Kategorie: Wszystkie | "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę" | ...bez końca | 0 | 100O i jeden Rabinów | A Puszkina też zapuszkują? | A moze to tylko pomieszanie zmyslow | A nie lepiej być purystą? | Aaaaaaaaaaaaaa...aalfabeta | Ach, gdzież jest litość lub wspolczucia pozór? | Ach, gdzież jest litość lub współczucia pozór? | Adam Mic - Kiewicz | Adaś i Ewka | Aforystyka | Amerykański sen | Autopsychoterapia | Bez sensu to to! | Bez szaleństwa... | Bezmyślne okrucieństwo | Bezradność | Biedna Szymborska | Biedny Kapturek! | Bliźni miłości | Bliźniego miłość... | Blondyn | Blue Bossa | Bojaźń i drżenie | Bratnie dusze | Bruner, ty świnio! | Buddyzm w życiu codziennym | Bóg mi poskapił tej anielskiej miary... | Bóg mi poskąpił tej anielskiej miary... | Bójstwo samo | Caritas | Chiziofrenia | Choroba na śmierć | Chwila ułudy | Chwila wytchnienia | Chłodne upojenie | Cierpienia i radości | Cierpienie i radość | Cleen feed | Cnota niedoli | Co slina na język przyniosła | Co tam panie w polityce? | Co w niebie piszczy | Co ślina na język przyniosła? | Corrida | Coś dla duszy... | Coś tak wulgarnego | Cudotwórstwo | Czarna Perła Tao | Czarny tulipan skrzyżowany z czarna różą | Czarny tulipan skrzyżowany z czarną różą | Czary Mary | Czego nie przysięgał Hipokrates? | Człowiek nie jest rzeczą | Człowiek to brzmi dumnie, ale nie u mnie | Często chowa | Częstochowskie rymy | Deficyt aniołów | Delightful! | Demokratyczne wybory w Oczodołach | Diabłoterapia | Dla wszystkich i dla nikogo | Dnieje | Do samego siebie | Dodatek | Dowcipas dnia | Duma narodowa | Dusze drzew | Dyskretna mgiełka autoironii | Dzielność | Dziki kapitalizm | Dzisiejsza młodzież | Dzisiejsza młodzież nosi ładną odzież | Egzystencjalizm jest chumanizmem | Ekonomia zbawienia | Elegancja Francja | Elegijnie | English gentelman | English gentleman | Epicurus | Ewa tylko ziewa | Falochron | Female | Filozofia bez uczoności | Forever Loving Jah | Gadu, gadu | Gadu, gadu, trochę więcej jadu | Gal Anonim | Gaz dla pedałów | Gaz dla pedałów, młot dla sierpów | Gdy rozum śpi... | Gendarme | Genek, gienialny gieniusz | Geno Typ | Gorący uczynek | Grabarz | Grabarz nonsensu | Gry i zabawy literackie | Głupota przysłowiem narodów | Głębie i tajnie Podświadomego | HIstoria nauczycielką bicia | Herbatka zen | Homo economicus | Homo sapiens czy Homo politicus | Humor absurdalny | Humor nieco absurdalny | Humor, satyra, panie... | I rekiny w oceani mają zębów cały rząd | I rekiny w oceanie mają zębów cały rząd | Indie Wschodnie i Zachodnie | Industrial | Istnieje również wrodzony brak poczucia humoru | Ja tam bynajmniej nie wiem | Jak długo będę jeszcze żył? | Jak uprawiać agresywne dziennikarstwo? Poradnik dla początkujących | Jakże cżęsto powtarza się ta historia | Jakże trudno czasami coś sklecić! | Jan i Małgorzata | Jan z Czarnolasu | Jesienna muzyka | Jeszcze smutniej! | Jeździec Apokalipsy | Językologia | Kaczuszki mandarynki | Karawana idzie dalej | Katedra Adamowego Żebra | Kawa z Kafką | Każdemu według naszych chęci | Każdemu według potrzeb | Każdemu, o czym tylko zamarzy | Kiciuś Miciuś! | Kicuś Micuś! | Kiedy człowiek staje się bestią | Kiedy owce nie milczą | Kij w mrowisku | Kniaź Wiktor | Kochani ludożercy | Kolacja Pani Sowy | Kometa tylko głownia nie ta | Konkwista | Koryfeusz nauki, milośnik sztuki | Koty i inne zwierzęta | Koty, głupoty, palikoty | Kości rzucone są | Kość słoniowa | Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatni | Kto pisze teraz historię? | Kuchnia szamańska | Kwiatki Św. Franciszka | Kwiatostan śmierci | Kwitnienie kultury | Kwitnąca wiśnia | La colombina i ciche ukojenie | Lekarzu - lecz się sam! | Lenin wiecznie żywy | Leśmianiada | Lichwiarstwo polskie | Liryki i prztyki | Logika dziejów | Londyńska mgła niepamięci | Londyńskie przygody | Los ofiary | Los puka do moich drzwi | Lotosowy wpis | Ludzie ludziom... | Lunatyzm | Lęk społeczny | Made in Japan | Maligna | Marność nad marnościami | Marność nad marnościami. Rekoleksje Wielkopiątkowe | Marzenia senne | Marzeniologia stosowana | Maszkary i senne dziwadła | Maszkary i senne widziadła odbite w lustrze | Mała czarna z Kafką | Medycyna naturalna | Meine Liebe Augustin! | Melancholia | Melancholia stosowana | Memorabilia | Meszreiw | Meteo | Mgiełka autoironii | Mglisty dzień. Mgła | Mikołak | Mistrz i Małgorzatka | Mistycyzm lunarny | Mistyka i miłość | Mitologia osobista | Mitologia świata | Miłość | Miłość bliźniego | Miłość nie zawsze szczęśliwa | Miś Uszatek | Moc rytuałów | Monada nie ma okien | Mowa potoczna | Mowa ptaków | Mowa serca | Moze ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może ktoś się ucieszy? | Może ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może to trochę zbyt uszczypliwe | Musicology | Muza lekkich obyczjów | Muzyka przywraca ład serca | Myszoterapia dr Nezumi | Myśli prostego człowieka | Mądrość Natury | Mądrość jak z gazety | Mądrość narodów | Młot na faryzeuszy i hipokrytów | Męstwo bycia | Mówił sen do snu | NIe ma na świecie dwóch takich samych liści, ni kropel deszczu | Na jawie (lecz to, co niejawne pozstaje) | Na stos rzuciliśmy szcześcia los | Na stos rzuciliśmy szczęścia los | Na szczytach hipokryzji | Na zdrowie! | Nad piekną rzeką | Najokrutniejsze zwierzę | Najsłodsza tajemnica | Narastająca senność | Nic dzisiaj ciekawego nie napisałem | Nicość | Nie am dwóch takich samych liści, ni kropel wody | Nie bój się - najwyżej cię rozstrzelają! | Nie czas żałować burz, gdy płoną oczy | Nie czas żąłować burz, gdy płoną oczy | Nie każde szczere złoto jest szczerozłote | Nie ma na świecie dwóch takich samych liści ani kropel wody | Nie ma na świecie dwóćh atkich samych liści lub kropel deszczu | Nie ma takiego smutnego, co by na wesołe nie wyszło | Nie ma zazdrości bez miłości | Nie oddamy nawet guzika | Nie tylko dzielenie włosa na czworo | Nie wiem, ja w ogóle nie myślę | Nie zabijaj! | Nie zabijajcie drzew! | Nie zawsze urocza dzecinada | Niebiańskie szczyty głupoty | Niech pani będzie dzielna! | Niech zapłaczą na moim pogrzebie | Nieco drapieżny wpis | Niekoniecznie ptasi móżdżek | Nienawiść bliźniego | Nieosobiście | Nieprzesłane przesłanie | Niestworzone rzeczy | Nieszkodliwe głupotki | Niewczesna melancholia melomana | Niewczesne rozważania | Niewielka profanacja | Niewielkie przekłamanie | Niskolotnie | No No! Teatr No | No comments! | No no! | Nowa poezja lingwistyczna | Nędzne kabareciarstwo | O Leonardo, po cóż się tak trudzisz? | O dzieleniu włosa na czworo, czyli metodzie scholastycznej | O dzieleniu włosa na czworo, czyli o metodzie scholastycznej | Obciachy | Obscenia i parafrenalia | Obsesja dobrego biustu | Ojej! | Oko w oko z zębem mądrości | Okropieństwa | Okruchy odgrzebane z lawy | Okruchy życia wygrzebane zlawy | Okruchy życia wygrzebane z lawy | Okrutna losu ironia | Orientuj się na orient | Owczarek | Owczarki afgańskie | Owocożerni | PL jak piekło | PO PiS | POeci wszystkich krajów dzielcie się | Pan Tadeusz | Panie pośle, po chrześcijańsku panu wybaczam | Pańska satyra polityczna jest niegramatyczna | Pendant do pewnego przypisu | Perlikowski | Pewna elastyczność zasad | Pewne jak w banku | Piorunujący piorun! | Po owocach poznacie ich! | Po upadku | Pobożne życzenia | Podpatrywanie Natury | Podroby i inne podróbki | Pokolenie Kainowe | Pokorne ciele | Pokorne cielę | Pokusa | Polak potrafi | Polak potrafi! | Politolog i Politowska | Politycznie niepoprawne! | Polonica | Polonika rycerskie | Polucje i ablucje | Pomarańcze i mandarynki | Pomarznąć dobra rzecz | Pomarznąć dobra rzecz! | Pomoc psychologiczna | Poranna kawka z Kafką | Porąbane marzenia | Potężne i głębokie warstwy pierwotnego mitu | Powieść brukowa | Powszechna życzliwość | Powtórka z cynizmu | Poznaj samego siebie | Prawda | Prawda jest jedna i piękna, ale złożona | Prawda popłaca | Prawdziwa metropolia | Prawi i sprawiedliwi | Prawiezmartwychpowstanie | Prawiezmarwtychpowstanie | Prognoza pogody | Pruski smutek | Przecież cię zjem! | Przedagonalny polski agon | Przegląd sportowy | Przeinaczenia | Przez pychę do pokory | Przeżyjesz to, a pote już tylko grób | Przeżyjesz to, a potem już tylko grób! | Przminęło z wiatrem | Prztyczek | Psiapowiednia Majów | Psubrat | Pustka | Pytanie dość retoryczne | Raczej to nie będzie hit | Radosne gonitwy śnieżnych tygrysów | Radość wędrowania | Rejterada Rejtana | Religie nauczą cie pokory | Res Sacra Pecunia | Romans z pop kulturą | Roots, Rock, Reggae | Rozkosze reinkarnacji | Rozmowa nie na telefon | Rozpacz | Rozpacz na wieki wieków | Rozpacz, która podpełza pod gardło | Ruch i świeże powietrze... | Rybołówstwo cudzołożnika | Rycerz pokalany | Samokrytyka | Samotność egzystencjalna | Sekrety pewnego domu handlowego | Seraphic Flames and Heavenly Love | Siedź na dupie i potakuj! | Somatyka | Somatyka logiczna | Spełniona przepowiednia | Spleśniały ser | Sponsorem tej opowieści jest wydawnictwo Błękitny Wieloryb | Sport to zdrowie | Spowiedź morskiego wilka | Stary Sącz i Nowy Sącz | Stary mafioso | Stołeczne stołki | Stratyfikacja społeczna | Suma sumarum | Sumienie rachunku | Sweet Music and Poetry | Sygnały podprogowe | Szalchetne zdrowie | Szczęśliwa pomyłka | Szekspir do żadnej nie należy epoki | Szkarady | Szlachetna gravitas | Szlachetne zdrowie | Słodycze grafomanii | Słówka | Słówko do słówka, a uzbiera się sówka | Tadeusz Bój Jeleński | Taia chińska podróbka | Takie będą rzeczpospolite jakie tego blogu chowanie | Takie tam, pierdoły | Talking Heads | Tania chińska podróbka | Tatiana | Teorie świata nauki | Terapeutyczie | Terapeutycznie | Thames | The Doors. Uchylone drzwi | The Lion cub | The fruit of beauty and despair | To na pewno nie Lec | To nie żadna filozofia | Tragiczne pożegnania | Transformacja duchowa | Trudna sztuka dialogu | Trudno czasmi coś sklecić | Trzylogia | Trója z polskiego | Twarda rzeczywistość | Ty mi tutaj nie filozuj | Tygrysologia stosowana | Tysiac i jeden ptaków | Tysiąc i jeden kotów | Tysiąc i jeden ptaków | Tysiąc różowych kroliczków | Tęsknica | Tęsknota duchowa | Ubekistan | Ucone księgi | Uczeni ludożercy | Uderzenia losu | Uduchowienie | Umrzeć z miłości | Upadek Pierwszego Człowieka | Uroczy wegetarianin | Uszczelnienie systemu podatkowego | Utrata uzębienia | W czym mogę panu pomóc? | Wciąz powtarza się ta sama historia | Wciąż powtarza się ta sama historia | Wdzieczna muzyka przywraca ład serca | Wesola grafomania z morałem | Wiecej broi dla szaleńców w Teksasie | Wieczne powroty | Wiedza radosna | Wielka wygrana | Wielomówstwo, czyli plaga opowiadania | Wierzba płacząca | Wiosny i jesienie | Witch | Więcej broni dla szaleńców w Teksasie | Wojna totalna | Wpis o kształcie piramidy | Wprowadzenie do kruczków prawnych | Wrzucam wszystko do kosza | Wrzątek | Wspomneinei pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Współczesny filister | Wszystkie rybki | Wszystko na A | Wszystko na sprzedarz | Wszystko na sprzedaż | Wygrana | Węzłowato | Wólka Węglowa | Xin Lu, typowa brunetka o granatowych oczach | Z Nietzschego nic nie powstaje | Z księgi wulgaryzmów | Z rupieciarni myśli | Zaczarowany świat zen | Zanim mnie wrzucą do dołu | Zapowiedź Apokalipsy | Zaraz wracam! | Zasada domniemanej winy | Zaskroniec | Zastał Polskę drewnianą... | Zatrzaśnięte drzwi | Zbaw mie Buddo Amido | Zbaw mnie, Buddo Amido | Zdrowy egoizm | Zegar dziejów | Zestrzelenie księżyca | Zginął z rąk słabej kobiety | Zima się nas nie ima | Zjawiskowe | Znak jaskółki | Zrozumieć wartość tego, co nieużyteczne | Zuch zawsze ochoczy! | Zwierzęta pod postacią ludzi | Zwyciestwo konsumpcjonizmu | Ząb mądrości | ie zabijajcie drzew! | ieosobiście | kosmos | Łagodne prawo, ale prawo | Łagodność tygrysa | Śmiechotki, chichotki | Śmiertelna powaga | Śmierć | Światełko w mroku | Świętość, wziętość, nadętość | Życie jest tragiczne | Życie samo | Życzliwe spojrzenia na całość ogródka | Żyć, nie umierać
RSS
poniedziałek, 30 kwietnia 2018

    

    Czasami, jak czynili to w starożytności

stoicy, a w czasach nowożytnych Spinoza

i Kant, kwestionuje się wartość

współczucia jako motywu ludzkiego

postępowania. Sprowadza się to właściwie

do kilku argumentów: 1) Uważa się, że

człowiek, który rozumie ludzki los, wie,

że należy do niego również cierpienie

i strata, i że są to rzeczy naturalne, a

zarazem obojętne dla szczęścia rozumianego

jako doskonałość moralna osoby. Nie

należy się więc nimi przejmować.

2)  Kiedy "jęczę" z jakimś człowiekiem,

to mu nie pomagam, a przeciwnie w

pewien sposób utożsamiam się z jego

narzekaniem lub skargą, a to nie ma nic

wspólnego z właściwym stosunkiem do

losu. W szczególności, kiedy ktoś

rozpacza z powodu śmierci bliskiej osoby,

znaczy to, że nie rozumie jak kruche jest

ludzkie życie i pragnie rzeczy niemożliwych.

3)  Współczucie jest wprawdzie czymś

lepszym od zobojętnienia, ale nie jest

uczuciem rozumnym, ponieważ napawa

nas smutkiem. A smutek to psychiczne

zahamowanie. W pewnym istotny sensie

nam więc szkodzi. Nie ma sensu przejmować

się tym, co się dzieje w duszy innego

człowieka - istotne jest tylko to, czy sami

potrafimy być szczęśliwi.

4)  Pomagać innym możemy skuteczniej

nawet pod wpływem zrozumienia sytuacji

innego człowieka niż pod wpływem

współczucia.

5)  Jest swoistym marzycielstwem

moralnym widzieć we współczuciu,

w sympatii albo w miłości moralną

zasadę postępowania, która miałaby

zastąpić poczucie obowiązku. Pomagać

innym, kiedy jest to możliwe, powinniśmy

pod wpływem szacunku dla prawa

moralnego.

      Argumenty jak argumenty!  Właściwie

każdy z nich opiera się na jakimś przyjętym

arbitralnie założeniu.

      Ja osobiście skłonny jestem wiązać

moralną wartość ludzkich czynów ze

współczuciem. W świecie istnieje bowiem

ogrom cierpienia, wobec którego jako ludzie 

nie możemy być obojętni. W buddyzmie

istniej koncepcja oświeconej istoty,

która ma świadomość tego faktu i ślubuje,

że nie pogrąży się w błogim spokoju

dopóki to cierpienie będzie istniało.

Sam czasami współczuję bodhisattwie

współczucia Awalokiteśwarze, bowiem 

wziął na siebie niewyobrażalnie ciężkie

brzemię, ale uważam, że po prostu lepiej 

niż inni rozumiał on, czym jest życie

czujących istot.

      Buddyjskie teksty mówią o

konieczności objęcia współczuciem

wszystkich czujących istot, a nie tylko

tych, które wydają nam się bliskie

lub których cierpienie łatwo zauważamy.

      Oczywiście, jak słusznie zauważyli

ci, którzy krytykowali poglądy

Schopenhauera, który widział we

współczuciu najwyższą zasadę moralną,

współczucie to jeszcze nie miłość, ani

nawet nie kompletna życzliwość. Nie

wystarczy bowiem współczuć komuś

w jego nieszczęściu, ale równie ważne

jest to, abyśmy potrafili bez zawiści 

cieszyć się szczęściem i powodzeniem

innych.

     Dla pełniejszego zrozumienia fenomenu

współczucia warto chyba przypomnieć

pogląd wyrażony przez Adama Smitha

w "Teorii uczuć moralnych."  Jego zdaniem

rzeczywistym przedmiotem współczucia

są nie tyle psychiczne stany (cierpienie)

innej osoby, co obiektywna sytuacja w

jakiej osoba ta się znajduje (niszcząca dla

niej lub oznaczająca zniewolenie). Możemy

przecież współczuć dzieciom, które nie

zauważają, że są krzywdzone, chorym

psychicznie, którzy zamiast cierpienia

odczuwają euforię, czy nawet zmarłym,

którzy nie zobaczą już nigdy słońca.

     Nie znaczy to jednak, że możemy nie

wczuwać się w przeżycia innych osób

i że współodczuwanie można zastąpić

rozumieniem ich sytuacji. Kiedy tracimy

bliską osobą, a ktoś nam mówi: "Rozumiem

twój ból!", to mamy poczucie, że ta

deklaracja jest wyrazem pewnego braku

wczucia w nasze przeżycia.  Podkreśla

ona dystans wobec tego, co czujemy.

 

 

sobota, 28 kwietnia 2018

 

      Wbrew pozorom na cmentarzu trudno

spotkać śmierć. Ale od każdej reguły

istnieją wyjątki.

    "CMENTARZ PÓŁNOCNY PRZYSTANEK

NA ŻĄDANIE!" - powiedział głos.

B. wysiadł. Zbliżała się dwunasta jednak

brama była wciąż otwarta.

     Grabarka śledziła go w półmroku

wzrokiem rysia.

     - Normalnie szczyzoryk sie w renku

otwiera. Co tak późno?  Masz kokie? -

    B. odruchowo zacisnął dłoń na nożu,

który ukrył pod płaszczem.

    - Chyba mnie łaskawa pani z kimś

pomyliła - powiedział, połykając zimne

powietrze.

    Opary nocnej mgły przesłaniały nawet

światło palących się lampek. Przyśpieszył,

jednak czuł, że ktoś za nim idzie. Chciał

właśnie usiąść na ławeczce, ale Grabarka

przyparła go do muru, schwyciła jego dłoń

i przycisnęła do swego łona.

    - Chcesz się ruchać? - dyszała, wywalając

język.

    B. zerwał się na równe nogi.  Nie trudno

bowiem się domyślić, że Grabarka była

czarna jak noc. Tylko jej siwe włosy

zdradzały jeszcze młodą lwicę. Pociągnęła

łyka z butelki i powiedziała ze smutkiem:

    - A co, przyszedłeś się zabić?...Wiedziałam!

Sowa jest córką piekarza. Szekspir! -

    - Poniekąd. - odrzekł B.


    - Byłam szatniarką w teatrze. Ale zwolnił

się etat Śmierci i postanowiłam spróbować

sił w tej roli. Dawno cię rzuciła? -

    B. nie wiedział, co odpowiedzieć. Dla niego

to było przed chwilą. 

    - Pytam po przyjaźni. Zabić się jest łatwo,

tylko, że potem już nie odżyjesz, bratku. Znam

takich! Nawet zdrzemnąć się nie mam kiedy

w środku nocy...Zapoznam cię z fajną facetką.

Rąsia Grabowska - nie wiem, czy kojarzysz?

Taka blondyneczka! -

   - Siedziałem z nią w jednej ławce w

podstawówce. - 

   - No to na pewno ciebie pamięta! W ogóle

się nie postarzała małolata.  Nie to, co my...

To, co, nadal się zabijamy?  Skończyłam

kurs psychoterapii kognitywnej. Wiem, jak

zagadać do klienta, zanim mu zamknę oczy.

Młodemu mówię, przynajmniej zachowałeś

swą niewinność, a staremu - już się nażyłeś.

Dobrze mówię, nie? -

    - Jak młoda, to pomyślę! - 

    - Tu pod płotem jest akurat grób

samobójcy. Opierasz się o mogiłę...Wyskoczył

chłopak z dziesiątego piętra. Dziewczyna,

taka Ania, z którą chodził, powiedziała mu,

że nie chce się z nim dłużej spotykać. Nie

zostawił żadnego listu. Widziałam jego matkę.

Dyszała na pogrzebie jak ryba, jakby nie

mogła złapać powietrza...A ta Ania wcale

nie przyszła.  -

     - One nie przychodzą - zamyślił się B.

     Grabarka odłożyła kosę i przyswoiła

jeszcze trochę alkoholu.

     - Mogłam cię tak nastraszyć, żebyś

tu kojfnął!  Ale i tak niedługo przyjdę 

po ciebie. -  powiedziała dobrotliwie. 

     - Nie mieszkam pod moim stałym

adresem zameldowania na Sasina. -

zaczął wyjaśniać B.  - Mieszkam teraz

na Brudzińskiego, to jest róg Gowina. -

     - Ależ nie bój się, znajdę cię,

kochaniutki!  Wszystkich nas to czka!

...No może mnie tak bardzo nie, bo

Śmierć jest zawsze potrzebna. 

Jestem dobrodziejstwem dla ludzi.

Przypomnij sobie słowa owego

Seneki! ...Nie przytoczę ci po łacińsku,

bo strasznie mnie łeb napierdala. -     

     Podała mu zgrabiałą dłoń i

znikła...B. doszedł jakoś na

przystanek, odczekał pół godziny

i płynął już nocnym autobusem

wśród milczących pasażerów.

"Ktoś musi grabić te liście!"

- pomyślał i przypomniały mu się

słowa pieśni Schuberta. 

Życie jest jak stateczek, który

radośnie płynie po Dunaju ku

skałom i zostanie kiedyś

zniszczone.

    Dlaczego poeta kończąc swój

utwór trzy razy każe powtarzać

słowo: ZNISZCZONE? Podobnie

kompozytor czaruje nas

najpierw pięknem swej ulotnej

i porywającej pieśni, a potem

nagle trzykrotnie grobowym

niemal głosem zostaje powtórzone

to słowo...

    Schubert, bóg muzyki, zmarł

w wieku 31 lat po długiej i

wyniszczającej organizm chorobie.

Ponieważ w wyniku szkodliwej

terapii utracił wszystkie włosy,

musiał nosić perukę. Jego "Podróż

zimowa" jest świadectwem

nieszczęśliwej miłości.  Na Wikipedii

znajdziesz więcej szczegółów ;-)

Wystarczy kliknąć myszką!     

  

 

 

 

 

Cmentarz Północny. Zdjęcie autora.

piątek, 27 kwietnia 2018

 

 

     Białe kociątko przemyka jak duch. Smutna twarzyczka,

której nikt nie pokocha, nikt nie nakarmi, nikt nie przytuli.

Nie wyda z siebie najcichszego jęku. Tuta w kąciku umrze

raczej z żalu. Chcesz je pogłaskać, ale ono już nie ma ciała.

Są tylko oczy patrzące donikąd

i twoja pusta dłoń...

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

zdjęcie nazumi13

Miałem zdjęcie tego kotka-ducha, ale gdzieś

niestety zaginęło. Zresztą całą tą krótką 

opowieść można przecież rozumieć

nie całkiem dosłownie...To zdjęcie drzewa ma

też swój bardziej optymistyczny, kolorowy

odpowiednik...zrobiony w pełni lata, w słońcu.

czwartek, 26 kwietnia 2018

 

      Sławomir zaintonował:                     

            

             "Laseczko z dzikiej plaży

             mój ch...o tobie dziś marzy.             

             Z mą laską ci do twarzy,

             więc może coś się wydarzy!

 

             Bo kiedy rucha się fala,

             wszystko się roz...pierdala.

             I nawet taka mewa

             fantastycznie się miewa. 

 

             Więc tańczmy aż do świtu,

             tylko nie wstawiaj mi kitu,

             że mama ci nie pozwala,

             bo komu ona dziś zwala?

 

             Mewy krzyczą na wydmach 

             - wydymam ciebie na rydwan!"

            

     - Sławek nie wyj tak! - powiedziała

Bożenka. -                          

     - W sensie? -

     - Tu są sami kulturalni ludzie. - 

     - Chciałem ci wyznać uczucie...No,

ale dobra. Wypiję i idę. Muszę jeszcze

wpaść do siory i do mojej świni.

A maciora prosiła mnie, żebym jej

wytrzepał dywan. -

     - No widzisz, to przy okazji i sobie

wytrzepiesz! -


środa, 25 kwietnia 2018

    

    Mój dzisiejszy wykład poświęcony miał

być kultom misteryjnym w starożytnej

Grecji - misteriom orfickim, eleuzyjskim

i dionizyjskim. Studenci byli dość

zainteresowani tym tematem - przynajmniej

niektórzy. Ja zaś ze względu na poważny

przebieg choroby nie bez pewnego smutku

myślałem o nadziejach, jakie misteria

wzbudzały. Myśl o śmierci własnej lub

o utracie bliskich sprawiała, że życie

ludzi napełniały troska i obawa, a misteria

ukazywały błogostan, który czeka

wtajemniczonych po śmierci. Istnieje

nawet interpretacja, że złote orfickie

tabliczki wkładane do grobów, to swoiste

paszporty do świata pośmiertnej

szczęśliwości.

    Oczywiście wiele różnych

trudności wiąże się z naszą wiedzą na

ten temat, z czego w sposób niezwykle

inteligentny i chwilami też piękny zdaje

sprawę Walter Burkert w znakomitej

książce "Starożytne kulty misteryjne."

Jednym z powodów tych trudności jest

patrzenie na historię religii z perspektywy

chrześcijańskiej i doszukiwanie się na

siłę pewnych analogii.

     W książce, o której wspominam

wzruszały mnie bardzo przeżycia ludzi

odnoszące się do relacji z bóstwami,

relacji, które odzwierciedlały ich własne

doświadczenie życiowe. To np. że

zabaweczki rozszarpanego

przez Tytanów Dionizosa, przedmioty

uczestniczące w misteriach, jego 

piłeczkę i kostki do gry, przechowywano

z wielką czułością i po to, aby umocnić

się w wierze. A kiedy Demeter przeżywała

żałobę z powodu utraty swej córeczki

Persefony mystai pościli i lamentowali. 

...Podczas wykładów nie opowiadam

jednak o tych swoich bardziej osobistych

("prywatnych") wrażeniach.

     Przy ostrym przeziębieniu trudno jest

przygotowywać wykład. A jednak zrobiłem

to...Ale w wyniku jakiejś pomyłki ze

strony Dziekanatu nie przyszedł żaden

student. W zeszłym tygodniu miałem

wyjątkowo wykład o dwie godziny wcześniej,

bo koleżanka była chora - poproszono mnie

o to dosłownie w ostatniej chwili. Dzisiaj

czekali na mnie podobno dwie godziny

wcześniej ;-) Życie bywa absurdalne, łącznie

z tym, że mogę być obwiniany o to, że zajęć

nie było ;-)  Byłaby to zapewne tzw.

niezawiniona wina, jak w tragedii greckiej.

      Ale po majówce wykład, o ile jeszcze

będę na tym świecie, zostanie wygłoszony :-)

Sam nie wiem, czy moja psyche poddałaby

się wtajemniczeniu. Może nawet i tak, ale

chętnie odpowiedziałbym słowami tego

wybitnego uczonego, wypowiedzianymi

oczywiście przy innej okazji: "Trzeba tu

jednak zachować ostrożność i poczynić

kilka zastrzeżeń." Podobno duchy też

tańczyły w misteryjnym tańcu...

     Polecam przy okazji książeczkę

Gravesa "Mity starożytnej Grecji", w której

o znanych mitach opowiada dla odmiany

z cudownym, angielskim poczuciem humoru.

Faktem jest, że Zeus trzysta lat musiał

czekać aż Hera zostanie jego żoną, ale

któregoś dnia zamienił się "w kukułkę,

którą pochwyciła burza, i zastukał w jej okno.

Hera nie poznając go, wpuściła ową kukułkę,

pogłaskała jej modre skrzydełka i wyszeptała

"Kocham cię, biedny ptaszku!" Dzeus tylko

na to czekał i natychmiast wrócił do własnej

postaci, mówiąc: "Teraz nie ma rady, musisz

wyjść za mnie!"

       Na zakończenie refleksja mało raczej

optymistyczna - dziesiątego skończyła się

moja pensja i miałem kłopot z pożyczeniem

jakiejś drobnej kwoty na leki. Jak już

wspominałem pensja ta należy do

najniższych z możliwych, a dodatkowo

co roku podwyższają mi o 25% czynsz.

W ten sposób, w warunkach dzikiego 

neoliberalizmu, każdego można złamać...

Ale przede wszystkim jest to przejaw braku

szacunku dla kultury, którą wykonując

"posługę dydaktyczną" (jak to żartobliwie

określił mój znajomy profesor)

reprezentuję.

 

wtorek, 24 kwietnia 2018

    

     Na Luniemigotliwej nie może zabraknąć

poruszającej poezji. Wybrałem więc dzisiaj

kilka epigramatów w przekładzie Kubiaka.

Tytuły pochodzą od niego, bo oryginalne

teksty ich nie miały. (Są czymś w rodzaju

komentarza tłumacza). Tematem tych

utworów jest kruchość życia.


 

________________________

OSTATNIA PROŚBA

 

Zapłacz po mnie tak cicho, z serca.

I powiedz dobre słowo.

Pamiętaj o mnie i wtedy, gdy już

nie będzie mnie tu.

_________________________

      Epigramaty były początkowo

napisami na nagrobkach. Ale ten

ma być zapisany w sercu kogoś

bliskiego, do którego poeta o

imieniu Filetas się zwraca. A ja

z taką samą prośbą zwracam się

do Ciebie...

 

__________________________

ŁZY DZIECIĘCE

 

Dla pasikonika, słowika pól, i dla świerszcza,

Tego z dąbrowy, Miro wspólny usypała grób,

 

Płacząc dziecięcymi łzami, że te dwie jej zabawki

Ulubione Hades nieubłagany wziął.

____________________________

  To wiersz poetki Anyte, żyjącej na początku

III wieku. "Anyte" - pisze Kubiak - "nasyciła

poezję odczuciem krajobrazów leśnych i polnych;

stworzyła też gatunek drobny, ale gorliwie potem

uprawiany: epitafia dla zwierząt."  Jeszcze za

życia poetce wystawiono posąg i nazwano ją

"kobiecym Homerem."  Ale ten wiersz ukazuje

kruchość życia, bo jak się domyślamy, dziewczynkę

też niedługo zabierze do siebie nieubłagany Hades.

I stąd zapewne ta czułość...

____________________________

 

EPITAFIUM MIZANTROPA

 

Nie pozdrawiaj mnie łotrze, gdy tędy idziesz.

Co rychlej przejdź!

Ja się czuję najzdrowszy, gdy ciebie nie ma tu.

____________________________

Celny chyba ten żarcik Kallimacha...

_____________________________

 

POŻEGNANIE ERATO Z OJCEM

 

Przytuliła się jeszcze do ojca i rzekła ostatnie słowa

Erato, a  cała jej twarz była mokra od łez.

 

"Ojcze, już nie jestem twoja, już zakrywa

Oczy umarłej ciemna śmierć."

______________________________

     To Anyte...A i ja miałbym ochotę

cicho zapłakać.

______________________________

   

   Filozofia grecka właściwie odrzuca

ten rodzaj poetyckiej wrażliwości

i usiłuje zastąpić go dystansem

wobec życia i tego "co głupców

cieszy, a co smuci." (Bowiem

cierpienie i śmierć to rzeczy

całkiem naturalne). Dlatego zawsze

uważałem, że filozofia powinna mieć

swe dopełnienie w poezji, a poezja

wgląd w mądrość filozofii. Abstrakcja

bywa bezduszna, a przeżycia bez

odrobiny mądrości przynoszą tylko

ból.

    Niedługo już pewnie spotkam się

z Anyte i z moją ukochaną Córeczką.  

Życie mija tak szybko...

 

 

 

 

zdjęcie nazumi13

 

 

 

 

 

niedziela, 22 kwietnia 2018

 

                                          *  *   *

 

       Już nie martwi się, już się nie błąka,

    miłość - jagniątko skąpane w mleku.

    Śmierć jej pomocną podała dłoń

    i w otchłań powiodła głęboką...

 

  (nazumi13)

 

 

 

  Tylko wiatr wieje przez szczeliny

  przypominając mi o morzu.  

  Jeśli wyrzuca na brzeg perły,

  wyrzuci i mej kruszynki ciało...  

 

  (nazumi13)

   

   

    "Człowiek jest zły,

    a Boga tam na górze nie ma.

    Jest tylko nicość.

    Trzeba to dobrze zrozumieć.

    To człowiek zabija!"

    Oto słowa Marka Edelmana,

    który przeżył piekło na Ziemi

    i nie poddał się...

 

  (nazumi13)  

 

 

  ___________________

    To garść epigramatów, ale

chętniej nazwałbym je szczątkami

dawnych wierszy...które jakoś

się odnalazły. Ko wie, może ktoś

je nawet przeczyta?

   

    To trochę zabawne, ale ktoś 

niedawno podkradł mi stąd tytuł

"Niby-Haiku"i opublikował pod nim

swe utwory w formie książkowej ;-)

 

        

 

sobota, 21 kwietnia 2018

   Dzisiaj ścięło mnie z nóg

przeziębienie. Ale niestety

musiałem wyjść na pół dnia

i wróciłem dość późno.

W drodze powrotnej

przygotowałem wpis, ale

odłożę go na później ze

względu na bolesność i

ciężkość poruszanego

tematu - komentarza do

słów Marka Edelmana. 

     Teraz kilka słów o

badaniach astronomicznych.

Naukowcy obserwują obiekty,

które nie istnieją od miliardów

lat. Ale to tak, jakby ktoś

obserwował z Jowisza mrówki

i formułował na ten temat

barwne teorie. Wszechświat

coraz szybciej się rozszerza,

mówi profesor astronomii,

ale zaraz dodaje, że być może

wcale tak nie jest. Jest to

dość prawdopodobne, że nie

jest. Wciąż jesteśmy w sferze

nie tylko teorii, ale i mitu. Nie

przeszkadza to ludziom myśleć,

że są najważniejszymi istotami

w kosmosie - szczególnie wtedy,

kiedy zajmują się polityką lub

gromadzą absurdalne kwoty

jak Krezus czy Kulczyk...





   Obiecałem sobie tego lata,

jeśli nadejdzie, zrobić swój

własny festiwal oper

barokowych. Brakuje mi

tylko pięknej scenerii i

słuchaczy, poza oczywiście

Mistuko, która wszystkim się

zachwyca.

_____________________

      A oto plan festiwalu:

Na początku lipca 

     Monteverdi L'Orfeo

                Lully Armide

Purcell Dido and Aeneas

Charpentier La Descente

d' Orphee aux Enfers

 

    W jakiś tydzień później ;-)

             Purcell Fairy Queen

             Purcell Indian Queen 

             Handel Acis and Galatea

    Z początkiem sierpnia:

             Vivaldi, L' Olimpiade

             Handel, Orlando

             Rameau, Zoroaster 

    ____________________________    

       Wybrałem przeważnie krótkie

i tzw. opery-maski, bo lubię 

muzykę instrumentalną i taniec,

a przeciętna opera barokowa 

jest dla mnie zbyt długa ;-) 

Chętnie bym dorzucił parę innych,

ale myślę, że to całkiem niezły

program. Szczególnie, że mogę

czasem przebierać w różnych

wykonaniach, albo zacząć operę

w jednym...a skończyć w innym.

      ...Purcell jest cudowny

(brakuje tylko Króla Artura, Burzy

i Dioclesiana, którego muzyka

instrumentalna mnie zachwyca).

Lully trochę mniej, ale te dwie

rzeczy Haendla też bardzo lubię

(mógł być też Giulio Cesare).

Orfeusz Monteverdiego to

właściwie nie opera, tylko dramat

muzyczny - cudo absolutne, w

przeciwieństwie do jego

późniejszych oper, też chwilami

pięknych...Rameau...Trudny wybór! 

Mógł być Hypolite et Aricie.  Medea

Charpentiera jest jego najlepszym

utworem, ale...krótka nie jest ;-) 

Vivaldiego mogłaby być dowolna

opera, bo wszystkie są takie same ;-) 

     Pewna przemiła Pani Muzykolog

zawsze mnie pyta, czy będę na

Festiwalu Oper Barokowych, a ja

odpowiadam, że...ależ tak!  Ale...

różnie to bywa.  Sceneria, owszem

piękna, ale wykonania czasem dość

przeciętne - no i nie można sobie

zrobić przerwy w dowolny miejscu ;-)

Poza tym nikt nie wykona dwukrotnie

tej samej arii. 

      Dzisiaj rozbawił mnie przyjaciel,

który tak skomentował fakt, że

ludzie ściągają z internetu za opłatą

muzyczne piki, zamiast mieć je

na własność na płycie. "Dają się

dymać i jeszcze trzymają się

parapetu!" To szczególnie smutne,

bo dotyczy przede wszystkim ludzi

młodych, którym to wmówiono.

Sprawdzałem - nowa płyta kosztuje

kilkanaście funtów, a można sobie

pościągać pliki za tyle samo!

 

    Zgodnie z sugestią Pharlapa

dodaję jeszcze:

    Glucka Orfeo ed Euridice

    (na początku września)

 


    



 

 


czwartek, 19 kwietnia 2018

 

     "Dzieciom wszystko wydaje się

ogromne - podwórze, ogród, dom,

sprzęty, ludzie i zwierzęta. Ludziom

dorosłym wielkimi wydają się

sprawy tego świata, i to - ośmielę się

powiedzieć - dla tej samej przyczyny:

bo są mali."

     (La Bruyere, Charaktery)

   Niby się z tym zgadzam.

Istnieją mali ludzie, którzy tak

właśnie widzą świat. Ale sprawy tego

świata okrywa często jakaś tajemnicą,

która sprawia, że myślimy o całości

istnienia, a nie tylko o nich samych. 

  Jednak w odniesieniu do polityki,

czy prywatnego życia znanych ludzi,

które ukazują tzw. media, jest to

prawdą. Wydaje nam się,że są to rzeczy

jeśli nie wielkie,to przynajmniej

ważne. Na Facebooku prawie wszyscy

moi znajomi piszą o polityce...i

często o niczym więcej.Jakby w ten

sposób uzyskiwali pewną tożsamość.

A nasze konflikty polityczne

przesłaniają nawet fakt, że na świecie

ponad 800 milionom dzieci zagraża

śmierć głodowa,a prawdopodobieństwo

wybuchu wojny zdecydowanie wzrasta.

Jesteśmy jak chłop, który widzi

tylko własne pole, ale nie widzi pola

sąsiada...Oczywiście, że pewne rzeczy

mogą nas niepokoić - np. sympatia

rządzących i sporej części

duchowieństwa dla ludzi o poglądach

zbliżonych do faszyzmu, albo fakt,

że Polska staje się państwem policyjnym

i wyznaniowym, a wyzysk biednych ludzi

wcale nie maleje, że nie ceni się

zdrowia i nie otacza dostateczną opieką

ludzi starych i chorych, a wszelkie 

społeczne relacje sprowadza do ekonomii

i zysku. Ale patrząc na to, co się

wydarza, trzeba mieć poczucie właściwych

proporcji. Życie jest krótkie i nie

wyczerpuje się w tego rodzaju emocjach.

   Jeśli masz współczujące serce staraj

się nie powiększać niezawinionego 

cierpienia, a jeśli możesz komuś pomóc,

to staraj się to czynić.

   Dzisiaj największą sprawą tego świata

był dla mnie los pewnego pająka, którego

omal nie zabiłem przy sprzątaniu.Okazało

się, że pająk ów drzemał na drewnianej

kuchennej półce, którą nagle jakiś olbrzym

zaczął wypłukiwać wodą. Po zakończeniu 

tej czynności pająk przechadzał się przez

chwilę, jakby szukał dla siebie miejsca,

a następnie skulił się w górnym rogu

półki, schował odnóża i wyglądał jak 

człowiek, który ze strachu chowa głowę

w dłoniach. Kiedy olbrzym zobaczył, że

stwór ów zamarł z przerażenia, ogarnęło

go wielkie współczucie...

   Tak więc i małe sprawy urastają

czasami do wielkich.    

 

 

środa, 18 kwietnia 2018

 

               Smętny biały cyprysie

               który jak upiór stoisz 

               spopielony piorunem

               na rozstajnych zaświatu drogach          

               gdyby ma dusza senne widziadło

               napiła się wody z Lete zapomnienia

               ku któremu zwodzisz

               to na zawsze utraciłaby pamięć

               i zapadłaby we wszechogarniający mrok

               dlatego wolę zaczerpnąć wody

               ze źródła Mnemosyne

               i choć będę pamiętał

               nie tylko cuda miłości

               ale i czuł ciernie zadzierzgnięte w sercu

               i nie pocieszą mnie już nawet Muzy

               będę przynajmniej ludzką istotą

               ból to wszakże rzecz ludzka

               że o złym się zapomina nie wierzę

               ale nawet pies skowyczący na wietrze

               na łańcuchu i głodzony przez swego pana

               więcej ma z życia niż cień bez pamięci

               dlatego pójdę drogą ku łąkom

               boskiej Persefony

               a ta przyjmie mnie na swe łono

               tylko niech mi kto pożyczy obola

               bowiem obolały długo się krzątać nie mogę

               w poszukiwaniu darmowego zejścia

               ja dziecko gwieździstego Uranosa i Gai                

               

              

wtorek, 17 kwietnia 2018

     

      Zacząłem od Bacha.  Początkowo

była to muzyka instrumentalna, którą

lubię z późnego już, jesiennego

okresu twórczości lipskiego kantora,

abstrakcyjna nieco i metafizyczna,

ale bardzo piękna. Ale dodałem też do

programu dwie kantaty. Była w tym

pewna przewrotność, bowiem pierwsza

kantata mówi o rozkoszach picia kawy,

a druga o śmierci na wiosnę. 

      Kantata "Liebster Gott, wenn werd

ich sterben" jest właściwie radosna.

Znam ją od bardzo dawna i uwielbiam

jej nagranie, którego dokonał niegdyś

Joshua Rifkin. Ale dzisiaj sięgnąłem

po również bardzo udane nagranie

japońskiego mistrza Suzukiego.

     Jest upojna wiosna, śpiewają ptaki,

cała przyroda budzi się do życia...Ale

w miejscu, gdzie jest świeżo wykopany

grób. Początkowy chór, w którym

flety imitują głosy ptaków aż kipi

radością, w którą wślizguje się jednak

tym większa melancholia. Bach był

absolutnym mistrzem w tworzeniu

takich muzycznych obrazów. Gdyby

zaczął ze smutkiem, nie poruszyłby

nas tak bardzo.

     Tekst kantaty, w pewnych

miejscach nieco grafomański,

opowiada o gotowości Chrześcijanina,

żeby za chwilę umrzeć i spotkać się

z ukochanym Jezusem. Jeśli wybiła

moja godzina z radością wskakuję do

grobu - mówi poeta. I jest w tym

entuzjazm większy nawet od tego, jaki

wywołuje wypicie przez nieposłuszną

córkę filiżanki najlepszej kawy.

     Cudowne jest to, w jaki sposób

Bach ożywia takie martwe, a

chwilami nawet groteskowe teksty

i nadaje im głęboki sens.

     Wiosna niesie nadzieję. Ale

nie dla każdego. Dlatego depresja

wiosenna przeżywana jest wyjątkowo

ciężko i prowadzi do wielu samobójstw.

    Ktoś mi kiedyś opowiadał jak

poruszył go jakiś przyrodniczy film z

życia ptaków. Prawdziwa sielanka.

Rodzice instynktownie troszczą

się o maleństwa, ale muszą

zapewnić im pokarm...I wtedy

właśnie wślizguje się wąż. Tak

samo niepostrzeżenie, jak

melancholia w kantatę Bacha.

W chwilach radości i entuzjazmu,

cierpienie podpełza czasem pod

gardło.

      Moi mistrzowie beztroski Laozi

i Zhuangzi uczynili wiele, aby

wyeliminować poczucie tragizmu

życia, ale słusznie zauważono,

że nie da się tego zrobić. Nawet,

jeśli przemiany, jakie zachodzą

w świecie i w życiu są naturalne,

jak następstwo nocy i dni, albo

pór roku, indywidualna tragedia

nie roztapia się w powszechnej

euforii.

..............................              

Wiosna była też w oblężonym

Leningradzie, w którym wcześniej

ludzie ciągnęli zamarznięte ciała na

sankach, albo zjadali z głodu

swych najbliższych (kilka tysięcy

osądzonych później przypadków

kanibalizmu), o ile bomby nie

rozerwały ich przedtem na strzępy,

a ogień nie spalił...Te ponure

obrazy z dokumentalnego filmu,

który oglądałem jako dziecko

śnią mi się czasami w nocy i

zjawiają jak upiory. Czy o takiej

wiośnie mówimy chcąc poczuć

się ciepło?

     Tak więc i na wiosnę warto

czasem ze współczuciem pomyśleć

o ludziach znajdujących się w

opresji...Nie musi nam to odbierać

pogody ducha, jak to Bach pięknie

w swej muzycznej poezji wyraził.

 

 

    

 

 

 

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

 

 

       Nie wiem, jak długo tu zostanę. 

W przeszłości pisałem czasami

o zamknięciu bloga, co niezmiernie

irytowało niektóre osoby. To tak,

jakby ktoś miał popełnić

samobójstwo, ale go nie popełniał.

Niech nie gada, a robi!...


    Muszę przyznać, że nie widzę

w takim zniecierpliwieniu

szczególnej życzliwości. Po

pierwsze - wiadomo od pewnego

już czasu, że jestem poważnie

chory i mam ogromne trudności

życiowe, po drugie, chociaż Luna

należy do najbardziej poczytnych

blogów, mam czasami wrażenie,

że należy też do najbardziej

niedocenianych. 

    P r a w i e  nikt (piszę to

specjalnie dla Piotraratyńskiego ;-)

jej nie komentuje. Nigdy nie była

wśród blogów tygodnia polecanych

przez Blox.  Żaden z tekstów nie

został opublikowany w formie

książkowej. Jest to zważywszy

wartość przynajmniej części z

nich, bardzo smutne. Choć

zabawne jest to, kiedy ktoś na

Facebooku mówi mi, że mógłbym

zacząć coś pisać, bo mam talent

;-) (Muszę tu jednak wspomnieć o

co najmniej dwóch osobach,

które wyraziły zainteresowanie

ich publikacją). A szczególnie

swoista zmowa milczenia ze

strony moich znajomych.  Nie

znaczy to, że nie zauważam

życzliwych komentarzy i osób,

i że ich nie cenię. Przeciwnie,

jestem z ich obecności bardzo

zadowolony, sprawia mi

ona sporą satysfakcję i jak się

kiedyś mówiło, jest ona dla mnie

swego rodzaju zaszczytem.

Poza tym ja te osoby po prostu

lubię. Prawdę mówiąc, to dla 

nich przede wszystkim piszę.

(Choć wiem, że wśród pozostałych

czytelników Luny są też osoby

życzliwe, które jednak po prostu

nie mają zwyczaju komentowania

tekstów). Ale żadna z tych osób,

z wyjątkiem może jednej, nie

komentowała mojego bloga

wcześniej.

     O przyczynach, dla

których wciąż działa to

swoiste wykluczenie ze strony

dawnych znajomych dwa razy już

tu pisałem i nie chciałbym do tego

wracać. Paradoksalnie, kiedy 

wydaje się, że jego powody

znikły, sytuacja się nie zmieniła. 

Przypisałbym to tzw.

konserwatyzmowi emocji.

Ktoś, kto poczuł w jakimś

momencie coś negatywnego

(słusznie, czy nie) nie zmienia

swego nastawienia nawet pod

wpływem faktów, które

powinien zauważyć.

     Jest wiosna. Kiedyś czekałem

na nią z nadzieją i utęsknieniem.

Jeśli będę musiał stąd odejść,

chciałbym, żeby pozostało

po mnie dobre wspomnienie. Te

słowa odnoszę szczególnie do

Osoby, która kiedyś namówiła

mnie do pisania tego bloga

i która, jak jestem przekonany,

choć nieobecna fizycznie,

wciąż go czyta.

 

 

....................................................

Wiosenne Pozdrowienia od

mojej Koteczki Mitsuko :-)

niedziela, 15 kwietnia 2018

  Nie wiem, jak zacząć...

  

          Nasłuchałem się tej piosenki ze Zmarłą. Ale nie dlatego,

że ją bardzo lubiła. Słuchała jej jej niewidoma matka. Taki los...

Zawsze miałem zastrzeżenia do słów "człowieczy los", choć 

oczywiście w Biblii są "Synowie człowieczy."  Nie jest to może

poezja najwyższego lotu, ale w pewnych okolicznościach nie

może nie wzruszać...A Anna German śpiewa pięknie i oczywiście

trudno przy tym nie myśleć o Jej losie.

       Kiedy Zosia po nieudanej operacji stała się niepełnosprawna,

jej partner powiedział, że nic już do niej nie czuje, bo przestała

być osobą, która kochał.  Odwiedzałem ją wtedy często, ale

słuchaliśmy zupełnie innej muzyki. Przynosiłem ją nagraną na

kasetach (wtedy jeszcze były w użyciu). Jeździliśmy razem

do Łazienek, kiedy była już "na wózku", oglądaliśmy kwiaty

i drzewa, które czasami obejmowała wierząc w ich dobrą 

energię. Uwielbiała też zielniki z kwiatami i śpiew ptaków. 

Potem zawiozłem ją na spotkanie z Dalajlamą i sprowadziłem

studenta - bioenergoterapeutę.  Ale Dalajlama wpędził ją tylko

w rozpacz swym żartem, że kiedy swędzi go kark, to idzie do

lekarza po maść, a nie modli się o cudowne uzdrowienie.    

A bioenergoterapeuta zirytował ją swym "wiejskim" zwyczajem

przynoszenia ze sobą na wizytę kapci. 

       Wiadomo było, że Zosia niedługo umrze. Zmarła

pielgrzymując do Lichenia, gdzie swoim zwyczajem

wypiła kilka piw. Potem przez pół roku leżała

nieprzytomna w szpitalu i choć wydawało nam się,

że ruszyła powieką, nie odzyskała przytomności. 

      Któregoś dnia przed wieczorem narysowałem

- nie wiem dlaczego - w swym notesie śmierć w

postaci jakiegoś posępnego ptaka. W kilka godzin

później zadzwonił telefon...Jej siostra płakała

i powiedziała, że Zosia przewróciła się i straciła

przytomność.

     Długo potem szukaliśmy czarnego

marmuru, bo siostra chciała, żeby pięknie

odbijały się na nim, obok złotych liter, słoneczne

promienie.  A że była fotografem, zrobiła mi na 

cmentarzu sporo zdjęć.

      Mimo rozpaczy nie opuszczało jej poczucie

humoru. W przyciasnym czarnym płaszczyku

miałem siedzieć na krawędzi grobu z bukiecikiem

białych konwalii w dłoniach i w czarnych okularach

przeciwsłonecznych na twarzy. Kołnierz płaszcza

został postawiony,  a moje niezwykle bujne loki 

dodatkowo rozczochrane...Wyznaję, że nie byłem

przygotowany na tak wyrafinowany estetyzm

i uroniłem przy okazji łzę, co jeszcze pogłębiło

pożądany przez nią efekt komiczny (twarz moja

była kredowo blada).

     Wrześniowy, wietrzny dzień kończył się, a my

szliśmy w milczeniu przez cmentarne, piaszczyste

pustkowie, nie wiedząc dokąd idziemy i co nas

jeszcze w życiu czeka...

 

 

  

 

 

02:25, nazumi13
Link Komentarze (4) »
sobota, 14 kwietnia 2018

 

 - W piątek trzynastego czarny kot

trzykrotnie przebiegł mi drogę. -

powiedziała Mysz polna.

 - Trzynastego, w piątek, widziałem

trzy białe myszki, ale żadnej nie

udało mi się upolować. - żalił się kot.

 - W ubraniu denata znaleźliśmy 

wypełniony, ale nie wysłany kupon

lotto z numerami, na które padły

24 miliony. Trzynastego, w piątek,

denat sprawdził, jaka padła wygrana

i padł martwy.- streścił sprawę

st. aspirant Anioł. - Konkubina denata

powiadomiła policję i wyskoczyła

z czwartego piętra. - 

  - Dziś w nocy wielki czarny kot

przebiegł mi drogę. Pomyślałam, że

oznacza to pecha. Jadzia była moją

przyjaciółką. Razem z mężem Longinem

grali w lotto, w małego i kaskadę.

Już więcej nie zagrają! - zeznała pani

Iwona Lotek. 

   - Proszę schować chusteczkę! -

zganił ją st.aspirant Anioł - I co

pani zrobiła, kiedy się o tym

dowiedziała? -

   - Wypisałam te same szczęśliwe 

numerki, ale nie padły!  Czy to nie

jest pech? -

   - A dlaczego to pani zrobiła? -

   - Ukazała mi się Bozia,

uśmiechnęła się i powiedziała: 

"Wypełń Kaziu te numerki, a

spotka cię wielka nagroda! -

oznajmiła pani Kazimiera.

   - A tymczasem ch...! - 

rozpogodził się policjant.

   - Ano, raz, że to był

piątek, trzynastego i ciągnienia

nie ma. A dwa, że przed samą

kolekturą czarny kot przebiegł

mi drogę...Ale dzięki

wstawiennictwu zrozumiałam,

że nie to w życiu jest ważne.

Nie chciwość i żądza materialna.

Zaraz pobiegłam do kościoła

i dałam na tacę na mercedesa

dla księdza. No i teraz na

bułkę nie mam! -

   - Od jak dawna jest pani

wdową? - zainteresował się

funkcjonariusz.

   - A...że wdowi grosz 

oddałam? Ewaryst żyje. 

Ale ostatnio protezę wymienił

i stał się jakoś małomówny,

i na działkę ze mną nie chodzi.

Najważniejsza w życiu jest

nadzieja!  Ale losowi trzeba

pomagać. Żeby grać, trzeba

wygrać!  W sobotę kolejne

ciągnienie. Ja to nazywam

- podatek od marzeń...

Inna rzecz, że jak ktoś ma

pecha...

    - A może małżonek

z panią nie chodzi, bo wie,

że tam są zakopane zwłoki? 

I jeszcze jedno...Pani jest 

Kazimiera, czy Iwona? -

   - Na imię mam Kazimiera,

ale wszyscy na mnie mówią

Iwona. -  

   - Oczywiście sprawdzimy,

czy pani nie mataczy! A co

robiła pani w feralny piątek? -

   - Robiłam pranie. Synowa

może potwierdzić! -

   - I tak przez cały dzień

pani prała? - 

   - Nie przez cały. Wyszłam    

do kolektury... -

   - Kto to może poświadczyć?-

   - Kot...Taki czarny. Bysio! - 

   - A kioskarka? - 

   - No...to właśnie była Jadzia! -

   - Nie podoba mi się ta sprawa -

powiedział Anioł. - Wczoraj rano

w pobliżu kiosku znaleźliśmy

zwłoki czarnego kota. Ktoś go

rozjechał na chodniku...A może to

było tak? Zauważyła pani, że pan

Longin biegnie gdzieś uszczęśliwiony

z kuponem lotto w ręku. Zabiła go

pani, a następnie wypchnęła  

Jadwigę Z. przez okno. -

    - Boże Święty! A jaki miałabym

motyw? -

    - Dwadzieścia cztery miliony 

piechotą nie chodzą! Prawdopodobnie

denat miał dwa kupony z tymi 

samymi numerkami. Jeden trzymał

w dłoni, a drugi w kieszeni spodni.

Śledziła go pani od bloku!  Ale

popełniła pani błąd... -

   - Jaki? - spytała pani

Kazimiera. - Ja się nigdy nie

mylę. - 

   - Ale nie w piątek,

trzynastego...Widząc 

rozpromienioną twarz denata

i kupon lotto, który ściska

w ręku, a biegnąc przystaje

i odczytuje jeszcze raz

numerki, przypomniała sobie

pani, że w torebce ma młotek. 

Na ulicy było pusto. Mogła

być piąta rano. Pozdrowiła

pani denata, ale ten udawał,

że nie wie nic o swej wygranej.

Puściły pani nerwy i...Może,

gdyby to był inny dzień... -

    Tak czy inaczej metafizyka

piątku, trzynastego dnia miesiąca

czeka jeszcze na swe wyjaśnienie.

Profesor Żidek z Bańskiej

Bystrzycy wiąże ją z pogańskim

kultem Wratysława. Jednak 

dr Mirror z uniwersytetu w Toronto

wyraźnie temu zaprzecza.  

          

 

piątek, 13 kwietnia 2018

 

        Wchodząc w mrok zauważył

za sobą malutki punkcik, nie

większy od świetlika.  To było

całej jego życie.

     Była wiosna. Przysiadł na

ławeczce w parku późnym

popołudniem. Słońce raziło go,

podobnie jak hałaśliwe rozmowy,

a na drzewie tuż za nim usadowił

się kruk, kracząc ochrypłym głosem,

gdy nagle na  ścieżce ukazała się

ubrana na biało dziewczynka.

Płynęła na hulajnodze, na której

stała oboma nóżkami, zwrócona 

twarzą do niego. Było to tak

cudowne i nieprawdopodobne,

że nie mógł w to uwierzyć, jakby

było objawieniem, albo marzeniem

sennym. 

      W chwilę później na ścieżce

pojawiły się dwie małe, ale pulchne

staruszki i drobnymi kroczkami

znikły w zachodzącym słońcu, nie

wypowiadając ani słowa...Ta chwila

musiała trwać dość długo, może nawet

całe życie, bo nadszedł wieczór, a potem

noc. I na niebie jak świetlik pojawiła się

pierwsza gwiazda...

     

 

    

czwartek, 12 kwietnia 2018

 

     Po upadku Adam przeglądał czasami

drobiazgi, jakie zabrał ze sobą z ogrodu.

Była wśród nich grzechotka, którą

bawiła się Ewa, hamak, łuski węża

i ogryzek pewnego owocu, nazywanego

rajskim jabłkiem. Adam przechowywał

je jak cenne relikwie, ale zajęty ciężką

pracą niewiele miał czasu, żeby do nich

zaglądać.

      - Po co ci ten szmelc? - pytała

Pierwsza Rodzicielka - Ja bym to na

twoim miejscu wyrzuciła! Nie można

żyć przeszłością. Zresztą po co zagracać

mieszkanie? -

      - To wszystko przez ciebie! - 

obruszał się Adam. - Jesteś jak ta

Pandora!  Mogliśmy byczyć się w

tym ogrodzie przez całą wieczność. -

      - Nigdy nie słyszałam o żadnej

Dorze...To musi być jakaś mityczna

postać!  Wierzysz w to, że naprawdę

istniała? A dzięki mnie i wężowi

przynajmniej poznaliśmy wiele

wiadomości. -

      - Dowiedzieliśmy się, że życie

jest udręką i że niedługo umrzemy.

- nachmurzył się Pierwszy Człowiek -

Mieliśmy łuski na oczach! Ale, gdyby

nie twoja lekkomyślność, kobieto,

bylibyśmy nieśmiertelni! -

     Ponieważ podniósł nieco głos,

wół i osiołek, które drzemały za

przepierzeniem zbudziły się. 

     - Myślisz, że najwyższy nic nie

wiedział o wężu? A ja myślę, że to

on wszystko ukartował. - rzekła

Ewa.

     - Nie mów tak, bo nas jeszcze

skaże na piekło. On nie ma zahamowań!

To autokrata! - mówiąc to Pierwszy

Człowiek poczuł wielki lęk, skulił się

i zaczął skamleć jak piesek, a potem

położył się na ziemi łapkami do góry

ze skruszoną miną, żeby Jahwe mógł

zobaczyć, że żałuje tego, co powiedział.

Ale Ewa machnęła ręką. 

     - Czy można upaść jeszcze niżej?  

I tak jesteśmy pod mostem. -

    

    

    

środa, 11 kwietnia 2018

 

Kosmiczny pająk

połknął już wszystkie mgławice

i gwiazdy, ale wciąż był bardzo

głodny. Odgryzł więc swój odwłok

i chciał go pożreć, wszelako wypluł

go po chwili, bo był zbyt pikantny

i w ten sposób powstała Ziemia, a

na niej po jakimś czasie pojawili

się ludzie, szczury i mrówki...

     Pająk jednak wciąż pozostawał

głodny i dlatego zarzucił na

Ziemię sieć mgieł, łowiąc w ten

sposób ludzi i zwierzęta. A chociaż

na niebie nie było słońca Boski

Pająk świecił, bo jeszcze nie

wypalił się w nim gwiezdny żar.

Ludzie żyli jednak w lęku i w

półmroku, i dopiero po upływie

tysiącleci wyewoluował pierwszy

Kapłan kultu BOSKIEGO PAJĄKA.

     Ubłagał on u władcy świata

następujący kompromis: Kapłan

będzie mu składał co dzień w

ofierze ludzi, a w zamian za to

Pająk zdejmie z Ziemi sieć i

wypluje słońce i księżyc.  Jednak

ponieważ taki pokarm nie będzie

dla niego wystarczający, złoży

się altruistycznie w ofierze

i pożre samego siebie. Przez

wiele miesięcy, a może i lat

nie będzie go, ale potem znowu

wyłoni się z otchłani nieba

i tak już będzie zawsze w

każdym kolejnym cyklu.

Kiedy Kosmiczny Pająk znika

kapłani intonują posępne

pieśni. Ale w dzień ponownego

ponownego objawienia się

pająka kapłani mają obowiązek

napełnić świat radością, wierni

dmą w trąby i uderzają w kotły,

a dzieciom wręcza się ciasteczka

w kształcie małych pajączków.

    Następnie kapłani, dorośli i

dzieci śpiewają, rozsnuwając

tkaną przez cały rok przez

kobiety pajęczą sieć:

    

     "O Światożerco Pięknooki,

      Przyjdź, a ustąpią wszystkie mroki.

      Bo dusza się raduje,

      Gdy sieć pajęczą czuje!"

 

    Nadchodzi wiosna. Kosmiczny

Pająk czuje się adorowany i

przebłagany i można liczyć na to,

że nie będzie już pożerał ludzi,

poza wyznaczoną w tym celu przez

kapłanów garstką

najszlachetniejszych obywateli

i największych grzeszników.

     Aby wprowadzić się w trans

kapłan intonuje następującą pieśń:

 

     "Jąkamy się dla Pająka,

       jęcząc w pajęczynie.

       Już dusza się nie błąka,

       choć życie szybko minie!"

 

       Po śmierci dusze ludzi czeka

wspaniały żywot. Zmienią się

bowiem w najpiękniejsze i

najszczęśliwsze pająki, a ich

kosmate myśli ziszczą się w końcu.

Jednak stanie się to dopiero wtedy,

gdy kapłan oczyści Ziemię w ogniu.

     W oznaczony dzień ludzie-pająki,

to jest ludzie wyznania pająkowego,

popełnią zbiorowe samobójstwo.

W tym celu Arcykapłan uruchomi

reakcję nuklearną o odpowiedniej

mocy, która całkowicie zniszczy

ziemskie życie.  Czekając na ten

cudowny dzień wierni intonują

pieśń unicestwienia:

 

      "Rozpal nami Panie

        Ogień Wiekuisty!

        My wprawdzie zginiemy,

        lecz Tyś zajebisty!"

   

    Nawykli do mędrkowania

ludzie małej wiary nie rozumieją

tego kultu Pięknookiego, jego

zawrotnej metafizyki i głębokiego

mistycyzmu. Nie są w stanie

przeniknąć tajemnicy pajęczej

dobroci i miłosierdzia. Plączą się

w sieci naukowych przesądów

lub czczą fałszywe bóstwa.

W zimie są to zapewne bałwany,

wiosną snujący się po polu dym,

jesienią opadłe z drzew liście,

a w lecie latawce...Nie znają nawet

właściwej kolejności pór roku,

a po świcie oczekują zmierzchu.

 

 

 

 

       

       

         

 

 

wtorek, 10 kwietnia 2018

 

     

    Post nawiązywał do znanych

słów Alberta Camusa, że problem

samobójstwa to jedyny w istocie

filozoficzny problem.

    "Może trochę więcej niż jeden...

Ale wrażliwy człowiek o tym często

nie myśli. Nie tylko filozof, ale i poeta.   

Niestety zgadzam się z Schopenhauerem,

że samobójstwo przed niczym nie

chroni. 1) Po mojej śmierci nadal

będzie istniał ogrom cierpienia;

2) Przyszłość po śmierci nie wydaje

mi się zbyt komfortowa; 3) Odpowiedź

na pytanie, czy życie jest warte tego, aby

je przeżyć, nie zmienia faktu, że żyjemy,

bo się urodziliśmy i nawykowo

trzymamy się życia; 4) W pewnym wieku

prawdopodobieństwo śmierci z

naturalnych przyczyn staje się tak duże,

że niejako czyni z samobójstwa rzecz

absurdalną...Poza tym jednak i to jest

chyba dla mnie o wiele ważniejsze -

sugestia, że możemy dowolnie nadawać

własnemu życiu sens, nie bierze pod

uwagę prostego faktu, że

uwarunkowania genetyczne i

wychowanie, a także biologiczne

i społeczne zniewolenie niezwykle

naszą wolność i senso- twórczość

ograniczają. Pasja, zaangażowanie,

ani bunt, nie zmienią Syzyfowego

losu. Tyle tylko, że nie wiadomo

za co właściwie karą ma być nasze

istnienie...Albo, za co jest nagrodą

to, że cierpimy, tracimy bliskich 

i umieramy, a przy okazji cieszymy

się życiem i szalejemy, "nim 

spoczniemy w śmiertelnej pościeli."

      Komentarz pozostał bez

odpowiedzi i wyczuwam w tym

milczeniu sporą dezaprobatę. Pisałem

go szybko, więc myśl nie zawsze jest

tak samo jasna, jednak uważam to

za dość uczciwe postawienie sprawy.

Nie chodzi mi o to, aby pozbawiać

kogokolwiek wiary w autentyczność

ludzkiej egzystencji, czy też po prostu

inaczej motywowanej wiary religijnej.

Ale kiedy patrzę na ludzkie twarze,

to widzę najczęściej nieświadomość

ludzi młodych i bezradność ludzi,

którzy weszli już w starość i jakoś

wcale nie chce im się przestać żyć

i zacząć gnić. Z wielkim współczuciem

patrzę na jednych i drugich. I nie wiem,

co mnie bardziej przygnębia - czy

stopień zniszczenia ciała i psychiczne

wypalenie, czy rozpasana

witalność i tępa bezmyślność.  Jedni

żyją w kurczowym lęku i poczuciu,

że wszystko w życiu utracili, a drudzy,

że świat stoi przed nimi otworem i że

ich brak szacunku dla innych i buta

pozwoli im osiągnąć sukces lub da

przynajmniej złośliwą satysfakcję

z nieszczęścia innych.  Jedynie

wiek dojrzały sprzyja poważnej

refleksji o życiu.  Jasne, że i wśród

młodych są piękni idealiści, a wśród

starców mędrcy...Ale im człowiek 

starszy, tym bardziej skłonny jest

do szukania schronienia w jakiejś, 

często iluzorycznej wierze,

a im młodszy, tym bardziej daleki

od znajomości życia. 

      Oczywiście istnieje też i

dzielność i pasja życia, a niektórzy

ludzie, nie tylko starzeją się pięknie,

ale i potrafią być piękni nie tylko

fizycznie w młodości. 

     Ale na ogół "żyjemy jak bydło,

dniem dzisiejszym tylko", jak to

wyraził przed wiekami pewien grecki

poeta, nieświadomi ani wartości życia,

ani jego kresu.

     To, co mówię o nagrodzie i karze,

nie jest wbrew pozorom wyrazem

jakiegoś wynikającego z rozpaczy

pesymizmu.  Uważam jednak

za złudną afirmację istnienia, która

chce w nim widzieć nagrodę, albo

karę, zasługę, albo unicestwienie

lub wyczekuje zbawienia...To jest

dopiero prawdziwa rozpacz!

poniedziałek, 09 kwietnia 2018

 

        Inspektor Nezumi zamyślił się.

Wprawdzie widział przed sobą

ogromny księżyc w pełni, który

przyświecał jego wędrówce, a

barwne, jesienne drzewa i liście

cieszyły go swym widokiem,

jednak widok martwej dziewczyny

wciąż nie dawał mu spokoju.

Nie chciał też myśleć o tym, co

czeka go u kresu drogi.

      Przypomniały mu się "Marzenia

samotnego wędrowca" Rousseau.

Jest tam takie zdanie: "Szczęście to

stan trwały i wydaje się, że nie jest

przeznaczeniem człowieka na tym

świecie. Wszystko na ziemi

nieustannie płynie, a to nie pozwala

niczemu przybrać stałej formy."

      Spadł deszcz...a właściwie

pojedyncze krople. Jedna z nich

popłynęła przez twarz Nezumiego

jak łza. A potem druga...Nie

potrafił wskrzesić umarłej

dziewczyny. Nie był przygotowany

na spotkanie u kresu drogi. Trzecia

kropla upadła obok niego i wsiąkła

w jakiś liść. "Lacrimae..." - pomyślał. 

     To dziwne, że myślimy zawsze

w jakimś języku i nawet czujemy

też w jakimś języku, i że poza jego

granicami niczego już nie ma, poza

może oddechem.

     Łacina to język martwy, podobnie

jak angielski. Kiedy patrzył na jej

piękną, ale pozbawioną życia twarz,

chodziła po niej jakaś mucha...

      "I po co właściwie gdzieś

idziemy?" - spytał. Ale było jasne,

że w pustce wieczoru nikt mu

na to pytanie nie odpowie. Czuł

się jak ów nieszczęśnik, który

pokochał Persefonę, wstąpił

do podziemnego świata i

wyznał ponuremu Hadesowi,

że byłby dla niej znacznie

lepszym mężem. "Dobrze.

W takim razie pogadajmy!"

- rzekł Bóg i wskazał gestem

ławeczkę. A kiedy ten na

niej usiadł, nie mógł już

wstać, bo do niej przyrósł, co

niezwykle rozbawiło

chtoniczne bóstwo.  Jeszcze

nigdy żaden bożek tak się

nie uśmiał!  Trzeba naprawdę

bardzo uważać, kiedy mamy

do czynienia z boskimi

kreaturami...

      A o Persefonie powiadają

mitolodzy, że wraz ze swą

matką Demeter tworzą

jedno bóstwo podwójne. 

Ale ja w to nie wierzę,

każdy istnieje osobno, a

przeznaczeniem ludzi i

bogów jest samotność...

a potem nicość.

    

      

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

----------------------------------------------

Zdjęcie pochodzi ze strony internetowej.

niedziela, 08 kwietnia 2018

 

       Ma być dzisiaj piękny, wiosenny dzień, na

który wszyscy czekają.  Nie znaczy to jednak,

że w świecie istnieje tylko harmonia, a ludzie

przekazują sobie jedynie nadzieję i dobrą

energię. A czasami rzeczy drobne i bez

większego znaczenia dla praktycznego

życia ranią nas lub wprawiają w coś, co

można by nazwać dysonansem poznawczym.

Tak jest np. kiedy szanujemy jakichś ludzi, a

oni z jakichś powodów przestają odwzajemniać

ów szacunek.

        Maestro Lorenzo, wybitny włoski

organista i profesor katolickiego,

uniwersytetu, muzyk, którego interpretacje

lubię i cenię, wykluczył mnie

niedawno z grona swych pięciu tysięcy

przyjaciół na Facebooku. Powody były

zapewne światopoglądowe, choć

przypuszczam, że stało się to w sposób

odruchowy i bezrefleksyjny.

     W Wielkanoc żartowałem trochę

może nie tyle z religii, którą traktuję

niezmiernie poważnie, co z pewnych

zdarzeń opisanych w Starym Testamencie.

Tego rodzaju nieszkodliwe żarty co

najmniej od kilku stuleci w kręgu

kultury europejskiej uważa się za

coś zupełnie naturalnego.

     Mógł być też inny powód - zamieściłem

zdjęcie z Centrum Monitorowania

Zachowań Rasistowskich i

Ksenofobicznych, przedstawiające

przebranych na czarno i zamaskowanych

narodowców, którzy grozili kobietom

uczestniczącym w Czarnym Proteście,

że znajdą się w dole z wapnem. Być może

artysta posądził mnie o sympatię dla

faszystów, albo co gorsza dla

demonstrujących kobiet.

     Tak, czy owak owo wykluczenie

jest bardzo smutne, bowiem jak mało

kto zdaję sobie sprawę z wartości tego,

co Maestro robi, znam i podziwiam jego

nagrania i kocham muzykę, którą tak

perfekcyjnie wykonuje. (Jestem nie tylko

tzw.melomanem, ale interesuję się też

estetyką i historią muzyki)...A wydawałoby

się, że muzyka nie zna granic, łagodzi

obyczaje, uczy otwartości i łączy ludzi...

     Mam jednak wrażenie, że Lorenzo

utożsamia bycie człowiekiem

kulturalnym z byciem Chrześcijaninem,

podczas gdy ja utożsamiam je z byciem

człowiekiem. I wprawdzie nie przestaję

go podziwiać jako inteligentnego 

i wybitnego muzyka, ale jako osoba utracił

cząstkę mojego podziwu i szacunku. Zdaje

mi się również, że szczególnie Chrześcijanie

powinni unikać mechanicznego wykluczania

innych, co byłoby bardziej zgodne z nauką

ewangeliczną.

      Jestem raczej przyzwyczajony do tego,

że nawet inteligentni ludzie nie zawsze

rozumieją sens tego, co robię. Jeden ze

studentów oskarżył mnie kilka lat temu, że

podczas mego wykładu o doktrynach religijnych

uprawiam indoktrynację katolicką, co nie

licuje z wolnością uniwersytetu.

     Nie chcę powiedzieć, że trzeba być

kompletnym osłem, żeby coś takiego

twierdzić i że zapewne w ogóle nie słuchał 

mojego wykładu, a egzamin zdał na 

trójkę, bo niewiele umiał. (Wprawdzie

złoszczę się w duchu, kiedy ktoś oświadcza,

że Luter handlował odpustami, Św. Franciszek 

prześladował trędowatych, albo, że Chasydzi

popierali Hitlera, ale wiele jestem w

stanie zdającemu darować "per pieta"). 

Osiołki to istoty uparte, ale nie agresywne

i złośliwe. Poza tym raczej chyba nie

umieją kłamać.

    Kiedy czasem udało mi się porozmawiać

z jakimś słuchaczem tego samego wykładu,

to był bardzo zdziwiony, że ktoś mógł

coś podobnego wymyślić. Wyrażałem

bowiem jedynie poglądy filozoficzne

i religioznawcze, a nie teologiczne i związane

z jakimkolwiek wyznaniem, a wszystkie 

religie włącznie z ateizmem traktowałem

z takim samym szacunkiem, odnosząc się

jednak z dezaprobatą do wojen i rzezi

religijnych, a także do indoktrynacji właśnie.

Nie rozumiem bowiem, jak ludzie mówiący

o miłości jako najwyższej wartości mogą

się wzajemnie nienawidzić i zniewalać.

       Tak czy owak ludziom brakuje

otwartości i czy to jest szlachetny Lorenzo,

intelektualista i wrażliwy artysta, czy ktoś,

kto nie zasługuje na miano osła, problem jest

ten sam...Osądzanie osoby na podstawie 

pozorów i przekonania o własnej wyższości.

A także lęk przed tym, co powiedzą inni.

 

 

sobota, 07 kwietnia 2018

 

    Pan Waldek handlował samochodami.

Za 500 zł można było u niego kupić

rzęcha, który jeszcze trochę pochodzi.

(Czasami samemu trzeba było potem

pochodzić). Dlatego jego biznes nazywano

w okolicy trupiarnią.

   Feralnego dnia st. aspirant Joanna

Grzechotka znalazła przed parkingiem

ciało denata. Nie była na służbie. Dźwigała

siaty z zakupami, ale powiadomiła

policję. Piotr Waldemar Piwowar nie żył

już widocznie od kilku dni, bowiem

jego ciało znajdowało się w stanie

daleko idącego rozkładu.

    - Fe! - otrząsnęła się na jego widok

st. aspirant.  Było jasne, że ktoś celowo

podrzucił je w tym miejscu.

    Pan Waldek, któremu znajomi nadali

ksywę "Browar", nie miał żadnych

wrogów, a jednak padł ofiarą brutalnego

mordu. Coś tu było  n i e   t a k! 

Sprawa należała do tych niecierpiących

zwłoki.

    - Tak, to znaczy nie, Walduś nie miał

z nikim porachunków. Wszyscy go lubili.

Ale, że ktoś go nagle udusi...- zeznała

sklepowa w nocnym.

   - A skąd pani wie, że został uduszony? -

zainteresowała się st. aspirant.

  - Tak mi się powiedziało! Ale mam

alibi...Byłam wtedy w pracy. Klyenci

świadkem! -

  - Zaraz, zaraz, a skąd pani wie, kiedy to

było? Jak dawno widziała pani denata? -

  - Nie dalej jak trzy dni nazad. Kupował

podgardlanom i cytrynówkie.-

  - I czy wtedy po raz pierwszy pomyślała

pani, że mogłaby go pani udusić? -

  - Odmawiam odpowiedzi...Poresztą

nie jezd pani psychoanalytykiem.  Widze

po oczach!  I ta rozmazana śminka! 

W burdelu pani dorabiasz po godzinach? -

   - Czasem i u mnie w pracy burdel, ale

zadałam ci konkretne pytanie! -

   - Odpowiem po konsultancji z

moim mecenasem!  Kto następny...Ta

pani blokuje! -

   - Wszyscy moglibyśmy panią sklepowom

o coś zapytać. Blokuje pani kolejkie...- 

zniecierpliwił się straszny ( a może tylko

starszy) pan.

   - Dowód osobisty proszę! To czynna 

napaść na funkcjonariuszkę na służbie. -

   - A czy ja pani ubliżyłem? Gdybym

powiedział kurwa, to bym jeszcze

rozumiał. Pani na świecie nie było,

kiedy ja już mięsem rzucałem! -

   - Tym razem panu daruję, bo widzę,

że pan nie ma jednej nogi. Nie wiedziałam,

że jest pan inwalidą. -

   - Inwalidom! ...To pani mnie teraz

obraziła! Jestem niepełnosprawny.

A pani nie widzi, że nie mam oczu!

Ślepa, czy co? -

   - Że ślepy to nie zauważyłam. -

powiedziała aspirant. - A panią 

zapraszam na komendę! - 

   - Jeszcze czego! -podniosła głos

sklepowa.

   - Jest pani podejrzana o zamordowanie

Waldemara Browara...przepraszam

Piwowara! -

   - Dajcie spokój ludzie!  Co to się teraz

porobiło! Nawet wyszynku algogolu

nie uszanujom... -

    I pani st. aspirant ledwo co uszła

z życiem. I dobrze, bo kto by jutro

zaprowadził dziecko do przedszkola.

Przecież nie ojciec!

   Po trzech miesiącach śledztwo w

sprawie śmierci właściciela trupiarni

utknęło, jak to się mówi, na martwym

punkcie i zamorzono je z braku

dowodów zbrodni, choć trudno uwierzyć,

że Pan Waldek pozbawił się życia,

a następnie porzucił swe ciało na widoku

i to w takim stanie.

    A teraz już jest w niebie. I jak dawniej

ma tu swoją trupiarnię.

 

  

 

 

 

 

 

 

piątek, 06 kwietnia 2018

 

        W komentarzu do "Sutry

serca" Osho zauważa, że

samobójcy są zwykle

ludźmi bardziej wrażliwymi

od innych, którzy nie

potrafią pogodzić się z

neurotycznością i przemocą

panującą w życiu

społecznym.

    Cioran w tomie

"Samotność i przeznaczenie"

pisze, że chorzy na depresję

są często bardziej świadomi

i przeżywają życie głębiej

niż inni, bowiem tylko

oni naprawdę wiedzą, że

człowiek jest istotą

śmiertelną.

    Fromm w "Ucieczce

od wolności" pokazuje 

w sposób sugestywny,

że tak zwane osoby

społecznie nie-

przystosowane są

często o wiele zdrowsze

od normalnych członków

społeczeństwa, do

którego norm nie potrafią

lub nie chcą się

przystosować, ponieważ

to ono jest chore...

        Dlaczego przywołuję tutaj poglądy tych wielkich ludzi?  Czy

chcę powiedzieć, że samobójstwo, depresja i nieprzystosowanie,

to coś, w czym powinniśmy widzieć ideał życia?  Oczywiście - nie!

Ale warto się nad tym zastanowić, ponieważ to, co piętnujemy

jako rodzaj destrukcji, jest tym, czego czasami dobrze nie

rozumiemy, a nasza wiara w automatyzm norm i zachowań

społecznych prowadzi często do wykluczania tych, którzy albo

potrzebują pomocy, albo nawet - paradoksalnie - sami mogą

nam pomóc lepiej zrozumieć życie...Należy pamiętać, że właściwy

pogląd nie jest zwykle prostym odwróceniem przyjmowanego

w sposób bezrefleksyjny poglądu potocznego.  Fromm np.

nie fetyszyzuje nieprzystosowania społecznego, ale pokazuje

w czym tkwi trudność w posługiwaniu się pojęciem normy

zdrowia psychicznego i wskazuje na rozwój osobowości jako

kryterium niemniej ważne niż przystosowanie.

 

    

czwartek, 05 kwietnia 2018

 

        Pewna skromna Księżniczka

lubiła być zawsze w cieniu

innych osób, a sama usuwała

się na drugi plan. I choć Książę

nazywał ją swą Podporą, czemu

przytakiwali dworacy i dyplomaci,

podczas publicznych ceremonii

trudno ją było zauważyć. Zawsze

schowana była za kimś, kto

wydawał jej się bez porównania

ważniejszą osobą. Urodziła trójkę

dzieci, ale nigdy nie chciała, aby

ktoś je podziwiał, choć był wśród

nich trzyletni następca tronu.

Księcia denerwowało to czasami:

    - Jest twoim obowiązkiem -

mówił - błyszczeć jak brylant 

swego małżonka i godnie 

reprezentować tron!  A ten berbeć

będzie kiedyś księciem równie

potężnym jak ja! ...Pewnie myślisz,

że jesteś bardzo skromna, ale ja

to uważam za niesubordynację! -

     Księżniczka miała też inną

wadę. Lubiła wymykać się z pałacu

o świcie i przed zmierzchem, 

chodzić boso po łące i zbierać rosę. 

Cieszyły ją samotne chwile spędzone

na łonie Natury. Nie wiedziała, że

każdy jej krok śledzi dwóch

książęcych szpiegów, a ich

działania koordynuje Minister,

który uważał jej postępowanie

za szczególnie podejrzane.

    - Gdyby po prostu miała

kochanka - szeptał do ucha

Księciu - to wprawdzie groziłaby

jej kara śmierci, obawiam się

jednak, że za jej niewinnością

ukrywa się coś znacznie

gorszego. -

    Ale Książę kochał żonę i

udawał, że tego nie słyszy.

Źli ludzie znajdą jednak dostęp

do najbardziej nawet

szlachetnego serca.  A stało

się to tak!

   Kiedyś Księżniczka jak zwykle

poszła na łąkę, ale biegnąc

boso po trawie nadepnęła na

coś, co głośno pisnęło. Nie

była to żmija, ale jaszczurka...

Tylko, że zamiast jednej, miała

trzy głowy jak smok. Księżniczka

ulitowała się nad nią i zamiast

zmiażdżyć jej łby obcasikiem

(buciki trzymała w dłoniach)

pozwoliła jej spokojnie odejść,

a przedtem nawet uklękła i

pogłaskała. Zwierzątko bowiem

tak się zlękło, że omal nie

wyskoczyło mu serduszko.

     Sprawa oparła się o Trybunał.

Minister przedstawił niezbite

dowody kontaktowania się

Księżniczki z Zygzakowatym

Demonem i przekonywał

starszych, że Księżniczka  

zasługuje na najbardziej okrutną

śmierć. Wszelako przez wzgląd

na uczucia, jakie żywi dla niej

jej książęcy małżonek, kara

winna być złagodzona. 

     Egzekucję zacząć należy

od wyrwania języka, bowiem

zwierzęce wrzaski mogłyby

zakłócić spokój i harmonię

książęcego otoczenia, a

wtedy wszystkie ptaki,

zwierzęta i ryby pouciekałyby.

      Książę bardzo się tym

zmartwił, jednak nie miał

żadnych argumentów,

bowiem doniesienie Ministra

potwierdziło dwóch świadków,

którzy rzekomo przypadkiem

tamtędy przechodzili...

A małżonka im nie zaprzeczyła.

     Upewnił się więc tylko, czy

w świetle obowiązującego

prawa kaźń matki nie spowoduje

utraty prawa do sukcesji

następcy tronu.

     Przy egzekucji żony nie

był obecny. Wyjechał nad

jezioro i tam z ciężkim sercem

czekał na wiadomość. Musiał

też rozważyć, jak ułożyć sobie

stosunki z drugą żoną tak, aby

jego syn nie napotkał na żadne

przeszkody w objęciu książęcej

korony. A to nie było czymś

łatwym. Kobiety przecież zawsze

intrygują.

     Była późna jesień i ostatni 

liść klonu upadł w wodę, a

Książę zamiast zachować spokój,

wylewał łzy, gdy nagle usłyszał

za sobą jakiś cieniutki głosik.

     - To ja Trójgłowa Jaszczurka.

Twoja małżonka jest niewinna.

Ratuj ją!...Sam chyba widzisz, że 

nie jestem zygzakowatym

Demonem! - 

     Potężny władca odprawił 

natychmiast posłańców, aby

wstrzymali wykonanie wyroku.

Niestety było już za późno!

     Wprawdzie Minister stracił

głowę, a jego dwóch szpiegów

uduszono, zanim jeszcze władca

powrócił, ale nic już nie mogło

uchylić cierpienia, ani odwrócić

śmierci opuszczonej Księżniczki.

     Książę, jak pisze kronikarz, 

oszalał i codziennie przesiadywał

na grobie zamordowanej żony.

Książęca Rada postanowiła zatem

w końcu odsunąć go od władzy,

wyznaczając do jej sprawowania

jego pięcioletniego już syna.

     Tak więc i w skromności

można czasem przesadzić.

     W pięć lat później 10 letni

władca Księstwa specjalnym

edyktem zmienił herb

książęcego rodu. Odtąd miała

nim być Trójgłowa Jaszczurka.

Niestety, w następnym roku

podczas galopady chłopiec

spadł z konia i skręcił sobie

kark. A w miejscu kaźni

skromnej Księżniczki przez

tysiąc lat nie pojawił się

żaden ptak, nie wychynęło

żadne zwierzę, nie plusnęła

w wodzie ryba...Panowała

tam niczym nie zmącona

cisza.

 

 

 

 

 

 

 

środa, 04 kwietnia 2018

...........................................................................Double face cat

         Dwoista tajemnica

 

        - Czy ten kot jest jeszcze tą samą istotą? - spytała Zoe.

        - Nie wiem... - odpowiedział Nezumi - Czytałem o nim

jakieś dziwne rzeczy, że ma dwa rodzaje DNA, itp. Ale ja go

pierwszy raz widziałem we śnie. -

        Zoe uśmiechnęła się.

        - Nezumi, o Twoich snach nie śniło się nawet Jungowi.

Wątpię, żeby chodziło jedynie o dwulicowość. Musi w tym

być jakaś tajemnica! -

        - Kiedy Kleopatra umierała ukąszona przez węża,

byłem tam i wszystko widziałem. Ona tak straszliwie

cierpiała, a ja nie mogłem nic zrobić. Byłem kotem...-

        - Czy mogę cię nazwać moim kochanym naocznym

świadkiem? -

       - Kochanym...możesz. Ale, co do reszty to nie

jestem taki pewien...-

       - Egipskie koty są zupełnie inne! -

       - Nie byłem egipskim kotem. Wyglądałem dokładnie

tak, jak on! -

      - Wyobrażam sobie, że myszy wprawiało to w niejakie

pomieszanie. Polowałeś? -

      - Moja lewa strona polowała. Prawa - nie...-

      - To mogło być mylące - roześmiała się Zoe - Nie

chcesz ciasteczka z różą? -

      - Moja ukochana nie lubi ciasteczek z różą. -

      Zoe wzięła do ręki ciasteczko. Było w kształcie 

kota. 

     - Zrób mi tę przyjemność! -

     - Ja lubię...- uśmiechnął się Nezumi. - Widziałem

też wcześniej śmierć Dydony. - dodał.

     - Byłeś wtedy kotem? -

     - Nie!...Ale Dydoną też nie byłem. I śmierć

Eurydyki!...I porwanie Persefony...-

     - Wszystkie lamentowały? -

     - Niektóre nie zdążyły. -

     - Czyli, że nie tylko faceci umierają z miłości,

choć w ostatnich czasach nieco rzadziej? -

     - Unikam tworzenia jakichkolwiek teorii na

ten temat.  Ale, czy to nie jest piękne, że kobieta

może kochać swego miłośnika, ukwieconą

łąkę, leśny strumień, albo inną dziewczynę...

I że może być dzielna...-

     - A tę dwoistą tajemnicę zabierzesz ze sobą

do grobu? -

    - Zastanowię się - rzekł Nezumi - Albo pogadam

najpierw ze Sfinksem. Dziękuję za ciasteczko. Ulepiła

je pewnie jakaś nimfa? -

    - ...Ale nie spytałeś, kim ja byłam w 

poprzednich wcieleniach, kochany...-

    - Na śmierć zapomniałem!

A kim? -

  - Tobą! -

 - Nie wiem doprawdy,

czy mam się z tego

cieszyć, czy raczej

Ci współczuć... -

 - Potraktuj to uznaniowo...

 

   

 

 

 

 
1 , 2