Kategorie: Wszystkie | "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę" | ...bez końca | 0 | 100O i jeden Rabinów | A Puszkina też zapuszkują? | A moze to tylko pomieszanie zmyslow | A nie lepiej być purystą? | Aaaaaaaaaaaaaa...aalfabeta | Ach, gdzież jest litość lub wspolczucia pozór? | Ach, gdzież jest litość lub współczucia pozór? | Adam Mic - Kiewicz | Adaś i Ewka | Aforystyka | Amerykański sen | Autopsychoterapia | Bez sensu to to! | Bez szaleństwa... | Bezmyślne okrucieństwo | Bezradność | Biedna Szymborska | Biedny Kapturek! | Bliźni miłości | Bliźniego miłość... | Blondyn | Blue Bossa | Bojaźń i drżenie | Bratnie dusze | Bruner, ty świnio! | Buddyzm w życiu codziennym | Bóg mi poskapił tej anielskiej miary... | Bóg mi poskąpił tej anielskiej miary... | Bójstwo samo | Caritas | Chiziofrenia | Choroba na śmierć | Chwila ułudy | Chwila wytchnienia | Chłodne upojenie | Cierpienia i radości | Cierpienie i radość | Cleen feed | Cnota niedoli | Co slina na język przyniosła | Co tam panie w polityce? | Co w niebie piszczy | Co ślina na język przyniosła? | Corrida | Coś dla duszy... | Coś tak wulgarnego | Cudotwórstwo | Czarna Perła Tao | Czarny tulipan skrzyżowany z czarna różą | Czarny tulipan skrzyżowany z czarną różą | Czary Mary | Czego nie przysięgał Hipokrates? | Człowiek nie jest rzeczą | Człowiek to brzmi dumnie, ale nie u mnie | Często chowa | Częstochowskie rymy | Deficyt aniołów | Delightful! | Demokratyczne wybory w Oczodołach | Diabłoterapia | Dla wszystkich i dla nikogo | Dnieje | Do samego siebie | Dodatek | Dowcipas dnia | Duma narodowa | Dusze drzew | Dyskretna mgiełka autoironii | Dzielność | Dziki kapitalizm | Dzisiejsza młodzież | Dzisiejsza młodzież nosi ładną odzież | Egzystencjalizm jest chumanizmem | Ekonomia zbawienia | Elegancja Francja | Elegijnie | English gentelman | English gentleman | Epicurus | Ewa tylko ziewa | Falochron | Female | Filozofia bez uczoności | Forever Loving Jah | Gadu, gadu | Gadu, gadu, trochę więcej jadu | Gal Anonim | Gaz dla pedałów | Gaz dla pedałów, młot dla sierpów | Gdy rozum śpi... | Gendarme | Genek, gienialny gieniusz | Geno Typ | Gorący uczynek | Grabarz | Grabarz nonsensu | Gry i zabawy literackie | Głupota przysłowiem narodów | Głębie i tajnie Podświadomego | HIstoria nauczycielką bicia | Herbatka zen | Homo economicus | Homo sapiens czy Homo politicus | Humor absurdalny | Humor nieco absurdalny | Humor, satyra, panie... | I rekiny w oceani mają zębów cały rząd | I rekiny w oceanie mają zębów cały rząd | Indie Wschodnie i Zachodnie | Industrial | Istnieje również wrodzony brak poczucia humoru | Ja tam bynajmniej nie wiem | Jak długo będę jeszcze żył? | Jak uprawiać agresywne dziennikarstwo? Poradnik dla początkujących | Jakże cżęsto powtarza się ta historia | Jakże trudno czasami coś sklecić! | Jan i Małgorzata | Jan z Czarnolasu | Jesienna muzyka | Jeszcze smutniej! | Jeździec Apokalipsy | Językologia | Kaczuszki mandarynki | Karawana idzie dalej | Katedra Adamowego Żebra | Kawa z Kafką | Każdemu według naszych chęci | Każdemu według potrzeb | Każdemu, o czym tylko zamarzy | Kiciuś Miciuś! | Kicuś Micuś! | Kiedy człowiek staje się bestią | Kiedy owce nie milczą | Kij w mrowisku | Kniaź Wiktor | Kochani ludożercy | Kolacja Pani Sowy | Kometa tylko głownia nie ta | Konkwista | Koryfeusz nauki, milośnik sztuki | Koty i inne zwierzęta | Koty, głupoty, palikoty | Kości rzucone są | Kość słoniowa | Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatni | Kto pisze teraz historię? | Kuchnia szamańska | Kwiatki Św. Franciszka | Kwiatostan śmierci | Kwitnienie kultury | Kwitnąca wiśnia | La colombina i ciche ukojenie | Lekarzu - lecz się sam! | Lenin wiecznie żywy | Leśmianiada | Lichwiarstwo polskie | Liryki i prztyki | Logika dziejów | Londyńska mgła niepamięci | Londyńskie przygody | Los ofiary | Los puka do moich drzwi | Lotosowy wpis | Ludzie ludziom... | Lunatyzm | Lęk społeczny | Made in Japan | Maligna | Marność nad marnościami | Marność nad marnościami. Rekoleksje Wielkopiątkowe | Marzenia senne | Marzeniologia stosowana | Maszkary i senne dziwadła | Maszkary i senne widziadła odbite w lustrze | Mała czarna z Kafką | Medycyna naturalna | Meine Liebe Augustin! | Melancholia | Melancholia stosowana | Memorabilia | Meszreiw | Meteo | Mgiełka autoironii | Mglisty dzień. Mgła | Mikołak | Mistrz i Małgorzatka | Mistycyzm lunarny | Mistyka i miłość | Mitologia osobista | Mitologia świata | Miłość | Miłość bliźniego | Miłość nie zawsze szczęśliwa | Miś Uszatek | Moc rytuałów | Monada nie ma okien | Mowa potoczna | Mowa ptaków | Mowa serca | Moze ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może ktoś się ucieszy? | Może ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może to trochę zbyt uszczypliwe | Musicology | Muza lekkich obyczjów | Muzyka przywraca ład serca | Myszoterapia dr Nezumi | Myśli prostego człowieka | Mądrość Natury | Mądrość jak z gazety | Mądrość narodów | Młot na faryzeuszy i hipokrytów | Męstwo bycia | Mówił sen do snu | NIe ma na świecie dwóch takich samych liści, ni kropel deszczu | Na jawie (lecz to, co niejawne pozstaje) | Na stos rzuciliśmy szcześcia los | Na stos rzuciliśmy szczęścia los | Na szczytach hipokryzji | Na zdrowie! | Nad piekną rzeką | Najokrutniejsze zwierzę | Najsłodsza tajemnica | Narastająca senność | Nic dzisiaj ciekawego nie napisałem | Nicość | Nie am dwóch takich samych liści, ni kropel wody | Nie bój się - najwyżej cię rozstrzelają! | Nie czas żałować burz, gdy płoną oczy | Nie czas żąłować burz, gdy płoną oczy | Nie każde szczere złoto jest szczerozłote | Nie ma na świecie dwóch takich samych liści ani kropel wody | Nie ma na świecie dwóćh atkich samych liści lub kropel deszczu | Nie ma takiego smutnego, co by na wesołe nie wyszło | Nie ma zazdrości bez miłości | Nie oddamy nawet guzika | Nie tylko dzielenie włosa na czworo | Nie wiem, ja w ogóle nie myślę | Nie zabijaj! | Nie zabijajcie drzew! | Nie zawsze urocza dzecinada | Niebiańskie szczyty głupoty | Niech pani będzie dzielna! | Niech zapłaczą na moim pogrzebie | Nieco drapieżny wpis | Niekoniecznie ptasi móżdżek | Nienawiść bliźniego | Nieosobiście | Nieprzesłane przesłanie | Niestworzone rzeczy | Nieszkodliwe głupotki | Niewczesna melancholia melomana | Niewczesne rozważania | Niewielka profanacja | Niewielkie przekłamanie | Niskolotnie | No No! Teatr No | No comments! | No no! | Nowa poezja lingwistyczna | Nędzne kabareciarstwo | O Leonardo, po cóż się tak trudzisz? | O dzieleniu włosa na czworo, czyli metodzie scholastycznej | O dzieleniu włosa na czworo, czyli o metodzie scholastycznej | Obciachy | Obscenia i parafrenalia | Obsesja dobrego biustu | Ojej! | Oko w oko z zębem mądrości | Okropieństwa | Okruchy odgrzebane z lawy | Okruchy życia wygrzebane zlawy | Okruchy życia wygrzebane z lawy | Okrutna losu ironia | Orientuj się na orient | Owczarek | Owczarki afgańskie | Owocożerni | PL jak piekło | PO PiS | POeci wszystkich krajów dzielcie się | Pan Tadeusz | Panie pośle, po chrześcijańsku panu wybaczam | Pańska satyra polityczna jest niegramatyczna | Pendant do pewnego przypisu | Perlikowski | Pewna elastyczność zasad | Pewne jak w banku | Piorunujący piorun! | Po owocach poznacie ich! | Po upadku | Pobożne życzenia | Podpatrywanie Natury | Podroby i inne podróbki | Pokolenie Kainowe | Pokorne ciele | Pokorne cielę | Pokusa | Polak potrafi | Polak potrafi! | Politolog i Politowska | Politycznie niepoprawne! | Polonica | Polonika rycerskie | Polucje i ablucje | Pomarańcze i mandarynki | Pomarznąć dobra rzecz | Pomarznąć dobra rzecz! | Pomoc psychologiczna | Poranna kawka z Kafką | Porąbane marzenia | Potężne i głębokie warstwy pierwotnego mitu | Powieść brukowa | Powszechna życzliwość | Powtórka z cynizmu | Poznaj samego siebie | Prawda | Prawda jest jedna i piękna, ale złożona | Prawda popłaca | Prawdziwa metropolia | Prawi i sprawiedliwi | Prawiezmartwychpowstanie | Prawiezmarwtychpowstanie | Prognoza pogody | Pruski smutek | Przecież cię zjem! | Przedagonalny polski agon | Przegląd sportowy | Przeinaczenia | Przez pychę do pokory | Przeżyjesz to, a pote już tylko grób | Przeżyjesz to, a potem już tylko grób! | Przminęło z wiatrem | Prztyczek | Psiapowiednia Majów | Psubrat | Pustka | Pytanie dość retoryczne | Raczej to nie będzie hit | Radosne gonitwy śnieżnych tygrysów | Radość wędrowania | Rejterada Rejtana | Religie nauczą cie pokory | Res Sacra Pecunia | Romans z pop kulturą | Roots, Rock, Reggae | Rozkosze reinkarnacji | Rozmowa nie na telefon | Rozpacz | Rozpacz na wieki wieków | Rozpacz, która podpełza pod gardło | Ruch i świeże powietrze... | Rybołówstwo cudzołożnika | Rycerz pokalany | Samokrytyka | Samotność egzystencjalna | Sekrety pewnego domu handlowego | Seraphic Flames and Heavenly Love | Siedź na dupie i potakuj! | Somatyka | Somatyka logiczna | Spełniona przepowiednia | Spleśniały ser | Sponsorem tej opowieści jest wydawnictwo Błękitny Wieloryb | Sport to zdrowie | Spowiedź morskiego wilka | Stary Sącz i Nowy Sącz | Stary mafioso | Stołeczne stołki | Stratyfikacja społeczna | Suma sumarum | Sumienie rachunku | Sweet Music and Poetry | Sygnały podprogowe | Szalchetne zdrowie | Szczęśliwa pomyłka | Szekspir do żadnej nie należy epoki | Szkarady | Szlachetna gravitas | Szlachetne zdrowie | Słodycze grafomanii | Słówka | Słówko do słówka, a uzbiera się sówka | Tadeusz Bój Jeleński | Taia chińska podróbka | Takie będą rzeczpospolite jakie tego blogu chowanie | Takie tam, pierdoły | Talking Heads | Tania chińska podróbka | Tatiana | Teorie świata nauki | Terapeutyczie | Terapeutycznie | Thames | The Doors. Uchylone drzwi | The Lion cub | The fruit of beauty and despair | To na pewno nie Lec | To nie żadna filozofia | Tragiczne pożegnania | Transformacja duchowa | Trudna sztuka dialogu | Trudno czasmi coś sklecić | Trzylogia | Trója z polskiego | Twarda rzeczywistość | Ty mi tutaj nie filozuj | Tygrysologia stosowana | Tysiac i jeden ptaków | Tysiąc i jeden kotów | Tysiąc i jeden ptaków | Tysiąc różowych kroliczków | Tęsknica | Tęsknota duchowa | Ubekistan | Ucone księgi | Uczeni ludożercy | Uderzenia losu | Uduchowienie | Umrzeć z miłości | Upadek Pierwszego Człowieka | Uroczy wegetarianin | Uszczelnienie systemu podatkowego | Utrata uzębienia | W czym mogę panu pomóc? | Wciąz powtarza się ta sama historia | Wciąż powtarza się ta sama historia | Wdzieczna muzyka przywraca ład serca | Wesola grafomania z morałem | Wiecej broi dla szaleńców w Teksasie | Wieczne powroty | Wiedza radosna | Wielka wygrana | Wielomówstwo, czyli plaga opowiadania | Wierzba płacząca | Wiosny i jesienie | Witch | Więcej broni dla szaleńców w Teksasie | Wojna totalna | Wpis o kształcie piramidy | Wprowadzenie do kruczków prawnych | Wrzucam wszystko do kosza | Wrzątek | Wspomneinei pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Współczesny filister | Wszystkie rybki | Wszystko na A | Wszystko na sprzedarz | Wszystko na sprzedaż | Wygrana | Węzłowato | Wólka Węglowa | Xin Lu, typowa brunetka o granatowych oczach | Z Nietzschego nic nie powstaje | Z księgi wulgaryzmów | Z rupieciarni myśli | Zaczarowany świat zen | Zanim mnie wrzucą do dołu | Zapowiedź Apokalipsy | Zaraz wracam! | Zasada domniemanej winy | Zaskroniec | Zastał Polskę drewnianą... | Zatrzaśnięte drzwi | Zbaw mie Buddo Amido | Zbaw mnie, Buddo Amido | Zdrowy egoizm | Zegar dziejów | Zestrzelenie księżyca | Zginął z rąk słabej kobiety | Zima się nas nie ima | Zjawiskowe | Znak jaskółki | Zrozumieć wartość tego, co nieużyteczne | Zuch zawsze ochoczy! | Zwierzęta pod postacią ludzi | Zwyciestwo konsumpcjonizmu | Ząb mądrości | ie zabijajcie drzew! | ieosobiście | kosmos | Łagodne prawo, ale prawo | Łagodność tygrysa | Śmiechotki, chichotki | Śmiertelna powaga | Śmierć | Światełko w mroku | Świętość, wziętość, nadętość | Życie jest tragiczne | Życie samo | Życzliwe spojrzenia na całość ogródka | Żyć, nie umierać
RSS
piątek, 31 marca 2017

 

                   NIEBO W NOCY

 

           Noc czarna, srebrna noc.

           Świat nieskończony

           W czasie i przestrzeni.

           Po środku Droga Mleczna.

           Któż po niej przechodzi?

           To przechodzi ludzkie pojęcie.

 

           ...Niebo w nocy. Wiersz ten

           pochodzi z tomiku "Wiklina"

           i jest mi bardzo bliski. Kto

           jest jego autorem to zagadka

           dla naszych blogowych poetów.

 

           Zakreśl poprawną odpowiedź ;-)

           nazumi13

           Li Po

           Leopold Staff  

           

           Zdecydowanie uważam, że

           trzeba poezję czytać, by

           móc ją samemu pisać :-)

 

czwartek, 30 marca 2017

 

 

   - Jedno zawiera wszystko, a wszystko jest jednym.

A między istnieniem, a nieistnieniem nie ma żadnej

różnicy. - rzekł Mistrz.

   - Ale za chwilę mnie nie będzie - zmartwił się

Konik Polny - I choć będzie ta sama łąka i niebo,

ja już ich nie zobaczę i nie zagram.  Kiedy Konik

Polny wpada do studni, przykrywa go woda i tonie, 

i już nigdy nie zobaczy słońca. -    

    Mistrz milczał. Minęły trzy dni i Polny Konik umarł

Jesień była tak ciepła i piękna, że Mistrz spał w lesie

zagrzebany w liście. Ale którejś nocy obudziło go

rzewne zawodzenie. Popatrzył na księżyc, który 

był w pełni i zobaczył tam cień grającego Polnego

Konika.  

    - Istnieje, czy nie istnieje? - zapytał. 

    - A co to ma za znaczenie - powiedziała Dzika Gęś,

która odpoczywała nad wodą - Przecież wszystko 

jest jednością!  Ja nigdy nie utonęłabym w studni...

      

03:45, nazumi13
Link Komentarze (25) »
środa, 29 marca 2017

...


ja_za_szyb_deszcz                                   (nazumi13 Deszczowy autoportret)

 

       Jest jeszcze jakaś nadzieja, że się całkiem nie roztopię...

 

   

       Czasami mój pokój zmienia się w kawiarnię i słucham

cool jazzu, Modern Jazz Quartet, Billy Holiday, Elli Fitzgerald

w duecie z Louisem Armstrongiem, albo czegoś równie

zamierzchłego i przywołującego atmosferę, której nie mogę

znać z własnego życia.

      Wpadam do tej kawiarni zwykle tylko na chwilę, nie tyle

z braku czasu, ile dlatego, że czeka już na mnie muzyka tak

piękna, albo tak pełna ekspresji, że nie mogę się jej doczekać. 

Ale czas na chwilę zatrzymuje się i zanurzam się w tamtym

nastroju. Choć muzyka ta, jak każda naprawdę piękna muzyka

starzeje się jedynie jako styl, mimo późniejszych prób jego

odgrzewania, ale nigdy jako wyraz autentycznych emocji

i cudownego talentu. W tym sensie, chociaż Milles ją porzucił,

pozostaje nieśmiertelna.

     Ale tego nie muszę wiedzieć wyobrażając sobie, że piję

poranną kawkę, na którą w tzw. realu mnie na ogół nie stać.

Just relax!  

     W kawiarence tej panuje gwar i moja loneliness przestaje

być tak dotkliwa, chociaż nielicznych zakochań nie spędzałem 

zwykle w kawiarniach, ani przy takiej muzyce. Smutna Billy

zawsze mnie jednak wzrusza, podobnie jak uduchowione

ballady Coltrane' a.  To jest zbyt piękne, aby mogło być

sentymentalne... 

   

     Miłego wiosennego dnia bez deszczu :-)

 

11:25, nazumi13
Link Komentarze (2) »
wtorek, 28 marca 2017

 

 

                       To jasne jak słońce        

                        że mrok wiekuisty

                   nie zaświeci nad twą duszą 

                   tu jest pies pogrzebany

                   a wszystkie kruki są czarne

                   z wyjątkiem prawdziwego

                   białego kruka

                   z biblioteki Lorda Mansfielda

                   którą oglądaliśmy często

                   po drodze na cup of tea

                   w moim wspomnieniu

                   leżymy w jesiennych trawach

                   parku Hampstead Heath

                   i patrzymy w niebo

                   pełne rozbłysków umarłych gwiazd

                   gdzieś między konstelacją

                   Marylin Monroe i Joanny Dark

                   odnajduję twą gwiazdę

                   dwa srebrne liski

                   spadły chyba z księżyca

                   i przechadzały się obok

                   bez lisiego uśmiechu ufne 

                   na ulicy otrzeźwień

                   czarny kot przebiegł nam drogę

                   i wpadł pod rozpędzony samochód

                  

                  

poniedziałek, 27 marca 2017

 

 

       Szliśmy dziką plażą do granic horyzontu.

Księżyc był w pełni, a morze szumiało. 

Ale nagle znikło i znaleźliśmy się na pustyni,

na której mnóstwo było muszelek, pereł

i szkieletów morskich zwierząt. Zdziwieni,

że idziemy po dnie morza, które od tysięcy

lat nie istniało, zaczęliśmy trzymać się za

ręce. Yoshiko powiedziała:

   - Idziemy po dnie morza. Jakie to dziwne,

że nie toniemy! -        

   Jednak to nie była prawda. Fala przykryła

nas całkowicie i na pewno nie przeżylibyśmy,

gdyby nie połknął nas wieloryb. Ponieważ w

jego wnętrzu panował mrok Yoshiko zapaliła

lampkę i rzekła:

   - Czytałam już o podobnych przypadkach. 

Był kiedyś taki gościu Jonasz. Ale nie pamiętam,

jak to się skończyło. Będę go łaskotać, to może

nas wyplunie. -

   Kobiety są praktyczne i Yoshiko miała ze

sobą w torebce specjalną skrobaczkę.

   Na czym to ja stanąłem?...Aha, Yoshiko

zaczęła łaskotać bestię, ale nagle usłyszeliśmy

skowyt tak głuchy, jakby do jaskini wpadła

gwiazda. A w chwilę potem ugodzony harpunem

wieloryb wydał ostatnie tchnienie. Jakieś ludziki

biegały w tę i z powrotem między łodziami, 

które tonęły w piasku. A o jedenastej piętnaście

tokijskiego czasu byliśmy już na Andromedzie. 

Jej władca popatrzył na nas dobrotliwie, a 

potem zwyczajem wszystkich pająków przystąpił

do konsumpcji. Uciekaliśmy przed nim w szaleńczym

tempie. Na szczęście Yoshiko udało się złapać

taksówkę kosmiczną i po niespełna milionie lat

świetlnych byliśmy już w domu.

    - Masz jeszcze tę skrobaczkę, Yoshiko -

pytam czasami, ale bywa, że się kłócimy. 

    - Po pierwsze nie był to żaden wieloryb,

tylko ogromnych rozmiarów węgorz morski.

Po drugie, harpun trafił mnie prosto w serce

i od tego czasu jestem morskim demonem,

moje ramiona są ramionami ośmiornicy, a moja

macica jest perłowa i oślizła.  Po trzecie,

widziałam, jak się wystraszyłeś. Gdyby nie ja...-

    Nie słucham tego. Wychodzę po prostu z

domu i przechadzam się pustą plażą. Nie ma nic

bardziej uspokajającego niż szum morskich fal...

 

 


      

 



niedziela, 26 marca 2017

deszczowe_listki_fiolet

                              

14:21, nazumi13
Link Komentarze (1) »

 

 

            Nadeszło lato i pora mojego odlotu. 

            Poleciałem więc do Egiptu zwiedzać piramidy.

            Może pomyślisz, że to piramidalna bzdura,

            choć byli tam przecież Cezar i Napoleon.

            Największa chyba z nich  - piramida Maslowa                      

            opiera się na uznaniu podstawowych potrzeb.

            Mumia uczonego została spreparowana,

            a jego psychologiczna myśl sprofanowana. 

            Odczytałem hieroglify historii mego serca

            i wiem, że piramida opiera się na miłości.

 


sobota, 25 marca 2017

                             

                                "For thy loving kindness is better

                                  than life itself..."


      Lord Flyingtiger przeciągnął się na sofie.  Była dziewiąta

wieczór. Miał pójść do biblioteki, wspiąć się po drabinie i zdjąć

z półki książkę wielebnego Sidewalka "Demony, larwy i zjawy w ich

okresie lęgowym z dodaniem Drugiej Księgi Lemurów Phantoma." 

A ponieważ na półce pod sufitem zagnieździł się puszczyk

postanowił zabrać ze sobą miotłę i wymieść intruza. Jednak do

zrealizowania tych planów nigdy nie doszło. 

     Rankiem do sypialni Tigera weszła służąca, żeby podać mu

poranną kawę i zaspokoić jego naglącą potrzebę seksu oralnego.

Nie zastawszy swego pana udała się w jego poszukiwaniu do

salonu i tam na sofie odkryła leżący w kałuży krwi zewłok. 

Czym prędzej pobiegła do swej pani i nie kryjąc przerażenia

chciała przekazać jej złowieszczą wiadomość. Ale Lady Debora

dopiero co się obudziła i śmiejąc się wciągnęła dziewczynę do

łóżka, i dopiero po zaspokojeniu swych żądz zapytała z

wyrzutem:

    - A gdzie kawa?  A gdzie śmietanka od mego małżonka? -     

    Dziewczyna opowiedziała jej całą historię. Wpadły w

ponury nastrój i popędziły do salonu. 

    - A co się stało ze sztyletem? - spytała pani, kiedy odzyskała

mowę.    

    - Nie było go tam - odrzekła dziewczyna.

    Ze zdumieniem zauważyły, że nagle ktoś włączył się do

ich rozmowy. 

    - Inspektor Bow.  Czekałem tu na panie przez pół nocy i jestem

trochę zmęczony, więc będę się streszczał. Jak szanowne panie

zapewne słyszały morderca zwykle powraca na miejsce zbrodni. 

A czasem, dla odwrócenia uwagi, pojawia się tam w czyimś 

towarzystwie.  Nie wątpię iż lord Flyingtiger przed śmiercią

sporządził testament. -

    - Melanio, obsłuż pana!  A ja tymczasem zaparzę herbatę. 

Jaki rodzaj seksu pan preferuje, inspektorze? -

    - Chętnie połamię na niej swą laskę - roześmiał się Bow.

    - To jej na pewno dobrze zrobi - zauważyła Debora.  

    Kiedy wróciła do salonu inspektor wydawał się silnie podniecony,

Melania zapadła się pod ziemię, a połamana laska leżała obok

stolika.  Jednak Bow zupełnie zaskoczył panią Flyingtiger.

    - Jeszcze nie poczułem ulgi. Czy mógłbym skończyć całą rzecz

na pani?...Nie chciałbym być w pani skórze, kiedy sąd skaże panią

na stryczek! - uściślił.  

    - Ależ drogi inspektorze, co też panu przychodzi do głowy? -

oponowała podejrzana, co upewniło Blowa, że ta Tiger daje mu

carte blanche.  W trakcie wykonywania służbowych czynności

poraził go jednak udar. 

     Pogrzeb inspektora był okazały, a pastor w kwiecistej mowie

zauważył, że "Jak ryby schwytane są w zdradziecką sieć, tak też

i na człowieka przychodzi kiedyś śmierć. Inspektor Bow oddał

swe życie wiernie trwając na posterunku i wykonując do końca

powierzone mu czynności, a jego miejsce jest w niebie, pośród

aniołów...Być może teraz patrzy stamtąd na nas!" - dodał. 

     Wielebny tak się wzruszył losem Lorda Flyingtigera, czy też

własną mową, że w następną niedzielę przed poranną mszą udał

się na jego grób.

     - Ależ dlaczego panie nie siadają na ławeczce? - zapytał z

troską na widok obu kobiet.       

     - W pewnym wieku kobietę tak strzyka i łamie, że czasami

woli postać - rzekła młodziutka wdowa.

     - Tak nas złoił, że nie mamy na czym usiąść - poskarżyła się

dziewczyna.

     - Melanio, jak się nie wstydzisz! - skarciła ją pani.

     - Nie będę milczeć, kiedy dupa mnie boli! - wrzasnęła służąca.

     - Faktycznie mamy ładną pogodę. Wprawdzie trochę mży,

ale to dobrze dla strączkowych - powiedział z pewnym

zakłopotaniem Wielebny. 


piątek, 24 marca 2017

    

      Legenda jamajska mówi, że Winston Rodney (aka Burning

Spear) jechał na osiołku i podśpiewywał, a Bob (Marley)

usłyszał go i zarekomendował w legendarnym Studio One.

Ale prawdopodobnie to Bob jechał na osiołku (wyznacznik

statusu materialnego), a Spear szedł ścieżką, odganiał insety 

i podśpiewywał, a wtedy Bob go usłyszał i polecił w legendarnym

Studio One. Tak, czy inaczej nagrany tam utwór Burning Speara

"Door Peep" jest prawdziwą perłą roots reggae. A to nagranie z

filmu "Rockers" przyniosło mu sławę w Anglii, gdzie wcześniej

z wielkim powodzeniem koncertował. 

      Sinned O' Connor nagrała tę pieśń po latach w dwóch

wersjach na swym podwójnym CD z muzyką reggae.  Aż pięć

utworów z tego nagrania, w tym tytułowa  pieśń "Throw Down

Your Arms"  oraz pięć dabów, to utwory Burning Speara.   

     Nie przepadam za ostrym, irlandzkim głosem Sinnead, ale

w pieśni te rzeczywiście się wczuła. Ponieważ jednak w trochę dziwny

sposób ukryła nieco jak wiele zawdzięcza swej fascynacji jego utworami, 

niektórzy jej fani wciąż myślą, że to były jej własne utwory.  Dla

prawdziwych fanów roots reggae Sinead jest tylko popową gwiazdką, a

Burning Spear to prawdziwa wielkość. Koncertowali potem razem,

ale Sinnead wydawało się, że to ona jest gwiazdą i kiedy jej idol 

próbował z nią śpiewać swe własne pieśni wymknęło jej się nawet z

ust "co się wp...dalasz!"  To tragicznie smutny brak szacunku dla kogoś

o wiele zdolniejszego i szlachetniejszego, choć być może Spear coś

"zawalił" i nie potrafił śpiewać z nią w harmonii drugim głosem. To

przecież profesjonalistka ;-) Jak się najarał, to musiała mu coś powiedzieć!

Tak więc i do składania hołdów swym mistrzom trzeba czasami trochę

taktu i cierpliwości  - a także być może zwykłej uczciwości...

     Czesław Niemen zapytany kiedyś, dlaczego gra sam, odpowiedział

- ŻEBY UNIKNĄĆ NIESNASEK W ZESPOLE! - ;-)  

 

03:42, nazumi13
Link Komentarze (11) »
środa, 22 marca 2017

 Mitsuko_catlore

 

 

      Mam znajomego, który śmieje się

z moich wpisów o Mistuko.

- Jak człowiek poważny

może pisać o tym, co

robi jego kot?...Że zamknął

kota na balkonie, a potem

zobaczył jego przerażoną

twarz. Albo, że kot przez

cały dzień spał? -

 

Ale, co to są te poważne

zajęcia? W monumentalnym

dziele "Indie i Europa. Próba

porozumienia na gruncie

filozoficznym" najbardziej

zainteresowały mnie

inwektywy, którymi jedni

wielcy filozofowie obrzucali

innych. Z pewną przykrością

myślę o tym, że zacny Autor

tego szlachetnego dzieła,

przez które nie sposób w

całości przebrnąć, dożył

ledwie sześćdziesiątki, a ja

nie poznałem przypisów

do jego życia...Koty 

mają inteligencję

czteroletnich dzieci,

a mądrość tysięcy lat

istnienia gatunku. Czy

to naprawdę mało?

 

W życiu warto się trudzić,

ale również obserwować

i odpoczywać, a chwile

kontemplacji, choć czasem

nie mają w sobie powagi,

tworzą pewien dystans

wobec życia.

 

Wilhelm Halbfass zasługuje

na uznanie i wdzięczność.

W jego dziele są też bardzo

cenne rzeczy, a jego

ostrożność w formułowaniu

sądów zbliża nas do naukowej

prawdy.  Z książki możemy się

dowiedzieć, co starożytni

Grecy wiedzieli o filozofii

indyjskiej, dlaczego

Schopenhauer nazywał siebie

buddystą i jakie przesądy

żywił wobec indyjskiej fiozofii

i kultury Hegel. Autor wątpi też,

czy Nietzsche znał sanskryt ;-) 

 

Książka ta została ogromnie przeceniona

i dzięki temu mogłem ją kupić.

 

 

wtorek, 21 marca 2017

   

      

      To moje ulubione drzewa. Od kilku lat fotografuję je o

różnych porach roku i zawsze odkrywam w nich jakiś nowy

przejaw istnienia. Znam wiele piękniejszych drzew, ale te

rosną w pobliżu mojego domu i widuję je codziennie, a ich

delikatność zastanawia mnie. Jaką historię mi jeszcze

opowiedzą? Jaką muzykę usłyszę? Czym zaskoczy mnie wzór

ich listków i gałązek? Czasem, jak Chińczycy z łodyg krwawnika,

odczytuję w nich przepowiednię. Czy będzie w moim życiu

piękno, radość, miłość?...Ale najczęściej czuję, że drzewa te 

są cząstką nieskończonego świata, którego istnienia często

nie zauważamy.  

topola_edycja_jesie

 

      To zdjęcie zrobiłem ostatniej jesieni. Jest trochę w tonacji blue, bo

to mogła być ostatnia moja jesień. Na szczęście mój stan zdrowia poprawił

się nieco i mam nadzieję, że drzewa będą miały na wiosnę nowe portrety.

Ciesze się, że z moim stanem zdrowia nie jest związany żaden dyskomfort

dla innych - nikt o nim nie wie i dla nikogo nie stanowi on zagrożenia, a

ja sam mam tyle energii, że mógłbym nią ogrzać cały wszechświat, gdyby

oczywiście tego potrzebował ;-)  

 

                   Z wiosennymi życzeniami 

                                                     nazumi13

 

 

    

04:53, nazumi13
Link Komentarze (6) »
niedziela, 19 marca 2017

 Arctic__nie_mj

 

- Jestem tak przerażająco mały - zauważył słoń.

- A ja jestem taka wielka! - powiedziała mrówka -

- W pewnym sensie oboje macie racje. To tylko kwestia odpowiedniej perspektywy -

pocieszałem ich.

    Słoń pokłonił się przede mną,a mrówka oznajmiła, że za chwilę mnie rozdepcze.    

- Kiedy patrzę na te wszystkie galaktyki, to czuję się kosmicznym pyłkiem - wyznała gwiazda.

 

sobota, 18 marca 2017

 beauty_of_birds_pisklaczek

 

      Idąc nocą przez cmentarz wyszliśmy poza świat.

Pan Klein popatrzył na mnie przez mgłę i powiedział:

     - Zobacz Dobrodzieju, jesteśmy w zaświatach!

Czego tu nie ma! -

     - Nie jestem pewien, czy w mroku dobrze widzisz.

Tu nie ma nic.  - odpowiedziałem. 

     - Pokażę ci sztuczkę - rzekł Klein i podrzucił do

góry swój kapelusz.

     Złapałem go, ale nie było w nim królika. Kapelusz

był pusty.

     - I co? - triumfował Klein.

     Przypomniała mi się moja córeczka i zacząłem 

płakać.  A wtedy Klein włożył rękę pod mój płaszcz

i wyciągnął martwą wiewiórkę. Położył ją sobie na

kołnierzu i rozcierał jej zesztywniałe ciałko dopóki

się nie przekonał, że wiewiórka nie ożyje.

     - Tym razem wyjątkowo się nie udało. - zmartwił

się - Ale to jeden taki przypadek na tysiąc! 

     Zamglony księżyc oświetlał bezdroże. Klein

uważał, ze wyszliśmy na wrzosowisko. Ukucnął i

dotykał dłońmi roślin. Chyba zupełnie zwariował... 

 

 

 

piątek, 17 marca 2017

 

 

 

 

                           NIGDY NIE MÓW ZAWSZE

 

 

 

 

 

 


czwartek, 16 marca 2017

 

 

        Zbrodzień to niesłychan,

        Panią zabija pan!

        I grzebie ją w ogródku,

        robiąc to powolutku.

        Zupełnie bez ogródek

        - taki to jest odludek!

        Gawron gdzieniegdzie kracze

        i niuchają chuchacze.    

        Jam marny puch...Poeta

        - cóż, kiedy głowa nie ta!

        Wstępuję wciąż na działo.  

        Nie słyszę by coś się działo.

        Dwieście gram - chyba za mało...

        Pobiegnę do powódki,

        ma powód by napić się wódki.

        Tylko mi szkoda powoda,

        bo jeszcze taka młoda.

        Za dużo pewnie piła

        i pokroiła ją piła. 

        Gdzieś nieopodal Piły...

        Ach wybacz, Boże miły!   

        Rośnij lelyjo wysoko,

        jak gąska leży głęboko...                    

        A może to piła ryba?

        Nie, nie pamiętam już chyba. 

 

 

 


środa, 15 marca 2017

 

                               * * * 

                W odrapanej ciasnej chacie    

                Zestarzałem się i życiem zmęczyłem;

                Chłód tej zimy jest najgorszy

                Z tych co przenikały moje ciało.

                Ospale łykam wodnistą kaszę i czekam

                Aż ta mroźna noc się skończy.

                Czy dotrzymam do nadejścia wiosny?

                Bez sił na to by wyżebrać trochę ryżu

                Jak przetrwam zimowe mrozy?

                Nawet medytowanie nie pomaga;

                Do robienia nie zostało mi nic

                Prócz pisania wierszy

                O zmarłych znajomych.

 

                (Przekład Piotr Madej)

 

     Japończycy uwielbiają buddyjskiego poetę Ryokana,

a Ty, czy pozwoliłabyś mu pisać takie smutne rzeczy?

Ja uważam, że dobrze jest mówić prawdę o opresji,

jaką stwarza czasami życie. Pogoda ducha, w której 

nie ma prawdy, jest jak sztuczny miód. Dlatego piszę

czasami podobnie i jest to doskonały sposób, aby nie

czuć lęku przed własnym smutkiem i stawić mu czoła.

Nie jest to więc żaden defetyzm, o jaki być może mnie

podejrzewasz, droga Czytelniczko :-) 


wtorek, 14 marca 2017

                                    

 

                                     ******************************************************************

                                      Wtajemniczony w misterium

                                      kładę palce na ustach

                                      i odtąd będę milczał jak grób

                                      a ty przybądź tutaj

                                      spij rosę z płatków róży

                                      wykąp w swym moczu liście

                                      i zapoluj na dżdżownice

                                      stara ropucho z oligocenu

                                      bo straszna z ciebie wiedźma

                                      czytasz księgi spisane przed wiekami

                                      atramentem nocy

                                      poznałaś mroczne otchłanie nieba

                                      odbite w kałuży 

                                      i nieskończoną ciszę

                                      międzygwiezdnych przestrzeni

                                      a kiedy zgaśnie iskierka mego życia

                                      posypiesz włosy

                                      popiołem z gwiazd

                                      i wskoczysz na księżyc

topole_i_maszt_wersja_jesienna                                                  (nazumi13)

                                     ******************************************************************

  czarne_topole_maszt                                  

04:04, nazumi13
Link Komentarze (3) »

gesu_zefi__swan

(Autorem tego zdjęcia jest Gezu Zefi)

 

        Chodziłem sobie po plaży i myślałem o tych tysiącach chwil mojego życia,

które gdzieś odpłynęły, gdy nagle ujrzałem łabędzia. Morze było trochę wzburzone,

a moje myśli niespokojne.Kontemplowałem moją samotność.I poczułem, że z mego

życia nie ma żadnego wyjścia, żadnego powrotu do Natury, że realne jest jedynie

unicestwienie. Nikogo nie spotkałem już na tej pustej plaży do końca dnia. Morze

stawało się coraz mroczniejsze, wiatr wiał coraz mocniej, a ptak, którego obraz

nosiłem w sercu, gdzieś zniknął. Moje życie kończyło się. Fala za falą tonęły we

mgle. Nie słyszałem już nic i nic nie widziałem. Aż któraś przykryła mnie całkowicie... 

 

 

00:46, nazumi13
Link Komentarze (16) »
poniedziałek, 13 marca 2017

tort__nie_mj

   Ach te dzieci, zupełnie jak dorośli!

03:29, nazumi13
Link Komentarze (2) »
niedziela, 12 marca 2017

    

      Poeta i mnich Ryokan napisał:

    "Chociaż myślę cały czas

      by o tym nie myśleć,

         myślę o tym cały czas

      i łzy ronię

      na tę myśl"

   

    Często przypomina mi się

    ten wiersz. Jak to? - zapytasz

     może  - Taki szczęśliwy i oświecony, 

     a mimo to nie mógł zapomnieć

     i płakał?...Jesteśmy tylko ludźmi

     i nie musimy udawać, że jesteśmy

     kimś więcej, że wszystko rozumiemy

     i mamy nie wiadomo jaką duchową

     moc...Mądrość to także pokora

     wobec własnych przeżyć, nawet jeśli

     ktoś powie ci, że jesteś słaby.

     Chmury ci tego nie powiedzą,

     wiatr, ani deszcz. Powie to 

     tylko człowiek, który nie poznał

     życia...

 

      nazumi13

sobota, 11 marca 2017

 

     Smutne dni po samobójczej śmierci Przyjaciela

upływają mi na spacerach, słuchaniu muzyki i 

oczekiwaniu na wiosnę. Myślę też o tym, czy było

to nieuniknione.

 

    Poza tym wygłosiłem wykład i poprowadziłem

seminarium, które miały bardzo miły odbiór.

A to zawsze pozytywnie nastraja mnie do

życia...Jednak mimo to ze dwa razy dziennie chce

mi się zapłakać.

   Ale jak tu się ukryć przed spojrzeniem ludzi?

...Raz tylko kiedyś w metrze płakałem jak bóbr, 

ale było to już dość dawno.

  

   Jakieś pół roku temu przyjaciel nagle zniknął

i nie mogłem go odszukać. Teraz dowiedziałem

się różnych rzeczy o ostatnich miesiącach jego

życia, a ktoś powiedział mi, że gdybym przy nim

był, to to by pewnie się nie stało, bo brał przykład

ze mnie i w chwilach rozpaczy przywoływał nadzieję.  

     Nie wiem, czy to prawda, zrobiłem wszystko,

żeby go odnaleźć, ponieważ mam świadomość, że

ludzie często uciekają od tych, którzy potrzebują

ich obecności, wsparcia lub pomocy.

     Normą jest w takiej sytuacji obrażanie się, że ktoś,

kto właśnie tonie, nie przestrzega form zachowania

stosownych w zupełnie innej sytuacji, albo nie wykazuje

dostatecznego optymizmu.  (W pewnej miniaturze coś

takiego wydarzyło się ostatnio na moim blogu po tym,

jak napisałem, że nie wiem, czy będę miał siłę na nim się

wpisywać).

     Zapomina się wtedy chętnie o wspólnie spędzonych

chwilach, czy nawet o zwykłej wdzięczności.  Jednak ja,

w odróżnieniu od mojego młodego przyjaciela, nie czuję

się przerażony tym, że kiedy tonę, zamiast czegoś,

czego mógłbym się uchwycić, podają mi brzytwę.

O wiele lepiej poznałem życie. Poza tym, paradoksalnie

pewien mój pesymizm w ocenie ludzkich zachowań chroni

mnie przed rozczarowaniem i udaje mi się zawsze ocalić

mą ufność. "Trzeba wierzyć w człowieka, koleś!" - mówił

na pewnym filmie aktor, którego lubiłem...

     W ostatnich dniach spotkało mnie też wiele dobrego

ze strony ludzi (także moich znajomych z netu) i chociaż

nikogo nie prosiłem o pomoc, czułem sens bycia tutaj

tak długo, jak długo będzie to możliwe...           

    

    

     

 

    

 

piątek, 10 marca 2017

 

        Już miałem o nim nie pisać, ale zadzwoniła

do mnie Lusia i mówi:

       - Wiesz, Herman nie żyje, nie mogę się pozbierać! -

       - Nie możesz Lusiu, bo jesteś w częściach, morderca

cię rozkawałkował, ale co ma z tym wspólnego Herman? -

       - Otóż to!...Słuchaj, ON TO PRZEWIDZIAŁ! -

       - Ja to też niestety przewidziałem! -

       - Ale ty nie jesteś jasnowidzem! - zauważyła. 

       Lusia powiedziała, że umówi się ze mną na spotkanie.

Czarno to widzę!  Wcale nie jest tak łatwo się pozbierać!  

Już miałem gdzieś pójść, ale Lusia znowu zdzwoniła.

       - Herman powiedział, że jutro umrzesz, miłego dnia! -

       I rozłączyła się!  Dzwonię na grób do Hermana, a ten

mówi, że o niczym nie wie. I że ona nie może się odnaleźć. 

Prawdziwe qui pro quo! 


 

czwartek, 09 marca 2017

 

        Pięć tysięcy lat temu w starożytnym Egipcie

zaczęto czcić pewien gatunek dzikich gęsi. Od

tego czasu wiele wody upłynęło w Nilu, ale ptaki

wciąż wywołują nasz podziw.  Ja opowiem tylko

jedną historię, która wydarzyła się niegdyś w

Indiach.

       Pewien niezbyt bogaty człowiek miał szczęście,

ponieważ poślubił niezwykle piękną dziewczynę

o imieniu Sweta. "Chociaż nie mam pałacu i

niewiele mogę jej dać, ta cudowna dziewczyna

wybrała właśnie mnie. Jestem chyba najszczęśliwszym

z ludzi!" - powtarzał sobie i był z tego bardzo dumny.

Jednak czas upływał, a Sweta nie mogła mieć dzieci.

Zaczęła znikać z domu, a jej małżonek długo się

musiał naszukać nim odnalazł ją na łące lub na

leśnej polanie. A którejś nocy w ogóle jej nie odnalazł. 

      Księżyc był w pełni, kiedy przechodząc obok parku

maharadży zobaczył na srebrnej tafli stawu czarnego 

łabędzia. "A może to maharadża porwał moją żonę?"

myślał i chciał go nawet zabić. Jednak widok tego 

pięknego łabędzia wzruszył go tak, że zapomniał o

nienawiści.

      Minęło dziesięć lat od zaginięcia dziewczyny, gdy

jej mąż, czując, że umiera z tęsknoty za nią, postanowił

zakończyć życie. Przestał przyjmować pokarm i udał się

nad świętą rzekę, żeby dokonać uroczystej ablucji. Ale

nim tam doszedł, spotkał na drodze ślepego niemowę, a

ponieważ ten był głodny i nagi nakarmił go i oddał mu

swe odzienie, a wtedy niemowa odzyskał wzrok i rzekł

- Ponieważ uratowałeś mi życie powiem ci, gdzie jest

twoja małżonka...Widziałem ją jak odleciała na północ

wraz z innymi łabędziami znad jeziora maharadży. Poleć

tam, a na pewno ją odnajdziesz. -

      Jednak mężczyzna nie potrafił latać. Usiadł więc

na brzegu rzeki, objął dłońmi głowę i zapłakał. A łzy 

jego były obfite jak krople deszczu i było ich tak wiele,

że rzeka wezbrała i połączyła się z niebem. A kiedy nie

mógł już płakać, nad wodami ukazała się tęcza, po

której zeszła na ziemię bogini Lakszmi, otoczona rojem

brzęczących pszczół i obdarzyła go słodyczą największego

szczęścia. Ale nie pytaj mnie, na czym ono polegało. Są

takie sprawy na niebie i ziemi, o których poeta milczy.       

      Którejś jesieni Sweta zamarzła, a jej dusza odleciała

do Zachodniego Raju. Ludzie pokazywali sobie na niebie

samotnego czarnego łabędzia.  A potem spadł grad... 

 


 

 

                                      

                                       właściwie nic ciekawego

                                       moja przewodniczka

                                       raczej znudzona

                                       nie ma tu przecież nic

                                       czego już nie widziała          

                                       niewdzięczność

                                       okrucieństwo

                                       zdrada

                                       to rzeczy tak zwykłe i znane

                                       jak kwiaty na wiosnę

                                       i owoc w jesieni

                                       a jakże banalna jest odpłata

                                       jakaś wycieczka Japończyków

                                       mija tych dwoje

                                       grajka Orfeusza i nimfę Eurydykę

                                       śpieszą się

                                       muszą zdążyć obejrzeć

                                       wszystkie zakątki

                                       przepastne czeluście

                                       i miejsca tortur 

                                       oraz sporządzić

                                       stosowną dokumentację

                                       ja nigdzie się nie śpieszę

                                       kontempluję mękę Syzyfa

                                       rozmawiam z duszą Achillesa

                                       jakieś smutne te pola

                                       po których chodzimy

                                       do samolotu jeszcze tylko

                                       trzy godziny

                                       ale trzeba odliczyć czas

                                       na odprawę

 

 

 
1 , 2