Kategorie: Wszystkie | "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę" | ...bez końca | 0 | 100O i jeden Rabinów | A Puszkina też zapuszkują? | A moze to tylko pomieszanie zmyslow | A nie lepiej być purystą? | Aaaaaaaaaaaaaa...aalfabeta | Ach, gdzież jest litość lub wspolczucia pozór? | Ach, gdzież jest litość lub współczucia pozór? | Adam Mic - Kiewicz | Adaś i Ewka | Aforystyka | Amerykański sen | Autopsychoterapia | Bez sensu to to! | Bez szaleństwa... | Bezmyślne okrucieństwo | Bezradność | Biedna Szymborska | Biedny Kapturek! | Bliźni miłości | Bliźniego miłość... | Blondyn | Blue Bossa | Bojaźń i drżenie | Bratnie dusze | Bruner, ty świnio! | Buddyzm w życiu codziennym | Bóg mi poskapił tej anielskiej miary... | Bóg mi poskąpił tej anielskiej miary... | Bójstwo samo | Caritas | Chiziofrenia | Choroba na śmierć | Chwila ułudy | Chwila wytchnienia | Chłodne upojenie | Cierpienia i radości | Cierpienie i radość | Cleen feed | Cnota niedoli | Co slina na język przyniosła | Co tam panie w polityce? | Co w niebie piszczy | Co ślina na język przyniosła? | Corrida | Coś dla duszy... | Coś tak wulgarnego | Cudotwórstwo | Czarna Perła Tao | Czarny tulipan skrzyżowany z czarna różą | Czarny tulipan skrzyżowany z czarną różą | Czary Mary | Czego nie przysięgał Hipokrates? | Człowiek nie jest rzeczą | Człowiek to brzmi dumnie, ale nie u mnie | Często chowa | Częstochowskie rymy | Deficyt aniołów | Delightful! | Demokratyczne wybory w Oczodołach | Diabłoterapia | Dla wszystkich i dla nikogo | Dnieje | Do samego siebie | Dodatek | Dowcipas dnia | Duma narodowa | Dusze drzew | Dyskretna mgiełka autoironii | Dzielność | Dziki kapitalizm | Dzisiejsza młodzież | Dzisiejsza młodzież nosi ładną odzież | Egzystencjalizm jest chumanizmem | Ekonomia zbawienia | Elegancja Francja | Elegijnie | English gentelman | English gentleman | Epicurus | Ewa tylko ziewa | Falochron | Female | Filozofia bez uczoności | Forever Loving Jah | Gadu, gadu | Gadu, gadu, trochę więcej jadu | Gal Anonim | Gaz dla pedałów | Gaz dla pedałów, młot dla sierpów | Gdy rozum śpi... | Gendarme | Genek, gienialny gieniusz | Geno Typ | Gorący uczynek | Grabarz | Grabarz nonsensu | Gry i zabawy literackie | Głupota przysłowiem narodów | Głębie i tajnie Podświadomego | HIstoria nauczycielką bicia | Herbatka zen | Homo economicus | Homo sapiens czy Homo politicus | Humor absurdalny | Humor nieco absurdalny | Humor, satyra, panie... | I rekiny w oceani mają zębów cały rząd | I rekiny w oceanie mają zębów cały rząd | Indie Wschodnie i Zachodnie | Industrial | Istnieje również wrodzony brak poczucia humoru | Ja tam bynajmniej nie wiem | Jak długo będę jeszcze żył? | Jak uprawiać agresywne dziennikarstwo? Poradnik dla początkujących | Jakże cżęsto powtarza się ta historia | Jakże trudno czasami coś sklecić! | Jan i Małgorzata | Jan z Czarnolasu | Jesienna muzyka | Jeszcze smutniej! | Jeździec Apokalipsy | Językologia | Kaczuszki mandarynki | Karawana idzie dalej | Katedra Adamowego Żebra | Kawa z Kafką | Każdemu według naszych chęci | Każdemu według potrzeb | Każdemu, o czym tylko zamarzy | Kiciuś Miciuś! | Kicuś Micuś! | Kiedy człowiek staje się bestią | Kiedy owce nie milczą | Kij w mrowisku | Kniaź Wiktor | Kochani ludożercy | Kolacja Pani Sowy | Kometa tylko głownia nie ta | Konkwista | Koryfeusz nauki, milośnik sztuki | Koty i inne zwierzęta | Koty, głupoty, palikoty | Kości rzucone są | Kość słoniowa | Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatni | Kto pisze teraz historię? | Kuchnia szamańska | Kwiatki Św. Franciszka | Kwiatostan śmierci | Kwitnienie kultury | Kwitnąca wiśnia | La colombina i ciche ukojenie | Lekarzu - lecz się sam! | Lenin wiecznie żywy | Leśmianiada | Lichwiarstwo polskie | Liryki i prztyki | Logika dziejów | Londyńska mgła niepamięci | Londyńskie przygody | Los ofiary | Los puka do moich drzwi | Lotosowy wpis | Ludzie ludziom... | Lunatyzm | Lęk społeczny | Made in Japan | Maligna | Marność nad marnościami | Marność nad marnościami. Rekoleksje Wielkopiątkowe | Marzenia senne | Marzeniologia stosowana | Maszkary i senne dziwadła | Maszkary i senne widziadła odbite w lustrze | Mała czarna z Kafką | Medycyna naturalna | Meine Liebe Augustin! | Melancholia | Melancholia stosowana | Memorabilia | Meszreiw | Meteo | Mgiełka autoironii | Mglisty dzień. Mgła | Mikołak | Mistrz i Małgorzatka | Mistycyzm lunarny | Mistyka i miłość | Mitologia osobista | Mitologia świata | Miłość | Miłość bliźniego | Miłość nie zawsze szczęśliwa | Miś Uszatek | Moc rytuałów | Monada nie ma okien | Mowa potoczna | Mowa ptaków | Mowa serca | Moze ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może ktoś się ucieszy? | Może ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może to trochę zbyt uszczypliwe | Musicology | Muza lekkich obyczjów | Muzyka przywraca ład serca | Myszoterapia dr Nezumi | Myśli prostego człowieka | Mądrość Natury | Mądrość jak z gazety | Mądrość narodów | Młot na faryzeuszy i hipokrytów | Męstwo bycia | Mówił sen do snu | NIe ma na świecie dwóch takich samych liści, ni kropel deszczu | Na jawie (lecz to, co niejawne pozstaje) | Na stos rzuciliśmy szcześcia los | Na stos rzuciliśmy szczęścia los | Na szczytach hipokryzji | Na zdrowie! | Nad piekną rzeką | Najokrutniejsze zwierzę | Najsłodsza tajemnica | Narastająca senność | Nic dzisiaj ciekawego nie napisałem | Nicość | Nie am dwóch takich samych liści, ni kropel wody | Nie bój się - najwyżej cię rozstrzelają! | Nie czas żałować burz, gdy płoną oczy | Nie czas żąłować burz, gdy płoną oczy | Nie każde szczere złoto jest szczerozłote | Nie ma na świecie dwóch takich samych liści ani kropel wody | Nie ma na świecie dwóćh atkich samych liści lub kropel deszczu | Nie ma takiego smutnego, co by na wesołe nie wyszło | Nie ma zazdrości bez miłości | Nie oddamy nawet guzika | Nie tylko dzielenie włosa na czworo | Nie wiem, ja w ogóle nie myślę | Nie zabijaj! | Nie zabijajcie drzew! | Nie zawsze urocza dzecinada | Niebiańskie szczyty głupoty | Niech pani będzie dzielna! | Niech zapłaczą na moim pogrzebie | Nieco drapieżny wpis | Niekoniecznie ptasi móżdżek | Nienawiść bliźniego | Nieosobiście | Nieprzesłane przesłanie | Niestworzone rzeczy | Nieszkodliwe głupotki | Niewczesna melancholia melomana | Niewczesne rozważania | Niewielka profanacja | Niewielkie przekłamanie | Niskolotnie | No No! Teatr No | No comments! | No no! | Nowa poezja lingwistyczna | Nędzne kabareciarstwo | O Leonardo, po cóż się tak trudzisz? | O dzieleniu włosa na czworo, czyli metodzie scholastycznej | O dzieleniu włosa na czworo, czyli o metodzie scholastycznej | Obciachy | Obscenia i parafrenalia | Obsesja dobrego biustu | Ojej! | Oko w oko z zębem mądrości | Okropieństwa | Okruchy odgrzebane z lawy | Okruchy życia wygrzebane zlawy | Okruchy życia wygrzebane z lawy | Okrutna losu ironia | Orientuj się na orient | Owczarek | Owczarki afgańskie | Owocożerni | PL jak piekło | PO PiS | POeci wszystkich krajów dzielcie się | Pan Tadeusz | Panie pośle, po chrześcijańsku panu wybaczam | Pańska satyra polityczna jest niegramatyczna | Pendant do pewnego przypisu | Perlikowski | Pewna elastyczność zasad | Pewne jak w banku | Piorunujący piorun! | Po owocach poznacie ich! | Po upadku | Pobożne życzenia | Podpatrywanie Natury | Podroby i inne podróbki | Pokolenie Kainowe | Pokorne ciele | Pokorne cielę | Pokusa | Polak potrafi | Polak potrafi! | Politolog i Politowska | Politycznie niepoprawne! | Polonica | Polonika rycerskie | Polucje i ablucje | Pomarańcze i mandarynki | Pomarznąć dobra rzecz | Pomarznąć dobra rzecz! | Pomoc psychologiczna | Poranna kawka z Kafką | Porąbane marzenia | Potężne i głębokie warstwy pierwotnego mitu | Powieść brukowa | Powszechna życzliwość | Powtórka z cynizmu | Poznaj samego siebie | Prawda | Prawda jest jedna i piękna, ale złożona | Prawda popłaca | Prawdziwa metropolia | Prawi i sprawiedliwi | Prawiezmartwychpowstanie | Prawiezmarwtychpowstanie | Prognoza pogody | Pruski smutek | Przecież cię zjem! | Przedagonalny polski agon | Przegląd sportowy | Przeinaczenia | Przez pychę do pokory | Przeżyjesz to, a pote już tylko grób | Przeżyjesz to, a potem już tylko grób! | Przminęło z wiatrem | Prztyczek | Psiapowiednia Majów | Psubrat | Pustka | Pytanie dość retoryczne | Raczej to nie będzie hit | Radosne gonitwy śnieżnych tygrysów | Radość wędrowania | Rejterada Rejtana | Religie nauczą cie pokory | Res Sacra Pecunia | Romans z pop kulturą | Roots, Rock, Reggae | Rozkosze reinkarnacji | Rozmowa nie na telefon | Rozpacz | Rozpacz na wieki wieków | Rozpacz, która podpełza pod gardło | Ruch i świeże powietrze... | Rybołówstwo cudzołożnika | Rycerz pokalany | Samokrytyka | Samotność egzystencjalna | Sekrety pewnego domu handlowego | Seraphic Flames and Heavenly Love | Siedź na dupie i potakuj! | Somatyka | Somatyka logiczna | Spełniona przepowiednia | Spleśniały ser | Sponsorem tej opowieści jest wydawnictwo Błękitny Wieloryb | Sport to zdrowie | Spowiedź morskiego wilka | Stary Sącz i Nowy Sącz | Stary mafioso | Stołeczne stołki | Stratyfikacja społeczna | Suma sumarum | Sumienie rachunku | Sweet Music and Poetry | Sygnały podprogowe | Szalchetne zdrowie | Szczęśliwa pomyłka | Szekspir do żadnej nie należy epoki | Szkarady | Szlachetna gravitas | Szlachetne zdrowie | Słodycze grafomanii | Słówka | Słówko do słówka, a uzbiera się sówka | Tadeusz Bój Jeleński | Taia chińska podróbka | Takie będą rzeczpospolite jakie tego blogu chowanie | Takie tam, pierdoły | Talking Heads | Tania chińska podróbka | Tatiana | Teorie świata nauki | Terapeutyczie | Terapeutycznie | Thames | The Doors. Uchylone drzwi | The Lion cub | The fruit of beauty and despair | To na pewno nie Lec | To nie żadna filozofia | Tragiczne pożegnania | Transformacja duchowa | Trudna sztuka dialogu | Trudno czasmi coś sklecić | Trzylogia | Trója z polskiego | Twarda rzeczywistość | Ty mi tutaj nie filozuj | Tygrysologia stosowana | Tysiac i jeden ptaków | Tysiąc i jeden kotów | Tysiąc i jeden ptaków | Tysiąc różowych kroliczków | Tęsknica | Tęsknota duchowa | Ubekistan | Ucone księgi | Uczeni ludożercy | Uderzenia losu | Uduchowienie | Umrzeć z miłości | Upadek Pierwszego Człowieka | Uroczy wegetarianin | Uszczelnienie systemu podatkowego | Utrata uzębienia | W czym mogę panu pomóc? | Wciąz powtarza się ta sama historia | Wciąż powtarza się ta sama historia | Wdzieczna muzyka przywraca ład serca | Wesola grafomania z morałem | Wiecej broi dla szaleńców w Teksasie | Wieczne powroty | Wiedza radosna | Wielka wygrana | Wielomówstwo, czyli plaga opowiadania | Wierzba płacząca | Wiosny i jesienie | Witch | Więcej broni dla szaleńców w Teksasie | Wojna totalna | Wpis o kształcie piramidy | Wprowadzenie do kruczków prawnych | Wrzucam wszystko do kosza | Wrzątek | Wspomneinei pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Współczesny filister | Wszystkie rybki | Wszystko na A | Wszystko na sprzedarz | Wszystko na sprzedaż | Wygrana | Węzłowato | Wólka Węglowa | Xin Lu, typowa brunetka o granatowych oczach | Z Nietzschego nic nie powstaje | Z księgi wulgaryzmów | Z rupieciarni myśli | Zaczarowany świat zen | Zanim mnie wrzucą do dołu | Zapowiedź Apokalipsy | Zaraz wracam! | Zasada domniemanej winy | Zaskroniec | Zastał Polskę drewnianą... | Zatrzaśnięte drzwi | Zbaw mie Buddo Amido | Zbaw mnie, Buddo Amido | Zdrowy egoizm | Zegar dziejów | Zestrzelenie księżyca | Zginął z rąk słabej kobiety | Zima się nas nie ima | Zjawiskowe | Znak jaskółki | Zrozumieć wartość tego, co nieużyteczne | Zuch zawsze ochoczy! | Zwierzęta pod postacią ludzi | Zwyciestwo konsumpcjonizmu | Ząb mądrości | ie zabijajcie drzew! | ieosobiście | kosmos | Łagodne prawo, ale prawo | Łagodność tygrysa | Śmiechotki, chichotki | Śmiertelna powaga | Śmierć | Światełko w mroku | Świętość, wziętość, nadętość | Życie jest tragiczne | Życie samo | Życzliwe spojrzenia na całość ogródka | Żyć, nie umierać
RSS
środa, 30 kwietnia 2014

                                                Spać idą dzieci...

        Zdrowotne dolegliwości przygięły mnie dzisiaj niemal całkowicie do ziemi.  Musiałem jednak wyjść z domu.  W różnych środkach komunikacji, na jakie byłem skazany, przeczytałem już prawie książeczkę Deleuza "Spinoza. Filozofia praktyczna."  Właściwie nie jest to książka o Spinozie tylko o tym, jak inny filozof go odczytuje (podobnie jak jego książki na temat filozofii Nietzschego). Tym cenniejsza, bo czytanie książek z historii filozofii dawno już straciło dla mnie swój podstawowy sens.  Ale książka jest napisana w sposób rzetelny i jest tu nawet słownik najważniejszych terminów "Etyki" Spinozy.  W porównaniu z materiałem zebranym w księdze "Speculum Spinozanum 1677-1977", pod redakcją Hessinga, ta opublikowana w cztery lata później książeczka Deleuza nie jest zbyt radykalna w swoich interpretacjach. Nie ma tu na przykład żadnej próby kojarzenia spinozyzmu z taoizmem lub psychoanalizą (co bynajmniej nie sprowadza się do metody wolnych skojarzeń) lub przebicia się do jej głębszej treści duchowej.  Są natomiast pomysły interpretacyjne, o których nie śniłoby się historykom filozofii.  Bardzo interesujący jest szczególnie rozdział trzeci "Listy na temat zła". 

        Spinoza, w przeciwieństwie do św. Augustyna na przykład, nie tylko nie uznaje realności istnienia zła, ale kwestionuje również substancjalne istnienie dobra.  W tym sensie można powiedzieć, że człowiek nie jest ani dobry ani zły ze swej natury.  Partnerem w korespondencyjnej dyskusji na ten temat był dla Spinozy osobnik, jak to podkreśla Deleuze złośliwy i nienawistny, ale inteligentny (wbrew temu, co o nim pisano).  "Spinoza myśli z początku, że jego korespondent wiedziony jest pasją poszukiwania prawdy. Szybko dostrzega jednak w Blyeberghu manię osądzania i zapał polemisty, do którego zawsze musi należeć ostatnie słowo...Spinoza już w drugim liście zaczyna reagować w sposób oschły na niektóre jego zaczepki."   Blyenbergh, pośrednik w handlu zbożem potrafił jednak stawiać kłopotliwe pytania, na które autor "Etyki" nie zawsze potrafił czy chciał odpowiedzieć.   

        Lektura tej książki  to niezła intelektualna gimnastyka dla człowieka, który prawie nie spał przez dwie doby, toteż cieszę się, że jestem już od niej prawie uwolniony.  Marzyłem o jakimś odpoczynku i spacerze, ale jak ktoś (na pewno nie Spinoza) mógłby powiedzieć - nie było mi to dane.  Poza tym ucieszyłem się bardzo, że dla Deleuza centralnym problemem "Etyki" Spinozy jest to na co kładę największy nacisk w swoim wykładzie tej filozofii, a co Deleuze we właściwy sobie, nieco kwiecisty sposób określa mianem "dewaloryzacji wszelkich "smutnych afektów" (na rzecz radości)".  Przy okazji jednak w sposób w moim przekonaniu całkowicie nieuprawniony, a być może zgodny z jakimiś własnymi sympatiami, przypisuje Spinozie ateizm, materializm i immoralizm.  Ale wybitnemu filozofowi to wolno...Kołakowski podobne interpretacje ze wstydem odwołał, tłumacząc się, że był młody i głupi.    

                                                       Cieszą się dzieci...

         "Każda przychodząca na świat osoba przynosi ze sobą coś nowego, co nigdy przedtem nie istniało, coś oryginalnego i niepowtarzalnego... Najważniejszym celem człowieka jest urzeczywistnienie jego unikalnych możliwości, tych, których nigdy przedtem nie było i nigdy potem nie będzie..."

         (Martin Buber, "Droga człowieka według nauczania Chasydów") 

         Kiedyś już te słowa tu przytaczałem.  Może warto je jednak powtórzyć jeszcze raz?

wtorek, 29 kwietnia 2014

        Wczoraj wpisałem tu pewien utwór, ale usunąłem go ze względu na nastrój, jaki wyrażał.   Nazywał się "Wdzięczne epitafium" - żył tylko przez chwilę.  Na szczęście go pamiętam.  To też utwór miłosny i nie pozbawiony nadziei.   Wyrażał ją jednak w sposób, który może nie dla każdego byłby zrozumiały, dlatego przeznaczyłem mu inną porę istnienia.  Moje kompetencje wobec moich utworów są bowiem niemal boskie.  Nieco mniejszy wpływ mam na nastroje, wobec których staram się jednak zachować jakiś dystans.  Wiersz był pożegnaniem.

                                                                    *

 

                                                              *     *     *

 

                                                                     *

                                                       Kto błądzi - nie pyta.

                       "Wszyscy szanują tego, do kogo uśmiechnęło się szczęście."                                         

                       "Szczęśliwy człowiek, który ma gwóźdź, aby się na nim powiesić."

                       "Nowe nieszczęścia każą zapomnieć o starych."

                        ("Z mądrości Talmudu", przekład Anna Kamieńska, Szymon Datner)

              Zatęskniłem za piękną poezją, której sam nie jestem w stanie stworzyć.  Niech dwóch poetów poświadczy prawdę moich uczuć.

                                   "Jak księżyc w niebie błękitnym jestem sam w swej komnacie.

                                   Zgasiłem lampę i płaczę.

                                   Płaczę, bo jesteś daleko ode mnie i nie będziesz wiedzieć nigdy, jak cię kocham"

                                           (Leopold Staff, Ze zbioru "Fletnia chińska")

              

                                                       Ludzie...

                                                       Zabrońcie wierzbom płakać,

                                                       Uciszcie skowronki,

                                                       Zwabcie w zasadzkę

                                                       Lękliwą sarenkę!

 

                                                       Łąki spragnione deszczu

                                                       Zamieńcie w pustynię.

                                                       Nie osaczycie już

                                                       Mojego serca!

                                                       Dlaczego tak was kocham

                                                       strzeliste wy topole? 

                                                       Bo wyniosłe jesteście!

                                                       Dlatego tak was kocham!

 

                                                       Dlaczego tak was kocham

                                                       maleńkie wy wróbelki?

                                                       Niepozorne jesteście!

                                                       Dlatego was tak kocham! 

                                                   

                                                       Skąpane w kałuży,

                                                       Strzepujecie swe piórka,

                                                       Kiedy rozdarte błyskiem

                                                       W chwale blasku giną.

 

                                                       Dwie chwile chwili jednej,

                                                       W dwójnasób przeżywam.

                                                       Jednej piórka otrząsam,

                                                       W drugiej blasku płonę.

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

         Pozycja334:   Śniło mi się, że mnie chowają.  W pogrzebie uczestniczy grabarka, dwaj dźwigacze i zarządca cmentarza.  Usypują ziemię nad grobem i odchodzą.  Po zakończeniu zakopywania niebo się wypogadza i zaczyna świecić słońce.  Słyszę śpiew skowronków i czuję upojny zapach wiosennej ziemi i trawy.  Czekam na kogoś z utęsknieniem, ale nie przychodzi.  Prawdopodobnie o niczym nie wie.  Mijają lata. Czuję, że się starzeję - moje ciało jest już obrane do kości.  Deszcze i  śniegi uderzają o ziemię usypaną na moim anonimowym grobie.  Wiatr wieje przeraźliwie. Nagle słyszę głos jakiejś małej dziewczynki. Jest wesoły. Dziewczynka mówi coś do mamy.  Zdaje się, że położyły na ziemi jakiś malutki kwiatek. Słyszę jak dziewczynka gryzie herbatniczki.   Wyciąga rączkę i częstuje wiewiórkę.  Będę tu leżał do likwidacji grobu.  A więc już raczej niedługo.  Spłakałem się trochę. W ziemi wilgoć, ale nie ma się jak napić wody.  Trochę przeszkadza mi ciemność.      

         Pozycja 333:  Śnił mi się Swedenborg, ale poruszał się w odwrotnym kierunku, niż ja.   Kiedy był na moście - ujrzałem, że przechyla się przez barierkę, spada i tonie.  W tym czasie ogromna ćma zasłoniła mi oczy i cały świat nagle pociemniał.  Podniosłem dłoń prosząc o jakiś ratunek.  Ciało Swedenborga wzdęte płynęło do miejsca, w którym ustawiono tamę.  Kiedy ćma uwolniła moje oczy zobaczyłem swoje odbicie w wodzie.  Miałem na głowie kapelusz, a kołnierz mojej koszuli srebrzył się spod połów czarnego płaszcza.  W dłoniach trzymałem księgę, w której odczytałem słowa: "Ręce łagodnych kobiet gotowały własne dzieci, i były im pokarmem, gdy ginęła córka mego ludu."   

niedziela, 27 kwietnia 2014

                       Możlywe, że już niedługo wszystko przeminie z wyjątkiem chwili, która nas rozdzielyła, wdzięczna Patrycjo!

                       Spójrz na niebo, gwiazdy, perły i korale - nie ma ich wcale.  I nawet rekin żarłacz należy już do przeszłości,

                       choć w każdej chwili może znowu nadpłynąć...(i pogruchotać nam kości.  Z powodu do mięsa miłości).

                                    Ja tam naprawdę wszystkim dobrze życzę (z całego serca).

                                              - A dorzucisz pan jeszcze tygrysa?

*)

   *)

 

        To według chińskiej mądrości człowiek, który nie zna życia, a wypowiada się na jego temat.  Jest jak żaba w studni, która myśli, że poznała smak oceanu.  Nadyma się i pyszni własną wiedzą i mocą, bo w studni jest najważniejszą osobą. 

        Wczoraj ktoś poczęstował mnie żelką w kształcie zielonej żaby z białym podbrzuszem.  Nawet mi smakowała, chociaż nie rozumiem bocianów, ani Francuzów.  Dla mnie to żabojady! 

        - Czy masz kogoś konkretnego na myśli, Nezumi?

        - U mnie na podwórku mówili Francuz Żompe "Trę dupą o trotuar".

        - A przypadkiem nie mówili "Kle, kle?"

        - Może nawet i klęli.  Nie dosłyszałem.  Mały byłem.  

        - A jak mówili na Chińczyka?  

        - Sraj Pan Tu!

        - A na Hindusa? 

        - Chyba Wisimulacha, albo jakoś tak?  Ale dokładnie nie pamiętam.

        - To światowe to twoje podwórko, Nezumi.

        - Było moją szkołą życia.  Już k...w piaskownicy nauczyłem się k...brzydkich wyrazów.  

          No i oczywiście k...savoir vivru...Bon ton i te sprawy...

        - Le chien.  Czy coś ci to mówi, Nezumi?

        - Podobnież to jest pies, ale kto go tam sprawdzi.

        - Pies na baby?

        - Na wszystko!  Normalny pies.   

        - Widzę, że poczucie horroru cię nie opuszcza, Nezumi?

        - Wszyscy mnie opuścili. To jedyne, co mi pozostało! 

 

                                                       Konie z wozu  - babie lżej.

 

                                                       Gdzie dwóch korzysta, tam trzeci się bije.

 

                                                       Rękaw rękę myje.

 

                                                       Mądra Polka po szkodzie. 

 

                                                       Ten wpada w dołki, kto je pod kim kopie.

 

                                                       Oko oku kruka nie wykole.

                                                      

                                                       Nosił lis razy kilka, ponieśli i liska. 

                                                      

                                                       Od razu zbudowano Kraków!

 

                                                       Krawiec bez marynarki chodzi. 

                                                      

                                                       I bądź tu głupi!

                                                        Kiedy już na człowieka nikt nie czeka, 

                                                        Nikt telefonów jego nie odbiera,

                                                        I nikt nie powie mu nawet: "Cholera!"  

                                                        Warto umierać, warto już umierać! 

 

                                                        Niech pieśń radosna ta uśmiechem wszystko znaczy,

                                                        Bo po co człowiek ma żyć jeszcze w rozpaczy?

                                                        Wystarczy tylko skoczyć z piętra czternastego

                                                        Nie trzeba więcej czekać do maja piątego*...

 

                                                        Pierwszego maja święto...trzeciego też święto

                                                        Tak więc na trzy dni banki i serca zamknięto.

                                                        Ile miłości na rachunku twym zostało?

                                                        Boję się - ja nie chcę nic mówić! - że za mało. 

sobota, 26 kwietnia 2014

       Kiedy mgły opadły świat wydawał się już Wędrowcowi nie ten sam.  Las pozostawił za sobą, a przed nim rozciągały się pola, na których wśród zbóż rosły miodowe, żółte, czerwone i modre kwiaty.  Nie widział ich jednak.  We mgle orientował się znacznie lepiej, a słoneczny blask raził go.  Powietrze było rześkie i jasne.  Wędrował tak aż do wieczora drogą, która prowadziła z powrotem do lasu, gdy na jednym z drzew ujrzał nagle Sokoła.  Ptak siedział nieruchomy, jakby go nie było, ale jego oczy były bardzo uważne.  Wyglądał niczym egipskie bóstwo.  

                                        - Jakiej tajemnicy strzeżesz, ptaku? - zapytał wędrowiec.  

       Sokół zatopił się jeszcze bardziej w słonecznym cieniu.  Wygrzewał się i chłodził jednocześnie, na granicy łąki i lasu.  Takie wybrał sobie miejsce.  

                                        - Nie znam zwyczajów ptaków i nie wiem, dlaczego nic nie mówisz.  Ale dokucza mi trochę samotność,

                                        więc może byś się odezwał?  

       Ptak nie wydał jednak z siebie okrzyku, a tylko załopotał skrzydłami i zaczął krążyć nad okolicą. Chwilami wzbijał się tak wysoko, że wędrowiec tracił go z oczu.  Czuł jednak na sobie jego wzrok. 

                                        - Hej, sokole!  - zawołał - Nie trwóż mnie tak swą wyniosłością.  Zobacz, jak przyziemną jestem istotą.

       Mówił tak, choć był jeszcze młody, nie przygarbiał się do ziemi i nie miał ze sobą podróżnego kija.  Tymczasem Sokół powrócił na miejsce, w którym przebywał wcześniej i zapadł w drzemkę.  Oczy miał jednak otwarte.  Postanowił nie budzić go i wszedł w las.  Zachodzące słońce przebłyskiwało przez gałęzie drzew i Wędrowiec poczuł chłód nadchodzącego zmierzchu.  Szedł tak znużony w niewysłowionym smutku wieczoru i chciwie nadsłuchiwał westchnień leśnych śpiewaków.  Ptaki śpiewały słodko i smętnie, ale z ich gardziołek nie mogła się wydobyć żadna skarga.  Mrówki odprowadzały w kondukcie żałobnym rogatego, czarnego żuka.  Wiatr uciszył się, a wędrowiec rozmarzył. 

       Z drzemki przebudziła go Mroczna Postać, która majaczyła przed nim na końcu drogi.  Myślał przez chwilę, że to jedna z owych wiedźm, które jak ropucha oblewają przechodnia gryzącym moczem lub zaklinają szklanym wzrokiem, rzucając złe spojrzenia. Mogły też pajęczyną i śliną opatrzyć czyjaś ranę. Trzy takie wiedźmy spotkał zeszłej nocy na drodze...Ale to nie była żadna z nich.  Zbliżał się teraz do Postury, a ta przyzywała go zakrzywionym palcem.

                                       - Wędrowałeś bratku tak długo, że nie zauważyłeś, jak minęło ci życie - rzekła.

       Wędrowiec zaczął po omacku dotykać swego ciała - ale to nie było jego ciało.  Nogi jego zrobiły się grube i stężałe, plecy pochyliły się, a na jego twarzy pojawiła się broda, siwa jak kocie ucho, gdy je wywrócić na zewnątrz.  Mało go to jednak zajmowało.  Zląkł się Postury tak bardzo, że zaczął biec w przeciwnym kierunku. 

       Biegł tak, biegł i biegł, a kiedy wybiegł z lasu, zwolnił i zaczął iść, był znowu małym zapłakanym chłopcem, którego opuściła matka.  Księżyc świecił na niebie, a chłopiec ujrzał przed sobą twarz Sokoła w nowiu.  Ptak siedział w tym samym miejscu, w którym go pozostawił.

                                       - Może teraz wyjawisz mi swą tajemnicę? - zapytał przez łzy.

                                       - Nie ma żadnej tajemnicy - zakwilił Sokół.

       W szponach trzymał Tablicę pokrytą hieroglifami.       

       

         Mitsuko objęła mnie łapkami, ale ja muszę jeszcze wyjść z domu...Dziwny był ten dzień, biorąc pod uwagę wszystkie posługi, jakie pełniłem dla dobra ludzkości.  Teraz jakaś cząstka została dla mnie...Tylko, czy ja jeszcze istnieję?               

         Lubiłem Różewicza.  Słyszałem, jak kiedyś w jakimś wywiadzie powiedział, że nie trzeba interpretować jego wiersza, bo jest tylko samotnym człowiekiem a wokół niego jest pustka.  Wydało mi się to bardzo bliskie - nie samotność, ale to, że tak mówi. 

                                    Czasami i tak bywa...

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6