Kategorie: Wszystkie | "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę" | ...bez końca | 0 | 100O i jeden Rabinów | A Puszkina też zapuszkują? | A moze to tylko pomieszanie zmyslow | A nie lepiej być purystą? | Aaaaaaaaaaaaaa...aalfabeta | Ach, gdzież jest litość lub wspolczucia pozór? | Ach, gdzież jest litość lub współczucia pozór? | Adam Mic - Kiewicz | Adaś i Ewka | Aforystyka | Amerykański sen | Autopsychoterapia | Bez sensu to to! | Bez szaleństwa... | Bezmyślne okrucieństwo | Bezradność | Biedna Szymborska | Biedny Kapturek! | Bliźni miłości | Bliźniego miłość... | Blondyn | Blue Bossa | Bojaźń i drżenie | Bratnie dusze | Bruner, ty świnio! | Buddyzm w życiu codziennym | Bóg mi poskapił tej anielskiej miary... | Bóg mi poskąpił tej anielskiej miary... | Bójstwo samo | Caritas | Chiziofrenia | Choroba na śmierć | Chwila ułudy | Chwila wytchnienia | Chłodne upojenie | Cierpienia i radości | Cierpienie i radość | Cleen feed | Cnota niedoli | Co slina na język przyniosła | Co tam panie w polityce? | Co w niebie piszczy | Co ślina na język przyniosła? | Corrida | Coś dla duszy... | Coś tak wulgarnego | Cudotwórstwo | Czarna Perła Tao | Czarny tulipan skrzyżowany z czarna różą | Czarny tulipan skrzyżowany z czarną różą | Czary Mary | Czego nie przysięgał Hipokrates? | Człowiek nie jest rzeczą | Człowiek to brzmi dumnie, ale nie u mnie | Często chowa | Częstochowskie rymy | Deficyt aniołów | Delightful! | Demokratyczne wybory w Oczodołach | Diabłoterapia | Dla wszystkich i dla nikogo | Dnieje | Do samego siebie | Dodatek | Dowcipas dnia | Duma narodowa | Dusze drzew | Dyskretna mgiełka autoironii | Dzielność | Dziki kapitalizm | Dzisiejsza młodzież | Dzisiejsza młodzież nosi ładną odzież | Egzystencjalizm jest chumanizmem | Ekonomia zbawienia | Elegancja Francja | Elegijnie | English gentelman | English gentleman | Epicurus | Ewa tylko ziewa | Falochron | Female | Filozofia bez uczoności | Forever Loving Jah | Gadu, gadu | Gadu, gadu, trochę więcej jadu | Gal Anonim | Gaz dla pedałów | Gaz dla pedałów, młot dla sierpów | Gdy rozum śpi... | Gendarme | Genek, gienialny gieniusz | Geno Typ | Gorący uczynek | Grabarz | Grabarz nonsensu | Gry i zabawy literackie | Głupota przysłowiem narodów | Głębie i tajnie Podświadomego | HIstoria nauczycielką bicia | Herbatka zen | Homo economicus | Homo sapiens czy Homo politicus | Humor absurdalny | Humor nieco absurdalny | Humor, satyra, panie... | I rekiny w oceani mają zębów cały rząd | I rekiny w oceanie mają zębów cały rząd | Indie Wschodnie i Zachodnie | Industrial | Istnieje również wrodzony brak poczucia humoru | Ja tam bynajmniej nie wiem | Jak długo będę jeszcze żył? | Jak uprawiać agresywne dziennikarstwo? Poradnik dla początkujących | Jakże cżęsto powtarza się ta historia | Jakże trudno czasami coś sklecić! | Jan i Małgorzata | Jan z Czarnolasu | Jesienna muzyka | Jeszcze smutniej! | Jeździec Apokalipsy | Językologia | Kaczuszki mandarynki | Karawana idzie dalej | Katedra Adamowego Żebra | Kawa z Kafką | Każdemu według naszych chęci | Każdemu według potrzeb | Każdemu, o czym tylko zamarzy | Kiciuś Miciuś! | Kicuś Micuś! | Kiedy człowiek staje się bestią | Kiedy owce nie milczą | Kij w mrowisku | Kniaź Wiktor | Kochani ludożercy | Kolacja Pani Sowy | Kometa tylko głownia nie ta | Konkwista | Koryfeusz nauki, milośnik sztuki | Koty i inne zwierzęta | Koty, głupoty, palikoty | Kości rzucone są | Kość słoniowa | Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatni | Kto pisze teraz historię? | Kuchnia szamańska | Kwiatki Św. Franciszka | Kwiatostan śmierci | Kwitnienie kultury | Kwitnąca wiśnia | La colombina i ciche ukojenie | Lekarzu - lecz się sam! | Lenin wiecznie żywy | Leśmianiada | Lichwiarstwo polskie | Liryki i prztyki | Logika dziejów | Londyńska mgła niepamięci | Londyńskie przygody | Los ofiary | Los puka do moich drzwi | Lotosowy wpis | Ludzie ludziom... | Lunatyzm | Lęk społeczny | Made in Japan | Maligna | Marność nad marnościami | Marność nad marnościami. Rekoleksje Wielkopiątkowe | Marzenia senne | Marzeniologia stosowana | Maszkary i senne dziwadła | Maszkary i senne widziadła odbite w lustrze | Mała czarna z Kafką | Medycyna naturalna | Meine Liebe Augustin! | Melancholia | Melancholia stosowana | Memorabilia | Meszreiw | Meteo | Mgiełka autoironii | Mglisty dzień. Mgła | Mikołak | Mistrz i Małgorzatka | Mistycyzm lunarny | Mistyka i miłość | Mitologia osobista | Mitologia świata | Miłość | Miłość bliźniego | Miłość nie zawsze szczęśliwa | Miś Uszatek | Moc rytuałów | Monada nie ma okien | Mowa potoczna | Mowa ptaków | Mowa serca | Moze ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może ktoś się ucieszy? | Może ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może to trochę zbyt uszczypliwe | Musicology | Muza lekkich obyczjów | Muzyka przywraca ład serca | Myszoterapia dr Nezumi | Myśli prostego człowieka | Mądrość Natury | Mądrość jak z gazety | Mądrość narodów | Młot na faryzeuszy i hipokrytów | Męstwo bycia | Mówił sen do snu | NIe ma na świecie dwóch takich samych liści, ni kropel deszczu | Na jawie (lecz to, co niejawne pozstaje) | Na stos rzuciliśmy szcześcia los | Na stos rzuciliśmy szczęścia los | Na szczytach hipokryzji | Na zdrowie! | Nad piekną rzeką | Najokrutniejsze zwierzę | Najsłodsza tajemnica | Narastająca senność | Nic dzisiaj ciekawego nie napisałem | Nicość | Nie am dwóch takich samych liści, ni kropel wody | Nie bój się - najwyżej cię rozstrzelają! | Nie czas żałować burz, gdy płoną oczy | Nie czas żąłować burz, gdy płoną oczy | Nie każde szczere złoto jest szczerozłote | Nie ma na świecie dwóch takich samych liści ani kropel wody | Nie ma na świecie dwóćh atkich samych liści lub kropel deszczu | Nie ma takiego smutnego, co by na wesołe nie wyszło | Nie ma zazdrości bez miłości | Nie oddamy nawet guzika | Nie tylko dzielenie włosa na czworo | Nie wiem, ja w ogóle nie myślę | Nie zabijaj! | Nie zabijajcie drzew! | Nie zawsze urocza dzecinada | Niebiańskie szczyty głupoty | Niech pani będzie dzielna! | Niech zapłaczą na moim pogrzebie | Nieco drapieżny wpis | Niekoniecznie ptasi móżdżek | Nienawiść bliźniego | Nieosobiście | Nieprzesłane przesłanie | Niestworzone rzeczy | Nieszkodliwe głupotki | Niewczesna melancholia melomana | Niewczesne rozważania | Niewielka profanacja | Niewielkie przekłamanie | Niskolotnie | No No! Teatr No | No comments! | No no! | Nowa poezja lingwistyczna | Nędzne kabareciarstwo | O Leonardo, po cóż się tak trudzisz? | O dzieleniu włosa na czworo, czyli metodzie scholastycznej | O dzieleniu włosa na czworo, czyli o metodzie scholastycznej | Obciachy | Obscenia i parafrenalia | Obsesja dobrego biustu | Ojej! | Oko w oko z zębem mądrości | Okropieństwa | Okruchy odgrzebane z lawy | Okruchy życia wygrzebane zlawy | Okruchy życia wygrzebane z lawy | Okrutna losu ironia | Orientuj się na orient | Owczarek | Owczarki afgańskie | Owocożerni | PL jak piekło | PO PiS | POeci wszystkich krajów dzielcie się | Pan Tadeusz | Panie pośle, po chrześcijańsku panu wybaczam | Pańska satyra polityczna jest niegramatyczna | Pendant do pewnego przypisu | Perlikowski | Pewna elastyczność zasad | Pewne jak w banku | Piorunujący piorun! | Po owocach poznacie ich! | Po upadku | Pobożne życzenia | Podpatrywanie Natury | Podroby i inne podróbki | Pokolenie Kainowe | Pokorne ciele | Pokorne cielę | Pokusa | Polak potrafi | Polak potrafi! | Politolog i Politowska | Politycznie niepoprawne! | Polonica | Polonika rycerskie | Polucje i ablucje | Pomarańcze i mandarynki | Pomarznąć dobra rzecz | Pomarznąć dobra rzecz! | Pomoc psychologiczna | Poranna kawka z Kafką | Porąbane marzenia | Potężne i głębokie warstwy pierwotnego mitu | Powieść brukowa | Powszechna życzliwość | Powtórka z cynizmu | Poznaj samego siebie | Prawda | Prawda jest jedna i piękna, ale złożona | Prawda popłaca | Prawdziwa metropolia | Prawi i sprawiedliwi | Prawiezmartwychpowstanie | Prawiezmarwtychpowstanie | Prognoza pogody | Pruski smutek | Przecież cię zjem! | Przedagonalny polski agon | Przegląd sportowy | Przeinaczenia | Przez pychę do pokory | Przeżyjesz to, a pote już tylko grób | Przeżyjesz to, a potem już tylko grób! | Przminęło z wiatrem | Prztyczek | Psiapowiednia Majów | Psubrat | Pustka | Pytanie dość retoryczne | Raczej to nie będzie hit | Radosne gonitwy śnieżnych tygrysów | Radość wędrowania | Rejterada Rejtana | Religie nauczą cie pokory | Res Sacra Pecunia | Romans z pop kulturą | Roots, Rock, Reggae | Rozkosze reinkarnacji | Rozmowa nie na telefon | Rozpacz | Rozpacz na wieki wieków | Rozpacz, która podpełza pod gardło | Ruch i świeże powietrze... | Rybołówstwo cudzołożnika | Rycerz pokalany | Samokrytyka | Samotność egzystencjalna | Sekrety pewnego domu handlowego | Seraphic Flames and Heavenly Love | Siedź na dupie i potakuj! | Somatyka | Somatyka logiczna | Spełniona przepowiednia | Spleśniały ser | Sponsorem tej opowieści jest wydawnictwo Błękitny Wieloryb | Sport to zdrowie | Spowiedź morskiego wilka | Stary Sącz i Nowy Sącz | Stary mafioso | Stołeczne stołki | Stratyfikacja społeczna | Suma sumarum | Sumienie rachunku | Sweet Music and Poetry | Sygnały podprogowe | Szalchetne zdrowie | Szczęśliwa pomyłka | Szekspir do żadnej nie należy epoki | Szkarady | Szlachetna gravitas | Szlachetne zdrowie | Słodycze grafomanii | Słówka | Słówko do słówka, a uzbiera się sówka | Tadeusz Bój Jeleński | Taia chińska podróbka | Takie będą rzeczpospolite jakie tego blogu chowanie | Takie tam, pierdoły | Talking Heads | Tania chińska podróbka | Tatiana | Teorie świata nauki | Terapeutyczie | Terapeutycznie | Thames | The Doors. Uchylone drzwi | The Lion cub | The fruit of beauty and despair | To na pewno nie Lec | To nie żadna filozofia | Tragiczne pożegnania | Transformacja duchowa | Trudna sztuka dialogu | Trudno czasmi coś sklecić | Trzylogia | Trója z polskiego | Twarda rzeczywistość | Ty mi tutaj nie filozuj | Tygrysologia stosowana | Tysiac i jeden ptaków | Tysiąc i jeden kotów | Tysiąc i jeden ptaków | Tysiąc różowych kroliczków | Tęsknica | Tęsknota duchowa | Ubekistan | Ucone księgi | Uczeni ludożercy | Uderzenia losu | Uduchowienie | Umrzeć z miłości | Upadek Pierwszego Człowieka | Uroczy wegetarianin | Uszczelnienie systemu podatkowego | Utrata uzębienia | W czym mogę panu pomóc? | Wciąz powtarza się ta sama historia | Wciąż powtarza się ta sama historia | Wdzieczna muzyka przywraca ład serca | Wesola grafomania z morałem | Wiecej broi dla szaleńców w Teksasie | Wieczne powroty | Wiedza radosna | Wielka wygrana | Wielomówstwo, czyli plaga opowiadania | Wierzba płacząca | Wiosny i jesienie | Witch | Więcej broni dla szaleńców w Teksasie | Wojna totalna | Wpis o kształcie piramidy | Wprowadzenie do kruczków prawnych | Wrzucam wszystko do kosza | Wrzątek | Wspomneinei pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Współczesny filister | Wszystkie rybki | Wszystko na A | Wszystko na sprzedarz | Wszystko na sprzedaż | Wygrana | Węzłowato | Wólka Węglowa | Xin Lu, typowa brunetka o granatowych oczach | Z Nietzschego nic nie powstaje | Z księgi wulgaryzmów | Z rupieciarni myśli | Zaczarowany świat zen | Zanim mnie wrzucą do dołu | Zapowiedź Apokalipsy | Zaraz wracam! | Zasada domniemanej winy | Zaskroniec | Zastał Polskę drewnianą... | Zatrzaśnięte drzwi | Zbaw mie Buddo Amido | Zbaw mnie, Buddo Amido | Zdrowy egoizm | Zegar dziejów | Zestrzelenie księżyca | Zginął z rąk słabej kobiety | Zima się nas nie ima | Zjawiskowe | Znak jaskółki | Zrozumieć wartość tego, co nieużyteczne | Zuch zawsze ochoczy! | Zwierzęta pod postacią ludzi | Zwyciestwo konsumpcjonizmu | Ząb mądrości | ie zabijajcie drzew! | ieosobiście | kosmos | Łagodne prawo, ale prawo | Łagodność tygrysa | Śmiechotki, chichotki | Śmiertelna powaga | Śmierć | Światełko w mroku | Świętość, wziętość, nadętość | Życie jest tragiczne | Życie samo | Życzliwe spojrzenia na całość ogródka | Żyć, nie umierać
RSS
czwartek, 31 lipca 2014

                   Nie wiem, czy to jakaś magiczna liczba.  Tyle było komentarzy na moim blogu (trochę oczywiście napisałem sam).

                   Chętnie zapytałbym o to Pitagorasa, ale nie wiem, w jakim jest teraz wcieleniu. Na wszelki wypadek nie jem bobu. 

                 "Jednym z najbardziej szkodliwych przesądów jest myśl, że można ludzi siłą zmusić do dobrego życia."

 

                 "Różnica między człowiekiem dobrym a złym nie polega na tym, że jeden mało a drugi dużo grzeszy,

                  lecz na tym, że jeden zna swe grzechy i walczy z nimi, drugi zaś - nie."

 

                 "Chcąc nauczyć się pokory, należy w samotności tępić własne dumne myśli." 

 

                 *  Nie komentuję tych myśli. Powiem tylko, że uważam je za prawdziwe i użyteczne dla życia.

                 Wspomnę może tylko o tym, że Tołstoj właściwie nie odróżnia dumy od pychy.  Pozostaje to

                 w pewnej niezgodzie z filozofią, która od czasów Arystotelesa odróżnia słuszną (uzasadnioną)

                 dumę od pychy (zarozumialstwa, przeceniania siebie).  Gdyby ludzie zdawali sobie sprawę z

                 doniosłości dwóch pierwszych myśli - świat byłby lepszy.  Trzecia jest typowa dla Tołstoja, który

                 cenił wysiłek moralny i potrafił demaskować własny egoizm i zarozumialstwo.  Czy to przypadek,

                 że prawie zawsze w sytuacji konfliktu lub braku harmonii z drugim człowiekiem myślimy o tym,

                 że winien jest właśnie on?...Bez pokory nie ma miłości.  

 

        Georg Cantor był twórcą teorii zbiorów, która zrewolucjonizowała matematykę. 

        "Nie przyniosło to jednak autorowi, jak można by było tego oczekiwać, uznania środowiska akademickiego, nie ułatwiło mu uzyskania odpowiednio godnego stanowiska, umożliwiającego dalsze badania. Przeciwnie:rozpoczęła się droga krzyżowa, na której niektórzy matematycy, powołując się na swój akademicki autorytet, doprowadzili do zawodowego wykończenia Cantora, ze wszystkimi tego konsekwencjami psychologicznymi...Z pewnością nie ma sensu zastanawiać się, czy szaleństwo Cantora miało charakter endogenny, czy zostało spowodowane okolicznościami. Tak czy owak, Cantor mocno przeżywał samotność właściwą tym, którzy dostrzegają błysk światła w ciemnościach. W jednym z jego tekstów, opublikowanym w roku 1883, znalazł się ustęp uznany za hymn na cześć wolności, który można jednak także rozumieć jako krzyk, twardy zarzut stawiany społeczeństwu, które dusi się własnymi dogmatami:

        "MATEMATYKA JEST W SWOIM ROZWOJU CAŁKOWICIE WOLNA, A JEJ POJĘCIA OGRANICZONE SĄ JEDYNIE KONIECZNOŚCIĄ UNIKNIĘCIA SPRZECZNOŚCI, WIĄŻĄ SIĘ ZAŚ Z POJĘCIAMI WCZEŚNIEJ WPROWADZONYMI ZA POMOCĄ ŚCISŁYCH DEFINICJI. ISTOTĄ MATEMATYKI JEST WOLNOŚĆ."

        Zmarł samotnie w przytułku dla psychicznie chorych, ale nigdy nie zostanie zapomniany. Niewątpliwie najpiękniejsze epitafium wyszło spod pióra Hilberta: "Nikt już nas nie wyrzuci z raju myśli Cantora."

        Enrique Gracian, autor niezwykle interesującej książki "Badanie bezkresu. Nieskończoność w matematyce", z której pochodzą te słowa (przekład W. Bartol) twierdzi, że w ciągu 25 wieków rozwoju myśli matematycznej nikt nie dokonał podobnie doniosłego odkrycia. 

        Wolność ma czasami wysoką cenę.

środa, 30 lipca 2014

                                             - Koncert wiolonczelowy Dworzaka - powiedział Nezumi.

                                             - No i co z tego? - spytała Midori.

                                             - Absolutny cud!  -  

                                             - Dworzak? Rozmawialiśmy niedawno na temat Dworzaka.

                                               I powiedziałam Ci, że Dworzak to nie moja bajka.

                                               Bach, Purcell, Mozart - ich mogę słuchać zawsze. 

                                               Po co się słuchając męczyć, no nie? 

                                             - Ja też tak myślałem. Dopóki nie posłuchałem tego

                                               koncertu.  A teraz słucham go z Mullerem-Schottem

                                               i z Isserlisem.  Potęga!

                                             - A coś tam mówiłeś, że podoba ci się nawet kameralistyka

                                               Dworzaka, ale że możesz bez niej żyć, a bez Schuberta - nie. 

                                             - No właśnie. Uwielbiam wiolonczelę, a wiesz, że Dworzak jej

                                               nie znosił?

                                             - Wiem. Jestem w końcu muzykologiem.

                                             - Rozgadałem się? 

                                             - Ależ skąd!  Mogłabym Cię słuchać jak ty tego koncertu.

                                             - Wiedziałem, że jesteś trochę szalona - rzekł skromnie Nezumi.  

       Czytałem dzisiaj w autobusie "Nieobjętą ziemię" Miłosza, bo była przeceniona na 15 złotych..."Dobrze, niech już będzie Miłosz" - pomyślałem - "Chociaż przyroda go nudzi". (Przyjechałem po Zagajewskiego, ale "wykupili").  Świetny pomysł  na książkę- notatnik, wspaniałe przekłady. Utonę chyba na chwilę w Łazienkach i jeszcze trochę poczytam!  Potrzebuję jakiegoś wytchnienia w tym upale, a zbliża się już wieczór...

       Rzuciłem okiem na "Teodyceę" (bo tak chyba nazywa się ten wiersz).  Lubię biblijne przekłady Miłosza.  Są naprawdę fantastyczne!  W komentarzach jednak poeta biedzi się trochę i zdecydowanie brakuje mu rozmachu myśli i odwagi filozofa, który jednym oka mgnieniem ogarnia świat wartości, do czego trzeba mieć nie lada metafizyczny łeb.   "Teodycea" mówi w moim odczuciu o jedno słowo za mało.  Zatrzymuje się tam, gdzie trzeba po prostu skoczyć w dół,  w ciemną przepaść, w otchłań rozpaczy bez dna, której nawet diabeł by się wystraszył...

      Pytanie brzmi:  Co zrobić z całym cierpieniem świata?   I z cierpieniem każdej, nawet najmniejszej czującej istoty. Z cierpieniem dziecka, któremu za chwilę ktoś przestrzeli główkę, zabijając tym samym nabojem jego matkę (to oszczędny sposób zabijania), cierpienie i lęk pozostawionego w gnieździe pisklątka, do którego już skrada się wąż, fizyczny i psychiczny ból gwałconej i upokarzanej kobiety, beznadziejność cierpienia dziewczyny, której śmierć głodową do końca filmuje zachłanna ekipa telewizyjna, niepokój płonącej ćmy lub płonącego buddyjskiego mnicha?  Odpowiedzią jest najczęściej lament i...często też odwet.

      Na pytanie to nie ma odpowiedzi, niezależnie od tego, czy stawiamy je Bogu, czy nieokreślonej pustce.  Ateista, który pragnie ocalić poczucie sensu życia biedzi się nad nim tak samo, jak teista, który pragnie usprawiedliwić swego Boga.  Ateista nie ma jednak kogo podświadomie obwiniać o istniejące cierpienie i obca jest mu myśl Hioba, że Bóg nieustannie go nęka i "nie pozwala mu, aby przełknął ślinę."  W którymś momencie Hiob przestaje się skarżyć, a nawet oskarżać Boga.  Otwiera tylko ze zdumienia oczy i mówi Bogu:  Bawisz się mną tak okrutnie, a ja przecież niedługo umrę i więcej mnie nie będzie, podczas gdy Ty będziesz istniał wiecznie.  Te pełne rozpaczy słowa dosłownie miażdżą moralnie Boga!   Tak, oczywiście Hiob się ukorzył - piękny w swej pokornej afirmacji cudu stworzenia...Ateista nie ma do kogo kierować swego lamentu nie ma kogo obwiniać ani przed kim otwierać ze zdumienia oczu.  Nie widzi przed sobą ludzkiej twarzy.  Nie przeżywa rozczarowania, że ojciec, od którego oczekiwał miłości, jest jego dręczycielem.  Jego świadomość jest absolutnie tragiczna! 

      Teologia w dość żałosny sposób próbuje tłumaczyć sens cierpienia, które ma być karą dla złych i próbą dla dobrych ludzi.  Rozróżnia się też cierpienie zawinione i niezawinione, a także możliwe do zniesienia i nadmierne. Jednak rację ma francuski (i żydowski)  filozof Levinas, kiedy twierdzi, że w pewnym sensie każde, nawet najmniejsze cierpienie, a nie tylko jego nadmiar, odsłania zasadniczą nieintegralność samego istnienia.  Niepokój i ból są bowiem symptomami fizycznego i duchowego rozkładu.  

      Niepokój człowieka religijnego prowadzi do pytania: Czy Pan Bóg o tym cierpieniu nie wie?  Dlaczego pozostawił ludzi cierpiących w otchłaniach holocaustów, gdzie przeżywając niewyobrażalny ból, gasły iskierki ich dusz?  Przecież byli zupełnie bezbronni!   Dlaczego nie pozwolił Kainowi, Hitlerom, Stalinom i tureckim paszom, którzy mordowali Ormian, poczuć skruchy i zrozumieć ogrom uczynionego zła?  Przecież nie wiedzieli, co czynią!   Dlaczego pozwolił swemu lżonemu przez oprawców Synowi złożyć ofiarę, która niczego w ludziach nie zmieniła?  Przecież Jezus pragnął żyć!   Dogmat Lutra o darmowości  łaski Bożej, który ma wyjaśniać sens zbawienia, wywołuje w najlepszym wypadku uśmiech. Ostateczną prawdą jest niemy krzyk torturowanego, poniżanego i mordowanego człowieka. 

      Buddyzm unika tych trudności, sprowadzając wszystko do współzależności wielu przyczyn i skutków, których nie można o nic obwiniać.  Ale samo cierpienie przecież nie znika.  Przeciwnie cierpienie (rozkład) uważane jest przez Buddę za istotę życia.     

     Skąd mamy czerpać siły, aby patrzeć na świat z ufnością, miłością i współczuciem?  Jak możemy odnaleźć prawdziwą radość, kiedy, jak to wyraził sugestywnie Budda,  "świat w okół nas płonie"?

                                                    Noc już okryła kirem złociste trawy,

                                                    Kwiecista łąka zmieniła się w smętarz

                                                    I nawet koniki polne grają żałobną muzykę.

                                                    Zawodzą skrzypki, flet łka cicho,

                                                    Opada w dół viola da gamba...

                                                   

                                                    Jak ci tam teraz jest

                                                    Trzy metry pod ziemią?

                                                    Pewnie umierasz cichutko z pragnienia.

                                                    Dałbym ci rosy radosny Skowronku,

                                                    ale łez już nie starcza.

                                                   

                                                    Bóg cię nie słyszy, bo buja w obłokach,

                                                    Dawno porzucił ten świat zapomniany.

                                                    Ptak wziął na siebie postać sennego anioła,

                                                    Skrzydła składając w przyciężkim marmurze.

                                                    Szron ściął już różę...

                                                   

                                                    Więc i ja cichutko

                                                    Położę głowę na śniegu poduszce.

                                                   

wtorek, 29 lipca 2014

         "Bardzo źle - mam niestety na to dowody - wypadłbym na najprostszym egzaminie przed obliczem uczonego. Przyczyną tego, poza wspomnianymi już warunkami życia, są oczywiście moja naukowa nieudolność, niska inteligencja, słaba pamięć, a zwłaszcza niemożność stałego utrzymania w polu celu naukowego. Wszystko to otwarcie wyznaję z pewną przyjemnością. Gdyż głębszą przyczyną mej naukowej nieudolności wydaje się być pewien instynkt, i to doprawdy niezgorszy instynkt. Gdybym chciał się przechwalać, mógłbym powiedzieć, że to ten właśnie instynkt zniszczył moje zdolności naukowe, gdyż byłoby czymś co najmniej niezwykłym, gdybym ja, który w sprawach codziennego życia, nie należących z pewnością do najprostszych, wykazuję znośną inteligencję, a zwłaszcza doskonale rozumiem jeśli nie samą naukę, to w każdym razie uczonych, o czym świadczą uzyskane przeze mnie wyniki - miał być już z góry niezdolny do wzniesienia łapy choćby na pierwszy szczebel drabiny naukowej. Ten sam instynkt, być może właśnie w imię nauki, lecz innej niż ta, którą się dzisiaj uprawia - najwyższej nauki, sprawił, że cenię wolność wyżej niż cokolwiek innego.  Wolność!  Oczywiście taką wolność, jaka jest dzisiaj możliwa - mizerną roślinkę. Zawsze jednak wolność, zawsze jednak coś -" 

        (Kafka, "Dociekania psa", przekład L. Czyżewski)

                  Śniło mi się, że lecę wysoko ponad chmurami.  Potem zniżam nieco lot i widzę, jak jakieś dziecko pokazuje w górę palcem.

                                                     - Mamo, zobacz, tam w górze!  To Nezumi!

                                                     - Rzeczywiście piękny! - odpowiada mama.

                                                     - Chciałbym mieć takiego tatusia.

                  Jeszcze tylko Smocze Góry i już niedługo dotrę do Czarodziejskiego Źródła.   

                                                            CEDR I INNE DRZEWA

                                      CEDR, WŁASNĄ PIĘKNOŚCIĄ NAZBYT WBITY W PYCHĘ,

                                      UZNAŁ ROSNĄCE WKOŁO DRZEWINY ZA LICHE

                                      I KAZAŁ JE USUNĄĆ; PRZYSZEDŁ WIATR I TCHNIENIEM,

                                      NIE WSTRZYMANYM PRZEZ NIE, ZWALIŁ CEDR Z KORZENIEM

                               

                                      Jakże lubię te bajki Leonardo (na polski przetłumaczył je Leopold Staff)!

                                      Czy to nie w nich jest prawdziwa mądrość życia?

poniedziałek, 28 lipca 2014

                                "Bogactwo duszy jest jedynym prawdziwym bogactwem.

                                 Inne rzeczy przysparzają więcej troski, niż tego wart jest dobytek".

                                 (Lukian)

                                 "Taki człowiek obdarzony bogactwem wewnętrznym nie wymaga

                                 z zewnątrz niczego poza darem negatywnym, a mianowicie

                                 wolnym czasem, który pozwala mu ukształtować i rozwinąć

                                 zdolności duchowe i korzystać z wewnętrznego bogactwa;

                                 właściwie wymaga więc tylko zgody na to, by przez całe życie,

                                 każdego dnia i o każdej godzinie, wolno mu było być sobą."

                                 (Schopenhauer)

                                 Trudno o piękniejszy komentarz. Jednak sam filozof gdzie indziej

                                 sporo pisze o samotności i cierpieniu, jakie jest udziałem ludzi

                                 o większej niż przeciętna wrażliwości.  Wspomina też, że aby

                                 być w ten sposób wolnym, trzeba mieć pewne zabezpieczenie

                                 majątkowe, bo wolny czas może mieć jedynie ktoś, kto nie musi

                                 pracować, żeby zarabiać na życie.  Sam miał takie szczęście i

                                 może dlatego ten drobiazg nie zaprzątał mu zbytnio głowy...Jednak

                                 pierwsza z tych rzeczy jest nawet istotniejsza, a jest nią odrzucenie

                                 z jakim spotyka się często człowiek bogatszy od innych wewnętrznie. 

                                 Nie tylko nie widzi się, ile ma innym do zaoferowania, ale jego inność

                                 i wewnętrzna wolność jest często pożywką dla resentymentu a w

                                 najlepszym wypadku dla niskich kpin, ponieważ podejrzewa się go o

                                 wyniosłość...Mądre słowa mają to do siebie, że ich prawda jest zwykle

                                 tylko częściowa - nie absolutna.  Nie przestaje być jednak prawdą.

                                 Niemniej nie można mówić człowiekowi wolnemu: "Jesteś wolny, więc 

                                 niczego już nie potrzebujesz!  Jesteś przecież boską istotą!"

                                 Schopenhauer był przekonany, że do duchowej wielkości dochodzi się

                                 przez wyrzeczenie, współczucie i kontemplację, i że zatem człowiek

                                 mądry niczego dla siebie nie pragnie, poza wolnością i zadowoleniem

                                 z istnienia.  Ale rezygnacja jest  w życiu częściej wymuszona niż

                                 dobrowolna. Trudno byłoby też powiedzieć, że zwykłe ludzkie pragnienia

                                 lub ich przedmioty są złe.  "Nie miej pragnień, a będziesz szczęśliwy" -

                                 przekonują nas mędrcy, ale sami najczęściej je mają.  A w pewnych

                                 sytuacjach życia temu, kto jest sobą, jest niezwykle trudno przeżyć.

                                 Więc nawet, jeśli przyjmujemy, że nasze szczęście jest wewnętrznym

                                 stanem duszy,  to zawsze mimowolnie  czegoś od życia oczekujemy.

                                 Czasami po prostu tego, aby mogło ono istnieć dalej...I jeszcze jeden

                                 paradoks - do bycia sobą niepotrzebna jest jakakolwiek zgoda, poza

                                 może naszą własną...

niedziela, 27 lipca 2014

        Byłem dzisiaj z kimś na pięknym spacerze...koło mojego domu. Był to spacer nie tylko w przestrzeni, ale i w czasie...Porobiłem trochę zdjęć. Świat jest piękny.   W rozkwicie lata widać już pierwsze oznaki jesieni. 

                                             To przypomnienie, żeby w porę krzyczeć, kiedy ktoś wyrywa nam torebkę. 

                                             Wrzeszczeć byłoby nieładnie i trochę ryzykownie. Można by niepotrzebnie

                                             dodać Oliwy do ognia...A wtedy zabrzmiałyby organy!

                                                                              "The Lord is my strength and my salvation"                                                        

                                                                                

                                               - Ja rozumiem Jolu, że anoreksja, ale dlaczego zaraz nerwoza?

                                               - Bo tak mam napisane w diagnozie.

                                               - Na pewno dla budżetu lepsza niż bulimia.  Value for money!

                                               - A tobie Zdzisiek nie stoi!...A może ci stoi?  Nie wiem, to może mnie o tym poinformuj!

                                               - Jak nie stoi?  Stoi!  Przecież widzisz, że jestem dostojny!

                                               - Odpowiedziałeś sobie na pytanie. Przez ciebie nie mam na czym usiąść! 

                                                 Nie mieszczę się w piątkę.  Kupisz mi kiedyś stanik, Zdzisiek?...Nie kupisz! 

                                               - Jak uzbieram...

                                               - Zdzisiu, ty nie jesteś prawdziwym meszczyzną.  A kwiatki chociaż podlałeś? 

                                               - Konewka mi się zepsuła.  Zresztą kwiatki już dawno uschły. 

                                               - Zdzisiek, uważam naszą rozmowę za skończoną.  Nezumi, to jest prawdziwy mężczyzna!

        W uroczym i pożytecznym podręczniku "Klasyczny język japoński"  Iwony Kordzińkiej - Nawrockiej (której twórczości jestem entuzjastą) jest wiele wspaniałych przykładów zdań w tym pozornie tylko martwym, a w istocie żywym i pięknym języku.  Jakże je lubię!

        "Wprawdzie jestem kobietą, ale nie chciałabym wpaść w ręce wroga." 

        "Oprócz lekarstw nie brakuje nam żadnych chińskich wyrobów."

        "Nie możesz znaleźć w sercu ukojenia." 

        "Czy słyszał pan, jak ryczy jelonek?"

        "Ach ciszej!" - zawołał i oparł się na podnóżku."

        Ta cudowna miłosna gramatyka niejednego pewnie mogła uwieść ku prawdzie i pięknu.  Mnie sprawia ogromną przyjemność.

        Swobodna, niewymuszona konwersacja bez cienia dwuznaczności...

        "Próbował go zabić" (korosan to shiki)

        "Chciałem wyraźnie powiedzieć, ale zapewne słabo było mnie słychać."

        "Zastanawiam się, czy mam to zrobić, czy też nie, ale wydaje mi się, że lepiej wcale tego nie robić".

        "Ponieważ ludzie nie są ani drzewami, ani kamieniami, (wszyscy) mają uczucia."

        "Absolutnie nie wolno ci zapomnieć!"

        "Góra Fuji i jej wierzchołek nie znają upływu czasu."

        "Książę wróci przed świtem."

        "Podziwia kwiaty, zazdrości ptakom i [sprawia wrażenie, że] wzrusza się widokiem mgły..."

                "Czy mnie jeszcze pamiętasz? Chciałabym, aby nasiona kwiatu niezapominajki zakiełkowały w twym sercu."

                Jakże zaskakujący jest jednak komentarz Iwony Kordzińskiej- Nawrockiej, autorki niezwykle interesującej

                książki "Japońska miłość dworska." 

                "Kwiat zwany u nas niezapominajką w Japonii uważany jest za "kwiat przynoszący zapomnienie".

                A zatem kobieta, która nie jest pewna, czy mąż ją jeszcze pamięta, daje mu, w ten metaforyczny

                sposób do zrozumienia, że chciałaby aby całkowicie o niej zapomniał. Przedstawiona historia nie

                ukazuje zdarzeń, które doprowadziły do opuszczenia męża przez żonę, ani przyczyn rozstania,

                pozwala jedynie prześledzić stan ich uczuć w tej trudnej chwili."

                Cała nadzieja w tym, że niezapominajka nad Wisłą ma jednak zupełnie inne znaczenie.

                Tak więc  "Chciałabym, aby nasiona niezapominajki zakiełkowały w twym sercu" u nas znaczy

                - "Nie zapomnij o mnie!" 

       Komuś, kto nie interesuje się muzyką trudno często zrozumieć, że można mieć kilkanaście różnych wykonań tego samego utworu, a jeszcze trudniej, że się do nich wraca i słucha.  Jeden z moich znajomych ma ich nawet ponad pięćdziesiąt.  Co jest takiego w tej muzyce, której nikt już prawie nie słucha, że jest przedmiotem takiej miłości i zainteresowania?  Powody mogą być bardzo różne i jest ich tak wiele, jak wiele jest rodzajów pięknej muzyki.  Ale przeważnie chodzi o poznawanie, przeżywanie czegoś na nowo, w trochę inny sposób niż do tego byliśmy przyzwyczajeni.  Każdy, kto spotykał piękną kobietę i widział ją wiele razy, wie o tym, jakie wrażenie robi to, że za każdym razem jest to trochę inna osoba.  To nie tylko kwestia lepszego lub gorszego samopoczucia lub ubioru, miejsca czy okoliczności spotkania.  Człowiek nigdy nie jest taki sam.  I podobnie jest z tą zapisaną w nutach muzyką. Możemy mieć swoje idealne wykonanie, a jednak chcemy poznawać ją i odkrywać dalej i czuć jej piękno. Oczywiście dotyczy to tylko takich jej wykonań, które są wartościowe i pozwalają coś zobaczyć w inny, świeży sposób i takich utworów, które są nam bliskie.  Czasem jest to coś ważnego, innym razem jakiś przyciągający oko drobiazg...Z utworów, które w ten sposób lubię poznawać i odkrywać na nowo przychodzą mi teraz do głowy przede wszystkim utwory Bacha, np. jego suity wiolonczelowe,  sonaty na skrzypce i klawesyn, albo jego sonaty na violę da gamba i klawesyn (żeby pozostać tylko przy tzw. kameralistyce).  Te cudowne utwory mają szczęście do doskonałych wykonań.  Miałbym wielką ochotę wymieniać te wykonania, podawać jakieś przykłady ilustrujące to, o czym mówię, zasugerować coś, co dotyczy odbioru tej muzyki, ale byłoby to trochę tak, jakby ornitolog wymieniał nieznane gatunki ptaków, nie pokazując ich, a jedynie opisując.  Można spokojnie przeżyć życie nie znając ich, a jednak traci się trochę przez to z odczucia wartości samego życia i z potencjalnej możliwości przeżywania go w inny, czasami głębszy, sposób.  Dlatego niski poziom kultury muzycznej w Polsce szczerze mnie martwi.  Kiedy coś kochamy, chcielibyśmy się z kimś tym dzielić. Często nie ma po prostu z kim, choć tylu jest młodych, otwartych i inteligentnych ludzi (pomijam tu same środowisko muzyczne - które przecież tym żyje). Nie czuję jednak z tego powodu żadnego żalu.  Zawsze czegoś nie wiemy. Doskonale wiem, że można żyć bez tej muzyki i że człowiek, który jej nie zna nic na tym jako osoba nie traci - dobroć, miłość, empatia, rozumność nie zależą bowiem na ogół bezpośrednio od kontaktu z pięknem i sztuką. Sam zresztą też nie znam wielu rzeczy, a w rozmowie z fizykiem, biologiem, astronomem, a nawet historykiem jestem często naiwny jak dziecko. Jestem jednak na tyle otwarty, że chcę poznawać i wiedzieć, a także doświadczać czegoś i przeżywać. 

      Kiedyś powiedziałem mojemu przyjacielowi, wybitnemu filologowi klasycznemu, że "Kwartety Paryskie" Telemanna, których właśnie słucha, to dość znane utwory.

                                                              - Tak? - zapytał - A kto to jest ten Telemann?         

      Nie przestałem go lubić, choć miał zwyczaj pytać swoich kolejnych domniemanych sympatii, kto to jest Homer i jak dziewczyna nie wiedziała, nie miała żadnych szans, żeby znaleźć się choćby w cieniu jego sławy.  W muzyce klasycznej odpowiednikiem Homera byłby właśnie Bach.  Przyjaciel uzasadniał to swoje wymaganie w sposób dość zabawny: 

                            - Jeśli ją poznam, to potencjalnie mogę zostać ojcem jej i mojego dziecka. Otóż nie chciałbym, aby moje dziecko było mało inteligentne.

      Przez jakiś okrutny przypadek lub ironię losu mój przyjaciel nie żyje już od wielu lat i nie miał dzieci, choć nietrudno się domyślić, że o Homerze jednak sporo dziewczyn słyszało, a podboje miłosne nie były mu bynajmniej obce.  Był bowiem niezwykle uroczym i...inteligentnym człowiekiem. Chociaż  miał też pewne swoje wady.  Był np. bardzo oszczędny.  Wyliczył  kiedyś, że wystarczy zainwestować 40 zł, żeby zaprosić dziewczynę na dobrą kolację. Martwiło go jednak trochę to, że za benzynę trzeba płacić osobno...Całymi nocami ze mną i z naszym przyjacielem psychologiem potrafiliśmy dyskutować przy winie o definicji miłości.  Jego definicja była dość prosta:

                            - Kiedy robię to z jakąś kobietą, to znaczy, że ją kocham, no nie? - mówił.  

      Mieliśmy z psychologiem trochę inne definicje.  Psycholog ujmował to tak:

                           - Kochasz tego z kim potrafisz długo wytrzymać. Jeśli chcesz zamieszkać z jakąś dziewczyną, to jest prawdopodobne, że ją kochasz. 

      Ja też miałem swoją własną definicję.  Ale niech na razie pozostanie moją tajemnicą. 

                           -           

sobota, 26 lipca 2014

         Mam go u siebie w pokoju.  Jest rastafariański (co podkreślają odpowiednie kolory na tkaninie, która go oplata), ale pochodzi z Peru.  Ale właściwie to ja zaklinam!  Nie deszcz, ale łzy.  Nie ma nic bardziej uspokajającego niż przesypywanie się ziarenek piasku przy szumie morza.

                                        Wszystkim Aniom i tej Jedynej, miłego i pięknego dnia życzy

 

                                        nazumi13 (Nezumi)

 

                                        Marzenko, wybacz, że dziś zapomniałem o Tobie (:

                                        Mitsuko - nie gryź mnie.  To boli!  Kociąteczko...

                                        Jak myślisz, Jesteś bardziej lwem, czy tygrysem?

         Tajemnicze bóstwo pojawiło się w Kioto i jego okolicach.  Prawdopodobnie po okresie pozostawania w uśpieniu zostało ponownie wskrzeszone do życia.  Przez kogo?  Inspektor Matsui stara się wyjaśnić zagadkę ogromnych insektów w pobliżu Nadmorskiej Pieczary.  Przerywa jednak swe czynności i powraca do Kioto, aby zająć się poszukiwaniem śladów obecności bóstwa.  

                              - Inspektorze Matsui!   Inspektorze Matsui! - woła za nim z metra kobiecy głos.

         Matsui odwraca się i pyta z uśmiechem:  

                              - Chcesz mi coś powiedzieć o bogu, którego szukam? 

                              - Nie...Ostatnio dał mi pan coś do zjedzenia. 

                              - Nie przypominam sobie. W Japonii nie ma głodnych ludzi.  Są tylko głodne duchy.  

                                A więc nie udzieli mi pani żadnych informacji? 

                              - Łąka zielona. Uklęknął jelonek!  - powiedziała kobieta i zawróciła do metra.

                              - To już jest jakaś wskazówka! - rzekł do siebie Matsui.  

         Ale pochłonęły go jakieś sprawy osobiste. Niedawno odeszła od niego żona z synkiem.  I zapomniał o sprawie. Śledztwo było i tak nieoficjalne, a do aresztowania bóstwa pozostawała jeszcze długa droga.  "Może zresztą już wszyscy popełnili samobójstwo?" - zastanawiał się czasami, ale były to tylko chwilowe przebłyski myśli.  W tej sytuacji powrócił do rozwiązywania zagadki insektów. 

        I dopiero późną jesienią zadzwonił do niego szef, wyrywając go z tej depresyjnej drzemki.

                              - Muszę cię opierdzielić Matsui!  W Parku Dozgonnej Miłości w Kioto zakwitła właśnie wiśnia. Przesyłam Ci jej płatek. Zastanów się, czy nie ukrywa się za tym to twoje bóstwo!  Jeśli będą postępy w śledztwie, to przymknę oko na te insekty!  

                              - Insekty to drobiazg. Po prostu dzieci bawiły się w mutanty!  Od dwunastu lat nie dostałem podwyżki!

                              - Załatwione! - powiedział szef - Cesarz jest osobiście zaniepokojony!  Ta wiśnia jeszcze nigdy nie kwitła jesienią.

                                To odwraca tradycyjny porządek rzeczy.

                              - I nadal tak sobie kwitnie?

                              - Uciszyliśmy ją! - zaśmiał się Kikuko - Oczywiście Cesarz nie ma o tym pojęcia.  Zdenerwowałby się!  

           Matsui z nieznanym sobie dotąd entuzjazmem rzucił się w wir roboty. Zanosiło się na to, że Yoko z synkiem powrócą. Zaczął oczywiście od poszukiwania staruszki z metra.  Zjawiła się przed nim młoda kobieta. Mogła mieć nie więcej niż 25 lat.

                              - Jak to możliwe? - zapytał Matsui. 

                              - Po prostu odmłodniałam!  Dla duchów to żaden problem! 

                              - Ale ty nie jesteś przecież duchem? - spytał inspektor, chwytając dziewczynę za nadgarstek. 

                              - To już jest molestowanie!  - zniecierpliwiła się Midori. 

                              - Prawo nie zna takiej kategorii jak molestowanie ducha - powiedział chłodno Matsui. 

                              - No dobra!  Żyję.  Bóstwo przesłało mi pocztą eliksir młodości.  Ty też możesz spróbować.

                              - Wykluczone!  - wrzasnął inspektor przerażony wizją, że stanie się młodszy od swojego synka.  Tak naprawdę nie był to jego synek. Więc tym gorzej!

                              - Widzisz ten płatek wiśni? -  zapytał, kładąc go dziewczynie na prawej dłoni.  Był zafoliowany.

                              - Tak, poznaję go. To płatek z wiśni z Parku Dozgonnej Miłości. Kto go dotknie, ten nigdy nie przestanie kochać ukochanej osoby.

                                Dlatego bóstwo, wiedzione humanitaryzmem, sprawiło, że wiśnia zakwitła powtórnie!

                              - Dlatego nie dałem ci go dotknąć - zarechotał Matsui - Zawsze tak odsłaniasz kolana?

                              - Wyjątkowo! - zmieszała się dziewczyna.

                              - Czy mówiąc wtedy o jelonku na łące miałaś coś konkretnego na myśli? Na przykład jakąś konkretną łąkę, względnie jelonka?

                              - Ach, to! - rzekła niedbale dziewczyna - Powiedziałam to wyłącznie z powodów estetycznych, dla piękna samej konwersacji.  Jelonek przykląkł na łące!  Wydawało mi się to piękne, choć trochę tajemnicze.  Łąka była pusta...  

                              - Znowu konfabulujesz!  - złościł się Matsui.

                              - Nie martw się, drogi inspektorze. Oni do ciebie wrócą!  Czy możesz mnie odtąd nazywać swoim Słodkim Przebudzeniem (Satori)? Je sui zen!

             Matsui chciał już pochwycić miecz, aby uciąć jej głowę, jednak uświadomił sobie ze smutkiem, że żyjemy w czasach, w których honor przestał już odgrywać dawną rolę.  "Teraz byle dziwka może robić policjantowi osobiste aluzje!   A ta nawet przedtem nie wypiła!   Zaraz, zaraz!  A może tu jest klucz do całej zagadki?"

                              - Lubisz Gagaku? - zapytał Matsui - W takim razie zapraszam cię na koncert!  

                              - Ubóstwiam gagaku! - rzekła dziewczyna.   

            Matsui nie wiedział jak to się stało, ale odtąd chodzili już z Midori trzymając się za ręce, jakby inspektor nie chciał wypuścić z rąk najważniejszego dowodu rzeczowego.  Odegrano muzykę Gagaku.

                              - Rzeczywiście jest zajebiście piękna - powiedziała Midori chcąc mu sprawić przyjemność - Chociaż ja osobiście wolę 

                                Radiohead. 

            Podczas wykonywania czynności służbowych na ławeczce w Parku Dozgonnej Miłości nakryła ich Yoko.

                              - Masz mi coś do powiedzenia? - spytała marszcząc brwi.

                              - Szukamy z wiedźmą groźnego bóstwa. Jest podejrzane o dokonanie wielu przestępstw, włącznie ze stręczeniem wiśni do jesiennego kwitnienia - tłumaczył się rozpaczliwie Matsui.  Fakt był jednak faktem.  Na twarzy miał ślad wiśniowej szminki! 

                              - Żegnam pana! - powiedziała chłodno Yoko i pociągnęła za sobą synka.

           Tak naprawdę Matsui wciąż kochał Yoko.  Ale dowody w sprawie to rzecz niezwykle ważna dla każdego, kto prowadzi śledztwo. Takie profesjonalne zboczenie zawodowe!  Od tej chwili przestał jeść. Odmawiał też przyjmowania napojów i marniał z każdą chwilą.  Nawet muzyka koników polnych i cykad, które Midori przynosiła mu zawinięte w chusteczce, przestała mu sprawiać radość.  Myślał, że to kolejna sztuczka bóstwa. Była przecież jesień!

                              - Chcę Cię uratować! - piszczała dziewczyna - powiedz mi, co mogę dla ciebie zrobić?

                              - Oboje wiemy, że uczyniłaś już wszystko, co było w mocy kobiety. Nie musisz przede mną klęczeć!  - Matsuiego wyraźnie poniosła wyobraźnia - Spraw tylko, aby Yoko do mnie wróciła.  Tylko dlatego zająłem się tą sprawą. Miałem nadzieję, że twoje bóstwo mi pomoże! - wołał z rozpaczą. 

                              - Żaden Budda, ani nasi bogowie Shinto, ani nawet poszukiwane bóstwo nie są w stanie tego uczynić. Może to zrobić tylko ON!  - mówiąc to, wskazała palcem na mnie. Od pewnego już czasu stałem bowiem przy tej ławeczce podpatrując mimowolnych kochanków - To on jest autorem tej opowieści!  Nezumi!  Pisarz.  Może nie wielki, ale jednak dość wybitny.

                              - I tak zostawiam wam dużo swobody - powiedziałem.  Uśmiechnąłem się z lekka czarująco i po krótkiej telefonicznej konsultacji ze współczującą całemu światu boginią Kanon (indyjski Awalokiteśwara) obiecałem załatwić sprawę.  

                             - A zrobisz nam zdjęcie? - spytała Midori. 

          Poczułem, że coś jest nie tak!  I rzeczywiście.  Matsui i Yoko powrócili do siebie.  Matsui czyta teraz przed snem synkowi bajki.  W tym jedną opowiedzianą przez Nezumiego.  I wszyscy są szczęśliwi...

          A jednak nie wszyscy!  Midori zdążyła się już zakochać w Matsuim i ciągle tylko płacze. Nie mogąc sobie poradzić z własną rozpaczą zmienia obiekt uczuć i kieruje je ku Nezumiemu.  Szef musi umorzyć śledztwo i pewnie polecą mu po premii.  A Nezumi milczy, zasłaniając się tajemnicą literacką.  

                             - Dlaczego nie chcesz się ze mną spotkać?  To przecież nienormalne!  Oboje wiemy jak wyglądasz, a ja jestem piękną kobietą.

                               Naprawdę fajna ze mnie laska!  - prosi Midori, ale Nezumi pozostaje nieugięty.  Kocha przecież inną! 

          "Na przyszłość zastanowię się nad każdym słowem i nie pozwolę już ponieść się nurtowi swobodnej narracji.  Yoko powinna wrócić do męża, zanim Matsui pozna Midori!" - pomyślałem przed snem, trochę zaniepokojony i smutny.                   

                                    

piątek, 25 lipca 2014

                                                 Po raz pierwszy nie wiem, co to znaczy (:

                                                 Ma przecież wszystko

                                                 powietrze, wodę, ciasteczka.

                                                 Nie wyszedłem nawet prawie z domu...

                                                

                                                 Już się wyjaśniło.

                                                 Chciała powiedzieć, że jest szczęśliwa!

                                                                                        

                                                       W oparach wódki, w dymie papierosowym,

                                                       W ramionach prostytutki, w totalizatorze sportowym,

                                                       Odnajdziesz szczęście swe jak dobrego barmana

                                                       A na trawniku drzemiąc poznasz przyjaźń swego dobermana.

 

                                                       Gdy pies ci mordę lizał, a dziewczyna zjadła flaczki,

                                                       Czujesz, że żyjesz, że należysz do naszej paczki.

                                                       I nic nie zwiedzie cię już z raz obranej drogi,

                                                       Kto wie, jak żyć, dla tego każdy dzień jest drogi!

        0, 01 zł zapłaciłem za CD wytwórni "Onyx"z Kwintetem Schuberta.  To już czwarte CD jakie nabyłem w tej cenie.  Trzy poprzednie z "Carusa" kosztują teraz bodajże 66, 99 zł  (w tym samym MPiK-u) każda.  Serdecznie więc namawiam wszystkich do kupowania CD za 0, 01 gr.  To naprawdę spora przyjemność!  "Jak dają, to trzeba brać!" - mówiła zawsze moja znajoma.  Kwintet Schuberta, to jak wiadomo piękny i prawdziwie metafizyczny utwór, a"Onyx" oferuje wysoką jakość nagrania.  "Kuss Quartet, Kuss Quartet!  Nie znam ich!" - ponarzekałem trochę, bo przecież zawsze trzeba trochę ponarzekać.  Podobno system czasami tak ma i stąd owe ceny.  Jeśli ktoś nie lubi  Schuberta, to ma przynajmniej pudełko na CD w cenie jednego grosza.  Po raz pierwszy chwalę za coś System.   W końcu życie składa się też z drobnych radości, a nie tylko z nieskończonych udręk.  A system naliczy nam niedługo podatek od oddychania. 

        Pisze się czasami, że w drugiej części Kwintetu, w słynnym Adagio, Schubert dokonuje przejścia od życia do śmierci i że to przejście w obszar transcendencji odbywa się w sposób tak naturalny, że wierzymy, iż istnieje coś poza naszym skończonym życiem.  Chory na syfilis i leczony z niego trującym ołowiem, delikatny i wrażliwy chłopiec o duszy dziecka i cudownej wyobraźni, ale przede wszystkim piękny i pełen dobroci człowiek, cierpi i oczekuje śmierci każdego dnia.  Chwilami jest beztroski i oddaje się marzeniom błądząc na granicy czasu i przestrzeni. Przeżywa miłość do dziewczyny, której rodzice nie pozwalają mu jej poślubić (z powodów ekonomicznych).   Nie ma własnego domu, ani fortepianu, na który można by było normalnie grać.  Nosi perukę, bo na skutek terapii utracił włosy.  Magia muzyki polega na tym, że możemy jej słuchać nie myśląc zupełnie o losie jej twórcy. Tak jest czasami lepiej!

                      "Klucz do pokoju numer cztery w czterogwiazdkowym hotelu "Orchidea Continental" wręczył mi portier uśmiechając się przy tym dziwnie.

                                      -  Coś nie tak? - spytałem.

                                      -  Nie, wszystko w porządku, choć czwórka przynosi pecha. Tak jak u was trzynastka. W zasadzie nie ma u nas takiego numeru. Podać panu rano kawę do łóżka?  Zrobiłaby to koleżanka.  Ma na imię Miku. To słodkie stworzenie. Pasuje?

                                      -  Wolałbym nie, jestem żonaty - odpowiedziałem z przekonaniem.

                                      -  W takim razie proszę uważać na koty! 

                                      -  Koty?  Uwielbiam je!  Słyszałem, że kiedyś jeden kot uratował gejszę przed wężem.

                                         To przyniosło jej w życiu ogromne szczęście.

                                      -  W takim razie miłej nocy! - zakończył portier uśmiechając się z lekka ironicznie -

                                          Muszę jednak pana uprzedzić, że to miejsce jest pod złym wpływem.

                                          Pewnie słyszał pan o gaiaku?  W końcu to Kongres Demonologiczny!  

                                      -  Ależ tak i pewnie jeszcze duchy gadają przez telefon komórkowy!  - powiedziałem żegnając się z jegomościem - Jeśli siedzą przez cały czas w necie, to nie ma się co ich obawiać.

           Zamierzałem położyć się spać przed dwunastą, ponieważ pierwszy referat był już o ósmej rano, a warto przecież przedtem zjeść śniadanie. Obejrzałem film w telewizji i już miałem się położyć, gdy nagle usłyszałem jakiś szelest i ściany pokoju zadrżały.  W pierwszej chwili myślałem, że popsuła się klimatyzacja.  I dopiero kolejny wstrząs sprawił, że sufit nade mną trochę się zachwiał, co wprawiło mnie w niepokój właściwy przerażonemu insektowi.  Zbiegłem więc z trzydziestego piętra na ulicę, nie czekając na następny.  Wiedziałem bowiem, że nigdy nie należy w takich sytuacjach korzystać z windy!  Przed hotelem spotkałem portiera.  Spojrzał na mnie  z tym samym niemiłym uśmiechem.

                                      - To nie egzekucja, Coleridge!  Następnego wstrząsu nie będzie.  Możesz spokojnie wracać do pokoju numer cztery. Może to przyniesie ci szczęście? - powiedział zaciągając się papierosem.               

           Wróciłem, ale na wszelki wypadek nie wsiadałem do windy.  Byłem strasznie zmęczony!  Nie pamiętam nawet, jak zasnąłem w fotelu.  Ze snu obudził mnie kolejny szelest.  Byłem już gotów zbiec na dół, gdy nagle usłyszałem miauczenie kota.  Pamiętając o przestrodze portiera postawiłem więc przy poduszce miseczkę z wodą, położyłem się i zgasiłem światło.  Kot krążył w ciemnościach ocierając się o łóżko, ale nie śmiał na nie wskoczyć.  W końcu uspokoił się, usiadł przy łóżku i jął wylizywać sobie futerko, a potem miejsce intymne.  Poświęcał temu zajęciu bardzo wiele czasu, aż w końcu zaczął mruczeć.  Bez wątpienia była to kotka. Trochę chyba znowu spałem...

                                     - To ja, Miku - powiedziała nagle kotka - przyszłam ci zrobić przyjemna niespodziankę. 

            Zerwałem się na równe nogi.  Przede mną stała młoda dziewczyna, ubrana w białą sukienkę.  Kiedy na nią patrzyłem wydawało mi się, że jej czarne buciki nie dotykały podłogi, a szminka na jej ustach była rozmazana, jakby przed chwilą zjawa chłeptała krew.  Poczułem, że udziela mi się gwałtowne podniecenie. Czułem się jak rekin w stłuczonym akwarium. Na szczęście Miku zaczęła wtulać swą główkę w miejscu, gdzie najbardziej sobie tego życzyłem i poruszać nią delikatnie jakby była duchem, albo pijącym z miseczki kotem.  No tak!  Przecież była kotem.  Przypomniało mi się, że kiedy pierwszy raz poczułem koci języczek, to wydawał mi się szorstki i nieprzyjemny jak robak.  Teraz jednak nie miałem takiego wrażenia.  Czułem raczej miękkość jedwabiu lub aksamitu.  Ale ponieważ było trochę ciemno chciałem zapalić lampkę, żeby zobaczyć jej buciki i stópki, ale dziewczyna ubiegła mnie.  Wykręciła się przy tym trochę tyłem i wtedy dopiero zauważyłem, że ciągnie za sobą czarny koci ogon.  Zamarłem z przerażenia. Referat, który miał o czwartej wygłosić  profesor Shi,  zaczynał się przecież od słów: "Koty zazwyczaj mają mroczną naturę" i miał być w całości poświęcony kulturowemu fenomenowi kobiety-kota.  Miku dostrzegła moje zaniepokojenie i rzekła uspokajającym głosem:                        

                                    - Zrobię to do końca, a potem zjadę na dół.  Mam jeszcze coś do załatwienia z portierem -

            Jej słowa nie uspokoiły mnie jednak i kiedy Miku rzuciła się w moim kierunku jak kot w pogoni za myszą, byłem już uzbrojony w miseczkę z solą (przesypałem ją z solniczki),  którą trzymałem w dłoniach.  Na jej widok Miku cofnęła się gwałtownie w kierunku drzwi.  W ten sposób uratowałem swe życie po raz kolejny i bynajmniej nie było to przypadkiem. Gdyby nie moja wiedza na temat zwyczajów demonów oraz siła woli, z pewnością nie oparłbym się pokusie.

            Podczas kongresu poznałem wiele miłych osób i znacznie powiększyłem swą wiedzę z zakresu demonologii.  W samolocie z przyjemnością wracałem do szczegółów tamtej nocy, myśląc o tym, jak dzięki przezorności i koncentracji udało mi się uchronić przed nieszczęściem.  W pewnych sytuacjach jedynym ratunkiem jest po prostu silna wola i panowanie nad sobą. Zamierzałem opowiedzieć o tym mojej żonie.  Byłaby ze mnie dumna!  Oczywiście, zatajając pewne nieistotne szczegóły. Ale dosiadł się do mnie profesor Norton z Londynu, nestor angielskich demonologów.  Opowiedziałem mu więc o tym zdarzeniu sądząc, że mnie pochwali:

                                    - Co za głupota! - powiedział z uśmiechem, poprawiając poły kraciastego płaszcza - Kotka zagryzła już przecież pokojówkę Miku i wchodząc w jej ciało nie miała wobec ciebie żadnych złych zamiarów.  Ja bym na twoim miejscu skorzystał! 

            Na myśl o tym zdjęła mnie tak wielka żądza, że spytałem go, czy nie ma przypadkiem biletu powrotnego do Kioto. 

                                   - Tylko nie wyskocz przez okno! - żartował mój współpasażer" - zakończył swoją historię Coleridge.

                                   - Wszystkie duchy mogą być potencjalnie niebezpieczne - rzekłem - Ale może rzeczywiście czwórka to nie jest twój szczęśliwy numerek. Pozdrów ode mnie małżonkę. 

                                   - Myślisz, że już się z tego wyzwoliłem? - spytał z troską w głosie. 

                                   - Sakana wa mizu ni akazu - rzekłem.

                                   - Klasyczny język japoński?  Ale, co to znaczy? - zaniepokoił się z lekka.

                                   - Rybie nie znudzi się woda - powiedziałem, przymrużając lewe oko.

                                   - Myślisz, że Sara wszystkiego się domyśli? - panikował mój przyjaciel.

                                   - Tsuma to ifu mono koso wotoko no motsumajiki mono nare - zauważyłem.

                                   - Przetłumacz proszę!  - poprosił Coleridge.

                                   - Mężczyzna nie powinien mieć żony - uśmiechnąłem się.

                                   - Strasznie długie zdanie!  - rzekł - Nie da się tego powiedzieć krócej? 

                                   - Jak każda wymówka!  - odrzekłem, podając mu dłoń na pożegnanie.

            Kiedy rzucam czasami Mitsuko papierek, orzeszek albo inną zabaweczkę, cieszę się, że biegnąc za nim jak wiewiórka nie zmienia się w piękną  kobietę albo w lalkę.   Niby to naturalne, że wszystko na świecie się zmienia, ale nie mam jednak zaufania do duchów.                         

czwartek, 24 lipca 2014

                                                                                Marzence, żeby nie zapominała o swoich marzeniach

         W 1992 r dla uczczenia 70 lecia urodzin (artysta zmarł w roku 2000) firma Sony wydała podwójne CD z wyborem jego różnych wykonań (barok+Mozart).  Cudowna książeczka odsłania przed nami wiele zdjęć artysty, poczynając od chwili, kiedy był małym chłopcem. (Genialne jest zdjęcie ślubne).  Ukazują one obraz przepełnionego radością życia szlachetnego hedonisty, a przy okazji także czasów, w jakich żył (z których chyba najpocieszniejsze są jednak lata sześćdziesiąte). 

         Jean-Pierre Rampal był muzykiem radosnym i spontanicznym, i chociaż brzmienie orkiestr, z którymi gra "przeszło już do lamusa historii" (kocham takie stereotypowe określenia), to jego gra w niczym nie utraciła swej naturalności i żywotności.  Uwielbiam brzmienie fletu (od koncertów Vivaldiego po Pasje Bacha, suity Couperina, kwartety Telemanna i koncerty Mozarta) i sporo słucham takiej muzyki, i mogę powiedzieć, że jeden tylko artysta dorównuje Rampalowi.  Jest nim Bartold Kuijken - chłodniejszy nieco, ale za to już całkowicie "historycznie poinformowany" w swych interpretacjach, absolutnie skoncentrowany i również pełen wyobraźni. 

         Trzy dni temu kupiłem to CD za mniej niż 20 złotych, co było możliwe dzięki sprzedaniu innego.  To wydawnictwo już zabytkowe i całkowicie niemożliwe do dostania.  Miałem więc trochę szczęścia błądząc po ulicy Tamka. W powietrzu unosił się zapach deszczu i zrobiło się nawet trochę chłodno. Na Topiel na szczęście już nie dotarłem...Na Ordynackiej jest teraz sklep z fortepianami i innymi instrumentami (który przeniósł się z Nowego Światu). To tam namawiali mnie do kupienia klarnetu firmy Yamaha. Jest cudownie piękny.  Lubię brzmienie klarnetu, ale wolę jednak german flute. 

         Rampal cudownie gra też ragę Raviego Shankara i w ogóle jako jeden z nielicznych wykonawców istnieje w świadomości tzw. pop-kultury.  Równie czarodziejsko flet brzmi w muzyce japońskiej, indyjskiej, sefardyjskiej, perskiej i arabskiej, a nawet chińskiej (chociaż poza tym jest ona dość ciężko strawna dla zachodnich uszu).  Słowiki i skowronki śpiewają w polu, a Jean-Pierre już od ponad 14 lat spaceruje po Elizjum lub relaksuje się na górze Parnas w otoczeniu...No właśnie, w czyim otoczeniu?  W ten smutny dzień z wdzięcznością słucham jego ptasiego trelu.  Chwile radości nie są wieczne, a ptaki od nas odchodzą. Odlatują gdzieś daleko w przepiękne ogrody, nawet jeśli przez ten czas wyrosły im brzuszki.  Niektórzy mówią jednak, że spoczywają w ziemi, dopóki nie zajmą się nimi stworzenia, którymi niedawno same się żywiły.  W tym przypadku - nutki!         

 

                                                             Połknęła chmurę

                                                             sonata dla Amalii

                                                             Ach!  Pruski smutek... 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6