzie nosił parasol

nad naszą Kiciakocią? -

- O ile wiem, nie jest z cukru. -

- Ale koty są ciepłolubne i nie lubią

moknąć. -

- A co mnie to może obchodzić?

Niedługo zejdę. -

- To z kolei mnie nie obchodzi!

Śmierć to temat tabu. Kiedyś

spytałam ojca, co zrobi, jak dowie się,

że wypadłam z okna. Mruknął tylko:

"To cię z matką pochowamy...I wyjmij

tę gumę jak ze mną rozmawiasz!" 

Zero uczuć...Ale Kiciakocia to co innego...- 

- Kot ważniejszy jak człowiek! No nie?-

- Pamiętasz Gruby jak się kochaliśmy

w Mokranach. Zrobiło mi się mokro.

A teraz co, chcesz być sztywny?

A mówiłeś, że mnie kochasz! -

- To nie ode mnie zależy Słoneczko.

Po prostu choroba się rozwija. -

- No cóż!...Trzeba mieć pecha! 

Myślałam, że jeszcze zarobisz dla

mnie trochę kasy. -

- Słuchaj!  Załatwmy to polubownie.

Zrobisz mi loda - zapraszam cię!

A ja będę przez cały tydzień nosił

parasol nad Kiciąkocią! -

- Łaski mi nie robisz!  Zresztą mi się

nie kalkuluje...A co, jak deszcz jutro

przestanie padać? Wtedy stracę! 

Lepiej idź na siłownię. Nie byłeś już

tam trzy dni. Sflaczeje ci! -

 - A ty mi od trzech dni nie robisz laski

Bożenko...-

- Powiedziałeś Bożenko? Przecież

ja jestem Jola! Całe życie! -

- Boże!...Przejęzyczyłem się, co

tak na mnie patrzysz? Jestem ci 

wierny aż po grób! -

- No to ja też się Gruby przejęzyczyłam

i poszłam na lody z Marianem!...

 

(W następnym odcinku Mira

poznaje Rafała, a Jola odchodzi

od Kamila. Bożenka otwiera studio

wizażu. Na klatce schodowej 

śpi narkoman. Matka Joli postanawia

wezwać policję. Nie wie, że to jej

własny syn).

 

wtorek, 10 lipca 2018

 

     Miałem znajomego, młodszego

ode mnie o połowę mojego życia,

który zapraszał mnie do kawiarni,

a potem dzwonił do różnych kobiet,

z którymi chciał mnie zapoznać.

Obaj kochaliśmy muzykę - ja barokową,

a on romantyczną, choć romantykiem

nie był. (Ja jestem romantykiem,

co znaczy, że w kobiecie

kocham przede wszystkim duszę,

a on jak w baroku wielbił kobiece

ciała).

      Piliśmy dość ostro, a ja nie

zawarłem żadnej znajomości,

bo kobiety, choć niekiedy ładne,

trochę tracą, gdy są mocno pijane.

To kwestia fizjologii, ale czasem

i inteligencji.

     Znajomy, a właściwie nawet

może i przyjaciel przedstawiał

mnie zawsze tak:

    - To jest Nezumi, wrażliwy poeta,

awangardowy artysta i wybitny filozof.

A jaki człowiek! -

     Czasami jeszcze dodawał, że

moja twórczość jest zbyt niepowtarzalna

i cenna, aby mogła być szerzej znana.

(Wtedy jeszcze nie pisałem bloga ;-)

A ja sam jestem człowiekiem

szlachetnym i skromnym, i nie

zabiegam o rozgłos.

    Jeśli dziewczyna upijała się

na smutno, to dochodziła do

poważnej refleksji nad życiem:

    - Nie uważasz, że wszystko to

chujnia?  Całe to pojebane życie! -

    To dawało mi sposobność do

podjęcia wywodu na temat potrzeby

bezinteresownej afirmacji życia.

Życie bywa tragiczne lub absurdalne,

ale mimo to warto cieszyć się

każdą chwilą istnienia.  Nie można

jednak radości życia mylić z jego

używaniem. (Ale przedtem oczywiście

współczułem jej bardzo, bo przecież

empatyczny ze mnie chłopak).  

    - Myślisz, że ja kurwa, maluję

dla pieniędzy?  Nie! -  ja maluję dla

siebie! - mówiła dziewczyna w

przypływie szczerości, a potem

szła puścić tzw. pawia. (Bardzo nie

lubię, kiedy się tak mówi, bo

uwielbiam pawie).

     A kiedy upijała się na wesoło,

to dawała mi swój numer telefonu.

ale jakoś nigdy nie zadzwoniłem.

Czekałem chyba na prawdziwą

miłość :-)

    Przyjaciel (w miarę pisania

tego wspomnienia staje mi się

coraz bliższy), jak powiedziałem,

romantykiem nie był.  Na widok

kobiet reagował czasem epitetem:

"Niezła świnia!", a w przypływie

czułości "Słodkie stworzenie!"

     Ale gust muzyczny miał

cudowny!  Zwykł się jednak ze

mną nie zgadzać. Kiedy mówiłem

z uznaniem o jakimś wykonaniu

Requiem Mozarta, od razu

zauważał:

     - To jest akurat najgorsze

ze wszystkich wykonań! -

    Choć, gdyby powiedział

"Średnie", byłaby to znacznie

większa obelga.

    Kiedy natomiast krytykowałem

coś, odpowiadał przekornie:

"Mistrzostwo świata!" i wychwalał

nagranie, dodając: "Wspaniała

sprawa, piękna rzecz!"

     Dziewczyny różnie na to

reagowały. Czasami uznawały,

że to on jest samcem dominantem,

czasem, że ja.

    Jednym słowem miło powspominać! 

Choć nie wiem, czy kolega (dla

podkreślenia dystansu) nie zapił się

przypadkiem na śmierć...I to mnie

zasmuca.

 

  

 

   

 

   

 

 

poniedziałek, 09 lipca 2018

 

 

                        mroki Hadesu

                        cienie Szeolu

                        skrzyp wioseł

                        Charona łodzi

                        plusk wody

                        kiedy słońce

                        znika w morzu

                        tajemne znaki

                        bóstwa z głową

                        zwierzęcia

                        krzyk który zamarł 

                        a ty posępny                        

                        tulisz Rozpacz

                        Jasnowłosą

                        i choćbyś zebrał

                        wszystkie deszczu

                        opadłe krople

                        twarz pozostanie

                        n i e   m a

 

                       

                       

                                

                       

niedziela, 08 lipca 2018

 

"Wyobrazić sobie można nawet

z a w i s t n y  kwiat."

 

(Emile Cioran)

 

   Cioran zauważa też, że "jakakolwiek

wyższość jest czymś niewybaczalnym."

   Ciekawe, że nawet ja, osoba raczej

skromna i pełna pokory (nie w

słowach, ale w życiu)cierpię z powodu 

zawiści i resentymentu. ("Nazywanie 

się skromnym i pokornym jest już

przejawem braku skromności i pychy!" 

ucieszy się może ktoś. Ale zapewniam,

że nie musi tak wcale być). Co prawda

nie zauważyłem, aby kwiaty coś do

mnie miały...A przecież ludzie rodzą

się różni i wszelka równość jest

fikcją. Przykładem mogą tu być

uzdolnienia. Co jednemu przychodzi

łatwo, od innego wymaga wysiłku, a

i rezultat nie zawsze ten sam.

Ludzie różnią się inteligencją,

wrażliwością, siłą fizyczną, urodą.

To samo dotyczy innych istot - koliber

czy delfin potrafi robić coś, o czym

nam nawet się nie śniło, a rośliny

są czasami nieprawdopodobnie piękne.

    Kiedy czyjaś twórczość jest

pomijana,ignorowana,zbywana milczeniem, 

łatwo żartować sobie,że ten ktoś uważa

się za geniusza.

    Z twórców, którzy osiągnęli

tzw. sukces nie szydzi się.A kiedy

się od nich coś bierze wypada

być wdzięcznym, a nie pouczać:

"Tworzysz dla siebie!" Po cichu jednak

i o nich myślimy często z zawiścią.

Przecież to zwykli ludzie. Czym się

od nas różnią? Mickiewicz oddawał

mocz, kopulował,wypróżniał się, aż

wzięła go cholera.

    Jeśli koniecznie chcemy porównywać

się z innymi, co na ogół zatruwa naszą

duszę, to niech będzie w tym szczery 

podziw. U mnie na podwórku młodzi chłopcy

jak na wsi siadywali przed domem i

brzdąkali na gitarze "Dom wschodzącego

słońca." Ale gdyby zjawił się wśród     

nich np. mistrz flamenco, to pewnie

doceniliby jego grę. Ścigaliśmy się na

rowerach dookoła domu ("naobkoło domu"),

ale gdyby zjawił się wśród nas prawdziwy

kolarz, to by nam zaimponował. Graliśmy

w piłkę i kiedy mecz stawał się brutalny

ktoś zawsze mówił: "Spokojnie, nie gramy

przecież o złote kalesony!"

   W społeczeństwie opartym na rywalizacji

skrywa się głęboka patologia. Nie ma

współczucia dla chorych i słabych, a

każda osoba, która coś robić potrafi,

jest potencjalnie niebezpieczna, o ile

czyni lub tworzy coś, z czego sami

chcielibyśmy czerpać korzyść lub uznanie.

 

   

 

 
1 , 2