Kategorie: Wszystkie | "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę" | ...bez końca | 0 | 100O i jeden Rabinów | A Puszkina też zapuszkują? | A moze to tylko pomieszanie zmyslow | A nie lepiej być purystą? | Aaaaaaaaaaaaaa...aalfabeta | Ach, gdzież jest litość lub wspolczucia pozór? | Ach, gdzież jest litość lub współczucia pozór? | Adam Mic - Kiewicz | Adaś i Ewka | Aforystyka | Amerykański sen | Autopsychoterapia | Bez sensu to to! | Bez szaleństwa... | Bezmyślne okrucieństwo | Bezradność | Biedna Szymborska | Biedny Kapturek! | Bliźni miłości | Bliźniego miłość... | Blondyn | Blue Bossa | Bojaźń i drżenie | Bratnie dusze | Bruner, ty świnio! | Buddyzm w życiu codziennym | Bóg mi poskapił tej anielskiej miary... | Bóg mi poskąpił tej anielskiej miary... | Bójstwo samo | Caritas | Chiziofrenia | Choroba na śmierć | Chwila ułudy | Chwila wytchnienia | Chłodne upojenie | Cierpienia i radości | Cierpienie i radość | Cleen feed | Cnota niedoli | Co slina na język przyniosła | Co tam panie w polityce? | Co w niebie piszczy | Co ślina na język przyniosła? | Corrida | Coś dla duszy... | Coś tak wulgarnego | Cudotwórstwo | Czarna Perła Tao | Czarny tulipan skrzyżowany z czarna różą | Czarny tulipan skrzyżowany z czarną różą | Czary Mary | Czego nie przysięgał Hipokrates? | Człowiek nie jest rzeczą | Człowiek to brzmi dumnie, ale nie u mnie | Często chowa | Częstochowskie rymy | Deficyt aniołów | Delightful! | Demokratyczne wybory w Oczodołach | Diabłoterapia | Dla wszystkich i dla nikogo | Dnieje | Do samego siebie | Dodatek | Dowcipas dnia | Duma narodowa | Dusze drzew | Dyskretna mgiełka autoironii | Dzielność | Dziki kapitalizm | Dzisiejsza młodzież | Dzisiejsza młodzież nosi ładną odzież | Egzystencjalizm jest chumanizmem | Ekonomia zbawienia | Elegancja Francja | Elegijnie | English gentelman | English gentleman | Epicurus | Ewa tylko ziewa | Falochron | Female | Filozofia bez uczoności | Forever Loving Jah | Gadu, gadu | Gadu, gadu, trochę więcej jadu | Gal Anonim | Gaz dla pedałów | Gaz dla pedałów, młot dla sierpów | Gdy rozum śpi... | Gendarme | Genek, gienialny gieniusz | Geno Typ | Gorący uczynek | Grabarz | Grabarz nonsensu | Gry i zabawy literackie | Głupota przysłowiem narodów | Głębie i tajnie Podświadomego | HIstoria nauczycielką bicia | Herbatka zen | Homo economicus | Homo sapiens czy Homo politicus | Humor absurdalny | Humor nieco absurdalny | Humor, satyra, panie... | I rekiny w oceani mają zębów cały rząd | I rekiny w oceanie mają zębów cały rząd | Indie Wschodnie i Zachodnie | Industrial | Istnieje również wrodzony brak poczucia humoru | Ja tam bynajmniej nie wiem | Jak długo będę jeszcze żył? | Jak uprawiać agresywne dziennikarstwo? Poradnik dla początkujących | Jakże cżęsto powtarza się ta historia | Jakże trudno czasami coś sklecić! | Jan i Małgorzata | Jan z Czarnolasu | Jesienna muzyka | Jeszcze smutniej! | Jeździec Apokalipsy | Językologia | Kaczuszki mandarynki | Karawana idzie dalej | Katedra Adamowego Żebra | Kawa z Kafką | Każdemu według naszych chęci | Każdemu według potrzeb | Każdemu, o czym tylko zamarzy | Kiciuś Miciuś! | Kicuś Micuś! | Kiedy człowiek staje się bestią | Kiedy owce nie milczą | Kij w mrowisku | Kniaź Wiktor | Kochani ludożercy | Kolacja Pani Sowy | Kometa tylko głownia nie ta | Konkwista | Koryfeusz nauki, milośnik sztuki | Koty i inne zwierzęta | Koty, głupoty, palikoty | Kości rzucone są | Kość słoniowa | Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatni | Kto pisze teraz historię? | Kuchnia szamańska | Kwiatki Św. Franciszka | Kwiatostan śmierci | Kwitnienie kultury | Kwitnąca wiśnia | La colombina i ciche ukojenie | Lekarzu - lecz się sam! | Lenin wiecznie żywy | Leśmianiada | Lichwiarstwo polskie | Liryki i prztyki | Logika dziejów | Londyńska mgła niepamięci | Londyńskie przygody | Los ofiary | Los puka do moich drzwi | Lotosowy wpis | Ludzie ludziom... | Lunatyzm | Lęk społeczny | Made in Japan | Maligna | Marność nad marnościami | Marność nad marnościami. Rekoleksje Wielkopiątkowe | Marzenia senne | Marzeniologia stosowana | Maszkary i senne dziwadła | Maszkary i senne widziadła odbite w lustrze | Mała czarna z Kafką | Medycyna naturalna | Meine Liebe Augustin! | Melancholia | Melancholia stosowana | Memorabilia | Meszreiw | Meteo | Mgiełka autoironii | Mglisty dzień. Mgła | Mikołak | Mistrz i Małgorzatka | Mistycyzm lunarny | Mistyka i miłość | Mitologia osobista | Mitologia świata | Miłość | Miłość bliźniego | Miłość nie zawsze szczęśliwa | Miś Uszatek | Moc rytuałów | Monada nie ma okien | Mowa potoczna | Mowa ptaków | Mowa serca | Moze ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może ktoś się ucieszy? | Może ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może to trochę zbyt uszczypliwe | Musicology | Muza lekkich obyczjów | Muzyka przywraca ład serca | Myszoterapia dr Nezumi | Myśli prostego człowieka | Mądrość Natury | Mądrość jak z gazety | Mądrość narodów | Młot na faryzeuszy i hipokrytów | Męstwo bycia | Mówił sen do snu | NIe ma na świecie dwóch takich samych liści, ni kropel deszczu | Na jawie (lecz to, co niejawne pozstaje) | Na stos rzuciliśmy szcześcia los | Na stos rzuciliśmy szczęścia los | Na szczytach hipokryzji | Na zdrowie! | Nad piekną rzeką | Najokrutniejsze zwierzę | Najsłodsza tajemnica | Narastająca senność | Nic dzisiaj ciekawego nie napisałem | Nicość | Nie am dwóch takich samych liści, ni kropel wody | Nie bój się - najwyżej cię rozstrzelają! | Nie czas żałować burz, gdy płoną oczy | Nie czas żąłować burz, gdy płoną oczy | Nie każde szczere złoto jest szczerozłote | Nie ma na świecie dwóch takich samych liści ani kropel wody | Nie ma na świecie dwóćh atkich samych liści lub kropel deszczu | Nie ma takiego smutnego, co by na wesołe nie wyszło | Nie ma zazdrości bez miłości | Nie oddamy nawet guzika | Nie tylko dzielenie włosa na czworo | Nie wiem, ja w ogóle nie myślę | Nie zabijaj! | Nie zabijajcie drzew! | Nie zawsze urocza dzecinada | Niebiańskie szczyty głupoty | Niech pani będzie dzielna! | Niech zapłaczą na moim pogrzebie | Nieco drapieżny wpis | Niekoniecznie ptasi móżdżek | Nienawiść bliźniego | Nieosobiście | Nieprzesłane przesłanie | Niestworzone rzeczy | Nieszkodliwe głupotki | Niewczesna melancholia melomana | Niewczesne rozważania | Niewielka profanacja | Niewielkie przekłamanie | Niskolotnie | No No! Teatr No | No comments! | No no! | Nowa poezja lingwistyczna | Nędzne kabareciarstwo | O Leonardo, po cóż się tak trudzisz? | O dzieleniu włosa na czworo, czyli metodzie scholastycznej | O dzieleniu włosa na czworo, czyli o metodzie scholastycznej | Obciachy | Obscenia i parafrenalia | Obsesja dobrego biustu | Ojej! | Oko w oko z zębem mądrości | Okropieństwa | Okruchy odgrzebane z lawy | Okruchy życia wygrzebane zlawy | Okruchy życia wygrzebane z lawy | Okrutna losu ironia | Orientuj się na orient | Owczarek | Owczarki afgańskie | Owocożerni | PL jak piekło | PO PiS | POeci wszystkich krajów dzielcie się | Pan Tadeusz | Panie pośle, po chrześcijańsku panu wybaczam | Pańska satyra polityczna jest niegramatyczna | Pendant do pewnego przypisu | Perlikowski | Pewna elastyczność zasad | Pewne jak w banku | Piorunujący piorun! | Po owocach poznacie ich! | Po upadku | Pobożne życzenia | Podpatrywanie Natury | Podroby i inne podróbki | Pokolenie Kainowe | Pokorne ciele | Pokorne cielę | Pokusa | Polak potrafi | Polak potrafi! | Politolog i Politowska | Politycznie niepoprawne! | Polonica | Polonika rycerskie | Polucje i ablucje | Pomarańcze i mandarynki | Pomarznąć dobra rzecz | Pomarznąć dobra rzecz! | Pomoc psychologiczna | Poranna kawka z Kafką | Porąbane marzenia | Potężne i głębokie warstwy pierwotnego mitu | Powieść brukowa | Powszechna życzliwość | Powtórka z cynizmu | Poznaj samego siebie | Prawda | Prawda jest jedna i piękna, ale złożona | Prawda popłaca | Prawdziwa metropolia | Prawi i sprawiedliwi | Prawiezmartwychpowstanie | Prawiezmarwtychpowstanie | Prognoza pogody | Pruski smutek | Przecież cię zjem! | Przedagonalny polski agon | Przegląd sportowy | Przeinaczenia | Przez pychę do pokory | Przeżyjesz to, a pote już tylko grób | Przeżyjesz to, a potem już tylko grób! | Przminęło z wiatrem | Prztyczek | Psiapowiednia Majów | Psubrat | Pustka | Pytanie dość retoryczne | Raczej to nie będzie hit | Radosne gonitwy śnieżnych tygrysów | Radość wędrowania | Rejterada Rejtana | Religie nauczą cie pokory | Res Sacra Pecunia | Romans z pop kulturą | Roots, Rock, Reggae | Rozkosze reinkarnacji | Rozmowa nie na telefon | Rozpacz | Rozpacz na wieki wieków | Rozpacz, która podpełza pod gardło | Ruch i świeże powietrze... | Rybołówstwo cudzołożnika | Rycerz pokalany | Samokrytyka | Samotność egzystencjalna | Sekrety pewnego domu handlowego | Seraphic Flames and Heavenly Love | Siedź na dupie i potakuj! | Somatyka | Somatyka logiczna | Spełniona przepowiednia | Spleśniały ser | Sponsorem tej opowieści jest wydawnictwo Błękitny Wieloryb | Sport to zdrowie | Spowiedź morskiego wilka | Stary Sącz i Nowy Sącz | Stary mafioso | Stołeczne stołki | Stratyfikacja społeczna | Suma sumarum | Sumienie rachunku | Sweet Music and Poetry | Sygnały podprogowe | Szalchetne zdrowie | Szczęśliwa pomyłka | Szekspir do żadnej nie należy epoki | Szkarady | Szlachetna gravitas | Szlachetne zdrowie | Słodycze grafomanii | Słówka | Słówko do słówka, a uzbiera się sówka | Tadeusz Bój Jeleński | Taia chińska podróbka | Takie będą rzeczpospolite jakie tego blogu chowanie | Takie tam, pierdoły | Talking Heads | Tania chińska podróbka | Tatiana | Teorie świata nauki | Terapeutyczie | Terapeutycznie | Thames | The Doors. Uchylone drzwi | The Lion cub | The fruit of beauty and despair | To na pewno nie Lec | To nie żadna filozofia | Tragiczne pożegnania | Transformacja duchowa | Trudna sztuka dialogu | Trudno czasmi coś sklecić | Trzylogia | Trója z polskiego | Twarda rzeczywistość | Ty mi tutaj nie filozuj | Tygrysologia stosowana | Tysiac i jeden ptaków | Tysiąc i jeden kotów | Tysiąc i jeden ptaków | Tysiąc różowych kroliczków | Tęsknica | Tęsknota duchowa | Ubekistan | Ucone księgi | Uczeni ludożercy | Uderzenia losu | Uduchowienie | Umrzeć z miłości | Upadek Pierwszego Człowieka | Uroczy wegetarianin | Uszczelnienie systemu podatkowego | Utrata uzębienia | W czym mogę panu pomóc? | Wciąz powtarza się ta sama historia | Wciąż powtarza się ta sama historia | Wdzieczna muzyka przywraca ład serca | Wesola grafomania z morałem | Wiecej broi dla szaleńców w Teksasie | Wieczne powroty | Wiedza radosna | Wielka wygrana | Wielomówstwo, czyli plaga opowiadania | Wierzba płacząca | Wiosny i jesienie | Witch | Więcej broni dla szaleńców w Teksasie | Wojna totalna | Wpis o kształcie piramidy | Wprowadzenie do kruczków prawnych | Wrzucam wszystko do kosza | Wrzątek | Wspomneinei pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Współczesny filister | Wszystkie rybki | Wszystko na A | Wszystko na sprzedarz | Wszystko na sprzedaż | Wygrana | Węzłowato | Wólka Węglowa | Xin Lu, typowa brunetka o granatowych oczach | Z Nietzschego nic nie powstaje | Z księgi wulgaryzmów | Z rupieciarni myśli | Zaczarowany świat zen | Zanim mnie wrzucą do dołu | Zapowiedź Apokalipsy | Zaraz wracam! | Zasada domniemanej winy | Zaskroniec | Zastał Polskę drewnianą... | Zatrzaśnięte drzwi | Zbaw mie Buddo Amido | Zbaw mnie, Buddo Amido | Zdrowy egoizm | Zegar dziejów | Zestrzelenie księżyca | Zginął z rąk słabej kobiety | Zima się nas nie ima | Zjawiskowe | Znak jaskółki | Zrozumieć wartość tego, co nieużyteczne | Zuch zawsze ochoczy! | Zwierzęta pod postacią ludzi | Zwyciestwo konsumpcjonizmu | Ząb mądrości | ie zabijajcie drzew! | ieosobiście | kosmos | Łagodne prawo, ale prawo | Łagodność tygrysa | Śmiechotki, chichotki | Śmiertelna powaga | Śmierć | Światełko w mroku | Świętość, wziętość, nadętość | Życie jest tragiczne | Życie samo | Życzliwe spojrzenia na całość ogródka | Żyć, nie umierać
RSS
niedziela, 31 marca 2019

    

     Po wczorajszym dniu (spędzonym

niemal w całości wśród ludzi) mam

niestety wrażenie, że w Polsce może 

dojść do konfrontacji o nieprzewidywalnych

skutkach. Ludzie naładowani są agresją,

którą wywołuje chęć obrony własnych

egoizmów albo zatrucie resentymentem, 

a głos rozsądku zanika.  Na wrażliwość

i solidarność nie ma co liczyć. Została

uśmiercona, albo zamieniona w karykaturę. 

     Kiedy krytyczne myślenie zostaje

zastąpione instynktem stadnym i nie 

szanuje się już nikogo ani niczego poza

przywódcami stada i myślowymi atrapami,

rodzą się upiory. A w pogoni za zyskiem

i wygodą życia nie ma miejsca na

życzliwość, otwartość i szczere współczucie. 

Jest tylko wzajemne tratowanie się...Kiedy

w jakimś społeczeństwie zanikają

podstawowe wartości ludzkie, jego

kulturalna egzystencja jest zagrożona.

     Jest wiosna i żyjące jeszcze

zwierzęta i niezniszczone rośliny cieszą

się z niej...A martwi duchowo i

zautomatyzowani ludzie też mają swoje

drobne upiorne radości ;-) Jak na przykład

uciecha ze złośliwości i obmawiania innych,

albo szydzenie z nieszczęśliwego.

    Poza tym, w każdym właściwie

społecznym systemie poczciwi ludzie mają

swe radości i troski, i życie toczy się dalej...

Ten instynkt życia jest zasadniczo czymś

dobrym. Choć nie zawsze można na nim

polegać.

    W swym przejmującym dzienniku z getta

Korczak pokazuje, że dzieci nadal grają w

piłkę, chociaż ich kolega umarł i leży na

chodniku...Do takiej sytuacji jest obecnie

u nas tak daleko, jakby wydarzyła się w

innym rejonie kosmosu.  (Choć na świecie

istnieją one przez cały czas). A jednak

pewne symptomy podobnego zobojętnienia

nie trudno zaobserwować.

   

   

 

 

    

 

    

 

    

 

sobota, 30 marca 2019

    

     Na kilka miesięcy przed śmiercią Schubert opłacił u znajomego

lekcje kontrapunktu.  Ale był tylko na jednej, ponieważ choroba

nie pozwoliła mu uczyć się dalej.  Ta fuga, skomponowana do

wykonania na cztery ręce brzmi jak fuga Bacha napisana przez

Schuberta ;-)   To "ćwiczenie" jest jednak czasem wykonywane

przez pianistów...Wzruszyłem się nieco, słuchając jej, choć tak

niewiele znaczy w porównaniu ze słynną Fantazją f-moll.

I przypomniał mi się tekst wiersza, do którego słów kompozytor

napisał piękną pieśń.  W jej zakończeniu trzykrotnie powtarza się

słowo "zniszczone" w odniesieniu do kruchości życia...

zdjęcie nazumi13

czwartek, 28 marca 2019

 

 

   "ŚLEPA

 

    Ślepa jestem. Oślepiona majem.

    Nic nie wiem, prócz, że pachną bzy.

    I ustami tylko poznaję,

    żeś ty nie ty..."

    (Maria Janina z Kossaków Bzowska

     Pawlikowska-Jasnorzewska

     "Pocałunki")

 

       Dzisiaj w ogóle sporo czasu poświęcam kobietom. Czytam

dzienniki Madame La Fayette. Z pozoru nie ma w nich nic, co  

mogłoby mnie zainteresować, a jednak okazują się fascynującą

lekturą.  Jest tu mnóstwo opisów dworskich ceremonii, pretensji

arystokratów do różnych odznaczeń i tytułów, królewskich trosk

i okrucieństwa wojen (mordowanie rannych, palenie miast). 

Jest pewna królowa otruta filiżanką czekolady, która do końca

twierdzi, że umiera z przyczyn naturalnych, co zwiększyło tylko

podejrzliwość związaną z jej zgonem, Ale najbardziej groteskowa

jest ucieczka angielskiego króla, jego strach przed własnymi

poddanymi i to, że aresztowano Jego Wysokość biorąc go za

katolika...To nie tylko opis świata,który po tym rozkwicie musiał

umrzeć, jego przesądów i wynaturzeń,do których autorka nie ma

żadnego dystansu, nie tylko wytworny język, ale i wytrawna

obserwacja psychologiczna. Jak np. powód, dla którego dwaj

zasługujący na królewski order ludzie nie otrzymali go. Byli tak

pokorni w znoszeniu królewskiej niełaski, że panowało

przekonanie, iż zniosą z pokorą kolejny dyshonor.

Największym chyba kuriozum dworskiej obyczajowości był

spór między królami, kto z ich rodzin, gdzie i na czym godzien

jest siedzieć podczas ich oficjalnego spotkania. A oprócz

tego oczywiście zabawy, polowania i bale. Podobno Delfin

uwielbiał bale maskowe, bo mógł sobie nierozpoznany pogadać

z tym i owym...

   

      A ten wiersz poetki, czy nie przypomina bajek

Leonarda da Vinci?

     "SAMOBÓJSTWO  DĘBU   

 

DĄB SAMOTNIK SPOGLĄDAŁ NA WSZYSTKO Z POGARDĄ!

POZNAŁ ŻYCIE, KTO WIDZIAŁ GENERACYJ TYLE!

NAGLE ZDJĄŁ Z NIEBA PIORUN,

JAK ZŁOCISTY SZTYLET -

I WBIŁ GO SOBIE W PIERŚ TWARDĄ."

 

 

 

 

 

 

 

 

środa, 27 marca 2019

 

   Już jestem w domu. Wyszedłem o 7.30; wróciłem

o 0.30.  A teraz opiszę niektóre zdarzenia tego dnia,

pomijając nieco przerażające kłopoty ze zdrowiem. 

   

    Około czwartej po południu burza gradowa.

Wiatr omal mnie nie porwał. Piorun uderza tuż

obok mnie...Wchodzę do Instytutu Filozofii,

gdzie trwa wyprzedaż książek zupełnie

nieprawdopodobna i kupuję po 10 zł same

perły:

    "Mozarta" Alfreda Einsteina,

    "Psychologię Junga" pani Jacobi (autoryzowaną

    przez samego Junga),

    japońskie "Opowieści niesamowite" z pięknym

    tekstem Kawabaty,

    tomik Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej 

    z serii Biblioteki Narodowej

    i "Hedonizm Epikura" Krokiewicza. 

    Na pozostałe zabrakło mi pieniędzy. Sam Alfred

Einstein jest do kupienia po 20-krotnie wyższej

cenie. To, jak wiadomo, książka genialna

i poszukiwana, i nigdy nie było mnie na nią stać. 

    Przy okazji miało miejsce znamienne

zdarzenie.

    Wpadliśmy na siebie - ja i pewien wysoko

postawiony w hierarchii profesor, który

również interesował się książkami. To

sprawa losowa, ale on chmurzy się groźnie

i przestrzega swego dawnego kolegę:

    - Niech pan na mnie uważa! -

    - Uważać będę, ale obawiać się pana

nie zamierzam! - odpowiadam.

    (Jasne, że nie chodziło jedynie o dostęp

do półki z książkami

    

     Do lekarza nie było mi łatwo się dostać. 

Ale ma on niejakie poczucie humoru

i przeprowadzając wywiad pyta:

    - ...Narkotyki twarde lub miękkie? -

    Mówię, że nie.

    - Coś pan tak niewyraźnie odpowiada!

Musi pan napisać podanie do Rektora 

o podwyżkę. A w podaniu podkreślić,

że nie stać pana na narkotyki i że powinien

dofinansować! -

 

    Żeby sobie poprawić nastrój informuję

sprzedawcę w sklepie muzycznym, że

posiada niedozwolony produkt, o czym 

uprzedzam go zanim zainteresują się tym

odpowiednie służby. Chodzi o płytę z

jamajskim reggae zespołu "Black Stalin."

(To pionierzy reggae - grali jeszcze rock

steady). Sprzedawca ogląda okładkę, na

której widnieją kobiece piersi i pyta:

     - To cycki, czy dupa? -

     Ale nie daję się zbić z tropu i pytam,

czy nazwisko Stalin mu coś mówi, a ten

z niewinną miną bierze podręczny słownik

języka angielskiego i sprawdza słowo

Stalin. Wyszło mu, że to znaczy rozwalić

kogoś lub coś...To dlatego, że na wstępie

zaskoczył mnie całkiem poważnym

pytaniem, czy pracuję w Akademii Sztuk

Pięknych.

 

 

    W autobusie przypominam sobie, co

znaczy słowo persona u Junga,

dlaczego Bóg kabalistów skurczył

się i zapadł w sobie, jaka była recepcja

filozofii Spinozy w Niemczech czasów

Goethego, kim był dla Becketta Godot,

"Ptaszka idiotę" Jasnorzewskiej, historię

o kobiecie, która pożyczyła komuś swą

rękę i przesmutne zdanie napisane przez

Mozarta o śmierci "tej najlepszej

przyjaciółce człowieka"...

 

 

 

...........................................

      Dwie wiadomości dobre, o ile się

ziszczą. Być może zostanie wydana

książeczka, w której będą też moje

opowieści niesamowite. A w sobotę

nagranie telewizyjne...

     Jedna nieco gorsza - czekają mnie

trzy wizyty u lekarza. Trzęsę się trochę

z zimna, bo oczywiście wiatr wywalił

okno...

 

 

    

 

   

   

 

 

 

   

 

  

wtorek, 26 marca 2019

 

    Kłopoty ze zdrowiem i rozmowa

z przyjacielem (jeśli tak mogę go

nazwać) o sprawach środowiska 

naukowego sprawiły, że

dopadł mnie przeraźliwy smutek.

Trudno mi odzyskać dla siebie dzień.

Dzisiaj miałem jakieś dziwne kłopoty

z pamięcią, co nie zdarzało mi się

nigdy.  Najpierw rano zasnąłem przy

muzyce (trwało to chwilę) i po obudzeniu

nie mogłem sobie przypomnieć

czego słuchałem. A potem w nocy

zasnąłem na pętli autobusowej w

autobusie i nie pamiętałem, że

przesiadłem się tam z innego autobusu. 

W ogóle nie pamiętam tego, że

przechodziłem.

     Mój przyjaciel używał określeń

dosadnych, wśród których słowa

takie jak gangster, mafia i cynizm

nie należały do rzadkości. Jest bardzo

kulturalny i nie używa wulgaryzmów.

    Ja dość beznamiętne wspomniałem

o tym, że nie ma racjonalnego działania

osób i instytucji bez poszanowania

praw ludzkich.

    Słowo racjonalny bywa nadużywane.

Można mówić nawet o racjonalnej utylizacji

zwłok pomordowanych. Często uważa się 

niestety, że jakaś działalność jest racjonalna,

choć narusza ludzkie wartości.

     W niektórych środowiskach przez

racjonalne działanie rozumie się niszczenie

ludzi niewygodnych i to tak, żeby nie pozostał

po nich ślad.  Miejsce jest zawsze dla

ambitnych, dyspozycyjnych miernot, dla

konformistów, którzy chętnie przystają na

nieskażone refleksją warunki tępej

pseudo-rywalizacji. Dla ludzi naprawdę

twórczych trudno je znaleźć.

     W żaden sposób nie wypowiadam się

tutaj na temat działalności naukowej

jako takiej.  Wierzę, że jest szlachetna i że

w nauce jest sporo mądrych i produktywnych

ludzi. Ale tzw. humanistyka jest niestety

niszczona, a jej etos upadł. 

 

 

 

niedziela, 24 marca 2019

   

    Wysłuchałem u znajomego zaginionej

i zrekonstruowanej Pasji według Św. Marka

Bacha.  (Oficjalna premiera - 29 marca. Pasja

Markowa jakoś nie brzmi dobrze). Ta Markus

Passion była już wcześniej wykonywana

(Koopman). Ale nagranie Mistrza Savalla

ma sporo wybitnych zalet. I Ewangelista

David Szigetvari podoba mi się w tej roli. 

Pytanie o sens takich rekonstrukcji

pozostawiam historykom muzyki i

muzykologom. Pewne fragmenty Bach

wykorzystał w "Odzie żałobnej" (jak np.

przepiękny początkowy chór i altowa aria).  

Wskrzeszeni (muzykologicznie) nie

przemawiają jednak tak jak żywi. 

Pasja Mateuszowa ma więcej

cudownie kontemplacyjnych arii, a

Janowa jest bardziej dramatyczna.

Ale interpretacja Savalla jest głęboka

i uduchowiona, jak tego wymaga historia,

którą opowiada.  A recytatywy, których

jest tu nieco za dużo, przechodzą gładko

i budują odpowiedni nastrój...

sobota, 23 marca 2019

 

 "Skrada się cicho

   po łące pnączem porosłej

   bezpańska kotka

   nie daje się oswoić

   czyż nie jak twoje serce?"

 

   (Minamoto Nakamasa, XI/XII wiek

    przekład Anna Zalewska)

 

  "Zapada zmierzch,

    a moja miłość płonie

    silniej niż płomień świetlika.

    Niewidoczny dla innych

    zmaga się z twoją obojętnością"

 

    (Ki no Tomori, przekład

    Iwona Kordzińska Nawrocka)

 

     Westchnąć czasem wypada nad losem poety :-)

   

 

 

 

........

Oba teksty pochodzą z książki:

"Zwierzęta w kulturze japońskiej"

wydanej w serii Japonica pod

bardzo naukową redakcją

Beaty Kubiak Ho-Chi oraz

Yoko Fujii- Karpoluk.

Można tu poczytać teksty wybitnych

znawców kultury japońskiej

o psach, kotach, myszach i świetlikach

(między innymi).  Niektóre z przytoczonych

utworów poetyckich są cudowne. (Można

je tu też przeczytać w języku oryginału).

Jest tu poza tym "Koci zeszyt" (Neko no

soshi) i opowieść "O księżniczce

kochającej owady" (Mushi mezuru himegimi)

:-)  Cenne są oczywiście też i same eseje

i komentarze. 

     Gorąco polecam!

 

     nezumi13

 

piątek, 22 marca 2019

 

             

    Podobno kiedy poeta Li Bo

    wychylił się z łodzi,

    żeby objąć odbity w toni księżyc,

    wpadł do wody i utonął.

    Był szczęśliwy, kiedy

    budząc się z upojenia, nie wiedział,

    jaka jest pora dnia i roku.

    Kiedy drzemał na dworze

    mógł padać wiosenny deszcz i śnieg,

    i nawet nie zauważał różnicy.

    Życie jest wieczystą tęsknotą. 

    Trwa chwilę i można je tylko

    przeżyć w marzeniu albo przespać. 

    A po śmierci kości poety

    i kości prostaka

    wyglądają tak samo...  

 

 

czwartek, 21 marca 2019

 

    "Jeśli myślisz, że tego nie ma,

to jest. Jeśli myślisz, że jest, to

nie ma."

     (Z klasycznej sztuki teatru

kabuki)

.......................................................

     

     Pewien człowiek usłyszał w

nocy muzykę duchów.  Bardzo się

przestraszył i pobiegł zobaczyć

duchy grające na koto.  Ale 

zobaczył tylko ćmę, która zaplątała

się między strunami.  [To prawdziwa

opowieść, którą tu jedynie powtarzam:

Znajdziecie ją w "Japonii utraconej" 

Alexa Kerra).

     Ale nie ukrywam, że znam dalszy

ciąg tej opowieści.  Nasz literat uznał

zdarzenie za wyjaśnione i położył się

spać. A wtedy przyśniło mu się dokładnie 

to, o czym opowiadał.

    Jego umysł zaczął pośpiesznie

kojarzyć fakty. Przecież ćma nie narobiłaby

takiego hałasu!  Musiała być inna przyczyna.

Z tą myślą obudził się z drzemki...i

rzeczywiście usłyszał muzykę, a po

sprawdzeniu okazało się, że nie ma tam już

ćmy.  Stał w tym miejscu, a pełna dysonansów

melodia nadal wybrzmiewała i struny poruszały

się. Wyglądało na to, że chociaż nie widział

ducha, on tam był!  Ale, jeśli to był jeden duch,

to dlaczego nie potrafił zagrać tej melodii jak

człowiek?

     A ponieważ odpowiedź na poprzednie

pytanie literat znalazł we śnie, położył się

spać jeszcze raz. Jednak sen nie nadchodził.

Albo może śniło mu się, że nie nadszedł?

Wstał i zaczął nerwowo chodzić po pokoju,

gdy nagle poczuł dotknięcie dłoni na

ramieniu. A ponieważ nie było to miłe - dłoń

była bowiem koścista - zorientował się, że

ma do czynienia z duchem.  Muzyka zamilkła,

zatem duch musiał się przemieścić. Po chwili

zaś usłyszał stłumiony głos:

      - Jestem tylko nisko postawionym

duchem. Za życia też nie umiałem grać.

Służyłem mojemu Panu. On potrafił grać,

choć częściej robiła to jego żona...Czasem

wracając z jej alkowy potrącałem jakąś

strunę, aż którejś nocy mój Pan mnie

zabił.  Ale dlaczego?  Czy z powodu zdrady,

jakiej dopuszczała się jego małżonka, 

czy dlatego, że tak fałszowałem? -

     Literat chciał coś odpowiedzieć, ale

nie miał dość mocnego przekonania, że

znajduje się na jawie, a nie we śnie...

 

      

   

środa, 20 marca 2019

 

      Czujesz bluesa? Jeśli nie

      Chyba całkiem jest już źle.  

      Wiatr nie rozwiał złych spojrzeń

      Deszcz nie zgasił podejrzeń.

      Idziesz nocą pośród drzew

      Martwych ptaków słyszysz śpiew

      Księżyc marzeń jest grobem

      W mroku tonie nad globem.

      Myślisz, że to losu żart

      Że opuścił cię fart

      I że zostałeś Hiobem

      (Mówisz to mimochodem).

     

      Ale to kres się skrada,

      Jak Złego dobra rada

      Smołą jest a nie miodem

      W serce wbija się lodem. 

      Pośród wciąż zamglonych mgieł

      Demon wziął cię na swój kieł

      I skończyły się dziwy

      - Już nie wyjdziesz stąd żywy...

 

     

        

      

     Jego rok zaczynał się na jesieni

i kończył się jesienią. Ale kiedy myślał

o swej córeczce, to rok zaczynał się

wiosną i wiosną się kończył. Jednak

kiedy umarła, nastała wieczna zima,

wieczna noc, chłód i mrok...

     I nawet, kiedy dorzucał drew

do ognia, czuł, że palce ma jak sople

lodu.

     Kiedyś zobaczył ją wśród innych

dzieci jak zjeżdżała na saneczkach

z niewielkiej górki. Akurat wtedy

tamtędy przechodził młody literat:

    - Czy jest jeszcze radość życia? -

zapytał.

    - To była moja radość, ale już

jej nie ma... - odrzekł, uśmiechając

się w zamyśleniu.

    - Nonsens! - zawołał młody 

człowiek - i popędził w kierunku 

metra.

    Czekało na niego tętniące

rozrywką miasto. Jak tylko wyjdzie

z metra, przesiądzie się na

elektryczną hulajnogę, potem kawa

i trochą alkoholu dla rozjaśnienia

mroków duszy.  Znajomi, dziewczyna

i znowu hulajnoga.  Ale już z dziewczyną...

Ten starszy Jegomość naprawdę nie

wie, czym jest życie u szczytu lata! 

 

 

 

 

 

wtorek, 19 marca 2019

       

   "Bunin z trudem dotrzymywał

kroku staremu człowiekowi, który

zaczął biec i powtarzał zdartym

głosem: Nie ma żadnej śmierci.

Nie ma żadnej śmierci."

 

   (Canetti o Tołstoju)

 

   "Wczoraj umarł. Dziś nic już z

tego nie pamięta."

   

   (Canetti o kimś, kogo nie znamy)

 

    "Do dzisiaj zadajesz sobie pytanie,

czy znałeś choć  j e d n e g o 

d o b r e g o  człowieka. Czy to się

jeszcze liczy?  Tylko to się liczy.

Tylko to, nawet, gdyby to miała być

ostatnia kwestia."

 

   (Canetti o człowieku)

 

   "Biblia zasnęła i obudziła się

dopiero wtedy, kiedy już nigdy

nie dniało."

 

   (Canetti o księdze)

poniedziałek, 18 marca 2019

 

 

       Drwal Yu schwycił siekierę

       i porąbał ogromną gwiazdę.

       Jej żar rozproszył się

       na miliony świetlików

       świecących na mej drodze. 

       Kiedy chciałem złapać jednego

       poparzył mi dłonie. 

       Spytałem Mistrza, czy wobec tego

       słońce i księżyc będą jeszcze świecić.

       Popatrzył na mnie ze smutkiem

       i powiedział: "Dopóki żyjesz!"

       Zgasła ostatnia iskierka nadziei. 

       Ale Mistrz zdmuchnął dmuchawiec

       i znowu się rozżarzyła. 

          

      

 


niedziela, 17 marca 2019

 

    Nocami lemury pisały memuary o larach

i nenufarach.  A nim Nimfy wróciły znad

strumienia, wśród drzew czaił się już 

mimochodem do swej pantomimy stary

Wąż-Mim. 

    Gajus Lucius Britanicus odpoczywał

w gaju po zwycięskiej potyczce z Brytami.

Dwa ogromne brytany strzegły jego

namiotu. Lucinda nawilżała wargi

i okolice podbrzusza wodza delikatnymi jak

płatki róży pocałunkami, podczas gdy on,

trzymając zmysły na wodzy, dyskretnie

swawolił. Jego membra virilis, ugodzony 

strzałą Amora, pozostawał wzniesiony ku

niebu jak chmurny Olimp, na którym

bogowie piją rozkoszny nektar.

     Atoli nic nie trwa wiecznie i jak

powiadają mędrcy najsłodsza pszczółka

potrafi czasem użądlić. Cezar zawył

z bólu jak zraniony lew, ale niewolnica

ukoiła jego cierpienie zatapiając

pod serce władcy nóż. Po tym bólu

śmierć wydała mu się największą

rozkoszą.

     - Żegnaj świecie i wy, moi mili

druhowie i poddani. Ja, wielki mąż,

w kwiecie mych cnót ginę z rąk słabej

kobiety! - zdążył wysapać, choć w

namiocie oprócz niego i pięknej

kochanki nikogo nie było.

     Ale kiedy Lucinda zorientowała

się, że Cezar jeszcze zipie, udusiła 

go poduszką, a następnie wypluła

z ust krew, pianę i odgryzione

przyrodzenie potwora, który żył z

własną matką i córką, i ze swymi

wyzwoleńcami, siejąc postrach

wśród senatorów.

      Stryjeczny prawnuk kuzyna

niewolnika samego Owidiusza,

poeta i mitograf Charmides

napisał w swych "Wypadkach", że ze

spermy i krwi Cezara narodziła się

nowa Wenera i wszczęła wojnę ze

swą poprzedniczką o to, czyja uroda

jest bardziej nieskazitelna.

 

 

    

 

sobota, 16 marca 2019

 

"Odkąd ona nie żyje, on odwraca głowę,

gdy widzi pączki kwiatów."

(Elias Canetti, "Księga przeciwko śmierci")

 

      Pani Ogawa popatrzyła na mnie

z wyrzutem:

      - To nie ten cytat - powiedziała -

"Nieść serce z jesieni na jesień, aż

utonie w liściach", to mi się naprawdę

podoba. I jeszcze to - "Po śmierci nawet

się nie jest samotnym."  A co ty na to

Myszko? -

      - Ale tej Księgi Canetti w końcu nie

napisał - zauważyłam. - Zostały jakieś

notatki...

      - To, co dla nas najważniejsze, trudno

jest czasem wypowiedzieć!   Nie rozumiał

fascynacji śmiercią.  "Schopenhauer

jest urzeczony śmiercią z trzech powodów:

z powodu renty ojca, wskutek nienawiści

do matki i z powodu filozofii hinduskiej."

Niezłe, co? -

      - Te dwa pierwsze raczej autor

zmyślił.  Chociaż, jak pamiętasz, Russell

też żartował z Schopenhauera uważając go

za hipokrytę. -

     - To dobre!  Zanotował w swoim

dzienniku z entuzjazmem, że starucha,

której musiał płacić odszkodowanie za to,

że zrzucił ją ze schodów i się trochę

połamała - zeszła i już nie będzie musiał

wnosić opłat, on - filozof wielkiego

współczucia. -

     - A ty byś się z tego nie cieszyła? 

W końcu zrzucił ją nie bez powodu.

Przeszkadzała mu hałasując

na klatce schodowej. -

     - Zasłużyła raczej na śmierć! -

zauważyła pani Ogawa dolewając sobie

śmietanki do kawy. - Ale mieliśmy

mówić o Canettim...Wojnę ze śmiercią

chyba przegrał i jego ciało zjadły robaki,

choć walczył z nią każdego dnia swego

życia. -

     - Dobrze, że nie zginął na wojnie! -

rozczuliłam się - Słuchałam dzisiaj

przepięknych pieśni miłosnych tego

młodego Niemca, który poległ pod

Tarnopolem w 1915.  Cudowne, aż

że tak powiem, wyć chce się z bólu

na myśl o tym. -

     - Jak zwykle nie pamiętasz, jak

się nazywał, ale na szczęście wiem,

o kogo chodzi.  Canetti powiada, że

wojny toczy się dla nich samych i

dopóki tego nie zrozumiemy i

będziemy starali się je wyjaśniać,

nigdy nie ustaną! ...Ale coś ty taka

blada? Jesteś w ciąży? -

     - Trochę nie najlepiej się czuję.-

odpowiedziałam.- Nazywał się Stephan. -

     - Weź to! - rzekła wręczając mi    

malutkie zawiniątko...Już na ulicy

zobaczyłam, że był w nim zasuszony

pączek dzikiej róży...

   

         

piątek, 15 marca 2019

 

    "Całe życie przeżył w lęku, aż w

końcu stał się ofiarą morderstwa."

Mam wrażenie, że Canetti mówi to

przede wszystkim o sobie, a także o

kondycji ludzkiej. 

    Ja nie jestem ogarnięty jakąś

obsesją śmierci - ani w związku

z nieodległą perspektywą własnego

zniknięcia, ani z powodu żalu, że

bliscy (i dalsi również) odchodzą.

    Kiedy nocami błądzę po zaświatach,

to nie spotykam zmarłych, których

znałem za ich życia. Nawet mojej

córeczki...Żyją w moich

wspomnieniach i nie szukam ich gdzie

indziej, choć czasem chciałbym,

żeby powróciła dawna czułość lub

zrozumienie. Chciałbym 

komunikować się z nimi, wiedzieć

co czuliby w jakiejś sytuacji, jak by

na nią patrzyli, albo po prostu, żeby

byli jakoś obecni. I mnie za chwilę już

tutaj nie będzie, więc jest pewnym

złudzeniem wyobrażanie sobie, że

są nieszczęśliwi, bo nie zobaczą już 

słońca i że ich los różni się od mojego

w jakiś zasadniczy sposób.

      Ale spotykam cienie ludzi, którzy

kiedyś byli na tym świecie. Widzę

je wszędzie. Także tych pomordowanych

w różnych pogromach.

     A w żywych ludziach, w szczególności

w staruszkach, zauważam jakąś przemożną

chęć życia jakby wbrew faktowi, że życie

dawno się już skończyło...a zaczęło smętne

dogorywanie. Wyznaję, że nie jest mi

bliski taki sposób patrzenia na życie.

Czasem w autobusie, którym jadę,

spotykam o pewnej porze prawie same

niedołężne staruszki, objuczone torbami

i przygięte do ziemi.  Życzę im jak najlepiej,

ale, czy sam bym też tak chciał? 

Pociesza mnie czasem bestseler "Dlaczego

mężczyźni żyją krócej"...

 

czwartek, 14 marca 2019

 

      Kiedy nocą wychodzę z domu

      ptaki wirują w mroku nieba

      krzycząc ochryple

      wiatr unosi je niby liście

      rzucając to tu to tam

      w złotawym świetle latarni

      wyglądają jak rój upiorów

      jest ich tak dużo

      że zajmują cały przestwór

      w moim domu nie pali się

      ani jedno światło

      wszyscy śnią 

      o bieżących sprawach

      pracy dzieciach kłopotach

      rozrywkach zakupach

      zyskach i stratach

      nawet bezdomny ominął

      sanktuarium śmietnika

      ja jeden wiem że życie się kończy

      wychodzę z domu

      i nigdy nie wracam 

 

 

środa, 13 marca 2019

    Nikt już nie czyta książek? Pragnę

stanowczo zaprzeczyć tej tezie. 

Czytam ostatnio trzy fascynujące książki.

Na dwie wydałem całą swoją pensję, a

trzecią dostałem w prezencie..."Kto czyta,

ten nie je" - to niestety zasada

sprawiedliwości społecznej w naszym

obecnym systemie politycznym.

 

1. Marc Vignal "Synowie Bacha."

 

Książka opowiada o życiu i twórczości

czterech najwybitniejszych synów

Bacha (tzw. Bacha- synów, jak ich

nazwała kiedyś dowcipnie pewna

atrakcyjna blondynka w MPiK-u, z

którą często rozmawialiśmy o

muzyce).

  Jeden z nich Carl Philipp Emanuel

był wielkim kompozytorem, Wilhelm

Friedemann miał przebłyski twórczego

geniuszu, a Johann Christian Bach tak

wpłynął na młodego Mozarta, że ich

utwory trudno czasem odróżnić. Czwartego

- Johanna Christopha Friedricha bym sobie

darował.  To cenna książka, choć martwi 

mnie to, że autor nie w pełni docenił

geniusz pierwszego z nich. Zauważa co

prawda, że jego słynny "Traktat o prawdziwej

sztuce gry na instrumentach klawiszowych"

sprzedawał się o wiele lepiej niż dzieła

Goethego.  (Utwór ten przetłumaczono

niedawno na polski, ponieważ wciąż muzycy

się z niego uczą).  Ale wspomina również o tym,

że Emmanuel mało był znany w Anglii,

a po roku 1820 prawie nikt już o nim nie

pamiętał.  Porównując go z Haydnem

sugeruje raczej wielkość tego ostatniego,

co podkreśla w zupełnie niestosownych

momentach. Oczywiście Fryderyk Wielki,

który miał konserwatywny gust muzyczny

i lubił jak mu schlebiano, nie znosił

niezależności Bacha i traktował go niezbyt

dobrze. (Zanim ten nie przeniósł się do

Hamburga).

    Niemniej przytacza też opinie z epoki

wyrażające zachwyt nad jego twórczością.

Bądź, co bądź był najwybitniejszym z

twórców pełnego uczuciowych i formalnych

kontrastów stylu Empfindsamkeit 

(sentymentalnego). A sam zalicza go do

muzycznych rewolucjonistów, co zgadza

się z moją niedawną bloxową

charakterystyką jego twórczości

i wskazuje na potężną artystyczną

osobowość. 

     Nie mogę tu poruszyć nawet

najważniejszych interesujących mnie

wątków - żałuję, że autor nie napisał

książki wyłącznie o tym Bachu, ale

zwrócił uwagę na niezwykle ujmującą

rzecz.  Swobodne fantazje i wiele

innych komponowanych przez tego

Bacha instrumentalnych utworów

opatrywano czasami tekstami

i śpiewano, ale też fantazjowano

na temat przeżyć i sytuacji, jakie

wyrażają. W jednej z melancholijnych

fantazji ktoś dopatrzył się nawet

słynnego monologu Hamleta, a w innym

rozmowy Sokratesa z uczniami przed

śmiercią :-) Trudno byłoby to traktować

poważnie, ale niektóre fantazje Bacha

to nadzwyczaj piękne i głębokie utwory.

     Wielu wybitnych ludzi mówiło o

Emanuelu z podziwem albo z miłością.

I ja do nich również należę...To on

pokazał, czym jest w muzyce serce.

  Nie wszyscy jednak rozumieli, dlaczego

w ten sposób przeciwstawia się

podstawowej zasadzie barokowej muzyki

instrumentalnej: "Jeden utwór - jeden afekt."

Jeśli utwór wyraża różne, czasem

sprzeczne ze sobą uczucia, to jest, jak

ktoś to wtedy określił "muzycznym

potworem."

 

2.  Paul S. Mac Donald "Psyche. Dzieje

pojęcia. Dociekania o duszy, umyśle

i duchu od Homera do Hume'a"

(Tytuł oryginalny tej wydanej w 2003 r

książki jest inny; polskie wydanie 2019). 

To dość monumentalna księga

poświęcona głównie historii

filozoficznej psychologii, choć autor

wiele miejsca poświęca też np. Homerowi,

Biblii i Szekspirowi.  Książce brakuje

chwilami nieco perspektywy

egzystencjalnej - dlatego prawie pomija

milczeniem mistera i wyobrażenia o

pośmiertnym losie duszy. Pominięcie

orfików i Pitagorasa oraz umieszczenie

filozofii Plotyna w rozdziale poświęconym

tradycji myśli chrześcijańskiej to

największe grzechy tego interesującego

dzieła. Dla mnie, jako znawcy tej

problematyki (choć przypominam raczej

kotka niż tygrysa z zamieszczonego

zdjęcia) są to grzechy śmiertelne...Ale

nie mówię, że utwór ten "is dead."  Autor

wybrał taką drogę i perspektywę, a swój

wybór uzasadnił niezwykle nieprzekonująco,

ale jednak w jakimś zdaniu próbował to

zrobić. Nie chcę więc deprecjonować

wartości trudu jakiego się podjął, bo nie

jest to kolejny psychologiczny fast food ;-),

ale poważna i syntetyczna praca, z

której wiele można się nauczyć. Pewnym 

jego brakiem jest niewątpliwie to, że cytuje

raczej najbardziej wpływowe opinie znawców

przedmiotu niż teksty źródłowe. Ogromną

zaletą, że przypomina, także gubiącym się w

drobiazgach psychologom, o istnieniu duszy.

 

3.  Pani Profesor Renta Grzegorczykowa

przekazała mi pięknie wydany, obszerny 

wybór tekstów swego nie żyjącego już

męża, wybitnego logika i filozofa Andrzeja

Grzegorczyka.  Nadała mu tytuł "W

poszukiwaniu ukrytego sensu. Myśli i

szkice filozoficzne." 

    Profesora Grzegorczyka miałem okazję

poznać jako szlachetnego i mądrego

człowieka, który mimo wielkiego

uznania jakim cieszył się na świecie w

środowisku matematyków i filozofów,

pozostał niezwykle skromny. Po przeczytaniu

jego wczesnych książek - "Schematy i

człowiek" oraz "Filozofia czasu próby"

(wydanej w Paryżu) poprosiłem Go, aby

został promotorem mojej pracy doktorskiej

i jestem jednym z dwóch doktorantów,

jakich wypromował w dziedzinie filozofii, a

jedynym - w jej części humanistycznej. Był

to dla mnie ogromny zaszczyt i wyróżnienie.

...W książce są też utwory poetyckie i

literackie Profesora, odzwierciedlające 

jego podstawowe przemyślenia i idee.

     Wiersz "Epifania" kończy następująca

strofa, w której Autor zwraca się do 

Pana Boga:

 

"Ma Cię ten, komu nawet pojecie Twoje jest obce,

i żyje nadzieją,

że może w słońcu, co wzeszło już prawie wczoraj, 

może w tym śniegu, co gdzieś topnieje,

może w przyjaznym spojrzeniu,

może w uśmiechu (co zbyt nagle umiera)

jest  c o ś , c o   o c a l e j e"

(Andrzej Grzegorczyk, Epifania)

  

       Słowa wiersza musiałem pomniejszyć, zamiast je

powiększyć, aby zmieściły się w linijkach Bloxa.

      

   

 

 

 

 

    

 

 

 

 

 

zdjęcie ze strony internetowej  Żiwaja ziemla

(Czytelnik wybitnych książek jest jak ten mały

kotek obcujący odważnie z większymi od siebie).

wtorek, 12 marca 2019

................................................................................

Powoli zbliża się już nowy 2020 rok. W drugi dzień

Świąt Bożego Narodzenia zeszłego roku odeszła

moja koteczka Mitsuko. 

...........................................................................

zdjęcie deszczowej Mitsuko nazumi13

poniedziałek, 11 marca 2019

 

     Każdy, kto zna samotność, wie jak

smutna bywa rozłąka.

     Pani Ogawa popatrzyła na mnie

naukowo- badawczo znad sterty

książek.

     - Wiesz, co na tym smutnym i pełnym

cierpienia wądole łez jest dla Boga

największą obelgą?...Wiara w jego

istnienie! - 

     Najchętniej ja, biedna szara myszka,

schowałabym się pod miotłę słysząc

to wyznanie koryfeusza nauki i mecenasa

sztuki, ale liznęło się na polu trochę

wiedzy, więc nieśmiało zapiszczałam:

    - Ale nie wiara w Boga Spinozy.

Ta nikogo nie obraża. -

    - Brawo! - wykrzyknęła Pani Ogawa

- Ale skąd właściwie ty o tym możesz

wiedzieć?  Przecież nie masz nawet 

habilitacji!  Biegasz sobie beztrosko

po polu i chyba w życiu nie widziałaś

książki. -

- Jeśli Bóg to Natura, a nie nasz Ojciec

niebieski i opiekun, to wszystko w

świecie dzieje się według koniecznych

praw Natury, a kto by ją za to obwiniał,

albo wychwalał?  -

     Pani Ogawa aż zaklaskała w dłonie.

- Niby taki mały rozumek, a pojęłaś

czym jest Tao -  no, no! -

    - Tak, proszę Pani. - odpowiedziałam

grzecznie dygając. (Wolę dygać niż 

dygotać ze strachu).

     Na twarzy Pani Ogawy pojawił się

uśmiech, jakby chciała mi zakomunikować

dobrą nowinę.

     - Wiem, że nie masz domu, więc

pozwolę Ci tu przezimować i będziemy

wspólnie konwersować. Będziesz też 

mogła słuchać swojej muzyki...Kotami

możesz się nie przejmować!  -

     - To dla mnie wielki zaszczyt, ale

chociaż niewiele posiadam, jest

mi dobrze.  Mam tam norkę i do ziemi

jakoś się przytulę.  Mam prawie wszystko,

czego potrzebuję. Wiosną i latem słucham

skowronków i słowika, jesienią łabędziego

śpiewu, a zimą Purcella, Schuberta

i Jimiego Hendrixa. - 

     - Hendrix? To ten, co kopulował z

gitarą? -

     - To prawdziwy geniusz! - 

     - Dziwna jesteś...Kto dziś tego

słucha?  Przemyśl zatem moją

propozycję, a ziarenek ryżu z

pewnością ci nie zabraknie. -

     - Dopóki się z Tobą zgadzam,

 a jak któregoś dnia wyznam Ci, że

kocham Jezusa?... -

     - Nie będę zazdrosna. Nie pozwalam

ci się tylko bratać z kotami!  Ale to

wyłącznie dla twojego dobra. -

     - W tej właśnie sprawie do Ciebie

przychodzę.  Wyrzuciłaś niedawno

Filomena. On jest taki biedny!  Proszę,

przyjmij go z powrotem. -

     - Wie dobrze, za co! - 

     - Ale to jest okrutne! On marznie! -

     - Jest tylko minus dwadzieścia.

Ma futro. Nie powinien narzekać! -

     - Jest głodny i tęskni za tobą.

On cię naprawdę bardzo kocha! 

A poza tym jego status materialny

nie jest najlepszy. -

     - To niech sobie tęskni i niech

się trochę odchudzi!  Jeśli Cię do

tej pory nie tknął, to znaczy, że

nie taki głodny.  Przychodzi z dworu

podrapany pod oczami i cały

poraniony, a potem tylko śpi tak,

że można by po nim deptać jak

po dywanie. -

     - A co on takiego powiedział? -

     - Że mam już swoje lata. -

     - Może chciał być dla Ciebie

miły? 

     - Może! - powiedziała Pani

Ogawa.

    

 

.

niedziela, 10 marca 2019

,,,,zdjęcie nazumi13,,,,

 

      Luiza obudziła się i zauważyła, że już trzeci dzień

jest noc. Poszukała w torebce smartfona. Był 17

września,godzina 12.30. Przez trzy dni, a właściwie

przez trzy noce leżała w kompletnej depresji.

Jakimś cudem telefon się nie rozładował. Kliknęła

na wiadomości ulubionej telewizji, ale zamiast nich

na czarnym ekranie pojawił się napis

   PRZYKRO NAM, ALE TO

   KONIEC ŚWIATA

   Poczuła się nieco zaniepokojona i postanowiła przejrzeć

wcześniejszy materiał. Ale na ekranie był tylko napis

   ZIMA NUKLEARNA

   Nie chciało się jej szukać dalej. Czuła się trochę

zesztywniała. Postanowiła więc wstać,ale uderzyła w coś

głową i nagle uświadomiła sobie, że to wieko trumny.

Wysłała jeszcze do ukochanego SMS-a: "Kochany, 

obawiam się, że już nie żyję, jednak nie straciłam

jeszcze nadziei, że ty żyjesz. Komórka mi pada.

Pisz szybko, albo najlepiej zadzwoń! Twoja na zawsze

Luiza."

   Nie wierzyła,że oddzwoni:

- Boże! Marian, to ty? Gdzie jesteś! - zawołała.

- Jesteśmy z Ulką na Marsie. Zielone ludziki są

bardzo gościnne. Musze już kończyć. Odpoczywaj

w spokoju! -

   Po raz pierwszy od wielu miesięcy chciało 

jej się żyć. "A więc ta ruda małpa jest z nim!"

- pomyślała i sięgnęła odruchowo po tabletki.

Weźmie całe opakowanie. Nawet połowa tej ilości

zabija...Ale jak można zabić kogoś, kto już nie

żyje? Poza tym, nie przyleci tu z Marsa, żeby 

ją ratować. "A niech to wszystko szlag trafi!"

- wrzasnęła. Odpowiedziało jej przygłuche

nieco echo. A jej życzenie dziwnie łatwo się

spełniło...

 

 

 

   

 

sobota, 09 marca 2019

        

       Hugh Mundel (1962-1983) był nastolatkiem,

kiedy ukazał się jego pierwszy longplay "Africa

Must be Free by 1983."  Niecałe dwa lata temu

wyszła jego wersja na CD z bardzo ładną książeczką

(i dodatkowo z dubami).  Podobno magazyn muzyczny

 

Rolling Stone dał w 1978 r longplayowi 5 gwiazdek,

ale nie to przecież decyduje o jego wartości. Brzmi

po prostu nawet po tylu latach bardzo dobrze.

Pomijając współpracę z legendarnym Augustusem

Pablo i udział w nagraniach znanych wykonawców,

chłopiec, który na nim śpiewa był też autorem samych

piosenek, a jego głos jest sugestywny. To był wielki

talent i jednocześnie świadoma swojej twórczości osoba.

Do końca swej przerwanej przez przedwczesną śmierć

kariery pozostawił wyłącznie rzeczy wartościowe. 

Wspominam o nim z dwóch powodów:

[1]  W ostatnich latach ukazuje się spora liczba

wznowień roots reggae na kompaktach. Te nagrania,

mimo, że siłą rzeczy nie dorównują całkowicie

nagraniom winylom z tamtej epoki, brzmią często

nadzwyczaj dobrze. A to, że pojawia się ich tak wiele

świadczy o tym, że muzyka ta ma nadal licznych

odbiorców. 

[2] Dojrzałość w młodym wieku jest czymś

stosunkowo rzadkim. Ja kiedy miałem naście

lat słuchałem też rzeczy, które dzisiaj uznałbym

za pozbawione wartości. Kiedy Mundel został

zamordowany (jak wielu innych jamajskich

wykonawców reggae - Jamajka to dziki kraj,

znany z ogromnej przestępczości) pozostawił

też żonę z małymi dziećmi.

      Afryka jest wolna, ale nadal przygnieciona

ciężarem, który z trudem dźwiga i wolność

ta jest raczej iluzją.  Hasło "Back to Africa"

popularne kiedyś wśród rastafarian traci nieco

sens, biorąc pod uwagę to, ilu ludzi z Afryki

ucieka.

     Prognozy na przyszłość są przygnębiające

- miedzy innymi pod wpływem ekspansji Islamu

ludność Afryki może w niedługim czasie

wzrosnąć nawet pięciokrotnie, a wtedy nie

wiadomo, czy Europa napór imigrantów wytrzyma.

 

 

 

piątek, 08 marca 2019

 ...

  Jadę pustym metrem. Zjawa zdejmuje

okulary i patrzy na mnie z troską. Stoi

przede mną i uśmiecha się przez łzy.

Całkiem ładna dziewczyna. Trochę blada,

a w jej oczach odbija się księżyc zza

szyby...Ale to nie może być księżyc, bo

metro jest przecież pod ziemią. Jesteśmy

zatem oboje w podziemnym świecie.

Wyciąga do mnie dłoń, jakby chciała się

przywitać.

      - Persefona - przedstawia się.

      - Ła ładne imię...- mówię. 

      - Wiem czego szukasz? -

      - Może kobiety? -

      - Nie...Śmierci. -

      - Ja?  Śmierci? -

      - Wysiądziesz przy starym moście.

Tam jest niska barierka. Skoczysz! -

      - Wyskoczyć mogę przez okno w

dużym pokoju.  Ktoś mi nawet pokazał

jak to się robi. -

       - Ale wtedy twoja matka się

o tym dowie, a przecież tego byś nie

chciał. Dlaczego jednak szukasz mostu,

choć znacznie łatwiej jest po prostu

wejść do rzeki po kamieniach i stopniach?

Przecież tam byłeś i widziałeś po tym,

jak twój kolega się utopił.  Byłeś tam

ze trzy razy i to w nocy. -

      - Chciałem zobaczyć, dlaczego

to zrobił.  Przed śmiercią był w euforii. 

Ale jak się w tym miejscu zejdzie, to

potem trudno się wydostać. Ponura

groza popycha w jednym kierunku.

Gdyby chciał się cofnąć, nie potrafiłby

wejść z powrotem na ścieżkę.  A jeszcze

ktoś mógłby przyjść i go zakatować.

Za dużo czasu na myślenie.  Pojawiają 

się niepotrzebne wątpliwości. -

      - Dlatego właśnie mówię ci, co

zrobisz - powiedziała uprzejmie zjawa

i znikła. I gdyby nie stróżka krwi,

którą zobaczyłem, mógłbym nawet 

wątpić w to, że ją widziałem.

      Wróciłem do domu, przywitałem

się z martwym kotem i zaczekałem

do rana. Postanowiłem zdać się na

los. Wyciągnąłem z indyjskiej talii kartę

z napisem "Destruction" powtórzonym

jeszcze w trzech innych językach.

Nie miałem już odwrotu.  Wiedziałem,

że niedługo znajdę się pod mostem.

Nie mogłem na to czekać i zrobiłem

to, co przepowiedziała Persefona.

Mojego ciała nigdy nie odnaleziono.

Wszystko jest jak dym.

     

 

 

 ...

  Jadę pustym metrem. Zjawa zdejmuje

okulary i patrzy na mnie z troską. Stoi

przede mną i uśmiecha się przez łzy.

Całkiem ładna dziewczyna. Trochę blada,

a w jej oczach odbija się księżyc zza

szyby...Ale to nie może być księżyc, bo

metro jest przecież pod ziemią. Jesteśmy

zatem oboje w podziemnym świecie.

Wyciąga do mnie dłoń, jakby chciała się

przywitać.

      - Persefona - przedstawia się.

      - Ła ładne imię...- mówię. 

      - Wiem czego szukasz? -

      - Może kobiety? -

      - Nie...Śmierci. -

      - Ja?  Śmierci? -

      - Wysiądziesz przy starym moście.

Tam jest niska barierka. Skoczysz! -

      - Wyskoczyć mogę przez okno w

dużym pokoju.  Ktoś mi nawet pokazał

jak to się robi. -

       - Ale wtedy twoja matka 

o tym się dowie, a przecież tego byś nie

chciał. Zastanawia mnie tylko, dlaczego

szukasz mostu,choć znacznie łatwiej jest

po prostu wejść do rzeki po kamieniach

i stopniach? Przecież tam byłeś i widziałeś

po tym, jak twój kolega się utopił.  Byłeś

tam ze trzy razy i to w nocy. -

      - Chciałem zobaczyć, dlaczego

to zrobił.  Przed śmiercią był w euforii. 

Ale jak się w tym miejscu zejdzie, to

potem trudno się wydostać. Ponura

groza popycha w jednym kierunku.

Gdyby chciał się cofnąć, nie potrafiłby

wejść z powrotem na ścieżkę.  A jeszcze

ktoś mógłby przyjść i go zakatować.

Za dużo czasu na myślenie.  Pojawiają 

się niepotrzebne wątpliwości. Był 

chyba bardziej zdeterminowany niż ja. -

      - Dlatego właśnie mówię ci, co

zrobisz - powiedziała uprzejmie zjawa

i znikła. I gdyby nie stróżka krwi,

którą zobaczyłem, mógłbym nawet 

wątpić w to, że ją widziałem.

      Wróciłem do domu, przywitałem

się z martwym kotem i zaczekałem

do rana. Los miał zadecydować.

Wyciągnąłem z indyjskiej talii kartę

z napisem "Destruction" powtórzonym

jeszcze w trzech innych językach.

Nie miałem już odwrotu.  Wiedziałem,

że niedługo znajdę się pod mostem.

Nie mogłem na to czekać i zrobiłem

to, co przepowiedziała Persefona.

Mojego ciała nigdy nie odnaleziono.

     

 

 

  

   Ponieważ nilowymi krokami zbliża

się czas rozstania, a może jacyś

Czytelnicy ciekawi są jak wygląda

ten słynny nazumi13 (niektórzy bowiem

uważają, że jest kobietą), aby rozproszyć

wszelkie wątpliwości i zaspokoić

ciekawość zamieszczam tu swój

autoportret wzorowany na Damie z

łasiczką, choć może nawet i odrobinę

ciekawszy.

  ...Oczywiście w pewnym sensie ;-)  Nikt raczej

po mnie łez krokodylowych nie wyleje, ale może

czasem ktoś sobie przypomni, ze był kiedyś taki

ten... 

 

 
1 , 2