Kategorie: Wszystkie | "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę" | ...bez końca | 0 | 100O i jeden Rabinów | A Puszkina też zapuszkują? | A moze to tylko pomieszanie zmyslow | A nie lepiej być purystą? | Aaaaaaaaaaaaaa...aalfabeta | Ach, gdzież jest litość lub wspolczucia pozór? | Ach, gdzież jest litość lub współczucia pozór? | Adam Mic - Kiewicz | Adaś i Ewka | Aforystyka | Amerykański sen | Autopsychoterapia | Bez sensu to to! | Bez szaleństwa... | Bezmyślne okrucieństwo | Bezradność | Biedna Szymborska | Biedny Kapturek! | Bliźni miłości | Bliźniego miłość... | Blondyn | Blue Bossa | Bojaźń i drżenie | Bratnie dusze | Bruner, ty świnio! | Buddyzm w życiu codziennym | Bóg mi poskapił tej anielskiej miary... | Bóg mi poskąpił tej anielskiej miary... | Bójstwo samo | Caritas | Chiziofrenia | Choroba na śmierć | Chwila ułudy | Chwila wytchnienia | Chłodne upojenie | Cierpienia i radości | Cierpienie i radość | Cleen feed | Cnota niedoli | Co slina na język przyniosła | Co tam panie w polityce? | Co w niebie piszczy | Co ślina na język przyniosła? | Corrida | Coś dla duszy... | Coś tak wulgarnego | Cudotwórstwo | Czarna Perła Tao | Czarny tulipan skrzyżowany z czarna różą | Czarny tulipan skrzyżowany z czarną różą | Czary Mary | Czego nie przysięgał Hipokrates? | Człowiek nie jest rzeczą | Człowiek to brzmi dumnie, ale nie u mnie | Często chowa | Częstochowskie rymy | Deficyt aniołów | Delightful! | Demokratyczne wybory w Oczodołach | Diabłoterapia | Dla wszystkich i dla nikogo | Dnieje | Do samego siebie | Dodatek | Dowcipas dnia | Duma narodowa | Dusze drzew | Dyskretna mgiełka autoironii | Dzielność | Dziki kapitalizm | Dzisiejsza młodzież | Dzisiejsza młodzież nosi ładną odzież | Egzystencjalizm jest chumanizmem | Ekonomia zbawienia | Elegancja Francja | Elegijnie | English gentelman | English gentleman | Epicurus | Ewa tylko ziewa | Falochron | Female | Filozofia bez uczoności | Forever Loving Jah | Gadu, gadu | Gadu, gadu, trochę więcej jadu | Gal Anonim | Gaz dla pedałów | Gaz dla pedałów, młot dla sierpów | Gdy rozum śpi... | Gendarme | Genek, gienialny gieniusz | Geno Typ | Gorący uczynek | Grabarz | Grabarz nonsensu | Gry i zabawy literackie | Głupota przysłowiem narodów | Głębie i tajnie Podświadomego | HIstoria nauczycielką bicia | Herbatka zen | Homo economicus | Homo sapiens czy Homo politicus | Humor absurdalny | Humor nieco absurdalny | Humor, satyra, panie... | I rekiny w oceani mają zębów cały rząd | I rekiny w oceanie mają zębów cały rząd | Indie Wschodnie i Zachodnie | Industrial | Istnieje również wrodzony brak poczucia humoru | Ja tam bynajmniej nie wiem | Jak długo będę jeszcze żył? | Jak uprawiać agresywne dziennikarstwo? Poradnik dla początkujących | Jakże cżęsto powtarza się ta historia | Jakże trudno czasami coś sklecić! | Jan i Małgorzata | Jan z Czarnolasu | Jesienna muzyka | Jeszcze smutniej! | Jeździec Apokalipsy | Językologia | Kaczuszki mandarynki | Karawana idzie dalej | Katedra Adamowego Żebra | Kawa z Kafką | Każdemu według naszych chęci | Każdemu według potrzeb | Każdemu, o czym tylko zamarzy | Kiciuś Miciuś! | Kicuś Micuś! | Kiedy człowiek staje się bestią | Kiedy owce nie milczą | Kij w mrowisku | Kniaź Wiktor | Kochani ludożercy | Kolacja Pani Sowy | Kometa tylko głownia nie ta | Konkwista | Koryfeusz nauki, milośnik sztuki | Koty i inne zwierzęta | Koty, głupoty, palikoty | Kości rzucone są | Kość słoniowa | Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatni | Kto pisze teraz historię? | Kuchnia szamańska | Kwiatki Św. Franciszka | Kwiatostan śmierci | Kwitnienie kultury | Kwitnąca wiśnia | La colombina i ciche ukojenie | Lekarzu - lecz się sam! | Lenin wiecznie żywy | Leśmianiada | Lichwiarstwo polskie | Liryki i prztyki | Logika dziejów | Londyńska mgła niepamięci | Londyńskie przygody | Los ofiary | Los puka do moich drzwi | Lotosowy wpis | Ludzie ludziom... | Lunatyzm | Lęk społeczny | Made in Japan | Maligna | Marność nad marnościami | Marność nad marnościami. Rekoleksje Wielkopiątkowe | Marzenia senne | Marzeniologia stosowana | Maszkary i senne dziwadła | Maszkary i senne widziadła odbite w lustrze | Mała czarna z Kafką | Medycyna naturalna | Meine Liebe Augustin! | Melancholia | Melancholia stosowana | Memorabilia | Meszreiw | Meteo | Mgiełka autoironii | Mglisty dzień. Mgła | Mikołak | Mistrz i Małgorzatka | Mistycyzm lunarny | Mistyka i miłość | Mitologia osobista | Mitologia świata | Miłość | Miłość bliźniego | Miłość nie zawsze szczęśliwa | Miś Uszatek | Moc rytuałów | Monada nie ma okien | Mowa potoczna | Mowa ptaków | Mowa serca | Moze ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może ktoś się ucieszy? | Może ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może to trochę zbyt uszczypliwe | Musicology | Muza lekkich obyczjów | Muzyka przywraca ład serca | Myszoterapia dr Nezumi | Myśli prostego człowieka | Mądrość Natury | Mądrość jak z gazety | Mądrość narodów | Młot na faryzeuszy i hipokrytów | Męstwo bycia | Mówił sen do snu | NIe ma na świecie dwóch takich samych liści, ni kropel deszczu | Na jawie (lecz to, co niejawne pozstaje) | Na stos rzuciliśmy szcześcia los | Na stos rzuciliśmy szczęścia los | Na szczytach hipokryzji | Na zdrowie! | Nad piekną rzeką | Najokrutniejsze zwierzę | Najsłodsza tajemnica | Narastająca senność | Nic dzisiaj ciekawego nie napisałem | Nicość | Nie am dwóch takich samych liści, ni kropel wody | Nie bój się - najwyżej cię rozstrzelają! | Nie czas żałować burz, gdy płoną oczy | Nie czas żąłować burz, gdy płoną oczy | Nie każde szczere złoto jest szczerozłote | Nie ma na świecie dwóch takich samych liści ani kropel wody | Nie ma na świecie dwóćh atkich samych liści lub kropel deszczu | Nie ma takiego smutnego, co by na wesołe nie wyszło | Nie ma zazdrości bez miłości | Nie oddamy nawet guzika | Nie tylko dzielenie włosa na czworo | Nie wiem, ja w ogóle nie myślę | Nie zabijaj! | Nie zabijajcie drzew! | Nie zawsze urocza dzecinada | Niebiańskie szczyty głupoty | Niech pani będzie dzielna! | Niech zapłaczą na moim pogrzebie | Nieco drapieżny wpis | Niekoniecznie ptasi móżdżek | Nienawiść bliźniego | Nieosobiście | Nieprzesłane przesłanie | Niestworzone rzeczy | Nieszkodliwe głupotki | Niewczesna melancholia melomana | Niewczesne rozważania | Niewielka profanacja | Niewielkie przekłamanie | Niskolotnie | No No! Teatr No | No comments! | No no! | Nowa poezja lingwistyczna | Nędzne kabareciarstwo | O Leonardo, po cóż się tak trudzisz? | O dzieleniu włosa na czworo, czyli metodzie scholastycznej | O dzieleniu włosa na czworo, czyli o metodzie scholastycznej | Obciachy | Obscenia i parafrenalia | Obsesja dobrego biustu | Ojej! | Oko w oko z zębem mądrości | Okropieństwa | Okruchy odgrzebane z lawy | Okruchy życia wygrzebane zlawy | Okruchy życia wygrzebane z lawy | Okrutna losu ironia | Orientuj się na orient | Owczarek | Owczarki afgańskie | Owocożerni | PL jak piekło | PO PiS | POeci wszystkich krajów dzielcie się | Pan Tadeusz | Panie pośle, po chrześcijańsku panu wybaczam | Pańska satyra polityczna jest niegramatyczna | Pendant do pewnego przypisu | Perlikowski | Pewna elastyczność zasad | Pewne jak w banku | Piorunujący piorun! | Po owocach poznacie ich! | Po upadku | Pobożne życzenia | Podpatrywanie Natury | Podroby i inne podróbki | Pokolenie Kainowe | Pokorne ciele | Pokorne cielę | Pokusa | Polak potrafi | Polak potrafi! | Politolog i Politowska | Politycznie niepoprawne! | Polonica | Polonika rycerskie | Polucje i ablucje | Pomarańcze i mandarynki | Pomarznąć dobra rzecz | Pomarznąć dobra rzecz! | Pomoc psychologiczna | Poranna kawka z Kafką | Porąbane marzenia | Potężne i głębokie warstwy pierwotnego mitu | Powieść brukowa | Powszechna życzliwość | Powtórka z cynizmu | Poznaj samego siebie | Prawda | Prawda jest jedna i piękna, ale złożona | Prawda popłaca | Prawdziwa metropolia | Prawi i sprawiedliwi | Prawiezmartwychpowstanie | Prawiezmarwtychpowstanie | Prognoza pogody | Pruski smutek | Przecież cię zjem! | Przedagonalny polski agon | Przegląd sportowy | Przeinaczenia | Przez pychę do pokory | Przeżyjesz to, a pote już tylko grób | Przeżyjesz to, a potem już tylko grób! | Przminęło z wiatrem | Prztyczek | Psiapowiednia Majów | Psubrat | Pustka | Pytanie dość retoryczne | Raczej to nie będzie hit | Radosne gonitwy śnieżnych tygrysów | Radość wędrowania | Rejterada Rejtana | Religie nauczą cie pokory | Res Sacra Pecunia | Romans z pop kulturą | Roots, Rock, Reggae | Rozkosze reinkarnacji | Rozmowa nie na telefon | Rozpacz | Rozpacz na wieki wieków | Rozpacz, która podpełza pod gardło | Ruch i świeże powietrze... | Rybołówstwo cudzołożnika | Rycerz pokalany | Samokrytyka | Samotność egzystencjalna | Sekrety pewnego domu handlowego | Seraphic Flames and Heavenly Love | Siedź na dupie i potakuj! | Somatyka | Somatyka logiczna | Spełniona przepowiednia | Spleśniały ser | Sponsorem tej opowieści jest wydawnictwo Błękitny Wieloryb | Sport to zdrowie | Spowiedź morskiego wilka | Stary Sącz i Nowy Sącz | Stary mafioso | Stołeczne stołki | Stratyfikacja społeczna | Suma sumarum | Sumienie rachunku | Sweet Music and Poetry | Sygnały podprogowe | Szalchetne zdrowie | Szczęśliwa pomyłka | Szekspir do żadnej nie należy epoki | Szkarady | Szlachetna gravitas | Szlachetne zdrowie | Słodycze grafomanii | Słówka | Słówko do słówka, a uzbiera się sówka | Tadeusz Bój Jeleński | Taia chińska podróbka | Takie będą rzeczpospolite jakie tego blogu chowanie | Takie tam, pierdoły | Talking Heads | Tania chińska podróbka | Tatiana | Teorie świata nauki | Terapeutyczie | Terapeutycznie | Thames | The Doors. Uchylone drzwi | The Lion cub | The fruit of beauty and despair | To na pewno nie Lec | To nie żadna filozofia | Tragiczne pożegnania | Transformacja duchowa | Trudna sztuka dialogu | Trudno czasmi coś sklecić | Trzylogia | Trója z polskiego | Twarda rzeczywistość | Ty mi tutaj nie filozuj | Tygrysologia stosowana | Tysiac i jeden ptaków | Tysiąc i jeden kotów | Tysiąc i jeden ptaków | Tysiąc różowych kroliczków | Tęsknica | Tęsknota duchowa | Ubekistan | Ucone księgi | Uczeni ludożercy | Uderzenia losu | Uduchowienie | Umrzeć z miłości | Upadek Pierwszego Człowieka | Uroczy wegetarianin | Uszczelnienie systemu podatkowego | Utrata uzębienia | W czym mogę panu pomóc? | Wciąz powtarza się ta sama historia | Wciąż powtarza się ta sama historia | Wdzieczna muzyka przywraca ład serca | Wesola grafomania z morałem | Wiecej broi dla szaleńców w Teksasie | Wieczne powroty | Wiedza radosna | Wielka wygrana | Wielomówstwo, czyli plaga opowiadania | Wierzba płacząca | Wiosny i jesienie | Witch | Więcej broni dla szaleńców w Teksasie | Wojna totalna | Wpis o kształcie piramidy | Wprowadzenie do kruczków prawnych | Wrzucam wszystko do kosza | Wrzątek | Wspomneinei pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Współczesny filister | Wszystkie rybki | Wszystko na A | Wszystko na sprzedarz | Wszystko na sprzedaż | Wygrana | Węzłowato | Wólka Węglowa | Xin Lu, typowa brunetka o granatowych oczach | Z Nietzschego nic nie powstaje | Z księgi wulgaryzmów | Z rupieciarni myśli | Zaczarowany świat zen | Zanim mnie wrzucą do dołu | Zapowiedź Apokalipsy | Zaraz wracam! | Zasada domniemanej winy | Zaskroniec | Zastał Polskę drewnianą... | Zatrzaśnięte drzwi | Zbaw mie Buddo Amido | Zbaw mnie, Buddo Amido | Zdrowy egoizm | Zegar dziejów | Zestrzelenie księżyca | Zginął z rąk słabej kobiety | Zima się nas nie ima | Zjawiskowe | Znak jaskółki | Zrozumieć wartość tego, co nieużyteczne | Zuch zawsze ochoczy! | Zwierzęta pod postacią ludzi | Zwyciestwo konsumpcjonizmu | Ząb mądrości | ie zabijajcie drzew! | ieosobiście | kosmos | Łagodne prawo, ale prawo | Łagodność tygrysa | Śmiechotki, chichotki | Śmiertelna powaga | Śmierć | Światełko w mroku | Świętość, wziętość, nadętość | Życie jest tragiczne | Życie samo | Życzliwe spojrzenia na całość ogródka | Żyć, nie umierać
RSS
piątek, 30 marca 2012

                                                           Był raz duch

                                                           Potem dwóch

                                                           Potem trzech

                                                           A na końcu czterech

                                                           Cztery duchy

                                                           To za dużo

                                                           A trzy to za mało

                                                           Ile mam

                                                           Zobaczyć duchów

                                                           Żeby się zgadzało?

                                                           

          Tylko ja tułam się jeszcze po moim pokoju. Chciałbym coś napisać, ale nie potrafię...To prawda, że koty przesypiają sporo ponad połowę życia.  My, ludzie, czasami jednak przesypiamy całe.   I nawet nasza bezsenność bywa snem na jawie.  Nie mamy instynktu, ale jeszcze rzadziej można spotkać człowieka, który ma rozumną duszę...

           Tak więc idę w ślady mojej koteczki Mitsuko.  Trudno wprawdzie posądzać ją o rozumność i dobroć, jednak nie jest tak neurotyczna jak ja. Kiedy jest głodna je, kiedy jest spragniona pije, kiedy ciąży jej głowa śpi.  Ja zaś na ogół postępuję na odwrót.  A przecież to takie proste! 

środa, 28 marca 2012

              Nie daje zapomnieć o tym:

              Że to, co sztuczne nie powinno niszczyć tego, co naturalne.  Paradoksalnie taki los spotkał i tę muzykę...jednak w swym punkcie wyjścia (lata 1973 -1983 mniej więcej) reggae było muzyką spontaniczną, o najbardziej naturalnym brzmieniu...Burning Spear potrafił podczas swoich koncertów naśladować śpiew ptaków...Łagodny Ijahman Levy słuchał szumu wodospadów...Wokalistę zespołu Misty in Roots podczas muzycznej pielgrzymki do Afryki pożarł w rzece krokodyl...Prince Far I na podobieństwo dawnych proroków piorunował nikczemnych ludzi, wyśpiewując własne wersje "Psalmów Dawida"...

              Że cywilizacja Zachodu zawdzięcza swój sukces niewolnictwu i rabunkowi i że ciągle jeszcze mamy dług do spłacenia jej ofiarom...

              Że nadal żyjemy w świecie zdominowanym przez przez przemoc i wyzysk (nazywane "Babilonem"), w którym człowiek nie jest często dla innych człowiekiem...To z tego przede wszystkim powodu reggae przeżywa swoją reinkarnację w muzyce latynoskiej, która wyraża frustracje tego dotkniętego nierównościami społecznymi kontynentu...

              Że można wierzyć i w cudowną moc Haile Selassiego, jeśli tylko jesteśmy żarliwi i chcemy żyć w prawdzie...ta prosta wiara w opatrzność bożą ratuje życie wielu ludzi...

              Co to za prymitywna muzyka, mówią, oparta na jednym akordzie...A blues? Reggae, w najlepszym wydaniu (roots reggae) to przecież taki karaibski blues...Blues też jest oparty na jednym akordzie a w dodatku przyziemny i prozaiczny...Bardzo lubię Johna Lee Hookera, ale Hooker bywa poruszający i dowcipny, lecz w porównaniu z Marleyem wydaje się być niezdolny do wyrażenia tego uniwersalnego współczucia dla ciężaru ludzkiego życia i cierpienia, którym Marley uwiódł cały tzw. trzeci świat...

              Współczesna karaibska odmiana reggae robi na mnie jak najgorsze wrażenie, jednak Marley wyraził dobrze istotę rzeczy...Kiedy reggae utraci swą moc, wtedy pojawi się muzyka Nyabinghi...a kiedy i ta utraci swą moc, pojawi się jakaś inna źródłowa muzyka, która wstrząśnie ludźmi... ...Sens tych słów jest taki - ludzie potrzebują naturalności pierwotnego przeżycia, tak jak potrzebują poczucia wspólnoty i religijnej fascynacji...Nie ważne czy to będzie reggae, czy nie-reggae, to nie etykietki tworzą owo przeżycie...Ile pięknej muzyki etnicznej dotarło do nas dzięki muzyce reggae, która utorowała jej drogę lub nawet z inspiracji reggae...

             Jest różnica miedzy roots reggae a hip-hopem lub popem...Roots reggae to muzyka z przesłaniem.  Burning Spear mówi w jednej ze swych pieśni - "Chwała niech będzie Bogu, Stworzycielowi Świata - jedni nazywają go Allachem, inni Chrystusem, jeszcze inni Królem Królów..."  A Alfa Blondy zachwyca się Jerozolimą miejscem, gdzie Żydzi, Arabowie i Chrześcijanie żyją w zgodzie modląc się do tego samego Boga...To nie jest muzyka o tym, że ulica jest "groźna" i że narkotykowe gangi zabijają ludzi.  W tym sensie reggae wyraża raczej poetycką wizję, wolną od przyziemnej dosłowności...

             A marihuana? ...Popracuj trochę fizycznie za drobną zapłatę dźwigając ciężary w niemiłosiernym upale...Ale tego nawet nie chce mi się już tłumaczyć.  Bowiem naturalną rzeczą jest, abym położył się spać...A może jutro wstanie też i słońce?  

            Najlepsza płyta reggae wszystkich czasów "Social Living" Burning Speara ( i towarzyszący jej "Living Dub") to muzyka mroczna, cienista i pełna szlachetnej powagi.  A i sam Marley bywa taki jak w pięknej piosence "Forever Loving Jah", jak w "So Much Trouble", "Running Away", "Natural Mystic", "Roots"...  

           Don't kill him, Don't kill this lion...

   

            Nigdy nie byłem znawcą muzyki Mahlera.  Kocham Bacha, Purcella, Mozarta, Schuberta...Jeden z moich młodych znajomych, wielkich entuzjastów Mahlera powiedział kiedyś "jeśli ma pan Bernsteina, to ma pan wszystko".  Miałem Bernsteina, ale wtedy częściej słuchałem tylko "Jedynki", z tym cudownym marszem "Mahlera-Bernsteina"...Nigdy nie słyszałem równie magicznej wersji tego utworu.   

            Chociaż być może go nie rozumiałem, mimo wszystko bardzo chciałem poznać Mahlera, zauważyłem bowiem, że wśród tylu rozrzutną ręką roztrwonionych motywów i tematów zdarzają się w jego symfoniach chwile zachwycająco piękne i nieporównywalne z czymkolwiek innym...Nie miałem nawet okazji wysłuchać ich wszystkich "pod" Bruno Walterem, którego jak nikogo innego podziwiam jako dyrygenta i człowieka.  Ale...poznałem w końcu a w wielu wypadkach polubiłem między innymi wykonania Rattla, Abbado, Chailly, Sinopoliego, Zinmana, Kubelika, Bouleza...Nie wszystkie są tak doskonałe jak nagrania Bernsteina (mam na myśli jego drugi "komplet"), nie zawsze jest w nich konsekwentna artystyczna wizja tej miary, jednak ich zaletą jest w moim przekonaniu to, że  n i e   s ą  nagraniami Bersteina.  Wielkie artystyczne osobowości, podobnie jak wielcy ludzie w ogóle, czasami zbyt wiele nam narzucają.  To prawda, że Bernstein, w przeciwieństwie do raczej chłodnego Bouleza, robi to z wielkim wyczuciem i wewnętrzną prawdą. 

          A teraz największa chyba herezja, niech mi Pan wybaczy, przyjacielu - lubię słuchać Mahlera pod Boulezem... i Chailly też mi się podoba, podobnie jak Zinman...Wiem, że według pana przynajmniej jeden z nich "zamęczył" Mahlera, chociaż nie bardziej niż Haitink... 

          Dlaczego przy okazji "Szóstki"  Gergieva piszę o przeżyciu egzystencjalnym?  Bo w okolicznościach mojego życia, w jakich się znajduję, łatwiej znosić mi uderzenia losu, kiedy słucham wykonania tak, może jednostronnie, porywającego...Jeśli to wszystko przeżyję, to być może zacznę słuchać tej muzyki dla samych tylko jakości czysto muzycznych i wtedy zauważę zdegustowany, jak wielu rzeczy ten Gergiev nie zauważył...Tu powinno być tak a tu tak: wolniej - szybciej,  więcej odcieni i barw, elegancji...A później, kto wie, zakwestionuję nawet psychologię, która pcha Gergieva do przodu jako uproszczoną i "niezgodną z duchem muzyki Mahlera" (duch jak to duch, rzecz raczej eteryczna).   

         Chciałem tutaj po prostu wyrazić bliskie mi intuicje: 1) że muzyki słucha się po to, żeby ją przeżywać (to oczywiście metafora, łatwo bowiem ośmieszyć tę tezę w jej nazbyt dosłownym znaczeniu); 2) że należy się cieszyć bogactwem interpretacji wielkich muzycznych utworów, o ile tylko są w czymś ponadprzeciętne i otwierają drzwi naszej percepcji; 3) że należy zapomnieć o błędach wielkich ludzi i podziwiać ich za to, w czym ich intuicja twórcza jest niezawodna a całą resztę przyjmować z pewną dozą wyrozumiałości; 4) że nigdy nawet najbardziej genialny dyrygent nie zawłaszczy muzyki, którą wykonuje -  nawet sam "Bóg" (jak go nazywasz, przyjacielu) Bernstein...

niedziela, 25 marca 2012

            "Nie ma chyba w przyrodzie bardziej przejmującego głosu niż klangor żurawi.  A jednak obok niewypowiedzianego smutku jest w nim jakaś nadzieja. Z nadejściem jesieni żurawie gromadzą się na łąkach w okół wody i brodząc we mgle nawołują się.  A potem formują się w klucze i odlatują, pozostawiając po sobie pustkę.  Odlatują też gęsi i nieme łabędzie.  Jakże chciałoby się z nimi ulecieć w przestworza i poczuć się wolnym od jesiennej melancholii!  Jednak biegnąc za nimi myślami, nie potrafimy ich dogonić...Podobno mamy prawo do marzeń, jednak z każdego snu budzimy się z uczuciem niepokoju, dokąd zaprowadziła nas owa utajona przemiana.  Zimą pustkowie przeraża nas.  Chcieliśmy być wierni i podążyć za naszą tęsknotą do krainy błogiego ciepła.  Jednak słyszymy tylko wiatr i skrzypienie lodu pod butami.  "Gdzieś tutaj musi być śmierć" - myślimy z lękiem.  "Dlaczego jest tak widno - przecież to już środek nocy?  Co czai się tam w oddali, poza obrazem namalowanym przez naszego Mistrza iluzji - Umysł?" Tak! Tam muszą być Zaświaty...a za nimi coś jeszcze, bardzo niewyraźnego...A kiedy skrzydlate dusze zmarłych uleciały i schroniły się w ciepłej krainie, my, którzy wciąż żyjemy, czujemy przejmujący chłód.  Żurawie i inne ptaki powrócą a dla nas nie ma już powrotu, bowiem nie dane nam było wyruszyć w wędrówkę"

          "SKĄD TY TO WSZYSTKO WIESZ, AURELIO?" - spytała cicho Klara i uczyniła gest, jakby chciała pogłaskać go po głowie.  Jednak jej ciche słowa zabrzmiały tak donośnie, że się ich przestraszyła.

         "Mówiłem chyba bez sensu.  Ale od czasu, kiedy nie mogę się spotkać z Sophie, to znaczy z Letycją, nic już nie ma dla mnie sensu"

         "I po to przyjechałeś tutaj? Przestań o niej myśleć.  Jestem w końcu twoją córką czy matką.  Sama już nie pamiętam!

         "Klara, preklara - zawsze tak mówię!  Nie ma w tobie ani śladu jakiegokolwiek ziemskiego brudu a z tobą wszystko wydaje się takie jasne.  Nie zapominaj jednak, że kocham Sophie.   

         "Przecież Sophie codziennie kładzie się do grobu, żeby stać się Letycją Grave! A ty wracasz na miejsce zbrodni popełnionej przez kogoś innego - a przecież nie ty to uczyniłeś mój Aurelio! Ale czy musimy w tak sztuczny sposób rozmawiać?  Świeci księżyc a ponad wierzchołkami bezlistnych drzew jest ogrom widzialnego nieba.  Ale dopiero ponad widzialnym niebem znajduje się prawdziwe niebo. Pomilczmy zatem wspólnie do świtu".

        "Wolę trochę pospać" - powiedział Aurelio i niemal natychmiast zamknął oczy.  

        "Tak naprawdę istnieję tylko ja" - powiedziała Klara, ale Aurelio spał już a ona objęła dłońmi jego głowę i zaczęła nad nim odprawiać swoje rytuały.  Przez otwarte okno do pokoju wdarła się mgła.  Twarz Klary była blada.

 

 

piątek, 23 marca 2012

          Wprawdzie moja religia to shintoizm, jednak zgadzam się z Łukaszem bodajże, kiedy ten przytacza słowa Chrystusa "Nie miauczcie a nie będziecie miauczeni" ("Biblia dla Kotów. Wydanie Kieszonkowe", Łuk. 29 i dalej). 

          Był sobie pewien kot, skłonny do psot, jak tylko zobaczył myszkę, natychmiast ją osądzał, bowiem wydawała mu się wielce podejrzana.  A kiedy już wydał na nią wyrok - rzucał w nią kamieniem, urywał jej łapki a najczęściej potem zabijał.  Kiedyś jednak Pani Ogawa wypuściła na spacer swojego teriera, którego sprowadziła z Anglii.  Jak tylko ten zobaczył kota, pomyślał:  "Ten sierściuch wygląda tak podejrzanie, że na pewno jest winien. Ma to wypisane na mordzie".  Dogonił kota, urwał mu wąsy a potem rozszarpał.  "Źle zrobiłeś, piesku" - powiedziała ze smutkiem Pani Ogawa - On tak musiał. Zamiast oburzać się na niego powinieneś przekonać go, że zbłądził.  Czuł się śledczym, prokuratorem, sędzią i katem w jednej osobie.  Nie znał zasady domniemanej niewinności. Ale nie znał też Pisma Św., które wyraźnie mówi: "Nie miauczcie a nie będziecie miauczeni".  Ale także i ty nie powinieneś szczekać na kota, bowiem..."  Pies zrobił smutną minę i ukorzył się przed swą Panią: "Tak. Powinienem nakłonić go, żeby pracował dla dobra biednych osieroconych myszek.  Jedynie Bóg ma prawo do wydawania werdyktów".  Pani Ogawa ucieszyła się i rzekła: "Idź więc teraz do kociąt, aby im służyć. Ale, jeżeli choć raz na nie szczekniesz, będę musiała pozbawić cię życia".  "Nie zrobię tego, jednak obawiam się, że mój instynkt..." Nie dokończył jednak zdania bowiem stary hycel Otake uciął mu mieczem łeb.  "Coś ty zrobił! - zawołała z przerażeniem Pani Ogawa - idź teraz służyć wszystkim psom a na pewno zmażesz swoją winę".  Chciała już go nawet skazać na śmierć, ale w końcu okazała się dobrotliwa i kat Fukuyama musiał obejść się smakiem. 

        Miłość silniejsza od sprawiedliwości. Tak wielką była cnota Pani Ogawy!  

                 Dlaczego?  Nawet jeśli desperacja okaże się silniejsza niż lęk przed nieistnieniem to:          

                 1.  Śmierć nie jest żadnym uwolnieniem od cierpienia i  w tym sensie jest nieskuteczna; życia bowiem nie można zabić a tam gdzie ono jest jest i cierpienie (Schopenhauer)

                 2.  Ludzie najczęściej zabijają się i boją śmierci z lęku przed życiem - więc chodzi raczej o to, aby mniej go się bać (Epikur). Życie i tak niedługo się skończy. Być może wcześniej niż byśmy tego chcieli....

                 3.  Chociaż marzę o śmierci, to jednak po to tylko, aby po usunięciu nadmiaru cierpienia powrócić do życia i jego piękna i radości. 

                 4.  Jest we mnie jakaś miłość do życia, współczucie dla czujących istot oraz miłość i wdzięczność wobec moich bliskich...Bliskich nie chciałbym pozostawić ich losowi a myśl, że zabijając się uwolnię ich od jakiegoś ciężaru graniczy często z obłędem

                 5.  Lituję się nad swoim ciałem i nie chce zadawać mu gwałtu.  Brzydzę się zniewoleniem i przemocą.

                 6.  Często wydaje się, że nadziei już nie ma, podczas gdy ona jest; w ten sposób sami skazujemy się na sytuację bez wyjścia.

                 7.  Moje poczucie winy zbyt często jest zwykłym urojeniem abym mógł mu ufać; dlaczego miałbym karać siebie lub kogoś innego; życie już mnie i jego dostatecznie ukarało.

                 8.  Może ktoś o kim myślę, że mnie nie kocha, nie potrafi tylko właściwie wyrazić swoich uczuć.  A jeśli nie kocha a powinien, to co to zmieni? A może wydaje mi się tylko, że mnie nie kocha?  Tak czy inaczej pozostawić kogoś w nieodwracalnym poczuciu winy, to zbyt straszliwa, demoniczna kara.

                 Są jeszcze i inne powody.  Przede wszystkim nie dowierzam myśleniu depresyjnemu i nie nazwałbym go racjonalnym.  Mogę mieć dość, być zmęczonym, czuć się osamotnionym lub nawet odrzuconym a jednak, dlaczego tym wyłącznie odczuciom miałbym wierzyć?

                

czwartek, 22 marca 2012

         - Tak. Nasze życie będzie kiedyś zniszczone a wszystko czym żyjemy okaże się złudzeniem - powiedział Pudel Wielkiego Artura Schopenhauera.

         - Czy to tak ładnie powtarzać to, co mówi twój pan? - spytałam wychodząc ze swego mieszkania, mysiej dziury przy polnej drodze. Wiedziałem, że to jest argument ad personam, ale zawsze denerwuje mnie, kiedy ktoś tak mówi.  Przecież to ja Mysz polna zauważyłam to pierwsza.

         Psy jednak nie są zbyt inteligentne.  Pudel warknął tylko coś do mnie.  Ale jego pan zatrzymał się w pół kroku, spuścił swego ulubieńca ze smyczy i zaczął mi się uważnie przyglądać.    

         - Twoje pytanie świadczy o pewnej inteligencji - uśmiechnął się - Obawiam się tylko czy jesteś, droga pani, dostatecznie wrażliwa i zdolna do podążania za myślami wielkich ludzi.  Nie wyglądasz na taką...Poza tym, jak widzisz, pada deszcz - okoliczność znamienna dla każdego geniusza.

         - Oby tylko nie ochlapał cię panie jakiś powóz - zapiszczałam dla żartu.

         - To i co? - żachnął się filozof - czy ochlapie też mojego ducha? Nie, da mu tylko sposobność do wzniesienia się na jeszcze wyższy poziom, jak każda przeciwność losu.  Poza tym - mamy parasol!  Wychodząc z domu biorę zawsze pod uwagę dwie ewentualności - że deszcz może nie padać, ale może też i padać.  W ten sposób, kiedy deszcz pada czuję się bezpieczny.  

         - Podobnie jak ty, Mistrzu, jestem samotnikiem a niektórzy nazywają mnie nawet panem profesorem.  Doskonale więc rozumiem skąd bierze się twój spokój ducha.  Pozwolisz, że zacytuję samego siebie: "Schopenhauer powiada..."

         Ale Mistrz zniecierpliwił się podejrzewając zapewne, że za chwilę przeinaczę jego słowa, czego bardzo nie lubił i uderzył mnie parasolem w ramię.

         - Byłam na to przygotowana Mistrzu - powiedziałam - Parasol może niekiedy służyć za oręż.  

         Filozof nie zaprzątał sobie już jednak mną więcej głowy.   Zapewne myślał o gwiazdach i konstelacjach niebieskich, które są niczym w porównaniu z nirwaną i solidnym zabezpieczeniem majątkowym.  Pudel skakał radośnie po zielonej trawie, niebo wypogodziło się, i stało się oczywiste, że pozostaje mi tylko złożyć mędrcowi pokłon i oddalić się do mojej kryjówki.  

         "Cóż za bogata osobowość - pomyślałam - Jakże nieskończenie bogatsza od tego, co niesie los!  A z jakim politowaniem na mnie patrzył? Wyglądałby naprawdę jak sam Budda, gdyby nie te jego bokobrody...Z drugiej strony, nieźle jednak przetrącił mi łapę.  Jako geniusz musiał bardzo cierpieć widząc w jak małym stopniu go rozumiem.  Czasami naprawdę żałuję, że jestem taka tępa.  Jego słowa były względnie proste, jednak musiały skrywać w sobie głęboką myśl".  Nie dane mi jednak było cieszyć się długo kontemplacją owego spotkania.  Pudel pogonił bowiem jakiegoś kota a kot mnie.  "Tak. Świat jest zły" - pomyślałam - "I jego przenikliwy umysł to odkrył.  Jedni cierpią na niedostatki wszelkich produktów, ich dzieci chodzą głodne a spiżarnia jest pusta podczas gdy inni znudzeni rozwalają się w fotelach na swoich daczach, jeżdżą konno, uwodzą kobiety lub grają w karty.  Cóż za bezmyślność!... No i, każdy kogoś pożera. A ja kiedy jestem głodna napycham sobie brzuszek ziarenkami, co prowadzi zwykle tylko do przesytu. Cóż z tego jednak?  Głodu nie da się zaspokoić i zaraz potem muszę szukać nowych ziarenek.  Jeśli - powiada mędrzec - między potrzebą a jej zaspokojeniem upływa niezbyt długi a zarazem też nie nazbyt krótki moment to w owej chwili czuję się szczęśliwa.  Ale to tylko iluzja!  Czymże jest bowiem owa chwila? Przypomina obłok na wietrze i nie wystarcza nawet, abym poczuła się bezpiecznie.  Poza tym, kiedy jesteśmy syci, to nie czujemy tego.  Realny jest bowiem jedynie brak. Ach! Będę miała o czym myśleć dzisiaj w nocy!"

              

 

 

środa, 21 marca 2012

          - U nas w sztabie śmiejemy się często z Adolfka.  Chodzi w krótkich gaciach i pije piwo, jakby życie to był nieustanny jubel.  Ale teraz nie ma nawet większości.  No i musi się jednak liczyć z Marszałkiem.  On się nie nadawał nawet nawet na dowódcę plutonu czy kompanii. Nie miał posłuchu!  To parweniusz rządny igrzysk i festynów ludowych.  Niech sobie przemawia i tak nikt go nie bierze poważnie -

         - Ale, czy nie niepokoi pana, generale, że ten, jak mu tam...Hitler, jest taki jakiś nieprzewidywalny...mroczny jak Los albo Natura?

         - Widziała go pani, hrabino, w tej czapce pilotce?  Boki można zrywać.  Przecież ludzie to widzą!   

         - Może, może.  Oby pan się tylko nie przeliczył generale.  Ten jegomość ma coś w sobie.  Jest jak ziobro Adama, z którego powstała pierwsza kobieta. I wie pan, co później się stało...Cierpimy wszyscy do dzisiaj. 

         - Ależ proszę nie przesadzać hrabino z tym ziobrem.  Lepiej wypijmy za nasz pruski militaryzm! 

        Możecie nadal działać dla dobra naszej Partii.  Jesteście pryncypialni i uczciwi.  Poza tym nikt tak jak wy nie podkładał bomb i nie strzelał zza węgła.  Ja wiem, że jesteście wrażliwym człowiekiem, poetą i że ciągnie was do zakonu.  Ale tak naprawdę święty z was człowiek towarzyszu Dżugaszwili!  Wasza matka może być z was dumna a kułacy i wszelki wrogi element niech drży ze strachu.  Chociaż powiem szczerze, zabijecie mnie kiedyś, towarzyszu Dżugaszwili!  I źle się przysłużycie naszej sprawie.   Rozwiniecie kult tak zwanej jednostki ze szkodą dla idei wyzwolenia proletariatu i przodujących mas chłopskich. Jednak w tej chwili jesteście nieocenieni.  

       Włodzimierz Uljanow "Lenin"

                                                      

wtorek, 20 marca 2012

                   

                                                              Wild Life

                                                         

                                                          Pośród białej leży

                                                          Tygrys śnieżny leży

                                                          Aż włos mi się jeży!

                                                          Jeśli mnie namierzy?                                                         

                                                          Tak, tak, panie Jerzy

                                                          Złoty się należy!

                                                          ...A tam Yetti bieży

                                                          Kto chce, niech w to wierzy

                                                          A kto wyżej mierzy

                                                          Niech zamknie się w wieży

                                                          Bo przesąd się szerzy

                                                          W świecie jeżozwierzy

                                                          Że kto w nic nie wierzy

                                                          Temu świat uwierzy.

                                                          Ale to zależy...

piątek, 16 marca 2012

             ...Gdybym przeżył na świecie chociaż jeden dzień... 

             Namiętności wzbierają i opadają a nawet wysychają po to, aby odrodzić się z tym większą siłą, jakby ktoś nieustannie dolewał oliwy do ognia.   Lecz kiedy wydaje się, że tak płonę w ogniu wskrzeszonym przez demony, widzę wyraźnie, że nawet słowik, który tęsknie zaśpiewa tej wiosny zdzierając swoje delikatne gardziołko de facto, eo ipso, nie istnieje.  A w Przeczystej Krainie nie ma Buddów! 

             Pozdrawiam niestrudzonych czytelników, którzy towarzyszą mi od początku moich piekielnych męczarni...

           

             Aurelio

             Wśród różnych rodzajów udręczeń jakie ostatnio przeżywam najgorsze jest to, że stałem się widmem poruszającym się we mgle i nawet moja śmierć niczego nie rozwiąże.  Mimo to napisałem jak mi się wydaje całkiem "cielesny" wiersz.  Jest trochę naturalistyczny, jednak postanowiłem przytoczyć go w całości ku zgorszeniu pokoleń.  Jak ukoić rozpacz?  Czasami nie warto...

 

                                                                   ZAPACH WIOSNY

                                             

                                                    Zakopiemy pana

                                                    Wrzucimy do dołu

                                                    Niech pan nie myśli, ze ktoś pana zaszczuł                                                   

                                                    Pan sam to zrobił panie kolego!

                                                    Będzie panu wygodnie

                                                    W skrzynce jest dużo miejsca

                                                    Ekologiczna drewniana obudowa

                                                    Gwarantuje komfort wiecznego odpoczywania

                                                    Na głębokości trzech metrów

                                                    W garniturze nie powinno być panu zimno

                                                    Niech się pan tylko nie wstydzi

                                                    Rozkładu, zarostu i długich paznokci

                                                    To minie zanim obróci się pan w proch

                                                    Z którego, zdaje się, pan powstał.

                                                    Najważniejsze, że jest pan już zapakowany

                                                    I ma pan zaklepane miejsce

                                                    Tylko niech pan nie próbuje oddychać!

                                                    Patrz pan!  ptaki świergolą,

                                                    Chłopaki obejmują i ściskają dziewczyny

                                                    Przy ławkach leży sporo zużytych kondomów

                                                    Powietrze pachnie wilgotną ziemią, trawą i słońcem

                                                    To wszystko skłania do zachwytu, no nie?

                                                    Ale panu to wisi i tak pan nie widzi słońca

                                                    Powiem panu szczerze

                                                    Nie ma się czym zachwycać

                                                    I tak piach i tak piach!

                                                    Ci w Hiroshimie i Naga coś tam, to mają dobrze

                                                    Promieniują ze szczęścia...

                                                    Ale pan już się skończył,

                                                    I umarł w butach

                                                    Już pana stąd nie wyrzucą

                                                    Przez następne dwadzieścia lat

                                                    A chociaż ładna była?

                                                    Wiem, wiem, nie lubi pan łopatologii

                                                    Ale na tym polega moja praca.                                     

                                              

czwartek, 15 marca 2012

          Jakże okrutne jest mój los!  Chociaż błądzę bez ustanku po bezdrożach mych marzeń, nie mogę cię spotkać ani na jawie ani we śnie.  Zamglony księżyc nie sprzyja już jak dawniej moim pragnieniom i drwi z mojej tęsknoty.  I tylko mój smutek nie przemija i dręczy mnie bez ustanku, kochana Noriko, nie zważając na porę dnia i nocy.  Usycham z tęsknoty do Ciebie, choć nie mogę już nawet przypomnieć sobie widoku twej twarzy.  Nieszczęsny, ujrzałem wiśnię w chwili rozkwitu!  Och, gdybym mógł cię nie znać, zapewne zostałbym mnichem i ta stara ropucha Budda miałaby ze mnie pożytek zapędzając mnie do klasztornych prac.  Pieląc chwasty lub zmywając naczynia myślałbym zapewne "Jakże ohydne muszą być wszelkie rozkosze tego nietrwałego ciała, którymi uwodzi nas kobieta.  Jakie to szczęście, że zerwałem już z wszelką ułudą".  Nie będę jednak mówił ci o rozumie, skoro sam jestem pijany.  

         Wczoraj rano jechałem metrem z północy na południe Kioto.  Miałem do załatwienia pewne sprawy.  Jednak pomyślałem nagle - "Po cóż mi ta praca? Czy ukoi moją samotność?  Jeśli spóźnię się piętnaście sekund szef na pewno zwolni mnie i będę musiał wybrać honorową śmierć.  Najlepiej wysiądę tutaj i w ogóle tam nie pojadę.  Po cóż mam potem jak chiński duch biegać z wywieszonym językiem?"  Lubiłem sobie czasami tak dowcipkować. Jednak teraz czułem, że stanowczo muszę wysiąść.  Podobno niemiecki filozof Kant nazywał to imperatywem kategorycznym, ale od czasu studiów już zapomniałem o co tam chodziło.  Chyba o to, że chciałbym aby każdy mógł wysiąść z metra, kiedy nie będzie chciał spotkać się ze swoim szefem i jako powszechnie prawodawcza rozumna istota nie mógłbym chcieć inaczej.  Popraw mnie, jeśli źle się wyraziłem. 

        Wysiadłem zatem.  Chociaż kwitnąca wiśnia jest tak piękna, że wabi do siebie nawet kruki, to jednak ani piękno kwiatów ani śpiew ptaków nie mogą równać się z twoją urodą, Noriko.  Jakże cudownie pachną twoje rozpuszczone, długie, bujne włosy.  Zazdroszczę podglądaczom, którzy mogą ukradkiem cię obserwować.  Do wieczora zostało jeszcze tak wiele czasu. Umówiłem się co prawda z przyjaciółmi na wieczór opowieści stu knotów - moja ma być ostatnia a kiedy zgaśnie ostatnia świeca zjawi się duch, jednak żadna niesamowita opowieść nie jest w stanie wzbudzić we mnie takiego lęku, jaki czuję wyobrażając sobie, że cię już nigdy nie spotkam.  Przyzwyczaiłem się żyć wśród demonów a świadomość rozłąki wciąż wywołuje w moim sercu drżenie.  Nie pójdę tam jednak.  Nie cierpię tego towarzystwa.  Tak naprawdę nie wierzą w nic i dlatego tylko niczego się nie boją.

       "Penetree de la plus vive douleur et de la plus tendre amour", powiedziałby zapewne poeta.  Ale ja chciałbym być szczęśliwy.  Naprawdę intymna więź istnieje bowiem tylko we dwoje.  Po co mam czuć się bezbronny, zwątpić w siebie, nakładać maskę, mieć poczucie winy?  Czy muszę koniecznie być cierpiętnikiem?  Błagam cię Noriko, ukaż mi się na jawie albo we śnie.  W nocnym oświetleniu twoja twarz zda mi się jeszcze piękniejsza.  

       Kiedy o tym myślałem, nagle ujrzałem przed sobą Mitsuko.  Miała na sobie jedwabną bluzeczkę, rozpięty sweterek i krótką spódniczkę, nie zasłaniającą nawet ud.  Do tego długie czarne buty a jej skarpety kończyły się bardzo wcześnie i odsłaniały czarne pończoszki...Włosy opadały jej na szyję, kiedy śmiejąc się do swej koleżanki potrząsała główką.        

       - Ach Nezumi, nie widziałam cię już dawno.  Dla mnie zawsze byłeś tylko szarą myszką, ale jednak zapamiętałam cię.  Podobno widują cię z tą Noriko.  Współczuję ci.  Czy nie lepiej jednak, kiedy poranny ptak łowi robaka? - zachichotała. 

       Zaczerwieniłem się.  Przecież ta mała kokietka namawia mnie do zdrady,  mówiąc mi, że mogę mieć wiele kobiet! 

       - Ty tego nigdy nie zrozumiesz, Mitsuko.  Zawsze byłaś taka praktyczna.  I pamiętaj, zestarzałaś się już, masz osiemnaście lat! - powiedziałem.

       - Dwadzieścia jeden.  A Noriko ma już chyba ze trzydzieści osiem!  -

       - Mając dwa razy więcej lat niż ty, jest od ciebie i tak dwa razy piękniejsza!   Bez miłości do niej moje uczucia byłyby płytkie.  A czy istnieje miłość bez wierności? - zapytałem spoglądając na jej koleżankę po to tylko, aby uniknąć jej ironicznego spojrzenia. 

       - Ach, zapomniałem ci ją przedstawić, to Catherine.  Zobacz, nic jej nie brakuje.  Typowa francuska. Może chciałbyś ją poznać?    

       - Śpieszę się gdzieś.  Powiedz jej, że kiedyś chętnie ją poznam.  Mam nadzieję, że nie będzie tu długo...Nie znam języka.

       - Zawsze taki nieśmiały? - spytała Catherine - Przecież prawie się nie ruszasz.  Widziałyśmy cię chyba z dziesięć minut wcześniej.  Jak chcesz to mogę cię wszystkiego nauczyć.  Przejdziesz przynajmniej kurs wstępny.  Wystarczy znać kilka kluczowych słów.  Możesz nawet mówić co ci ślina przyniesie na język -

       - Noriko, Noriko i Noriko...To już naprawdę jakieś niewolnictwo - powiedziała Mitsuko i pocałowała mnie w policzek tak czule, jakbym był jej sutenerem.  

       Catherine, widząc jak sobie ze mnie żartuje udając zainteresowanie, pokładała się ze śmiechu.  Trwało to dość długą chwilę, przez którą starałem się uspokoić swój umysł.  Czułem jednak, że jestem wściekły, niezadowolony, pełen potępienia, rozjuszony, zniechęcony, sfrustrowany, pełen wrogości, zniecierpliwiony, poirytowany, rozżalony, drażliwy, niedoceniony, upokorzony, rozczarowany...Mam nadzieję, że niczego z mojego bogactwa uczuć nie opuściłem...

       - Dlaczego tak szydzicie z nieszczęśliwego? - zgorszyłem się -  Tylko deszcz zna moje myśli.  Tylko ja znam, widzę i słyszę wszystkie jego krople. Podczas, gdy dla was, istot niższego rzędu, to  tylko puste słowo "deszcz".  Na pewno nie słyszycie w nim bicia serca - głośnego jak w preludium Chopina!

       - To życzymy ci płaczku, opadów atmosferycznych i chłodnego wiatru, żeby targał tobą jak jesiennym liściem.  A kiedy już pocierpisz przyjdź do swego pustego pokoju, pobaw się czymś i uderz w kimono.  Idziemy z Catherine do klubu na "Towariszcz Mao" - to takie chińskie reggae pomieszane z new wave i muzyką derwiszów.  Podobno straszny czad.  Ty tu zostajesz?

       - Chyba tak - zadeklarowałem niepewnie.

       - To życzymy ci miłego wieczoru...Chociaż do wieczora jeszcze daleko Nezumi.  Poszerzaj swe horyzonty.

       Po tych słowach demony znikły, ja zaś nie wiedziałem co zrobić z dalszą częścią hałaśliwego dnia.  Jaka szkoda, że jestem taki emocjonalnie wrażliwy.  Może lepiej byłoby rozmienić tęsknotę na drobne?  Z czego teraz będę żył?  Szef już na pewno mnie skreślił, mieszkanie niezapłacone.  Nawet na sushi mnie nie stać.  Gdzie jesteś, Noriko?  Chciałbym ci kupić rajstopki a potem zapomnieć o sobie i żyć już tylko zazen albo pisać przesycone delikatnym erotyzmem opowiadania.  Muszę nauczyć się żyć tylko powietrzem, jak chińscy nieśmiertelni.  

       W chwilę później rozpoczęła się burza.  Nie pozostawało mi nic innego jak zawrócić do metra i pojechać do domu, w którym czekał na mnie tylko Neko, mój czarny kot.  Pragnąć umrzeć raczej z nudów niż z rozpaczy włączyłem sobie "The Dark Side of the Moon" Floydów.  A wtedy zadzwoniłaś Ty!...Powiedziałaś "Nie wiem czy będę mogła się z tobą spotkać w przyszłym tygodniu, ale na wszelki wypadek czekaj na mnie każdego dnia - może akurat będziesz miał szczęście".  Sprawdziłem w skrzynce, ale była tylko jedna wiadomość.  "Jak chcesz to będę to z tobą robić aż po blady świt.  Lubię jak pan bije mnie w pupę.  Twoja posłuszna laleczka - Murasaki z Dzielnicy Uciech.  Możesz przyjść z kolegą".  Do wiadomości, obok numeru telefonu, dołączony był rysunek, na którym starszy pan okłada dziewczynę drewnianą laską. 

       Teraz, kiedy wieczorna rosa okryła już kwiaty i łza jedna po drugiej opada z moich oczu, nic  nie ukoi mojej tęsknoty za tobą.  Dlaczego nawet księżyc, mój wierny przyjaciel, opuścił mnie i rzucił na mnie klątwę?  Nikt już jak dawniej nie umiera z miłości.  Kiedy rozmawiam z tobą, tak naprawdę rozmawiam tylko ze sobą.  Twoja twarz odbija się w źrenicach moich oczu.  A teraz nawet nie widzę twej twarzy.  Jest piąta rano i śmieciarka przyjechała po śmieci.  Zgniata je teraz, miażdży, zasysa i upycha...Czyż może istnieć na świecie większa samotność?         

    

środa, 14 marca 2012

          Zawsze pisze tylko o sobie i o swoich przeżyciach.  Jak marynarz, który "o czymkolwiek by nie rozmawiać zawsze zweksluje na morze".   

           Nie zgadzam się jednak z opinią jednego z krytyków, że to genialny John Eliot Gardiner "odkurzył tę XIX wieczną ramotę i tchnął w nią życie".  Zadowolony z siebie krytyk miał oczywiście na myśli wersję na chór, dwa głosy i orkiestrę.  Gardiner nagrał ją ostatnio po raz drugi i przyznaję nie bez pewnego smutku, że dopiero to drugie wykonanie w pełni do mnie dotarło czy też raczej (jeszcze w tej chwili) dociera, chociaż tylko chwilami wydaje mi się porywające.  

           Niewiele ponad dziesięć lat temu skłonny byłem uważać Brahmsa za efekciarza, w którego twórczości szczególnie razi przerost formy nad treścią.  Chociaż od czasu do czasu zachwycały mnie niektóre jego kompozycje chóralne - nagrane na znakomitym CD wytwórni Philips przez Gardinera...

           Dwa zdarzenia zmieniły jednak zupełnie mój stosunek do twórczości Brahmsa.  Najpierw usłyszałem jego koncerty fortepianowe w wykonaniu Rubinsteina (a potem Brendla),  i 4 symfonię pod Carlosem Kleiberem.  A później - i wtedy chyba dopiero dokonał się ten ostateczny cud za jaki uważam swoją fascynację "późnym" (jakie to nieszczęśliwe określenie) Brahmsem - poznałem jego kameralistykę tak bliską melancholijnemu nastrojowi, w jakim się w tym okresie mojego życia znajdowałem a także jego opracowania utworów organowych Bacha.  

          A teraz jak dziecko potrafię cieszyć się pojawiającymi się od niedawna nagraniami jego symfoniki i utworów fortepianowych na tzw. instrumentach z epoki...chociaż oczywiście nie na tym przede wszystkim polega moja miłość do tej muzyki.  Cieszę się, że nie spóźniłem się i pokochałem "starego" Brahmsa tak jak na to zasługuje.  Niestety jednak kłopoty, które z taka siłą niszczą moje życie i nie pozostawiają już chyba żadnej nadziei na szczęśliwe zakończenie, niszczą też ową brahmsowską melancholię, która stała się częścią mojej duszy i ukojeniem dla mojej rozpaczy.   

         Już nie tylko miłość i rozłąka, cierpienie i codzienna troska o przetrwanie, przemijanie a nawet śmierć, ale przede wszystkim poczucie nieuchronności zagłady tego, co w życiu kochałem... Mój świat już nie istnieje, jakże więc ja jeszcze mógłbym istnieć?           

         Jednym słowem, jak ktoś powiedział: "Nie ma nadziei a żyć trzeba i to długo".  Pocieszam się jednak, myśląc o stanie swojego zdrowia, że ...już nie tak długo...       

         Ale tak po prostu opuścić tych których kocham dla cmentarnej ciszy i wiecznego spokoju?  Chyba bym jednak nie potrafił.  Wciąż jeszcze kołacze się we mnie jakieś życie, jakaś radość i niepoprawna nadzieja...Chciałbym umrzeć z tą miłością do świata. 

        Jednak, nawet jeśli istnieje tamten świat, to trudno mi myśleć o śmierci jako o "przejściu" z tego do innego życia.  Moje myślenie o życiu nie ma nic wspólnego z soteriologią.  Dlaczego ta sekunda, przez jaką żyjemy na tym świecie miałaby przesądzać o całej wieczności?  Błądzić przez chwilę, żeby cierpieć przez wieczność?   Nie, Pan Bóg do tego nie dopuści...A to on przecież "pomieszał nasze ścieżki"i "stworzył ten i tamten dzień, aby człowiek nie mógł dociec, co będzie jutro".

              Napisałem wczoraj całą historyjkę na ten temat, ale ją usunąłem, bowiem tylko chwilami mnie nie denerwowała.  Zapewne nie była całkiem bez sensu.   Ale ja już dawno przestałem uważać się za "zwierzę polityczne". 

              Może to nawet śmieszne, że lekarz zmierzył mi temperaturę i powiedział: "5 milionów stopni.  Taką temperaturę mają plamy na słońcu jego twarzy", ale co do reszty tekstu to ogarnęły mnie wątpliwości.  Może tylko zgoda co do głównej intencji politycznego działania pewnych kreatur: "Najpierw zbuntujemy ludzi a później ten bunt zdławimy".   I jeszcze to: "Gdybyśmy tak każdego chcieli ukrzyżować, to nie starczyłoby nam drzewa na stosy".  Jednak postać matki była trochę za bardzo przerysowana. 

wtorek, 13 marca 2012

        Jajogłowy Mędrek:   - Tylko po co?  Jesteśmy jedynie przekaźnikami informacji, jak martwe głazy, bakterie i glony.   Ale mózg by się przydał?  Powstrzymaj więc erupcję swego gniewu...Niech umysł twój będzie jak wygasły wulkan -

        I Wiecujący:   - Dobrze mówi!  A teraz zagrajmy w kości!  W  j e g o  kości, z do niego miłości...

        II Wiecujący   - Słuszny postulat, towarzysze!  Morgen, morgen, nur nicht heute...Nie ociągajmy się.  Narodowy socjalizm zwycięży!  

        Chór Partaitagu:  - W mordę go i nożem, skoro tak możem!

        Przewodnik Komsomołu:   - Przysięgnijcie - w mordę go i nożem! 

        Tysiąc Przepitych Piwem Gardeł intonuje:  - Skoro możem!...(rozlega się potężny śpiew tłumu):  "Gasną już pochodnie, zabierzmy Ickom spodnie, będziemy żyć wygodnie, zabierzmy kułakom ziemię, polskie wydało nas plemię!  Odbierzmy dziewczynom cnotę, bo mamy na to ochotę...Śpiewajmy rotę! Kochajmy głupotę..."

                Ostrzegałem go.  Nie posłuchał!  Cóż mogę więcej powiedzieć?  Wszystkie gwiazdy zrobione są z ognia.  Ale łzy uczyniłeś Panie z odmętów oceanu.

          piekielny popiół...

          Ile jeszcze żółtych jak dynie czaszek kopnie twój but, ile świątyń zadrży w posadach i zawali się,  ile łez wypłacze twoja ukochana, zanim powrócisz z przegranej bitwy, ile smętnych nagrobków zetrze w pył kolejny obrót czasu?  Czy widzisz słowa wypisane na kamiennej tablicy w nieznanym języku żydowskich Majów lub hinduskich bogów?  Czy wiesz już, kiedy umrzesz?  Jaka będzie twoja śmierć?  Jakie słowa wypowiesz w chwili konania? Czy przypomnisz sobie wody płodowe, w których płynąłeś, kiedy twoja matka odpoczywała po całym dniu pracy?  Czy pamiętasz chwilę, w której po pijanemu spłodził cię twój ojciec Przypadek i twoją matkę Uległość?  Dokąd leci ten feniks?  Skąd powróciły żurawie?  Czy ten przyczajony tygrys skoczy ci zaraz do gardła?  A co będzie, kiedy jest ich wiele?  Dlaczego wysłałeś po pomoc żółwia?  Co robi ten wąż na twojej pościeli? 

         - A zatem, niczego jeszcze nie wiesz!

         - Wiem wszystko: kto, co, z kim, kiedy i za ile.  Za ile mogę sprzedać i kupić.  Co zyskam a co stracę.  Jak kogoś do czegoś zmusić.  Co komu odebrać.  Kto jest ważny.  Na kogo nie zwracać uwagi.  Kogo opluć.  Kogo udręczyć. Kogo zabić - 

         - Zaiste przeogromna jest twoja wiedza i możesz być z niej dumny -

         - Nie taka, jak twoja, frajerze!  Chcę i mogę ci udowodnić, że jesteś nikim -

         - Nie musisz mi tego dowodzić.  Sam o tym wiem i to bodajże moja największa radość.           

         Niestety, to akurat te najważniejsze rzeczy...Choćbyś milion razy czytał "Diamentową sutrę" słowa o pustce będą puste, dopóki nie wypełni ich twoje własne przeżycie...Możesz wpatrywać się w piękną twarz Księżyca lub kobiety i nie zauważyć nigdy, kiedy jest w pełni...Widząc cierpienie czującej istoty możesz nie czuć żadnego współczucia...nie znasz siebie, więc jak miałbyś być sobą?  

             - To jakiś podejrzany mistyczny bełkot - powiesz

             - Zapewne tak.  Nie bardziej jednak podejrzany niż powoływanie się na złotą regułę, nakazy sumienia i wzniosłe idee, kiedy niczego w okół się nie zauważa - pustki, piękna, cierpienia...Idziesz wtedy swą drogą i rozdeptujesz po drodze wszystko, dżdżownice, które wypełzły na drogę po deszczu, muszelki ślimaków, głodne dzieci, przerażone kobiety, staruszków, którzy w młodości o coś walczyli, wiersze pisane na wodzie...W gruncie rzeczy chodzi tylko o to, żebyś nie rozdeptywał innych i nie był ludożercą.  Jednak nie pozwalają ci na to twoja ambicja i lęk...

            - Czy mógłbyś powtórzyć te brednie jeszcze raz? Na pewno nie pamiętasz ani słowa! 

            - Tak.  Właśnie zapomniałem o słowach.  Pomilczmy o tym razem. 

    ...kiedy myślę o tym, jak ludzie poczciwi pomiatani i uciśnieni są przez pospolite kreatury.   Jednak w ciągu kilku tysięcy lat rozwoju kultury - filozofii, religii, nauki, nie znaleziono zadowalającej odpowiedzi na pytanie, dlaczego  t a k   b y ć   m u s i.   Dlaczego ludzie agresywni, skłonni do stosowania przemocy, gwałcący ludzkie sumienia i cyniczni są w przewadze a inni, bardziej delikatni, muszą przez nich cierpieć? 

     Niby wiadomo, że zadowalającej odpowiedzi nie ma a jednak wciąż zdumiewa nas okrucieństwo, niewdzięczność, przewrotność i zdrada - rzeczy od tysięcy lat tak dobrze znane!   I chociaż nie potrafimy tego wyjaśnić nie godzimy się na nie wewnętrznie...   

     To dobrze, że się na nie nie godzimy!  

poniedziałek, 12 marca 2012

            Była ciemna, bezgwiezdna noc.  "Co łączy ze sobą te wszystkie morderstwa?" - zastanawiał się Szlomo David z Biura Policji Kryminalnej.  "Tak, teraz już mam pewność. Jedyną okolicznością, która je ze sobą łączy jest to, że zawsze kiedy morderca mordował, padał ulewny deszcz.  Musiało stracić życie tyle niewinnych ofiar, zanim udało mi się uchwycić tak istotny motyw zbrodni". 

            Szlomo stałą przed mapą, na której zaznaczono krzyżykami 44 miejsca zbrodni i zastanawiał się, jak zareaguje jego szef, kiedy dowie się o tym odkryciu.   Jest całkiem możliwe, że jego, człowieka który przepracował w policji tyle lat, czeka nawet wymówienie.   "Wyjścia jednak nie ma, trzeba będzie o tym powiedzieć tej kanalii".  

            "Szlomo! Jesteś tutaj" - zabrzmiał donośny głos w słuchawce - "Szlag mnie za chwilę trafi!  Podobno powiedziałeś Rosemary, że jedyną okolicznością jaka łączy wszystkie te zbrodnie jest padający deszcz.  Przygotuj się jutro na wielkiego kopa w dupę!  Spokojnej nocy".   Szlomo usłyszał jeszcze w słuchawce splunięcie - jego szef, potężnie zbudowany 50 letni czarnuch, Ibrahim ibn Arabi - niewątpliwie pozbył się w ten sposób zalegającej w paszczęce zużytej gumy do żucia.   Ibn Arabi nie należał do ludzi subtelnych - obżerał się kebabami a w jego koszu od śmieci piętrzyły się zużyte prezerwatywy, puszki po piwie i inne tego rodzaju gadżety, podczas gdy ten ze słuchawkami na uszach pochłaniał dźwięki hip-hopu.  Szef nie lubił Szlomo. Twierdził, że je zbyt dużo czosnku i jest za mało dynamiczny.  W rzeczywistości jednak zazdrościł Szlomo jego wysokiego IQ.  Dlatego tak drażniło go, że ten Żydek ciągle udawał idiotę a nawet chodził na koncerty do filharmonii.  

           Po chwili telefon zadzwonił ponownie: "Te, Izrael...chciałem cię jeszcze o coś zapytać. Czy podejrzewasz już kogoś?" - zachichotał w słuchawkę czarnuch.    

           Szlomo postanowił przespać noc w pokrytym plastikowym obiciem czerwonym fotelu w swoim biurze.  Już właśnie zasypiał, kiedy odezwał się kolejny telefon.

           "Te, Levy...jak myślisz komu jutro skopiemy tyłek na Zarządzie?" - zawył w słuchawkę Ibn Arabi.

           Tak spokojny zwykle Szlomo nie wytrzymał i powiedział z godnością:

           "Zatrzymałeś się na fazie seksu analnego, ty kutasie!  Niech żyje Ku Klux Klan!"

           "Ach. Zapomniałem ci powiedzieć Szlomo.  Właśnie cię nagrałem.  Chińczyk się ucieszy i wyleje cię na zbitą mordę a może nawet cię zapuszkują!" - pokładał się ze śmiechu Murzyn.   

           Tego było już za wiele. Była przecież sobota!  Szlomo wyjął z kieszeni kamizelki rewolwer i przestrzelił głośnik telefonu komórkowego.  Spał jednak może ze trzy sekundy, kiedy usłyszał nad sobą ten sam głos:

           "Bravo, bravissimo, arcy bravo!  Byłeś na kamerze.  Paragraf 13 nr 227, paragraf 228 nr 96, paragraf 112 nr 88B..."

           Inspektor Szlomo wstał nagle z fotela i oddał sześć strzałów prosto w serce swego szefa.  Właśnie granatową chmurę za oknem przeciął krwawy rozbłysk i lunęło jak z cebra!

 

           CDNN  

                    "A może jednak chybił?  Przecież wszyscy wiedzą, że szef nie miał serca" - pomyślała Rosemary.

 

piątek, 09 marca 2012

        Naprawdę, mimo nieznacznych przerysowań, dość interesujący.  Zachęcam do lektury tego mało rozrywkowego ale jakże chwilami prawdziwego tekstu...Jest naprawdę uroczy, chociaż może trochę zbyt delikatny w nazywaniu rzeczy po imieniu.  Mam nadzieję, że autor kiedyś się zradykalizuje.  Na razie widać, że to jakiś pięknoduch - dlatego między innymi stworzył mnie, bohatera swej opowieści...

        Aurelio

          Dość zabawne a zarazem tragiczne wydaje mi się to, że pod hasłami solidarności społecznej i chrześcijańskiego personalizmu wprowadzono w Polsce skrajnie egoistyczny system polityczny, w którym jednostka została praktycznie pozbawiona wielu podstawowych praw w kontaktach z instytucjami takimi jak pracodawcy, banki, sądy, ZUS, policja, itp. nad którymi nie ma niemal żadnej społecznej kontroli.  W dochodzeniu swoich praw wobec wszechwładnych instytucji jednostka jest praktycznie ubezwłasnowolniona i skazana na porażkę.  Wygląda to naprawdę na dziejową ironię. 

          Niekompetentny i głupi dyrektor prywatnej firmy jest w stanie wyrzucić na "zbitą mordę" pracownika w ciągu pięciu minut bez podania jakichkolwiek powodów.  Na przykład dlatego, że zmuszony jest on poprosić o dzień z urlopu...Kiedy pracownik odwoła się od decyzji niezrównoważony psychicznie dyrektor zwróci się do prawnika z prośbą o uzasadnienie podjętej we wściekłości decyzji a jeśli pracownik wróci do pracy, to będzie szykanowany a przy okazji wystawia mu się zła opinię. 

         Wyroki sądowe w sprawach długów wydawane są praktycznie w sposób automatyczny bez zapoznania się ze stanowiskiem obu stron i z sytuacją materialną dłużnika a na wszelkie nadużycia bankowe patrzy się z przymrużeniem oka.  A nadużyć tych jest, niestety,  bardzo wiele.   Odpowiedzialności ze strony banku zaś w wielu sytuacjach nie ma żadnej.  Bowiem konstruuje się na przykład umowy, od których bank może odstąpić bez podania przyczyn.  Nie chciałbym pytać, jak w państwie prawa można dopuszczać taki wzór umowy?  Dlaczego jeśli stwierdzono, że w latach dziewięćdziesiątych i później banki w sposób lichwiarski zawyżały odsetki na skalę nie spotykaną na świecie, to nie ponoszą one z tego powodu żadnych prawnych konsekwencji, ponosi je natomiast do tej pory bezbronny klient?  Dlatego, że ktoś kiedyś beztrosko pozwolił im na zbójecki sposób bogacenia się?...Co ma powiedzieć klient banku, który otrzymuje cztery zawiadomienia listowne w jednej sprawie - a za każde z nich musi płacić po 25 zł.  Albo ten, komu jeden z pracowników banku coś obiecał a drugi, bo z poprzednim już nie ma kontaktu, nie dotrzymuje danego słowa - co zdarza się notorycznie i nieprzypadkowo, bo chodzi właśnie o to, aby urzędnicy banku byli anonimowi (owszem - te żywe automaty przedstawiają się!...i nawet potrafią kłamać) i nie ponosili odpowiedzialności za własne decyzje...Co oznacza dyrektywa jednego z banków, że na przykład w miesiącu wrześniu rozpatrujemy negatywnie wszystkie podania o rozłożenie spłaty długów na większą ilość rat, bez względu na stopień ich uzasadnienia?  Kiedyś w jednym z programów telewizyjnych podniesiono straszny krzyk, bo wynajmujący pokój kazał płacić kobiecie z małym dzieckiem po pięć złotych dodatkowo za każdorazowe przejście przez korytarz do łazienki.  Tymczasem wymuszanie opłat za wszystko jest ulubioną praktyką banków i nie podlega żadnej społecznej kontroli...

        Nie chcę podawać innych o wiele bardziej drastycznych przykładów świadczących o patologii funkcjonowania instytucji publicznych i prywatnych w Polsce.  Jak np. wydawanie in blanco zgody na podsłuchy,  więzienie kogoś latami bez wyroku sądowego lub rozpowszechniony zwyczaj wieszania się świadków w celach (i przy okazji także strażników owych cel).  Państwo, w którym żyjemy nie jest jeszcze demokratycznym państwem prawa jest, niestety, państwem przemocy prawnej.  A mafia z epoki starego reżimu trzyma się dobrze.  Są to w końcu często ci sami ludzie, tylko w nowej dziejowej roli. 

       Ach ta natura ludzka - tak mało się zmienia!   Po rewolucji przychodzi restauracja a po restauracji...rewolucja...Nie chciałbym oczywiście obrażać restauratorów - jest tam przecież kuchnia dla elit, to jest ludzi którym pozwolono się bogacić a nawet czasami kraść, żeby w  końcu stworzyć tego nieszczęsnego kapitalistę, któremu kiedyś poderżną gardło...Co wcale mnie nie cieszy.  I to przecież człowiek.

      

 
1 , 2