Kategorie: Wszystkie | "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę" | ...bez końca | 0 | 100O i jeden Rabinów | A Puszkina też zapuszkują? | A moze to tylko pomieszanie zmyslow | A nie lepiej być purystą? | Aaaaaaaaaaaaaa...aalfabeta | Ach, gdzież jest litość lub wspolczucia pozór? | Ach, gdzież jest litość lub współczucia pozór? | Adam Mic - Kiewicz | Adaś i Ewka | Aforystyka | Amerykański sen | Autopsychoterapia | Bez sensu to to! | Bez szaleństwa... | Bezmyślne okrucieństwo | Bezradność | Biedna Szymborska | Biedny Kapturek! | Bliźni miłości | Bliźniego miłość... | Blondyn | Blue Bossa | Bojaźń i drżenie | Bratnie dusze | Bruner, ty świnio! | Buddyzm w życiu codziennym | Bóg mi poskapił tej anielskiej miary... | Bóg mi poskąpił tej anielskiej miary... | Bójstwo samo | Caritas | Chiziofrenia | Choroba na śmierć | Chwila ułudy | Chwila wytchnienia | Chłodne upojenie | Cierpienia i radości | Cierpienie i radość | Cleen feed | Cnota niedoli | Co slina na język przyniosła | Co tam panie w polityce? | Co w niebie piszczy | Co ślina na język przyniosła? | Corrida | Coś dla duszy... | Coś tak wulgarnego | Cudotwórstwo | Czarna Perła Tao | Czarny tulipan skrzyżowany z czarna różą | Czarny tulipan skrzyżowany z czarną różą | Czary Mary | Czego nie przysięgał Hipokrates? | Człowiek nie jest rzeczą | Człowiek to brzmi dumnie, ale nie u mnie | Często chowa | Częstochowskie rymy | Deficyt aniołów | Delightful! | Demokratyczne wybory w Oczodołach | Diabłoterapia | Dla wszystkich i dla nikogo | Dnieje | Do samego siebie | Dodatek | Dowcipas dnia | Duma narodowa | Dusze drzew | Dyskretna mgiełka autoironii | Dzielność | Dziki kapitalizm | Dzisiejsza młodzież | Dzisiejsza młodzież nosi ładną odzież | Egzystencjalizm jest chumanizmem | Ekonomia zbawienia | Elegancja Francja | Elegijnie | English gentelman | English gentleman | Epicurus | Ewa tylko ziewa | Falochron | Female | Filozofia bez uczoności | Forever Loving Jah | Gadu, gadu | Gadu, gadu, trochę więcej jadu | Gal Anonim | Gaz dla pedałów | Gaz dla pedałów, młot dla sierpów | Gdy rozum śpi... | Gendarme | Genek, gienialny gieniusz | Geno Typ | Gorący uczynek | Grabarz | Grabarz nonsensu | Gry i zabawy literackie | Głupota przysłowiem narodów | Głębie i tajnie Podświadomego | HIstoria nauczycielką bicia | Herbatka zen | Homo economicus | Homo sapiens czy Homo politicus | Humor absurdalny | Humor nieco absurdalny | Humor, satyra, panie... | I rekiny w oceani mają zębów cały rząd | I rekiny w oceanie mają zębów cały rząd | Indie Wschodnie i Zachodnie | Industrial | Istnieje również wrodzony brak poczucia humoru | Ja tam bynajmniej nie wiem | Jak długo będę jeszcze żył? | Jak uprawiać agresywne dziennikarstwo? Poradnik dla początkujących | Jakże cżęsto powtarza się ta historia | Jakże trudno czasami coś sklecić! | Jan i Małgorzata | Jan z Czarnolasu | Jesienna muzyka | Jeszcze smutniej! | Jeździec Apokalipsy | Językologia | Kaczuszki mandarynki | Karawana idzie dalej | Katedra Adamowego Żebra | Kawa z Kafką | Każdemu według naszych chęci | Każdemu według potrzeb | Każdemu, o czym tylko zamarzy | Kiciuś Miciuś! | Kicuś Micuś! | Kiedy człowiek staje się bestią | Kiedy owce nie milczą | Kij w mrowisku | Kniaź Wiktor | Kochani ludożercy | Kolacja Pani Sowy | Kometa tylko głownia nie ta | Konkwista | Koryfeusz nauki, milośnik sztuki | Koty i inne zwierzęta | Koty, głupoty, palikoty | Kości rzucone są | Kość słoniowa | Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatni | Kto pisze teraz historię? | Kuchnia szamańska | Kwiatki Św. Franciszka | Kwiatostan śmierci | Kwitnienie kultury | Kwitnąca wiśnia | La colombina i ciche ukojenie | Lekarzu - lecz się sam! | Lenin wiecznie żywy | Leśmianiada | Lichwiarstwo polskie | Liryki i prztyki | Logika dziejów | Londyńska mgła niepamięci | Londyńskie przygody | Los ofiary | Los puka do moich drzwi | Lotosowy wpis | Ludzie ludziom... | Lunatyzm | Lęk społeczny | Made in Japan | Maligna | Marność nad marnościami | Marność nad marnościami. Rekoleksje Wielkopiątkowe | Marzenia senne | Marzeniologia stosowana | Maszkary i senne dziwadła | Maszkary i senne widziadła odbite w lustrze | Mała czarna z Kafką | Medycyna naturalna | Meine Liebe Augustin! | Melancholia | Melancholia stosowana | Memorabilia | Meszreiw | Meteo | Mgiełka autoironii | Mglisty dzień. Mgła | Mikołak | Mistrz i Małgorzatka | Mistycyzm lunarny | Mistyka i miłość | Mitologia osobista | Mitologia świata | Miłość | Miłość bliźniego | Miłość nie zawsze szczęśliwa | Miś Uszatek | Moc rytuałów | Monada nie ma okien | Mowa potoczna | Mowa ptaków | Mowa serca | Moze ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może ktoś się ucieszy? | Może ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może to trochę zbyt uszczypliwe | Musicology | Muza lekkich obyczjów | Muzyka przywraca ład serca | Myszoterapia dr Nezumi | Myśli prostego człowieka | Mądrość Natury | Mądrość jak z gazety | Mądrość narodów | Młot na faryzeuszy i hipokrytów | Męstwo bycia | Mówił sen do snu | NIe ma na świecie dwóch takich samych liści, ni kropel deszczu | Na jawie (lecz to, co niejawne pozstaje) | Na stos rzuciliśmy szcześcia los | Na stos rzuciliśmy szczęścia los | Na szczytach hipokryzji | Na zdrowie! | Nad piekną rzeką | Najokrutniejsze zwierzę | Najsłodsza tajemnica | Narastająca senność | Nic dzisiaj ciekawego nie napisałem | Nicość | Nie am dwóch takich samych liści, ni kropel wody | Nie bój się - najwyżej cię rozstrzelają! | Nie czas żałować burz, gdy płoną oczy | Nie czas żąłować burz, gdy płoną oczy | Nie każde szczere złoto jest szczerozłote | Nie ma na świecie dwóch takich samych liści ani kropel wody | Nie ma na świecie dwóćh atkich samych liści lub kropel deszczu | Nie ma takiego smutnego, co by na wesołe nie wyszło | Nie ma zazdrości bez miłości | Nie oddamy nawet guzika | Nie tylko dzielenie włosa na czworo | Nie wiem, ja w ogóle nie myślę | Nie zabijaj! | Nie zabijajcie drzew! | Nie zawsze urocza dzecinada | Niebiańskie szczyty głupoty | Niech pani będzie dzielna! | Niech zapłaczą na moim pogrzebie | Nieco drapieżny wpis | Niekoniecznie ptasi móżdżek | Nienawiść bliźniego | Nieosobiście | Nieprzesłane przesłanie | Niestworzone rzeczy | Nieszkodliwe głupotki | Niewczesna melancholia melomana | Niewczesne rozważania | Niewielka profanacja | Niewielkie przekłamanie | Niskolotnie | No No! Teatr No | No comments! | No no! | Nowa poezja lingwistyczna | Nędzne kabareciarstwo | O Leonardo, po cóż się tak trudzisz? | O dzieleniu włosa na czworo, czyli metodzie scholastycznej | O dzieleniu włosa na czworo, czyli o metodzie scholastycznej | Obciachy | Obscenia i parafrenalia | Obsesja dobrego biustu | Ojej! | Oko w oko z zębem mądrości | Okropieństwa | Okruchy odgrzebane z lawy | Okruchy życia wygrzebane zlawy | Okruchy życia wygrzebane z lawy | Okrutna losu ironia | Orientuj się na orient | Owczarek | Owczarki afgańskie | Owocożerni | PL jak piekło | PO PiS | POeci wszystkich krajów dzielcie się | Pan Tadeusz | Panie pośle, po chrześcijańsku panu wybaczam | Pańska satyra polityczna jest niegramatyczna | Pendant do pewnego przypisu | Perlikowski | Pewna elastyczność zasad | Pewne jak w banku | Piorunujący piorun! | Po owocach poznacie ich! | Po upadku | Pobożne życzenia | Podpatrywanie Natury | Podroby i inne podróbki | Pokolenie Kainowe | Pokorne ciele | Pokorne cielę | Pokusa | Polak potrafi | Polak potrafi! | Politolog i Politowska | Politycznie niepoprawne! | Polonica | Polonika rycerskie | Polucje i ablucje | Pomarańcze i mandarynki | Pomarznąć dobra rzecz | Pomarznąć dobra rzecz! | Pomoc psychologiczna | Poranna kawka z Kafką | Porąbane marzenia | Potężne i głębokie warstwy pierwotnego mitu | Powieść brukowa | Powszechna życzliwość | Powtórka z cynizmu | Poznaj samego siebie | Prawda | Prawda jest jedna i piękna, ale złożona | Prawda popłaca | Prawdziwa metropolia | Prawi i sprawiedliwi | Prawiezmartwychpowstanie | Prawiezmarwtychpowstanie | Prognoza pogody | Pruski smutek | Przecież cię zjem! | Przedagonalny polski agon | Przegląd sportowy | Przeinaczenia | Przez pychę do pokory | Przeżyjesz to, a pote już tylko grób | Przeżyjesz to, a potem już tylko grób! | Przminęło z wiatrem | Prztyczek | Psiapowiednia Majów | Psubrat | Pustka | Pytanie dość retoryczne | Raczej to nie będzie hit | Radosne gonitwy śnieżnych tygrysów | Radość wędrowania | Rejterada Rejtana | Religie nauczą cie pokory | Res Sacra Pecunia | Romans z pop kulturą | Roots, Rock, Reggae | Rozkosze reinkarnacji | Rozmowa nie na telefon | Rozpacz | Rozpacz na wieki wieków | Rozpacz, która podpełza pod gardło | Ruch i świeże powietrze... | Rybołówstwo cudzołożnika | Rycerz pokalany | Samokrytyka | Samotność egzystencjalna | Sekrety pewnego domu handlowego | Seraphic Flames and Heavenly Love | Siedź na dupie i potakuj! | Somatyka | Somatyka logiczna | Spełniona przepowiednia | Spleśniały ser | Sponsorem tej opowieści jest wydawnictwo Błękitny Wieloryb | Sport to zdrowie | Spowiedź morskiego wilka | Stary Sącz i Nowy Sącz | Stary mafioso | Stołeczne stołki | Stratyfikacja społeczna | Suma sumarum | Sumienie rachunku | Sweet Music and Poetry | Sygnały podprogowe | Szalchetne zdrowie | Szczęśliwa pomyłka | Szekspir do żadnej nie należy epoki | Szkarady | Szlachetna gravitas | Szlachetne zdrowie | Słodycze grafomanii | Słówka | Słówko do słówka, a uzbiera się sówka | Tadeusz Bój Jeleński | Taia chińska podróbka | Takie będą rzeczpospolite jakie tego blogu chowanie | Takie tam, pierdoły | Talking Heads | Tania chińska podróbka | Tatiana | Teorie świata nauki | Terapeutyczie | Terapeutycznie | Thames | The Doors. Uchylone drzwi | The Lion cub | The fruit of beauty and despair | To na pewno nie Lec | To nie żadna filozofia | Tragiczne pożegnania | Transformacja duchowa | Trudna sztuka dialogu | Trudno czasmi coś sklecić | Trzylogia | Trója z polskiego | Twarda rzeczywistość | Ty mi tutaj nie filozuj | Tygrysologia stosowana | Tysiac i jeden ptaków | Tysiąc i jeden kotów | Tysiąc i jeden ptaków | Tysiąc różowych kroliczków | Tęsknica | Tęsknota duchowa | Ubekistan | Ucone księgi | Uczeni ludożercy | Uderzenia losu | Uduchowienie | Umrzeć z miłości | Upadek Pierwszego Człowieka | Uroczy wegetarianin | Uszczelnienie systemu podatkowego | Utrata uzębienia | W czym mogę panu pomóc? | Wciąz powtarza się ta sama historia | Wciąż powtarza się ta sama historia | Wdzieczna muzyka przywraca ład serca | Wesola grafomania z morałem | Wiecej broi dla szaleńców w Teksasie | Wieczne powroty | Wiedza radosna | Wielka wygrana | Wielomówstwo, czyli plaga opowiadania | Wierzba płacząca | Wiosny i jesienie | Witch | Więcej broni dla szaleńców w Teksasie | Wojna totalna | Wpis o kształcie piramidy | Wprowadzenie do kruczków prawnych | Wrzucam wszystko do kosza | Wrzątek | Wspomneinei pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Współczesny filister | Wszystkie rybki | Wszystko na A | Wszystko na sprzedarz | Wszystko na sprzedaż | Wygrana | Węzłowato | Wólka Węglowa | Xin Lu, typowa brunetka o granatowych oczach | Z Nietzschego nic nie powstaje | Z księgi wulgaryzmów | Z rupieciarni myśli | Zaczarowany świat zen | Zanim mnie wrzucą do dołu | Zapowiedź Apokalipsy | Zaraz wracam! | Zasada domniemanej winy | Zaskroniec | Zastał Polskę drewnianą... | Zatrzaśnięte drzwi | Zbaw mie Buddo Amido | Zbaw mnie, Buddo Amido | Zdrowy egoizm | Zegar dziejów | Zestrzelenie księżyca | Zginął z rąk słabej kobiety | Zima się nas nie ima | Zjawiskowe | Znak jaskółki | Zrozumieć wartość tego, co nieużyteczne | Zuch zawsze ochoczy! | Zwierzęta pod postacią ludzi | Zwyciestwo konsumpcjonizmu | Ząb mądrości | ie zabijajcie drzew! | ieosobiście | kosmos | Łagodne prawo, ale prawo | Łagodność tygrysa | Śmiechotki, chichotki | Śmiertelna powaga | Śmierć | Światełko w mroku | Świętość, wziętość, nadętość | Życie jest tragiczne | Życie samo | Życzliwe spojrzenia na całość ogródka | Żyć, nie umierać
RSS
piątek, 30 czerwca 2017

 

 

          "Abstrakcyjność myśli

bywa niekiedy przyczyną

niezwykłego okrucieństwa."

(Fiodor Dostojewski)

 

     Można by tu podać wiele przykładów, że tak jest

w istocie i każdy chyba zna takie sytuacje z własnego

życia. Abstrakcyjność myślenia polega bowiem często

na tym, że zamiast konkretnej osoby widzimy tylko

pewien przypadek. Określenie inwazyjna metoda

jest oczywiście pewną metaforą - chodzi tu o metody

ingerowania w ludzką psychikę niosące ze sobą

pewne ryzyko naruszenia jej integralności.

 

     Kiedy pewien Mistrz zen złości się na kobietę,

której zmarła córeczka i mówi do niej:

"Natychmiast zapomnij o tym, ty głupia istoto,

przecież masz całe życie do przeżycia", to jest

to mądrość raczej problematyczna. Psychologia

pokazuje, czym jest dla człowieka uczucie żalu

i żałoba, i jak trudno dojść do siebie po śmierci

dziecka. Karcenie jako metoda rzadko zresztą

bywa skuteczne...A Mistrz, oczywiście, chciał

pogrążonej w rozpaczy kobiecie pomóc.

      Czym są takie radykalne metody przebudzania

świadomości?  Taoiści Laozi i Zhuangzi ich nie

stosowali w przekonaniu, że nie należy ingerować

w psychikę innej osoby. Wpływ jednej osoby na

inną nie dokonuje się poprzez świadomą agitację

lub manipulację, ale głównie poprzez to jak żyjemy. 

Ale w tradycyjnym zenie szuka się impulsu

pobudzającego wewnętrzne oświecenie,

usprawiedliwiając nawet skrajne metody. Mistrz mógł

nas wytargać za uszy lub nos, albo przylać lagą, aż

wykrzykniemy swoje "Muuuuuuuuuuu!"  Nikt jakoś

nie zwrócił uwagi na to, że jest w tym pewien rys

autorytarny trudny do pogodzenia z autentyczną

wolnością.

     Buber opisuje straszliwe wyrzeczenia ucznia,

który przezwycięża wszystkie pokusy, a cadyk,

zamiast go pochwalić, mówi tylko "Łatanina!"

Każdy krawiec zrozumie, czym jest łatanina ;-)

Uczeń nie powinien się wahać. Stoik Epiktet

często lżył co nieco swych uczniów, aby

stymulować ich ospałą wolę. W obu tych

przypadkach chodziło o stymulowanie rozwoju

duchowego osób, które się na to godziły.

     Czasami i w zwykłym życiu trzeba,

jak to się kolokwialnie mówi, "kimś potrząsnąć",

a może nawet na kogoś wrzasnąć, jak pewien

onkolog skrzyczał dziewczynę, która wolała

umrzeć niż stracić pierś, choć miała malutkie

dziecko i długie życie przed sobą. Nie znaczy to,

że nie można próbować dotrzeć do czyjejś psyche

w łagodniejszy sposób...Impulsywny lekarz

uratował wprawdzie dziewczynę, ale inna

w podobnej sytuacji powiesiła się w szpitalnej

toalecie.

     Jednak lekarz z racji swej wiedzy i spełnianych

czynności, występował wobec tych kobiet w roli

autorytetu. Ale równie często zdarza

się, że ktoś postępuje w ten sposób nie mając do

tego żadnego uzasadnionego powodu. Sam

byłem kiedyś świadkiem dość groteskowej i

smutnej sytuacji, w której osoba mniej doświadczona

życiowo, mniej psychicznie rozwinięta i mądra,

i nie mająca najmniejszego pojęcia o cierpieniu,

jakie dotyka jej znajomą, życzyła jej "aby życie

kopnęło ją w d...bo może wreszcie coś zrozumie."

Rozumiała wszystko to i dużo więcej niż tamta

karcąca ją osoba i nawet potrafiła później w

trudnej sytuacji przyjść jej z pomocą.

     Budda chętnie posługiwał się radykalnymi

metodami budzenia"wyższej" świadomości.

Robił to pod wpływem współczucia dla ludzkiego

cierpienia, którego jednak, paradoksalnie, często

nie okazywał.

     1. Ojcu, który szukał pocieszenia po śmierci

syna, rzekł tylko: "To, co się kocha, rodzi

jedynie ból i cierpienie."  Albert Schweitzer

słusznie ubolewał nad tą bezduszną odpowiedzią,

z której wynika chyba tylko tyle, że nie powinniśmy

nikogo kochać. Budda najwyraźniej chciał

zastąpić uczucie miłości życzliwością wobec

wszystkich czujących istot.

    2. Matce, która z rozpaczy wykrzykiwała

imię zmarłej córeczki zadał ironiczne pytanie:

"Którą z 10 000 dziewczyn o tym imieniu, które

zmarły dzisiaj, wołasz?"

   3. Zakochanemu w pięknej kobiecie mnichowi

zalecił po jej śmierci oglądać wszystkie stany

rozkładu jej ciała.

    Niewiele wiemy na temat rzeczywistej

skuteczności takiej terapii wstrząsowej. Być

może niektórym ludziom ona pomagała.

Wielu mogła szkodzić. Możliwości ludzkiej

psychiki są zróżnicowane, podobnie jak

obszar podświadomych skojarzeń. Oglądanie

zwłok najbliższej osoby po to, aby wzbudzić

w sobie obrzydzenie dla jej cielesności

i pogodzić się z przemijaniem, to metoda

więcej niż kontrowersyjna i obawiam się,

że może powodować poważne i nieuleczalne

psychiczne zranienia. Opiera się też ona na

fałszywym założeniu, że obiektem miłości

jest wyłącznie to"plugawe" (jak to określają

teksty staro-buddyjskie) ciało, które jest

jedynie workiem na kości, krew, limfę, mocz,

śluz...Spójrz tak na kobietę, a zaraz ci się

jej odechce!

    Badania psychologiczne wykazały, że

utrata bliskiej osoby (niekoniecznie z powodu

jej śmierci), to trauma, która może nawet

zabić...Nieco tylko łagodniejsza wydaje się

inna z zastosowanych przez Gautamę Buddę

metod. Wiemy o niej jednak tylko z późniejszej

przypowieści.

      4. Obiecał matce wskrzesić dziecko,

jeśli przyniesie ziarenko gorczycy z domu,

w którym nikt nie czuje rozpaczy z powodu

śmierci kogoś bliskiego. Biedna kobieta

chodziła od domu do domu...i nie znalazła.

Przekonała się jednak o tym, że cierpienie

jest powszechne i odnalazła w myśli tej

spokój.

      Metoda też radykalna, ale oparta na

doświadczeniu. Jezus nie postąpił tak

z bliskimi Łazarza, a po prostu go wskrzesił.

A jak Ty byś postąpił gdybyś miał równą

im moc? Oczywiście Łazarz potem i tak

umarł, jak wszyscy ludzie, więc może jednak

racja jest po stronie Buddy?

     Rozumowanie Buddy jest proste: miłość

to przywiązanie, a przywiązanie to cierpienie.

Trzeba zatem rozerwać ten przyczynowo-skutkowy

łańcuch. Rozpacz z powodu utraty bliskiej osoby

sprawia często, że nie tylko sami cierpimy, ale też nie

potrafimy kochać innych ludzi, ani cieszyć się ich

radościami, a nawet czasem mamy im za złe, że w

ogóle żyją. Dlatego oczywiście nie można w niej

trwać. Jednak smutek często pozostaje...Kochamy

utraconych bliskich i nawet Dalajlama, mimo

wszystkich duchowych nauk, jakie posiadł i

praktyki medytacji, wciąż jest pod wrażeniem

braku miłości matki, która go porzuciła i śmierci

ukochanego brata. (Sam o tym mówi i psycholog

Goleman o tym wspomina). Jesteśmy na ogół tylko

ludźmi, a nie buddami... 

     Podstawowa zasada psychoterapii, którą

znali nawet nawykli do abstrakcji greccy

filozofowie, polega na dostosowaniu metody

terapeutycznej do możliwości pacjenta.

Grecy, o czym wspominam w jednej ze

swych książek, byli przekonani, że aby

abstrakcyjny argument zadziałał, musi

na jego działanie zaistnieć podatność w

psychice osoby, do której go kierujemy.

        Psychoterapeuci doskonale o tym

wiedzą i starają się też współtworzyć tę

podatność. Ale zależy ona od osobowości,

rodzaju wrażliwości i doświadczenia

życiowego osoby. Całkowite nieliczenie

się z możliwościami psychicznymi innej

osoby oraz z zasobem jej doświadczeń

życiowych, może czasami kończyć się

tragicznie...

 


 



 

 

 

 

 

 

 

 


 


 

 

 

 

 


czwartek, 29 czerwca 2017

 

       Po wyjściu za świat nie było

innej drogi. Ukwiecony cmentarz

pozostał za nim. Wiewiórki nie

skakały już po grobach, a puszczyk

przysypiał w dziupli drzewa, które

było teraz gdzieś daleko - jakby za

mgłą. Wiedźma połknęła swój

ostatni ząb jedząc zupę bukową

z lisimi odchodami. A słońce zeszło.

I to zejście słońca nikogo już nie

porażało swym pięknem. W otchłani

kosmosu znikła spopielona gwiazda.

    Doszedł wreszcie na pętlę

autobusową. Kierowca - stary diabeł,

zmierzył wzrokiem jego garnitur

i oszacował, że nie jest jednym

z tych śmierdzieli, którzy za chwilę

zasną. Ale zapach miał jakiś dziwny

- kadzidlany, mgielny, a wzrok szklany.

Chociaż nie...chyba w ogóle nie miał

oczu. Diabeł zląkł się i wyłączył radio

Eska. Poszedł na papieroska.

     Zaczęło padać. Dusze gromadziły

się za szybą przystanku i błagały, aby

je wpuścić. Ich zapłakane oczy

rozmazywały się za szybą:

     - Chcemy żyć! - wołały. - Dość już

mamy podglądania radosnych ludzi...

     Ale przez szybę przejść nie mogły.

Kierowca przydeptał peta i wszedł do

autobusu:

    - Ale jadę tylko do Piekła - powiedział.

    - Wszystko jedno - odpowiedział

pan w garniturze. Diabeł zapalił światło

i włączył radio. Dziewczyna na przystanku

uderzała twarzą w szybę jak ptak, ale

szyba była twarda, zimna i mokra.

    Radio zawyło na wietrze:

    "Ciebie jedną kochać chcę, laseczko

z Mrągowa. Dla ciebie życie oddać chcę,

bo pragnę cię pocałować. Szczęście me,

ja chyba śnię, lecz nie czas róż żałować.

...Gdy płoną stosy!"

    - Uszanowanie - powiedział ktoś do

kierowcy.

    - Jadę tylko do Piekła. Kurs skrócony. 

A ten tutaj...nie czujesz jaki ma zapach?

    - Choinkowy jakiś! Coś jakby Boże

Narodzenie. Może dopiero co

zmartwychwstał? ...To ile dostaniemy

tej podwyżki? -

    - Za nienaganną pracę, bez skarg,

coś chyba plus pięćset. -

    - Mnie jeden denat pod koła wpadł,

Jasiu...na Kolskiej. -

    - A mnie na Browarnej browara wiesz

takiego wypiła. -

    - Dębowe mocne! -

    - Teraz zobaczyłem, że to nie garnitur,

tylko marynarka. -

    - Może marynarz - taki zmarnowany.

No jadę już Zdzisiu, pozdrów Zdzisławę. -

   Autobus ruszył. Ale nie ruszył, tylko

stał. Nic dziwnego - pętla!

środa, 28 czerwca 2017

  

     Miałem szczęście i spotkałem w życiu

kilku mądrych i nadzwyczaj skromnych

ludzi. Wszystkich ich cechowała pewna

pokora wobec życia i świadomość, że nie

wszystko wiedzą, a w odczuciach swych

mogą się mylić.  Nie porównywali się

z innymi, żeby łechtać własne ego. 

Starali się widzieć w innych przede

wszystkim dobro, ale ze współczuciem

odnosili się do ich niewiedzy i cierpienia.

     Jedną z rzeczy, za które jestem im

wdzięczny jest to, że nie pouczam innych

jak mają żyć i to nawet wtedy, kiedy

chciałbym im pomóc.

    Jedynie wtedy, kiedy ktoś kogoś w

sposób oczywisty krzywdzi, taka ingerencja

może być konieczna. Kiedy wydaje mi się,

że ktoś krzywdzi samego siebie, łagodna

perswazja jest na ogół czymś o wiele lepszym.

Ale w obu wypadkach mogę się mylić w osądzie

sytuacji. Powinienem też unikać wszystkiego

tego, co mogłoby drugą osobę poniżać lub

dawać mi satysfakcję z powodu poczucia

własnej wyższości.

     Nie przypisuję sobie także wszechwiedzy

o stanach psychicznych, poczuciu wartości

i życiu innej osoby, nawet, jeśli z pozoru

doskonale je znam. Jak ktoś bowiem słusznie

zauważył, nawet pluskwa jest dla nas

tajemnicą, a co dopiero drugi człowiek.

    Po pierwsze - mogę się całkowicie

mylić w postrzeganiu problemów czy

motywów postępowania innej osoby.

Po drugie - nawet, jeśli zasadniczo

się nie mylę, mogę nie brać pod uwagę

jakiegoś istotnego aspektu jej sytuacji.

Po trzecie - nawet, gdybym wziął wszystko

pod uwagę, narzucanie komuś własnej

wizji życia napotka jedynie na opór.

Po czwarte - co niestety często się zdarza,

mogę własne problemy, resentyment

i urazy przenosić na rozumienie sytuacji

innego człowieka.

     Istotną cechą tej otwartej postawy jest

również nieuznawanie półprawd za prawdy

niepodważalne. To, że jestem o czymś

osobiście przekonany i głęboko w coś

emocjonalnie zaangażowany nie wystarcza

do tego, abym własne przekonanie narzucał

innym - co może być dla nich krzywdzące.

     Trzecią rzeczą jest świadomość tego,

że wychodząc od fałszywej definicji

można tylko fałszywie opisać jakieś

zjawisko. Dlatego należy w sposób

bezstronny opisywać zjawisko, a

wtedy dopiero odsłonią się prawdy

o nim.

     Nie zawsze o tym pamiętam,

jednak kiedy lekceważę którąś

z tych zasad, dość szybko zauważam

to...

   

    

 

       Charon mrukliwy, duch świata podziemnego,

nie przywykł udzielać wywiadów. Ale, że chodzi

w łachmanach, za pieniądze zrobi wszystko, o ile

ktoś się odważy do niego podejść. A ponieważ

chwila mej śmierci jest być może bliska, chciałem z

nim trochę pogadać, albowiem ma on wiedzę,

jakiej nie mają śmiertelni.  Nie pytałem go

oczywiście za co zakuto go na rok w łańcuchy. To

sprawa nieśmiertelnych bogów, nie ludzi.

     - Jak ci się wiedzie przezacny Charonie? -

     Przewoźnik dusz skrzywił się i odsłonił

krzywe zęby, jakby chciał mnie ugryźć.

     - Brakuje jednego obola! - warknął.

     - Ja jeszcze dzisiaj nie płynę przez Acheront.

Może jutro...Dałem Ci obola, ale nie zauważyłeś.

A tak a propos, co robisz z tymi obolami? Nie

chcesz sobie sprawić jakiegoś dostojniejszego

odzienia? - 

     - Nie twoja rzecz, psie! -

     - Pewnie jesteś trochę obolały po tym, jak

ci Herakles przyłożył!  Lubisz wino? -

     - No comment! -

     - A kogo ostatnio wiozłeś? Powiadają, że

śpiewaka Orfeusza. -

     - Milczę jak grób. Ty rzekłeś! -

     - Tak cię oczarował swą grą, że zwolniłeś

go z opłaty!  I jak ci się podobał? -

     - To lala! -

     - A Eurydyka? -

     - Nimfomanka...Ale musisz coś dorzucić! -

     - Nie mogę. Muszę ci jutro zapłacić za przewóz. -

     - Takiś biedny? -

     - I bardzo! -

     - To coś ci opowiem...Słyszałeś o Krezusie?

Tym, który był najbogatszym z ludzi i dlatego

uważał, że jest najszczęśliwszy. Był całkiem

goły. Nie miał biedak nawet obola. Przewiozłem

go gratis. -

     - I jaką miał minę? -

     - Na Hadesa!  Miny srebra bym nie dał

za jego minę!  A co się nawiosłował. -

zaśmiał się basem Charon, a ja podziwiałem

jego charakterystyczną dla postaci chtonicznych

chromatyczną chrypkę.

     - Boję się - wyznałem. - W zaświatach

tak łatwo zabłądzić, a istnieje się tam prawie

nie istniejąc. Jeden najlichszy dzień pod

słońcem jest więcej wart niż cała wieczność

w tym mroku. -

     - Ach!  Pewnie uważasz, że jeszcze nie

zrobiłeś tego lub tamtego, a tu odejść wypada.

Jak zobaczysz te wszystkie piękne dusze

błądzące po Elizjum, to żyć ci się odechce... -

     Za oknem szumi deszcz. Kto wie, może

już po raz ostatni go słyszę. Tak, jak kiedyś

i ją widziałem po raz ostatni... 



 

 


 


 


 


 


 


wtorek, 27 czerwca 2017

 

...Trochę zdziwiony tym, jak niewielu z moich

znajomych na bloxie słucha takiej muzyki,

przesyłam tu jeden z moich ulubionych

filmów z muzyką Bacha. Jakoż nie dziwię się

wcale, że nie wszyscy uwielbiają filozofię

lub orientalną poezję. Ale życie bez takiej

muzyki jest jak życie bez widoku gwiaździstego

nieba, mrocznej wody w stawie, ośnieżonych

górskich szczytów o zmierzchu i jesiennej mgły. 

(Choć muzyka bezpośrednio nie przywołuje

tych obrazów i jest jak najdalsza od wszelkiej

ilustracyjności.)

Z pozoru jedynie zgeometryzowana, ujęta w kontrapunkty,

metafizyczna muzyka, bardzo silnie apeluje do głębokich

przeżyć, czyniąc to w sposób pozbawiony romantycznego

patosu...A koncentracja braci Kuijkenów jest imponująca.

Podczas filmu nic się nie dzieje. Żadnych dodatkowych

obrazów czy dopowiedzeń. Po prostu grają i to wystarczy.

      To nie jest muzyka, którą poznać można jednego dnia

- jej cudowne, melancholijne piękno odkrywa się przez

całe życie. W młodości Bach komponował bardziej

błyskotliwe utwory, ale w tym jest ukryte, wewnętrzne

życie. A jesienna sonata nie ma sobie równych..   

 

poniedziałek, 26 czerwca 2017

     

 

...Dość naiwnie chcemy wierzyć w szczęście

i piękno Natury. A tymczasem ktoś pod

naszym nosem wycina trzy miliony drzew.

Pan minister Szyszko"ma się dobrze". Nie

jest ważne to, że już nie mamy czym

oddychać i że dał przyzwolenie na zwykły

rabunek i mordowanie drzew dla zysku!


sarenka_przesodzona   

         Inny minister, Pan Radziwiłł, w

trosce o interesy korporacji chce

pozbawić zwykłych ludzi należnej

im opieki zdrowotnej. Przez lata

całe płacimy niemało na ochronę

naszego zdrowia, ale minister,

drwiąc sobie najwyraźniej z

przysięgi Hipokratesa, postanowił

szkodzić. Bo tak jedynie można

ocenić jego pomysł dopłat do

zabiegów medycznych w szpitalach.

Tu już mogą pojawić się białe

rękawiczki.

    Widzimy pychę i arogancję, wobec

której jesteśmy bezradni. Dalej już nie

piszę, ponieważ w tekście musiałyby

się pojawić liczne wulgaryzmy - także

w odniesieniu do osób. Mam wrażenie,

że w pewnych sytuacjach wulgaryzmy

stwarzają zbyt miłą atmosferę. Nie

chodzi o piętnowanie, ale nie można

godzić się na takie rzeczy, bo to nas

cywilizacyjnie cofa i będzie miało

cenę wielu istnień.  I tak już dziesiątki

tysięcy ludzi umierają z powodu

systemu opieki zdrowotnej, w

którym ekonomia zastąpiła troskę

o ludzkie życie. Dalsze kroki w tym

kierunku to zbrodnia...

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

__________________________________________________

Zdjęcie pochodzi ze strony Happy Nature. 

01:33, nazumi13
Link Komentarze (6) »
niedziela, 25 czerwca 2017

 

       

...Wielkie słowa nie zawsze

wyrażają wielkie myśli.

Wielkie myśli nie zawsze są  głębokie.

Wielka głębia nie zawsze jest

jasna. Mała myśl nigdy nie stanie się  WIELKA.

Bywa, że i wielkie myśli karleją...


sobota, 24 czerwca 2017

   

    Staroświecka historia

 

 

         W taki deszcz musi zostać popełnione

jakieś morderstwo. Inspektor Nezumi nie

śpi. "2 x 2 = 4" zapisuje na karteczce dla

lepszej pamięci. "A dlaczego nie pięć?"

-jak mówi wujek Aron, który tak naprawdę

nie jest wujkiem. "Kiedy pożyczam komuś

gotówkę 2 x 2 = 3, bo tyle mu pożyczam.

Ale, kiedy odbieram dług, to samo 2 x 2

jest pięć." No i mamy już motyw zbrodni.

     Deszcz wciąż pada, a Wujek Aron leży

na ulicy w kałuży krwi - wpadł pod tramwaj

konny... A może ktoś go popchnął? Jest to,

że tak się wyrażę- "Więcej jak pewne!"

    Widzę go...to student Liaguszka. Co za

bezczelny wyraz twarzy! Pożyczył trzy ruble,

a musiał oddać pięć. Lisa nic nie zarobiła.

Latarnia zgasła - a kto by chciał utonąć

w błocie!  Stójkowy zażądał, żeby robiła

to z psem, ale Lisa nie ma tego w menu.

Obmacał ją i poszedł. Tacy nigdy nie płacą!

Piękny ten księżyc!

     Trzeba będzie zamknąć tego Liaguszkę.

Na szczęście to już nie ja...Wujek Aron

mówił, że jak dożyje, to otworzy na księżycu

sklep z migdałami i rodzynkami. Będą tam

też śledzie korzenne z księżycowych mórz...

     A kiedyś wujek wyjął swe szklane oko,

przyjrzał się mu pod światło, potarł

i powiedział:

     - Ty też możesz to zrobić! -

A potem włożył oko na miejsce. Miałem

wtedy mniej niż cztery lata i trochę

mocowałem się z okiem, kiedy do pokoju

zajrzała mama. Była zła jak osa!

    - Zabieraj te swoje skarby! - krzyczała.

    - Nauczyłbym go! - żartował wujek.

    Trzeba mieć serce i dwoje oczu, żeby

widzieć. W sumie szkoda mi wujka Arona,

chociaż nie był moim wujkiem, ale jaka to

suma - nie wiem.

    A ile jest dwa razy dwa? Też nie wiem!

Jestem humanistą ;-)


piątek, 23 czerwca 2017

 

     Nie chcąc zanudzać czytelnika przepołowiłem

pieśń największego chińskiego poety Li Bo - w

przekładzie dokonanym przez Staffa z francuskiego

przekładu ;-)

     Ale w końcu i to za dużo przepisywania. A zatem

pozostanie tylko taka jej cząstka...

 

"...Żyć, potem umrzeć, noc wśród powiek,

to wszystko, czego pewny człowiek. Rozpacz się

zbliża... 

Słyszycie ją? Ten dziki głos w świetle księżyca

na łzach ros?  Słyszycie małpę, co siedzi skulona,

jęczy i wyje wśród żałoby, samotna, nędzna

i zgubiona pomiędzy samotnymi groby.

Pełnijcie puchar, pora godna, aby wychylić go

aż do dna!  Rozpacz się zbliża..."

_____________________________________________

    Wyznam, iż bliższe mi są inne utwory Poety.

Ale w tym fragmencie kumuluje się pewien

egzystencjalny nastrój. A widać też, ile serca

włożył w ten archaiczny trochę przekład Staff,

który oryginalnego tekstu utworu nigdy nie

widział!  Jak stworzył sobie jego wyobrażenie,

patrząc w przekład francuskiego tłumacza

i napisał własną pieśń...Trudno cieszyć się

życiem nie pamiętając o tym, jak szybko

przemija. (Staff miał przed sobą jeszcze długie

życie).  Czy postawieni przed tym faktem

mamy poddać się rozpaczy? Oczywiście - nie...



czwartek, 22 czerwca 2017

 

       

      Menachem Kipnis przytacza taką przypowieść

o pewnym rabinie z Chełma:

      "Pewnej ciemnej nocy wybuchł w Chełmie

pożar. Całe miasto się zbiegło, aby gasić ogień.

Przybiegł również rabin. Stanął z boku i pogrążył

się w zadumie.

       - O czym rabin myśli? - pytali go ludzie.

       - Myślę o tym, jaki to boski cud się zdarzył,

że wybuchł pożar, bo gdyby nie ten ogień, nie

widzielibyśmy nic w ciemnościach i nie można

byłoby gasić pożaru."

     (Przekład z jidisz Bella Szwarcman- Czarnota)

 

_____________________________________________

 


środa, 21 czerwca 2017

 

"Ridiculum acri

Fortius et melius magnas plerumque secat res."


Czasem dowcip miły

lepiej niż oburzenie ważność spraw wypowie.

(Horacy, Satyry, ks.I, 10, 22-23.)

 

     Władza nie zawsze ma poczucie humoru. Dlatego amerykański student, który zażartował w Fenianie, mimo kajania się i płaczu, który skruszyłby najbardziej zatwardziałe serce,został skazany na karę więzienia, co w praktyce mogło oznaczać jedynie śmierć. Przyznał się,bo jak mogło być inaczej, że pewien metodysta i CIA namówili go do tego. Rodzice mogli go jeszcze kilka dni temu zobaczyć w stanie śpiączki, a potem zmarł. 

    To tzw.news,więc wszyscy o tym zdarzeniu wiedzą. Ale nie wszyscy być może zauważają,że student ten padł ofiarą pewnego sposobu postrzegania świata, narzucanego często przez media. To sposób myślenia o świecie życzeniowy i ahistoryczny. Stwarza on złudzenie, że normy moralne i obyczajowe zachodniego świata uznaje każdy normalnie myślący człowiek,i że wystarczy tylko, aby zniewoleni ludzie przebudzili się. Tymczasem wyrok, jaki zapadł w Fenianie,uznano tam zapewne za raczej łagodny,a obywatele tego kraju nie mieli pewnie wątpliwości, że jest on słuszny. To kraj ogarnięty psychozą wojenną. W stalinowskiej Rosji mordowano ludzi dlatego tylko,że urodzili się w Nankinie lub gdzieś, gdzie dotarła japońska armia. Wyławiano ich z mieszkań w Moskwie i rozstrzeliwano jako japońskich szpiegów. A za opowiadanie dowcipów o Stalinie można było trafić do gułagu...

    Ale dlaczego CIA? Czy nie stoi za tym wszystkim, co Zachód nazywa przebudzeniem zniewolonych ludzi, np. za "arabską wiosną" (jakkolwiek idiotyczne jest to określenie)? Dlaczego Fenian miałby uważać,że jest inaczej? Zresztą Zachód nie jest tu bez winy. Czy to nie z powodu działań "największego terrorysty świata" Gorge'a Busha terroryzm islamski jest teraz w ofensywie,a kraje "wyzwolone" przez Busha znajdują się w ruinie? 

    Biedny młody człowiek zażartował i zniszczył sobie życie. Nie mógł już cofnąć czasu. Nie wiemy,co musiał przeżyć zanim umarł...Być może jego miękka postawa przed sądem wzbudziła tam raczej pogardę niż współczucie.

   

             

wtorek, 20 czerwca 2017

 

        ...Mitsuko była przez kilka dni

trochę smutna. Ale teraz czuje się

lepiej. To odwrotnie niż ja. Pogoda

ducha kota też jest czymś

uwarunkowana. Kto wie, kim

Mitsuko była w poprzednim

wcieleniu. Mam na ten temat

pewne hipotezy. Znajomy

mówił mi, że była Madame

Henriette de France. Spotkał

ją podobno w Versalu i nawet

słyszał, jak gra na violi da

gamba. Niestety 10 lutego

1752 księżniczka zmarła na

ospę w wieku 24 lat. Pozostał

po niej przepiękny portret.

I choć znajomy był wtedy

kotem, doceniał piękno ludzkiej,

nie kociej muzyki i wraz z innymi

melomanami pogrążył się w

żałobie. W dniu pogrzebu nie tknął

nawet kruszyny chleba, a wszystkie

myszy harcowały po posadzkach -

niemych świadkach ludzkiej pychy.

     Królowa Maria Leszczyńska i król

Ludwik XV byli rodzicami nieszczęsnej

i cudownie uzdolnionej muzycznie Anny

Henrietty.

     Ja sam w dzieciństwie o mało

nie umarłem na ospę...Dlatego, kiedy

o tym myślę, jest mi bardzo smutno.

"Dlaczego, Boże, zrywasz swe

najpiękniejsze kwiaty, zanim rozkwitną?"

 


 



poniedziałek, 19 czerwca 2017

 

       Kapitan Morgan nigdy jeszcze nie

przeżył podobnej burzy. Wśród uderzeń

fal słychać było ryki upiorów. Pioruny

uderzały w pokład.  Błyskawica przeszyła

wieloryba, który nieopacznie wynurzył

się z wody. Ośmiornice dwoiły się i

troiły, jednak nie mogły opuścić tego

piekła. Ryby elektryczne wynurzyły się

z głębiny, a ogromna mątwa zmąciła

niebo. Nikt z załogi nie przeżył. Poza

Mary Lee. Ta jednak miała febrę i nie

mogła ugotować kapitanowi makaronu

z glonami. Dlatego po siedmiu dniach

biedak musiał ją zjeść na surowo.

Jej wiotkie ciało było łykowate.

      Nastała cisza morska.  Morgan

zanotował w dzienniku podróży:

"Płynęliśmy donikąd. Burza zmiotła

mężczyzn z pokładu. Kobieta

przeżyła. Zaprowiantowałem ją.

Jest cisza morska. Prawdopodobnie

umrę niedługo. Boże! - miej mnie w

swej opiece...Na Neptuna! Chyba

coś drgnęło. Polizałem palec. To

wiatr..."

      Ale Morganowi tak się tylko

wydawało. Być może słyszał nawet

śpiew syren. Jego dobrze zachowany

szkielet i ów dziennik odnalazł

w sto lat później pewien podróżnik.

    - Fascynujący dziennik! - wyznał

Jego Królewskiej Ości - Jestem

doprawdy szczęśliwy, że go odnalazłem.

Niepokoi mnie tylko trochę ta cisza...-

Neptun ziewnął. Ale duch Mary Lee

nie wytrzymał:

    - Niech sól przeżre twe ciało za

te słowa. Przez to, że ten szaleniec

Morgan mnie skonsumował, muszę

teraz topić w morzu majtków.

Opuszczałam ląd jako dziewica, a

teraz nie mam nawet podartych majtek...

    - Ekonomia, królowo!  Musisz najpierw

zrozumieć, na czym polega bogactwo

narodów. Bawełnę zbierają dzicy w

Afryce -rzecz jasna nie płacisz im nic!

Przędą dziewczyny w królestwie Thai

- mrą przy tym, jak muchy!  Towar

przewożą licho opłacane statki, których

załoga przeważnie tonie lub zdycha

na różne choroby...Ale w Londynie

tylko bogate damy noszą majtki. -

     Neptun ziewnął po raz drugi.

A niewiasta rzekła:

     - Gdybym miała jeszcze ciało, to

wiedziałbym, jak zarobić. -

    - No to do roboty! - ozwał się bożek.

Załatwiłem ci z Jowiszem nowe ciało. -

    - Tu, na tym pustkowiu? - zdziwiła

się dama. - Mam kopulować z delfinami?

Ocierają się o mnie obleśnie. Nie zniosę

takiej harówki! -

    - Zapalisz opium i zobaczysz to w zupełnie

innym świetle! - ożywił się Władca Mórz. -

Polecam też algogol z alg! - 

       - Bóg morza sutenerem! - gorszył się

podróżnik.

      Jego szkielet również dobrze się zachował

i wart był 50 funtów.

      "W głębinach Południowego Oceanu

napotkać można dziwy" - zanotował w

swym dzienniku podróży. - "Widziałem

chyba nereidy..."

     Nikomu jeszcze nie udało się dopłynąć

donikąd.


 



 



 


 

 

 



 


niedziela, 18 czerwca 2017

 

 

         Marzena Bożena: - Co jest twoim

największym marzeniem? -

 

         Bloger Nezumi: - Chciałbym, żeby ludzie i inne czujące istoty

mogły przeżywać życie bez cierpienia, które niszczy ich zdolność

odczuwania szczęścia i piękna życia, i bez lęku, który niszczy

miłość. -

czapla__nie_moja

 

 

       Marzena Bożena: - Piękne wyznanie, ale do kilku rzeczy

mogłabym się przyczepić! Wygląda na to, że to jakieś twoje

oficjalne, a nie prywatne, osobiste marzenie. Jestem nieufna...

Poza tym, to utopia! Jesteś buddystą i wierzysz, że za miliardy

eonów lat cierpienie zniknie? Chcesz chronić czujące istoty?

Uwolnić je od cierpienia? ...Dalej - razi mnie melioryzm zawarty

w tym wyznaniu. Zamiast skupić się na dobru, chcesz usunąć zło.

Wolałabym, żebyś powiedział, czego pragniesz dla siebie, a nie

dla jakiejś tam ludzkości, czy innych istot...No i, czym byłoby

życie bez cierpienia? Pragniesz uchodzić za altruistę? -

 

       Nezumi: - Nie dziwi mnie to, co mówisz. Jako dziecko

marzyłem o tym, że moja mama, tatuś, brat i ja, będziemy

nieśmiertelni. Z kranu miała płynąć oranżada...Ale, jak widzisz,

poglądy na życie trochę się zmieniają. Cierpienie spełnia

pozytywną funkcję w życiu człowieka, ale jest go najczęściej

zbyt wiele...Buddyzm nie jest skrojony na moją miarę. Nie jest

też do końca prawdziwy. Buddyjska filozofia błądzi, wyznając

jakieś zawrotne koncepcje metafizyczne i przekonując wszystkich

w okół, że to nie jest żadna metafizyka, a źródłowe, bezpośrednie

doświadczanie życia. Dobrym przykładem jest koncepcja 

Śunjaty (pustki). Jak wyjaśnia buddyjski nauczyciel "Śunjaty nie

należy pojmować jako "nicości", ale jako brak absolutnej

egzystencji." Załóżmy, że ten punkt widzenia jest bliski

jakimś moim istotnym przeżyciom oraz elementom życiowego

doświadczenia. Postrzegam wszystkie zjawiska jako wzajemnie

uwarunkowane i nietrwałe, a mą własną świadomość jako

nieustannie zmieniającą się. A co więcej, czuję, że tak jest

i dlatego nie godzę się na substancjalne rozumienie rzeczy.

Jednak z tego nie wynika, że mój pogląd wyraża ostateczną

i najsubtelniejszą prawdę. Inne koncepcje metafizyczne też mają

swą moc budzenia głębokich przeżyć i uznawania za rzeczywiste

raczej tego, niż tamtego. Intuicje metafizyczne mogą być

przecież bardzo różne. Niektóre szkoły buddyjskie wymieniają po

kilkanaście rodzajów (rozumienia) owej pustki, a to jest

najzwyklejsza scholastyka.  

 

      Marzena Bożena - Najpierw gadasz jak oświecona istota,

a teraz prowokujesz!  Czy to nie jest jałowy sceptycyzm?

Potrafiłbyś podjąć poważną dyskusję z buddyzmem? Nie

wspomniałeś nawet o zenie.-

 

     Nezumi: - Nie widzę powodu...Buddyzm i tak się obroni.

Powiedziałem już chyba to, co leży mi najbardziej na sercu.

...A śunjata w zenie to tylko piękna poetycka metafora.

Podobnie jak nirwana, jest ona czymś realnym jedynie dla

przeżycia. -

 

     Marzena Bożena: - A Twoje osobiste marzenie? -

    

     Nezumi: - Chciałbym zobaczyć morze. -

    

     Marzena Bożena: - A jak je zobaczysz, to co? -

    

     Nezumi: - Nic... -     

    

     Marzena Bożena - Piękne marzenie. O niczym! -

  

___________________________________________________

    To przedostatni wywiad Nezumiego. Niewiele chyba miał

do powiedzenia, za to Marzena Bożena, obecnie Marzena

Bożena-Tryk, błysnęła dziennikarską formą ;-)

 

         

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

                                   

sobota, 17 czerwca 2017

arwa

 

         "Jedynie największy mędrzec i głupiec

największy nigdy się nie zmieniają" -

powiedział Mistrz (Konfucjusz).

        Ponad dwa tysiące lat później dwaj

literaci pokłócili się z powodu tych słów.

       - Kiedyś plułem z mostu do rzeki i

patrzyłem jak nurt unosi mą plwocinę.

Teraz tego nie robię!  I wszyscy mówią:

"Ten Jao nie pluje do rzeki nawet wtedy,

kiedy za dużo wypije!" Kiedy zauważam

jakąś swą wadę, zawsze jej się pozbywam.

Jestem zatem mądry...Ale ty wiesz, że

kochanka jest być może myślami z innym,

a wciąż za nią tęsknisz. A może nawet już

napluł do twej czarki z herbatą? Czy to nie

głupota być takim marzycielem? - rzekł 

pierwszy.

        - Żałosne i małostkowe jest to, co rzekłeś.

Twoja plwocina dopłynęła już do oceanu

i połknęła ją Ryba o diamentowych oczach.

A ty chciałbyś, aby powróciła w twoje usta?

Wciąż przełykasz ślinę, stojąc nad rzeką i nie

potrafisz się zmienić. Czy to właśnie nie jest

głupota?...Jeśli nawet nasienie tego mężczyzny

wniknęło w jaspisowe wrota mej ukochanej,

to być może niedługo narodzi się dzieciątko.

Jakże miałbym się z tego nie cieszyć i przestać

za nią tęsknić? - odpowiedział drugi.

      Dłużej już się nie przysłuchiwałem. Czekała

mnie daleka droga...

     

 

 

 

 

 

 

 

 

        

piątek, 16 czerwca 2017

 

     Uwielbiam "Kwartety słoneczne" Haydna. 

Są po części bardzo melancholijne, ale też

kompozytor poszukuje w nich właściwej formy

wyrazu, eksperymentuje - a mimo to ich

forma wydaje mi się bliska doskonałości. 

Trzy z sześciu kwartetów kończy Haydn

fugą, która spina utwory klamrą i zarazem

wnosi element pewnej obiektywizacji. 

Kwartet f-moll to prawdziwy muzyczny cud.

Jedynie "Quartetto serioso" Beethovena

(f-moll, op.95) może się z nim równać,

choć jest bardziej zwięzły.  

    Karl Geiringer, autor znakomitej książki

o muzyce i życiu Haydna, wypowiada się

o nich nieco zbyt powściągliwie, przypisując

ich powstanie temu samemu kryzysowi

psychicznemu i duchowemu, który zrodził jego

wczesne symfonie utrzymane w stylu

Sturm und Drang.  Ale czym byłaby twórczość

Haydna bez owego kryzysu?

    Muzyka to nie tylko doskonała forma, ale

i w takiej samej co najmniej mierze - przeżycie

rozumiane jako pewna wartość egzystencjalna.

Cenię poczucie humoru, muzyczne żarty,

optymizm i energię, a także piękną, elegancką

formę, ale wyznam, iż późna twórczość Haydna

nigdy mnie w taki samym stopniu nie porwała. 

Może z wyjątkiem uroczych "Symfonii paryskich"

i jego głębokich lub pełnych rozmachu utworów

religijnych, które zasługują na największy

podziw. Także niektórych sonat fortepianowych...

    Geiringer docenia te kwartety i symfonie,

ale bardziej jako wyraz rozwoju muzycznej formy,

nie dopuszczając nawet myśli, że same w sobie

mogą być one uważane za najbardziej wartościowe

utwory Papy Haydna. "Czas burzy i naporu"

poprzedza jego zdaniem "dojrzałość."Z pewnością

tworząc swe wielkie oratoria Haydn znacznie

wzbogacił repertuar środków muzycznych, jakimi

się w swej twórczości posługiwał, ale nie widziałbym

w tym jakiejś granicy między pełnią dojrzałości,

a tym, co ją poprzedza. Język muzyczny Haydna

był już wcześniej niezwykle sofistyczny, sugestywny, 

skoncentrowany i uduchowiony. A tak popularne

"Londyńskie symfonie" nie zachowują zasady

ekonomii środków muzycznych, co przyczyniło

się wprawdzie do rozwoju późniejszej symfoniki,

ale i do jej przykrych przerostów formy.  

     Sam Haydn niekoniecznie swe utwory z

okresu burzy i naporu traktował jako formy

przejściowe lub kryzysowe, skoro życzył

sobie, aby na jego pogrzebie zagrano Adagio z

"Trauersymphonie." (No. 44, e-moll). Kiedy mu

doniesiono o tym, że odbył się jego pogrzeb - obrócił

to w żart. Nie lękał się chyba śmierci, a Adagio

wydawało mu się po prostu bardzo piękne...

     Tak więc burza nie tylko rozładowuje napięcia

i oczyszcza atmosferę, ale sama też bywa

fascynującym zjawiskiem.   

    

czwartek, 15 czerwca 2017

 

                               

 

                         chociaż wiał wiatr

                         gęsi odleciały

                         mgła przykrywa

                         puste pole

                         patrzysz w niebo         

                         ale słońce krwawi

                         idziesz gdzieś

                         ale droga nie ma końca

                         już nigdy jej nie zobaczysz

                    

                                                                      

                               


środa, 14 czerwca 2017

 

        - Sonia Langsam z tej strony. Czy znalazłby

pan dla mnie chwilę? -

       - Pewnie, że z tej strony, bo przecież nie

z tamtej - odpowiedziałem niezbyt uprzejmie. 

       - Jeszcze raz! - zażądała dziewczyna.

       - A już raz coś było?...Chce się pani ze mną

umówić? -

       - Dokładnie! -

       - Kiedy, gdzie i w jakim celu? -

       - U pana w mieszkaniu. Muszę zaliczyć

       przedmiot!  Najlepiej wieczorem. 22 panu

odpowiada?

       - Od wczoraj jestem bezdomny. Proszę

powiedzieć, kto napisał "Moja bezdomność nie

ma okien i drzwi" to pani daruję...-

       - A mogę zajrzeć do Wikipedii? -

       - Proszę bardzo. Może pani zadzwonić za

pół godziny. -       

       - Jeszcze raz! -

       - Kocham panią! -

       - Dokładnie. - 

      Zadzwoniła. 

       - Sonia Langsam ponownie. -

       - To kto to napisał? - zapytałem z nadzieją

w głosie.

      - Wolę do pana przyjechać. -

      - Ale ja chwilowo nie mam domu. -

      - To może być na ławce. Jak się ubrać? -

      - Jest zima! -

      - Nie zmarznie panu sopelek...- zachichotała.

      Była zamieć i burza gradowa z piorunami.

      Sonia jednak wiedziała jak zrelaksować faceta. 

      - Jeszcze raz! - zażądałem. 

      - Dokładnie! - powiedziała.

      A kiedy zamieć ustała...

      - Miłego wieczoru.-

      I tak zakończyła się moja miłość. Ale

nie na długo...

      - Sonia Langsam z tej strony. Kojarzy

mnie pan? - 

      Jarzyłem i czaiłem...A może nawet

i trybiłem. 

      - To pani jest tą przepiękną damą,

z którą miałem przyjemność dwa razy? -

      - Dokładnie! -  

 



 


wtorek, 13 czerwca 2017

 

               Ty, który miłosiernie ranisz,

            Oście Przenajdroższy!

            Dzięki ci, bo już nie poparzę dłoni

            rozpalonym popiołem gwiazdy...  

            Jej żarliwość i czułość odkupisz

            krwią moją, pewnie, że serdeczną!

            Z dala popatrzę na ciebie cierniu,

            czerwiu toczący me serce.

            Hektolitry limfy i krwi

            oddałem ci w ofierze,

            a Ty może uchronisz mnie

            przed ssawką komara.

            ...Przed kleszczem już raczej nie,

            ani przed wampem.

            Zaiste wielka jest twa moc

            i nie ma równych sobie,

            ale są rzeczy, na które

            i Ty nie masz wpływu.

            Szerszeń, mój drogi,

            użądlił mnie wczora

            - rankiem lub z wieczora.

            A potem jeszcze sto innych!

            Dzisiaj konam tu cicho,

            pod dębu konarem.

            Jutro wyzionę ducha

            pod wierzbą lub brzozą.

            ...Szerszeń, nie żmija!

            Nie żadna ropucha!

            Ale życie zygzakiem,

            błyskawicznie mija... 

            Przeminę i ja!  

                                   

poniedziałek, 12 czerwca 2017

 

        Państwo Islamskie (ISIS) spaliło na oczach

kilkusetosobowego tłumu w żelaznej klatce 19 kobiet

(przeważnie nieletnich), które były niewolnicami

seksualnymi bojowników. Kobiety należały do ludności

Jazydów, którą ISIS zwalcza. Szacuje się, że niewoli

seksualnej podlega tam kilka tysięcy kobiet (często

są to właściwie dzieci). Według ekstremistów takie 

postępowanie zaleca Koran.

 

       Taki jest świat, w którym żyjemy i my wszyscy

jesteśmy za to odpowiedzialni. Ten rodzaj winy

filozof i psychiatra Jaspers słusznie nazwał winą

metafizyczną. Nie mamy bowiem bezpośredniego

wpływu na wszystko, co w świecie się dzieje. Nie

możemy jednak udawać, że o tym nie wiemy...

jakbyśmy byli z innej planety.


 

 

 


      

niedziela, 11 czerwca 2017

 

 

                            Dwie zdechłe żaby

                            to nie mrowisko rzekła

                            mrówka - uciekła...

 

                    __________________________________

                           Bez komentarza - skomentował

                   bocian. Ale kiedy to było? Od tego

                   czasu sadzawka już może wyschła.

                   Albo zaludniły ją rekiny-ludojady...

                   Albowiem istnieje tylko przemiana.

 


                  


luna_ounkcik_noc_ciemna

                                      (zdjęcie autora)

                                

                          Mieczem mieczykom

                          poucinał ogony  

                          kwiatom łodygi

 

 

                     Po śmierci nie ma

                     żałości ni wesela

                     jest mroczna topiel

 

 ________________________________________________________

        Który z tych wierszy jest smutny, a który wesoły? Odpowiedź

na to pytanie pozostawiam Czytelnikowi.

                        

sobota, 10 czerwca 2017

 

    Ktoś pokazał mi wczoraj swoje

zdjęcia z Asyżu. Był tam w marcu

i dlatego na zdjęciach prawie w

ogóle nie widać ludzi. (Fala turystów

przewala się później). Jest za to

piękno sprzed wieków - żywe i

dzisiaj.

    Pewien młody człowiek był

w Delfach. I tu się wzruszyłem.

Staram się nie dopuszczać do siebie

myśli, że w miejsca te nigdy nie

pojadę, ponieważ nie chcę się

zatruwać uczuciem resentymentu.

Cieszę się, że ludzie realizują takie

swoje pragnienia. Co z tego wynika

dla ich życia - nie wiem, ale samo

takie wyobrażenie jest czymś

przyjemnym.

    Swoboda podróżowania po

Europie to wspaniała rzecz, choć

w przypadku wielu ludzi istnieją

jej granice ekonomiczne...

    Laozi napisał: "Nie wychodząc

z domu można poznać cały świat."

To oczywiście prawda, ale nie

należy rozumieć jej zbyt dosłownie.

Nasza grecko-rzymska, śródziemnomorska

tożsamość, potrzebuje czasami czegoś

zmysłowego i konkretnego - chce widzieć

to samo niebo, morze i oddychać tym

samym powietrzem.  Dlatego przez całe

wieki ludzie tam podróżowali. 

     Co wiedziałbym o Londynie, gdybym

w nim przez jakiś czas nie mieszkał?

Czy rozumiałbym słowa Norwida

    

    "Na śliskim bruku w Londynie,

      We mgle podksiężycowej, białej,

      Niejedna postać cię minie,

      A ty ją wspomnisz struchlały."

 


 


 


 



 


 


  

piątek, 09 czerwca 2017

 

       21 grudnia 1938 r Rebeka von Stein

  zanotowała w swym dzienniku:

      "Byłam na kolacji z Adolfem Hitlerem.

To prawda, co o nim mówią. Patrzył na

mnie, a może obok mnie, swym rozpłomienionym

wzrokiem i sprawiał wrażenie nieobecnego.

To człowiek oddany wielkiej idei. Żydostwo

i bolszewizm, to dwaj najwięksi wrogowie

naszej cywilizacji...Potrafi być niezwykle

miły dla dam, ale brakuje mu trochę ogłady.

- Wiem, że płynie w pani sefardyjska krew.

Ale dopóki żyję, zobowiązuję się panią

chronić. - zapewnił."

      Dlaczego Adolf Hitler postanowił chronić

piękną Rebekę Suarez (po mężu von Stein)

- tego nie dowiemy się zapewne nigdy.

Profesor Dietrich Wasseraugen z Instytutu

Historycznego w Moguncji rozważa dwie

hipotezy badawcze.

     Według pierwszej, Hitler przyjaźnił się

z Von Steinem, ponieważ połączyła ich

wspólna miłość do muzyki Wagnera. Według 

drugiej z nich, Rebeka musiała być w

posiadaniu jakiejś ukrytej broni, niezwykle

ważnej dla fuhrera. Być może miało to związek

z astrologią. Istnieje też trzecia hipoteza,

jednak profesor stanowczo odmawia rozmowy

na jej temat.  

      Tego wieczoru Rebeka von Stein zastrzeliła

Adolfa Hitlera, nazywanego roboczo proto- Hitlerem.

Jego miejsce zajął trzeci z jego sobowtórów

Elimelech Zilberstein. Notatka sporządzona w

dzienniku przez młodą kobietę miała ukryć ten

fakt.

      Jestem bardzo atrakcyjną kobietą i wiem,

jak zmienić mężczyznę w małego pieska. Jednak

Wasseraugen stawił nadspodziewany opór. 

Choć nauczyłam go aportować, do końca nie

wyjawił swej tajemnicy. 

     - Jeżeli bym to komuś wyjawił, to ja już bym

nie żył - wyznał ze łzami w oczach, kiedy nie

otrzymał oczekiwanej nagrody...

    Mężczyźni są jak dzieci.

 


 


        

czwartek, 08 czerwca 2017

 

    Sonata f-moll na skrzypce i klawesyn Bacha

jest chyba najpiękniejszą z 6 sonat tworzących

popularny cykl.  Ja sam, w okresie mojego

życia, kiedy mogłem jeszcze kupować płyty,

wysłuchałem 15 jego znakomitych wykonań,

a stale ukazują się nowe.

   Ktoś niedawno napisał, że sonata ta

wyraża "lęk przed śmiercią, ekspresję

mroku, beznadziejną melancholię i

rezygnację."

   Nawet, jeśli charakterystyka ta nie do

końca trafnie określa jej nastrój, to nie

ulga wątpliwości, że jest on niezwykle

melancholijny. Schweitzer pisze o tych

sonatach Bacha, że nikłe przy nich

wydają się prześliczne utwory

kompozytorów włoskich epoki baroku.

"Przeważa ból. Chce się niemal wierzyć,

że Bach napisał te utwory pod wrażeniem

straty pierwszej żony."

      Dlaczego tak chętnie słuchamy tej

tak smutnej muzyki?  Bo jest ona

piękniejsza i bardziej prawdziwa od

innej, jaką napisano. Wyraża nie tylko

głębokie przeżycia, ale i siłę, która

pozwala nam je unieść. Ten, kto nigdy

jej nie słuchał, niewiele wie o pięknie

muzyki i o samym życiu...A to samo

można powiedzieć przy okazji

niektórych utworów Mozarta, czy

Schuberta i kilku jeszcze innych

kompozytorów, a także o niektórych

indyjskich ragach.

         

     


 
1 , 2