Kategorie: Wszystkie | "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę" | ...bez końca | 0 | 100O i jeden Rabinów | A Puszkina też zapuszkują? | A moze to tylko pomieszanie zmyslow | A nie lepiej być purystą? | Aaaaaaaaaaaaaa...aalfabeta | Ach, gdzież jest litość lub wspolczucia pozór? | Ach, gdzież jest litość lub współczucia pozór? | Adam Mic - Kiewicz | Adaś i Ewka | Aforystyka | Amerykański sen | Autopsychoterapia | Bez sensu to to! | Bez szaleństwa... | Bezmyślne okrucieństwo | Bezradność | Biedna Szymborska | Biedny Kapturek! | Bliźni miłości | Bliźniego miłość... | Blondyn | Blue Bossa | Bojaźń i drżenie | Bratnie dusze | Bruner, ty świnio! | Buddyzm w życiu codziennym | Bóg mi poskapił tej anielskiej miary... | Bóg mi poskąpił tej anielskiej miary... | Bójstwo samo | Caritas | Chiziofrenia | Choroba na śmierć | Chwila ułudy | Chwila wytchnienia | Chłodne upojenie | Cierpienia i radości | Cierpienie i radość | Cleen feed | Cnota niedoli | Co slina na język przyniosła | Co tam panie w polityce? | Co w niebie piszczy | Co ślina na język przyniosła? | Corrida | Coś dla duszy... | Coś tak wulgarnego | Cudotwórstwo | Czarna Perła Tao | Czarny tulipan skrzyżowany z czarna różą | Czarny tulipan skrzyżowany z czarną różą | Czary Mary | Czego nie przysięgał Hipokrates? | Człowiek nie jest rzeczą | Człowiek to brzmi dumnie, ale nie u mnie | Często chowa | Częstochowskie rymy | Deficyt aniołów | Delightful! | Demokratyczne wybory w Oczodołach | Diabłoterapia | Dla wszystkich i dla nikogo | Dnieje | Do samego siebie | Dodatek | Dowcipas dnia | Duma narodowa | Dusze drzew | Dyskretna mgiełka autoironii | Dzielność | Dziki kapitalizm | Dzisiejsza młodzież | Dzisiejsza młodzież nosi ładną odzież | Egzystencjalizm jest chumanizmem | Ekonomia zbawienia | Elegancja Francja | Elegijnie | English gentelman | English gentleman | Epicurus | Ewa tylko ziewa | Falochron | Female | Filozofia bez uczoności | Forever Loving Jah | Gadu, gadu | Gadu, gadu, trochę więcej jadu | Gal Anonim | Gaz dla pedałów | Gaz dla pedałów, młot dla sierpów | Gdy rozum śpi... | Gendarme | Genek, gienialny gieniusz | Geno Typ | Gorący uczynek | Grabarz | Grabarz nonsensu | Gry i zabawy literackie | Głupota przysłowiem narodów | Głębie i tajnie Podświadomego | HIstoria nauczycielką bicia | Herbatka zen | Homo economicus | Homo sapiens czy Homo politicus | Humor absurdalny | Humor nieco absurdalny | Humor, satyra, panie... | I rekiny w oceani mają zębów cały rząd | I rekiny w oceanie mają zębów cały rząd | Indie Wschodnie i Zachodnie | Industrial | Istnieje również wrodzony brak poczucia humoru | Ja tam bynajmniej nie wiem | Jak długo będę jeszcze żył? | Jak uprawiać agresywne dziennikarstwo? Poradnik dla początkujących | Jakże cżęsto powtarza się ta historia | Jakże trudno czasami coś sklecić! | Jan i Małgorzata | Jan z Czarnolasu | Jesienna muzyka | Jeszcze smutniej! | Jeździec Apokalipsy | Językologia | Kaczuszki mandarynki | Karawana idzie dalej | Katedra Adamowego Żebra | Kawa z Kafką | Każdemu według naszych chęci | Każdemu według potrzeb | Każdemu, o czym tylko zamarzy | Kiciuś Miciuś! | Kicuś Micuś! | Kiedy człowiek staje się bestią | Kiedy owce nie milczą | Kij w mrowisku | Kniaź Wiktor | Kochani ludożercy | Kolacja Pani Sowy | Kometa tylko głownia nie ta | Konkwista | Koryfeusz nauki, milośnik sztuki | Koty i inne zwierzęta | Koty, głupoty, palikoty | Kości rzucone są | Kość słoniowa | Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatni | Kto pisze teraz historię? | Kuchnia szamańska | Kwiatki Św. Franciszka | Kwiatostan śmierci | Kwitnienie kultury | Kwitnąca wiśnia | La colombina i ciche ukojenie | Lekarzu - lecz się sam! | Lenin wiecznie żywy | Leśmianiada | Lichwiarstwo polskie | Liryki i prztyki | Logika dziejów | Londyńska mgła niepamięci | Londyńskie przygody | Los ofiary | Los puka do moich drzwi | Lotosowy wpis | Ludzie ludziom... | Lunatyzm | Lęk społeczny | Made in Japan | Maligna | Marność nad marnościami | Marność nad marnościami. Rekoleksje Wielkopiątkowe | Marzenia senne | Marzeniologia stosowana | Maszkary i senne dziwadła | Maszkary i senne widziadła odbite w lustrze | Mała czarna z Kafką | Medycyna naturalna | Meine Liebe Augustin! | Melancholia | Melancholia stosowana | Memorabilia | Meszreiw | Meteo | Mgiełka autoironii | Mglisty dzień. Mgła | Mikołak | Mistrz i Małgorzatka | Mistycyzm lunarny | Mistyka i miłość | Mitologia osobista | Mitologia świata | Miłość | Miłość bliźniego | Miłość nie zawsze szczęśliwa | Miś Uszatek | Moc rytuałów | Monada nie ma okien | Mowa potoczna | Mowa ptaków | Mowa serca | Moze ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może ktoś się ucieszy? | Może ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może to trochę zbyt uszczypliwe | Musicology | Muza lekkich obyczjów | Muzyka przywraca ład serca | Myszoterapia dr Nezumi | Myśli prostego człowieka | Mądrość Natury | Mądrość jak z gazety | Mądrość narodów | Młot na faryzeuszy i hipokrytów | Męstwo bycia | Mówił sen do snu | NIe ma na świecie dwóch takich samych liści, ni kropel deszczu | Na jawie (lecz to, co niejawne pozstaje) | Na stos rzuciliśmy szcześcia los | Na stos rzuciliśmy szczęścia los | Na szczytach hipokryzji | Na zdrowie! | Nad piekną rzeką | Najokrutniejsze zwierzę | Najsłodsza tajemnica | Narastająca senność | Nic dzisiaj ciekawego nie napisałem | Nicość | Nie am dwóch takich samych liści, ni kropel wody | Nie bój się - najwyżej cię rozstrzelają! | Nie czas żałować burz, gdy płoną oczy | Nie czas żąłować burz, gdy płoną oczy | Nie każde szczere złoto jest szczerozłote | Nie ma na świecie dwóch takich samych liści ani kropel wody | Nie ma na świecie dwóćh atkich samych liści lub kropel deszczu | Nie ma takiego smutnego, co by na wesołe nie wyszło | Nie ma zazdrości bez miłości | Nie oddamy nawet guzika | Nie tylko dzielenie włosa na czworo | Nie wiem, ja w ogóle nie myślę | Nie zabijaj! | Nie zabijajcie drzew! | Nie zawsze urocza dzecinada | Niebiańskie szczyty głupoty | Niech pani będzie dzielna! | Niech zapłaczą na moim pogrzebie | Nieco drapieżny wpis | Niekoniecznie ptasi móżdżek | Nienawiść bliźniego | Nieosobiście | Nieprzesłane przesłanie | Niestworzone rzeczy | Nieszkodliwe głupotki | Niewczesna melancholia melomana | Niewczesne rozważania | Niewielka profanacja | Niewielkie przekłamanie | Niskolotnie | No No! Teatr No | No comments! | No no! | Nowa poezja lingwistyczna | Nędzne kabareciarstwo | O Leonardo, po cóż się tak trudzisz? | O dzieleniu włosa na czworo, czyli metodzie scholastycznej | O dzieleniu włosa na czworo, czyli o metodzie scholastycznej | Obciachy | Obscenia i parafrenalia | Obsesja dobrego biustu | Ojej! | Oko w oko z zębem mądrości | Okropieństwa | Okruchy odgrzebane z lawy | Okruchy życia wygrzebane zlawy | Okruchy życia wygrzebane z lawy | Okrutna losu ironia | Orientuj się na orient | Owczarek | Owczarki afgańskie | Owocożerni | PL jak piekło | PO PiS | POeci wszystkich krajów dzielcie się | Pan Tadeusz | Panie pośle, po chrześcijańsku panu wybaczam | Pańska satyra polityczna jest niegramatyczna | Pendant do pewnego przypisu | Perlikowski | Pewna elastyczność zasad | Pewne jak w banku | Piorunujący piorun! | Po owocach poznacie ich! | Po upadku | Pobożne życzenia | Podpatrywanie Natury | Podroby i inne podróbki | Pokolenie Kainowe | Pokorne ciele | Pokorne cielę | Pokusa | Polak potrafi | Polak potrafi! | Politolog i Politowska | Politycznie niepoprawne! | Polonica | Polonika rycerskie | Polucje i ablucje | Pomarańcze i mandarynki | Pomarznąć dobra rzecz | Pomarznąć dobra rzecz! | Pomoc psychologiczna | Poranna kawka z Kafką | Porąbane marzenia | Potężne i głębokie warstwy pierwotnego mitu | Powieść brukowa | Powszechna życzliwość | Powtórka z cynizmu | Poznaj samego siebie | Prawda | Prawda jest jedna i piękna, ale złożona | Prawda popłaca | Prawdziwa metropolia | Prawi i sprawiedliwi | Prawiezmartwychpowstanie | Prawiezmarwtychpowstanie | Prognoza pogody | Pruski smutek | Przecież cię zjem! | Przedagonalny polski agon | Przegląd sportowy | Przeinaczenia | Przez pychę do pokory | Przeżyjesz to, a pote już tylko grób | Przeżyjesz to, a potem już tylko grób! | Przminęło z wiatrem | Prztyczek | Psiapowiednia Majów | Psubrat | Pustka | Pytanie dość retoryczne | Raczej to nie będzie hit | Radosne gonitwy śnieżnych tygrysów | Radość wędrowania | Rejterada Rejtana | Religie nauczą cie pokory | Res Sacra Pecunia | Romans z pop kulturą | Roots, Rock, Reggae | Rozkosze reinkarnacji | Rozmowa nie na telefon | Rozpacz | Rozpacz na wieki wieków | Rozpacz, która podpełza pod gardło | Ruch i świeże powietrze... | Rybołówstwo cudzołożnika | Rycerz pokalany | Samokrytyka | Samotność egzystencjalna | Sekrety pewnego domu handlowego | Seraphic Flames and Heavenly Love | Siedź na dupie i potakuj! | Somatyka | Somatyka logiczna | Spełniona przepowiednia | Spleśniały ser | Sponsorem tej opowieści jest wydawnictwo Błękitny Wieloryb | Sport to zdrowie | Spowiedź morskiego wilka | Stary Sącz i Nowy Sącz | Stary mafioso | Stołeczne stołki | Stratyfikacja społeczna | Suma sumarum | Sumienie rachunku | Sweet Music and Poetry | Sygnały podprogowe | Szalchetne zdrowie | Szczęśliwa pomyłka | Szekspir do żadnej nie należy epoki | Szkarady | Szlachetna gravitas | Szlachetne zdrowie | Słodycze grafomanii | Słówka | Słówko do słówka, a uzbiera się sówka | Tadeusz Bój Jeleński | Taia chińska podróbka | Takie będą rzeczpospolite jakie tego blogu chowanie | Takie tam, pierdoły | Talking Heads | Tania chińska podróbka | Tatiana | Teorie świata nauki | Terapeutyczie | Terapeutycznie | Thames | The Doors. Uchylone drzwi | The Lion cub | The fruit of beauty and despair | To na pewno nie Lec | To nie żadna filozofia | Tragiczne pożegnania | Transformacja duchowa | Trudna sztuka dialogu | Trudno czasmi coś sklecić | Trzylogia | Trója z polskiego | Twarda rzeczywistość | Ty mi tutaj nie filozuj | Tygrysologia stosowana | Tysiac i jeden ptaków | Tysiąc i jeden kotów | Tysiąc i jeden ptaków | Tysiąc różowych kroliczków | Tęsknica | Tęsknota duchowa | Ubekistan | Ucone księgi | Uczeni ludożercy | Uderzenia losu | Uduchowienie | Umrzeć z miłości | Upadek Pierwszego Człowieka | Uroczy wegetarianin | Uszczelnienie systemu podatkowego | Utrata uzębienia | W czym mogę panu pomóc? | Wciąz powtarza się ta sama historia | Wciąż powtarza się ta sama historia | Wdzieczna muzyka przywraca ład serca | Wesola grafomania z morałem | Wiecej broi dla szaleńców w Teksasie | Wieczne powroty | Wiedza radosna | Wielka wygrana | Wielomówstwo, czyli plaga opowiadania | Wierzba płacząca | Wiosny i jesienie | Witch | Więcej broni dla szaleńców w Teksasie | Wojna totalna | Wpis o kształcie piramidy | Wprowadzenie do kruczków prawnych | Wrzucam wszystko do kosza | Wrzątek | Wspomneinei pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Współczesny filister | Wszystkie rybki | Wszystko na A | Wszystko na sprzedarz | Wszystko na sprzedaż | Wygrana | Węzłowato | Wólka Węglowa | Xin Lu, typowa brunetka o granatowych oczach | Z Nietzschego nic nie powstaje | Z księgi wulgaryzmów | Z rupieciarni myśli | Zaczarowany świat zen | Zanim mnie wrzucą do dołu | Zapowiedź Apokalipsy | Zaraz wracam! | Zasada domniemanej winy | Zaskroniec | Zastał Polskę drewnianą... | Zatrzaśnięte drzwi | Zbaw mie Buddo Amido | Zbaw mnie, Buddo Amido | Zdrowy egoizm | Zegar dziejów | Zestrzelenie księżyca | Zginął z rąk słabej kobiety | Zima się nas nie ima | Zjawiskowe | Znak jaskółki | Zrozumieć wartość tego, co nieużyteczne | Zuch zawsze ochoczy! | Zwierzęta pod postacią ludzi | Zwyciestwo konsumpcjonizmu | Ząb mądrości | ie zabijajcie drzew! | ieosobiście | kosmos | Łagodne prawo, ale prawo | Łagodność tygrysa | Śmiechotki, chichotki | Śmiertelna powaga | Śmierć | Światełko w mroku | Świętość, wziętość, nadętość | Życie jest tragiczne | Życie samo | Życzliwe spojrzenia na całość ogródka | Żyć, nie umierać
RSS
czwartek, 31 marca 2016

                 

                

                   "Ja wieczorem już o jedenastej padam ze zmęczenia,

             ale kładę się spać o jedenastej rano i to tylko na chwilę...

             Słucham ostatnio trochę Liszta. Nigdy nie lubiłem Liszta,

             ale kilka płyt jednak mam. Stały mi się ostatnio bardzo

             potrzebne. I jego styl fantastyczny nagle poczułem jako

             trochę bliski sobie. Jego późne utwory są często nadzwyczaj

             ponure - hałaśliwe jak taniec śmierci, albo ciche, jak

             krypta grobowa.

                   U Chopina jest cudowna poezja, ale ten późny Liszt

             zupełnie mnie zaskoczył!  Może to jakieś przeczucie?

 

            __________________________________________________

                   Osoba ta napisała mi w mailu, że czuje zmęczenie

           wiosenne...W stwierdzeniu, że nigdy nie lubiłem Liszta jest 

           jednak trochę przesady. Volume 3 "The Complete Music for

          Solo Piano" (zawiera między innymi jego tematy bachowskie)

          Leslie Howarda zawsze robił na mnie spore wrażenie, podobnie

          jak jego transkrypcje schubertowskie i znane nagrania Richtera,

          Brendla, Hamelina, Zimermana. A kiedy w Łazienkach pojawiło się

         popiersie Liszta, zrobiłem sobie z nim dość zabawne zdjęcie...

         Wczoraj jednak nagranie Brendla wariacji na temat chorału Bacha

         "Weinen, klagen, sorgen, sagen" dosłownie wgniotło mnie w fotel.

         Tak, jak w młodości "Totentanz" z Brendlem i Haitinkiem.

                Haitinka nie lubię, jednak Brendla zawsze kochałem, ale

          nie za te akurat nagrania (raczej za Schuberta i Beethovena).

          Ale kochałem go także dlatego, że mieszkał w Londynie (w którym

          spędziłem cząstkę swego życia), nosił podobne marynarki jak ja

          (ktoś mi je kupował w second handzie), ma poczucie humoru

          rozładowujące wszelki nadmierny patos i jak na wybitnego i

          podziwianego artystę jest człowiekiem skromnym. Miałem

          szczęście widzieć kilka jego koncertów (w tym dwa pożegnalne

          w Warszawie)...Richter był chyba największym "geniuszem

          fortepianu", ale też słuchałem w jego wykonaniu raczej utworów

          innych kompozytorów (wyjątkiem był koncert fortepianowy Liszta).   

               Do pewnych nastrojów, czy rzeczy, człowiek chyba stopniowo

          dojrzewa, chociaż bywa też, że kurczy się wewnętrznie i zatraca

          poczucie tego, co było mu kiedyś bliskie. Przez słuchanie pięknej

          muzyki nie można się dowartościować - to tak, jakby ktoś wspinał

          się na palce, chcąc wydawać się kimś większym niż jest! - ale można

          czasami odkryć w sobie coś, czego istnienia nie byliśmy świadomi. 

          Muzyka wzbogaca nas lub ukazuje jakąś drogę...Cieszę się, że

          spotkałem na niej w końcu tego Jegomościa, którego wirtuozeria,

          efekciarstwo i sztuczność zbyt obfitej często twórczości, w której

          sporo jest rzeczy miernych, przez lata mnie drażniły, chociaż

          jednocześnie, z drugiej strony, wyczuwałem w niej prawdziwą, trudną

          czasami i delikatną, pełną czystości sztukę.  I chociaż jego styl

          nadal uważam za fantastyczny i mniej naturalny od stylu największych

          utworów Chopina, to są w jego utworach także chwile cudownego

          skupienia i realizmu przeżyć. Jak choćby w tym, granym tu przez

          Richtera.                           

środa, 30 marca 2016

                                             

           

 

                        w rozbitej świątyni

                         twego serca

                         iguanodon

                         uderza głową w gong

                         dżungla wdarła się już

                         w korytarze

                         a w miejscu

                         gdzie kiedyś złociło się słońce

                         małpa bawi się w czerni

                         umarłą lalką bez oczu

                         miłość zarosła ciszą

                         i tylko święty wąż

                         wciąż nie śpi

 

--------------------------------------------------------------------------------------

______________________________________________________

      "Ancient Sun" to piękna płyta zespołu Inkuyo. Niestety

"Sol De Primvera", "Llanuras" , "Rumbo Al Socavon" i inne

utwory, które najbardziej z niej lubię, są niedostępne. 

Jest za to złota maska Inków na okładce.

wtorek, 29 marca 2016

Jędza jazgotliwie judzi.  Jemu jednak jakoś jedynemu jaśnieje jego jałowa jawa...

Jowialny jasnowidz?  "Jestem jakimś jegomościem, jeżeli jeszcze jeże jednomyślnie

jedzą jabłka!" - jęczy.

 

     

  

poniedziałek, 28 marca 2016

                          

                 

                  Ej, SERCE! Rozjątrzoną krwawiące raną,

                  Serce raz wraz miotane losów odmianą!

                  Ej, duszo, przecóżeś weszła w to moje ciało,

                  Skoro ci w końcu z niego iść pisano?

                 

                  ("Rubajaty", przekład z perskiego A. Gawroński),

 

                  Omar Chajjam znów wypowiedział dzisiaj to, co od dawna czuję. 

 

                 

                  

                    A może i tę muzykę ktoś czuje?...Autorem utworu "Ptaki" jest

               poeta M. Azad..."Endless Vision. Persian and Armenian Song"

               płyta, z której ten utwór pochodzi, to jedno z moich ulubionych

               nagrań z muzyką źródeł. Zostało ono zrealizowane podczas

               koncertu, jaki odbył się przed pałacem Niavaran w Teheranie w

               2003 roku. W nagraniu tym uczestniczą m.in. legendarny ormiański

               mistrz Divjan Gasparyan oraz grający na lutni shurangiz irański

               wirtuoz Hossein Alizadeh.    

                   A oto, jak wygląda tekst tej pięknej i melancholijnej pieśni w

               przekładzie angielskim  (zachowuję jej oryginalny układ):

               

             Birds

                     soar high into the air

                                    looking after the winds

              Buds

                    keep dreaming of clear waters

              Earth remains uncovered

                          and gardens full of ilusions

                                              Back to me comes your graciousness

                                                                                 more generous than the sun

             ____________________________________________________________   

             Kiedyś miałem wielką przyjemność rozmawiania o moje fascynacji

muzyką perską z mieszkającą w Polsce studentką z Iranu, która słuchała

mojego wykładu w Instytucie Orientalistycznym.  Okazało się, że też kocha

tę piękną muzykę i nawet ją tańczy w jakimś zespole. Z pewnością muzyka

ta była jej nawet bliższa niż mnie, ale rozmowa trwała długo i wszyscy już

zdążyli dawno pójść do domu.   

             Wolność ptasia, miłość, to najpiękniejsze rzeczy, jakie niesie ze

sobą życie, choć miłość pozostawia po sobie czasami krwawiącą ranę. Kto

nie chciałby się wznieść pod niebo jak ptak?  Kto nie chciałby mieć przy sobie

kochającego serca?

             A jednak w prozaicznym języku współczesnej kultury Zachodu

słowo miłość nie oznacza już spełnienia marzeń, a jedynie opartą

na fizjologii "chemię" (której Przewodniczący Trybunału Konstytucyjnego i

Prezes Kaczyński podobno wobec siebie nie czują).

             Dlatego miłość tak rozumiana trwa jedynie 18 miesięcy (bo potem

chemia przestaje działać, a hormony buzować), a potem często przeradza się

w zobojętnienie lub nienawiść.  Zamiast o czułości i wierności, o tęsknocie

i odpowiedzialności, w tym pragmatycznym i ubogim, pseudonaukowym

języku, mówi się o potrzebie "budowania relacji z nowym, bardziej

wartościowym partnerem."   

     Zgodnie z takim punktem widzenia, czy raczej zaślepienia, nie

szuka się już w partnerze przyjaciela, ale relacji do pewnego

stopnia biznesowej. Tragiczna bywa czasem w skutkach obłuda

przeróżnych coachów, którzy przekonują, że bardziej opłaca się

kochać tych, którzy nas nie kochają lub miłość jedynie udają.

Ponad dwa tysiące lat temu Sokrates ukazał w sposób sugestywny

negatywne skutki przyjmowania tego poglądu dla rozwoju

osobowości (wszystko, co najcenniejsze w życiu zawdzięczamy w

jakimś stopniu duchowemu upojeniu, a nie opartej na wyrachowaniu

trzeźwości), ale kto słucha teraz mądrych ludzi?

 

 

niedziela, 27 marca 2016

 

 

    ...Chciałbym czasami wiedzieć, co czują

i o czym mówią ptaki i drzewa. Istnieje muzyka,

dla której szum drzew i śpiew ptaków nie

jest tajemnicą. A mistycy i mędrcy, widzący

i przepowiadacze przyszłości, są z drzewami i

z pierzastymi istotami w bliskim kontakcie,

znają ich sekretny język i potrafią się z nimi

porozumiewać.

     Chwytają w lot marzenie lecącego żurawia,

a kiedy lelek woła swoje le le, wiedzą czyja

dusza opuści ten świat.  Milkliwe cyprysy

i płaczące wierzby są wobec nich równie skłonne

do zwierzeń.  Szemrzące źródła tonące w oparach

wieczornej mgły również opowiadają im swe

historie. Kiedyś Salomon, syn Dawida, opowiedział 

mi jedną z nich. Jeśli dobrze pamiętam, brzmi ona tak:

     "Było to w dawnych czasach mojego dzieciństwa.

Spiżarnia mojej ciotki, w której domu się

wychowywałem, była już tak pusta, że nikt nie chciał

wrzucić do herbaty ostatniej kostki cukru. Każdy

chciał ją odstąpić temu, kto bardziej na nią zasługiwał,

aż w końcu zjadły ją myszy.

    Któregoś jesiennego dnia, a było to tuż przed samym

wieczorem, wybiegłem na podwórko i słuchałem jak krople

deszczu dudnią w rynnie.  W tym czasie już się przejaśniło

i deszcz przestał padać. Nagle jedna kropla zawiesiła się u

końca rynny i nie chciała już opaść.  Była czysta jak łza i

bardzo smutna. "Widziałam, jak Kain zabił Abla"- powiedziała.

Byłem jeszcze za mały, żeby wiedzieć o czym mówi i

zadawałem jej różne niepotrzebne pytania. Gdzie to się

wydarzyło? W jaki sposób zabił?  I czy cieszył się z tego?

     Kropla zwierzyła mi się, że była pierwotnie czysta jak

kryniczne źródło, z którego pochodzi. Ale potem stała się

częścią chmury i zmętniała upadając na pole. Zrobiło się

chłodno i musiałem już iść...Niedługo po tej rozmowie

wybuchła wojna. 

     Pamiętaj, że opowieści, z których składa się nasze życie,

bywają różne - czasem są radosne i pełne zachwytu, jak

słowa pieśni: "Zaklinam was, córki jeruzalemskie, na gazele

i łanie polne, nie wyrywajcie ze snu, nie budźcie ukochanej,

aż sama zapragnie".  Ale zdarza się, że są smutne jak słowa

trenu: "Oddaliłeś moją duszę od pokoju, zapomniałem, czym

jest szczęście." W chwilach mroku, pomyśl o jasnym dniu,

który przywróci ci utraconą nadzieję, a pławiąc się w słońcu

o zmierzchach, których nadejdzie wiele."

     "Spójrz na niebo!" - powiedziało kiedyś do mnie bezlistne

drzewo - "Czy nie wypatrujesz pośród chmur twarzy aniołów

albo zwierząt pasących się na łące? Twoje oczy widzą tam to,

co jest w twoim sercu...Ale, czy nie widzisz tam też czasami

wykrzywionych nienawistnym grymasem twarzy straszliwych

demonów? Nie pozwól im zajrzeć w twe serce!"

sobota, 26 marca 2016

      

   ...Słuchałem szlachetnej muzyki lutniowej i na violę da gamba solo

(odnaleziono bowiem uznane za zaginione fantazje Telemanna na ten

instrument),  a także utworów Wenzela Ludwiga Eldera von Radolta

(z 1701 r).  Jego Symphonia g-moll i Concerto c-moll to utwory bardzo

piękne i głęboko melancholijne i poruszające, choć do niedawna

zapomniane.  Tak bardzo melancholijne, że o jednym z nich skrzypek

Gunar Letzbor powiedział, że nigdy nie grał czegoś równie smutnego.

Bardzo ciekawa jest historia poznawczej pasji wykonawców tej muzyki.

Mimo poszukiwań w archiwach i bibliotekach nie udało im się odnaleźć

partii skrzypcowej tych utworów, i lutnista zespołu Letzbora przez cały

rok zajęty był ich rekonstrukcją, a kiedy to już nastąpiło...odnalazł się

zaginiony zapis nutowy i wyobraźnia musiała ustąpić wiedzy. Jego frustracja z

tego powodu bardzo szybo ustąpiła jednak miejsca radości z owego

nieoczekiwanego odkrycia. Wykonawcy muzyki dawnej są czasami archeologami

albo poszukiwaczami skarbów, a ich sztuka wymaga nie tylko wyobraźni, ale i

muzykologicznej wiedzy...

      Słuchałem też oczywiście centralnego fragmentu Pasji Mateuszowej

Bacha, zaczynającego się od dramatycznej sceny, w której tłum domaga się

uwolnienia Barabasza - sercem tego fragmentu jest ta właśnie cudownie

piękna aria, ale słuchałem jej w innym wykonaniu niż to, które zamieszczam.

Nie ma to jednak większego znaczenia, bo i to wykonanie "geniusza

interpretacyjnego" (jak go ktoś nazwał) Johna Eliota Gardinera jest bardzo

udane...Nie podobał mi się wczorajszy wpis Jana Turnaua w GW, że luteranie

"chcą przeżywać" Wielki Piątek jako najważniejszy dzień w roku liturgicznym.

Osobiście nie widzę w tym niczego arbitralnego, a radość ze Zmartwychwstania

nie może przesłaniać ludzkiej tragedii Jezusa, który "spoczął w ramionach śmierci."

 

czwartek, 24 marca 2016

       

 

      

         ŻYCIE...CHWILA W OCEANIE, ALE I OCEAN W CHWILI

        

 

         kropla w morzu, ale i morze całe w kropli

 

         ---------------------------------------------------------

         O mądrym człowieku i cudownym muzyku, jakim był

         Ali Akbar Khan, kilka już razy tutaj pisałem, podobnie

         jak o jego "Ogrodzie marzeń" (Garden of Dreams)

         i o pięknej indyjskiej lutni (sarod), na której grał.  

         A oto jedna z trzech najpiękniejszych rag z tej płyty

         i moja ulubiona. Raga, na której oparty jest utwór

         Mistrza nazywana jest czasami królową wszystkich

         rag - jest bowiem dostojna i piękna. Skomponowana

         została prawdopodobnie w XVI wieku. Cudownie

         kontemplacyjna jest jej pierwsza, powolna część (alap),

         w której sarodowi towarzyszy gitara. Druga, rytmiczna

         jej część ma bogate brzmienie, a puls utrzymuje w niej

         tabla...Jeśli chcesz posłuchać innej pięknej wersji tej

         ragi, ale wersji elektronicznie przetworzonej, to znajdziesz

         ją na CD Hectora Zazou "In The House of Mirrors"

         z dopiskiem "with soul without rules." Duszą tego nagrania

         jest interpretacja Ronu Majumdara (bansuri), muzyka

         indyjskiego znanego z wielu nagrań world of music.

         Majumdar przeszedł oczywiście klasyczny trening i

         nagrał sporo płyt z klasyczną muzyką indyjską, ale

         brzmienie jego fletu jest tak rozpoznawalne, że wielu

         wykonawców posługuje się nim dla nadania swym

         interpretacjom większej szlachetności, jak np. śpiewająca

         ladino Mor Karbasi na swej pięknej płycie "The Beauty and

         The Sea." 

        

         W tym utworze też słyszymy Ronu, ale najpiękniej jego flet

        brzmi w piosence "Nuestros Amores."

 

środa, 23 marca 2016

      Prezydent Obama przybył na Kubę, a polski korespondent GW odnotowuje

symptomy powracającej tu normalności. "Barack Obama po ponad 50 latach

kończy izolację Kuby. Na wyspę przyjechała z nim świta biznesmenów i

senatorów...Jest dużo więcej turystów, prostytutek i alfonsów."

     Oto jak wygląda świat z neoliberalnej perspektywy ;-)

wtorek, 22 marca 2016

       To, jak łagodne może być czasami reggae, ilustrowałem

niedawno, dając przykład piosenki i płyty Ijahmana Levy

("Haile I Hymn"). Ale wspominałem też tu o płycie Bima Shermana

"Miracle", z której pochodzi ta pełna słodyczy piosenka. Płyta ta

to piękne połączenie muzyki reggae z brzmieniem muzyki hinduskiej.

I podobnie jak "Haile I Hymn" jest jedyna w swoim rodzaju. Bim Sherman

jest cenionym wykonawcą reggae, ale żadna jego płyta nie ma już

tego niepowtarzalnego klimatu. Dzisiaj tylko ta piosenka. Wczoraj

było krótka opowieść, a przedwczoraj utwór liryczny Nezumiego. 

I nikt nie wie, co będzie jutro, o ile tylko Nezumi wyrwie się ze

szponów śmierci, a liczne zajęcia pozostawią mu czas na wpis. 

Ale warto czasami posłuchać i takiej muzyki, dzięki której lepiej

rozumiemy, a raczej czujemy sens słowa melos.

poniedziałek, 21 marca 2016

     

       Słońce trochę już się zaróżowiło i wybierało się

pewnie spać, ale w różanej alejce wciąż spacerowały

jakieś ludziki.

      - Nasza trucicielka ma poczucie muchomoru, choć

można się czasami na nim zawieść sromotnie - powiedziała

Pani Nornica pokazując dziwną roślinę przypominającą

kształtem grzyby.

      Do tego wypełnionego konwersacją roślinnego salonu

wbiegła nagle dziewczynka o jasnych włosach zaplecionych

w długie warkocze. Od pewnego czasu już podglądała

spacerujących. 

     - Mam pieska! - zawołała ściskając w dłoni zabawkę.

     - Jak się nazywa? Może Rex? - spyta Nornica. 

     - To jest kot, bo piesek miałby kokardę - oznajmiła

dziewczynka.  

     - A ty jak masz na imię?

     - Greta!

     - Ach, jakie prześliczne imię! ...A pan już nas opuszcza?

     - Niestety! - odrzekł Filozof - Zmierzcha. Mam sprawy

nie cierpiące zwłoki.

     - W takim razie Greto, powiedz panu do widzenia!

     - Do widzenia!  - powiedziała Greta.   

     - No i zrobiło się się całkiem ciemno, odkąd nas opuścił -

westchnęła Pani Nornica. Zamyśliła się. "Siedzę tutaj w

tej norze - bo jak inaczej nazwać tę opuszczoną przez

wszystkich pałacową ruinę? - a życie bezpowrotnie mija, jak

dzień, który właśnie odszedł...I jak On. Był taki jasny!"

     - Zaraz, zaraz!...Co on powiedział? Że z Włochów lubi tylko

Langustiego i Lagunę? Dziwny trochę gust, nie uważasz?

     - A z drzew wyniosłe topole...I że muzyka, którą odegrano

w amfiteatrze  e w o k u j e  atmosferę wieczoru - zauważyła

hrabina Pigwa de Pina - Przesadza! 

     - Nie zgadzam się z tobą, droga Pindo - rzekła Nornica

- Znać, że jesteś tylko pospolitą szarą myszką pozbawioną

niezbędnej edukacji i szlachetności serca. Nie jesteś nawet

smużką, ani tym bardziej łasiczką!  Tak, właśnie...ewokuje! 

To doskonałe słowo! Ale ty tego nigdy nie zrozumiesz!

     - Ja się tam na tym nie wyznaję!  Prosta ze mnie kobiecina,

Nornico...ALE GDZIE JEST GRETA?

     Spacer dobiegał już pięknego końca, jednak Zeus

postanowił zamienić go obu niewiastom w udrękę gorączkowego

poszukiwania we mgle małej, niewinnej istoty. 

    - Może zobaczyła jakiegoś jeża, kunę albo wiewiórkę? -

niepokoiła się hrabina. 

     Różne rzeczy mogły się wydarzyć. Kobiety odchodziły

od zmysłów.  Być może ciałko Grety leży teraz w jakimś

wilczym dole, podczas gdy jej dusza wędruje rozmarzona

po niebiańskich łąkach...Ale może dziewczynka wróciła

jednak do swej mamy? Wyglądało na to, że jest trochę samotna

i potrzebuje towarzystwa...A co, jeśli spotkała dusiciela albo

nożownika, albo nadepnęła na jakiegoś węża, jak niegdyś

nimfa Eurydyka?

    Mimo długich poszukiwań Nornica i Hrabina odnalazły tylko

w zaroślach porzuconego pieska albo kota. Był cały mokry od

rosy i miał naderwane ucho. Dalsze, szczegółowe oględziny

wykazały też, że nie miał ogona i jednego palca u nogi. Być

może nie miał też lewego oka, jednak panie nie potrafiły się

w tej sprawie porozumieć.

    Na wysokim drzewie wisiał jakiś mężczyzna. Przerażone kobiety

pomyślały w pierwszej chwili, że to ich niedawny towarzysz.  Ten

jednak bez przeszkód dotarł do miasta, gdzie wdał się w dysputę

z miejscowym kupcem. Dotyczyła pojęcia wolnej woli. Filozof był

zdania, że ona nie istnieje, ale kupiec twierdził, że jak chce sprzedać

mąkę, to musi ją najpierw taniej kupić, a do tego potrzebna jest

przecież wola. Podobnie jak wtedy, kiedy chcesz uderzyć kobietę

kwiatem, ale musisz się liczyć z tym, że ona ma pod ręką wałek,

tłuczek do mięsa albo ciężką patelnię, a w dodatku jest od ciebie

dwukrotnie większa. Wtedy nawet po pijanemu musisz okazać

skruchę jak mały piesek. A bywa, że taka baba-chłop, to i cycem

zabije!    

    Jak ustalił prefekt miejscowej policji, powieszonym był Cygan.

Nie ulegało więc wątpliwości, że zawinił jakiś okoliczny kowal.  Było

też pewne, że Cygan nie mógł w żaden sposób utonąć i że można z

nim było kraść konie.

      - Trzeba się z tym pogodzić - powiedziała Pani Nornica.

      - Uhu! - odrzekła Hrabina - Ale bałabym się przychodzić tu nocą. 

Słyszysz, jak ten wiatr wieje?

     Napisały list do Filozofa.  A ten im tak odpowiedział: "Łaskawe

i miłe panie! Czy jesteście aby pewne, że widziałyście tę Gretę?

A jeśli od początku była tylko duchem? Ja nigdy nie mam pewności,

że widzę to, co widzę. Sugeruję używać mniej opium i pić mniej kawy,

szczególnie w godzinach wieczornych...

     A może zabawka, którą trzymała w dłoniach, nie była ani kotem,

ani psem? Może to było coś, co miało rzucić na was urok? Na przykład,

zdechły szczur...Niedaleko parku jest opuszczony smętarz. Pokonanie

kilkuset metrów nie jest dla zjawy lub upiora wielkim problemem.

Podobnie, jak wykopanie się z ziemi i odkrycie płyty grobowej...Ale

równie dobrze dziewczynka mogła być wytworem waszej imaginacji.

Radzę wam poważnie się nad tym zastanowić. Ja ją wprawdzie też

widziałem, ale mógł to być omam. Być może faktycznie ktoś był, ale

nie wiemy na pewno, kto. Nigdy nie należy mylić pewności z

prawdopodobieństwem.

     Strzeżcie się! Greta może przychodzić nocą i zaciskać wam palce

na gardle...Wcale nie musiała być blondynką - mogła się przefarbować,

a nawet trochę skurczyć. Być może jest po prostu staruszką. To tylko

kwestia odpowiednich ćwiczeń!  Jeśli nie przechodził tamtędy żaden

zbrodzień, to może dziewczynka żyje. Radzę też dyskretnie

obserwować tabor. Pomiędzy śmiercią Cygana, a zniknięciem Grety, musi

istnieć jakiś związek. A zabójcą może być przeciętny hrabia Kowalski." 

      No tak! W dawnych czasach wszyscy byliśmy arystokratami - królami,

książętami, diukami, albo co najmniej hrabiami.     

niedziela, 20 marca 2016

        

 

 

       Nie mogłem znaleźć w necie filmiku z moim

ulubionym utworem Takemitsu "A Flock Descends

Into The Pentagonal Garden" pod Tadaaki Otaką ,

ale znalazłem ten. Takemitsu był też, jak wiadomo,

jednym z największych twórców muzyki filmowej

XX wieku. Ale ta muzyka ma jeszcze mniej wspólnego

z utworem, który napisałem i który jakby na przekór

mojemu oczarowaniu i rozmarzeniu w ogrodzie

ulubionego kompozytora, jest rytmiczny i banalny jak

piosenka z przekornym nieco zakończeniem...

      

                           NOCNE MIMOZY

                          

                           świty i zmierzchy

                           pustki i dale

                           ogrody marzeń

                           rosa i mgły 

                           upite słońcem

                           kielichy kwiatów

                           okryte mrokiem

                           ciernie i cienie

                           śnią mi się nocą

                           ale nie Ty

                          

                           nic nie istnieje

                           niczego nie ma

                           ja nie istnieję

                           i mnie już nie ma

                           przecież tą ścieżką

                           już nie pójdziemy

                           przecież umarłem

                           dla twoich oczu

                           przecież umarłem

                           dla twoich ust

                          

                           gdy nie istniejesz

                           cisza jest wielka

                           i coraz ciszej

                           bije twe serce

                           źródło zamiera

                           zamiar zamiera

                           i kropla deszczu

                           spada przez kran

                          

                           uderza mocno

                           i dudni głucho

                           a za nią druga

                           a po niej trzecia

                           już wiesz że boli

                           i musisz wstać

                          

02:39, nazumi13
Link Komentarze (6) »
sobota, 19 marca 2016

  

     "Nie śpię. Myślę o śmierci. A kiedy już nad ranem

sen zwala mnie na chwilę z nóg, budzi mnie tęsknota

za nią i mam oczy pełne łez...bo nie wiem, czy ją

jeszcze zobaczę..." - napisał wczoraj Nezumi.

     

    Wczoraj też całkiem przypadkowo znalazłem się na

spotkaniu z autorką książki na temat depresji.  Mówiła

na nim to, co ja zwykle powtarzam - że depresja jest

chorobą nieuleczalną i śmiertelną, ale że można z nią

żyć przyjmując leki (pod warunkiem, że są odpowiednio

dobrane), tak jak można żyć z cukrzycą i że inni, a

szczególnie bliscy, mogą w niej bardzo pomóc.

    

   Niestety często odwracają się, zjawiając się, kiedy

jest już za późno. Jak już kiedyś tu pisałem, istnieje

nieuświadomiona tendencja do unikania kontaktu,

izolowania lub nawet wykluczania osób cierpiących na

depresję, a ludzie wciąż niewiele na jej temat wiedzą,

przypisując chorym złą wolę, lenistwo i wszelkiego

rodzaju brzydkie neurotyczne cechy. 

    Co gorsza, popularne poradniki mylą często wołanie o

pomoc z szantażem emocjonalnym i zamiast uczyć

empatii, uczą rzekomej asertywności, co czasem kończy

się dla osoby dotkniętej głęboką depresją tragicznie. 

   

    Niekorzystne skutki może mieć też rozpowszechnione w

mediach i wynikające z ignorancji twierdzenie, że ponad

połowa Polaków cierpi na depresję, bo ma czasami chandrę

lub wpada w psychiczny dół z powodu pogody.  Odwraca to uwagę

od rzeczywistej sytuacji ludzi chorych i od realnych przyczyn

depresji, choć oczywiście istnieje związek między obniżonym

nastrojem, a tymi zjawiskami.

      Bardzo niewiele osób z depresją z niej się leczy

(podobno, co trzecia).  Można oczywiście odstawić leki, ale

wtedy podejmuje się zwiększone ryzyko...Niektóre skuteczne

leki antydepresyjne mogą też w indywidualnych przypadkach

działać niezgodnie ze swym przeznaczeniem i zwiększać

ryzyko samobójstwa - jednak o tym każdy lekarz wie.

Skuteczna może też być jak wiadomo psychoterapia, ale

i ona może czasami przynieść więcej szkody niż pożytku

- nie zależy to wyłącznie od umiejętności i wiedzy terapeuty,

ale od wielu, często złożonych, czynników. Wsparciem jest też

często miłość ze strony najbliższych osób.

   

     Osoba dotknięta depresją może być bardziej produktywna 

i zdolna do okazywania miłości niż osoby zdrowe. Tak więc

i ten negatywny stereotyp należałoby przełamać...Jest to jednak

możliwe dzięki wzmocnieniu pozytywnej samooceny i uwolnieniu

się od przynajmniej części negatywnych emocji wobec samego

siebie, ponieważ tylko kochając siebie i pragnąc dla siebie szczęścia,

można kochać innych. 

    __________________________________

    O Andantino Schuberta już tutaj pisałem, a Mitsuko Uchida gra

je w sposób poruszający.  Ten utwór napisany w głębokiej melancholii,

jest też przejmująco piękny i takimi są też czasami ludzie w depresji.

Trzeba tylko umieć to zauważyć...Smutno zrobiło się tu ostatnio, bo

rzadko ktoś komentuje moje wpisy.  Zaglądam więc na inne blogi, gdzie

trwa nieustanna wymiana myśli i uprzejmości i znajduję tam ciepło,

którego tutaj nikt prawie ostatnio nie przynosi. Dlaczego? Lepiej chyba

o to nie pytać.  

piątek, 18 marca 2016

 

     Jak zauważył niegdyś Xunzi, istnieją ludzie,

którzy stojąc pod prostym drzewem, widzą tylko

jego wykrzywione cienie. A może jednak warto

patrzeć na życie z większą prostotą i w

niektórych ludziach widzieć ich wartość, i nie

odmawiać im dobrej woli, kompetencji, wiedzy?

    Nie przepadam za Xunzi!  W porównaniu z

Zhuangzi wydaje mi się płytki. Jednak nie

chcę tak o nim myśleć i wciąż zastanawiam się,

dlaczego uważał, że człowiek jest z natury zły.

Inni mędrcy mówią, że jest dobry, a jeszcze inni,

że ani dobry ani zły, albo, że natura ludzka w 

ogóle nie istnieje. Rozważałem wszystkie te poglądy

i w każdym z nich znajduję jakąś cząstkę prawdy,

choć nie są to bynajmniej cząstki sobie równe.

      Niektórzy mówią, że myślenie o tym, jak

każde w ogóle rozważanie, to tylko strata czasu.

Ja tak nie uważam...Chińska filozofia jest praktyczna

i bliska Natury, a i późniejsza refleksja na ten temat

ma spory walor praktyczny...Wszyscy mamy problem

z ufnością i podejrzliwością, z wiarą w dobroć i w

system nagród i kar, i z komunikowaniem się w

pewnych sytuacjach z innymi.   

      Wyobraź sobie rozpacz amerykańskiego

studenta, który  w Korei Północnej zdarł jakiś

plakat i spędzi piętnaście lat w ciężkim więzieniu

- choć najprawdopodobniej, o ile nie dojdzie do

jakiejś wymiany, niedługo tam umrze. Był ufny

jak dziecko. Teraz już nie będzie!

  ____________________________

     Jeden z moich ulubionych utworów Bacha został

w filmiku zilustrowany obrazkiem, który lubię.

Obrazek ten ukazuje kruchość i delikatność życia. 

    Nagranie zespołu Mistrza Savalla nie jest wprawdzie

tak cudowne, jak dostępne także w necie nagranie

braci Kuijkenów, jednak wybrałem je ze względu na

tę ilustrację. Poza tym, jak wszystko, co Savall robi,

nie schodzi ono poniżej najwyższego poziomu, a 

w nagraniu tym uczestniczą znakomici instrumentaliści. 

Kto chociaż raz usłyszał Largo z jesiennej sonaty

Bacha (nr 9 w tym nagraniu), ten nigdy nie zapomni

jego mglistego i czułego nastroju. Ja zaś, słuchając

tego utworu, zapominam na chwilę o pytaniu, kim jest

człowiek - pytaniu, które dręczy również czasem

psychologów.  I nawet przykra okoliczność, że ta

muzyczna ofiara została złożona w hołdzie Fryderykowi

Wielkiemu jako wyraz uczoności i sztuki, nie jest w stanie

skierować moich myśli ku czemuś innemu niż miłość i

piękno, jakie ona w tym miejscu utworu objawia. 

Ktoś mógłby nazwać ten stan ducha skupieniem i

marzeniem...Czy dla jednej takiej chwili nie warto przeżyć

całego życia?

czwartek, 17 marca 2016

     

      Po północy Bezdech spotkał Niemoc

i nie mógł złapać tchu.  Było to późną

jesienią. Płonące gwiazdy rozsypały się

w popiół, a Droga Mleczna nie dawała

już więcej mleka ani miodu.  Księżyc

gdzieś odpłynął i porwał za sobą rzeki 

i oceany, i nie było już więcej wód.

Dlatego kocięta leżały pokotem, zawieszone

ogonami nad wyschniętym potokiem,

a cały Wszechświat czuł się spragniony i

głodny. I nawet sowy gdzieś odleciały i nie

było już komu łapać myszy. Pozostała tylko

osowiała Pustka z rozszerzonymi źrenicami

i po wieki wieków nikt nie otwierał powiek.

Wiał przeraźliwy wiatr i świat tonął w mroku

...Wtedy właśnie zjawiła się Wielka Czarownica

o piersiach jak miednica, nazywana też

Pra- Wiedźmą. Utarła w żarnach rozżarzone ziarno

i wskrzesiła Iskrę, która rozświetliła mrok.

Niepomny dalszej części owego mitu, nie mogłem

jej zapisać i dlatego przyszłość świata okrywa mrok

zapomnienia...

wtorek, 15 marca 2016

  

  

 

Starożytny poeta Wezuwiusz 

wyrzuca z siebie słowa z wulkaniczną

wprost mocą, a potok magmy i lawy

kładzie wszystkich pokotem. Podziw,

jaki jego kunszt budzi, nie dorównuje

jednak przerażeniu. Oto bowiem

słowa, po których mózg pryska

z czaszki jak bańka mydlana. Para

kochanków zastyga na wieki w

śmiertelnym uścisku. Szalony jak Lukrecjusz

poeta spowił niebo w dymie. Koty i psy

zamarły w grymasach bólu, łasząc się do stóp

śmierci.  Tylko jaskółki odleciały z piskiem

ratując w porę swe niepozorne istnienie.

Groźny bywa i okrutny poetycki geniusz,

którego talent pozostaje zbyt długo w

uśpieniu!

niedziela, 13 marca 2016

 

      Podobno na wiosnę popełnia się najwięcej samobójstw.

W dużym stopniu przyczynia się do tego już sama

fizjologia, bo organizm jest przeciążony, a siły obronne psychiki

osłabione. Wiosna, niosąca ze sobą wybuch entuzjazmu i

nadziei, nie dla wszystkich jest radosna.  Samotność, szczególnie

wśród osób najbliższych, odczuwa się wtedy silniej, a nabrzmiałe

problemy psychiczne i życiowe eksplodują z nową siłą. Przebudzenie

cudownej, ale i brutalnej siły życia i zbiorowy entuzjazm, z którego

czujemy się w jakiś sposób wykluczeni, bywa groźny.  Jest to więc

moment dość niebezpieczny.  Chwila, w której czasami porzuca się

wszelką nadzieję.

       W ciągu mojego życia udało mi się uratować kilku ludzi przed

popełnieniem samobójstwa na tyle skutecznie, że wśród osób, które

to zauważyły, był także lekarz psychiatra. Ale, kiedy sam mam

problemy z depresją, zwykle nikogo przy mnie nie ma.

       Sytuacja ta wcale mnie nie dziwi i nauczyłem się z nią sobie radzić.

Ludzie mają dość własnych trosk lub pochłonięci są praktycznym życiem,

co ogranicza naturalne pole ich empatii. Istnieje też przekonanie, że

ostatecznie jedynie lekarz i jego fachowa pomoc mogą tu pomóc.

Przekonanie to jest w pełni uzasadnione, ale czasami brakuje zrozumienia,

że pomóc możemy również my sami...  

      Wśród różnych, przeważnie negatywnych opinii na temat depresyjnego

typu odczuwania, nie powinno zabraknąć i tego głosu. Emile Cioran zauważył

kiedyś słusznie, że "tylko on może wstąpić w te głębie, gdzie życie zaślubia

śmierć. Inni spoglądają na życie w ruchu i zmyleni mirażem jego

niby-wieczności, ujarzmieni przez dynamiczny pęd czasu, zapomnieli o

tragedii głębin, lub raczej w ogóle nie są w stanie jej dostrzec. Tymczasem

dla człowieka w depresji problemu życia nie da się oddzielić od problemu 

śmierci. Tylko ci lękają się śmierci, którzy często bywali w głębokiej depresji,

bo tylko oni zdołają ją przeczuć i odgadnąć. Większość nie boi się śmierci, bo

żyje tak, jakby jej nie było."  A takie życie najczęściej nie jest ani zbyt

głębokie ani twórcze. Dar kontemplacji wykorzystuj ludzie, których życia

nie kształtuje instynkt stadny, a prawdę poznajemy zwykle w samotności.       

      Tak więc, nieco paradoksalnie, depresyjny mrok bywa połączony z darem

widzenia, czy raczej dostrzegania tego, co przed wzrokiem innych bywa

zasłonięte, a z tym wiąże się często większa samoświadomość.  Wśród

wybitnych twórców kultury skłonność do melancholii jest nader częstym 

uczuciem.  

00:29, nazumi13
Link Komentarze (16) »
sobota, 12 marca 2016

       To jedna z moich ulubionych pieśni. 

Pisałem już kiedyś o płycie, z której pochodzi.

"Haile I Hymn" to jedno z najciekawszych nagrań

w historii muzyki reggae.  Ijahman Levy włożył

w nią całą swą duszę i nie przypomina ona

żadnych innych.

01:34, nazumi13
Link Komentarze (3) »
piątek, 11 marca 2016

      Ktoś mnie czasami pyta, dlaczego słucham

trudnej muzyki, o której istnieniu prawie

nikt nie wie. Odpowiadam, że to fascynujący świat,

czy raczej światy i że słuchając tej muzyki

czuję się wewnętrznie wolny. Czasami dodaję, 

że spotykam ludzi, którzy słuchają nie tylko popu

albo Beethovena lub opery, ale takiej właśnie

cudownej i pięknej muzyki - choć to nie w necie

należy jej szukać.

      W necie jest niby wszystko, a to w praktyce znaczy

czasami, że nie ma w nim nic.  I nie chodzi tu wcale o

żadne nisze, tylko o muzykę, która otwiera

umysł, wyobraźnię i duszę. (Muzyka ta żyje przede

wszystkim na koncertach i w nagraniach muzycznych

przeznaczonych do tego, aby słuchać ich dłużej niż

przez dwadzieścia sekund w wypranej ze wszystkiego

wersji dźwiękowej). To, co nie istnieje na rynku, nie

istnieje medialnie w masowej propagandzie, to dla

większości ludzi nie istnieje w ogóle. Nie znaczy jednak,

że realnie nie istnieje. A kiedy jesteś w jakimś cudownym

miejscu - w magicznej przestrzeni duchowej, którą stwarza

naprawdę piękna muzyka, to wszystko staje się z czasem

łatwe, jak słuchanie radiowej piosenki, która wpadła ci w

ucho.

     A dlaczego czytasz tak trudną literaturę, filozofię,

książki naukowe z różnych dziedzin humanistycznej wiedzy,

traktaty mistyczne? Przecież w niczym nie zmienia to twojego

życia. Nie masz z czego żyć, a ludzie tobą pomiatają. 

Na to mogę odpowiedzieć jedynie tak - dopóki jeszcze

mogę, poznaję świat ludzkiego ducha, a kiedy

nagle okaże się, że nie mam gdzie mieszkać i brakuje

mi podstawowych środków do życia, to oczywiście

kontynuacji żadnej nie będzie. A podobnie jest nie tylko

z pochłanianiem wytworów tzw. kultury i gromadzeniem

wiedzy o nich, ale także z twórczością własną.

W społeczeństwie o wysokiej kulturze te pozornie

bezużyteczne rzeczy ceni się i nie marnotrawi  się ich, a

ludzi mających wiedzę i twórczych - szanuje. 

Ale, mimo trudności, na jakie jesteśmy czasami skazani, 

dopóki ludzie mówią różnymi językami - warto

te języki poznawać...Bo poznajemy też w ten sposób samo

życie, które w pewnym sensie nie istnieje poza ludzką

wrażliwością i inteligencją.

     Zagłada indywidualnej kultury człowieka w prymitywnym

społeczeństwie konsumpcyjnym, które ceni jedynie wygodę i

materialny komfort życia, a poprzez reklamę i manipulację

(coaching) ubezwłasnowolnia ludzi i pozbawia ich resztek

krytycznego myślenia, wydaje się czasem nieunikniona. 

Jednak mimo to warto pewne rzeczy odkrywać i poznawać,

choć może to oznaczać, że w tym świecie konkurencji i

wszechobecnej manipulacji w końcu utoniemy...  


środa, 09 marca 2016

        Dr Goldsmith uważnie przyjrzał się pacjentowi

i sięgnął po winogrono.

        - Cierpi pan na arachnofobię jedynie wtedy, kiedy

gra pan na harfie?

       - Dokładnie kiedy gram na niej Concierto de Aranjuez,

ponieważ jem przy tym limonki.

      Doktor zanotował wszystko dokładnie w swoim notesie.   

      - Jednak uściślmy!  Kiedy trzyma pan za kolano Doris,

albo głaszcze kota, to nie wizualizuje pan pająków?

      - Wtedy nie. Chyba, że któryś wejdzie jej na kolano.

      Nienawidzę kotów!

      - I co pan wtedy robi?

      - Miażdżę je!

      - Kolano?...Jądra?...Mosznę?

      - Nie! - roześmiał się pacjent - Zastanawiam się nad

zmianą terapii. Sporo pan jednak bierze! Rozumiem, że

ma pan jakieś potrzeby...

      - Klamka znajduje się po drugiej stronie drzwi - rzekł

cierpko doktor - Tylko uważaj pan na te pająki, bo jeszcze

któregoś rozgnieciesz, albo cię wydyma...

      - Jak to? Przecież mówił pan, że aranchofobia, to

przerażająca fobia.

      - Szerażająca zająca - zgodził się Goldsmith - Jeszcze

tu pan jest? ...Radzę wyznaczyć sobie dzienny limit

spożywania limonek!

       Kiedy pacjent zamknie za sobą drzwi - można powrócić

do poważnych zajęć. A ponieważ następnego pacjenta już

nie było, Goldsmith zdrzemnął się trochę, ale obudził go

mocnym uderzeniem w potylicę dźwięk harfy. A kiedy otworzył

oczy, po suficie pełzał ogromny, włochaty pająk. "Na pewno

mam to wszystko w głowie!" - pomyślał sięgając po limonkę.

Ale natrafił na jakąś kość, a potem na blond włosy. Tak,

oczywiście, było to ciepłe kolano Doris przykryte miękkimi

jak jedwab włosami dziewczyny. Doktor uczuł pocałunek

w okolicy łonowo-lędźwiowej. Światło zgasło...Ale może było

to tylko ukąszenie pająka?

                          cień pragnie cienia

                          mgła tuli mgłę

                          wiatr dmucha deszcz

                          noc kocha moc   

                          szaleniec spija locurę

                          tarantula tańczy tarantelę 

                          mżawka marznie

                          gołoledź goło leci

                          skrzypią skrzypce

                          rozkraczają się kruki

                          pod lisem łamie się kra                         

                          Liz coś kradnie albo liże

                          ale nie jest chytra

                          lunatyk skacze

                          w księżycowy ocean

                          dziecinnieją dzieci

                          nie dorastają dorośli 

                          pijawka pije w nogawkach

                          pewnego clowna

                          kot mysz i pies

                          kochają się jak pies z kotem

                          mysz z łoskotem ucieka

                          a nieszczęśliwa dziewczyna

                          która w zatoce

                          pomyliła rekina z delfinem

                          bo to też ryba

                          ciągnie za sobą krwawy welon

                          i wciąż szuka swej drugiej połówki

poniedziałek, 07 marca 2016

       

      Dobroduszny doktor Czechow

żartował kiedyś z filozofa Epikteta,

który jak wiadomo był stoikiem,

naśladując styl jego umoralniającej

diatryby.

    - Dlaczego narzekasz na los, Mroczku!

Straciłeś oko - to zostało ci drugie! 

Straciłeś prawą rękę - to masz jeszcze

lewą!

      Uwielbiam Czechowa!  Jego realizm,

poczucie humoru i melancholię, które

nie mają sobie równych. Ale jeszcze

bardziej to, że był po prostu kimś ludzkim...

     To Czechow zauważył kiedyś, że

człowiek mądry lubi się uczyć, a dureń

- pouczać...Choć zdarza się, że i mądry

poucza - czego najlepszym przykładem

w tamtych czasach był Lew Tołstoj. 

     Jako pisarz i lekarz Czechow wyjątkowo

dobrze znał życie.  Przeraźliwie smutne jest

jego opowiadanie o chłopie, który zamarzł

podczas zamieci, albo o innym, który

spowodował katastrofę kolejową, bo

potrzebny mu był "ciągarek" wyciągnięty

z torów. Wysoki Sąd nie potrafił znaleźć

słów potępienia dla biednego chłopiny!

     Owocem tej znajomości życia, a kto wie,

może i medycznej wiedzy, jest też aforyzm,

który przytaczam tutaj nie bez pewnego

zakłopotania. "Kto mało i leniwie pierdoli,

ten na starość zostanie impotentem." 

    Nie mogę sobie jednak przypomnieć, kto

napisał, że w dramatach Czechowa "każdy

kocha kogoś innego niż powinien i wszyscy

są nieszczęśliwi." To bardzo trafna uwaga!

Oglądałem niedawno "Wujaszka Wanię" z

Kowalskim i z Zapasiewiczem w roli

Astrowa i pomyślałem znowu, że to tak, jak

w życiu. Choć może znudzenie nie jest już

dla ludzi dzisiaj takim problemem.

     Kiedyś, nieżyjący już niestety, wybitny i

znany na świecie filozof Marian Przełęcki,

powiedział, że jestem jak wujaszek Wania.

Było to na wsi, gdzie spędzaliśmy razem wakacje

- Profesor ze swą małżonką Lusią, profesorem

biologii i osobą przemiłą i mądrą, i ja z moją

ówczesną żoną - Eli, o której mogę powiedzieć to

samo.

    - Mam nadzieję, że nie jestem jak ten

profesor filozofii w sztuce Czechowa - dodał

z uśmiechem.  

     Taki był to człowiek, przy całej swej "wielkości."

...Rozumny, szlachetny, dobry, skromny i z nieco

autoironicznym dystansem wobec życia.  Jego żona 

napominała nas często, żebyśmy nie rozmawiali zbyt

dużo o filozofii, bo świat jest na to zbyt piękny. Można

w tym czasie zrobić np. bukiet z kwiatów, albo

pochodzić po łące lub leśnej drodze...A było - gdzie! 

Profesor zresztą uwielbiał takie spacery, podobnie

jak np. oglądanie wschodów słońca. Trudno zresztą o

piękniejsze miejsce niż ta cicha, otoczona lasami,

podlaska wieś. Wydaje się, że od tamtego czasu

upłynęła tylko chwila i pewne rzeczy pamiętam tak

dobrze, że mnie to czasami zdumiewa.  

     Mówiąc trochę nieskromnie - mam chyba

niejakie poczucie humoru. Nauczyłem się też 

uczyć czegoś od każdego napotkanego człowieka.

Poczucie humoru zawdzięczam niewątpliwie swemu

dziadkowi (ojcu mego ojca), a umiejętność

uczenia swoim nauczycielom...Nie wiem tylko, czy

nie robię jednak niektórych rzeczy "mało i leniwie." 

Mimo to staram się patrzeć w przyszłość z pewnym

optymizmem ;-)

niedziela, 06 marca 2016

                         

                 świetlista mgła

                 pustka księżyca

                 rechot ropuchy

                 sikającej w błoto

                 jak niemy film

                 sen krzyczy

                 na jawie

                

                 trzymacie się za ręce

                 z jedyną wierną

                 towarzyszką życia

                 jej możesz zaufać

                 nie opuści cię nigdy

                 potulna dłonie zaciśnie

                 na twoim gardle

sobota, 05 marca 2016

     Niemal każdego dnia nauka dokonuje sensacyjnych odkryć - a oto 

jedno z nich, opisane w 2012 r w niezwykle ciekawej książce Tima

Birkheada "Bird sense. What It's Like to Be a Bird." 

     Czy Natura nie jest niezmierna? Ale czy nie jest również cudowne to,

z jakich metod naukowych korzysta ornitolog, pragnąc zaspokoić swą

poznawczą ciekawość?...Jednak przyznam się szczerze, że moje pragnienie

zamienienia się w wędrownego ptaka, do którego realizacji zmierza niemal

cała moja taoistyczna praktyka (na razie nauczyłem się tylko latać) po

przeczytaniu poniższego fragmentu nieco zmalało ;-)         

     "Nieokiełznany apetyt seksualny bawolika czerwonodziobego

był dla nas darem niebios, ponieważ oznaczał, że możemy wyjaśnić

funkcję ich fallicznego organu bez poważnego zakłócania aktywności

ptaków...Miało miejsce mnóstwo kopulacji także z prawdziwymi

samicami, i Mark wykorzystując różne techniki, wykazał jednoznacznie,

że w przeciwieństwie do moich oczekiwań penisokształtny organ

nie był wprowadzany do kloaki samicy podczas aktu. Po pierwsze,

zbliżeniowe nagranie wideo nie dostarczyło żadnego dowodu na

penetrację samicy. Po drugie, u atrap samic, wyposażonych w mały

kawałek gąbki wewnątrz sztucznej kloaki, gąbka nigdy nie była

przemieszczona podczas kopulacji.  A po trzecie penisokształtny

organ samca rzadko bywał wilgotny po kopulacji, podczas gdy modelowy

penis delikatnie wprowadzany do wnętrza samicy zwykle taki był.  

      Najbardziej byliśmy zaskoczeni tym, że po pełnej 30-minutowej

aktywnej kopulacji samiec bawolika czerwonodziobego wydawał się     

doświadczać orgazmu. To było niesłychane: Nie znano żadnego innego

gatunku ptaka na świecie, który doznawałby orgazmu." 

      (Tim Birkhead, Sekrety ptaków...przekład W. Stanisławski)

piątek, 04 marca 2016

    Udręczony kłopotami technicznymi na bloxie,

gdzie nie wszystkie moje wpisy ukazują się w

miejscach, w których powinny i być może nie

wszystkie są dla wszystkich łatwe do odnalezienia...

I zmartwiony pustką na blogu - na którym prawie

nikt nie pozostawia komentarza, po raz pierwszy

zastanawiam się nad swoim stąd odejściem. Moje

kłopoty życiowe, nie tylko zdrowotne, są ostatnio

dość dramatyczne, a samotność na blogu 

wcale mi nie pomaga...

     Jak nietrudno się domyślić lubię tu pisać. Lubię też

i cenię bliskie mi i życzliwe dla mnie osoby z bloxa,

czemu niejednokrotnie dawałem wyraz, ale mimo

pojedynczych i bardzo miłych czasami rozmów,  mam

wrażenie, że w ostatnich dniach znalazłem się na jakimś

pustkowiu i kiedy myślę o tym, że opowiadanie, przypowieść

lub inna forma wypowiedzi, w której napisanie włożę sporo

pracy, czy choćby umieszczona na blogu piosenka (ostatnia

znowu nie pojawiła się w okienku wpisu) nie zasłuży na żaden

życzliwy komentarz, a moje istnienie na wdzięczną pamięć

i że być może to, co napisałem, za chwilę zniknie z bloga, 

to zastanawiam się nad tym, czy rezygnacja z pisania nie byłaby

jednak zdrowym odruchem...

     Wiem, że dużo osób czytało moje wpisy, kiedy były jeszcze

wszystkie w pełni dostępne i to sprawia, że tak chętnie je nadal

umieszczam...Ale dzisiaj zamiast napisać to, co napisać chciałem

i co przyniosłoby mi jakiś rodzaj radości lub uczucia spełnienia, ze

smutkiem myślę o nadchodzącym być może pożegnaniu...

czwartek, 03 marca 2016

 

 

 

 

 

 

 

 

 

      Muzyka Burning Speara (Winstona Rodney'a) to istotna

część mojego życia.  Pisałem już o nim na blogu kilka razy,

ponieważ uważam (a nie tylko ja jestem o tym przekonany),

że obok Boba Marley'a był największym artystą w muzyce reggae,

która w jego wykonaniu była najbardziej autentyczna, spontaniczna,

duchowa i wizyjna...I jestem mu za to bardzo wdzięczny. Był dla

mnie zawsze kimś więcej niż artystą - był w pewnym sensie także

moim nauczycielem życia i przyjacielem - konstruktywnym i

skłaniającym do optymizmu.

       Zostawił nam tyle wspaniałej muzyki i wciąż chyba jeszcze

koncertuje, a jego koncerty nie miały w muzyce reggae 

równych sobie. Na płycie "Social Living" (1978) stworzył chyba

najpiękniejsze i najbardziej pełne brzmienie, jakie w tej muzyce

istnieje. Ostatnio nagrywa bardzo niewiele, a jego płyta za

którą otrzymał jedną z dwóch nagród Grammy - "Jah is Real"

nie wzbudza mojego entuzjazmu (podobnie jak dwie, trzy inne). 

Nie zmienia to jednak faktu, że przesłanie, jakie niosła przez

lata jego muzyka, pozostaje żywe.    

     

 
1 , 2