Kategorie: Wszystkie | "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę" | ...bez końca | 0 | 100O i jeden Rabinów | A Puszkina też zapuszkują? | A moze to tylko pomieszanie zmyslow | A nie lepiej być purystą? | Aaaaaaaaaaaaaa...aalfabeta | Ach, gdzież jest litość lub wspolczucia pozór? | Ach, gdzież jest litość lub współczucia pozór? | Adam Mic - Kiewicz | Adaś i Ewka | Aforystyka | Amerykański sen | Autopsychoterapia | Bez sensu to to! | Bez szaleństwa... | Bezmyślne okrucieństwo | Bezradność | Biedna Szymborska | Biedny Kapturek! | Bliźni miłości | Bliźniego miłość... | Blondyn | Blue Bossa | Bojaźń i drżenie | Bratnie dusze | Bruner, ty świnio! | Buddyzm w życiu codziennym | Bóg mi poskapił tej anielskiej miary... | Bóg mi poskąpił tej anielskiej miary... | Bójstwo samo | Caritas | Chiziofrenia | Choroba na śmierć | Chwila ułudy | Chwila wytchnienia | Chłodne upojenie | Cierpienia i radości | Cierpienie i radość | Cleen feed | Cnota niedoli | Co slina na język przyniosła | Co tam panie w polityce? | Co w niebie piszczy | Co ślina na język przyniosła? | Corrida | Coś dla duszy... | Coś tak wulgarnego | Cudotwórstwo | Czarna Perła Tao | Czarny tulipan skrzyżowany z czarna różą | Czarny tulipan skrzyżowany z czarną różą | Czary Mary | Czego nie przysięgał Hipokrates? | Człowiek nie jest rzeczą | Człowiek to brzmi dumnie, ale nie u mnie | Często chowa | Częstochowskie rymy | Deficyt aniołów | Delightful! | Demokratyczne wybory w Oczodołach | Diabłoterapia | Dla wszystkich i dla nikogo | Dnieje | Do samego siebie | Dodatek | Dowcipas dnia | Duma narodowa | Dusze drzew | Dyskretna mgiełka autoironii | Dzielność | Dziki kapitalizm | Dzisiejsza młodzież | Dzisiejsza młodzież nosi ładną odzież | Egzystencjalizm jest chumanizmem | Ekonomia zbawienia | Elegancja Francja | Elegijnie | English gentelman | English gentleman | Epicurus | Ewa tylko ziewa | Falochron | Female | Filozofia bez uczoności | Forever Loving Jah | Gadu, gadu | Gadu, gadu, trochę więcej jadu | Gal Anonim | Gaz dla pedałów | Gaz dla pedałów, młot dla sierpów | Gdy rozum śpi... | Gendarme | Genek, gienialny gieniusz | Geno Typ | Gorący uczynek | Grabarz | Grabarz nonsensu | Gry i zabawy literackie | Głupota przysłowiem narodów | Głębie i tajnie Podświadomego | HIstoria nauczycielką bicia | Herbatka zen | Homo economicus | Homo sapiens czy Homo politicus | Humor absurdalny | Humor nieco absurdalny | Humor, satyra, panie... | I rekiny w oceani mają zębów cały rząd | I rekiny w oceanie mają zębów cały rząd | Indie Wschodnie i Zachodnie | Industrial | Istnieje również wrodzony brak poczucia humoru | Ja tam bynajmniej nie wiem | Jak długo będę jeszcze żył? | Jak uprawiać agresywne dziennikarstwo? Poradnik dla początkujących | Jakże cżęsto powtarza się ta historia | Jakże trudno czasami coś sklecić! | Jan i Małgorzata | Jan z Czarnolasu | Jesienna muzyka | Jeszcze smutniej! | Jeździec Apokalipsy | Językologia | Kaczuszki mandarynki | Karawana idzie dalej | Katedra Adamowego Żebra | Kawa z Kafką | Każdemu według naszych chęci | Każdemu według potrzeb | Każdemu, o czym tylko zamarzy | Kiciuś Miciuś! | Kicuś Micuś! | Kiedy człowiek staje się bestią | Kiedy owce nie milczą | Kij w mrowisku | Kniaź Wiktor | Kochani ludożercy | Kolacja Pani Sowy | Kometa tylko głownia nie ta | Konkwista | Koryfeusz nauki, milośnik sztuki | Koty i inne zwierzęta | Koty, głupoty, palikoty | Kości rzucone są | Kość słoniowa | Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatni | Kto pisze teraz historię? | Kuchnia szamańska | Kwiatki Św. Franciszka | Kwiatostan śmierci | Kwitnienie kultury | Kwitnąca wiśnia | La colombina i ciche ukojenie | Lekarzu - lecz się sam! | Lenin wiecznie żywy | Leśmianiada | Lichwiarstwo polskie | Liryki i prztyki | Logika dziejów | Londyńska mgła niepamięci | Londyńskie przygody | Los ofiary | Los puka do moich drzwi | Lotosowy wpis | Ludzie ludziom... | Lunatyzm | Lęk społeczny | Made in Japan | Maligna | Marność nad marnościami | Marność nad marnościami. Rekoleksje Wielkopiątkowe | Marzenia senne | Marzeniologia stosowana | Maszkary i senne dziwadła | Maszkary i senne widziadła odbite w lustrze | Mała czarna z Kafką | Medycyna naturalna | Meine Liebe Augustin! | Melancholia | Melancholia stosowana | Memorabilia | Meszreiw | Meteo | Mgiełka autoironii | Mglisty dzień. Mgła | Mikołak | Mistrz i Małgorzatka | Mistycyzm lunarny | Mistyka i miłość | Mitologia osobista | Mitologia świata | Miłość | Miłość bliźniego | Miłość nie zawsze szczęśliwa | Miś Uszatek | Moc rytuałów | Monada nie ma okien | Mowa potoczna | Mowa ptaków | Mowa serca | Moze ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może ktoś się ucieszy? | Może ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może to trochę zbyt uszczypliwe | Musicology | Muza lekkich obyczjów | Muzyka przywraca ład serca | Myszoterapia dr Nezumi | Myśli prostego człowieka | Mądrość Natury | Mądrość jak z gazety | Mądrość narodów | Młot na faryzeuszy i hipokrytów | Męstwo bycia | Mówił sen do snu | NIe ma na świecie dwóch takich samych liści, ni kropel deszczu | Na jawie (lecz to, co niejawne pozstaje) | Na stos rzuciliśmy szcześcia los | Na stos rzuciliśmy szczęścia los | Na szczytach hipokryzji | Na zdrowie! | Nad piekną rzeką | Najokrutniejsze zwierzę | Najsłodsza tajemnica | Narastająca senność | Nic dzisiaj ciekawego nie napisałem | Nicość | Nie am dwóch takich samych liści, ni kropel wody | Nie bój się - najwyżej cię rozstrzelają! | Nie czas żałować burz, gdy płoną oczy | Nie czas żąłować burz, gdy płoną oczy | Nie każde szczere złoto jest szczerozłote | Nie ma na świecie dwóch takich samych liści ani kropel wody | Nie ma na świecie dwóćh atkich samych liści lub kropel deszczu | Nie ma takiego smutnego, co by na wesołe nie wyszło | Nie ma zazdrości bez miłości | Nie oddamy nawet guzika | Nie tylko dzielenie włosa na czworo | Nie wiem, ja w ogóle nie myślę | Nie zabijaj! | Nie zabijajcie drzew! | Nie zawsze urocza dzecinada | Niebiańskie szczyty głupoty | Niech pani będzie dzielna! | Niech zapłaczą na moim pogrzebie | Nieco drapieżny wpis | Niekoniecznie ptasi móżdżek | Nienawiść bliźniego | Nieosobiście | Nieprzesłane przesłanie | Niestworzone rzeczy | Nieszkodliwe głupotki | Niewczesna melancholia melomana | Niewczesne rozważania | Niewielka profanacja | Niewielkie przekłamanie | Niskolotnie | No No! Teatr No | No comments! | No no! | Nowa poezja lingwistyczna | Nędzne kabareciarstwo | O Leonardo, po cóż się tak trudzisz? | O dzieleniu włosa na czworo, czyli metodzie scholastycznej | O dzieleniu włosa na czworo, czyli o metodzie scholastycznej | Obciachy | Obscenia i parafrenalia | Obsesja dobrego biustu | Ojej! | Oko w oko z zębem mądrości | Okropieństwa | Okruchy odgrzebane z lawy | Okruchy życia wygrzebane zlawy | Okruchy życia wygrzebane z lawy | Okrutna losu ironia | Orientuj się na orient | Owczarek | Owczarki afgańskie | Owocożerni | PL jak piekło | PO PiS | POeci wszystkich krajów dzielcie się | Pan Tadeusz | Panie pośle, po chrześcijańsku panu wybaczam | Pańska satyra polityczna jest niegramatyczna | Pendant do pewnego przypisu | Perlikowski | Pewna elastyczność zasad | Pewne jak w banku | Piorunujący piorun! | Po owocach poznacie ich! | Po upadku | Pobożne życzenia | Podpatrywanie Natury | Podroby i inne podróbki | Pokolenie Kainowe | Pokorne ciele | Pokorne cielę | Pokusa | Polak potrafi | Polak potrafi! | Politolog i Politowska | Politycznie niepoprawne! | Polonica | Polonika rycerskie | Polucje i ablucje | Pomarańcze i mandarynki | Pomarznąć dobra rzecz | Pomarznąć dobra rzecz! | Pomoc psychologiczna | Poranna kawka z Kafką | Porąbane marzenia | Potężne i głębokie warstwy pierwotnego mitu | Powieść brukowa | Powszechna życzliwość | Powtórka z cynizmu | Poznaj samego siebie | Prawda | Prawda jest jedna i piękna, ale złożona | Prawda popłaca | Prawdziwa metropolia | Prawi i sprawiedliwi | Prawiezmartwychpowstanie | Prawiezmarwtychpowstanie | Prognoza pogody | Pruski smutek | Przecież cię zjem! | Przedagonalny polski agon | Przegląd sportowy | Przeinaczenia | Przez pychę do pokory | Przeżyjesz to, a pote już tylko grób | Przeżyjesz to, a potem już tylko grób! | Przminęło z wiatrem | Prztyczek | Psiapowiednia Majów | Psubrat | Pustka | Pytanie dość retoryczne | Raczej to nie będzie hit | Radosne gonitwy śnieżnych tygrysów | Radość wędrowania | Rejterada Rejtana | Religie nauczą cie pokory | Res Sacra Pecunia | Romans z pop kulturą | Roots, Rock, Reggae | Rozkosze reinkarnacji | Rozmowa nie na telefon | Rozpacz | Rozpacz na wieki wieków | Rozpacz, która podpełza pod gardło | Ruch i świeże powietrze... | Rybołówstwo cudzołożnika | Rycerz pokalany | Samokrytyka | Samotność egzystencjalna | Sekrety pewnego domu handlowego | Seraphic Flames and Heavenly Love | Siedź na dupie i potakuj! | Somatyka | Somatyka logiczna | Spełniona przepowiednia | Spleśniały ser | Sponsorem tej opowieści jest wydawnictwo Błękitny Wieloryb | Sport to zdrowie | Spowiedź morskiego wilka | Stary Sącz i Nowy Sącz | Stary mafioso | Stołeczne stołki | Stratyfikacja społeczna | Suma sumarum | Sumienie rachunku | Sweet Music and Poetry | Sygnały podprogowe | Szalchetne zdrowie | Szczęśliwa pomyłka | Szekspir do żadnej nie należy epoki | Szkarady | Szlachetna gravitas | Szlachetne zdrowie | Słodycze grafomanii | Słówka | Słówko do słówka, a uzbiera się sówka | Tadeusz Bój Jeleński | Taia chińska podróbka | Takie będą rzeczpospolite jakie tego blogu chowanie | Takie tam, pierdoły | Talking Heads | Tania chińska podróbka | Tatiana | Teorie świata nauki | Terapeutyczie | Terapeutycznie | Thames | The Doors. Uchylone drzwi | The Lion cub | The fruit of beauty and despair | To na pewno nie Lec | To nie żadna filozofia | Tragiczne pożegnania | Transformacja duchowa | Trudna sztuka dialogu | Trudno czasmi coś sklecić | Trzylogia | Trója z polskiego | Twarda rzeczywistość | Ty mi tutaj nie filozuj | Tygrysologia stosowana | Tysiac i jeden ptaków | Tysiąc i jeden kotów | Tysiąc i jeden ptaków | Tysiąc różowych kroliczków | Tęsknica | Tęsknota duchowa | Ubekistan | Ucone księgi | Uczeni ludożercy | Uderzenia losu | Uduchowienie | Umrzeć z miłości | Upadek Pierwszego Człowieka | Uroczy wegetarianin | Uszczelnienie systemu podatkowego | Utrata uzębienia | W czym mogę panu pomóc? | Wciąz powtarza się ta sama historia | Wciąż powtarza się ta sama historia | Wdzieczna muzyka przywraca ład serca | Wesola grafomania z morałem | Wiecej broi dla szaleńców w Teksasie | Wieczne powroty | Wiedza radosna | Wielka wygrana | Wielomówstwo, czyli plaga opowiadania | Wierzba płacząca | Wiosny i jesienie | Witch | Więcej broni dla szaleńców w Teksasie | Wojna totalna | Wpis o kształcie piramidy | Wprowadzenie do kruczków prawnych | Wrzucam wszystko do kosza | Wrzątek | Wspomneinei pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Współczesny filister | Wszystkie rybki | Wszystko na A | Wszystko na sprzedarz | Wszystko na sprzedaż | Wygrana | Węzłowato | Wólka Węglowa | Xin Lu, typowa brunetka o granatowych oczach | Z Nietzschego nic nie powstaje | Z księgi wulgaryzmów | Z rupieciarni myśli | Zaczarowany świat zen | Zanim mnie wrzucą do dołu | Zapowiedź Apokalipsy | Zaraz wracam! | Zasada domniemanej winy | Zaskroniec | Zastał Polskę drewnianą... | Zatrzaśnięte drzwi | Zbaw mie Buddo Amido | Zbaw mnie, Buddo Amido | Zdrowy egoizm | Zegar dziejów | Zestrzelenie księżyca | Zginął z rąk słabej kobiety | Zima się nas nie ima | Zjawiskowe | Znak jaskółki | Zrozumieć wartość tego, co nieużyteczne | Zuch zawsze ochoczy! | Zwierzęta pod postacią ludzi | Zwyciestwo konsumpcjonizmu | Ząb mądrości | ie zabijajcie drzew! | ieosobiście | kosmos | Łagodne prawo, ale prawo | Łagodność tygrysa | Śmiechotki, chichotki | Śmiertelna powaga | Śmierć | Światełko w mroku | Świętość, wziętość, nadętość | Życie jest tragiczne | Życie samo | Życzliwe spojrzenia na całość ogródka | Żyć, nie umierać
RSS
poniedziałek, 30 czerwca 2014

                                              Uwaga!!! Tylko dla wtajemnicionych (:

                                              Czy Jesteś wtajemniciona (ciony)?

                                              Jeżely tak, kliknij na TAK!

                                              Jeżely nie, kliknij NIE!

                                              Jeżeli nie ukończyłaś (łeś) 18 lat, to je skończ!

        Kiedy Mitsuko znika, za oknem pada deszcz, a cały świat ogarnia ciemność.  Jedynym ratunkiem przed ostateczną zagładą jest odwołanie się do świętego rytu.  Kapłan szeleści torebką z Puriną (firma ta wisi mi już sporo za reklamowanie na moim blogu jej produktu) a wtedy żółtooka Mitsuko zjawia się ukazując ROZPROMIENIONĄ TWARZ. To widomy znak, że już niedługo, może nawet za trzy dni, przestanie padać. 

niedziela, 29 czerwca 2014

        Po spożyciu skażonego denaturatu, co stało się przyczyną jego zgonu, denat konkubent wyściskał swą konkubinę denatkę.  W chwili wspólnego zejścia mieli po 8 promili algogolu we krwi.  Nad ranem, spoczywając już na marach, denat uszczypnął w łydkę pielęgniarkę, gdyż była atrakcyjną blondynką.  Sprawę bada policja.  I jak tu nie powiedzieć: "Nulla dies sine linea"?   

                                   

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

                                                                                                                                                                                                     .

                               "Legia grać, bo przegram w totolotka!"  (Na szczęście to było już dość dawno)...

                                               "Wo Lun posiada doby sposób

                                                na to, by odciąć wszystkie myśli.

                                                Żadne zjawisko nie wzrusza jego umysłu

                                                i z dnia na dzień wzrasta bodhi"

 

        Słysząc to Mistrz powiedział: "Ten wiersz wykazuje, że jego autor nie urzeczywistnił swojego umysłu. Gdyby ktoś praktykował w taki sposób, zawiązałby siebie w jeszcze więcej supłów." 

        (Hui Neng, "Sutra Szóstego Patriarchy", przekład z przekładu angielskiego A. Sobota)              

        Mam wrażenie, że zbyt często zapomina się o tych słowach, szukając w zenie przede wszystkim sposobu na uzyskanie stanu wyższej świadomości. Hui Neng odpowiedział też własnym wierszem, ale te jego słowa są wystarczająco zrozumiałe.   Większość osób, które znam, myśli o zenie z entuzjazmem Wo Luna, szukając przede wszystkim owego sposobu, żeby móc chwalić się przed innymi lub dzielić z nimi owocami swego  samo-urzeczywistnienia.  W taoizmie, któremu zen zawdzięcza swe istnienie, coś takiego nigdy się nie zdarza.  

        Dzisiaj w Tesco nie było granatów ani za 2, ani po 3, ani nawet po sześć złotych.  Poczytałem więc sobie o nich - tym razem coś, co z Torą i jej nasionami nie ma nic wspólnego.  Jak pisze Cirlot "Grecy wierzyli, iż drzewa granatu wykiełkowały z krwi Dionizosa. Podobne wierzenia wiążą anemony z Adonisem, fiołki zaś z Attysem"...I chyba zdołałem w końcu zrozumieć, dlaczego, kiedy pewien wyjątkowo soczysty i słodki granat puścił sok podczas krojenia, poczułem nagły lęk...Prawdopodobnie była to reminiscencja jakichś odległych zdarzeń z mojego życia (lub poprzednich moich żywotów) Pamiętam dzień, kiedy jako chłopiec po raz pierwszy zobaczyłem krew menstruacyjną (było to na obozie harcerskim, kiedy zatrułem się grzybami i opiekowała się mną ofiarnie starsza koleżanka).   Ale w mojej nieświadomości istnieje historia znacznie starsza.  Próbowałem ją sobie odtworzyć w pamięci czytając Kerenyiego. Ten jednak twierdzi, że zapewne nigdy do niej nie dotrzemy. Podobno Bóg podziemi skrycie podsunął mrocznej Persefonie "pestki granatu słodkiego jak miód". Odtąd na zawsze była w jego władzy i nawet, kiedy po porwaniu zwrócił ją naszemu światu, wraca do podziemnego świata, gdzie tronuje aż przez cztery długie miesiące każdego roku. 

       Jak pisze Kerenyi "krwisty kolor i obfitość nasion mogły odegrać jakąś rolę w powstaniu mitu Persefony...Nie mamy żadnego eleuzyńskiego wyobrażenia Persefony z jabłkiem granatu w dłoni. Gdzie indziej jednak pojawia się z tym atrybutem, zdradzającym jej tożsamość jako bogini podziemia".  Pauzaniasz "akcentował związek owocu granatu z krwawą śmiercią i wyjaśniał go czerwoną barwą rozłupanego granatu". "Krew kozła, który zastąpił Boga i został zarżnięty w trakcie ponurego obrzędu ofiarnego, złożono w ofierze z winorośli. Wszelako dla Greków granatowiec i winna latorośl były tak ściśle ze sobą powiązane...że jest całkiem możliwe, iż mit gwałtownej śmierci boskiej istoty, z której krwi wyrósł pierwszy granatowiec, także był związany z Dionizosem." 

       Misteria, które potępiał już mądry Heraklit, interesują mnie ostatnio nieco żywiej nie tylko w związku z moim wykładem, i z powodu poszerzania się w moim życiu obszaru śmierci (wraz z ukrytym w niej życiem), lecz przede wszystkim dlatego, że staram się odkryć źródła mojego myślenia obrazowego i symbolicznego, całkiem niezależnie od wszelkich ustaleń psychoanalitycznych (z Jungiem włącznie).  Filozofia chińska, którą od lat studiuję (a przede wszystkim I Ching) czytelna jest bowiem w pełni jedynie, kiedy dotrze się do sfery obrazów, jakie przywołuje.  Przy okazji jednak sycę obrazami wyrażającymi, jak to określił Burkert, doświadczenie niezwykłości, mą poetycką duszę.  Przed laty już napisałem wiersz o miłości nawiązujący do tekstu jednej z orfickich tabliczek (spoczywa gdzieś na moim blogu).  Jednak dopiero teraz uświadomiłem sobie, między innymi za sprawą niedawno wydanych dwóch książek polskich autorów, że nasza wiedza na temat misteriów orfickich jest niezwykle wątła, a jej podstawy są kruche.   Misteria eleuzyńskie są znacznie lepiej znane. Problem z misteriami jest jednak taki, że to o czym mówiono lub pisano, nie mogło być raczej ich istotną treścią. Kerenyi zwraca uwagę na fakt, że ujawnienie tajemnicy karano w starożytności nawet śmiercią...Zamieściłem w czeluściach mego bloga chyba ze trzy żartobliwe opowiadanka o ludziach, którzy próbowali wyjaśnić tajemncie misteriów i spotykał ich podobny los, ale w odróżnieniu od owego wiersza, nigdy nie myślałbym o nich poważnie.   

sobota, 28 czerwca 2014

                                                Już nie zależy mi na tobie,

                                                Wolę robaka w zimnym grobie,

                                                Bo gdy rozchodzi się po kościach,

                                                Czuję się panem na mych włościach.

 

                                                Więc przytul mnie Kostucho!

                                                Niech ciało me da pokarm muchom,

                                                A dusza siłę wszystkim duchom.

                                                Czy już widziałaś się z ropuchą?

                 Było to bodajże w Upsali, ale głowy bym za to nie dał.  Profesor Persefonius spojrzał na mnie badawczym (a właściwie naukowo-badawczym)  wzrokiem.

                 - Naprawdę doktorze, odkrył pan nowe starożytne misterium?  Ho, ho!  

                 - Uczyniłem to - odrzekłem skromnie - ale całkiem przypadkowo, bez cienia jakiejkolwiek zasługi z mojej strony i wyłącznie dlatego, że pan niejako upoważnił mnie do tego swą twórczością.  

                 - To wspaniale!...Ale wie pan, że w naszym Instytucie Odgrzebywania Dawnych Kultur nie ma już dla pana miejsca? Madame Meduza o tym osobiście zadecydowała. Podobno nie dość jej pan schlebiał.  Rzeczywiście jest pan powściągliwy. Ledwie potrafi pan wydusić dwa uprzejme słowa.  Kieliszeczek wina?  Jest ciemne jak krew Dionizosa!

                 - Dziękuję, panie profesorze.  A oto złota tabliczka z tekstem w języku, który pan oczywiście doskonale zna, ale chwilowo pan sobie nie przypomina, ja zaś pamiętam go doskonale.  Przypomni pan sobie jednak, kiedy napije się wody ze źródła w Knossos.  Dlatego służę przekładem:

                 "W świętym gaju jest mroczne źródło.

                   Zanurz tam stopę, ale nie zanurzaj palców."

                 - Ależ to bzdura!  W Knossos nigdy nie było misteriów. Nie znam ani jednej wzmianki na temat ich istnienia - wrzasnął profesor. Zanosiło się na kolejny atak.

                 - Właśnie je odkryłem - odpowiedziałem cicho, żeby nie przeszkadzać Persefoniuszowi w jego odejściu. Umarł spokojnie. Popatrzył jeszcze na mnie przez chwilę jakby z niedowierzaniem i wyzionął ducha. Na jego twarzy malowało się jednak przerażenie.  Za mną stała Madame Meduza. Węże jej włosów oplatały moje czoło oślizłym i mokrym wieńcem. Na szczęście nie trwało to zbyt długo.

                 - Magister Perseusz!  Nie poznaje mnie pan? Zabiłem przed chwilą meduzę! Zdaje się, że miał pan z nią problemy? Kojarzy mnie pan doktor?

                 - Może Izyda przywróci mu życie - powiedziałem trochę zamyślony.  

                  

piątek, 27 czerwca 2014

                  zapytał Jonkai.  Ale Szumigaj milczał.  Czarne pszczoły fruwały w wieczornym powietrzu jak powietrzna eskadra.

                  I dopiero po chwili pszczelarz zauważył, że ciało nieszczęśnika było całkowicie objedzone.

                  Jonkai wyjął z ula ogromny plaster czarnego miodu i rzekł do siebie:

                  - Jeszcze nie tak dawno miał twarz, oczy i uszy, jak inni ludzie, a teraz przypomina strzęp miodu.

                  Wszyscy chyba kiedyś umrzemy!

                  Końca tej historii nie pamiętam.  Może nawet go wcale nie miała.

             Bywają chwile mistycznego upojenia, w których dusza posuwa się do bluźnierstwa, jednak prawdziwa skrucha prowadzi zawsze do dobra. Pewien dyplomowany Mistrz zagrał początek Toccaty i fugi d-moll Bacha.  Nagle przerwał, uderzył w klawiaturę i zagrzmiał na cały kościół:

             - Dosyć tego!  Chcę widzieć Pana na kolanach!  Niech jak malutki piesek drży w lęku u mych stóp. Niech obmywa mnie swymi łzami jak niegdyś Maria Magdalena obmywała jego stopy. Za całe zło, które nas spotyka!!! - Mówiąc to zacisnął mocno pięść.

             Badanie trzeźwości policyjnym alkomatem nie przyniosło spodziewanego efektu. Krótka wizyta w szpitalu psychiatrycznym, dokąd go zawieziono - również.  Nawet egzorcysta nic nie miał do roboty, bowiem organista uspokoił się i ukorzył przed wizerunkiem Krzyża powtarzając:

             - Panie, przebacz mi!  Albowiem nie wiedziałem, co czynię!  Tak bardzo zgrzeszyłem w oczach Twoich!  - i zalewając się szczerymi łzami.

             Do właściwych organów wpłynęło oczywiście zawiadomienie o popełnionym przestępstwie. Ale takie sprawy ciągną się latami. Zawezwano więc w końcu Archanioła Gabriela, ale ten strzepnął tylko skrzydła, otrząsając się z ziemskiego pyłu i odleciał.

             - Ciężki przypadek! - rzekł biskup i wyznaczył Mistrzowi stosowną pokutę. Podczas jej wykonywania nieszczęsny muzykus wyzionął ducha.

             Jego dusza poczęła dobijać się do bram raju, jak wygłodniały ptak do zamkniętych okiennic.  

             - Chciałaby dusza do raju? Chętnie bym ci nieba przychylił - rzekł Św. Piotr pobrzękując głośno kluczami - bo pięknie za życia grałeś.

             Ale, co ja mogę?

            I dopiero Pan Jezus, który tamtędy przechodził, podał nieszczęśnikowi pomocną dłoń.  I nie ma teraz w raju uroczystości liturgicznej, w której Mistrz by nie uczestniczył. 

        Wprawdzie najbardziej lubię jamajskie płyty Gainsbourga (także ze względu na wyraziste teksty), jednak zachęcony przez jedną z Czytelniczek posłuchałem jeszcze raz płyty "Jane Birkin, Serge Gainsbourg" (z 1969 r).  Jest w całości bardzo dobra, choć nie mam tu ulubionego utworu...Niestety pranie, które chciałem zgłuszyć, trwa dłużej niż ta płyta, więc musiałem posłuchać jeszcze czegoś innego.  Była to Ewa Cassidy z akustycznej, pośmiertnej płyty "Simply Eva" (2011).  Jej wersje "People Get Ready" i "Autumn Leaves" dobrze pamiętam z koncertu, który jest chyba jej najbardziej udaną płytą.  Trudno nazwać mój piątek rozćwierkanym, ale Eva śpiewa i gra całkiem ładnie zupełnie nieświadoma tego, co się jeszcze wydarzy. Może też i na tym polega radość przeżywania życia...Koncert jest bardziej bluesowy i mięsisty, ale lubię takie akustyczne płyty.  "Songbird" to pierwsza piosenka - może dlatego mi się przypomniała (choć bardziej podobają mi się inne)?  Przy "Autumn Leaves" dobrze jest trochę popłakać.  "Wayfaring Stranger" to też ładna ballada. 

                                                       Znów się wszystko pomieszało,

                                                       ptaków bowiem jest niemało,

                                                       a każda pliszka czy kurka,

                                                       stroi się w cudze piórka.

                                                      

                                                       Sowy były zasępione,

                                                       a łabędzie osowiałe,

                                                       kruki wszystkie były białe,

                                                       kaczki miały wzrok sokoli. 

                                                      

                                                       Pisarz chwycił gęsie pióro

                                                       i odebrał władzę chmurom,

                                                       sam zaś nieźle się zachmurzył,

                                                       lecz fortelu swego użył.

                                                      

                                                       Sowy były osowiałe,

                                                       a łabędzie śnieżno białe,

                                                       kruki wszystkie były czarne,

                                                       kaczki stąpały niezdarnie.

                                                      

                                                       Potem mrok ogarnął ziemię

                                                       i nie widać już w ciemności

                                                       jakich mamy ptasich gości,

                                                       może jeszcze coś tu zmienię?

czwartek, 26 czerwca 2014

        "Hara" oznacza  czarną dziurę w ciele, a "harakiri" samobójstwo, wykorzystanie tej czarnej dziury.  Japończycy nauczyli się bardzo sprawnie zabijać siebie, nikt nie robi tego z taką łatwością jak Japończycy, którzy znaleźli dokładne położenie punktu śmierci. Wbijają mały nóż w harę i nie wypływa nawet kropla krwi. Samobójstwo jest bezkrwawe, nie czuje się żadnego bólu, żadnego cierpienia, życie po prostu znika. Japończycy dotykają bezpośrednio czarnej dziury w ciele, punktu śmierci. Podcinając sobie gardło, umrzesz, ale będzie wiele cierpienia, bo gardło jest bardzo oddalone od hara, śmierć musi pokonać tę odległość. To dlatego po ścięciu głowy ciało pozostaje żywe jeszcze przez kilkanaście minut."

        (Osho, "Tao trzy skarby", przekład K. Jamrozik) 

        Jakobini również byli humanitarni.  Śmierć na gilotynie jest podobno całkowicie bezbolesna.  Dlatego tak długo stosowano to urządzenie we Francji. Na krześle elektrycznym mózg zaczyna trochę parować...

                                           "Myślenie jest zbyt bolesne

                                            do zniesienia dla mego serca

                                            Rozstałem się z nią

                                            Dlaczego więc przez trzy lata

                                            tęsknię za jej twarzą?"

                                            (Fujiwara no Teika, przekład W. Sadkowski,

                                             w: "Dzienniki Kamikadze poruszające wyznania

                                             japońskich studentów-pilotów")

        Ten wiersz wielkiego japońskiego poety należał do ulubionych wierszy jednego ze studentów, którzy polegli w samobójczym ataku.

środa, 25 czerwca 2014

       Z mieszanymi uczuciami czytam "Wojnę powietrzną i literaturę" Sebalda.  Książka ta tak mnie pochłonęła, że o mało nie wpadłem pod jakiś samochód.  Zdarza się, zwłaszcza gdy jest dość ciemno. (Było już po 11 - tej wieczór, a ulica raczej słabo oświetlona).  Jednak przyrodzona delikatność autora sprawia, że pewne rzeczy nie zostały nazwane w tej książce wprost.  Dywanowe ataki bombowe na niemieckie miasta to zbrodnia wojenna.  W bardzo interesujący sposób pisarz pokazuje kiedy i w czyim umyśle zrodził się taki pomysł i jak do nich ostatecznie doszło, ale prawdziwym bohaterem jego książki jest niemiecka świadomość historyczna, a właściwie jej dotkliwy brak i jego przyczyny.  W żadnym razie nie występuje on w roli oskarżyciela.  Ja tym bardziej nie chciałbym, ale to bodajże Hitler miał powiedzieć, że "zwycięzców się nie sądzi." 

       Nie znaczy to jednak, że można usprawiedliwiać wojenne zbrodnie - jak to się, niestety, często robi. Nie ma wojny bez zbrodni, ale powinna być ona zbrodnią nazwana.  Mam też wrażenie, że nie tylko Niemcy, z ukazanych przez autora powodów, chcą się pozbyć świadomości historycznej.    

      "Punktem wyjścia strategii tak zwanego area bombing była skrajnie marginalna pozycja Wielkiej Brytanii w 1941 roku. Niemcy znajdowały się wówczas u szczytu potęgi, niemieckie wojska podbiły cały kontynent i szykowały się do inwazji na Afrykę i Azję, a Brytyjczycy, bez żadnej realnej możliwości interwencji, mieli być pozostawieni swemu wyspiarskiemu losowi. Wobec tej perspektywy Churchill pisał do lorda Beaverbrooka, że jest tylko jeden sposób, by na powrót zmusić Hitlera do konfrontacji, a mianowicie "absolutnie druzgocący, morderczy atak ciężkimi bombowcami z naszego kraju na ojczyznę nazistów".  W tym czasie nie było jeszcze żadnych warunków do przeprowadzenia podobnej operacji, ale warunki takie pojawiły się, jak wiadomo, w dalszym toku wojny i kosztowały życie kilkuset tysięcy cywilów - w tym kobiet, dzieci i osób starszych.      

                                                  Wciąż ten sam 

                                                  syczący wąż, co wypełzł z raju

                                                  kusi nas ku wiadomościom tak złym

                                                  o raju!

         W pustce tego świata nie mógł już znaleźć sobie żadnego zakątka, w którym nie spotykałby samego siebie. Właśnie nadchodził z przeciwka i wpadł na siebie, ale najpierw próbował jakoś się wyminąć lub zignorować, lecz było to zupełnie niemożliwe.  To nieustanne wpadanie na siebie nie należało do rzeczy najbardziej przyjemnych. Aż nadszedł w końcu dzień, w którym na swej ścieżce nie spotkał już nikogo.  Droga, którą się poruszał nie miała kresu...

wtorek, 24 czerwca 2014

                                           "Słodkie jest światło

                                            I dobrze jest oczom widzieć słońce.

                                            Ale choćby człowiek żył długie lata

                                            i zawsze radował się nimi

                                            będzie pamiętał o dniach ciemności,

                                            których nadejdzie wiele."

                Słowa Księgi przetłumaczył Czesław Miłosz, a przypomniał je Nezumi tym, którzy o nich zapomnieli.

poniedziałek, 23 czerwca 2014

         "Moc wyobraźni zawładnęła mną do tego stopnia, iż moja miłość przybrała formę ukochanego, który pojawił się przede mną w sposób bardzo konkretny, podobnie jak Archanioł Gabriel pojawił się przed Prorokiem."

         (Ibn Arabi, "Traktat o miłości", III, 26; przekład J. Wronecka)

       Mówiąc poważnie, ani wariatka, ani zakochana, lecz opis pewnego mistycznego przeżycia, jakie każdy, kto kocha, dobrze zna i odnajduje w swej nieskończonej tęsknocie...

      

niedziela, 22 czerwca 2014

                                   - Bez tego wszelki czar pryśnie! - powiedziała kobra.

                                   Ale latający dywan i tak odleciał. Taka jest potęga miłości!

                                   Tylko nie pamiętam, w której bajce. A dzieci mnie ciągle pytają...

                                   A czasami nawet i dzieci ich dzieci, bo to bajka stara jak świat!

             To dwie postaci ciągle spotykane na różnych feministycznych blogach.  Na żadnym nie napisano jednak "Facetom i psom wstęp wzbroniony!"

        Minister Sikorski mówi, dlaczego nie chce "robić laski" Amerykanom.  Nie pozwala mu na to duma narodowa, ale przede wszystkim interes polityczny.  Ja to całkowicie rozumiem, pomijając charakter użytej metafory.  Czy Obama ma polskie korzenie, bo "jego matka zjadła polskiego misjonarza"?  Tego nie wiem, ale dowcip raczej nie jest poprawny politycznie. Wiadomo jednak na pewno, że nagrywający i ich moczodawcy powinni zostać pociągnięci do odpowiedzialności za kopanie dołków pod Państwem Polskim...Krety to stworzenia pozbawione wzroku - ludzie, nie są go pozbawieni. 

            Nigdy nie staraj się przeniknąć tajemnicy, która oddziela świat zmarłych od świata czujących istot.  Ptaki są wolne i mogą ulecieć dokąd chcą.  Człowiek jednak, nawet jeśli przybierze na siebie ptasią postać, nie potrafi przelatywać między światami.  Niech cię nie zwiedzie to, co opowiadają na ten temat i odgrywają szamani.  Ich ekstaza kryje w sobie niejedno gorzkie nadużycie. Nikt, kto opuścił to życie, do niego już nie wraca.

            - Zmarłe dusze upierzone są jak ptaki, piją tylko wodę z czarnej kałuży i nigdy już nie wracają - powiedział kapłan Khra.

             - A duchy, które widzimy? Czy nie są one duchami zmarłych? - spytała piękna księżniczka Uhu, składając mu pokłon - Jesteś pewien, że nigdy nie powracają?

             - To tylko sublimacje naszych psychicznych przeżyć, które następnie wizualizujemy - uśmiechnął się kapłan.

             - To z kim rozmawiałam wczoraj w nocy? - niepokoiła się Uhu.  

             - Zdarzają się pewne wyjątki -  rzekł Khra - Pomódlmy się lepiej do Czaplej Bogini.

             - A duchy zmarłych kochanków? - nalegała Uhu. 

             - Podobnie. Zaklinam cię już jednak, abyś więcej nie pytała, gdyż oznacza to pewną śmierć - głos kapłana stał się nagle poważny. 

             - Zatem z rozkoszą umrę - oznajmiła księżniczka - Zdradź mi tę tajemnicę, proszę...

             Ale kapłan odwrócił się od niej i zatopiony w milczeniu wyszedł do wewnętrznego labiryntu.  A ponieważ wziął ze sobą pochodnię - zrobiło się ciemno. Uhu nic nie widziała.  Tęsknota za kochankiem pchała ją ku straszliwej tajemnicy...Jej szkielet odnaleziono dopiero w roku 2012.   Był dobrze zachowany, podobnie jak czaszka, w której odkryto niewielkiej wielkości otwór, w którym tkwił metalowy grot.  Profesor Hopkins twierdzi, że śmierć dziewczyny, którą nazwał Uhu, musiała być gwałtowna. Zasuszone ciało kapłana znaleziono na przeciwległym krańcu labiryntu. Prawdopodobnie umarł na skutek wycieńczenia.  Stał w pozycji pionowej ze zwęgloną pochodnią w dłoniach.  Do tej pory nie wiemy nic na temat szczegółów Ptasiego Kultu.   Dr Nezumi, który badał tę sprawę w ramach projektu "TOKIO/KIOTO 2014" jest jednak zdania, że następne tygodnie mogą przynieść przełom. Odrzuca on jednak stanowczo hipotezę rytualnego mordu, dokonanego jakoby w Sanktuarium Czaplej Bogini nad Mrocznym Jeziorem. 

             - Jeśli nagle zniknę - powiedział na swej Konferencji prasowej dla cieni ten wybitny badacz tajemniczych zagadek- Nie próbujcie mnie szukać!

sobota, 21 czerwca 2014

                                                       "Kamienne płyty. Na nich

                                                        blisko przy sobie

                                                        dwie szaroserce kałuże:

                                                        dwa 

                                                        hausty milczenia"

                                                        (Paul Celan, przekład

                                                        Tymoteusz Karpowicz)

            Chciałem coś napisać pod tym wierszem, ale może lepiej, kiedy milczenie pozostanie milczeniem choć na chwilę.                                                                 

                           Mara: - Ja to przynajmniej przywodzę na myśl konotacje z Buddą.

                           Zjawa: - A ja ze zjawiskiem. Jestem zjawiskowa! Wszyscy mi to mówią.

                           Mara:  - Ale ja jestem demoniczna, bo Mara to był naprawdę wielki demon.

                           Zjawa: - A ja bynajmniej zjawiam się i znikam, kiedy mam ochotę, jak kot.

                           Nezumi: - Chętnie rozsądzę wasz spór.  Która z was jest blondynką?

                           Mara: - A wolisz blondynki, czy brunetki?

                           Zjawa: - Ewentualnie szatynki?  

                           Mara:  - Czy lubisz, jak kobieta ma wielkie czerwone usta?

                           Zjawa: - A jak miażdży niedopałek obcasikiem?

                           Nezumi: -  Mówicie samymi zagadkami. Musiałbym się trochę zastanowić.

                                         Nigdy o tym nie myślałem.

                           Mara:    - A co za problem się przefarbować? 

                           Zwida:   - A rude?

                           Nezumi:  - Czyż nie jesteście jako ten puch marny? Tyle mówicie, a żadna nie powiedziała,

                                         że jest piękna lub mądra. 

                           Mara

                           Zjawa     Chórem  - MY TO WIEMY !!!

                           Zwida

 
1 , 2 , 3 , 4