Kategorie: Wszystkie | "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę" | ...bez końca | 0 | 100O i jeden Rabinów | A Puszkina też zapuszkują? | A moze to tylko pomieszanie zmyslow | A nie lepiej być purystą? | Aaaaaaaaaaaaaa...aalfabeta | Ach, gdzież jest litość lub wspolczucia pozór? | Ach, gdzież jest litość lub współczucia pozór? | Adam Mic - Kiewicz | Adaś i Ewka | Aforystyka | Amerykański sen | Autopsychoterapia | Bez sensu to to! | Bez szaleństwa... | Bezmyślne okrucieństwo | Bezradność | Biedna Szymborska | Biedny Kapturek! | Bliźni miłości | Bliźniego miłość... | Blondyn | Blue Bossa | Bojaźń i drżenie | Bratnie dusze | Bruner, ty świnio! | Buddyzm w życiu codziennym | Bóg mi poskapił tej anielskiej miary... | Bóg mi poskąpił tej anielskiej miary... | Bójstwo samo | Caritas | Chiziofrenia | Choroba na śmierć | Chwila ułudy | Chwila wytchnienia | Chłodne upojenie | Cierpienia i radości | Cierpienie i radość | Cleen feed | Cnota niedoli | Co slina na język przyniosła | Co tam panie w polityce? | Co w niebie piszczy | Co ślina na język przyniosła? | Corrida | Coś dla duszy... | Coś tak wulgarnego | Cudotwórstwo | Czarna Perła Tao | Czarny tulipan skrzyżowany z czarna różą | Czarny tulipan skrzyżowany z czarną różą | Czary Mary | Czego nie przysięgał Hipokrates? | Człowiek nie jest rzeczą | Człowiek to brzmi dumnie, ale nie u mnie | Często chowa | Częstochowskie rymy | Deficyt aniołów | Delightful! | Demokratyczne wybory w Oczodołach | Diabłoterapia | Dla wszystkich i dla nikogo | Dnieje | Do samego siebie | Dodatek | Dowcipas dnia | Duma narodowa | Dusze drzew | Dyskretna mgiełka autoironii | Dzielność | Dziki kapitalizm | Dzisiejsza młodzież | Dzisiejsza młodzież nosi ładną odzież | Egzystencjalizm jest chumanizmem | Ekonomia zbawienia | Elegancja Francja | Elegijnie | English gentelman | English gentleman | Epicurus | Ewa tylko ziewa | Falochron | Female | Filozofia bez uczoności | Forever Loving Jah | Gadu, gadu | Gadu, gadu, trochę więcej jadu | Gal Anonim | Gaz dla pedałów | Gaz dla pedałów, młot dla sierpów | Gdy rozum śpi... | Gendarme | Genek, gienialny gieniusz | Geno Typ | Gorący uczynek | Grabarz | Grabarz nonsensu | Gry i zabawy literackie | Głupota przysłowiem narodów | Głębie i tajnie Podświadomego | HIstoria nauczycielką bicia | Herbatka zen | Homo economicus | Homo sapiens czy Homo politicus | Humor absurdalny | Humor nieco absurdalny | Humor, satyra, panie... | I rekiny w oceani mają zębów cały rząd | I rekiny w oceanie mają zębów cały rząd | Indie Wschodnie i Zachodnie | Industrial | Istnieje również wrodzony brak poczucia humoru | Ja tam bynajmniej nie wiem | Jak długo będę jeszcze żył? | Jak uprawiać agresywne dziennikarstwo? Poradnik dla początkujących | Jakże cżęsto powtarza się ta historia | Jakże trudno czasami coś sklecić! | Jan i Małgorzata | Jan z Czarnolasu | Jesienna muzyka | Jeszcze smutniej! | Jeździec Apokalipsy | Językologia | Kaczuszki mandarynki | Karawana idzie dalej | Katedra Adamowego Żebra | Kawa z Kafką | Każdemu według naszych chęci | Każdemu według potrzeb | Każdemu, o czym tylko zamarzy | Kiciuś Miciuś! | Kicuś Micuś! | Kiedy człowiek staje się bestią | Kiedy owce nie milczą | Kij w mrowisku | Kniaź Wiktor | Kochani ludożercy | Kolacja Pani Sowy | Kometa tylko głownia nie ta | Konkwista | Koryfeusz nauki, milośnik sztuki | Koty i inne zwierzęta | Koty, głupoty, palikoty | Kości rzucone są | Kość słoniowa | Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatni | Kto pisze teraz historię? | Kuchnia szamańska | Kwiatki Św. Franciszka | Kwiatostan śmierci | Kwitnienie kultury | Kwitnąca wiśnia | La colombina i ciche ukojenie | Lekarzu - lecz się sam! | Lenin wiecznie żywy | Leśmianiada | Lichwiarstwo polskie | Liryki i prztyki | Logika dziejów | Londyńska mgła niepamięci | Londyńskie przygody | Los ofiary | Los puka do moich drzwi | Lotosowy wpis | Ludzie ludziom... | Lunatyzm | Lęk społeczny | Made in Japan | Maligna | Marność nad marnościami | Marność nad marnościami. Rekoleksje Wielkopiątkowe | Marzenia senne | Marzeniologia stosowana | Maszkary i senne dziwadła | Maszkary i senne widziadła odbite w lustrze | Mała czarna z Kafką | Medycyna naturalna | Meine Liebe Augustin! | Melancholia | Melancholia stosowana | Memorabilia | Meszreiw | Meteo | Mgiełka autoironii | Mglisty dzień. Mgła | Mikołak | Mistrz i Małgorzatka | Mistycyzm lunarny | Mistyka i miłość | Mitologia osobista | Mitologia świata | Miłość | Miłość bliźniego | Miłość nie zawsze szczęśliwa | Miś Uszatek | Moc rytuałów | Monada nie ma okien | Mowa potoczna | Mowa ptaków | Mowa serca | Moze ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może ktoś się ucieszy? | Może ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może to trochę zbyt uszczypliwe | Musicology | Muza lekkich obyczjów | Muzyka przywraca ład serca | Myszoterapia dr Nezumi | Myśli prostego człowieka | Mądrość Natury | Mądrość jak z gazety | Mądrość narodów | Młot na faryzeuszy i hipokrytów | Męstwo bycia | Mówił sen do snu | NIe ma na świecie dwóch takich samych liści, ni kropel deszczu | Na jawie (lecz to, co niejawne pozstaje) | Na stos rzuciliśmy szcześcia los | Na stos rzuciliśmy szczęścia los | Na szczytach hipokryzji | Na zdrowie! | Nad piekną rzeką | Najokrutniejsze zwierzę | Najsłodsza tajemnica | Narastająca senność | Nic dzisiaj ciekawego nie napisałem | Nicość | Nie am dwóch takich samych liści, ni kropel wody | Nie bój się - najwyżej cię rozstrzelają! | Nie czas żałować burz, gdy płoną oczy | Nie czas żąłować burz, gdy płoną oczy | Nie każde szczere złoto jest szczerozłote | Nie ma na świecie dwóch takich samych liści ani kropel wody | Nie ma na świecie dwóćh atkich samych liści lub kropel deszczu | Nie ma takiego smutnego, co by na wesołe nie wyszło | Nie ma zazdrości bez miłości | Nie oddamy nawet guzika | Nie tylko dzielenie włosa na czworo | Nie wiem, ja w ogóle nie myślę | Nie zabijaj! | Nie zabijajcie drzew! | Nie zawsze urocza dzecinada | Niebiańskie szczyty głupoty | Niech pani będzie dzielna! | Niech zapłaczą na moim pogrzebie | Nieco drapieżny wpis | Niekoniecznie ptasi móżdżek | Nienawiść bliźniego | Nieosobiście | Nieprzesłane przesłanie | Niestworzone rzeczy | Nieszkodliwe głupotki | Niewczesna melancholia melomana | Niewczesne rozważania | Niewielka profanacja | Niewielkie przekłamanie | Niskolotnie | No No! Teatr No | No comments! | No no! | Nowa poezja lingwistyczna | Nędzne kabareciarstwo | O Leonardo, po cóż się tak trudzisz? | O dzieleniu włosa na czworo, czyli metodzie scholastycznej | O dzieleniu włosa na czworo, czyli o metodzie scholastycznej | Obciachy | Obscenia i parafrenalia | Obsesja dobrego biustu | Ojej! | Oko w oko z zębem mądrości | Okropieństwa | Okruchy odgrzebane z lawy | Okruchy życia wygrzebane zlawy | Okruchy życia wygrzebane z lawy | Okrutna losu ironia | Orientuj się na orient | Owczarek | Owczarki afgańskie | Owocożerni | PL jak piekło | PO PiS | POeci wszystkich krajów dzielcie się | Pan Tadeusz | Panie pośle, po chrześcijańsku panu wybaczam | Pańska satyra polityczna jest niegramatyczna | Pendant do pewnego przypisu | Perlikowski | Pewna elastyczność zasad | Pewne jak w banku | Piorunujący piorun! | Po owocach poznacie ich! | Po upadku | Pobożne życzenia | Podpatrywanie Natury | Podroby i inne podróbki | Pokolenie Kainowe | Pokorne ciele | Pokorne cielę | Pokusa | Polak potrafi | Polak potrafi! | Politolog i Politowska | Politycznie niepoprawne! | Polonica | Polonika rycerskie | Polucje i ablucje | Pomarańcze i mandarynki | Pomarznąć dobra rzecz | Pomarznąć dobra rzecz! | Pomoc psychologiczna | Poranna kawka z Kafką | Porąbane marzenia | Potężne i głębokie warstwy pierwotnego mitu | Powieść brukowa | Powszechna życzliwość | Powtórka z cynizmu | Poznaj samego siebie | Prawda | Prawda jest jedna i piękna, ale złożona | Prawda popłaca | Prawdziwa metropolia | Prawi i sprawiedliwi | Prawiezmartwychpowstanie | Prawiezmarwtychpowstanie | Prognoza pogody | Pruski smutek | Przecież cię zjem! | Przedagonalny polski agon | Przegląd sportowy | Przeinaczenia | Przez pychę do pokory | Przeżyjesz to, a pote już tylko grób | Przeżyjesz to, a potem już tylko grób! | Przminęło z wiatrem | Prztyczek | Psiapowiednia Majów | Psubrat | Pustka | Pytanie dość retoryczne | Raczej to nie będzie hit | Radosne gonitwy śnieżnych tygrysów | Radość wędrowania | Rejterada Rejtana | Religie nauczą cie pokory | Res Sacra Pecunia | Romans z pop kulturą | Roots, Rock, Reggae | Rozkosze reinkarnacji | Rozmowa nie na telefon | Rozpacz | Rozpacz na wieki wieków | Rozpacz, która podpełza pod gardło | Ruch i świeże powietrze... | Rybołówstwo cudzołożnika | Rycerz pokalany | Samokrytyka | Samotność egzystencjalna | Sekrety pewnego domu handlowego | Seraphic Flames and Heavenly Love | Siedź na dupie i potakuj! | Somatyka | Somatyka logiczna | Spełniona przepowiednia | Spleśniały ser | Sponsorem tej opowieści jest wydawnictwo Błękitny Wieloryb | Sport to zdrowie | Spowiedź morskiego wilka | Stary Sącz i Nowy Sącz | Stary mafioso | Stołeczne stołki | Stratyfikacja społeczna | Suma sumarum | Sumienie rachunku | Sweet Music and Poetry | Sygnały podprogowe | Szalchetne zdrowie | Szczęśliwa pomyłka | Szekspir do żadnej nie należy epoki | Szkarady | Szlachetna gravitas | Szlachetne zdrowie | Słodycze grafomanii | Słówka | Słówko do słówka, a uzbiera się sówka | Tadeusz Bój Jeleński | Taia chińska podróbka | Takie będą rzeczpospolite jakie tego blogu chowanie | Takie tam, pierdoły | Talking Heads | Tania chińska podróbka | Tatiana | Teorie świata nauki | Terapeutyczie | Terapeutycznie | Thames | The Doors. Uchylone drzwi | The Lion cub | The fruit of beauty and despair | To na pewno nie Lec | To nie żadna filozofia | Tragiczne pożegnania | Transformacja duchowa | Trudna sztuka dialogu | Trudno czasmi coś sklecić | Trzylogia | Trója z polskiego | Twarda rzeczywistość | Ty mi tutaj nie filozuj | Tygrysologia stosowana | Tysiac i jeden ptaków | Tysiąc i jeden kotów | Tysiąc i jeden ptaków | Tysiąc różowych kroliczków | Tęsknica | Tęsknota duchowa | Ubekistan | Ucone księgi | Uczeni ludożercy | Uderzenia losu | Uduchowienie | Umrzeć z miłości | Upadek Pierwszego Człowieka | Uroczy wegetarianin | Uszczelnienie systemu podatkowego | Utrata uzębienia | W czym mogę panu pomóc? | Wciąz powtarza się ta sama historia | Wciąż powtarza się ta sama historia | Wdzieczna muzyka przywraca ład serca | Wesola grafomania z morałem | Wiecej broi dla szaleńców w Teksasie | Wieczne powroty | Wiedza radosna | Wielka wygrana | Wielomówstwo, czyli plaga opowiadania | Wierzba płacząca | Wiosny i jesienie | Witch | Więcej broni dla szaleńców w Teksasie | Wojna totalna | Wpis o kształcie piramidy | Wprowadzenie do kruczków prawnych | Wrzucam wszystko do kosza | Wrzątek | Wspomneinei pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Współczesny filister | Wszystkie rybki | Wszystko na A | Wszystko na sprzedarz | Wszystko na sprzedaż | Wygrana | Węzłowato | Wólka Węglowa | Xin Lu, typowa brunetka o granatowych oczach | Z Nietzschego nic nie powstaje | Z księgi wulgaryzmów | Z rupieciarni myśli | Zaczarowany świat zen | Zanim mnie wrzucą do dołu | Zapowiedź Apokalipsy | Zaraz wracam! | Zasada domniemanej winy | Zaskroniec | Zastał Polskę drewnianą... | Zatrzaśnięte drzwi | Zbaw mie Buddo Amido | Zbaw mnie, Buddo Amido | Zdrowy egoizm | Zegar dziejów | Zestrzelenie księżyca | Zginął z rąk słabej kobiety | Zima się nas nie ima | Zjawiskowe | Znak jaskółki | Zrozumieć wartość tego, co nieużyteczne | Zuch zawsze ochoczy! | Zwierzęta pod postacią ludzi | Zwyciestwo konsumpcjonizmu | Ząb mądrości | ie zabijajcie drzew! | ieosobiście | kosmos | Łagodne prawo, ale prawo | Łagodność tygrysa | Śmiechotki, chichotki | Śmiertelna powaga | Śmierć | Światełko w mroku | Świętość, wziętość, nadętość | Życie jest tragiczne | Życie samo | Życzliwe spojrzenia na całość ogródka | Żyć, nie umierać
RSS
poniedziałek, 30 marca 2015

 

    Półcień, Cień, Mrok i Mgła spotkały się w milczeniu na

pustkowiu, gdzie przywitał je skrzekliwy chichot wiedźmy.       

- Tonę w tobie, Mroku. Czy nie mógłbyś już odejść? -spytała

nagle Mgła.

- Chyba masz bielmo na oku! - mruknął Mrok - Masz

mgliste wyobrażenie o życiu.

Przez chwilę nie odzywali się i zapadła cisza tak głucha, że

omal nie ogłuchli.

- Kiedy się pojawiasz, na mnie nie ma już miejsca - rzekł

Półcień do Cienia.

- To całkiem naturalne zjawisko. Moje istnienie jest po prostu

pełniejsze niż twoje - odrzekł Cień z odcieniem pewnego

lekceważenia.

Słysząc to, Słońce tak pochlebiało sobie, że bez niego

nie byłoby żadnego światła, że zaspało na kilka tygodni, 

a kiedy się obudziło, okazało się, że jak zawsze jest pełne

mroku.  Koniec świata jednak nie nastąpił, bowiem nie było

to prawdziwe słońce, a jedynie nadęty gazami balon.

- Nie martwcie się i nie dajcie się ze sobą skłócić - powiedział

Nezumi -  Na świecie są miliardy prawdziwych słońc. 

Widzicie tego Świetlika?  Świeci własnym światłem. Wy nie

musicie... 

niedziela, 29 marca 2015

 

 

 "Wąsy ostu i puch mlecza unosiły się, jak życie, pośród samotnych gór.

  Ujrzałem je spoza drzew: muskały powierzchnię jeziora jak jaskółki."

                                        

"Miłość koi niedolę i budzi w nas dzielność. Jest wezgłowiem

  smutku i skrzydłem męstwa."

 

"Wszystko, co jest tylko namiętnością, ma - jak duchy i zjawy - taką godzinę

piania kura, kiedy musi zniknąć. Ale czysta miłość zostaje, a więc nie jest 

t y l k o  namiętnością: i jest to sprawdzianem jej prawdziwości, że nie można

znaleźć  żadnej  p r z y c z y n y , dla której powinna by zniknąć."

 

"Im bardziej delikatny i wyszukany jest kwiat radości, tym czulsza powinna

być ręka, która go zrywa."

(Samuel Taylor Coleridge, przekład Zygmunt Kubiak)

 

    Z wydaną w 1975 r przez PiW książeczką aforyzmów angielskiego poety

w tłumaczeniu Zygmunta Kubiaka nie rozstaję się przez całe życie.

Bliska mi jest nie tyle przez swą filozofię, ale przez to cudowne nierzadko 

połączenie myśli i uczucia w jedno, jakie odnajdujemy czasami jedynie

w muzyce. Jak przyjaciel Poeta rozmawia ze mną, a nie tylko wygłasza

swe maksymy. W 1834 roku został pochowany na cmentarzu Highgate,

z którym łączy mnie wiele osobistych wspomnień, podobnie jak z osobą

nieżyjącego już tłumacza tych drobnych utworów, którego uważam również

za wybitnego poetę.  Ja, choć jeszcze żyję, wpadam czasami na Pola Elizejskie,

żeby porozmawiać z bliskimi mi przez rodzaj duchowej przyjaźni osobami. 

To Coleridge nauczył mnie kochać także samą miłość, czemu zawdzięczam

najpiękniejsze chwile mego życia...


sobota, 28 marca 2015

 

Dzisiaj dostałem w prezencie imieninowym "Żywoty..." Vasariego,

dzieło, do którego dawno już nie zaglądałem.

- Może ci się przydadzą i wykorzystasz je na blogu - powiedziała

z uśmiechem Osoba, która mi je podarowała. Zdążyłem tylko przeczytać uroczą

historyjkę o Botticellim i o aniołach w czerwonych czapkach. 

Nie wiedziałem, że Botticelli zilustrował dziewiętnastoma miedziorytami

pierwszą księgę "Boskiej komedii" (wydaną we Florencji w 1481).

Pamiętałem tylko o jego rysunkach srebrnym ołówkiem - serii ilustracji

do tego dzieła.  Jeśli zaś chodzi o narodziny Wenus, to wstrząsnęła mną

niedawno wiadomość, że piana, z której wyłoniła się Afrodyta powstała

"z wrzuconych w morze, otoczonych białą pianą, organów płciowych

Uranosa."  Niby człowiek znał "Teogonię" Hezjoda, a jednak wiele

szczegółów, jak się okazuje, umknęło gdzieś. Może więc taki jest też pożytek

z ksiąg wszelakich, że o czymś nam przypominają.  Choć narodziny Wenus

nie wyglądają już tak słodko.  Raczej psychoanalitycznie...Nie tylko

artyści, ale nawet bogowie nie mają często łatwego życia.  

          

         "Przy wielu domach można do dziś zobaczyć wystawioną przy narożnikach sól. Ma ona uchronić dom i jego mieszkańców od wizyt nieprzyjaznych duchów."  (Dorota Barańska, "Brak absolutu. Pojęcie dobra i zła w japońskiej popkulturze")

         Osobiście nie używam soli do tego stopnia, że kiedy gotuję coś, w ogóle jej nie dodaję.  Znam inne sposoby na duchy, zjawy i demony, ale muszą pozostać moją tajemnicą, gdyż utraciłyby swą moc działania.    

             

piątek, 27 marca 2015

 

Bycie senną marą niesie ze sobą być może wiele atrakcji, jednak bywa też smutne.

Ktoś zapukał późnym wieczorem do pokoju Noriko. Zjawia zatrzymała się w drzwiach:

- Nie chciałabym pana niepotrzebnie niepokoić, ale pańska śmierć to tylko kwestia czasu.

- Chyba się pani pomyliła - powiedziała Noriko - Matsui zmarł trzy miesiące temu. 

- Nie mógł odejść. Nie przychodziłabym po niego. Proszę zobaczyć, napisane jak smok:

"Mastui Ogawa. Przestraszyć!" i parafka naczelnika.

- Ach, przepraszam panią.  Jestem trochę rozkojarzona.

Matsui oczywiście żyje - to Abe zmarł kilka miesięcy temu.

Noriko była trochę zakłopotana pojawieniem się zjawy z czarnymi tulipanami w dłoni.

Oczywiście Abe wcale nie odszedł, lecz miał się dobrze. Musiała jednak znaleźć jakąś wymówkę.

- Wiem - odrzekła zjawa - W takim razie zaczekam tu na niego. -

- Nie, nie.  On gdzieś wyszedł. Tak, że w ogóle go nie ma.  Nie wiem, kiedy wróci. 

Jeśli w ogóle wróci. To raczej mało prawdopodobne...

Noriko zatrzasnęła zjawie drzwi przed nosem i poszła się kąpać.

Szczególnie mycie głowy musi być bardzo przyjemne, kiedy ma się takie piękne długie włosy, jak Noriko.

Zrelaksowana dziewczyna prawie usiadła zjawie, która bezczelnie siedziała w jej fotelu, na kolanach.   

- Wydawało mi się, że cię nie wpuściłam - powiedziała z wyrzutem Noriko -

Jeśli jesteś głodnym duchem, to zostawię ci pięć ziarenek ryżu z mojej kolacji.

Ale nie licz na nic więcej.

Zjawa zrobiła bardzo smutną minę:

- Ale zjawiłam się - zauważyła.

- Mnie nie przestraszysz.  Jestem bardzo dzielna i nie boję się takich nocnych kreatur.

I tak w końcu rozpuścisz się kiedyś w porannej mgle.

Matsui zaczął mocować się z zamkiem, ale Noriko zamknęła drzwi od wewnątrz

i w zamku tkwił klucz.

- Noriko, otwórz! - zawołał Matsui, a wtedy zjawa zdzieliła go mocno w plecy zaciśniętą dłonią.

- Matsui Ogawa? - zapytała. 

Matsui odwrócił w jej stronę wzrok.  Jej blada, jasna szata, tonęła w księżycowej poświacie.

W tym czasie przez ulicę przebiegły dwa czarne koty, które skrzyżowały ze sobą swe drogi.

- Chciałaś mi coś powiedzieć? - spytał, gdy usłyszał, jak samochód hamuje z piskiem. 

Kierowca popłakał się i przykrył kota wiśniowym swetrem, który miał na sobie.

- Ten czarny kot nie miał szczęścia - powiedziała zjawa  - Ale spójrz tylko na tego drugiego!

Drugi czarny kot przemierzał teraz ulicę w dokładnie przeciwnym kierunku

z podniesionym dumnie ogonem.

- "Choć świat ten uważam za zły i bezlitosny, nie mogę jednak odlecieć stąd, niestety, bo

ptakiem wszak nie jestem." - odpowiedział cytatem Matsui, widząc, że ma do czynienia ze zjawą.

- Jak widzisz szczęście i pech nie zależą od nas samych - zachichotała zjawa -

Ciekawe, czy twojej Noriko wyschły już włosy?  Choć jestem raczej przekonana, że nie...

Matsui rzucił się w kierunku zjawy, jakby chciał ją zadusić, ale w tym czasie ona

przyglądała się już bezwładnemu ciału Noriko, które leżało na podłodze obok fotela. 

Stukał jeszcze trochę do drzwi, ale pomyślał, że coś mu się przywidziało...

Następnego dnia okazało się jednak, że Noriko żyje.  

- Słuchaj, tak się przestraszyłam, że na chwilę straciłam przytomność.  A ty, Matsui, co 

myślisz o tej zjawie?

- Nie mam sprecyzowanego zdania na jej temat - rzekł Matsui - Ale wolałbym jej więcej

nie spotkać.  Miała złe oczy, jak czapla.

- Też to zauważyłam - powiedziała dziewczyna - Nie rozumiem tylko, czego od ciebie chciała.

- Czasami nie wiemy, dlaczego szczęście się do nas uśmiecha lub zły los odsłania przed nami

swe kły.  Jakie to smutne być zjawą i nie mieć nawet ludzkiego ciała - zauważył Matsui...

środa, 25 marca 2015

   

        Wielki samotnik Thoreau zauważył kiedyś, że im bardziej gonimy za szczęściem, tym bardziej ono nam umyka. Jak motyl, który kiedyś sam usiądzie na naszym ramieniu.  W słowach tych jest wiele z prawdy. Czując i przeżywając życie w sposób spontaniczny, zapominamy o pragnieniu szczęścia i po prostu istniejemy, bez trosk i oczekiwań, a wtedy właśnie szczęście nieoczekiwanie się pojawia.  Każdy naprawdę twórczy człowiek doświadczał kiedyś w życiu takiego poczucia pełni własnego istnienia i związanej z nim wolności.  Thoreau robił wiele rzeczy pozornie bezużytecznych, oddając się kontemplacji natury, podobnie jak Rousseau, w okresie życie, kiedy pisał swe Les reveries du promeneur solitaire i był już chyba innym niż przedtem, znacznie mądrzejszym, człowiekiem. 

        Zdarza się jednak, że nie gonimy za szczęściem, a motyl nas omija.  Nasz los zwykle nie zależy bowiem wyłącznie od nas samych i od nastawienia naszego umysłu.  Możemy wprawdzie próbować się od niego wewnętrznie uniezależnić, jednak determinuje naszą życiową sytuację, wpływa na nasz nastrój i poczucie sensu istnienia.  I chociaż filozofia (a raczej część tzw. filozofów) od czasów starożytnych uczy, że szczęścia należy poszukiwać w nas samych, ponieważ jest ono wewnętrznym stanem ludzkiej duszy, "samotny człowiek ponad losem" - to określenie, które nie pasuje do większości ludzi. Jak dzieci cieszymy się zwykle, martwimy i obwiniamy rzeczami, na które nie mieliśmy wpływu.  Niewiele jest zresztą rzeczy nie tylko równie nieuchwytnych i nietrwałych, ale i równie nieokreślonych, jak ludzkie szczęście...

        Ponieważ żyjemy w społeczeństwie opartym na konkurencji i dążeniu do gromadzenia dóbr materialnych, czasami trudno nam poczuć, że w pewnym istotnym sensie prawdziwie twórcze życie nie jest parciem w jakimś kierunku i stawianiem na swoim, lecz raczej kontemplacją i błądzeniem po bezdrożach, ponieważ jest odkrywaniem czegoś w świecie i w nas samych, także w naszej podświadomości, jest bezpośrednim doświadczaniem każdej chwili życia, która nigdy nie jest w pełni tożsama z inną. Nie możemy też na ogół polegać na ustawionych przez innych drogowskazach moralnych.  Kiedy pędzimy gdzieś przed siebie, nie mając nawet chwili wewnętrznego skupienia i wytchnienia, nie możemy nawet wiedzieć, jak bogate jest w swych przejawach nieskończone życie.  To tak, jakbyśmy chcieli poznać las, nie wysiadając z samochodu, którym jedziemy leśną drogą.  Dlatego warto się czasami zatrzymać, uwolnić od natłoku myśli i wsłuchać w bicie własnego serca i w głos natury, dla której nie istnieje wczoraj, ani jutro.  

        Nie oznacza to jednak, że powinniśmy budować swoje szczęście na przypadku. Jak pisze w sposób sugestywny znany terapeuta Kabat-Zinn, dobrze jest mieć w wędrówce przez życie jakiś cel, świadomość własnej drogi i tego, w jakim miejscu jesteśmy. Ważna jest sama "kontemplacja pytania: "Co jest naszą drogą?"  Każda nasza sytuacja życiowa jest bowiem uwarunkowana przez nasze poprzednie życiowe decyzje i nikt za nas nie odpowie na pytanie, czy dobrze żyjemy.  I choć czasami nie wiemy, czy to motyl jest naszym snem, czy to my jesteśmy snem motyla - jak o tym mówi cudowna opowieść Zhuangzi - to z pewnością warto się obudzić, nie z sennego marzenia, jakim jest w sposób nieunikniony nasze istnienie, ale z koszmaru, w jaki czasami nieświadomie zamieniamy własne życie, zakładając z góry, że nie mamy na nie żadnego wpływu lub przeżywając je w sposób bezrefleksyjny. "Nic łatwiejszego niż trwać w sytuacji przypominającej osuwanie się po zamglonym śliskim stoku prosto do grobu" - przekonuje Kabat - Zinn.  Trzeba "przebudzić się i zrozumieć, że wszystkie twoje poglądy o tym jak należy żyć i co jest ważne były w najlepszym razie niesprawdzonymi półprawdami opartymi na lęku i niewiedzy..."  I choć inni ludzie próbują często do nas, czasami w sposób rozpaczliwy, dotrzeć, jedynie my sami możemy być dla siebie światłem.  W tym sensie wszystko, co uwalnia nas od mechanicznego, zautomatyzowanego patrzenia, myślenia i działania, a tym samym nas do tego celu zbliża i pozwala nam spojrzeć na życie w sposób bardziej otwarty i bezpośredni, jest medytacją.     

        I chociaż przyjęcie terapeutycznego punktu widzenia, który jest czasami po prostu mądrością życia, nie może zastąpić naszej własnej filozofii życia (poczucia jego wartości), jest jednak cenne.  Problemem wielu ludzi jest bowiem często brak lub nadmiar poczucia własnej wartości, który sprawia, że czują się w życiu zagubieni. Poczucie własnej wartości lub jego dotkliwy brak, kształtują się na ogół w dzieciństwie pod wpływem bliskiego kontaktu z rodzicami.  Jak niedawno powiedział pewien terapeuta, którego wystąpienia miałem przyjemność słuchać, "są tylko dwa realne problemy w naszym życiu - matka i ojciec."   To oni najczęściej, a nie my sami, decydują o naszych relacjach z innymi ludźmi.  Widać to szczególnie w kontaktach z osobami nam najbliższymi.  Oczywiście nie należy sugestii tej rozumieć zbyt dosłownie - jest ona po prostu zachętą do uwolnienia się od tego nieuświadomionego wpływu i do bardziej świadomego decydowania o własnym życiu.  Jak twierdzi ów psychoterapeuta - warto się nawet czasami o to z kimś pokłócić...  

        Żeby być zadowolonym z własnego istnienia, trzeba być dla siebie przyjacielem, a nawet kochać siebie, co nie oznacza jednak obsesyjnego myślenia o własnej szczęśliwości.  Ale warto odróżniać tak zwany zdrowy egoizm, związany ze świadomością własnych życiowych celów, od miłości własnej, która każe nam do nich dążyć kosztem cierpienia i niepokoju innych. (To rozróżnienie istnieje zarówno w filozofii, jak i w psychologii).  Jesteśmy wieloma niewidzialnymi nitkami związani z innymi ludźmi i nasze szczęście zależy również od obecności w naszym życiu osób, które kochamy.  Miłość i dobroć w naturalny sposób skłaniają nas do myśli o innych ludziach i o ich szczęściu, a ich cierpienie nie jest nam obojętne.  Jedynie oparta na empatii, współczująca postawa wobec życia i innych czujących istot, których radość, niepokój i ból, nie są nam obojętne, sprawia, że przeżywamy życie w sposób uważny i pełny.

        Zdarza się, że jakiś motyl, który beztrosko latał po łące, jest martwy i nie ma w sobie już żadnego życia. Jego widok wywołuje w nas smutek, a czasami apatię.  Tracimy chwile szczęścia i bliskie osoby, a wartość czyjegoś istnienia uświadamiamy sobie często, kiedy jest już za późno.  Jak napisał w swym znanym i przytaczanym często utworze - medytacji, poeta metafizyczny John Donne:

         "Nikt nie jest samotną wyspą...Śmierć każdego człowieka umniejsza mnie..."

poniedziałek, 23 marca 2015

 

 

                       To moja słodka Iris ulepiła dla mnie te ciasteczka,

                       z nadzieniem z brzoskwiń i z promyków słońca. 

                       I dziś, kiedy odpływam w mrok łodzią Charona,

                       czuję jeszcze smak i aromat tamtej radości...

                          

 

 

                                                 

niedziela, 22 marca 2015

                        

                         

                           

       "Wiosną, kiedy jaskółki mają się ku sobie, smutek rozłąki bywa największy."

                                                     (Nezumi)

 

 

 

                         

sobota, 21 marca 2015

                                

                                   

                            Wół wołowi wola nie wyłowi...

 

                            (Z tomiku "Przysowia są mądrością sów") 

 

 

 

 

piątek, 20 marca 2015

                       

       William Drummond napisał w swym poetyckim eseju Cyprysowy gaj (Cypress Grove, 1623), że "niektórzy zapewniają, że na Księżycu istnieje inny świat, z ludźmi i odczuwającymi istotami, z miastami i pałacami..."  Pogląd ten, jak zauważa w książce Księżyc w nauce i kulturze Zachodu historyk astronomii Jarosław Włodarczyk, był dość popularny na początku XVII wieku.  Wyobraźnia ludzi Wschodu rozwijała się bardziej w kierunku mitologiczno -religijnym.  Ale o tym już tu chyba kiedyś wspominałem...Tytuł eseju szkockiego autora spodobał mi się jednak do tego stopnia, że postanowiłem napisać krótkie opowiadanie w ten sposób zatytułowane.  Gdybym chciał napisać "Hamleta" byłoby to może trochę dziwne, ale w tym wypadku takie zapożyczenie nie wydaje mi się czymś, co mogłoby budzić jakieś szczególne zgorszenie lub zaciekawienie.  Nie zamierzam zresztą zbytnio eksploatować pomysłu Drummonda i o księżycu jedynie wspominam...          

 

       "Miłość jest przeciwieństwem przemocy. Miłość stara się rozumieć, przekonywać, pobudzać.  Czyniąc tak człowiek, który kocha, stale się zmienia. Staje się bardziej wrażliwy, bardziej spostrzegawczy, bardziej twórczy, staje się bardziej sobą...W przeciwieństwie do przemocy, miłość wymaga cierpliwości, wewnętrznego wysiłku i, co najważniejsze, odwagi.  Do rozwiązania problemu miłości niezbędna jest odwaga, która pozwala przetrzymać rozczarowanie, zachować cierpliwość w obliczu niepowodzeń. Niezbędna jest wiara we własną moc, a nie w jej wypaczoną kopię - przemoc."

       (Erich Fromm, "Czy nadal kochamy życie?", przekład B. Radomska, G. Sowiński)

       Naprawdę nie wiem, co mógłbym do tych słów dodać...

      

czwartek, 19 marca 2015

 

      

       Chciałem się dzisiaj jakoś pocieszyć i odwiedziłem swoją ulubioną księgarnię z rudym kotem.  Widziałem go zresztą kilka dni wcześniej i nawet pogłaskałem.  Ale przywitała mnie historyjka opowiadana wszystkim klientom, że kot nie żyje.   Przeżył na tym świecie ledwie dziesięć lat.  Lubiłem go widywać i kiedyś nawet chciałem pokazać mojej ukochanej, bo księgarnia jest blisko Łazienek.  Kot na pewno spełniał też funkcje reklamowe, ale robił to ze sporym wdziękiem.  Przeżył operację, po której miało być wszystko dobrze i umarł w domu...Zamiast pocieszenia odnalazłem więc coś innego.  Jednak przypomniały mi się słowa de Mello, że pociesznie nie zawsze jest radością...Czasami jedyną jego właściwością jest miłość istnienia, jaką w nas budzi...

 

   

środa, 18 marca 2015

                     

                       "Go crystal tears, like to the morning showers,

                        And sweetly weep into thy lady's breast."

      

       Słucham "The Lady Musick" Emmy Kirkby.   To jej pierwsza solowa płyta dla wytwórni "Decca"  (L'Oiseau-Lyre 1979 - to bardzo lubiana niegdyś seria także ze względu na jej kultowe okładki).  Na lutni gra oczywiście Anthony Rooley. Płyta zawiera pieśni z epoki elżbietańskiej i poza cudem Dowlanda "I saw my Ladye weepe" same bardzo udane pieśni Campiona, Pilkingtona, Morley'a, Danyela i innych angielskich kompozytorów. 

       Wyjątkowy osobisty wdzięk i kultura muzyczna sprawiły, że mimo niezbyt mocnego głosu ("ubogi rejestr piersiowy") Emma Kirkby jest od kilkudziesięciu lat najsławniejszą interpretatorką muzyki dawnej.  "The early music movement", który reprezentowała, dokonał rewolucji i sprawił, że muzyka epoki baroku i renesansu zaczęła być powszechnie słuchana.  Lubię bardzo Emmę Kirkby, nie dlatego, że była piękną kobietą, ale przede wszystkim ze względu na wymienione wcześniej cechy, które sprawiają, że jej ostatnie nagrania należą również do bardzo udanych, choć jej głos nie ma już tak jasnej barwy.  Nagrana w 2005 roku dla szwedzkiej wytwórni "BIS" płyta "Musique and Sweet Poetrie" w pełni o tym przekonuje.  Artystce towarzyszy wybitny lutnista Jakob Lindberg, a Emma śpiewa w trzech językach - angielskim, francuskim i włoskim.  Ta nieco ciemniejsza barwa głosu, która wcześniej nie pasowałaby do jej pięknych blond włosów, nadaje jednak jej interpretacjom odcień głębszej melancholii. 

       Jednak artystka jest osobą pogodną z usposobienia, wyjątkowo ciepłą i pełną życia, i owa melancholia w jej interpretacjach nigdy nie wykracza poza stosowny umiar. Dlatego jej złoty wiek nigdy nie przeminie. Nagrana w 1982 roku z kilkoma muzykami płyta "Purcell. Songs & Airs", to też jedno z moich ulubionych CD ponieważ, jak moi czytelnicy wiedzą, uwielbiam muzykę Purcella, a z sopranów jedynie Sylvia McNair i Nancy Argenta potrafiły śpiewać ją równie pięknie.  W przekazie muzyki dawnej ważne jest nie tylko "historyczne poinformowanie", ale przede wszystkim swoista magia i czar, których Emmie nigdy nie brakowało...W moim życiu jest jeszcze inna Emma, ale o tym napiszę już może innym razem. 

 

         

       

      Błyskawica rozdarła niebo.  Książę umilkł.   Krople deszczu rozlewały się po jego twarzy niczym ocean.  Wydawało mu się, że drzewa pozbawione są liści, a ich żylaste gałęzie tworzą jakąś przedziwną srebrzystą pajęczynę.   Słyszał szum morza szalejącego pod urwiskiem.  Ptaki i nietoperze wirowały w księżycowej poświacie.  Nie wiedział dlaczego tu przyszedł.  Ale czuł, że za chwilę księżyc runie w morze i cały ziemski świat utonie w jego bezmiarze.     

            - Amalio!  - zawołał - Jesteś tu?

      Ale dziewczyna nie odpowiadała.  Ogłuszony deszczem usłyszał nagle niski, chropawy głos kościelnych organów.  Organista musiał sporo wypić tej nocy.  Pobudził chyba wszystkie anioły i demony w okolicy.  Książę próbował zapanować nad wzburzeniem.  Sam nawet nie wiedział, kiedy zaczął biec.  Ryk morskich fal przypominał ryczenie upiorów.  W tym stanie ducha rzucił się w przepaść.  Ciała jego nigdy nie odnaleziono...Kiedy czasami znajdziesz się w tamtej okolicy, szczególnie po północy, zachowaj szczególną czujność!   Ludzie giną tam i nie odnajdują się.  Ach, ten pruski smutek!  To przez niego to wszystko...

 

 

wtorek, 17 marca 2015

 

 

Kupiłem kiedyś komuś różowy kamyk, bo sam lubię kamyki (chociaż wolę je znajdować). Ta osoba mnie kochała, ale niedawno chyba Jej przeszło. Zwierzyłem się ogólnikowo przyjacielowi, nie mówiąc jednak kogo miałem na myśli:

- Pewnie różowy kwarc. A płukała raz w tygodniu w ciepłej wodzie i energetyzowała hematytem? -

- Muszę Jej chyba o tym powiedzieć - uśmiechnąłem się - Kobiety są podobno praktyczne.

 Na pewno nie wie, że o tym zapomniała.  Może zmieni zdanie i znowu do mnie coś poczuje.

 - A może po prostu dzięki Twojemu kamykowi zakocha się w kimś innym? - spytał przyjaciel.

 - No, w Tobie na pewno nie - powiedziałem trochę zły.

 

 

poniedziałek, 16 marca 2015

                  

      

       Pewien łucznik zobaczył cień Ogromnego Ptaka o złotych skrzydłach.  Wycelował w niego i przeszył strzałą, a następnie podbiegł w miejsce, w którym znajdowała się zdobycz.  Tymczasem ptak spokojnie poszybował po niebie. Następnego dnia historia się powtórzyła.  A na trzeci dzień, kiedy łucznik upolował kolejny cień, załamał się i widząc siedzącego na kamieniu Nezumiego zapytał go:

       - Powiedz mi, o Dostojny!  dlaczego choć trzy razy ugodziłem go prosto w serce, za każdym razem mi się wymknął? 

       - Ustrzeliłeś pewnie jego cienie - powiedział z troską Nezumi - Ale po co chcesz zabić tego ptaka? Czy nie lepiej, żeby jak dawniej latał po niebie?

       - Jestem głodny, a moje dzieci też. Zjemy ptaka, a jego złote skrzydła zaniesiemy do świątyni i może dostaniemy za nie jakieś pieniądze.  

       - Na razie zabiłeś tylko trzy cienie i nie zauważyłeś nawet, jak bardzo zmartwiła się tym kałuża i żaby, które połączyły się już w grona. Wysychają

od słońca, a ich skóra pomarszczyła się, jak skóra starej wiedźmy. 

       - To co mam robić? - spytał łucznik - Może zabiję ciebie?  Udajesz mądrego, a przecież i ty masz ciało...

       - Zamiast strzelać do dzikich gęsi i do ptaka o złotych skrzydłach, lepiej naucz się płynąć po niebie wraz z obłokami - rzekł Nezumi.                     

       Łucznik zezłościł się i splunął Nezumiemu w twarz, ale trafił tylko w jej cień. To rozzłościło go jeszcze bardziej. 

       - Uduszę cię gołymi rękami.  Moje dzieci nie mogą być głodne! - krzyczał.   A ponieważ ze złości zapomniał mierzyć w cień ptaka, trafił wreszcie

Złotoskrzydłego.  Ptak upadł przed kamieniem, na którym siedział drzemiąc Nezumi.  Dostojny odemknął lewą powiekę i zobaczył, jak łucznik tańczy

z radości.  Widząc, że udało mu się skłonić go do właściwego działania Nezumi zasnął i śniło mu się, że jest zranionym w serce cieniem.  A potem

cień okazał się martwym ptakiem... 

       

      

niedziela, 15 marca 2015

       

        Tytuł tego wpisu sugerować może pojawienie się ducha, ale tym razem chodzi raczej o naszą własną psyche.

        "Życzliwa i serdeczna ciekawość w stosunku do własnych uczuć umożliwia nam znacznie lepszy kontakt z pełnią doświadczenia każdego momentu życia" - piszą autorzy książki "Świadomą drogą przez depresję. Wolność od chronicznego cierpienia." (Williams, Tesdale, Segal i Kabat-Zinn).  Próby odcinania się od własnych uczuć w psychologii nazywa się unikaniem doznań i nie jest to wcale dla nas coś dobrego, "bowiem udawać, że jakiegoś uczucia nie ma, to tak jakbyśmy jadąc samochodem słyszeli jakiś dziwny hałas i próbowali zagłuszyć go radiem."  (Williams, Tesdale, Segal i Kabat-Zinn).  To ładna i cenna książka, a ćwiczenia mogą pomóc osobom mogącym słuchać mp3 (tekst czyta Małgorzata Braunek). 

        W "Naturze emocji" (pod redakcją Ekmana i Davidsona) wyrażony został pogląd, że emocje są zawsze świadome, a nieświadome mogą być jedynie wywołujące je oceny poznawcze (Clore), albo tzw. przetwarzanie emocjonalne (LeDoux).  Gdy nie uświadamiamy sobie dostatecznie przyczyny doznawanej emocji, to "może ona zostać przypisana fałszywym źródłom i dzięki temu deformować sądy i decyzje" (Clore).  W jeszcze większym stopniu, niż emocji, dotyczy to naszego nastroju. To już oczywiście tylko pewna teoria, bo sam problem, jak podkreślają Ekman i Dawidson jest bardzo trudny.  Tak, czy inaczej, dobrze jest być świadomym tego, że kiedy w pewnych sytuacjach gniewamy się na kogoś, smucimy, chcemy wszczynać spór lub reagujemy wycofaniem, to ukrywać się może za tym pewna nieświadoma ocena lub oceny.  Czy i jak jest możliwy wgląd w tę sferę nieświadomego, to też bardzo ciekawe, a przede wszystkim ważne dla praktycznego życia pytanie. 

        Nasze postrzeganie i oceny zachowań innych osób (jest to szczególnie dramatyczne, kiedy dotyczy osób nam bliskich) są często zdeformowane i zdarza się, że oceniamy je i podejmujemy decyzje, które wydają nam się racjonalne, jednak wcale takimi nie są.  Dlatego czasami, kiedy coś wydaje się nam nie do zniesienia lub uwodzi swą pozorną atrakcyjnością, warto zdać sobie sprawę, że nie zawsze wiemy, dlaczego pewne myśli i emocje pojawiają się w naszym umyśle. W odniesieniu do innych ludzi może nas to uwolnić od nadmiernej podejrzliwości i niepotrzebnego obwiniania, podobnie jak od łatwowierności i nadmiernej ufności, i tym samym umożliwić nam bardziej bezstronny i życzliwy osąd ich motywacji i działań.    

      

sobota, 14 marca 2015

 

 

Ana Moura pięknie śpiewa fado (i nie tylko), ale

niektóre jej ostatnie fado mają tekst angielski. 

"Desfado" to jej trochę mniej udana płyta, jednak

są tu dwie piękne piosenki z portugalskim tekstem

i jedna, chyba dość sugestywna, z angielskim. 

A zaczyna się tak:

    

      "Thank yo for telling me lies

      Thank you for making me cry

      Now I know I've got a heart

      I've got a big bloody heart

      I know

      Cause you stole it and you broke it

      And I thank you."

    

      A dalej jest podobnie już do końca piosenki. "And thank you for every miserable day".

Fado to szlachetna i melancholijna muzyka o ludzkim losie i cierpieniach miłości. 

Najważniejsze dla jej rozumienia portugalskie słowo "saudade" tłumaczy się czasami

jako spleen, choć jest podobno nieprzetłumaczalne. "Thank you" to fado, które

weszło już w obszar muzyki popularnej i utraciło trochę ze swego piękna. Gdyby

ktoś chciał wkleić tu tę piosenkę, to z brzmienia głosu Any łatwo zorientowałby się,

że tekst nie ma konotacji masochistycznych, lecz wyraża zupełnie inne uczucia. 

 

 

 

                   - "Moje złotko" - powiedział i owinął jej serce w sreberko.

                   - To raczej dość makabryczna historia.  Dlaczego musiał

                     zabić?   Może usłyszał, że jej serce mocniej zabiło?

                     A kim była ofiara?

                    - To Molinezja Księżycowa. Malutka, czarna rybka.

                    Jej serduszko jest naprawdę miniaturowe. W głębi oceanu

                    pływają przedziwne morskie potwory. Ale i człowiek potrafi być

                    niemniej okrutny...

                             

                               

piątek, 13 marca 2015

 

 

 Mam tak wiele zmartwień i kłopotów, że mógłbym nimi obdarować tysiąc Aniołów Dobroci.                   

 Jest we mnie tyle cichej radości, że mógłbym ją ofiarować milczącym bóstwom Podziemnego Świata.

 Niepotrzebny nikomu, spędzam tu samotne chwile w oczekiwaniu na wieczność nieistnienia...

 Zimy już nie ma, a wiosna jeszcze nie nadeszła...Tylko tęsknota jest ze mną zawsze.

 

 

 

 

 

 

 

środa, 11 marca 2015

 

 

        Czy tak się zgodnie z czyimś życzeniem namnożyły, że zjadły prawie wszystkie uczucia i myśli, które stanowić miały podstawę rozwoju duchowego Nezumiego?  Może nie jest aż tak źle.  Choć nie takie myszy-troski, albo raczej myszy-szkodniki, miała na myśli owa miła Osoba i tak też bywa.  

        Może w związku z tym lub bez związku, a jedynie dla żartu, jakim jest po części ten wpis, warto przytoczyć te słowa Dżalaloddina Rumiego (które po polsku oddał niedawno w swym przekładzie Albert Kwiatkowski):

 

       "Czemu z naszego rozumu użytku zrobić nie chcemy,

         by odkryć, że nasze ziarno mysz nam podstępem zabiera?

 

         Mała mysz w naszym spichlerzu niewielką dziurę zrobiła

         i stosując swoje sztuczki spichlerz w ruinę zmieniła. 

 

         Duszo!  Usuń najpierw szkody, które mysz ci wyrządziła

         i dopiero potem swoje ziarno gromadzić zaczynaj."

 

         Gdybyśmy potrafili być tacy zapobiegliwi...Ale najczęściej, jeśli sami nie mamy głupich myśli, to inni je nam chętnie podsuwają, zwykle pod pozorem sprawiania nam radości lub dawania nadziei.  Cieszę się z tego poetyckiego przekładu utworu Rumiego  (Wydawnictwo Barbelo) i mam nadzieję, że będzie kontynuowany.  Ale i ta niewielka cząstka pierwszej księgi Masnawi, w poetyckim przekładzie tłumacza, budzi moją szczerą sympatię.

   

 

        

 

     

         


wtorek, 10 marca 2015

                                                                                                                            

                                                                                                                                

                                                                                                                                     "21 sierpnia. Jasna Polana. (18)90.

                 

        Wstałem wcześnie, posprzątałem, poprawiłem zakończenie.  Czytałem Ibsena "Rosmer."  Na razie niezłe. Teraz jest trzecia godzina: pójdę odpocząć. Po obiedzie rąbałem drwa sam. Bardzo się martwię bezsensem życia."

 

                                                                        (Lew Tołstoj)                                

 

        Ja powiedziałbym chyba, że człowiek mądry ma prawo do chwili zwątpienia tak, jak każdy inny człowiek. Na czym zresztą buduje się zwykle wiarę w sens?

                      

         

         Świat metafizycznej rzeczywistości, wplątanej w moc wszechświata, którego nie widzimy, jest bardziej realny od naszego.  Roje snów ulotnych odlatują w bezkres księżycowej nocy...

 

 

 

niedziela, 08 marca 2015

       

       

       W czasopiśmie "Japonica" (2002) opublikowano polski przekład opowiadania "O księżniczce kochającej owady" (Mushi mezuru Himegimi).  Ta tak przedziwna historia miłosna skłoniła mnie do napisania tej krótkiej opowieści.  A ponieważ chciałem położyć się spać przed świtem, śpieszyłem się bardzo.

        

        Moja bohaterka ma na imię Yoko i też jest księżniczką, ale jej ojciec został właśnie odsunięty od władzy i oboje przebywają na wsi. To właśnie tam, na łące, dziewczyna zobaczyła polnego konika.  Nie mógł skakać, a z boku jego wątłego ciałka wypływała limfa.  Yoko wydawało się nawet, że konik zapiszczał i dlatego właśnie schyliła się i wydobyła go z zieleni traw.  Podniosła go stamtąd, owinęła w chusteczkę i zaniosła do domu.   

                         - Wyrzuć to świństwo! - skarciła ją matka - Czyżbyś nie słyszała, co się stało?                                         

                         - On jest bardzo biedny i gdybym go zostawiła, z pewnością by zamarzł -powiedziała Yoko.

                         - Twój ojciec nie żyje.  Kiedy ty beztrosko chodziłaś sobie po łące, ktoś przebił go sztyletem -

        Kobiety rzuciły się sobie w objęcia i zaczęły głośno płakać.  I tak rozpaczały do samego rana.  A dzień wypełniony był tym wszystkim, co trzeba robić, kiedy śmierć przerywa czyjeś życie.  Miały już kłaść się spać po tym dniu pełnym rozpaczy i bólu, gdy nagle matka zauważyła, że dziewczyna przez cały dzień ogrzewała w dłoni owada, a ukradkiem karmiła go i dawała mu do wypicia rosę swych oczu.  

                          - Jak możesz Yoko!  Chyba już całkiem postradałaś zmysły...- martwiła się matka.  

                          - Twoja córka jest piękna, jak róża - rzekł na to Duch Doliny - Na pewno spotka was teraz jakieś wielkie szczęście. 

        W księżycową noc obie nie spały.  Myślały o tym, co mogło mieć na myśli widmo.  Za to nad ranem zmorzył je straszny sen, w którym obie rozpaczliwie jęczały...A kiedy się obudziły, zobaczyły, że ktoś głaska je czule po stroskanych główkach.  To był Książę.   Konik polny zaś rozpłynął się we mgle poranka.  Więcej już o tym nie słyszałem - powtarzam tylko to, co mi powiedział ten szaleniec Nezumi.  Podobno dziewczyna nie była jednak szczęśliwa, popadła w melancholię i niewiele jadła. I znów matka musiała się o nią martwić.  I dopiero, kiedy następnego lata usłyszała muzykę koników polnych, której słuchał książę z całym dworem (w tym czasie wrócił już był do władzy i pokonał swych wrogów) rozpoznała grę swego Ukochanego.  Jej radość nie miała granic.   Ucałowała go czule i żyli potem razem krótko i szczęśliwie...  

sobota, 07 marca 2015

 

 

                                         

                                          Nawet te ważki 

                                          nie ważą się furkotać,

                                          gdy strumień cichnie.

                                                                                                                 

                                          (Nezumi, marzec 2015)

                                                               

 
1 , 2