Kategorie: Wszystkie | "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę" | ...bez końca | 0 | 100O i jeden Rabinów | A Puszkina też zapuszkują? | A moze to tylko pomieszanie zmyslow | A nie lepiej być purystą? | Aaaaaaaaaaaaaa...aalfabeta | Ach, gdzież jest litość lub wspolczucia pozór? | Ach, gdzież jest litość lub współczucia pozór? | Adam Mic - Kiewicz | Adaś i Ewka | Aforystyka | Amerykański sen | Autopsychoterapia | Bez sensu to to! | Bez szaleństwa... | Bezmyślne okrucieństwo | Bezradność | Biedna Szymborska | Biedny Kapturek! | Bliźni miłości | Bliźniego miłość... | Blondyn | Blue Bossa | Bojaźń i drżenie | Bratnie dusze | Bruner, ty świnio! | Buddyzm w życiu codziennym | Bóg mi poskapił tej anielskiej miary... | Bóg mi poskąpił tej anielskiej miary... | Bójstwo samo | Caritas | Chiziofrenia | Choroba na śmierć | Chwila ułudy | Chwila wytchnienia | Chłodne upojenie | Cierpienia i radości | Cierpienie i radość | Cleen feed | Cnota niedoli | Co slina na język przyniosła | Co tam panie w polityce? | Co w niebie piszczy | Co ślina na język przyniosła? | Corrida | Coś dla duszy... | Coś tak wulgarnego | Cudotwórstwo | Czarna Perła Tao | Czarny tulipan skrzyżowany z czarna różą | Czarny tulipan skrzyżowany z czarną różą | Czary Mary | Czego nie przysięgał Hipokrates? | Człowiek nie jest rzeczą | Człowiek to brzmi dumnie, ale nie u mnie | Często chowa | Częstochowskie rymy | Deficyt aniołów | Delightful! | Demokratyczne wybory w Oczodołach | Diabłoterapia | Dla wszystkich i dla nikogo | Dnieje | Do samego siebie | Dodatek | Dowcipas dnia | Duma narodowa | Dusze drzew | Dyskretna mgiełka autoironii | Dzielność | Dziki kapitalizm | Dzisiejsza młodzież | Dzisiejsza młodzież nosi ładną odzież | Egzystencjalizm jest chumanizmem | Ekonomia zbawienia | Elegancja Francja | Elegijnie | English gentelman | English gentleman | Epicurus | Ewa tylko ziewa | Falochron | Female | Filozofia bez uczoności | Forever Loving Jah | Gadu, gadu | Gadu, gadu, trochę więcej jadu | Gal Anonim | Gaz dla pedałów | Gaz dla pedałów, młot dla sierpów | Gdy rozum śpi... | Gendarme | Genek, gienialny gieniusz | Geno Typ | Gorący uczynek | Grabarz | Grabarz nonsensu | Gry i zabawy literackie | Głupota przysłowiem narodów | Głębie i tajnie Podświadomego | HIstoria nauczycielką bicia | Herbatka zen | Homo economicus | Homo sapiens czy Homo politicus | Humor absurdalny | Humor nieco absurdalny | Humor, satyra, panie... | I rekiny w oceani mają zębów cały rząd | I rekiny w oceanie mają zębów cały rząd | Indie Wschodnie i Zachodnie | Industrial | Istnieje również wrodzony brak poczucia humoru | Ja tam bynajmniej nie wiem | Jak długo będę jeszcze żył? | Jak uprawiać agresywne dziennikarstwo? Poradnik dla początkujących | Jakże cżęsto powtarza się ta historia | Jakże trudno czasami coś sklecić! | Jan i Małgorzata | Jan z Czarnolasu | Jesienna muzyka | Jeszcze smutniej! | Jeździec Apokalipsy | Językologia | Kaczuszki mandarynki | Karawana idzie dalej | Katedra Adamowego Żebra | Kawa z Kafką | Każdemu według naszych chęci | Każdemu według potrzeb | Każdemu, o czym tylko zamarzy | Kiciuś Miciuś! | Kicuś Micuś! | Kiedy człowiek staje się bestią | Kiedy owce nie milczą | Kij w mrowisku | Kniaź Wiktor | Kochani ludożercy | Kolacja Pani Sowy | Kometa tylko głownia nie ta | Konkwista | Koryfeusz nauki, milośnik sztuki | Koty i inne zwierzęta | Koty, głupoty, palikoty | Kości rzucone są | Kość słoniowa | Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatni | Kto pisze teraz historię? | Kuchnia szamańska | Kwiatki Św. Franciszka | Kwiatostan śmierci | Kwitnienie kultury | Kwitnąca wiśnia | La colombina i ciche ukojenie | Lekarzu - lecz się sam! | Lenin wiecznie żywy | Leśmianiada | Lichwiarstwo polskie | Liryki i prztyki | Logika dziejów | Londyńska mgła niepamięci | Londyńskie przygody | Los ofiary | Los puka do moich drzwi | Lotosowy wpis | Ludzie ludziom... | Lunatyzm | Lęk społeczny | Made in Japan | Maligna | Marność nad marnościami | Marność nad marnościami. Rekoleksje Wielkopiątkowe | Marzenia senne | Marzeniologia stosowana | Maszkary i senne dziwadła | Maszkary i senne widziadła odbite w lustrze | Mała czarna z Kafką | Medycyna naturalna | Meine Liebe Augustin! | Melancholia | Melancholia stosowana | Memorabilia | Meszreiw | Meteo | Mgiełka autoironii | Mglisty dzień. Mgła | Mikołak | Mistrz i Małgorzatka | Mistycyzm lunarny | Mistyka i miłość | Mitologia osobista | Mitologia świata | Miłość | Miłość bliźniego | Miłość nie zawsze szczęśliwa | Miś Uszatek | Moc rytuałów | Monada nie ma okien | Mowa potoczna | Mowa ptaków | Mowa serca | Moze ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może ktoś się ucieszy? | Może ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może to trochę zbyt uszczypliwe | Musicology | Muza lekkich obyczjów | Muzyka przywraca ład serca | Myszoterapia dr Nezumi | Myśli prostego człowieka | Mądrość Natury | Mądrość jak z gazety | Mądrość narodów | Młot na faryzeuszy i hipokrytów | Męstwo bycia | Mówił sen do snu | NIe ma na świecie dwóch takich samych liści, ni kropel deszczu | Na jawie (lecz to, co niejawne pozstaje) | Na stos rzuciliśmy szcześcia los | Na stos rzuciliśmy szczęścia los | Na szczytach hipokryzji | Na zdrowie! | Nad piekną rzeką | Najokrutniejsze zwierzę | Najsłodsza tajemnica | Narastająca senność | Nic dzisiaj ciekawego nie napisałem | Nicość | Nie am dwóch takich samych liści, ni kropel wody | Nie bój się - najwyżej cię rozstrzelają! | Nie czas żałować burz, gdy płoną oczy | Nie czas żąłować burz, gdy płoną oczy | Nie każde szczere złoto jest szczerozłote | Nie ma na świecie dwóch takich samych liści ani kropel wody | Nie ma na świecie dwóćh atkich samych liści lub kropel deszczu | Nie ma takiego smutnego, co by na wesołe nie wyszło | Nie ma zazdrości bez miłości | Nie oddamy nawet guzika | Nie tylko dzielenie włosa na czworo | Nie wiem, ja w ogóle nie myślę | Nie zabijaj! | Nie zabijajcie drzew! | Nie zawsze urocza dzecinada | Niebiańskie szczyty głupoty | Niech pani będzie dzielna! | Niech zapłaczą na moim pogrzebie | Nieco drapieżny wpis | Niekoniecznie ptasi móżdżek | Nienawiść bliźniego | Nieosobiście | Nieprzesłane przesłanie | Niestworzone rzeczy | Nieszkodliwe głupotki | Niewczesna melancholia melomana | Niewczesne rozważania | Niewielka profanacja | Niewielkie przekłamanie | Niskolotnie | No No! Teatr No | No comments! | No no! | Nowa poezja lingwistyczna | Nędzne kabareciarstwo | O Leonardo, po cóż się tak trudzisz? | O dzieleniu włosa na czworo, czyli metodzie scholastycznej | O dzieleniu włosa na czworo, czyli o metodzie scholastycznej | Obciachy | Obscenia i parafrenalia | Obsesja dobrego biustu | Ojej! | Oko w oko z zębem mądrości | Okropieństwa | Okruchy odgrzebane z lawy | Okruchy życia wygrzebane zlawy | Okruchy życia wygrzebane z lawy | Okrutna losu ironia | Orientuj się na orient | Owczarek | Owczarki afgańskie | Owocożerni | PL jak piekło | PO PiS | POeci wszystkich krajów dzielcie się | Pan Tadeusz | Panie pośle, po chrześcijańsku panu wybaczam | Pańska satyra polityczna jest niegramatyczna | Pendant do pewnego przypisu | Perlikowski | Pewna elastyczność zasad | Pewne jak w banku | Piorunujący piorun! | Po owocach poznacie ich! | Po upadku | Pobożne życzenia | Podpatrywanie Natury | Podroby i inne podróbki | Pokolenie Kainowe | Pokorne ciele | Pokorne cielę | Pokusa | Polak potrafi | Polak potrafi! | Politolog i Politowska | Politycznie niepoprawne! | Polonica | Polonika rycerskie | Polucje i ablucje | Pomarańcze i mandarynki | Pomarznąć dobra rzecz | Pomarznąć dobra rzecz! | Pomoc psychologiczna | Poranna kawka z Kafką | Porąbane marzenia | Potężne i głębokie warstwy pierwotnego mitu | Powieść brukowa | Powszechna życzliwość | Powtórka z cynizmu | Poznaj samego siebie | Prawda | Prawda jest jedna i piękna, ale złożona | Prawda popłaca | Prawdziwa metropolia | Prawi i sprawiedliwi | Prawiezmartwychpowstanie | Prawiezmarwtychpowstanie | Prognoza pogody | Pruski smutek | Przecież cię zjem! | Przedagonalny polski agon | Przegląd sportowy | Przeinaczenia | Przez pychę do pokory | Przeżyjesz to, a pote już tylko grób | Przeżyjesz to, a potem już tylko grób! | Przminęło z wiatrem | Prztyczek | Psiapowiednia Majów | Psubrat | Pustka | Pytanie dość retoryczne | Raczej to nie będzie hit | Radosne gonitwy śnieżnych tygrysów | Radość wędrowania | Rejterada Rejtana | Religie nauczą cie pokory | Res Sacra Pecunia | Romans z pop kulturą | Roots, Rock, Reggae | Rozkosze reinkarnacji | Rozmowa nie na telefon | Rozpacz | Rozpacz na wieki wieków | Rozpacz, która podpełza pod gardło | Ruch i świeże powietrze... | Rybołówstwo cudzołożnika | Rycerz pokalany | Samokrytyka | Samotność egzystencjalna | Sekrety pewnego domu handlowego | Seraphic Flames and Heavenly Love | Siedź na dupie i potakuj! | Somatyka | Somatyka logiczna | Spełniona przepowiednia | Spleśniały ser | Sponsorem tej opowieści jest wydawnictwo Błękitny Wieloryb | Sport to zdrowie | Spowiedź morskiego wilka | Stary Sącz i Nowy Sącz | Stary mafioso | Stołeczne stołki | Stratyfikacja społeczna | Suma sumarum | Sumienie rachunku | Sweet Music and Poetry | Sygnały podprogowe | Szalchetne zdrowie | Szczęśliwa pomyłka | Szekspir do żadnej nie należy epoki | Szkarady | Szlachetna gravitas | Szlachetne zdrowie | Słodycze grafomanii | Słówka | Słówko do słówka, a uzbiera się sówka | Tadeusz Bój Jeleński | Taia chińska podróbka | Takie będą rzeczpospolite jakie tego blogu chowanie | Takie tam, pierdoły | Talking Heads | Tania chińska podróbka | Tatiana | Teorie świata nauki | Terapeutyczie | Terapeutycznie | Thames | The Doors. Uchylone drzwi | The Lion cub | The fruit of beauty and despair | To na pewno nie Lec | To nie żadna filozofia | Tragiczne pożegnania | Transformacja duchowa | Trudna sztuka dialogu | Trudno czasmi coś sklecić | Trzylogia | Trója z polskiego | Twarda rzeczywistość | Ty mi tutaj nie filozuj | Tygrysologia stosowana | Tysiac i jeden ptaków | Tysiąc i jeden kotów | Tysiąc i jeden ptaków | Tysiąc różowych kroliczków | Tęsknica | Tęsknota duchowa | Ubekistan | Ucone księgi | Uczeni ludożercy | Uderzenia losu | Uduchowienie | Umrzeć z miłości | Upadek Pierwszego Człowieka | Uroczy wegetarianin | Uszczelnienie systemu podatkowego | Utrata uzębienia | W czym mogę panu pomóc? | Wciąz powtarza się ta sama historia | Wciąż powtarza się ta sama historia | Wdzieczna muzyka przywraca ład serca | Wesola grafomania z morałem | Wiecej broi dla szaleńców w Teksasie | Wieczne powroty | Wiedza radosna | Wielka wygrana | Wielomówstwo, czyli plaga opowiadania | Wierzba płacząca | Wiosny i jesienie | Witch | Więcej broni dla szaleńców w Teksasie | Wojna totalna | Wpis o kształcie piramidy | Wprowadzenie do kruczków prawnych | Wrzucam wszystko do kosza | Wrzątek | Wspomneinei pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Współczesny filister | Wszystkie rybki | Wszystko na A | Wszystko na sprzedarz | Wszystko na sprzedaż | Wygrana | Węzłowato | Wólka Węglowa | Xin Lu, typowa brunetka o granatowych oczach | Z Nietzschego nic nie powstaje | Z księgi wulgaryzmów | Z rupieciarni myśli | Zaczarowany świat zen | Zanim mnie wrzucą do dołu | Zapowiedź Apokalipsy | Zaraz wracam! | Zasada domniemanej winy | Zaskroniec | Zastał Polskę drewnianą... | Zatrzaśnięte drzwi | Zbaw mie Buddo Amido | Zbaw mnie, Buddo Amido | Zdrowy egoizm | Zegar dziejów | Zestrzelenie księżyca | Zginął z rąk słabej kobiety | Zima się nas nie ima | Zjawiskowe | Znak jaskółki | Zrozumieć wartość tego, co nieużyteczne | Zuch zawsze ochoczy! | Zwierzęta pod postacią ludzi | Zwyciestwo konsumpcjonizmu | Ząb mądrości | ie zabijajcie drzew! | ieosobiście | kosmos | Łagodne prawo, ale prawo | Łagodność tygrysa | Śmiechotki, chichotki | Śmiertelna powaga | Śmierć | Światełko w mroku | Świętość, wziętość, nadętość | Życie jest tragiczne | Życie samo | Życzliwe spojrzenia na całość ogródka | Żyć, nie umierać
RSS
poniedziałek, 31 grudnia 2018

 

   - Właśnie, właśnie!  Wybaczam wszystko wymoczkowi.

  Wolę widzieć wyłącznie winorośl!   

 

    Taki dzień może ścisnąć za gardło!

Choć była w nim i lepsza, jaśniejsza

a nawet miła chwila spotkania z

Czytelniczką tego bloga...Ale dzień się

jeszcze nie skończył. Czytam "Zatracenie"

Osamu Dazai. Napisał to na krótko przed

samobójstwem i podobno o sobie.

Jednak tylu ludzi pisze coś "przed"

i nikt nie zwraca na to uwagi. Moknę

trochę z książką w ręku. Chcę wiedzieć,

o czym myślał i co czuł.

    Musiałem wysiąść z pustego

autobusu na pętli i szukać innej drogi do

domu, bo wygolony na łyso chłopak,

który miotał się po nim deklamując

wyjątkowo ostrego hip hopa, usiadł

za mną i zaczął szeptać, że mnie

"za...ebie w łeb."  Wyglądał tak, jakby coś

wziął i "podziałało mu na agresję", więc

postanowiłem nie czekać, aż stanę się

jego pierwszą ofiarą. Chciał chyba

zobaczyć, jak to jest.  Wsiadłem w autobus

jadący gdzieś na peryferie i po drodze

wysiadłem, i czekam na autobus do

Wilanowa. Tam się przesiądę i pojadę do

metra. Nie ma nawet jeszcze jedenastej

(dwudziestej trzeciej). 

      Moja matka, od której wracam, kilka

dni temu spadła z łóżka i potłukła się.

Udało się ją podnieść dzięki pomocy syna

sąsiada.  Ale okazuje się, że ma bardzo

ostre bóle. Nie chce dzwonić na pogotowie,

bo boi się pójść do szpitala, a lekarz może

przyjść najwcześniej we środę (jeśli w ogóle

przyjdzie, choć ma taki obowiązek wobec

osoby w Jej wieku). Bardzo się o nią ostatnio

martwię. 

     Przed wyjściem na spotkanie sprzątałem

trochę w pokoju. Ale miseczka i kubek na

wodę dla Mitsuko pozostaną na swoim

miejscu.  Przez cały czas przypomina mi się

Jej choroba, umieranie i śmierć.  Na trzy

tygodnie przed śmiercią z wielką raną na

podbrzuszu wykonała tak radosny bieg,

a potem wyciągnęła się na mnie na całą

długość i przytuliła, mimo, że rana mocno

krwawiła. Na dwa dni przed śmiercią

jeszcze mruczała, kiedy ją pogłaskałem. 

Widzę ją wszędzie we dnie i w nocy jak 

najbliższą osobę.

      "Nie wiem na czym polega ludzkie

życie" pisze Dazai.  Ja też nie wiem,

choć powody tego są pewnie różne.

Dazai był ojcem wybitnej pisarki Yuko

Tsushimy. Kiedy miała rok utopił się

razem z kochanką w zbiorniku na rzece

przepływającej przez Tokio. Czytam też

i jej opowiadania.  Ich częstym motywem

jest utrata bliskich.




niedziela, 30 grudnia 2018

 

 

    Wieczór był deszczowy, a idąc od

przystanku do domu nie zobaczyłem

żadnej żywej istoty.  Nawet nie spojrzałem

na bezlistne, ciemne topole po prawej

stronie. 

    Przeglądałem książkę kolegi poświęconą

"Rozmyślaniom Marka Aureliusza w

kontekście grecko-rzymskiej praktyki

filozoficznej."  To wartościowa książka

pisana przez kompetentnego historyka

filozofii starożytnej. Rozjaśnia i uściśla

sporo rzeczy...Ale nie ma w niej jakiejkolwiek

próby wejścia w psychologię.

    Widać, że autor ma historyczno-

filozoficzną wiedzę i nie czuje potrzeby

żadnej innej. A przez to też i sam Marek

staje się jedynie jakąś marą, która

realizuje pewne postulaty swego

mistrza Epikteta,wynikające z teorii

stoickiej, a nie żywym człowiekiem, jakiego

ukazał np. w swej niewielkiej książeczce

filozof Elzenberg. Elzenberg pięknie

ukazuje kontemplacyjną etykę wyrzeczenia

Marka Aureliusza.

     Tekst mojego uniwersyteckiego kolegi

jest użyteczny, jasno napisany i stanowi

coś w rodzaju przewodnika po

istotnych zagadnieniach stoickiej teorii

i praktyki.  Ale doceniając to, nie bez

pewnego smutku zauważam, że

pozostaje niejako na powierzchni zdarzeń,

przytacza filozoficzne formuły i określenia

znanych ekspertów, unikając głębszej

refleksji psychologicznej i aksjologicznej.  

     Oczywiście, powie ktoś słusznie,

"To nie jego robota!  A z tego, czego się

podjął, mimo pewnych zastrzeżeń,

rzetelnie wywiązuje się."  Ale takie teksty

są zaprzeczeniem stoickiej myśli, że

filozofia uczy nie słów, lecz czynów i że

wyraża pewną postawę wobec życia

i ludzkiego losu.


sobota, 29 grudnia 2018

 

     Chyba nie potrafię dzisiaj nic napisać,

ale odnalazłem coś sprzed lat.

 

    Patrzą na mnie jej oczy z tamtego świata

    rozłączeni na zawsze nigdy nie powrócimy

    do początku do tego dnia

    w którym skoczyłem w przepaść

    i uderzyłem głową w niebo

 

    Wtedy też napisałem to:

    

 Poszedłem nad rzekę a ta mnie przyzywała

 zacząłem wchodzić w wody płodowe nocy

 

 Nie można dwa razy wejść do tej samej nocy

 nie można drugi raz powrócić do życia

 

 Żyję martwy i nigdy nie powrócę już do matki

 która wyrzuciła mnie na pastwę dnia

 

    

     Teraz bym tak nie napisał, a to dowód na to,

jak bardzo w życiu się zmieniamy.  

 

 

    

     

    

    

czwartek, 27 grudnia 2018

 

 

     Dzisiaj około godziny piątej zgasła

jedyna radość mojego życia koteczka

Mitsuko. Na krótko przed śmiercią

przeszyły ją dwa niewyobrażalnie

okrutne ataki bólu, którego do końca

świata nic już nie ukoi.

    Ta krótka chwila, kiedy Jej

zesztywniałe ciałko opuściło życie

wydała mi się przez chwilę

nieskończoną błogością. Pozostał po

niej pusty pokój i martwa cisza. 

   Żegnaj Maleńka! Nie potrafiłem Cię

przed niczym uchronić. Wiem, że mnie

bardzo kochałaś. Spotkamy się już

niedługo.

 

     Dwaj chińscy Mistrzowie spierali się

stojąc na moście od ilu kropel zaczyna się

deszcz i czym się różni mżawka od ulewy.

Byli tak zajęci wytaczaniem argumentów

i szydzeniem z siebie, że nie zauważyli

nawet kiedy woda porwała most.

    Pierwszy z nich tonąc wołał:

    - W żadnym wypadku nie nazwałbym

tej rzeki topielą. -

    Drugi odrzekł, nim woda go

przykryła:

    - Ależ to powódź, ty ignorancie! - 

    Smutno mi było patrzeć, jak wyławiają

ich ciała z wody. Czy warto przywiązywać

aż taką wagę do słów i nazw? 

    - Warto! - zaskrzeczała ropucha -

My ropuchy jesteśmy dumne z tego,

że jesteśmy ropuchami i rządzimy stawem

albo studnią. A ty jesteś ropuchą? -

    - Nie jestem - odrzekłem nieco

skruszony.

 

   

 

 

środa, 26 grudnia 2018

 

    Był dyrektorem liceum, do którego

przez rok chodziłem w dalekim od

domu mieście. A ponieważ wiedział,

że byłem raczej psychicznie delikatny,

okazywał mi dobroć...Nie miałem

w tej szkole łatwego życia. Zresztą

więcej czasu spędzałem nad rzeką

niż w szkole, szczególnie na wiosnę.   

     Któregoś dnia zaprosił mnie do siebie,

poczęstował czymś i pocieszał jak umiał.

Jego głos był ciepły i czuły, ale ukradkiem

zauważyłem, że drżą mu ręce.

     Wkrótce potem utopił się w pobliskim

jeziorze. W szkole miał wrogów chętnych

do objęcia jego stanowiska, żona nie

okazywała mu szacunku, a w dodatku

miał jakiś niespłacony dług. Poprosił

więc przyjaciela, żeby mu pożyczył

pieniądze, ale przyjaciel powiedział mu:

"Jeżeli teraz ci je pożyczę, to się do

tego przyzwyczaisz, więc ci nie pożyczę,

chociaż mam."

     Niewielu spotkałem w życiu ludzi

tak dobrych, jak on i dlatego stał się

dla mnie kimś w rodzaju nauczyciela

życia...Ale i śmierci, kiedy w trzy lata 

później usiłowałem w podobny sposób

odebrać sobie życie. Co mnie wtedy

uratowało, to nadzieja. Dziś niewiele

mi jej pozostało, jednak od tego

nauczyciela nauczyłem się zauważać

opresje, w jakich znajdują się czasem

inne osoby.  To bardzo smutne, że nikt

mu wtedy nie pomógł i że kochał

całkiem nieodpowiednią osobę.

 


    

 

     

wtorek, 25 grudnia 2018

 

     Wracając do domu spotkał trzy

widma. Jedno spojrzało na niego

zza niebieskich oczu i powiedziało:

    - To jeszcze trochę potrwa. -

 

    Drugie uśmiechnęło się zza 

piwnych oczu i powiedziało:

    - To nie potrwa zbyt długo. -

 

    Trzecie nie miało w ogóle twarzy

i pozostało milczące. Widział, że

nie oddycha.

    Przyznał rację wszystkim trzem. 

W końcu jego życie powoli się

kończyło.

 

    Zastanawiał się nad problemem

utylizacji ciała kota.  Jedni mówią,

że to robi weterynarz, ale odpłatnie

(a on nie miał pieniędzy), drudzy, że

może je gdzieś zakopać. Ale kiedy

wrócił do domu okazało się, że ciało

kota wypełniło całą łazienkę. Nie mógł

nawet wymyć rąk. (Jest wyjątkowo

ciasna).  Kot żył jeszcze, ale zamierał

na całe godziny w bezruchu. Udało

mu się spowodować, że wypił wodę.

     Zamieścił w necie swe zdjęcie    

z twarzą przysłoniętą nieco przez 

łodygi jakiejś rośliny.

     - Mimoza? - spytał nieco złośliwie

znajomy. A może to nie była złośliwość?

Przecież cały czas żartują! A znajomy to

uroczy żartowniś. 

     Widział kiedyś,będąc dzieckiem,

mimozę w cieplarni i nieźle się jej

wystraszył.  Nawet krwiożercza orchidea

nie wydawała mu się czymś tak

przerażającym. O mało nie zemdlał. W

końcu na dworze była zima. Uciekali z

mamą przed aligatorem. Chyba nie było

go w programie zwiedzania. Ale wcześniej

zobaczył po raz pierwszy kwiat lotosu.


      - Mamo, kto to jest ten Budwa? - zapytał.

      - Nie marudź! - powiedziała mama. 

     Szli jakąś poznańską ulicą na miejsce,

o którym mama mówiła: "Planty."

Widocznie pomyślała, że widok bałwanka

poprawi im samopoczucie.

    

      Ale to było dawno. Dzieciństwo zawsze

jest szczęśliwe i święte.  A dzisiaj?

Hinduiści zatłukli muzułmanina, bo ich

guru w świątyni oskarżył go, że zabił krowę

i cała rodzina spożywa jej mięso. Tłum

wyległ ze świątyni i podczas obiadu złapał

demona na gorącym uczynku. Zabili i

rodzinę - kobietę i małe dzieci.  Ale policja

ustaliła, że była to pomyłka i że całkiem

niesłusznie ich zatłuczono.  Okazało się,

że to było mięso zupełnie innego zwierzęcia.

Czasem można się trochę pomylić. A ten

Guru działał przecież w dobrej wierze...




 

     Jest jeszcze całkiem widno. Wychodzę

w wietrzną pustkę tego świata z fantazją

Emmanuela Bacha w uszach.  Na fortepianie

z epoki brzmi wręcz nierealnie pięknie. Ptaki

nawołują się krzycząc. Jest zimno. Marzną mi

ręce...


    Słuchałem też jego koncertu wiolonczelowego.

Largo con sordino jeszcze nigdy nie brzmiało

tak pięknie. Coin jak nikt inny połączył

ze sobą cudowną melancholię i elegancję

tego niezwykłego utworu. O elegancji

nigdy dotąd nie myślałem, zawsze

pochłaniały mnie uczucia i przeżycia,

jakie we mnie budzi. Nie wiem nawet,

czy to właściwe słowo. Ale Coin tyle

już się nagrał kwartetów Mozarta, że

może właśnie dzięki temu wie, jak grać

utwory kompozytora, o którym Mozart

powiedział: "Jest naszym ojcem, a

my jesteśmy jego dziećmi."

     Mitsuko dogorywa pod wanną -

przebiła się przez wszystkie zapory i

wcisnęła przez wąską szczelinkę, a

ja już nie mogę Jej pomóc. Jej instynkt

życia zmienił się w instynkt śmierci,

której się poddała i umiera cichutko

leżąc między zardzewiałymi rurami

i gwoździami.

    Jakiś pijak pozdrawia mnie radośnie.

Moja studentka robi słodkie oczy i

mówi: "To niech pan sobie weźmie

małego kotka. Pański kotek na pewno

go zaakceptuje." Ktoś mi przed chwilą

napisał składając życzenia "jest pan

cudownym człowiekiem."  Próbuję

jakoś odpowiedzieć. Jestem wyraźnie

zawstydzony.

      Podobno przed śmiercią koty

chowają się gdzieś i znikają. Ktoś

przekonywał mnie, że na tym polega

ich wolność.  Też bym chętnie tak

zrobił, kiedy będę umierał.  Ale

obawiam się, że jak Mitsuko, nie

będę miał dokąd uciec.  Po raz

pierwszy wyobraziłem sobie pewien

komfort mej samotności. Pewnie nikt

po mnie nie będzie płakał...


zdjęcie nazumi13


niedziela, 23 grudnia 2018

 

                   Bodhisattwo współczucia

             Awalokiteśwaro

             niech twe widzące wszystko oczy

             i pomocne dłonie

             których jest tysiąc

             zdejmą brzemię cierpienia

             z mojej kitusi Mitsuko

             a i mnie pozwól cieszyć się

             ostatnimi chwilami w spokoju

            

 

    - Dlaczego tak wieje ten wiatr? -

spytała Noriko.

    - Nie wiem...Gdybym to mogła

wiedzieć, jak i wiele innych rzeczy,

to może czytałabym w telewizji 

prognozę pogody. - 

    Sumiko nie lubiła takich rozmów.

    - Może dlatego, że dzisiaj minął rok

od jego śmierci. - kontynuowała

Noriko.

    - Wiesz co, muszę już iść! -

zniecierpliwiła się jej przyjaciółka.

    Wyszła dosłownie kilka kroków

przed dom, kiedy wpadł na nią

autobus.  Noriko usłyszała sygnał

karetki pogotowia, a potem wozu

policyjnego.  Widziała jak Sumiko

zakrywają głowę. Kierowca, młody

chłopak, płakał.

     - To dlatego tak wył ten wiatr. -

powiedziała.

     - Może to pani powtórzyć? -

spytał reporter - Uważa pani, że

ta śmierć nie była przypadkowa? -

    - Ja niczego nie uważam. -

    - Znała pani denatkę?  Co czuje

człowiek, kiedy widzi, jak bliska

osoba ulega wypadkowi, w

konsekwencji którego traci życie?  - 

    - Że wiatr powiał nie w tę stronę,

co trzeba. -

    - Będzie pani musiała z tym żyć! -

    - Ależ skąd! -

    Jeszcze tego samego wieczoru

ciało Noriko wyłowiono z rzeki. Toru

widział transmisję.  W zeszłym roku

wcale nie umarł, a po prostu wyjechał

i nie pozostawił Noriko wiadomości.

Podano informację, że kierowca

autobusu, pod który wbiegła Sumiko,

popełnił samobójstwo.

     Wiatr przestał wiać. "Wszystko jest

ze sobą powiązane" - mruknął do

siebie i w tym momencie przygniótł

go kawałek odpadającego sufitu.  

   - No i jak tu ludziom nie współczuć? -

zapłakała bogini Kannon, a w miejscu,

gdzie upadły jej łzy wyrosła czerwona

róża.  Pokryta rosą była taka piękna,

że pewien poeta, który tamtędy

przechodził przed zmierzchem, widząc

ją, targnął się na swe życie... 

    "Można jeszcze uratować dziewczynę

kierowcy" - uśmiechnęła się Kannon.

Ale kierowca nie miał dziewczyny.

Porzuciła go i był samotny...



sobota, 22 grudnia 2018

"

 

Drzewo orientalne zdjęcie nazumi13

 

       To zdjęcie zrobiłem podczas spaceru

na Starym Żoliborzu.  Dołączam do niego

kilka orientalnych myśli i impresji, które

mnie samemu pozwalają lepiej orientować

się w zawiłościach i mrokach życia. Jedne

poważne, inne żartobliwe, mówią coś o nim

i o tym, jak je przeżywamy. 

    Sporo musiałem się natrudzić, żeby nie

przytoczyć czegoś Zhuangzi, któregoś z

buddyjskich mistrzów i moich ulubionych

chińskich i japońskich poetów poza może tym

jednym: 

 

    "Bażant błotny musi zrobić dziesięć

kroków dla jednego kęsa, a sto kroków,

żeby się raz napić, a mimo to nie pragnie

być żywiony w klatce. Choć ma tam

wszystko czego zapragnie, nie cieszy go

to wcale."

    (Zhuangzi)

   

    Żyjemy w świecie rządzonym przez

korporacje i wielu ludzi daje się zamknąć

w klatce, rezygnując z duchowej wolności.

Pracują ciężko, zaciągają kredyty, kupują

mieszkania i inne dobra, które mogą

utracić, jeśli się potkną.  Stają się niejako

zakładnikami własnego losu. Zhuangzi widzi

w Naturze obok naturalnej ekspansji, także

pewien umiar. Kret na przykład nie stara się

wypić całej rzeki - wystarcza mu, że zapełni

sobie brzuszek.  Ale ludzie są zachłanni i ich

głównym celem jest posiadać jak najwięcej

i stworzyć sobie wygodę życia kosztem

innych. [W tym miejscu mój komentarz

urywa się...Każdy sam może interpretować

słowa, które tutaj przytaczam].

 

"Podejrzliwe serce zwołuje upiory."

(przysłowie chińskie)

 

"Jesteś jak drzewo...Drzewo doskonale

wie, że nie pojawiły się owoce ani kwiaty,

że jeszcze nie zakwitło. Jeszcze nie

poznało wiosny, nie tańczyło na wietrze,

nie kochało, nie żyło...i nadchodzi drwal."

(Osho, Tao. Trzy skarby)

 

" - Wyrywał siwe włosy, a głowa mu

coraz bardziej siwiała. Kiedy wyrwie się

jeden biały włosek, zaraz bieleją sąsiednie

dwa- trzy czarne, jakby je coś uwolniło

z uwięzi. Toteż Kitamoto wyrywając

siwe włosy sam przyczyniał się do tego,

że było ich coraz więcej."

(Kawabata, Głos góry)  

 

"To nieszczęście, że bogowie nie mogą

popełnić samobójstwa tak, jak my."

(Akutagawa, Życie pewnego szaleńca)

 

"TO, CO NIEMILE ZASKAKUJE

    Gdy w trakcie czesania zahaczę

grzebieniem o splątane włosy

i wyłamię w nim ząbek.

 

TO, CO SPRAWIA PRZYKROŚĆ

    Jakże przykro musi być kobiecie,

która bardzo pragnie mieć dziecko,

ale chociaż mija kilka lat od ślubu,

nadal nie zachodzi w ciążę.

    Ktoś gra na flecie. Czekam na

mój ulubiony utwór, ale muzyk

nieoczekiwanie kończy koncert.

Przykro mi wtedy.

    Czasem, kiedy czuję się samotna

i opuszczona, chciałabym tak bardzo

z kimś porozmawiać, że nie

przeszkadzałoby mi nawet, gdyby

mój rozmówca był osobą niskiej

rangi. Czy to nie dziwne?"

    (Sei Shonagon, Zapiski spod

wezgłowia)

 

"To, co twarde i mocne, dąży

ku śmierci. To, co miękkie

i słabe, kroczy ku życiu. Jeżeli 

oręż jest zbyt sztywny, to ulega

zniszczeniu. Jeżeli drzewo jest

zbyt sztywne, to zostaje złamane."

(Laozi)

 

"Gdy kobieta mówi do ciebie,

uśmiechaj się do niej i nie słuchaj

jej."

(Księga Obrzędów, VII wiek p. n. e)

 

 

"Słychać pieśń...To żebrak. Skoro

on śpiewa, ten starzec, który nigdy

nic nie posiadał, czemu jęczysz ty,

który masz takie piękne wspomnienia?"

 

(Tu Fo)

 

    

         

piątek, 21 grudnia 2018

...

(zdjęcie nazumi13)

 

      Inspektor Nezumi wstał tego dnia o szóstej rano.

A to znaczyło, że spał dokładnie czternaście minut.

Sprawą odnalezionych zwłok młodej dziewczyny

należało zająć się bez chwili zwłoki.

     O 6.30 był już na miejscu zbrodni, a Etsuko 

podała mu kubek z kawą.

     - Nie spałam całą noc - powiedziała.

     - Ja też nie...Może tęskniłem za tobą? -

     - Przełożony nie powinien tęsknić za swoją

podwładną.  Ale rozumiem, że mówisz to

prywatnie. Tu leżało ciało...W kwiatach.

Nie dało się tego obrysować... - 

     - A co mówi Kimura? - 

     - Że facetka miała dość życia i udusiła

się nylonową nitką przywiązaną do palika...

Jednak Tsushima tego nie potwierdza...-

     - Kiedy nastąpił zgon? -

     - Około 23 -ej!  Musiała przejść przez

ogrodzenie, bo brama była zamknięta...

Tsushima jest wściekły. Harują tu od trzeciej.

Dozorca był nietrzeźwy i zwalił się na

kwiaty prosto na denatkę...O mało nie umarł

z przerażenia...A może to on ją zabił? -

     - A co na to Kimura? -

     - Wyklucza to. Po pijaku nie poradziłby

sobie z założeniem pętli... - 

     - A Tsushmia? -

     - Mówi, że wszystko jest możliwe...-

     - To dziwne. Oglądali przecież ciało i

miejsce zdarzenia. -

     - Tylko miejsce...Ciała nie było! -  

     -  Dla mnie ta sprawa jest stosunkowo

prosta. - powiedział inspektor - Dozorca

wpadł po prostu w objęcia ducha. -

     - Wiem, że w sprawach ducha zawsze

można na ciebie liczyć!  Ale może czasami

spojrzałbyś na mnie?...Na pewno nie 

zauważyłeś! -

     - Wiśniowej szminki?...Zauważyłem

- kątem oka...Spotykasz się dzisiaj z

Toru? -

     - Spotykam się z Tobą! -

      

     

    

czwartek, 20 grudnia 2018

     

      

       Wiatr wieje przez senne pustkowie

       w tajemnej głębi rzeki odbija się księżyc

       myszy krzątają się wśród pożółkłych czaszek

       kret usypuje swój kurhan i znika

       w podziemnych labiryntach

       ptaki krzyczą układając się do snu

       mgła opada i wszystko się kończy

       jakby za tymi polami nie było już nic

      

środa, 19 grudnia 2018

 

         - Szukać piękna

w przemijających chwilach

to tak, jakby szukać igły

na polu ryżowym, albo 

tej jednej muszelki w

oceanie. - 

        Po tych słowach

pani Kobayashi rozgniotła

w dłoni świerszcza i rzuciła

miazgę kotu. A w chwilę

potem wypięła z włosów

szpilkę i wbiła ją sobie w

serce. W półmroku pawilonu

wyglądała jak lalka.

    Akurat tamtędy przechodziłam.

Pochyliłam się nad nią, ale

z jej rany sączyła się krew. 

Nie oddychała. Kot połknął

już świerszcza i mył sobie łapki.

Patrzyłam na zamglony księżyc

za oknem. Chciałam księżycowi

opatrzyć krater rany. To wszystko,

co uczyniłam. Czy zasłużyłam

na śmierć? -

      - Niewątpliwie - rzekł Książę

- Nie widzę tu żadnych okoliczności

łagodzących. Rano zostaniesz ścięta.-

      Zawsze, kiedy myślę o tym

zdarzeniu przypomina mi się

purpurowa róża ścięta szronem.

Im niewinniejsza jest dusza, tym

łatwiej staje się ofiarą zbiegów

okoliczności.

        

       

wtorek, 18 grudnia 2018

    Około trzeciej zauważył, że za

oknem spadł śnieg.  Nie mógł jeszcze

wyjść z domu więc włączył suity

lutniowe Esaiasa Reusnera.  Grał

je doświadczony lutnista Satoh

z koncentracją przywodzącą na

myśl muzykę graną na shamisenie

albo koto...Ale trzeba oczywiście 

lubić Reusnera. Spotkał nawet

niedawno takiego człowieka. Był

to starszy i trochę małomówny

jegomość z czarną długą brodą.

Odbierał właśnie zamówione CD

Satoha w  księgarni. Jakże się

ucieszył na jego widok. Odezwał się

nawet do niego. Powiedział, że

lubi to nagranie. Ale jegomość

odpowiedział tylko - A tak! -

I nie wypadało go więcej wypytywać.

     W sumie to dziwny zbieg

okoliczności, że go spotkał. Był

przekonany, że nikt nie słyszał o

Satohu, a tym bardziej o Reusnerze.

Zresztą Satoh wcale nie gra tego

najlepiej...Z takimi myślami wyszedł

z domu kiedy się ściemniło. W grudniu

o czwartej jest już ciemno.

      Autobus zawiózł go pod parkową

bramę. Poszedł prosto przed siebie

mijając pierwsze jeziorko.  Początkowo

śpieszył się, ale po chwili zatrzymał się

przyglądając kaczkom, które gromadziły

się przy przeręblu. Były oświetlone

przez ustawiony na brzegu monitor.

Stojąc tak odwrócony plecami do

ścieżki poczuł nagle czyjąś obecność.

A potem ktoś położył mu dłoń na ramieniu.

      - Słuchamy tej samej muzyki. -

powiedział nieznajomy. - Sądzę, że warto

się lepiej poznać.  Nazywam się Reusner. 

Spotkaliśmy się w księgarni. -

      - Ach tak, pamiętam. Chciałem nawet

spytać, jak pan trawi Reusnera. -

     Udali się na spacer, który wypełniała

konwersacja poświęcona głównie muzyce

lutniowej.  Ale we mgle znikły jakoś nogi

jegomościa. Sprawiało to wrażenie, jakby

unosił się w powietrzu jak zjawa.

     - Naprawdę nazywa się pan Reusner? -

     Były to ostatnie słowa jakie

wypowiedział na tym ziemskim padole.

Policja miała pewien kłopot. Rzadko się

zdarza, aby jakąś osobę znaleziono uduszoną,

z sercem przebitym nożem i zmiażdżoną

od uderzenia w głowę czaszką.  Każda z

tych rzeczy z osobna mogła być przyczyną

śmierci denata.   Nie wiadomo więc było,

dlaczego morderca zadał sobie tyle trudu

i dlaczego w smartfonie melomana pojawiła

się wiadomość: "Poza tym uważam, że

Kartaginę należy zniszczyć. Katon Starszy."


     

    

 


poniedziałek, 17 grudnia 2018

 

     W niektóre dni mogę słuchać tylko

smętnej muzyki.  Ale Szostakowicz

i Schnittke trochę za bardzo mnie

przygnębiają i przytłaczają. A piękna

muzyka indyjska, japońska i armeńska

wprowadza w świat trochę nierealny,

choć wypełniony głębokimi uczuciami

i medytacyjnym skupieniem. Muzyka

japońska jest zresztą przeraźliwie

smutna. Za to armeńska pełna

nieskończonej nostalgii i tęsknoty.

Chopin porusza mnie bardzo, podobnie

jak minorowe utwory Mozarta

i Schuberta, ale to jest muzyka, która

wyraża zwykle coś więcej niż nastrój.

    Wolę ostatnio słuchać muzyki epoki

baroku, jak kiedyś przed laty. Wyraża

ona różne afekty i uczucia, ale jest

zarazem racjonalna i uporządkowana. 

Zwykle były to przeróżne utwory

pasyjne i lamenty, ale przede wszystkim 

muzyka na violę da gamba. Kompozytor

epoki baroku był najwyższej klasy

rzemieślnikiem, ale bywał też i uczonym,

i nic nie obniżało wartości tej tworzonej

według ściśle określonych reguł sztuki.

    Barokowa muzyka na violę da

gamba mimo głębokiej melancholii,

uspokaja.  Nie tylko dlatego, że

częścią suity bywa tombeau - nagrobek.

Każdy, kto był kiedyś cmentarnikiem,

to znaczy przychodził na cmentarz,

żeby odzyskać poczucie spokoju

i dystansu do ludzkich szaleństw

zna podobne uczucie.

    Kiedyś włóczyliśmy się z B. po starych

londyńskich cmentarzach, bo tam

mogła się najbardziej wyciszyć

po ekscesach alkoholowych. A na jednym

z nagrobków odkryliśmy piękny napis

"Darkness without no sorrows."

   Jest coś kojącego w samych tych

utworach pozornie monotonnych,

często refleksyjnych, a jednak pełnych

ukrytego życia i tańca. A do tego dochodzi

patyna wieków. Już w tamtych czasach

(połowa XVII wieku) muzyka na consort of

viols uchodziła w Anglii za muzykę dawną. 

Lawes, Jenkins, Simpson i Locke byli

mistrzami tych kompozycji. Jednak

najbardziej podziwiane są fantazje

młodziutkiego Purcella - głębokie i sofistyczne

jak utwory Bacha i zarazem pełne życia.

Chociaż historycy muzyki zastanawiają się

czasem, dlaczego skomponował te utwory

w stylu archaicznym, który w jego czasach

dogorywał. Purcell wprowadził przecież do

muzyki brytyjskiej ożywcze elementy stylów

włoskiego i francuskiego.

      We Francji komponowano głównie

suity na violę da gamba (i basso continuo),

a jej absolutnym mistrzem był jak wiadomo

Marais. (Niezwykle piękne są też jego

utwory solowe na violę basową, które

spopularyzował Savall, grając je w

znanym filmie "Wszystkie poranki świata").

Z innych mistrzów warto posłuchać Sainte

Colombe'a i Forqueray'a.  Cenne są także

utwory Francois'a  Couperina.  

      Ale Bach i jego syn Carl Philipp

Emmanuel również pozostawili utwory

(po trzy sonaty) na violę da gamba.  A w

muzyce niemieckiej była ona wykorzystywana

również często w kantatach i w kameralistyce.

Każdy kto chociaż raz posłuchał "Actus Tragicus"

Bacha na pewno zwrócił uwagę na ten instrument

o szlachetnym, głębokim brzmieniu. Słyszymy

go także w cudownych "Kwartetach paryskich"

Telemanna. Kilka lat temu odkryto jego fantazje

na violę da gamba solo, równie ciekawe jak 

fantazje fletowe i skrzypcowe. Komponował

też na violę da gamba, jak inni, koncerty i sonaty.

     Wiolonczela, która w XVIII wieku powoli

zaczęła zstępować violę da gamba ma

brzmienie pełniejsze, ale i mniej delikatne,

bardziej męskie, a nawet szorstkie. Warto

czasami posłuchać suit wiolonczelowych

Bacha w transkrypcji na violę da gamba.

To tak, jakby się przechodziło ze świata

ludzi w świat cieni.

     Kiedypod wpływem "Poetyki muzycznej"

Stravińskiego układałem (z kompozycji muzyki

barokowej) swą "Ptasią muzykę" głos

violi przyporządkowałem głosom puchacza

i puszczyka ;-), tak jak głos fletu głosom

słowików.  Nie jest to muzyka ponura.

Jest pewna przyjemność w poczuciu, że się

jest już po drugiej stronie, a w mroku, póki

jeszcze żyjemy, możemy zobaczyć światło

i różne półcienie i zakamarki.

      Ludwik XIV uwielbiał muzykę, a przed

snem słuchał tzw. królewskiego tria:

violi da gamba, fletu i teorbanu. Ten

arystokratyczny charakter muzyki na violę

da gamba wyraża się w jej szlachetnej

powadze (gravitas), która jest mi szczególnie

bliska, choć arystokratą z krwi nigdy na

szczęście (w żadnym poprzednim

wcieleniu) nie byłem... Lawes, cudowny

kompozytor, poległ zresztą broniąc swego

króla.

     

 

  

zdjęcie z ogrodu nazumi13


niedziela, 16 grudnia 2018

 

     Mitsuko wczoraj nic nie jadła i kilka

razy wymiotowała.  Nie mogłem też

jej podać leku, a jej ranka jest tak

nabiegła krwią, że wygląda, jakby miała

zaraz wypaść.

   Ale dzisiaj zaczęła jeść. I przytuliła się

do mnie całym ciałkiem, jak wtedy, kiedy

byliśmy szczęśliwi. Poczułem się cudownie. 

   Niestety teraz piszczy przez sen...

   Odezwał się też do mnie były przyjaciel,

człowiek młody, inteligentny i nadwrażliwy.

Martwiłem się o jego zdrowie i ucieszyłem,

że się odezwał (przez rok nie odpowiadał),

chociaż sam jestem poważnie chory...

Głaskając Mitsuko odpowiadałem na jego

SMS-y. Ale jest chyba zatruty jakimś

resentymentem.

    Przykro mi w tak tragicznym dla ciebie

momencie życia - napisał - że muszę być

wobec ciebie podejrzliwy...Przeprosiłem

go za wszystko, za co mogłem, ale

ponieważ zarzucił mi nielojalność,

spytałem, co ma na myśli. "Nieważne"

odpowiedział ;-) ...Udało mi się go

sprowokować, żeby wypowiedział się

mniej aluzyjnie, a bardziej szczerze.

W rewanżu nazwał mnie psychopatą ;-) 

     Przyjąłem to ze stoickim spokojem,

bo wczoraj ktoś inny napisał,

dziękując mi za coś, że jestem "bardzo

dobrym i szlachetnym człowiekiem".

Zresztą nie pierwszy raz ktoś mi coś

takiego mówi.  

     Jest dla mnie oczywiste, że bardzo

dobry i szlachetny człowiek musi być

zarazem psychopatą!  A powodem

"zadry", która tkwi w psyche mego

przyjaciela było to, iż ośmieliłem się

mu kiedyś wyznać, że boję się, że

mogę popełnić samobójstwo.  Miałem

wtedy naprawdę ciężki okres życia,

straciłem najbliższą osobę i wydawało

mi się to jakimś wyjściem. Psychicznie

sobie z tym nie radziłem i potrzebowałem

pomocy.

    Oburzył się na mnie i zaczął mnie

potem przez długi czas nieprawdopodobnie

oskarżać i obrażać. A wtedy już naprawdę

byłem bliski, żeby ze sobą skończyć. Ja

w takich sytuacjach starałem się pomóc

nawet obcym ludziom, więc jego potępienie

trochę mnie zszokowało. Zapomniałem już

o tym, ale widać on sobie tego nie może

wybaczyć i dlatego mnie obwinia. 

     Oprócz tego był przekonany, że w jednym

z opowiadań wyśmiewam się z niego i

z jego żony.  A mnie to nawet do głowy by

nie przyszło. Znałem trochę jego żonę

i zawsze szanowałem, a nawet też

i lubiłem.

     Potem pojechałem do mojej starej

i chorej matki.  Ale przez całą drogę

męczyło mnie to oskarżenie. 

Szczególnie, że zarzucił wcześniej

mojej twórczości "wysublimowaną

psychologię", a kiedy mu za coś

szczerze wyraziłem uznanie, nazwał

to manipulacją. Wiadomo przecież,

że ci od wysublimowanej psychologii

manipulują ;-) 

      A ponieważ napisał: "Nie będziemy

się licytować" (chociaż nie licytowałem

się) przypomniała mi się taka dość

zabawna historyjka. Kiedyś powiedział mi,

jak strasznie cierpiał, ponieważ stracił

swój pierwszy ząb. Wyznałem ze

współczuciem, że rozumiem jego ból,

szczególnie że stracił pierwszy ząb

i chcąc go nieco pocieszyć wspomniałem,

że na skutek błędu dentysty straciłem w

tym tygodniu trzy zęby.  "Nie będziemy

się licytować!" - odburknął.  

      Buddyjscy mistrzowie słusznie chyba

przekonują, że człowiek wolny nie zwraca

uwagi na pochwały, ani na obelgi.  Ale

mimo to jedne cieszą, a inne smucą...

Szkoda mi go bardzo, bo to, jak już chyba 

wspomniałem, wrażliwy i inteligentny, i w

gruncie nadzwyczaj dobry człowiek.

Z drugiej strony na pewno poprawił sobie

samopoczucie. ;-)

   

 

  

 

sobota, 15 grudnia 2018

 

       - Czemu snujesz się po cmentarzu

nocą? - spytał Duchin. 

    - Ano, Piotrze Pawłowiczu, czy ja

wiem, jak to powiedzieć...Duszyczki

niewolę. Jak tylko jakaś niewinna

wychynie z grobu, to ją tego. Nie

przepuszczę dziewczynce, ani 

chłopakowi. - wysapał Sugrobin.

    - A to nieładnie...To już lepiej

jakbyś ciała wyciągał z grobu, jak

ten nekrofant przy świetle

księżyca - 

    - Nekrofil, proszę szanownego 

Radcy. - A cóż w tym złego?  Niejedna

by chciała, żebym za życia ją, że

pozwolę sobie tak kolokwialnie się

wyrazić, wydymał. -

     Duchin zmarszczył brwi.

     - I jak to robisz? - spytał.

     - Zwyczajnie...duszkiem. - 

     - A kogo ostatnio? -

     - Wstyd powiedzieć, Piotrze

Pawłowiczu, twoją żonę...Ale po

śmierci to już nie jest zdrada! 

A poza tym ona się opierała.

Dlatego musiałem, uważasz pan,

zastosować środki przymusu. -

     - Niedobrze - rzekł surowo Duchin

- Będę musiał zameldować komu

trzeba! -

     - A melduj sobie komu chcesz...

choćby i samemu carowi, albo

Lucyferowi, który włada światem.

To jest nie do udowodnienia!  Nawet

pojęcie takowe nie istnieje... -  

     - Wychłostałbym cię! - 

     - Wiesz przecie, że to niemożebne...

Wiatr, deszcz, grad, śnieg, chłostały

mnie po stokroć, podobnie jak ołowiane

kule, ale nie czuję już fizycznego

bólu. Jestem przecież tylko widmem...- 

      - Ale jako duch musisz czuć ból 

duchowy!  A to o wiele gorsze...-

      - Ależ skąd! -

      - Trafisz do piekła! -

      - I jeśli wolno mi się tak wyrazić,

wyrucham wszystkie diabły i ich

księcia.  A płomienie większe od 

tamtych to mam w swojej żopie.

Nawet wściekłe Furie mi nie umkną,

a ten ich cały Pluton będzie się

ślinił i trząsł ze strachu. Powiem 

więcej, groźna bogini Kali ucieknie

przede mną jak myszka. -

      - Przechwałki!  Ale ja muszę jakoś

zareagować na zło. -

      - A widziałeś kiedyś, żebym ja

duszę ruchał? -

      - Pan Bóg, kanalio, widzi wszystko! -

      - JA JESTEM BÓG TWÓJ! Alfa i omega -

zagrzmiał Sugrobin.


      I stał się cud. Duchin obudził się

z drzemki.  A nad jego łóżkiem pokrytym

śniegiem stał biały Anioł Śmierci.  

     - Zabieram cię do raju! - powiedział!

     - Ale Pietia posiał gdzieś chyba klucze. - 

     - Nie szkodzi. Mam zapasowe. -

     - A nie mógłbyś chwilę poczekać, a

ja bym sobie jeszcze trochę pożył? - prosił

Duchin.

     - Jak to - nie chcesz trafić do raju?

WYKLUCZONE! -

     I tak, powiadam ci Praskowio Iwanowna,

że czasem nie wiadomo, co jest gorsze,

sen czy jawa...

      

 

piątek, 14 grudnia 2018

 

     Motyl przysiadł na gałązce ciemnych

winogron i kto wie, może śni, że jest mną

...

    "Po raz drugi wyjął kieszonkowy zegarek 

i postanowił na próbę zmierzyć czas

wieszania się. Początkowo trochę zabolało,

ale powoli wszystko zaczęła zasnuwać mgła.

Wystarczyło przekroczyć tę chwilę, aby pewnie

wejść w obszar śmierci. Spojrzał na wskazówki

zegara i stwierdził, że ból minął, czuł go przez

minutę i dwadzieścia sekund."

    (Akutagawa Ryunosuke) 

 

   Z obszernej listy japońskich pisarzy,

którzy w XX w popełnili samobójstwo

wybrałem:

   Dazai

   Akutagawę

   Kawabatę

   Oe

   Mishimę

  

   Ale inni umierali w sposób naturalny,

cierpiąc na choroby żołądka lub nerek.

Nie wiem dlaczego pomyślałem o tym

dziś rano.  A może samobójstwo też

jest śmiercią naturalną?  Nigdy nie 

myślałem o tym w ten sposób...

   

 

 

 

 

  

 

 

    Wiatr na chwilę przestał miotać

czerwonymi liśćmi.  Pustelnik

pochylił się i zajrzał w oczodół

czaszki. Czaszka uśmiechnęła się

do niego czarująco.

    - Pewnie za życia byłaś piękną

kobietą? - powiedział.

    - Byłam tak piękna, że nikt nawet

nie marzył, żeby mnie posiąść.

Wszyscy tylko modlili się do moich

oczu, a kiedy skończyłam 13 lat -

umarłam.  A dzisiaj jestem tylko tą

pożółkłą czaszką. -

    - To smutna historia, ale 13 lat

to piękny wiek. Nie każdy takiego

dożywa.  Zresztą zachowałaś się

w całkiem dobrym stanie. Pochodzisz

z tych stron? -

    - Przybyłam tu z Mantui. Byłam

damą na książęcym dworze. 

    - Znałem kogoś z Mantui. - rzekł

Pustelnik.

    Mówiąc to odłożył czaszkę na

postument i uderzył w struny lutni.

A grał tak tęskno, że czaszka słysząc

to zapłakała. Chciał ją pocieszyć

i pocałował ją w czoło.  

    - Pewnie przypomniałaś sobie

swe życie? - spytał. 

    A wtedy czaszka nie mogła już

całkiem opanować łez, który płynęły

strumieniami.

    - Tatusiu! -  zawołała.

    Wziął ją na ręce i przytulił do piersi... 

Nadeszła noc.  Spadł śnieg.  Dziewczynka

zaczęła biegać i tańczyć. Pustelnik

ulepił śnieżną kulę i rzucił w nią. W tej samej

chwili czaszka znikła i słychać było tylko

łkanie wiatru...




czwartek, 13 grudnia 2018

 

    Pamiętam Edek wyjął papierosa

z papierośnicy. I tak trzymał tego

papierosa nic nie mówiąc, nawet

go nie zapalił.

    - Edziu - spytałam - Dlaczego

wyjąłeś papierosa z papierośnicy

i tak go trzymasz?  - 

    Ale on trzymał tego wyjętego

z papierośnicy papierosa i zastygł

na chwilę w bezruchu, a potem

powiedział:

    - Nigdy mnie o to nie pytaj! - 

    I takim go zapamiętałam: jak

wyjmuje papierosa z papierośnicy

i trzyma go w dłoni.  A może, gdyby

tak nie wyjął tego papierosa z

papierośnicy, to nic bym nie pamiętała?

Czasem ktoś mnie pyta - Elu, a co by

było, gdyby on nie wyjął tego papierosa

z papierośnicy i nie trzymał go, to czy

byś się w nim zakochała?  Kto wie,

może wcale się w nim nie zakochałam,

ale pamiętam, że to mnie poruszyło.

      Już po jego śmierci mówię do

siostry: - Wiesz, tamtego dnia, stał

przy oknie i wyjął papierosa ze srebrnej

papierośnicy...A siostra mi odpowiada:

No i co, że wyjął papierosa z papierośnicy

i go trzymał?  A gdyby wyjął cygaro z

cygarniczki, to czy by to coś zmieniło?

A wiesz, że teraz już nie ma papierośnic?

      Czasami wieczorem, przed wyjściem

na spacer z sunią, przypominam sobie

twarz Edzia. Widzę ją jak przez mgłę!  

I widzę jak nerwowo wyjmuje papierosa

z papierośnicy i zamiera w przerażeniu...


    


środa, 12 grudnia 2018

 

 

Czy jest ktoś mniejszy ode mnie? - spytała mrówka.

Nie sądzę! Jestem tak niepozorna,

że nikt nie może się ze mną

równać. Ale powiem Ci

jedno...Uważaj, bo

mogę Cię

rozdeptać!  Właśnie

przypomniałam

sobie, że jestem

SŁONIEM!

 

 


wtorek, 11 grudnia 2018

  

    "Gawarjat szto gresził...

     Kak umieł tak i żył,

     a bezgriesznych nie znajet priroda."

 

     Te piękne słowa Bułata Okudżawy o

Wysockim warto przypomnieć tym,

którzy czują się bezgrzeszni i potępiają

innych.  I jeszcze dwa inne teksty Poety

przypominają mi się tej nocy.

     "Anton Pawłowicz Czechow zauważył

kiedyś, że mądry lubi się uczyć, a dureń

pouczać..."

     A drugi mówi o maleńkiej orkiestrze

nadziei przygrywającej żołnierzom pod

gradem kul.  "I komandiry wsie ochrypli

kogda komandował liudzmi, nadieżdy 

malieńkij orkiestrik pod uprawlieniem

liubwi..."  (Trudno mi to przetłumaczyć

w równie naturalny sposób).

    Ach Bułat!  Mądry był z Ciebie człowiek

i wrażliwy Poeta.  A Twoja "Modlitwa"

to prawdziwe cudo! ...Albo ten Czarny

kot, któremu każdy sam przynosi kawałek

kiełbasy, bo to partyjny towarzysz!  

     Ale i płakać chce się czasem...Kiedy

bohater powraca, a w jego domu "pachnie

złodziejstwem", zdradą po prostu, bo 

dziewczyna nie mogła przecież tak długo

czekać!   A trzecia miłość (jak to chyba

Młynarski? przetłumaczył) "jak tchórz

w drzwiach przekręca klucz i walizki ma

spakowane już"...A pierwsze kłamstwo?

"Myślisz, ech, zażartował ktoś!"

     To tylko przypadek, że kochałem w

życiu z wzajemnością trzy kobiety ;-)

Ale człowiek wiadomo, nie jakiś filozof

i rozczula się...A trzecia wojna?  "A tej

trzeciej co już puka w nasze drzwi, winien

będziesz Ty!" 

      Podśpiewuję sobie te piosenki czasem

drugim głosem, a głos mam lepszy niż

Bułat, uderzam do rytmu w bębenek i

potrząsam marakasami.  Może i ch...jowo

gram, ale na pewno nikt inny tak cudownie

tego nie robi!  

   

 

 

    

 

 

 

poniedziałek, 10 grudnia 2018

 

      Aforyzmy Nietzschego zawsze robią

na mnie wrażenie. Wczoraj trafiłem

na jego myśl taką: Hedonizm,

pesymizm, utylitaryzm i eudajmonizm

przeceniają wartość przyjemności

i lęk przed cierpieniem.  A tylko w

cierpieniu rodzą się rzeczy wielkie

i ważne dla życia.

     Z pewnością w życiu nie chodzi

o to, aby nie cierpieć.  Życie może

być szlachetne i piękne, ale niekoniecznie

przyjemne, a cierpienie często przyczynia

się do naszego osobistego rozwoju.

     Nietzsche sponiewierał jednak

niepotrzebnie współczucie, przypisując je

istotom słabym i z natury niewolniczym. 

Ale nawet, kiedy sami mielibyśmy ochotę

poczuć dotyk cierpienia (a to już raczej

byłby masochizm), to musielibyśmy

mieć poczucie, czym jest ono dla innych.

    Na świecie jest aż za wiele cierpienia.    

Setki milionów ludzi umierają z głodu.

Nie ma nawet sekundy, w której w tysiącu

miejsc świata nie jest zniewalane bezbronne

dziecko.  Jedni umierają, a inni posiadają

zbyt wiele i nie czują potrzeby dzielenia się

czymkolwiek.  Ludzie zdradzają lub porzucają

tych, którzy oddali im swe serce, są

niewdzięczni, zobojętniali i okrutni.  I trudno

nie myśleć o tym, że o ile możemy nie

powiększać tego ogromu cierpienia, to

powinniśmy zrobić wszystko, aby innych

ludzi i czujących istot nie udręczać, lecz je

wspierać.  Życie jest kruche i tylko prawdziwa,

duchowa miłość nie przemija...

     Przeżyć życie, patrząc na los innych

oczami współczucia i próbując przynajmniej

nie powiększać ich cierpienia (choć to

czasami o wiele za mało i oznacza dla

nich wyrok).  Nie czuć wobec nikogo

zawiści, nienawiści, ani resentymentu

i umieć cieszyć się szczęściem innych. 

Pokochać lub pogodzić się z tym, co w

sposób nieunikniony nam się przydarza,

o ile nie możemy tego zmienić. To dopiero

czyni nas istotami nieco bardziej

świadomymi tego, czym jest wartość

życia.

     Piszę bardzo szybko i nie zamierzam,

choć może by należało, zastanawiać się

nad każdym wypowiedzianym słowem. 

Potrafiłbym łatwo zastrzelić się

argumentami, które wykażą rzekomo

nicość moich myśli.  Ale wtedy zostałby

ze mnie trup, a nie żywy i czujący człowiek. 

A Nietzsche przecież sofistą też nie był

i na prawdzie przeżyć mu zależało. 

 

 

 

 
1 , 2