Kategorie: Wszystkie | "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę" | ...bez końca | 0 | 100O i jeden Rabinów | A Puszkina też zapuszkują? | A moze to tylko pomieszanie zmyslow | A nie lepiej być purystą? | Aaaaaaaaaaaaaa...aalfabeta | Ach, gdzież jest litość lub wspolczucia pozór? | Ach, gdzież jest litość lub współczucia pozór? | Adam Mic - Kiewicz | Adaś i Ewka | Aforystyka | Amerykański sen | Autopsychoterapia | Bez sensu to to! | Bez szaleństwa... | Bezmyślne okrucieństwo | Bezradność | Biedna Szymborska | Biedny Kapturek! | Bliźni miłości | Bliźniego miłość... | Blondyn | Blue Bossa | Bojaźń i drżenie | Bratnie dusze | Bruner, ty świnio! | Buddyzm w życiu codziennym | Bóg mi poskapił tej anielskiej miary... | Bóg mi poskąpił tej anielskiej miary... | Bójstwo samo | Caritas | Chiziofrenia | Choroba na śmierć | Chwila ułudy | Chwila wytchnienia | Chłodne upojenie | Cierpienia i radości | Cierpienie i radość | Cleen feed | Cnota niedoli | Co slina na język przyniosła | Co tam panie w polityce? | Co w niebie piszczy | Co ślina na język przyniosła? | Corrida | Coś dla duszy... | Coś tak wulgarnego | Cudotwórstwo | Czarna Perła Tao | Czarny tulipan skrzyżowany z czarna różą | Czarny tulipan skrzyżowany z czarną różą | Czary Mary | Czego nie przysięgał Hipokrates? | Człowiek nie jest rzeczą | Człowiek to brzmi dumnie, ale nie u mnie | Często chowa | Częstochowskie rymy | Deficyt aniołów | Delightful! | Demokratyczne wybory w Oczodołach | Diabłoterapia | Dla wszystkich i dla nikogo | Dnieje | Do samego siebie | Dodatek | Dowcipas dnia | Duma narodowa | Dusze drzew | Dyskretna mgiełka autoironii | Dzielność | Dziki kapitalizm | Dzisiejsza młodzież | Dzisiejsza młodzież nosi ładną odzież | Egzystencjalizm jest chumanizmem | Ekonomia zbawienia | Elegancja Francja | Elegijnie | English gentelman | English gentleman | Epicurus | Ewa tylko ziewa | Falochron | Female | Filozofia bez uczoności | Forever Loving Jah | Gadu, gadu | Gadu, gadu, trochę więcej jadu | Gal Anonim | Gaz dla pedałów | Gaz dla pedałów, młot dla sierpów | Gdy rozum śpi... | Gendarme | Genek, gienialny gieniusz | Geno Typ | Gorący uczynek | Grabarz | Grabarz nonsensu | Gry i zabawy literackie | Głupota przysłowiem narodów | Głębie i tajnie Podświadomego | HIstoria nauczycielką bicia | Herbatka zen | Homo economicus | Homo sapiens czy Homo politicus | Humor absurdalny | Humor nieco absurdalny | Humor, satyra, panie... | I rekiny w oceani mają zębów cały rząd | I rekiny w oceanie mają zębów cały rząd | Indie Wschodnie i Zachodnie | Industrial | Istnieje również wrodzony brak poczucia humoru | Ja tam bynajmniej nie wiem | Jak długo będę jeszcze żył? | Jak uprawiać agresywne dziennikarstwo? Poradnik dla początkujących | Jakże cżęsto powtarza się ta historia | Jakże trudno czasami coś sklecić! | Jan i Małgorzata | Jan z Czarnolasu | Jesienna muzyka | Jeszcze smutniej! | Jeździec Apokalipsy | Językologia | Kaczuszki mandarynki | Karawana idzie dalej | Katedra Adamowego Żebra | Kawa z Kafką | Każdemu według naszych chęci | Każdemu według potrzeb | Każdemu, o czym tylko zamarzy | Kiciuś Miciuś! | Kicuś Micuś! | Kiedy człowiek staje się bestią | Kiedy owce nie milczą | Kij w mrowisku | Kniaź Wiktor | Kochani ludożercy | Kolacja Pani Sowy | Kometa tylko głownia nie ta | Konkwista | Koryfeusz nauki, milośnik sztuki | Koty i inne zwierzęta | Koty, głupoty, palikoty | Kości rzucone są | Kość słoniowa | Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatni | Kto pisze teraz historię? | Kuchnia szamańska | Kwiatki Św. Franciszka | Kwiatostan śmierci | Kwitnienie kultury | Kwitnąca wiśnia | La colombina i ciche ukojenie | Lekarzu - lecz się sam! | Lenin wiecznie żywy | Leśmianiada | Lichwiarstwo polskie | Liryki i prztyki | Logika dziejów | Londyńska mgła niepamięci | Londyńskie przygody | Los ofiary | Los puka do moich drzwi | Lotosowy wpis | Ludzie ludziom... | Lunatyzm | Lęk społeczny | Made in Japan | Maligna | Marność nad marnościami | Marność nad marnościami. Rekoleksje Wielkopiątkowe | Marzenia senne | Marzeniologia stosowana | Maszkary i senne dziwadła | Maszkary i senne widziadła odbite w lustrze | Mała czarna z Kafką | Medycyna naturalna | Meine Liebe Augustin! | Melancholia | Melancholia stosowana | Memorabilia | Meszreiw | Meteo | Mgiełka autoironii | Mglisty dzień. Mgła | Mikołak | Mistrz i Małgorzatka | Mistycyzm lunarny | Mistyka i miłość | Mitologia osobista | Mitologia świata | Miłość | Miłość bliźniego | Miłość nie zawsze szczęśliwa | Miś Uszatek | Moc rytuałów | Monada nie ma okien | Mowa potoczna | Mowa ptaków | Mowa serca | Moze ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może ktoś się ucieszy? | Może ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może to trochę zbyt uszczypliwe | Musicology | Muza lekkich obyczjów | Muzyka przywraca ład serca | Myszoterapia dr Nezumi | Myśli prostego człowieka | Mądrość Natury | Mądrość jak z gazety | Mądrość narodów | Młot na faryzeuszy i hipokrytów | Męstwo bycia | Mówił sen do snu | NIe ma na świecie dwóch takich samych liści, ni kropel deszczu | Na jawie (lecz to, co niejawne pozstaje) | Na stos rzuciliśmy szcześcia los | Na stos rzuciliśmy szczęścia los | Na szczytach hipokryzji | Na zdrowie! | Nad piekną rzeką | Najokrutniejsze zwierzę | Najsłodsza tajemnica | Narastająca senność | Nic dzisiaj ciekawego nie napisałem | Nicość | Nie am dwóch takich samych liści, ni kropel wody | Nie bój się - najwyżej cię rozstrzelają! | Nie czas żałować burz, gdy płoną oczy | Nie czas żąłować burz, gdy płoną oczy | Nie każde szczere złoto jest szczerozłote | Nie ma na świecie dwóch takich samych liści ani kropel wody | Nie ma na świecie dwóćh atkich samych liści lub kropel deszczu | Nie ma takiego smutnego, co by na wesołe nie wyszło | Nie ma zazdrości bez miłości | Nie oddamy nawet guzika | Nie tylko dzielenie włosa na czworo | Nie wiem, ja w ogóle nie myślę | Nie zabijaj! | Nie zabijajcie drzew! | Nie zawsze urocza dzecinada | Niebiańskie szczyty głupoty | Niech pani będzie dzielna! | Niech zapłaczą na moim pogrzebie | Nieco drapieżny wpis | Niekoniecznie ptasi móżdżek | Nienawiść bliźniego | Nieosobiście | Nieprzesłane przesłanie | Niestworzone rzeczy | Nieszkodliwe głupotki | Niewczesna melancholia melomana | Niewczesne rozważania | Niewielka profanacja | Niewielkie przekłamanie | Niskolotnie | No No! Teatr No | No comments! | No no! | Nowa poezja lingwistyczna | Nędzne kabareciarstwo | O Leonardo, po cóż się tak trudzisz? | O dzieleniu włosa na czworo, czyli metodzie scholastycznej | O dzieleniu włosa na czworo, czyli o metodzie scholastycznej | Obciachy | Obscenia i parafrenalia | Obsesja dobrego biustu | Ojej! | Oko w oko z zębem mądrości | Okropieństwa | Okruchy odgrzebane z lawy | Okruchy życia wygrzebane zlawy | Okruchy życia wygrzebane z lawy | Okrutna losu ironia | Orientuj się na orient | Owczarek | Owczarki afgańskie | Owocożerni | PL jak piekło | PO PiS | POeci wszystkich krajów dzielcie się | Pan Tadeusz | Panie pośle, po chrześcijańsku panu wybaczam | Pańska satyra polityczna jest niegramatyczna | Pendant do pewnego przypisu | Perlikowski | Pewna elastyczność zasad | Pewne jak w banku | Piorunujący piorun! | Po owocach poznacie ich! | Po upadku | Pobożne życzenia | Podpatrywanie Natury | Podroby i inne podróbki | Pokolenie Kainowe | Pokorne ciele | Pokorne cielę | Pokusa | Polak potrafi | Polak potrafi! | Politolog i Politowska | Politycznie niepoprawne! | Polonica | Polonika rycerskie | Polucje i ablucje | Pomarańcze i mandarynki | Pomarznąć dobra rzecz | Pomarznąć dobra rzecz! | Pomoc psychologiczna | Poranna kawka z Kafką | Porąbane marzenia | Potężne i głębokie warstwy pierwotnego mitu | Powieść brukowa | Powszechna życzliwość | Powtórka z cynizmu | Poznaj samego siebie | Prawda | Prawda jest jedna i piękna, ale złożona | Prawda popłaca | Prawdziwa metropolia | Prawi i sprawiedliwi | Prawiezmartwychpowstanie | Prawiezmarwtychpowstanie | Prognoza pogody | Pruski smutek | Przecież cię zjem! | Przedagonalny polski agon | Przegląd sportowy | Przeinaczenia | Przez pychę do pokory | Przeżyjesz to, a pote już tylko grób | Przeżyjesz to, a potem już tylko grób! | Przminęło z wiatrem | Prztyczek | Psiapowiednia Majów | Psubrat | Pustka | Pytanie dość retoryczne | Raczej to nie będzie hit | Radosne gonitwy śnieżnych tygrysów | Radość wędrowania | Rejterada Rejtana | Religie nauczą cie pokory | Res Sacra Pecunia | Romans z pop kulturą | Roots, Rock, Reggae | Rozkosze reinkarnacji | Rozmowa nie na telefon | Rozpacz | Rozpacz na wieki wieków | Rozpacz, która podpełza pod gardło | Ruch i świeże powietrze... | Rybołówstwo cudzołożnika | Rycerz pokalany | Samokrytyka | Samotność egzystencjalna | Sekrety pewnego domu handlowego | Seraphic Flames and Heavenly Love | Siedź na dupie i potakuj! | Somatyka | Somatyka logiczna | Spełniona przepowiednia | Spleśniały ser | Sponsorem tej opowieści jest wydawnictwo Błękitny Wieloryb | Sport to zdrowie | Spowiedź morskiego wilka | Stary Sącz i Nowy Sącz | Stary mafioso | Stołeczne stołki | Stratyfikacja społeczna | Suma sumarum | Sumienie rachunku | Sweet Music and Poetry | Sygnały podprogowe | Szalchetne zdrowie | Szczęśliwa pomyłka | Szekspir do żadnej nie należy epoki | Szkarady | Szlachetna gravitas | Szlachetne zdrowie | Słodycze grafomanii | Słówka | Słówko do słówka, a uzbiera się sówka | Tadeusz Bój Jeleński | Taia chińska podróbka | Takie będą rzeczpospolite jakie tego blogu chowanie | Takie tam, pierdoły | Talking Heads | Tania chińska podróbka | Tatiana | Teorie świata nauki | Terapeutyczie | Terapeutycznie | Thames | The Doors. Uchylone drzwi | The Lion cub | The fruit of beauty and despair | To na pewno nie Lec | To nie żadna filozofia | Tragiczne pożegnania | Transformacja duchowa | Trudna sztuka dialogu | Trudno czasmi coś sklecić | Trzylogia | Trója z polskiego | Twarda rzeczywistość | Ty mi tutaj nie filozuj | Tygrysologia stosowana | Tysiac i jeden ptaków | Tysiąc i jeden kotów | Tysiąc i jeden ptaków | Tysiąc różowych kroliczków | Tęsknica | Tęsknota duchowa | Ubekistan | Ucone księgi | Uczeni ludożercy | Uderzenia losu | Uduchowienie | Umrzeć z miłości | Upadek Pierwszego Człowieka | Uroczy wegetarianin | Uszczelnienie systemu podatkowego | Utrata uzębienia | W czym mogę panu pomóc? | Wciąz powtarza się ta sama historia | Wciąż powtarza się ta sama historia | Wdzieczna muzyka przywraca ład serca | Wesola grafomania z morałem | Wiecej broi dla szaleńców w Teksasie | Wieczne powroty | Wiedza radosna | Wielka wygrana | Wielomówstwo, czyli plaga opowiadania | Wierzba płacząca | Wiosny i jesienie | Witch | Więcej broni dla szaleńców w Teksasie | Wojna totalna | Wpis o kształcie piramidy | Wprowadzenie do kruczków prawnych | Wrzucam wszystko do kosza | Wrzątek | Wspomneinei pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Współczesny filister | Wszystkie rybki | Wszystko na A | Wszystko na sprzedarz | Wszystko na sprzedaż | Wygrana | Węzłowato | Wólka Węglowa | Xin Lu, typowa brunetka o granatowych oczach | Z Nietzschego nic nie powstaje | Z księgi wulgaryzmów | Z rupieciarni myśli | Zaczarowany świat zen | Zanim mnie wrzucą do dołu | Zapowiedź Apokalipsy | Zaraz wracam! | Zasada domniemanej winy | Zaskroniec | Zastał Polskę drewnianą... | Zatrzaśnięte drzwi | Zbaw mie Buddo Amido | Zbaw mnie, Buddo Amido | Zdrowy egoizm | Zegar dziejów | Zestrzelenie księżyca | Zginął z rąk słabej kobiety | Zima się nas nie ima | Zjawiskowe | Znak jaskółki | Zrozumieć wartość tego, co nieużyteczne | Zuch zawsze ochoczy! | Zwierzęta pod postacią ludzi | Zwyciestwo konsumpcjonizmu | Ząb mądrości | ie zabijajcie drzew! | ieosobiście | kosmos | Łagodne prawo, ale prawo | Łagodność tygrysa | Śmiechotki, chichotki | Śmiertelna powaga | Śmierć | Światełko w mroku | Świętość, wziętość, nadętość | Życie jest tragiczne | Życie samo | Życzliwe spojrzenia na całość ogródka | Żyć, nie umierać
RSS
niedziela, 30 kwietnia 2017

 

       Sławna pisarka i morderstwo? Inspektor Nezumi

 zapytał:

      - Agata, a jak nazwisko? -

      - Christie, proszę pana. -

      - Czy może pani przeliterować? -                        

      "Jak może nie widzieć? Tępy ignorant!" - pomyślała.

      - Czy mogę wiedzieć, dlaczego mnie pan fatyguje? -

      - Morderstwo, droga pani. - wyjaśniłem uśmiechając

się czarująco, tak, aby Pani Agata Christie, autorka

poczytnych powieści, mogła poczuć niezbyt komfortowy 

ucisk stryczka na szyi. 

      - Tylko Szekspir miał więcej czytelników! - dodałem

uprzejmie.

      - Niech się pan nie wysila! Mój czas jest cenny. A więc

do rzeczy inspektorze...Jak panu tam? -

      - Nezumi, łaskawa pani. Będę musiał zadać pani kilka

pytań...Chociaż nie, chyba nie jest to konieczne. Mam

już całkowitą jasność tej sprawy. -

     - Doprawdy? -

     Twarz genialnej pisarki zastygła w jakimś dziwnym

grymasie. 

      - Zabiła pani Sir Artura, bo chciała pani, aby Poirot,

postać całkowicie papierowa i nieprawdziwa, mimo 

wypomadowanych wąsów, zajął miejsce Holmesa. W tym

celu pojechała pani do Crowborough wagonem drugiej

klasy...

     Mówiłem tak jeszcze długo, a opowieść moja układała

się w niezwykle logiczną całość. Podejrzana paliła w tym

czasie nerwowo papieros za papierosem, ale kiedy

skończyłem, ziewnęła tylko i powiedziała:

    - Jakie to nudne, inspektorze. Niech pan lepiej opowie

coś o sobie. - 

    Rzecz jasna nie mogłem jej wyjawić, że to ja uśmierciłem

Sir Artura, wykorzystując jego szkockie skąpstwo i

zamiłowanie do spirytyzmu.  

    - Prawdopodobnie sprawa zostanie zamorzona z braku

dostatecznych wywodów. Minęło już tyle roków. -

zażartowałem.

    - Nie sądzę! - powiedziała i energicznym ruchem 

podniosła się z krzesła. Było to na krótko przed jej

niespodziewanym odejściem, które pogrążyło rzesze jej

czytelników w nieutulonym żalu...       

      

sobota, 29 kwietnia 2017

 

     

     Pewien literat żyjący w epoce dość odległej

snuł się polami wśród mgieł w poszukiwaniu

prawdziwej pustki, gdy któregoś wieczoru przed

zmierzchem, przechodząc nad stawem, usłyszał

krzyk dzikiej gęsi. Kiedy zajrzał pod jej skrzydła,

zobaczył płaczące niemowlę. Nie wiedząc, jak się

nim zaopiekować, ledwie doniósł je do świątyni.

Była to dziewczynka.

      Świątynia była opuszczona, ale mieszkał

w niej pewien przebiegły jenot, który przybrał

postać mnicha.  

     - Zostaw u mnie dziecko. Wprawdzie nie mam

mleka, żeby je wykarmić, ale będę się modlił,

żeby przeżyło. - rzekł.

     Po trzydziestu latach literat, który przestał

być już młodym człowiekiem, przechodził kiedyś

obok tej świątyni. Zastał tam tego samego mnicha

i jeszcze jedną osobę, która poczęstowała go

czarką herbaty. Była to trzydziestoletnia

dziewczyna niezwykłej urody. Krzątała się przy

nim, pochylając się nad nim, tak, że czuł miękkość

jej włosów i przemiłym głosem prowadziła z nim

elegancką i czułą konwersację, której słuchały

wszystkie okoliczne żaby. Ale nagle zaszła w jej

duszy jakaś przemiana.

     - Przyniosłeś mnie do świątyni, ale nie zostawiłeś

mi mleka, więc umarłam. - powiedziała. - Za karę

odgryzę ci nos. -

    A kiedy wypowiedziała te słowa jej wygląd zmienił

się również, jej twarz była trupio blada, dłonie stały 

się kościste, a kolorowa sukienka w kwiaty poszarzała. 

     - Hi, hi, hi! - śmiał się jenot, a dawny młodzieniec

uciekał tak szybko, że wpadł do przydrożnej studni 

i byłby się utopił, gdyby nie Duch Studni. 

     - Wyciągnę cię stąd! - powiedział i spuścił do studni

wiadro. - Ale musisz mi opowiedzieć, co cię tu sprowadza. -

Literat przystał na to i opowiedział mu swą historię.

     - Trzeba ci wiedzieć, że ten stary jenot zwabił cię w to

miejsce podrzucając gęsi dziecko. Nie przewidział tylko

tego, że ci pomogę. Ale teraz, żeby wrócić do domu

musisz policzyć na niebie wszystkie gwiazdy na Drodze

Mlecznej. - wyjaśnił dobry Duch.

     I tak literat Lu odnalazł prawdziwa pustkę. Do dzisiaj

siedzi obok studni - w dzień śpi, a nocą liczy gwiazdy.  

Jenot obserwuje go uważnie swymi ślepiami. A demonica

Trupie Dziecko dawno już rozpadła się w proch.  


piątek, 28 kwietnia 2017

ja_za_szyb_deszcz1

                                     Trochę pada...

01:28, nazumi13
Link Komentarze (10) »
środa, 26 kwietnia 2017

     

       Padał deszcz i Noriko popadła w

melancholię. 

      - Chciałabym jeszcze przed śmiercią

zobaczyć morze - powiedziała - I posłuchać

etiudy Chopina - wiesz której...

      - A ja w życiu bym tak nie powiedział! -

rzekł Toru. - Przecież morze jest tak blisko!

Tak mówi moja matka, ale ona jest już stara

i nie może chodzić. - 

      - A po śmierci? - spytała dziewczyna -

Po śmierci nie chciałbyś zobaczyć morza?

Może po śmierci byś tak powiedział. - 

      Usiedli w piaskownicy i bawili się  

muszelkami i kamykami. Zapomnieli

o czasie.  Noriko lepiła z piasku pączki, 

a Toru był wojownikiem. Uśmiechnąłem się

do nich. 

     - Nezumi, przecież ciebie już nie ma. -

zdziwiła się Noriko.

     Zostawiłem im parasol, bo padał

coraz większy deszcz. 

     - Jestem z cukru. - żartowała dziewczyna,

odgarniając przemoknięte włosy.  

 

     

wtorek, 25 kwietnia 2017

 

                         * * *

 

          Chociaż moje wędrówki 

          prowadzą mnie do

          innego noclegu każdej nocy

          to sen który mam

          jest zawsze ten sam - o domu.

 

          (Ryokan, przekład Piotr Madej)

 

 

                      * * *

          Chociaż moje wędrówki

          prowadzą mnie

          do tego samego miejsca każdej nocy

          to nie jest ono moim domem

          i nie mogę nawet śnić że jest.

         

          (Nazumi13, przekład Nezumi)

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

 

     Mizerny raczej oddźwięk na moje dwie krótki opowieści

nie zachęca mnie do pisania następnych. Obie należały do

gatunku, który szczególnie lubię - parodiowały pewien literacki

styl, dodając całkiem nieoczekiwanie pewne elementy nowe

i raczej poważne. "Nawiedzony dom" to w moim odczuciu 

bardzo udany tekst, nawiązujący do stylistyki opowieści

fantastycznych, które mają jednak pewien głębszy sens.

Jak w podobnych opowieściach Bubera. 

    Ostatnie, rosyjskie opowiadanko jest oczywiście groteskowe,

a nawet karykaturalne, ale wyraża mój stosunek do sukcesu

bezdusznego liberalizmu w krajach słowiańskich. Podobnie jak

Dostojewski uważam ten sposób myślenia o życiu w sytuacji,

kiedy życie innych ludzi jest tak ciężkie, za zwykłą podłość.

Na szczęście nie wszyscy dali się systemowi i współczesnym

Łużynom sprostytuować. 

     Szczególnie lubię swoje dwa Hymny i przypuszczam, że

gdyby wyszły one spod pióra jakiegoś znanego autora, to

zostałyby w pełni docenione. A tak nie dość, że daję tu

takie teksty za darmo, to jeszcze okazuje się, że przeceniam

czasami inteligencję i empatię Czytelników. Na szczęście

jednak nie wszystko tę smutną konstatację potwierdza i

tym bardziej cieszą mnie wyjątki od tej reguły :-) 

     Mój tekst z pięknym wierszem Seneki o naturze czasu 

pewien wrażliwy i mądry człowiek udostępnił na Facebooku.

No i okazuje się, że i na blogach piszą i czytają teksty ludzie

refleksyjni i życzliwi, i że z nimi szczególnie warto dzielić się

swą twórczością...

niedziela, 23 kwietnia 2017

                  Fiodorowi Dostojewskiemu                     

 

    Mgła za mgłą, a za nią jeszcze mgła

- przykra ta jesień, Nadieżdo Iwanowno!

A na dodatek Jegor powiesił się w drewutni.

Summa summarum zła aura ciąży nad

naszym domostwem. Mucha jeszcze łazi,

chociaż wszystkie inne padły, jak ta osa

w wazonie. A ten mużyk to umrzyk.

Zagląda w okiennice i jęczy, że głodny.

Skórkę chleba, powiada, daj!  No cóż,

psami widma nie poszczujesz! 

     Dwie córki, uważasz, miał - mogły

przecież zarobić w zajeździe "Pod 

Karaluchem." Mnogo tam kupców nocuje

i żony im się zachciewa, a małżonka

daleko. Nie może to jedna z drugą pod

kołdrę im wejść?  Chłopina nawet sobie

nie wypił!  I teraz za to swoje dobre

serce po świecie się włóczy jak potępiony. 

Koń mu padł, potem krowina, żytko

wymarzło - szkoda gadać!

    Ktoś kocha popa, a ktoś inny znowuż

popadię, Dobrodziejko!  Wszystkim duszy

nie oddasz. Do czego piję? 

    Miałaś onegdaj świnkę - pięć rubelków

w złocie, Złociutka.  Jesteś mi winna

5 rubli i 25 kopiejek. Na budowę świątyni 

chcę dać!  Ale jak nie możesz oddać, to daj

mi chociaż w naturze - nie pogardzę! 

Swoje lata już masz Maszeńko, tfu...Nadieżdo

Iwanowna, ale mogę na to przymknąć

oko, a jak dobrze się sprawisz to i za mąż

cię wydam za pięknego kawalera, choć

dwadzieścia pięć wiosen już masz i nikt

cię nie chciał.

     Co ci brakuje dziewczyno? Usta, nosek,

biuścik, ramionka, brzuszek, kończyny dolne

i zad - wszystko na swoim miejscu. A oczy

jasne jak piwo!  Ach te oczy - niejednego od

nich, psia mać, zamroczy! 

     Jebać się chce...mówiąc bez obsłonek,

nie owijając, że tak powiem, w wełnę. 

Maszeńka też może być, jak ty nie zechcesz.

Powiedz, że Makarowi Pawłowiczowi pięć

rubelków zalegasz. Tylko niech nie patrzy

na mnie tym swoim psim wzrokiem. 25 kopiejek

i tak ze spodniami spuszczam...   


sobota, 22 kwietnia 2017

 

     Zapadał zmierzch.

     - Jak daleko jest do wsi? - spytałem.

     - Niedaleko. Ale deczko będzie.  Jakby tak szedł i

     szedł bez przestanku krokiem wojskowym, to za trzy

     dni dojdzie. - odpowiedział Bezzębny.

     - To może przenocowalibyście mnie do jutra? Zapłacę...-

     poprosiłem z nadzieją.     

     Nie odezwał się. Ale wydawało mi się, że z domu, w

     którym na piętrze paliło się światło, dochodzą mnie

     głosy jakiejś rozmowy...

     - Nie mam już siły iść - wyznałem trzęsąc się z zimna. 

     - Rozchodzi się o to, Panie, że ja tu nie mieszkam. Nie

     nocuję w tym domu. -

     - Ale możesz go chyba otworzyć? Zgubiłeś klucz? -

     - Chętnie bym ci nieba przychylił młodzieńcze, ale

     ten dom jest nawiedzony! -

     - Co ci szkodzi, jak mnie wpuścisz? Przecież sam nie

     musisz tu wchodzić!  Zimno mi i sen mnie strasznie

     morzy...To rzeczywiście dziwne - kamienica w szczerym

     polu. -

     - Kiedyś tu było piękne miasto, ale po pogromie wszyscy,

     których nie zabili, uciekli. Kamienie rozkradli, a

     reszta zarosła trawą. Tu jest więcej umrzyków, niż

     szczurów, a z żywych - tylko ja...Byłem wtedy dzieciątkiem. 

     Moich braciszków upiekli żywcem w piekarniku. - 

     Szarpnąłem za klamkę i popchnąłem drzwi. Ustąpiły. 

     - Wejdziesz ze mną? - spytałem - ...A gdzie ty właściwie

     śpisz? Co tu robisz całymi dniami?

     - Noszę wodę ze studni i wylewam ją tam...Tam kiedyś

     była rzeka. I tak dożywam swych dni. -  

     - Ale musisz przecież coś jeść? -

     - Za życia musiałem. - 

         Zacząłem iść po drewnianych, skrzypiących schodach.

     Na piętrze kamienicy był salon. Paliły się tam świece

     na mosiężnym świeczniku. A w fotelu przy malutkim stoliku

     spała jakaś skulona postać.  Zajrzałem jej w otwarte jak u

     królika oczy. Ależ to przecież ten brodaty jegomość, z

     którym przed chwilą rozmawiałem na dole! 

     - Co tutaj robisz? - krzyknąłem, potrząsając go za

     ramię. Był martwy.

          Zbiegłem z powrotem na dół. Jegomość stał przed

     wejściem z wiadrem wody na ramieniu.  

     - A niech cię diabeł porwie! - zawołałem i pobiegłem

     przed siebie przez pole. Nagle grunt zaczął mi się usuwać

     pod nogami.  

     - Hi, hi, hi! - zajęczał wiatr, a może jakiś przelatujący

     ptak.  Ogarnął mnie mrok.   

                           


piątek, 21 kwietnia 2017

 

 

          HYMN DO GĘSI

 

        podobno głupia jesteś

        jak gęś kapitolińska

        a niech mnie gęś kopnie

        jeśli to prawda

        symbolizujesz przecież szczęście                 

        i wierność małżeńską

        gęś która jest niema

        mówi Zhuangzi

        padnie ofiarą kucharza

        ale ta co głośno gęga

        ocali życie

        jakże piękna jesteś

        o Gęgawa

        kiedy widzę jak odlatujesz

        w kluczu innych gęsi 

        myślę o duszach

        które już tu nie powrócą

        ale jeśli szczęśliwie

        albo nieszczęśliwie dożyję

        spotkamy się za rok

        gę gę!

        krótkie jest życie ludzkie

        jak kropla deszczu znika miłość

        i nikt już o nas nie pamięta

 

 

_____________________________

      Po "Hymnie do Żaby", który

zamieszczałem tu niedawno,

pora na "Hymn do Gęsi." Tym

razem "premiera" wiersza odbyła

się gdzie indziej i zgodnie z moimi

oczekiwaniami nie wzbudził on

chyba większego zainteresowania.

...Podobnie jak w "Hymnie do Żaby"

mówię tutaj w sposób nieco

żartobliwy o rzeczach raczej

poważnych.     

czwartek, 20 kwietnia 2017

                                        

.

                        MÓL            

                                  

PISMEM SIĘ ŻYWIĘ, LECZ ZGOŁA NIE WIEM, CO PISMO OZNACZA.

W KSIĘGACH ŻYWOT SWÓJ PĘDZĘ, NIE STAJĄC SIĘ PRZEZ TO UCZONY.

WSZYSTKIE MUZY POŻARŁEM, BEZ ŻADNEJ DLA SIEBIE KORZYŚCI.

                

              (ANTHOLOGIA LATINA, przekład Zygmunt Kubiak) 

 

     To z pewnością nie o mnie, ale wyznam, że mam pewną

sympatię dla takich moli...

 

.

środa, 19 kwietnia 2017

 

     Filozof i tragik Seneka, nauczyciel i wychowawca                         

Nerona, a nawet może i przez pewien czas faktyczny

władca Rzymu, napisał ten wiersz o naturze czasu. 

Na szczęście utwór ocalał, mimo upływu wieków i

możemy go teraz czytać w pięknym przekładzie

Zygmunta Kubiaka opublikowanym w 1963 r:

  

   O NATURZE CZASU            

 

WSZYSTKO ŻARŁOCZNY CZAS ZAGARNIA, WSZYSTKO POŻERA.

ŻADNA Z RZECZY NIE MOŻE DŁUGO NA MIEJSCU TRWAĆ.

 

W RZEKACH ZANIKA WODA, MORZE UMYKA, SCHNĄ BRZEGI.

GRZBIETY GÓR WYSOKICH TEŻ ROZPADAJĄ SIĘ W PYŁ. 

 

LECZ CZYMŻE SĄ MORZA I GÓRY? A NAWET NIEBIOSA OGROMNE,

GDY CZAS NADEJDZIE, ICH WŁASNY SPOPIELI JE ŻAR.

 

WSZYSTKO POCHŁANIA ŚMIERĆ. NIE KARĄ JEST ŚMIERĆ, ALE PRAWEM. 

KIEDYŚ ROZPRZĘGNIE SIĘ W NICOŚĆ CAŁY TEN ŚWIAT. 


      Nietzsche nazwał Senekę, którego arystokratyczny ród

wywodził się z Hiszpanii, ironicznie "torreadorem cnoty."

Ale w utworze tym jest tylko jeden moralistyczny akcent. 

"Nie karą jest śmierć, ale prawem."  Dosłownie raczej

rozumieć go nie można, bo czymś innym jest śmierć  

człowieka ze starości, a czymś innym w wyniku zabójstwa

lub kary śmierci. Tak, czy owak, sam Seneka nie obawiał się

śmierci, w której, niezależnie od okoliczności, widział coś

naturalnego i mężnie ją poniósł.

     Jednak w nastroju tego wiersza nie samą tylko pogodę

ducha odnajdujemy. Być może zatem męstwo bycia nie

wyklucza melancholii przemijania...

     Dla mojej matki własna śmierć jako problem

egzystencjalny w ogóle nie istnieje. Nie czuje przed nią

żadnego lęku. Ale ta melancholia jest w niej szczególnie

żywa.  Podobnie jak poczucie utraty najbliższych.

     Była dzieckiem, kiedy rozstrzelano jej ojca. Musiała

zdobyć pieniądze na trumnę dla niego i przywieźć ją, bo

jej matka została w egzekucji ciężko ranna. Widziała

ekshumację jego ciała...A wszystko zaczęło się pierwszego

września, kiedy idąc do szkoły zobaczyła na niebie srebrny

samolocik.  Była nim zachwycona - nie wiedziała, że zaczęła

się wojna.

    Często powtarza, że ludzie byli wtedy bardziej ludzcy

i solidarni, i w pokoju mojej babci spało podczas wojny 

i zaraz po wojnie czasami po kilkanaście osób. A teraz

wszyscy poodgradzali się murami i każdy żyje dla siebie,

a egoizm stał się najwyższą normą życia społecznego...

    I wtedy istniała patologia. Donoszono na Żydów albo

ich zabijano, a Dziadek jeszcze żył, kiedy z jego palca

wyszarpnięto ślubną obrączkę. 

 


poniedziałek, 17 kwietnia 2017

    

     Na pewno nie wiesz jeszcze czym jest

samotność, choć wydaje ci się, że ją

dobrze poznałeś błądząc bezdrożami

sennego marzenia albo krocząc bezpieczną

drogą jakiejś duchowej praktyki i że jest

już w związku z tym całkowicie oswojona.

    Nie ma nic bardziej błędnego i

zwodniczego niż przypuszczenie, że 

możesz ją adorować, wielbić i czuć się 

w jej pustce jak ryba w głębinie oceanu

w przeświadczeniu, że oto wszystkie

twe troski i kłopoty się skończyły i

jesteś ponad losem. Przypuszczenie

takie mile głaszcze twą próżność - czujesz

się przecież zwycięzcą. Uwolniłeś się raz

na zawsze od przywiązania i niepokoju.

   Istnieją także ludzie, który mówią, że

samotności w ogóle nie ma, podobnie jak

nie ma cierpienia, a realne jest tylko

ich zdaniem uczucie wyobcowania, które

jak każde uczucie jest czymś czysto 

subiektywnym. Przypominają trochę tego,

kto widząc ranę zadaną komuś nożem,

mówi, że istnieje ona jedynie w wyobrażeniu

cierpiącego, który mógłby przecież jej

istnienie zignorować.

    Radca Christiansen spojrzał na zegarek.

Była dwunasta w nocy. Wcześniej nigdy nie

wychodził ostatnio z domu. I chociaż nie

padał deszcz zabrał ze sobą parasol, który

chronił go przed księżycową poświatą, mgłą

i spojrzeniami napotkanych po drodze

ludzi i widm. Nie ma bowiem, jak uważał, w

życiu nic gorszego niż złe spojrzenie. Złe

słowo ma wielką moc - rani jak sztylet, a

może nawet zabić. Ale złe spojrzenie jest

jak zaklęcie, wskazanie fałszywej drogi albo

wydanie na kimś nieodwołalnego wyroku.

W kontakcie z nim jesteśmy jak ktoś kto

wszedł w kontakt z demoniczną mocą lub

porażającą energią. Dlatego koniecznie

musimy go unikać.

    Odkąd jego ukochana Klara odeszła nie

mógł się pozbierać. W życiu nie czekało

go już bowiem, jak sądził, nic poza cierpieniem,

samotnością i śmiercią. Rzucił pracę i poddał

się przyjemnej melancholii. Przez cały

dzień senny jak sowa oczekiwał na nadejście

zmroku, a podczas swych wieczornych

spacerów liczył napotkane drzewa albo

przypominał sobie sceny z odległego już

dzieciństwa. Nie mógł sobie jednak nigdy

przypomnieć jej twarzy. Pamiętał pocałunki,

czułe słowa i gesty, ale jej twarz pozostawała

przed nim zakryta, co doprowadziłoby go z

pewnością do rozpaczy, gdyby nie jego nowe

zajęcia. Kiedy tylko zaczynał iść zapominał

o dręczącym go smutku. Dlatego wracał z

tych spacerów zwykle przed świtem, a ta

widmowa egzystencja bardzo przypadła mu

do gustu.

     Tego lata podpatrywał też łabędzie w

królewskim ogrodzie.  Zabierał tam ze sobą

skórki od chleba, którymi się żywił i wpatrywał

się w jeziorko z taką uwagą, że mógłby każdego

ptaka nazwać po imieniu. Najbardziej interesował

go samotny czarny łabędź. 

     Spotykał tam często Reginę, staruszkę, która

mieszkała w swym pokoju w kamienicy z

trzydziestoma kotami. Regina musiała być kiedyś

piękną kobietą, ale teraz nikt by tego nie

zauważył. Koty uwielbiały ją jednak, bo często

ratowała im życie. Była to jedyna osoba przed

którą nie musiał się ukrywać. Ale lato właśnie się

kończyło i nadchodziła jesień.

    - Czas już na ciebie Panie Radco - powiedziała

kobieta.

   I rzeczywiście w kilka dni później nasz Radca

przeziębił się i umarł. Na jego pogrzeb nie przyszedł

nikt, więc jakaś litościwa dama w średnim wieku,

która przechadzała się po cmentarzu, postanowiła

odprowadzić go na miejsce ostatniego spoczynku

w mogile bez nagrobka pod cmentarnym płotem.

Padał deszcz i dama pomyślała patrząc na świeżo

rozkopaną ziemię, że mógł trafić gorzej - do 

jamy wyspanej wapnem, gdzie chowano

okolicznych pijaków.

     A jak kończy się ta historia?  Czarny łabędź

odleciał, staruszka umarła, koty w większości nie

przetrzymały zimy, a Regina nigdy już do

Kopenhagi nie zajrzała. Czuła miłość nie zawsze

ma czuły koniec.  Za to wszystkie drzewa

po drodze do jeziorka zostały dokładnie policzone.  

 

niedziela, 16 kwietnia 2017

 

 

      "Gdy się wywiąże dyskusja nad życiem szczęśliwym,

nie waż mi się odpowiadać według zwyczaju stosownego

w senacie przy głosowaniu przez rozstąpienie: "Po tej 

stronie, jak się zdaje, stanęła większość" - bo większość

właśnie przez to samo stanęła po stronie gorszej. Sprawy

ludzkie nie wyglądają tak dobrze, by coś, co jest lepsze,

znalazło uznanie większości." 

     Te mądre słowa Seneki wzbudzają niepokój z trzech

powodów. Po pierwsze - są prawdziwe i namawiają do

pogłębiania refleksji i krytycyzmu. Po drugie jednak

podkopują wiarę w podstawy demokracji jako systemu

politycznego, co boleśnie współbrzmi z doświadczeniem

najnowszej historii (np. z faktem, że partia Hitlera

zwyciężyła w demokratycznych wyborach). Sokrates

oczywiście myślał podobnie! 

     W odniesieniu do kwestii ludzkiego szczęścia wydają

się natomiast pozostawiać osąd jedynie ekspertom. Ale

w końcu każdy może takim ekspertem się stać, jeśli ma

naturę kontemplacyjną i uważnie obserwuje życie. W grę

wchodzi jednak zawsze zarazem jakieś poczucie wartości

życia i dlatego koncepcja szczęścia wyrażona przez samego

Senekę nie każdego przekonuje.   

      - Całe szczęście, że filozofowie nie decydują o tym, jak

mamy żyć - powie ktoś. Ale jest to dość zwodnicze, ponieważ

my sami również najczęściej świadomie o tym nie decydujemy.

Dlatego jest to tylko najczęściej połowa szczęścia ;-)

     

 

 

 

____________________________________

    Blox się dzisiaj nie popisuje - już po raz trzeci wysyła

mój wpis w kosmos, co jest wyrazem braku elementarnego

szacunku dla publikujących tutaj, a przede wszystkim

jest niehumanitarne, męczące, bo żeby opublikować wpis 

trzeba sporej determinacji. Oczywiście robi to system, ale

niewiele to zmienia jeśli chodzi o istotę rzeczy.  Dla 

większego udręczenia po każdym takim wysłaniu tekstu

w kosmos muszę się od nowa logować ;-)

sobota, 15 kwietnia 2017

indie_dama_sarenki

              WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO OD MAESTRO NEZUMIEGO

                                      (CHOĆ ZDJĘCIE NIE JEGO)

 

              Świat ministra Szyszki wygląda zapewne inaczej. Drzewa

              zrąbano, a sarenki odstrzelono w ramach racjonalnej 

              regulacji populacji...Dziewczyna zaś koniecznie musi coś

              (ze sobą?) począć. 

00:42, nazumi13
Link Komentarze (9) »
piątek, 14 kwietnia 2017

 

    - Podczas deszczu zdjęcia drzew najbardziej

się udają. Szczególnie, kiedy wiatr porusza

gałęziami . - powiedział Toru.

   - Ja tam nie lubię, kiedy mi zalewa obiektyw. -

nie zgodziła się Etsuko. 

   - Spójrz bardziej obiektywnie! Przecież wiatr

i deszcz coś do nas mówią...

   - A ja nie lubię jak jest mi zimno. Nie lubię

moknąć i szczękać zębami. To mnie rozprasza! 

Zresztą w czasie deszczu nie ma dobrego światła,

a to podstawa...Dawno od ciebie odeszła? Pewnie

nie lubiła być mokra. -

    Toru uśmiechnął się tym swoim czarującym

uśmiechem i powiedział: 

    - Teraz już rozumiem, dlaczego koty nie

fotografują. -   

    Szli przez jakiś czas w milczeniu po pustym 

parku, aż w końcu Etsuko nie wytrzymała:

    - Ale jeszcze lepsze zdjęcia robi się podczas

wieczornej zamieci, kiedy serce zamienia się

w bryłkę lodu i nic nie widać. -

    - Dokładnie! - rzekł chłopak.

    W chwilę potem pocałowali się...Dalej już

ich nie podglądałem. 


środa, 12 kwietnia 2017

 

 

     "W końcu czym jest życie?"

- pyta buddyjski poeta Su Shi z czasów dynastii

Song i odpowiada:

   "Przypomina trop gęsi na rozmiękłym śniegu.

     Ten przypadkowy ślad wkrótce zniknie,

     A gęś odleci nie wiadomo dokąd."

     (Przekład H. Turczyn- Zalewska)

    

     Za chwilę nie będzie już tego wszystkiego

czym żyjemy, ani nas samych. Każdy nasz krok

i całe nasze życie znikną jak ślad pozostawiony

w błotnistym śniegu.

     Jak myślisz, co z tego wynika? 

     ...Że warto mieć spokojny umysł, kochać

ludzi i inne czujące istoty, że zysk i strata nie

powinny być drogowskazami naszego życia?

     Ta wiedza jest zapewne dla ciebie

nieużyteczna. Być może chcesz odnieść sukces

i zaspokoić własne pragnienia - tego cię przecież

nauczono.

    Zapomnij na chwilę o jednym i o drugim. 

O uciążliwych pouczeniach, które wymagają od

ciebie rezygnacji i miłości, i o tych, które

żądają od ciebie uczestniczenia w wyścigu

szczurów.

   Spójrz na ślad błoniastej gęsiej stopy na śniegu

i pomyśl, że nie ma odpowiedzi na pytanie, czym

jest życie.       

    Ten zimowy obrazek warto przypomnieć sobie w porze wiosny.  

       

wtorek, 11 kwietnia 2017

 

                          tuli listki mimoza

                          duszna jest ta narkoza

                          słoń tłucze porcelanę

                          i tak tańczą na zmianę

                          choć składu w tym nie ma

                          jak Pan Profesor mniema

                          walc tango czy też polka

                          on Polak ona Polka

                          niejeden politolog

                          napisałby nekrolog

                          ale oni wciąż żyją

                          i ręką rękę myją

                          słoń żyje i mimoza

                          choć nie jest to psychoza

                          a głosy podliczone

                          i wszystko potłuczone

                         

                          


poniedziałek, 10 kwietnia 2017

 

      Żyjemy w smutnych czasach, w których

filozofię zastępuje się coachyzmem, albo

pseudo-psychologicznymi bredniami na temat

toksycznych ludzi, wampirów emocjonalnych,

narcyzów oraz hormonów szczęścia i

rozwijania asertywności. Osiągnięto już

w ten sposób szczyty debilizmu i ogłupiono tak

wielu ludzi, że przykro o tym myśleć,

wspierając najbardziej prymitywny egoizm

i mechaniczny konformizm...Nie znaczy to, że

same te pojęcia nie odnoszą się do czegoś

rzeczywistego i że nie mają wartości poznawczej.

    Ja nawet kiedyś lubiłem o tym czytać, ale

międlenie tego w nieskończoność i nadawanie

powagi rzeczom, które jej nie mają, doprowadza

mnie czasami do rozpaczy. To tak jakby ktoś

chciał szczyny zamienić ponownie w wino, które

przecież już zostało wysikane i kazał to innym

pić. Wino mogło być nawet smaczne, ale w takim

stanie już przecież nie jest...

    Ja wiem, że ludzie chcą zarobić, albo

uważają te prawdy za tak objawione, że im się

gęba nie zamyka, ale jest przecież jakieś

poczucie przyzwoitości i istnieją jakieś granice  

bezczelności i zwykłego nieuctwa.

    Trzeba kochać człowieka!

    Ot, powiesz może, znowu stary narcyz

i wampir emocjonalny napisał coś, co mu ślina

na język przyniosła, ponieważ ma w d...za mało

endorfin i nie potrafi być asertywny.  Ale ja

nie chcę w tym odmóżdżaniu uczestniczyć.


         

niedziela, 09 kwietnia 2017

 

      Wczoraj miałem ze sobą w autobusie dwie

ciężkie torby, a ponieważ był tłok, a na przednim

siedzeniu na przeciwko wyjścia trochę miejsca,

oparłem tam zwyczajem babć jedną z toreb, ale

tak, aby się nie stykała z siedzącym. Młody Arab,

który tam siedział, wstał i mówiąc wesoło

    - I love you! - 

przemieścił się w kierunku drzwi. Stał tam przez

dobre dwadzieścia minut, choć było to miejsce

dość niewygodne.

    Taka życzliwość nie jest zbyt częsta, więc 

nie poczułem się jej ofiarą, a przeciwnie...

      

 

 

       W pewnym nawiedzonym domu zapanował

spokój. To źle dla jego właścicieli. Nie mają go

już teraz komu wynająć...Czasami myślę, że

Polska jest takim domem. Miłość tu raczej nie

rozkwita. 

       Idę sobie wczoraj wieczorem do schodów

ruchomych w metrze i słyszę potężny śpiew kibiców.

"Pewnie na Legii był jakiś mecz." - myślę.

     Co za groteskowy widok! Na schodach kilkudziesięciu

kibiców otoczonych i poprzedzielanych kilkudziesięcioma

uzbrojonymi po zęby policjantami. 

    Kto wymaga takiej ochrony? Jadę schodami w górę,

a oni w dół. To kibice zdegradowanej kilka lat temu

do czwartej ligi Polonii Warszawa. "Jeszcze pokażemy ci,

ty kurwo z Łazienkowskiej 3"- śpiewają. To o Legii.

"O, jesteśmy chyba w domu" - myślę.

          

sobota, 08 kwietnia 2017

 

 

     "Na czym polega zadanie wyższego szkolnictwa?

       - Uczynić z człowieka machinę. -

      Co jest środkiem do tego?

      - Winien się uczyć i nudzić.

      Jak się to osiąga?

      - Za pomocą pojęcia obowiązku. -"

      (Fryderyk Nietzsche)

 

     Niewiele niestety się zmieniło, choć może nie

     trzeba o tym przypominać w haniebnych 

     czasach, kiedy ze szkół wyższych robi się

     szkoły zawodowe, a biblioteki dewastują

     swoje księgozbiory wyprzedając cenne książki.

     Neoliberalni filistrzy nie rozumieją nawet

     tego, czym jest obowiązek. Ekonomia jest

     dla nich bogiem, a osiągnięcia naukowe

     mierzą ilością produkowanej makulatury.

     W dodatku w Czechach, które są kulturalnym

     krajem, pracownik naukowy zarabia

     trzykrotnie więcej niż w Polsce i nie budzi

     to niczyjej zawiści.

 





    

piątek, 07 kwietnia 2017

 

 

                       Licho widać nie spało

                       i około dwudziestej czwartej

                       do pokoju weszła teściowa

                       ale bez teścia bo nie żyje 

                       z nią już od ładnych paru lat                                 

                       mamusiu mówię co też mamusia 

                       że tak powiem pierdoli

                       a no nic synku nie mam z kim

                       przystojny jesteś jak Dostojewski

                       a kto to jest Dostojewski

                       dusza dostojna nie jakiś

                       za przeproszeniem fiut

                       a może już mamusia położy się spać

                       nie postraszę jeszcze trochę

                       a co tam w wojsku jak koledzy

                       dawno nie byłem jakieś trzydzieści lat  

                       człowiek strzelał Pan Bóg kule nosił

                       zleciało i chuj jak to się mówi w wojsku

                       Panie Chorąży

                       to dobrze że wierzysz zięciu

                       ale jeden wierzył i mu urwało        

                       nie mój przypadek powiedziałem

                       a może już mamusia położy się spać

                       ano nie ma to jak wieczne odpoczywanie

                       ale najpierw cię trochę pomagluję

                       na kanale 500+ jest film

                       może mamusia obejrzy

                       tak późno dają kanalie

                       młoda godzina Edek

                       w sumie to w podróży się wyspałam

                       a Elka gdzie

                    

środa, 05 kwietnia 2017

 

       Czego o sobie nie wiemy?

       

       Tylko w mglisty sposób przypominamy sobie życie płodowe.

       Chwile, w których działała narkoza, postrzegamy jako dziurę w

       naszym życiu. Nie znamy momentu ani okoliczności własnej

       śmierci, ani naszych przeżyć i myśli w chwili umierania. Strumień

       tego, co podświadome lub nieświadome, płynie wciąż, ale nie 

       zawsze mamy z nim bezpośredni kontakt. Nie wiemy w jakim

       kierunku porusza się Ziemia, ani czy uczucia innych wobec

       nas są stałe. Nie wiemy, jakie radości i utrapienia przypadną

       nam w udziale. Przeważnie nie wiemy też kim jesteśmy w

       głębszym, psychicznym sensie. Nie znamy celu naszego życia,

       ani życia w ogóle. Niewiele wiemy o wszechświecie i osobach

       nam najbliższych.  Rzadko rozumiemy własną fizjologię. A 

       jeszcze rzadziej tzw. duchowość. Nie wiemy, jak zachowalibyśmy

       się w sytuacji, której nie znamy z doświadczenia, ani jaki ból

       jesteśmy w stanie znieść.

wtorek, 04 kwietnia 2017

 

                                   Pewien suseł

                                   miał dość guseł

                                   ale dla sów

                                   zaświecił nów   

                                   pod księżycem

                                   mija życie

                                   mysz się krząta

                                   i wiewiórka

                                   nocą ciemną

                                   lęk jest ze mną

                                   tak tu cicho

                                   nie śpi licho

                                   a marzeniu

                                   końca nie ma

                                   tylko trudno

                                   o człowieka

                                   temu nudno

                                   tamten zasnął

                                   ktoś ucieka

                                   wszyscy biegną

                                   zabiegani

                                   i budzą się

                                   rozespani 

                                   

                                                                                                     

poniedziałek, 03 kwietnia 2017

 

     

     Był jasny, wiosenny dzień. Cały klasztor tonął w zieleni. Ptaki

śpiewały ze wszystkich sił. A niebo było błękitne. 

     - Dzień dobry Hildegardo - powiedziała Natalie. 

     - Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus - odrzekła siostra

Co sprowadza cię w moje progi, ty mała grzesznico? Może przepisać

ci jakie zioła? Bo przecież niezłe z ciebie doprawdy ziółko! -

     Mówiąc to uśmiechnęła się czarująco. Była jeszcze piękna,

podobnie jak jej towarzyszka. Szły przez pusty ogród, gdy

nagle spadł deszcz.  Schroniły się pod dachem drewutni. 

     - Ponieważ czuję, że stąd odchodzę do lepszego świata, mam

ci do powierzenia sekret swojego życia - rzekła Natalie, prawie

przytulając się do siostry. -

     - Kochanek, ciąża? - żartowała Hildegarda - To zbyt banalne,

abym chciała tego słuchać - A może w dzieciństwie coś ukradłaś

i wychłostano za to twoją służącą? -

     - Wiele razy chciałam się zabić! - rozpłakała się dziewczyna.

     - Ja też!  I co w tym wielkiego?  Zgrzeszyłam, odbyłam pokutę,

nie ma co do tego wracać...Spójrz na niebo - za chwilę znów

wyjdzie słonko!  Chodźmy lepiej nad wodę! -

     - Ale przecież pada! - 

     - Nie jesteśmy z cukru!...Natalie, cokolwiek to było, Pan Bóg ci

już dawno wybaczył. Musisz w to uwierzyć! -

     Prawie nad tę wodę pobiegły, a potem w deszczu, przyglądały

się ukazującym się na niej kręgom i odbiciom, i nie poczuły nawet,

że wieje wiatr. Taką władzę ma nad ludźmi radość!

     Następnego dnia o poranku znaleziono ciało Natalie. Powiesiła

się na płaczącej wierzbie. Inspektor Cognac zadawał siostrze 

podstępne pytania, dodając z poważną miną:

    - Rozumiesz chyba, Madame - Taką mamy procedurę. Mam

nadzieję, że należycie pojmuje pani sens tego słowa...Czy z

denatką łączyły panią jakieś, że tak powiem, intymne związki? -   

    - Takie same jak z panem! - wybuchła siostra. - Nigdy sobie 

nie wybaczę, że z nią nie porozmawiałam! -

    - No, przestań już beczeć! - zniecierpliwił się Cognac - Przecież

nawet przytulić cię nie mogę!  Raz, że jestem tu służbowo. A po

drugie, co by na to powiedział Twój bóg? - 

    - Boga nie ma! -  wyszeptała Hildegarda.

    Konwent tłumił właśnie powstanie w Wandeli. Kobiety i ich

kochanków wiązano w pary tak, aby stykali się genitaliami

i topiono ku uciesze gawiedzi. Dzieci zabijano uderzeniem kolby

w głowę. Żartownisie dosypywali prochu w miejsca intymne 

kobiet i rozrywali się widokiem gwałtownej eksplozji. Gilotyna

była za droga, bo trzeba było zapłacić uposażenie katu. Dlatego

ludzi topiono w morzu na starych barkach. Było to nader korzystne

z ekonomicznego punktu widzenia.

 

    "Wolność, Równość, Śmierć!" - żartował kilka lat wcześniej

Chamfort.  



 

 
1 , 2