Kategorie: Wszystkie | "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę" | ...bez końca | 0 | 100O i jeden Rabinów | A Puszkina też zapuszkują? | A moze to tylko pomieszanie zmyslow | A nie lepiej być purystą? | Aaaaaaaaaaaaaa...aalfabeta | Ach, gdzież jest litość lub wspolczucia pozór? | Ach, gdzież jest litość lub współczucia pozór? | Adam Mic - Kiewicz | Adaś i Ewka | Aforystyka | Amerykański sen | Autopsychoterapia | Bez sensu to to! | Bez szaleństwa... | Bezmyślne okrucieństwo | Bezradność | Biedna Szymborska | Biedny Kapturek! | Bliźni miłości | Bliźniego miłość... | Blondyn | Blue Bossa | Bojaźń i drżenie | Bratnie dusze | Bruner, ty świnio! | Buddyzm w życiu codziennym | Bóg mi poskapił tej anielskiej miary... | Bóg mi poskąpił tej anielskiej miary... | Bójstwo samo | Caritas | Chiziofrenia | Choroba na śmierć | Chwila ułudy | Chwila wytchnienia | Chłodne upojenie | Cierpienia i radości | Cierpienie i radość | Cleen feed | Cnota niedoli | Co slina na język przyniosła | Co tam panie w polityce? | Co w niebie piszczy | Co ślina na język przyniosła? | Corrida | Coś dla duszy... | Coś tak wulgarnego | Cudotwórstwo | Czarna Perła Tao | Czarny tulipan skrzyżowany z czarna różą | Czarny tulipan skrzyżowany z czarną różą | Czary Mary | Czego nie przysięgał Hipokrates? | Człowiek nie jest rzeczą | Człowiek to brzmi dumnie, ale nie u mnie | Często chowa | Częstochowskie rymy | Deficyt aniołów | Delightful! | Demokratyczne wybory w Oczodołach | Diabłoterapia | Dla wszystkich i dla nikogo | Dnieje | Do samego siebie | Dodatek | Dowcipas dnia | Duma narodowa | Dusze drzew | Dyskretna mgiełka autoironii | Dzielność | Dziki kapitalizm | Dzisiejsza młodzież | Dzisiejsza młodzież nosi ładną odzież | Egzystencjalizm jest chumanizmem | Ekonomia zbawienia | Elegancja Francja | Elegijnie | English gentelman | English gentleman | Epicurus | Ewa tylko ziewa | Falochron | Female | Filozofia bez uczoności | Forever Loving Jah | Gadu, gadu | Gadu, gadu, trochę więcej jadu | Gal Anonim | Gaz dla pedałów | Gaz dla pedałów, młot dla sierpów | Gdy rozum śpi... | Gendarme | Genek, gienialny gieniusz | Geno Typ | Gorący uczynek | Grabarz | Grabarz nonsensu | Gry i zabawy literackie | Głupota przysłowiem narodów | Głębie i tajnie Podświadomego | HIstoria nauczycielką bicia | Herbatka zen | Homo economicus | Homo sapiens czy Homo politicus | Humor absurdalny | Humor nieco absurdalny | Humor, satyra, panie... | I rekiny w oceani mają zębów cały rząd | I rekiny w oceanie mają zębów cały rząd | Indie Wschodnie i Zachodnie | Industrial | Istnieje również wrodzony brak poczucia humoru | Ja tam bynajmniej nie wiem | Jak długo będę jeszcze żył? | Jak uprawiać agresywne dziennikarstwo? Poradnik dla początkujących | Jakże cżęsto powtarza się ta historia | Jakże trudno czasami coś sklecić! | Jan i Małgorzata | Jan z Czarnolasu | Jesienna muzyka | Jeszcze smutniej! | Jeździec Apokalipsy | Językologia | Kaczuszki mandarynki | Karawana idzie dalej | Katedra Adamowego Żebra | Kawa z Kafką | Każdemu według naszych chęci | Każdemu według potrzeb | Każdemu, o czym tylko zamarzy | Kiciuś Miciuś! | Kicuś Micuś! | Kiedy człowiek staje się bestią | Kiedy owce nie milczą | Kij w mrowisku | Kniaź Wiktor | Kochani ludożercy | Kolacja Pani Sowy | Kometa tylko głownia nie ta | Konkwista | Koryfeusz nauki, milośnik sztuki | Koty i inne zwierzęta | Koty, głupoty, palikoty | Kości rzucone są | Kość słoniowa | Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatni | Kto pisze teraz historię? | Kuchnia szamańska | Kwiatki Św. Franciszka | Kwiatostan śmierci | Kwitnienie kultury | Kwitnąca wiśnia | La colombina i ciche ukojenie | Lekarzu - lecz się sam! | Lenin wiecznie żywy | Leśmianiada | Lichwiarstwo polskie | Liryki i prztyki | Logika dziejów | Londyńska mgła niepamięci | Londyńskie przygody | Los ofiary | Los puka do moich drzwi | Lotosowy wpis | Ludzie ludziom... | Lunatyzm | Lęk społeczny | Made in Japan | Maligna | Marność nad marnościami | Marność nad marnościami. Rekoleksje Wielkopiątkowe | Marzenia senne | Marzeniologia stosowana | Maszkary i senne dziwadła | Maszkary i senne widziadła odbite w lustrze | Mała czarna z Kafką | Medycyna naturalna | Meine Liebe Augustin! | Melancholia | Melancholia stosowana | Memorabilia | Meszreiw | Meteo | Mgiełka autoironii | Mglisty dzień. Mgła | Mikołak | Mistrz i Małgorzatka | Mistycyzm lunarny | Mistyka i miłość | Mitologia osobista | Mitologia świata | Miłość | Miłość bliźniego | Miłość nie zawsze szczęśliwa | Miś Uszatek | Moc rytuałów | Monada nie ma okien | Mowa potoczna | Mowa ptaków | Mowa serca | Moze ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może ktoś się ucieszy? | Może ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może to trochę zbyt uszczypliwe | Musicology | Muza lekkich obyczjów | Muzyka przywraca ład serca | Myszoterapia dr Nezumi | Myśli prostego człowieka | Mądrość Natury | Mądrość jak z gazety | Mądrość narodów | Młot na faryzeuszy i hipokrytów | Męstwo bycia | Mówił sen do snu | NIe ma na świecie dwóch takich samych liści, ni kropel deszczu | Na jawie (lecz to, co niejawne pozstaje) | Na stos rzuciliśmy szcześcia los | Na stos rzuciliśmy szczęścia los | Na szczytach hipokryzji | Na zdrowie! | Nad piekną rzeką | Najokrutniejsze zwierzę | Najsłodsza tajemnica | Narastająca senność | Nic dzisiaj ciekawego nie napisałem | Nicość | Nie am dwóch takich samych liści, ni kropel wody | Nie bój się - najwyżej cię rozstrzelają! | Nie czas żałować burz, gdy płoną oczy | Nie czas żąłować burz, gdy płoną oczy | Nie każde szczere złoto jest szczerozłote | Nie ma na świecie dwóch takich samych liści ani kropel wody | Nie ma na świecie dwóćh atkich samych liści lub kropel deszczu | Nie ma takiego smutnego, co by na wesołe nie wyszło | Nie ma zazdrości bez miłości | Nie oddamy nawet guzika | Nie tylko dzielenie włosa na czworo | Nie wiem, ja w ogóle nie myślę | Nie zabijaj! | Nie zabijajcie drzew! | Nie zawsze urocza dzecinada | Niebiańskie szczyty głupoty | Niech pani będzie dzielna! | Niech zapłaczą na moim pogrzebie | Nieco drapieżny wpis | Niekoniecznie ptasi móżdżek | Nienawiść bliźniego | Nieosobiście | Nieprzesłane przesłanie | Niestworzone rzeczy | Nieszkodliwe głupotki | Niewczesna melancholia melomana | Niewczesne rozważania | Niewielka profanacja | Niewielkie przekłamanie | Niskolotnie | No No! Teatr No | No comments! | No no! | Nowa poezja lingwistyczna | Nędzne kabareciarstwo | O Leonardo, po cóż się tak trudzisz? | O dzieleniu włosa na czworo, czyli metodzie scholastycznej | O dzieleniu włosa na czworo, czyli o metodzie scholastycznej | Obciachy | Obscenia i parafrenalia | Obsesja dobrego biustu | Ojej! | Oko w oko z zębem mądrości | Okropieństwa | Okruchy odgrzebane z lawy | Okruchy życia wygrzebane zlawy | Okruchy życia wygrzebane z lawy | Okrutna losu ironia | Orientuj się na orient | Owczarek | Owczarki afgańskie | Owocożerni | PL jak piekło | PO PiS | POeci wszystkich krajów dzielcie się | Pan Tadeusz | Panie pośle, po chrześcijańsku panu wybaczam | Pańska satyra polityczna jest niegramatyczna | Pendant do pewnego przypisu | Perlikowski | Pewna elastyczność zasad | Pewne jak w banku | Piorunujący piorun! | Po owocach poznacie ich! | Po upadku | Pobożne życzenia | Podpatrywanie Natury | Podroby i inne podróbki | Pokolenie Kainowe | Pokorne ciele | Pokorne cielę | Pokusa | Polak potrafi | Polak potrafi! | Politolog i Politowska | Politycznie niepoprawne! | Polonica | Polonika rycerskie | Polucje i ablucje | Pomarańcze i mandarynki | Pomarznąć dobra rzecz | Pomarznąć dobra rzecz! | Pomoc psychologiczna | Poranna kawka z Kafką | Porąbane marzenia | Potężne i głębokie warstwy pierwotnego mitu | Powieść brukowa | Powszechna życzliwość | Powtórka z cynizmu | Poznaj samego siebie | Prawda | Prawda jest jedna i piękna, ale złożona | Prawda popłaca | Prawdziwa metropolia | Prawi i sprawiedliwi | Prawiezmartwychpowstanie | Prawiezmarwtychpowstanie | Prognoza pogody | Pruski smutek | Przecież cię zjem! | Przedagonalny polski agon | Przegląd sportowy | Przeinaczenia | Przez pychę do pokory | Przeżyjesz to, a pote już tylko grób | Przeżyjesz to, a potem już tylko grób! | Przminęło z wiatrem | Prztyczek | Psiapowiednia Majów | Psubrat | Pustka | Pytanie dość retoryczne | Raczej to nie będzie hit | Radosne gonitwy śnieżnych tygrysów | Radość wędrowania | Rejterada Rejtana | Religie nauczą cie pokory | Res Sacra Pecunia | Romans z pop kulturą | Roots, Rock, Reggae | Rozkosze reinkarnacji | Rozmowa nie na telefon | Rozpacz | Rozpacz na wieki wieków | Rozpacz, która podpełza pod gardło | Ruch i świeże powietrze... | Rybołówstwo cudzołożnika | Rycerz pokalany | Samokrytyka | Samotność egzystencjalna | Sekrety pewnego domu handlowego | Seraphic Flames and Heavenly Love | Siedź na dupie i potakuj! | Somatyka | Somatyka logiczna | Spełniona przepowiednia | Spleśniały ser | Sponsorem tej opowieści jest wydawnictwo Błękitny Wieloryb | Sport to zdrowie | Spowiedź morskiego wilka | Stary Sącz i Nowy Sącz | Stary mafioso | Stołeczne stołki | Stratyfikacja społeczna | Suma sumarum | Sumienie rachunku | Sweet Music and Poetry | Sygnały podprogowe | Szalchetne zdrowie | Szczęśliwa pomyłka | Szekspir do żadnej nie należy epoki | Szkarady | Szlachetna gravitas | Szlachetne zdrowie | Słodycze grafomanii | Słówka | Słówko do słówka, a uzbiera się sówka | Tadeusz Bój Jeleński | Taia chińska podróbka | Takie będą rzeczpospolite jakie tego blogu chowanie | Takie tam, pierdoły | Talking Heads | Tania chińska podróbka | Tatiana | Teorie świata nauki | Terapeutyczie | Terapeutycznie | Thames | The Doors. Uchylone drzwi | The Lion cub | The fruit of beauty and despair | To na pewno nie Lec | To nie żadna filozofia | Tragiczne pożegnania | Transformacja duchowa | Trudna sztuka dialogu | Trudno czasmi coś sklecić | Trzylogia | Trója z polskiego | Twarda rzeczywistość | Ty mi tutaj nie filozuj | Tygrysologia stosowana | Tysiac i jeden ptaków | Tysiąc i jeden kotów | Tysiąc i jeden ptaków | Tysiąc różowych kroliczków | Tęsknica | Tęsknota duchowa | Ubekistan | Ucone księgi | Uczeni ludożercy | Uderzenia losu | Uduchowienie | Umrzeć z miłości | Upadek Pierwszego Człowieka | Uroczy wegetarianin | Uszczelnienie systemu podatkowego | Utrata uzębienia | W czym mogę panu pomóc? | Wciąz powtarza się ta sama historia | Wciąż powtarza się ta sama historia | Wdzieczna muzyka przywraca ład serca | Wesola grafomania z morałem | Wiecej broi dla szaleńców w Teksasie | Wieczne powroty | Wiedza radosna | Wielka wygrana | Wielomówstwo, czyli plaga opowiadania | Wierzba płacząca | Wiosny i jesienie | Witch | Więcej broni dla szaleńców w Teksasie | Wojna totalna | Wpis o kształcie piramidy | Wprowadzenie do kruczków prawnych | Wrzucam wszystko do kosza | Wrzątek | Wspomneinei pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Współczesny filister | Wszystkie rybki | Wszystko na A | Wszystko na sprzedarz | Wszystko na sprzedaż | Wygrana | Węzłowato | Wólka Węglowa | Xin Lu, typowa brunetka o granatowych oczach | Z Nietzschego nic nie powstaje | Z księgi wulgaryzmów | Z rupieciarni myśli | Zaczarowany świat zen | Zanim mnie wrzucą do dołu | Zapowiedź Apokalipsy | Zaraz wracam! | Zasada domniemanej winy | Zaskroniec | Zastał Polskę drewnianą... | Zatrzaśnięte drzwi | Zbaw mie Buddo Amido | Zbaw mnie, Buddo Amido | Zdrowy egoizm | Zegar dziejów | Zestrzelenie księżyca | Zginął z rąk słabej kobiety | Zima się nas nie ima | Zjawiskowe | Znak jaskółki | Zrozumieć wartość tego, co nieużyteczne | Zuch zawsze ochoczy! | Zwierzęta pod postacią ludzi | Zwyciestwo konsumpcjonizmu | Ząb mądrości | ie zabijajcie drzew! | ieosobiście | kosmos | Łagodne prawo, ale prawo | Łagodność tygrysa | Śmiechotki, chichotki | Śmiertelna powaga | Śmierć | Światełko w mroku | Świętość, wziętość, nadętość | Życie jest tragiczne | Życie samo | Życzliwe spojrzenia na całość ogródka | Żyć, nie umierać
RSS
środa, 29 czerwca 2016

 

 

     Opowiedziała siostrze jak wielkie wrażenie wywarła

na niej jednodniowa znajomość z Nezumim. 

    - To nie tylko wspaniały mężczyzna, ale także

przenikliwy umysł.  Nawet profesor Lu mu nie dorównuje. -

    - To ten demon, przed którym uciekasz?      

    Dopiero nad ranem przyjaciółki, bo siostra jest często

najlepszą przyjaciółką, zasnęły. 

      Szef nie przyjął prośby Nezumiego. Zaproponował

mu nawet awans.

      Toteż w czwartek inspektor zjawił się punktualnie na

wykładzie dla zjaw, widm i upiorów. "Żywi mile widziani!"

głosił napis nad wejściem do zrujnowanej elektrowni. 

     - Swój pierwszy pośmiertny wykład pragnę poświęcić

pojęciu...

      Noriko nie dosłyszała o jakie pojecie chodzi, ale i tak

postanowiła przespać wykład do chwili, kiedy zacznie się

coś dziać. Nezumi usiadł obok niej. 

      - Jestem o niego trochę zazdrosny - powiedział. 

      Ale wykład był bardzo krótki. Profesor pochwycił miecz,

a w chwilę później rozciął nim na pół kota, tnąc wzdłuż

linii grzbietowej, dokładnie tak, jak zrobił to przed wiekami

pewien sławny mistrz szkoły chan. 

     Widząc to, niektóre zjawy zemdlały, a Noriko trzęsła się

z oburzenia. Zadusiłaby Lu gołymi rękami.

     - Myślę, że uchwyciłem sens tego koanu. - rzekł spokojnie

Nezumi - Jednak nie pochwalam takiego okrucieństwa.

      Noriko rzuciła mu się z płaczem w ramiona i  zawołała:

      - Bo ty jesteś taki kochany, dobry!

      - Jestem po prostu żywym człowiekiem, a Lu - nie.

      To cała różnica! Mam nadzieję, że to był tylko duch kota! -

rzekł skromnie Nezumi. 

      Noriko zbladła. Może dlatego, że inspektor nadepnął jej

przypadkowo na ogon.

      Lu był już jednak przy nich.

      - Chyba was zbytnio nie zanudziłem - powiedział z dumą. 

 

     c. d. n    

 

 

       Noriko nie wypiła zbyt dużo sake - może trochę

więcej wina. Kiedy po po pijanemu wyskakiwała z

autobusu, zawsze w ostatniej chwili, cudem jakimś 

spadała jak kotka na cztery łapy. 

      Tym razem Lu nieźle ją wystraszył. Przypomniał się

jej jego wykład o wu wei. Wieśniak spada z wozu

wyładowanego sianem, ale ponieważ przedtem wypił,

nic mu nie jest, bo się rozluźnił... A w szpitalu widziała

chłopca, którzy spadł z wozu, połamał się i miał ciężki

uraz mózgu.  Jego matka była wyraźnie zagubiona w

mieście i w szpitalnych korytarzach. Jej syn umierał,

a pielęgniarki na nią krzyczały: "Pani idzie do domu,

przecież nie będzie tu pani tkwić!" Cudem jakimś

chłopiec ocalał. Pewnie przed wejściem na wóz 

zapomniał wypić.  

      Zadzwoniła do drzwi. Ale siostra uchyliła je tylko

i powiedziała, że nie może jej wpuścić, bo jest u niej

Toru. I tak musiał już zdjąć durexa.  

     Noriko dobijała się jednak do nich.

    - Co ty sobie myślisz? - furkotała ze złości - Ściga mnie

groźny demon i nie mam gdzie się schronić, a własna

siostra zamyka przede mną drzwi.

     Etsuko skapitulowała:

     - No dobra...Możesz się do nas przyłączyć. Ale Toru

jest już zmęczony. Nie licz zbytnio na niego.

     - Zakochałam się! - powiedziała Noriko.

     Etsuko nie mogła uwierzyć. Piękna Noriko się zakochała?

To całkiem niemożliwe! Wygoniła z łóżka chłopaka i

położyły się razem pod kocem.

      - Jak to się stało? - spytała zaaferowana.

      - Miałam mały wypadek i zabiłam faceta. Wgniótł mi

trochę maskę. I wtedy zjawił się on i powiedział: 

"Niech pani na razie nie opuszcza Tokio." To było

pierwsze wejrzenie!

       - Zaraz, zaraz, przecież jesteśmy w Kioto? - zdziwiła

się siostra.

       - No właśnie - powiedziała Noriko.

      c. d. n

 

 

00:59, nazumi13
Link Komentarze (2) »

 

      Nie dokończył jednak tej myśli, bo dziewczyna

wyskoczyła z autobusu na jakimś przystanku.

Oczywiście zdążyłby zrobić to samo, ale przecież

nie miała nawet dokąd uciec. Nie wiedział tylko,

dlaczego wyskoczyła. Nie było to przecież w jej

interesie. 

     Ktoś najwyraźniej się do niego dosiadł.  Inspektor

mimo woli odwrócił wzrok w tamtą stronę i zobaczył

śmierciowatą twarz, zastygłą, bladą i pobieloną jakąś

kredą.  Nie wiedział, czy twarz należy do kobiety, czy

do mężczyzny. Wykrzywiła się jednak w szyderczym

uśmiechu. Tak, to był niewątpliwie profesor Lu!

    - Pomyślałem, że przydałyby się panu moje

zeznania. - zagaił - Poczucie obowiązku nakazuje

mi powiedzieć, że nie wydarzyło się nic szczególnego.

Moja studentka Noriko chciała się ze mnę spotkać. 

Wprawdzie nie mam takiego zwyczaju i spotykam się

z moimi studentkami dopiero po zakończeniu

edukacyjnego cyklu, jednak w tym wypadku ciekawość

zwyciężyła. Niestety, nieuważnie przechodziłem przez

jezdnię i potrącił mnie jakiś samochód, i dlatego

umarłem.  Nie mam o to do nikogo żalu. Ale zakochałem

się w dziewczynie i chciałem ją chociaż jeszcze raz

zobaczyć. Przebrałem się więc w mundur policjanta...

      "Jak zwykle wszyscy są niewinni" - złościł się

w duchu Nezumi. Dlaczego Lu postanowił zataić przed

nim prawdę? Zeznania ducha są i tak nieważne, więc

raczej nie chciał brać w obronę dziewczyny. Lu musiał

mieć jakąś własna tajemnicę, którą chciał starannie

ukryć. W naszym cesarstwie tradycyjnie wierzymy, że

duchy zjawiają się na ogół po to, aby obudzić poczucie

winy zabójcy lub zdrajcy. Jest różnica między upiorem,

a członkiem jakuzy...Z drugiej strony szlachetna

wielkoduszność Lu była mu bardzo bliska.        

     - Dziękuję! - powiedział - Ja też im wszystkim

współczuję.

     Rozradowany profesor uścisnął mu dłoń, co nie

było zbyt przyjemne.

     - W czwartek rozpoczynam semestralny wykład

dla zjaw i upiorów. Sponsorem jest toyota. Chcieli mi

jakoś wynagrodzić niedogodność mojego zgonu,

który był, jak pan się zapewne domyśla, dość 

gwałtowny. A dziewczyna, jak pan pamięta, jechała

toyotą!...Dwudziesta czwarta piętnaście w opuszczonej

elektrowni. Nie liczę na wielka frekwencję, ale parę

osób przyjdzie. No i może wśród nich będzie Noriko? 

 

     c. d. n

   

wtorek, 28 czerwca 2016

 

      Chińska filozofia odróżnia daojia (taoizm filozoficzny)

od daojiao (taoizmu religijnego). Profesor Lu interesował

się tym pierwszym. Po co zaraz poznawać sekret złotego

kwiatu? Alchemia wewnętrzna, magia, dieta, ćwiczenia

oddechowe i kontrola ejakulacji nie interesowały go

specjalnie. Filozofia - nawet bardzo!  Wcale nie pragnął

być jednym z nieśmiertelnych. Po co troszczyć się o ciało,

żeby je upiększyć, albo przedłużyć w sztuczny sposób

swe życie? W ten sposób człowiek oddala się tylko od

Natury. Laozi nazywał to przecież niepotrzebną

zapobiegliwością. Wystarczy zwykła pogoda ducha

i zapomnienie o tym, co jest do życia niekonieczne.

Trzeba tylko zamieszkać w nieuniknionym, bo życie

jest nieustanną przemianą i zawsze w nim coś tracimy.

      "Czy takie poglądy, to wystarczający powód, 

żeby pozbawić go życia?" - inspektor wciąż nie potrafił

znaleźć odpowiedzi na to pytanie. Nagle ktoś zabija

szanowanego i lubianego przez studentów profesora,

któremu przedtem opowiada o jakiejś zbrodni, o

istnieniu której można słusznie wątpić. Co więcej,

okazuje się, że zabija go sympatyczna i inteligentna

dziewczyna, w której prawie sam się zakochał

i która podczas wieczoru spędzonego z nim udaje

idiotkę...A teraz jeszcze ten koci ogon! I dlaczego

Lu pojawił się jako duch? Czy chciał w niej wzbudzić

wyrzuty sumienia?...Gdyby zobaczył ten ogon w

sytuacji intymnej to pomyślałby pewnie, że dziewczyna

to jakiś lady boy. Na samą myśl o tym wzdragał się. 

Na szczęście koty mają ogony z tyłu i wloką je za

sobą.

      - Co powiedziałeś? - pytała dziewczyna co jakiś

czas, wtulona w jego ramię w nocnym autobusie,

a w chwilę potem znowu zasypiała.

      Nezumi oceniał ją surowo pd względem moralnym. 

Przecież koty wiele zawdzięczają ludziom. Gdyby nie

ich troskliwa opieka...

 

     c. d. n

 

         Nezumiemu przypomniało się dzieciństwo.

Matka często opowiadała mu historie o okrutnych

kobietach, które już jako dzieci wykłuwały lalkom

oczy, a po śmierci zamieniały się w koty i o groźnych

demonach o wielu twarzach. Lu był profesorem

filozofii, ale dusił naprawdę w sposób profesjonalny,

może więc to kryminologia była jego właściwym

powołaniem.  Ciekawe, dlaczego musiał umrzeć?

       Z rozmyślań tych wyrwała go dziewczyna.

Mówiła coś i nie mogła dokończyć myśli...Postanowił

przeprowadzić prosty test. Zabrał ze sobą z kawiarni

kilka saszetek z brązowym cukrem. Robił to z

oszczędności. Przez całe życie nie dorobił się i musiał

oszczędzać każdego jena. Rozerwał saszetkę i

wsypał dziewczynie cukier prosto do ust.

     - Zupełnie bez smaku - zauważyła.

     Nezumi dobrze wiedział, że koty nie rozróżniają

smaku słodkiego, a jedynie gorzki, słony i kwaśny.

Był więc w posiadaniu niemal niezbitego dowodu,

że dziewczyna jest kotką, która przybrała ludzką

postać i że przy pierwszej próbie erotycznego

zbliżenia chwyci go zębami za grdykę, a potem

wychłepcze z niego krew. Dlatego w hotelu będzie

pytał tylko o pokój numer cztery, bo w Kioto 

takich nie mają. Liczba cztery uchodzi bowiem

za wielce nieszczęśliwą i przynoszącą pecha, a

może nawet zapowiadającą śmierć. A kiedy nie

znajdą pokoju postara się jakoś uwolnić od

tej morderczyni i ofiary w jednej osobie. Rano

zaś napiszę prośbę o zwolnienie ze służby.

Nie wiadomo tylko, czy Otaka zgodzi się ją

przyjąć.

     - Co powiedziałeś?...Słyszałam, że coś do

siebie mówisz. - przeciągnęła się dziewczyna

i wtedy Nezumi zauważył, że z tyłu wystaje jej

koci ogon. "Ciekawe, jak ukrywała go na sali

wykładowej?" - przemknęło mu przez myśl.  

 

     c. d. n     

 

      Skręcili w jakąś boczną uliczkę, ale ta okazała się ślepa. 

Dziewczyna przywarła do ust inspektora. I wtedy z

wieczornej mgły wyłonił się jakiś człowiek w policyjnym

mundurze.

     - Dlaczego pan wprowadza tej pani ślinę do ust! - rzekł

wzburzony. - Noc jest od tego, żeby spać!

     - Jestem tu służbowo! - odpowiedział Nezumi, okazując

stosowny dokument - Właśnie miałem aresztować tę panią.

Jeśli tego nie zrobię, pozostanie mi tylko honorowa śmierć

z wyboru.

     - Potwierdzam to - oznajmiła dziewczyna - Skuj mnie,

proszę! ...Przedtem nie mógł, bo była pełnia księżyca...

     - Co za perwersja! - zgorszył się policjant, ale kiedy

Nezumi wyjął kajdanki, zdawało mu się przez chwilę, że

twarz policjanta to twarz denata z prowadzonego przez

niego śledztwa...Tak, to był profesor Lu! Spostrzeżenie

to było całkiem trafne, bo Lu zaczynał już dusić ofiarę. 

      Inspektor rzucił się ku niemu z pasją tancerza

flamenco, ale w tym samym momencie profesor znikł.

     - Słusznie przypomniał nam, kto tu jest ofiarą. -

wyszeptał. Ale dziewczyna upadła już na bruk.

     Sytuacja stawała się coraz bardziej podejrzana. 

Na szczęście, czy też nie, okazało się, że jednak

żyje. Po prostu zemdlała na widok bladej twarzy

profesora. 

     - Powinnam zawsze nosić ze sobą sól. Podobno

odstrasza demony. W końcu wszyscy o tym wiemy,

bo fakt ten przeniknął już do popkultury i jest sporo

filmów, w których możemy to zobaczyć, chociaż to

wiedza tradycyjna, niemalże antyczna i nasze 

prababcie już to robiły. Pewną przeszkodą

jest tu niewątpliwie szacunek dla chińskiej

starożytnej kultury, którą uosabia Lu...Bez niej

nawet góra Fuji nie byłaby tym, czym jest.

 

     c. d. n 

 

 

       Gadali aż do wieczora, a kiedy o dwunastej

w nocy kelnerka zasugerowała, że chciałaby już pójść

spać, studentka gwałtownie zaprotestowała, ale w

końcu poszli oglądać księżyc. Pod koniec sierpnia

wygląda naprawdę pięknie!  

      - Jest uroczy!  A ja marzyłam o mężczyźnie takim

jak ty...Te kilkadziesiąt lat starszym, którego skroń

przyozdabia siwy włos, oznaka mądrości.

     - Ja też o tobie marzyłem. Jesteś naprawdę kimś

wyjątkowym. Potrafisz z zimną krwią zamordować,

żeby spełnić marzenie swego życia. I tak bezczelnie,

uroczo kłamiesz! Księżyc to mały pikuś przy twoim

pięknie!  Ale, mówiąc szczerze, zbrodnia nie budzi

mojej sympatii. Dlatego wybrałem sobie taką pracę.

A kłamstwo rzadko kiedy popłaca...

      Prowadzenie takich rozmów należało do obowiązków

służbowych inspektora.

     - Chciałbyś poznać Tekilę i Ludojada? To moje psy!

Mieszkam niedaleko - krzyczała dziewczyna. 

     - Wolę koty!  A nazywanie psów w ten sposób

świadczy o niskim, prostackim guście. - zauważył Nezumi.

      Dziewczyna posmutniała.

 

     c. d. n

 

        Nezumi obudził się wcześnie rano i o piątej

był już na ulicy. Wsiadł do metra, a potem przez cztery

godziny włóczył się po parku. Zupełnie tak, jakby

umówił się z dziewczyną na pierwsze spotkanie i

niecierpliwie liczył godziny. A przecież w kieszeniach

marynarki miał kajdanki niezbędne do skrępowania

ofiary. Czuł się tym jakoś dziwnie podekscytowany!

      Punktualnie o dziewiątej dziewczyna pojawiła

się przed wejściem do kawiarni "Locura."

     - Pragnę zmienić swe zeznanie - oznajmiła -

Z premedytacją zabiłam profesora Lu!

     Nezumi roześmiał się.

     - To już przecież wiemy! Nic nowego pani nie mówi. 

W końcu jest na kamerze...Czy mają tu dobrą muzykę?

     - Fado, flamenco, reggae...

     - Może być!

     - Ale nie mam za dużo czasu. Jestem z kimś umówiona!

     - Z kimś, kto jest też mordercą?

     - Być noże...

     Inspektor czuł, że te piętnaście minut może być 

najważniejszą przygodą w jego zawodowej karierze .

Usiedli w kącie sali. A kiedy z pewnym rozdrażnieniem

strzepnął z serwetki okazałą tarantulę, kelnerka wyjaśniła:

    - Serwujemy je do drinka! Zaostrzają apetyt na owoce

morza. To nasze magiczne misterium!  Chce pan panienkę

do stolika?

    Po chwili blondyneczka oddaliła się, a Nezumi zapytał

dziewczynę, co chciałaby mu naprawdę powiedzieć.

    - Że pana bardzo kocham!  Zakochałam się w panu,

kiedy powiedział pan...Zaraz, co pan powiedział?

Chyba...proszę na razie nie opuszczać Tokio!

    - A nie Kioto? - zdziwił się. 

    - Przecież jesteśmy w Kioto - uśmiechnęła się. 

 

    c. d. n

 

 

 

       Następnego dnia Lu wstał z łóżka w doskonałym

nastroju. "Jak to się mówi? Radosny jak...skowronek.

Ale ze mnie dzisiaj ranny ptaszek!" - pomyślał.

      Dał kotu mleka, ubrał się i natychmiast wyszedł

z domu...Pisk opon i nagłe uderzenie otrzeźwiły go. 

W chwilę potem już nie żył.  Jego ciało leżało odrzucone

trzydzieści metrów dalej.  

      Inspektor Nezumi oczywiście spytał dziewczynę,

dlaczego umówiła się z profesorem, a potem go 

przejechała.

     - To był wypadek - powiedziała - Nie chciałam,

żeby profesor czekał i po prostu nie wyhamowałam. 

     - 180 na godzinę w takim miejscu? - Nezumi udał

zdziwienie.

     - Miałam mu do powiedzenia coś bardzo ważnego. -

     Inspektor popatrzył na jej bluzeczkę. Były na niej

fioletowe irysy. Poza tym bluzeczka była biała jak śnieg. 

"Jeśli kłamie, to w sposób uroczy! Nie sądzę, aby

mówiąc prawdę była równie piękna!"

      - Przez kilka dni nie będzie pani mogła opuścić

Kioto. Musimy wyjaśnić śmierć tego Chińczyka. A jak

sama pani widzi, wiele przemawia za tym, że nie jest

pani absolutnie niewinna.

      Dziewczyna zaprosiła inspektora na poranną kawę.

      - Zgoda, ale pod warunkiem, że nie będę musiał

przechodzić przez jezdnię! - zażartował.

      - Czy dostanę jakieś odszkodowanie za wgniecenie?

- spytała.

 

      c. d. n  

 

    - Pewien strumień pomyślał, że niedorzecznie

jest wpływać do rzeki i skierował swe wody

z powrotem do źródła. - powiedział profesor Lu. 

    - Jeszcze częściej to się zdarza wśród ludzi!

- zauważyła studentka.

    Profesor zastanawiał się, dlaczego wcześniej

jej nie zauważył.

    - Czy mogłaby pani rozwinąć swą myśl? - spytał. 

    Wyglądała jak szara myszka, ale miała

niezwykle inteligentne, żywe oczy i bluzeczkę

w fioletowe irysy. 

    - To proste! Morderca zawsze wraca na miejsce

zbrodni. Na przykład mój chłopak...

    - Nie możemy tutaj mówić o sprawach osobistych -

uciął profesor. 

    - Mój chłopak interesuje się kryminologią - uściśliła

dziewczyna.

     Zajęcia się skończyły, ale myszka zbliżyła się do

profesora i spytała, czy mógłby wysłuchać jej historii. 

Lu zgodził się. 

 

    c. d. n

   

niedziela, 26 czerwca 2016

 

...Wiatr wściekle wieje w okna i targa drzewami. 

Deszcz uderza w szyby. Jest ciemno prawie jak w

nocy. Muzyka ucichła. Pani Kimura podchodzi do

mnie i pali świeczkę. Nie lubię, kiedy Pani Kimura

pali świeczkę. Coś na pewno się wydarzy!  Już

przecież wiatr wywalił okno.

    - Posłuchamy razem walca Takemitsu? - pyta.

    - Chętnie, ale obawiam się, że nasz status

    egzystencjalny jest całkiem różny. Ja jeszcze

    żyję, a Ty już nie! Czy możemy zatem razem

    słuchać muzyki?

    - Ależ tak! Żywy, to przecież przyszły zmarły,

    a zmarły to przeszły żywy. Różnica polega

    jedynie na czasie, a czas przecież tak naprawdę

    nie istnieje. Zjawiłam się tu, bo jestem zjawą

    i chciałam zapalić świeczkę na twoim grobie.

    Czy coś w tym złego?

    Nie odpowiedziałem. Na chwilę oddaliłem się

    myślami od tej metafizycznej kwestii. Kot jak

    zwykle gdzieś znikł. Pani Kimura chwyciła mnie

    za rękę. Jej dłoń była sztywna i lodowata...

    Świeczka zgasła. Chciałem powiedzieć coś

    miłego - że może tak naprawdę wcale się nie

    różnimy. Ale głos utkwił mi w gardle...

 

      Ja zaś zrezygnowałem z przepisywania tu

swych utworów i rozmarzyłem się trochę o morzu.

        Ale nie tylko o nim.

Jeśli tu jeszcze zaglądasz - wróć do mnie...Smutne są dni bez Ciebie. 

A moja samotność nie może być większa.  

Bardzo lubię tego walca Takemitsu. Jest naprawdę uroczy.

sobota, 25 czerwca 2016

 

     "Jeśli w pokoju jest za gorąco - pisze Dalajlama

jedynym sposobem, by obniżyć temperaturę jest

wpuszczenie zimnego powietrza. Gorąco i zimno są

sobie przeciwstawne i dokładnie tak samo jest 

w przypadku stanów psychicznych takich jak gniew

i współczucie. Umniejszasz jeden z nich w takim

stopniu, w jakim poddajesz się drugiemu."

       ("O współczuciu...", przekład M. Czub)

   

      Ta praktyczna rada Dalajlamy mówi coś o

sposobie przezwyciężania destruktywnych emocji. 

W historii psychologii po raz pierwszy Spinoza

wyraził pogląd, że afekt możemy przezwyciężyć

jedynie przez afekt przeciwny i silniejszy od

niego. 

    Zgodnie z tą zasadą współczucie przezwycięża

gniew, podobnie jak miłość zwycięża nienawiść. 

(Sam Spinoza nie cenił jednak współczucia, w czym

niewątpliwie się mylił). Nie wystarczy więc po prostu

wiedzieć, że gniew jest czymś niewłaściwym, bo

jedynie w obliczu autentycznego współczucia traci

on swą moc. Nawiązując do obrazowej wypowiedzi

Dalajlamy można zatem powiedzieć, że jeśli tylko

warunki pogodowe na to pozwalają, warto mieć

zawsze otwarte okno. I podobnie warto obudzić w

sobie współczującą postawę.  (Dalajlama nazywa te

emocje postawami).

       Ale jest coś bardziej destruktywnego od

nagłego i niekontrolowanego wybuchu gniewu. 

A tym jest gromadzenie w sobie złości,

niezdolność do wybaczania i nie zawsze

uświadamiana mściwość. I choć, jak mówi pewien

buddyjski tekst, jedna chwila niekontrolowanego

gniewu może zniszczyć lata okazywania komuś

miłości i troski ("tysiąc lat"), to jednak taki gniew

jest czymś znacznie lepszym niż owo gromadzenie

i tłumienie w sobie złości, której wyziewy zatruwają

często nas samych i niszczą innych.   

    W innej książce, którą redagował znany psycholog

Goleman, Dalajlama usprawiedliwia jednak gniew

w pewnych sytuacjach (w  tej książeczce o

współczuciu pod redakcją Hopkinsa jest od tego jak

najdalszy). Gniew jest przecież, jak zauważa, też

reakcją na krzywdzenie kogoś, a jego impuls dodaje

nam waleczności. Ostatecznie więc, jak tłumaczy

Goleman, nie chodzi o to, byśmy nie odczuwali

gniewu, ale abyśmy czując go, zachowywali się

przyzwoicie.      

    W tekście  "O współczuciu..." odnajdujemy 

wskazówkę, jak należy rozumieć pogląd Dalajlamy

na kwestię użyteczności gniewu: "Niekiedy można

sięgnąć po ostre słowo, by powstrzymać kogoś

przed zrobieniem czegoś głupiego, ale główną

motywacją nie powinien być w tej sytuacji gniew:

powinny nią być miłość i współczucie." Dalajlama

wskazuje tu na  "całkowitą bezużyteczność gniewu".

Czytam jego różne wypowiedzi na ten temat od lat

i wygląda jednak na to, że nie udało mu się

wypracować konsekwentnego stanowiska w tej

trudnej i dla niego osobiście kwestii. 

      Sam Dalajlama miał, jak wyznaje, kłopot ze

skłonnością do gniewu, co było wynikiem

tego, że w dzieciństwie porzuciła go matka.

Udało mu się jednak w końcu przezwyciężyć

tę skłonność. 

      Tak, czy inaczej, powinniśmy jego zdaniem

medytować nad trzema negatywnymi aspektami

gniewu. Nad tym, że gniew

    - powoduje zamęt;

    - wyolbrzymia problemy;

    - umniejsza wartość naszych zalet.

    Jest równie oczywiste, że umniejsza też

w naszych oczach zalety i zasługi osoby, na

którą o coś się gniewamy i bywa głęboko 

krzywdzący. 

      O pięknie gniewu z miłości, które tak

wysławia wielki Osho, Dalajlama milczy. 

Widać z jak delikatną materią mamy tu do 

czynienia. Bo choć w gniewie może być

coś boskiego, to przeważnie jest czymś

aż za bardzo ludzkim - wykrzywia naszą

twarz, poniża drugą osobę, albo otwiera

drogę okrucieństwu.


czwartek, 23 czerwca 2016

 

       Iwaszkiewicz napisał chyba w recenzji książki Pocieja, że 

w muzyce jest więcej czegoś czysto brzmieniowego niż jakiejś

filozoficznej myśli (muzyka to dla niego pasaże i akordy raczej

niż metafizyka).  Ja też chyba tak myślę. Muzyka może być

uczona i może nawet inspirować się filozofią lub teologią, ale nie

na tym przede wszystkim polega jej sens. Autor tej muzyki przygrywał

Ludwikowi XIV także wtedy, kiedy ten przechadzał się po ogrodach

Wersalu.  Szedł przed nim i grał, a król nie musiał zakładać

na uszy słuchawek ;-)   Ale tu widzimy lutnistę w innym miejscu

- warto ten filmik zobaczyć!  Tak, czy owak wartość tej muzyki jest

też niezależna od tego, jaką pełniła funkcję i choć kojarzona z

Królem Słońce, przeżyła go i ukazuje raczej jego znikomość

niż wielkość.

 

________________________________________

    Ten wpis zastąpił mój przewrotny mit o Orfeuszu, który miał

się tu dzisiaj pojawić. Wiem, że na ogół zagląda się tylko do

ostatniego wpisu, ale mam wrażenie, że istnienia poprzedniego

nikt nie zauważył, choć po raz pierwszy od ponad 2000 lat

ukazana została w nim być może prawdziwa wersja

zafałszowanego później mitu o Narcyzie. Trzy lata

przygotowywałem się do napisania tego krótkiego tekstu i choć

wystarczyło kilka minut, żeby ujrzał światło nocne, uważam go

za jeden z najważniejszych moich blogowych drobiazgów. 

Dlatego zachęcam do jego przeczytania nie tyle ze współczucia

dla autora, ale dlatego, że on rzeczywiście coś odkrywa, a może

nawet odsłania przemilczaną prawdę o przemocy, której ofiarą

padli Narcyz i piękna nimfa Echo.  Tekst jest  trochę żartobliwy,

aby jego powaga nie okazała się śmiertelna. Ale wiem też, że 

jest głęboko prawdziwy, bo znam tę historię bardzo dobrze.        

 

04:45, nazumi13
Link Komentarze (4) »
środa, 22 czerwca 2016

        

    Pewien mężczyzna o imieniu Narcyz pokochał niegdyś nimfę

Echo, ale zawistny bożek Zeus, ten miotający gromy gwałciciel,

widząc, że prześliczna dziewczyna odwzajemnia uczucia

śmiertelnika, uczynił ją głuchą i niemą, tak, aby nie mogła nigdy

wyjść mu na spotkanie. Biedna dziewczyna potrafiła jedynie

powtarzać rozpaczliwe wołania Narcyza, który nie mógł jej w

leśnych ustroniach odnaleźć. A kiedy wydawało się już, że się

do niej zbliżał, uciekała przed nim jak spłoszona sarenka,

której przecież nawet nie widział.

     Odtąd Narcyz całe dnie i noce spędzał na szukaniu jej po

bezdrożach, aż któregoś wieczoru, tuż przed zmierzchem,

ujrzał przed sobą mroczną toń, a potem zdawało mu się, że

widzi w niej piękną twarz ukochanej nimfy. I chociaż była ona

zamglona, a jasne włosy dziewczyny wyglądały, jakby były

ciemne, wykrzyknął na jej widok z radości...Ale Echo nie

odpowiedziała.

       Wtedy Narcyza ogarnęło przeczucie, że jego ukochana

nie żyje. I odtąd każdego dnia o świcie lub przed wieczorem

spragniony piękna przychodził oglądać jej twarz, jednak

chociaż wpatrzony w wodne lustro całymi  godzinami nie mógł

oderwać od niej wzroku,  nie potrafił ukoić swej tęsknoty.

Być może widział ją naprawdę, albo w swym własnym odbiciu

rozpoznawał jej widok, a wtedy Echo ożywała i czuł się jakby

wstępowało w niego życie, ale w chwilę potem ten senny

obraz rozmywał się i przed oczami miał już tylko mrok. 

W szuwarach słyszał jej oddech lub szept, ale to był tylko

wiatr.  Z ciężkim sercem powracał więc do domu.    

      Ale, kiedy wydaje się nam, że toniemy w samotności,

zwykle ktoś nas podpatruje i po okolicy rozeszła się wieść,

że Narcyz tak jest zakochany w sobie, że musi codziennie

oglądać swą twarz i napawać się jej widokiem.  Pozyskawszy 

w ten sposób opinię publiczną, bożek przemienił mężczyznę

w piękny kwiat, który wyrastał na brzegu jeziorka.  Resztę

zmyślili poeci i uczeni...  

   _____________________________________

   W następnym wpisie opowiem o Orfeuszu, ale jakże inaczej niż

to zrobił nieoceniony poeta Jules Supervielle. Bo jaki byłby sens

naśladować go i to w tekście tak krótkim i wydeptywać tę samą

ścieżkę?

 

 

01:26, nazumi13
Link Komentarze (12) »
wtorek, 21 czerwca 2016

        Piękna jest XVIII wieczna niemiecka muzyka lutniowa i od dawna

słucham nie tylko Weissa i Bacha, ale także między innymi Hagena.

Szczególnie sugestywne są jego minorowe sonaty (f-moll, g-moll i

c-moll).

       Cudowne utwory lutniowe komponowano przedtem (XVI, XVII wiek)

we Francji, w Italii i w Hiszpanii, a także oczywiście w Anglii, ale o tym

wszyscy chyba wiedzą, skoro nawet niejaki Sting śpiewa pieśni Dowlanda

z lutniowym akompaniamentem.  Mam swoich ulubionych wykonawców i

repertuar, o czym już tu kiedyś pisałem i  chyba poznałem sporo tajemnic

tej delikatnej i niepozbawionej ekspresji muzyki, która dla mnie jest często

magiczna.  Jednym z moich niekwestionowanych faworytów jest np. Esaias

Reusner Jr. (1636-1679). Jego Suita d-moll jest nie tylko melancholijna

w nastroju, ale wyraża, jak słusznie zauważa Lutz Kirchhof, w którego

wykonaniu usłyszałem ją kiedyś po raz pierwszy, apokaliptyczną wizję.

Tryska ta muzyka spod palców biegłego lutnisty jak woda z fontanny

i chyba ptaki chwytają ją w locie, choć tu akurat przywodzi na myśl

rozdarte niebo, taniec śmierci lub koniec świata.   

        Znany bloger Przedwieczna Śledziona polubił chyba muzykę

lutniową dzięki jakiemuś mojemu wpisowi i sam teraz być może dokonuje

różnych odkryć. A miło mi również, że moja poetycka opowieść o lutniście

spotkała się tu też z przychylnym oddźwiękiem. Muzyka lutniowa jest

w moim przekonaniu, niemniej doskonałym przedmiotem kontemplacji od

japońskiej muzyki inspirowanej buddyzmem zen. Trzeba tylko otworzyć

na nią trzecie oko. Nie bez powodu nazywano lutnię królową wszystkich

muzycznych instrumentów i istnieje wiele jej odmian w różnych kulturach.   

      Ale muszę już kończyć, bo Mitsuko zawiesiła łapki na mojej szyi

z takim wdziękiem, że trudno się temu oprzeć. Wyciągnęła się na całą

długość, a może nawet w niewidzialny sposób powiększyła swoje wątłe

ciałko.  Jest w świetnej formie, ale mimo woli przypomina mi się wiersz

Szymborskiej o kocie w pustym pokoju, który kiedyś pewna blogowa

poetka przepisała dla mnie w komentarzu. Całe życie przeżyła w

tym pokoju i nie wiadomo, jak sobie beze mnie moja córeczka

poradzi...

      Miłą miałem dzisiaj rozmowę z kimś, kogo chyba mogę nazwać

swoim przyjacielem (w sensie intelektualnym chociażby) o życiu, 

o muzyce i o filozofii.  Jak słusznie mówi - nie ma piękna bez prawdy,

a ta stara, platońska myśl, uległa zapomnieniu i jak przed wiekami

ludzie gonią za zyskiem i rozgłosem, nie przeczuwając, jak wiele wraz

z utratą siebie samych tracą. Kończyliśmy kiedyś, nie wiedząc nawet

o tym, te same studia, ale potem wybraliśmy różne życiowe drogi 

i nie tak dawno spotkaliśmy się przypadkiem po latach. Uroczy ten

człowiek, choć niewątpliwie bardziej ode mnie praktyczny, jest też

kimś głęboko refleksyjnym i uważnym, ludzkim, a jego spojrzenie

na życie jest dociekliwe i wyostrzone.        

      Ale w rozmowę wkradł się przy okazji żart, że filozofowie

przekonują się, że mało zarabiają, kiedy odchodzą od nich kolejne

żony. Powiedział to z ogromnym wdziękiem...  

     Pożartowaliśmy też przez chwilę, choć z tematem tym to się nie 

wiąże, z naszego uczonego kolegi, którego pogrzeb odbył się wczoraj

(znajomy właśnie z niego wrócił)...Ale z wielką życzliwością. 

          

03:31, nazumi13
Link Komentarze (11) »
poniedziałek, 20 czerwca 2016

     

    "Brak mi wody życia, która

jest pokarmem każdej istoty.

Płynie tylko dla tych, co są na

ziemi. Pragnę, choć woda jest

tuż koło mnie..."

     Tak pisze o swym losie

zmarła w 42 r p. n. e

trzydziestoletnia małżonka kapłana

boga Ptaha i dalej snuje smutne

refleksje na temat śmierci. Tekst jej

oczywiście ułożył ktoś inny, niejako

w jej imieniu.  

     Mój nieodżałowany Przyjaciel, 

filolog klasyczny i autor, znał

osobiście Krawczuka i podziwiał go. 

Ja go nigdy nie czytałem, ale dzisiaj

chciałem wspomóc pewnego starszego

człowieka, który miał kilka książek, w tym

jego "Kleopatrę", a w dodatku przypomniał

mi się Jurek. Książeczka jest niebieska

i wydana została licho, ale estetycznie,

ponad 30 lat temu...Dobrze się czyta.

Nie każdy historyk jest przecież zarazem

zdolnym pisarzem, potrafiącym w

efektowny sposób powiązać pewne fakty.   

Wydaje mi się, może niesłusznie, że

Krawczuk, zważywszy jego ogromną

niegdyś popularność, jest trochę

zapomniany.

     Bardzo podoba mi się

początek tej książeczki i zadziwienie

autora, że w starożytnym Egipcie

epoki, którą opisuje, śmierć uważano

za ostateczne nieszczęście, mimo

wielkiej wagi, jaką przywiązywano

do rytuałów mających ją oswoić.

Wzruszająca jest ta historia kobiety,

która prosi swego męża o to, by

po jej śmierci cieszył się życiem

- winem, kobietami, bo poza radością

życia nic już nie ma.

     Krawczuk zauważa trzeźwo, że

to pewnie sam kapłan polecił ułożyć ten

tekst, bo czuł się jeszcze dość młody.

Ale niedługo cieszył się życiem

- przeżył swą małżonkę tylko o rok.

     A na zakończenie "perełka"

- jedna z tych, które Jurek pewnie bardzo

lubił. "W napisie na swym grobie

stwierdza skromnie: "Byłem wielkim

człowiekiem. Opływałem we wszelkie

bogactwa, a miałem również piękny

harem."

    Zero hipokryzji - prawdziwie

święta służba! 

    Wstyd mi Jurku, że Cię przeżyłem

o dwadzieścia lat i że nie mogłem

uratować Twojego życia. Kiedy ostatni

raz Cię widziałem, powiedziałeś mi, że

nigdy w życiu nie czułeś się tak

szczęśliwy!  To mnie zmyliło...

    Twoja przerażająco smutna śmierć

mogłaby być opisana w "Antologii

Palatyńskiej" i Zygmunt Kubiak na

pewno przetłumaczyłby ten wiersz kilka

razy. Jestem Ci wdzięczny, że zawsze

miałeś dla mnie czas, nawet w środku

nocy. I za tę nocną rozmowę o miłości,

choć okazało się, że to ja miałem rację...   

   

 

niedziela, 19 czerwca 2016

 

    - Zjadłem brzoskwinię - będę nieśmiertelny 

- powiedział  Wang Li.  Ale umarł bardzo młodo.

Wszyscy byli tym przygnębieni. Brzoskwinia

ta najwyraźniej nie była brzoskwinią dającą

nieśmiertelne życie.

     Niektórzy mówią, że Wang Li pił tylko rosę

z kwiatów i patrzył na Księżyc. Inni, że miał

tam dziewczynę, która odeszła przed nim.

Jeszcze inni, że się z rozpaczy zabił.

To przedziwne sprawy i okryte jakąś tajemnicą.

Wieki całe upłynęły, a nic bliżej o tym nie

wiadomo.  Nie wiemy, dlaczego ktoś żyje, a

ktoś inny odchodzi. Nawet poeta, którego imię

przetrwa, pozostawia po sobie pustkę. 

Rozmawiałem o tym kiedyś z mądrą żabą z

kałuży, a ponieważ Księżyc odbijał się

właśnie w jej lustrze, żaba była przekonana,

że mieszka na Księżycu, ale nawet ona nie

wiedziała wszystkiego.  

      I ja niedługo stąd odejdę i choć nikt

tego nie zauważy, nie będzie wiadomo -

dlaczego. Starałem się żyć najlepiej

jak umiałem, kochałem swoich bliskich,

drzewa, kwiaty i chmury na niebie, 

zdobyłem cenną wiedzę i pisałem przeróżne

utwory, które może ktoś czytał, skoro, jak mówi

pewien mój znajomy, niektóre moje opowieści

ktoś czasami podkrada. I choć nie wiem, czy

komuś moje istnienie jest potrzebne, jestem,

a raczej byłem kimś, kto poczuł i poznał wartość

życia. Ale teraz jest już widno i wiem, że

brzoskwinia, którą przed chwilą zjadłem nie jest

brzoskwinią nieśmiertelności. 

     Pochodzi ze sklepu Tesco, w którym pewien

przygarbiony, starszy mężczyzna musi pchać

ciężkie wózki, żeby zarobić grosze potrzebne

na życie. Widuję go od dawna i widzę, jak z

każdym miesiącem ubywa mu sił. A kiedy dopcha

już wózek we właściwe miejsce, wszystko zaczyna

się od nowa. Mijamy się czasami w milczeniu, a ja

oczami mojego współczucia widzę lęk w jego

poczciwej twarzy. 

 

   

     

       

sobota, 18 czerwca 2016

 

 

         Miała być "Kometa"...Bo to świetny tekst i piękny nastrój, ale

ta piosenka o śmierci jest znacznie weselsza i widać jak jej autor

świetnie się bawi.  A może czasami nie pozostaje nam nic innego,

jak obrócić wszystko w żart?  Jest w tych refleksyjnych utworach dużo

ciepła i to pomaga mi w walce z moimi zdrowotnymi dolegliwościami,

których opis sobie daruję, podobnie jak opis tego, jak wpływają

na moje codzienne, udręczone życie.  Odłożyłem więc na bok 

napisane wcześniej teksty i słucham sobie tych jego piosenek.

     Od kilku dni mam już w telefonie swą opowieść o Cezarze, ale

jest ona trochę obsceniczna i okrutna, choć zarazem nie pozbawiona

ciepła i ukrytej poezji, a w każdym razie wydała mi się za mało poczciwa,

i choć podobnie drapieżne teksty już tu publikowałem, nie wiem, czy jego

intencja zostałaby właściwie zrozumiana. Ryzyko jest niewielkie,

ponieważ nie mam obecnie grona przyjaciół, którzy komentowaliby

każdy mój tekst  i  tak więc pewnie wszystko pozostałoby przemilczane.

Ale ponieważ moja najbliższa przyszłość stoi pod znakiem zapytania,

zastanawiam się zawsze, co będzie, jeśli ten tekst okaże się ostatnim

i to skłania mnie do pisania nowych rzeczy, choćby te już napisane 

miały nigdy się tu nie pojawić.          

      

02:23, nazumi13
Link Komentarze (2) »
piątek, 17 czerwca 2016

 

                      Wyszliśmy z mgły

                      Szła przede mną

                      Ulicą Parkową

                      Maleńka baletnica

                      Z siwymi włosami

                      Spiętymi w kok

                      Gdybym trochę przyśpieszył

                      Wyściskałaby mnie

                      Powtarzając

                      Że jestem Człowiekiem

                      Choć ludzi już teraz nie ma

                      Patrzyłem jak znika

                      Za rogiem ulicy

                      Mała dziewczynka

                      Która zgłębiła

                      Sekret Złotego Kwiatu

                      Liście musiały szeleścić

                      Pod jej bucikami

                      W wieczornej mżawce

                      Zanim rozpłynęła się w marzeniu

                      Zostałem tylko ja i mgła 

                      A potem i mnie już nie było

                      Na ulicy Parkowej

__________________________________________

    Często wspominam to moje ostatnie spotkanie

z prawdziwą Poetką. Spotkanie, do którego nie 

doszło, ponieważ cieszył mnie sam widok jej

radosnej samotności, a kiedy jej drobna sylwetka

znikła we mgle, poczułem nagle, że już nigdy Jej

nie zobaczę.   

    Brak komentarzy pod moimi tekstami

o wielkim buddyjskim filozofie świadczyć

może o tym, że były trochę zbyt ciężkie,

albo po prostu nie zabłądziła tu żadna przyjazna

dusza. 

     Z pewnością warto poznawać buddyjskie

teksty, bo nasze wyobrażenia o tym, czym jest

buddyzm, wywodzą się po części z tzw. kultury

masowej i bywają trochę mylące. I w ogóle

warto czasami pójść śladem ludzi mądrych,

jak ja to robię. Bo nawet, jeśli jesteśmy niepoprawni  

i tkwimy we własnych błędach, wiemy przynajmniej,

że istnieją ludzie, którzy tak bardzo nie błądzą

i kroczą przez życie własną drogą.

        Jasne, że piosenka piękna.

 

czwartek, 16 czerwca 2016

 

          "To, co rodzi cierpienie i smutek,

            Niechaj wzbudza w nas przerażenie,

            Ale, czy można czuć trwogę w obliczu pustki,

            Która przynosi ukojenie cierpienia?

 

            Gdyby istniało coś takiego, co nazywa się "ja",

            Wtedy wszystko mogłoby budzić przerażenie,

            Ale skoro według ciebie takiego "ja" nie ma,

            Ów strach czyim miałby być udziałem?"

 

            (Droga ku Przebudzeniu, 9, 55-56)

 

       W słowach tych możemy usłyszeć samo serce

buddyjskiej metafizyki w wersji mahajany. Jeśli nasze

"ja" realnie nie istnieje, jak Śantidewa dalej skrupulatnie

wykazuje, to nie ma powodu do lęku i nasza dzielność

może zostać umocniona.  Zaczyna od świadomości

własnego ciała, bo wydaje nam się ono czymś

najbardziej realnym. 

 

       "Zęby, włosy i paznokcie to nie "ja",

        Nie jestem tez kośćmi ani krwią.

        Tak samo śluz i flegma to nie "ja",

        Nie jestem ropą ani mazią stawową.

 

        "Ja" to nie łój ani pot,

        "Ja" to nie tłuszcz ani trzewia.

        Narządy wewnętrzne to też nie "ja",

        Tak samo mocz czy odchody."

        (9, 57-58)

     

        Później wykazuje w podobny sposób, że nasza

świadomość też nie jest "ja."

        

      Czy tak jest, czy nie jest w istocie, to wielki filozoficzny

problem, którym nie ma powodu się tutaj zajmować, choćby

dlatego, że sam Budda przywiązywał do podobnych myśli

wagę jedynie o tyle, o ile mogły się one przyczyniać do

"usunięcia ciernia cierpienia"i nic mu nie było bardziej obce

niż roztrząsanie pewnych kwestii w nieskończoność.      

       Ale na mnie największe wrażenie zrobiła ta strofa:

          

            "Zlęknionym nie dodałem odwagi,

              Zrozpaczonych nie obdarzyłem szczęściem,

              Cierpienia, jakich w łonie przysporzyłem matce -

              Oto moje jedyne osiągnięcie."

              (7, 38)

      

       Całkowicie rozumiem powody, dla których, niezależnie

od wszelkiej metafizyki, można tak oceniać własne życie

i uważać je za zmarnowane, jeśli żyliśmy tylko dla siebie.

Kiedyś przecież nadejdzie śmierć i na wszystko będzie już

za późno. A nic chyba nie jest dla nas tak bolesne, jak życie

pozbawione miłości.  Człowiek mądry i zdolny do współczucia

unika jednak takiego gorzkiego losu, ponieważ wykazuje

troskę o innych.

      Życie wypełnione jest cierpieniem i ten, kto się od tego

cierpienia odwraca, nie znajdzie szczęścia we własnym

egoizmie. "Umrę na pewno" -pisze Dalajlama - Nie da się

uniknąć śmierci. Moje życie nieustannie upływa i nie da się

go przedłużyć...Zadaj sobie następujące pytanie: Czy dążąc

do szczęścia powinienem wykorzystywać wszystkie żyjące

istoty, czy może raczej pomagać im osiągnąć szczęście?"    

      Obecny Dalajlama nie widzi konfliktu między dążeniem do

własnego szczęścia, jeśli się je właściwie rozumie, a motywacją

altruistyczną. Jesteśmy przecież istotami społecznymi i nie

moglibyśmy żyć jedni bez drugich, bez dobroci i wzajemnej

troski nie bylibyśmy w stanie przetrwać.  Zgodziłby się z

Śantidewą, że

           

             "Nieszczęśnikiem jest każdy na tym świecie,  

               Kto szuka szczęścia dla siebie,

               Zaś wszyscy, którzy doznają tutaj radości,

               To ci, którzy pragną cudzego szczęścia"

              (8, 129)

     Prawda ta dla świadomości neoliberalnej, która za cel życia

uznaje bogacenie się cudzym kosztem, nie istnieje, co drastycznie

pogłębia istniejące w świecie nierówności. Oczywiście cel ten

osłonięty został głęboką hipokryzją, usiłującą stworzyć pozory,

że wyzysk i ekonomiczne zniewolenie nie istnieją.  W tym duchu

wychowane zostało niestety całe pokolenie w Polsce, chociaż

wśród ludzi młodych istnieje dostatecznie wielu, którzy nie

poddali się temu ogłupieniu. Krytyczne myślenie i wrażliwość

społeczna to jedyne lekarstwa na manipulacje polityków 

i coachów. Wszystko jest na tym świecie ze sobą powiązane i

nie istnieją czyny, które nie mają wpływu na los ludzi i innych

czujących istot, a konkurencja i samolubna zachłanność

niszczą niejedno niewinne życie.   

     Chociaż stylistyka tekstu nie jest mi tu równie bliska, 

trafne jest też to, co Śantidewa mówi o nadętych

pychą głupcach, którzy zamiast być dumni z przezwyciężenia

własnych słabości, znajdują powód do fałszywej dumy, której

ulegają jak najgorszemu wrogowi.

      Taka neurotyczna duma jest oczywiście czymś szczególnie

żałosnym i prowadzi do agresji wobec innych lub do ich

lekceważenia.  "Żałosne są istoty zżarte pychą"  - zauważa -

bo prawdziwa duma "jest im nieznana". A przecież Budda

porównywany był do lwa z powodu zwycięstw, jakie odnosił

nad sobą.

     To z powodu głupoty przyjaciele stają się nagle wrogami. 

"Kto się im stawia jest nielubiany. Po co więc w ogóle z głupcami

się zadawać?" - pyta słusznie Śantidewa.  Warto uczyć się

współczucia i czuć radość z powodu szczęścia innych.  Życie jest

bowiem kruche i krótkie, i wiele jest w nim cierpienia.  Nie warto,

przekonuje, marnować energii na walkę ze sobą i gromadzenie

dóbr materialnych, których nie zdążymy nawet zużyć.   

 

środa, 15 czerwca 2016

 

       Choć smutne są ostatnio moje dni

ucieszyłem się, kiedy zobaczyłem w księgarni

"Drogę ku Przebudzeniu" wielkiego buddyjskiego

filozofa Śantidewy. Ten przekład dokonany został

z sanskrytu i jest udany i sugestywny, za co

wdzięczny jestem tłumaczce Magdzie Złotowskiej,

która poprzedziła też tekst cennym wstępem. Dotąd

znałem go jedynie w tłumaczeniu dokonanym z

angielskiego i pisałem tu kiedyś o nim.

      Mądrość Śantidewy bywa nieoceniona, a jej

najważniejsze przesłanie jest mi bardzo bliskie.

Jesteśmy szczęśliwi nie dlatego, że troszczymy

się wyłącznie o siebie, ale dlatego, że potrafimy

przejąć się kruchym losem innych, wczuwając

się w ich sytuację i przeżycia. Ujmujące jest też

jego przekonanie, że powinniśmy być wdzięczni

za to, że na swej drodze spotykamy wrogów, bo

dają nam oni okazję do psychicznego rozwoju

(cierpliwości i dzielności).

     Jednak perspektywa buddyjska jest, jak by nie

patrzeć, trochę pozaświatowa, choć jest to zarazem

nauka duchowa praktyczna i możliwa do zastosowania

w życiu, i dlatego bliższy jest mi taoizm (Zhuangzi i

Laozi). 

 

     "Bo czy warto rozrzewniać się nad tym,

      Co jak ja jest równie nietrwałe?

      Wszak przez tysiące kolejnych żywotów

      Nie ujrzymy już swych ukochanych."  

 

- mówi Filozof.  Może nie warto!  Jednak niezwykle

trudno jest odciąć się od uczuć, jakie przeżywamy

i zastąpić je kontemplacją, i uniwersalnym współczuciem. 

Zwłaszcza, kiedy uczucia te nie są destruktywnymi

emocjami, takimi jak zawiść, nienawiść lub gniew,

lecz mają w sobie coś głęboko ludzkiego.

     Zawrotna jest ta kosmiczna perspektywa

kolejnych żywotów, z których dzięki mądrości

i współczuciu możemy się wyzwolić. U Zhuangzi

tego nie ma i nieustanna przemiana prowadzi

ostatecznie do powrotu do Natury, jakby ten, kto

odchodzi, powracał do źródła swego istnienia

lub do domu. Takie rozumienie życia jest mi bliższe

niż buddyjska metafizyka, która jednak ukazując

nietrwałość wszystkiego, mobilizuje do dobrego,

bardziej świadomego życia.

     A chociaż Budda powiedział, że "to, co się

kocha niesie ze sobą tylko ból i cierpienie",

ludzie zawsze będą kochać swoich bliskich

i tęsknić za nimi, tkwiąc w złudzeniu, że

zarówno oni sami, jak i ci, których kochają

istnieją naprawdę. Przy głębszym rozumieniu

życia złudzenie realności istnienia wprawdzie

być może zanika, ale ten krok w pustkę

jest też wyjściem poza świat, w którym

żyjemy i przypomina trochę spacer pierwszego

człowieka na Księżycu.  

       

wtorek, 14 czerwca 2016

 

               Kiedy niebo rozdarła błyskawica

               jaskółka w lot pojęła, że belka

               za chwilę runie i próbowała ocalić

               swą kruszynkę...

               Niebo było jasne i nawet jastrząb

               nie spadłby szybciej na swą ofiarę.

               Płaczki zebrały się z całej okolicy,

               a kruki i wrony napełniły ją

               głośnym krakaniem.

               Po kaczce wszystko spłynęło...

               Cisza przed burzą krzyczy najgłośniej

               - wydobywa z siebie ogrom milczenia.

               Serce słyszy ją w niepokoju,

               że wszystko nagle zamarło.

              

              

poniedziałek, 13 czerwca 2016

 

      -  Matnia to niewielka stacyjka gdzieś między

Tarantulą a Tarantino. Jedyny pociąg przyjeżdża

tu o dwunastej w nocy, ale zwykle jest spóźniony.

Do wsi idzie się ścieżką przez las. Po drodze, po

prawej stronie, mija się podświetlony nieco

cmentarz. Ale to nie zmarłych trzeba się tutaj bać,

ale raczej tego, że się niedługo powiększy ich grono.

Szczególnie, kiedy jest się kobietą.

      Dziewczyny, które wracają z miasta, rzadko

powracają do domu i swoich bliskich. Arcangelo

zakopuje je zwykle w jakimś dole, który wysypuje

wapnem. Rzadko gwałci - przyjemność sprawia mu

obserwowanie ofiary i zabijanie. Preferuje duszenie

i sztyletowanie. Nie kawałkuje ofiar, bo mu się nie

chce. Arcangelo nie jest już młody, a mordował przez

całe życie. Jest bardzo nieśmiały, ale uwielbia chwilę,

w której dziewczyna orientuje się, że jest bez szans

i stara się tę chwilę maksymalnie wydłużyć, popatrując

przy duszeniu na księżyc albo poprawiając rękawiczki,

a także przekonując ofiarę, że śmierć będzie dla

niej lepsza niż gzić się z tępym kochankiem, który

myśli tylko o seksie.  Czasami, jakby śmierć była

dla ofiary rozkoszą mówi jej, że może krzyczeć.

      Bambina wie o tym, bo wszyscy o tym we wsi

gadają. Kiedyś nawet przyjechali tu karabinierzy. 

Ale ma w mieście chłopaka, którego kocha. - wyjaśnia

Sandro - Mój film zawiera też wątek autobiograficzny. 

Mieszkałem niedaleko Matni i poznałem nawet prototyp

mojego bohatera. Myślę, że każdego ranka modlił się

do naszego Zwabiciela, aby jakaś dziewczyna wysiadła

na stacji o drugiej lub trzeciej w nocy, najlepiej podczas

mgły, nie za gęstej jednak, aby to i owo mógł zauważyć.

Ale to zdarzało się jedynie raz na kilka lat.  

     - Wie pan, że to już nikogo nie rusza? W kinie potrzeba

mocnych wrażeń, a nie takiego delikatnego

psychologizowania. - powiedziała Colombina Pasolini,

dziennikarka z popularnego filmowego periodyku "La Strada."

     - Dla mnie najważniejsza jest prawda artystyczna - rzekł

młody reżyser - Proponuje, żeby kupiła pani bilet na dzisiejszy

pociąg do Matni.

     Dziewczyna lekkomyślnie zgodziła się.   

niedziela, 12 czerwca 2016

 

                         Światło oddalało się ode mnie

                         Trzy postaci wychynęły z mgły

                         Jedna miała głowę Lisa

                         Druga głowę Sępa

                         A trzecia głowę Gęsi

                         Wiedziałem już że nie wrócę

                        

                         Ta która miała głowę Lisa

                         Otworzyła przede mną Księgę 

                         Ale w ciemności nie mogłem  

                         Niczego dostrzec

                         Ta która miała głowę Sępa

                         Nie wydawała się zasępiona

                         Ale jakby na coś czekała

                         Gęś złożyła ręce jak do modlitwy

                         Ale zamiast słów słyszałem tylko

                         Indyczy gulgot

 

                         Nie codziennie odpływa się

                         Na drugi brzeg

                         Widziałem lalki z połamanymi ramionami

                         I małe kotki z wydłubanymi oczami

                         Młodą kobietę której nadpalone ciało

                         Miało odrąbane ręce

                         Nie mogę tego zapomnieć

                         Nie umiem wstydzić się

                         Że wyszedłem z łona matki

                         

                        

                        

 
1 , 2