Kategorie: Wszystkie | "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę" | ...bez końca | 0 | 100O i jeden Rabinów | A Puszkina też zapuszkują? | A moze to tylko pomieszanie zmyslow | A nie lepiej być purystą? | Aaaaaaaaaaaaaa...aalfabeta | Ach, gdzież jest litość lub wspolczucia pozór? | Ach, gdzież jest litość lub współczucia pozór? | Adam Mic - Kiewicz | Adaś i Ewka | Aforystyka | Amerykański sen | Autopsychoterapia | Bez sensu to to! | Bez szaleństwa... | Bezmyślne okrucieństwo | Bezradność | Biedna Szymborska | Biedny Kapturek! | Bliźni miłości | Bliźniego miłość... | Blondyn | Blue Bossa | Bojaźń i drżenie | Bratnie dusze | Bruner, ty świnio! | Buddyzm w życiu codziennym | Bóg mi poskapił tej anielskiej miary... | Bóg mi poskąpił tej anielskiej miary... | Bójstwo samo | Caritas | Chiziofrenia | Choroba na śmierć | Chwila ułudy | Chwila wytchnienia | Chłodne upojenie | Cierpienia i radości | Cierpienie i radość | Cleen feed | Cnota niedoli | Co slina na język przyniosła | Co tam panie w polityce? | Co w niebie piszczy | Co ślina na język przyniosła? | Corrida | Coś dla duszy... | Coś tak wulgarnego | Cudotwórstwo | Czarna Perła Tao | Czarny tulipan skrzyżowany z czarna różą | Czarny tulipan skrzyżowany z czarną różą | Czary Mary | Czego nie przysięgał Hipokrates? | Człowiek nie jest rzeczą | Człowiek to brzmi dumnie, ale nie u mnie | Często chowa | Częstochowskie rymy | Deficyt aniołów | Delightful! | Demokratyczne wybory w Oczodołach | Diabłoterapia | Dla wszystkich i dla nikogo | Dnieje | Do samego siebie | Dodatek | Dowcipas dnia | Duma narodowa | Dusze drzew | Dyskretna mgiełka autoironii | Dzielność | Dziki kapitalizm | Dzisiejsza młodzież | Dzisiejsza młodzież nosi ładną odzież | Egzystencjalizm jest chumanizmem | Ekonomia zbawienia | Elegancja Francja | Elegijnie | English gentelman | English gentleman | Epicurus | Ewa tylko ziewa | Falochron | Female | Filozofia bez uczoności | Forever Loving Jah | Gadu, gadu | Gadu, gadu, trochę więcej jadu | Gal Anonim | Gaz dla pedałów | Gaz dla pedałów, młot dla sierpów | Gdy rozum śpi... | Gendarme | Genek, gienialny gieniusz | Geno Typ | Gorący uczynek | Grabarz | Grabarz nonsensu | Gry i zabawy literackie | Głupota przysłowiem narodów | Głębie i tajnie Podświadomego | HIstoria nauczycielką bicia | Herbatka zen | Homo economicus | Homo sapiens czy Homo politicus | Humor absurdalny | Humor nieco absurdalny | Humor, satyra, panie... | I rekiny w oceani mają zębów cały rząd | I rekiny w oceanie mają zębów cały rząd | Indie Wschodnie i Zachodnie | Industrial | Istnieje również wrodzony brak poczucia humoru | Ja tam bynajmniej nie wiem | Jak długo będę jeszcze żył? | Jak uprawiać agresywne dziennikarstwo? Poradnik dla początkujących | Jakże cżęsto powtarza się ta historia | Jakże trudno czasami coś sklecić! | Jan i Małgorzata | Jan z Czarnolasu | Jesienna muzyka | Jeszcze smutniej! | Jeździec Apokalipsy | Językologia | Kaczuszki mandarynki | Karawana idzie dalej | Katedra Adamowego Żebra | Kawa z Kafką | Każdemu według naszych chęci | Każdemu według potrzeb | Każdemu, o czym tylko zamarzy | Kiciuś Miciuś! | Kicuś Micuś! | Kiedy człowiek staje się bestią | Kiedy owce nie milczą | Kij w mrowisku | Kniaź Wiktor | Kochani ludożercy | Kolacja Pani Sowy | Kometa tylko głownia nie ta | Konkwista | Koryfeusz nauki, milośnik sztuki | Koty i inne zwierzęta | Koty, głupoty, palikoty | Kości rzucone są | Kość słoniowa | Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatni | Kto pisze teraz historię? | Kuchnia szamańska | Kwiatki Św. Franciszka | Kwiatostan śmierci | Kwitnienie kultury | Kwitnąca wiśnia | La colombina i ciche ukojenie | Lekarzu - lecz się sam! | Lenin wiecznie żywy | Leśmianiada | Lichwiarstwo polskie | Liryki i prztyki | Logika dziejów | Londyńska mgła niepamięci | Londyńskie przygody | Los ofiary | Los puka do moich drzwi | Lotosowy wpis | Ludzie ludziom... | Lunatyzm | Lęk społeczny | Made in Japan | Maligna | Marność nad marnościami | Marność nad marnościami. Rekoleksje Wielkopiątkowe | Marzenia senne | Marzeniologia stosowana | Maszkary i senne dziwadła | Maszkary i senne widziadła odbite w lustrze | Mała czarna z Kafką | Medycyna naturalna | Meine Liebe Augustin! | Melancholia | Melancholia stosowana | Memorabilia | Meszreiw | Meteo | Mgiełka autoironii | Mglisty dzień. Mgła | Mikołak | Mistrz i Małgorzatka | Mistycyzm lunarny | Mistyka i miłość | Mitologia osobista | Mitologia świata | Miłość | Miłość bliźniego | Miłość nie zawsze szczęśliwa | Miś Uszatek | Moc rytuałów | Monada nie ma okien | Mowa potoczna | Mowa ptaków | Mowa serca | Moze ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może ktoś się ucieszy? | Może ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może to trochę zbyt uszczypliwe | Musicology | Muza lekkich obyczjów | Muzyka przywraca ład serca | Myszoterapia dr Nezumi | Myśli prostego człowieka | Mądrość Natury | Mądrość jak z gazety | Mądrość narodów | Młot na faryzeuszy i hipokrytów | Męstwo bycia | Mówił sen do snu | NIe ma na świecie dwóch takich samych liści, ni kropel deszczu | Na jawie (lecz to, co niejawne pozstaje) | Na stos rzuciliśmy szcześcia los | Na stos rzuciliśmy szczęścia los | Na szczytach hipokryzji | Na zdrowie! | Nad piekną rzeką | Najokrutniejsze zwierzę | Najsłodsza tajemnica | Narastająca senność | Nic dzisiaj ciekawego nie napisałem | Nicość | Nie am dwóch takich samych liści, ni kropel wody | Nie bój się - najwyżej cię rozstrzelają! | Nie czas żałować burz, gdy płoną oczy | Nie czas żąłować burz, gdy płoną oczy | Nie każde szczere złoto jest szczerozłote | Nie ma na świecie dwóch takich samych liści ani kropel wody | Nie ma na świecie dwóćh atkich samych liści lub kropel deszczu | Nie ma takiego smutnego, co by na wesołe nie wyszło | Nie ma zazdrości bez miłości | Nie oddamy nawet guzika | Nie tylko dzielenie włosa na czworo | Nie wiem, ja w ogóle nie myślę | Nie zabijaj! | Nie zabijajcie drzew! | Nie zawsze urocza dzecinada | Niebiańskie szczyty głupoty | Niech pani będzie dzielna! | Niech zapłaczą na moim pogrzebie | Nieco drapieżny wpis | Niekoniecznie ptasi móżdżek | Nienawiść bliźniego | Nieosobiście | Nieprzesłane przesłanie | Niestworzone rzeczy | Nieszkodliwe głupotki | Niewczesna melancholia melomana | Niewczesne rozważania | Niewielka profanacja | Niewielkie przekłamanie | Niskolotnie | No No! Teatr No | No comments! | No no! | Nowa poezja lingwistyczna | Nędzne kabareciarstwo | O Leonardo, po cóż się tak trudzisz? | O dzieleniu włosa na czworo, czyli metodzie scholastycznej | O dzieleniu włosa na czworo, czyli o metodzie scholastycznej | Obciachy | Obscenia i parafrenalia | Obsesja dobrego biustu | Ojej! | Oko w oko z zębem mądrości | Okropieństwa | Okruchy odgrzebane z lawy | Okruchy życia wygrzebane zlawy | Okruchy życia wygrzebane z lawy | Okrutna losu ironia | Orientuj się na orient | Owczarek | Owczarki afgańskie | Owocożerni | PL jak piekło | PO PiS | POeci wszystkich krajów dzielcie się | Pan Tadeusz | Panie pośle, po chrześcijańsku panu wybaczam | Pańska satyra polityczna jest niegramatyczna | Pendant do pewnego przypisu | Perlikowski | Pewna elastyczność zasad | Pewne jak w banku | Piorunujący piorun! | Po owocach poznacie ich! | Po upadku | Pobożne życzenia | Podpatrywanie Natury | Podroby i inne podróbki | Pokolenie Kainowe | Pokorne ciele | Pokorne cielę | Pokusa | Polak potrafi | Polak potrafi! | Politolog i Politowska | Politycznie niepoprawne! | Polonica | Polonika rycerskie | Polucje i ablucje | Pomarańcze i mandarynki | Pomarznąć dobra rzecz | Pomarznąć dobra rzecz! | Pomoc psychologiczna | Poranna kawka z Kafką | Porąbane marzenia | Potężne i głębokie warstwy pierwotnego mitu | Powieść brukowa | Powszechna życzliwość | Powtórka z cynizmu | Poznaj samego siebie | Prawda | Prawda jest jedna i piękna, ale złożona | Prawda popłaca | Prawdziwa metropolia | Prawi i sprawiedliwi | Prawiezmartwychpowstanie | Prawiezmarwtychpowstanie | Prognoza pogody | Pruski smutek | Przecież cię zjem! | Przedagonalny polski agon | Przegląd sportowy | Przeinaczenia | Przez pychę do pokory | Przeżyjesz to, a pote już tylko grób | Przeżyjesz to, a potem już tylko grób! | Przminęło z wiatrem | Prztyczek | Psiapowiednia Majów | Psubrat | Pustka | Pytanie dość retoryczne | Raczej to nie będzie hit | Radosne gonitwy śnieżnych tygrysów | Radość wędrowania | Rejterada Rejtana | Religie nauczą cie pokory | Res Sacra Pecunia | Romans z pop kulturą | Roots, Rock, Reggae | Rozkosze reinkarnacji | Rozmowa nie na telefon | Rozpacz | Rozpacz na wieki wieków | Rozpacz, która podpełza pod gardło | Ruch i świeże powietrze... | Rybołówstwo cudzołożnika | Rycerz pokalany | Samokrytyka | Samotność egzystencjalna | Sekrety pewnego domu handlowego | Seraphic Flames and Heavenly Love | Siedź na dupie i potakuj! | Somatyka | Somatyka logiczna | Spełniona przepowiednia | Spleśniały ser | Sponsorem tej opowieści jest wydawnictwo Błękitny Wieloryb | Sport to zdrowie | Spowiedź morskiego wilka | Stary Sącz i Nowy Sącz | Stary mafioso | Stołeczne stołki | Stratyfikacja społeczna | Suma sumarum | Sumienie rachunku | Sweet Music and Poetry | Sygnały podprogowe | Szalchetne zdrowie | Szczęśliwa pomyłka | Szekspir do żadnej nie należy epoki | Szkarady | Szlachetna gravitas | Szlachetne zdrowie | Słodycze grafomanii | Słówka | Słówko do słówka, a uzbiera się sówka | Tadeusz Bój Jeleński | Taia chińska podróbka | Takie będą rzeczpospolite jakie tego blogu chowanie | Takie tam, pierdoły | Talking Heads | Tania chińska podróbka | Tatiana | Teorie świata nauki | Terapeutyczie | Terapeutycznie | Thames | The Doors. Uchylone drzwi | The Lion cub | The fruit of beauty and despair | To na pewno nie Lec | To nie żadna filozofia | Tragiczne pożegnania | Transformacja duchowa | Trudna sztuka dialogu | Trudno czasmi coś sklecić | Trzylogia | Trója z polskiego | Twarda rzeczywistość | Ty mi tutaj nie filozuj | Tygrysologia stosowana | Tysiac i jeden ptaków | Tysiąc i jeden kotów | Tysiąc i jeden ptaków | Tysiąc różowych kroliczków | Tęsknica | Tęsknota duchowa | Ubekistan | Ucone księgi | Uczeni ludożercy | Uderzenia losu | Uduchowienie | Umrzeć z miłości | Upadek Pierwszego Człowieka | Uroczy wegetarianin | Uszczelnienie systemu podatkowego | Utrata uzębienia | W czym mogę panu pomóc? | Wciąz powtarza się ta sama historia | Wciąż powtarza się ta sama historia | Wdzieczna muzyka przywraca ład serca | Wesola grafomania z morałem | Wiecej broi dla szaleńców w Teksasie | Wieczne powroty | Wiedza radosna | Wielka wygrana | Wielomówstwo, czyli plaga opowiadania | Wierzba płacząca | Wiosny i jesienie | Witch | Więcej broni dla szaleńców w Teksasie | Wojna totalna | Wpis o kształcie piramidy | Wprowadzenie do kruczków prawnych | Wrzucam wszystko do kosza | Wrzątek | Wspomneinei pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Współczesny filister | Wszystkie rybki | Wszystko na A | Wszystko na sprzedarz | Wszystko na sprzedaż | Wygrana | Węzłowato | Wólka Węglowa | Xin Lu, typowa brunetka o granatowych oczach | Z Nietzschego nic nie powstaje | Z księgi wulgaryzmów | Z rupieciarni myśli | Zaczarowany świat zen | Zanim mnie wrzucą do dołu | Zapowiedź Apokalipsy | Zaraz wracam! | Zasada domniemanej winy | Zaskroniec | Zastał Polskę drewnianą... | Zatrzaśnięte drzwi | Zbaw mie Buddo Amido | Zbaw mnie, Buddo Amido | Zdrowy egoizm | Zegar dziejów | Zestrzelenie księżyca | Zginął z rąk słabej kobiety | Zima się nas nie ima | Zjawiskowe | Znak jaskółki | Zrozumieć wartość tego, co nieużyteczne | Zuch zawsze ochoczy! | Zwierzęta pod postacią ludzi | Zwyciestwo konsumpcjonizmu | Ząb mądrości | ie zabijajcie drzew! | ieosobiście | kosmos | Łagodne prawo, ale prawo | Łagodność tygrysa | Śmiechotki, chichotki | Śmiertelna powaga | Śmierć | Światełko w mroku | Świętość, wziętość, nadętość | Życie jest tragiczne | Życie samo | Życzliwe spojrzenia na całość ogródka | Żyć, nie umierać
RSS
środa, 29 kwietnia 2015

 

     Choć teoria czterech temperamentów wywodzi się z dość zamierzchłych greckich czasów, w sztuce przetrwała dość długo.  Jednym z najpiękniejszym tego świadectw jest skomponowana w 1749 roku Sonata Carla Philippa Emmanuela Bacha "Sangwinik i melancholik", Wq 161 nr. 4.  Odbywa się w niej fascynujący dialog między dwojgiem osób, które uosabiają owe temperamenty (w pewnej chwili przeradza się on nawet w kłótnię). Przez całe lata słuchałem tej sonaty przede wszystkim w nagraniu rutynowanego angielskiego zespołu "Purcell Quartet", jeszcze z Elizabeth Wallfish (która, jak wiadomo, cudownie gra na barokowych skrzypcach). Ale nie tak dawno, którejś z chłodnych wiosennych nocy, postanowiłem odszukać rozproszone po moim pokoju CD z muzyką C. P. E. Bacha, aż w końcu, po ośmiu godzinach nieprzerwanej pracy odnalazłem wszystkie zbłąkane owieczki, z wyjątkiem jednej nieszczęsnej klawikordowej płyty Hogwooda.  A sowa przez cały ten czas spała.  I podobnie kot.  Chociaż to zwierzątka nocy...

     Trud opłacał się!  Bowiem wśród płyt mojego ulubionego kompozytora odnalazłem wykonanie "Sangwinika i melancholika", z równie znakomitym zespołem "Florilegium", którym kieruje flecista Ashley Solomon. Wspaniale gra on w chwilę potem Sonatę a-moll na flet solo tego Bacha.  Wtedy we "Florilegium" na skrzypcach grała znana doskonale wszystkim melomanom Rachel Podger, wielokrotnie, mimo młodego wieku, nagradzana za interpretację utworów Vivaldiego i Jana Sebastiana Bacha.  Wykonanie "Purcell Quartet", pod kierunkiem wybitnego klawesynisty Roberta Wooley' a, jest interesujące. Odtwarza bowiem dokładnie cały retoryczny schemat, który ukazuje przed słuchaczem Bach.  Muzycy z "Florilegium" poszli inną drogą. Grają tę sonatę ze sporą spontanicznością, tak, iż zdoła bardziej zadowolić poetę, niż psychiatrę. Słuchanie tego nagrania to dla mnie niezwykle miłe i zarazem wyzwalające przeżycie.  Jestem przecież, przynajmniej do pewnego stopnia, melancholikiem! 

      Muzyka łagodzi obyczaje i pozwala nam czasami widzieć i bardziej doceniać indywidualne różnice między ludźmi.  C. P. E. Bach był jednym z najbardziej oryginalnych i twórczych kompozytorów w dziejach muzyki i twórcą stylu Empfindsamkeit - i chociaż jego czas już przeminął (w XVIII wieku był o wiele bardzie znany od swego ojca i to na niego tylko mówiono Bach, nie dodając imion, tak, jak my mówimy dzisiaj o Janie Sebastianie), z pewnością jeszcze nadejdzie.  Może już tej wiosny, kiedy w moich drzewach zaśpiewa słowik...      

      

 

Którejś nocy zgasło światło.

Tatuś Muminek, malutka Mija, Włóczykij i ja, bardzo się tym zmartwiliśmy.

- To już koniec opowieści? - zapytałem.

Mija trzymała w dłoniach wyschnięte liście i uśmiechała się smutno.

- Skąd je wzięłaś? - spytał Włóczykij - przecież jest wiosna!

- To tajemnica!  - odpowiedziała Mija, nucąc jakąś piosenkę -

Ale jeśli światło naprawdę zgasło, to dlaczego wszystko tak dobrze widzimy? 

A jeśli jesteśmy w pokoju, to dlaczego wieje tak, jakbyśmy byli na dworze? -

zaniepokoiła się. 

- Najpierw posprzątajmy te wszystkie liście - powiedział Tatuś Muminek.

- Ale tu nie ma żadnych liści, z wyjątkiem tych, które znalazła Mija - zauważył

Włóczykij.

- To znaczy, że dobrze nam idzie - rzekł Puchatek.

- A ty, Nezumi, nie sprzątasz? - spytała  Kangurzyca. 

- Robienie porządków w nocy może być przejawem niebezpiecznej manii.

Skonsultuję się najpierw z Sową - uśmiechnął się Nezumi - Kiedy

powstrzymujemy się od działania, wszystko dzieje się samo przez się.

- Lubię, kiedy tak uroczo żartujesz! - westchnęła Mija. 

- Czy nie na tym właśnie polega wuwei? - spytał Prosiaczek.


 

wtorek, 28 kwietnia 2015

 

                       Chodź nie mam już kaleson

                       smakuje mi salceson                                      &

                       i gram na ksylofonie                                %

                       i trombie na klaksonie                                     x

                                                 

       &                                        Wesoło jest wokoło

%                                               odpadło jedno koło

                                                  lecz to nie moja wina

        x                                        że znów zabrakło wina

                                                 

                         Ale jest dobra nowina          &                

                         radości znów lawina        %

                         bo pewnego borsuka               x

                         ugryzła bura suka 

 

 %                                                Ze szczęścia szalejemy 

    &                                              lecz jutro wyrzeźwiejemy

  x                                                i nim przeminie ta noc

                                                    uśmiechów bendzie moc    

                       

                         A kedy przyjdzie nasz czas    

                         to wtedy nie ma masz czas

                         bo przez wieczność masz kaca

                         a suszenie powraca...                      & % x

                                                 

                                                 

                                                 

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

     

      Profesor Tolstoy nie krył swej irytacji:

      - Nie trudno czasami autoironię autora pomylić z urojeniami wielkościowymi. Trzeba być tylko trochę nieuważnym i trochę nieżyczliwym, a zamiast na idee, jakie chce przekazać, zwracać uwagę na jego rzekome psychiczne przypadłości.  Przecież poczucie pewnej misji może mieć nawet babka klozetowa.  Nie rozumiem więc, dlaczego miałby go nie mieć pisarz, choćby najbardziej skromny.

      - Panie profesorze - zaczęła Betty - Wszyscy wiemy, że jest Pan nie tylko zdolnym pisarzem, ale i wybitnym intelektualistą.  Jest więc zrozumiałe, że nie może Pan mieć całkiem po kolei w głowie...Czy nadal uważa Pan, że należy ściąć głowę koledze, który Pana w dobrej wierze zdiagnozował, analizując pańskie utwory?

      - To niech Pani się zlituje!  Przecież nigdy tak nie uważałem. Nie wiem dlaczego, ale ta jego analiza kojarzy mi się trochę z seksem analnym. Nie lubię tego ani w roli biernej, ani w czynnej. Dlaczego miałbym przyjmować na siebie rolę ofiary czyjejś fałszywie rozumianej życzliwości? 

      - Ale zlituje się Pan nad nim? 

      - Ależ oczywiście!  Przecież nigdy mu nie chciałem ściąć głowy. Nawet przez chwilę się tym nie interesowałem.  To jego problem! Nie on jeden wystawia literacką diagnozę na podstawie własnego widzimisię.  Czyta mądry lub inteligentny tekst i na tej podstawie wnioskuje, że autora trzeba z czegoś wyleczyć.  Może jest jeszcze zbyt młody, aby pewne rzeczy rozumieć, albo zbyt stary? Rutyna i brak doświadczenia, to dwie główne przeszkody. A może jest po prostu moim przeciwnikiem ideologicznym? Taka skrywana nieżyczliwość nie wróży nigdy dobrze...Ale dajmy już spokój!  Zapraszam Panią na lody...

      - A czy to prawda, że swą ostatnią ofiarę zamordował Pan w ogródku?

      - Przedostatnią. Ostatnią zaprosiłem na lody.  Była trochę podobna do Pani, chociaż to chłopak.  Nie dorobiłem się ogródka. Zapakowałem go w worek foliowy i wyrzuciłem na śmietnik.  To dobry uczynek.  Na pewno jakiś bezdomny się posilił. Mając to na względzie, wcześniej go rozkawałkowałem.  Format kanapkowy wydaje mi się znacznie bardziej odpowiedni.     

      - A jaką mogę mieć pewność, że mnie też będzie chciał Pan zabić, wychodząc z podobnej, altruistycznej motywacji?  Wyznaję, że lody chętnie zjadłabym z pańskim synem. To może być naprawdę trochę nudne...To znaczy - bardzo interesujące, na przykład pod względem poznawczym, ale wie Pan, o co mi chodzi? Wolałabym przeżyć dreszczyk emocji.

      - Zabijam zwykle pod wpływem emocji.  Nie mogę więc, niestety, Pani zagwarantować, że je Pani we mnie wzbudzi. Czytała Pani mój "Popołudniowy mord"?  Jego bohater zaprasza swoją studentkę na lody dokładnie w takiej sytuacji, w jakiej teraz jesteśmy.

      - Przekonał mnie Pan!  Śmierć Elizabeth była tak piękna, że chciałabym przeżyć to samo! 

      - Niech się Pani tylko zbytnio nie podnieca.  Przykro mi, ale nie mogę popadać w rutynę!  

      - A może po prostu zabije mnie Pan i dopiero na kanwie mojej śmierci osnuje swą powieść? W ten sposób przejdę chociaż do historii literatury. Kanwa to chyba ważne pojęcie?  Osnuwanie - też.  Przywodzi mi na myśl duszenie przy pomocy jakiegoś nylonu.   

      - Chętnie bym Pani nieba przychylił, ale...Nie może mi Pani narzucać schematu działania. Prawdę mówiąc, nie widzę w Pani typowych cech ofiary.  Po pierwsze, jest Pani brunetką...

      - To się da zrobić, profesorze!  Dla Pana wszystko!

      - Po drugie, wzbudza we mnie Pani współczucie swą uroczą hucpą...

      - A co?  Nie mogę?

      - To nawet bardzo miłe z Pani strony, ale obawiam się, że dłoń mi zadrży i nie będę w stanie nawet założyć rękawiczek!  Jak Pani wie, morduję tylko w rękawiczkach, podobnie, jak Strogonow, bohater moich wszystkich dotychczasowych powieści.

      - To może umówić Pana z moim kolegą Nezumim?  To chyba transwestyta.  Proszę się nie obawiać, o ile wiem, Strogonow nie dokonuje zgwałcenia...

      - Ponosi Panią wyobraźnia.  Ofiary Strogonowa morduje automat zaprogramowany przez niego w chwili rozpaczy. Strogonow zaś zakłada rękawiczki i pozoruje zbrodnię.  Automat działa sam, wbrew woli Strogonowa. Strogonow jest więc tylko w pewnym sensie mordercą. Nie stara się ukryć zbrodni. A przeciwnie, stara się na nią zwrócić uwagę. Szkoda, że morduje tak rzadko. Ostatni raz chyba ze czterdzieści lat temu. Może pięćdziesiąt?  Nie pamiętam już, w jakiej epoce umieściłem akcję. 

      - Myśli, że jest Buddą?

      - Widzę, że choć nie odróżnia Pani prozy od prozaku, ani Buddy od Hitlera, a transwestyty od hermafrodyta, jakkolwiek brzmiałoby to prozaicznie, ponawiam swoje zaproszenie na lody.  Gdybym był równie opieszały, jak automat Strogonowa, to mojej grafomanii nie czytałyby teraz miliony!   

      - Wciąż mam nadzieję, że się Pan na mnie skusi.  Mam ochotę na lodowy puchar z bitą śmietaną. Polewa, koniecznie czekoladowa. 

      - A ja na rurkę z kremem i late - uśmiechnął się Tolstoy - Kto stawia?           

     

       

              

niedziela, 26 kwietnia 2015

                                                                                                                                                               

                                                                         *              

                                                                * *                      

                                                        * * *

                                             * * * *

                                     * * * * *

                             * * * * * *                   Ile jest wszystkich gwiazdek: Spróbuj odpowiedzieć na to pytanie

                      * * * * * * *                       bez ich liczenia. Na niebie są miliardy gwiazd, a tych jest ile? 

                 * * * * * * * *                         A teraz policz i zobacz, o ile się pomyliłeś...

           * * * * * * * * *                            Odejmij od rzeczywistej sumy gwiazdek te, o które się pomyliłeś. 

       * * * * * * * * * *                             Jeżeli pomyliłeś się o 77 gwiazdek, jesteś geniuszem!

   * * * * * * * * * * *                              76- 50,  całkiem dobrze wypadłeś.

* * * * * * * * * * * *                              40 -50,  to raczej średni wynik.

                                                              Jeśli w ogóle się nie pomyliłeś, to musisz udać się na badania

                                                              specjalistyczne...

sobota, 25 kwietnia 2015

 

    Lutnista wyczarował właśnie melodię szemrzącego strumienia.

- Stop! - wrzasnął reżyser nagrania - Nie słyszysz, jak oddychasz?

Nasi słuchacze oczekują od nas sapania nosorożca?

- Kiedy oddycham, jakoś lepiej mi się gra...

- Wstrzymaj oddech, egoisto!  Nagranie musi być nieskazitelne.

Nie jesteś Gouldem! Ani nawet Guldą...A właściwie, jak się nazywasz?

Gold?

- Uduszę się! - jęknął artysta.

- Nie wytrzymasz głupich pięciu minut bez oddychania?

     Co było robić? Gołda wstrzymał oddech i po odegraniu Allemande

wyzionął ducha.

- To podroży koszta - zirytował się reżyser.

Kot na wszelki wypadek uciekł. Też nie miał nazwiska.


piątek, 24 kwietnia 2015

 

     "Zhunagzi powiedział: "Człowiek szlachetny nigdy nie zostanie niewolnikiem świata materialnego".  Każdy z nas potrzebuje dóbr materialnych, aby przeżyć, ale jeśli będziesz nieustannie poszukiwać spełnienia na zewnątrz, oddalisz się całkowicie od swej pierwotnej natury, stając się niewolnikiem materializmu.

     Istnieje tylko jedna droga do uniknięcia bycia kontrolowanym przez świat - to ty musisz go przeobrazić...Zerwiesz sznurki, za które cię ciągną pieniądz i stanowiska i - bez względu na to, czy masz duże, czy małe mieszkanie, na którym szczeblu kariery jesteś - zaznasz spokoju i szczęścia." 

     (Wu Yansheng, "Chiński zen. Droga szczęścia i spokoju", przekład A. Zdziemborska)

     Wcale czasami nie jest łatwo nie dawać się zwieść innym, kiedy mówią, że pieniądze są jedynym źródłem radości. Cały system społeczny, w jakim obecnie żyjemy, został przecież w ten sposób zaprogramowany.

      Bob Marley jednak słusznie napisał, że "jeśli czegoś pragniesz, to to na zawsze już cię kontroluje." Kiedy brakuje nam podstawowych rzeczy potrzebnych do życia, myślimy tylko o tym, jak zdobyć pieniądze. Niektórzy ludzie myślą też w takiej sytuacji o tym, jak zniszczyć system, który sprawia, że bogactwo jednych, niesie ze sobą zniewolenie innych. Jednak rewolucja nie jest żadnym wybawieniem.  Zmienia tylko zasady społecznej dystrybucji dóbr i sprawia, że jacyś ludzie uzyskują do nich dostęp kosztem innych ludzi.

      Nie ma chyba rady - jeśli chcesz być człowiekiem wolnym, musisz być wewnętrznie wolny nawet w systemie społecznego zniewolenia.  Wyobrażasz sobie, że człowiek bogaty jest szczęśliwy, ponieważ może spełniać dowolne pragnienia.  Ale, jak zauważył Zhuangzi "bogaci dręczą się nieustanną pracą nad gromadzeniem bogactw, których nie zdołają zużyć." Ich życie wcale nie jest pełnią życia. Jest, mimo rozrywek i pozorów kulturalnych zachowań, puste i pozbawione miłości.  

   

środa, 22 kwietnia 2015

             

       Kiedy Klara zobaczyła, że jej Mrok złapał się w pułapkę na myszy, głośno zapłakała. Kotek żył jeszcze przez chwilę, a krew na jego futerku wciąż pulsowała. A kiedy przestał oddychać, dziewczynka cisnęła pułapką w lustro, które skrzywiło się i sypnęło jej w twarz lodowymi odłamkami. Potem długo płakała krwawymi łzami, patrząc na zesztywniałe futerko przyjaciela, aż oczy całkiem jej wypłynęły i ogarnęła ją ciemność.

       - Nie widzę już światła.  Wszędzie tylko mrok - powiedziała, wbijając sobie lodowaty sopel prosto w serce.  

       - Chi chi! - zachichotała Zła Czarownica - Widzę, że coś nie za bardzo widzimy. A koteczek był taki śliczny!

       - Żebyś zdechła! - powiedziała dziewczynka, której ciało stawało się tymczasem coraz bardziej kruche.

       I Zła Czarownica rzeczywiście zdechła, ale dziewczynce wcale nie zrobiło się lżej na sercu. 

      

wtorek, 21 kwietnia 2015

 

      Którejś wiosennej nocy duchy tańczyły w świetle księżyca. Wychodziły ze starych drzew i obejmowały się w tańcu. Na wpół umarłe ptaki krzyczały ochryple, a głos ich zamierał w ciszy. Wiedźma wyszła z dziupli i ściskała się z sową.

                 - Nic tu po mnie! - powiedział Czarodziej i przesłonił księżycową tarczę, schwytał ciało niebieskie i schował je pod poduszkę, i odleciał z płonącym feniksem. 

      Duchy bardzo się tym zmartwiły i wyrywały sobie włosy z głowy. A niektóre piły nawet duszkiem wodę z zatrutego źródła. Zrobiło się całkiem ciemno.  Zbliżał się koniec świata. Wezwano więc Nezumiego.

                 - Nie martwcie się - rzekł Dostojny - Myślę, że stary Jowisz nie będzie miał wam za złe, jeśli pożyczycie od niego jeden z księżyców.  A koniec świata będzie dopiero wtedy, kiedy policzycie wszystkie mrówki!

                 - Ja policzyłam!  - wykrzyknęła przerażona Reiko.

                 - No to, jak policzycie wszystkie ważki.  Chyba nie ma tu żadnej wody. - uśmiechnął się Nezumi.      

                 

     

       

     Po północy zaczął wiać przenikliwy wiatr, a niebo przeszyła błyskawica. Ścierało się ze sobą wiele energii, a szum morskich fal przypominał ryki upiorów.  Tchnienie burzy miało wielkie oczy tsunami. 

              - Moja córeczka i ja...nie możemy spać. Boimy się, że morze porwie nas w swą otchłań, że piorun uderzy w nasz dom, i że ziemia się zatrzęsie, że przysypie nas popiół i lawa.  Ziemia jest ostatnio trochę roztrzęsiona, a wulkan ciężko oddycha...I podobno wszystkie wieloryby odpłynęły z zatoki...

              - Trzeba rozróżniać. - rzekł Nezumi - Distinctio, to jak mówił mój Mistrz, istota filozofii. Na pewno nie spotka was to wszystko naraz.  

                                   

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

                                   

                                     EZJA                                                                                                   

                                                        

                      Jesienią wiosna przypomina zimę

                      z niewielką przymieszką lata

                      królik ma oczy sowy

                      kot wygląda jak szczur

 

                      Późną nocą dzień jest jak widmo

                      pojawia się pod powiekami

                      i znika w kącie pokoju

                      chowając się do księżycowej dziurki

 

                      Wielka Mysz w nowiu

                      płynie po skrzącym się gwiazdami niebie

                      wiatr liście wyschnięte porzuca

                      i stroi nimi cyprysowe cienie

 

                      I czy oczy masz jak szafiry czy jak rubiny

                      zobaczysz tylko to

                      co twe szlachetne serce

                      pragnie ukryć w uśmiechu łez

                                                 

niedziela, 19 kwietnia 2015

     

       W przedostatniej Sonacie A-Dur Schuberta znajduje się cudownie piękne, melancholijne "Andantino."   Kilku pianistów, na przykład Mitsuko Uchida i Alfred Brendel, potrafi wczuć się w emocjonalną aurę jego przeżyć, choć żadnego chyba wykonawcy nie pozostawia ono obojętnym. Kiedy gra się taki utwór, trudno chyba myśleć tylko o formie.

       Kiedy słucham tego "Andantino", czuję się tak, jakby odsłaniała się przede mną nie tylko prawda o ludzkiej egzystencji, której kresem jest unicestwienie, ale i prawda mojego własnego istnienia, które, jak każde życie, zostanie kiedyś zniszczone. Schubert komponował swoją Sonatę jako człowiek jeszcze młody, ale też bardzo bliski śmierci.  W utworze tym dominuje poczucie opuszczenia, a jego pełna rezygnacji melancholia przechodzi na chwilę (czy też zostaje zostaje przez nią zakłócona?) w depresyjną rozpacz.  W pewnej chwili ma się wrażenie, jakby kompozytor chciał roztrzaskać klawiaturę, ale uniesienie to mija i czujemy się prowadzeni w mrok krypty. 

       Wybitny pianista, Paul Badura Skoda, napisał, że "Andantino" wyraża "apokaliptyczną wizję destrukcji i śmierci." Nigdy w ten sposób nie odbierałem tego utworu, który jest mi bardzo bliski, mimo poczucia, że jest to jeden z najbardziej depresyjnych utworów w dziejach muzyki.  Jest w nim bowiem i pełne miłości ukojenie, które sprawiało, że w chwilach rozpaczy muzyka ta, w sposób trudny do pojęcia i paradoksalny, przywracała mi utraconą nadzieję. Zresztą, to tylko część wspaniałej Sonaty, w której dzieją się i inne muzyczne cuda.

       Badura-Skoda, który jest, jak wiadomo, jednym z najwybitniejszych wykonawców sonat fortepianowych Schuberta (gra je najczęściej na tzw. instrumentach z epoki) zauważa, że utwory tego kompozytora trudno czasami uważać za "sofistyczne", ponieważ chęć wyrażenia wewnętrznej prawdy przeżycia powoduje, że kompozytor rozbija gładką formę.  Kiedy ktoś płacze tak, że gotów byłby wypłakać oczy (jak napisano przy okazji innego utworu Schuberta), to nie myśli o tym, jakie to na kimś innym wywrze wrażenie.  Utożsamienie z prawdą przeżycia i wewnętrzna szczerość są tu tak silne, że nie ma miejsca na żadną kalkulację. A w podobny sposób kompozytor wyrażał również, często naprzemiennie, nastrój spontanicznej radości i tłumionego lęku.

     Mój ukochany Schubert (kocham Go jak bliską osobę bardziej, niż jako genialnego kompozytora), miał bardzo silne poczucie, któremu dawał też wyraz w muzyce do pieśni o takich tekstach, że życie ludzkie zostanie zniszczone. W jednej z tych pieśni słowo to powtarza się na końcu utworu poety trzykrotnie. Niewątpliwie przekonanie to było konsekwencją jego nieuleczalnej choroby i niespełnionej miłości.  Nie chciałbym tu analizować twórczości Schuberta, ponieważ jest to zadanie raczej dla muzykologa, więc wspomnę tylko ogólnikowo o tym, o czym wszyscy wiedzą - że Schubertowi udało się gdzie indziej, w sposób niezwykle sugestywny, ukazać przejście od owego unicestwienia do innego życia.  Samo to przejście pozostaje jednak nieco zagadkowe...  

     Moja fascynacja muzyką dawną, a przede wszystkim muzyką epoki baroku sprawia, że nie jestem entuzjastą muzyki romantycznej, ale też Schubert nigdy nie był dla mnie romantykiem.  Jest mi bliski w najbardziej ludzki sposób, a wspominając tu o Nim, chciałbym wyrazić mu wdzięczność za chwile niepowtarzalnego piękna i prawdy...     

czwartek, 16 kwietnia 2015

               

      "Miłość bowiem, mimo, iż jest jednym z najrzadszych zjawisk w życiu człowieka, rzeczywiście posiada niezrównaną jasność widzenia. Odsłania  k i m  ktoś jest..."

      (Hannah Arendt, "Kondycja ludzka", przekład Anna Łagodzka)

      Nie jest dla niej istotne,  c z y m  ktoś chce być i jakie ma możliwości życiowe. Dla poetów, pisze Hannah, miłość jest " doświadczeniem nie tylko przełomowym, ale i nieodzownym" i dlatego wmówili innym ludziom, że jest ona "doświadczeniem uniwersalnym". Ludzie często romansują ze sobą, ale się nie kochają.  Miłości można przypisać pewną poza-światowość. Posiadanie dziecka przywraca kochanków światu, ale ten powrót jest zarazem kresem miłości, dopóki nie znajdą oni w sobie czegoś innego, co jeszcze raz ich połączy.    

      Miłość jest niewątpliwe darem widzenia w kimś najbliższym rzeczywistej osoby. Nie wiem, jak często ludzie naprawdę się kochają, ale chętnie odpowiedziałbym mądrej Hannah parafrazując słowa pewnego wielkiego filozofa, że "wszystko, co piękne, jest równie trudne, jak rzadkie."  Miłość nie musi być pozaświatowa. To my sami nie dopuszczamy jej do siebie lub skazujemy ją na wygnanie...


czwartek, 02 kwietnia 2015

 

         Od kilku dni myślę o zamknięciu bloga.

         Trzyma mnie tu obecność kilku miłych 

         i serdecznych osób, i niewątpliwie czuję się     

         związany z tym miejscem...Ale, wszystko się

         kiedyś kończy.  I może dobrze jest wiedzieć,

         kiedy zniknąć.  Zostawiłem tu, być może 

         niepotrzebną nikomu, cząstkę swej duszy. 

         Ale mimo mej nadziei, nic nie zapowiada

         w moim  życiu nadejścia wiosny, na którą od tak

         dawna czekam.  Nie chciałbym, żeby mój smutek

         mącił szczęście innych. Życie jest cudownie

         piękne, kiedy istnieje w nim miłość.  Tego

         wszystkim życzę tej wiosny... 

środa, 01 kwietnia 2015

 

Wiał przeraźliwy wiatr.   dr Yamashita siedział przy stoliku. 

- Ach, Nezumi, gdyby nie pan, to co ja bym zrobił?

Nikogo nie interesuje już los ludzkości.  Każdy myśli tylko o

sobie i na czym by tu zrobić interes.  Jak oszukać kogoś, żeby

coś kupił.

- Mój drogi Osamu!  Jakże mógłbym tu nie przyjść?

W końcu nie tylko my dwaj jesteśmy zatroskani o losy świata, jak

sowy. I nie tylko my kochamy swoich bliskich.  

Ale ludzie są zajęci.  My zaś na wszystko mamy czas.

Nie wiem tylko, dlaczego nie zauważyłeś, że sala jest pełna.

- Czy to dlatego, że nas już nie ma?  Że pogrzebano nas za życia? 

- Nie przesadzaj, Osamu.  Jesteśmy, jak te liście na wietrze.  

Ale przynajmniej o tym wiemy.  Nie jesteśmy, jak żaby w studni.

- Czy to znaczy, że można nas podeptać? - spytał Yamashita.

- Niektóre listki unoszą się nad wielkim oceanem, zanim spadną.

Inne osiągają szczyty gór.  Ale pewne nikt nie lubi być

targany przez wiatr.