Kategorie: Wszystkie | "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę" | ...bez końca | 0 | 100O i jeden Rabinów | A Puszkina też zapuszkują? | A moze to tylko pomieszanie zmyslow | A nie lepiej być purystą? | Aaaaaaaaaaaaaa...aalfabeta | Ach, gdzież jest litość lub wspolczucia pozór? | Ach, gdzież jest litość lub współczucia pozór? | Adam Mic - Kiewicz | Adaś i Ewka | Aforystyka | Amerykański sen | Autopsychoterapia | Bez sensu to to! | Bez szaleństwa... | Bezmyślne okrucieństwo | Bezradność | Biedna Szymborska | Biedny Kapturek! | Bliźni miłości | Bliźniego miłość... | Blondyn | Blue Bossa | Bojaźń i drżenie | Bratnie dusze | Bruner, ty świnio! | Buddyzm w życiu codziennym | Bóg mi poskapił tej anielskiej miary... | Bóg mi poskąpił tej anielskiej miary... | Bójstwo samo | Caritas | Chiziofrenia | Choroba na śmierć | Chwila ułudy | Chwila wytchnienia | Chłodne upojenie | Cierpienia i radości | Cierpienie i radość | Cleen feed | Cnota niedoli | Co slina na język przyniosła | Co tam panie w polityce? | Co w niebie piszczy | Co ślina na język przyniosła? | Corrida | Coś dla duszy... | Coś tak wulgarnego | Cudotwórstwo | Czarna Perła Tao | Czarny tulipan skrzyżowany z czarna różą | Czarny tulipan skrzyżowany z czarną różą | Czary Mary | Czego nie przysięgał Hipokrates? | Człowiek nie jest rzeczą | Człowiek to brzmi dumnie, ale nie u mnie | Często chowa | Częstochowskie rymy | Deficyt aniołów | Delightful! | Demokratyczne wybory w Oczodołach | Diabłoterapia | Dla wszystkich i dla nikogo | Dnieje | Do samego siebie | Dodatek | Dowcipas dnia | Duma narodowa | Dusze drzew | Dyskretna mgiełka autoironii | Dzielność | Dziki kapitalizm | Dzisiejsza młodzież | Dzisiejsza młodzież nosi ładną odzież | Egzystencjalizm jest chumanizmem | Ekonomia zbawienia | Elegancja Francja | Elegijnie | English gentelman | English gentleman | Epicurus | Ewa tylko ziewa | Falochron | Female | Filozofia bez uczoności | Forever Loving Jah | Gadu, gadu | Gadu, gadu, trochę więcej jadu | Gal Anonim | Gaz dla pedałów | Gaz dla pedałów, młot dla sierpów | Gdy rozum śpi... | Gendarme | Genek, gienialny gieniusz | Geno Typ | Gorący uczynek | Grabarz | Grabarz nonsensu | Gry i zabawy literackie | Głupota przysłowiem narodów | Głębie i tajnie Podświadomego | HIstoria nauczycielką bicia | Herbatka zen | Homo economicus | Homo sapiens czy Homo politicus | Humor absurdalny | Humor nieco absurdalny | Humor, satyra, panie... | I rekiny w oceani mają zębów cały rząd | I rekiny w oceanie mają zębów cały rząd | Indie Wschodnie i Zachodnie | Industrial | Istnieje również wrodzony brak poczucia humoru | Ja tam bynajmniej nie wiem | Jak długo będę jeszcze żył? | Jak uprawiać agresywne dziennikarstwo? Poradnik dla początkujących | Jakże cżęsto powtarza się ta historia | Jakże trudno czasami coś sklecić! | Jan i Małgorzata | Jan z Czarnolasu | Jesienna muzyka | Jeszcze smutniej! | Jeździec Apokalipsy | Językologia | Kaczuszki mandarynki | Karawana idzie dalej | Katedra Adamowego Żebra | Kawa z Kafką | Każdemu według naszych chęci | Każdemu według potrzeb | Każdemu, o czym tylko zamarzy | Kiciuś Miciuś! | Kicuś Micuś! | Kiedy człowiek staje się bestią | Kiedy owce nie milczą | Kij w mrowisku | Kniaź Wiktor | Kochani ludożercy | Kolacja Pani Sowy | Kometa tylko głownia nie ta | Konkwista | Koryfeusz nauki, milośnik sztuki | Koty i inne zwierzęta | Koty, głupoty, palikoty | Kości rzucone są | Kość słoniowa | Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatni | Kto pisze teraz historię? | Kuchnia szamańska | Kwiatki Św. Franciszka | Kwiatostan śmierci | Kwitnienie kultury | Kwitnąca wiśnia | La colombina i ciche ukojenie | Lekarzu - lecz się sam! | Lenin wiecznie żywy | Leśmianiada | Lichwiarstwo polskie | Liryki i prztyki | Logika dziejów | Londyńska mgła niepamięci | Londyńskie przygody | Los ofiary | Los puka do moich drzwi | Lotosowy wpis | Ludzie ludziom... | Lunatyzm | Lęk społeczny | Made in Japan | Maligna | Marność nad marnościami | Marność nad marnościami. Rekoleksje Wielkopiątkowe | Marzenia senne | Marzeniologia stosowana | Maszkary i senne dziwadła | Maszkary i senne widziadła odbite w lustrze | Mała czarna z Kafką | Medycyna naturalna | Meine Liebe Augustin! | Melancholia | Melancholia stosowana | Memorabilia | Meszreiw | Meteo | Mgiełka autoironii | Mglisty dzień. Mgła | Mikołak | Mistrz i Małgorzatka | Mistycyzm lunarny | Mistyka i miłość | Mitologia osobista | Mitologia świata | Miłość | Miłość bliźniego | Miłość nie zawsze szczęśliwa | Miś Uszatek | Moc rytuałów | Monada nie ma okien | Mowa potoczna | Mowa ptaków | Mowa serca | Moze ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może ktoś się ucieszy? | Może ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może to trochę zbyt uszczypliwe | Musicology | Muza lekkich obyczjów | Muzyka przywraca ład serca | Myszoterapia dr Nezumi | Myśli prostego człowieka | Mądrość Natury | Mądrość jak z gazety | Mądrość narodów | Młot na faryzeuszy i hipokrytów | Męstwo bycia | Mówił sen do snu | NIe ma na świecie dwóch takich samych liści, ni kropel deszczu | Na jawie (lecz to, co niejawne pozstaje) | Na stos rzuciliśmy szcześcia los | Na stos rzuciliśmy szczęścia los | Na szczytach hipokryzji | Na zdrowie! | Nad piekną rzeką | Najokrutniejsze zwierzę | Najsłodsza tajemnica | Narastająca senność | Nic dzisiaj ciekawego nie napisałem | Nicość | Nie am dwóch takich samych liści, ni kropel wody | Nie bój się - najwyżej cię rozstrzelają! | Nie czas żałować burz, gdy płoną oczy | Nie czas żąłować burz, gdy płoną oczy | Nie każde szczere złoto jest szczerozłote | Nie ma na świecie dwóch takich samych liści ani kropel wody | Nie ma na świecie dwóćh atkich samych liści lub kropel deszczu | Nie ma takiego smutnego, co by na wesołe nie wyszło | Nie ma zazdrości bez miłości | Nie oddamy nawet guzika | Nie tylko dzielenie włosa na czworo | Nie wiem, ja w ogóle nie myślę | Nie zabijaj! | Nie zabijajcie drzew! | Nie zawsze urocza dzecinada | Niebiańskie szczyty głupoty | Niech pani będzie dzielna! | Niech zapłaczą na moim pogrzebie | Nieco drapieżny wpis | Niekoniecznie ptasi móżdżek | Nienawiść bliźniego | Nieosobiście | Nieprzesłane przesłanie | Niestworzone rzeczy | Nieszkodliwe głupotki | Niewczesna melancholia melomana | Niewczesne rozważania | Niewielka profanacja | Niewielkie przekłamanie | Niskolotnie | No No! Teatr No | No comments! | No no! | Nowa poezja lingwistyczna | Nędzne kabareciarstwo | O Leonardo, po cóż się tak trudzisz? | O dzieleniu włosa na czworo, czyli metodzie scholastycznej | O dzieleniu włosa na czworo, czyli o metodzie scholastycznej | Obciachy | Obscenia i parafrenalia | Obsesja dobrego biustu | Ojej! | Oko w oko z zębem mądrości | Okropieństwa | Okruchy odgrzebane z lawy | Okruchy życia wygrzebane zlawy | Okruchy życia wygrzebane z lawy | Okrutna losu ironia | Orientuj się na orient | Owczarek | Owczarki afgańskie | Owocożerni | PL jak piekło | PO PiS | POeci wszystkich krajów dzielcie się | Pan Tadeusz | Panie pośle, po chrześcijańsku panu wybaczam | Pańska satyra polityczna jest niegramatyczna | Pendant do pewnego przypisu | Perlikowski | Pewna elastyczność zasad | Pewne jak w banku | Piorunujący piorun! | Po owocach poznacie ich! | Po upadku | Pobożne życzenia | Podpatrywanie Natury | Podroby i inne podróbki | Pokolenie Kainowe | Pokorne ciele | Pokorne cielę | Pokusa | Polak potrafi | Polak potrafi! | Politolog i Politowska | Politycznie niepoprawne! | Polonica | Polonika rycerskie | Polucje i ablucje | Pomarańcze i mandarynki | Pomarznąć dobra rzecz | Pomarznąć dobra rzecz! | Pomoc psychologiczna | Poranna kawka z Kafką | Porąbane marzenia | Potężne i głębokie warstwy pierwotnego mitu | Powieść brukowa | Powszechna życzliwość | Powtórka z cynizmu | Poznaj samego siebie | Prawda | Prawda jest jedna i piękna, ale złożona | Prawda popłaca | Prawdziwa metropolia | Prawi i sprawiedliwi | Prawiezmartwychpowstanie | Prawiezmarwtychpowstanie | Prognoza pogody | Pruski smutek | Przecież cię zjem! | Przedagonalny polski agon | Przegląd sportowy | Przeinaczenia | Przez pychę do pokory | Przeżyjesz to, a pote już tylko grób | Przeżyjesz to, a potem już tylko grób! | Przminęło z wiatrem | Prztyczek | Psiapowiednia Majów | Psubrat | Pustka | Pytanie dość retoryczne | Raczej to nie będzie hit | Radosne gonitwy śnieżnych tygrysów | Radość wędrowania | Rejterada Rejtana | Religie nauczą cie pokory | Res Sacra Pecunia | Romans z pop kulturą | Roots, Rock, Reggae | Rozkosze reinkarnacji | Rozmowa nie na telefon | Rozpacz | Rozpacz na wieki wieków | Rozpacz, która podpełza pod gardło | Ruch i świeże powietrze... | Rybołówstwo cudzołożnika | Rycerz pokalany | Samokrytyka | Samotność egzystencjalna | Sekrety pewnego domu handlowego | Seraphic Flames and Heavenly Love | Siedź na dupie i potakuj! | Somatyka | Somatyka logiczna | Spełniona przepowiednia | Spleśniały ser | Sponsorem tej opowieści jest wydawnictwo Błękitny Wieloryb | Sport to zdrowie | Spowiedź morskiego wilka | Stary Sącz i Nowy Sącz | Stary mafioso | Stołeczne stołki | Stratyfikacja społeczna | Suma sumarum | Sumienie rachunku | Sweet Music and Poetry | Sygnały podprogowe | Szalchetne zdrowie | Szczęśliwa pomyłka | Szekspir do żadnej nie należy epoki | Szkarady | Szlachetna gravitas | Szlachetne zdrowie | Słodycze grafomanii | Słówka | Słówko do słówka, a uzbiera się sówka | Tadeusz Bój Jeleński | Taia chińska podróbka | Takie będą rzeczpospolite jakie tego blogu chowanie | Takie tam, pierdoły | Talking Heads | Tania chińska podróbka | Tatiana | Teorie świata nauki | Terapeutyczie | Terapeutycznie | Thames | The Doors. Uchylone drzwi | The Lion cub | The fruit of beauty and despair | To na pewno nie Lec | To nie żadna filozofia | Tragiczne pożegnania | Transformacja duchowa | Trudna sztuka dialogu | Trudno czasmi coś sklecić | Trzylogia | Trója z polskiego | Twarda rzeczywistość | Ty mi tutaj nie filozuj | Tygrysologia stosowana | Tysiac i jeden ptaków | Tysiąc i jeden kotów | Tysiąc i jeden ptaków | Tysiąc różowych kroliczków | Tęsknica | Tęsknota duchowa | Ubekistan | Ucone księgi | Uczeni ludożercy | Uderzenia losu | Uduchowienie | Umrzeć z miłości | Upadek Pierwszego Człowieka | Uroczy wegetarianin | Uszczelnienie systemu podatkowego | Utrata uzębienia | W czym mogę panu pomóc? | Wciąz powtarza się ta sama historia | Wciąż powtarza się ta sama historia | Wdzieczna muzyka przywraca ład serca | Wesola grafomania z morałem | Wiecej broi dla szaleńców w Teksasie | Wieczne powroty | Wiedza radosna | Wielka wygrana | Wielomówstwo, czyli plaga opowiadania | Wierzba płacząca | Wiosny i jesienie | Witch | Więcej broni dla szaleńców w Teksasie | Wojna totalna | Wpis o kształcie piramidy | Wprowadzenie do kruczków prawnych | Wrzucam wszystko do kosza | Wrzątek | Wspomneinei pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Współczesny filister | Wszystkie rybki | Wszystko na A | Wszystko na sprzedarz | Wszystko na sprzedaż | Wygrana | Węzłowato | Wólka Węglowa | Xin Lu, typowa brunetka o granatowych oczach | Z Nietzschego nic nie powstaje | Z księgi wulgaryzmów | Z rupieciarni myśli | Zaczarowany świat zen | Zanim mnie wrzucą do dołu | Zapowiedź Apokalipsy | Zaraz wracam! | Zasada domniemanej winy | Zaskroniec | Zastał Polskę drewnianą... | Zatrzaśnięte drzwi | Zbaw mie Buddo Amido | Zbaw mnie, Buddo Amido | Zdrowy egoizm | Zegar dziejów | Zestrzelenie księżyca | Zginął z rąk słabej kobiety | Zima się nas nie ima | Zjawiskowe | Znak jaskółki | Zrozumieć wartość tego, co nieużyteczne | Zuch zawsze ochoczy! | Zwierzęta pod postacią ludzi | Zwyciestwo konsumpcjonizmu | Ząb mądrości | ie zabijajcie drzew! | ieosobiście | kosmos | Łagodne prawo, ale prawo | Łagodność tygrysa | Śmiechotki, chichotki | Śmiertelna powaga | Śmierć | Światełko w mroku | Świętość, wziętość, nadętość | Życie jest tragiczne | Życie samo | Życzliwe spojrzenia na całość ogródka | Żyć, nie umierać
RSS
wtorek, 30 czerwca 2015

 

           Pocieszycielko

           która skrywasz w sobie

           mrok nigdy nie rozjaśniony

           godząc ze sobą życie i śmierć

          

           Zmierzch budzi twe marzenia 

           a świt dokonuje na nich egzekucji

           

           Ciszę rozdziera krzyk pisklęcia

           które matka

           nie rozpoznając swego

           musiała wyrzucić z gniazda

          

           Zamiast normalnych oczu

           miało oczy sowy

           można je było tylko 

           z przerażeniem wykłóć

           

           Dziewczyna nie zobaczy już

           boskiego kochanka

           znikł we mgle

           obnażając jej czułość

 

           Idzie na wpół oślepła

           przez targowisko

           gdzie sprzedają kocięta

           potykając się z tęsknoty

 

           Od rwącej rzeki

           oddziela ją tłum    

poniedziałek, 29 czerwca 2015

 

             - Imię i nazwisko?

             - Jan Nieborak. 

             - Jan Borak?

             - Nie bo rak... 

             - Kto wam pozwolił przeliterowywać?

               Obywatelstwo?

             - Niebieskie.

             - Nie pytałem o kolor oczu!

               Stan cywilny?

             - Porzucony.

             - Przez kogo?

             - Przez moją kobietę.

             - Imię i nazwisko panieńskie porzucającej?

             - Nie ujawnię.              

             - Wyśpiewasz na przesłuchaniu.

               Ładna chociaż?

             - Taka sobie. Nic specjalnego. 

               Ale mnie się bardzo podoba.  

             - Numer Książeczki Wojskowej?

             - Seria Nieoznakowana. Chyba NKW D8? 

               Ale zaginęła. 

             - Pochowany?

             - W bezimiennej mogile.

             - Miejsce pochówku?

             - Pole Chwały.

             - Przyczyna zejścia.

             - Od kuli i od dźgnięcia.                

             - Coś przekazać dziewczynie?

             - Że nawet po śmierci za nią tęsknię.

             - To nieistotne!  Takich wiadomości 

               nie przekazujemy.

             - To czekoladki.          

             - Jedno pudełko.

             - A mogę tam włożyć wiadomość

               dla mojej dziewczyny?

             - Treść wiadomości.

             - "Tęsknię za Tobą".

             - Surowo wzbronione! To osłabia morale wśród

               poległych.

             - To, co mogę napisać?  

             - Pisz, że poległeś i jesteś szczęśliwy. 

               Zasyłasz jej czekoladki dla synka. 

               Sama może zjeść co najwyżej jedną.

               Powinna dbać o linię. 

niedziela, 28 czerwca 2015

 

         Czasami uwierają osobno,

         ale wyjąć trzeba oba...

sobota, 27 czerwca 2015

  

             Milczący kamyk ukrył w sobie cały swój ból.

             A kiedy dotykasz go palcami stóp,

             staje się jeszcze bardziej cichy...

             Tak fala obmywa wszystko

             i zamiera...

 

       "Poezję, jak uczniaków, można zbyt częstym i

zbyt surowym poprawianiem tak zastraszyć, że

staje się tępa."

       "Wielką szkodę wyrządzają marni poeci 

pospolitując piękne wyobrażenia i obrazy i sprawiając,

że techniczne formy poezji muszą się kojarzyć 

 niesmakiem i obojętnością."   

      (S. T. Coleridge, przekład Z. Kubiak)

 

        "Poezja, która w nas budzi sztuczne uczucia, znieczula nas na rzeczywiste."

 

         (S. T. Coleridge, przekład Z. Kubiak) 

piątek, 26 czerwca 2015

 

         Po pogodnym, mam nadzieję, ale jednak

         dość poważnym wierszu, pora zmienić

         nastrój na nieco bardziej ucieszny.

         A dla osiągnięcia tego celu dobra jest

         czasami podróż na Południe. Podobno

         nie ma na świecie rzeczy bardziej stałej

         niż wiatr...

         - Dlaczego tak pucujesz tego metalowego słowika? -

         zdziwił się Pan Lischka.

         Pan Prochaska ziewnął i odrzekł:

         - Mnie mamusia zawsze uczyła, że jak idziesz na spotkanie

         z kobitą, to musisz mieć wymytego ptaka...

         - Higienę personalną i kulturę chwali się - zauważył

         Pan Lischka.

         - Ale ja tego nie przestrzegam -

         - Dlaczego?

         - Bo to samo ostatnio powiedziała mi Cyganka

           w burdelu w Pradze. A kiedy poszedłem do łazienki,

           nie miałem już portfela. -  

czwartek, 25 czerwca 2015

 

              Późną nocą

              spuchnięta od snu głowa kota

              naprzeciwko twej twarzy

              wyciągnięte łapki

              obejmują cię za szyję

              i słyszysz znajome mruczenie

              z Dolnego Egiptu

              choć tamtejsze koty

              są tak bezbronnie nagie

             

              Nie zamykaj jeszcze oczu

              a może zjawi się królowa

              uśmiechnie się jak kot

              otuli włosami

              i położy pieczęć

              na twym oddechu   

 

              A jeśli pod postacią ptaka

              skarabeusza lub szarańczy

              ulecisz na niebiańskie

              pola ofiarne

              zobaczysz tam jezioro

              na którego drugi brzeg

              musisz się przeprawić

             

środa, 24 czerwca 2015

                    

              "JADĄC NA PÓŁNOC

      Sowy jęczą w żółkniejących

      Drzewach morwy. Myszy polne

      Biegają przygotowując norki na zimę.

      O północy mijam stare pobojowisko.

      Na białych kościach zimne światło księżyca."

 

     Autorem tego pięknego wiersza jest chiński

     poeta Tu Fu, żyjący w VIII wieku naszej ery,

     a autorem polskiego przekładu - Czesław Miłosz.

     Nie zawsze możemy być radośni - napisał

     w komentarzu do swego tłumaczenia Poeta.  

      

      Wczoraj pisałem o muzyce. A dzisiaj o tym,

      dlaczego na tym blogu bywam tak często

      samotny, choć oczywiście tym bardziej

      cieszy mnie ślad czyjejś serdecznej obecności.

     

      Jakże trudno mi czasami namówić moich blogowych znajomych

do tego, żeby zajrzeli na mój blog.  Jednego zapraszałem tak długo,

aż się na mnie ciężko obraził.  Podobno nie znosi moderowania, co

nie przeszkadza mu umieszczać swych komentarzy na blogach, na

których ono istnieje, pod warunkiem, że to nie ja jestem ich autorem.

Wyznaję, iż w atmosferze podobnej szczerości nie czuję się zbyt

dobrze. Niemniej cieszy mnie to, że osoba ta skupia wokół siebie

prawie wszystkich dawnych moich znajomych, z wyjątkiem mnie,

bowiem ja na jej blog wstępu nie mam.  W ten sposób mogę czuć się

osobą niestowarzyszoną i nie zwracać uwagi na to niejawne wykluczenie.  

Radości to ze sobą nie niesie żadnej, a tym mniej sprzyja zaufaniu.

Dlatego wolę czasami odbyć podróż na północ, choć do jesieni

jeszcze daleko.  Pobojowiska biorą się stąd, że ludzie walczą ze

sobą. Smętny to widok...

wtorek, 23 czerwca 2015

         

           "Czy ty rozumiesz, że ja właśnie

           opuściłem własne ja?

           Słyszałeś może flet ludzki, ale nie

           słyszałeś jeszcze fletu ziemi.

           Słyszałeś flet ziemi, ale

           nie słyszałeś jeszcze fletu nieba.

           - Czy mogę cię zapytać o ten kunszt?"

            (Zhuangzi, przekład W. Jabłoński)

 

     Tym razem to nie japońska, ani chińska

przypowieść. Odrzucić też należy z góry

uwagę mojego kolegi z "podstawówki",

wypowiedzianą do innego mojego kolegi -

"Ty to jesteś chart na flety."  Co miał na 

myśli, zrozumiałem dopiero, kiedy byłem już

duży.  To był bardzo niegrzeczny kolega!

"A może jesteś chart na baby?" - dodał.

      James Galway i Jean-Pierre Rampal,

to dwaj Mistrzowie w grze na flecie.

Obaj grają  w sposób niesłychanie ciepły.

I mimo, że uwielbiam raczej

chłodnego Bartholda Kuijkena, który

cudownie interpretuje muzykę epoki

baroku, artysta ten nigdy nie osiągnął

sławy tych dwóch.  Ale Rampal i Galway

grali nie tylko Bacha, lecz wszystko to, co

na flecie zagrać się dało i czego dopadli.

Rampal grał przecież nawet ragi  

z Ravim Shankarem, zresztą wyjątkowo

pięknie, a Galway nawet jakieś rumby!

      Całkiem przypadkowo wpadły mi w ręce

dwa CD - "Japanese Melodies" Rampala

z harfistką Lily Laskine (na Denonie)

i "The Enchanted Forest. Melodies of Japan"

(na RCA) Galway'a z Hiro Fujikake, który gra

na syntetyzatorach.  Ten drugi zestaw

instrumentów od razu wzbudził we mnie niechęć.

Bardzo bowiem lubię muzykę na flet

shakuhachi i koto, i mam też swoich

ulubionych japońskich artystów

(i artystki).  A Mitsuko też tę muzykę lubi

(szczególnie kołysanki), zwłaszcza w

ciemniejsze dni, kiedy się przy niej

relaksuje i wysypia, choć czasami też

i strzepuje ostrzejsze dźwięki z uszek.

(German flute nie ma tak ostrego brzmienia).

Temu brzmieniu odpowiada oczywiście

znacznie bardziej flet i harfa - zwłaszcza,

że jak to jest przyjęte w Japonii, Pan

gra na flecie, a Pani na instrumencie

strunowym. A muzyka z użyciem

syntetyzatorów bywa, niestety, często

pospolitą tandetą.

      I rzeczywiście nagranie Rampala

jest piękne, rozmarza nas i wprowadza

w zaczarowany świat ogrodów, pustej

przestrzeni, szumu wiatru, morza. I bliskie

jest w swej interpretacji muzyce

Debussy'ego i Takemitsu.  Ale nagranie

Galwaya też sprawiło mi sporą przyjemność.

To już, choć są to utwory podobne, a jeden

z nich nawet ten sam, zupełnie inna muzyka...

Muzyka popularna, a nawet relaksacyjna,

dobrze pasująca do jakiegoś filmu. A ten

Fujikake stworzył naprawdę dość ciekawy

i wcale nie budżetowy świat brzmieniowy. 

I czasami tylko z Mitsuko,  czekając na

pojawienie się Słońca, strzepujemy uszka,

ale jeszcze nam one nie spuchły.

      Zanim zakochałem się w pięknej,

pełnej wdzięku i psychicznie delikatnej 

flecistce Marzence, znałem już bardzo dobrze

fletowy repertuar i potrafiłem nawet,

bez większego treningu, zagrać ulubiony

fragment koncertu organowego Haendla.

Nawet nie marzyłem, że uczucia moje

zostaną odwzajemnione, ani że po chwilach

szczęścia, zjawi się w moim życiu najbardziej

mroczna melancholia.

      W muzyce barokowej flet odgrywał

bardzo ważną rolę. Wystarczy posłuchać

muzycznego cudu, jakim jest aria "Z miłości

umarł nasz Zbawiciel" z "Pasji Mateuszowej",

którą trudno byłoby sobie nawet wyobrazić bez

brzmienia fletu. W muzyce japońskiej, także

tej inspirowanej przez zen, flet jest najbardziej

szlachetnym instrumentem. I nie ma w nim nic,

co by, jak twierdził ponury Pitagoras,

"przypochlebiało się nam w sposób

nieszlachetny."

       Tak więc i miłość jest czasami piękna,

a zranienia, jakie pozostawia, boleśnie budzą

nas z rozmarzenia i otwierają naszą duszę

na jeszcze większą miłość.   

       Pada deszcz, a ja słucham oczywiście

Rampala, ponieważ z dwóch Mistrzów jeden

musiał odejść...A moja tęsknota nie ma

sobie równej.      

poniedziałek, 22 czerwca 2015

                                

                                   "W zamglonym świetle Londyn wydał się

                                   zbiorowiskiem grobowców, pośród których

                                   tłumy duchów się snuły."                        

                                   (S. T. Coleridge, przekład Z. Kubiak)

     

     Drzwi od kaplicy były lekko uchylone, a z wnętrza dochodziła muzyka.

B. bał się tam zajrzeć, a nawet postanowił jak najszybciej stamtąd uciec.

Biegł, potykając się nieco w cmentarnych alejkach.  Jednak na ulicy nie

poczuł się wcale lepiej.  Widział, jak długie cienie snują się, kładąc na

ścianach domów lub na chodniku.  Wieczorna mgła ożywiła świat duchów,

które wcale nie miały ochoty przebywać wśród cmentarnych rabatek i spijać

z kielichów różaną rosę, lecz wyległy tłumnie na ulice.  I dopiero, kiedy znalazł

się na piętrze czerwonego autobusu, poczuł, że jest w świecie żywych, choć 

poza czarnym kierowcą z pierścieniami z taniego złota na palcach, była

tam tylko jedna osoba. 

      Nie ulegało wątpliwości, że była to ich sąsiadka, Pani Zmora. 

B. bardzo jej nie lubiła, bo o wszystkim chciała być dobrze

poinformowana.  

       Pani Zmora przysiadła się do B. otaczając go torbami pełnymi zakupów.

       - No i jak tam?  No i co tam? - spytała nieco złośliwie. 

       - Wszystko dobrze - powiedział B.

       - Na pewno dobrze!  Ale ostatnio jakoś nie słyszę B.  W waszym

mieszkanku jest zupełnie cicho. Przeżywacie miodowy miesiąc?  

       - B. jest w nocy zajęta, a potem przeważnie śpi - powiedział B. -

Przygotowuje wystawę.

       - Czy dlatego też nigdy nie wychodzicie razem z domu? 

       - Robię jej zakupy i przynoszę. Ale...

       - No i łóżko coś nie skrzypi...Czasami myślę, żeś ją zamordował -

zachichotała Pani Zmora.

       - Życie artysty toczy się własnym trybem - czasami trudnym do

pogodzenia z prawami Natury i oczekiwaniami wścibskich sąsiadów.

Żegnam Panią! - rzekł stanowczo B. i próbował wydostać się z pułapki.

       - Nie bój się.  Policja o niczym się nie dowie.  Wydawało mi się, że wysiadamy

razem - uśmiechnęła się Starsza Pani.  

       - Przepraszam. Muszę jeszcze kogoś załatwić po drodze - powiedział B. 

       - Chyba raczej coś? - spytała Pani Zmora, nakładając białe rękawiczki.

Torby spadły jej na podłogę, a ich zawartość zaczęła się z nich wysypywać.

Była tam trutka na szczury, jakieś dziwne kule o dyniowatych kształtach,

kilka żab i zaskroniec, albo może żmija.  

        B. próbował jeszcze walczyć, ale kościste palce Pani Zmory zaciskały się

na jego szyi.  A kiedy patrzył Jej w twarz, wydawało mu się, że widzi małą

dziewczynkę, bardzo czymś zaabsorbowaną i wesołą.  Po zdjęciu rękawiczek

Pani Zmora wysiadła na swoim przystanku, a tymczasem kierowca dzwonił

już po policję.  Dziewczynka zniknęła we mgle.

       B. spotkała ją następnego dnia. Wydawało jej się, że znowu podsłuchuje.

       - Ach, jest pani! A już myślałam, że coś się stało? - zagadnęła ją

Pani Zmora.   

       - B. nie wrócił do domu.  Idę zawiadomić policję. Ale mam wrażenie, że

już o wszystkim wiesz, Ty Stara Ropucho! -

       Dziewczynka nie odezwała się już.  Ukucnęła i zaczęła poprawiać sobie

podkolanówkę, nad którą znajdowało się boleśnie starte kolano.  Bała się

Pani B.  Pani B. nie wyglądała bowiem raczej na osobę żywą. Typowa zjawa! 

Ale ponieważ pochyliła się nad nią, kładąc na ścianie wielkim cieniem, rzekła:      

       - A nie lepiej zadzwonić przez telefon? -         

       Nigdy nie dowiemy się, czy były to jej ostatnie słowa. W skomplikowanym

świecie przyczyn i skutków dedukcja bywa bezradna i trudno czasami

odróżnić zmarłych od żywych.  Niewątpliwie na mglistość naszych domysłów

mają wpływ fazy księżyca.  Kiedy księżyc jest w pełni, łatwiej zauważyć to

i owo.   Oczywiście, bobbies zjawili się w odpowiednim, przewidzianym przez

procedurę czasie, jednak niczego podejrzanego nie zauważyli. W przypadku

istot bezcielesnych trudno nawet o ślady DNA. Śladów obecności narkotyków

również nie zabezpieczono. A kto wie, może nawet historia ta wydarzyła się

w XX wieku.  Ci imigranci zapewne dokądś wyjechali. Nie byłoby więc sensu

ich szukać.  A Pani Zmora pewnie przesiaduje na grobie stryja. Z braku jakichś

okruchów materialnej prawdy, którymi szczury sądowe mogłyby się pożywić,

śledztwo w sprawie mordu zatem wkrótce zamorzono...

       Tylko kierowca czasami opowiadał innym taką anendotę (słowo to bardzo

trudno było mu wymówić), o tym, jak pewien kierowca przewoził autobusem

żmiję i żaby, które wypełzły z torby jakiejś pasażerki, która bynajmniej nie

wyglądała na żywą istotę i na kamerze dusiła jakąś ofiarę - przystojnego

mężczyznę w wiśniowym, wełnianym sweterku.  Było to w zimie, albo latem,

w zależności od tego, komu ów władca pierścieni, historię tę demonstrował...

Jego opowieści bowiem towarzyszyła ożywiona gestykulacja.  

    

          

          "Wiotkie, rozproszone chmury deszczowe

          przemykały po niebie. Ponad nimi w

          przestrzeni odsłoniętej, zawieszony był

          sierp księżyca nie uczestniczący w ruchu;

          własnym światłem mglistym wypełniał

          swoją wklęsłość, jakby ją wymalowano

          i kolory wyblakły."

              (S.T. Coleridge, przekład Z. Kubiak)


niedziela, 21 czerwca 2015

 

            Po śmierci nie ma już nic.

            Ale najsmutniej jest chyba być głodnym duchem

            i jak zjawa dobijać się do świata żywych.

            Zawsze zostawiam jedno ziarenko ryżu

            ze swej porcji - jedną maleńką cząstkę miłości

            dla tych, których już nie ma.

            Czy widzisz ich oczy

            za zamgloną szybą?

            Słyszysz drapanie pazurków?

            Jak dobrze ich rozumiem,

            odkąd ona ode mnie odeszła!

 

           Komentarz ten umieściłem dzisiaj na 

           blogu poety Otulonegowiatrem

         

 

      W biurze było dzisiaj prawdziwe urwanie głowy.

Przyjechał Dyrechtor z Zarządu,  magister Franciszek Brych

i najpierw wszedł do Działu Usług Specjalnych i urwał

głowę Jolce Główce. Ja się pytam: - Za co?

- I tak nie miała głowy do pracy, a tak przynajmniej 

ma z głowy. Po co się tyle głowić, no nie?  Ktoś musiał

dać głowę!  Od dawna już główkowałem, jak postawić

Dział z głowy na nogi.  Choć głowy bym za to nie dał

przed Prezesem.

- Z głowy na nogi , to czy to nie jest aby molestowanie?

Głowonóg to chyba taka ryba? Koleżanka ma wysługę lat.

Nie była nigdy karana.  Spokojna jest, nie paly, nie pije. 

- Gdzie rdwa rombio, tam wióry leco! Zachodzę w głowę,

po co się nią tak przejmujesz? Ale, główka pracuje!

Głównie się rozchodzi o to, że nie ma głowy do interesów. 

No i faktycznie, wypić nie umie. Powiedziałbym nawet, że stroni

od kelyszka. Gardzi...Co głowa, to rozum!  Pogłowie się najwyżej

na Dziale zmniejszy.  Ubyje jedna białogłowa z trzody.

- A Bożenka, dlaczego?

- Bo, co dwie głowy, to nie jedna. He, he!   Niech cię o to

głowa nie boly!  Ważne, że Ci włos z głowy nie spadł. 

A koleżankami się nie przejmuj. Zgilontynuje je!  

Powinnaś mi lizać krocze, bo to twoje rywalki.

- Co też pan Dyrektor ma w głowie! 

- Na głowie mam Zarząd, Ministerstwo, Prezesa,

Ochronę i Związki.  Głowa starego mężczyzny nigdy

już nie poczernieje.

- Panie Dyrechtorze, gowa mnie dzisiaj upie.  A dostanie

podwyszke? 

- Indyk myślał o niedziely, a w sobotę mu go uciely! 

No dobra!  Głowa do góry!  Na razie idziecie wszystkie

łeb w łeb.  Ciebie też zwalniam, ale przyjęcie masz

po restrukturyzacji w pierwszej kolejności, ale za

Zdzisławą i Efką, bo mnie Prezes głowę urwie!

- Ale ta Efka to pirania jest! 

- Spokojna głowa!  Na wędkę jej nie będę łowił. 

Na razie kierowniczką Działu zostanie Ziuta Kociąg! 

A potem się dokooptuje z konkursu. 

    Jola się popłakała. Bożena też. A Ziuta na

korytarzu mówi:

    - Franek stracił dla mnie trochę głowę.

Podejrzewam, że ma coś z głową nie w porządku.

Ale bynajmniej nie mam przerąbane, tak, jak wy!  

     Ale Ziucie poleci jeszcze kiedyś oczko.

Na razie czytam "Sun Zi - Sztuka wojenna

pracownicy biurowej, czyli jak uwieść swego

szefa".  W dzisiejszych czasach na topie

jest podejście marketingowe, z dyskretnym

aromatem Feng Szuja, a nie jakieś tuptanie

jeża.

sobota, 20 czerwca 2015

 

        "Sumienie otwarte" Rowana Williamsa, arcybiskupa Canterbury,

honorowego zwierzchnika Kościoła anglikańskiego, to dla mnie chwilami

niezwykle interesująca książka, ponieważ autor unika uproszczeń i

myślowych schematów, i jest człowiekiem rzeczywiście otwartym, a

kiedy się z nim nie zgadzam, to dokładnie wiem, z czym, ponieważ pisze

w sposób jasny i zarazem wolny od jakiejkolwiek hipokryzji.   

       Poruszająca i bliska mi jest jego interpretacja utworów Eliota i

inspirująca niezwykle uwaga na temat pewnej sceny z filmu Zeffirellego

o Św. Franciszku. 

       "...Nie da się złagodzić bólu śmiertelności, udręki i rozpaczy istot

ludzkich żyjących w bezsensownym świecie, który wydaje się niczym

więcej jak tylko wirem zagłady.

      Gdzie zatem ratunek? W tej kwestii Eliot jest całkowicie nieugięty:

nie ma możliwości ucieczki, chyba, że w fantazję. A jeśli tego nie chcemy

lub nie potrafimy uczynić, to pozostaje nam tylko dalsze drążenie

ciemnej destruktywności tego świata. Spójrzmy prawdzie w oczy,

stawmy czoła faktowi, że ten świat  j e s t  światem bezsensu zniszczenia,

przemocy, śmierci, że nie zmieni tego żadne światło ekstazy...Jeśli istnieje

Bóg, którego wolą jest uzdrowienie ludzi, to może On to uczynić jedynie

działając w tym świecie, w wirze zatraty i śmierci. Musi doświadczyć naszej 

choroby i naszego potępienia, by wnieść weń swe życie i swoją pełnię."

     Według autora drogą, jaką musimy przyjąć, jest drogą samozatraty

i głębokiego współczucia. 

     "Jeśli potrafimy na to przyzwolić, przyzwolić na przekształcenie

chaosu w "system" współczucia, dawania się innym, to wówczas możliwe

jest zbawienie i pojednanie w świecie historii...Eliot był wielkim

głosicielem ewangelii, ponieważ był wystarczająco uczciwy,

by nie zamykać oczu na żadną prawdziwą potworność tego świata."

     Tak właśnie i ja o tym od dawna myślę - nie o sensie twórczości

Eliota, ale o wartości naszego istnienia w świecie. (Istnieje tu też,

mimo różnić, pewna istotna zbieżność z perspektywą buddyjską).

Przypadkowo ta książeczka, zapewne za sprawą Ducha Świętego ;-)

wpadła mi w ręce w księgarni "Dedalus", gdzie w dziesięć lat po jej

wydaniu przez wydawnictwo "W drodze", nabyłem ją za złotych siedem,

przeznaczonych na mój obiad. Ale, czy pokarm duchowy nie jest

równie ważny?

     Z wieloma rzeczami w książce tej nie potrafiłbym się zgodzić, ale

wzbudza ona moją sporą sympatię - również uwagi autora, ojca

dwojga dzieci, na temat etyki seksualnej... 


czwartek, 18 czerwca 2015

 

 

             Kruszynko moja

             kiedy zamilknę

             posłuchaj tego

             skrzydlatego grajka

             który roziskrzył

             wszystkie gwiazdy

             na niebie


wtorek, 16 czerwca 2015

                                            

 

    "Melingo Melingo, Melingo? A kto to taki?" - spytała seniora Rodriguez

    wachlując się wachlarzem ze słoniowych uszu. 

    "Jak to?  Nie znasz Daniela Mielingo?" - zaniepokoiłem się trochę.

    "Argentina rasista? ...Tak, przypominam sobie. Przystojny Argentyńczyk,

    rocznik 1957. Wykonuje prototango, które nawiązuje do mrocznej kultury

    dawnego Buenos Aires. Rockowe, często surrealistyczne aranżacje,

    specyficzny głos, głęboka melancholia  i subtelne poczucie humoru,

    upodabniają go do Twojego Toma Waitsa. Nie jest wszakże nawet w

    najmniejszym stopniu jego naśladowcą, ani alter ego...a jego język

    jest naprawdę lucyferyczny. Wrażliwy na kwestie społeczne...

    Dobrze powiedziałam? Bawił chyba niedawno w Twoim kraju? ...

    Potrzebuję partnera do tanga. Zgadzasz się?"

    "A nie możesz sama potańczyć, albo pójść w tango?"  - zmartwiłem się.

    - Ja chyba nie za bardzo się nadaję. Słyszałem też, że do tanga trzeba

    trojga. A to mi z kolei raczej nie odpowiada."

    "Tylko z Tobą!"

    "Zaznaczam, że mam dziurawe podeszwy. A przy czym będziemy

    tańczyć?"

    "Przy Melingo, Złotko, tylko schowaj gdzieś tą spluwę!"

    "Proponuję dwie płyty: "Corazon & Jueso" i "Linyera".

    Chyba, że znajdziesz coś w necie ;)"

     

     Profesor Murakami przetarł oczy. "Chyba mi się to przyśniło!"

- pomyślał. I rzeczywiście siedział przed nim student tak łudząco

podobny do tego, który zdawał godzinę temu...Najgorsze było

chyba to, że zjawił się już czwarty raz i za każdym razem miał

inne nazwisko...W dodatku tym razem była to kobieta. Murakami

zdjął okulary i postanowił zadać jej dokładnie to samo pytanie,

które zadawał już trzy razy...

     "Proszę powiedzieć, dlaczego gołąbek i cykada wyśmiewały 

się ze słów ogromnego ptaka Penga?"

    To zadziwiające, ale padła dokładnie ta sama odpowiedź.

A może po prostu poczwórny student Kobayashi (bo tak go 

postanowił nazywać) uważnie słuchał jego wykładu.

     "Wszystko źle!" - zirytował się. 

     "Ależ, mój kolega odpowiadał dokładnie tak samo i otrzymał

najwyższą ocenę" - powiedziała dziewczyna - "A mnie chce pan

postawić dwóję? To niesprawiedliwe!"

     "Yoko, a skąd wiesz, jak odpowiadał twój kolega, skoro

przy tym nie byłaś?" - roześmiał się Profesor.

     Dziewczyna zmartwiła się. 

     "A będę mogła jeszcze zaliczyć?"    

     "Oczywiście, proszę przyjść za tydzień" - rzekł Murakami

"Nie wstawiłem pani oceny."

     "Dobrze, Panie Profesorze, to przyjdziemy w przyszłym

     tygodniu."

     Po jej wyjściu Murakami położył głowę na biurku i

     chrapnął sobie serdecznie...Śniło mu się, że każdy student

     był inną osobą.

      

poniedziałek, 15 czerwca 2015

                                  

         Zabawne zdanie ze znanej książki A. Gemelliego:

         "Na podstawie samego pierwszego życiorysu" (Vita prima)

         Tomasza Celano, który opowiada o grzechach jego młodości,

         można wyprowadzić wniosek, że kobieta nigdy nie stanowiła

         dla niego przeszkody czy niebezpieczeństwa w takim stopniu,

         w jakim ambicja i miłość własna, przeciwko którym po swym

         nawróceniu musiał nawrócić cała swą wolę."

         Dlaczego zabawne?  Bo kobieta  wymieniona została wśród

         najważniejszych przeszkód w życiu duchowym obok miłości własnej

         i ambicji. 

         Inne równie zabawne zdanie z tej ciekawej i pięknej chwilami książki:

         "To jednak, co od pierwszego wejrzenia odróżnia Św. Franciszka

         i wynosi go na tysiąc mil ponad seksty, to jego  d o s k o n a ł a

         u l e g ł o ś ć   K o ś c i o ł o w i   K a t o l i c k i e m u."  

         Ojciec Gemelli, za życia prezes Papieskiej Akademii Nauk,

         trafił pewnie w końcu do katolickiego nieba, które bardzo musi się

         różnić od nieba Katarów i Waldensów, albo np. protestantów.

         W książce Chestertona o Św. Franciszku, niczego równie

         kuriozalnego (pewnie od słowa kuria) na szczęście nie znajdziemy.

         Zastanawiam się z niejakim smutkiem, jak autor tak uduchowionej

         książki mógł z całą powagą obie te rzeczy napisać.  Nie chodzi tu o

         fakty, których kwestionować nie mamy żadnego powodu, ale o sposób

         ich interpretacji...    

         Dla równowagi przytoczę fragment inny, ilustrujący duchowość

         Ojca Gemelliego w jej najlepszych przejawach. Tak pisze o swym

         Mistrzu:

         "Kocha modlitwę, ale nie przywiązuje jej do żadnego miejsca, ani

         nawet do kościoła. Gdzie tylko zaskoczy go przepisana godzina

         brewiarza dziennego: w grocie, w lesie, na ulicy, w skwarze słonecznym

         czy na deszczu i śnieżnej zawiei, tam odmawia modlitwę...Jednak w

         odróżnieniu od pustelników nie żegna się i nie zatyka uszu, jakby słyszał

         złego ducha, kiedy razem z nim śpiewa konik polny, słowik lub parki

         wróbli.  Przeciwnie, dołącza się do ich chóru, bo raduje się, że może

         nadać sens i wyraz wszelkim głosom ziemi i śpiewać razem z nimi hymn

         na część bóstwa."

         

niedziela, 14 czerwca 2015

                    

               

                     

                      POD GRUNWALDEM

                      walczyłem kiedyś                    

                      z pająkami krzyżakami

                      które walczyły z prusakami

                      które umęczyły niegdyś

                      czeskiego Wojciecha 

                      zwanego Świętym

                     

                      BIAŁY ORZEŁ KUKIZOWY

                      na odwyku

                      dumnie rozpostarł skrzydła

                      dziobiąc tego czarnego

                      z natury agresywnego 

                      a potem tego no

                      z dwiema głowami

                      Reszta wyjechała na saksy                     

                      albo korwi się z Korwinem                     

                     

                      ODWAŻNY JAK LEW

                      jak Rysiek Lwie Serce                     

                      zapomniałem tylko o tym

                      z czego mam żyć

                      i jak przeżyć

                      wszak plac

                      na którym stoi mój dom

                      nie do mnie należy

                      a o szóstej rano

                      zwykłem spać

                         

        Nie traktujcie tego wierszyka poważnie. Jest biały. 

A więc pewnie brakuje w nim trochę elementu czarnego.

Ale jest w nim za to pewien element autoironii...To tylko jeszcze

jedno ćwiczenie retoryczne. Pocieszam się, że to  jednak lepiej,

niż gdybym znowu zaczął śpiewać ;)

 

      ...Ale deszcz obmywa wszystko z  brudu...Miałem dzisiaj długą rozmowę

z przyjacielem. Zauważył, że żyjemy w ciekawych czasach, a to znaczy, że

nie trzeba płakać, śmiać się, ani też oburzać, lecz podejść do wszystkiego

filozoficznie.  Ale przedtem trochę sobie jednak użył i słowo "debile" i inne

pokrewne, padały dość często, choć dobrodusznie się przy tym śmiał.  

To człowiek, który chciałby, żeby było lepiej - ma naturę społecznika, a

tak zwana klasa polityczna, delikatnie mówiąc, wyalienowała się...Wciąż 

słyszę jego chichot, ale mam nadzieję, że nie jest to chichot historii...

piątek, 12 czerwca 2015

 

     Nie wiem, jaki by był dzisiaj mój los, gdyby nie "LA FLAUTA DE HUESO DE ALARCOS"

Eduardo Paniagui (Pneuma, 2009).  To hiszpańska (przeważnie) muzyka z dwunastego i

trzynastego wieku. 

Grają:

     Eduardo Paniagua -  flauta dulce de hueso de buitre, salterio, darbuga,

     palmas y agua

     Jaime Munioz - flauta traversa y de tres agujetos, de hueso dee buitre y tamboril

     David Mayoral - cantara darbuga, tambor y pandereta 

     Muzyka jest słodka, instrumenty strunowe orzeźwiające jak woda, która szumi

 w tle jednego z nagrań (tryska przepięknie z jakiegoś źródła lub fontanny),

 a perkusyjne nadają jej rytm o nadzwyczaj naturalnym, etnicznym brzmieniu. 

 Ale przede wszystkim muzyka ta przenosi nas w świat najczystszej wyobraźni. 

 Paniagua nagrywa sporo płyt z podobną muzyką, ale nie zawsze jest ona tak cudowna. 

 W muzyce tej nie wyczuwa się najmniejszego nawet fałszu, który tak ostatnio

 zadomowił się w nagraniach tzw. world music.  

      Ledwie kilka razy słuchałem tej płyty, ale już niestety doznała uszczerbku jej

 tekturowa okładka i jest to dla mnie dość bolesne przypomnienie, że wszystko,

 co materialne, ulegnie kiedyś zniszczeniu.  Mało dbam o płyty i książki, co jest

 konsekwencją warunków życia, w jakich nieustannie się znajduję. Ale jest jakaś

 wolność w możliwości przenoszenia się wraz z muzyką w różne historyczne epoki

 i zakątki świata. 

      Początek wcale nie był łatwy i myślałem, że poddam się przy pierwszym

utworze, w którym nie było jeszcze słychać instrumentów perkusyjnych, ale to

piękna, kontemplacyjna muzyka.

     Podobnie jak "Dolcissima Amorosa", wspaniała płyta Nigela Northa z muzyką

lutniową słynnego niegdyś Francesco Canova de Milano (1497-1543). I tą muzyką

raduje się moja strapiona dusza.  Jest tak delikatna, że przy pierwszym słuchaniu

byłem przekonany, że się nią zanudzę, bo lubię przede wszystkim lutniową muzykę

barokową. Ale wystarczy otworzyć umysł i uszy, aby usłyszeć całą słodycz tej muzyki. 

Jeden warunek musi być koniecznie spełniony - nie trzeba starać się jej słuchać.

Sama pochłania naszą wyobraźnię i budzi czułość.  

      Wyobraź sobie spotkanie z Ukochaną i to, że istnieją też czułe struny duszy i 

niekoniecznie jest ci do twarzy z przepitą chrypką Stinga. Takie spotkanie może

mieć miejsce gdziekolwiek i kiedykolwiek - tam, gdzie istnieje jeszcze prawdziwe

piękno...Nie musisz traktować mojej rady poważnie - przecież to Ty jesteś

uwodzicielem kobiecych serc, a ja jestem tylko wiernym kochankiem.  A jeśli

dziewczyna ucieknie, to przynajmniej pozostaniesz z poczuciem, że wydarzyło się

coś pięknego, do czego nie jest potrzebna "aparatura, co ma tysiąc wat"...

a wystarczy tylko czujące serce. Nigdy też nie wmuszaj w nią muzyki, której nie ma

ochoty słuchać...

czwartek, 11 czerwca 2015

 

        

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

        "Z żabą żyjącą w studni nie można mówić o oceanie..."

                                       (Zhuangzi)

 

 

 

 

.

    

      Morderca skradał się cicho.  Żaden szelest

nie powinien spłoszyć ofiary...Narzędzie zbrodni

spoczywało spokojnie w jego kieszeni. 

Musiał tylko zaczekać na najbardziej

odpowiedni moment.

        Ofiara była pochłonięta książką tak bardzo,

że niczego oczywiście w swym zaślepieniu nie

zauważyła. Połykała każde jej zdanie, literka

po literce, jak wełnianą nitkę, a szczególnie takie

słowa, jak "rosa", "róża" i "róż."  (A więc  słodkie,

lekkie i niskokaloryczne). Pan Mors wyjął młotek

i wprawnym ruchem zmiażdżył nim głowę ofiary. 

       - Mam nadzieję, że nie byłem zbyt namolny -

rzekł ziewając - z komarem pewnie bym się trochę

poprzekomarzał.

        - Zapomniałeś chyba o rękawiczkach -

rzekł dobrotliwie Nezumi - Mogłeś przecież

pozostawić na miazdze ofiary jakiś ślad.

        - Takim, jak ja, wolno zabijać - odpowiedział

Pan Mors - Nie zapominaj, że jestem artystą.

A mól potrzebny mi był do martwej natury.

        - Być może mól był jednak innego zdania -

odrzekł Nezumi. 

        - To przez to, że się tyle naczytał o szacunku

dla życia i innych głupotach.

        - Tego pewnie się już nie dowiemy. Nigdy

też nie wiadomo, kim się obudzisz w następnym

wcieleniu...

środa, 10 czerwca 2015

             

         Archiloch, starożytny poeta, napisał:

        "Jedno umiem znakomicie

      Krzywdzicielom mym w odwecie

        Odpowiedzieć strasznym złem."

               (przekład J. Danielewicz)

      Posłuchała go Hermonia.  Członki męskie

tych, którzy ją brutalnie zniewolili, wrzuciła do

garnka, ugotowała i rzuciła psom na pożarcie.                 

      - A nie pomyliłaś się przypadkiem? - spytała Iola.      

      - Wszyscy oni zasługują na ten sam los.

      Mężczyźni to bestie!  Po co się zastanawiać?

      I tak wiadomo, że zasłużyli. 

      - I dlatego zabiłaś swego Amfiona? 

      - W życiu bym go nie zabiła! 

      - A jednak psy zeżarły jego przyrodzenie -

      - Jeśli tak było, to boleję nad tym, ale kochankowi

      życia już nie przywrócę...

 
1 , 2