Kategorie: Wszystkie | "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę" | ...bez końca | 0 | 100O i jeden Rabinów | A Puszkina też zapuszkują? | A moze to tylko pomieszanie zmyslow | A nie lepiej być purystą? | Aaaaaaaaaaaaaa...aalfabeta | Ach, gdzież jest litość lub wspolczucia pozór? | Ach, gdzież jest litość lub współczucia pozór? | Adam Mic - Kiewicz | Adaś i Ewka | Aforystyka | Amerykański sen | Autopsychoterapia | Bez sensu to to! | Bez szaleństwa... | Bezmyślne okrucieństwo | Bezradność | Biedna Szymborska | Biedny Kapturek! | Bliźni miłości | Bliźniego miłość... | Blondyn | Blue Bossa | Bojaźń i drżenie | Bratnie dusze | Bruner, ty świnio! | Buddyzm w życiu codziennym | Bóg mi poskapił tej anielskiej miary... | Bóg mi poskąpił tej anielskiej miary... | Bójstwo samo | Caritas | Chiziofrenia | Choroba na śmierć | Chwila ułudy | Chwila wytchnienia | Chłodne upojenie | Cierpienia i radości | Cierpienie i radość | Cleen feed | Cnota niedoli | Co slina na język przyniosła | Co tam panie w polityce? | Co w niebie piszczy | Co ślina na język przyniosła? | Corrida | Coś dla duszy... | Coś tak wulgarnego | Cudotwórstwo | Czarna Perła Tao | Czarny tulipan skrzyżowany z czarna różą | Czarny tulipan skrzyżowany z czarną różą | Czary Mary | Czego nie przysięgał Hipokrates? | Człowiek nie jest rzeczą | Człowiek to brzmi dumnie, ale nie u mnie | Często chowa | Częstochowskie rymy | Deficyt aniołów | Delightful! | Demokratyczne wybory w Oczodołach | Diabłoterapia | Dla wszystkich i dla nikogo | Dnieje | Do samego siebie | Dodatek | Dowcipas dnia | Duma narodowa | Dusze drzew | Dyskretna mgiełka autoironii | Dzielność | Dziki kapitalizm | Dzisiejsza młodzież | Dzisiejsza młodzież nosi ładną odzież | Egzystencjalizm jest chumanizmem | Ekonomia zbawienia | Elegancja Francja | Elegijnie | English gentelman | English gentleman | Epicurus | Ewa tylko ziewa | Falochron | Female | Filozofia bez uczoności | Forever Loving Jah | Gadu, gadu | Gadu, gadu, trochę więcej jadu | Gal Anonim | Gaz dla pedałów | Gaz dla pedałów, młot dla sierpów | Gdy rozum śpi... | Gendarme | Genek, gienialny gieniusz | Geno Typ | Gorący uczynek | Grabarz | Grabarz nonsensu | Gry i zabawy literackie | Głupota przysłowiem narodów | Głębie i tajnie Podświadomego | HIstoria nauczycielką bicia | Herbatka zen | Homo economicus | Homo sapiens czy Homo politicus | Humor absurdalny | Humor nieco absurdalny | Humor, satyra, panie... | I rekiny w oceani mają zębów cały rząd | I rekiny w oceanie mają zębów cały rząd | Indie Wschodnie i Zachodnie | Industrial | Istnieje również wrodzony brak poczucia humoru | Ja tam bynajmniej nie wiem | Jak długo będę jeszcze żył? | Jak uprawiać agresywne dziennikarstwo? Poradnik dla początkujących | Jakże cżęsto powtarza się ta historia | Jakże trudno czasami coś sklecić! | Jan i Małgorzata | Jan z Czarnolasu | Jesienna muzyka | Jeszcze smutniej! | Jeździec Apokalipsy | Językologia | Kaczuszki mandarynki | Karawana idzie dalej | Katedra Adamowego Żebra | Kawa z Kafką | Każdemu według naszych chęci | Każdemu według potrzeb | Każdemu, o czym tylko zamarzy | Kiciuś Miciuś! | Kicuś Micuś! | Kiedy człowiek staje się bestią | Kiedy owce nie milczą | Kij w mrowisku | Kniaź Wiktor | Kochani ludożercy | Kolacja Pani Sowy | Kometa tylko głownia nie ta | Konkwista | Koryfeusz nauki, milośnik sztuki | Koty i inne zwierzęta | Koty, głupoty, palikoty | Kości rzucone są | Kość słoniowa | Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatni | Kto pisze teraz historię? | Kuchnia szamańska | Kwiatki Św. Franciszka | Kwiatostan śmierci | Kwitnienie kultury | Kwitnąca wiśnia | La colombina i ciche ukojenie | Lekarzu - lecz się sam! | Lenin wiecznie żywy | Leśmianiada | Lichwiarstwo polskie | Liryki i prztyki | Logika dziejów | Londyńska mgła niepamięci | Londyńskie przygody | Los ofiary | Los puka do moich drzwi | Lotosowy wpis | Ludzie ludziom... | Lunatyzm | Lęk społeczny | Made in Japan | Maligna | Marność nad marnościami | Marność nad marnościami. Rekoleksje Wielkopiątkowe | Marzenia senne | Marzeniologia stosowana | Maszkary i senne dziwadła | Maszkary i senne widziadła odbite w lustrze | Mała czarna z Kafką | Medycyna naturalna | Meine Liebe Augustin! | Melancholia | Melancholia stosowana | Memorabilia | Meszreiw | Meteo | Mgiełka autoironii | Mglisty dzień. Mgła | Mikołak | Mistrz i Małgorzatka | Mistycyzm lunarny | Mistyka i miłość | Mitologia osobista | Mitologia świata | Miłość | Miłość bliźniego | Miłość nie zawsze szczęśliwa | Miś Uszatek | Moc rytuałów | Monada nie ma okien | Mowa potoczna | Mowa ptaków | Mowa serca | Moze ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może ktoś się ucieszy? | Może ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może to trochę zbyt uszczypliwe | Musicology | Muza lekkich obyczjów | Muzyka przywraca ład serca | Myszoterapia dr Nezumi | Myśli prostego człowieka | Mądrość Natury | Mądrość jak z gazety | Mądrość narodów | Młot na faryzeuszy i hipokrytów | Męstwo bycia | Mówił sen do snu | NIe ma na świecie dwóch takich samych liści, ni kropel deszczu | Na jawie (lecz to, co niejawne pozstaje) | Na stos rzuciliśmy szcześcia los | Na stos rzuciliśmy szczęścia los | Na szczytach hipokryzji | Na zdrowie! | Nad piekną rzeką | Najokrutniejsze zwierzę | Najsłodsza tajemnica | Narastająca senność | Nic dzisiaj ciekawego nie napisałem | Nicość | Nie am dwóch takich samych liści, ni kropel wody | Nie bój się - najwyżej cię rozstrzelają! | Nie czas żałować burz, gdy płoną oczy | Nie czas żąłować burz, gdy płoną oczy | Nie każde szczere złoto jest szczerozłote | Nie ma na świecie dwóch takich samych liści ani kropel wody | Nie ma na świecie dwóćh atkich samych liści lub kropel deszczu | Nie ma takiego smutnego, co by na wesołe nie wyszło | Nie ma zazdrości bez miłości | Nie oddamy nawet guzika | Nie tylko dzielenie włosa na czworo | Nie wiem, ja w ogóle nie myślę | Nie zabijaj! | Nie zabijajcie drzew! | Nie zawsze urocza dzecinada | Niebiańskie szczyty głupoty | Niech pani będzie dzielna! | Niech zapłaczą na moim pogrzebie | Nieco drapieżny wpis | Niekoniecznie ptasi móżdżek | Nienawiść bliźniego | Nieosobiście | Nieprzesłane przesłanie | Niestworzone rzeczy | Nieszkodliwe głupotki | Niewczesna melancholia melomana | Niewczesne rozważania | Niewielka profanacja | Niewielkie przekłamanie | Niskolotnie | No No! Teatr No | No comments! | No no! | Nowa poezja lingwistyczna | Nędzne kabareciarstwo | O Leonardo, po cóż się tak trudzisz? | O dzieleniu włosa na czworo, czyli metodzie scholastycznej | O dzieleniu włosa na czworo, czyli o metodzie scholastycznej | Obciachy | Obscenia i parafrenalia | Obsesja dobrego biustu | Ojej! | Oko w oko z zębem mądrości | Okropieństwa | Okruchy odgrzebane z lawy | Okruchy życia wygrzebane zlawy | Okruchy życia wygrzebane z lawy | Okrutna losu ironia | Orientuj się na orient | Owczarek | Owczarki afgańskie | Owocożerni | PL jak piekło | PO PiS | POeci wszystkich krajów dzielcie się | Pan Tadeusz | Panie pośle, po chrześcijańsku panu wybaczam | Pańska satyra polityczna jest niegramatyczna | Pendant do pewnego przypisu | Perlikowski | Pewna elastyczność zasad | Pewne jak w banku | Piorunujący piorun! | Po owocach poznacie ich! | Po upadku | Pobożne życzenia | Podpatrywanie Natury | Podroby i inne podróbki | Pokolenie Kainowe | Pokorne ciele | Pokorne cielę | Pokusa | Polak potrafi | Polak potrafi! | Politolog i Politowska | Politycznie niepoprawne! | Polonica | Polonika rycerskie | Polucje i ablucje | Pomarańcze i mandarynki | Pomarznąć dobra rzecz | Pomarznąć dobra rzecz! | Pomoc psychologiczna | Poranna kawka z Kafką | Porąbane marzenia | Potężne i głębokie warstwy pierwotnego mitu | Powieść brukowa | Powszechna życzliwość | Powtórka z cynizmu | Poznaj samego siebie | Prawda | Prawda jest jedna i piękna, ale złożona | Prawda popłaca | Prawdziwa metropolia | Prawi i sprawiedliwi | Prawiezmartwychpowstanie | Prawiezmarwtychpowstanie | Prognoza pogody | Pruski smutek | Przecież cię zjem! | Przedagonalny polski agon | Przegląd sportowy | Przeinaczenia | Przez pychę do pokory | Przeżyjesz to, a pote już tylko grób | Przeżyjesz to, a potem już tylko grób! | Przminęło z wiatrem | Prztyczek | Psiapowiednia Majów | Psubrat | Pustka | Pytanie dość retoryczne | Raczej to nie będzie hit | Radosne gonitwy śnieżnych tygrysów | Radość wędrowania | Rejterada Rejtana | Religie nauczą cie pokory | Res Sacra Pecunia | Romans z pop kulturą | Roots, Rock, Reggae | Rozkosze reinkarnacji | Rozmowa nie na telefon | Rozpacz | Rozpacz na wieki wieków | Rozpacz, która podpełza pod gardło | Ruch i świeże powietrze... | Rybołówstwo cudzołożnika | Rycerz pokalany | Samokrytyka | Samotność egzystencjalna | Sekrety pewnego domu handlowego | Seraphic Flames and Heavenly Love | Siedź na dupie i potakuj! | Somatyka | Somatyka logiczna | Spełniona przepowiednia | Spleśniały ser | Sponsorem tej opowieści jest wydawnictwo Błękitny Wieloryb | Sport to zdrowie | Spowiedź morskiego wilka | Stary Sącz i Nowy Sącz | Stary mafioso | Stołeczne stołki | Stratyfikacja społeczna | Suma sumarum | Sumienie rachunku | Sweet Music and Poetry | Sygnały podprogowe | Szalchetne zdrowie | Szczęśliwa pomyłka | Szekspir do żadnej nie należy epoki | Szkarady | Szlachetna gravitas | Szlachetne zdrowie | Słodycze grafomanii | Słówka | Słówko do słówka, a uzbiera się sówka | Tadeusz Bój Jeleński | Taia chińska podróbka | Takie będą rzeczpospolite jakie tego blogu chowanie | Takie tam, pierdoły | Talking Heads | Tania chińska podróbka | Tatiana | Teorie świata nauki | Terapeutyczie | Terapeutycznie | Thames | The Doors. Uchylone drzwi | The Lion cub | The fruit of beauty and despair | To na pewno nie Lec | To nie żadna filozofia | Tragiczne pożegnania | Transformacja duchowa | Trudna sztuka dialogu | Trudno czasmi coś sklecić | Trzylogia | Trója z polskiego | Twarda rzeczywistość | Ty mi tutaj nie filozuj | Tygrysologia stosowana | Tysiac i jeden ptaków | Tysiąc i jeden kotów | Tysiąc i jeden ptaków | Tysiąc różowych kroliczków | Tęsknica | Tęsknota duchowa | Ubekistan | Ucone księgi | Uczeni ludożercy | Uderzenia losu | Uduchowienie | Umrzeć z miłości | Upadek Pierwszego Człowieka | Uroczy wegetarianin | Uszczelnienie systemu podatkowego | Utrata uzębienia | W czym mogę panu pomóc? | Wciąz powtarza się ta sama historia | Wciąż powtarza się ta sama historia | Wdzieczna muzyka przywraca ład serca | Wesola grafomania z morałem | Wiecej broi dla szaleńców w Teksasie | Wieczne powroty | Wiedza radosna | Wielka wygrana | Wielomówstwo, czyli plaga opowiadania | Wierzba płacząca | Wiosny i jesienie | Witch | Więcej broni dla szaleńców w Teksasie | Wojna totalna | Wpis o kształcie piramidy | Wprowadzenie do kruczków prawnych | Wrzucam wszystko do kosza | Wrzątek | Wspomneinei pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Współczesny filister | Wszystkie rybki | Wszystko na A | Wszystko na sprzedarz | Wszystko na sprzedaż | Wygrana | Węzłowato | Wólka Węglowa | Xin Lu, typowa brunetka o granatowych oczach | Z Nietzschego nic nie powstaje | Z księgi wulgaryzmów | Z rupieciarni myśli | Zaczarowany świat zen | Zanim mnie wrzucą do dołu | Zapowiedź Apokalipsy | Zaraz wracam! | Zasada domniemanej winy | Zaskroniec | Zastał Polskę drewnianą... | Zatrzaśnięte drzwi | Zbaw mie Buddo Amido | Zbaw mnie, Buddo Amido | Zdrowy egoizm | Zegar dziejów | Zestrzelenie księżyca | Zginął z rąk słabej kobiety | Zima się nas nie ima | Zjawiskowe | Znak jaskółki | Zrozumieć wartość tego, co nieużyteczne | Zuch zawsze ochoczy! | Zwierzęta pod postacią ludzi | Zwyciestwo konsumpcjonizmu | Ząb mądrości | ie zabijajcie drzew! | ieosobiście | kosmos | Łagodne prawo, ale prawo | Łagodność tygrysa | Śmiechotki, chichotki | Śmiertelna powaga | Śmierć | Światełko w mroku | Świętość, wziętość, nadętość | Życie jest tragiczne | Życie samo | Życzliwe spojrzenia na całość ogródka | Żyć, nie umierać
RSS
niedziela, 31 lipca 2016

        

      W głośnikach wybrzmiał ostatni Koncert Brandenburski.

- Podchodzę do lądowania - oznajmił pilot. Jego głos był,

jakby powiedziała Noriko, "super uspokajający" i "poczciwy."

- Proszę zapiąć pasy. W Amsterdamie jest dzisiaj piękna,

słoneczna pogoda. Dziękuję za czas spędzony razem i życzę

państwu miłego wieczoru. Tylko proszę za bardzo nie szaleć

w kawiarniach i galeriach. -   

      W tym czasie Noriko siedząc w pozycji medytacyjnej

wylizywała i wyskubywała sobie futerko przed lustrem.

Była nawet zadowolona i trochę mruczała jakąś piosenkę,

ale grooming mieszał jej się jednak od czasu do czasu z

wyrywaniem futerka z rozpaczy.  Z jednej strony cieszyła

się, że Nezumi do niej napisał i wie, gdzie jest, ale z drugiej -

wszystko to było jednak trochę niepokojące i dziwne, i nie

wiadomo było, czy czegoś przed nią nie ukrywa. W końcu

będzie nocował u kobiety.  

     W chwilę potem, kiedy Noriko już wstała, samolot stracił

nagle sterowność i uderzył w ziemię. Nie było to miękkie

lądowanie. Nikt z pasażerów nie ocalał.  Przeżył jedynie

pilot samolotu, dwie młode stewardessy i kot. 

     Noriko sprawdziła - w żadnym z samolotów odlatujących

tego dnia z Amsterdamu do Londynu wśród pasażerów nie

było Nezumiego...Nie wierzyła jednak w jego śmierć. Ale

chociaż w nią nie wierzyła, była przerażona.  Nadziei zawsze

towarzyszy obawa. Lu, który już jej nie odstępował,

wykorzystał to i otoczył ją ramieniem, gotów otrzeć jej łzy.

    - Holandia mi się kojarzy z depresją - zauważył jakby 

wypił kilka piw - Może to przez te fioletowe irysy van Gogha. 

Był zdaje się głuchy. Zresztą słoń mu na ucho nadepnął. -

Lu czuł, że jego żarty są absolutnie niestosowne, ale wciąż

był zazdrosny o Nezumiego. Noriko na pewno wiedziała, że

jest, czy raczej był za życia, szlachetnym i niezwykle

inteligentnym, nie znoszącym wszelkiego prostactwa,

człowiekiem. Dlatego był przekonany, że może sobie na nie

pozwolić. Noriko była jednak innego zdania i kazała mu się

wynosić. 

     - Ja też się o niego martwię! - skłamał - Ten Nezumi,

jak na inspektora głupi nie jest. Chociaż nie wierzę, aby

naprawdę słuchał Schnittkego...Ale, moja złota, śmierć

nie wybiera. Wiem coś na ten temat!

     - Ach, przepraszam cię. Zupełnie o tym zapomniałam!

Naprawdę nie chciałam cię wtedy przejechać. To był po

prostu wypadek, wierzysz mi? 

     Lu puścił do niej oko i zauważył:

     - Jak można nie wierzyć takiej pięknej kobiecie?

Ale, czy nie uważasz, że jesteś mi coś winna? Przecież

zabrałaś mi życie! -

     - Co mogę dla ciebie zrobić? - spytała.

     A więc udało mu się wzbudzić w niej wyrzuty sumienia!

- zacierał ręce profesor. 

      - Bardzo podoba mi się twoje pytanie. - rzekł. 

Noriko narzuciła na siebie płaszcz i wybiegła z domu,

zupełnie nieświadoma tego, że pewnie będzie na nią

czekał przed wejściem,

 

      c. d. n

      

 

sobota, 30 lipca 2016

 

                                 "Człowiek tylko wtedy rozumie swe życie, 

                                  kiedy w każdym człowieku widzi siebie."

                                  (Lew Tostoj)

 

      Uśmiałem się dzisiaj, a bardziej jeszcze wzruszyłem

opowieścią mojej mamy. Zaraz po wojnie, w której straciła

ojca, a jej matka została inwalidką, musiała pójść do pracy

- miała wtedy dwanaście lat. A ponieważ chciała czytać książki,

odkładała sobie jakieś grosze i pożyczała je z prywatnej biblioteki.

Oczywiście przed przeczytaniem musiała je pokazać mojej Babci,

która kontrolowała ich zawartość, a bibliotekarce musiała

powiedzieć, że pożycza je dla swojej  mamy. A ponieważ mieszkały

w jednym pokoju (mieszkała w nim też moja ciotka i parę innych

osób, które jeszcze podczas wojny znalazły w nim schronienie),

więc mama czytała książkę przykrywając się z lampką kocem.

Ale któregoś wieczoru była tak zmęczona, że w końcu zasnęła

i wybuchł mały pożar. Tą książką, którą przeczytała podobno trzy 

razy, była "Trędowata" Mniszkówny.

     Opowieść ta wycisnęła mi łzy z oczu, ale dopiero w pustym

autobusie, którym wracałem do domu.  

 

 

 

 

 

______________________________________

    Wzruszyłem się co prawda z innego powodu, nie trudno chyba

zauważyć - z jakiego, ale jednak wykluczenie lub coś, co je

przypomina, jest zawsze przykre.

    Kiedyś na tym blogu, choć treść jego zasadniczo się nie zmieniła,

było wiele komentarzy. Mogłem więc myśleć, że mam tu sporo

szczerych przyjaciół.

    Nie publikowałem wczoraj nowego odcinka "Fioletowych irysów",

choć jest już napisany, bo miałem nadzieję, że ktoś zlituje się nad

moim poprzednim wpisem. Przygotowywałem go przez całą noc i

włożyłem w to wiele serca...Ale, jak się okazuje, to za mało, aby

zasłużyć na choćby  j e d e n  życzliwy komentarz. 

    Mój wpis miał wiele różnych "uchwytów" - jeśli dla kogoś

kłopotliwy był temat stosunku do śmierci, to mógł posłuchać pięknej

muzyki, a jeśli ta go nie "ruszyła", bo niby kulturowo jest obca, to

mógł obejrzeć ładne i poruszające zdjęcia w pierwszym filmiku, albo

odnieść się do któregoś z aforyzmów wielkiego pisarza, które

umieściłem w swym komentarzu...Abo po prostu zapytać nieszczęsnego

blogera o zdrowie lub życzyć mu miłego dnia - jak sam często to czynię,

nie oczekując wzajemności.   

    Świadomość, że to, co człowiek robi ani to, jaki jest, nie jest nikomu

potrzebne, nie należy, jak wiadomo, do przeżyć komfortowych. 

Oczywiście osoby, których blogi są stale odwiedzane prze komentujących,

choć najczęściej w pełni na to zasługują, nie mają zwykle świadomości, że

może ich czekać podobny los i że zwykle oczekują jakiegoś oddźwięku na

to, co piszą.  Powoli przyzwyczajam się do tej nowej dla mnie sytuacji,

która przypomina mi początek mojej, kontrowersyjnej, jak widać, 

blogowej twórczości, kiedy nie znałem tu nikogo, nie było komentujących,

ale coraz więcej osób mój blog czytało...Ale muszę przyznać, że to blogowe

doświadczenie bywa czasami dla mnie trochę gorzkie.     

  

czwartek, 28 lipca 2016

 

 

     Najsmutniejsza jest chyba muzyka ormiańska

i japońska...W muzyce ormiańskiej jest tak wiele

pięknej melancholii, nieukojonej tęsknoty i cierpienia

przemijania, że można to chyba wytłumaczyć jedynie

tragiczną historią tego narodu i mglistym majestatem

gór. (Nieprzypadkowo cudowne i wspaniale wydane

CD mistrza Savalla "Esprit D'Armenie/Armenian Spirit"

zaopatrzone jest w krótki esej poświęcony tym

obfitującym w momenty tragiczne dziejom). 

    

    

     W tradycyjnej muzyce japońskiej jest więcej patosu,

ale schodzi ona często w rejony absolutnej samotności

i pustki. Jej tradycja kształtowała się pod wpływem

koncepcji buddyjskich, dla których zjawiska są nietrwałe, 

puste.  W muzyce, w poezji i w malarstwie japońskim

ogromną rolę odgrywa pusta przestrzeń.

 

    

   W hinduskich ragach i bajanach miłosna tęsknota też

rozdziera serce (separacja, rozłąka z osobą kochaną 

lub z Bogiem, jest, jak wiadomo, częstym motywem lub

tematem tej muzyki); mroczna i niezwykle liryczna

bywa muzyka perska, sefardyjska i arabska, a jednak nie

dorównują w kondensacji melancholijnego nastroju

tamtym dwóm.  

      Pieśni Schuberta i Dowlanda, i liczne utwory Chopina,

czy późne utwory Brahmsa, też są  przepełnione wyjątkowym

smutkiem, podobnie jak religijna muzyka epoki baroku, ale

ten smutek jest czymś, co dobrze znamy.  Nawet tragiczna

powaga piątej suity wiolonczelowej Bacha, ostatniego

kwartetu smyczkowego Szostakowicza, czy "Requiem"

Mozarta, odwołują się do typu wrażliwości, z którą oswaja nas

kultura, w jakiej żyjemy. Tamten zaś, "orientalny" smutek,

nie daje się z niczym porównać i jest chyba echem bliższego

kontaktu z naturą. Zmierzch jest tam zmierzchem, północ jest

północą, świt jest świtem, wiosna jest wiosną, a jesień -

jesienią. Hinduskie ragi wykonuje się o określonych porach

dnia i nocy.  A przecież "życie człowieka, od narodzenia do

śmierci, przypomina jeden dzień: od przebudzenia do

zaśnięcia."

      Po co w ogóle słuchać smutnej, pełnej współczucia i

kontemplacji muzyki?  Jest piękna jak samo życie.

Obmywa nas z ziemskiego kurzu, i dzięki niej, paradoksalnie,

bardziej cenimy chwile najgłębszej, cichej radości i spokoju.

Piękna, nastrojowa muzyka budzi w nas miłość.      

      Muzyki orientalnej słucham niemal przez całe swe życie,

a jednak zawsze przemawia ona do mnie z ogromną siłą. 

Po wysłuchaniu majestatycznej i pełnej patosu ragi Jaunpuri

w wykonaniu skrzypka Rama Narayana, czuję się jakbym 

dokonał ablucji i znalazł się na drugim brzegu, po tamtej stronie

życia. I wtedy zrozumiały staje się dla mnie sens słów Lwa Tołstoja

"Dobrze odejść można tylko w śmierć."

     

 

     

      Ale niezależnie od wartości samej muzyki pytamy czasami:

Dlaczego tak trudno nam stąd odejść? Czy to tylko właściwy

zwierzętom instynkt, czy cnota - jak wierzył Spinoza? 

Co nas tu zatrzymuje? Zachwyt nad pięknem? Przyzwyczajenie?

Miłość?...Lęk?

       A może nie warto o to pytać?  Dzień przecież kiedyś się    

kończy!..Ale i to porównanie, choć oswaja ze śmiercią jako z

czymś naturalnym, nie do końca odpowiada rzeczywistości 

i jest raczej wyrazem naszych życzeń. Przecież tak wielu z nas

ludzi i tak wiele innych czujących istot, które kochamy, odchodzi

stąd przed końcem swego dnia...

 

 

środa, 27 lipca 2016

 

       Nezumi zabrał w podróż tylko podręczną torbę

i niewielką książkę. Podczas lotu miał zamiar 

częstować się wszystkimi możliwymi trunkami.

W Amsterdamie czekała go przesiadka, o ile

oczywiście tam doleci, w co szczerze wątpił.

Katastrofy lotnicze zdarzają się niezmiernie rzadko,

jednak mało kto wychodzi z nich żywy. 

      Ponieważ przy odprawie zauważono, że popadł

w silny stan lękowy, jakaś miła dziewczyna ubrana

w błękitny uniform zawiozła go wózkiem wprost do

samolotu. Bardzo się tego wstydził, ale dziewczyna

uprzejmie przesyłała mu bodźce wzrokowe, które

miały go upewnić, że jest dzielny i atrakcyjny jako

mężczyzna - może tylko trochę zmęczony, ale to

zrozumiałe, skoro na lotnisko nie przyjechał

taksówką, a w Londynie czekają go pewnie jakieś

ważne sprawy.    

      Książeczka, którą miał ze sobą była dla niego

tak interesująca, że postanowił nie odrywać się

od niej ani na chwilę do momentu lądowania, a w

ten sposób być może nawet nie zauważy, że samolot

traci wysokość. Nazywała się "Konjaku-monogatari

shu" i zawierała dawne opowieści o duchach i

demonach. Temat ten od pewnego czasu interesował

go osobiście, bowiem powziął niejakie podejrzenie,

że jego ukochana Noriko może okazać się demonem.

Co prawda w księdze tej więcej jest opowieści o lisach

niż o kotach, ale trzeba się w nią uważnie wczytać.

Każda z tych krótkich opowieści ma jakieś przesłanie.

Na przykład opowieść o pożarciu dziewczyny

przez demona kończy się słowami "Tak więc lepiej

nawet nie zbliżać się do miejsc, o których nic nie

wiadomo, nie mówiąc już o zatrzymywaniu się w nich."

     Nezumi też był tego zdania. To cenna zasada,

niestety, trudna czasami do zastosowania w praktyce.

W opowieści tej para kochanków nie nocowała w

napotkanym po drodze pustym domu, w którym 

nie było nawet podłogi i położyła się w spichlerzu,

z którego w środku nocy wywabił mężczyznę grzmot

i błysk, choć niebo było pogodne.  Pochwycił miecz

i wybiegł stamtąd, a kiedy za chwilę wrócił, ujrzał

na podłodze tylko głowę i ubranie kobiety.

     Ale, czy samolot to miejsce, o którym coś pewnego

wiadomo?  Piloci niekiedy piją, drobne usterki, a nawet

ptak przelatujący zbyt blisko, mogą być przyczyną

tragedii.  A terroryści?  A pilot samobójca, który przy

okazji zabija swoich pasażerów? O tym wszystkim nie

chce się nawet myśleć, więc lepiej napić się i poczytać

książkę. Nawet ptaki nie są bezpieczne. Tysiące ich

nie powracają z przelotu, a co dopiero taka nieelastyczna

machina do latania. 

     Nezumi musiał też brać pod uwagę także inną

przyczynę. Demony przecież nie śpią, wypełzają z 

otchłani nocy i kontynuują dzieło zniszczenia. Kocie

Głowy już raz groźnie sobie z niego zadrwiły!

    Oczywiście zupełnie zapomniał o czekoladkach

dla "tej Polki" - jak ją nazywała Noriko.  Miały być

z likierem, więc pewnie i tak pożarłby je po drodze.

 

   c. d. n

wtorek, 26 lipca 2016

 

     Gdy czujemy bliską obecność śmierci, życie objawia się nam

niejako w całości w swym nieskończenie chwilowym, cudownym

pięknie, ale i w zranieniach, uwikłaniach, bolesnych stratach

i poczuciu niespełnienia. I trudno wyobrazić sobie samotność

większą od tej, jakiej doświadcza ktoś, kto pozostaje samotny

w swej miłości do życia. 

    Oczywiście istnieją tysiące przyzwyczajeń i drobnych

rytuałów, którymi staramy się oddzielić od bolesnej świadomości

przemiany, prowadzącej nas ostatecznie ku śmierci.     

      Pod koniec swego życia Szostakowicz tworzył dzieła

szczególnie piękne, ale i pełne melancholii. Jego twórczość

bywała przedtem ponura, czym naraził się władcom imperium,

którzy oczekiwali od niego obowiązkowego entuzjazmu i

optymizmu, i co mogło skończyć się dla niego tragicznie. Ale

nie do wyobrażenia tragiczna była rzeczywistość, w której żył

- tragiczna i wzbudzająca ogromny, przenikający wszystkie 

obszary świadomości i podświadomości, lęk.   

     Ostatnie kwartety Szostakowicza mają nastrój elegijny

i przeniknięte są melancholią i grozą śmierci, których

źródłem jest już nie tylko wyjątkowe doświadczenie

historyczne, ale bardziej osobiste przeżycia i poczucie

przemijania i utraty wszystkiego. Paradoksalnie w muzyce

tej jest też wiele spokoju, a jej szlachetna, mroczna

powaga, jest kojąca. Widać, że dotknął w swej twórczości

czegoś rzeczywistego - samego życia i jego tajemnicy...

Na tym polega jej prawdziwa wielkość.    

    Kompozytor miał podobno w ostatnich latach swego

życia poczucie, że każdy jego utwór może być ostatnim.

Tak było też z jego Sonatą na violę i fortepian, która miała

być wykonana w jego 69 urodziny. 

    Kiedy informował przez telefon o jej ukończeniu członka

Beethoven String Quartet, który miał grać na violi, dodał,

że znajduje się właśnie przy wejściu do szpitala. Sonata

ta została wykonana w dniu jego urodzin, ale kompozytor

już wtedy nie żył i wszystkim było oczywiście bardzo

smutno.    

      Ludzie żyją przeważnie życiem praktycznym, dla swej

pracy, bliskich i rodzin, albo dla swych namiętności, albo

używają życia, troszcząc się o wygodę lub rozrywki. Nieliczni

żyją dla jakiejś idei, twórczości lub obsesji zbawienia.  Ale

kto przeżywa samo życie, kto w ogóle jego istnienie

zauważa?

     Nie nadaję się na uczestnika starożytnych misteriów i

choć nieskończone życie budzi moją tęsknotę i podziw, nie

szukam ocalających mą skończoną egzystencję wtajemniczeń.

Życie, jakim żyjemy jest tu i teraz, jak się czasami mówi - i

nie ma innego życia o podobnych właściwościach. 

      Dziwię się też wyobrażeniom, że nieskończenie krótka

chwila naszego życia, która jest jak kosmiczny błysk w mroku,

miałaby decydować o życiu wiecznym.

     A jeśli to przemijające życie jest tak bezwartościowe w

porównaniu z wieczną szczęśliwością, jak o tym przekonują

niektórzy, to dlaczego opłakujemy naszych zmarłych

bliskich i dlaczego smutkiem napawa nas świadomość naszego

własnego odchodzenia? Czy nie jest trzeźwa uwaga

wypowiedziana niegdyś przez Spinozę, że okrutne musiałoby

być bóstwo, które chciałoby widzieć ludzi pogrążonych

we łzach?  

     Jak trudno jest zrozumieć doświadczenie innego

człowieka?  Kiedyś ktoś - a była to osoba, której osobiście nie

znałem - napisał mi, że ma już 88 lat i marzy tylko o tym, żeby

umrzeć we śnie i nie robić kłopotu najbliższym. Całe jego

odczuwanie życia zredukowało się do tego wymuszonego

przez fizjologię lęku. Więc nie wiem chyba jeszcze wszystkiego...

Czasami w nocy wychodzę przed dom, w którym zamieszkuję

w swej mysiej dziurze i myślę o życiu, którego już nie ma.

Może dlatego, że kogoś bardzo kochałem.  A ten człowiek nie

czuje już nawet smutku!

    Kwartetów Szostakowicza słucham często, choć nie

należą do nurtu muzyki dawnej i barokowej, która jest

mi najbliższa. Ale ostatnio odgrzebałem właśnie tę sonatę.

W siedem lat po śmierci kompozytora, w roku 1982 grali ją

Bashmet i Richter. Nagrania dokonano w Rosji, ale

zremasterowała je i wydała na CD angielska wytwórnia

płytowa, doceniająca geniusz Richtera.  

 

 

 

 

 

 

_____________________________________________________________

38 odcinek "Fioletowych irysów" jest już napisany i pewnie pojawi się jutro. 

Z pewnością nie piszę tego skromnego utworu ze świadomością, że może

być ostatni.

poniedziałek, 25 lipca 2016

 

       Co za nieszczęście!

       "W Polsce silny bogacz ma władzę nad słabym i biednym. 

       Ani PiS ani KOD tego nie zmienią."

       To słowa, z którymi się zgadzam. Neoliberalne doktrynerstwo

       doprowadziło w Polsce do tragicznych skutków, a państwo uchyla

       się od wielu podstawowych obowiązków wobec swych obywateli.

       Celowo nie piszę tu, kto jest autorem tych słów, choć łatwo można

       to ustalić, ponieważ istotny jest dla mnie przede wszystkim

       ich sens.

       Czy jest ktoś, kto może to zmienić? Niestety, wmówiono ludziom,

       że jest to zgodne z prawami natury i życia społecznego. Zawsze

       tak było i zawsze będzie. 

 

       

      Kiedy Nezumi uwolnił się od Yoko i Lu poczuł wyraźną

ulgę. Mógł teraz przystąpić do realizacji swego planu.

Samolot do Londynu odlatywał za dwie godziny. Następny

dzień spędzi w dziale japońskim British Museum. W pracy

wziął krótki urlop i zostawił na biurku nowego szefa - nie

wiedział nawet, kto nim jest - prośbę o zwolnienie. Umówił 

się już na Heathrow ze swoją przewodniczką, która miała

mu też wynajmować pokój. Była Polką i na imię miała Basia.

Do Noriko wysłał sms-a. "Muszę na pewien czas zniknąć.

Być może jestem obserwowany. Zamieszkam u Basi. Gdybym

nie wrócił w ciągu trzech miesięcy, możesz spokojnie założyć,

że zostałem zlikwidowany. Kocham Cię. Twój niepozorny N."

      Po przeczytaniu słów "możesz spokojnie założyć" Noriko

wpadła w szał. Postanowiła, że mu nie odpowie. Obawiała się,

że wieczorne spacery we mgle nad Tamizą mogą mu nie

posłużyć. Kto w sms-ie pisze, że jest obserwowany i podaje swój

adres? Może to prośba o opiekę? A poza tym  - kim jest ta Basia?

Sporo o niej mówił przy ich pierwszym spotkaniu. Na pewno ma

jasne włosy splecione w warkocz i pije rosyjską wódkę.

      Stopniowo jednak złość ustępowała miejsca innym myślom. 

Jeśli Nezumi, który tak panicznie bał się latać, zdecydował się

na tak długa podróż, to musiał mieć ważny powód. Ale dlaczego

nie pomyślał o niej? Może chciał uciec od siebie?...Może jest

nieuleczalnie chory i postanowił umrzeć z dala od domu?

Samobójstwo w obcym kraju może mieć sporo uroku. Przy odrobinie

szczęścia nigdy cię nie znajdą. A może chce w ten sposób zmylić

Kocie Głowy? Co za naiwność!  Kocie Głowy wiedzą absolutnie wszystko.

Ich satelita krąży nieustannie po orbicie i robi zdjęcia z dokładnością

do 1 milimetra. Na lotnisku też mają swoich ludzi. To nielogiczne!

A kto jak kto, ale ten marzyciel Nezumi myśli w sposób wyjątkowo

racjonalny. Najłatwiej byłoby mu się ukryć tu gdzie jest, więc powód 

musi być inny.

      - Czytam w twoich myślach. - rzekł Lu, który wyrósł przed nią jak

spod ziemi - Ale wybacz, dla mnie Nezumi to niepoprawny marzyciel. 

Powinien być poetą. Prędzej czy później wyłowią go z Tamizy na

wysokości Tate Galery, albo z jakiegoś kanału. I pewnie już zakochał się

w tej Basi.  A co do tego milimetra, to przesada!  Dokładność jest

znacznie większa. Trzeba ją liczyć w mikronach.  -     

     - Podsłuchiwać cudze myśli, a fe! -  wybuchła Noriko.

     - Z eticzno-moralnego punktu widzenia nie widzę przeszkód -

naigrywał się z niej profesor. Zawsze bawiło go określenie etyczno-

moralny, ponieważ świadczyło o tym, że mówiący nie ma pojęcia o czym

mówi.  - Emotywiści chcieli niegdyś zastąpić ocenę moralną bezpośrednim

wyrazem uczuć. Zamiast mówić "kłamstwo jest złe" wystarczyło ich

zdaniem skrzywić się i powiedzieć "kłamstwo - fe!" Ale to przebrzmiała

historia. W metaetyce popularny jest znów kognitywizm.

     - Ty mi tu nie filozuj! - zażartowała dziewczyna. - Nadal uważam, że nie

masz prawa czytać w moich myślach, ty przeklęty sofisto!

     - To nie moja wina. Ja w nich po prostu czytam. Znam każdy zakamarek

twojej duszy. Podobnie było z Sumiko.  Wiedziałem, kiedy będzie zupełnie

bezbronna...

     - To ty zabiłeś Sumiko? - spytała z lękiem. 

     - A oczywiście! - roześmiał się Lu. 

     Noriko wiedziała, że kłamie.  Na dworze było pięknie. Księżyc był w pełni.

Neony i światła uliczne stwarzały jakąś magię. Poczuła, że już nigdy nie

zobaczy swego ukochanego i przypomniały jej się, a może to Lu je jej

zasugerował, słowa pewnego stoika. "Jeżeli muszę umrzeć już teraz, już teraz

umieram." Ale nie mogła sobie przypomnieć, czyje to słowa. 

     - To z Epikteta! - zauważył Lu.

     - Jeszcze tu jesteś? - złościła się Noriko - Chciałabym umrzeć!

     - Chętnie ci w tym pomogę - zaoferował się profesor.

    

     c. d. n

 

___________________

     Przy poprzednim odcinku Fioletowych irysów bardzo

interesujący komentarz pozostawił Deepbreath :-)

 

niedziela, 24 lipca 2016

                   Fszedłem raz do sadzafki

                   I samoczyłem nogafki.

                   Ftem widzę krokodyla,

                   Jak daje przede mną dyla!

                  

                   Dlaczego kroko - ty -dylu

                   Nie wolisz pozostać w Nilu?

                   Ten tylko ogonem plusnął

                   Zwalił się nagle i usnął.

                  

 

                   A również, a było to zimą,

                   Wieloryp do mnie podpłynął.

                   Ocean z siebie wytrysnął

                   i zasnął z poważną miną. 

 

                   A potem zanurzył się w wodzie

                   - Inaczej zmarłby dobrodziej!

                   Dlatego i ty - nie wiem czemu -

                   Nie mógłbyś żyć bez akwenu...

 

                   Do życia potrzebna jest woda,

                   Lecz niekoniecznie wódka.

                   Dobra jest też panna młoda,

                   Choć niekoniecznie rozwódka.

 

                   Ale nie będę się nad tym

                   Już dłużej rozwodził!

                   Księżyc wyszedł przed okno

                   i niebo rozpogodził.

                  

                   Gdzieś w oceanu środku

                   Woda schodzi się z niebem.

                   A może to wody płodowe

                   Kosmosu? - naprawdę, nie wiem! 

                   

                   Więc może kiedyś na jawie

                   Przed wami się pojawię.

                   I niebo całe przesłonię

                   I w niebo pobiegną słonie! 

       

      Nezumi uwolnił się w końcu od obecności Yoko

i przez cały wieczór przesiedział w sieciowej kawiarni.

Powód był prosty. Noc zamierzał spędzić na ławeczce,

przed którą znalazł Ogawę. Morderca musi przecież

powrócić na miejsce zbrodni. Tylko, jak tego momentu

nie przespać?  Poza tym, w pewnym wieku sztywnieją

też plecy. 

    Wstawał więc co pewien czas i przechadzał się wokół

swego terytorium. A kiedy jakiś pijak wtargnął na jego

ławeczkę, odgonił go stamtąd.

     Było już koło piątej. Myślał o Noriko.  Gdyby miał talent

Owidiusza, to wiedziałby, jak dalej potoczy się ich historia,

a nawet mógłby sobie o tym fantazjować, odwołując się do

jakiegoś dawnego mitu. Gdzieś około szóstej uświadomił

sobie, jak wielkim błędem było to strzeżenie terytorium.

Przecież ten zakapturzony pijak mógł wcale nie być pijakiem,

lecz mordercą!  Coś takiego zdarzyło mu się po raz pierwszy.  

       Przy stacji metra zaczepiła go Yoko.

       - Obserwowaliśmy cały teren, ale nikt się nie pojawił -

zakomunikowała.

       - Z wyjątkiem tego pijaka. -

       - Jakiego pijaka?

       - O której skończyliście? - spytał.

       - Przed czwartą. -

       - A kamera?

       - Wytłuczona...

       Nezumi zgodził się pójść z Yoko na kawę, ale wyłącznie

służbowo.

       - Jak myślisz, czy Noriko mnie jeszcze kocha? - zapytał

nagle. 

       - Podrywasz mnie? - ożywiła się Yoko - Chcesz mi się

zwierzyć, prawda? Chcesz się upewnić, czy działasz jeszcze

na kobiety? Prawda jest bezlitosna!...Działasz i to jak!

       - Dziewczyny często mnie zaczepiają. Facet w moim wieku,

nawet trochę rozmamłany, powinien mieć wypchany portfel. 

No i na pewno jest w potrzebie!  Ale przyznasz, że to trochę

smutne?...A Noriko naprawdę mnie kocha...

       - Przecież przed chwilą mnie o to pytałeś? Więc chyba nie

byłeś tego taki pewien. Podziwiam cię! 

       - Nie sądzę, aby było za co. - odpowiedział skromnie. - Ale

Noriko?  Czy ona też mnie podziwia? 

       - Uważaj na nią!  Może być demonem, albo automatem.    

Ogawa uczulał mnie na to. Automaty mają zaprogramowane

sześć podstawowych emocji: radość, smutek, lęk, gniew, 

zdziwienie i...Nie pamiętam już.

       - Może pożądanie? 

       - Możliwe...Ja myślę, że ona jest jednak widmem. Ale w

jakim celu się pojawia? I dlaczego zabiła Toru, Sumiko i

Ogawę?

        - Nikogo nie zabiła. Potrąciła profesora Lu ze skutkiem 

śmiertelnym. To wszystko! Toru wpadł pod samochód. Sumiko

zabiła jakuza. A Ogawa miał słabe serce. - zauważył rzeczowo.

        Przy metrze czekał na nich Lu.

        - Musiałem zabić Noriko - powiedział z promiennym uśmiechem

- Kochałem ją nad życie...Nad   j e j   życie. 

        Yoko osłoniła Nezumiego własną piersią.

        - Przejście dla inspektora! - zawołała.  

        Lu schował nóż do kieszeni spodni. Dziwne dosyć miejsce dla

takiego ostrego przedmiotu, ale profesor przecież nie miał już ciała.

        - Cień dopry! - rzekł na pożegnanie.

       c. d.  n

sobota, 23 lipca 2016

    

     Są takie chwile w życiu, w których dzieje się

więcej niż przez całe lata. To chwile, w których

coś bezpowrotnie się kończy.     

     Nezumi, który właśnie się odnalazł, pochylił

się nad ciałem kolegi, zlecił konieczne czynności

i ukradkiem uronił łzę. Torebka z rozsypanym

brązowym ryżem leżała obok ciała. Było to

wzruszające i ukazywało zupełnie inne oblicze

znanej wcześniej osoby. Kto by przypuszczał?

    Kiedy przyjechali, jakaś wiewiórka grzebała

w tej torbie, co już kompletnie Nezumiego

rozczuliło i nie mógł zrozumieć, jak Yoko może

być tak niewrażliwa. W głowie miała chyba tylko

zdjęcie swego kota, które opublikowała w nocy

na Facebooku, podobnie jak zrobiło to sto tysięcy

innych dziewczyn, zanim zaszło w ciążę. "To

bardzo miłe! Ale w końcu nie był to dla niej

człowiek zupełnie obcy."  - złościł się.  

    Wprawdzie Ogawa darł z nim koty, jednak 

tyle lat pracowali razem, czy raczej współpracowali,

że widok ten nie mógł inspektora pozostawić

obojętnym.  Zresztą po śmierci żony szef zmienił się

- stał się nawet trochę małomówny i nie przynosił

ze sobą do pracy kanapek.  Miał nastoletniego syna,

ale ten wyskoczył któregoś dnia z dziesiątego piętra.

Ogawa tylko raz mu o tym mówił - miał wyrzuty

sumienia, że syn wpadł w złe towarzystwo,

narkotyzował się i związał z dziewczyną, która go

ostatecznie zgubiła. Może, gdyby miał dla niego

więcej czasu i był bardziej czuły, to by do tego nie

doszło?  Nezumi pocieszał go, że to "głupi wiek", 

przełom biologiczny i wtedy prawie każdy chce się

zabić.

     - Tylko tobie nigdy to nie przechodzi - zażartował

Ogawa wypijając kieliszek sake  - Dla Ciebie każdy

wiek jest dobry!  Przecież nie masz jeszcze menopauzy,

czy jak to się tam nazywa?  

     Ogawa zazdrościł trochę Nezumiemu intuicji i

bywał bezceremonialny, ale jakoś jednak przez te

lata wspólnie się starzeli.  "Po powrocie do domu 

muszę koniecznie posłuchać Schnittkego. Gdyby

wiedział, to szlag by go trafił!...A może lepiej

poczekać z tym do pogrzebu?" - ekscytował się

przez chwilę inspektor. 

     Przez cały wieczór myślał o Noriko. Ale kiedy

Yoko powiedziała mu, że Noriko była ostatnią

osobą, która widziała jego szefa przy życiu, 

zirytował się.

    - Przecież w metrze nie jechał sam!  Widziały

go setki ludzi. A na skwerku też pewnie ktoś był.

Mówisz jak dziecko, Yoko!  Noriko absolutnie nie

ma z tym nic wspólnego!   To wrażliwa dziewczyna

- inaczej by nie pokochała kogoś takiego jak ja. - 

    - Ja tylko informuję pana o naszych ustaleniach! -

obruszyła się dziewczyna - Poza tym, obiecał mi pan

kawę!...Wygląda to na atak serca. - dodała, chcąc go

trochę uspokoić.

    Nezumi milczał jak świeżo rozkopany grób.

 

 

piątek, 22 lipca 2016

 

 

 

 

                            

                            Tygrys wciąż tańczy tango

                             I tak jest przy niej blisko,

                             Że kiedy ją rozszarpie,

                             To będzie widowisko!

 

                             A ona w sobie tuli

                             dwa słońca i księżyce

                             i pragnie by ją kochał 

                             i zrzucił rękawice.

 

                             Cygaro trzyma w ustach

                             A kieliszeczek w dłoni

                             Czeka na jedno słowo,

                             Lecz nic nie mówi do niej.

              

                             Bo do tanga trzeba trojga,

                             Potrzebna jest ta trzecia.

                             Bo jak tu do trzeciej dotrwać

                             Gdy świat ten się rozleciał?

 

                              Kiedy wychodzisz z klatki

                              I nie ma już tresera

                              To chcesz być piękny i gładki

                              I każdą byś sponiewierał.

 

                             Minęła noc upojna

                             I tygrys się rozerwał.

                             A na parkiecie leżą

                             Dwa poranione ścierwa....

 

     Kiedy Noriko zjawiła się w gabinecie Ogawy

był tym bardzo zaskoczony.  Wyszedł na chwilę

i zadzwonił sprawdzić, czy jej ciało leży nadal

w prosektorium. Leżało...

    - Byliśmy przekonani, że pani nie żyje, a tu

proszę, proszę! zjawia się pani we własnej, że

tak powiem, osobie. Co panią do mnie sprowadza?

   - Jestem prawie pewna, że profesor Lu twierdzi,

że mnie zamordował.  Chcę kategorycznie tutaj

oświadczyć, że mam dość jego ponurych żartów. - 

  - Pani siostra, Etusko, rozpoznała pani zwłoki. 

Zechce pani rzucić tutaj okiem. - mówiąc to Ogawa

pokazał jej stosowny dokument.

  - Etsuko?...Ach wiem już, o co chodzi! ...Nie wiem,

czy jest pan tego świadom, ale moja siostra

Etsuko nie żyje od dobrych kilku lat.

  - Czyżby?...Nie zmienia to faktu, że ją pani wciąż

odwiedza, rozmawia z nią, a czasami nawet razem 

nocujecie i dokonujecie tajemniczych pochówków 

w przydomowym ogródku. Nie dziwi to pani? - 

  - Zapomniałam, że rozmawiam z prawdziwym

fachowcem. Ale chcę w sposób jak najbardziej

dobitny zaprzeczyć, że Etsuko i ja mamy jakikolwiek

związek z Kocimi Głowami, które kopały w naszym

ogródku. Byłyśmy wtedy na spacerze. -

   - Od drugiej w nocy, do czwartej rano? -

   - Znacznie dłużej!

   Ogawa starał się ukryć swój lęk przed Noriko.

   - A tak naprawdę, co panią tu sprowadza? - 

   - Nezumi gdzieś znikł! Czy przeszukaliście już

wszystkie parki, akweny wodne, w szczególności

w okolicach mostów i sprawdziliście ofiary

wszystkich wypadków drogowych?

    - Owszem! Zrobiliśmy to. Ale mam dla pani

dobrą wiadomość. Nie znaleźliśmy go. 

    - Tylko to chciałam wiedzieć! - poderwała się

radośnie z krzesła dziewczyna.    

    "Ja chciałbym wiedzieć o wiele więcej" -

mówił do siebie Ogawa.

     Po raz pierwszy poczuł się w swej pracy

całkowicie samotny. Przejechał parę stacji 

metrem i wysiadł przy pewnym skwerku.

Usiadł na ławeczce jak emeryt i zaczął karmić

ptaki. Patrzył, jak walczą o każde ziarenko

ryżu, które im sypał. Tylko dostojny gawron

trzymał się trochę na uboczu i kątem oka

śledził sytuację.

     Nagle zrobiło mu się ciemno przed oczami

i zapadł w jakąś drzemkę. Ale już się z niej nie

obudził.  Nezumi stracił szefa.

 

   c. d. n     

czwartek, 21 lipca 2016

              

               tak cicho ten deszcz pada

               nie chłoszcze

               nie rani nie zabija

               otula wszystko z czułością

               i nawet w mroku nocy

               widzę świecące oczy

               mojego kota

               patrzące na mnie z pustki

               a to znak że żyjemy

               ja i mój kot 

               żyjemy życiem

               niezmumifikowanym

               ludzkim kocim pełnym

               choć pusta

               jest dziś miseczka

               i po upalnym dniu

               łez w niej zostało tyle

               co kot napłakał

              

              (15 lipca 2016)

 

_________________________________

     Po skondensowanym i pięknym wierszu Paula Celana

utwór ten, który właściwie trudno uznać za wypowiedź

w pełni poetycką, niesie ze sobą jakiś rodzaj cichej

pogody ducha. Dlatego go odgrzebałem spośród

nie publikowanych, a Blox wyświetlił komunikat: 

"Brawo! Twój pierwszy wpis został opublikowany!" ;-)  

środa, 20 lipca 2016

          

    Wybrałem na dzisiejszy dzień wiersz Celana.

Jak już kiedyś mówiłem, nie potrafiłbym codziennie

dostarczać tu wiersza. Dlatego niech przemówi teraz

Poeta. Ryszard Krynicki próbował ten utwór jakoś

przetłumaczyć, bo jak wiadomo jest to bardzo

trudne. A oto on:

 

            OKO CZASU

         

       Oto jest oko czasu:

       błyszczy zawistnie

       pod siedmiobarwną brwią.

       Jego powiekę przemywa ogień,

       paruje jego łza.

 

       Wlatuje w nie ślepa gwiazda

       i roztapia się o gorącą rzęsę:

       ciepło się robi na świecie

       a umarli

       wypuszczają pąki i kwitną.

 

      

 

      

      

     

    Nezumi zabezpieczył dowody rzeczowe

i uprzedził Lu, że odtąd nic z tego, co powie,

n i e    m o ż e  zostać użyte przeciwko niemu

- procedura normalna w stosunku do osób

uznanych oficjalnie za zmarłe. Lu nie był

z tego zadowolony:

    - W pewnym sensie przecież żyję - protestował. 

    - Proszę zatem czekać, powiadomię pana -  

rzekł inspektor.

     Lu oznajmił, że chętnie zaczeka. Czas nie

ma dla niego większego znaczenia. Przed nim

przecież cała wieczność!

    Ciało Noriko leżało w prosektorium. Etsuko

zaś dokonała jego identyfikacji. Ustalono też

przyczynę śmierci - było nią uduszenie. Jednak

Ogawa kręcił nosem.  Zgodnie z jego ustaleniami

Noriko nie żyła już od kilku lat.  Postanowił więc,

że również Nezumi, który niedawno ją widział,

powinien ją zidentyfikować.  Ale Nezumi nagle

zniknął. Nie było go w domu, nie pojawił się w

pracy. Przestał wpisywać się na blogu i na

Facebooku.  A jego nieliczni znajomi informowali

o jego samobójczych planach.

    - Jeżeli tyle o tym mówi, to na pewno się nie

zabije. - zauważyła Natsumi.  

    Ogawa nie był tego wcale pewien. Być może

Nezumi mówił o tym, bo chciał, żeby mu ktoś

pomógł, jednak okazało się, że nie ma przyjaciół. 

Dysponował nagraniem, na którym inspektor

próbował rzucić się pod pociąg metra, ale ktoś

mu w tym przeszkodził. W takich sytuacjach, po

utracie osoby najbliższej, która była jego całym         

życie i światem, człowiek bywa całkowicie samotny.

Nawet jego matka pochłonięta była ślubem jego

starszego brata, który miał się odbyć za kilka

tygodni.

     Ale, czy Nezumi mógł być pewien, że Noriko

już do niego nie wróci?  Ogawa nie miał

najlepszej opinii o swym podwładnym. Nie pije,

nie lubi widoku krwi, współczuje mordercom.

Z drugiej strony jego nadzwyczajna intuicja

sprawiała, że potrafił rozwiązywać zagadki, z

którymi nie poradziłoby sobie archiwum X.

Doktor Hokusai, psychiatra, tłumaczył mu, że

Nezumi osiąga tak wielkie sukcesy właśnie

dlatego, że identyfikuje się nie tylko z ofiarą,

ale także z zabójcą. I podczas gdy w powieścidłach

Agaty Christie, które osobiście bardzo ceni, 

nagrodą dla geniuszu Poirota miała być radość

z tego, że morderca nie uniknie stryczka, Nezumi

zdawał się być bardzo zasmucony także

jego przyszłym losem. Może dlatego, że nigdy

nie powierzano mu śledztwa w sprawach takich,

jak terroryzm, zakatowanie małego dziecka przez

konkubenta lub zabicie słodkiej staruszki przez

ukochanego wnuka, który po telewizyjnej transmisji

z przegranej swego ulubionego klubu, zadał jej 81

ciosów nożem. Babcia przeżyła i powiedziała, że dawno

mu już to wybaczyła i że martwi się wyłącznie tym, że

taki jest.  Nie umie mu pomóc.  

      Ale jeszcze inna myśl przyszła Ogawie do głowy - 

być może Nezumi po porwaniu przez Kocie Głowy

przeżył prawdziwe piekło.  

 

     c. d. n 

    

wtorek, 19 lipca 2016

 

    Przez chwilę rozmawiali o czymś nieistotnym. 

    - A wiesz - powiedziała nagle Etsuko - że to

Lu mógł ją zamordować.

    - W takim razie zrobiłby to już po swoim wyjściu -

rzekł Nezumi.

    - A czy to takie trudne dla demona? - spytała Etsuko

- Boję się o moją siostrę. On się wyraźnie nią interesuje.

    - Ale mnie chyba nie uważasz za demona? -

odpowiedział pytaniem inspektor.

   - Ciebie -nie...Ale jakoś ostatnio nie macie szczęścia

do spotkań. Uważam, że powinieneś aresztować Lu!

    - Za to, że przegrał partię szachów? Jak mogę

aresztować kogoś, kto nie żyje? No i zapominasz chyba

o jednym - to w końcu Noriko ma go na sumieniu!

Oczywiście, może chcieć ją zabić z miłości, żeby zniwelować

niepokojącą dla niego różnicę, jaka między nimi istnieje...

Biorę to pod uwagę, ale trudno na takiej podstawie

podejmować jakiekolwiek działania. Poza tym mój szef

Ogawa jest święcie przekonany, że to Noriko jest widmem.

Widzisz, jakie to wszystko jest skomplikowane.  

     - To mamy siedzieć i czekać z założonymi rękami? -

     - Tego nie powiedziałem. Ogawa codziennie inwigiluje

profesora, ale ten czasami znika z wizji, aby ukazać się

w zupełnie nieoczekiwanym miejscu.    

     Jakby na potwierdzenie tych słów zjawił się Lu.  Zrobił

bardzo poważną minę.

     - Muszę złożyć oświadczenie - powiedział łamiącym się

głosem - Noriko nie żyje...Zabiłem ją przed chwilą!

    Etsuko zbladła i nie wiadomo było, czy za chwilę nie

zemdleje. Ale Nezumi zaważył, że Lu najprawdopodobniej

żartuje, jak to ma w zwyczaju. Ten zaś wyjął z kieszeni

pustą saszetkę po cukrze trzcinowym i spytał, czy ona

czegoś mu nie przypomina. Może inspektor pamięta

jeszcze swój eksperyment?  

     - Skąd to masz? - spytał Nezumi.

     - Ofiara miała to ze sobą. Po jej uduszeniu przeszukałem

jej torebkę. Pewnie zostawiła to sobie na pamiątkę...A oto

twoja zguba! - mówiąc to, podał Nezumiemu jego smartfona. 

     - Porozmawiajmy lepiej o pogodzie - zaproponowała

Etsuko.

     Ale inspektor nie był już taki pewien, że Lu nie

mówi prawdy.  Postanowił jednak tego po sobie nie pokazać. 

     - Pan profesor chyba zapomina, że jego urocze poczucie

humoru stało się już tajemnicą poliszynela. 

     Lu wyjął z kieszeni pogniecioną białą rękawiczkę.

     - Miałem ją ze sobą. Znacznie ułatwia duszenie. -

     Na rękawiczce były ślady świeżej krwi.

     - Muszę pana uprzedzić, że za składanie fałszywych

zeznań  n i c  panu nie grozi. Na pewno wie pan o tym!

     - A tu mam drugą! - dodał Lu.

 

     c. d. n      

poniedziałek, 18 lipca 2016

                        "Every Night and every Morn

                          Some to Misery are Born.

                          Every Morn and Every Night

                          Some are Born to sweet delight.

                          Some are born to sweet delight,

                          Some are born to Endless Night."

                                    

                                       (William Blake)

 

     Wyjątkowo smutny, a nawet ponury dzień, rozjaśniła

tylko muzyka i krótki sms od Przyjaciela.  Słuchałem

dzisiaj "Songs and Proverbs of William Blake" i z pewnym

zdziwieniem odkryłem, że jedna z piosenek Jima Morrisona

"End of the Night" nawiązuje do cudownej pieśni "Every

Night and Every Morn." To właśnie ta smutna piosenka

Jima sprawiła, że pokochałem kiedyś muzykę "The Doors."

Nie dziwię się, że Jim znał poezję Blake'a - byłoby dziwne,

gdyby jej nie znał - ale zaskoczyło mnie to, że znał utwór

Brittena...A nie tylko "Asturias" Albeniza i "Adagio"

Albinoniego, które również wykorzystał jako materiał

muzyczny ;-) 

      Lubię niektóre pieśni Brittena i nie mogąc odnaleźć ich

w moim ulubionym wykonaniu Bostridge' a, posłuchałem

nagrania Geralda Finley'a (baryton) i Juliusa Drake'a 

(fortepian) - Hyperion, 2008. Miałem szczęście, bo cykl

pieśni do słów Poety jest wyjątkowo piękny. Britten ukończył

swój cykl w kwietniu 1965 r i dedykował go Dieterowi (słuchacze

pieśni wiedzą na pewno, o kogo chodzi). Muzyka współbrzmi 

z wizjonerską poezją i pełna jest skupionej melancholii.

      Britten, w przeciwieństwie do Lutosławskiego, ogromnie

dużo komponował i zawsze myślę, że gdyby dał sobie trochę

odpocząć i tyle nie palił, to znalibyśmy także jego późną

twórczość...której, niestety, nie ma. (:  

     Muzyka rozjaśnia naszą egzystencję. A jeśli ktoś lubi

jej nieco przymglony, melancholijny urok, to warto posłuchać

np. "Adagio sostenuto" z "Sonaty księżycowej" Beethovena

w transkrypcji na violę i fortepian, której dokonał wybitny

angielski kompozytor York Bowen.

     Miłego wieczoru z muzyką (albo bez). 

    

     Załączam tutaj trzecią cześć sonaty Bowena w wykonaniu

moich trzech uroczych rodaczek ;-) Trochę nie pasuje nastrojem

do całości wpisu i jego muzycznej zawartości, ale to ładny utwór.

    

      Muszę teraz na chwilę przerwać mą opowieść

- deszcz zalewa mój smartfon. Noriko i Nezumi

nie odnaleźli się. Może im to zająć więcej czasu 

niż odnalezienie góry Fuji i mogą się wydarzyć

rzeczy całkiem nieoczekiwane. Ale jakie to

szczęście odnaleźć się, gdy wszystko wydaje się

stracone!

   

     Od czasów Diderota istnieje słuszne przekonanie,

że autor może nie mieć pojęcia o tym, co zrobi

jego bohater i co się za chwilę wydarzy. Jest takie

określenie - poruszać się jak ślepy we mgle. Ale

sama ta metafora nie wydaje mi się trafna. Widuję

często niewidomego młodego człowieka, który,

choć idę na ogół dość szybko, wyprzedza mnie na

drodze do mojego domu i to nawet podczas

największej mgły, a ponieważ nie widzi, mgła mu

w niczym nie przeszkadza, choć może czuje ją

przez pory skóry. Jest wesoły i idąc często

sobie pogwizduje. Podziwiam go! Chciałbym umieć

tak jak on raźno kroczyć przez życie. Ale nie wszyscy

to potrafią. Raz tylko zapytał mnie - "Czy tu jest

chodnik?"...Był już jedną nogą na jezdni. Człowiek

nigdy nie wie, co się jeszcze może zdarzyć.  

     Przypomniała mi się taka przypowieść. Pewien

człowiek zamiatał liście w parku, a kiedy już nie

było co zamiatać, pozamiatał mgłę. Książę, u którego

służył, bardzo się na niego rozgniewał i dobył miecza,

aby uciąć mu głowę. Wieczór bez mgły wydawał mu

się jakiś nagi, odarty z piękna i tajemnicy.

   - Panie, daruj mi życie! - poprosił zamiatacz - 

a będziesz najszczęśliwszym z ludzi!

   Książę, choć niechętnie, zgodził się na to, ale po

trzech tygodniach kazał przyprowadzić nieszczęśnika

na szafot.  A kiedy zjawił się tam Awalokiteśwara

(którego my Japończycy, nazywamy Kanon i uważamy

za istotę rodzaju żeńskiego) i spytał go, dlaczego

jest tak okrutny, książę dysząc ze złości powiedział:

   - Obiecał mi, że będę najszczęśliwszym z ludzi.

Minęły już trzy tygodnie, a nic się nie dzieje!

   - Głupcze! - rzekł ze smutkiem Bodhisattwa - 

Wybaczając mu byłeś najszczęśliwszym z ludzi i nawet

tego nie zauważyłeś! 

    Książę stropił się wielce i postanowił nigdy już nie

krzywdzić żadnej czującej istoty.  

 

    c. d. n 

    

niedziela, 17 lipca 2016

    

     Noriko w końcu wyrwała się z objęć Lu

i pojechała nad morze. Ale cały jej teren był

teraz zamknięty do czasu usunięcia skutków

kataklizmu. Nezumi był już w tym czasie w

domu i porządkował swą szufladę z listami.

Nigdy tego dotąd nie robił. Ostatnio jednak

bardziej niż racjonalnymi powodami kierował się

przeczuciami. Czuł, że nie czeka go już zbyt

długie życie.

     W dawnych czasach ludzie pisali listy do 

swych bliskich, a czasami umieszczali też w

kopertach piękne rzeczy, stosownie do pory 

roku lub stanu swych uczuć, na przykład

zdjęcia lub kwiaty. Teraz zwyczaj ten prawie

zanikł. Ludzie komunikują się byle jak, zupełnie

tak, jak żyją, bo życie to jeszcze jeden fast food 

do połknięcia. Nie szukają pokarmu duchowego

ani wody życia. Jeśli chodzi o napój (nie licząc

oczywiście trunków) to są tylko trzy możliwości

- cola, fanta, sprite. Może być też muzyka-cola,

muzyka-fanta, albo muzyka- sprite.

    Nezumi szukał pięknej muzyki dla zdrowia

swej duszy. Włączył sobie "Toward the Sea"

Takemitsu i od razu poczuł, że jego chwilowa

i beznadziejna egzystencja ma jednak jakiś

sens. I tak, odkąd poznał Noriko, był jedną

nogą w zaświatach, więc chwile rozmarzenia były

dla niego w istocie powrotem do rzeczywistości. 

Był przekonany, że Noriko żyje, ale mimo to

pojechał jej szukać do Etsuko.

    - Ach, to ty! - powiedziała Etsuko - Jak się

pewnie domyślasz, ona cię teraz szuka nad

morzem. Nawet do głowy jej nie przyszło,

żeby zadzwonić do szpitali, albo na policję.

Najważniejszy jest jej rytuał. A ty, z kolei 

szukasz jej tu, choć wiesz, że mieszka gdzie

indziej. Chyba wam całkiem odbiło!  -

    - A co się stało z twoim uchem? 

    - Nic!  Przyszyli...

    - Słyszałaś o śmierci Sumiko?

    - Sumiko, Sumiko...Kto to jest?

    - Została zamordowana. 

    - Nie podejrzewasz mnie chyba?

    - Ja nigdy nikogo o nic nie podejrzewam.

Liczą się tylko dowody, oczywiście, jeśli

mają jakiekolwiek znaczenie. Nie sądzę,

abyś ją znała, ale bardzo mi jej szkoda. -

    - To powinieneś zostać bodhisattwą, a

nie inspektorem!  Sumiko - muszę o niej

gdzieś poczytać...

    - Nic ciekawego. Była studentką, pracowała

dla jakuzy nie wiedząc o tym, jej chłopakiem

był mistrz Sumo, a kiedy się rozstali, wieczory

spędzał u niej Lu.

    - A nie ty? - spytała Etsuko.

    "A więc Noriko już z nią o tym rozmawiała. Jak

może być tak nielojalna!" - złościł się.

    - Ja - nie. - odpowiedział ze spokojem. 

    c. d. n

 

     Słusznie ktoś napisał pod artykułem "Gazety"

o samosądach, jakich dopuścił się tłum broniący

tureckiego tyrana (zdjęcia i relacje są wstrząsające):

    "Dzicz. Gdyby żołnierze byli bezwzględni, to

strzelaliby do cywilów i nie byłoby dla cywilów szans.

Oni się poddali, a dzicz ich zabiła. Żołnierze nie chcieli

użyć broni a hołota ich zabiła."

    Wypowiedź ta wyraża głębokie oburzenie, ale

także współczucie dla ofiar i w tym drugim jest mi

bliska. Ja, jeśli miałbym używać silnie piętnującego

określenia, użyłbym tu raczej słowa swołocz, bo

ludzie tacy podczas wojny pisali donosy na gestapo

i urządzali pogromy (np. na Wołyniu). W dramatycznych

sytuacjach historycznych ludzie tego pokroju

wypływają na powierzchnię jak męty. 

     Nawet, jeśli niektórzy z uczestników zamachu

strzelali w stronę tłumu, nie usprawiedliwia to

samosądów. Trzeba też wziąć pod uwagę, że ci

żołnierze to nie zawodowa armia, a zwykli poborowi,

którzy niekoniecznie do końca wiedzieli w czym

uczestniczą. Nie atakowano tych, którzy strzelali,

ale np. tych, których wyciągano z czołgów. 

    Dla Erdogana zamach był prezentem. Będzie

mógł teraz do woli gwałcić demokrację, a swoich

przeciwników fizycznie eliminować. Jest dość

prawdopodobne, że wiedział o spisku, skoro

po kilku godzinach miał już listę prawie trzech

tysięcy pracowników wymiaru sprawiedliwości

wyznaczonych do aresztowania. A sędziowie

przecież na ulicach nie walczyli!  

     Jak zwykle ogrom hipokryzji towarzyszy

tym tragicznym wydarzeniom.  Kiedy zamach

się nie powiódł, nikomu nie wypada pochwalać

próby obalenia legalnej władzy. Jestem ciekaw,

w jaki sposób Zachód będzie próbował wpłynąć

na powstrzymanie krwawej zemsty i zakusów

autorytarnych tego niebezpiecznego człowieka.

     Turcja pod jego rządami do tej pory nie

zgodziła się na nazwanie rzezi Ormian

ludobójstwem, nie szanuje praw człowieka,

a być może nawet po cichu sprzyja islamskim

fanatykom, za czym przemawiają pewne fakty. 

Nie jestem entuzjastą przewrotów wojskowych

nawet tam, gdzie istnieje podobno taka tradycja,

że wojsko broni demokracji. Zawsze giną wtedy

niewinni ludzie i złamana zostaje podstawowa

zasada, że rządzić mają ci, którzy zostali wybrani

w demokratycznych wyborach...jak np. niegdyś

Adolf Hitler. Nie da się zaprzeczyć, że ludzie,

mam na myśli większość społeczeństwa

niemieckiego, kochała swego wodza lub

przynajmniej go akceptowała. Ale tam, gdzie

wchodzą w grę względy polityczne, np. niekoniecznie

odpowiadające rzeczywistości wyobrażenie

o równowadze sił w jakimś regionie, wrażliwość

moralna traci na znaczeniu.     

      Przy okazji rozbawiła mnie zmiana na jednej

z polskich stron, gdzie słowo "powstańcy" zostało

w miarę rozwoju wypadków zastąpione słowem

"puczyści" ;-)

sobota, 16 lipca 2016

 

    Poprzedniej nocy nagle usłyszałem deszcz.

Padał tak cicho, że poczułem jakąś niekończoną

ulgę.  Deszcz, który nie chłoszcze, nie rani...nie

zabija czegoś we mnie...niewidoczny i prawie

niesłyszalny, kojący i rozpraszający smutki. 

Trudno czasami nie myśleć, że nie ma piękna

bez cierpienia, a miłości bez czułości i

zapomnienia o sobie. I że całe to społeczne

zaszczucie w praktycznym życiu nie ma sensu.      

      Rano słuchałem sonaty Schnittkego (jego

pierwszej sonaty na wiolonczelę i fortepian), która

po raz kolejny poruszyła mnie tak bardzo, ponieważ

wiolonczelista Alban Gerhardt potrafił z niej wydobyć

całą jej nieprawdopodobną ekspresję i melancholię.

Kiedy zmarł wybitny skrzypek Oleg Kagan,

Schnittke skomponował też przejmujący utwór

poświęcony jego pamięci (na wiolonczelę solo).

      Przypomniałem też sobie trzecią suitę Brittena

w wykonaniu znanego wiolonczelisty Pietera

Wispelwey'a. Ale cudownym przeżyciem było dla mnie

wysłuchanie preludiów i fug Regera nagranych razem

z kilkoma sonatami i partitami Bacha przez młodą

Japonkę Sayaka Shoji, która gra je bardzo pięknie

(Mirare 2010). Nigdy też chyba nie słyszałem równie

pięknego brzmienia Stradivariusa. I choć znałem już

to nagranie, nie moglem się temu nadziwić.  

Sayaka Shoi nie jest może tak popularna jak na

przykład Amandine Beyer, Rachel Podger lub Hilary

Hahn, ale krzyk Preludium g-moll (op.117, no. 2)

Regera w jej interpretacji rozdziera wprost serce i

ta cudowna i tak bliska Bachowi muzyka naprawdę

żyje...

      Reger jest dość trudny i wykonawcy czynią

czasami cuda, żeby wydobyć z jego muzyki całe

bogactwo brzmień - jak fantastyczny pianista

Marc-Andre Hamelin. Kiedy gra "Wariacje i fugę

na temat Jana Sebastiana Bacha", to nawet

fragmenty nieco przez Regera przerysowane

brzmią znakomicie, choć mniej lubię podobne

galopady, kiedy muzyka wyrwana zostaje ze

stanu swego naturalnego skupienia. Biedny

kompozytor wyraźnie przepracowywał się

i zmarł w lipskim hotelu w wieku zaledwie 43 lat.

(Był wtedy rok 1916). 

      Gdybym nie usłyszał tego deszczu, to na pewno

nie posłuchałbym też tej pięknej muzyki. Teraz w nocy,

kiedy to piszę, wieje wściekły wiatr, a deszcz rani

mą duszę. Słowo "dusza" jest już w zaniku, zapewne

nie istnieje coś takiego, ale warto sobie je czasami 

przypomnieć w tym zmaterializowanym, wirtualnym

świecie głupich polubień i durnych odrzuceń. 

   

    _______________________

    W 29 odcinku "Zagadki fioletowych irysów",

który ukazał się przed chwilą, doszło do

niewielkiego i szczęśliwie zakończonego dla

wszystkich tsunami, a profesor Lu podstępnie

zbliżył się do Noriko, której ogon nieco ucierpiał ;-)

     

     - Teraz już nic nas nie rozłączy - powiedziała stanowczo

Noriko.

      Ale chyba jeszcze nigdy się tak nie pomyliła. Wiatr zawył

przeraźliwie i ogromna fala porwała kochanków wyrzucając

ich ciała daleko od siebie. Oboje wprawdzie przeżyli, ale nie

wiedzieli, czy udało się przeżyć temu drugiemu.

     - Trzeba było wziąć ze sobą parasol - żartował Lu, który

zjawił się na miejscu katastrofy.  Noriko z trudem się

pozbierała. Miała ogromne szczęście. Poza drobnym, choć

bardzo bolesnym, urazem ogona, prawie nie ucierpiała. Była

jednak bardzo smutna.

     - To piękna śmierć!  A Nezumi na pewno długo nie cierpiał. -

pocieszał ją Lu.

     - Kto to jest ta Sumiko? - zapytała. 

     - Nie znałem jej - skłamał.

Noriko złapała się na tym, że przez chwilę zazdrość okazała

się w jej sercu silniejsza od troski o ukochanego. Była więc

podwójnie nieszczęśliwa. 

     - Myślisz, że on się odnajdzie? - spytała skruszona. 

     - Nadzieja umiera ostatnia - kpił z niej Lu - Pogadaj z

chrześcijaninem. Powie ci, że najważniejsze są wiara, Matka

głupich i miłość...Jakby co, to masz przecież mnie! - dodał.

     Tego było już za wiele. Gdyby nie obolały ogon Noriko

rozszarpałaby tego podłego Chińczyka.

     - Nezumi i Sumiko...jakby Ci to powiedzieć...- kontynuował

Lu.

     - Nie wierzę ci, jesteś podłym kłamcą! - płakała.

     Lu przytulił ją niepostrzeżenie i jak wąż sączył swój jad.

     - Prawda zawsze boli - zauważył filozoficznie.

     - Widziałeś ich? 

     - Sumiko mi o tym powiedziała.

     - Przecież jej nie znałeś!

     - Rzeczywiście w porównaniu z Nezumim znałem ją bardzo

słabo. Szukała kogoś, komu mogłaby się zwierzyć. 

     - I co ci powiedziała? -

    

     c. d n

piątek, 15 lipca 2016

      

     Śmierć Sumiko zabolała Lu. Zaraz po jego wyjściu ktoś

zarzucił jej pętlę na szyję i udusił. Może, gdyby z nią jeszcze

chwilę pozostał, nie doszłoby do tego. Otaka też miał

wyrzuty sumienia. Być może jakuza podejrzewała, że wyłudzi

od niej jakieś zeznanie.  Morderca był ucharakteryzowany,

jak aktor teatru kabuki grający rolę kobiety. Na wszelki

wypadek polecił przesłuchać kilku aktorów, ale wszyscy mieli

tak zwane alibi, a to rzecz dla podejrzanego niezwykle cenna.  

Ogawa nie lubił ich i chętnie utarłby któremuś nosa. A może

to jakaś kobieta chciała w ten sposób odwrócić uwagę?

     Bardziej irytował go tylko Nezumi, kiedy zapraszając

go do siebie włączał pierwszą "Sonatę na wiolonczelę

i fortepian" Schnittkego, utwór dramatycznie ekspresyjny

i piękny, ale przeraźliwie smutny. Najchętniej by go wtedy

zadusił, ale Nezumi był niestety jego podwładnym.

   - Nie miałeś, co k...włączyć? - pytał.  Był przekonany, że 

z takimi zainteresowaniami Nezumi nie nadaje się do tej

pracy.

    Okazało się, że biedna Sumiko nie miała nikogo bliskiego.

"To aż dziwne w przypadku tak ładnej dziewczyny" - 

zastanawiał się Ogawa - "Z drugiej strony, te ładne bardziej

są narażone na wszelkiego rodzaju molestowanie i nikt im

nie daruje w razie odmowy."  Ogawa liznął wprawdzie trochę

psychologii na jakichś kursach, ale była to zwykła, prymitywna

raczej psychologia społeczna, dla której istnieje jedynie rodzaj

sytuacji i typ zachowania, a nie jakiś Rogożyn lub Raskolnikow. 

Bardzo tego czasami żałował.  Jednak poza tym Ogawa wierzył

w istnienie duchów. Przecież "Kojiki, czyli Księgi dawnych 

wydarzeń" mówią, że wszystko jest pełne duchów. Można je

nawet spotkać za rogiem ulicy - wystarczy uważnie przyglądać

się cieniom.  

     Nezumi siedział na kamieniu megalitycznym i wpatrywał się

w morze. Słońce zachodziło. Wiał ciepły wiatr. Szum fal niósł

ze sobą uspokojenie. Jacyś zakochani przechadzali się

wpółobjęci po plaży, kontemplując nastrój wieczoru.

      Myślał o przemijaniu. Wszystko pojawia się, trwa przez

krótką chwilę, a potem zanika, jest więc zatem do pewnego

stopnia nierealne, a człowiek jest tylko ziarenkiem piasku. 

(Ludzi jest chyba zresztą więcej niż szczurów i wciąż ich

przybywa).  Jego matka na starej fotografii była śliczną,

młodziutką kobietą. Taką musiał ją znać, kiedy był małym

chłopcem.  A teraz i on nie jest już dzieckiem i raczej bliższy

jest kresu ziemskiej wędrówki, niż jej początku. A przecież

dopiero, co zaczął z tego życia cokolwiek rozumieć! ...I jak

to - już na nic nie ma czasu?  Wszystko poza nim? Jak fala,

która odpłynęła?  A co będzie dalej? Czy urządzenie po 

prostu się wyłączy?  Czuł się jak liść gnany dokądś przez

wiatr nad otchłanią oceanu.  Ale wcale nie czuł się przez to

bardziej wolny. Taka wolność to romantyczna idea, która

niewiele ma wspólnego z rzeczywistością...  

     Ktoś jednak przerwał te jego rozmyślania.

     - To ja, Sumiko! - mówił jakiś głos - Przyszłam powiedzieć ci,

kto mnie zamordował.

    - Nie znam chyba żadnej Sumiko - rzekł Nezumi, który nagle

odzyskał mowę. - Ale, proszę, opowiedz mi jak to było. 

   - Z pewnością jednak poznałeś Lu. I ja go niedawno poznałam -

kontynuował głos. Dziewczyna trzęsła się z zimna i dotknęła

nawet inspektora lodowatą dłonią.

   - Więc, kto pozbawił cię życia? - 

   Nie usłyszał jednak odpowiedzi, a dziewczyna znikła. W chwilę

potem na mokry piasek upadł martwy morski ptak. Nezumi

przypomniał sobie, jak jako mały chłopiec wygrzebał z piasku

czaszkę, a potem obejmując ją dłońmi, klęczał zaglądając w jej

oczodoły. Nie znał jeszcze wtedy monologu Hamleta, ale po raz

pierwszy ujrzał nicość.

     - Nezumi! - wykrzyknęła Noriko - Więc ty żyjesz, kochany! 

Wiedziałam to, czułam to!

     Zabrzmiało to trochę teatralnie, choć niewątpliwie było

szczere. Nezumi wiedział, że Noriko go kocha. Ujął jej główkę,

jak czarkę z cudownym miłosnym eliksirem...Ale zamiast ją

ucałować, obejmował zastygłymi dłońmi jak...tamtą czaszkę.

Noriko wyrwała się mu.

    - Co ty robisz? Zwariowałeś? - spytała.

    Nie wiedział, co jej odpowiedzieć. Milczeli przez chwilę. 

Po raz pierwszy coś nieprzyjemnego wdarło się między

nich.    

    - Sumiko nie żyje - powiedział cicho.

    - Nie znam żadnej Sumiko! - obruszyła się Noriko.

    - Na tym polega chyba jej nieszczęście. Musiała być bardzo

samotna, skoro nikt jej teraz nie zna.    

    

    c. d. n

   

_____________________________________

   Miło mi zawiadomić czytających Lunę, że wpis oznaczony 

gwiazdką był 4000 moim tekstem wpisanym na blogu.       

     

czwartek, 14 lipca 2016

        

      W końcu jednak Lu zorientował się, że

nie może już więcej dokuczać Noriko, jeśli nie

chce jej stracić. Ale ponieważ samo pojęcie

posiadania w niewielkim tylko stopniu odnosiło

się do jego relacji z nią, postanowił ją zabić.

Przecież ona zabiła go bez zmrużenia oka,

robiąc z niego miazgę. Przez pewien czas nie

będzie jej niepokoił, a kiedy uśpi jej czujność,

zwabi ją w zasadzkę i zad jej śmiertelny cios,

a wtedy już na zawsze będą razem. Lu był

romantykiem, ale musiał się czymś zająć do

chwili urzeczywistnienia swego planu. Może

pogra w szachy z Sumiko?

      Sumiko wykazała zainteresowanie grą. 

Dawno już chciała się jej nauczyć.

     - Pion na e4! - powiedział profesor

przesuwając figurę.

     Sumiko wybuchnęła śmiechem, a kiedy

wypił jeszcze więcej wina, pozostawiła jego

króla w sytuacji bez wyjścia i Lu musiał

poddać partię.

      - Przegrywający błąd! - podsumowała

Czułam, że nie jesteś mistrzem obrony

królewskiej, ale ty nie masz pojęcia o grze!

Przegrałeś profesorze i idziesz ze mną do

łóżka.

     Lu bronił się, ale mało stanowczo. A może

właśnie po to przegrał partię? Trwało to 

trochę i było całkiem przyjemne, choć Lu

nie lubił słowa "przyjemność." Hedonizm jako

etyczna doktryna budził jego daleko idące

zastrzeżenia. Lubił nawet mówić, że dla

hedonisty w pewnych okolicznościach nawet

śmierć jest przyjemna, bo przyniesie ulgę

po cierpieniu, choć trudno ją z tego powodu

nazwać czymś dobrym. Gdyby przyjemność,

powtarzał za Platonem, była dobrem, to

musielibyśmy uznać za dobro drapanie się.  

     - To twój sposób uwodzenia kobiet? -

spytała Sumiko opierając głowę na jego

ramieniu. -Zawsze mówisz dziewczynie, że

jesteś duchem? Byłeś lepszy od mojego

byłego chłopaka...

     - Jako duch jestem nadzwyczaj lekki,

niemal bezcielesny, a twój zapaśnik ważył

240 kilo. Na pewno cię to trochę przytłaczało,

jeśli sama ważysz 45. Poza tym jako istota

bezcielesna nie mam kłopotów z ejakulacją,

a zapładniam tylko, że tak powiem,

duchowo. -   

      - Chyba nie masz o tym pojęcia. -

zauważyła - To kwestia technicznego

zaawansowania. Lubiłam kilka figur, na 

przykład małpkę u podnóża góry, albo

pocałunek Eskimosów...

      - U nas to się nazywa inaczej - mówiąc

to Lu głośno ziewnął i być może nawet

zapadłby w drzemkę, gdyby właśnie nie

uświadomił sobie, że być może zdradził

Noriko, chociaż byłaby to tylko całkiem 

niezobowiązująca zdrada fizyczna. Nigdy

przecież poważnie nie traktował Sumiko.

Z jego piersi wyrwał się jakiś jęk i poczuł

dziwny niepokój. Zaczął coś mówić o

starożytnych arkanach Sztuki Sypialni, 

ale nie mógł go już w sobie zagłuszyć.

      - Myślisz o niej?... O Noriko? - spytała

dziewczyna, a jej głos był jakiś smutny.

"Jeszcze tego brakowało, żebym się nad

nimi litował!" - pomyślał.

      - Ależ skąd!  Noriko jest mi całkiem

obojętna. Nie czuję do niej absolutnie nic. 

To ty jesteś brylantem w mojej kolekcji.

     Sumiko znała dobrze podobne bajki.

Odwróciła się do niego plecami, wtuliła

w poduszkę i zasnęła.

 

     c. d. n

środa, 13 lipca 2016

 

           księżyc utonął w oceanie

           a ten wezbrał i zatopił całe moje życie

           wyrzucając na piasek muszle perły

           i korale skamieliny gwiazd

           i maski ukochanych twarzy

           patrzę na twoje zdjęcie

           piękne miłością nie do uwierzenia

           miłością tak łagodnie boską

           i patrząc na ten cud słyszę plusk

           wpadającego w ocean księżyca

           a oczy moje nie znajdują w sobie łez      

                     

 
1 , 2