Kategorie: Wszystkie | "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę" | ...bez końca | 0 | 100O i jeden Rabinów | A Puszkina też zapuszkują? | A moze to tylko pomieszanie zmyslow | A nie lepiej być purystą? | Aaaaaaaaaaaaaa...aalfabeta | Ach, gdzież jest litość lub wspolczucia pozór? | Ach, gdzież jest litość lub współczucia pozór? | Adam Mic - Kiewicz | Adaś i Ewka | Aforystyka | Amerykański sen | Autopsychoterapia | Bez sensu to to! | Bez szaleństwa... | Bezmyślne okrucieństwo | Bezradność | Biedna Szymborska | Biedny Kapturek! | Bliźni miłości | Bliźniego miłość... | Blondyn | Blue Bossa | Bojaźń i drżenie | Bratnie dusze | Bruner, ty świnio! | Buddyzm w życiu codziennym | Bóg mi poskapił tej anielskiej miary... | Bóg mi poskąpił tej anielskiej miary... | Bójstwo samo | Caritas | Chiziofrenia | Choroba na śmierć | Chwila ułudy | Chwila wytchnienia | Chłodne upojenie | Cierpienia i radości | Cierpienie i radość | Cleen feed | Cnota niedoli | Co slina na język przyniosła | Co tam panie w polityce? | Co w niebie piszczy | Co ślina na język przyniosła? | Corrida | Coś dla duszy... | Coś tak wulgarnego | Cudotwórstwo | Czarna Perła Tao | Czarny tulipan skrzyżowany z czarna różą | Czarny tulipan skrzyżowany z czarną różą | Czary Mary | Czego nie przysięgał Hipokrates? | Człowiek nie jest rzeczą | Człowiek to brzmi dumnie, ale nie u mnie | Często chowa | Częstochowskie rymy | Deficyt aniołów | Delightful! | Demokratyczne wybory w Oczodołach | Diabłoterapia | Dla wszystkich i dla nikogo | Dnieje | Do samego siebie | Dodatek | Dowcipas dnia | Duma narodowa | Dusze drzew | Dyskretna mgiełka autoironii | Dzielność | Dziki kapitalizm | Dzisiejsza młodzież | Dzisiejsza młodzież nosi ładną odzież | Egzystencjalizm jest chumanizmem | Ekonomia zbawienia | Elegancja Francja | Elegijnie | English gentelman | English gentleman | Epicurus | Ewa tylko ziewa | Falochron | Female | Filozofia bez uczoności | Forever Loving Jah | Gadu, gadu | Gadu, gadu, trochę więcej jadu | Gal Anonim | Gaz dla pedałów | Gaz dla pedałów, młot dla sierpów | Gdy rozum śpi... | Gendarme | Genek, gienialny gieniusz | Geno Typ | Gorący uczynek | Grabarz | Grabarz nonsensu | Gry i zabawy literackie | Głupota przysłowiem narodów | Głębie i tajnie Podświadomego | HIstoria nauczycielką bicia | Herbatka zen | Homo economicus | Homo sapiens czy Homo politicus | Humor absurdalny | Humor nieco absurdalny | Humor, satyra, panie... | I rekiny w oceani mają zębów cały rząd | I rekiny w oceanie mają zębów cały rząd | Indie Wschodnie i Zachodnie | Industrial | Istnieje również wrodzony brak poczucia humoru | Ja tam bynajmniej nie wiem | Jak długo będę jeszcze żył? | Jak uprawiać agresywne dziennikarstwo? Poradnik dla początkujących | Jakże cżęsto powtarza się ta historia | Jakże trudno czasami coś sklecić! | Jan i Małgorzata | Jan z Czarnolasu | Jesienna muzyka | Jeszcze smutniej! | Jeździec Apokalipsy | Językologia | Kaczuszki mandarynki | Karawana idzie dalej | Katedra Adamowego Żebra | Kawa z Kafką | Każdemu według naszych chęci | Każdemu według potrzeb | Każdemu, o czym tylko zamarzy | Kiciuś Miciuś! | Kicuś Micuś! | Kiedy człowiek staje się bestią | Kiedy owce nie milczą | Kij w mrowisku | Kniaź Wiktor | Kochani ludożercy | Kolacja Pani Sowy | Kometa tylko głownia nie ta | Konkwista | Koryfeusz nauki, milośnik sztuki | Koty i inne zwierzęta | Koty, głupoty, palikoty | Kości rzucone są | Kość słoniowa | Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatni | Kto pisze teraz historię? | Kuchnia szamańska | Kwiatki Św. Franciszka | Kwiatostan śmierci | Kwitnienie kultury | Kwitnąca wiśnia | La colombina i ciche ukojenie | Lekarzu - lecz się sam! | Lenin wiecznie żywy | Leśmianiada | Lichwiarstwo polskie | Liryki i prztyki | Logika dziejów | Londyńska mgła niepamięci | Londyńskie przygody | Los ofiary | Los puka do moich drzwi | Lotosowy wpis | Ludzie ludziom... | Lunatyzm | Lęk społeczny | Made in Japan | Maligna | Marność nad marnościami | Marność nad marnościami. Rekoleksje Wielkopiątkowe | Marzenia senne | Marzeniologia stosowana | Maszkary i senne dziwadła | Maszkary i senne widziadła odbite w lustrze | Mała czarna z Kafką | Medycyna naturalna | Meine Liebe Augustin! | Melancholia | Melancholia stosowana | Memorabilia | Meszreiw | Meteo | Mgiełka autoironii | Mglisty dzień. Mgła | Mikołak | Mistrz i Małgorzatka | Mistycyzm lunarny | Mistyka i miłość | Mitologia osobista | Mitologia świata | Miłość | Miłość bliźniego | Miłość nie zawsze szczęśliwa | Miś Uszatek | Moc rytuałów | Monada nie ma okien | Mowa potoczna | Mowa ptaków | Mowa serca | Moze ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może ktoś się ucieszy? | Może ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może to trochę zbyt uszczypliwe | Musicology | Muza lekkich obyczjów | Muzyka przywraca ład serca | Myszoterapia dr Nezumi | Myśli prostego człowieka | Mądrość Natury | Mądrość jak z gazety | Mądrość narodów | Młot na faryzeuszy i hipokrytów | Męstwo bycia | Mówił sen do snu | NIe ma na świecie dwóch takich samych liści, ni kropel deszczu | Na jawie (lecz to, co niejawne pozstaje) | Na stos rzuciliśmy szcześcia los | Na stos rzuciliśmy szczęścia los | Na szczytach hipokryzji | Na zdrowie! | Nad piekną rzeką | Najokrutniejsze zwierzę | Najsłodsza tajemnica | Narastająca senność | Nic dzisiaj ciekawego nie napisałem | Nicość | Nie am dwóch takich samych liści, ni kropel wody | Nie bój się - najwyżej cię rozstrzelają! | Nie czas żałować burz, gdy płoną oczy | Nie czas żąłować burz, gdy płoną oczy | Nie każde szczere złoto jest szczerozłote | Nie ma na świecie dwóch takich samych liści ani kropel wody | Nie ma na świecie dwóćh atkich samych liści lub kropel deszczu | Nie ma takiego smutnego, co by na wesołe nie wyszło | Nie ma zazdrości bez miłości | Nie oddamy nawet guzika | Nie tylko dzielenie włosa na czworo | Nie wiem, ja w ogóle nie myślę | Nie zabijaj! | Nie zabijajcie drzew! | Nie zawsze urocza dzecinada | Niebiańskie szczyty głupoty | Niech pani będzie dzielna! | Niech zapłaczą na moim pogrzebie | Nieco drapieżny wpis | Niekoniecznie ptasi móżdżek | Nienawiść bliźniego | Nieosobiście | Nieprzesłane przesłanie | Niestworzone rzeczy | Nieszkodliwe głupotki | Niewczesna melancholia melomana | Niewczesne rozważania | Niewielka profanacja | Niewielkie przekłamanie | Niskolotnie | No No! Teatr No | No comments! | No no! | Nowa poezja lingwistyczna | Nędzne kabareciarstwo | O Leonardo, po cóż się tak trudzisz? | O dzieleniu włosa na czworo, czyli metodzie scholastycznej | O dzieleniu włosa na czworo, czyli o metodzie scholastycznej | Obciachy | Obscenia i parafrenalia | Obsesja dobrego biustu | Ojej! | Oko w oko z zębem mądrości | Okropieństwa | Okruchy odgrzebane z lawy | Okruchy życia wygrzebane zlawy | Okruchy życia wygrzebane z lawy | Okrutna losu ironia | Orientuj się na orient | Owczarek | Owczarki afgańskie | Owocożerni | PL jak piekło | PO PiS | POeci wszystkich krajów dzielcie się | Pan Tadeusz | Panie pośle, po chrześcijańsku panu wybaczam | Pańska satyra polityczna jest niegramatyczna | Pendant do pewnego przypisu | Perlikowski | Pewna elastyczność zasad | Pewne jak w banku | Piorunujący piorun! | Po owocach poznacie ich! | Po upadku | Pobożne życzenia | Podpatrywanie Natury | Podroby i inne podróbki | Pokolenie Kainowe | Pokorne ciele | Pokorne cielę | Pokusa | Polak potrafi | Polak potrafi! | Politolog i Politowska | Politycznie niepoprawne! | Polonica | Polonika rycerskie | Polucje i ablucje | Pomarańcze i mandarynki | Pomarznąć dobra rzecz | Pomarznąć dobra rzecz! | Pomoc psychologiczna | Poranna kawka z Kafką | Porąbane marzenia | Potężne i głębokie warstwy pierwotnego mitu | Powieść brukowa | Powszechna życzliwość | Powtórka z cynizmu | Poznaj samego siebie | Prawda | Prawda jest jedna i piękna, ale złożona | Prawda popłaca | Prawdziwa metropolia | Prawi i sprawiedliwi | Prawiezmartwychpowstanie | Prawiezmarwtychpowstanie | Prognoza pogody | Pruski smutek | Przecież cię zjem! | Przedagonalny polski agon | Przegląd sportowy | Przeinaczenia | Przez pychę do pokory | Przeżyjesz to, a pote już tylko grób | Przeżyjesz to, a potem już tylko grób! | Przminęło z wiatrem | Prztyczek | Psiapowiednia Majów | Psubrat | Pustka | Pytanie dość retoryczne | Raczej to nie będzie hit | Radosne gonitwy śnieżnych tygrysów | Radość wędrowania | Rejterada Rejtana | Religie nauczą cie pokory | Res Sacra Pecunia | Romans z pop kulturą | Roots, Rock, Reggae | Rozkosze reinkarnacji | Rozmowa nie na telefon | Rozpacz | Rozpacz na wieki wieków | Rozpacz, która podpełza pod gardło | Ruch i świeże powietrze... | Rybołówstwo cudzołożnika | Rycerz pokalany | Samokrytyka | Samotność egzystencjalna | Sekrety pewnego domu handlowego | Seraphic Flames and Heavenly Love | Siedź na dupie i potakuj! | Somatyka | Somatyka logiczna | Spełniona przepowiednia | Spleśniały ser | Sponsorem tej opowieści jest wydawnictwo Błękitny Wieloryb | Sport to zdrowie | Spowiedź morskiego wilka | Stary Sącz i Nowy Sącz | Stary mafioso | Stołeczne stołki | Stratyfikacja społeczna | Suma sumarum | Sumienie rachunku | Sweet Music and Poetry | Sygnały podprogowe | Szalchetne zdrowie | Szczęśliwa pomyłka | Szekspir do żadnej nie należy epoki | Szkarady | Szlachetna gravitas | Szlachetne zdrowie | Słodycze grafomanii | Słówka | Słówko do słówka, a uzbiera się sówka | Tadeusz Bój Jeleński | Taia chińska podróbka | Takie będą rzeczpospolite jakie tego blogu chowanie | Takie tam, pierdoły | Talking Heads | Tania chińska podróbka | Tatiana | Teorie świata nauki | Terapeutyczie | Terapeutycznie | Thames | The Doors. Uchylone drzwi | The Lion cub | The fruit of beauty and despair | To na pewno nie Lec | To nie żadna filozofia | Tragiczne pożegnania | Transformacja duchowa | Trudna sztuka dialogu | Trudno czasmi coś sklecić | Trzylogia | Trója z polskiego | Twarda rzeczywistość | Ty mi tutaj nie filozuj | Tygrysologia stosowana | Tysiac i jeden ptaków | Tysiąc i jeden kotów | Tysiąc i jeden ptaków | Tysiąc różowych kroliczków | Tęsknica | Tęsknota duchowa | Ubekistan | Ucone księgi | Uczeni ludożercy | Uderzenia losu | Uduchowienie | Umrzeć z miłości | Upadek Pierwszego Człowieka | Uroczy wegetarianin | Uszczelnienie systemu podatkowego | Utrata uzębienia | W czym mogę panu pomóc? | Wciąz powtarza się ta sama historia | Wciąż powtarza się ta sama historia | Wdzieczna muzyka przywraca ład serca | Wesola grafomania z morałem | Wiecej broi dla szaleńców w Teksasie | Wieczne powroty | Wiedza radosna | Wielka wygrana | Wielomówstwo, czyli plaga opowiadania | Wierzba płacząca | Wiosny i jesienie | Witch | Więcej broni dla szaleńców w Teksasie | Wojna totalna | Wpis o kształcie piramidy | Wprowadzenie do kruczków prawnych | Wrzucam wszystko do kosza | Wrzątek | Wspomneinei pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Współczesny filister | Wszystkie rybki | Wszystko na A | Wszystko na sprzedarz | Wszystko na sprzedaż | Wygrana | Węzłowato | Wólka Węglowa | Xin Lu, typowa brunetka o granatowych oczach | Z Nietzschego nic nie powstaje | Z księgi wulgaryzmów | Z rupieciarni myśli | Zaczarowany świat zen | Zanim mnie wrzucą do dołu | Zapowiedź Apokalipsy | Zaraz wracam! | Zasada domniemanej winy | Zaskroniec | Zastał Polskę drewnianą... | Zatrzaśnięte drzwi | Zbaw mie Buddo Amido | Zbaw mnie, Buddo Amido | Zdrowy egoizm | Zegar dziejów | Zestrzelenie księżyca | Zginął z rąk słabej kobiety | Zima się nas nie ima | Zjawiskowe | Znak jaskółki | Zrozumieć wartość tego, co nieużyteczne | Zuch zawsze ochoczy! | Zwierzęta pod postacią ludzi | Zwyciestwo konsumpcjonizmu | Ząb mądrości | ie zabijajcie drzew! | ieosobiście | kosmos | Łagodne prawo, ale prawo | Łagodność tygrysa | Śmiechotki, chichotki | Śmiertelna powaga | Śmierć | Światełko w mroku | Świętość, wziętość, nadętość | Życie jest tragiczne | Życie samo | Życzliwe spojrzenia na całość ogródka | Żyć, nie umierać
RSS
sobota, 30 kwietnia 2016

         

          Nie wiem, o czym śni ten ptak, ale jeśli czuje się uwięziony, to

          może marzy o łąkach, polach i niebie?  Czy grałaś kiedyś na

          kocie? ;-)   Na koto grają zwykle kobiety.  Ptasie sny są jak

          piękne marzenia , a marzenia jak piękne niespełnione sny.

          Kto napisał "Marzenia jak gorące ptaków wydzieliny obdarzają

          mą duszę tysiącem upieczeń"? ;-) Jedno jest pewne - chyba nie

          napisał tego nasz Nezumi.

 

         

 

         

          Badania psychologiczne wykazały podobno, że myszy trzymane w

          klatce, obok której przechadza się kot, żyją trzykrotnie krócej niż

          pozostałe.

02:09, nazumi13
Link Komentarze (16) »

 

 

                   pogrążony

               w narkoleptycznym śnie

               słyszał wciąż tę samą

                   płynącą melodię

               śniła mu się ukochana         

               której już nigdy nie zobaczy

                   a potem czuł się tak

               jakby pływał w wodach płodowych

               i bał się przebudzenia

                  lutnia nagle umilkła

               w starożytnych księgach

               napisane jest że niebiańska rzeka

                  wpływa do morza

               a płynąc tak można dopłynąć

               do migotliwych gwiazd  

                  jutro znowu trzeba będzie

               iść do szkoły pomyślał

               ale miał już dziewięćdziesiąt lat

                  i szkoła była zamknięta

               a tam gdzie był dziedziniec

               wybudowano więzienie

                   dla starszaków

               jak ten czas upłynął?

               przecież przed chwilą...

                   jeszcze raz

               uderzył w strunę

               ale serce nie pękło

                   a spod strun

              wciąż płynęła ta sama melodia

               i nie wiedział już

                   bo skąd miał to wiedzieć   

               czy życie jest tęsknotą

               czy tęsknota jest życiem

                   gwiazda była na wyciągnięcie dłoni 

               dotknął jej a ona przemieniła go w popiół

               iskierka wśród miliardów iskierek    

 

_____________________________________________

             Wprawdzie na filmiku nie ma muzyki, o której

pisałem. Gra ją Lin Youren na innym, szalchetniejszym 

w brzmieniu instrumencie (siedmiostrunowym qin). Ale

i ci młodzi mogą chyba sobie trochę pograć. Liushui

(Flowing waters), to bardzo stary i piękny utwór, 

związany zapewne z zupełnie inną opowieścią.

"Muzyka mówi za siebie - wyjaśnia Lin Youren - Natura

w sztuce nie jest rzeczywistą naturą, nie jest nawet

jak fotografia, jest naszą odpowiedzią na to..."

         A oto już sam mistrz!

       

czwartek, 28 kwietnia 2016

     

      Powoli zapadał zmrok.  Deszcz ani na chwilę nie

przestawał padać. Hrabia błądził po parku. Od dawna

już czuł się lepiej wśród drzew niż wśród ludzi. 

- Czy nie jest czymś pięknym ten zachwyt nad

Naturą, choć prowadzi czasem do zbrodni?

- wołał podekscytowany.

     Jednak zachwyt ów nie trwał długo!  Słychać

było nagły łoskot i uderzenie w plecy powaliło 

Hrabiego na ziemię jak ścięte drzewo. Śmierć

nastąpiła w wyniku uderzenia głową o kamień

przed posagiem Juliusza Cezara, ale w jego

plecach tkwił sztylet.

      Wprawdzie inspektor Greencat znalazł w

kieszeni denata pożegnalny list, ale nic nie

wskazywało na to, aby Hrabia zabił się sam.

- W parku jest tyle drzew, na których można

się powiesić, ale, czy ktoś, kto ma samobójcze

zamiary chciałby tonąć w deszczu? - rzekł.

 - Panie Yellowcat, zapomina pan, że Artur

miał ze sobą w płaszczu sznur do wieszania

bielizny - zauważyła Lady Lemon - Ja tam nic

nie mówię, ale ktoś chyba uprzedził jego

zamiary. Nie sądzi pan chyba, że osoba ta

chciała uratować Hrabiego przed samobójstwem?

 - Jest pani aresztowana! - oznajmił chłodno

inspektor. Na twarzy Lady Lemon pojawił się

cierpki uśmiech.

-----------------------------------------------------------

    Zagadka

   Dlaczego inspektor postanowił aresztować

   Panią Lemon?

 

     

02:13, nazumi13
Link Komentarze (4) »

       

       - Jest ciemno i pada lodowaty deszcz.

       Ani na chwilę nie przestaje! W taki dzień

       tęskni się trochę za wiosną - powiedziała

       Pani Kimura.

       - Ale w maju na pewno zakwitną wiśnie!

       rzekł Nezumi.

       - Przecież uwielbiasz taką pogodę, Nezumi!  

       - Uwielbiam ją, ale jesienią. A teraz przypomina

       mi moją córeczkę.

       - Nie wyrwiesz jej z krainy Persefony nawet

       na jedną wiosnę - westchnęła Pani Kimura - Ale

       pocieszam się, że niedługo i my do tej krainy

       trafimy...Szkoda, że nie masz parasola. Czy

       myślisz, że tam pod ziemią też tak pada? 

       - Wiśnie kwitną tylko przez siedem dni, ale

       życie ludzi nie powinno być tak kruche...

       - Nie, Nezumi!  Zabraniam Ci o tym mówić!

       Kiedyś wszyscy zstąpimy w tamte mroczne

       zaświaty - czy żyliśmy lat siedem, czy siedemset. 

       Jaka to różnica? A radość zawsze nas kiedyś

       opuszcza...

             Pani Kimura znikła, a może rozpuściła się 

       w deszczu. W końcu wszyscy jesteśmy z soli.

       "Na szczęście drzewa nie mokną" - pomyślał

       Nezumi.   

           

środa, 27 kwietnia 2016

 

        Bardzo nie podobają mi się ludzie, 

którzy poniżają to, czego nie są w stanie

zrozumieć lub w pełni odczuć. Mitsuko

Uchida bardzo pięknie gra Schuberta, a

jednak ktoś napisał, że jej interpretacja

jest chłodna jak lekcja anatomii, bo

smutek nie jest w niej smutkiem, nadzieja nie

jest nadzieją, a rozpacz- rozpaczą.   Ktoś inny,

że jest oschła i pozbawiona uczuć, a jeszcze

ktoś inny zgadał się z nim, że jej Mozart to

dopiero jest sheet.  I tak ludzie czasami się

porozumiewają. Jest to jednak całkowite

żałosne.

       Istnieje chyba co najmniej pięć poziomów

interpretacji utworu muzycznego ze względu na

jego zawartość emocjonalną.

      1. Poziom najgłębszy, na którym dochodzi

do głosu w całej pełni wewnętrzna prawda

przeżycia, a artysta jest skoncentrowany i

skupiony na jej wyrazie, nie zaś na wywieraniu

wrażenia na słuchaczu. Tak, w duchu pewnego

introwertyzmu, ale z głębokim wczuciem, gra

sonaty Schuberta Uchida, a jej nagrania

są godne podziwu. Artystka potrafi tak głęboko

wczuć się w depresyjny nastrój niektórych

utworów Schuberta, że ich smutek,

czy rozpacz przestają nam się bezpośrednio

narzucać.  

    2. Poziom, na którym dochodzi do głosu całe

bogactwo i różnorodność muzycznych afektów i

nastrojów, czasami pozostających ze sobą w

niejakiej sprzeczności. W taki żywy, chociaż 

nie pozbawiony intelektualnej kontroli, sposób

gra sonaty Schuberta Alfred Brendel. 

    3. Interpretacja romantyczno- wylewna,

nie pozbawiona realnego przeżycia, ale

piętrząca je i emocjonalnie jakoś jednostronna.  

    4. Poziom analityczny, dla którego istotne jest

jedynie precyzyjne wyrażenie formy utworu, jakby

chodziło o jakieś figury geometryczne. Muzyczny

afekt jest tu po prostu konstruowany i

ma się pojawiać w stosownym miejscu. 

    5. Sentymentalne efekciarstwo, w którym

artysta wyraża uczucia, których nie przeżywa. 

     Większość wykonań odpowiada pozycjom

3-5 w mojej klasyfikacji.

 

02:13, nazumi13
Link Komentarze (11) »
wtorek, 26 kwietnia 2016

 

 

 

      Prawie każdy ma jakieś wspomnienia,

które żyją mimo upływu czasu. Jednym

z takich moich wspomnień jest to, które

ożywiły przed chwilą we mnie słowa

wypisane na karcie tytułowej książki,

którą otrzymałem kiedyś od profesor

Iji Lazri - Pawłowskiej:

     "Panu Nezumiemu - Głębokiemu

i delikatnemu - z serdeczną myślą."

     Z wdzięcznością myślę o naszym

spotkaniu i nigdy nie zapomnę o tym, że

kiedy Pani Profesor zmagała się już z

chorobą nowotworową, napisała do mnie

w liście, że "walczy z przeziębieniem."

Był to przejaw Jej szczególnej delikatności

wobec mnie i ogromnej życzliwości, która

sprawiała, że nie chciała nikogo niepokoić,

ani martwić.

     W jakiś czas potem mój znajomy Profesor

spytał mnie, czy byłem na pogrzebie "Tej 

Pani Profesor z Łodzi, która mnie tak bardzo

lubiła."  W ten sposób dowiedziałem się, że

umarła.

      We wspomnieniu o Niej Marian Przełęcki

napisał: "Uważam, że Ija bardzo dobrze znała

się na ludziach, wykazując zaskakującą

niekiedy intuicję psychologiczną...To samo

połączenie szlachetnej uczuciowości i 

racjonalności cechuje całe Jej etyczne

pisarstwo." 

      A Leszek Kołakowski: "Ija przez dziesiątki

lat mieszkała w ubogim mieszkaniu na peryferiach

ubogiego i smutnego miasta Łodzi. Nie skarżyła się

nigdy, choć życie nie szczędziło jej wielu trosk;

pamiętała, że innym jest jeszcze gorzej i szukała

drobnych dobrych stron nawet w udręczeniach...

Chciałbym umieć lepiej niż umiem o niej napisać.

Chciałbym też podziękować jej za to, kim była." 

     Dziś nie ma już też wielu z tych, którzy ją

wspominali. Profesor Przełęcki, który był mi bardzo 

bliski, odszedł niedawno. Kiedy odchodzą tak

niezwykli i szlachetni ludzie, czujemy się w pewien

sposób osieroceni.

    Marek Aureliusz napisał przed wiekami, że

i Ci, którzy kogoś wspominają, sami niedługo odejdą.

Życie przemija, ale dopóki żyjemy, żyje też nasza

wdzięczność.

     

   

01:45, nazumi13
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 25 kwietnia 2016

 

      Mitsuko jest bardzo ludzka, ale

czasami tak ją nazywam.  Zwierzątko

nie śpi. Rzucam jej złotka po serku

topionym, a ona biega za nimi po pokoju.

Jest zimno i chcę, żeby się trochę

rozgrzała. Mitsuko nie zna mojej intencji,

ale podobają się jej jej skutki. Prosi, 

żebym rzucił...Skąd wie, że zrozumiem,

dlaczego podnosi łapkę?

      Rabbi Mosze Lejb powiedział:

"Szukasz ognia? - Znajdziesz go w

popiele." Pomyślałem, że czasami jest

tak i z miłością. A Rabbi Nachman, co

on powiedział?

     "Prawda jest "światłem", które

wskazuje drogę wyjścia z ciemności. 

Zapal je." 

      Nigdy tu nie pisałem, że mój Ojciec

jest Sprawiedliwym Wśród Narodów Świata.

Dla Mitsuko jest to obojętne. A tak samo

dla drzew, wiatru i gwiazd na niebie. Nawet

tamtemu drzewu, które dla niego

posadzono...

      Przy ulicy, którą przechodzę

zazieleniły się topole. Obserwuję je przez

cały rok. Delikatna jest jeszcze ta zieleń i

jakaś ażurowa...

    

niedziela, 24 kwietnia 2016

   

           "Drzewa, słuchajcie, co powiem:

           Kiedy nie będzie mnie już na tym świecie,

           Niech szum liści słysząc przechodzień się dowie,

           Gdy mu szepniecie:

           "Poeta żył i kochał."  

          (Rabindranath Tagore)

    

    Dlaczego dla ludzi, którzy byli nam bliscy

przestajemy nagle istnieć?  Co unieważnia

nadzieje i przysięgi miłości, i obietnice przyjaźni

tak dalece, że osoba najbliższa przestaje dla nas

istnieć? 

   Możemy wymieniać niemal nieskończenie wiele

przyczyn, szukając ich w nas samych, w naszym

charakterze, niedostosowaniu, nieumiejętności

komunikacji, a nawet w braku autoreklamy lub

sprytu. Albo w wadach tych, którzy od nas odeszli lub

zniknęli z naszego życia, w ich ograniczonym poczuciu

wartości pewnych rzeczy w porównaniu z innymi, 

psychicznej słabości, nieumiejętności wybaczania

lub niechęci do znoszenia cierpienia.  I w zewnętrznych

okolicznościach, takich jak np. podleganie zniewoleniu,

trudne warunki życia lub ingerencja ze strony

innych osób.  Ale nie ma to większego sensu,

bo decyduje najczęściej jakiś splot tych niekorzystnych

uwarunkowań.  

       Więzi rozpadają się czasami w sposób

naturalny, z powodu ustania owej chemii, o której

mówią psychologowie, z powodu rozbieżności

celów życiowych lub niedostosowanych osobowości,

abo dlatego, że jedna ze stron forsuje jakąś koncepcję

życia zbyt mocno. Ale też z powodu lęku, przerostu

mechanizmów obronnych, nadmiernie rozbudzonej

potrzeby bezpieczeństwa, nieumiejętności

komunikowania się, pragnienia wygody, chęci

dominacji lub egoizmu, czy niewłaściwej filozofii życia. 

      W literaturze poświęconej temu smutnemu

tematowi uderzyły mnie trzy rzeczy:

      - Przekonanie, że miłość i przyjaźń są dla odważnych

i że nadmierny lęk, podobnie jak nadmierne pożądanie

i smutek niszczą miłość. Nadmierny lęk przed życiem

i niewiara we własne siły czynią nas niezdolnymi do

miłości niemniej niż ciężka depresja.  Już samo

dopuszczenie kogoś do psychicznej i fizycznej bliskości

wymaga pewnej odwagi, bo w naszej ufności wobec

drugiej osoby bywamy często bezbronni.

     - Przekonanie, że miłość jest psychicznym

obdarowywaniem i że trzeba być samemu wolnym, żeby

móc dawać poczucie wolności drugiej osobie. A podobnie,

trzeb być kimś wrażliwym, twórczym i odpowiedzialnym,

żeby dzielić się tym z kimś, kogo pragniemy wzbogacić.

Źródłem autentycznej miłości jest bowiem obfitość, a nie

frustracja.  Dlatego miłość jest potężnym impulsem

psychicznego samorozwoju - jest pragnieniem psychicznej 

pełni.    

     - Przekonanie, że miłosne zranienia i traumy są

najczęściej wynikiem niewłaściwej komunikacji z

bliska osobą i że warto podejmować wysiłek zmieniania

jej zanim podejmiemy jakieś ostateczne decyzje.  

     Jako aksjolog dodałbym jeszcze rzecz, na którą

teksty te czasami zwracają zbyt małą uwagę, tj. kwestię

racjonalności oczekiwań wobec drugiej osoby. Mówi się

o tym bardzo wiele, pomijając wszakże rzecz najważniejszą

- ani miłość, ani przyjaźń nie są rodzajem życiowego

kontraktu. 

      Już dwa tysiące lat temu zwracał na to uwagę

nie Platon i poeci, ale trzeźwy i praktyczny Arystoteles.

Jeśli chcemy otrzymywać od drugiej osoby dokładnie tyle,

ile jej dajemy, albo otrzymywać od niej więcej, to znaczy,

że nie jesteśmy zdolni do prawdziwej miłości czy przyjaźni,

bo te nie polegają na zabezpieczaniu swoich życiowych

interesów, ale jest w nich pewna skłonność do ofiarności i

poświęcenia.

       Arystoteles zauważył, że prawdziwy przyjaciel

pragnie więcej dawać niż otrzymywać, a piękno miłości

polega przecież na tym samym. Z tego poczucia piękna miłości

i szczerej przyjaźni, jaką daje owa ofiarność, czerpie swą

wewnętrzną satysfakcję i wstydziłby się oskarżać bliską osobę

o to, że nie spełnia jego oczekiwań.

     Filozof dopuszcza wprawdzie możliwość rozstania się z

przyjacielem, ale jedynie wtedy, kiedy czyni on coś, co

drastycznie razi nasze poczucie wartości i kiedy podjęliśmy

ze swej strony wysiłek pomożenia mu w przezwyciężeniu

niewłaściwej postawy. A nie np. wtedy, kiedy czujemy się

przez jakiś czas zmęczeni, zniecierpliwieni  lub zranieni.

     Jest sporym nadużyciem miłości, przyjaźni i wzajemnego

zaufania, kiedy stawiamy najbliższą do niedawną osobę przed

faktem dokonanym i żądamy od niej, żeby uszanowała

jednostronną decyzję, która więź niszczy, a ją samą głęboko,

a czasami nawet śmiertelnie - rani.  

    To działanie nie ma wbrew pozorom wiele wspólnego z

rzeczywistym szacunkiem dla wolności, bo wolność

to także odpowiedzialność za los drugiej osoby i należałoby

ją zapytać o zdanie. To często po prostu arogancja silniejszego

wobec tego, komu na bliskości i więzi bardziej zależy.  (W istocie

swej siła ta, jak każda przemoc, jest słabością). Łatwo jest

powiedzieć komuś, że się już do niego nic nie czuje, że czegoś

nie możemy mu wybaczyć, że to on odpowiada za wszelkie zło i

że zawiódł nasze oczekiwania, bo czegoś w naszym życiu nie

załatwił, że nasze cele życiowe są rozbieżne i że mamy wobec tego

prawo ułożyć sobie życie z bardziej dla nas wartościowym partnerem.

(Najistotniejsza jest tu chyba satysfakcja z tego, że to my kogoś

porzucamy, a nie on nas). Trudniej okazać miłość i przyjaźń lub zwykłą

odpowiedzialność. 

      Pogląd Arystotelesa jest niestety zawzięcie zwalczany

(choć najczęściej nie wiedzą, kto jest jego autorem i co właściwie

głosi) przez tych, którzy miłość sprowadzają do tzw. chemii lub

wspólnoty interesów. Tego rodzaju poradnictwo psychologiczne

lansujące marketingowe podejście do kwestii międzyludzkich

więzi, jest dochodowym interesem, bo stanowi uzasadnienie dla

naszego egoizmu. W epoce konkurencji samca lub samicę można

często zastąpić bardziej udanym modelem dostępnym na rynku.

Ale, czy miłość taka była szczera? 

      Kiedy rodzice nie interesują się losem własnych dzieci, czyni

się z tego potężny argument moralny, oburzając się. Ale, kiedy

ktoś nie interesuje się losem najbliższej osoby, którą porzucił, do

tego stopnia, że jest mu obojętne, czy osoba ta żyje i czy jest

szczęśliwa, uważa się, że postępuje w sposób racjonalny i mówi o

toksyczności związku - przy tym toksyczna jest zawsze osoba,

którą z własnego życia wyrzucamy, bo jak mogłoby być

inaczej? Kto widzi własną złą wolę lub duchowe samozatrucie? 

Jaki tchórz przyzna się do tego, że uciekł? Kto przyzna się

przed sobą, że kochał za mało? Kto przyzna się do tego, że

działa pod presją innych lub błędnej życiowej filozofii, która

głęboko go unieszczęśliwia?

     Uczucia przemijają, a ludzie oddalają się od siebie lub

sprawiają sobie zawód i czasami muszą od siebie odchodzić

- to święta prawda!  (Choć Sue Johnson w swej pięknej

książce na ten temat wykazuje, że 9 na 10 zagrożonych

rozpadem związków jest do uratowania i że warto je ratować).

Ale nie jedyna, o jakiej należy w tej sytuacji pamiętać. A bez

dobrej woli i wysiłku naprawiania własnych błędów miłość i

przyjaźń są jedynie złudzeniem. (Psa i kota tak łatwo nie

porzucamy).  Nie jest też obojętne, w jaki sposób rozstają się

ludzie, którzy byli sobie bliscy, jeśli oboje dochodzą do

przekonania, że jest to konieczne.

   

    Bliski jest mi też pogląd, że z prawdziwej miłości nie można

wytrzeźwieć - ale to już temat do zupełnie innej rozmowy...

   

sobota, 23 kwietnia 2016

 

 

   

    -  Czy, kiedy będę to pisał, będą pojawiały się duchy? - spytał Nezumi. 

    -  Nie sądzę! Jestem chyba jedynym duchem, który tu zajrzał - rzekła

    Zjawa -  Pod twoim ostatnim wpisem nie pojawił się żaden komentarz. 

    Zajrzysz, to się o tym przekonasz!  Dlaczego nie piszesz już o Myszy

    Polnej - to przynajmniej ktoś lubił?

    - Ach! - powiedział Nezumi - Nie przypominam sobie, żeby ktoś

    komentował moje "Zapiski Myszy Polnej i Myszy Domowej."  Pewna

    dama napisała tylko kiedyś, że nie cierpi myszy.  Ale to nie ona zabiła

    Mysz Polną wachlarzem. Tak, czy inaczej utwór mój musiał się

    skończyć.

     - A mówiłeś, że przyszpiliła go szpilą do włosów! Kiedy ujrzała

     mysz, wyjęła ją z koka i trach...Biedaczka nie zdążyła nawet pisnąć.

     A Dogenowi powiedziała, że zabiła ją z litości, żeby nie wpadła

     w ręce kota. 

     - Próbowała ją zabić bucikiem, potem przyszpilić, ale ostatecznie

     trzepnęła ją wachlarzem.  Ale źle zrobiła!  Zabiła swą najlepszą

     przyjaciółkę Aiko, która odrodziła się trzy lata temu jako mysz.

     - Co za nieszczęście! - westchnęła Zjawa.

     - Ale jak mogłaś to przeczuć? - spytał  Nezumi.

     - Nie było to takie trudne...Bo to byłam ja!  -

     Znałem dobrze Noriko, ale wciąż nie mogę pojąć, jaki splot 

     powikłań mógł ją przywieźć do tak nieszczęsnego stanu.

     - Taka karma! - pisnęła Zjawa - Niepotrzebnie chyba jadłam te

     ziarenka sezamowe.

     ----------------------------------------

     Na wszelki wypadek - nie zabijaj! 

 

17:14, nazumi13
Link Komentarze (4) »

                                                             

                               skowronki szczęśliwości 

                               stokrotne stokrotki

                                               

                               spłoszone sygnaturki

                               synogarlice smutku

                                                       

                               stulecia senne

                               samotności sarkofagi

                                                              

                               skruszone serce

                               spopielałe słońce

                                                                     

                               świątynia śmierci 

                          

                              

                              

                              

czwartek, 21 kwietnia 2016

 

 

       Antka...Ach, Azor atawistycznie asystował Arlekinowi,

       a artysta Amadeusz aranżował apartament agencji.

       Ani Ani, ani Ali - absolutna alienacja albo abnegacja...

 

środa, 20 kwietnia 2016

                 

                    - A jak tam panie w europosłach, pewnie nie legutko?

                    Swoje trzeba odsiedzieć w tej Brukselce za nędzne

                    10 tysięcy euro miesięcznie? 

                    Profesor Ledwiutko zmarszczył brwi.

                   - Sokrates powiada - rzekł - że najlepsze są rządy

                   prawicy!

                   - Sokrat? Ta idealistyczna szuja? - spytał jakiś lewak

                   z prawej strony sali. Na twarzy profesora pojawił się

                   znajomy przekąs.  A to pewnie znak, że już czas na

                   przekąskę.  Riposta była jednak błyskotliwa!   

                        Chciałoby się czasami, żeby Sokrates jak giez

                   pokąsał tych, co piszą o nim opasłe tomy i przebił się

                   przez ich gruboskórność.  Bowiem można wiedzieć

                   bardzo wiele, ale nie wiedzieć tego najważniejszego ;-)

                   - czym jest cnota.

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

 

      Zi Xi patrzył na odlatujące żurawie.

      - Spotkałem wczoraj samotnego

     człowieka. - rzekł - To prosty człowiek,

     upił się i zaczął wrzeszczeć, że przechodząc

     otarłem się o jego płot, ale później zaprosił

     mnie do siebie, poczęstował herbatą

     i ryżowymi ciasteczkami, i choć był trochę

     pijany, a może właśnie dlatego, okazał się

     bardzo serdeczny. Nucił stare piosenki

     (myślał, że je znam) i opowiedział mi o

     swojej służbie u pewnego nadzorcy.

     Same śmieszne rzeczy, choć jego praca

     była bardzo ciężka. Wypił kiedyś jego

     robotnikom wino, ale darowali mu, bo 

     tłumaczył się w sposób niezwykle ujmujący. 

     Opowiedział o swej żonie, która odeszła

     i o tym, jaki był kiedyś silny i nieustraszony,

     choć przecież się bał. Był bardzo opiekuńczy

     i oprowadzając mnie po swoim władztwie,

     uprzedzał, gdzie mogę się potknąć. 

     Obserwował czujnie całą okolicę i wszystko o   

     wszystkich wiedział. Pożegnaliśmy się w

     środku nocy i prosił, żebym go odwiedził...

     ale następnego dnia umarł, jakby chciał

     zaprzeczyć słowom mego pożegnania...

     - Cieszę się, że jakoś tutaj żyjesz!

     Myślisz, że wymyśliłem tę historię, bo jestem

     pisarzem?

     - Nie myślę tak - powiedziała dziewczyna -

     Na pewno zauważył, że się go trochę

     przestraszyłeś i właściwie wciągnął cię

     prawie do domu. Byłeś małomówny, ale

     poczuł w tobie bratnią duszę, choć przecież

     nie wiedział kim jesteś. Był wobec ciebie

     delikatny, jakbyś był kobietą albo mnichem,

     a kiedy powiedział jakieś niecenzuralne

     słowo, tłumaczył się, że to wpływ tych

     robotników. Na pewno wyczuł jakoś twoją

     tajemnicę, a ty namawiałeś go, żeby spisał

     swoje przygody.

     - Tak było! - potwierdził Zi Xi. - Świat przecież

     nie przestanie jutro istnieć - powiedział nagle. 

     - O czym myślałeś idąc ścieżką w świetle

     księżyca? 

     - Jak może człowiek być aż tak samotny!

     Śmiejąc się bez opamiętania miał łzy w oczach. 

     I o tym, że kiedy mu powiedziałem, że

     wszystko przemija, przestał na chwilę

     żartować i zauważył, że nie trzeba o tym

     myśleć. Ponieważ pije, jego czas się zatrzymał

     i jest wciąż wiosna.

     - A jak się czuła twoja kotka? Przecież wróciłeś

     tak późno!

     - Najpierw molestowała mnie o pokarm, a potem

     dopiero, kiedy już zjadła, za karę obsikała mi

     kołdrę. 

     - To milutka!...I nie patrz już na te żurawie. 

     Widzisz, jak to przypadkiem można spotkać

     człowieka.

          Cichutka była ich rozmowa. Chmury płynęły

     po niebie, rzeka szumiała i zapadał zmierzch.

     Po drugiej stronie rzeki musi być zupełnie inne

     życie.  

    

niedziela, 17 kwietnia 2016

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

                                                                                                                                                                                                     .

sobota, 16 kwietnia 2016

 

                        "Życie moje było jednym wielkim marzeniem

                         podzielonym na codzienne przechadzki"

                                 (Rousseau)

     Nie wiem, czy Rousseau dobrze przeżył swe życie - dyskutowałem

już o tym z kimś tutaj - ale na pewno dobrze przeżył ostatnie jego lata,

w których napisał wyjątkowy utwór, z którego pochodzą te słowa, być

może idealizujące całe jego życie, niewolne przecież od egoizmu i

pewnych drastycznych, trudnych do usprawiedliwienia decyzji - jak 

decyzja o umieszczenie własnych dzieci w przytułku. Refleksje o 

szczęściu i życiu, jakie pod jego koniec wysnuł ów Marzyciel, są

jednak przenikliwe i mądre. Być może w jego wrażliwej psyche 

nastąpiła jednak niezwykle istotna zmiana. Jego wcześniejsze

przekonanie, że wielki człowiek pozostaje pierwotnie niewinny nawet

jeśli dopuści się nagannego moralnie czynu, aż nazbyt przypomina

słynne słowa Hegla, że "wielki człowiek ma prawo zdeptać na swej

drodze niejeden niewinny kwiat." Myśli takie nie budzą mojej sympatii.   

   

      Mówiąc o marzeniach należy rozróżnić marzenia przypominąjce

wizualizacje jakichś upragnionych sytuacji lub wyobrażenia zmysłowych

doznań. Są one podobne do marzeń sennych i dotyczą często wspomnień.    

I marzenia jako uświadomione pragnienia i życzenia, których spełnienie

daje poczucie radości i szczęścia. 

     Trudno sobie wyobrazić szczęśliwe życie bez marzeń. Marzenia

mają jednak wartość tylko wtedy, kiedy żyją - kiedy nie zabija

ich depresja lub zbytnia zapobiegliwość. Są one bowiem cząstką

naszej psychicznej wolności. Oczywiście, jeśli nie są to marzenia

destruktywne,  jak marzenie pewnej baletnicy, żeby jej rywalka

potknęła się, albo mojego studenta o tym, żeby popełnić samobójstwo,

lub pragnienie napawania się czyimś cierpieniem i zniewoleniem.

Kiedy marzenia są w ruchu, ożywiają nasz wyobraźnię, a kiedy

staramy się je w jakiś sposób unieruchomić lub zatrzymać -

usychają jak schwytane motyle.  Nie trzeba być pięknoduchem, żeby

być marzycielem, ale nie można całkiem utracić nadziei. Wiele mówi

się o tym, że człowiek ma prawo do marzeń i że marzenia obdarzają

nas jakąś szczególną mocą.  Są to tylko słowa, bo kto uwierzy Poecie,

kiedy mówi "Bogiem jest człowiek, który marzy, żebrakiem, gdy na

zimno wszystko rozważa"?  Jednak prawdą pozostaje to, że bez

twórczego natchnienia człowiek marnotrawi swe życie.  

    

     Zbyt często, najczęściej z powodu lęku lub braku wiary we

własne możliwości lub szczęście,  zabijamy marzenia, albo

unicestwiamy je, chcąc je za wszelką cenę spełnić.  Wrogiem

marzeń jest też nadmierny pragmatyzm, który niszczy delikatną

strukturę naszej psychiki i czyni nas niezdolnymi do miłości i

kontemplacji.  Rozsądek to przecież "trup uczuć", a bez zdolności

głębokiego przeżywania stajemy się istotami psychicznie oschłymi

i interesownymi. Choć marzenia mogą nas także "odrealniać",

czyli pozbawiać poczucia rzeczywistości i powodować, że się w nich

psychicznie zatracamy, przeżywając jedynie swe iluzje.

     Marzycielstwo bywało potępiane w imię rozumu.  Kant np. karcił

tzw "marzycielstwo moralne", czyli przekonanie, że jakieś uczucie np.

miłość lub uczucie sympatii, może zastąpić szacunek dla prawa

moralnego i że odruch serca  może zastąpić posłuszeństwo wobec

zasady moralnej. Pogląd ten ogranicza jednak nadmiernie rolę

wrażliwości moralnej i był moim zdaniem słusznie krytykowany. 

    Chęć spełnienia marzeń może jednak stać się łatwo pretekstem do

ucieczki od wypełniania obowiązków lub nawet pokusą do skrzywdzenia

innej osoby. Tak jest np. wtedy, kiedy ktoś "układa sobie życie"

rozbijając istniejący związek.

    

     Nic nie jest w stanie uwolnić nas spod działania praw rządzących

życiem i od dotkliwych rygorów losu takich jak np. starzenie się,

choroby i śmierć. Kiedyś w bardzo sugestywny sposób wyrażał tę

prawdę Budda i starożytni stoicy, ale zwykli ludzie również nie zawsze 

o niej zapominają. "Skroń starego człowiek już nie poczernieje" -

mówi chińskie przysłowie. Mimo to człowiek zawsze marzył o rzeczach

niemożliwych do spełnienia, np. o lataniu jak ptak, czy o prawie

nieskończonym przedłużeniu życia, tworząc wizje różnych rajów i

szczęśliwych zaświatów, a marzenia te przyczyniają się czasami do

rozwoju wiedzy i postępu technicznego.

 

    Treść naszych marzeń może być tak różnorodna i nieoczekiwana jak treść

marzeń sennych lub narkotycznych wizji. Istnieją też oczywiście marzenia głęboko

perwersyjne. Marzenia nasze są jednak często silnie zdeterminowane przez los

i okoliczności życia i bywają bolesne, jak jarzmo, które je wywołało. Tak np. więzień

marzy o wolności, dłużnik o uwolnieniu się od długu, spragniony o kropli wody,

umierający w cierpieniu o błogości śmierci, osoba pozostawiona w ciemnym pokoju

o tym, żeby ktoś bliski do niego wszedł, zakochany, żeby osoba, którą kocha odebrała

telefon, niekochane dziecko, żeby matka pocałowała je i przytuliła, albo żeby zrobił to

ktoś inny. Dla osoby będącej w innej sytuacji pragnienia te mogłyby być czymś

absurdalnym. Jednak ich istnienie przeczy fałszywemu przekonaniu, że marzyć możemy

tylko o czymś, co jest niemal niemożliwe do spełnienia i co jest darem fortuny,

zwiększającym materialny lub psychiczny komfort życia. ("Pomarzyć dobra rzecz!") 

Równie bezsensowny jest pogląd, że każde marzenie można zrealizować, głoszony przez

specjalistów od reklamy i przeróżnych coachów.  ("Pieniądze leżą na ulicy, wystarczy

je podnieść" - odpowiednie dla tzw. ulicznic).

    

      Prawie każdy pragnie kochać i być kochanym, a niewielu, jak

św. Augustyn, poczytuje to sobie za grzech i odwrócenie się od

prawdziwej miłości.  

     Marzenia o miłości bywają słodkie i trochę mroczne, szczególnie

wtedy, kiedy nasze uczucia spotykają się z wielką przychylnością, ale

w każdej chwili może pojawić się cień lub przeszkoda, która sprawi, że

mając wszystko, zostaniemy nagle z niczym.  A kiedy utraciliśmy

czyjąś miłość, marzymy często o jej powrocie, co bywa źródłem

wielkiej tęsknoty i cierpienia. Myśli o samotności i śmierci zastępują

dawny euforyczny obraz świata i czujemy się jak umarli za życia,

którego wiosny i nadziei nic już nie przywróci.

     Marzymy też czasami o tym, żeby osoba zmarła, którą kochaliśmy,

mogła pojawić się wśród nas, albo osoba poważnie chora wyzdrowiała.

Ja np. marzę o tym, żeby osoba, którą kocham była szczęśliwa i nie

odczuwała ciężaru psychicznego ani realnego zniewolenia, i żeby jej

skromne i głęboko wzruszające pragnienia spełniły się...

 

     Ale istnieje też zupełnie inny rodzaj marzenia i piękno,które ono odkrywa.

To marzenie o wolności, jaką daje szczery i niezakłócony kontakt z Naturą,

i poczucie, że w chwili kontemplacji jej piękna istniejemy w sposób pełny,

czując się cząstką całości nieskończonego istnienia. I przekonanie, że to

nasze doświadczenie jest głęboko prawdziwe.  Móc istnieć w ten sposób to

znacznie więcej niż osiągnąć cel jakichś materialnych pragnień. (To właśnie

odnajduję między innymi u "późnego" Rousseau). Ludzie prawdziwie twórczy

i wrażliwi są podatni na ten rodzaj marzenia. Ich marzenie bywa też często

marzeniem o jakimś rodzaju duchowej nieśmiertelności lub tęsknotą za dalą,

albo za innym światem, bardziej idealnym lub bardziej rzeczywistym od tego,

w którym żyjemy.  To np. świat misteriów i platońskich albo romantycznych idei.

 

     Piękne są marzenia o lepszym świecie - jak ta modlitwa Norwida

o to, "żeby raz ludzkość weszła do okresu, który jej z dawna należy się

logicznie, gdzie już żadnego nie ma interesu i gdzie już nic nie robi się

praktycznie." Mniej może piękne bywają utopie polityczne, które są

podobnych marzeń konkretyzacją. Czasami poeci marzą o świecie, który

już przeminął, o świecie starożytnych bogów i prawdziwej, pełnej

poświęcenia przyjaźni, świecie, w którym wszystko było szlachetne

i piękne. Istnieją ludzie, którzy marzą o tym, żeby inni ludzie byli szczęśliwi

i nie cierpieli, albo, żeby na świecie zapanowały pokój i miłość. O to często

modlą się wyznawcy wielu religii, ale podejmują też czasami konstruktywną

pracę w tym kierunku.

     Marzymy też o odległych krainach, a być może w przyszłości będziemy 

marzyć także o odległych planetach, jak pewien astronom, który powiedział

niedawno, że zadaniem ludzkości jest "eksploracja kosmosu". Ale marzymy

często również o Arkadii, czy może nawet o utraconym raju naszego

dzieciństwa. 

         "Błogosławione sny dzieciństwa złote,

          Przed nędzą życia wyście mnie chroniły, 

          I ziarnom serca dałyście osłonę,

          I wszystko, czego bym nie zyskał nigdy!"

          (Hoelderlin, przekład Andrzej Lam).      

      Marzenia te łatwo przemieniają się jednak w skargę i lament,

że nic już nie będzie takie jak było.

     

      Często niestety uprzedmiotowiamy nasze marzenia. Ktoś marzy

na przykład o zobaczeniu Manhattanu albo norweskich fiordów, a ktoś

inny o wygranej w totolotka, poznaniu uroczej blondynki, wyjeździe nad

morze lub kupieniu pięknego ubrania, mieszkania, albo samochodu, o

uwolnieniu się od konieczności monotonnej pracy, o sławie i sukcesach,

a czasami tylko o tym, żeby uwolnić się od męża pijaka, albo nie czuć

fizycznego bólu, wrócić do zdrowia lub nie być samotnym. 

     

     Napisałem - "niestety"...Jednak nie jest to wyrazem jakiejś mojej

dezaprobaty, choć istnieją marzenia bardziej bezinteresowne - np.

marzenie, żeby inne czujce istoty nie cierpiały, żeby nikt nikogo nie

krzywdził i nie dręczył, a ludzie czuli wobec siebie wzajemnie życzliwość

i miłość, żeby udało się wyleczyć każdą chorobę i żeby każdy mógł żyć

długo i szczęśliwie...To naturalne, że pragniemy przede wszystkim własnego

szczęścia i szczęścia naszych bliskich. Jednak często czynimy z przedmiotów

naszych pragnień fetysze, które stają się dla nas czymś ważniejszym od

miłości i wolności, i od samego życia. Takie marzenia, które być może nigdy

się nie spełnią przypominają kolekcję motyli zasuszonych w szufladach pamięci...

     

      Nie jest dobrze rezygnować dla spełnienia marzeń z wewnętrznej wolności

i być karmionym w klatce. Bywamy nieostrożni.  Czasami chcemy wznieść się ku

niebu, jak ptaki  i wpadamy w zdradliwą sieć. Jak zauważył Fromm, kiedy widzimy w

jakiejś osobie potencjalnego "magicznego spełniacza" naszych marzeń, uzależniamy

się od niej, a osoba ta zyskuje w ten sposób często nadmierny wpływ na nasze życie,

oczekując w zamian ślepego posłuszeństwa, od którego uzależnia swą miłość do

nas. Istnieje też ogromna możliwość wszelkiego rodzaju manipulacji. Ludzie cyniczni

gotowi są, jak specjaliści od autoreklamy, spełnić każde twoje marzenie lub obiecują,

że nauczą cię jego spełniania...Ktoś na blogach napisał chyba nawet, że złote rybki

bywają często piraniami.

 

      Nie jest dobrze rezygnować z  własnych marzeń, zwłaszcza, kiedy dotyczą sfery

psychicznej lub duchowej i są częściowo bezinteresowne.

 

 

 

 

 

_________________________________________________

       Ten piękny kwartet Telemanna kończy się boskim Modere,

jednym z najcudowniejszych utworów w całej literaturze fletowej

i zarazem jednym z ulubionych utworów naszego Marzyciela (to

jest moim). Niestety, na filmiku tym go nie ma. Utworowi temu, a

raczej mojej nim fascynacji poświęciłem już kiedyś jeden z uroczych,

mam nadzieję, wpisów :-)

     A o to lista najlepszych wykonań wszystkich dwunastu Kwartetów

paryskich Telemanna.

       1. Barthold Kuijken, Sigiswald Kuijken, Wieland Kuijken,

           Gustav Leonhardt (Sony. Vivarte, 1997)

        2. Wilbert Hazelzet, "Trio Sonnerie" (Virgin. Veritas, 1991-95)

        3. "Florilegium" (Channel Classics, 1999, 2004-2005)

            Na flecie gra tutaj Ashley Solomon.

        4. Brunmayr, Holoway, Dufsthmidt, Becker, Mortensen

           (CPO, 2008-2009)

        5. Jed Wentz, "Musica ad Rhenum" (Brilliant Classics, bez daty)   

     Bardzo lubię nagranie Hazelzeta i "Trio Sonnerie", i mam do niego

szczególny sentyment, ale nagranie braci Kuijkenów jest jeszcze

bardziej nawet sofistyczne i poetycko rozmarzone. To cudowna gra,

która skłania mnie do najwyższego podziwu. Nagranie "Florillegium" 

również brzmi bardzo pięknie.  Pozostałe dwa uważam natomiast za

solidne i oddające sprawiedliwość dziełu (a raczej dwóm różnym

dziełom objętym jedną nazwą) sławnego kompozytora.  

03:45, nazumi13
Link Komentarze (9) »
piątek, 15 kwietnia 2016

     

     Nie są to rzeczy, o których łatwo się mówi, szukając

pocieszenia, które nie zawsze jest szczere. 

      Pewien starożytny filozof chciał, aby go przekonano,

że lepiej jest żyć niż umrzeć.  Trudne wyznaczył zadanie. 

Nie istnieją bowiem żadne zniewalające argumenty, które

mogłyby o tym przekonać kogoś pozostającego w rozpaczy,

kto jak inny starożytny Grek - sławny poeta, jest przekonany,

że "lepiej byłoby się w ogóle nie urodzić, albo po urodzeniu

jak najszybciej przekroczyć bramy mrocznego Hadesu".

       Wiele nadziei jest w miłości, ale kiedy opuszczają nas

najbliżsi...czasami jeden po drugim, pozostaje już często

tylko miłość bez nadziei. 

      Reszty dopełnia często świadomość ludzkiego

okrucieństwa i obojętności, a także poczucia własnej

bezbronności oraz niemocy dobroci wobec zła.  Na to, że

życie jest cierpieniem nie można ostatecznie nic poradzić

- poza jakąś drogą ku jego rzekomemu unicestwieniu w

nirwanie i okazywaniem innym współczującej dobroci. 

"Nic na to nie można poradzić", objawiła sławnemu aforyście

Cioranowi pewna staruszka, a ten w chwili wewnętrznego

oświecenia uznał to za ostateczną prawdę o życiu. 

Narodziny niosą bowiem ze sobą istotnie sporo niedogodności,

a ich zauważenie  prowadzić może do skrajnego pesymizmu

i radykalnego sceptycyzmu.  Często przeciwstawia się temu

pesymizmowi religijną afirmację, opartą na wierze w dobroć

opatrzności, chociaż nie istnieją żadne argumenty, które 

mogłyby nas przekonać o tym, że niezawinione cierpienie jest

czymś dobrym.

       Mnie bliższe jest jednak bardziej racjonalne przekonanie,

jakie wyraził kiedyś w jednym ze swych esejów wybitny polski

filozof i logik Marian Przełęcki, człowiek bardzo pogodny,

przekonanie, że życie jest "cudowne i straszliwe zarazem."...

I może nawet,  ten, kto nie wie, jak przerażające i kruche potrafi

być życie, ten nie może w pełni rozpoznać cudu istnienia i jego

nieskończonego piękna.  

      Niezawinione cierpienie i śmierć są częścią życia. Ale życie

też jest takie, jakim je czynimy. Pamiętam, jak kiedyś wstrząsnął mną

film, pokazujący śmierć pięknej młodej kobiety, umierającej z głodu. 

Po jej twarzy chodziły już muchy, a francuska ekipa filmowa przez

kilka dni nie próbowała nawet ratować jej życia. "Dlaczego???"-

krzyczał we mnie jakiś wewnętrzny głos. "Dlatego, że umiera tu wielu

ludzi, których nie można uratować, a my to chcemy pokazać światu."

Piękna aktorka w końcu zmarła i film się skończył.

     Większość dyskusji o tzw. trzecim świecie kończy się

jednak konkluzją, że pomagać nie warto - bo taką mają kulturę,

bo i tak wszystko dzikusy rozkradną, bo to nie stymuluje do

rozwoju i działań pro-ekonomicznych, a każdy powinien umieć

pomóc samemu sobie.  Nie istnieje żadna skuteczna strategia 

pomocy, bo ludzie wciąż wola maksymalizować zysk niż 

ratować życie innych, a podobne frazesy na ustach mają

często ludzie, którzy lokują swe pieniądze w rajach

podatkowych, wyzyskują do granic możliwości niewyobrażalną

nędzę innych, np. szwaczek z Azji i prostytuują tam małe

dzieci. 

     Przerażające jest to, do czego prowadzi czysto utylitarny

stosunek do życia i zatracenie się w nim podstawowych

dla życia wartości.  Kilka lat temu ktoś w necie dał ogłoszenie,

że zje dziewczynę za pewną opłatą, a ponieważ chętna na to

przystała, ogłoszeniodawca, jak wiadomo, skonsumował ją w

sercu Europy.  

      To niestety zarazem metafora łupieżczej drogi, jaką przebyła

cywilizacja Zachodu od konkwisty i niewolenia ludzi do holocaustu

i przerabiania ich"na guziki i mydło." Według współczesnych,

skrajnie neoliberalnych ideologów coś takiego jak wyzysk w ogóle

nie istnieje, a przecież obok fanatyzmu jest on największym

zagrożeniem dla świata i ludzkiego szczęścia. 

      O braku elementarnego szacunku dla przyrody nie 

chciałbym pisać. Pięknie to ukazał Tomasz Merton

w opowieści o drzewie cynamonowym, które ludzie obdzierają z

kory (to jego poetyckie tłumaczenie tekstu wielkiego filozofa

Zhunagzi)...A i nasza Puszcza Białowieska, to dla niektórych tylko

źródło dochodu i rezerwuar drewna.  Jednak dla wielu polityków

ekolodzy to wciąż tylko szaleńcy. Nie wypracowano dotąd żadnej

skutecznej strategii ochrony życia na Ziemi. 

      O nie wyobrażalnych często cierpieniach zwierząt...lepiej

zamilknąć. Żaby krojono na żywca bez opamiętania, rzekomo

w celach dydaktycznych, a królikom zakrapiano w oczy kosmetyki.  

W szkole, do której kiedyś chodziłem, były kosze od śmieci

zrobione z nóg afrykańskich słoni.  Dla entuzjastów

wolnego handlu wartość życia nie istniała. A przecież mądre

słonie nawołują się z wielkiej odległości i potrafią odnaleźć

szczątki swoich umarłych krewnych, opłakując ich...    

     Prędzej, czy później, wyzysk i drastyczne nierówności w

świecie, a przede wszystkim bezwzględna walka o wpływy,

doprowadzą do wojny i masowych rzezi i do kresu tej formacji

kultury Zachodu, w której żyjemy,  i nastaną być może czasy

mroku, znane już z historii wieki ciemne...

     Jestem, niestety, przekonany, że żyjemy wciąż w rzeczywistości

zdeterminowanej przez Hitlera, Stalina oraz amerykańskich i

japońskich zbrodniarzy wojennych, i że przekonanie o trwałości

demokratycznego porządku jest złudzeniem, a podyktowany

interesem ekonomicznym sposób zaprowadzania tego światowego

porządku przez Busha Jr. przyczynił się do ekspansji islamskiego

terroryzmu.  

   Optymizm trzeba wytrwale i cierpliwie budować w nas samych, 

ale nie poprzez utwierdzanie się w złudzeniach i ze świadomością,

że ślepcy mogą poprowadzić nas tylko ku zagładzie...

    Na razie jednak chciałoby się powiedzieć - "Nie daj się zjeść!"

Wolno ci czuć, jak czuje osoba wrażliwa i myśleć, jak myśli osoba

nie pozbawiona krytycyzmu - mimo powszechnego zniewolenia... 

którym jest też często zniewolenie ekonomiczne. Pozbawić kogoś

środków do życia lub przez ich obietnicę uczynić z niego niewolnika,

stawiając go w sytuacji tonącego, który musi uchwycić się brzytwy, 

to strategia zniewolenia, którą uświadomić sobie może nawet

człowiek prosty na widok współczesnych ludożerców i ich instytucji. 

Wcisnąć komuś produkt lub usługę do kupienia albo podejrzaną ideę

polityczną, potrafi teraz wielu specjalnie szkolonych w tym kierunku i

pozbawionych często jakichkolwiek skrupułów ludzi. Wszystko, nawet 

miłość, jest przedmiotem handlu...

      Mam nadzieję, że Czytelnik nie będzie miał mi za złe braku

publicystycznego pazura i niejakiej życzliwości dla wszystkich

ludzi i stworzeń. Celowo nie używam tutaj słowa "system", ani

określenia "zachłanny egoizm" lub "prostytuować."  Nie 

chcę nikogo obrażać ani uważać za wroga.  Chociaż moja

znajoma, osoba o wielkim sercu i wyjątkowo dobrotliwa,

pociesza mnie czasami  mówiąc "Nie dziw się!  Ludzie teraz to

kurwy!"  Może niekoniecznie to chciałbym od niej usłyszeć ;-)

 

 

 

czwartek, 14 kwietnia 2016

 

       Ktoś mi wczoraj powiedział, że nie powinienem

mieć żadnych złudzeń, że ktoś mnie kocha lub ceni

moją twórczość i to, jakim jestem człowiekiem, albo,

że czegoś jeszcze w życiu doświadczę lub coś odkryję.

Jego zdaniem czeka mnie już tylko samotność,

choroba, cierpienie i śmierć. Może jeszcze bezdomność...

      - Wszystko to można polubić. - dodał - Osobiście

nie znam większej rozkoszy niż bycie nikomu

niepotrzebnym. Przecież im piękniejszy jest kwiat,

tym smutniej jest go zadeptać.  Ale na szczęście ci,

którzy go zadeptują, tego nie zauważają. Kto się

zastanawia nad tym, jakiego cudu musiała dokonać

natura, żeby stworzyć taką istotę, jak piękny był trud

matki, która ją urodziła, jak hojne społeczeństwo,

które go wykształciło i dało mu  bogactwo jego ducha? 

Czy może być coś przyjemniejszego niż wyrzucenie

tego wszystkiego na śmietnik? Taka hojna rozrzutność?

     

     Zawstydziłem się...Chyba nie potrafię być dla ludzi

użyteczny.

     

środa, 13 kwietnia 2016

 

    Żyjemy w kraju o wysokiej kulturze? Podobno robotnicy

z Korei Północnej pracują w Polsce bardzo ciężko za trzysta

złotych miesięcznie po dwanaście godzin na dobę.

Akceptacja niewolnictwa w kraju szczycącym się kulturą

chrześcijańską jest czymś wyjątkowo haniebnym. Państwo

polskie uchyla się też od podstawowych obowiązków wobec

ludzi starych, chorych i dzieci.  Urząd wysyła do staruszki 

monit, że jest winna jeden grosz (koszt tego monitu - 

kilkanaście złotych), a każdego roku państwo to traci

kilkadziesiąt miliardów na przekrętach podatkowych, o

których istnieniu wszyscy wiedzą.


     

wtorek, 12 kwietnia 2016

       

        Pan Nezumi powiedział mi:

"Zwierzątko zwierzyło mi się ostatnio,

że absolutnie nie dowierza jeżowi, bo

ten postanowił je pokłóć.

       - O Jeżu! - west...chnąłem

przejęzyczając się trochę - Widać, że

jesteś jeszcze młodym lisem. Spychasz

jeża do wody, on się wtedy otwiera,

a ty go cap! -

      - A ja go wtedy cap! - wyszczerzył

się lis.

      I jak tu nie wierzyć w lisią szczerość!

 

__________________________________

      Najszczerzej na temat otwartości, a

wymagało to jednak pewnej odwagi,

wypowiedział się profesor Wolniewicz,

nazywając ją "zsypem", do którego można

wrzucić wszystko...Mnie bliskie jest raczej

wyznanie Maxa Schelera, że miłość oznacza

maksymalną otwartość wobec świata.

Przypuszczam, że istnieją dwa rodzaje

otwartości, ale ta pierwsza jest jakąś

fałszywa otwartością, związaną z brakiem

zdolności krytycznego myślenia i głębszego

odczuwania...I na śmietniku można znaleźć

rzeczy cenne, tonące w śmieciach, bo ten,

kto je wyrzuca, nie zauważa ich wartości.      

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

       

 

       Mnie już tu nie ma, ale jest ta piękna muzyka.

Artemis Quartet jest popularnym i niezwykle

cenionym zespołem (także u nas - niedawno

chyba dwukrotnie wygrał Trybunał radiowej Dwójki). 

Ja cenię ich nie z powodu wspaniałej techniki gry

(poziom większości znanych mi wykonań jest

niewyobrażalnie wysoki), ale dlatego, że potrafią

idealnie zbalansować to, co w muzyce Schuberta

klasyczne i romantyczne, a ich wykonania są pełne

dramatycznej ekspresji. (Kiedy czasami wydają

mi się nieco zbyt chłodne, sięgam po inne, jednak

wrażenie to szybko przemija). Oglądając ten film

pamiętaj, że jeden z muzyków niestety już nie żyje.

Friedemann Weigel (1961-2015) bardzo pięknie

grał na violi.   

       Te kwartety Schuberta są porywająco piękne.

Druga część kwartetu "Śmierć i dziewczyna" oparta jest,

jak wiadomo, na melodii pieśni kompozytora o tym samym

tytule - jednej z najlepszych, jakie napisał.  Pieśń jest

dialogiem młodej dziewczyny, która nie chce umierać i

Śmierci (w niemieckim śmierć jest rodzaju męskiego),

który podaje jej pomocną dłoń.

      Schubert miał niewątpliwie przeczucie zbliżającej się

śmierci, ale kwartet ten jest w ostatniej części hymnem

nieskończonej witalności... 

_________________________________________

                Już nie martwi się, już się nie błąka

                Miłość - jagniątko skąpane w mleku,

                Śmierć jej pomocną podała dłoń

                I w otchłań powiodła głęboką.

               

                (nazumi13, 2000)

 

               Strofa ta (jest jeszcze druga) pochodzi

z wiersza, który napisałem kiedyś pod wrażeniem

tej pieśni Schuberta i treści jednej ze złotych

tabliczek orfickich, która czystą duszę w zaświatach

przyrównuje do jagniątka skąpanego w mleku (co

jest metaforą szczęśliwego spełnienia).

__________________________________________

       Wszystkim Czytelnikom Luny oraz Dobrym

Duchom, które zjawiały się tutaj (choć ostatnio

niestety, zapewne ze względu na brak czasu, w

mniejszej liczbie), pozostawiając miłe i mądre

komentarze, życzę pięknej i szczęśliwej, bogatej

w cudowne olśnienia i radosnej Wiosny. 

  

 

 

 

15:32, nazumi13
Link Komentarze (12) »
niedziela, 10 kwietnia 2016

 

      Feng Youlan w swej "Krótkiej historii filozofii

chińskiej" wyjaśnia czym mądra, dorosła osoba 

różni się od dziecka. Potrafi ona ograniczyć swe

emocje. "...Człowiek rozumny nie będzie się złościł,

gdy deszcz przeszkodzi mu w wyjściu na dwór,

dziecko natomiast często się wówczas złości.

Dzieje się tak dlatego, że człowiek dorosły więcej

rozumie, jest więc w mniejszym stopniu zawiedziony

lub rozdrażniony niż dziecko, które się złości." 

     To jednak tylko częściowa prawda, a sam dobór

przykładu ma ją uzasadniać. W życiu zdarzają się

rzeczy, z którymi trudno nam się pogodzić, a które nie

zawsze budzą złość, lecz często żal, współczucie, lęk

lub uczucie grozy. Rozumiemy, że są przy pewnym

splocie okoliczności nieuniknione, a mimo to czujemy

wobec nich wewnętrzny opór.

     Goethe ładnie napisał w pewnym wierszu, że do

tego oporu owieczki skłania "brutalność postrzygacza."

To stosunkowo łagodna i oględna metafora przy słowach

innego Poety "Widziałem ludzi prowadzonych na rzeź."

To słowa pełnej prawdy - prawdy, o której chcielibyśmy

zapomnieć, żeby móc w sposób bezrefleksyjny żyć

codziennością.

    Moja matka pamięta, czym była wojna i nigdy nie

zapomni chwili, kiedy zobaczyła trupy zamordowanych

ludzi. Była wtedy dzieckiem, a oczy dziecka widzą wszystko.

Dlatego nie zawsze ma sens napominanie kogoś: "Nie

bądź dzieckiem!" Nic nie może ograniczać ludzkiej

wrażliwości, ani pozbawiać człowieka pamięci. Nic nie

usprawiedliwia infantylizmu młodych ludzi, którzy

wyobrażają sobie, że zabijanie jest "całkiem fajne."     

(W grach komputerowych człowiek ma więcej niż jedno życie,

a na współczesnym polu walki zabija się kobiety i dzieci przez

naciśnięcie guzika, po to, żeby zniszczyć jakiś cel lub obiekt.

W dzieciach zaś często niszczy się wrażliwość i uczy się je

zabijać).

     I choć istnieje stoicka wiara w to, że łagodny jest ten,

kto nas z więzów życia uwalnia (tą piękną myślą kończą się

"Rozmyślania" Marka Aureliusza), to jednak wiara ta

musi ugiąć się pod ciężarem realnego doświadczenia

życia.

    

    

    

 

sobota, 09 kwietnia 2016

         Kilka dni temu podziwiałem cudowną scenę walki ze smokiem

z indyjskiego manuskryptu "Hamzanama" (1567-1572). Tamten smok

jest jeszcze o wiele bardziej nieprawdopodobny od tego, a wybitny

znawca malarstwa indyjskiego B.N Goswamy słusznie zauważa, że

"energia na stronie i sposób, w jaki malarz przedstawił scenę, są

porywające."...Nie ma we mnie niczego z pogromcy smoków i

kojarzę je raczej ze szczęściem i z twórczą mocą...Ale lubię też takie

historie, jak ta przedstawiona na filmiku. 

_______________________________________________________     

                             uśmiech smoka

                             smoczek ssie mały Budda

                             liść opada

                             (nazumi13)

00:16, nazumi13
Link Komentarze (5) »
piątek, 08 kwietnia 2016

                                           

                              LISTOPAD

 

                        Wszystko już było

                        i nic nie boli.

                        Liście zdeptane

                        i łza wyschnięta.

                        Tysiąc strumieni

                        spłynęło do rzeki.

                        Płatkami ptaków

                        zawirował wiatr.

                        Tam gdzie są wiry

                        i powietrzne fale

                        zmierzch już zapada.

                        Nie ma litości

                        w nuconej piosence.

                        Usta wezbrane

                        ukrytym szyderstwem

                        twój pocałunek

                        wyplują wśród pian.

 

                        A tutaj pustka

                        i spokój bez miary.

                        Cicho przechodzisz

                        niezauważony. 

                        Jasne tu cienie

                        leżą na marach.

                        Piesek bez żalu

                        odnajduje trop.

                        Wszystko tak boli

                        jak by nic nie było.

                        Cichutko płaczesz

                        rozgarniając liście.

                        Tysiąc strumieni

                        obmywa twą twarz.     

 

__________________________________________

       Nie pamiętam już kiedy Nezumi napisał ten wiersz,

ale musiało to być sporo przed poznaniem przez niego

jego ostatniej Miłości, a niedługo po pierwszym listopada,

któregoś z tych lat, jakie upłynęły od poprzedniej...

Znalazłem go przypadkowo w szufladzie z moimi

ulubionymi zdjęciami, szukając tam czegoś zupełnie

innego.  Poeta chciał zapewne skontrastować ze sobą

obraz wzbierających jak jesień, burzliwych uczuć, z

listopadowym, cmentarnym chłodem. Kto to może

wiedzieć?     

       Jeśli nie odnajdujesz się w tym wierszu, to

przynajmniej muzyka jest piękna...

 

czwartek, 07 kwietnia 2016

       

      Kilka lat temu przeniosłem na jedno CD kilkanaście najbardziej

melancholijnych piosenek Billie, wśród których były oczywiście te

dwie najsmutniejsze. Jej niezwykle tragiczna biografia ukazuje los

osoby, której miłości były nieszczęśliwe, a także ofiary społecznego

wyzysku i rasistowskich uprzedzeń...Samobójstwo i lincz to tematy

dość drastyczne, jak na piosenki z tamtej epoki. Smutne, że obie

te rzeczy istnieją i we współczesnym świecie.  Ale w tych właśnie

pieśniach dochodzi do głosu współczucie dla ich ofiar i czuje się,

że tym współczuciem może być przepełnione jedynie serce tego,

kto sam wiele wycierpiał.  

        Warto na pewno posłuchać i tej wersji "Gloomy Sunday." Choć jest już

czymś zupełnie innym, też bardzo ją lubię...

 

02:55, nazumi13
Link Komentarze (8) »
środa, 06 kwietnia 2016

       Ta piękna, współczująca piosenka o tym, czym jest kruchy dar

życia, zawsze bardzo mnie wzrusza. Jakże piękny byłby świat

wypełniony takimi niepowtarzalnymi ludźmi i taką miłością!...Ale

chociaż świat ten istnieje tylko w moim marzeniu, istnieją ludzie,

których ta piosenka wzrusza tak, jak mnie. Istnieją ludzie, którzy

potrafią kochać życie, swych bliskich i wszystkie czujące istoty w

sposób zupełnie naturalny.  I chociaż ludzie są często okrutni lub

do okrucieństwa zobojętniali na los innych, istnieje dobroć, miłość

i przyjaźń.

       Yundi bardzo ładnie mówi o muzyce, którą gra i o wewnętrznej

prawdzie przeżycia, która jest czymś innym niż sentymentalizm.

"Najważniejsza jest wewnętrzna prawda. Czy oni rzeczywiście czują

to wszystko, co przekazują swej publiczności?" - pyta...Lhasa czuła to!

A to wyjątkowy dar serca! 

       Niech ta wiosna przyniesie każdemu jego skromne oświecenie,

które przyjmie z pokorą i z otwartym sercem. Bo z każdym dniem życia

zbliża się niepostrzeżenie chwila, kiedy będziemy musieli z niego odejść.

A wtedy nie uratujemy już żadnego istnienia i nie damy nikomu radości

...Przeliczaj swe życie na dni, a nie na lata, a wtedy zrozumiesz, o czym

mówię.  

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

03:12, nazumi13
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2