Kategorie: Wszystkie | "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę" | ...bez końca | 0 | 100O i jeden Rabinów | A Puszkina też zapuszkują? | A moze to tylko pomieszanie zmyslow | A nie lepiej być purystą? | Aaaaaaaaaaaaaa...aalfabeta | Ach, gdzież jest litość lub wspolczucia pozór? | Ach, gdzież jest litość lub współczucia pozór? | Adam Mic - Kiewicz | Adaś i Ewka | Aforystyka | Amerykański sen | Autopsychoterapia | Bez sensu to to! | Bez szaleństwa... | Bezmyślne okrucieństwo | Bezradność | Biedna Szymborska | Biedny Kapturek! | Bliźni miłości | Bliźniego miłość... | Blondyn | Blue Bossa | Bojaźń i drżenie | Bratnie dusze | Bruner, ty świnio! | Buddyzm w życiu codziennym | Bóg mi poskapił tej anielskiej miary... | Bóg mi poskąpił tej anielskiej miary... | Bójstwo samo | Caritas | Chiziofrenia | Choroba na śmierć | Chwila ułudy | Chwila wytchnienia | Chłodne upojenie | Cierpienia i radości | Cierpienie i radość | Cleen feed | Cnota niedoli | Co slina na język przyniosła | Co tam panie w polityce? | Co w niebie piszczy | Co ślina na język przyniosła? | Corrida | Coś dla duszy... | Coś tak wulgarnego | Cudotwórstwo | Czarna Perła Tao | Czarny tulipan skrzyżowany z czarna różą | Czarny tulipan skrzyżowany z czarną różą | Czary Mary | Czego nie przysięgał Hipokrates? | Człowiek nie jest rzeczą | Człowiek to brzmi dumnie, ale nie u mnie | Często chowa | Częstochowskie rymy | Deficyt aniołów | Delightful! | Demokratyczne wybory w Oczodołach | Diabłoterapia | Dla wszystkich i dla nikogo | Dnieje | Do samego siebie | Dodatek | Dowcipas dnia | Duma narodowa | Dusze drzew | Dyskretna mgiełka autoironii | Dzielność | Dziki kapitalizm | Dzisiejsza młodzież | Dzisiejsza młodzież nosi ładną odzież | Egzystencjalizm jest chumanizmem | Ekonomia zbawienia | Elegancja Francja | Elegijnie | English gentelman | English gentleman | Epicurus | Ewa tylko ziewa | Falochron | Female | Filozofia bez uczoności | Forever Loving Jah | Gadu, gadu | Gadu, gadu, trochę więcej jadu | Gal Anonim | Gaz dla pedałów | Gaz dla pedałów, młot dla sierpów | Gdy rozum śpi... | Gendarme | Genek, gienialny gieniusz | Geno Typ | Gorący uczynek | Grabarz | Grabarz nonsensu | Gry i zabawy literackie | Głupota przysłowiem narodów | Głębie i tajnie Podświadomego | HIstoria nauczycielką bicia | Herbatka zen | Homo economicus | Homo sapiens czy Homo politicus | Humor absurdalny | Humor nieco absurdalny | Humor, satyra, panie... | I rekiny w oceani mają zębów cały rząd | I rekiny w oceanie mają zębów cały rząd | Indie Wschodnie i Zachodnie | Industrial | Istnieje również wrodzony brak poczucia humoru | Ja tam bynajmniej nie wiem | Jak długo będę jeszcze żył? | Jak uprawiać agresywne dziennikarstwo? Poradnik dla początkujących | Jakże cżęsto powtarza się ta historia | Jakże trudno czasami coś sklecić! | Jan i Małgorzata | Jan z Czarnolasu | Jesienna muzyka | Jeszcze smutniej! | Jeździec Apokalipsy | Językologia | Kaczuszki mandarynki | Karawana idzie dalej | Katedra Adamowego Żebra | Kawa z Kafką | Każdemu według naszych chęci | Każdemu według potrzeb | Każdemu, o czym tylko zamarzy | Kiciuś Miciuś! | Kicuś Micuś! | Kiedy człowiek staje się bestią | Kiedy owce nie milczą | Kij w mrowisku | Kniaź Wiktor | Kochani ludożercy | Kolacja Pani Sowy | Kometa tylko głownia nie ta | Konkwista | Koryfeusz nauki, milośnik sztuki | Koty i inne zwierzęta | Koty, głupoty, palikoty | Kości rzucone są | Kość słoniowa | Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatni | Kto pisze teraz historię? | Kuchnia szamańska | Kwiatki Św. Franciszka | Kwiatostan śmierci | Kwitnienie kultury | Kwitnąca wiśnia | La colombina i ciche ukojenie | Lekarzu - lecz się sam! | Lenin wiecznie żywy | Leśmianiada | Lichwiarstwo polskie | Liryki i prztyki | Logika dziejów | Londyńska mgła niepamięci | Londyńskie przygody | Los ofiary | Los puka do moich drzwi | Lotosowy wpis | Ludzie ludziom... | Lunatyzm | Lęk społeczny | Made in Japan | Maligna | Marność nad marnościami | Marność nad marnościami. Rekoleksje Wielkopiątkowe | Marzenia senne | Marzeniologia stosowana | Maszkary i senne dziwadła | Maszkary i senne widziadła odbite w lustrze | Mała czarna z Kafką | Medycyna naturalna | Meine Liebe Augustin! | Melancholia | Melancholia stosowana | Memorabilia | Meszreiw | Meteo | Mgiełka autoironii | Mglisty dzień. Mgła | Mikołak | Mistrz i Małgorzatka | Mistycyzm lunarny | Mistyka i miłość | Mitologia osobista | Mitologia świata | Miłość | Miłość bliźniego | Miłość nie zawsze szczęśliwa | Miś Uszatek | Moc rytuałów | Monada nie ma okien | Mowa potoczna | Mowa ptaków | Mowa serca | Moze ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może ktoś się ucieszy? | Może ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może to trochę zbyt uszczypliwe | Musicology | Muza lekkich obyczjów | Muzyka przywraca ład serca | Myszoterapia dr Nezumi | Myśli prostego człowieka | Mądrość Natury | Mądrość jak z gazety | Mądrość narodów | Młot na faryzeuszy i hipokrytów | Męstwo bycia | Mówił sen do snu | NIe ma na świecie dwóch takich samych liści, ni kropel deszczu | Na jawie (lecz to, co niejawne pozstaje) | Na stos rzuciliśmy szcześcia los | Na stos rzuciliśmy szczęścia los | Na szczytach hipokryzji | Na zdrowie! | Nad piekną rzeką | Najokrutniejsze zwierzę | Najsłodsza tajemnica | Narastająca senność | Nic dzisiaj ciekawego nie napisałem | Nicość | Nie am dwóch takich samych liści, ni kropel wody | Nie bój się - najwyżej cię rozstrzelają! | Nie czas żałować burz, gdy płoną oczy | Nie czas żąłować burz, gdy płoną oczy | Nie każde szczere złoto jest szczerozłote | Nie ma na świecie dwóch takich samych liści ani kropel wody | Nie ma na świecie dwóćh atkich samych liści lub kropel deszczu | Nie ma takiego smutnego, co by na wesołe nie wyszło | Nie ma zazdrości bez miłości | Nie oddamy nawet guzika | Nie tylko dzielenie włosa na czworo | Nie wiem, ja w ogóle nie myślę | Nie zabijaj! | Nie zabijajcie drzew! | Nie zawsze urocza dzecinada | Niebiańskie szczyty głupoty | Niech pani będzie dzielna! | Niech zapłaczą na moim pogrzebie | Nieco drapieżny wpis | Niekoniecznie ptasi móżdżek | Nienawiść bliźniego | Nieosobiście | Nieprzesłane przesłanie | Niestworzone rzeczy | Nieszkodliwe głupotki | Niewczesna melancholia melomana | Niewczesne rozważania | Niewielka profanacja | Niewielkie przekłamanie | Niskolotnie | No No! Teatr No | No comments! | No no! | Nowa poezja lingwistyczna | Nędzne kabareciarstwo | O Leonardo, po cóż się tak trudzisz? | O dzieleniu włosa na czworo, czyli metodzie scholastycznej | O dzieleniu włosa na czworo, czyli o metodzie scholastycznej | Obciachy | Obscenia i parafrenalia | Obsesja dobrego biustu | Ojej! | Oko w oko z zębem mądrości | Okropieństwa | Okruchy odgrzebane z lawy | Okruchy życia wygrzebane zlawy | Okruchy życia wygrzebane z lawy | Okrutna losu ironia | Orientuj się na orient | Owczarek | Owczarki afgańskie | Owocożerni | PL jak piekło | PO PiS | POeci wszystkich krajów dzielcie się | Pan Tadeusz | Panie pośle, po chrześcijańsku panu wybaczam | Pańska satyra polityczna jest niegramatyczna | Pendant do pewnego przypisu | Perlikowski | Pewna elastyczność zasad | Pewne jak w banku | Piorunujący piorun! | Po owocach poznacie ich! | Po upadku | Pobożne życzenia | Podpatrywanie Natury | Podroby i inne podróbki | Pokolenie Kainowe | Pokorne ciele | Pokorne cielę | Pokusa | Polak potrafi | Polak potrafi! | Politolog i Politowska | Politycznie niepoprawne! | Polonica | Polonika rycerskie | Polucje i ablucje | Pomarańcze i mandarynki | Pomarznąć dobra rzecz | Pomarznąć dobra rzecz! | Pomoc psychologiczna | Poranna kawka z Kafką | Porąbane marzenia | Potężne i głębokie warstwy pierwotnego mitu | Powieść brukowa | Powszechna życzliwość | Powtórka z cynizmu | Poznaj samego siebie | Prawda | Prawda jest jedna i piękna, ale złożona | Prawda popłaca | Prawdziwa metropolia | Prawi i sprawiedliwi | Prawiezmartwychpowstanie | Prawiezmarwtychpowstanie | Prognoza pogody | Pruski smutek | Przecież cię zjem! | Przedagonalny polski agon | Przegląd sportowy | Przeinaczenia | Przez pychę do pokory | Przeżyjesz to, a pote już tylko grób | Przeżyjesz to, a potem już tylko grób! | Przminęło z wiatrem | Prztyczek | Psiapowiednia Majów | Psubrat | Pustka | Pytanie dość retoryczne | Raczej to nie będzie hit | Radosne gonitwy śnieżnych tygrysów | Radość wędrowania | Rejterada Rejtana | Religie nauczą cie pokory | Res Sacra Pecunia | Romans z pop kulturą | Roots, Rock, Reggae | Rozkosze reinkarnacji | Rozmowa nie na telefon | Rozpacz | Rozpacz na wieki wieków | Rozpacz, która podpełza pod gardło | Ruch i świeże powietrze... | Rybołówstwo cudzołożnika | Rycerz pokalany | Samokrytyka | Samotność egzystencjalna | Sekrety pewnego domu handlowego | Seraphic Flames and Heavenly Love | Siedź na dupie i potakuj! | Somatyka | Somatyka logiczna | Spełniona przepowiednia | Spleśniały ser | Sponsorem tej opowieści jest wydawnictwo Błękitny Wieloryb | Sport to zdrowie | Spowiedź morskiego wilka | Stary Sącz i Nowy Sącz | Stary mafioso | Stołeczne stołki | Stratyfikacja społeczna | Suma sumarum | Sumienie rachunku | Sweet Music and Poetry | Sygnały podprogowe | Szalchetne zdrowie | Szczęśliwa pomyłka | Szekspir do żadnej nie należy epoki | Szkarady | Szlachetna gravitas | Szlachetne zdrowie | Słodycze grafomanii | Słówka | Słówko do słówka, a uzbiera się sówka | Tadeusz Bój Jeleński | Taia chińska podróbka | Takie będą rzeczpospolite jakie tego blogu chowanie | Takie tam, pierdoły | Talking Heads | Tania chińska podróbka | Tatiana | Teorie świata nauki | Terapeutyczie | Terapeutycznie | Thames | The Doors. Uchylone drzwi | The Lion cub | The fruit of beauty and despair | To na pewno nie Lec | To nie żadna filozofia | Tragiczne pożegnania | Transformacja duchowa | Trudna sztuka dialogu | Trudno czasmi coś sklecić | Trzylogia | Trója z polskiego | Twarda rzeczywistość | Ty mi tutaj nie filozuj | Tygrysologia stosowana | Tysiac i jeden ptaków | Tysiąc i jeden kotów | Tysiąc i jeden ptaków | Tysiąc różowych kroliczków | Tęsknica | Tęsknota duchowa | Ubekistan | Ucone księgi | Uczeni ludożercy | Uderzenia losu | Uduchowienie | Umrzeć z miłości | Upadek Pierwszego Człowieka | Uroczy wegetarianin | Uszczelnienie systemu podatkowego | Utrata uzębienia | W czym mogę panu pomóc? | Wciąz powtarza się ta sama historia | Wciąż powtarza się ta sama historia | Wdzieczna muzyka przywraca ład serca | Wesola grafomania z morałem | Wiecej broi dla szaleńców w Teksasie | Wieczne powroty | Wiedza radosna | Wielka wygrana | Wielomówstwo, czyli plaga opowiadania | Wierzba płacząca | Wiosny i jesienie | Witch | Więcej broni dla szaleńców w Teksasie | Wojna totalna | Wpis o kształcie piramidy | Wprowadzenie do kruczków prawnych | Wrzucam wszystko do kosza | Wrzątek | Wspomneinei pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Współczesny filister | Wszystkie rybki | Wszystko na A | Wszystko na sprzedarz | Wszystko na sprzedaż | Wygrana | Węzłowato | Wólka Węglowa | Xin Lu, typowa brunetka o granatowych oczach | Z Nietzschego nic nie powstaje | Z księgi wulgaryzmów | Z rupieciarni myśli | Zaczarowany świat zen | Zanim mnie wrzucą do dołu | Zapowiedź Apokalipsy | Zaraz wracam! | Zasada domniemanej winy | Zaskroniec | Zastał Polskę drewnianą... | Zatrzaśnięte drzwi | Zbaw mie Buddo Amido | Zbaw mnie, Buddo Amido | Zdrowy egoizm | Zegar dziejów | Zestrzelenie księżyca | Zginął z rąk słabej kobiety | Zima się nas nie ima | Zjawiskowe | Znak jaskółki | Zrozumieć wartość tego, co nieużyteczne | Zuch zawsze ochoczy! | Zwierzęta pod postacią ludzi | Zwyciestwo konsumpcjonizmu | Ząb mądrości | ie zabijajcie drzew! | ieosobiście | kosmos | Łagodne prawo, ale prawo | Łagodność tygrysa | Śmiechotki, chichotki | Śmiertelna powaga | Śmierć | Światełko w mroku | Świętość, wziętość, nadętość | Życie jest tragiczne | Życie samo | Życzliwe spojrzenia na całość ogródka | Żyć, nie umierać
RSS
sobota, 31 marca 2018

   

      Och żesz Ty Norwidzie,

      Smętny,cyprysowy, 

      Którego strofy zacne

      Niemen Wydrzycki łkając

      bezgłośnie śpiewał!

      Któryś prosił konając

      "Okryjcie mi plecy",

      Bo w przytułku wiatr       

      hulał...Któremu hrabia

      Kazał podać wódkę, niby

      Włóczędze jakiemuś...

      Spójrz na te nasze 

      Przeszkaradne czasy,

      Na małość ich i nędzę! 

      ...Tu, miast skarabeusza,

      Karaluch kroczy ścieżką

      Wśród absurdu piramid,

      Tocząc przed sobą bursztyn

      z gnoju...Tu tylko zysk

      porusza serca gnid,

      Co duszę mają za nic.

      Tu nie-dorzeczne płyną

      Słowa, jak piasek z worka,

      w którym głupiec pustynię

      schował...

        

        

        

czwartek, 29 marca 2018

 

    Trzeci księżyc Jowisza

o dwunastej. Bierzesz ze

sobą tylko wędkę. Ryby

pozostawiasz w domu.

W Morzu Piasku jest

zagrzebana Sylwia. Witasz

się z nią uważając, żeby nie

odgryzła ci nosa. Wracasz

na Biegun Północny do bazy.

W telewizji będzie James

Bond. Strzelisz do niego.

Odpowiesz tylko za

zniszczenie mienia. Pozyskaj

zaufanie białego niedźwiedzia.

Po wysłuchaniu przemówienia

stacja zabierze cię z powrotem

na Jowisza. Spotkasz tam

Siuksów. Będzie Wielki Piątek,

ale na Jowiszu inaczej mierzy

się czas.  Na wędkę na pewno

coś się złowiło. Daj to zjeść

swojemu kotu. Jeśli nie ruszy,

uruchom test TGXHTPJc45yz

i przypomnij sobie teorię

Wielkiego Wybuchu. Nie

zapomnij wziąć dla Magdy

sardynki w puszce. Mogą

być w oleju. Pozdrowienia

od Magali!

 

ps. Jak cię znowu zapyta:

"No i jak tam, no i co tam"

powiedz, że coś się chyba

stało jej kucykowi.

 

 

  

      - Bardzo podoba mi się to zdjęcie. Ale ja bym je wykadrowała.

Ucięłabym dół. Chodzi o to, że Góra była taka czterysta lat temu

i będzie taka za pięćset. A to odniesienie do industrialnej

współczesności niezbyt mi się podoba... - powiedziała - Nie każda góra

jest święta. To już nawet nie jest profanacja...-

FUDI_rowe_gazki

    

     - Mnie to nie przeszkadza - rzekł inspektor Nezumi. - O wiele bardziej

martwi mnie to, że Pan Otake nie żyje. -

     - Nie przesadzajmy! Miał już swoje lata. A jego obrazy wcale mi się nie

podobają.  Różowa kropka na tle pustki. Czy to jest warte pół miliona?

Ja bym prosiła, żeby mi dopłacił 100$ za każdy obraz, na który musiałam

spojrzeć. Pewnie by zbankrutował...Był wyjątkowo płodnym artystom. -

     - Niebieska kropka to arcydzieło! -

     - Udusiłabym go gołymi rękami! -

     - No i mamy motyw zbrodni. - uśmiechnął się Inspektor. - A co sądzi

Pani o czarnej? -

     - Jeśli zgadnie Pan moją odpowiedź, to pójdę z Panem do łóżka! -

     - Skąd wiesz, że tego chcę?...No więc, czarna się Pani podoba! -

     Doris Watercolour pobladła.

     - No dobrze. Ja zawsze dotrzymuję słowa... -

     - Ależ proszę się nie rozbierać!  Przyszedłem tu jedynie w związku

ze śmiercią Pana Otake. Pani ofiara nie jest konieczna! -

     - I mówi mi to pan dopiero wtedy, kiedy już zdjęłam stanik? -

     - Nie zawsze za panią nadążam! - usprawiedliwił się Nezumi. - Ale

wiem chyba, dlaczego go pani zabiła. -

    - Wiem, że wiesz...Wszystkie jego Plamki to malarska

grafomania. Ale ta czarna, rozumie pan?...Nie dawała mi spokoju.

Ja musiałam to zrobić! - mówiąc to położyła głowę na ramieniu

inspektora.

     Pogłaskał ją jak kota i powiedział.

     - To dla mnie oczywiste...Niemniej to niebieska uchodzi za

niekwestionowany masterpis. Jest nawet w przewodniku

Goodmana! - 

     - I to mnie zawsze wściekało!  Aresztuje mnie pan? -

     - Ależ skąd!  Gdybym był młodą, trochę egzaltowaną

kobietą, też bym go zabił!  Idź i nie grzesz więcej! -

     - A co z Czarną Kropką? -

     - Możesz ją sobie zatrzymać!  Zrobimy tu mały wybuch.

Przyniosłem kopię. Nikt nie zauważy różnicy. -

     - Jest pan dla mnie taki dobry! Co mogę dla pana

zrobić? -

     - Dobrze się wyspać, a rano wypić kawę. -

     Inspektor wyszedł. Tego wieczoru nie miał już nic

do roboty. Na moście wspiął się na barierkę i skoczył.

Przepadł jak kamień w wodzie...

    Tak się przynajmniej wydawało.

 

    

   

    

 

 

02:59, nazumi13
Link Komentarze (2) »
środa, 28 marca 2018

   

    Nigdy nie pytaj, czy ten dzień

będzie ostatnim twym dniem.

    Pewien Poeta zakochał się

w leśnej nimfie. Nie była tak

sławna jak Eurydyka, czy Echo,

albo owe morskie Nereidy, ale

o wiele piękniejsza niż one

strzegła źródła z wodą życia.

   A kto się napije tej wody, ten

od razu otwiera oczy i widzi

wszystko tak jasno, jak nigdy

dotąd, a dusza jego napełnia się

radością.

   I kiedy nadchodzą poranne

mgły, nie martwi go to ani trochę.

Bo, czy nie jest czymś przyjemnym

widzieć we mgle, ale nie tak, żeby

każdy szczegół wyostrzał się i ranił?

...Lecz przeciwnie jakby za delikatną

mgiełką melancholii. Na tym

polega chyba Ars poetica...

     Poeta jednak kochał bardziej

swą maleńką nimfę niż całą poezję

świata i bardziej od wody życia

spragniony był widoku jej twarzy.

     Ale Zeus Boski Gwałciciel

zazdrosny o to, że ani nie potrafi

tak wierszy klecić, ani nie cieszy

się względami pięknej nimfy,

postanowił ukryć jej twarz i imię.

I kiedy któregoś ranka Poeta jak

zwykle nawiedził źródło życia, ale 

nie odnalazł już tam swej

ukochanej.

    I w owej chwili właśnie zapytał

gwiazd: "Czy to już ostatni dzień

mego żywota?"

    A wtedy Gromowładny zamienił

się w błyskawicę i spalił na popiół

jego ciało.

    Popiół zjadły mrówki, a źródło

życia z czasem zarosło. I od tamtej

pory nikt już naprawdę nie żyje

pełnią życia, a ludziom tylko wydaje

się, że żyją. Tym bowiem jest

utracona radość...Nicością,

pustką, tęsknotą.


wtorek, 27 marca 2018

 

...Przez całe życie pokorny i skromny

niższy urzędnik Alfred Gottlieb 

Rubinstein postanowił zaszaleć po

śmierci i po raz pierwszy poszedł do

burdelu i to nie z kolegami, ale sam.

Ale we Wiedniu nie wszystkie domy

publiczne cieszyły się dobrą reputacją,

a nasz bohater ze swej skromnej pensji

niewiele odłożył. Więc kiedy jakaś

bałkańska dziwka kazała mu się

wykąpać - zaprotestował. On się będzie

kąpał, a ona w tym czasie obrobi mu

kieszenie. Wykluczone!

       - Takiego nie wezmę nawet do

ust.  Śmierdzi moczem! - postawiła się

dziewczyna, długonoga brunetka,

której włosy miały zapach

marnowanych śledzi.

      - Jak śmierdzi, kiedy nigdzie się

nie odlewałem! - zirytował się były

urzędnik. I uniósł ku górze drewnianą

laskę, jakby chciał nią wybić

dziewczynę.

      - Na pewno schlałeś się i sikałeś

w bramie. Zrób to sobie lepiej ręką! 

Ja go nie tknę! -

     - To absolutnie niemożliwe!

W życiu nie tknąłem alkoholu...No

może raz wypiłem za zdrowie

Najjaśniejszego Pana. Było to w

dniu, kiedy przyjmowano mnie

do służby...Żądam w trybie

natychmiastowym wyświadczenia

mi opłaconej z góry usługi!...A

poza tym chcę się kochać

platonicznie. Nie zauważyłaś, że

nie mam ciała? -

     - Aż się zdziwisz! - rozjuszyła

się panienka - Nie mam czasu na

pogaduszki. Wy... stąd, ale

to już!  - mówiąc to napluła mu

w twarz.

    - Poskarżę się twojej Madame. -

groził Pan Alfred, ocierając ze zgrozą

ślinę (mógł się przecież zarazić), ale

jakiś opasły Cygan z odsłoniętą klatką

piersiową wyrzucił go na bruk,

częstując przy tym sążnistym

kopniakiem.

    Była piękna, sierpniowa noc.

Księżyc świecił, a znad Dunaju

unosił się upojny aromat lata, zmącony

jedynie mdłym zapachem dochodzącym

z pobliskiej rzeźni. Kwiki zarzynanych

zwierząt mieszały się ze słodkim

śpiewem słowików. Tak chciało się

żyć! 

      Ale Alfred Rubinstein przecież od

dawna nie żył. Młode dziewczyny

i kobiety spacerujące bulwarem mijały

go obojętnie. Co tu robić?  Nawet do

rzeki sensu nie ma się rzucać, bo człek

i tak nie żyje. I nagle przypomniał

sobie o Bogu!  Przecież codziennie

widuje teraz Boga i wszystkie anioły.

Człowiek powinien gromadzić w sobie

Boże iskierki!  Tak, Boże iskierki!

Jak te robaczki świętojańskie...

      - O czym tak myślisz dziadku? -

spytał ktoś nieoczekiwanie. -

Wyglądasz na szczęśliwego

człowieka!  -

     - A bo faktycznie jestem szczęśliwy.

Przyjechałem z raju, poużywać trochę

tu we Wiedniu. -

     - Moje nazwisko Brahms. Jestem

kompozytorem!  Wszystkie panienki

na mój widok wołają: Witamy pana,

Panie Brahms, co też słodkiego możemy

dla Pana zrobić! -

    - Brahms...Nie słyszałem. Ale w

takim razie miło poznać. - 

    - Ale kocham tylko mą starą poczciwą

Klarę. Miała męża, ale się utopił. Ja 

chciałem się zastrzelić. Wiem, że ona też

mnie bardzo kochała. Jednakowoż

niedawno umarła. Dlatego i na mnie już

czas. Szczególnie, że mam raka. - 

    - A może się czegoś napijemy, Panie

Brahms. Za życia nie piłem. Teraz chcę

wszystko nadrobić!  Widziałem twarz

Boga i jestem mocno rozczarowany!

Jakie wino pan uwielbia? -

   - Cynik z Pana...panie... - zauważył

kompozytor.

   - Jestem ANIOŁEM ŚMIERCI! Ale

to bez znaczenia. Po rozmowie ze mną

umrze Pan w krótkim czasie i tak

będzie dla Pana najlepiej. Już sobie

przypominam - Klara Schumann...

Znałem ją z prasy. -

   - Chyba nie wszystko panu

wyjaśniłem.  Tamten Brahms ma na

imię Johannes i jest miernotą. Ja mam

na imię Klaus i jestem prawdziwym

geniuszem. Poza tym oczywiście

wszystko się zgadza. Jasne, że zaraz

po jego śmierci skomponowałem

piątą symfonię... -

      Wino było bardzo dobre. Po

wyjściu z kawiarni usiedli na murku

nad rzeką, a kompozytor wyjął z

kieszeni płaszcza kiełbasę i gryząc ją

połykał łzy. Zbliżał się świt.

     Pan Alfred zafrasował się. "Tyle

jest na świecie samotnych kobiet,

a wszyscy muszą kochać tę jedną!"

Po śmierci i to jest chyba największa

niedogodność, nie ma się kaca.

Dlatego widział wszystko wyraźnie,

jak na dłoni.  Czym jest życie bez

miłości i czułości? Nie jest nawet

śmiercią.

      - Bańką mydlaną! - odezwał się

nagle Brahms, jakby słyszał jego

myśli. - To przez nią musiałem

zostać mnichem...Słyszałeś moje

bachowskie chorały? -

     - Twoje, czy bachowskie? -

spytał trochę niegrzecznie urzędnik.

- Wie Pan, muzyka nie interesuje

mnie. Jak mam wolny czas, wolę

pograć w karty, albo na harmonii...-

     Przerwał nagle, ponieważ

policjanci nieśli ciało jakiejś

dziewczyny.

    - To prostytuta! Urzędowała

pod "Czerwoną Latarnią." W nocy

ktoś poderżnął jej gardło. -

wyjaśnił stójkowy.

    - To bajeczne!  - ucieszył się

Alfred.- Zaczynam wierzyć

w bożą opaczność!  To ta, u 

której byłem...  

    - Nie ma co żałować suki.

I tak prędzej czy później

syf by ją porwał!  - splunął

policjant.

    - Tęsknimy za pięknem

i miłością, a dostajemy jedynie... -

szlochał dalej Brahms, ale nie

dokończył, bo kawałek kiełbasy

ugrzązł mu w gardle...

    Pan Alfred poklepał go po

przyjacielsku po ramieniu. 

    - I dlatego cieszę się, że już

nie żyję - dodał głosem nieco

jowialnym.

    - Czy to pan jest tym słynnym,

późnym Brahmsem? - spytała

jakaś młoda kobieta. - Zakochałam

się w Pana muzyce! -

    - Tak, to ja...To znaczy - byłem

nim. - rzekł kompozytor.

    - No jasne! Tak właśnie o Panu

myślę. W czasie przeszłym.  A teraz

proszę doprowadzić się do porządku

i iść do domu!  I po co pan nosi ze

sobą tego okropnego jeża? -

    - Sam za mną idzie, stary

włóczęga!  - uśmiechnął się Mistrz.

    Ale żadnego jeża tam nie było.

Musiała być nieźle wstawiona...

  

   

 

   

 

 

 

 

   

   

 

 

poniedziałek, 26 marca 2018

     

     ...Beata Szydło potrafi krzyczeć,

wyrażać pogardę, lżyć, bronić

godności narodu i przypochlebiać

się komu trzeba. Potrafi na jednych

wrzeszczeć a wobec innych być

dyspozycyjna i wyobraża sobie,

że w ten sposób zachowuje się

godnie i jak człowiek wolny. Ciężko

się ostatnimi laty napracowała, a

helikopter nalatał na trasie między

stolicą, a jej domostwem. Butna jak

mało kto i raczej niezbyt lotna,

domagała się się od innych pokory

i anielskich skrzydeł.  Ale sama

za swoje rządy nie brała żadnej

odpowiedzialności i wypłaciła

sobie na odchodne dodatkową kasę,

którą nie podzieliła się z żadnym

emerytem lub innym biedakiem.  

Za jej partyjnych rządów

masakrowano w Polsce drzewa,

niszczono wiele sfer życia

i demolowano prawo.  Jest podobno

osobą pobożną, ale w jej przypadku

znaczy to tylko, że potrafi klękać

i wstawać z kolan...Jak widać 

sympatii do niej szczególnej nie

żywię. Dlatego powiem już tylko,

że polityczna rola ją przerosła, choć

Pan Prezes pogratulował jej

wzorowego wypełnienia zadania.

Daleko mniejszą sympatię mam

jednak dla Pana Prezydenta. Ten

też głośno krzyczy, ale przylgnęło

do niego pogardliwe określenie

"długopis", co oznacza, że ostatecznie

podpisze wszystko.

     Wcale nie cieszą mnie takie

negatywne charakterystyki czyjejś

działalności. Staram się wszystkim

życzyć dobrze i nie lubię w ten 

sposób mówić o innych. Ale sytuacja,

w której władzę powierza się osobom,

które nie dorastają do ciężaru

odpowiedzialności związanego z

jej sprawowaniem, jest wysoce

zasmucająca. Na zbliżeniach z

posiedzeń Sejmu widać było jak

była Pani Premier spragniona

jest psychicznego wsparcia i pochwał

ze strony rzeczywistego suwerena.

Przypominała czasem uczennicę,

która chciałaby być prymuską,

ale miała świadomość, że nie wszystkie

dzieci ją lubią. Nie rozumiała chyba,

dlaczego tak jest.

     "Komu nie powierzono urzędu,

ten nie powinien troszczyć się o to,

jak go sprawować należy" - pisał

niegdyś Konfucjusz. To mądra myśl...

Ale jednak nie przy każdej

interpretacji ;-) 

     Duma i godność rozpiera nas

czasami i niewiele można chyba na

to poradzić. Ale, czy można szanować

własną godność, nie szanując przy tym

godności i praw innych ludzi?

 

niedziela, 25 marca 2018

 

               zaszumiał wiatr do topoli

               niech to cię nic nie zaboli

               i wyrywając ją z ziemi

               dodał że nic to nie zmieni

 

               a kiedy niema poległa

               cisza się nagła rozległa

               lecz gdyby nie nawałnica

               cięłaby ją błyskawica

               

             

              _________________________

 

              To taka moja parodia

wierszowanych bajek Leonardo da Vinci,

których bohaterami są zwierzęta i rośliny.

Pisałem o nich kiedyś na Lunie :-) 

Na polski przetłumaczył je Leopold Staff.

Z drzew są tam np. kasztan i wiąz. Topola

ma niesłychanie bogatą symbolikę,

odnoszącą się również do świata zmarłych.

Ale, podobnie jak Mistrz Leonardo, nie

zagłębiam się w symbolikę, a poprzestaję

jedynie na czymś, co u niego przyjmuje

postać mądrości życiowej. Wyniosłe topole

często padają ofiarą wiatru lub burzy.

Na tę drugą przyczynę unicestwienia

zwracał uwagę już Herodot, zauważając,

że człowieka wyniosłego spotkać może

to samo.

 

 

sobota, 24 marca 2018

 

 

1. Człowiek jest z natury dobry.

        W Chinach bardzo przyczynił się do rozpowszechnienia

tego poglądu uczeń Konfucjusza - Mencjusz, według którego

moralność odróżnia człowieka od zwierzęcia. Każdy człowiek

jest potencjalnie zdolny do współczucia, wstydu i skromności.

Ma też poczucie prawa i bezprawia. Trzeba tylko, żeby te

uczucia pod wpływem wychowania się rozwinęły, jak nasiona,

z których wyrastają ludzkie cnoty.  Ludzie muszą więc

pielęgnować  swą dobrą naturę. Wielką rolę odgrywa tu

dawanie dobrego przykładu przez kogoś, kto rozwinął w

sobie dobry charakter.

        Angielscy filozofowie moralni XVIII w byli często

przekonani, że człowiek jest z natury skłonny do

kierowania się wobec innych sympatią oraz potępiania

okrucieństwa, zdrady i niewdzięczności. Hutcheson

uważał nawet, że powszechny w tym czasie zwyczaj

oglądania egzekucji publicznych wynikał ze współczucia

dla skazańców ;-)  Utylitarysta J. S Mill wierzył, że każdy

człowiek wolałby żyć życiem szlachetnym, niż życiem

podobnym zadowolonej świni.

        Ale pogląd ten wyrażał też  np. znany psycholog Erich

Fromm, który był przekonany, że gdyby ludzkie dążenie do

samorozwoju nie doznawało frustracji, to ludzie byliby dobrzy.

Jednak historia tworzy warunki życia, które stoją temu często

na przeszkodzie, jak w Niemczech, kiedy Hitler dochodził

do władzy.

      Poeta Tagore zdystansował się wobec tego poglądu

zdaniem: "Człowiek jest dobry, ale ludzie są okrutni."

2. Człowiek jest z natury zły.

     Z europejskich filozofów tego zdania był np. Tomasz Hobbes,

jeden z twórców koncepcji umowy społecznej.

     W Chinach głosił ten pogląd inny uczeń Konfucjusza Xunzi.

Człowiek nie jest dobry z natury, lecz musi być dopiero do dobra

odpowiednio wychowany. Moralność nie wynika z ludzkiej natury,

ponieważ ludzie kierują się w życiu pragnieniami odnoszącymi się

do rzeczy zewnętrznych, a to prowadzi do konfliktów i chaosu.

     Z takim przekonaniem wiąże się często koncepcja, że nagrody

i kary mają skłaniać jednostkę do przyjmowania zobowiązań

moralnych.

 

3. Człowiek nie jest ani dobry,

ani zły - kryją się w nim

potencjalne możliwości

wielorakie i staje się dobrym

lub złym pod wpływem

okoliczności życia lub innych

ludzi.

       Jednym z największych wyrazicieli tego poglądu w

dziejach był Lew Tołstoj, który przyrównywał życie ludzkie

do płynącej rzeki, która jest czysta lub mętna, płytka

lub głęboka, wartka lub leniwa, w zależności od tego

przez jaką okolicę przepływa. Tołstoj przywiązywał wielką

wagę do kształtowania charakteru i do miłości w stosunku

do innych ludzi. Ale był przekonany, że powinniśmy

ludziom raczej wielkodusznie wybaczać ich odstępstwa

od dobra, a najwięcej wymagać od siebie samych.

     Dostojewski piętnował jednak psychopatów...

  Oczywiście pojęcie 

natury ludzkiej to pewna

abstrakcja metafizyczna,

odnosząca się do

potencjalnych ludzkich

możliwości. Dlatego,

chociaż w dyskusjach

jej dotyczących używa się

argumentów odwołujących

się do faktów naukowych,

nie są one rozstrzygające...

O poszczególnych ludziach,

osobowościach, czy typach

ludzkich, można powiedzieć

znacznie więcej niż o naturze

ludzkiej. A jednak wciąż

jeszcze wracamy do tego

nieco anachronicznego

pojęcia...Może dlatego, że

nie wiemy, czy mamy

budować swe relacje z

na poczuciu ufności, czy

raczej nieufność wobec

innych...


   

 

 

     

  

 

      

piątek, 23 marca 2018

 

      Czekając na wiosnę Nabuko

postanowiła zmienić fryzurę. 

Wstąpiła do fryzjera, u którego

strzygła się od dwudziestu lat,

siadła w fotelu i dopiero w lustrze

zauważyła, że fryzjer nie żyje.

Ale było już za późno! Kościste

palce zacisnęły się wokół jej

szyi, poprawiały coś zakładając

pelerynkę i Pan Hiroshi powiedział

to, od czego zaczynał każde

strzyżenie:

      - Ładną mamy pogodę! -

Nabuko zawsze się z nim zgadzała

nawet wtedy, kiedy była plucha

albo zamieć. Tym razem jednak

odpowiedź nie chciała jej przejść

przez gardło.

     - Ach, faktycznie, strasznie

leje! - zauważył Nieboszczyk. -

Więc robimy to, co zwykle...

A słyszała Pani, że cesarzowa

cierpi na hemoroidy? -

     Kobieta postanowiła podtrzymać

konwersację, żeby fryzjer się nie

zdenerwował.

     - Nie powinno się mówić o

takich rzeczach. Co za czasy...Te

media niczego nie uszanują! -

powiedziała.

     - No, ale hemoroidy, to rzecz

ludzka. -  rzekł Pan Hiroshi. -

Podobno umarł ostatni biały,

północny nosorożec. -

    - Zaraz, zaraz, a po co panu

brzytwa! - wykrzyknęła Nabuko.

 - Przecież nie jestem mężczyzną!

    - Pani wybaczy - roztargnienie!

Ostatnio jakoś dziwnie się czuję.

Może ma to związek z plamami

na słońcu? -

   Klientka zebrała się na odwagę 

i powiedziała:

   - A może pan po prostu nie żyje,

Panie Hiroshi?  Takie rzeczy się

zdarzają. Zapewne jest pan bardzo

przywiązany do swego zawodu.

W końcu to tyle lat... -

    Fryzjer zasępił się, a trupio-blade

rysy jego twarzy jeszcze się

wyostrzyły.

    - Jeszcze wczoraj żyłem - wyszeptał

zakłopotany. - Włączę radio!

    Z radia dobiegał Marche funebre

Chopina.

    - Uwielbiam ten kawałek -

kontynuował. - Tylko jakoś dziwnie

teraz brzmi. Może słuch mi się psuje? -

    - Na taką pogodę powinni dać

Preludium deszczowe...Nie mówiłam 

panu, ale kiepsko się ostatnio czuję.

Partner mnie opuścił. Jestem w depresji 

i chciałabym się zabić. -

    - Nie ma nawet mowy. Taka młoda

kobieta powinna żyć!  Całe życie przed

panią! -

    - No, może połowa...Ale jak to jest

po śmierci? Jak się pan czuje, Panie

Hiroshi. -

    - Wobec pani jakoś dziwnie. Zawsze

mi się pani podobała. Ale zakład to

nie miejsce do wyznań miłosnych.

Jestem pewien, że gdybym tylko żył,

to z chęcią zastąpiłbym pani kochanka. -

    - Miło mi. - uśmiechnęła się chłodno

Nabuko. - A czy mogę już iść?

    - No, nie za bardzo. Fryzura jeszcze

nie gotowa! -

    - Ale przecież zgasło światło! Nic pan

nie widzi. -

    - O północy często gaśnie światło.

Jakoś sobie poradzę!...A jak godność

kochanka? -

    Tyle ja, Mysz polna, widziałam na

własne oczy, a o reszcie przeczytałam

w prasie.  Inspektor Nezumi powiedział,

że bezpośrednią przyczyną śmierci

Nabuko Imai była rana cięta zadana

brzytwą. Ofiara przed śmiercią nie

walczyła. Aresztowano 52 letniego

fryzjera, który jeszcze tego samego

dnia powiesił się w celi. Jednak wnikliwa

analiza danych patologicznych wykazała,

że nie żył już co najmniej od 48 godzin.

     Zamiast namawiać drogie panie do

korzystania z fryzjera w sieci, pokuszę się

o refleksję filozoficzną: Takie rzeczy się

zdarzają częściej niż myślimy!

 

 

 

 

 

czwartek, 22 marca 2018

        Kolce naszego jeżyka są jeszcze bardzo miękkie, a w związku z tym ŁAPA może

go z łatwością schwytać. Stare lisy popychają jeża nad wodę, w której się rozkurcza,

a wtedy można go już skonsumować. Lis więc nie tylko w kurniku wykazuje się swą

inteligencją, a dzięki temu przekąska mu nie ucieknie. Żadnej czułości. Czujemy, co

to znaczy być głodnym. Choć mama nie doliczy się swego potomstwa.

     My ludzie też musimy wybierać między ufnością i otwartością, a nastawianiem

kolców.  Jest sporo ludożerców w naszej okolicy...

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zdjęcie ze strony internetowej

środa, 21 marca 2018

 

 

      Mój kolega ze szkoły podstawowej

powiedział mi niedawno, że wszyscy z

mojej klasy żyją. Nie żyje tylko Basia,

dziewczynka, z której wszyscy się śmieli.

Popełniła samobójstwo, ale stosunkowo

niedawno.  Bardzo się tym zmartwiłem

i do końca spotkania nie mogłem dojść

do siebie, choć nigdy jej nie dokuczałem.

Kolega, znany prokurator, zauważył, że

nie widzi żadnego związku przyczynowo-

skutkowego między tymi zdarzeniami.

Chcąc zmienić temat rozmowy oznajmił,

że koleżanka, o której piersi otarłem się

podczas wizyty w jej domu, przeżywając

w ten sposób pierwszą swą przygodę

seksualną, wyszła za mąż i ma dwoje

dzieci i że często o mnie pyta...Ale nawet

to pogodne raczej wspomnienie 

nie zmieniło mojego nastroju. Wróciłem

do domu i przypomniałem sobie dokładnie,

jak z tą Basią było. Nauczyciel matematyki

i dzieci byli dość brutalni. Dziewczyna

była biedna i chodziła w pocerowanych

rajstopach. Nie była tak inteligentna jak

inni (prawie połowa mojej klasy to znani

prawnicy, często też profesorowie

uniwersyteccy) i kaleczyła nieco język

polski. A w dodatku ogryzała paznokcie.

     Kiedyś z dumą stanęła przed tablicą i

rozwiązywała jakieś zadanie. Wiedziała, że

jest dobrze przygotowana, co musiało ją

kosztować wiele pracy. Wypisywała

kolejne liczby, mówiąc głośno:

- Pięć spuszczam, trzy w rozumie! -

Ale nauczyciel, Pan Kluska, napadł na nią

i wykrzywiając niemiłosiernie twarz w

grymasie najwyższej pogardy wrzasnął: 

-  Świdrygajło, spuszczać, to ty możesz swoje

brudne majtki! -

(Zmieniłem tutaj trochę nazwisko Basi i

nauczyciela). 

Dzieci prawie posikały się ze śmiechu, a

Basia się popłakała...

Ja teraz też się popłakałem - więc kończę

już...

 

 

 

wtorek, 20 marca 2018

 

    

 

- Koty mają psi obowiązek

wypłacać nam odszkodowanie

za urwane łapki. Moja znajoma

ostatnio straciła trzy. Tak się

z nią Kiciuś zabawiał! - rzekła

Mysz polna.

   - No tak! - westchnąłem patrząc

w gwiaździste niebo. - Ale w

tym, co mówisz jest sprzeczność

natury prawnej. Koty nie mogą

mieć psich obowiązków. -

   - Tak? - zmartwiła się Mysz -

I nie ma na to kary!  Przecież

on to zrobił dla zabawy. Nawet

nie był głodny! -

    - Serdecznie ci współczuję.

Na sam widok łzy popłynęły

mi z oczu. Twoja koleżanka

doczołgała się do szparki pod

progiem, gdzie długo konała.

A kot powoli odszedł...Ale

prawo jest prawem. Nigdzie

nie jest powiedziane, że koty

mają psie obowiązki. Więc

jest to niestety sprawa

uznaniowa - kot może urwać

łapki, ale może też tego nie

zrobić. Wiele kotów odstępuje

od tego zamiaru. -

     - W takim razie życzę im,

aby ich rozszarpał pies. -

powiedziała łkając

Mysz polna.

    Podałem jej chusteczkę i

powiedziałem:

    - Nie możesz kierować się

chęcią odwetu. My ludzie

kochamy koty niemniej niż

psy. A myszy - niekoniecznie...-

    - Tak naprawdę czuję tylko

ogromny lęk - zapiszczała 

Mysz - Przecież mam dzieci! -

    - Niestety nie mogę ci pomóc.

- powiedziałem rozkładając ręce. -

W moim kraju zasadą jest

darwinizm społeczny. Staruszki

wyrzuca się z mieszkań, w których

mieszkają przez całe życie, chorym

na serce wyznacza się wizytę u

lekarza na następną zimę, a

niewinnych zamyka, żeby poprawić

statystykę. -

     - Przynajmniej Ty jesteś dobrym

człowiekiem. Niech Ci Pan Bóg

darzy! - wzruszyła się Myszka.

     - Słowa nic nie kosztują, Moja

Droga - powiedziałem - Nigdy nie

wierz człowiekowi!...Szczególnie

przed wyborami!

 

 

 

   

 

 

 

niedziela, 18 marca 2018

  

   Wczoraj w nocy zginął gdzieś

mój kot. Zajrzałem we wszystkie


miejsca, w których Mitsuko

lubi być. Nie było jej na łóżku,

ani na fotelu, na pudełku w

korytarzu, pod kaloryferem ani

w pralce. Drzwi od szafy były

zamknięte. Z przerażeniem

wyjrzałem na balkon, żeby

sprawdzić, czy kot jeszcze

żyje, ale tam go też nie było...

Postanowiłem więc cierpliwie

czekać, aż się pojawi, nie licząc

na cud.

   Metafizyka to podobno szukanie

czarnych kotów w ciemnym

pokoju, w którym w dodatku

nie ma kotów. Tak więc

nieopacznie zacząłem uprawiać

metafizykę.

     Ogarnął mnie w związku z

tym jakiś niepokój. Przecież, o ile

sam niedługo nie przeniosę się

do Przeczystej Krainy Buddy,

muszę być przygotowany na

odejście najbliższych. Mój ojciec

ma już lat dziewięćdziesiąt parę,

matka osiemdziesiąt parę,

a koty też nie są długowieczne.

O innych bliskich mi osobach

wolę nawet nie myśleć, bo są

jeszcze stosunkowo młode.

     Mój znajomy z Poznania

uważa, że pisanie o kotach

jest poniżej godności

wykładowcy akademickiego.

Ale chyba pisanie o nich

w kontekście metafizyki

- niekoniecznie ;-) "Pustka

jest formą, a forma pustką"

klepią codziennie buddyści,

ale kto z nich naprawdę 

wie, jaki jest sens tych słów?

     Nie muszę dodawać, że

kot się w końcu pojawił.

A to gdzie był, pozostanie

już na zawsze cudowną

tajemnicą. Chciałbym być

czasem w wieku Alicji

i w krainie czarów, choć nie

wiem, czy Mitsuko kiedykolwiek

się uśmiecha. 

    Wszystko jest "na chwilę."

Metafizyka rzeczy żywych ma

tę słabość, że rzeczy żywe łatwo

mogą stać się martwe. Może

nie jest to powód do zmartwienia?

Ale mimo wszystko staram się

"nie zrobić tego kotu". ;-)

 

 

 

 

 

zdjęcie kotów nazumi13

Ktoś już tu kiedyś w komentarzu umieścił wiersz naszej

noblistki "Tego nie robi się kotu." 


    Requiem     

   Tak przedziwnego wykonania

"Requiem" Mozarta jeszcze nie

słyszałem...Zaczyna się w

niezwykle powolnym tempie

i brzmi o wiele delikatniej

niż inne. A w dodatku Artur 

Schoonderwoerd pododawał

sporo chcąc chyba odtworzyć

prawdziwą żałobną mszę, a

zamiast chórów słyszymy tu

poszczególnych solistów.

Jeśli dwie dynamiczne części

kompozycji Mozarta oddziela tu

od siebie śpiew gregoriański,

to oczywiście powstaje pytanie,

czy warto płacić taką cenę za

wysłuchanie nagrania

"historycznie poinformowanego",

tj. zgodnego z rzeczywistą praktyką

wykonawczą epoki, do której

Mozart musiał się dostosować.

   To wszystko pozbawia Requiem

dramatyzmu. Słuchając Requiem

w wykonaniu Argentyńczyka

Alarcona, czujemy jak ten

dramatyzm aż kipi zamieniając

się niemal w tango  (Alarcon

wyrzucił te części Requiem,

które wydawały mu się

nudnawe, do czego oczywiście

się nie przyznaje, argumentując

w zupełnie inny sposób).  Przy

tym można sobie podrzemać, a

nawet może i zasnąć...oby nie

snem wiecznym. Ale wtedy

przegapi się momenty bardzo

piękne.

    Choć oba te nagrania nie

mieszczą się w nurcie

tradycyjnych interpretacji,

są warte poznania. Pozostaje

bowiem zawsze pytanie, jak wiele

te tradycyjne interpretacje

wyrażają z rzeczywistego ducha

muzyki Mozarta. Jest z tym trochę

podobnie jak z interpretacjami

chopinowskimi, czy bachowskimi.

Tradycja wspaniała, ale możemy

słusznie pytać - co ma ona

wspólnego z samym Chopinem

lub Bachem. 

      Schoonderwoerd nie pierwszy

raz nas zaskakuje. Jego koncerty

Mozarta są czasami uznawane za

jakąś karykaturę - bo jak niby

można wykonywać wielki koncert w

kilku(nasto)osobowym składzie.

Brzmienia są tu też takie, do których

ucho wytrawnego melomana

przyzwyczajone na ogół nie jest.  Ale

nagrania te mają swoich entuzjastów,

bowiem jeszcze nigdy utwory Mozarta

tak nie brzmiały. Przesadą jest mówić

w związku z tym o jakiejś rewolucji,

ale można zgodzić się z opinią

recenzenta czasopisma "Early

Music", że są inspirujące i skłaniają

do zastanowienia. A w każdym razie

znakomita znajomość praktyki

wykonawczej epoki, która się w ich

interpretacji przejawia i piękne

chwilami brzmienie sprawia, że

trudno uznać je za dziwactwo.

     Uwielbiam dramatyzm wielu

wykonań Requiem, ale nagranie

to uświadamia nam, że była to

muzyka, która spełniała pewną

liturgiczną funkcję i wyrażała

uczucie żalu z powodu śmierci

osoby. Nie służyła jedynie

indywidualnemu nawiedzaniu się

poprzez wzmożenie patosu. A z

tego punktu widzenia początkowa

cichość i skupienie tej interpretacji

nabierają głębszego sensu.

 

 

      

 

 

sobota, 17 marca 2018

zdjęcie nezumi13

piątek, 16 marca 2018

 

  "Piękne utwory, szczególnie

w porze halloween i na

jesieni." - napisał ktoś w recenzji

płyty Toma Waitsa, którą lubię.

Ktoś inny skonstatował, że jest

mroczna. Ale ja tego zupełnie nie

zauważyłem. Muzyka, która

nie ma w sobie odrobiny melancholii

nie potrafi mnie zainteresować.

(Mogę jej słuchać jak słucha się

marszów wojskowych). Nawet

reggae podoba mi się dlatego,

że jest w nim nie tylko słońce,

ale przede wszystkim cień. "No

sun will shine in my day today"

- śpiewał Bob Marley.

    Mozart w najbardziej radosny

utwór potrafił wpisać smętną

nutkę, którą się pamięta, choć

trwała ledwie krótką chwilę.

A jak już skomponował minorowy

utwór to jest on arcydziełem.

    Rozmawiałem kiedyś o

tym ze znajomym melomanem,

człowiekiem wesołym, ironicznym,

a niekiedy nawet skłonnym do

drwiny. Ma ogromną wiedzę o 

muzyce. (Może z wyjątkiem 

muzyki epoki baroku i muzyki

etnicznej, którą znam znacznie

lepiej od niego). Ale okazało się,

że nie tylko mnie nie wyśmiał,

ale powiedział, że tylko

niezwykle rzadko muzyka, która

nie jest melancholijna wywiera

na nim jakieś wrażenie. Mamy

nawet podobny zwyczaj - w

przypadku tzw. muzyki poważnej

(ale nie współczesnej) patrzymy,

ile jest w nagraniu utworów

minorowych i im jest ich więcej,

tym większa szansa, że płyta nam

się spodoba. (Plików muzycznych

nie ściągamy, bo jakość muzyki

odtwarzanej na MP3 jest tragiczna).

     Oczywiście melancholię

trudno pomylić z tanim

sentymentalizmem. Osoby

wytrenowane w odbiorze muzyki

klasycznej lub orientalnej, nie

mają z tym zwykle problemu.

     Kiedy u schyłku lata przed

zmierzchem przechadzam

się po ogrodach w poszukiwaniu

tematów do moich zdjęć

przypominam sobie czasem jakąś

smutną, jesienną muzykę, albo

taką, która jak muzyka Takemitsu, 

skłania mą wyobraźnię ku

kontemplacji.

    Raz tylko taka muzyka źle na

mnie podziałała. Usiadłem na

ławeczce, na której siedzieliśmy

często razem...i przypomniałem

sobie żarliwy chłód religijnej

muzyki Gesualdo, w najbardziej 

ascetycznym, angielskim

wykonaniu. I nagle poczułem, a

było to też przed zmierzchem,

pustkę tak przeraźliwą, jakby

cały mój świat rozpadł się na

kawałki.

     Książę Gesualdo komponował

jak wiadomo manierystyczne

madrygały o uderzającej ekspresji.

Miał do dyspozycji utwory wybitnych

poetów, którzy pisali o mękach rozłąki

i umieraniu z miłości. Ale po tym, jak

zamordował żonę i jej kochanka,

stworzył muzykę religijną o wielkiej

intensywności cierpieniu. (Choć mogła

to być również naturalna ewolucja

jego twórczości).

    Ta muzyka mało do mnie w

warstwie tekstowej i liturgicznej

dociera. Ale nastrój wyobcowania,

jaki tworzy, jest niezwykły. Choć

zapewne inne czyniłaby wrażenie,

gdyby wykonywali ją Włosi.

    Po tym zdarzeniu przez wiele

miesięcy nie potrafiłem westchnąć

i zapłakać (co ma podobno czasem

wielką wartość terapeutyczną,

potwierdzoną niegdyś przez

rabbiego Nachmanna z Bracławia)

i dopiero po wielu miesiącach,

podczas snu łzy tęsknoty same

zaczęły mi płynąc do oczu...

    W najcięższym wyobcowaniu

człowiekowi nie chce się, ani

płakać, ani nawet się zabić, bo

śmierć jest wszędzie, a życie

przestaje mieć jakąkolwiek,

choćby najciemniejszą barwę.

Na szczęście takie stany mijają.

     

 

 



czwartek, 15 marca 2018

......................................................................

    Ogromnej wielkości rattus

norvegicus przebiegł przez

środek pokładu. Kapitan nie

miał pojęcia na czym się tak

wypasł, bowiem połowa załogi

umarła z głodu. A ponieważ

druga połowa zginęła na skutek

bójek o żywność i utonięć,

kapitan czuł, że dręczy go

samotność. Ale nie tylko ona

go dręczyła, a szczur był

jedynym dostępnym źródłem

białka. On też był samotny,

bowiem pozostałe szczury albo

utonęły albo zostały zjedzone

przez załogę. Obaj postanowili

na siebie zapolować i w ten

sposób los ich połączył. Kiedy

kapitan zapadał w drzemkę

szczur próbował odgryźć mu

nos. Za to, kiedy budził się,

uganiał się za szczurem po

pokładzie, ale nie udało mu

się go przechytrzyć. Na

szczęście statek nie utknął

na mieliźnie i płynął sam

dalej...Aż rozpętała się

straszliwa burza morska.

Fale wyły jak upiory

wrzucając na pokład meduzy

i korale. Kapitan wypił

ostatnią beczułkę whisky

i dostał białej gorączki.

Wydawało mu się potem, że

wszędzie widzi malutkie

myszki. To dawało strategiczną

przewagę szczurowi, który

postanowił zaczekać aż

kapitan straci przytomność.

W gruncie rzeczy ich walka

i wzajemne podchody

przypominały partię szachów.

Kiedy fala zniosła statek

do portu na pokładzie leżeli

obok siebie - martwy człowiek

i martwy szczur. Z obawy przed

zarazą statek spalono, a ciało

kapitana wrzucono do dołu z

wapnem. Starzy marynarze

powiadają, że do dziś jeszcze

nawet po upływie wieków

spotkać można wilka morskiego 

i szczura na gościńcu nieopodal

cmentarza. W słoneczne i

deszczowe dni spacerują

ucinając sobie pogawędkę.

Jest co wspominać...


środa, 14 marca 2018

 

     Nie wiadomo skąd wzięła się

ta nazwa Deszczowa Aleja.

Deszcz nie padał tu częściej niż 

w jakimkolwiek innym miejscu. 

   Nezumi szedł ośnieżoną ścieżką

wśród strzelistych topól. Zamyślił

się nieco. Kto by chciał zamordować

tak piękną dziewczynę?...Ale nagle

ta myśl wydała mu się absurdalna.

Przecież piękne dziewczyny padają

ofiarą przemocy częściej niż inne.

Rzadko są szczęśliwe, a ich uroda

w końcu przemija. O ile oczywiście

dożyją późnego wieku. Czy taka jest

cena piękna? Kiedy Pani Imai ma

zerwać w ogrodzie różę, to wybiera

najpiękniejszą.

     Widok twarzy zamordowanej 

dziewczyny nie dawał mu spokoju.

Dlatego w którymś momencie 

powiedział: - Przepraszam, ale

pójdę dalej sam. Nie będę się

zajmował tą sprawą. Chcę dojść

do końca tej alei. - 

    Nabuko oponowała:

    - Przecież zwolnią Cię z pracy!

A wtedy nawet nie będziemy się

widywać. Poza tym nie będziesz

mógł doprowadzić do końca

sprawy Wiedźmy z Kioto. -

    - Ach rzeczywiście, zupełnie

o tym zapomniałem. A jak twój

chłopak Nabuko? -

    - W porządku. Nie rozmawiam

z nim. Jest głupi... -

    - Na pewno się jeszcze

spotkamy - rzekł Nezumi i udał się

na wieczorną przechadzkę.

    Gdzieś w połowie drogi

zatrzymał się i usiadł na śniegu.

Płakał...Było już prawie ciemno.

Nagle poczuł, że ktoś za nim stoi,

a potem obejmuje go za plecy

i okrywa włosami.

    - Przecież mówiłem ci Nabuko,

że idę sam. - powiedział z

wyrzutem.

    Podniósł się gwałtownie i

spojrzał Nabuko prosto w twarz.

Ale to nie była jej twarz. Widział

przed sobą twarz tej dziewczyny.

   - Przyszłam tu, żeby pomścić

swą śmierć - oznajmił cichy głos.

   - Przecież to nie ja cię zabiłem...

Choć masz rację, czuję się winien,

bo chociaż nigdy o tobie nie

słyszałem, powinienem cię

uratować. Dlaczego mnie tutaj

wczoraj nie było? -

   Dziewczyna uśmiechnęła się:

   - Ależ czuj się tak, jakbym nie

umarła!  Widzisz, rozmawiam z

tobą. Czujesz zapach moich

włosów?  -

   Inspektor zwymiotował.

   - Przesadzasz! To dotknęło

tylko mojego ciała. Może faktycznie

nie pachnę najładniej. Ale zapewniam

Cię, że żyję nadal, tylko w innej

formie bytowej. -

   - Nie znam się na filozofii -

zmartwił się Nezumi - Wiem, że

ją studiowałaś. Według mnie jesteś

jakąś senną marą. Widziadłem. 

I niewiele masz w sobie życia.

Przecież nie oddychasz, a twoje

dłonie są jak sople lodu. 

Po co do mnie przychodzisz

w tym stanie? -

- Wiem, kto jest mordercą.

Musimy wzbudzić w nim

wyrzuty sumienia. Pomożesz

mi? - powiedziała Mara i

uśmiechnęła się trupio.

- To przecież psychopata. 

Napadł na ciebie, zabił, a

potem położył twą głowę

na swym łonie i rzęził:

"Jestem smutną małpą.

Moja krewna małpa zdechła.

Dotykam do niej, obwąchuję

ją, sprawdzam, ale nie

przywrócę już jej życia.

Już na zawsze będę smutny."

     - Ale skąd wiesz, że to

powiedział? - zdziwiła się

Dziewczyna.

     - Nagrał to sobie

smartfonem, który pozostawił

na miejscu zbrodni. Nazwał

ten film doświadczeniem

czyjejś śmierci. -

    - W takim razie znajdźmy go! -

    - Obawiam się, że ty jako mara

możesz tego dokonać znacznie

łatwiej niż ja. Ale przypuszczam,

że on już nie żyje. To był jego

rytuał przygotowania do własnej

śmierci. -

     Dziewczyna była wyraźnie

zaciekawiona, a nawet

podekscytowana tymi słowami.

     - Rozumiem. - powiedziała

przeciągając każdą sylabę. - Ale

mylisz się co do jednego. Jeśli on

rzeczywiście nie żyje, to będzie

ci go znacznie łatwiej znaleźć niż

mnie. My, duchy, praktycznie nie

mamy kontaktu z innymi duchami.

Jesteśmy bardzo samotne! -

     Mówiąc to Zjawa wyjęła

z torebeczki czarną szminkę

i zaczęła malować sobie usta.

    - Mam ci obciągnąć? -

spytała, jakby to była jedyna

rzecz, jakiej nauczyła się

w życiu. I Nezumi przypomniał

sobie, że denatka była

prostytutką. Morderca udusił

ją, żeby spełnić swój rytuał

odejścia. Jej twarz była teraz

kredowo blada w świetle 

księżyca i dopiero w tej chwili

zauważył, że Mara nie ma nóg

i unosi się w powietrzu zwyczajem

zjaw.

     - No dobrze, pomogę Ci.

Ale to szef naszego Wydziału

Zabójstw!  Jest w posiadaniu

wszystkich dowodów w sprawie,

a może nawet już je usunął. -

     Słysząc to Mara klasnęła

w dłonie.

     - Ale skandal! - wykrzyknęła

- Widać ryba psuje się od głowy.

Jakuza postępuje bardziej

honorowo!  Zróbmy mu psikusa

- pewnie nie powie o tym swej

żonie. Ukażę jej się we śnie

i zobaczy jak jej ukochany

mężuś mnie zabija...A przedtem...-

     Nagle znikła. Spadł śnieg.

Wiatr unosił kryształowe iskierki

w powietrzu. Inspektor postanowił

zawrócić. I tak nie dojdzie do

końca drogi. Zresztą tam jest

tylko śmierć.

    - Nezumi, martwię się o Ciebie. -

zawołał ktoś.

    - To ty Nabuko? -spytał.

    Ale Nabuko skrzywiła się

gwałtownie i na jego widok

zaczęła uciekać. Poczuł się

jakoś dziwnie lekko, przeleciał

kilkadziesiąt metrów i zastąpił

jej drogę.

    - Ale mnie przestraszyłeś! -

dyszała - Myślałam, że jesteś

duchem!  A ty latasz, jakbyś

był krukiem...

   


 



 


wtorek, 13 marca 2018

  

  Wolny od pracy dzień w całości

poświęciłem odpoczynkowi. Niebo

było pełne magii i zrobiłem trochę

zdjęć okolicznym topolom. Była też

muzyka: sonaty Hindemitha i "Logos"

Igora Wakhevitha. 

  Hindemith, którego naziści

nienawidzili,jak gdyby nigdy nic

komponował swe utwory, w których

tworząc nowe brzemienia nawiązywał

do tego, co w tradycji kameralistyki

najlepsze. Te szlachetne z ducha

i zarazem służące rozrywce sonaty

zestawiają różne instrumenty z

fortepianem: jest sonata na wiolonczelę

i fortepian, na skrzypce i fortepian,

na róg altowy i fortepian, na trąbkę i

fortepian...A utwór Wakchevitcha to

prawdziwe cudo muzyki elektronicznej,

podniesionej tu do rangi sztuki. Coś

zupełnie niesamowitego (intensywnego,

kosmicznego, metafizycznego). Z lżejszych,

ale bardzo przyjemnych rzeczy,

wysłuchałem muzyki Yasunaki Shimizu

Kakashiego (1982), z uroczej płyty

z japońskim kotkiem na okładce (reedycja

2017).

    Wieczorem na prośbę mamy

dokonałem psychoanalizy snu brata,

któremu przyśniło się, że ojciec ją zabił

mimo, że on usiłował ją bezskutecznie 

ratować. Przy okazji dostało się też

bratu. Ale dodałem, że nawet filozof

nie ponosi odpowiedzialności za treść

swych snów. (Co zauważył kiedyś

Kartezjusz)...Jasne, że brat niepokoi

się o stan zdrowia matki, której

zapewnia opiekę, ale po tym, jak się

ożenił, prawie już nie odwiedza.

Niemniej jego sen wywołał we mnie

wielkie współczucie, mimo negatywnych

emocji, jakie wyrażał...Zobaczył

matkę stojącą na gzymsie jakiegoś

domu i chciał jej przyjść z pomocą,

jednak ojciec nakrzyczał na niego,

że są ważniejsze sprawy i zepchnął

matkę.

    Mnie matka nie śni się w ogóle

- widuję ją codziennie, ale też nie

jestem z nią tak mocno związany

jak brat. W naszym obecnym kontakcie

jest nie tylko wzajemna troska, ale

i wiele wolności...Śniła mi się ostatnio

nie matka, ale zamordowana dziewczyna.

I byłem potem przez kilka dni bardzo 

smutny. 

    Niestety przy okazji wypłynął 

temat depresji i braku opieki nad

chorymi, niedostatecznej liczby

lekarzy i terapeutów, co

przypomniało mi dni i noce spędzone

kilka lat temu z uczestniczką mego

seminarium. To wspomnienie jest

dla mnie jak bolesna rana, bowiem

osoba ta wcześniej dwukrotnie

próbowała odebrać sobie życie i to

w sposób dość krwawy. Dlaczego

w swej chorobie nie mogła liczyć

na pomoc psychologa lub psychiatry,

a znalazła ją u swego nauczyciela

akademickiego? Może lekarze nie 

mieli czasu lub nie okazali jej

dostatecznej empatii? Może

potrzebowała też miłości? Ale,

kiedy przedstawiła mnie swej

matce, dodając, że jestem wielkim

człowiekiem, poczułem się dziwnie,

bo jej matka była sporo ode mnie

młodsza.

    W drodze do domu zacząłem

pisać krótki tekst dla bloxa. Nie

czytałem już nic. Jakaś kobieta

zaczęła ze mną rozmawiać i czułem,

że jest bardzo samotna. Przypomniało

mi to spostrzeżenie pewnego

psychologa, że w życiu jest ważna

nie tyle szczerość, co odgrywanie

pewnego rytuału. Zaczęliśmy razem

umocowywać na tablicy informacyjnej

na przystanku rozkład jazdy, który

jakiś chuligan zrzucił. Nie udało się

tego zrobić, ale dziewczyna miała

z kim pogadać. A każde jej słowo 

powtarzało: Jestem taka samotna,

jestem taka samotna...

   Wczoraj inna młoda kobieta 

na pustym przystanku pytała mnie

o coś bez sensu, wyrywając z

zamyślenia (nocnej medytacji 

o śmierci). Przerażająca

jest pustka, w jakiej żyją ludzie

i to rozpaczliwe szukanie jakiegoś

ciepła...

    Mój jutrzejszy wykład kończy

się późno w nocy, więc zastanawiam

się, kogo tym razem spotkam.

I dlaczego wzbudzam w ludziach

takie zaufanie?...

  

 

________________

Topole późnym latem...zdjęcie

nazumiego13  

   

   


 

  

     

    

poniedziałek, 12 marca 2018

 

       Okrutna długa zima

       wolałbym raczej

       zamarznąć na śmierć

       niż żyć bez Ciebie

       Wiosno mej radości

       krety w swych labiryntach

       i drzemiące w dziuplach

       mądre sowy

       widzą więcej

       niż twe oczy Lucindo

       choć piękniejsze są

       od błękitnego nieba

       ale kiedy zaśpiewa

       pierwszy ptak

       przyjdź na mój grób

       i przypomnij sobie

       jak mnie kiedyś kochałaś

       teraz łzy zamarzłyby

       a lustereczko

       zaszłoby mgłą

       byłoby to

       całkiem nieodpowiednie    

      

niedziela, 11 marca 2018

...............

..................

Bardzo obie te piosenki lubię...Zresztą nie tylko te. Ale tych

dzisiaj słuchałem, bo musiałem trochę zatrzymać się w domu.

Smutno, że obaj przedwcześnie odeszli. Niemen był może

bardziej genialny, ale jak się słucha takiego bluesa z tekstem

Bohdana Loebla, to serce rośnie...

     Kiedyś tak się mówiło - Czesiek, Tadek. Ja zresztą mam

na sumieniu trzy pieśni Norwida i Krasińskiego, które śpiewałem

naśladując Niemena swym nieco mniej cudownym głosem

- nagranie podobno do dzisiaj istnieje w posiadaniu mojego

byłego przyjaciela - rockowego frontmana, który mi akompaniował

na gitarze elektrycznej i syntetyzatorze. Uważał, że mam bardzo

ładny głos, a szczególnie interpretację :-)

    Oczywiście, kiedy te piosenki Niemena i Nalepy nagrywano

byliśmy jeszcze dziećmi.

 

       

"To, co się kocha, rodzi

jedynie ból i cierpienie."

(Gautama Budda)


       Życie ma swe radości i troski, a kończy się, jak słusznie

mówią "poważnym niepowodzeniem" lub jest zgoła "piękną

katastrofą." (To ostatnie określenie jest jednak trochę

mylące). Jeden z moich duchowych nauczycieli napisał,

że wszyscy płyniemy na Titanicu, a znany autor Przybylski, że

czekamy w celi śmierci na wykonanie wyroku. Cioran wyznał

kiedyś, że pragnie jedynie jakoś doczołgać się do kresu życia.

Ale później, już w szpitalu, nie chciał, aby mu je przedłużano i wyrywał

przewód od kroplówki...

      Dlaczego o tym piszę?...Przede wszystkim dlatego, że myśli te,

za wyjątkiem myśli Ciorana, nie pochodzą od pesymistów, lecz

przeciwnie, od ludzi, którzy cenili życie i starali się je afirmować, i

to nawet nie w duchu jakiegoś "tragicznego optymizmu." To po prostu

różne sposoby mówienia o czymś, co jest biologicznym i

psychologicznym faktem.

      Dość pompatycznie brzmią znane słowa Seneki, że wszystko

jedno, jak długo żyjemy...trzy czy trzydzieści lat, pięć czy

pięćdziesiąt, bo istotne jest tylko to, czy żyjemy dobrze. Kompozytor

Arriaga,  nazywany nie bez powodu "hiszpańskim Mozartem", przeżył

ich ledwie dwadzieścia i naprawdę nie wiemy, jak wyglądałaby historia

muzyki, gdyby dane mu było dłuższe życie. A co by było, gdyby Budda

lub Jezus umarli w wieku trzech lat?...Oczywiście Seneka uspokaja i

przekonuje, że śmierć nie jest żadnym złem. Ale w ogólnym sensie,

jaki jego wypowiedzi można przypisać   n i c  poza utratą godności

nie jest złem, dlaczego więc złem miałoby być nieistnienie. 

     A jednak utratę osób najbliższych przeżywamy w niezgodzie

z duchową instrukcją filozofa. "Przeciw smutkom cóż pocznę, usnę,

ale się ocknę" napisał po śmierci córeczki poeta Broniewski.

Treny Kochanowskiego wszyscy chyba znamy z lektur szkolnych

i z belferskich komentarzy. Nawet Luter i Bach, mimo głębokiej

wiary, nie ustrzegli się najgłębszego smutku po utracie swych

dzieci. (Luter po śmierci córki wyraził chrześcijańską wiarę,

że jej dusza trafiła do nieba, ale dodał "jeśli chodzi o ciało, to

jest mi bardzo smutno"). Muzyka Bacha często wyraża nie tylko

spokój i błogość płynącą z wiary, ale i przenikliwy ból.

    Ale Bach potrafił także przejąć się śmiercią człowieka starego

i nikomu już niepotrzebnego, a w dodatku obcego i napisał jeszcze

jako bardzo młody człowiek cudownie piękną kantatę nazywaną

"Actus tragicus."

    Budda karcił tych, którzy popadali z powodu śmierci bliskich

w egoizm rozpaczy, jakby śmierć nie była czymś nieuniknionym

i naturalnym. Pisałem już tu o jego radykalnych, a nawet 

drastycznych metodach przywoływania kogoś takiego do porządku. 

(Bo jak inaczej można nazwać jego żądanie, aby zakochany mnich

oglądał wszystkie stany rozkładu ciała osoby, którą kochał, a która

umarła). Zdarza się jednak często, że kiedy tracimy najbliższą

osobę, czujemy zazdrość wobec tych, którzy nie ponieśli straty,

albo tracimy poczucie sensu życia. A przecież żyć trzeba dalej...

    "Nie przywiązuj się, nie lgnij do bliskiej osoby, to jej strata

nie wywoła w tobie cierpienia"...Tak się mówi. Ale to 

tylko słowa, nawet, jeśli wypowiada je ktoś, kto jest Buddą. 

Medytacyjny wgląd i mądrość niosą ze sobą uspokojenie, jednak

nie znaczy to, że żal nigdy się już nie pojawia. Stoik Epiktet

porównuje utratę żony lub dziecka do utraty kruchego naczynia.

Jeśli wiemy, że życie ludzkie jest kruche, to nie powinna nas

przygnębiać myśl o utracie bliskich.

     Często komentuję te jego słowa w rozmowach z

uczestnikami mojego seminarium. Są głębokie

i metafizycznie piękne, ale nie spotkałem jeszcze nikogo,

w kim nie budziłyby sprzeciwu. Człowiek nie jest przecież

rzeczą, choćby najcenniejszą, ale osobą. Nie jest dla

nas jedynie przedmiotem metafizycznym. Jest istnieniem

i dopóki żyje, staje się kimś innym niż był. Jego istnienie

nie jest zakończone, martwe.

     Oczywiście istnieje dzielność, z jaką znosimy 

przeciwności losu i spontaniczna radość życia. Tak,

jak istnieją rozpacz, współczucie i lęk. Jedynie wtedy,

kiedy jesteśmy świadomi tych naszych przeżyć

lub nieuświadamianych nastrojów, możemy uwolnić

się od traumy, jaką jest utrata najbliższej osoby...

 

 

 

 

 

 

..............................

ZDJĘCIE POCHODZI ZE STRONY INTERNETOWEJ...

 

    

      Prokuratura sprawdza, czy partia Razem nie

propaguje komunizmu i czy jej nie zdelegalizować.

Moje poglądy polityczne

są dalekie od poglądów

partii Razem, ale to

polityczne zlecenie

uważam za haniebne i jest

to całkowita kompromitacja.

Podobnie jak przymykanie

oczu na ekscesy faszystów.

To pokazuje, w jakim miejscu

historii jesteśmy.


piątek, 09 marca 2018

    Zbieram różne internetowe

wizerunki góry Fudżi i dawno już

nie widziałem tak pięknego.

       To dla Ciebie, a i Ty o mnie pamiętaj,

kiedy skończy się zima!

 

  

   Głuchoniemy prowadził Ślepego.

-  Nic nie widzę - powiedział.

-  Ale ja wszystko doskonale widzę...

- rzekł ten, który nie widział.

- Czego się tak drzesz? - zawołał

Głuchoniemy.

- Bo widzę to, czego ty nie widzisz! -

zauważył  Ślepy.

   Kiedy weszli do rzeki i zaczęli

tonąć, Głuchoniemy wykrzyknął:

- Toniemy! -

   Jednak  Ślepy poprawił go

i rzekł: - Widać jak na dłoni,

że tu nie ma nawet metra głębokości. -

   Po chwili obaj utonęli...Kiedy

szukamy w kimś oparcia, musimy

uważać na grunt pod nogami.

   A ponieważ taka konstatacja jest

czymś bardzo oczywistym, prawie

nikt nie zwraca na to uwagi. Ludziom

najczęściej wystarcza to, że powierzyli

komuś odpowiedzialność za własne

istnienie. Dlatego słusznie pytał pewien

prosty człowiek "Kto poprowadzi

ślepca?"  Produkuje się coraz bardziej

sofistyczną broń, a każdy chce

przewodzić innym, choć niewiele wokół

siebie widzi.


 

 
1 , 2